Wydawca: Harlequin Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2013

Zapomniana kochanka ebook

Maya Banks  

(0)

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Zapomniana kochanka - Maya Banks

Czy my się znamy? Gdyby Rafael wiedział, że w odpowiedzi na to pytanie dostanie od kobiety pięścią w twarz, raczej by go nie zadał. Dlaczego tak się zachowała? Może dlatego, że kiedyś się w nim kochała, on ją uwiódł, oszukał w interesach i się ulotnił. Teraz odnalazła go w Nowym Jorku, a on wcale sobie jej nie przypomina...

Opinie o ebooku Zapomniana kochanka - Maya Banks

Fragment ebooka Zapomniana kochanka - Maya Banks

Maya Banks

Zapomniana kochanka

Tłumaczenie: Janusz

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Rafael de Luca nie wątpił, że sobie poradzi. Bywał już w życiu w gorszych tarapatach i zapewne jeszcze nieraz będzie. Nie zamierzał pokazać tym ludziom, że jest zdenerwowany ani że nikogo z nich nie pamięta.

Powiódł ponurym wzrokiem po sali balowej i wypił łyk marnego wina, by zatuszować niepokój. Jedynie siłą woli zdołał wytrwać tutaj aż tyle czasu. W głowie potwornie go łupało, a wino przyprawiało o mdłości.

– Rafe, możesz się już stąd zmyć – mruknął stojący obok niego Devon Carter. – Wytrzymałeś wystarczająco długo. Nikt niczego nie podejrzewa.

Rafael odwrócił się i spojrzał na swoich trzech przyjaciół – Devona, Ryana Beardsleya i Camerona Hollingswortha – stojących tuż za nim, jakby go ubezpieczali. Zawsze mógł na nich liczyć, odkąd na pierwszym roku w college’u postanowili razem podbić świat biznesu.

Zjawili się, kiedy leżał w szpitalu z przepastną czarną dziurą w pamięci. Nie cackali się z nim – wręcz przeciwnie! – i był im za to wdzięczny.

– Powiedziano mi, że nigdy nie wychodziłem wcześnie z przyjęć – odrzekł.

Znów podniósł do ust kieliszek z winem, ale gdy poczuł jego zapach, rozmyślił się i opuścił rękę. Dałby wszystko za jakiś środek przeciwbólowy. Odmówił przyjęcia leków, gdyż chciał zachować jasny umysł. Jednak w tej chwili chętnie łyknąłby kilka proszków i zasnął na parę godzin. Może po obudzeniu nie czułby już tego okropnego bólu w skroniach.

Cameron się skrzywił.

– Kogo obchodzi, jak się zazwyczaj zachowywałeś? To twoje przyjęcie. Każ im wszystkim iść do...

Ryan przerwał mu, unosząc dłoń.

– Pamiętaj, oni są ważnymi partnerami biznesowymi, a my potrzebujemy ich pieniędzy.

Cameron nie odpowiedział, tylko z pochmurną miną zlustrował wzrokiem salę.

– Przy was trzech nie potrzebuję ochroniarzy – zażartował Rafael, ale naprawdę był zadowolony, że ma przy sobie ludzi, którym może zaufać. Nikomu innemu nie przyznał się do utraty pamięci.

Devon nachylił się do niego i powiedział cicho:

– Facet, który do nas podchodzi, to Quenton Ramsey III, a jego żona ma na imię Marcy. Już potwierdził podpisanie umowy dotyczącej wyspy Moon.

Rafael skinął głową i uśmiechnął się ciepło do nadchodzącej pary. Starał się za wszelką cenę nie zaniepokoić inwestorów. On i jego wspólnicy znaleźli doskonałe miejsce na kurort wypoczynkowy na małej wysepce u wybrzeży Teksasu, nad zatoką naprzeciwko Galveston. Kupił ten teren i teraz muszą tylko zbudować tam hotel i utrzymać inwestorów w dobrym nastroju.

– Miło mi znów widzieć was oboje – rzekł. – Marcy, wyglądasz uroczo. Quentonie, szczęściarz z ciebie, że masz taką cudowną żonę.

Starsza kobieta zaczerwieniła się, gdy ucałował jej dłoń. Udawał, że jest całkowicie pochłonięty rozmową z nimi, ale poczuł mrowienie w karku, więc rozejrzał się ukradkiem, szukając powodu swego niepokoju.

Spostrzegł kobietę stojącą w drugim końcu sali. Przeszywała go wzrokiem i nie stropiła się, gdy napotkała jego spojrzenie. Nie wiedział, dlaczego właściwie zwrócił na nią uwagę. Zazwyczaj pociągały go wysokie długonogie blondynki o jasnej cerze i błękitnych oczach. Ta kobieta była drobna, niska – mimo pantofli na wysokich obcasach – i śniada. Na jej ramiona kaskadą spływały bujne włosy, równie czarne jak oczy.

Spoglądała na niego dość pogardliwie, choć nigdy dotąd jej nie spotkał. A może jednak?

Przeklął w duchu dziurę w swej pamięci. Nie pamiętał niczego z tygodni poprzedzających wypadek sprzed czterech miesięcy. Luki we wspomnieniach obejmowały również niektóre wcześniejsze wydarzenia. Lekarze nazwali to selektywną amnezją. Kompletna bzdura! Amnezję miewają tylko histeryczki w kiepskich serialach telewizyjnych. Lekarz sugerował, że Rafael podświadomie pragnął zapomnieć o pewnych sprawach, lecz stanowczo odrzucił to przypuszczenie. Nie jest szalony, a przecież tylko wariat chciałby stracić pamięć!

Pamiętał Deva, Cama i Ryana, a także każdą chwilę z minionej dekady. Ich wspólne lata w college’u, sukcesy w interesach. Pamiętał większość ludzi, dla których pracował – ale nie wszystkich. To przysparzało mu niezliczonych problemów i stresu, zwłaszcza odkąd usiłował sfinalizować umowę dotyczącą budowy kurortu, która mogłaby przynieść miliony jemu i wspólnikom. Nie pamiętał połowy inwestorów zaangażowanych w ten projekt, a nie mógł sobie pozwolić na utratę żadnego z nich.

Nieznajoma wpatrywała się w niego coraz chłodniejszym wzrokiem, kurczowo ściskając torebkę, jednak wyraźnie nie zamierzała podejść bliżej.

– Przepraszam na chwilę – rzucił z uśmiechem do Ramseyów i niedbałym krokiem ruszył w kierunku tajemniczej nieznajomej.

Ochroniarze podążyli tuż za nim. Irytowali go, ale teraz byli przydatni. Nie chodziło o fizyczne bezpieczeństwo, lecz o to, że trzymali ludzi na dystans, co pomagało ukryć kłopoty z pamięcią Rafaela.

Kobieta nawet nie udawała zakłopotania, gdy do niej podszedł. Spojrzała wprost na niego i wyzywająco zadarła głowę, co go zaintrygowało. Przez moment przyglądał się jej delikatnym rysom, zastanawiając się, czy ją spotkał.

– Przepraszam, czy my się znamy? – zapytał miłym tonem, który zawsze skutecznie działał na kobiety.

Spodziewał się, że atrakcyjna brunetka zachichocze nerwowo i zaprzeczy – albo bezwstydnie skłamie, że spędzili kiedyś namiętną noc, co byłoby jawnym łgarstwem, gdyż nie była w jego typie. Zatrzymał dłużej spojrzenie na jej bujnym biuście, uwypuklonym przez obcisłą górę czarnej rozkloszowanej sukienki do kolan.

Lecz nieznajoma go zaskoczyła. Gdy popatrzył ponownie na jej twarz, ujrzał w czarnych oczach furię.

– Czy się znamy? – syknęła wściekle. – Ty łajdaku!

Zamachnęła się i trafiła go prawym sierpowym. Zachwiał się i złapał za nos.

– Ty draniu! – wrzasnęła.

Zanim zdążył zapytać, czy może to ona straciła pamięć, rozdzielił ich jeden z ochroniarzy. Przy tym w zamieszaniu niechcący pchnął ją tak, że upadła na kolano i odruchowo osłoniła brzuch. Dopiero wtedy Rafael zorientował się, że jej szeroka spódnica kryje ciążę.

Ochroniarz chciał brutalnie postawić ją na nogi.

– Nie! – krzyknął Rafael. – Ona jest w ciąży. Nie zrób jej krzywdy!

Mężczyzna popatrzył na niego zdumiony i cofnął się. Kobieta wstała szybko, zerknęła na Rafaela, a potem odwróciła się i pobiegła korytarzem, stukając głośno obcasami na marmurowych kafelkach.

Rafael spoglądał na nią, zbyt oszołomiony, by się poruszyć lub odezwać. W oczach tej kobiety, gdy przed odejściem na niego spojrzała, nie dostrzegł gniewu, który kazał jej go uderzyć, tylko łzy i cierpienie. Widocznie kiedyś ją skrzywdził, choć nie miał pojęcia, jak.

Nie zważając na dojmujący ból głowy, pośpieszył za nią. Wypadł z hotelowego holu i na schodach prowadzących na zatłoczoną ulicę spostrzegł dwa sandałki połyskujące srebrzyście w blasku księżyca. Schylił się, podniósł je i zmarszczył brwi. Ciężarna kobieta nie powinna chodzić na tak wysokich obcasach, gdyż mogłaby się potknąć. I dlaczego uciekła, skoro najwyraźniej czegoś od niego chciała?

– Do diabła, Rafe, co się dzieje? – zapytał Cameron, który wybiegł za nim.

Pojawili się też pozostali dwaj przyjaciele oraz wszyscy ochroniarze i otoczyli go zatroskani. Westchnął z irytacją i podał błyszczące sandałki Ramonowi, szefowi ochrony.

– Odszukaj kobietę, która nosi te pantofle.

– Co mam z nią zrobić, kiedy ją znajdę? – zapytał Ramon rzeczowym tonem. Najwyraźniej był pewien, że wypełnienie polecenia nie sprawi mu trudności. Zresztą on istotnie niemal nigdy nie zawodził.

Rafael potrząsnął głową.

– Nic. Po prostu daj mi znać. Ja się tym zajmę.

Przyjaciele spojrzeli na niego z niepokojem.

– Nie podoba mi się to – mruknął Ryan. – Moim zdaniem ten incydent był zaplanowany. Niewykluczone, że wiadomość o twojej utracie pamięci już przeciekła do prasy albo gdzie indziej. Ta kobieta może to wykorzystać, żeby cię szantażować.

– To możliwe – przyznał spokojnie Rafael. – Jednak coś mnie w niej intryguje.

Cameron uniósł brwi.

– Rozpoznałeś tę kobietę? Znasz ją?

– Jeszcze nie wiem. Ale zamierzam się dowiedzieć.

Bryony Morgan wyszła z łazienki, wytarła się i włożyła szlafrok. Nawet wzięcie prysznica nie ukoiło jej furii.

„Czy my się znamy?”. Jego pytanie wciąż rozbrzmiewało jej w głowie. Miała ochotę czymś cisnąć, by dać upust wściekłości – najlepiej w niego!

Jak mogła okazać się aż tak głupia? Nie była z tych, które tracą głowę dla każdego przystojniaka. Przeciwnie, tacy faceci nigdy nie robili na niej wrażenia. A jednak, gdy na jej wyspie zjawił się Rafael de Luca, z miejsca się w nim zadurzyła. Nawet nie próbowała walczyć z tym uczuciem. W nienagannie uszytym garniturze wyglądał na chodzącą doskonałość. Och tak, udało się jej sprawić, że pozbył się tego garnituru – a także sztywnej oficjalnej aury, jaką emanował. Zanim opuścił wyspę, zmienił się z trzeźwego, zamkniętego w sobie i spiętego biznesmena w człowieka beztroskiego, swobodnego i zrelaksowanego.

I zakochanego.

Zamknęła oczy, gdy napłynęły bolesne wspomnienia. Najwidoczniej myliła się, a on się w niej nie zakochał. Po prostu przybył, zobaczył i zwyciężył. Zdobył ją. Była zanadto naiwna i beznadziejnie zakochana, by odgadnąć jego prawdziwe pobudki.

Ale to nie znaczy, że jego kłamstwa ujdą mu na sucho. Bryony była gotowa zrobić wszystko, by uniemożliwić Rafaelowi de Luce zbudowanie na ziemi, którą mu sprzedała, monstrualnie wielkiego kurortu dla znudzonych bogatych celebrytów, i przekształcenie całej wyspy w mekkę dla hałaśliwych turystów.

Potrzebowała wiele odwagi, by dziś wieczorem zakłócić jego przyjęcie. Ale kiedy dowiedziała się o celu tej imprezy – pozyskaniu potencjalnych inwestorów dla projektu, który zniszczy jej ziemię – postanowiła stawić czoło Rafaelowi i publicznie zdemaskować jego plany.

Nie przypuszczała jednak, że Rafael uda, że jej nie zna. W efekcie wyszła na nawiedzoną ekolożkę, usiłującą za wszelką cenę powstrzymać „cywilizacyjny postęp”.

Na myśl o tym, jak bardzo się co do niego pomyliła, poczuła się zdruzgotana. Westchnęła ciężko i potrząsnęła głową, starając się uspokoić. Konała z głodu. Gdzie jest służba hotelowa? Przepraszającym gestem pogładziła brzuch i opanowała się z wysiłkiem. Jej zdenerwowanie mogłoby zaszkodzić dziecku.

Zmusiła się, by uczesać i wysuszyć włosy. Gdy już kończyła, rozległo się natarczywe pukanie.

– Jedzenie. Nareszcie – mruknęła i wyłączyła suszarkę.

Lecz kiedy otworzyła drzwi, ujrzała Rafaela. Stał, trzymając w ręce jej porzucone sandałki. Cofnęła się i próbowała zatrzasnąć drzwi, ale zablokował je stopą i ze swą zwykłą bezceremonialnością wszedł do pokoju. Zirytowało ją to, że poczuła się przy nim słaba i bezbronna – chociaż dawniej uwielbiała poczucie bezpieczeństwa, gdy wtulała się w jego mocne ciało.

– Wyjdź albo wezwę ochronę – warknęła.

– Tak się składa, że to mój hotel, więc trudno byłoby ci mnie stąd wyrzucić – odparł spokojnie.

Jej oczy się zwęziły.

– Więc zadzwonię na policję. Nie masz prawa mnie nachodzić.

Uniósł brwi.

– Przyszedłem zwrócić ci buty. Czy to czyni ze mnie przestępcę?

– Och, daj spokój! Skończ te głupie gierki. Przejrzałam cię w chwili, gdy na przyjęciu udałeś, że mnie nie znasz!

Musiała się powstrzymać, by znów go nie uderzyć. Chyba to wyczuł, gdyż przewidująco się cofnął. Wykorzystała to i zrobiła krok naprzód, chcąc przejąć kontrolę nad sytuacją.

– Wiesz co? Nigdy nie uważałam cię za tchórza. Rozumiem, że tylko bawiłeś się mną, a ja okazałam się niebotyczną idiotką. Ale mdli mnie, kiedy widzę, że boisz się otwarcie do tego przyznać.

Szturchnęła go palcem w pierś, nie zważając na jego zdumioną minę, i mówiła dalej:

– Nie pozwolę ci zrealizować planów dotyczących mojej ziemi, nawet gdybym musiała zrujnować się do ostatniego centa. Zawarliśmy ustną umowę i zmuszę cię, żebyś jej dotrzymał.

Zamrugał i wydawało się, że chce coś powiedzieć, ale nie dała mu dojść do słowa.

– Myślałeś, że już mnie więcej nie zobaczysz? Że zaszyję się gdzieś i będę szlochać, bo pojęłam, że nie kochałeś mnie i sypiałeś ze mną, aby mnie skłonić do sprzedania ci ziemi? Otóż pomyliłeś się!

Rafael zareagował tak, jakby go znowu uderzyła. Zbladł, a w jego oczach pojawił się twardy zimny wyraz. Gdyby Bryony nie była tak wściekła i to zauważyła, przypuszczalnie ogarnąłby ją strach.

– Utrzymujesz, że ze sobą sypialiśmy? – spytał groźnie cichym głosem. – Nie wiem nawet, jak się nazywasz.

To nie powinno jej zaboleć. Już dawno zrozumiała, dlaczego ją uwiódł i kłamał o swoich uczuciach. A jednak teraz jego słowa zadały jej sercu niemal śmiertelny cios.

– Wyjdź – powiedziała, z trudem panując nad głosem. Czuła, że zaraz wybuchnie płaczem.

Przechylił głowę na bok i przyjrzał się jej uważnie, a potem nieoczekiwanie otarł łzę z kącika jej oka.

– Jesteś zdenerwowana – stwierdził.

Święta panienko, ten człowiek to idiota! Mogła się tylko modlić, by ich dziecko odziedziczyło umysł po niej, a nie po nim. Omal nie parsknęła śmiechem, ale ostatecznie wyszedł z tego zdławiony szloch. Co czeka nieszczęsne dziecko, skoro rodzice są parą cholernych kretynów?

– Wynoś się – rzuciła.

Lecz on ujął ją za podbródek, tak aby spojrzała mu w oczy, i z zaskakującą delikatnością otarł jej policzek.

– Nie mogliśmy z sobą sypiać – powiedział. – Pomijając już fakt, że nie jesteś w moim typie, to nie wyobrażam sobie, żebym mógł coś takiego zapomnieć.

Dziewczyna szeroko otworzyła oczy i wyrwała mu się. Odeszła ją chęć do płaczu. Skoro Rafael nie zamierza opuścić jej pokoju, to ona stąd wyjdzie. Otuliła się szczelniej szlafrokiem i ruszyła do drzwi, ale chwycił ją za nadgarstek i powstrzymał, a potem przyciągnął do siebie. Chciała krzyknąć, lecz zakrył jej usta dłonią.

– Na litość boską, nie chcę cię skrzywdzić – syknął.

– Już mnie skrzywdziłeś – wycedziła.

Jego wzrok złagodniał i wyrażał teraz zakłopotanie.

– Najwyraźniej rzeczywiście tak uważasz. Ale żeby ci to wynagrodzić, musiałbym najpierw przypomnieć sobie ciebie i to, co ci rzekomo zrobiłem.

– Wynagrodzić? – powtórzyła z niedowierzaniem. Gwałtownie rozchyliła poły szlafroka, ukazując zaokrąglony brzuch pod cienką atłasową nocną koszulą. – Rozkochałeś mnie w sobie. Uwiodłeś. Powiedziałeś, że mnie kochasz i chcesz, abyśmy żyli razem. Skłoniłeś mnie, żebym sprzedała ci ziemię, która od stu lat należała do mojej rodziny. Okłamałeś mnie co do naszego związku i twoich planów dotyczących tego terenu. A na domiar tego wszystkiego jeszcze zrobiłeś mi dziecko!

Rafael zbladł. Z jego twarzy zniknęło zakłopotanie, a pojawił się grymas gniewu. Postąpił krok w stronę Bryony, a w niej po raz pierwszy lęk wziął górę nad wściekłością.

– Mówisz, że jestem ojcem twojego dziecka?

Wbiła w niego nieugięty wzrok.

– A ty twierdzisz, że nie? Że tylko wyobraziłam sobie te tygodnie, które spędziliśmy razem? Zaprzeczasz, że potem porzuciłeś mnie bez słowa wyjaśnienia?

W jej głosie brzmiał sarkazm, lecz także głęboki ból. Wystarczy, że ją zdradził. Nie chciała, żeby jeszcze w dodatku ją poniżał. Wzdrygnął się i zamknął oczy, a potem cofnął się o krok. Przez chwilę miała nadzieję, że może wreszcie wyjdzie.

– Nie pamiętam ciebie ani niczego, o czym mówisz – odrzekł szorstko, lecz zarazem z nutą szczerego zdumienia, wskazując na jej brzuch.

– Nie pamiętasz?

Przegarnął dłonią włosy i zaklął pod nosem.

– Miałem... wypadek. Kilka miesięcy temu. Nie pamiętam cię. Jeśli mówisz prawdę, spotkaliśmy się w okresie, z którego pozostała mi kompletna pustka.

ROZDZIAŁ DRUGI

Bryony zbladła i zachwiała się. Podtrzymał ją. Tym razem się nie opierała; poczuł, że zadrżała.

– Usiądź – rzekł ponuro i posadził ją na łóżku.

Popatrzyła na niego udręczonym wzrokiem.

– Mam uwierzyć, że cierpisz na amnezję? Nic lepszego nie potrafisz wymyślić?

Pojmował jej wątpliwości. Na jej miejscu też by w to nie uwierzył.

– Nie chcę cię rozzłościć, ale jak masz na imię?

Westchnęła ze znużeniem.

– A więc mówisz serio. Nazywam się Bryony Morgan.

Spuściła głowę i włosy spadły jej na twarz. Rafael pod wpływem impulsu odgarnął je za ucho.

– A więc, Bryony, jak się zapewne domyślasz, mam do ciebie mnóstwo pytań.

– Amnezja. – Spojrzała na niego. – Naprawdę zamierzasz się upierać przy tej absurdalnej historyjce?

Westchnął ze zniecierpliwieniem. Nie przywykł, by kwestionowano jego słowa.

– Twoim zdaniem lubię, kiedy publicznie wali mnie w nos kobieta utrzymująca, że zrobiłem jej dziecko? Kobieta, którą, o ile wiem, widzę pierwszy raz? Postaw się na chwilę w mojej sytuacji. Czy nie wzbudziłoby to w tobie lekkich podejrzeń?

– To jakiś obłęd – wymamrotała.

– Posłuchaj, mogę dowieść tego, co mnie spotkało. Mogę ci pokazać kartę choroby, diagnozę lekarzy. Przykro mi, Bryony, ale nie pamiętam cię i mogę tylko wierzyć ci na słowo, że kiedyś wcześniej miałem z tobą do czynienia.

Skrzywiła się.

– Tak, byłeś uprzejmy napomknąć, że nie jestem w twoim typie.

– Opowiedz mi wszystko, gdzie i kiedy się spotkaliśmy. Może to odświeży mi pamięć.

Rozległo się pukanie do drzwi.

– Służba hotelowa – wyjaśniła. – Umieram z głodu. Przez cały dzień nic nie jadłam.

– To niedobrze dla dziecka.

Zbyła jego uwagę milczeniem. Otuliła się szlafrokiem i wpuściła kelnera z wózkiem pełnym półmisków. Gdy wyszedł, zwróciła się do Rafaela:

– Przykro mi, ale nie spodziewałam się gości i zamówiłam kolację dla jednej osoby.

Gdy podniosła przykrywki, uniósł brwi. Jedzenia wystarczyłoby do nakarmienia niewielkiego zjazdu.

– Możemy porozmawiać, kiedy będziesz jadła.

Usiadła z podwiniętymi nogami w rogu kanapy. Kiedy sięgała po talerz, przyjrzał się tej kobiecie, którą zapomniał. Była niezaprzeczalnie piękna, choć nie z rodzaju tych, jakie zazwyczaj go pociągały. Przede wszystkim sprawiała wrażenie zbyt niezależnej. Wolał kobiety łagodne i uległe. Wiedział, że to poniekąd czyni z niego bęcwała, ale rzeczywiście preferował partnerki nieco mniej apodyktyczne. Teraz zafascynował go fakt, że ponoć zakochał się w dziewczynie tak krańcowo odmiennej od wszystkich tych, z którymi romansował przez minionych pięć lat. No dobrze, uwierzył, że kiedyś uznał ją za atrakcyjną. Mógł nawet uwierzyć, że z nią sypiał. Ale zakochać się w niej? To był słaby punkt bajeczki, którą mu opowiedziała.

Lecz Bryony, jak wszystkie kobiety, kieruje się emocjami. Możliwe więc, iż naprawdę sądzi, że się w niej zakochał. Jej ból i gorycz wyglądają na szczere.

A w dodatku jest w ciąży. Niewątpliwie uzna go za jeszcze większego łajdaka, ale postąpiłby głupio, nie nalegając na przeprowadzenie testu ojcostwa. Niewykluczone, że zmyśliła całą tę historyjkę, dowiedziawszy się o jego utracie pamięci.

Postanowił zadzwonić do adwokata i polecić mu, by sprawdził, czyj podpis widnieje na umowie zakupu tej nieruchomości, którą nabył w okresie okrytym mrokiem amnezji. Tak, zatelefonuje do niego jutro rano.

– O czym myślisz? – spytała Bryony.

– O tym, że to cholerny galimatias.

– Mnie to mówisz? – mruknęła. – Chociaż nie rozumiem, czym ty miałbyś się martwić. Jesteś bajecznie bogaty. Nie zaszedłeś w ciążę. I nie sprzedałeś ziemi należącej od wielu pokoleń do twojej rodziny komuś, kto zamierza ją zniszczyć, budując na niej wabik na turystów.

Ból w jej głosie wprawił go w zakłopotanie. Rafael poczuł coś w rodzaju wyrzutów sumienia. Ale właściwie dlaczego? Przecież w niczym tu nie zawinił.

– Jak się poznaliśmy? – zapytał.

Przez chwilę z nieszczęśliwą miną bawiła się widelcem.

– Kiedy pierwszy raz cię zobaczyłam, miałeś na sobie oficjalny garnitur i buty warte więcej niż mój dom, a także okulary przeciwsłoneczne. Zirytowało mnie, że nie widzę twoich oczu, więc powiedziałam, że nie będę z tobą rozmawiać, dopóki ich nie zdejmiesz.

– Gdzie to było?

– Na wyspie Moon. Spytałeś, kto jest właścicielem nieruchomości z plażą. Należała do mnie. Sądziłam, że jesteś z facetem z miasta, który ma wielkie plany rozbudowy wyspy i wydobycia z ubóstwa wszystkich jej mieszkańców.

Zmarszczył brwi.

– Ten teren nie był na sprzedaż?

– Był. Ja... musiałam go sprzedać. Mojej babki i mnie nie było już stać na płacenie podatku gruntowego. Ale uzgodniliśmy, że nie odsprzedasz tej ziemi żadnemu przedsiębiorcy budowlanemu. – Urwała na chwilę. – W każdym razie uznałam, że jesteś jeszcze jednym sztywniakiem w garniaku, więc wysłałam cię, żebyś szukał wiatru w polu.

Po raz pierwszy na jej wargach zaigrał nikły uśmiech. Rafael spiorunował ją wzrokiem.

– Wściekłeś się na mnie. Wróciłeś do mojego domku i zacząłeś walić w drzwi.

– To do mnie podobne – przyznał.