Wydawca: Świat Książki Kategoria: Kryminał Język: polski

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 401 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Zapisane w wodzie - Paula Hawkins

Autorka Dziewczyny z pociągu powraca z thrillerem, na który czeka cały świat!

Ta powieść dojrzewała we mnie od dłuższego czasu.

Jest coś nieodpartego w historiach, które sobie opowiadamy, w tym, jak świadomie lub nieświadomie można ukryć głosy i prawdy, zmyć wspomnienia i pogrążyć je w niepamięci.

Paula Hawkins

SEKRETY, KTÓRE MOGĄ POCIĄGNĄĆ CIĘ NA DNO

Kilka dni przed śmiercią Nel Abbott dzwoni do swojej siostry.

Jules nie odbiera, ignorując jej prośbę o pomoc.

Nel umiera. Mieszkańcy miasteczka mówią, że „skoczyła”. A Jules musi wrócić do miejsca, z którego kiedyś uciekła – miała nadzieję, że na dobre – aby zaopiekować się swoją piętnastoletnią siostrzenicą.

Julia się boi. Tak bardzo się boi. Dawno pogrzebanych wspomnień, starego młyna, świadomości, że Nel nigdy by tego nie zrobiła.

Ale najbardziej boi się wody i zakola rzeki, które miejscowi nazywają Topieliskiem.

W tym samym dynamicznym stylu i z tym samym dogłębnym zrozumieniem kierujących człowiekiem instynktów, które pochłonęło miliony czytelników jej debiutanckiej powieści, Paula Hawkins przedstawia nowy, porywający thriller, w którego tle czają się historie z przeszłości oraz siła, z jaką potrafią one zniszczyć nam życie.

„Alec, obudź się. Obudź się! Nel Abbott nie żyje. Znaleźli ją w wodzie. Skoczyła”.

„Julio, to ja. Musisz oddzwonić. Oddzwoń. Proszę. To ważne. Oddzwoń, jak tylko będziesz mogła, dobrze? Chcę… To ważne”.

Paula Hawkins znów to zrobiła! Zapisane w wodzie to perfekcyjnie skonstruowany mroczny thriller, od którego nie będziecie mogli się oderwać. Wciąga od pierwszej strony!

Shari Lapena

Zastanawiacie się, czy Zapisane w wodzie może być lepsze od Dziewczyny z pociągu?

Niepotrzebnie. Jest lepsze. To pisarski triumf.

Clare Mackintosh

Paula Hawkins urodziła się i wychowała w Zimbabwe; w 1989 roku przeprowadziła się do Londynu, gdzie mieszka do dziś.

Jej debiutancka powieść, Dziewczyna z pociągu, okazała się literackim fenomenem i sprzedała  się w  20 milionach egzemplarzy.

Przetłumaczona na ponad 40 języków, przez długie miesiące zajmowała pierwsze miejsca na listach bestsellerów. Na jej podstawie nakręcono kasowy film pod tym samym tytułem z Emily Blunt w roli głównej.

Zapisane w wodzie jest drugą powieścią autorki. DreamsWorks kupiło prawa do ekranizacji Zapisane w wodzie, trwają prace nad scenariuszem.

Opinie o ebooku Zapisane w wodzie - Paula Hawkins

Fragment ebooka Zapisane w wodzie - Paula Hawkins

Tytuł oryginału INTO THE WATER

WydawcaGrażyna Woźniak

Redaktor prowadzącyKatarzyna Krawczyk

RedakcjaAnna Sidorek

KorektaKatarzyna Bielawska Jadwiga Piller

© Paula Hawkins, 2017 Copyright © for the Polish translation by Jan Kraśko 2017 Lyrics from Down by the Water by PJ Harvey reproduced by kind permission of Hot Head Music Ltd. All rights reserved. Excerpt from Hallucinations by Oliver Sacks. Copyright © 2012, Oliver Sacks, used by permission of The Wylie Agency (UK) Limited. Extract The Numbers Game, from Dear Boy © Emily Berry and reprinted by permission of Faber & Faber

Postaci w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żyjących czy zmarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Świat Książki Warszawa 2017

Świat Książki Sp. z o.o. 02-103 Warszawa, ul. Hankiewicza 2

Księgarnia internetowa: swiatksiazki.pl

Łamanie: Piotr Trzebiecki

Dystrybucja Firma Księgarska Olesiejuk sp. z o.o., sp. j. 05-850 Ożarów Mazowiecki, ul. Poznańska 91 e-mail: hurt@olesiejuk.pl tel. 22 733 50 10www.olesiejuk.pl

ISBN 978-83-8031-709-3

Skład wersji elektronicznej

Byłam bardzo młoda, gdy mnie siłą otwarto. – O jednych rzeczach powinno się zapomnieć O innych nie. Opinie różnią się co do tego, o których.

Emily Berry,The Numbers Game z tomiku Dear Boy

Dzisiaj wiemy, że nie są one (wspomnienia) nieruchomo zakrzepłe, niczym Proustowskie konfitury w spiżarni, gdyż przy każdym przypomnieniu są przekształcane, rozkładane, składane na nowo i poddawane innej kategoryzacji.

Oliver Sacks, Halucynacje. przeł. Jerzy Łoziński, Poznań 2014

Topielisko

Libby

Jeszcze raz! Jeszcze raz!

Znowu ją wiążą. Tym razem inaczej: lewy kciuk do dużego palca u prawej nogi, prawy do dużego u lewej. I opasują sznurem w talii. A potem niosą do wody.

– Proszę – błaga, bo nie wie, czy da radę to znieść, ten czarny mrok, to zimno.

Chce wrócić do domu, którego już nie ma, do czasów, kiedy siadywały z ciotką przy ogniu i snuły opowieści. Do chatki i swojego łóżka, chce znowu być mała, chce wdychać zapach dymu, róż i słodką woń ciocinej skóry.

– Proszę…

Tonie. Kiedy wyciągają ją po raz drugi, ma sine usta i już nie oddycha.

2015

Jules

Chciałaś mi coś powiedzieć, prawda? Chyba próbowałaś. Czuję się tak, jakbym już dawno przestała cię słuchać. Zdekoncentrowałam się, myślałam o czymś innym, o swoich sprawach, nie słuchałam i zgubiłam wątek. Ale już, już się skupiam. Tylko mam wrażenie, że gdzieś po drodze umknęło mi coś ważnego.

Kiedy przyszli mnie zawiadomić, byłam zła. W pierwszej chwili mi ulżyło, bo gdy dwóch policjantów odwiedza cię, kiedy wychodzisz do pracy i właśnie stoisz w drzwiach, szukając biletu na pociąg, spodziewasz się najgorszego. Ja bałam się o tych, na których mi zależy; o przyjaciół, mojego byłego, o kolegów z biura. Ale powiedzieli, że nie chodzi o nich, tylko o ciebie. Dlatego ulżyło mi, lecz tylko na chwilę, bo zaraz wyjaśnili, co się stało, co zrobiłaś, gdzie cię znaleziono, i wpadłam w gniew. Wpadłam w gniew i jednocześnie ogarnął mnie strach.

Zastanawiałam się, co ci powiem, kiedy przyjadę, bo przecież wiem, że zrobiłaś mi to na złość, że chciałaś mnie zdenerwować, nastraszyć, zakłócić mi życie. Zwrócić moją uwagę, zaciągnąć mnie tam, gdzie według ciebie powinnam być. No i proszę, udało ci się; przyjechałam, chociaż nigdy nie chciałam tu wracać. Na domiar złego muszę zająć się twoją córką i posprzątać cały ten nieszczęsny bałagan.

Poniedziałek, 10 sierpnia

Josh

Coś mnie obudziło. Wstałem, żeby pójść do toalety, zobaczyłem, że drzwi do pokoju rodziców są otwarte i kiedy tam zajrzałem, mamy nie było w łóżku. Tata jak zwykle chrapał. Według zegara na radiu było osiem po czwartej. Pomyślałem, że mama jest w salonie, bo źle sypia. Teraz oboje źle sypiają, ale tata bierze proszki tak silne, że można stanąć nad nim i krzyknąć mu prosto do ucha, a on i tak się nie obudzi.

Po cichu zszedłem na dół, bo mama zwykle włącza telewizor i żeby zasnąć ogląda te nudne reklamy sprzętu do chudnięcia, czyszczenia podłóg czy krojenia warzyw na sto sposobów. Ale telewizor nie grał, a jej nie było na sofie, więc od razu wiedziałem, że wyszła.

Wychodziła tak parę razy. Może i więcej, ale przecież ich nie śledzę. Za pierwszym razem powiedziała, że chciała się przewietrzyć i poszła na spacer, ale któregoś ranka znowu się obudziłem i znowu jej nie było, a kiedy wyjrzałem przez okno, zobaczyłem, że nie ma też naszego samochodu.

Myślę, że mama chodzi nad rzekę albo na grób Katie. Ja też czasem chodzę, ale nie w środku nocy. Bałbym się po ciemku, no i dziwnie bym się czuł, bo właśnie tak zrobiła Katie: wstała w nocy, poszła nad rzekę i już nie wróciła. Ale rozumiem, dlaczego mama tam chodzi; na cmentarzu może być blisko niej, tak jak w jej pokoju, bo wiem, że tam też czasem przesiaduje. Pokój Katie jest tuż za ścianą, więc słyszę, jak mama płacze.

Usiadłem na sofie, żeby na nią poczekać, ale musiałem zasnąć, bo kiedy usłyszałem chrobot klucza, na dworze było już jasno, a zegar na kominku wskazywał kilka minut po siódmej. Mama weszła, zamknęła drzwi i od razu popędziła na górę.

Poszedłem za nią. Stanąłem pod drzwiami do sypialni i zajrzałem przez szparę. Mama klęczała przy łóżku po stronie taty i miała czerwoną twarz, jakby cały czas biegła. Głośno dyszała i mówiła:

– Alec, obudź się. Obudź się! – I tak nim potrząsała. – Nel Abbott nie żyje. Znaleźli ją w wodzie. Skoczyła.

Nie pamiętam, żebym coś powiedział, ale musiałem wydać jakiś dźwięk, bo spojrzała na mnie i szybko wstała.

– Och, Josh. – Podeszła bliżej. – Och, Josh… – Miała twarz mokrą od łez i mocno mnie objęła. Kiedy się wyrwałem, wciąż płakała, ale uśmiechała się równocześnie. – Och, kochanie…

Tata już siedział. Przecierał oczy. On strasznie długo się budzi.

– Nie rozumiem. Kiedy… Tej nocy? Skąd wiesz?

– Poszłam po mleko – powiedziała mama. – Wszyscy o tym mówili… w sklepie. Znaleźli ją rano. – Usiadła na łóżku i znowu się rozpłakała.

Tata ją objął, ale patrzył tylko na mnie i miał dziwną minę.

– Dokąd poszłaś? – spytałem. – Gdzie byłaś?

– W sklepie, Josh. W sklepie.

Chciałem powiedzieć: kłamiesz. Nie było cię kilka godzin, wcale nie poszłaś po mleko. Chciałem to powiedzieć, ale nie mogłem, bo siedząc na łóżku i patrząc na siebie, rodzice robili wrażenie szczęśliwych.

Wtorek, 11 sierpnia

Jules

Tak, pamiętam. Na środku tylnego siedzenia kampera leżała sterta poduszek, granica między twoim terytorium a moim. Jechaliśmy na lato do Beckford, ty podekscytowana – nie mogłaś się już doczekać i cały czas się wierciłaś – ja zielona na twarzy, z trudem powstrzymując wymioty.

Nie tylko to pamiętałam, ale i czułam. Tego popołudnia czułam się dokładnie tak jak wtedy. Niemal leżąc na kierownicy jak staruszka, jechałam szybko i fatalnie, ścinając zakręty, zbyt gwałtownie hamując i za bardzo odbijając w lewo na widok nadjeżdżających z przeciwka samochodów. Ale zarazem naszło mnie uczucie, którego doświadczam czasem, gdy na wąskiej drodze widzę pędzącą na mnie białą ciężarówkę i myślę: tak, skręcę, zrobię to, szarpnę kierownicą i skręcę prosto na nią, ale nie dlatego, że chcę, tylko dlatego, że muszę. Jakbym w ostatniej chwili straciła wolną wolę. Jakbym stanąwszy na skraju przepaści albo peronu, czuła, że popycha mnie niewidzialna ręka. A gdyby tak to zrobić? Wystarczy jeden krok do przodu. Gdyby tak szarpnąć kierownicą?

(Cóż, ostatecznie jesteśmy do siebie podobne).

Uderzyło mnie to, jak dobrze wszystko pamiętam. Bo pamiętam aż za dobrze. Dlaczego bez najmniejszego trudu przypominam sobie to, co mi się przydarzyło, kiedy miałam osiem lat, a nie mogę sobie przypomnieć, czy prosiłam koleżankę, żeby przełożyła spotkanie z klientem na przyszły tydzień? Nie pamiętam tego, co chcę pamiętać, a to, o czym chcę zapomnieć, wciąż do mnie wraca. Im bliżej Beckford, tym trudniej mi było temu zaprzeczyć, bo niepokojąca przeszłość, niepokojąca i nieodwracalna, atakowała mnie jak wypłoszone z żywopłotu wróble.

Ta bujna, soczysta roślinność, ta niewiarygodna zieleń, te zjadliwe, jaskrawożółte kolcolisty na wzgórzu – wszystko to wgryzało mi się w mózg, budząc kronikę filmową wspomnień: mam cztery czy pięć lat i radośnie piszcząc, próbuję wyrwać się tacie, który niesie mnie do wody. Ty skacząca do rzeki z coraz to wyższej i wyższej półki skalnej. Pikniki na piaszczystym brzegu Topieliska, smak kremu do opalania na języku. Polowanie na grubą, brązową rybę w leniwej, mulistej wodzie za młynem. Ty wracająca do domu z zakrwawioną nogą po nieudanym skoku; zagryzasz ścierkę do naczyń, kiedy tata opatruje skaleczenie, bo nie, nigdy byś się nie rozpłakała, nie przy mnie. Mama w błękitnej sukience gotuje w kuchni owsiankę na śniadanie; jest na bosaka, a podeszwy jej stóp są ciemnobrązowe. Tata siedzący ze szkicownikiem nad brzegiem rzeki. I my trochę już starsze – ty w dżinsowych szortach i staniku od bikini pod T-shirtem wymykasz się nocą na spotkanie z chłopcem. Nie z jakimś tam, tylko z tym. Mama, chudsza już i słabsza, śpiąca w fotelu w salonie. Tata wychodzący na długie spacery z pulchną żoną pastora w słomkowym kapeluszu. I pamiętam ten mecz. Gorące słońce, woda – wszyscy patrzą na mnie. A ja szybko mrugam, żeby się nie rozpłakać. Mam krew na udzie, słyszę ich śmiech nawet teraz. A w tle szum wody.

Pogrążyłam się w niej tak, że długo nie zdawałam sobie sprawy, iż dojechałam. Że już tu jestem, w centrum miasteczka – jakbym zamknęła oczy, niepostrzeżenie przeniosła się z miejsca na miejsce i po chwili stwierdziła, że jadę powoli wąskimi uliczkami zastawionymi rzędami terenówek, że na skraju pola widzenia ciągnie się zamazana smuga jasnoróżowych domów, że już widać kościół i stary garbaty most. Teraz ostrożnie. Wbiłam wzrok w asfalt, starając się nie patrzeć na drzewa i na rzekę, próbując nie widzieć. Ale nie mogłam się powstrzymać i popatrzyłam.

Zjechałam na pobocze i zgasiłam silnik. Podniosłam wzrok. Drzewa i kamienne schody zielone od mchu i zdradliwe po deszczu. Dostałam gęsiej skórki na całym ciele. Pamiętam lodowaty deszcz siekący asfalt, migające niebieskie światła rywalizujące z błyskawicami o to, które lepiej oświetlą rzekę i niebo, kłęby pary przed wyrażającymi panikę twarzami i drżącego białego jak kreda chłopczyka, który idzie z policjantką po schodach. Policjantka trzyma go kurczowo za rękę, ma duże, wystraszone oczy i rozgląda się na wszystkie strony, jakby kogoś wypatrywała albo wołała. Wciąż czuję to co wtedy, tamtej nocy, wciąż jestem tak samo przerażona i zafascynowana. Wciąż słyszę twoje słowa: „Ciekawe, jak to jest. Wyobrażasz sobie? Widzieć, jak umiera matka…”.

Uciekłam wzrokiem w bok. Przekręciłam kluczyk w stacyjce, ruszyłam i przejechałam przez most. Za mostem droga zaczyna kluczyć. Szukałam skrętu – pierwszy w lewo? Nie, nie ten, ten następny. I w końcu jest, ten sam stary dom, kamienny i zwalisty. Młyn. Znowu dostałam gęsiej skórki, zrobiło mi się zimno, a zaraz potem gorąco. Z mocno bijącym sercem wjechałam na podjazd przez otwartą bramę.

Stał tam jakiś mężczyzna z telefonem w ręku. Policjant w mundurze. Energicznym krokiem podszedł do samochodu, więc otworzyłam okno.

– Jestem… Jules – powiedziałam. – Nazywam się Jules Abbott. Jestem… jej siostrą.

– Ach tak. – Trochę się zmieszał. – Tak. Dobrze. Oczywiście. Ale… – Zerknął na dom. – Ale w tej chwili nikogo tam nie ma. Ta dziewczyna… pani siostrzenica… gdzieś wyszła. Nie wiem gdzie, ale… – Sięgnął za pasek po radio.

Otworzyłam drzwi i wysiadłam.

– Mogę tam wejść? – Patrzyłam na otwarte okno naszego dawnego pokoju. Dyndając nogami, siedziałaś na parapecie, wciąż cię tam widziałam. Aż zakręciło mi się w głowie.

Policjant miał niepewną minę. Odwrócił się, powiedział coś cicho do radia i znowu spojrzał na mnie.

– Tak, proszę. Może pani wejść.

Wchodząc na schody, nic nie widziałam, ale słyszałam szum wody i czułam zapach ziemi, tej w cieniu za domem, pod drzewami, w miejscach nietkniętych przez słońce, kwaśny odór gnijących liści, i to przeniosło mnie w przeszłość.

Otworzyłam frontowe drzwi, na wpół oczekując, że usłyszę głos matki wołającej mnie z kuchni. Wiedziałam, że trzeba je pchnąć biodrem, bo zahaczają o podłogę, i zrobiłam to zupełnie bezwiednie. Weszłam do przedpokoju i zamknęłam je, próbując dostrzec coś w półmroku, czując, że znowu drżę z zimna.

Kuchnia. Dębowy stół przesunięty pod okno. Ten sam? Wyglądał znajomo, ale to chyba niemożliwe, bo od tamtej pory dom wiele razy przechodził z rąk do rąk. Mogłabym to sprawdzić, ale już na samą myśl o tym, że miałabym wejść pod stół na czworakach i poszukać znaków, jakie tam kiedyś wyryłyśmy, serce omal nie wyskoczyło mi z piersi.

Pamiętam, jak rano wpadało tu słońce, a kiedy usiadło się po lewej stronie, przodem do kuchenki, widać stąd było nasz stary garbaty most, idealnie oprawiony w ramy okna; jak obraz. Piękny widok, tak piękny, że wszyscy się nim zachwycali, ale tak naprawdę nic nie widzieli. Bo nigdy nie otwierali okna i nie wychylali się, nie patrzyli w dół, na nieruchome gnijące pod nim koło, ani dalej, poza igrające na wodzie słońce, nigdy nie dostrzegali, czym ta woda naprawdę jest – zielonoczarna, pełna rzeczy żywych i umierających.

Kuchnia, korytarz, schody i w głąb domu. Wychynęły z mroku tak nagle, że aż się wzdrygnęłam: olbrzymie okna wychodzące na rzekę, niemal do niej wchodzące, bo miało się wrażenie, że wystarczy je otworzyć i woda zaleje biegnące tuż poniżej szerokie drewniane siedzisko na parapecie.

Tak, pamiętam. Mama i ja siadywałyśmy tu wsparte na poduszkach. Z książkami na kolanach, wyciągałyśmy nogi, tak że stykały się stopami. Pamiętam talerz z kanapkami, których mama nigdy nie jadła. Pamiętam wszystkie te lata.

A teraz… Tak tu się zmieniło. Nie, nie mogłam na to patrzeć. Byłam przybita i zrozpaczona.

Zdarto tynk i odsłonięto nagie cegły, ale w wystroju wnętrza widziałam całą ciebie. Orientalne dywany na podłodze, ciężki mahoń, wielkie sofy, skórzane fotele i za dużo świec. I wszędzie świadectwa twoich obsesji – oprawione w ramy olbrzymie reprodukcje. Otwarte usta, kwiaty w ręku – piękna i spokojna Ofelia Millaisa, Hekate Blake’a, Sabat czarownic Goi, jego Tonący pies, biedne zwierzę próbujące utrzymać głowę nad powierzchnią wzbierającej wody. Tego obrazu nie znoszę najbardziej.

Zadzwonił telefon i miałam wrażenie, że dzwoni gdzieś spod domu. Szukając źródła dźwięku, przeszłam przez salon i zbiegłam na dół – kiedyś była tam chyba pakamera pełna rupieci. Któregoś roku, podczas powodzi, zalała ją rzeka, zostawiając po sobie warstwę mułu, jakby dom stał się częścią jej dna.

Weszłam do czegoś, co nazywałaś swoim atelier. Było pełne sprzętu fotograficznego, ekranów, wysokich lamp i przeglądarek do przezroczy, drukarek, papierów, książek, ułożonych w sterty teczek i stojących pod ścianami segregatorów. No i oczywiście zdjęć. Twoje fotografie pokrywały każdy centymetr kwadratowy ścian. Ktoś mało spostrzegawczy pomyślałby, że masz bzika na punkcie mostów: Złote Wrota, most w Nankinie, most Konfederacji w Kanadzie. Ale spójrz, przyjrzyj się uważniej. Wcale nie chodzi o mosty, o miłość do arcydzieł sztuki inżynierskiej. Przyjrzyj się uważniej, a zobaczysz, że jest tu także urwisko Beachy Head w Sussex, las Aokigahara w Japonii, klif Preikestolen w Norwegii. Miejsca, do których jadą pogrążeni w bólu ludzie, aby ze wszystkim skończyć, katedry rozpaczy.

A naprzeciwko wejścia zdjęcia Topieliska. Zdjęcie za zdjęciem, dziesiątki zdjęć ze wszystkich możliwych punktów i pod każdym możliwym kątem: zimą bladego i mroźnego, z czarną, nagą skałą, latem mieniącego się w słońcu jak oaza bujnej zieleni, jesienią szarego jak krzemień i otulonego burzowymi chmurami. Lato, zima, jesień, wiosna, w kółko to samo. Fotografie zlewały się ze sobą, atakując oczy, przyprawiając o zawrót głowy, i miałam wrażenie, że tam jestem, w tamtym miejscu, że stoję na szczycie skały i podekscytowana patrzę w dół, w kuszącą otchłań.

Nickie

Jedne szły do wody dobrowolnie, a inne nie i gdyby spytać o to Nickie – nie, żeby ktoś pytał – Nel Abbott nie poddała się bez walki. Ale ponieważ nikt jej o to nie zagadnął, nie było sensu czegokolwiek mówić. Zwłaszcza policjantom. Nickie nie rozmawiałaby z nimi, nawet gdyby nie wpakowała się kiedyś w kłopoty tym bardziej o tym. Zbyt ryzykowne.

Miała mieszkanie nad sklepem spożywczym, w sumie jeden pokój z otwartą kuchnią i łazienką tak malutką, że nie zasługiwała na tę nazwę. Jak na całe życie to trochę mało, nie było się czym chwalić, miała za to wygodny fotel przy oknie z widokiem na miasto. W tym fotelu siedziała, jadła, a nawet spała; ostatnio nie sypiała prawie wcale, więc nie było sensu się kłaść.

Tak więc siedziała i obserwowała to, co się działo, a jeśli czegoś nie widziała, wyraźnie to czuła. Wtedy również coś poczuła, na długo przed tym, jak na moście zamigotały niebieskie światła. Nie wiedziała, że chodzi o Nel Abbott; nie od razu. Ludzie myślą, że ma stąd idealny widok, ale to nie takie proste. Wiedziała jedynie, że ktoś znowu poszedł popływać. Siedziała po ciemku i patrzyła: schodami wbiegł na górę mężczyzna z psami, potem nadjechał samochód, ale nie policyjny tylko taki zwyczajny granatowy. Detektyw inspektor Sean Townsend, pomyślała i miała rację. On i mężczyzna z psami zeszli na dół, a potem nadciągnęła kawaleria z migoczącymi światłami, ale bez syren. Bo i po co syreny? Nie było pośpiechu.

O wschodzie słońca poszła po mleko i gazetę i wszyscy już gadali, wszyscy mówili, że skoczyła kolejna, już druga w tym roku, ale kiedy powiedzieli, kto skoczył, i okazało się, że to Nel Abbott, Nickie od razu wiedziała, że ta to nie to samo co tamta.

Chciała pójść do Townsenda i mu powiedzieć, już wtedy. Ale chociaż Sean był miłym młodym człowiekiem, był także policjantem, a policji nie ufała. Gdyby nie miała do niego słabości, w ogóle nie przyszłoby jej to do głowy. Sean też przeżył tragedię i Bóg wie co jeszcze, poza tym zawsze był dla niej miły, a kiedy ją aresztowano, tylko on okazał jej serce.

Dokładniej mówiąc, kiedy aresztowano ją po raz drugi jakieś sześć czy siedem lat temu. Po pierwszej wpadce i wyroku za oszustwo prawie całkiem zrezygnowała z interesu, przyjmując tylko kilku stałych klientów i garstkę tych zafascynowanych czarami, którzy odwiedzali ją czasem, żeby oddać hołd Libby, Mary i wszystkim kobietom z Topieliska. Ot, stawiała tarota, latem dawała się namówić na parę seansów, a czasem proszono ją, żeby nawiązała kontakt z czyimś krewnym albo którąś z tych, co skoczyły. Ale broń Boże nikogo nie nagabywała ani nie namawiała, i to dość długo.

Ale potem znowu obcięto jej zasiłek, więc musiała wrócić do pracy. Przy pomocy jednego z młodych ochotników z biblioteki założyła stronę internetową; oferowała nawiązanie kontaktu ze zmarłymi za piętnaście funtów za pół godziny, a więc po bardzo konkurencyjnej cenie, bo taka Susie Morgan, ta z telewizji – a medium z niej takie jak z koziej dupy trąba – liczy sobie trzydzieści bez jednego pensa za dwadzieścia minut, przy czym klient nie rozmawia z nią, tylko z członkiem jej „zespołu parapsychologicznego”.

Strona wisiała ledwie kilka tygodni, bo ktoś z inspekcji handlowej doniósł na policję, że nie zamieszczając na niej stosownych klauzul, naruszyła przepisy dotyczące ochrony konsumentów. Przepisy dotyczące ochrony konsumentów! Powiedziała, że nie miała o tym pojęcia, a tamci, że już dawno zmieniło się prawo. Spytała, skąd mogła o tym wiedzieć, czym, co oczywiste, wzbudziła powszechną wesołość. Jak to? Więc widzi pani tylko przyszłość? A przeszłości już nie?

Nie śmiał się tylko detektyw inspektor Townsend, wtedy zwykły posterunkowy. Był dla niej dobry i wyjaśnił, że chodzi o nowe przepisy unijne. Przepisy unijne! Ochrona konsumenta! W siedemnastym wieku takie jak ona ścigano (i prześladowano) za pogwałcenie Statutu o Czarach, potem za naruszenie Ustawy o Praktykach Spirytystycznych. A teraz narażają się europejskim biurokratom. Jakże nisko upadają wielcy.

Tak więc zlikwidowała stronę, wyrzekła się technologii i powróciła do dawnych sposobów, ale mało kto do niej przychodził.

Trzeba przyznać, że to, iż skoczyła Nel, akurat ona, bardzo nią wstrząsnęło. Miała wyrzuty sumienia. Nie dlatego, że czuła się winna, bo winna nie była. Ale zastanawiała się, czy nie powiedziała za dużo, za dużo nie zdradziła. Z drugiej strony, przecież to nie ona to wszystko zaczęła. Nel Abbott już od dawna igrała z ogniem, miała obsesję na punkcie rzeki i jej tajemnic, a taka obsesja nigdy nie kończy się dobrze. Nie, nie wysłała jej na poszukiwanie kłopotów, wskazała jedynie właściwą drogę. No i ją ostrzegała. Bo ostrzegała, prawda? Ale nikt jej nie słuchał. Stale powtarzała, że w miasteczku są tacy, którzy od razu cię potępią, że zawsze tu byli. Ale ludzie przymykali i wciąż przymykają na to oko. Bo kto by chciał pamiętać, że woda w rzece jest skażona żółcią i krwią tych udręczonych nieszczęśnic? Przecież codziennie ją piją.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Podziękowania

Źródło tej konkretnej rzeki nie tak łatwo znaleźć, jednak muszę zacząć od podziękowań dla Lizzy Kremer i Harriet Moore, które zasypywały mnie dziwnymi pomysłami, zdecydowanymi opiniami oraz listami lektur, i które udzielały mi niewyczerpanego wsparcia.

Znalezienie źródła rzeki to nie to samo co podążanie wzdłuż jej biegu. Bardzo dziękuję moim wyjątkowym wydawcom – Sarze Adams i Sarze McGrath – za to, że pomogły mi utrzymać właściwy kurs. Dziękuję także Frankiemu Grayowi, Kate Samano i Danii Kukafce za ich redaktorskie wsparcie.

Dziękuję Alison Barrow – gdyby nie jej przyjaźń i rady, nie przeżyłabym paru ostatnich lat.

Za wsparcie, zachętę, polecane lektury i błyskotliwe pomysły dziękuję Simonowi Lipskarowi, Larry’emu Finlayowi, Geoffowi Kloske, Kristinowi Cochrane’owi, Amy Black, Billowi Scott-Kerrowi, Liz Hohenadel, Jynne Martin, Tracey Turriff, Kate Stark, Lydii Hirt i Mary Stone.

Za uderzająco piękny projekt okładki dziękuję Richardowi Ogle, Jai Miceli i Helen Yentus.

Za to, że książkę tę można przeczytać w kilkunastu językach, dziękuję Alice Howe, Emmie Jamison, Emily Randle, Camilli Dubini i Margaux Vialleron.

Dziękuję również Markusowi Dohle, Madeleine McIntosh oraz Tomowi Weldonowi.

Za dogłębne spostrzeżenia zawodowe dziękuję Jamesowi Ellsonowi, byłemu funkcjonariuszowi policji w Manchesterze, i profesor Sharon Cowan z wydziału prawa Uniwersytetu w Edynburgu – nie muszę dodawać, że to ja i tylko ja ponoszę winę za ewentualne błędy merytoryczne i proceduralne.

Siostrom Rooke z Windsor Close dziękuję za trwającą dziesięciolecia przyjaźń i inspirację.

Panu Rigsby’emu dziękuję za wszystkie rady i konstruktywny krytycyzm.

Benowi Maidenowi dziękuję za to, że ustrzegł mnie przed podejmowaniem błędnych decyzji i pisaniem głupot.

Dziękuję także moim rodzicom, Glynne i Tony’emu, oraz mojemu bratu Richardowi.

Dziękuję wszystkim i każdemu z moich cierpiących bez skargi przyjaciół.

I Simonowi Davisowi, za wszystko.