18 osób interesuje się tą książką

Opis

Łukasz i Krzysztof Borowscy prowadzą szczęśliwe i stateczne życie rodzinne u boku ukochanych kobiet. Wydaje się, że tragiczne wydarzenia z przeszłości nigdy nie wrócą. Jednak rosyjska mafia nie zapomina doznanych krzywd, a żądza zemsty każe jej przez lata przygotowywać misterny plan odwetu.

Tymczasem w dorosłość wkracza nowe pokolenie Borowskich, które próbuje wyrwać się spod kurateli nadopiekuńczych rodziców. Młodzi nie znają dawnych losów swoich ojców i nie rozumieją, że od złej przeszłości nie da się uciec, dlatego zawsze trzeba mieć się na baczności. Okazuje się, że pierwsza miłość nie zawsze jest tą najpiękniejszą. Czasem przynosi tylko ból i rodzi się tam, gdzie człowiek zaplanował nienawiść.

Ta książka to doskonała kontynuacja ekscytującej trylogii o życiowych zakrętach losu. Jednak nie odnajdziecie tu sielanki "po latach", lecz karuzelę emocji, niesłabnącą żądzę zemsty, sinusoidę wydarzeń oraz niezwykłą miłość żyjącą w strachu przed rosyjską mafią... Czyli Agnieszka Lingas-Łoniewska w swej najlepszej, trzymającej w napięciu, odsłonie!

Ewelina Krzewicka
czytelnicza-dusza.blogspot.com

Zakręty losu. Nowe pokolenie" to powieść łącząca trudną, a zarazem piękną historię miłosną z wielowarstwową, złożoną intrygą, której źródłem jest zemsta. Nie tylko przetestuje granice Twojej wrażliwości, ukazując młodzieńcze uniesienia i porywy serca, ale też pokaże brutalny świat, w którym zdrada, krew, namiętność i łzy tworzą mieszankę zwaną życiem.

Agnieszka Lingas-Łoniewska miała szalenie trudne zadanie: udźwignąć legendę „Zakrętów losu" – trylogii uwielbianej przez czytelniczki. Nie musicie się jednak obawiać, „Nowe pokolenie" jest nie tylko absolutnie genialne, dynamiczne i dopracowane w każdym szczególe, ale też trafia wprost do serca i nie pozostawia żadnych wątpliwości – autorka jest w szczytowej formie. Jestem przekonana, że oto powstaje nowa legenda. Pytanie tylko, czy będziemy w stanie pożegnać się z Borowskimi już na zawsze?


Angelika Zdunkiewicz-Kaczor
http://www.lustrorzeczywistosci.pl/

Agnieszka Lingas-Łoniewska

Wrocławianka pisząca książki łączące sensację z romansem, kochająca zwierzaki, Within Temptation i jeszcze kilka ostrzejszych dźwięków.

Autorka książek: „Bez przebaczenia”, „Zakład o miłość”, „Szósty”, „W zapomnieniu”, „W szpilkach od Manolo”, „Obrońca nocy”, „Brudny świat”, „Skazani na ból”, „Jesteś moja dzikusko", „Piętno Midasa" oraz trylogii „Zakręty losu”, „Łatwopalni” i „Szukaj mnie wśród lawendy”.

Laureatka konkursu na kryminalne opowiadanie z Dolnym Śląskiem w tle. Ma także na swoim koncie udział w antologiach literackich: „Książki Moja Miłość” i „31.10 Halloween po polsku” oraz „Zatrute pióra”.

Tworzy w Internecie stronę Czytajmy Polskich Autorów, która ma na celu propagowanie polskiej prozy, prowadzi blog z recenzjami, organizuje cykliczne konkursy, w których można wygrać książki polskich autorów.

Strona autorki: www.agnesscorpio.pl
Blog autorki: www.agnesscorpio.blogspot.com
E-mail autorki: [email protected]

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)

Liczba stron: 333

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność

Podobne


 

 

 

 

 

 

 

 

Na cykl Zakręty losu składają się tomy:

 

Zakręty losu

Zakręty losu. Braterstwo krwi

Zakręty losu. Historia Lukasa

Zakręty losu. Nowe pokolenie

 

 

 

 

 

 

Nie ma Cię, gdy moje życie spada w dół, i

Nie ma Cię, gdy wszystko łamie się na pół, i

Nie ma Cię, i nie wiem już, gdzie jesteś, ale dobrze,

Że nie wiesz, co u mnie, bo pękłoby Ci serce.

 

Nie ma Cię, gdy moje życie spada w dół, i

Nie ma Cię, gdy wszystko łamie się na pół,

Ale kocham Cię, kocham, wciąż Cię kocham, kurwa.

I nie znam już innych słów, to jest zbyt trudne[1].

[1] Pezet:Spadam. Album:Muzyka emocjonalna, 2009 r.

PLAYLISTA

PROLOG

Rozdział 1Birdy Young Blood

Rozdział 2The Weeknd Enemy

Rozdział 3Portishead Give Me a Reason to Love You

Rozdział 4David Usher Black Black Heart

Rozdział 5Power of Trinity Dalej

Rozdział 6Massive Attack Teardrop

Rozdział 7Lube Kombat

Rozdział 8Metallica Unforgiven

Rozdział 9Power of Trinity Wszystko, co lubię

Rozdział 10Lube Doroga

Rozdział 11Type O Negative Wolf Moon

Rozdział 12Type O Negative Love You to Death

Rozdział 13Rihanna Kiss It Better

Rozdział 14Natalia Nykiel Wilk

Rozdział 15Birdy Keeping Your Head Up

Rozdział 16Kerli Love Is Dead

Rozdział 17Iris Goo Goo Dolls

Rozdział 18Pezet Spadam

Rozdział 19Pezet Gdyby miało nie być jutra

Rozdział 20Placebo Song to Say Goodbay

Rozdział 21Brodka Horses

EPILOG

OD AUTORKI

PROLOG

Patrzył w jej przerażone niebieskie tęczówki upstrzone brązowymi plamkami. Tylko on w tej rodzinie nie miał takich oczu. Wiedział, że ona się boi. On także się bał, ale w tej chwili musiał być odważny za oboje. Nie mógł okazać słabości, strachu, był jej teraz potrzebny i – jak zawsze – za nią odpowiedzialny. Złapał ją za rękę. Miała chłodną i lepką dłoń.

– Iga, hej, Iga! – Potrząsnął dziewczyną.

Zatrzymała na nim przerażony wzrok.

– Czego oni chcą? O co tutaj chodzi?

– Nie bój się, będę przy tobie, nic nam nie zrobią.

– Nie zostawiaj mnie! To musi być jakaś pomyłka. – Dzielnie powstrzymywała się od płaczu.

Kacper Borowski zamknął na chwilę oczy, westchnął i pokręcił głową.

– Nie, Igła, to nie jest pomyłka – nazwał ją przezwiskiem, jakiego tylko on używał, a ona mu na to pozwalała.

– Czego oni od nas chcą?

Złapał ją za nadgarstki i przyciągnął do siebie. Przestraszona wtuliła się w niego i miała dziwne poczucie, że w tej chwili nic jej nie grozi. A wtedy on powiedział cicho, wtulając twarz w jej włosy:

– Naszych ojców.

*

Patrzył na jej zdjęcia. Miał wrażenie, że zna każdy szczegół jej twarzy, każde załamanie światła, grymas, skrzywienie ust, kpiący czasami uśmiech. Obserwował ją od sześciu miesięcy, wiedział o niej wszystko. Uczyła się w liceum sportowym, pływała, wielokrotnie brała udział w zawodach pływackich. Miała brata, trzymała się blisko kuzynki i kuzyna. Słuchała cięższego brzmienia, czasami urywała się na koncerty, o których nie wiedział jej… ojciec. Tak. Była jego córką. JEGO córką. Olga Małgorzata Borowska.

– Już niedługo… – Uśmiechnął się i dotknął palcami ekranu MacBooka, na którym widniała jej twarz. Zrobił tę fotografię z oddali. Wychodziła z pływalni na Mickiewicza. Przechyliła głowę, do ucha wkładała słuchawkę podłączoną do telefonu. Słuchała muzyki. Jak zawsze. Taka naturalna. Taka piękna. Lubił patrzeć na to zdjęcie. I wyobrażał sobie… różne rzeczy. A szczególnie jedną. Moment, w którym ona się dowie, kim on naprawdę jest. I kim był jego ojciec. I dlaczego już nie ma go na tym świecie. O tak. To będzie naprawdę wspaniały widok. Widzieć, jak świat córki Lukasa rozsypuje się jak domek z kart… Dla tego momentu warto było poświęcić całe swoje dzieciństwo i wczesną młodość. Całe życie. Którego tak naprawdę… nigdy nie miał.

ROZDZIAŁ 1

BirdyYoung Blood

 

Kacper kończył trening. Zrobił jeszcze kilka zamachów ramionami i przypłynął do brzegu. Dwanaście basenów, starczy, całkiem nieźle. Gdy wychodził, ociekając wodą, zauważył na galerii ciemnowłosą dziewczynę. Kiwnął do niej i gestem zapytał, co tu robi. Wskazała na niego palcem i roześmiała się. Pokręcił głową i pokazał jej dziesięć palców, dając sygnał, że za jakieś dziesięć minut będzie gotowy. Pod prysznicem zastanawiał się, czy ma wyjść, jak obiecał, czy przedłużać pobyt w przebieralni w nieskończoność. To akurat byłoby głupie, bo jak ją znał, w niczym by jej to nie przeszkodziło, gotowa jeszcze wbiec do męskiej łazienki i rzucić jakimś kompromitującym tekstem. Ostatnio była nieprzewidywalna, a tak na co dzień to wścibska, złośliwa, nieco szalona i irytująca. Idealne uosobienie młodszej siostry. Z tym że… ona nie była jego siostrą. Po wyjściu z łazienki udał się w kierunku swojej szafki. Kumpel z roku, Darek, już się ubierał.

– Kacper, niezły wynik! Super, chłopie! – zawołał i przybił mu piątkę.

– Dzięki.

– Twoja panna na ciebie czeka.

– Darek, ile razy mam ci mówić, że to nie jest moja dziewczyna. To… kuzynka.

– Ale chyba nie jesteście spokrewnieni?

– Odczep się. Idziesz dzisiaj do klubu? – Zmienił temat, bo jego przyjaciel często tworzył sobie dziwne historie, opowiadając je wszystkim wokół, a jedną z nich było to, że kiedy chciał się umówić z Igą, to Kacper skutecznie wybił mu to z głowy. Nie, nie zrobił mu nic złego, w końcu Darek był jego kolegą, ale poczynił mu taki wykład na temat tego, co może się z nim stać, kiedy ojciec Igi i jego brat, czyli ojciec Kacpra, dowiedzą się, że do dziewczyny przystawia się jakiś starszy facet, student AWF.

– Może pójdę. A ty będziesz?

– W sumie… – Kacper wzruszył ramionami – czemu nie?

– A czarnula będzie?

– Weź ty się lecz! – Przewrócił oczami i otworzył szafkę. Tam, z wnętrza, które mógł z tej pozycji dostrzec tylko on, patrzyła na niego ciemnowłosa dziewczyna z dwukolorowymi oczami i kpiącym uśmiechem. Narysował jej portret jakiś czas temu, korzystając ze zdjęcia na Facebooku, i teraz trzymał go w szafce, zdając sobie sprawę, że to trochę chore.

Gdy Darek wyszedł, obiecując, a może grożąc, że zadzwoni, Kacper pochylił głowę i westchnął ciężko. To się robiło coraz bardziej popieprzone. Iga Borowska była jego kuzynką, córką brata jego ojca. Wujek Krzysiek miał świra na punkcie swojej córki, tak jak i jego ojciec, Łukasz, na punkcie jego siostry, Olgi. A on, przysposobiony syn Łukasza Borowskiego, miał problem z panną czarnulą, jak ciągle nazywał ją Darek.

Wszystko zaczęło się po jej szesnastych urodzinach. Odwiedzała go na uczelni, przychodziła często oglądać wspólnie stary serial Sons of Anarchy. Gdy pokłóciła się z Kamilem, bratem, który był raptem dziesięć miesięcy od niej starszy i jakoś tak się stało, że chodzili do jednej klasy, to także przyjeżdżała do nich, na wrocławski Muchobór, i skarżyła się, że „nie wytrzyma z tym głupkiem” i „dlaczego musieli pójść do jednej klasy i tej samej szkoły”.

Cała czwórka młodych Borowskich chodziła do liceum sportowego. Kacper oczywiście był najstarszy, miał dwadzieścia trzy lata i studiował na Akademii Wychowania Fizycznego. Ale też kończył to liceum, do którego chodziła teraz jego siostra Olga, a także Iga i Kamil. Cała trójka była już w klasie maturalnej i wszyscy byli ze sobą bardzo związani. Jak rodzina. Ale… on od jakiegoś czasu czuł się niezręcznie. Po pierwsze Iga miała takie poczucie humoru, które sprawiało, że ludzie po prostu nie potrafili się przy niej nie śmiać. Po drugie umiała w dowcipny, ale i uszczypliwy sposób utemperować największego nawet chojraka. Po trzecie lubiła te same seriale co on. Po czwarte słuchała, jak on, indie rocka, ale nie gardziła też mocniejszymi dźwiękami. A po piąte… była piękna.

Kacper ubrał się w pośpiechu, zamknął szafkę i postanowił powiedzieć jej, że nie może przychodzić do niego na uczelnię. Wystarczy, że od przyszłego tygodnia zaczyna praktyki u nich w szkole i będzie pewnie prowadził lekcje WF także z nią. Gdy wszedł do holu, Iga siedziała na ławce i słuchała muzyki przez słuchawki podłączone do telefonu. Gdy go ujrzała, jej twarz rozpromieniła się w uśmiechu. Zebrała swoje rzeczy, owinęła się długim kolorowym szalem, który zrobiła na drutach ich babcia, szarpnęła wielki wór, pełniący funkcję jej szkolnej torby, i ruszyła w jego kierunku.

– Ale prułeś – zagadnęła, kiedy podeszła blisko. Jej oczy błyszczały, a usta rozciągnęły się w uśmiechu.

– Co ty tutaj robisz?

– Przyjechałam zobaczyć, jak trenujesz. – Wzruszyła ramionami. – Poza tym byłam z Emilią w pasażu, więc z placu Grunwaldzkiego tutaj to rzut kamieniem.

– Nie wracam do domu, idę na imprezę z Darkiem – powiedział nagle, gdy wyszli na zewnątrz i podążyli w kierunku grafitowej hondy, którą dostał od ojca, gdy zaczął studiować.

– Aha… – Skrzywiła się, ale za chwilę znowu spojrzała na niego z radością. – Mogę iść z tobą? I tak z imprez wracasz zawsze przed północą, bo nigdy nie pijesz. Zadzwonię do mamy…

– Iga, opamiętaj się! – Usadził ją w miejscu. Jego ton nie wróżył nic dobrego. Gderał jak cholerny wujek, stary i zgrzybiały.

– Dobra, podwieź mnie na Grunwald – westchnęła. Jej uśmiech przygasł, a on poczuł się jak gnój.

– Zawiozę cię do domu. Nie będziesz podróżowała przez całe miasto po nocy.

– Nie mam dwóch lat.

– O ile pamiętam, jak miałaś lat sześć, to zgubiłaś się w Magnolii i ciotka Kaśka prawie dostała zawału, a twój i mój ojciec już wzywali policję wszystkich krajów. Więc nie mów mi, co mam robić, nie puszczę cię samej, skoro już tu jesteś.

W milczeniu wsiedli do samochodu, Kacper uruchomił silnik, za moment rozległy się dźwięki muzyki, którą oboje lubili. Iga schowała telefon wraz ze słuchawkami do kieszeni.

– Co to za impreza? – odezwała się wreszcie, gdy mijali Pasaż Grunwaldzki.

– Taka tam – wzruszył ramionami – zwykła studencka biba.

– A ta Penelopa będzie?

Kacper uśmiechnął się nieznacznie.

– Ona ma na imię Paloma.

– Ja pierdzielę, co za imię?

– Może jej starzy lubili kubizm.

– Raczej perfumy – burknęła.

– Czego ty od niej chcesz? – Nie powinien o to pytać, zamierzał wprowadzać dystans, ale teraz nade wszystko chciał usłyszeć, że nie lubiła jej dlatego, że tamta postawiła sobie za punkt honoru uczynienie z niego swojego faceta.

– Bo ma lepkie łapy. – Iga usiadła bokiem i oparła policzek o zagłówek. – Przepraszam, że przyjechałam. I że zawracam ci głowę. Ostatnio rzadko się pojawiasz…

– Mam dużo nauki. Treningi – odparł bez przekonania.

– Wiem. Ale tęsknię za tobą.

Chciał odpowiedzieć tym samym, lecz się powstrzymał. Był starszy, rozważniejszy. Musiał myśleć za nich oboje. Zawsze tak było. Czasami czuł się tak, jakby miał trójkę nieznośnego rodzeństwa. Ale Iga była… chyba najbardziej nieznośna. Często mówiła takie rzeczy, że miał ochotę zamknąć jej usta… swoimi. I to go przerażało.

Gdy dojechali na Muchobór, było już ciemno, koniec października był w dodatku bardzo zimny, rankiem temperatura zbliżała się do zera. Aura nie miała w sobie nic z pięknej złotej jesieni. Nie w tym roku.

– Będziesz w niedzielę na obiedzie? Ostatnio nie przyjechałeś.

– Będę – odparł. Nie chciał robić jej większej przykrości. I tak był dla niej niemiły, widział żal w jej oczach.

– Wejdziesz ze mną?

– Nie, twoja mama zaraz będzie chciała mnie karmić – wytłumaczył się z uśmiechem.

– Ona tak ma, fakt. – Przewróciła oczami. – Poza tym śpieszysz się. Na imprezę – dodała, znacząco się w niego wpatrując.

– Tak.

– No to… cześć! – Otworzyła drzwi i wysiadła. Ociągała się, a on chciał, aby została. Lecz nie zrobił nic. Gdy zobaczył, że weszła przez bramkę na posesję, pokiwał ciotce, która odmachała mu, uśmiechając się szeroko.

Miał wspaniałą rodzinę. I wiedział, że nie może tego zepsuć. Jako dziecko przeżył wiele, nie pamiętał wszystkiego, ale wiedział, że jego matka była nękana i fizycznie, i psychicznie przez jego biologicznego ojca. Którego w ogóle nie pamiętał, ale nie zamierzał sobie nic przypominać. Dla niego ojcem był mąż mamy, Łukasz Borowski, który uratował ją i pewnie jego. Nie wiadomo, na kogo on sam by wyrósł, gdyby zamach, który zaplanował jego… tamten facet, się powiódł.

Gdy Kacper skończył szesnaście lat, mama wzięła go na poważną rozmowę. Opowiedziała wszystko, nie kryjąc nawet najbardziej drastycznych szczegółów. Oczywiście wcześniej wiedział, że Łukasz nie jest jego biologicznym ojcem, nawet przez pewien czas mówił do niego „wujku”, potem kilka razy powiedział po imieniu, aż wreszcie, chyba w trzeciej klasie podstawówki, nazwał go tatą i tak zostało. Miał wspaniałego ojca, który zawsze potrafił wytłumaczyć mu, co jest dobre, co złe, jak wybrnąć z niektórych sytuacji. No i był dobry z matmy. I z niemieckiego. A co najważniejsze, uwielbiał mamę. A za to Kacper uwielbiał jego. Jak przez mgłę pamiętał płaczącą i przestraszoną matkę. Wtedy miał tylko pięć lat, więc w sumie nie wiedział do końca, czy to tylko wspomnienie, czy faktycznie jego mama kiedyś płakała. Ponieważ od tamtej pory… ona tylko się śmiała. Bo ojciec, jak nikt, potrafił ją rozbawić. On i Olga czuli się bezpiecznie, gdy słyszeli ten śmiech. Wiedzieli, że wówczas wszystko jest w porządku.

*

Gdy dotarł do domu, mama z ojcem oglądali film w salonie, Olga była u siebie, z jej pokoju dochodziły dźwięki zespołu Metallica, którego siostra była wielką fanką.

– Jak tam trening, synku? – Mama spojrzała na niego znad ramienia ojca.

– Dobrze.

– Słyszałem, że Iga była u ciebie – powiedział ojciec, wpatrując się w ekran.

– Tak, przyszła zobaczyć, jak pływam. A co, już wujek Krzysiek dzwonił?

– Nie, ciotka Kaśka. Chciała sprawdzić, czy dojechałeś szczęśliwie do domu.

– Nie jestem dzieckiem… – Kacper pokręcił głową i poszedł do otwartej na salon kuchni.

– Jak jesteś głodny, to w piekarniku są tosty, musisz tylko podgrzać. Albo zupa! – usłyszał głos mamy.

– Dobrze, poradzę sobie.

– Nie złość się, synu… – Tuż za nim zabrzmiał niski męski głos. Odwrócił się i popatrzył na stojącego przy kuchennej wyspie ojca. Był wysoki, wręcz potężny, wciąż utrzymywał wysportowaną sylwetkę, jedynie przyprószone siwizną włosy i zmarszczki wokół oczu wskazywały, że to dojrzały mężczyzna. Wytwarzał wokół siebie aurę zagrożenia przy obcych i dawał poczucie bezpieczeństwa bliskim. Zawsze tak było. Kacper w jego obecności czuł się bezpiecznie i to się nie zmieniło, mimo upływu czasu.

– Nie złoszczę się – chłopak włączył piekarnik, otworzył lodówkę i wyciągnął zimny sok pomarańczowy – tylko czasami jesteście bardzo… – szukał odpowiedniego słowa.

– Upierdliwi? – Łukasz uśmiechnął się lekko.

– Coś w ten deseń.

– Dobrze wiesz, czym to jest spowodowane.

– Nie uważasz, że należałoby reszcie bandy zdradzić coś więcej?

– Myślimy o tym. Z drugiej strony minęło już tyle czasu… Może nasze obawy są bezzasadne.

– Dlaczego tylko ja wiem o tym, co się wydarzyło?

– Bo jesteś najstarszy i najbardziej roztropny z nich wszystkich. I jesteś moim synem, musiałem ci powiedzieć. – Łukasz patrzył w oczy chłopaka. Widział w nich zaufanie i zrozumienie. – A wracając do Igi…

– Igła zawsze ma szalone pomysły. – Kacper szybko wszedł mu w słowo.

– Wujek Krzysiek martwi się o nią. Ostatnio chodzi bardzo smutna. Popłakuje w nocy. Wybadaj sytuację, z tobą jest najbliżej.

– Myślisz, że będzie chciała mi się zwierzać? – Pokręcił głową.

– Nie wiem, nie znam się na tym. Wystarczy, że mam dziecko ciemności w domu. – Wskazał na górę, skąd dochodziły ostre gitarowe dźwięki.

– Tato! Sam też słuchasz metalu! – Olga wpadła do kuchni, sięgnęła po jabłko i wgryzła się w nie, jakby od tego miało zależeć jej życie. Ubrana w czarne, obcisłe do niemożliwości dżinsy, czarną bluzkę z wizerunkiem Jamesa Hetfielda, z ciemnymi obwódkami wokół oczu i paznokciami w takim samym kolorze faktycznie wyglądała, jakby urwała się prosto z jakiejś piwnicy gotyckiego zamku. Długie ciemne włosy dopełniały obrazu. Olga była podobna do matki i do Kacpra, ale brązowe oczy odziedziczyła po ojcu, a niebieskie plamki na tęczówce po babci Borowskiej. Te dwukolorowe oczy miała cała trójka: Iga, Olga i Kamil.

– Słucham, słucham. Dobrze, że mieszkamy w domu, bo inaczej sąsiedzi mogliby nie być tak wyrozumiali. Masz też szczęście, że babcia cię kocha.

Matka Łukasza i Krzyśka mieszkała z tym pierwszym, była już wiekową staruszką, ale wciąż dobrze się trzymała i teraz była szczęśliwa, że ma wszystkie swoje dzieci i wnuki blisko.

– Co ty gadasz?! – parsknęła Olga. – Babcia wczoraj była u mnie w pokoju i słuchałyśmy Nothing Else Matters.

– Babcia jest zajebista – dodał Kacper. – Znaczy super.

Poprawił się, bo matka nie tolerowała takiego słownictwa. Ojciec był bardziej wyluzowany.

– Na nasze szczęście… – Łukasz pokiwał głową.

– Co robisz, duszku? – Olga popatrzyła na brata. Zawsze tak do niego się zwracała.

– Nic, miałem iść na imprezę, ale chyba już mi się nie chce.

– Z Darkiem-Smarkiem?

– Olka, przestań tak na niego mówić! – Kacper roześmiał się pod nosem.

– No co, nie ma go tu… – Olga wzruszyła ramionami. – Oglądamy coś?

– A co byś chciała?

– Może Gladiatora?

– Po raz setny? – Chłopak przewrócił oczami.

– Czemu nie?

– To chodź. U ciebie? W pokoju zła?

– Odwal się! – Wystawiła mu język, zgarnęła jabłka i poszła na górę. Kacper zaraz do niej dołączył. Gdy dochodził do pokoju siostry, zabrzęczała jego komórka. Myślał, że to kolejny SMS od Darka, który bombardował go wiadomościami i zachęcał do przyjścia na party. Ale był od Igi: Dobrze się bawisz? Sorry, że przyjechałam i zawracałam ci głowę. To wszystko… No nic, baw się dobrze.

Oparł się o ścianę w korytarzu i wziął głęboki wdech. Nie wiedział, naprawdę nie wiedział, co ma z tym zrobić. Ale wziął komórkę i odpisał. Po prostu musiał.

*

Łukasz patrzył na dzieci, które poszły na górę. Potem spojrzał na żonę. Otulona kocem piła herbatę i wpatrywała się w ekran. Zerknęła na niego i uśmiechnęła się. Cholera, po tylu latach, po wielu przeżyciach, wystarczył tylko jej uśmiech, aby poczuł się jak zakochany gówniarz. Ostatnio coś go męczyło, kilka dziwnych myśli krążyło mu po głowie, ale nie dzielił się nimi z nikim. Musiał najpierw sam dojrzeć i zrozumieć, o co właściwie chodziło.

– Łukasz, nad czym rozmyślasz?

O tak, jego Magda znała go bardzo dobrze.

– A tak, patrzę na ciebie.

– Jesteś nieznośny.

– Nic się nie zmieniło, kochanie… – powiedział, usiadł koło żony, objął ją i pocałował.

– Czy ty się kiedyś wyciszysz?

Dobrze wiedział, co miała na myśli. Minęło tyle lat, a on wciąż trwał w napięciu, wiecznie czujny, podejrzliwy i węszący. Tak już miał, nie mógł na to nic poradzić.

– Po śmierci – odparł i obdarzył ją tym swoim zawadiackim uśmiechem.

Teraz wiedziała, że to nie on się do niej uśmiecha, ale Lukas. Alter ego jej męża, którego podobny uśmiech skierowany do kogoś innego mógł oznaczać tylko kłopoty. Ale nie dla niej. Ona przy obu obliczach swojego faceta czuła się bezpiecznie i oba pokochała już dawno temu.

– Nie mów tak… – Wtuliła się w niego, ponieważ wiedziała, że to jest właśnie jej miejsce.

– Kocham cię, piękna – powiedział swoim zwyczajem, pocałował ją w czubek głowy i także zapatrzył się w ekran.

*

Iga wysłała do Kacpra SMS-a, sama nie wiedząc dlaczego. Wiedziała, co się z nią dzieje, męczyła się z tym od roku i nic nie mogła na to poradzić. To było jak jakieś cholerne objawienie. Po prostu obudziła się, poszła do szkoły, potem na trening, wieczorem spotkała się z Kacprem i wówczas… Spojrzała na niego i miała wrażenie, że unosi się w powietrzu. Głupie, jak z kioskowego harlequina, ale tak to się właśnie stało. Od tamtej pory męczyła się strasznie, najpierw próbowała zwiększyć dystans, ale on tego nie rozumiał, zawsze byli bardzo blisko. A potem, gdy pojął, co się dzieje… Sam zaczął się odsuwać. Ale widziała, dostrzegała w jego oczach coś, co pozwalało jej się domyślać, że to tylko pozory, że to nie jest prawda, że między nimi jest coś więcej. Co z tego, że był synem jej wujka, ale przecież przysposobionym. W żaden sposób nie byli ze sobą spokrewnieni. Gdy patrzyła na jego jasne włosy, niebieskie oczy, wysportowaną smukłą sylwetkę, szerokie, wyćwiczone od pływania ramiona… zaczynała świrować. Czasami zachowywała się jak nieznośna młodsza siostra, bo nie wiedziała, jak ma zwrócić jego uwagę i pokazać, że… że coś się dzieje. Ale on nie był głupi. Sam to dostrzegł, dlatego się odsuwał. A to bolało. Cholernie. Miała stracić przyjaciela? Bo tym właśnie do tej pory dla niej był. Kamil był bratem, ale Kacper dobrym kumplem. A teraz ona to wszystko psuła, poprzez głupie zakochanie. Tak, właśnie. Nazwijmy rzeczy po imieniu. Igo Borowska, czas spojrzeć prawdzie w oczy…

– Iga, co ty taka zamyślona ostatnio? – Mama wpatrywała się w nią uważnie.

Spojrzała na matkę. Zbliżała się do pięćdziesiątki, ale wciąż wyglądała świetnie. Wysoka, zachowała młodzieńczą sylwetkę, nosiła teraz boba, miała krótkie, ciemne włosy, nie musiała ich farbować, bo jak znalazła jakiś siwy włos, to ojciec przychodził, całował ją, nucił „ten pierwszy siwy włos na twojej skroni” i go wyrywał. A mama się śmiała. Przypominała ciotkę Magdę. Obie zdawały się mieć wspaniałe życie. W sumie, patrząc na ojca i wujka Łukasza, nic dziwnego. Bracia Borowscy byli ze sobą mocno związani, a tym samym wraz z żonami tworzyli swego rodzaju kokon, w którym wychowali się oni: Kacper, Olga, Iga i Kamil. A teraz ona, Iga, miała to wszystko zepsuć? Bo zdawała sobie sprawę, jak zareagowaliby rodzice na wieść, że… Nie, nie mogła o tym nawet myśleć.

– A tak, mam dużo nauki.

– Byłaś u wujka na korkach z matmy?

– Jasne.

– To dobrze. Widziałam, że przywiózł cię Kacper. Dzwoniłam już do cioci, żeby się dowiedzieć, czy dotarł.

– Ale wy się nad nami trzęsiecie. – Iga pokręciła głową. – To czasami strasznie męczące.

– Rodzice tak mają. – W głosie mamy pojawił się znajomy twardy ton i już wiedziała, że dalsze drążenie tematu nie ma większego sensu.

– Dojechał? – spytała po chwili.

– Kto? A, Kacper! No tak… – Katarzyna Borowska wpatrywała się w ekran laptopa. – Cholerna baba.

– Co się stało?

– Nic. Taka skomplikowana sprawa rozwodowa – powiedziała, po czym zamknęła komputer.

Rodzice od lat prowadzili kancelarię adwokacką, ale Iga wiedziała, że przed laty mama była prokuratorem, dopiero potem, gdy związała się z ojcem, przekwalifikowała się i od tamtego czasu pracowali razem.

Usłyszeli szczekanie psa, goldena retrievera Cezarka, a to był znak, że ojciec parkował na podjeździe. Po chwili do domu wszedł wysoki mężczyzna o jasnobrązowych włosach z lekkimi pasemkami siwizny na skroniach. Jego dwukolorowe oczy błyszczały młodzieńczym blaskiem. Rozebrał się, pozwolił psu na wielkie psie powitanie, po czym podszedł do żony i pocałował ją w usta.

– Oesssu, tato, witasz mamę tak jak Cezar ciebie! – Iga parsknęła śmiechem.

Krzysiek Borowski uśmiechnął się z pobłażaniem.

– Cicho, Igła. Jak matma?

– Nie mów do mnie Igła… – Dziewczyna zmarszczyła brwi.

– A, no tak, tylko Kacper ma na to pozwolenie, zapomniałem.

– Tato, jesteś! Super! Podwieziesz mnie? – Kamil zbiegł z góry. Był nieznacznie niższy od ojca, ale wyglądał dokładnie tak samo, jak on dwadzieścia lat wcześniej.

– Dopiero wszedłem, chłopaku.

– Zapomnieliśmy z Maćkiem o tym, że na jutro mamy przygotować prezentację z historii.

– Czy mamy kupić ci coś na pamięć? – Mama oparła podbródek na złożonych dłoniach. – Widzę, że się starzejesz, synu.

– Oj, mamo, wszystko przez ten ostatni mecz.

– Kamil… – Krzysiek popatrzył na syna, a w jego tonie pojawiło się to, co oboje, Kamil i Iga, dobrze znali.

– Wiem, dałem ciała – westchnął chłopak. – Ale zebraliśmy już wcześniej materiał, zajmie to nam godzinę, dosłownie.

– Dobrze, zawiozę cię. Ale w weekend sprzątasz garaż.

– Dlaczego… – zaczął, jednak zamilkł pod uważnym spojrzeniem ojca.

– Praca fizyczna dobrze ci zrobi i wpłynie na funkcjonowanie umysłu. W czasie układania rozrzuconych, zresztą głównie przez ciebie, rzeczy na półkach, porobisz sobie w głowie plan tego, co cię czeka w najbliższym czasie. A potem zapiszesz to na kartce i zawiesisz na biurkiem. Okej?

– Okej – odparł Kamil, głośno wypuszczając powietrze.

– Dobrze, ubieraj się, zawiozę cię do Maćka.

– A nie zjesz najpierw? – Kaśka spojrzała na męża.

– Jak wrócę.

Rozległ się dźwięk przychodzącego SMS-a, Iga odebrała wiadomość i na jej twarzy zagościł szeroki uśmiech.

– A ty co się szczerzysz? – parsknął Kamil.

– Miłego sprzątania garażu! – Iga wystawiła mu język i pobiegła na górę.

Krzysiek spojrzał na żonę.

– O tym też musimy porozmawiać – powiedział i wskazał schody prowadzące na górę, po których przed chwilą pobiegła ich córka.

– Wiem – odparła Kaśka, kiwając głową.

Na górze Iga puściła płytę Birdy i wpatrywała się w otrzymaną wiadomość. Kacper pisał: Nigdzie nie poszedłem. I wiem. Wiem wszystko… Igła.

*

Wcześniej…

Znowu nie mogłem spać. Musiałem wstać o czwartej nad ranem, Viktor zabierał mnie na poranne biegi, potem strzelnica, a po południu systema[1]. Byłem taki zmęczony, ale nie mogłem zasnąć, zbyt wiele mnie męczyło. Obrazy przebijały się przez moją świadomość, nie dając chwili wytchnienia. Matka, ojciec, wuj. Chwile szczęśliwego dzieciństwa, które skończyło się, zanim tak naprawdę się zaczęło. Jak przez mgłę widziałem moją matkę, która przytulała mnie i całowała, a ojciec łapał ją wpół i unosił naszą dwójkę, jakbyśmy nic nie ważyli. A potem… taty już nie było, a mama zapomniała, że kiedykolwiek miała dziecko. I tak trafiłem do wuja. A on od początku uczył mnie tego, kim jestem, skąd się wywodzę, co jest moim przeznaczeniem, moim głównym celem. I teraz, mając czternaście lat… Cały czas to wiedziałem. Nawet na chwilę nie zapominałem. Teraz miałem wakacje, ale zamiast robić to, co powinien robić każdy normalny nastolatek, wróciłem do Moskwy i trenowałem. Moje życie to był jeden wielki sparing. No, ale ja nie byłem normalnym nastolatkiem i nie mogłem o tym zapomnieć nawet przez sekundę.

[1] Rosyjska sztuka walki.

ROZDZIAŁ 2

The Weeknd Enemy

 

Olga wiedziała, że ojciec będzie wściekły, że poszła na ten koncert. W klubie Od Zmierzchu do Świtu[1] grała hardrockowa kapela z Wrocławia, lubiła ich kawałki i koniecznie chciała zobaczyć wokalistę na żywo. Kiedy wcześniej wspomniała, że będzie taki koncert we Wrocku, ojciec spojrzał na nią przeciągle i powiedział:

– Z Kacprem możesz iść.

Biedny Kacper. Przez to, że był od nich wszystkich starszy, ciągle obarczano go odpowiedzialnością i narzucano opiekę. Ale Olga nie zamierzała iść tam z bratem. Miała już prawie osiemnaście lat (no, za jakieś dziesięć miesięcy), nie była głupią szczeniarą, umiała o siebie zadbać. Poza tym wystarczyło, że Kacper pilnował Igi. Hm. Tak, miała swoją wersję tego, co łączyło tych dwoje. I albo oni byli ślepi, albo wciąż udawali, że nic się między nimi nie dzieje. Zastanawiała się tylko, czy rodzice o tym wiedzą. Wiedziała, że to będzie niezła jazda, no ale… przecież nie działo się nic złego. Ona sama wyobrażała sobie często, jak to będzie, gdy pozna tego właściwego chłopaka. Do tej pory się nie zakochała. Były różne fascynacje, ale raczej na odległość, bo kochała się w sumie po kolei w wokalistach różnych zespołów, których słuchała. Ale było oczywiste, że to tylko takie platoniczne zauroczenie. Nic więcej.

Teraz skakała niedaleko małej klubowej sceny, a obok szalała jej przyjaciółka Roksana. Obie ubrały się podobnie, zresztą jak większość ludzi w klubie: na czarno. Z tym że Roksi była jasną blondynką. Ale styl miały identyczny.

– Idę po piwo! – krzyknęła do koleżanki, a ta kiwnęła głową, nie odwracając wzroku od sceny, na której wokalista chrypiał, że wszystko gnije.

Przepchnęła się przez szalejący tłum i podążyła w stronę baru. Skoro i tak miała dostać opierdziel od rodziców, to jedno piwo nie zaszkodzi. Właściwie drugie, bo wcześniej wypiły po Piaście, zakupionym w pobliskim sklepie. Stanęła w długiej kolejce do baru i z niecierpliwością stukała w blat, podrygując w rytm ciężkiej muzyki. Nagle poczuła uderzenie w bok, jakiś długowłosy miłośnik ostrego grania, ale także i picia, zatoczył się na nią, zwalając niemal całym ciałem i popychając tak, że boleśnie uderzyła biodrem w wysoki barowy stołek.

– Ała! – krzyknęła z bólu. Próbowała zepchnąć z siebie intruza, który złapał ją wpół i niemal przygniótł swoim chudym, ale długim ciałem.

– Sorryyyy – wybełkotał. – Ktoszzz mnie pchnąąął.

– Złaź ze mnie! – Odpychała go.

– Ładdddnie pachnieszzz…

Poczuła jego nos na swojej szyi.

– Spieprzaj!!! – krzyknęła. Chciała z całej siły popchnąć pijanego chłopaka, ale w tej samej chwili został chyba niemal oderwany od ziemi, bo zobaczyła szare podeszwy jego conversów.

– Wyprowadźcie pana, zmęczył się!

Usłyszała zachrypnięty głos. Dwóch rosłych ochroniarzy ujęło słaniającego się na nogach chłopaka i poprowadziło w stronę szatni.

– Wszystko gra, jesteś cała? – Ciemnowłosy mężczyzna pochylił się nad nią.

Musiała wyglądać co najmniej śmiesznie. Trzymająca się barowego stołka, z rozczochranymi włosami, spocona, z rozdziawioną buzią. Rozdziawioną, bo w życiu nie widziała takiego faceta. Wyglądał, jakby został żywcem wyjęty z jakiegoś sensacyjnego filmu o młodym, niezbyt grzecznym detektywie. Zawsze przychodziły jej do głowy takie dziwne porównania. Za dużo książek kryminalno-sensacyjnych czytała, co oczywiście czasami krytykował z humorem ojciec, mówiąc, że to bajki. Ale ona lubiła stare serie kryminalne, miała za sobą całą Camillę Läckberg, Daniela Silvę, Roberta Craisa i Johna Lutza. A jej wybawca… O tak, z powodzeniem mógłby zagrać rolę Joego Pike’a z powieści Craisa. Ponury, ciemnowłosy, z czarnymi oczami, wyglądał jak skrzyżowanie Antoniego Pawlickiego z Ianem Somerhalderem. Jak pieprzony król podziemia. Książę ciemności. Władca piekieł. Jak…

– Halo, dziewczyno, żyjesz? – Jego głęboki głos zawierał nutkę zniecierpliwienia.

– Co? Tak, żyję… – Zauważyła wyciągniętą w swoim kierunku dłoń, złapała ją i jednym szybkim ruchem została postawiona do pionu.

– Wszystko dobrze? Nic ci nie zrobił? – Nieznajomy wpatrywał się w nią ciemnymi oczami, a ona ponownie zapomniała o zamknięciu ust.

– Nie – odparła, zastanawiając się nad swoją idiotyczną reakcją.

– Jesteś tu z kimś?

– Z koleżanką. O tam! – Wskazała na przeciskającą się ku nim Roksanę.

– Jezu, gdzie zginęłaś?! Co się dzieje? – Przyjaciółka spojrzała na stojącego obok mężczyznę, zerknęła na Olgę i uniosła brew w geście niemego zapytania: „o co kaman?”.

– Mała zadymka przy barze, nic takiego. Kolega… – Olga spojrzała na swego wybawcę. – Jak masz na imię? – zapytała, bo odzyskała już przytomność umysłu i swoją zwykłą werwę.

– Grzesiek – powiedział i uśmiechnął się kącikiem ust.

Teraz Roksi wpatrywała się w niego jak urzeczona. „No tak, władca ciemności z uśmiechem. Każdą dziewczynę by to pokonało” – stwierdziła Olga.

– No więc Grzesiek uwolnił mnie od natrętnego towarzysza i ofiary alkoholizmu.

– Dobra, to ja stanę po piwo, a ty pogadaj z kolegą – zaproponowała Roksi, a Olga poczuła solidnego kuksańca. Jednocześnie przyjaciółka lekko popchnęła ją w stronę faceta.

– Hm, no tak, to dzięki za pomoc – wydukała więc i uśmiechnęła się szeroko w jego kierunku.

– Jak masz na imię? – spytał, pochylając się nieco, aby lepiej go usłyszała w tym hałasie. A może dlatego, że chciał być bliżej niej. I fajnie, pachniał równie dobrze, jak wyglądał.

– Olga.

– Ola?

– Nie, Olga. Olga Małgorzata – dodała, wyciągając ku niemu rękę.

– Miło mi. Grzesiek Iwański. – Uścisnął jej dłoń, wpatrując się w nią wzrokiem, od którego po całym jej ciele przebiegł niepokojący dreszcz.

– Często tu bywasz? – zapytała, zachowując standardową formę podtrzymywania konwersacji.

– Nieczęsto. Kumpel z roku mnie wyciągnął. Ale w sumie się cieszę.

– A co studiujesz?

– Prawo. Piąty rok. A ty?

– Ja się jeszcze uczę. Klasa maturalna.

– Ale jesteś pełnoletnia? Bo wiesz, piwo… – Uśmiechnął się złośliwie.

– No raczej, a ty co, z policji?

– Nigdy w życiu. – Pokręcił głową. Ktoś go wołał, kiwnął, że zaraz wróci. – Słuchaj, muszę iść. Daj mi swój numer telefonu.

– Czy ja wiem… – Dobrze wiedziała, że tego właśnie chce, a z drugiej strony pamiętała ostrzeżenia ojca, żeby nie zawierała przypadkowych znajomości. No ale numer telefonu to przecież nic strasznego.

– No to ja dam ci swój. Jak będziesz miała ochotę, to zadzwonisz. Poza tym, chciałbym wiedzieć, czy udało ci się w całości dotrzeć do domu.

– Na pewno dotrę. Gorzej będzie w samym domu.

– A co? Nadopiekuńczy rodzice?

– Można to tak nazwać. Dobra, zapisz sobie.

Grzesiek wyjął telefon i zapisał numer, który podyktowała mu Olga. Po chwili zadzwonił do niej i w ten sposób ona także miała już numer do niego.

– Napisz mi SMS-a, gdy będziesz w domu, dobrze?

– Okej, okej.

– To do zobaczenia, Oleńka… – Pochylił się, gdy wypowiadał te słowa, a potem uśmiechnął się i podążył w stronę swojego towarzystwa.

– Wytrzyj usta, ślina ci kapie. – Dopiero złośliwa uwaga jej przyjaciółki sprawiła, że odzyskała jasność myślenia. Do końca koncertu nie potrafiła się skupić na muzyce, słyszała tylko jego zachrypnięty głos szepczący do niej „Oleńka”.

*

– Zamorduję ją! – ryczał basem Łukasz, a Magda spokojnie rozmawiała przez komórkę. Gdy skończyła, spojrzała na męża.

– Rozmawiałam z nią. Jest na Dominikańskim. Czeka na tramwaj. Podjedziesz po nią do FAT-u?

– Może lepiej ty jedź. Obawiam się, że to mogłoby się źle skończyć.

– Łukasz, uspokój się. Źle zrobiła, ale nic się nie stało.

– A co, gdyby… – Wziął głęboki wdech. – Na szczęście nic się nie stało.

– Kochanie, nie możesz wiecznie tak się zachowywać. To, co złe, już za nami. Musisz to w końcu przyjąć do wiadomości i dać jej trochę więcej luzu.

– Mówiłem jej, żeby poszła z Kacprem. – Łukasz powoli zaczynał się uspokajać. Magda zawsze potrafiła ostudzić jego nazbyt gorącą głowę. Zwłaszcza jeśli chodziło o dzieci.

– Kacper nie jest niańką. Poza tym dzisiaj poszedł na mecz Kamila. Wszystko się ułożyło, nie martw się na zapas i nie przewiduj najgorszego.

– Taki już jestem. Dobra, pojadę po nią. Jest z Roksi?

– No tak, są razem, podwieźcie najpierw Roksanę.

– Jasne. To jadę.

Wsiadł do swojego ukochanego bmw, odpalił silnik, włączył muzykę. Naprawdę starał się żyć normalnie, ale wciąż i wciąż siedziało w nim to, co przeżył, i po prostu nie umiał… wyluzować. Wyrzucić wszelkich obaw i podejrzliwości z głowy. Od lat żył w ciągłej gotowości, zawsze mając na uwadze bezpieczeństwo rodziny. Wiedział, że Krzysiek funkcjonuje dokładnie tak samo. Magda nie miała pojęcia o comiesięcznych spotkaniach z Ratajczakiem, o sprawdzaniu starych kontaktów, o ciągłej komunikacji z Fazim i resztą chłopaków. Każdy miał swoje życie, ale każdy z nich wiedział, że jest coś, co może kogoś napędzać przez lata, utrzymywać w stanie hibernacji, aby wybuchnąć w odpowiednim momencie. Tym czymś było pragnienie zemsty.

*

Olga stała z przyjaciółką na przystanku, gdzie czekały na transport do domu. Na Muchobór jeździł stąd jeden autobus, było już późno i z reguły przyjeżdżał po nią brat lub ojciec. Dzisiaj miał przyjechać ten ostatni, wiedziała, że przy Roksanie nie będzie robił żadnych wyrzutów, ale przygotowana była na burzę w domu.

Ojciec rzadko podnosił głos, jednak czasami wybuchał, zwłaszcza kiedy któreś z nich zrobiło coś głupiego. Tak jak wtedy, gdy Iga zgubiła się w sklepie, co znała z opowieści, bo nieszczególnie to pamiętała. Albo wtedy, kiedy Kacper zaliczył pierwszą pijaną imprezę i ojciec przywiózł go z osiemnastki kumpla w stanie co najmniej dramatycznym. Nie chodziło o sam fakt upicia, chociaż za to też dostał niezłą reprymendę. Problem był w tym, że zasnął u kumpla w pokoju, nie odbierał telefonu, a reszta towarzystwa pojechała do rynku na dokończenie melanżu. Ani mama, ani ojciec nie mogli się dodzwonić do Kacpra, potem przyjechał wujek Krzysiek i jakiś ich wspólny kolega, który był chyba gliniarzem, ale w końcu udało im się dobudzić Kacpra, waląc w drzwi mieszkania solenizanta. Zrobiła się z tego niezła chryja i pamiętała, jak wtedy zachowywał się ojciec. Najpierw ciskał gromy, a potem wyciszył się, zadzwonił w kilka miejsc, rozmawiając dość dziwnie, i tak oto jej brat został znaleziony cały i zdrowy.

Niekiedy miała wrażenie, że tata był całkiem kim innym, jakby tę swoją drugą twarz umiejętnie ukrywał, ale czasami, wskutek okoliczności, jego drugie ja wychodziło na jaw. Tak jak teraz. Był spokojny, pożartował z Roksi, ale widziała w jego oczach, że czai się w nich jakieś szaleństwo. Gdy odwieźli koleżankę, Łukasz, zamiast pojechać do domu, zatrzymał się koło parku i zapatrzył na parking przed wejściem. Olga milczała, ale wiedziała, że coś się dzieje, że w głowie ojca szaleje huragan myśli.

– Sorry, naprawdę, ale po prostu chciałam pójść na ten koncert.

– Rozumiem. Ale musisz wiedzieć, że gdyby coś ci się stało, rozwaliłbym wszystko i wszystkich, a potem zginął z rąk twojej matki.

– Tato, to nie koniec świata.

– Posłuchaj. Jest kilka rzeczy, o których nie wiesz. Wiele wydarzyło się jeszcze przed twoim urodzeniem, a to, co się stało, było w dużej mierze moją winą. Obiecuję, że opowiemy ci wszystko, ale musisz nam zaufać i dać chwilę czasu. I nie oburzać się, nie buntować, kiedy dajemy ci pewne ograniczenia, bo to nie wynika z naszej złośliwości czy chorej zapobiegliwości, a raczej z doświadczenia i chęci ochrony ciebie. Także Kacpra, Igi i Kamila. Tak to działa, córeczko. – Łukasz wpatrywał się w oczy córki. Olga zmrużyła brwi i teraz jak nigdy przypominała jego samego. Zła, zbuntowana, pełna buzujących uczuć. Jego córeczka.

– Chodzi o byłego męża mamy? O to, że siedzi w więzieniu? – O tym wiedziała, Magda nie ukrywała przed dziećmi swojej przeszłości.

– Też. Ale to wszystko sięga dalej i ma bezpośredni związek ze mną. Po prostu zaufaj mi i mamie i nawet jeśli dzisiaj… – Łukasz potarł czoło i zmrużył oczy – jeśli dzisiaj chciałaś iść tam sama, to mogłaś nam powiedzieć. Nigdy nie rób nic samowolnie. Zero takich akcji, Olga. Okej?

– Dobrze – westchnęła. Nie lubiła, gdy ojciec się denerwował, miała z nim doskonały kontakt i wiedziała, że teraz już nie odpuści i będzie drążyć temat tego, co działo się wcześniej w rodzinie Borowskich.

Gdy weszła do domu, mama czekała na nią w drzwiach, pocałowała jak zawsze i już nic nie mówiła. Olga wymamrotała słowa przeprosin i poszła do swojego pokoju. Kacpra nie było, czego żałowała, bo zawsze mogła pogadać z bratem, kiedy działo się coś nieciekawego. Z tego wszystkiego zapomniała o dzisiejszym spotkaniu w klubie i o obietnicy, którą dała Grześkowi. Około północy obudził ją SMS. Był właśnie od niego.

Mam nadzieję, że dotarłaś szczęśliwie, ale za to, że nie dałaś znać, winna mi jesteś całusa.

Uśmiechnęła się i od razu zapomniała o nieprzyjemnych przeżyciach minionego dnia.

Jestem, jestem. Miałam wykład od ojca, ale wszystko dobrze. Co do mojego długu: kiedy?

Wiedziała, że zachowuje się bardzo dziwnie, jak nie ona, ale w tej chwili miała to gdzieś. Coś się budziło, coś się zaczynało, nigdy wcześniej nie czuła się w taki sposób – wesoła, rozluźniona i pełna oczekiwania.

Na odpowiedź nie czekała zbyt długo. Jutro, 17, plac Solny?

„A co mi tam” – pomyślała i wstukała odpowiedź: Będę :-)

I zasnęła, myśląc, że warto było narazić się na wykład ojca i na nerwówkę związaną z ryzykownym wyjściem. Niczego nie żałowała. Zastanawiała się tylko nad tym, co powiedział jej w samochodzie. Coś tam słyszała, coś znalazła w starych papierach ukrytych na strychu, wiedziała, że jej ojciec siedział w więzieniu. Zdawała sobie sprawę, że to czubek góry lodowej. Zachowawczość i ostrożność ojca i wujka nie wzięły się znikąd. Pewnie zadarli z kimś, z kim nie należało, zwłaszcza że wujek Krzysiek był adwokatem. Mógł przecież bronić nieciekawych ludzi. A ciotka Kaśka kiedyś pracowała jako prokurator, chyba brała udział w jakimś procesie mafii. Ale to było dawno, zanim oni wszyscy przyszli na świat. Nie rozmawiali na te tematy, bo i po co. Olga była na progu dorosłości, chciała iść na AWF, tak jak brat, chciała pojechać do Barcelony, Sewilli, zwiedzić Gibraltar. Chciała się zakochać, miała mnóstwo planów i marzeń. Ale w tej chwili chciała jak najszybciej przespać noc, by nazajutrz spotkać się z Grześkiem. I tyle.

*

Siedział w samochodzie z przyciemnionymi szybami i wpatrywał się w wyjście. Zaopatrzony został w aparat z teleobiektywem, więc nie ryzykował, że ktokolwiek mógłby go zobaczyć, a tymczasem miał doskonały widok na schody i zielone drzwi. Gdy zadzwonił dzwonek, którego słaby dźwięk dotarł i do niego, naszykował aparat. Po krótkiej chwili zobaczył ją. Szła w towarzystwie blondynki, a także ciemnowłosej dziewczyny, która miała taki sam kolorowy szalik, jak ona. W obu dziewczynach dostrzegł coś znajomego, jakby były siostrami. Po chwili dobiegł do nich wysoki chłopak z brązowymi włosami, wyglądający jak brat bliźniak pewnej osoby, którą miał na jednej z fotografii. Wiedział już wszystko. Zrobił serię zdjęć, schował aparat i ruszył. Wybrał numer na komórce i po kilku sygnałach, gdy usłyszał po drugiej stronie znajomy głos, powiedział:

– Боровскиe. Они все[2].

 

Wcześniej…

Dzisiaj byłem zaproszony na szesnaste urodziny koleżanki z klasy. Uczyłem się w liceum w Warszawie, mieszkałem z opiekunką, ale tak naprawdę pieczę nade mną sprawował wuj. On organizował mi każdy wolny czas. Mimo że został na przedmieściach Moskwy, to i tak zawsze wiedział, co robię, gdzie idę, z kim się zadaję. Miał pełen wgląd w moje wyniki w nauce, na tym punkcie też świrował. Prawie tak samo jak na punkcie broni czy zestawu noży. Który zresztą dostałem od niego na piętnaste urodziny i nauczyłem się perfekcyjnie z nim obchodzić. Kiedyś zapytałem, po co mi ta nauka, szkoła, polskie liceum, lekcje języka, skoro tak naprawdę mogę być na przykład płatnym zabójcą. Bo naprawdę byłem śmiertelną bronią. Dzięki treningom potrafiłem zabić gołymi rękami. Oczywiście teoretycznie, ponieważ nigdy nikogo nie zabiłem, choć potrafiłbym to zrobić. Przynajmniej fizycznie. Ale wuj odpowiedział:

–Twój umysł będzie twoją największą bronią.

Tak więc trzymałem się tej myśli, ale czasami chciałem się po prostu zabawić. Jednak nie dotarłem na te urodziny. Przyjechał jakiś człowiek od pana Achmadowa i zabrał mnie na mecz bokserski. Potem odwiózł do domu i pilnował, abym nie wyszedł i nie poszedł jednak na tę imprezę. Nazajutrz usłyszałem, że nie mogę rozpraszać się pierdołami. No cóż… Więc się nie rozpraszałem.

[1] Klub muzyczny przy ulicy Krupniczej we Wrocławiu. Niestety, w 2016 roku został zamknięty.

[2]Боровскиe. Они все (ros.) – Borowscy. Są wszyscy.