Wydawca: Goneta Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2011

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 216 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze PDF
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Zaklęta - Karolina Walkowiak

Zaklęta” to opowiadanie o miłości młodego mężczyzny o imieniu Artur do dziewczyny o imieniu Karolina, czyli Karla.

Historia zaczyna się w momencie, kiedy Karolina budzi się w nieznanym jej zupełnie miejscu bez żadnych wspomnień, bez pamięci o tym, kim jest lub była. W domu, w którym następuje to przebudzenie są Adam i Artur. Dom jest dziwny, posiada kilka pomieszczeń, słabo wyposażoną kuchnię, za to wspaniałą głęboką szafę w łazience, w której Karolina może przebierać w ubraniach o różnych rozmiarach, które są pozostałością po jej poprzedniczkach. Bo Adam i Artur to sprzedawcy luster, a Karolina znalazła się w ich domu za sprawą jednego tajemniczego zwierciadła, posiadającego właściwości przenoszenia osób na jego drugą stronę do innego czasu i innego środowiska. Karolina po pewnym czasie doznaje przemiany i przypomina sobie doskonale, kim była w poprzednim życiu i z którego roku przeniosła się do czasów nam współczesnych. Odkrywa przy okazji, że to przeniesienie dało jej moc szybkobiegaczki i umiejętność komunikowania się ze zwierzętami. Okazuje się, że świetnie zna Artura, który wcale nie jest synem Adama, jak to przedstawiali jej na wstępie obaj panowie. Artur jest kompanem z poprzedniego, wcale nie do końca, chwalebnego życia Karoliny.

Artur od zawsze był zakochany w Karolinie i jej przejście traktuje jak spełnienie marzeń. Karolina o tym nie wie, ale wszystkiego powoli się dowiaduje. W końcu decyduje się pozostać z Arturem, zakochuje się w nim. Jednak to wcale nie takie łatwe i sielankowe pozostać razem, bo dopada ich przeszłość w postaci dawnej przyjaciółki z gangu. Jest i krwawo, i niebezpiecznie, ale ze szczęśliwym zakończeniem.

Język tego opowiadania jest przejrzysty, nie ma tu zawiłości. Wszystko jest zrozumiałe, a fabuła stopniuje napięcie tak, że nie można się oderwać od czytania, bo chce się dowiedzieć, jak ta historia się skończy.

 

Karolina Walkowiak — jest studentką IV roku pedagogiki  Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Jej miejscem urodzenia są Skoki, malownicze miasteczko niedaleko Poznania.

Pasjonuje się malarstwem, rysunkiem i psychologią. Zawsze ma przy sobie jakieś kartki i ołówek, bo nigdy nie wiadomo, kiedy najdzie ją wena, żeby uwiecznić coś ciekawego.

Swoje pisarstwo traktuje jako hobby, którym zajmuje się dopiero od półtora roku. „Zaklęta” jest jej pierwszym opowiadaniem.

Opinie o ebooku Zaklęta - Karolina Walkowiak

Fragment ebooka Zaklęta - Karolina Walkowiak

Zaklęta

Karolina Walkowiak

Copyrights to:

Wirtualne Wydawnictwo „Goneta” Aneta Gonera

www.goneta.net

ul. Archiwalna 9 m 45

02-103 Warszawa

Korekta: Anna Makarewicz

a_makarewicz@o2.pl

Okładka: Małgorzata Szymszon

haxi69@gmail.com

Redakcja: Aneta Gonera

wydawnictwo@goneta.net

ISBN: 978-83-62041-46-6

Wydanie I

Warszawa, listopad 2011

Tekst w całości ani we fragmentach nie może być powielany ani rozpowszechniany za pomocą urządzeń elektronicznych, mechanicznych, kopiujących, nagrywających i innych, w tym również nie może być umieszczany ani rozpowszechniany w postaci cyfrowej zarówno w Internecie, jak i w sieciach lokalnych bez pisemnej zgody wydawnictwa „Goneta” Aneta Gonera.

Konwersja do epub A3M Agencja Internetowa

Od redakcji:

Karolina Walkowiak — jest studentką IV roku pedagogiki Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Jej miejscem urodzenia są Skoki, malownicze miasteczko niedaleko Poznania.

Pasjonuje się malarstwem, rysunkiem i psychologią. Zawsze ma przy sobie jakieś kartki i ołówek, bo nigdy nie wiadomo, kiedy najdzie ją wena, żeby uwiecznić coś ciekawego.

Swoje pisarstwo traktuje jako hobby, którym zajmuje się dopiero od półtora roku. „Zaklęta” jest jej pierwszym opowiadaniem.

„ZAKLĘTA” to opowiadanie o miłości młodego mężczyzny o imieniu Artur do dziewczyny o imieniu Karolina, czyli Karla.

Historia zaczyna się w momencie, kiedy Karolina budzi się w nieznanym jej zupełnie miejscu bez żadnych wspomnień, bez pamięci o tym, kim jest lub była. W domu, w którym następuje to przebudzenie są Adam i Artur. Dom jest dziwny, posiada kilka pomieszczeń, słabo wyposażoną kuchnię, za to wspaniałą głęboką szafę w łazience, w której Karolina może przebierać w ubraniach o różnych rozmiarach, które są pozostałością po jej poprzedniczkach. Bo Adam i Artur to sprzedawcy luster, a Karolina znalazła się w ich domu za sprawą jednego tajemniczego zwierciadła, posiadającego właściwości przenoszenia osób na jego drugą stronę do innego czasu i innego środowiska. Karolina po pewnym czasie doznaje przemiany i przypomina sobie doskonale, kim była w poprzednim życiu i z którego roku przeniosła się do czasów nam współczesnych. Odkrywa przy okazji, że to przeniesienie dało jej moc szybkobiegaczki i umiejętność komunikowania się ze zwierzętami. Okazuje się, że świetnie zna Artura, który wcale nie jest synem Adama, jak to przedstawiali jej na wstępie obaj panowie. Artur jest kompanem z poprzedniego, wcale nie do końca, chwalebnego życia Karoliny.

Artur od zawsze był zakochany w Karolinie i jej przejście traktuje jak spełnienie marzeń. Karolina o tym nie wie, ale wszystkiego powoli się dowiaduje. W końcu decyduje się pozostać z Arturem, zakochuje się w nim. Jednak to wcale nie takie łatwe i sielankowe pozostać razem, bo dopada ich przeszłość w postaci dawnej przyjaciółki z gangu. Jest i krwawo, i niebezpiecznie, ale ze szczęśliwym zakończeniem.

Język tego opowiadania jest przejrzysty, nie ma tu zawiłości. Wszystko jest zrozumiałe, a fabuła stopniuje napięcie tak, że nie można się oderwać od czytania, bo chce się dowiedzieć, jak ta historia się skończy.

1. Przebudzenie

Stałam przed jakimś lustrem, które swoją wysokością przewyższało mnie o metr. Jego tafla była gładka i błyszcząca. Wisiało przede mną na ścianie jakiegoś dużego pomieszczenia. Ale co to jest za miejsce? Było mi zimno. Próbowałam rozglądać się, ale niewiele docierało do moich oczu. Dostrzegłam tylko kilka, nie, kilkanaście innych luster. Wisiały jedno obok drugiego, o różnych kształtach, wielkościach i w różnych ramach. Były piękne, majestatyczne. Nigdy przedtem nie widziałam tak wielu luster, w tak przecudownych formach. Próbowałam przejść po sali, aby przyjrzeć się każdemu z osobna. Podczas wędrowania i oglądania ich dostrzegłam okno, które zostało zasłonięte ciemną storą. Gdy ją odsunęłam, na widok tego, co zobaczyłam, odskoczyłam. Ręce zaczęły mi się trząść, moje serce zaczęło walić jak młotem.

Gdzie ja jestem?! Co się dzieje?!

Myśli kłębiły się w mojej głowie, a pytania same zaczęły się tworzyć, ale ja nie potrafiłam na żadne odpowiedzieć. Gdy trochę się uspokoiłam, odwróciłam twarz z powrotem w stronę okna i powoli zbliżyłam się do niego. Lasu, który za nim zobaczyłam, nie znałam, a jego widok wywoływał na zmianę strach, przerażenie i coraz to większą panikę.

Co to takiego? Co to znaczy?

W okamgnieniu kolejne pytania zaczęły mnożyć się w mojej głowie.

Usiadłam na krześle stojącym pod ścianą obok okna i zasłoniłam twarz rękami. Próbowałam sobie przypomnieć, jak znalazłam się w tym miejscu i co robiłam wcześniej. Jednak moje próby spełzły na niczym. Jedyne, co udało mi się osiągnąć, to ból głowy.

Nagle podskoczyłam na dźwięk otwierających się drzwi. Nim zdążyłam pomyśleć o ucieczce czy schowaniu się za jednym z luster opartych o ścianę, w drzwiach pojawił się mężczyzna, a może chłopak — nie byłam pewna, ponieważ jego ubiór nie pasował do twarzy. Bladoniebieska koszula nie dopięta pod szyją i luźno opadająca na spodnie podkreślała jego posągową, chłopięcą twarz. Choć porażała urodą, to jednak gdy jego wzrok zatrzymał się na mnie, wykrzywiła się i jakby wyrażała przekonanie o tym, że powinnam tu być, a jednak jestem w nieodpowiednim momencie.

Stał tak przez chwilę, która wydawała mi się wiecznością, aż w końcu usłyszałam:

— Cześć — powiedział jak do dawnej znajomej.

— Znasz mnie?! Skąd się tu wzięłam?! Co ja tu robię?! — zalałam go pytaniami.

— Spokojnie, dziewczyno! Nie jesteś pierwsza ani ostatnia! — wykrzyczał w moją stronę.

— Kim ty jesteś, żeby się tak do mnie zwracać?! — zagrzmiałam i nawet nie zwróciłam uwagi na sens słów, które do mnie kierował.

— W takiej sytuacji myślisz o tym, w jaki sposób się do ciebie zwracam, a nie zastanawiasz się nad swoim beznadziejnym położeniem? Dziwna jesteś — cedził ostatnie słowa przez zęby.

Zauważyłam, że miał je idealnie proste i śnieżnobiałe.

— Zastanawiam się… — powiedziałam głosem coraz bardziej przytłumionym i zgaszonym.

— To dobrze, bo myślałem już, że podróż tak źle na ciebie wpłynęła — powiedział i odszedł do drugiego pomieszczenia, które znajdowało się za ścianą, na której wisiało najokazalsze lustro. Lustro, które było pierwszym, które zobaczyłam, gdy otworzyłam oczy.

— Podróż? Jaka podróż? — zapytałam, gdy wrócił z czymś w ręku, co przypominało filiżankę, choć było większe i bardzo kolorowe.

— Już za dużo zadałaś pytań. Weź kubek i wypij kawę — powiedział i podstawił mi go prawie pod nos.

Usiadł naprzeciwko mnie na krześle, które zaczęło skrzypieć przy każdym jego ruchu. Mimo że nie pamiętałam nic na temat tego, kim jestem i co tutaj robię, to czułam się dobrze i spokojnie przy nim. Jego wygląd, choć mało elegancki, sprawiał, że chciało się na niego patrzeć, wręcz hipnotyzował mnie swoimi ruchami. Oczy, w których odbijał się blask dnia wydawały się intensywnie zielone, a jego twarz, szyja i ręce były blade, ale była to bladość piękna, perłowa. Włosy, które miał lekko nastroszone, lśniły na słońcu i nieziemsko kontrastowały z bladością skóry i kolorem oczu.

— Pamiętasz jak masz na imię? — nagle przerwał mi rozkoszowanie się ciszą.

— Pamiętam tylko, że mówią do mnie Karla, a czy jest to moje imię, tego nie wiem — odpowiedziałam cicho i zaskoczyłam samą siebie tym, że potrafiłam sobie o tym przypomnieć. — Może jeśli pamiętam o tym, to z czasem przypomnę sobie resztę? — zapytałam z nadzieją w głosie.

— Wątpię — odpowiedział krótko i stanowczo, co zgasiło mój ostatni promyk nadziei.

— Widzę, że przychodzi ci to bez trudu — powiedziałam oschle.

— Co takiego? — zapytał zaskoczony.

— Odbieranie ludziom nadziei — odpowiedziałam i odwróciłam przy tym głowę, i spojrzałam w lustro, które odbijało mnie w całej okazałości.

— Mówię, jak jest. Po co mam ci robić nadzieję na coś, co raczej nie nastąpi, ale ja nie będę nic więcej mówić. Przyjdzie tu za chwilę ktoś, kto wszystko ci wyjaśni — powiedział z beztroską w głosie.

— Nareszcie jakieś konkrety… — powiedziałam i podeszłam do okna.

* * *

Słońce powoli zachodziło, a jego pomarańczowe promienie przebijały się przez drzewa i świeciły mi prosto w twarz. Odchyliłam głowę do tyłu, aby rozkoszować się tym przyjemnym uczuciem ciepła, którego tak bardzo mi brakowało. Włosy z ramion opadły mi na plecy, odsłoniły przy tym moją szyję i korale, które nawet owinięte wokół szyi sięgały do pasa. Nagle przypomniało mi się, że rozmawiam z kimś, kogo imienia nie znam. Odwróciłam się szybko w jego stronę i zauważyłam, że siedzi on teraz zupełnie inaczej niż wcześniej. Nie ma już rąk splecionych na piersiach. Teraz połączone razem, palcami podpierały potylicę, a jego sylwetka była wygięta do tyłu. Kiedy zmienił tę pozycję? Przecież krzesło, na którym siedzi wręcz wykrzykuje skrzypnięciem każdy ruch siedzącej na nim osoby. Jego wzrok był wlepiony we mnie i wydawało się, że siedzi tak specjalnie, aby lepiej mi się przyjrzeć.

— Jak masz na imię? — szybko zapytałam, aby odwrócić jego uwagę od przyglądania mi się.

— Artur — odpowiedział, przy czym jego wzrok ani na moment nie drgnął.

— Uhm, ładnie — powiedziałam i uśmiechnęłam się tak serdecznie, jak tylko potrafiłam.

— Hahaha — zaśmiał się.

— Co takiego powiedziałam?! — zapytałam ze złością.

— Nic złego nie powiedziałaś. Po prostu jesteś, hm, jakby to powiedzieć? Z innej epoki.

Spojrzałam na niego ze zdziwieniem i odwróciłam wzrok w stronę luster. W najmniejszym z nich, które znajdowało się naprzeciwko mnie, zauważyłam swoje odbicie. Powoli podeszłam, aby oddalić się od Artura i poprawić rozczochrane włosy, które nie tworzyły jakiejś konkretnej fryzury. Każdy kosmyk leżał, jak tylko chciał. Palcami więc przeczesałam włosy i ruszyłam w stronę innych luster, które teraz w świetle zachodzącego słońca oczarowywały mnie jeszcze bardziej. Namalowane na niektórych kwiaty i zwierzęta mieniły się cudownymi barwami. Postacie wyglądały jak żywe, aż chciało się je dotknąć, aby sprawdzić, czy to naprawdę tylko farba i szkło. Nagle, gdy zrobiłam krok do tyłu przy dźwięku skrzypiącej podłogi, poczułam, że na coś nadepnęłam. Gdy odwróciłam głowę, odskoczyłam spłoszona, to był Artur.

— Podobają ci się? — zapytał, nie odrywając wzroku od jednego z luster.

— Tak. Nigdy takich nie widziałam — odpowiedziałam, po czym minęłam go.

Usiadłam na krześle stojącym naprzeciw okna i zaczęłam przyglądać się bransoletce na mojej ręce. Była ze srebra i zostały na niej wygrawerowane jakieś inicjały. Poczułam, że jest dla mnie ważna, ale dlaczego? Skupiłam na niej wzrok, nawet nie zauważyłam, kiedy otworzyły się drzwi.

— Dobry wieczór! — krzyknął wysoki mężczyzna stojący w drzwiach.

— Dobry wieczór — odpowiedziałam cicho.

— Cześć, tato — powiedział Artur i odebrał od ojca płaszcz.

Mężczyzna odwrócił się w moją stronę i przez chwilę przyglądał mi się bardzo dokładnie. Dlatego miałam okazję zauważyć, że był dość młody, nie wyglądał na kogoś, kto mógłby mieć syna w wieku Artura. Na twarzy tylko jedna zmarszczka przebiegająca przez środek czoła, oczy ciemne, wręcz czarne, z których biły radość i młodość. Jednak było coś, co mogło zdradzać jego wiek — włosy. Nieśmiałe, szare kosmyki próbowały wybić się na pierwszy plan spomiędzy czarnych, wręcz kruczych włosów. Pod wpływem jego wzroku poczułam się skrępowana i zaczęłam patrzeć na Artura, jakbym oczekiwała od niego, że wybawi mnie z tej sytuacji. Jednak on stał tylko za ojcem oparty o ścianę z założonymi na piersiach rękami i wyglądało na to, że ma zamiar robić to samo, co ojciec.

— Artur powiedział ci, jak się tutaj znalazłaś? — nagle zapytał mężczyzna.

— Nie, proszę pana — odpowiedziałam cicho.

— Po pierwsze, to nie jestem żaden pan, tylko Adam — powiedział głośno i wyciągnął w moją stronę rękę.

— Karla, miło mi — uśmiechnęłam się serdecznie i ścisnąwszy jego rękę, odetchnęłam z ulgą, że nareszcie ktoś jest dla mnie miły i serdeczny.

— Chyba Artur nie był dla ciebie zbyt przyjazny. Nie przejmuj się. On już taki jest — powiedział, jakby czytał w moich myślach, zniżył przy tym swój głos prawie do szeptu i nachylił c się w moją stronę.

Uśmiechnęłam się tylko i spojrzałam kątem oka na Artura, który stał oparty o ścianę. Nie miałam zamiaru zaprzeczać i kłamać z jego powodu. Poczułam się przez niego urażona i chciałam w tym momencie to wyrazić.

— Ma pan rację. Przepraszam, masz rację — uśmiechnęłam się. — Był dość tajemniczy i wyniosły — powiedziałam dość głośno ostatnie słowo, aby mieć pewność, że Artur to słyszy.

— No tak… — zamyślił się Adam. — Ale nie po to tutaj przyszedłem, żeby rozmawiać o zawiłym charakterze mojego syna, prawda? — zapytał z uśmiechem na twarzy.

— Właśnie! — powiedziałam chyba zbyt głośno jak na odległość jaka nas dzieliła.

— Proponuję więc przejść do pokoju obok, gdzie będziemy mogli sobie spokojnie porozmawiać — powiedział, po czym odwrócił się do mnie plecami i skierował w stronę drzwi, w których chwilę wcześniej zniknął Artur.

Bez chwili namysłu ruszyłam za nim. Jednak moje nogi nie nadążały za moimi chęciami. Były jak z waty, a moje serce znów przyspieszyło napędzane strachem spowodowanym tym, czego miałam się za chwilę dowiedzieć. Gdy weszłam do pokoju, uderzyło mnie ciepło, które z niego biło, a także poczucie bezpieczeństwa, którego tak bardzo teraz potrzebowałam.

— Usiądź proszę — powiedział Adam, który właśnie siadał na jednym z trzech czekoladowobrązowych foteli znajdujących się w pokoju. Były bardzo wielkie. Siedząc w jednym z nich, miałam ochotę wtulić się i zasnąć. Skupiona jedynie na fotelach zapomniałam o Arturze, który krzątał się za mną i szukał czegoś w szufladach małej komody stojącej przy ścianie za moim fotelem.

— Nie mogę tego znaleźć! — krzyknął nagle.

— Tutaj leży — ze spokojem powiedział Adam i sięgnął po kartkę leżącą na stoliku stojącym pomiędzy nami.

— Co to jest? — zapytałam drżącym głosem.

— Informacje o tobie — odpowiedział Adam ze zmarszczonymi brwiami i nie odrywał wzroku od kartki.

Gdy usłyszałam te słowa, głos we mnie zamarł i chociaż z całych sił chciałam wstać i wyrwać mu tę kartkę z ręki, to jednak strach przed tym, co jest tam napisane, sparaliżował całe moje ciało.

— Nie jesteś ciekawa? —Artur stanął za mną i zapytał ze zdziwieniem.

— Jestem! — krzyknęłam przestraszona jego niespodziewaną uwagą. — Mogę zobaczyć? — zapytałam głosem przepełnionym przerażeniem.

— Oczywiście, proszę bardzo — powiedział Adam i podał mi kartkę.

Drżącymi rękami chwyciłam kartkę, na której znajdowało się tylko kilka słów: „Karolina Afiss, 21, Strzępiny Dolne, 1960”.

— Nie tak dawno miałam urodziny — nagle powiedziałam, nadal wpatrzona w kartkę. Nawet nie zastanawiałam się nad tym, co mówię i czy ktoś to słyszy.

— Naprawdę? — zapytał z zaskoczeniem Adam. — Przypominasz sobie coś?

— Nie wiem — powiedziałam w skupieniu. — Mam tylko takie nieodparte wrażenie…

— Nie zaskakuje cię w żaden sposób to, co jest tutaj napisane? — zapytał Artur ze zdziwieniem w głosie. — Ludzie zazwyczaj krzyczą, płaczą, a nawet wybiegają stąd i nigdy nie wracają — powiedział z szerokim uśmiechem na twarzy, jakby smutek i przerażenie innych ludzi napawały go wielką radością.

— Nie, jakoś nie dziwi. Jest to dla mnie w jakiś sposób oczywiste, ale nie wiem dlaczego — powiedziałam i powoli przeniosłam wzrok z kartki na Adama, który się nad czymś się zastanawiał.

— To dobry znak — nagle powiedział.

— Dlaczego? — zapytałam.

— Istnieje duża szansa, że wszystko sobie przypomnisz. Zwracaj uwagę na sny. Mogą się w nich pojawić jakieś ważne wydarzenia z twojego życia — powiedział Adam i spojrzał na stojącego obok mnie Artura.

— Dobrze, ale najbardziej zastanawia mnie to, w jaki sposób się tutaj znalazłam? Dlaczego nic nie pamiętam? Skąd macie te informacje na mój temat? — zapytałam wpatrzona w ciemne oczy Adama.

— Po kolei — przywołał mnie do porządku Artur.

— Pamiętasz, co było pierwszą rzeczą, jaką zobaczyłaś po przebudzeniu? — zapytał Adam, zaglądając jednocześnie do kubka z kawą.

— Lustro — odpowiedziałam krótko, aby jak najszybciej doszedł do sedna sprawy.

— Właśnie. To lustro nie jest takim zwykłym lustrem — powiedział spokojnie i spojrzał znacząco na syna — jakby ci to powiedzieć, żeby cię nie przestraszyć jak innych? — zastanawiał się głośno Adam.

— Najlepiej prosto z mostu — rzuciłam mimochodem.

— Skoro tak bardzo chcesz — zwlekał Adam. — To lustro daje możliwość podróży zarówno w przyszłość, jak i w przeszłość. Jednak osoby, które lekceważą historię, która jest napisana na jego odwrocie i w żartach wypowiadają zawarte tam słowa w pewnej kombinacji, nagle znajdują się w zupełnie innych czasach i tak jak ty po przebudzeniu nic o sobie nie wiedzą — przerwał Adam, aby nabrać w usta trochę kawy.

— Co takiego?! To który wy macie rok?! — krzyknęłam.

— 2010 — cicho powiedział Artur zza moich pleców.

— Więc na kartce liczba 1960 oznacza rok, z którego tutaj przybyłam? — zapytałam z niedowierzaniem.

— Możliwe — powiedział ze spokojem Adam.

— Co to znaczy „możliwe”? — zapytałam i spojrzałam złowrogo w stronę Adama.

Chyba zauważył, że balansuję na krawędzi wytrzymałości, bo dość szybko dokończył swoją wypowiedź:

— To znaczy ni mniej, ni więcej, że ta data, data, którą masz na kartce jest dla ciebie znacząca. Nie wiemy tylko, czy dlatego, że w tym roku się urodziłaś, czy z niego przybyłaś.

— Nie wierzę w to wszystko! To jest jakiś koszmar — powiedziałam cicho i wstałam ze łzami w oczach.

— A czy masz jakieś inne wyjście, niż w to uwierzyć? Wyjdź z tego domu, to po chwili wrócisz tu z krzykiem albo oszalejesz — podsumował bezlitośnie Artur i usiadł na moim miejscu.

— Artur! — krzyknął karcąco Adam.

Odwróciłam się w stronę okna i powoli przybliżyłam do niego, aby odsłonić zasłonę. Jednak gdy to zrobiłam, zauważyłam, że jest już bardzo ciemno i niewiele widać.

Co to ma wszystko znaczyć? Czy to prawda?

Serce znów zaczęło bić najszybciej, jak potrafiło. Myśli zaczęły kłębić się w mojej głowie, jednak każda kolejna była coraz bardziej zabójcza. Zaczęłam wyobrażać sobie, że zostaję tu tak długo, aż ci ludzie umieszczają mnie w jakimś szpitalu psychiatrycznym lub w końcu popełniam samobójstwo.

Co mam robić? Uciec? Kim oni w ogóle są?

Stałam nadal przy oknie odwrócona w stronę szyby, aby nie zauważyli moich łez, w końcu zaczęłam niespodziewanie dla samej siebie szlochać.

— Tylko nie płacz. Zrobimy wszystko, żeby pomóc ci wrócić — nagle odezwał się Adam łagodnym głosem.

— Jak? — zapytałam zapłakana.

Gdy wpatrywałam się w ciemność za oknem i próbowałam uspokoić się za sprawą nadziei wlanej w moje serce przez Adama, usłyszałam kroki zbliżające się powoli do mnie. Gdy się odwróciłam, zobaczyłam idącego w moją stronę Artura, trzymającego w rękach tabletki i jakieś pudełko.

— Proszę, to dla ciebie, chusteczki — powiedział łagodnym głosem, po czym podał mi kilka chusteczek.

— To są chusteczki? Papierowe? — zapytałam ze szczerym zdziwieniem.

— Tak. Teraz są tylko takie — odpowiedział łagodnie z uśmiechem.

Ocierałam łzy i dmuchałam nos, a jednocześnie obserwowałam Artura, który usiadł na krześle stojącym przy ścianie i kreślił na kartce jakieś kreski. W tym momencie jednak nie interesowało mnie to. Najważniejsze było dla mnie to, co powiedział przed chwilą Adam.

— Więc co z tym odesłaniem mnie? — zapytałam, przerwawszy doprowadzanie się do porządku.

Adam spojrzał na mnie łagodnym wzrokiem i wstał z fotela, aby po chwili stanąć tuż obok mnie.

— Jest to dość skomplikowane, ale realne, więc możesz być dobrej myśli — powiedział, patrząc mi prosto w oczy.

— Jak to zrobicie? — zapytałam cicho.

— Jeden z nas musi przenieść się w twoje czasy i sprawdzić, czy znalazłaś się tutaj przypadkowo, czy może jednak ktoś wysłał cię w jakimś konkretnym celu lub też sama świadomie tego chciałaś. Jeżeli okaże się, że jesteś tu z własnej bezmyślności, to wszystko potoczy się według naszego planu, ale jeśli będzie inaczej, to pojawi się problem.

— Problem? — przerywałam mu. — Jaki problem?

— A taki, że jeśli okaże się, że jesteś tu z czyjegoś polecenia, to oznacza, że ktoś na ciebie czeka i czegoś oczekuje od ciebie, a jeśli ty się nie pojawisz z powrotem, może wysłać kolejne osoby, rozumiesz? — zapytał.

— Tak. Chyba tak — odpowiedziałam bez wahania.

Na moment zamiast skupić się na kolejnym elemencie tej zagmatwanej historii, zapatrzyłam się w Artura, który wydawał się nieobecny. Spoglądał ze skupieniem na kartkę, na której — czego wcześniej nie zauważyłam — rysował jakąś postać. Gdy podniósł wzrok, by jak mi się wydawało poszukać inspiracji, spojrzał na mnie. Jego oczy pełne pasji sprawiły, że zastygłam na moment i nie potrafiłam odwrócić wzroku w zawstydzeniu. Słowa, które wypowiadał do mnie Adam, słyszałam jak echo. Dopiero gdy Artur z lekkim uśmiechem schylił głowę, aby znów patrzeć jedynie na swój rysunek, moja świadomość i władza nad własnym ciałem wróciły do mnie.

— Słucham? Możesz powtórzyć? — moja prośba przerwała dalszy ciąg wypowiedzi Adama.— Nie słuchałaś mnie? — stwierdził bardziej, niż zapytał, ze smutkiem, krzyżując przy tym ręce na piersiach i wiercąc się nerwowo.

— Wybacz — powiedziałam z uśmiechem .

— Więc jak już mówiłem, jeden z nas znajdzie się w miejscu i czasie, z którego ty przybyłaś i wybada sytuację. Są to ogólne informacje, w resztę dla twojego dobra nie będę cię na razie wtajemniczać — powiedział Adam, po czym ruszył w stronę wyjścia.

— Dokąd idziesz? — zapytałam zaskoczona jego odejściem.

— Spać — odpowiedział zdziwiony moim pytaniem.

— Ale… Ale ja jeszcze mam do was pytania — powiedziałam cichym głosem  przytłoczona całą sytuacją.

— Jutro też jest dzień, a z tego, co wiem, to nigdzie się nie wybierasz, prawda? — odpowiedział Adam nieświadom chyba słów, które podsumowały moją beznadziejną sytuację.

— Tak, masz rację. Dobranoc —wypowiedziawszy to, wywołałam chyba najmniej szczery uśmiech w swoim życiu.

Przynajmniej w tym życiu, po tej stronie.

— Dobranoc — odpowiedział na odchodne .

Usiadłam w fotelu i zapomniałam o obecności Artura. Zamknęłam oczy i starałam się nie myśleć o niczym. Jednak gdy tylko zamknęły się moje powieki, poczułam ogromny strach i samotność. Czułam to nie tylko psychicznie, lecz także fizycznie. Moje ciało chciało się skurczyć, zniknąć. Uczucia te nagle odeszły na rzecz przypływu ciepła i spokoju, poczułam, że zasypiam. Moje ciało stało się lekkie, a umysł wolny od wszystkiego, co wywoływało we mnie niechęć.

Zobaczyłam dom skąpany w morzu kwiatów. Usłyszałam śmiech. Chciałam iść w jego stronę, ale coś mnie zatrzymywało, ciągnęło za rękę.

— Nie! Nie! — krzyknęłam wyrwana ze snu.

— Spokojnie! To tylko sen — powiedział Artur i nagle wyłonił się zza mojego fotela, i położył rękę na moim ramieniu

Patrzyłam na niego dzikim wzrokiem, zastanawiając się, co tu jest prawdą — dom, który przed chwilą widziałam, czy on? Już chciałam kazać mu uszczypnąć mnie w rękę, gdy nagle spojrzałam na znajomą kartkę, która o wszystkim mi przypomniała — o dniu, który był początkiem mojego nowego życia, które mam nadzieję, że będzie tylko chwilowe. W moim sercu pojawiła się nadzieja powrotu do domu, który przed chwilą widziałam, który wierzę, że jest moim prawdziwym domem, który czeka i tęskni za mną.

— Tak, masz rację — odpowiedziałam po dłuższej chwili, zamykając oczy i na nowo odpłynęłam w sen.

2. Nadzieja

Otworzyłam oczy, ale szybko je zamknęłam z powodu bólu wywołanego przez intensywność światła słonecznego, które do nich wpadało i jakby wierciło dziurę, w moim przekonaniu tylko po to, by wyrządzić mi jak największe cierpienie.

— Au — powiedziałam i szybko zasłoniłam oczy rękami.

Gdy w końcu ból przeszedł, otworzyłam oczy i ujrzałam go. Siedział naprzeciwko mnie, szczerząc swoje białe zęby niczym lew, który prezentuje swoje kły ofierze.

— Dzień dobry — powiedział z szerokim uśmiechem Artur. — Niezły z ciebie śpioch wymachujący rękami.

Wzdrygnęłam się na myśl, że osoba, która w moim przekonaniu jest ostatnią, która powinna widzieć o mojej słabości, właśnie ją poznała.

— No nie, dlaczego musiałeś to widzieć? — zapytałam, ale miałam nadzieję, że nie słyszy mojego pytania.

— Bo siedziałem tu całą noc — odpowiedział, jakby to było normalne i oczywiste.

Podskoczyłam na te słowa i spojrzałam na niego podejrzliwie.

— Po co? — zapytałam, odwróciwszy od niego swój wzrok.

— A po to, żeby słyszeć jakbyś coś mówiła przez sen — odpowiedział szybko i z szerokim uśmiechem. — A wierz mi, jesteś ciekawym obiektem do obserwowania.

— Ha ha — zaśmiałam się sztucznie.

Nagle wstał w milczeniu i wyszedł, by po chwili pojawić się z tacą, na której znajdowały się kanapki i filiżanka kawy. Postawił ją na stoliku i odszedł bez słowa.

— Nie zjesz ze mną? — zapytałam sztucznie.

— Nie, już jadłem — odpowiedział już z sali z lustrami. — Smacznego!

— Dziękuję — odpowiedziałam cicho, przyglądając się dość fantazyjnie przyrządzonym kanapkom.

Na małych kromkach chleba znajdowały się pomidor i sałata, które były udekorowane szczypiorkiem. Choć na pozór wyglądało to mało obiecująco pod względem smakowym, to było jednak bardzo pyszne. Ugryzłam już ostatni kęs i wypiłam ostatni łyk kawy, po czym wstałam, aby zanieść brudne naczynia tam, dokąd przed chwilą poszedł Artur. Jednak gdy znalazłam się w sali z lustrami, nie było go tam. Serce zamarło mi na myśl, że znów będę tu siedzieć sama i odchodzić od zmysłów. Gorączkowo rozglądałam się, ale nie widziałam nic oprócz luster, które w tym przerażeniu nie robiły na mnie żadnego wrażenia.

— Artur?! — krzyknęłam w nadziei, że mi odpowie.

Cisza.

Poszłam w stronę drzwi, za którymi jeszcze nie byłam. Gdy je otworzyłam, zobaczyłam, że znajduje się tam mała kuchnia wyposażona jedynie w dwie szafki znajdujące się przy ścianie, lodówkę i stojący na środku stół z czterema krzesłami do kompletu. Nikogo jednak tam nie było. Postanowiłam odłożyć naczynia do zlewu, żeby nie spadły na podłogę z powodu trzęsących mi się coraz bardziej rąk.

— Tu jesteś! Wszędzie cię szukałem — nagle usłyszałam głos Artura za swoimi plecami.

— To ja ciebie wszędzie szukałam. Gdzie byłeś?! — stwierdziłam zdenerwowana.

W moim sercu jednak zagościła ogromna ulga, że go widzę.

— Oj widzę, że jesteś przerażona. Usiądź proszę — mówiąc to, pokazał mi jedno z krzeseł stojących przy stole.

Posłuchałam jego słów.

Artur zaczął krzątać się po kuchni tak, jakby czegoś szukał. Nagle z jednej z szuflad wyciągnął duży zeszyt, który można było uznać za stary na podstawie zniszczeń i wyblakłego koloru.

— Co to jest? — zapytałam z ogromną ciekawością i powoli się uspokajałam.

— Zeszyt — odpowiedział i usiadł naprzeciw mnie. — Ale o nim za chwilę.

Nie odrywając wzroku od zeszytu, zastanawiałam się, o co zapytać Artura, co najbardziej nie dawało mi spokoju. Czy dociekać, skąd mają informacje na mój temat? Kim oni są? Czy może jednak…

— Masz jakieś pytania do mnie? — zapytał, przyglądając się swoim dłoniom.

— Tak, mam — zaskoczona tym pytaniem nie wiedziałam od czego zacząć.

— No to dawaj. Mamy czas do powrotu mojego ojca — odpowiedział poważnie, podnosząc na mnie wzrok.

— Kim jesteście? — zapytałam szybko.

— Zajmujemy się sprzedażą luster i ram, a to jest nasz magazyn — odpowiedział i wskazał ręką na salę z lustrami.

— To znaczy, że jesteście takimi zwykłymi sprzedawcami, którzy przy okazji wyciągają ludzi z lustra? — zapytałam z ironią w głosie, bo miałam wrażenie, że gra na zwłokę, że nie mówi mi tego, czego najbardziej oczekuję.

Spojrzał na mnie z wyrzutem w oczach, jednak po chwili się rozchmurzył:

— To się dzieje wbrew naszej woli — odpowiedział w zamyśleniu. — Mój ojciec obiecał swojemu ojcu, że zajmie się lustrem, a w tym także ludźmi, którzy za jego sprawą znajdą się wśród nas — kontynuował i spoglądał ciągle na zeszyt leżący obok niego.