Wydawca: HarperCollins Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2014

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 156

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Pobierz fragment dostosowany na:

Zabezpieczenie: watermark

Opis ebooka Zakazany romans - Yvonne Lindsay

Nate Jackson bez wysiłku poderwał w barze córkę swego największego wroga. Po szalonym, spędzonym w łóżku weekendzie postawił Nicole ultimatum: albo z firmy ojca przejdzie do jego firmy, albo ojciec dowie się o pikantnych szczegółach jej seksualnej eskapady. Zakochana Nicole łudzi się, że tak wspaniały kochanek jak Nate nie może być zwykłym szantażystą...

Opinie o ebooku Zakazany romans - Yvonne Lindsay

Fragment ebooka Zakazany romans - Yvonne Lindsay

Yvonne Lindsay

Zakazany romans

Tłumaczenie:

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Nicole trzęsła się ze zdenerwowania. Usiłowała włożyć kluczyk do stacyjki, ale za każdym razem spadał na podłogę. Bezsilnie oparła się o kierownicę. To bez sensu. W tym stanie i tak nie powinna prowadzić.

Wysiadła z mercedesa i niecierpliwie sięgnęła po komórkę. Na szczęście – mimo koszmarnej awantury przy familijnym stole i teatralnym trzaśnięciu za sobą drzwiami – zachowała tyle przytomności umysłu, by po drodze zgarnąć z holu torebkę.

Obcasami wybijała niecierpliwy rytm, gdy maszerowała w kierunku ulicy po dobrze oświetlonym podjeździe rodzinnej rezydencji. Wezwała taksówkę. Dygotała z nerwów i zimna. Dobrze, że nie miała czasu na przebranie się do kolacji i nadal była w wełnianej garsonce, którą nosiła w pracy.

Ojciec zażądał, by na rodzinne spotkanie włożyła elegancką sukienkę, bo podjął ważne decyzje i chce je uroczyście ogłosić. Nicole zamierzała się dostosować do jego życzenia, ale późno wróciła do domu i na przebranie się nie było czasu. Uznała, że tata doceni jej zaangażowanie, w końcu on też przedkładał sprawy firmy nad życie prywatne. Charles Wilson, założyciel i właściciel Wilson Wines, powinien najlepiej rozumieć konieczność poświęcania całego czasu i energii winiarni, którą zbudował od zera. Zamierzała pójść w ślady ojca i ulokowała zawodowe ambicje w rodzinnej firmie.

Do dzisiaj.

Gniew wrócił ze zdwojoną siłą. Dlaczego ojciec ją tak poniżył, w dodatku przed kompletnie obcym człowiekiem? Co z tego, że tym nieznajomym był jej dawno niewidziany brat, Judd. Nie utrzymywała z nim kontaktu od dwudziestu pięciu lat, od rozwodu rodziców, który stworzył przepaść między członkami rodziny. Jakie prawo ma ten intruz pojawiać się teraz i żądać dla siebie dziedzictwa, które jej się należało!

Zagryzła wargi, by nie wrzeszczeć z frustracji i wściekłości. To nie był dobry moment na histerię. Nie teraz, kiedy nikomu nie może ufać.

Zawiodła ją nawet najlepsza przyjaciółka, wieloletnia powiernica, Anna. Pokazała prawdziwe oblicze, gdy przed tygodniem wróciła do Nowej Zelandii z Adelaide w Australii, przywożąc z sobą Judda. Biła się w piersi, zapewniając, że wykonywała polecenia Charlesa, który chciał się pojednać z utraconym synem, ale Nicole nigdy jej nie daruje braku lojalności. Mogła ją przynajmniej uprzedzić o planach ojca.

Nicole trudno było oddychać, tak bolesny cios zadała jej ta żmija, którą kochała jak siostrę. Nie pisnęła ani słówkiem o tym, co się stanie! O wszystkim wiedziała i zachowała to dla siebie.

Komórka zaterkotała natrętnie. Nicole odebrała, przekonana, że to taksówkarz, który nie umie trafić pod wskazany adres.

– Gdzie jesteś, Nicole? Czy wszystko w porządku?

Anna. Któż by inny. Ojciec z pewnością nie zniży się do tego, by sprawdzić, jak się czuje jego córka.

– Nic mi nie jest – odparła chłodno.

– Jesteś zdenerwowana, słyszę to w twoim głosie. Bardzo mi przykro z powodu dzisiejszego wieczoru…

– Tylko wieczoru, Anno? A co powiesz o swojej wyprawie do Australii i sprowadzeniu tu mojego brata, żeby po dwudziestu pięciu latach odebrał mi wszystko, co mi się należy? – Tama puściła, popłynęły słowa pełne bólu, ale wcale jej nie ulżyło. – Myślałam, że jesteśmy przyjaciółkami, pokrewnymi duszami, prawda?

– Nie mogłam ci zdradzić planów Charlesa. Obiecałam twojemu ojcu, że zachowam całą sprawę w absolutnej tajemnicy, a wiesz, ile mu zawdzięczam. Gdyby nie jego pomoc, tuż przed śmiercią mojej mamy…

– Jego pomoc? – Nicole zacisnęła powieki, by się nie rozpłakać. – A może byś się zastanowiła, jakie wsparcie mi dałaś ty, moja najlepsza przyjaciółka?

– Dobrze wiesz, jak bardzo jestem ci oddana.

– Naprawdę? To czemu mnie nie ostrzegłaś? Czemu nie pisnęłaś słówkiem, że tata zamierza przekupić Judda, oddając mu nie tylko firmę, ale na dodatek mój dom?

– Połowę firmy – uściśliła cicho Anna.

– Kontrolny pakiet akcji. Z mojego punktu widzenia to oznacza całą firmę.

Już sama decyzja ojca była szokująca, ale jeszcze gorsze było jej uzasadnienie. „Zanim się obejrzysz – wywodził – poznasz jakiegoś młodego człowieka, dla którego stracisz głowę. Wyjdziesz za niego za mąż i wkrótce będziecie mieli gromadkę dzieci. Wtedy praca zejdzie na drugi plan, stanie się zwykłym hobby”.

Lata jej wysiłków, świetne dyplomy, niebagatelne osiągnięcia zawodowe i poświęcenie dla firmy – to wszystko ojciec zbagatelizował machnięciem ręki i potraktował jak zwykłą fanaberię, przejściową fazę jej życia, po której wreszcie zajmie się tym, do czego powołana jest kobieta – domem i dziećmi. Sama myśl o tym, jak ją potraktował, wywoływała w niej mdłości.

– Tata wyraźnie powiedział, co myśli na mój temat, a ty się z nim sprzymierzyłaś, więc nie mam wątpliwości, po czyjej jesteś stronie.

Nicole krążyła po uliczce, jakby nie była w stanie przez chwilę ustać w miejscu. Wściekłość ją roznosiła. Spokojny głos Anny zazwyczaj przynosił kojący skutek, ale nie tym razem.

– Postawił mnie w niezręcznej sytuacji. Uwierz mi, błagałam, żeby mi pozwolił uprzedzić cię przynajmniej o powrocie brata.

– Widocznie błagałaś nieprzekonująco. Mogłaś też nie posłuchać i porozmawiać ze mną bez jego pozwolenia. Wystarczyłby jeden telefon albo mejl. To nie takie trudne. Wiedziałaś, że decyzja ojca mnie krzywdzi, ale nie zrobiłaś nic.

– Przepraszam cię. Naprawdę bardzo żałuję. Gdybym mogła cofnąć czas, na pewno bym to zmieniła. Przecież wiesz.

– Niczego już nie wiem, Anno. W tym problem. Wszystko, na co pracowałam, wszystko, czym żyłam, zostało wręczone na srebrnej tacy obcemu człowiekowi. Nie wiem nawet, czy mam dach nad głową, skoro tata przepisał dom na Judda. Ciekawe, jak ty byś się czuła na moim miejscu. Pomyślałaś o tym?

W oddali pojawiły się reflektory taksówki. Najwyższy czas. Jeśli zostanie tu chwilę dłużej, wróci do domu i nie przebierając w słowach, wygarnie ojcu, co o nim myśli.

– Nie chce mi się dłużej z tobą gadać. Muszę ochłonąć i spokojnie się nad wszystkim zastanowić.

– Nicole, wracaj. Porozmawiajmy spokojnie.

– Nie – odparła, wsiadając do auta. – I nie dzwoń do mnie więcej.

Dla pewności wyłączyła telefon i wepchnęła go na samo dno torebki.

– Viaduct Basin – poinstruowała kierowcę.

Może jej się udzieli rozrywkowa atmosfera dawnego nabrzeża portowego przekształconego w dzielnicę nocnych barów i klubów. Poprawiła makijaż rozmazany łzami. Zawsze ją wściekało, że potrafiła się rozbeczeć ze zdenerwowania i złości. Trudno nie traktować protekcjonalnie kobiety, która zamiast kląć, rozpływa się we łzach.

Pomalowała usta szminką znalezioną w torebce i sprawdziła efekt w lusterku. Może być.

Starała się wyrzucić z pamięci ostatnie słowa ojca i jego pobłażliwy ton, który świadczył o tym, że traktuje jej wybuch jak histerię rozkapryszonej dziewczynki, która popłacze trochę i zda sobie sprawę, że nie miała racji.

– Po moim trupie – mruknęła do siebie.

Ojciec zachował się jak satrapa. Nieodwracalnie zniszczył zaufanie, jakie do niego miała, zepsuł jej relacje z Anną i unicestwił szansę na to, że ona i Judd po latach niewidzenia spróbują być rodzeństwem nie tylko z nazwy. Za jednym zamachem straciła całą rodzinę – ojca, nieznanego brata, przybraną siostrę. O matce nie ma co wspominać. Cynthia Masters-Wilson nie odezwała się do córki od czasu, gdy z sześcioletnim Juddem wyjechała do rodzinnej Australii. Nicole miała wtedy rok.

Dorastając, skutecznie wmówiła sobie, że matka nie jest jej do niczego potrzebna. Ojca wielbiła i ze wszystkich sił starała się zastąpić mu nieobecnych członków rodziny. Uczyła się pilnie, by mógł być dumny z wzorowej uczennicy, a potem przykładała się do opanowania tajników rodzinnego biznesu, w nadziei, że ją pochwali. Od kiedy zrozumiała, że Wilson Wines jest dla ojca dziełem życia, postanowiła, że w przyszłości to ona przejmie po nim firmę.

Teraz, gdy wrócił Judd, ojciec zachowuje się tak, jakby Nicole przestała istnieć.

Zdjęła z włosów gumkę i rozpuściła je. W pracy zawsze były spięte, jednak czas się trochę zabawić. Gdy tylko odreaguje trzęsienie ziemi w rodzinie, zastanowi się, co zrobić dalej. Nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa.

Przed klubem zapłaciła taksówkarzowi, po czym rozpięła górny guzik żakietu, odsłaniając rąbek czarno-złotego koronkowego stanika. Do przemiany z bizneswoman w królową dyskoteki wystarczy jeden ruch, pomyślała. Oby na pstryknięcie palcami dało się zapomnieć o zmartwieniach.

Nate opierał się o bar i bez specjalnego zainteresowania obserwował tancerzy na parkiecie, pogrążonych w ekstatycznych pląsach. Przyszedł tylko ze względu na Raoula. Wyprawienie przyjacielowi wieczoru kawalerskiego było niewielkim zadośćuczynieniem za tę czarną robotę, którą wykonał, gdy po niespodziewanej śmierci jego ojca poprowadził Jackson Importers.

Świadomość, że firma jest w dobrych rękach, była dla Nate’a sporą ulgą w tym ciężkim okresie, tym bardziej że nie mógł z dnia na dzień rzucić europejskiego przedstawicielstwa, aby wrócić do Nowej Zelandii i przejąć swe dziedzictwo. Potrzebował czasu na znalezienie następcy i zamknięcie spraw za oceanem, a dzięki Raoulowi nie musiał się denerwować sytuacją w macierzystej firmie.

Poczucie, że spłaca dług wdzięczności, nie łagodziło narastającego znudzenia. Był już gotowy, by dyskretnie pożegnać się i wymknąć do domu, gdy wśród tańczących dostrzegł kobietę. Poruszała się z niewymuszonym wdziękiem i niespodziewanie obudziła jego zmysły. Miała na sobie garsonkę, jakby niedawno wyszła z biura, ale rozpięte guziczki odsłaniały bardzo apetyczny dekolt. Spódnica nie była w stanie ukryć długich zgrabnych nóg.

W jednej chwili wizja samotnego powrotu do apartamentu w Waitakere Ranges przestała być atrakcyjna. Co innego, gdyby miał u boku tak atrakcyjną towarzyszkę.

Kiedy przepchnął się przez tłum, by znaleźć się w pobliżu intrygującej kobiety, uświadomił sobie, że wydaje mu się znajoma. Długie ciemne włosy tańczyły wokół jej twarzy, gdy rytmicznie potrząsała głową. Wyobraźnia podsunęła mu obraz, jak kołysze się nad nim ekstatycznie w dużo bardziej intymnym tańcu.

– Mogę się przyłączyć? – spytał, przysuwając się blisko niej.

– Oczywiście – odparła, odwracając ku niemu ciemne oczy, w których mężczyzna może się zatracić, i usta pomalowane prowokacyjnie czerwoną szminką.

Tańczyli przez chwilę razem, a choć się nie dotykali, ich ciała zdawały się idealnie zsynchronizowane.

Jakiś zapamiętały balangowicz popchnął niechcący kobietę w jego ramiona.

– Mój rycerzu… – Uśmiechnęła się, gdy ją podtrzymał i uchronił przed upadkiem.

– Do usług – odparł z szarmanckim ukłonem. – Zrobię wszystko, co rozkażesz.

– Wszystko? – spytała przeciągle.

– Wszystko.

– To dobrze. Potrzebuję kogoś, kto spełni dziś moje zachcianki.

Objęła go za szyję i przeczesała palcami włosy na karku. Ten jeden gest wystarczył, by Nate zapragnął porwać ją z zatłoczonego parkietu i przenieść do swojego łóżka. Zazwyczaj nie podrywał kobiet na jedną noc. Matka od małego wpoiła mu szacunek dla płci pięknej. Poza tym spontaniczność nie leżała w jego charakterze – lubił wszystko przekalkulować, zaplanować, przemyśleć. Trzymał ludzi na dystans, póki nie był pewny ich motywów. Jednak ta kobieta obudziła w nim ryzykanta.

Przyjrzał się jej uważnie i nagle uświadomił sobie, że ją rozpoznaje. Nicole Wilson, córka Charlesa i jego zastępczyni. Jej zdjęcie znajdowało się w materiałach, jakie Raoul na polecenie Nate’a zgromadził na temat konkurencji. Wilsonowie zajmowali tam szczególne miejsce. Nic dziwnego. Charles był swego czasu najbliższym przyjacielem jego ojca, Thomasa Jacksona, ale po koszmarnej awanturze pełnej nieprawdziwych zarzutów stał się jego zawziętym wrogiem i najbardziej podstępnym konkurentem.

Kiedyś, gdy Nate był jeszcze zbuntowanym nastolatkiem, zapowiedział ojcu, że weźmie odwet na Wilsonie. Thomas nie był człowiekiem skłonnym do zemsty, wymusił więc na synu przyrzeczenie, że dopóki żyje, Nate nie będzie szkodził jego dawnemu przyjacielowi. Po śmierci ojca stare obietnice przestały zobowiązywać.

Nate nie uważał, że dzieci powinny pokutować za grzechy rodziców, ale dzisiejsza noc stwarzała unikalną okazję. Nie mógł jej zignorować.

Zapach perfum Nicole uderzył mu do głowy, ostry i zmysłowy, jak kobieta w jego ramionach. Nie ukrywał przed nią podniecenia. Jeśli nie odpowie, trudno, dopadnie Wilsona na niwie biznesowej. Jeśli jednak jego córka ulegnie pokusie, plan zemsty na Charlesie nabierze zupełnie niespodziewanego charakteru.

Nicole miała świadomość, że wypiła za dużo. Trzeba wezwać taksówkę i wrócić do domu. Jutro piątek, od rana powinna być w pracy. Na samą myśl o powrocie do domu miała ochotę zwymiotować, a perspektywa pracy wywoływała ból głowy.

W towarzystwie dawno niewidzianych znajomych ze studiów wychyliła trochę za dużo drinków, powtarzając sobie, że tego jej właśnie trzeba. Żadnych natrętnych pytań, żadnych niewygodnych odpowiedzi. Teraz poczuła, że przestaje panować nad sytuacją. Nie przewidziała, że przygodny partner na parkiecie okaże się nieodparcie atrakcyjnym mężczyzną.

Otarli się o siebie w tańcu i natychmiast przyszła jej do głowy znana kwestia Mae West: „Czy masz rewolwer w kieszeni, czy tak się cieszysz na mój widok?”. Zachichotała.

– Co cię tak rozbawiło?

Pokręciła głową i zaczerwieniła się.

– Nie wykręcisz się, chyba że dasz fant.

– Przecież nie zamierzasz karać dziewczyny za to, że się dobrze bawi?

– Nie myślałem o karze. – Nachylił się i pocałował ją niespodziewanie. Wargi miał chłodne.

Poczuła pożądanie. Gdzieś w oddali rozbrzmiewała muzyka, ale liczył się tylko rozkoszny dotyk ust i płomień ogarniający ciało. W migającym świetle trudno było dostrzec kolor oczu mężczyzny, ale wpatrywał się w nią bez mrugnięcia powieką, jakby ją hipnotyzował. Czy nie tak robią niektóre drapieżniki? Za chwilę schrupie ją z kosteczkami. Cóż za podniecająca myśl.

– A więc o takie fanty ci chodzi? – spytała zachrypniętym z pożądania głosem.

– Takie i inne.

– Intrygujące.

Jego pocałunek musiał ją zamroczyć, bo miała nieodpartą ochotę przyciągnąć jego głowę i powtórzyć doświadczenie. Na chwilę zapomniała o bożym świecie, o tym, kim jest i po co przyszła do klubu.

Ta przejściowa amnezja jej się podobała. Miała ochotę ją powtórzyć.

– Hej, Nic! – zawołała jej nad uchem Amy, jedna z koleżanek. – Przenosimy się do innego lokalu. Idziesz z nami?

W kupie bezpieczniej, doradzał jej rozum, ale dziś miała w nosie jego rady.

– Zostanę jeszcze. Potem wezmę taksówkę.

– Jesteś pewna, że nie chcesz pójść z nimi? – upewnił się nieznajomy, gdy Amy zniknęła w tłumie.

– Jestem dorosła i potrafię o siebie zadbać.

– Tym lepiej dla mnie. A tak przy okazji, mam na imię Nate.

– Nicole – odparła, zadowolona, że poznali swe imiona, ale pozostali anonimowi, i z nową energią wrócili do tańca w rytm najnowszych przebojów.

Na chwilę oślepił ją błysk flesza, ktoś utrwala swoje taneczne popisy, by się nimi chwalić przed rzeszą znajomych w internecie, ale wkrótce jej uwaga skupiła się na partnerze. Jak on się rusza, seks na dwóch nogach. Niektórzy na parkiecie przekraczają granicę śmieszności, bo starają się za bardzo, a jemu każdy ruch przychodzi z naturalną gracją. I jest przystojny.

Ciemne włosy, ale jaśniejsze od jej niemal czarnych, męskie rysy twarzy, regularne i subtelne. A usta…

– Jak wypadła inspekcja? – spytał z uśmiechem.

– Może być. – Uśmiechnęła się do niego.

Roześmiał się na głos i ten dźwięk także jej się spodobał. Pieścił uszy. Facet pierwsza klasa.

Tłum na parkiecie przerzedził się, a Nicole pomyślała po raz pierwszy, że ta noc musi dobiec końca. Stopy zaczęły ją boleć, w końcu od kilku godzin tańczyła w zabójczo wysokich szpilkach. Czuła skutki wypitego alkoholu. Rzeczywistość skrzeczy, jakie to irytujące, gdy człowiek się dobrze bawi, ale widać wszystko ma swój koniec. Nata powiedział coś, czego nie dosłyszała.

– Co mówisz? – Nachyliła się w jego stronę.

Nawet pachnie dobrze, jak orzeźwiająca morska bryza.

– Masz ochotę na drinka?

Nie powinna, ale coś ją podkusiło i pokiwała głową.

– Tutaj czy u mnie?

Czy on ma na myśli to co ona? Nigdy wcześniej nie dała się poderwać w klubie. Jednak do tej pory nie spotkała mężczyzny, z którym czułaby taką natychmiastową więź erotyczną. Trzeba sprawdzić, czy to iskrzenie jest prawdziwe, czy tylko wywołane tańcem. W końcu seks rozładowuje napięcie, tak mówią.

– Może być u ciebie. – Wszędzie, byle nie w domu.

Zapomniała o obolałych nogach i perspektywie kaca, gdy Nate wziął ją za rękę i poprowadził w stronę wyjścia. Jeśli nawet w jej mózgu pojawiły się słowa „niebezpieczeństwo” i „ryzyko”, to wyparła je ze świadomości. Była w awanturniczym nastroju.

Co złego mogłoby się stać?

ROZDZIAŁ DRUGI

Nate zauważył spojrzenie Raoula, gdy wychodził z Nicole. Skinął mu porozumiewawczo głową. Przyjaciel mrugnął szelmowsko, ale nagle rozpoznał jego towarzyszkę i wręcz osłupiał. Nate z trudem powstrzymał triumfalny uśmiech.

Przez wszystkie lata, gdy wymyślał różne scenariusze, jak upokorzyć Charlesa Wilsona, nigdy mu to nawet nie przyszło do głowy. Nie pomyślał, że córka Wilsona okaże się tak oszałamiająco atrakcyjna. Byłby głupcem, gdyby nie skorzystał z okazji, skoro nadarzyła się tak nieoczekiwanie.

Trzeba to jednak rozegrać ostrożnie. Nie wolno jej zmarnować przez zbyteczny pośpiech. Może się okazać, że Nicole oczekuje od niego tylko uprzejmego wezwania taksówki, ale intuicja mu podpowiadała, iż wieczór na tym się nie skończy.

Wyciągnął z kieszeni kluczyki do srebrnego maserati, zaparkowanego przy krawężniku.

– Piękne auto – powiedziała, opadając na siedzenie dla pasażera i z westchnieniem ulgi wyciągając przed siebie rozkosznie długie nogi.

– Lubię podróżować z klasą – rzekł z uśmiechem.

– A ja lubię mężczyzn z klasą – odrzekła.

No jasne. Nigdy jej niczego nie brakowało, zawsze żyła w luksusie. Nic dziwnego, że tego samego oczekiwała od swoich mężczyzn. Był gotów podjąć wyzwanie i dowieść, że w tej dziedzinie nie boi się konkurencji.

W przeciwieństwie do niej Nate wiedział, co to niedostatek i walka o przeżycie. Jego ojciec był najlepszym przykładem człowieka, który wciąż musiał zmagać się z przeciwnościami.

Kiedy Charles Wilson wyrzucił go z firmy, którą zbudowali razem od zera, wiele lat trwało, zanim odzyskał wiarygodność na rynku i stworzył własny dobrze prosperujący biznes. Nate widział, ile wysiłku ojciec wkłada w zapewnienie początkującej firmie stabilności, jakim kosztem buduje lepszą przyszłość dla jedynego syna. A chociaż Thomas starał się go chronić przed brzydkimi stronami życia, Nate był bystry i rozumiał więcej, niż się dorosłym wydawało. Z dzieciństwa wyniósł dwie zasady, którymi się potem kierował. Zasada pierwsza: uważaj, komu ufasz.

Zasada druga: w miłości i na wojnie wszystkie chwyty dozwolone.

Zasiadł za kierownicą i włączył się gładko w strumień samochodów jadących w kierunku Hobson Street i wjazdu na Północno-Zachodnią autostradę.

– Mieszkasz w zachodniej części miasta? – spytała Nicole.

– W pewnym sensie. Mam kilka mieszkań w różnych dzielnicach. Karekare jest moim domem. Nadal masz ochotę na drinka?

W ciemnym wnętrzu samochodu zabrzmiało to prowokacyjnie. Zerknął na nią. Zacisnęła wargi i przełknęła ślinę.

– Oczywiście. Od lat nie byłam w Karekare.

– Nie zmienia się prawie wcale. Jest dzikie i piękne.

– Jak ty? – spytała, a oczy jej błyszczały.

– Ten opis bardziej pasuje do ciebie.

Roześmiała się. Jej głos wibrował mu w uszach i przyjemnie łaskotał.

– Pochlebiasz mi, ale twoje słowa to balsam na zranioną duszę.

– Zranioną?

– Sprawy rodzinne. Zbyt skomplikowane i nudne, żeby teraz o nich gadać – wycofała się.

Czyżby jakieś kłopoty w szczęśliwym domu Wilsonów? Nate zastrzygł uszami. Dokładnie śledził wszystko, co się wiązało z firmą Wilsona, więc dotarły do niego pogłoski o powrocie syna, który przez lata nie chciał mieć nic wspólnego z ojcem. Czy przybycie Judda pozbawiło Nicole pozycji faworytki?

– Przed nami długa droga – stwierdził pozornie obojętnym tonem i docisnął gaz, bo byli już na autostradzie. – Chętnie posłucham, jeśli masz ochotę to z siebie zrzucić. Do zwierzeń najlepsi są nieznajomi.

– Zwykłe sprawy. – Machnęła ręką, ale jej głos świadczył o czymś wręcz przeciwnym.

– Brzmi to serio – skomentował z kamienną miną.

– Pokłóciłam się z ojcem. – Westchnęła z głębi serca. – Wiem, że to brzmi jak skarga nastolatki, ale on mnie nie rozumie.

– Rodzice na ogół nie rozumieją swoich dzieci. To ich przywilej.

– Owszem. – Zaśmiała się nieprzyjemnie i ostro, niepodobnie do dźwięcznego chichotu sprzed paru chwil. – Czuję się wykorzystana. Przez całe życie starałam się być najlepsza: najlepsza córka, najlepsza uczennica, najlepsza pracownica. Dawałam z siebie wszystko. Tymczasem usłyszałam od niego, że powinnam się ustatkować i mieć dzieci. Moje osiągnięcia zbył wzruszeniem ramion, jakby nic nie były warte. Przez pięć lat pomagałam mu prowadzić firmę, wszystko inne odstawiłam na drugi plan, a on teraz mówi, że to dla mnie miłe hobby i przejściowa faza.

– I dlatego przyszłaś wieczorem do klubu?

– Nie byłam w stanie spędzić kolejnych pięciu minut pod jego dachem. Ach, nie, zapomniałam. To już nie jest jego dom. Ani mój. Podarował go mojemu drogiemu braciszkowi. Syn marnotrawny się znalazł. – Parsknęła gniewnie. – Nie zwracaj na mnie uwagi. Zawsze mówię szybciej, niż myślę. Załóżmy, że tego nie powiedziałam i zmieńmy temat. Rozmowa o sprawach rodziny psuje mi humor.

– Twoje życzenie jest rozkazem – odparł z kurtuazją, choć ciekawość go rozpierała.

– To mi się podoba. – Zaśmiała się z ulgą. – Można przywyknąć do takiego traktowania.

– Chcesz powiedzieć, że nie rozpieszczano cię w dzieciństwie?

– Mówisz tak, jakby ci się zdawało, że mnie znasz. – Patrzyła na niego badawczo.

– Źle mnie zrozumiałaś – wykręcił się. – Pomyślałem tylko, że kobieta taka jak ty na ogół stawia na swoim.

Prychnęła pogardliwie i zmieniła temat.

– Opowiedz o swoim domu. Wychodzi na plażę?

– Jest na niewielkim wzgórzu z widokiem na Union Bay.

– Zawsze lubiłam West Coast. Czarne plaże i obłędne fale. W tamtejszej przyrodzie jest coś dzikiego i nieprzewidywalnego.

– Surfujesz?

– Nie, cykor ze mnie.

Nie sprawiała wrażenia dziewczyny, która ucieka przed wyzwaniami. Powiedział jej to.

– Pewnych granic nie próbowałam przekraczać. Byłam jedynaczką wychowywaną przez surowego i nadopiekuńczego tatę. Czasem trzymał mnie na krótkiej smyczy.

– Jedynaczka? Wspomniałaś o bracie.

– Do niedawna mieszkał z matką. Jak do diabła znowu wróciliśmy do mojej rodziny?

Odgarnęła włosy, odsłaniając wystające kości policzkowe i zdecydowaną linię szczęki. Nate zapragnął przejechać palcem po wyrazistych liniach twarzy, poczuć smak jej gładkiej skóry. Zacisnął palce na kierownicy i skierował wzrok przed siebie. Tak, pragnie Nicole. Zamierza się z nią przespać. Jednak teraz musi pohamować niewczesne zakusy i zachować zimną krew. Trzeba pamiętać, jaki cel mu przyświeca.

– A ty? Jaka jest twoja rodzina? – zapytała.

– Moi rodzice nie żyją. Mama umarła, gdy byłem na studiach. Tata niedawno. Nie mam braci ani sióstr.

– Sam na świecie? Szczęściarz. – Zachłysnęła się, gdy do niej dotarło, jak okrutne to były słowa. – Przepraszam. Nie to miałam na myśli.

– W porządku, rozumiem. Nadal mi ich brakuje, ale i tak uważam się za dziecko szczęścia, że miałem takich rodziców. Szczególnie tata do dziś jest dla mnie wzorem do naśladowania. Wypruwał z siebie żyły, żeby nam zapewnić dobre życie. Skończyłem studia i wreszcie mogłem mu to wynagrodzić, kiedy dołączyłem do rodzinnej firmy.

Nate celowo nie podawał szczegółów. Nie chciał teraz wyjaśniać, dlaczego ojciec z takim trudem odbudowywał swoje życie. I kto był odpowiedzialny za to, że spadł na dno i musiał zaczynać od nowa.

– A wracając do surfingu – zmienił temat, gdy znaleźli się na drodze prowadzącej na wybrzeże – masz ochotę spróbować? Jestem niezłym instruktorem.

– Jutro?

– Zostań na weekend. Mam zapasowe deski i pianki.

– Bez ciuchów na zmianę? – Wskazała na swoją torebkę. – Może jest duża, ale nie wożę ze sobą całego dobytku.

– Coś wymyślimy. Zaufaj mi.

– Gdybym ci nie ufała, nie byłoby mnie tutaj.

Na chwilę ujął jej rękę i kciukiem potarł przegub.

– To dobrze.

Potem przeniósł dłoń na kierownicę. Kątem oka dostrzegł, jak wodziła palcami po miejscu, którego dotknął. Uśmiechnął się z satysfakcją.

W milczeniu patrzyła na migający za oknem krajobraz i zastanawiała się, dlaczego właściwie mu zaufała. W końcu jest to zupełnie obcy facet, którego poderwała w klubie. Wyszła z nim na skutek nagłego impulsu. Działanie pod wpływem chwili już wcześniej wplątywało ją w kłopoty.

Ale co tam. Należy jej się noc zapomnienia. Po tym wszystkim, co usłyszała podczas kolacji, i stresujących niespodziankach minionego tygodnia, ma prawo do odrobiny przyjemności. Jej ciało dawało wyraźne sygnały, że przy tym mężczyźnie troski zejdą na dalszy plan, przynajmniej na kilka godzin.

Wyraźnie czuła jego dotyk na skórze, zapowiedź pieszczot, które wkrótce nadejdą. Czy Nate chce się z nią kochać? Myśl o tym napełniała ją radosnym podnieceniem. Nagły przypływ pożądania wywołał pulsowanie krwi w dole brzucha i pozbawił ją tchu. Chyba jeszcze nie spotkała mężczyzny, na którego reagowałaby tak mocno. Spojrzała na jego ręce oparte na kierownicy, ręce o długich mocnych palcach. Zapragnęła, by te palce uczyły się jej ciała, docierały w sekretne zakamarki. Zacisnęła uda, czując rozkoszne pulsowanie. Jeśli jest bliska orgazmu na samą myśl o jego dotyku, jak to będzie, gdy przejdą do czynów?

– W porządku? – upewnił się Nate.

– Oczywiście. Ale to kawał drogi od miasta. Codziennie dojeżdżasz do pracy?

– Mam mieszkanie, w którym nocuję, gdy jestem zbyt zmęczony, czeka mnie ranny lot albo spotkanie biznesowe. Jednak staram się wracać do domu, bo lepiej śpię, gdy za oknem słyszę szum morza i lasu.

– Rajski zakątek.

– Sama zobaczysz.

Zamilkła. Jechali teraz krętą drogą wzdłuż nabrzeża, wspinając się na wysokie klify, aby za chwilę zjeżdżać serpentyną po drugiej stronie. Musiała się zdrzemnąć, bo gdy otworzyła oczy, maserati pokonywało stromy podjazd prowadzący do dobrze oświetlonego garażu.

Zerknęła na zegarek. Druga w nocy. Jazda zajęła im godzinę. Znalazła się wiele kilometrów od domu i wszystkich bliskich. Powinno ją to przestraszyć, ale z jakiegoś powodu poczuła się lepiej. Zaryzykowała wcześniej, gdy przyjęła jego zaproszenie, teraz zamierzała się dobrze bawić.

– Nie ma jak w domu – oznajmił Nate, pomagając jej wysiąść z auta.

Przyjęła jego dłoń. Nie puścił jej i ręka w rękę weszli po schodach do ogromnego salonu połączonego z kuchnią.

Meble były wygodne, ale ich staranne wykończenie i elegancka prostota świadczyły wyraźnie o tym, że nie pochodziły ze zwykłych sklepów meblarskich, a były dziełami projektantów. Jedną ścianę zajmował duży otwarty kominek z paleniskiem obramowanym szarą płytką łupkową. Ściany zdobiły dzieła sztuki – ze smakiem dobrane obrazy i małe rzeźby – bez wątpienia kosztowne. Dom dobrze świadczył o właścicielu. Podobał jej się.

– Nadal masz ochotę na drinka? – Nate z kurtuazją pocałował ją w rękę.

– Co proponujesz?

– W lodówce mam szampana. Może też być coś mocniejszego.

– Niech będzie coś mocniejszego.

Trunek, który uderzy jej do głowy, jak mężczyzna, który go poda. Nate otworzył barek po drugiej stronie salonu. Nicole podeszła do okna sięgającego od podłogi do sufitu, które wychodziło na granatową ciemność. Zza szyby dobiegał odgłos fal rozbijających się o brzeg.

W szkle zobaczyła sylwetkę Nate’a, który podawał jej szklaneczkę z bursztynowym napojem.

– Czas na toast – szepnął jej prosto we włosy.

– Za co? – Przyjęła drinka, ale nie odwróciła się.

– Za uzdrowienie zranionych dusz.

Podniosła szklankę do ust. Kubeczki smakowe rozpoznały słodkawy smak wybornej irlandzkiej whisky. Przez chwilę się delektowała, zanim przełknęła palący trunek.

– Świetna. – Odwróciła się do mężczyzny.

Głos zamarł jej w gardle, gdy dostrzegła pożądanie w jego oczach. Oczach nieznacznie ciemniejszych od koloru trunku w szklankach.

– Dla ciebie wszystko, co najlepsze – odpowiedział, pochylając się nad nią.

Czekała na pocałunek z bijącym sercem. Jeśli będzie przypominał wcześniejsze w klubie, nie mogła się już doczekać. Rozchyliła wargi. Zerkała przez rzęsy na jego usta wilgotne od alkoholu, potem poczuła na języku jego smak i zamknęła oczy.

– Whisky na twoich wargach smakuje najlepiej – mruknął.

Wtuliła się w zapraszające ramiona. Dowód jego podniecenia trudno było zignorować, a jej ciało odpowiedziało entuzjastycznie. Od dawna zaniedbywała jego potrzeby, teraz brało odwet za ascezę. Rozum podjął ostatni daremny wysiłek: nie powinna iść do łóżka z nieznajomym, ale wkrótce ciało wzięło górę. Oboje są dorośli, on pragnie jej, ona jego. To takie proste.

Ręce mężczyzny odpinały guzik po guziku, uwalniały ciało od zbędnych warstw materiału, obnażały je.

Nate nie przestawał przy tym jej całować, schodząc coraz niżej wzdłuż szyi. Piersi Nicole napęczniały. Sutki stwardniały niemal boleśnie. Gdy dotarł do nich wilgotny czubek języka, Nicole drgnęła. Istnieje jakieś bezpośrednie połączenie między sutkami a korą mózgową.

Powinna się czuć naga i bezbronna, gdy stała przed nim w jedwabnych majteczkach i wysokich szpilkach, tymczasem spojrzenie Nate’a dodawało jej urody i mocy. Czuła się pożądana, nieodparcie piękna, upragniona.

– Powiedz, powiedz mi, czego chcesz – zażądał.

– Dotknij mnie – wyszeptała.

– Pokaż, gdzie.

– Tutaj. – Podniosła piersi w obu dłoniach, opierając kciuki na sutkach.

– I jeszcze?

– Tutaj. – Wsunęła dłoń między nogi.

– Pokaż mi, co lubisz. – Ręka Nate’a posunęła się w ślad za nią.

– To. – Naprowadziła go dalej, w miejsce generujące fale rozkoszy. Dotknęła, a potem przycisnęła jego palce, zmieniała rytm i siłę nacisku.

– Nie przestawaj – poprosił. Palcami trafił dalej, głębiej. Najpierw jeden, potem dwa, wysuwały się i wracały, by ją pieścić. Nicole oblało gorąco. Nigdy nie była tak bezwstydna, tak wyzywająca. Wkrótce rozkosz stała się obezwładniająca, orgazm ją zaskoczył, kolana się pod nią ugięły, a pod powiekami zamigotały fajerwerki.

Nate wziął ją na ręce i zaniósł w głąb domu. Sypialnia, uświadomiła sobie, gdy wreszcie odzyskała zdolność myślenia. Patrzyła, jak Nate rozbiera się, oświetlony tylko przez księżyc i gwiazdy. Kiedy sięgnął do jej stóp, dostrzegła na swych nogach szpilki. Rozchyliła uda i pozwoliła mu usadowić się między nimi.

Z szuflady w stoliku wyjął paczkę prezerwatyw. Rozdarł opakowanie i założył jedną na wyprężony członek. Otworzyła ramiona, gotowa przyjąć go w siebie, ale Nate najpierw zajrzał jej w oczy, jakby szukając potwierdzenia, że nie zmieniła zdania w ostatniej chwili. Dawno nie była niczego tak pewna.

Jej ciało obudziło się, gdy posuwistymi pchnięciami bioder wytrącił je z błogiego letargu i wprowadził na szczyt rozkoszy. Tym razem, w odpowiedzi na jej jęk, wydał zduszony okrzyk triumfu i opadł na Nicole, wstrząsany spazmem. Serce łomotało mu w piersi, a jej własne wybijało w odpowiedzi podobny rytm.

Nate przerastał o dwie głowy wszystkich jej poprzednich kochanków, a seks z nim był oszałamiający. Kiedy oboje pogrążyli się we śnie, jej zmartwienia i niepokoje odpłynęły w niebyt.