Wydawca: Wielka Litera Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 244 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Zagubione szczęście - Tom Winter

Powieść, która przywraca wiarę w drugiego człowieka.

To opowieść o każdym z nas; o wszystkich ludziach, którzy do szczęścia potrzebują drugiego człowieka. Historia Carol - kobiety, która od lat tkwi w nieudanym związku, nie potrafi znaleźć wspólnego języka z swoją nastoletnią córka i ma poczucie, że właściwie nic dobrego w jej życiu już się nie wydarzy. Aby dać upust swojemu rozczarowaniu pisze listy, które niezaadresowane wrzuca do skrzynki. 

Ale nie wpadają one w próżnię. Trafiają w ręce pracownika poczty, który zajmuje się niedoręczonymi przesyłkami. To on staje się mimowolnym powiernikiem tajemnic Carol. Z kolei jej listy pobudzają w nim dawno uśpione uczucia.

Opinie o ebooku Zagubione szczęście - Tom Winter

Fragment ebooka Zagubione szczęście - Tom Winter

TomWinter

Zagubione szczęście

Fragment

Z angielskiego przełożyła Małgorzata Miłosz

* * *

ROZDZIAŁ 1

Carol marzy o chorobie. Nie o żadnej śmiertelnej ani o kalectwie. Nie chce korzystać z parkingu dla niepełnosprawnych, pomimo oczywistych korzyści.

„Faktycznie, niewiele w życiu osiągnęłam – mogłaby powiedzieć ludziom – ale to ze względu na... mój trąd”.

Wyobraża sobie, jak ze współczuciem kiwaliby głowami, jednocześnie odsuwając się od niej, i może nawet sama czułaby się lepiej, patrząc co rano w lustro: kobieta w średnim wieku, która wprawdzie wiele nie osiągnęła, ale tylko dlatego, że nie mogła, zbyt zajęta złuszczaniem obumarłej skóry i szukaniem zagubionych części ciała.

„Tak, tak – mówiłaby, znów wpadając spóźniona do pracy. – Wiem, że jestem beznadziejna, ale za to udało mi się odnaleźć kilka palców”.

Ale nie, nie jest chora i nie może się zasłonić żadną wymówką. Ma co prawda męża skończonego palanta, ale nie oznacza to wcale jej własnej ułomności. A jej córka – cóż mogłaby powiedzieć? Będąc w ciąży, Carol przeczytała każdą książkę o wychowywaniu dzieci, jaką znalazła. Z perspektywy czasu widzi, że powinna raczej wybrać Sztukę wojny Sun Tzu albo przeprowadzić badania nad wściekłymi naczelnymi.

Naturalnie nie tego spodziewała się po macierzyństwie, bo obserwowanie, jak jej mała córeczka zamienia się w nastolatkę, było wstrząsającym doświadczeniem, jakby dojeżdżała kolejką górską na pierwsze wzniesienie i nagle uświadomiła sobie, że pękły jej pasy.

Teraz, w wieku siedemnastu lat, jej córka stoi u wrót niezależności, ma u stóp cały świat. A Carol stoi w autobusie i przez zalane strugami deszczu okno gapi się na niewyraźny krajobraz miasta, rozmazany i abstrakcyjny, jak jej własne życie – przebłysk znaku, krawędź wystawy sklepowej, nic pełnego, nic, po czym mogłaby rozpoznać, gdzie jest.

Tak więc prawie dwadzieścia lat małżeńskiego życia doprowadziły do jednej, jedynej myśli:

„Odchodzę”.

Przez chwilę delektuje się tym słowem, żałując, że wypowie je tylko raz. Skondensowanie tylu lat frustracji w tym jednym słowie nadało mu przedziwną, niemalże nuklearną siłę, jakby mogło niepostrzeżenie wyrwać się z jej ust i zrównać z ziemią cały Londyn.

Powie mu dziś przy obiedzie, chociaż nie za bardzo wie, jak zacząć. Jedno jest pewne: poda dziś szczególnie smaczny deser – tak się akurat składa, że jej ulubiony – chociaż postara się udawać, że w ten sposób się pociesza, nie świętuje.

ROZDZIAŁ 2

To zaskakujące, jak wiele może się zmienić na przestrzeni dwudziestu czy dwudziestu jeden kilometrów. Carol widziała zawodników kończących półmaratony – wszyscy przekraczali linię mety z zaróżowionymi policzkami, szeroko się uśmiechając. Jednak na podobnej długości trasie pomiędzy Westminster a Croydon Londyn zmienia się z miasta parków i pałaców w szary betonowy bałagan. Stwierdzenie, że Londyn kończy się w Croydon, to zaledwie pół prawdy: obskurny i odarty z nadziei, Londyn doczłapuje się do Croydon i zdycha.

Oczywiście mieszkańcy tej części Croydon, do której zmierza Carol, udają, że tego nie widzą. To przepracowana klasa średnia, która ciągle jeszcze wierzy w spełnienie marzeń – polerując samochody w niedzielne popołudnia, ustawiając na parapetach świeczki zapachowe i porcelanowe figurki.

W drodze z przystanku Carol stara się nie myśleć o zwyczajach sąsiadów, o tym, że cała jej okolica jest labiryntem ślepych uliczek, bardziej przypominającym społeczną szalkę Petriego niż dzielnicę mieszkaniową. Dzisiaj odetnie się od tego miejsca. Wkrótce będzie wolna.

– Carol! – Mandy Horton wybiega z sąsiedniego domu, pobrzękując przy każdym kroku bransoletkami i inną biżuterią. – Bob i Tony grają dziś w rzutki. Chcą, żebyśmy wszyscy spotkali się w pubie.

– Co?

– Bob i Tony...

– Nie... to znaczy Bob nie wspominał nic o wyjściu do pubu.

– No i? – pyta Mandy z lekceważącym parsknięciem.

Przez krótką chwilę Carol zastanawia się, jak zabrzmiałoby to parsknięcie, gdyby trzymała jej głowę pod wodą, może nawet tak długo, aż Mandy zwiotczałaby i zrobiła się zimna.

Nagle uświadamia sobie, że Mandy cały czas mówi.

– ...i jest wtorek. Więc nie ma nic lepszego do roboty.

Carol spogląda na torbę z zakupami, jej ulubiony deser prawie puszcza do niej oczko.

– Chciałam porozmawiać z Bobem.

– Ależ możesz to zrobić w pubie, głuptasie! Umówimy się za pół godziny, dobrze? – Z widocznym współczuciem obrzuca wzrokiem sukienkę Carol. – Dam ci czas na przebranie.

Dom Carol wygląda jak po wizycie złodziei, nie jest brudny, ale panuje tu ogólny nieład, jakby pod jej nieobecność ktoś podniósł cały budynek w powietrze i gwałtownie nim potrząsnął.

Waha się, czy wejść na górę, bo mogłaby się natknąć na Sophie. Według Carol fakt, że nastolatka potrafi być niemal całkowicie niewidzialna w skromnym domu z trzema sypialniami, mówi sam za siebie: Sophie ma instynkt komandosa, który zawstydziłby Wietkong i talibów.

– Sophie?

Cisza.

Zastanawia się, czy pójść na górę się przywitać, może podjąć kolejną próbę nawiązania kontaktu matka-córka, o którym marzy od siedemnastu lat, ale rezygnuje. Konwersacje z Sophie stały się tak rzadkie, że lepiej zachować tę chwilę na czas, gdy będzie miała do powiedzenia coś istotnego: „Tak, odchodzę”, „Nie, nie wrócę”.

Przeszywa ją poczucie winy – nie dlatego, że ma odbyć tę rozmowę, ale dlatego, że zapewne sprawi jej ona przyjemność. Nie chodzi o to, że Sophie jest złym dzieckiem, po prostu nie jest typem córki, jaką Carol wybrałaby, gdyby można było składać zamówienia. Jedyne zrozumiałe dla niej cechy Sophie to te, które odziedziczyła po Bobie – na przykład zdolność wprowadzania chaosu i oczekiwanie, że to Carol zmierzy się z konsekwencjami. Wszystko inne jest całkowicie niepojęte i obce. Nawet jej inteligencja trąci wadą fabryczną: jak zdolne, zafascynowane nauką dziecko mogło powstać z takiego materiału genetycznego? Nie może oprzeć się wrażeniu, że dostając córkę, o jakiej każdy marzy, straciła taką, jaką potrafiłaby kochać.

Z obawy, że odgłos chowania zakupów do lodówki sprowadzi Sophie na dół – bo przecież nawet wybitnie uzdolnieni muszą jeść – delikatnie zdejmuje opakowanie z deseru, ostrożnie przenosi go na talerz i wkłada do lodówki, z głośnym uderzeniem porcelany o metal.

Postanawia, że nie pójdzie dziś do pubu, może nawet nie otworzy drzwi, gdy zadzwoni Mandy w otoczeniu chmury perfum. Poczeka na powrót Boba i przystąpi do zniszczenia ich wspólnego życia. Musi to zrobić, tak jak motyl musi zniszczyć swój kokon, żeby przeżyć.

ROZDZIAŁ 3

Poszła jednak do pubu, ogarnięta tym samym emocjonalnym paraliżem, który przez tyle lat nie pozwalał jej zdobyć się na odwagę, żeby opuścić Boba, i sprawiał, że poświęcała się dla szczęścia innych, nawet za cenę własnego. Mimo to, obserwując zebranych na sali ludzi, którzy piją, żeby zapomnieć o bezsensie swojej egzystencji, jest pewna, że dziś wieczorem się uwolni.

Gdy wreszcie nadchodzi czas powrotu do domu, Carol i Bob jadą samochodem w absolutnej ciszy, odizolowani od koszmaru nocnego Croydon szklaną bańką ich trzydrzwiowego pojazdu. Carol słyszała, że zwierzęta potrafią wyczuć trzęsienie ziemi wiele godzin, a nawet dni wcześniej, i zastanawia się, czy Bob ma takie same zdolności. Spogląda na siedzącego za kierownicą męża, przekonana, że gdyby mogła rozłupać jego czaszkę, znalazłaby jedynie pustą dziurę, no, może pojedyncze czerwone światełko mrugające w ciemnościach.

– Nie wiedziałam, że wybieramy się dziś do pubu – mówi.

Wspaniale jest zacząć rozmowę, zrobić pierwszy krok w kierunku wolności.

– Nie, przyszło mi to do głowy w ostatniej chwili. Pomyślałem... pomyślałem, że wyjście dobrze nam zrobi.

– Tak naprawdę miałam nadzieję, że porozmawiamy.

Bob wygląda na zaniepokojonego.

– Co... ty i ja?

– Tak, Bob, ty i ja.

Otwiera szerzej oczy i przez moment Carol zastanawia się, czy nie dostał jakiegoś wylewu – co może stanowiłoby dogodne zakończenie ich małżeństwa, ale nie przy prędkości prawie stu kilometrów na godzinę.

– Bob, wszystko w porządku?

Cały czas siedzi z szeroko otwartymi oczami.

– Bob? Bob, zatrzymaj samochód.

Nic.

– Bob! Zatrzymaj się! Natychmiast!

Zaczynają zwalniać.

Zatrzymują się wreszcie, a Bob garbi się i pochyla głowę.

– Już wiesz, prawda?

Carol wpatruje się w niego tak zaskoczona, że chwilowo zapomina, co chciała powiedzieć.

– Wiem co?

– To dlatego chciałem, żebyśmy poszli do pubu.

– Bob...

– No wiesz, żeby się zrelaksować.

– Bob...

– Myślałem, że się trochę rozerwiemy.

– Do kurwy nędzy, powiedz, o co chodzi.

Bob zaczyna płakać.

– Mam guzek. Na jądrze.

– O cholera. Przykro mi... – Próbuje się do niego nachylić, ale przeszkadzają jej pasy bezpieczeństwa. Usiłuje je odpiąć i zwraca się twarzą do męża. – Posłuchaj, Bob, wszystko będzie dobrze.

– Miałem nadzieję, że to zniknie, ale...

Trzyma jego dłoń z czułością, która ją samą zaskakuje.

– Rozumiem.

– Myślałem, że partyjka rzutków... Wiem, to bez sensu, ale myślałem, że to przyniesie mi szczęście.

– I co, wygrałeś?

– Nie. – Zaczyna szlochać jeszcze mocniej.

– Bob...

– A jeśli stracę jajka?

Nawet jadącą na autopilocie współczucia Carol uderza fakt, że Bob jest czterdziestoparoletnim mężczyzną żyjącym w pozbawionym seksie małżeństwie, więc jego jądra stały się zbędnym balastem już wiele lat temu.

– A jeśli są przerzuty? – mówi z narastającą paniką.

– Bob, może to zupełnie nieszkodliwy guzek.

– Nie chcę umierać – mówi przez łzy.

W tym momencie Carol naprawdę współczuje temu całkowicie bezbronnemu dorosłemu mężczyźnie.

– Jutro rano pójdziemy do lekarza, okej?

Wyobraża sobie, jak lekarz śmieje się i mówi im, że to nic groźnego, zaledwie fizyczny objaw mentalnego starzenia się. Gdy będą wracać do domu, Carol powie Bobowi, że go nie kocha, że nigdy go tak naprawdę nie kochała. Wraz z silną dozą realizmu i dawką antybiotyku zarówno ona, jak i guzek znikną na zawsze z jego życia.

Ale teraz Bob patrzy na nią proszącym, pełnym desperacji, przerażonym wzrokiem.

– Boże, tak bardzo cię kocham.

Ciąg dalszy w wersji pełnej

ALBERT

ROZDZIAŁ 4

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 5

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 6

Dostępne w wersji pełnej

ŻYCIE

ROZDZIAŁ 7

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 8

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 9

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 10

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 11

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 12

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 13

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 14

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 15

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 16

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 17

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 18

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 19

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 20

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 21

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 22

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 23

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 24

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 25

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 26

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 27

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 28

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 29

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 30

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 31

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 32

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 33

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 34

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 35

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 36

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 37

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 38

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 39

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 40

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 41

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 42

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 43

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 44

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 45

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 46

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 47

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 48

Dostępne w wersji pełnej

ŚMIERĆ

ROZDZIAŁ 49

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 50

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 51

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 52

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 53

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 54

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 55

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 56

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 57

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 58

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 59

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 60

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 61

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 62

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 63

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 64

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 65

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 66

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 67

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 68

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 69

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 70

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 71

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 72

Dostępne w wersji pełnej

Tytuł oryginału

LOST AND FOUND

Projekt okładki

Adam Stach

Redakcja

Anna Jutta-Walenko

Korekta

Jadwiga Przeczek

Copyright © Tom Winter 2013

Copyright © for the translation by Małgorzata Miłosz, 2013

Copyright © Wielka Litera Sp. z o.o., Warszawa 2013

Wielka Litera Sp. z o.o.

ul. Kosiarzy 37/53,

02-953 Warszawa

ISBN 978-83-63387-94-5

Plik ePub przygotowała firma eLib.pl

al. Szucha 8, 00-582 Warszawa

e-mail: kontakt@elib.pl

www.eLib.pl