Wydawca: Zielona Sowa Kategoria: Dla dzieci i młodzieży Język: polski Rok wydania: 2011

Zagubiona w śniegu ebook

Holly Webb

5 (1)

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Zagubiona w śniegu - Holly Webb

Pusia rozpaczliwie pragnie mieć własny dom, tak jak jej bracia i siostry, ale najwyraźniej nikt jej nie chce... A potem na farmie pojawia się Ela. Od razu zakochuje się w Pusi i błaga mamę, by pozwoliła jej zabrać kicię, ale mama jest nieubłagana. Nie chce w domu kota. Pusia i Ela mają złamane serce... A Pusia jest przerażona. Co się dzieje z kociętami, których nikt nie chce?... „Zagubiona w śniegu” to wzruszająca i ciepła opowieść o przyjaźni wrażliwej dziewczynki z małą kotką Pusią. Ta historia poruszy każde serce. I małe, i duże.

Wszystkich fanów książek Holly Webb i miłośników czworonogów zapraszamy na stronę:

www.zaopiekujsiemna.com.pl

Świetna zabawa dla wirtualnych opiekunów, forum i wiele konkursów!

Opinie o ebooku Zagubiona w śniegu - Holly Webb

Fragment ebooka Zagubiona w śniegu - Holly Webb

ISBN: 978-83-265-0179-1

Tytuł oryginału:Lost in the Snow

Przekład: Jacek Drewnowski

Adiustacja: Katarzyna Kierejsza

Redaktor prowadzący: Natalia Wojciechowska

Korekta: Ewa Wiąckowska

Skład i łamanie: Stefan Łaskawiec

Copyright © for the Polish edition by

Wydawnictwo Zielona Sowa 2011

Wszystkie prawa zastrzeżone

Text copyright © Holly Webb, 2006

Illustrations copyright © Sophy Williams, 2006

Wydawnictwo Zielona Sowa Sp. z o.o.

ul. Cegielniana 4A, 30-404 Kraków

tel./fax 12-266-62-94, tel. 12-266-62-92

www.zielonasowa.pl

wydawnictwo@zielonasowa.pl

Konwersja do formatu EPUB: Virtualo Sp. z o.o.virtualo.eu

Dedykacja

Dla Sammy’ego i Marble, a także dla prawdziwej Rosie

Farma Rosebridge była jesienią piękna. Liście wielkiego dębu w rogu podwórza nabrały złotej barwy, a co jakiś czas kilka z nich opadało na ziemię i płoszyło kury. Farma była stara i urokliwa, a rodzina Moffat doiła tam krowy już od stu lat. Były tam stajnie, wielka stodoła i piękny, stary wiejski dom, który wyglądał zachęcająco i przytulnie w promieniach jesiennego słońca.

Dziś jednak nikt na farmie nie dostrzegał piękna wokół. Pani Moffat i jej syn Ben z troską przeglądali rachunki w gabinecie. Był to ciężki rok i brakowało pieniędzy. Na podwórzu Sara, trzynastoletnia córka pani Moffat, próbowała samodzielnie odnowić kurnik.

– Au! – krzyknęła, trzeci raz uderzywszy się młotkiem. – Przepraszam, kurki – powiedziała do kur, które grzebały w ziemi przy jej nogach. – Musicie poczekać, aż przyjdzie Ben i mi pomoże.

Odłożyła młotek i ruszyła z powrotem do domu, ale gdy mijała stajnie, z jakiejś przyczyny przystanęła.

Co to za śmieszny piskliwy dźwięk? Sara popatrzyła nad sięgającymi jej powyżej pasa drzwiczkami na Gusa, starego kuca. Odpowiedział spojrzeniem i parsknął, trzęsąc się na całym ciele. Potem obwąchał kupkę siana, która leżała tuż pod nim. Jego pysk zdawał się mówić: „Nie chcę narzekać, ale słowo daję, jest tyle innych miejsc…”.

– Rosie! Urodziłaś kocięta! – wykrzyknęła z podnieceniem dziewczynka. Wychyliła się nad drzwiczkami tak daleko, że omal nie wpadła do stajni. Kotka Rosie zgromiła ją wzrokiem. – Przepraszam, przepraszam! Obiecuję, że nie będę przeszkadzać. Chcę tylko rzucić okiem.

Kocięta kotłowały się obok Rosie na posłaniu z siana Gusa. Potykały się o siebie nawzajem, delikatnie trącając noskami matkę, wciąż ślepe i bezradne.

– O, są cudowne, Rosie! Ile ich jest? Dwa czarne, jeden rudy… a nie, dwa rude. Nie ruszajcie się, kotki, próbuję liczyć. I pręgowany… och. Ojej. – Głos Sary sposępniał. Pręgowany kociak był taki maleńki, o wiele, wiele mniejszy od rodzeń – stwa, i niemal się nie ruszał. – Ojej, mam nadzieję, że nic ci nie będzie! – szepnęła dziewczynka z niepokojem, gdy jedno z pozostałych kociąt na niego nadepnęło. Miała jednak straszne przeczucie, że to maleństwo jest zbyt słabe, by przeżyć…

Chociaż Sara od urodzenia mieszkała w gospodarstwie i wiedziała, że takie rzeczy się czasem zdarzają, do oczu napłynęły jej łzy.

Najmniejsze kocię było takie urocze – miało naprawdę długą sierść i wyglądało jak mały kłębek puchu. Na jej oczach znów wstało na nogi i otworzyło pyszczek w niemal bezgłośnym miauknięciu. Sara ze smutkiem otarła oczy rękawem. Ostatni raz zerknęła na kocięta – przynajmniej pozostała czwórka wydawała się silna i zdrowa – po czym pognała do domu, by o wszystkim powiedzieć mamie i Benowi.

– Rosie urodziła kocięta! – zawołała, otwarłszy drzwi kuchni.

Pani Moffat wychyliła się zza drzwi gabinetu.

–    Jak cudnie! Ile ich jest?

–    Pięcioro, ale…

– Jeszcze pięć pysków do wykarmienia – westchnął ponury głos.

Ben studiował zarządzanie gospodarstwem na uczelni rolniczej. Uwielbiał farmę Rosebridge, podobnie jak wszyscy z rodziny Moffatów, ale złościł się, kiedy nie wszystko szło jak należy. Farma z trudem zarabiała na siebie i Ben liczył każdy grosz.

– O, to tylko maleńkie pyszczki! Jakoś wykarmimy pięcioro kociąt! – odparła ze śmiechem matka.

– Myślę, że niedługo mogą zostać tylko cztery kotki – powiedziała Sara.

– Ten mały w paski… jest taki maleńki. Nie jestem pewna, czy przeżyje.

– Masz ci los – jęknęła pani Moffat, po czym zerwała się na nogi. – Przyjrzyjmy im się, Saro. Gdzie są?

Dziewczynka poprowadziła mamę i Bena do nowej kociej rodzinki. Pragnęła, by mama powiedziała, że to wiele hałasu o nic. Ale kobieta popatrzyła na najmniejsze z kociąt z wyraźnym smutkiem.

– Chyba masz rację. Jest za małe. Wielka szkoda.

– Nie mów o niej „ono”, mamo, jestem pewna, że to koteczka.

– Dobrze cię rozumiem, jest taka śliczna i delikatna z tymi cudnymi brązowymi i czarnymi plamkami – westchnęła pani Moffat.

–    Nic nie możemy zrobić? – spytała Sara, znowu czując w oczach łzy.

–    Chyba możemy spróbować karmić ją specjalnym mlekiem dla kociąt z zakraplacza do oczu – powiedziała mama z powątpiewaniem. – O ile Rosie nam pozwoli. Ale posłuchaj, Saro, nie możesz się do niej za bardzo przywiązać. Bardzo mi przykro, ale ma niewielkie szanse.

Przez kilka następnych tygodni Sara zastanawiała się, czy Rosie słyszała, jak mówią, że pręgowane ko – ciątko może nie przeżyć. Rosie była upartą, starą kotką i najwyraźniej starała się wszystkim udowodnić, że nie

mają racji. Zawsze pilnowała, by najsłabsze kocię mogło ssać mleko poza kolejnością, więc gdy jej dzieci skończyły trzy tygodnie i zaczęły zwiedzać stajnię, najmniejsza koteczka wciąż była mała, ale stopniowo doganiała rodzeństwo. Rosie bardzo uważnie chroniła kocięta, lecz pozwalała Sarze i jej mamie karmić najmniejsze z nich i od czasu do czasu głaskać maleństwa. Pręgowane kocię bardzo garnęło się do pieszczot i kładło się w ramionach Sary, mrucząc o wiele głośniej, niż można by się spodziewać po tak niewielkim stworzonku.

Niebawem większe kocięta znudziły się chodzeniem po stajni, a także zabawą w berka wokół kopyt Gusa i zaczęły próbować ucieczek na zewnątrz.

Pewnego ranka dwa małe rudziel-ce skryły się za drzwiami stajni. Gdy Sara je otworzyła, wystrzeliły na podwórze. Wydawały się nieco zaskoczone, że świat jest aż tak duży, ale wyraźnie nie zamierzały wracać do środka. Rosie zdała sobie sprawę, że nie może już trzymać ich w zamknięciu, więc wygoniła na zewnątrz także pozostałe kocięta. Ale pręgowane maleństwo miauczało i chowało się za Rosie – świat za drzwiami wydawał się po prostu zbyt wielki i straszny.

Rosie popchnęła kociątko w kierunku drzwi, a ono zaczęło rozpaczliwie miauczeć, drapiąc maleńkimi łapkami ziemię i starając się wrócić do wnętrza przytulnej i bezpiecznej stajni.

– Rosie, nie męcz jej! – powiedziała Sara i podniosła drżące kociątko. – Biedny, mały puszek. Tak się boi…

Mała kotka