Zagadka Żabińca - Franek Kulka - darmowy ebook
lub
Opis

W sklepach spożywczych na krakowskim osiedlu dochodzi do serii tajemniczych kradzieży. Właściciele i pracownicy są zrozpaczeni i bezradni. Wytropieniem złodzieja postanawiają się zająć dziewczyny ze świeżo założonego klubu Kretesa. Czy im się uda?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 45

Popularność


Franek Kulka

Zagadka Żabińca

Ilustrowała Olga Kuleczka

IlustratorOlga Kuleczka

© Franek Kulka, 2017

© Olga Kuleczka, ilustracje, 2017

W sklepach spożywczych na krakowskim osiedlu dochodzi do serii tajemniczych kradzieży. Właściciele i pracownicy są zrozpaczeni i bezradni. Wytropieniem złodzieja postanawiają się zająć dziewczyny ze świeżo założonego klubu Kretesa. Czy im się uda?

ISBN 978-83-8126-310-8

Książka powstała w inteligentnym systemie wydawniczym Ridero

Żabka

Wszystko rozpoczęło się od mojej wizyty w sklepie Żabka u nas na osiedlu. Było to krótko po Nowym Roku. Poszłam tam razem z mamą po szkole na jakieś drobne zakupy. Większe zawsze robi tata w dużych sklepach, a gdy czegoś brakuje to dokupujemy z mamą w sklepach osiedlowych. Jest ich tutaj kilka, więc jest wybór. Żabka leży najbliżej nas i właśnie najczęściej chodzimy do niej po różne drobiazgi takie jak sól, mleko, czy chleb. Ja zawsze chętnie towarzyszę mamie, bo wtedy mam okazję, żeby wyprosić dla siebie tik-taki, które bardzo lubię. Taki chytry plan miałam i tym razem. Mama kupiła sok, chleb i coś jeszcze, a ja jak zwykle poprosiłam ją o tik-taki. Mama się zgodziła, co mnie ucieszyło. Za kasą stał pan właściciel, który pracował w sklepie razem ze swoją żoną, a na zmianę zatrudniali dwójkę pracowników. Wydawał się być trochę strapiony, więc mama zapytała, czy coś się stało.

— Eee, nic takiego — odpowiedział. — Robiłem wczoraj inwentaryzację i wszystko się zgadza oprócz jednego towaru.

— To znaczy, że ktoś pana okradł? — zapytała mama.

— Okradł to może za duże słowo, bo wartość tego czego brakuje nie jest duża. Tylko się zastanawiam, czy to przypadkiem nie moi pracownicy. Jeśli tak…

Tutaj urwał i nie dokończył zdania. W tym momencie nie wytrzymałam i zapytałam:

— A co zginęło?

— W zasadzie to drobiazg, tylko… w dużej ilości.

— To znaczy?

— Nie mogę się doliczyć gum do żucia. Brakuje dwudziestu opakowań. Trochę to dziwne. Jeśli to któryś z moich pracowników to… — znowu nie dokończył zdania najwyraźniej mając na myśli coś okropnego.

Po wyjściu ze sklepu zapytałam mamę, co pan może zrobić swoim pracownikom i mama powiedziała, że jeśli okazałoby się, ze to oni podkradają gumy do żucia to może ich zwolnić z pracy.

— Ale musi im to udowodnić? — dopytywałam.

— Tak — odpowiedziała mama. — Chociaż w dzisiejszych czasach to kto wie. Może ich po prostu zwolnić i przyjąć na ich miejsce nowych. Bardzo dużo ludzi szuka przecież pracy.

Smutno mi się zrobiło, gdy pomyślałam, że można zwolnić z pracy kogoś ot tak sobie bez żadnych dowodów winy. Ale później o wszystkim zapomniałam, bo wróciliśmy do domu, gdzie odrabiałam lekcje, bawiłam się z moim kotem Wasylem i oglądałam w telewizji ojca Mateusza.

Kefirek

W poniedziałek w szkole na jednej z przerw Maja opowiedziała nam historię o tym jak była wczoraj z mamą na zakupach w innym sklepie na osiedlu, który się nazywał Kefirek i jak jedna z pań sprzedawczyń żaliła się jej mamie, że razem z innymi koleżankami musi zapłacić właścicielowi za brakujące w sklepie zapalniczki. Okazało się, że po inwentaryzacji brakowało w sklepie dwudziestu zapalniczek i właściciel zażądał od pracowników zwrotu ich wartości.

— Jesteś pewna, że powiedziała dwadzieścia? ­ zapytałam.

— Tak. A bo co? — zapytała Maja.

I wtedy opowiedziałam im swoją historię z Żabki.

— To nie może być przypadek- powiedziała Ania.

— Masz rację. Dziwne — zgodziła się Dominika.

Wkrótce potem zadzwonił dzwonek i rozpoczęła się lekcja.

Na następnej przerwie znowu zebrałyśmy się w czwórkę.

— Myślicie, że to ten sam złodziej? –zapytałam.

— Jasne — powiedziała Maja. — Liczby nie kłamią. Tak mawia mój tata.

— E tam. To może być przypadek — Ania była najwyraźniej sceptyczna.

— Musimy to zbadać! — zawyrokowała Dominika.

Postanowiłyśmy założyć coś w rodzaju biura detektywistycznego i niezwłocznie zająć się tą sprawą. Wzięłyśmy zeszyt i Dominika zapisała w nim wszystko co wiedziałyśmy o tej sprawie do tej pory. A postanowiłyśmy dowiedzieć się dużo więcej. Potem wybuchła kłótnia, bo postanowiliśmy nazwać jakoś to nasze biuro detektywistyczne, ale jakoś żadna nazwa nam nie pasowała. W końcu stanęło na nazwie Kretes, na cześć słynnego kreta — podróżnika i detektywa, bohatera serii gier komputerowych i przyjaciela psa Reksia.

Po powrocie do domu byłam taka podniecona, że opowiedziałam o wszystkim tacie. On się chwilę zastanowił i powiedział:

— Ale przecież oni mają chyba w tych sklepach monitoring? Jeśli tak to chyba można sprawdzić kto podkrada te rzeczy.

Monitoring. No właśnie! Że też na to nie wpadłyśmy. Trzeba to jak najszybciej zbadać.

Lewiatan

Zadzwoniłam szybko do dziewczyn wyłuszczyłam im po kolei co mi powiedział tata. Nalegałam, żebyśmy się jak najszybciej spotkały i udały na miejsce przestępstwa. Niestety Dominika nie mogła, gdyż musiała iść z mamą na zakupy. Spotkałyśmy się zatem w trójkę pod Żabką. Plan był taki, żeby sprawdzić, czy w sklepie jest monitoring. Jeśli tak, to miałyśmy zapytać właściciela, czy można przejrzeć nagrania, bo wtedy można by na nich zobaczyć złodzieja. Po chwili narady postanowiłyśmy wejść do środka i dla niepoznaki coś kupić, a przy okazji się rozejrzeć. W środku okazało się, że tym razem nie było właścicieli tylko pracownicy. Dosyć młodzi: mężczyzna i kobieta. Nie wyglądali mi na złodziei, ale któż to może wiedzieć jak wygląda złodziej. Mój tata gdy widzi eleganckich panów w garniturach w telewizji to mówi o nich — złodzieje. Pracownicy rozmawiali o czymś bardzo przejęci. Gdy weszłyśmy do środka zamilkli i bacznie zaczęli nam się bacznie przyglądać. Pokręciłyśmy się trochę po sklepie, kupiłyśmy po lizaku i wyszłyśmy na zewnątrz.

— I co, zauważyłyście coś podejrzanego? — zapytałam.

— Ja tak — powiedziała Ania. — Ten