Wydawca: Wydawnictwo Albatros Kategoria: Kryminał Język: polski

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 306 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Zabić Alexa Crossa - James Patterson

W osiemnastej powieści z serii Alex Cross detektyw waszyngtońskiej policji rozwiązuje dwie zagadki: uprowadzenia oraz zamachów terrorystycznych. 

Dzieci prezydenta USA zostają porwane ze szkoły. Cross dowiaduje się o tym przypadkiem, ponieważ sprawę prowadzi FBI i Tajna Służba, zdecydowane trzymać policję na dystans. Dopiero interwencja Pierwszej Damy powoduje wciągnięcie Alexa, będącego ekspertem od porwań, w śledztwo. Uprwadzenie ma nietypowy charakter – przekazane przez sprawców informacje – list i nagranie – nie zawierają żadnych żądań, a sugerują, że może to być akt prywatnej zemsty. Równocześnie toczy się sprawa wykrycia sprawców ataków dokonywanych przez organizację terrorystyczną, zwaną „Rodziną”. Wspólnie z innymi członkami ugrupowania małżeństwo Al Dossari dokonuje udanego zamachu na Sekretarza Stanu oraz szeregu innych prób ataków terrorystycznych. Istnieje także podejrzenie, że to „Rodzina” stoi za porwaniem dzieci prezydenckiej pary.

Opinie o ebooku Zabić Alexa Crossa - James Patterson

Fragment ebooka Zabić Alexa Crossa - James Patterson

O książce

Znakomicie skonstruowany dreszczowiec!

Psychologiczny pojedynek między genialnym przestępcąi detektywem o niezwykłej intuicji

Porwanie dzieci prezydenta USA

Skażenie cyjankiem zbiornika zaopatrującegoWaszyngton w wodę

Dziesięć kilogramów semtexu i pojemniki z toksycznymgazem, które miały trafić do metra

Wystarczy, żeby postawić na nogi całe FBI, Secret Service, CIA i inne służby specjalne. Policja, przynajmniej na początku, jest wyłączana ze sprawy. Zresztą nikt nie ma pewności, że te akcje są ze sobą powiązane.

Śledztwo utyka w miejscu, szanse na odnalezienie córki i syna prezydenta maleją z każdą godziną. Alex Cross zostaje osobiście poproszony przez pierwszą damę o uratowanie jej dzieci. Zdesperowany, zaczyna podejmować decyzje sprzeczne ze wszystkim, w co dotąd wierzył.

Porywacz dobrze wie, kim jest Cross. Wie także, że genialny waszyngtoński profiler został włączony do sprawy i że musi go powstrzymać.

A jedyny skuteczny sposób na Alexa Crossa to zabicie Alexa Crossa.

James Patterson

Najchętniej czytany i najlepiej zarabiający amerykański pisarz. Zdobywca Nagrody im. Edgara Alana Poe. Światową sławę przyniósł mu thriller W sieci pająka (pierwszy z serii liczącej ponad 20 tytułów), w którym pojawia się czarnoskóry policjant z Waszyngtonu, doktor psychologii Alex Cross, tropiący seryjnych zabójców. Kolejne książki – wciągające mieszanki nieoczekiwanych zwrotów akcji, oszałamiającego tempa narracji i niesłabnącego ani na chwilę napięcia – umocniły pozycję Pattersona na czele rankingów sprzedaży. Trzy powieści z Alexem Crossem doczekały się ekranizacji – z udziałem Morgana Freemana („Kolekcjoner”, „W sieci pająka”) oraz Tylera Perry’ego („Alex Cross”).

www.jamespatterson.com

Tego autora

DOM PRZY PLAŻYDROGA PRZY PLAŻYKRZYŻOWIECMIESIĄC MIODOWYRATOWNIKSĘDZIA I KATSZYBKI NUMEROSTRZEŻENIEBIKINIREJSPOCZTÓWKOWI ZABÓJCY(z Lizą Marklund)KŁAMSTWO DOSKONAŁEWYCOFAJ SIĘ ALBO ZGINIESZ

Alex Cross

W SIECI PAJĄKAKOLEKCJONERJACK I JILLFIOŁKI SĄ NIEBIESKIECZTERY ŚLEPE MYSZKIWIELKI ZŁY WILKNA SZLAKU TERRORUMARY, MARYALEX CROSSPODWÓJNA GRATROPICIELPROCES ALEXA CROSSAGRA W KOTKA I MYSZKĘJA, ALEX CROSSW KRZYŻOWYM OGNIUZABIĆ ALEXA CROSSA

Kobiecy Klub Zbrodni

TRZY OBLICZA ZEMSTYCZWARTY LIPCAPIĄTY JEŹDZIEC APOKALIPSYSZÓSTY CELSIÓDME NIEBOÓSMA SPOWIEDŹDZIEWIĄTY WYROK

Michael Bennett

NEGOCJATORTERROR NA MANHATTANIENAJGORSZA SPRAWA

Private Investigations

DETEKTYWI Z PRIVATEDETEKTYWI Z PRIVATE: IGRZYSKA

Tytuł oryginału: KILL ALEX CROSS

Copyright © James Patterson 2011This edition published by arrangement with Little, Brown and Company,New York, New York, USAAll rights reserved

Polish edition copyright © Wydawnictwo Albatros Andrzej Kuryłowicz s.c. 2015

Polish translation copyright © Krzysztof Sokołowski 2015

Redakcja: Anna Kubalska

Zdjęcie na okładce: © Moviestore/MJS

Projekt graficzny okładki: Wydawnictwo Albatros Andrzej Kuryłowicz s.c.

ISBN 978-83-7985-184-3

WydawcaWYDAWNICTWO ALBATROS ANDZRZEJ KURYŁOWICZ S.C.Hlonda 2a/25, 02-972 Warszawawww.wydawnictwoalbatros.com

Niniejszy produkt jest objęty ochroną prawa autorskiego. Uzyskany dostęp upoważnia wyłącznie do prywatnego użytku osobę, która wykupiła prawo dostępu. Wydawca informuje, że publiczne udostępnianie osobom trzecim, nieokreślonym adresatom lub w jakikolwiek inny sposób upowszechnianie, kopiowanie oraz przetwarzanie w technikach cyfrowych lub podobnych – jest nielegalne i podlega właściwym sankcjom.

Przygotowanie wydania elektronicznego: Magdalena Wojtas, 88em

Dla Steve’a Bowena, Leopolda Gouta,Stuarta Manashila i Billa Blocka –czterech muszkieterów

Księga pierwszaNieobecni

Rozdział 1

Zaczęło się od dzieci prezydenta Coyle’a, Zoe i Ethana, które cały świat znał co najmniej od dnia przybycia do Waszyngtonu. Wcześniej zapewne też.

Dwunastoletni Ethan Coyle sądził, że potrafi żyć na widoku, pod ciągłą obserwacją. Prawie nie zwracał uwagi na ekipy telewizyjne obozujące pod bramą Szkoły Branaffa. Nie przeszkadzało mu jak kiedyś, że dzieciaki, których prawie nie znał, próbowały fotografować go na korytarzu, na sali gimnastycznej, nawet pod szkolnymi prysznicami.

Czasami udawał, że jest niewidzialny. Dziecinne to było, zwykła bzdura, ale co z tego? Najważniejsze, że pomagało. Powiedział mu o tym sposobie jeden z sympatyczniejszych agentów Secret Service. Twierdził, że używała go Chelsea Clinton. Kto wie, może nawet mówił prawdę?

Ale kiedy tego ranka Ethan zobaczył idącego w jego stronę Ryana Townsenda, natychmiast pożałował, że nie potrafi naprawdę zniknąć.

Ryan Townsend zawsze miał coś przeciwko niemu, i to nie były żadne przywidzenia, czego dowodziły sińce: świeże i już przybladłe. Takie ślady pojawiają się po mocnym uderzeniu albo bolesnym ściśnięciu.

– Hej, Coyle’u Pryszczu! – krzyknął Townsend. Maszerował szkolnym korytarzem. Od razu było widać, co mu chodzi po głowie. – Kiepsko ci się zaczął dzień, Pryszczu?

Ethan był za mądry, żeby wdawać się w dyskusję ze swym osobistym prześladowcą i katem. Natychmiast skręcił w lewo, w stronę szafek, i to był jego pierwszy błąd. Trafił w ślepą uliczkę. Poczuł ostry, przyprawiający o mdłości ból nogi. Townsend go kopnął! I minął, nawet nie zwalniając. Nazywał to załatwianiem sprawy „w locie”.

Jedno się Ethanowi udało: nie krzyknął z bólu ani nawet się nie potknął. Już wcześniej postanowił sobie, że nikt nie zobaczy, co czuje. Upuścił książki, przyklęknął, żeby je podnieść. Zrobił z siebie ofermę, ale przynajmniej odciążył obolałą nogę i nie pokazał światu, że służy Rayowi Townsendowi za worek treningowy.

Tylko że tym razem ktoś wszystko widział, i nie był to agent Secret Service.

Ethan chował kartkę z wykresami do teczki z zadaniami matematycznymi, kiedy usłyszał znajomy głos:

– Hej, Ryan, a ty dokąd?

Podniósł wzrok. Jego czternastoletnia siostra Zoe właśnie zastępowała Townsendowi drogę.

– Wszystko widziałam – oznajmiła. – Myślałeś, że nie zobaczę?

Townsend przechylił na bok głowę w blond lokach.

– Nie wiem, o czym ty, do diabła, mówisz. Pilnuj własnego nosa, żeby ci go ktoś nie utarł.

W dłoniach Zoe pojawił się jakby znikąd ciężki żółty podręcznik. I poruszał się szybko. Trafiła nim chłopaka prosto w twarz, aż z nosa polała się krew. Townsend zachwiał się i cofnął. Co za wspaniały widok!

W tym momencie zabawa się skończyła, bo do akcji wkroczyli agenci Secret Service. Agent Findlay powstrzymał Zoe, a agent Musgrove wcisnął się pomiędzy Ethana a Townsenda. Tłum szósto-, siódmo- i ósmoklasistów gapił się na scenę jak na nowy reality show Dzieci prezydenta.

– Totalne z was ofiary! – krzyknął za rodzeństwem Townsend. Krew kapała mu z nosa na szkolny krawat i białą koszulę. – Co za para pawianów! Musi was bronić to wasze SS!

– Powiedz to mojemu podręcznikowi do algebry! – odkrzyknęła Zoe. – I trzymaj się z dala od mojego brata. Jesteś większy i starszy od niego, dupku. Co za dureń!

Tymczasem Ethan stał przy szafkach, wśród rozrzuconych po podłodze drobiazgów. Przez sekundę, może dwie, udawał, że jest częścią obserwującego tę scenę tłumu, zwykłym, anonimowym dzieciakiem, który tylko przygląda się rozpętanemu nagle szaleństwu.

Jasne, pomyślał. Może w przyszłym życiu.

Rozdział 2

Agent Findlay szybko i sprawnie przepchnął Ethana i Zoe daleko od gapiów i, gorszych od gapiów, dzieciaków trzymających iPhone’y w uniesionych rękach. Witaj, YouTube! W kilka sekund wprowadził rodzeństwo do pustego audytorium szkoły, do którego wchodziło się z głównego korytarza.

Szkoła Branaffa była kiedyś posiadłością Branaffa, a potem przeszła na własność funduszu edukacyjnego kwakrów. Dzieciaki opowiadały sobie, że budynek jest nawiedzony. Nie straszą jednak duchy zmarłych tu dobrych ludzi, ale nieszczęśliwych spadkobierców, których eksmitowano, by zrobić miejsce na prywatną szkołę.

Choć Ethan nie kupował tych nonsensów, główną salę wykładową z jej starymi olejnymi portretami ludzi przyglądających się z dezaprobatą tym wszystkim, którzy trafili w pole ich widzenia, uważał za przerażającą.

– Wiesz, że prezydent dowie się o wszystkim, Zoe? O bójce, o tym, jak się wyrażałaś – powiedział agend Findlay. – Że już nie wspomnę o dyrektorze Skillingsie.

– Jasne, oczywiście, niech pan robi, co do pana należy. – Dziewczyna wzruszyła ramionami. Zmarszczyła brwi. Położyła dłoń na głowie brata. – Wszystko w porządku, Eth?

– Nic mi nie jest. – Odepchnął ją. – Przynajmniej fizycznie.

Godność to inna sprawa, zbyt skomplikowana, by chciało mu się teraz o niej myśleć.

– W takim razie gramy jak gdyby nigdy nic – zdecydował Findlay. – Zaraz macie zajęcia w sali numer pięć.

– Jasne. – Zoe tylko machnęła ręką. – Mielibyśmy o nich zapomnieć? Też coś.

Dziś rano wykładowcą miała być Isabelle Morris, członek rzeczywisty waszyngtońskiego Instytutu Polityki Międzynarodowej i absolwentka Szkoły Branaffa. W odróżnieniu od większości kolegów, Ethan nie mógł się doczekać opowieści o jej doświadczeniach na Bliskim Wschodzie. Miał nadzieję, że pewnego dnia przyjdzie mu pracować dla ONZ. Bo czemu nie? Ma się te kontakty.

– Da nam pan kilka sekund? – spytała Zoe. – Chcę porozmawiać z bratem… w cztery oczy.

– Przecież powiedziałem, że wszystko w porządku. Nic się nie stało – zaprotestował Ethan. Siostra uciszyła go gniewnym spojrzeniem.

– Mówi mi to, czego nie powiedziałby panu – dodała, widząc, że agent przygląda się jej nieufnie. – A prywatna rozmowa to ostatnio dobro trudno dostępne, jeśli rozumie pan, co mam na myśli. Bez urazy..

– Nie ma sprawy. – Findlay spojrzał na zegarek. – W porządku, ale mogę wam dać tylko dwie minuty.

– Niech będą dwie. Proszę się nie obawiać, zdążymy. – I Zoe zamknęła za agentem ciężkie drewniane drzwi. A potem, nie zwracając uwagi na brata, przeszła pomiędzy rzędami starych ławek na koniec sali i usiadła wygodnie na grzejniku pod oknem.

Z kieszeni niebieskoszarej marynarki mundurka szkolnego wyjęła małe pudełeczko z laki. Ethan rozpoznał je od razu. Pamiątka z Pekinu. Zoe była tam zeszłego lata z rodzicami.

– Umrę, jeśli nie zapalę – szepnęła. Uśmiechnęła się złośliwie. – A ty? Masz ochotę?

Ethan obejrzał się na drzwi.

– Nie chciałbym przegapić tego wykładu… – zaprotestował słabo.

Siostra tylko przewróciła oczami.

– No nie… ple, ple, ple, Bliski Wschód, ple, ple, ple. Możesz to sobie obejrzeć w CNN, kiedy tylko chcesz. A jak często masz szansę nawiać Secret Service? No weź!

Ethan znalazł się w sytuacji bez wyjścia i doskonale o tym wiedział. Albo zrobi z siebie ofiarę losu, znowu, albo nie wysłucha wykładu, na który czekał przez cały tydzień.

– Nie powinnaś palić – zaprotestował słabo.

– A ty nie powinieneś tylko jęczeć i jęczeć. Gdybyś nie jęczał, to może dupki w rodzaju Townsenda dałyby ci wreszcie spokój.

– To dlatego, że tata jest prezydentem – zaprotestował Ethan. – Tylko dlatego, jasne?

– Nie. To dlatego, że jesteś ofermą. Widziałeś, żeby śmierdziel czepiał się mnie? – Zoe otworzyła okno. Zręcznie, bez wysiłku, zeskoczyła na trawnik. Miała się za drugą Angelinę Jolie. – Jeśli nie idziesz ze mną, to przynajmniej daj mi minutkę, dobrze, babciu?

Z tymi słowy zniknęła.

Ethan jeszcze raz obejrzał się przez ramię, a potem zrobił jedyną rzecz, która pozwoliła mu zachować resztkę szacunku dla samego siebie. Poszedł w ślady siostry i uciekł przez okno, tym samym wpadając w kłopoty nie do wyobrażenia.

Nikt by ich sobie nie wyobraził.

Rozdział 3

Gdy tylko zamknęły się za nim drzwi do sali wykładowej, agent Clay Findlay sprawdził klamkę; w porządku, mógł je w każdej chwili otworzyć. Potem spojrzał na breitlinga na przegubie dłoni.

– Daję im jeszcze czterdzieści pięć sekund. Potem T. Rex idzie na wykład, a Zmierzch wprost do gabinetu dyrektora – powiedział do wpiętego w mankiet koszuli mikrofonu. Prezydent i pierwsza dama jasno dali do zrozumienia, że dwójka ich dzieci ma normalnie uczestniczyć w życiu szkolnym, także w konfliktach szkolnych… w pewnych, rozsądnych granicach. Oczywiście łatwiej powiedzieć, niż zrobić. Zoe Coyle nie zawsze postępowała rozsądnie. W rzeczywistości prawie zawsze postępowała nierozsądnie. Nie była złym dzieckiem, tylko po prostu dzieckiem. Samowolnym, sprytnym i bardzo oddanym młodszemu bratu.

– Oberwie mi się za to, bez dwóch zdań – powiedział agent cicho do mikrofonu. – Ale coś wam powiem. Ten Ryan Townsend to mały fiutek. I nikt nic nie słyszał, jasne?

– Niedaleko pada jabłko od jabłoni – odpowiedział Musgrove. – Dostał, na co zasłużył. Z nawiązką. Zoe nieźle przylała dupkowi.

W słuchawce rozległ się cichy śmiech. Tatko Ryana Townsenda był przewodniczącym mniejszości w Izbie Reprezentantów. Wściekle przeciwstawiał się każdej decyzji prezydenta, tej podjętej i tej zaledwie pomyślanej. Niekiedy szkoła wydawała się pomniejszoną wersją Waszyngtonu. Bo i czasami nią była.

Findlay jeszcze raz spojrzał na zegarek. Dwie minuty. Dzieciom Coyle’a przerwa właśnie się skończyła. Pora, żeby wszyscy wrócili do pracy.

– Panie i panowie, czas na nas – powiedział do mikrofonu, po czym zastukał dwa razy w drzwi do sali wykładowej i zaraz je otworzył.

– Młodzieży, dość tego dobrego. Gotowi jesteście… o do diabła!

Sala była pusta.

Nie, nie, nie… tylko nie to. Do diabła z tymi dzieciakami! Do diabła z Zoe!

Serce waliło mu w piersiach coraz szybciej, biło rekord, przynajmniej na dziś. Przebiegł wzrokiem po oknach ze szprosami w tylnej ścianie. Przyglądając się im, jednocześnie nadawał na wszystkich kanałach, tak by słyszeli go nie tylko ludzie z jego zespołu, lecz także Centrum Operacyjne.

– Do dowództwa, Apex Jeden. Zmierzch i T. Rex nieobecni. – Mówił szybko, lecz spokojnie. Nie ma mowy o panice. – Powtarzam, oboje podopieczni nieobecni.

Podszedł do rzędu okien. Wszystkie były zasunięte, ale jednego nie zabezpieczono. Rzut oka na zewnątrz niczego mu nie powiedział. Agent zobaczył tylko soczystą zieleń boisk i ogrodzenie na południowym krańcu terenów szkolnych.

– Findlay. Co się dzieje? – W drzwiach stanął Musgrove.

– Tędy prysnęli – powiedział agent. – Zabiję ją. Naprawdę ją zabiję. Powinienem zrobić to wcześniej. – Ucieczka to był pomysł Zoe, co do tego nie miał żadnych wątpliwości. Pewnie tak sobie wyobrażała przygodę albo żart z ochroniarzy.

– Dowództwo, Apex Jeden. Zmierzch i T. Rex nadal nieobecni. Zarządzam natychmiastową blokadę wszystkich wjazdów i wyjazdów…

Przerwał mu hałas na linii, krzyki, zgrzyt metalu o metal, dwa strzały.

– Dowództwo, tu Apex Pięć – rozległ się inny głos. – Szara zabudowana furgonetka. Właśnie przebiła się przez wschodnią bramę. Jedzie Wisconsin na południe z dużą prędkością. Sto do stu dziesięciu kilometrów na godzinę. Potrzebne natychmiastowe wsparcie.

Rozdział 4

Sierżant patrolu policji miejskiej Bobby Hatfield dostrzegł szarą furgonetkę przejeżdżającą co najmniej dziewięćdziesiątką przez centrum Georgetown niemal dokładnie w tej samej chwili, gdy przez radio odezwała się centrala.

– Do wszystkich jednostek w obszarze dwa, zero, sześć. Prawdopodobne porwanie z użyciem broni. Dwójka dzieciaków, powtarzam: dwójka. Szara zabudowana furgonetka, jedzie z dużą szybkością Wisconsin, kwadrant północno-zachodni. Ścigana przez Secret Service. Proszą o wsparcie. Należy przejść na kanał dwadzieścia trzy.

Hatfield włączył syrenę. Zawrócił na trzy. Obok niego przemknął czarny yukon tak charakterystyczny, że nie sposób było się mylić. Po przełączeniu radia na podany kanał usłyszał podawane na bieżąco informacje o pościgu.

– Jedziemy na południe. Tablica Dystryktu Kolumbii, numer rejestracyjny DMS osiem, dwa, trzy…

– Secret Service, tu policja, jednostka z dwa, zero, sześć – włączył się do komunikatu. – Jestem tuż za wami.

– Przyjąłem, policja.

Hatfield przyspieszył. Yukon ustąpił mu miejsca, pozwolił się wyprzedzić. Strzałka prędkościomierza minęła setkę. Poziom adrenaliny przekroczył wszystkie normy. A w tej sytuacji prawdopodobieństwo, że coś pójdzie źle, było o wiele większe od prawdopodobieństwa, że pójdzie dobrze.

Na M Street furgonetką zarzuciło; przechyliła się w lewo i przez chwilę wyglądało na to, że może się przewrócić. Weszła w zakręt za szeroko, uderzyła bokiem w dwa zaparkowane samochody, ale pojechała dalej. Hatfield przyhamował, skręcił, ostro dodał gazu, miał to we krwi. Zbliżył się do furgonetki. Trochę.

– Podejrzany jedzie M na wschód – zameldował przez radio. – Prowadzi jak szaleniec. Gdzie to cholerne wsparcie? Pospieszcie się, ludzie!

Dojechali do Pennsylvania Avenue tuż przed Rock Creek. Furgonetka odbiła w prawo. To była szersza ulica, więc kierowca jeszcze dodał gazu. Na moście niebezpiecznie zarzucało samochodem. Hatfield zamrugał kilkakrotnie, musiał uniknąć efektu widzenia tunelowego. Wszędzie wokół pełno samochodów i pieszych. Większego zamieszania nie sposób sobie wyobrazić.

Całym sobą czuł, że to nie może się dobrze skończyć.

Na Twenty-eight Street dołączył wreszcie do niego drugi oznakowany radiowóz. Hatfield przez radio rozpoznał głos kierowcy. James Walsh, kumpel z tej samej jednostki, ale i jego policyjna nemezis.

– Co tam u ciebie, Robert?

– Pieprz się! A jak myślisz?

– Jedziemy Pennsylvania na południowy wschód – zameldował Walsh jak gdyby nigdy nic. – Podejrzany prowadzi wyjątkowo niepewnie. W samochodzie jest chyba tylko jedna osoba, ale trudno powiedzieć. Lada chwila będziemy na Washington Circle i… cholera! Bobby, uważaj! Uważaj!

Na rondzie furgonetka skręciła nie w prawo, lecz w lewo, pod prąd. Prywatne samochody i taksówki usiłowały usunąć się jej z drogi. Z punktu widzenia siedzącego w swym radiowozie Hatfielda wyglądało to trochę tak, jakby próbowało się rozstąpić Morze Czerwone. Nagle naprzeciw furgonetki wyrósł autobus, za wielki, żeby dało się go po prostu ominąć. Kierowca autobusu skręcił ostro w prawo, ale na niewiele się to zdało. Jednego dokonał – furgonetka miała przed sobą szeroki, solidny cel.

Hatfield przydepnął pedał hamulca. Zatrzymał się w długim poślizgu. Nawet wówczas nie spuścił oka ze ściganego samochodu. Widział, jak nie zmniejszając prędkości, uderza w sam środek reklamy Neimana Marcusa na boku autobusu. Maska złożyła się niczym akordeon, szkło prysnęło na wszystkie strony, tył uniósł się na dobre trzydzieści centymetrów, opadł i furgonetka znieruchomiała.

Hatfield wyskoczył z samochodu. Walsh deptał mu po piętach. To chyba cud, ale wydawało się, że autobus odbywał przejazd techniczny i siedział w nim tylko kierowca. Niemniej Washington Circle natychmiast zablokowały samochody. Nie obyło się też bez stłuczek.

Kilkanaście sekund wystarczyło, by na miejscu pojawiło się jeszcze parę oznakowanych radiowozów. Nagle zaroiło się od umundurowanych funkcjonariuszy, ale to właśnie Hatfield jako pierwszy dobiegł do tylnych drzwi furgonetki. Blacha zabudowy była wgnieciona, chromowana klamka poszła w drzazgi.

Po pościgu serce ciągle waliło mu jak młotem, aż w uszach czuł jego szybkie uderzenia. Przecież to jeszcze nie koniec. Co, do diabła, czeka go po drugiej stronie tych drzwi? Uzbrojeni przestępcy? Zwłoki?

Może jeszcze gorzej? Zwłoki dzieci?