Za późno na przebudzenie. Co nastąpi, skoro przyszłość nie istnieje - Slavoj Žižek - ebook + książka

Za późno na przebudzenie. Co nastąpi, skoro przyszłość nie istnieje ebook

Slavoj Zizek

0,0
39,90 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

Czy aby zapobiec katastrofie, trzeba przyjąć, że ta już nastąpiła? Najbardziej prowokacyjny filozof naszych czasów powraca z odpowiedzią, jak zawrócić ludzkość z drogi ku samozagładzie.

Ze wszystkich stron jesteśmy bombardowani informacjami o nadciągającej zagładzie. Kryzysy kumulują się – rosyjska inwazja na Ukrainę, rosnące zagrożenie wojną nuklearną, globalne ocieplenie, załamanie ekosystemów, powszechne niepokoje społeczne i gospodarcze. Pomimo głosów polityków i aktywistów, nawołujących do podjęcia natychmiastowych działań, dryfujemy ku katastrofie. Czas na działanie jest teraz. Ale może sposobem na zapobieżenie katastrofie jest przyjęcie założenia, że ona już nastąpiła? Może powinniśmy zaakceptować fakt, że godzina zero już wybiła?

W książce „Za późno na przebudzenie” Slavoj Žižek rysuje nową drogę dla radykalnej polityki emancypacyjnej, która mogłaby zawrócić ludzkość z drogi ku samozagładzie. Pokazuje dlaczego liberalna lewica nie jest w stanie zaproponować rozwiązania oraz obnaża podstępną propagandę faszystowskiej prawicy, która zawłaszcza niegdyś postępowe idee. Žižek w swoim bezkompromisowym stylu diagnozuje obecną geopolitykę. I pokazuje, jak dla zmiany przyszłości musimy skupić się najpierw na zmianie przeszłości.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 206

Rok wydania: 2026

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



PrzekładALEKSANDRA PASZKOWSKA

Fragmenty rozdziałów w przekładzie:MICHAŁA SUTOWSKIEGO, KATARZYNY BYŁÓW, MARKA JEDLIŃSKIEGO, DOMINIKI KOTULI

Wydawnictwo Krytyki Politycznej

Warszawa 2026

Wstęp między futur a avenir

Jak na obsesyjnego neurotyka przystało, regularnie budzę się na parę minut przed budzikiem, nieważne, na którą godzinę go nastawię, i nieważne, w której się znajdę strefie czasowej. Nie wolno jednak odczytywać tego dziwactwa jako znaku, że pozostaję całkowicie świadom potrzeby przebudzenia – czynię to raczej, aby uniknąć traumy bycia zbudzonym. Dlaczego?

Apostoł Paweł scharakteryzował własną epokę słowami pozornie tylko opisującymi też czasy, w których żyjemy my: „A zwłaszcza rozumiejcie chwilę obecną: teraz nadeszła dla was godzina powstania ze snu” (Rz 13, 11)1. Doświadczenie historii najnowszej świadczy raczej o czymś wręcz przeciwnym: żaden moment nie jest odpowiedni na przebudzenie. Albo pękamy przedwcześnie i wychodzi na to, że szerzymy jałową panikę, albo przytomniejemy za późno. Pocieszamy się myślą, że jeszcze jest czas, by zacząć działać, a potem nagle się orientujemy, że czasu braknie. Znowu – dlaczego?

Gdy ktoś znajomy pracuje lub bawi się długo w noc, mówimy mu najczęściej, że zrobiło się późno – jak na to, żeby jeszcze nie spać. Co jednak, jeśli w tym momencie historycznym zrobiło się z kolei za późno na przebudzenie? Powtarza się nam, że nadeszła za pięć (lub wręcz za minutę czy za dziesięć sekund) dwunasta, nastał przeddzień końca świata, mamy już ostatnią szansę powstrzymania katastrofy. Ale co, jeśli zapobiec kataklizmowi można jedynie, zakładając, że już do niego doszło – że zegar właśnie wskazuje pięć minut po godzinie zero?

Co zatem nastąpi, skoro przyszłość nie istnieje? W języku francuskim (i kilku innych, w tym moim ojczystym słoweńskim) funkcjonują dwa słowa na „przyszłość”, których angielszczyzna nie umie właściwie rozróżnić: futur i avenir2. Futur oznacza przyszłość jako kontynuację teraźniejszości – pełne urzeczywistnienie tendencji, które już zaistniały. Avenir wskazuje na radykalne zerwanie, nieciąg­łość wobec teraźniejszości – coś nowego, co dopiero nastąpi (à venir), a nie po prostu na coś, co zaraz będzie. Gdyby Trump wygrał z Bidenem w wyborach w 2020 roku, byłby (przed wyborami) przyszłym prezydentem, ale nie prezydentem, który dopiero ma nadejść.

W dzisiejszej sytuacji apokaliptycznej naszym horyzontem horyzontów – futur – jest to, co Jean-Pierre Dupuy zwie dystopijnie „punktem stałym” – godziną zero wojny atomowej, katastrofy ekologicznej, światowego nieładu gospodarczo-społecznego, rozognienia agresji Rosji na Ukrainę w nową wojnę światową i tak dalej. Nawet nieskończenie odraczany punkt zero pozostanie atraktorem, do którego nasza rzeczywistość będzie zdążać przy braku interwencji. Zapobiec przyszłej katastrofie można tylko poprzez czyny, które przerywają dryf ku „punktowi stałemu”. Tu uwidocznia się niejednoznaczność wykrzykiwanego przez Sex Pistols hasła NO ­FUTURE – na głębszym poziomie nie mówi ono o niemożliwości zmiany, ale właśnie definiuje to, do czego powinniśmy dążyć: rozerwanie uchwytu, w którym ściska nas katastrofalna future, i tym samym zrobienie miejsca na Nowe, które „dopiero nastąpi”.

Jean-Pierre Dupuy chce przez to powiedzieć, że jeśli mamy właściwie stawić czoło groźbie katastrofy, musimy wprowadzić nowe pojęcie czasu – „czas projekcji”. Powinniśmy pomyśleć o obiegu zamkniętym przeszłości z przyszłością: przyszłość powstaje wskutek naszych własnych poczynań w przeszłości, poczynania zaś determinuje nasze przewidywanie przyszłości i nasza reakcja na to, co przewidzieliśmy. Jeśli spojrzymy na katastrofę jako swoje przeznaczenie, coś nieuchronnego, a następnie wyprojektujemy siebie na tę przyszłość, przyjmując jej optykę, będziemy mogli wstecznie wstawić w jej przeszłość (przeszłość przyszłości, futur) alternatywne możliwości („Gdybyśmy byli uczynili to a tamto, nie doszłoby do katastrofy!”). Wówczas możemy wprowadzić te możliwości w czyn już dziś3.

Czyż nie to właśnie starali się osiągnąć Theodor Adorno i Max Horkheimer swą „dialektyką oświecenia”? O ile tradycyjny marksizm nakazywał postępować tak, by nastała przyszłość komunizmu, o tyle Adorno z Horkheimerem postawili się w katastrofalnej przyszłości (po nastaniu świata administrowanego, die verwaltete Welt, totalnej manipulacji technologicznej), aby skłonić nas do postępowania tak, byśmy tego uniknęli. Czy nie to samo odnosi się – o ironio – do rozpadu Związku Radzieckiego? Z dzisiejszej perspektywy łatwo wyśmiewać dawnych „pesymistów” – od prawicy po lewicę, od Sołżenicyna po Castoriadisa – którzy piętnowali ślepotę i kompromisowość demokratycznego Zachodu, jego brak etyczno-politycznej siły i odwagi w obliczu groźby komunizmu, i przewidywali, że Zachód już zimną wojnę przegrał, że blok wschodni już ją wygrał, że nieuchronnie nadchodzi upadek Zachodu – ale to przecież ich postawa najbardziej przyczyniła się do upadku komunizmu. W ujęciu Dupuya to właśnie ich „pesymistyczne” przewidywanie przyszłości – tego, jak nieuchronnie potoczy się historia – zmobilizowało ich do przeciwdziałania temu.

Powinniśmy zatem wywrócić tę powszechną perspektywę, zgodnie z którą najpierw postrzegamy teraźniejszość jako pełnię możliwości, a siebie jako sprawcze podmioty swobodnie wybierające spośród nich, aby po fakcie spojrzeć na swoje wybory jako całkowicie zdeterminowane i konieczne. Jest wręcz przeciwnie – otóż działające podmioty teraźniejszości czują się zamknięte w potrzasku Przeznaczenia, dopiero z perspektywy późniejszej obserwacji możemy w przeszłości dopatrzyć się ścieżek alternatywnych, możliwości innego potoczenia się zdarzeń.

Innymi słowy, przeszłość pozostaje otwarta na wsteczną reinterpretację, przyszłość zaś jest zamknięta. Nie znaczy to, że przyszłości nie da się zmienić; oznacza tylko tyle, że aby to uczynić, powinniśmy wpierw (nie „zrozumieć”, ale) zmienić swoją przeszłość, reinterpretując ją tak, by otworzyła się na inną przyszłość. Czy rosyjski najazd na Ukrainę wywoła nową wojnę światową? Na to pytanie można odpowiedzieć tylko paradoksem: jeżeli wybuchnie nowa wojna, będzie ona konieczna. Dupuy pisze: „jeśli następuje wydarzenie wyjątkowe, na przykład katastrofa, to znaczy, że nie mogło ono nie nastąpić; natomiast skoro ono nie następuje, to znaczy, że nie jest nieuchronne. Urzeczywistniające się zdarzenie – sam fakt, że ono następuje – wstecznie wywołuje więc swoją niechybność”4. Skoro wybuchnie właściwy konflikt zbrojny (między USA a Iranem, Chinami a Tajwanem, Rosją a NATO…), wyda on się nam wszystkim konieczny; to znaczy – odruchowo odczytamy przeszłość, która do tego doprowadziła, jako ciąg zdarzeń koniecznie skutkujących wybuchem. Jeśli natomiast do tego nie dojdzie, odczytamy ją tak, jak dziś czytamy zimną wojnę – jako ciąg groźnych momentów, w których katastrofy udało się jednak uniknąć, ponieważ obie strony miały świadomość śmiercionośnych skutków światowego konfliktu.

Krąży taka anegdota (niemal na pewno nieprawdziwa) o chińskim premierze Zhou Enlaiu: kiedy w 1953 roku przebywał on w Genewie na rozmowach pokojowych o zakończeniu wojny koreańskiej, francuski dziennikarz poprosił go o ocenę rewolucji francuskiej. Zhou odparł: „Jeszcze za wcześnie, żeby coś powiedzieć”. W pewnym sensie się nie mylił. Wraz z całkowitym rozpadem wschodnioeuropejskich „demokracji ludowych” pod koniec lat 90. walka o miejsce rewolucji francuskiej w dziejach znowu rozgorzała. Liberalni rewizjoniści dowodzili, że schyłek komunizmu w 1989 roku nastąpił dokładnie w odpowiednim momencie, kreśląc koniec epoki rozpoczętej w 1789 roku – doszło, jak utrzymywali, do ostatecznej klęski modelu rewolucyjnego, który pierwszy raz wdarł się na scenę dziejów wraz z jakobinami. Bitwa o rewolucję francuską wrze jednak do dziś: jeżeli pojawi się nowa przestrzeń na radykalną politykę emancypacyjną, rewolucja przestanie wydawać się ślepym zaułkiem historii. Wracam do Zhou – wygląda na to, że w rzeczywistości sprawy potoczyły się tak: w 1972 roku, kiedy z wizytą do Chin przyleciał Henry Kissinger, zagadnął on Zhou, co ten sądzi o rozruchach roku 1968 we Francji, i właśnie na to pytanie Chińczyk odparł, że jest „za wcześnie, żeby coś powiedzieć”. W tym przypadku też skomentowałby to trafnie: bunt roku 1968 miał charakter lewicowy i antyestablishmentowy, lecz jego hasła (przeciwko „alienacji” kształcenia uniwersyteckiego, za wolnością seksualną i tak dalej) zostały wkrótce przejęte przez establishment, by tylko umożliwić gładkie przejście do neoliberalnego, permisywnego kapitalizmu. Model uniwersytecki zastąpiły szybkie kursy zarządzania, wyzwolenie seksualne skończyło się utowarowieniem płciowości. W tym właśnie sensie

o ile przyszłość nie zostanie urzeczywistniona w teraźniejszości, trzeba myśleć o niej jako równocześnie obejmującej katastrofalne wydarzenie, jak i jego nienastąpienie – nie jako rozłączne możliwości, lecz jako łączność stanów, z których jeden bądź drugi ujawni się a posteriori jako nieuchronny w chwili, w której wybierze go teraźniejszość5.

Nie jest tak, że mamy dwie możliwości – albo zbrojną, ekologiczną i społeczną katastrofę, albo odnowę. Taka formułka byłaby zbyt prosta. Do czynienia mamy w istocie z dwiema nakładającymi się koniecznościami6. W naszym położeniu nieuchronne pozostaje zarówno to, że nastąpi globalna katastrofa, a cała historia współczesna zmierza właśnie ku niej, jak i to, żebyśmy postępowali tak, aby temu zapobiec. Gdy dwie nakładające się konieczności runą, zaistnieje tylko jedna – czyli w każdym przypadku nasza historia (zawsze) będzie koniecznością.

Z młodości przeżytej w socjalistycznej Jugosławii przypominam sobie dziwny epizod związany z popytem na papier toaletowy. Nagle kraj obiegła plotka, że w sklepach go brakuje. Władza natychmiast zapewniła, że ilość papieru odpowiada normalnemu popytowi i – co ciekawe – nie tylko wiadomość ta była prawdą, lecz także większość ludzi w nią uwierzyła. A mimo to przeciętny konsument rozumował następująco: wiem, że papieru wystarczy, bo plotka jest fałszywa, ale co, jeśli niektórzy potraktują ją serio i w panice zaczną skupować zapasy, tym samym powodując faktyczne braki? Lepiej sam sobie kupię parę rolek na zaś… Nasz konsument nie musiał nawet sam uznać, że inni podejdą do pogłoski na poważnie – wystarczyło, że zakładał, że jacyś inni uznają, że ktoś uwierzy. Skutek to odniosło taki sam, mianowicie doprowadziło do braku papieru toaletowego w sklepach. Z opisanym zachowaniem nie wolno jednak mylić postawy, którą musimy przyjąć dziś – wymogu uznania przez nas nieuchronności katastrofy. W przeciwieństwie do jugosłowiańskiej plotki, która powstała z kłamstwa, ale wytworzyła realia, o których opowiadała, nasz świat faktycznie osuwa się ku katastrofie. Stoimy nie przed problemem samospełniającej się przepowiedni, ale przed problemem auto­sabotażu – w kółko rozprawiamy o zagrożeniu po to, by nie robić nic.

Nic więc dziwnego, że niektórzy myśliciele podają dziś nową odpowiedź na to wielkie pytanie: jeżeli inteligentne istoty pozaziemskie już dawno odwiedziły naszą planetę, dlaczego nie starały się nawiązać kontaktu z nami, ludźmi?7 Rozwiązanie paradoksu brzmi: a może przez dłuższy czas nas obserwowały i uznały, że nie zasługujemy na szczególne zainteresowanie? Stanowimy gatunek dominujący na względnie niewielkim globie i popychamy swą cywilizację ku rozmaitym rodzajom autodestrukcji (rozkładowi klimatu i środowiska, samozniszczeniu atomowemu, światowym niepokojom społecznym), niespecjalnie temu zapobiegając. A nie wspomniałem jeszcze o kretynizmach regionalnych, takich jak dzisiejsza politpoprawna liberalna „lewica”, która zamiast pracować na rzecz szerokiej solidarności społecznej, przykłada nawet do swoich potencjalnych sojuszników pseudomoralne, purystyczne kryteria wstępu, dopatrując się wszędzie seksizmu i rasizmu, a zatem robiąc sobie coraz to nowych wrogów8. Weźmy na przykład odpowiedź w reakcji na ostrzeżenia Berniego Sandersa, że w wyborach w listopadzie 2022 roku, w połowie kadencji prezydenckiej, demokraci powinni skupić się nie tylko na prawie do aborcji. Sanders przekonywał, że demokraci powinni realizować szeroki program, odpowiadający również na gospodarcze problemy Ameryki, a stanowiący przeciwwagę wobec „antypracowniczych” poglądów republikanów, których polityka może szkodzić klasie pracującej9. Choć Sanders w swojej karierze parlamentarnej zawsze bez wyjątku głosował za prawem do aborcji, natychmiast zaatakowały go twardogłowe liberalne feministki, oskarżając o antyfeminizm. Ci sami obserwujący nas przybysze z kosmosu dostrzegliby niemniej dziwne zjawisko po przeciwnej stronie politycznego spektrum: podczas swej krótkiej kadencji premierka Wielkiej Brytanii Liz Truss w polityce gospodarczej kierowała się tym, co uważała za wymogi rynku, ignorując przy tym błagania o pomoc ze strony klasy pracującej. Do zguby Truss doprowadziło jednak nie rozgoryczenie ludu, lecz fakt, że te same siły rynku (giełda, wielkie korporacje…) panicznie zareagowały na jej projekt budżetu. Kolejny dowód – jak gdyby ich brakło – na to, że dzisiejsza polityka reprezentuje interes kapitału, bez względu na to, czy rządzą postępowcy, czy populiści.

Według niektórych doniesień (oczywiście dementowanych przez Kreml) na początku grudnia 2022 roku Władimir Putin przewrócił się na własnych schodach i sfajdał10 – co zresztą miało ponoć przydarzyć się również Joe Bidenowi na papieskiej audiencji w 2021 roku11. Nawet jeśli dwie historyjki są nieprawdziwe, se non è vero è ben trovato. Stanowią one bowiem arcytrafną metaforę naszego dzisiejszego położenia między jednym gównem a drugim – między nową fundamentalistyczną prawicą a liberalnym establishmentem woke lewicy. Tak się składa, że gówno dosłownie serwuje się nam jako danie dnia: najdroższa kawa na świecie, kopi luwak, powstaje z ziaren kawy częściowo strawionych, a następnie wydalonych przez łaskuna palmowego, kotokształtne stworzenie żyjące w południowo-wschodniej Azji i Afryce Subsaharyjskiej. Enzymy trawienne łaskuna zmieniają strukturę białek kawy, dzięki czemu traci ona nieco kwasowości, tworząc łagodniejszy w smaku napój. Kopi luwak produkuje się głównie w Indonezji, a sprzedaje głównie w USA, gdzie cena jednej filiżanki potrafi sięgnąć 80 dolarów12. Czyż dominująca dziś ideologia, zwłaszcza na populistycznej prawicy, nie jest właśnie tego rodzaju naparem z gówna?

Przywódcy polityczni na całym świecie pożerają najszlachetniejsze składniki naszej tradycji emancypacyjnej (antyfaszyzm i antyrasizm, odrzucenie skomercjalizowanego, hedonistycznego trybu życia, walka z wyzyskiem zwykłych ludzi przez elity finansowe, wysiłki ku zniesieniu resztek kolonializmu…). Następnie neofaszystowskie i neoliberalne enzymy trawienne w trzewiach tychże przywódców rozkładają radykalną kwasotę połkniętych idei, przemieniając je w łajno plastycznie wpasowujące się w istniejący światowy system kapitalistyczny – choć ci sami politycy lubią przedstawiać się jako jego niszczyciele.

Tu zaczynamy dotykać wrażliwego tematu relacji prawdy do kłamstw. Przytoczę nudny skądinąd żart, który jednak kończy się ciekawą puentą, ilustrującą poniekąd położenie, w jakim tkwimy. Żona prosi męża, żeby wyskoczył do kiosku po papierosy. Mąż wychodzi, ale zrobił się późny wieczór, kiosk zamknięty – więc wstępuje do baru. Tam wdaje się we flirt z młodą biuściastą barmanką i ląduje w jej mieszkaniu, w łóżku. Po kilku godzinach namiętnych uciech mąż zaczyna się martwić, jak wytłumaczy się żonie z długiej nieobecności. Wtem przychodzi mu do głowy pewien pomysł. Pyta kochankę, czy nie ma ona w domu zasypki dla niemowląt, a skoro ma, to wciera sobie talk w dłonie. Wraca do domu, gdzie czeka na niego wściekła żona: – Gdzie się szlajałeś? Mąż odpowiada: – Kiosk był zamknięty, więc wstąpiłem po papierosy do baru. Tam zagadałem do młodej, biuściastej barmanki i wylądowałem z nią w łóżku. Po kilku godzinach namiętnych uciech… – Ty podły kłamco! – przerywa żona. – A te białe ślady na rękach to co?! Oczywiście, że poleciałeś robić to, co ci zakazałam. Wyskoczyłeś ze znajomymi na kręgle!

Tak działa dziś ideologia: mówi prawdę, ale tworzy warunki gwarantujące to, że samą prawdę uzna się za kłamstwo. Weźmy ten przykład: w lipcu 2022 roku białoruski prezydent Alaksandr Łukaszenka nawoływał „zapominalską Europę”, by dokonała „moralnego oczyszczenia” za (faszystowskie) grzechy swoich ojców i dziadów13. Za tym wezwaniem w rzeczywistości stał zamiar wyeliminowania radykalnej, emancypacyjnej tradycji antyfaszystowskiej, leżącej w sednie idei Europy. Tego rodzaju naciski na moralne oczyszczenie najczęściej stanowią wstęp do niepohamowanych wybuchów czystej, niszczycielskiej wściekłości. Jak zwrócił uwagę Peter Sloterdijk, cywilizacja europejska wyrasta między innymi z Iliady Homera, rozpoczynającej się słowami o gniewie Achillesa. Czy więc pierwszy wers poematu o kresie tejże cywilizacji będzie brzmiał „Gniew Putina, bogini, głoś, obfity w szkody, / Który ściągnął klęsk tyle na europejskie narody”?14 Gniewowi temu dano wyraz na wielkim zgromadzeniu na Placu Czerwonym w październiku 2022 roku, zwołanemu, by świętować aneksję niektórych obszarów Ukrainy. Aktor i piosenkarz Iwan Ochłobystin wygłosił płomienne wystąpienie, kończące się następującym poduszczeniem:

Powinniśmy ją zwać Świętą Wojną! Świętą Wojną! Po rosyjsku mamy takie prastare słowo: hajda. Hajda to wezwanie do natychmiastowego działania. Dziś nam potrzeba takiego okrzyku wojennego! Hajda, bracia i siostry! Hajda! Bójcie się nas, ludzie starego świata! Pozbawionego piękna, pozbawionego wiary, pozbawionego mądrości! Świata rządzonego przez szaleńców, zboczeńców i satanistów! Bójcie się nas – IDZIEMY PO WAS! HAJDA!15

Hajda to zwłaszcza dziś znaczy: „Naprzód! Nie myśl, tylko rób, co każą!”16. Słowo funkcjonuje w ruszczyźnie od dawna – stanowiło ono na przykład okrzyk wojenny opryczników, prywatnej armii Iwana Groźnego, terroryzującej jego (rzeczywistych i domniemanych) wrogów. Bez wątpienia kojarzy się więc ono z bezlitosnym uciskiem, torturami i mordowaniem. Tak się składa, że współczesna historia zna chyba tylko jedno przemówienie podobne w wymowie do słów Ochłobystina – osławioną mowę Goebbelsa o wojnie totalnej, wygłoszoną w Berlinie na początku 1943 roku po klęsce stalingradzkiej. (Pozbawiony piękna, wiary i mądrości świat szaleńców, zboczeńców i satanistów to zaiste trafny opis rzeczywistości, w jakiej żyje Putin). Warto zwrócić uwagę, że wiec na Placu Czerwonym został zainscenizowany: tłum składał się głównie z urzędników państwowych zwiezionych na tę okazję autokarami, a większość słuchaczy przyjęła przemowę Ochłobystina bez entuzjazmu, a jedynie z obojętnością i lękiem (oklaski i wiwaty dodano z puszki w studiu telewizyjnym).

Dzisiejsza Rosja stanowi chyba najczystszy przykład ideologicznego „kupi” luwak. Nie wolno natomiast dać się złapać w zgubną pułapkę ograniczenia tej diagnozy do Rosji i jej sojuszników. Czy trumpistowscy neokonserwatyści nie podają podobnej kawy z gówna? I czy nawet najszlachetniejsza ideologia liberalno-demokratyczna nie została przetrawiona przez nasze łaskuny tak, aby legitymizować światowy wyzysk kapitalistyczny i „humanitarne” interwencje zbrojne? Wszyscy w tym szambie brodzimy i to nie po kolana, a – jeśli wolno mi użyć niesmacznej metafory – po samą dupę.

Badający nas kosmici z pewnością doszliby więc do wniosku, że znacznie bezpieczniej byłoby nas po prostu zignorować, żeby się nie zarazić naszą chorobą. Gdybyśmy natomiast jednak wybrali coś nowego, co dopiero nadejdzie – być może wówczas zasłużylibyśmy na ich uwagę. Niniejsza książka szuka wskazówek, które podpowiadają, jak można to uczynić. Usilnie stara się ona przyczynić do prawdziwego przebudzenia – takiego, które wykracza poza trzeźwiące rozpoznanie, jak sprawy naprawdę stoją. Należy bowiem pójść jeszcze dalej, tak by otworzyć oczy na coś, czym jeszcze nie jesteśmy, a moglibyśmy się stać.

Goodbye Lenin, witajcie najeźdźcy impotenci

Parafrazując znany tytuł jednego z artykułów Freuda, możemy dziś stwierdzić powszechną tendencję do poniżenia w sferze życia publicznego1,2. Na konferencji prasowej zorganizowanej na dwa tygodnie przed swoją napaścią na Ukrainę Władimir Putin stwierdził, że władzom Ukrainy nie podoba się porozumienie mińskie, mające zakończyć wojnę w Donbasie, bo zapisano w nim tymczasową samorządność tego regionu. Następnie dodał: „podoba się czy nie, nie masz wyjścia, ślicznotko”. Wyrażenie to ma jawne konotacje seksualne: Putin niemal wprost cytował utwór Ślicznotka w trumnie kabaretowo-punkrockowej kapeli Krasnaja Plesien z przełomu lat 80. i 90.: „Ślicznotka w trumnie, wśliznąłem się do środka i ją zerżnąłem, podobało ci się czy nie, śpij, moja piękna”3. Choć rzecznik prasowy Kremla stwierdził potem, że Putin odwołał się tylko do starego powiedzenia ludowego, odniesienie do Ukrainy jako przedmiotu nekrofilii i gwałtu było czytelne. Prezydent Rosji ma swój styl: dwadzieścia lat wcześniej odpowiedział na pytanie zachodniego dziennikarza wulgarną groźbą kastracji: „Jeśli chce pan zostać radykalnym islamistą i gotów jest się obrzezać, zapraszam do Moskwy. Jesteśmy krajem wielu wyznań. Mamy fachowców w tej dziedzinie. Zalecę im, aby tak przeprowadzili operację, żeby panu nigdy nic nie odrosło”4. Nic więc dziwnego, że Putin z Trumpem to kumple, jeśli chodzi o wulgarność. Często słyszy się na to kontrargument, że politycy tego rodzaju przynajmniej wprost mówią, co myślą, więc unikają hipokryzji. Ja jednak jestem całym sercem po stronie hipokryzji: forma (a więc hipokryzja właśnie) nigdy bowiem nie jest wyłącznie formą, skoro skłania nas do wygłaszania mniej brutalnych treści.

Obsceniczne uwagi Putina należy odczytywać w kontekście kryzysu ukraińskiego, ukazywanego w naszych mediach jako groźba „gwałtu na pięknym kraju”. Kryzys ma swoje aspekty komiczne, co w naszym świecie na opak dowodzi, że jest naprawdę poważny. Słoweński publicysta Boris Čibej na początku 2022 roku wskazał właśnie na komiczny charakter napięć wokół Ukrainy: „Ci, których ataku się spodziewamy [tj. Rosja – S.Ž.], twierdzą, że nie mają takiego zamiaru, a ci, którzy się zachowują, jak gdyby chcieli uspokoić sytuację, upierają się, że wojna jest nieunikniona”5. Można to pociągnąć dalej: USA, a więc obrońca Ukrainy, ostrzegały, że wojna może wybuchnąć w każdej chwili, podczas gdy prezydent Ukrainy przestrzegał przed wojenną histerią i apelował o spokój. Nietrudno przełożyć tę sytuację na kategorie przemocy seksualnej: Rosja, gotowa zgwałcić Ukrainę, twierdziła, że wcale nie chce tego uczynić, ale między wierszami dawała do zrozumienia, że weźmie siłą to, co nie zostanie jej dane po dobroci (przypomnijmy sobie wulgarną ripostę Putina). Do tego Rosja oskarżała Ukrainę o to, że sama do gwałtu prowokuje. Stany Zjednoczone uderzyły na alarm wobec nieuchronnej groźby gwałtu, aby podkreślić swoją rolę obrońcy państw poradzieckich – ale ta opiekuńczość przypomina zachowanie drobnego reketiera, który oferuje restauracjom i sklepom na swym terytorium ochronę pod zawoalowaną groźbą, że jeśli jej nie przyjmą, to coś im się może stać… Sama zaś Ukraina, w którą groźba gwałtu była wymierzona, starała się zachować spokój, zdenerwowana amerykańskim krakaniem, świadoma też, że cały ten jazgot o gwałcie może popchnąć Rosję do jego faktycznego popełnienia.

Jak pojmować ten brutalny konflikt i wszystkie związane z nim nieprzewidywalne niebezpieczeństwa dziś, po ponad czterech latach jego trwania? A co, jeśli konflikt ten jest tak zdradliwy nie dlatego, że znamionuje wzrost siły dwóch byłych supermocarstw, ale przeciwnie – dowodzi ich niezdolności do zaakceptowania faktu, iż nie są już prawdziwymi globalnymi potęgami? Kiedy w apogeum zimnej wojny Mao Zedong powiedział, że USA z całym swym uzbrojeniem to papierowy tygrys, zapomniał dodać, że papierowe tygrysy bywają niebezpieczniejsze od prawdziwych. Fiasko wycofania się z Afganistanu było tylko najnowszym z całej serii ciosów zadanych amerykańskiej supremacji, wysiłki Rosji na rzecz odbudowy radzieckiego imperium to zaś nic innego jak desperacka próba przykrycia faktu, że Rosja jest dziś słabym państwem w stanie rozkładu. Jak to zwykle bywa w przypadku rzeczywistych gwałcicieli, gwałt świadczy o impotencji agresora.

Impotencja stała się oczywista w momencie pierwszego bezpośredniego wtargnięcia wojsk rosyjskich na cudze terytorium – to znaczy, pierwszego, jeśli pominąć obsceniczną rolę Grupy Wagnera, prywatnej firmy wojskowej, której operatorzy brali udział w rozmaitych wcześniejszych konfliktach, w tym wojnie domowej syryjskiej, tej na Krymie, w Republice Środkowoafrykańskiej czy w Republice Serbskiej w Bośni. Grupa anonimowych najemników – niegdyś zdalna jednostka zbrojna rosyjskiego Ministerstwa Obrony, wykorzystywana przez władze w konfliktach, w których konieczna była możliwość wyparcia się odpowiedzialności – od lat już działa w Donbasie, organizując „spontaniczny” opór wobec władz ukraińskich (jak zresztą robiła to wcześniej na Krymie). Skoro napięty konflikt wybuchł, rosyjska Duma uchwaliła bezpośredni apel do prezydenta Putina, aby uznał państwowość kontrolowanych przez Rosję organizmów separatystycznych w obwodach donieckim i ługańskim. Putin początkowo oznajmił, że nie może od ręki uznać tak zwanych republik za niepodległe – toteż kiedy w końcu je uznał, wyszło na to, że jedynie reaguje na oddolną presję opinii publicznej. Wszystko według zasad opisanych (i praktykowanych) kilkadziesiąt lat temu przez Józefa Stalina. W latach 20. Stalin zaproponował bowiem, żeby po prostu proklamować władzę rządu Rosyjskiej Federacyjnej Republiki Radzieckiej nad pięcioma innymi republikami (Ukrainy, Białorusi, Azerbejdżanu, Armenii i Gruzji):

Jeżeli niniejsza decyzja zostanie potwierdzona przez Komitet Centralny RKP, nie będzie podana do wiadomości publicznej, lecz zostanie przekazana Komitetom Centralnym Republik w celu rozprowadzenia jej między organami radzieckimi, Centralnymi Komitetami Wykonawczymi lub Kongresami Rad wspomnianych władz przed zwołaniem Wszechrosyjskiego Zjazdu Rad, na którym zostanie ogłoszona jako życzenie tychże republik6.

Interakcja między władzą wyższą (Komitet Centralny) a jednostkami przez nią reprezentowanymi została w ten sposób zniesiona, w efekcie czego ta wyższa władza mogła po prostu narzucić swoją wolę; na domiar złego cały mechanizm zainscenizowano jako odwrotność stanu faktycznego. Komitet Centralny decydował, o co też podwładni poproszą swoją władzę, aby następnie wprowadzić to w życie jako spełnienie ich życzenia. Warto przypomnieć tu najbardziej jaskrawy przykład takiej inscenizacji z roku 1940, kiedy to trzy państwa bałtyckie „dobrowolnie” poprosiły o przyłączenie do Związku Radzieckiego, który naturalnie spełnił ich prośbę. To zaś, co Stalin zrobił pod koniec lat 30., było po prostu powrotem do przedrewolucyjnej polityki zagranicznej i narodowościowej caratu (na przykład rosyjska kolonizacja Syberii i muzułmańskich terenów Azji nie była już potępiana jako imperialistyczna ekspansja, lecz chwalona za wprowadzenie postępowych procesów modernizacyjnych). Na podobnej zasadzie Putin w lutym 2022 roku zwołał swoją radę bezpieczeństwa i zapytał każdego z jej członków, czy popiera decyzję o uznaniu republik donieckiej i ługańskiej. „El País” podaje, że kiedy przyszła kolej Siergieja Naryszkina, szef wywiadu zagranicznego

najpierw zaproponował, żeby dać Zachodowi ostatnią szansę powrotu do porozumień mińskich – krótkoterminowe ultimatum. Wówczas Putin przerwał mu sucho. „Co to ma znaczyć? Sugerujecie, żebyśmy rozpoczęli negocjacje albo uznali suwerenność?” Naryszkin zaczął się jąkać, nie wiedząc, co powiedzieć, wymamrotał najpierw „tak”, potem „nie”, twarz mu zbladła na kilka sekund, które zdawały się wiecznością. „Mówcie wprost, Siergieju” – przerwał Putin. Czując na sobie presję, szef wywiadu zmienił zdanie o 180 stopni, a wręcz poszedł o krok dalej – stwierdził, że popiera aneksję Doniecka i Ługańska do Federacji Rosyjskiej. I znowu Putin go obsztorcował: „O tym nie rozmawiamy. Mówimy o uznaniu ich niepodległości. Tak czy nie?”. Zdenerwowany Naryszkin kolejny raz wycofał się z wypowiedzianych słów: tak, tak, popiera. „Dziękuję, możecie usiąść”7.

Dalsza część w wersji pełnej

Przypisy

Wstęp między futur a avenir

1 List do Rzymian 13, 11, Biblia Tysiąclecia, Pallotinum, Poznań 2003, wydanie internetowe.

2 Fragmenty tego tekstu ukazały się również w czasopiśmie internetowym Krytyki Politycznej w przekładzie Katarzyny Byłów. Por. Slavoj Žižek, Cokolwiek się zdarzy, będzie nieuniknione, przeł. Katarzyna Byłów, Krytyka Polityczna, 2.01.2023, https://krytykapolityczna.pl/swiat/zizek-cokolwiek-sie-zdarzy-bedzie-nieuniknione/, dostęp: 22.04.2026.

3 Jean-Pierre Dupuy, The War That Must Not Occur, Stanford University Press, Redwood City 2023, cytowania według manuskryptu.

4 Jean-Pierre Dupuy, Petite metaphysique des tsunamis, Editions du Seuil, Paris 2005, s. 19.

5 Tamże.

6 Jean-Pierre Dupuy, The War That Must Not Occur.

7 Stephanie Pappas, Aliens haven’t contacted Earth because there’s no sign of intelligence here, new answer to the Fermi paradox suggests [Obcy nie nawiązali kontaktu z Ziemią, bo nie znaleźli na niej oznak inteligencji – nowe rozwiązanie paradoksu Fermiego], Live Science, 15.12.2022, https://www.livescience.com/aliens-technological-signals, dostęp: 22.04.2025.

8 Zob. Thomas Frank, What the Hell, America?, zapis wystąpień na YouTubie, 9.11.2022, https://www.youtube.com/watch?v=VWKsTzHwIsM, dostęp: 22.04.2025.

9 Gloria Oladipo, Sanders warns Democrats not to focus solely on abortion ahead of midterms, „The Guardian”, 10.10.2022, https://www.theguardian.com/us-news/2022/oct/10/bernie-sanders-democrats-warning-abortion-economy-midterms, dostęp: 22.04.2026.

10 Will Stewart, Vladimir Putin fell down stairs at his home and soiled himself, according to Telegram channel which claims links to his bodyguards, Daily Mail Online, 2.12.2022, https://www.dailymail.co.uk/news/article-11494595/Vladimir-Putin-fell-stairs-homesoiled-himself.html, dostęp: 22.04.2026.

11#PoopyPantsBiden: The REAL “accident” behind hashtag, and how trolls got it wrong, MEAWW.com, 8.11.2021, https://meaww.com/biden-bathroom-accident-happened, link nieaktywny. [MEAWW to portal brukowy o niepewnej wiarygodności – przyp. tłum.].

12 Rachael Bale, The disturbing secret behind the world’s most expensive coffee, National Geographic, 29.04.2016, https://www.nationalgeographic.com/animals/article/160429-kopi-luwak-captive-civet-coffee-Indonesia, dostęp: 22.04.2026.

13“Forgetful Europe” urged to go through moral cleansing, BelTA, 2.07.2022, https://eng.belta.by/president/view/forgetful-europe-urged-to-go-through-moral-cleansing151504-2022/, dostęp: 22.04.2026.

14 Por. Homer, Iliada, przeł. Franciszek Ksawery Dmochowski, Wolne Lektury, https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/homer-iliada.html#f1, dostęp: 22.04.2026.

15 Każdy powinien choć zerknąć na to paskudztwo: GOIDA! Russians advocate for dialogue and reason! Ivan Okhlobystin, YouTube, 1.10.2022, https://www.youtube.com/watch?v=FMECmLXXPrs, dostęp: 22.04.2026.

16 Słowniki wskazują na tureckie bądź tatarskie pochodzenie słowa hajda (ros. гойда, gojda). Nie byłby to pierwszy przypadek fałszywego prezentowania jakiegoś wytworu kultury jako rdzennie rosyjskiego – przyp. tłum.

Goodbye Lenin, witajcie najeźdźcy impotenci

1 Sigmund Freud, Über die allgemeinste Erniedrigung des Liebeslebens (1912). Autor nawiązuje do przekładu tego tytułu na angielski: On the Universal Tendency to Debasement in the Sphere of Love. [Po polsku ma on inne brzmienie i sens, por. Zygmunt Freud, O najpowszechniejszym poniżeniu życia miłosnego, w: tegoż, Życie seksualne, przeł. R. Reszke, KR Warszawa 1999 – przyp. tłum.].

2 Rozdział ten to nowa redakcja tekstu, który ukazał się jako: Slavoj Žižek, Putin w trumnie ślicznotki, przeł. Michał Sutowski, Krytyka Polityczna, 24.02.2022, https://krytykapolityczna.pl/swiat/pozegnanie-z-leninem-w-donbasie-zizek/, dostęp: 23.04.2026.

3 Bill Bostock, Putin quoted song lyrics about rape and necrophilia to explain Russia’s demands from Ukraine, BusinessInsider.com, 8.02.2022, https://www.businessinsider.com/putin-macron-meeting-quote-obscene-lyrics-show-russia-ukraine-demands2022-2?r=US&IR=T, dostęp: 23.04.2026.

4 Gregory Feifer, Russia: Putin’s statements on Chechnya may reflect public opinion, RadioFreeEurope/RadioLiberty, 13.11.2002, https://www.rferl.org/a/1101362.html, dostęp: 23.04.2026.

5 Boris Čibej w: „Delo”, Lublana 14.02.2022.

6 Cyt. za: Moshe Lewin, Lenin’s Last Struggle, University of Michigan Press, Ann Arbor 2005, s. 61.

7 Ricardo de Querol, The Russian spy boss humiliated by Putin, „El País”, 23.02.2022, https://english.elpais.com/opinion/2022-02-23/the-russian-spy-boss-humiliatedby-putin.html, dostęp: 23.04.2026.

Slavoj Žižek

Za późno na przebudzenie. Co nastąpi, skoro przyszłość nie istnieje

Warszawa 2026

Tytuł oryginału: Too Late to Awaken. What Lies Ahead When There is No Future?

Copyright © Slavoj Žižek, 2023

Copyright ©for this edition by Wydawnictwo Krytyki Politycznej, 2026

First published as TOO LATE TO AWAKEN in 2023 by Allen Lane, an imprint of Penguin Press. Penguin Press is part of the Penguin Random House group of companies.

Wydanie pierwsze

ISBN 978-83-68823-23-3

Przekład: Aleksandra Paszkowska oraz Katarzyny Byłów (Wstęp – fragmenty oraz Niewątpliwe oznaki moralnej zgnilizny), Marek Jedliński (Co z resztą świata?), Dominika Kotuła (Rosja a nasze wojny), Michał Sutowski (Goodbye Lenin, ­Perwersyjna normalność, Co wyrośnie z kieszenie pełnej słonecznika?), przejrzała i poprawiła Aleksandra Paszkowska.

Redakcja i korekta: Joanna Kłos

Korekta: Jola Gomółka

Opieka redakcyjna: Vendula Czabak

Projekt okładki: Marcin Hernas | tessera.org.pl

Fotografia na okładce: Stanley Dullea | Shutterstock

Wydawnictwo Krytyki Politycznej

ul. Jasna 10, lok. 3, I p.

00-013 Warszawa

[email protected]

krytykapolityczna.pl/wydawnictwo

Książki Wydawnictwa Krytyki Politycznej dostępne są w kawiarni KP

„Łoskot x Prześniona” (ul. Jasna 10, Warszawa), księgarni internetowej KP (krytykapolityczna.pl/wydawnictwo) i w dobrych księgarniach na terenie całej Polski.

Spis treści

Okładka

Karta tytułowa

Spis treści

Wstęp między futur a avenir

Goodbye Lenin, witajcie najeźdźcy impotenci

Przypisy

Karta redakcyjna

Punkty orientacyjne

Okładka

Strona tytułowa

Spis treści

Meritum publikacji

Strona redakcyjna