Wydawca: Inpingo Kategoria: Edukacja Język: polski Rok wydania: 2012

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 51

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Pobierz fragment dostosowany na:

Zabezpieczenie: watermark

Opis ebooka Za głosem serca - Zofia Kowerska

Jedno z typowych dla twórczości Zofii Kowerskiej, pisarki żyjącej na przełomie XIX i XX w., opowiadań patriotycznych. Hanka, młoda polska dziewczyna, osierocona w dzieciństwie, wychowała się w domu średniozamożnych gospodarzy Cieplaków, którym pomagała w pielęgnowaniu licznej gromadki dzieci. W wieku siedmiu lat musiała pójść do szkoły, gdyż taki był obowiązek w Księstwie Poznańskim, a za uchylanie się rodzina Cieplaków zapłaciła karę. Dziewczynka bardzo szybko musiała się nauczyć niemieckiego, gdyż w szkole uczono tylko w tym języku. Nawiązała przyjaźń z kolegą szkolnym Gustawem, którego matka była Polką, a ojciec Niemcem, ale chłopiec był wychowywany w duchu niemieckim. Po wyjeździe chłopca dzieci przez długie lata korespondowały ze sobą. Ponowne spotkanie nastąpiło w momencie, kiedy Hanka i Gustaw byli dorosłymi ludźmi. Mężczyzna wówczas oświadczył się swojej wiernej przyjaciółce. Czy doszło do ślubu i jak potoczyły się dalsze dzieje młodej Polki, warto przeczytać w tym poruszającym opowiadaniu. Obecne wydanie zostało przygotowane przez firmę Inpingo w ramach akcji „Białe Kruki na E-booki”. Utwór poddano modernizacji pisowni i opracowaniu edytorskiemu, by uczynić jego tekst przyjaznym dla współczesnego czytelnika.

Opinie o ebooku Za głosem serca - Zofia Kowerska

Fragment ebooka Za głosem serca - Zofia Kowerska

Zofia Kowerska

Za głosem serca

Opowiadanie z życia w Wielkim Księstwie Poznańskim

Warszawa 2012

[Za głosem serca]

Szymonowa Cieplakowa, młoda i tęga kobieta, wyszła na próg chaty i krzyknęła:

– Hanka! Gdzież się ten próżniak wałęsa? Hanka!

Zza węgła domu wyszło dziwne stworzenie, coś, co miało dwie prawie równej wielkości głowy: dziewczynka mała, mizerna, wątła, wyglądająca na lat pięć, związana dużą chustką w jedną całość z rocznym, tłustym, ogromnym na swój wiek dzieckiem, które nie chodziło jeszcze, dlatego że było zbyt ciężkie.

– Gdzieżeś znowu wlazła, że się ciebie dowołać nie można? Połóż dziecko w kołysce, a sama idź do szkoły!

– Do szkoły? – zapytała dziewczynka z takim przestrachem, jak gdyby zobaczyła wilka.

– Kiedy ci mówię do szkoły, to do szkoły.

– Sama?

– A już ci co? Może gubernantkę do ciebie wezmę, żeby cię odprowadzała? Pójdziesz i tyle. Inne chodzą, to i ty pójdziesz. Włóż nową spódnicę i trzewiki!

Hanka, której imienia nie było komu spieścić na Hanusię lub Handzię, była sierotą. Matkę straciła zaraz po urodzeniu, ojciec zaś był hulaka i nic dobrego. Sprzedał, co tylko mógł, i poszedł. Nikt nie wiedział, czy żył jeszcze. Mówiono, że popłynął do Ameryki, ale to były tylko takie gadki, bo do nikogo nie pisywał. Małą Hankę wzięła stara Cieplakowa i z wielką biedą wypoiła mlekiem krowim. Dopóki żyła, maleństwo zwano Hanuśką, ale nad trumną Cieplakowej wysypano mogiłę z żółtej gliny, siedmioletnią zaś Hanuśkę wzięła na niańkę do dziecka młoda Cieplakowa i od razu wołać na nią zaczęła „Hanka”.

Niemowlę rosło z dniem każdym, Hanka zaś zdawała się coraz mniejsza i coraz mizerniejsza. Oczy jej stawały się większe i jakieś jaśniejsze, a coraz bardziej wystraszone. Gdy ją związano razem z dzieckiem chustka na węzeł, dobrze zadzierzgnięty z tyłu, chwiała się czasem, jakby nią wiatr miotał. Raz nawet, dostawszy kułakiem w plecy od gospodyni, przewróciła się razem z dzieckiem. Szczęściem, że to było na trawie w ogrodzie.

* * *

Cieplakowie mieli ładne gospodarstwo o cztery mile od Poznania. Dostało się ono Cieplakowi jako wiano po żonie i gospodyni często wypominała mężowi, że to ona była panią wszystkiego. Chłop był pracowity i potulny i mury pokorą przebijał. Kobieta była chytra na grosz, kłótliwa i przykra. Dobrze z sobą żyli, bo Szymon milczał, a uszy po sobie trzymał.

Wiedzieli oni, że pod Prusakiem takie jest prawo, że każde dziecko, gdy skończy lat sześć, musi iść do szkoły, ale myśleli, że się im jakoś z Hanką upiecze choć jaki rok. Tymczasem, że to Prusak zna porządek, a żartów z nim nie ma, więc Cieplaka wezwano do policji i naznaczono pieniężną karę za to, że Hanka do szkoły nie chodziła. Bronił się, mówiąc, że Hanka wygląda na pięć lat, że on nie wiedział... że zapomniał... Ale nic nie pomogło – karę zapłacić musiał.

* * *

Zapowiedziawszy Hance, by do szkoły ruszała, Cieplakowa weszła do izby, gdzie dziecko, położone w kołysce, krzyczało, a Hanka, płacząc, naciągała na siebie w kącie spódniczynę.

– Chodź tu! – zawołała Cieplakowa. – Toć wyglądasz jak czuchro! Dawaj grzebień z szuflady!

I poczęła czesać biedną, wystraszoną Hankę. Tylko w bajkach macochy tak dzieci mężowskie czeszą. Cieplakowa nie miała złego serca, ale gdy była czego rozgniewana, to jej się na oczy nie pokazuj. W tej chwili złościło ją to, że Hanka musiała iść do szkoły, a tu dziecka nie było komu bawić. Więc też skrupiło się na głowie Hanki. Darła ją tak, że na grzebieniu została cała kupa włosów jasnych jak słoma żytnia, wybielona na lipcowym słońcu. Dziewczynka za każdym przeoraniem głowy grzebieniem mrużyła wystraszone oczy, ale skarżyć się nie śmiała, a łzy wstrzymywała. Pewno, że jej opadały na serce, bo coraz większy ciężar w nim czuła.

Po tym uczesaniu obejrzała się na Cieplakową, jakby szukała ratunku, ale w oczach gospodyni ujrzała, że ratunku nie było, więc włożyła chuścinę i poszła.

Był ranek, słońce świeciło jasno i Cieplakowa, wyszedłszy przed chałupę z krzyczącym dzieckiem na ręku, ujrzała na drodze Hankę taką skuloną i zbiedzoną, że jej się żal zrobiło. Świat taki wielki i szeroki, a to było takie maleństwo! Żeby nie dziecko, Cieplakowa byłaby odprowadziła Hankę do szkoły.

* * *

Nauczyciel szkoły był to zakamieniały Niemiec, z tych, co to biją i katują dzieci polskie. Gdy Hanka stanęła przed nim, krzyknął coś, czego ona nie zrozumiała, gdyż po niemiecku nie umiała wcale. Wtedy groźnie spojrzał na sierotę, tak, że drżąca cała nie pojęła, że jej wskazywał miejsce, przeznaczone dla niej na ławie szkolnej. Krzyczał coraz mocniej i wymyślał po niemiecku, a dziecię drżało i coraz bardziej traciło przytomność...

W tej chwili zbliżył się do Hanki chłopiec, może o parę lat starszy od niej, wziął ją łagodnie za rękę, poprowadził ku ławce i łamaną polszczyzną powiedział jej cicho, by usiadła i niczego się nie bała, bo on się nią będzie opiekował.

Ku chłopcu podniosły się jasne oczy, których bezgraniczny lęk przemienił się w wyraz wdzięczności i zaufania.

W czasie lekcji nauczyciel wymyślał po niemiecku na dzieci polskie, które mu przysyłają do szkoły, nie nauczywszy ich pierwej ludzkiego języka, bo przecie język polski to nie jest język ludzki. Hanka nic nie rozumiała, ale czuła, że nauczyciel na nią się gniewa. O co się mógł gniewać?

Zwróciła się ku chłopcu, który się był nią zaopiekował, i dostrzegła, że miał zmarszczone brwi i zarumienione policzki.

– I ten się gniewał? Może też na nią? Czy wszyscy się na nią gniewają?

Biedna dziewczynka siedziała przygnębiona, na wpół przytomna. Zdawało jej się, że leży na ziemi, a po jej głowie depczą grube, gwoździami podkute niemieckie buty. Gdyby się nie bała nauczyciela, byłaby krzyczała wniebogłosy. Gdy oprzytomniała, w głowie jej była tylko jedna myśl, jedno zapytanie: – To to jest szkoła? To taka jest szkoła? Jakże się tu człowiek czego nauczy?

Nie wiedziała, jak długo to wszystko trwało, ale nareszcie uczynił się ruch, dzieci zaczęły składać kajety i książki... Przed nią stanął chłopiec, który się nią był zaopiekował. Wyprowadził ją na dziedziniec szkolny.

– Chodź, pokażesz mi, gdzie mieszkasz.

Szli drogą przez wieś, a chłopiec mówił:

– Ja się nazywam Gustaw Weber, jestem Niemiec, ale katolik. Moja matka była Polka... trochę po polsku umiem... Ale ojciec nie pozwala mi mówić, bo powiada, że kto chce być Polakiem, ten musi być nieszczęśliwym, a on chce, żebym ja był szczęśliwy. Będę cię co dzień uczył trochę po niemiecku i będę ci pomagał w pracach szkolnych. Nauczę cię dziś, jak po niemiecku szkoła, pióro, atrament, ławka... Nauczyciel się złości i jest złym człowiekiem, ale to prawda, że trudno mu uczyć dzieci, które ani słowa po niemiecku nie umieją. A ty jak się nazywasz?

– Hanka Bilska.

– U rodziców jesteś?

– Jam sierota... dziecko bawię u gospodarzy...

– A wiele masz lat?

– Siedem.

– I dotąd do szkoły nie chodziłaś?

– Nie posyłali mnie, a teraz pono żandarmy kazały...

– No, to słuchaj, jak ja wymawiam wyrazy, a jutro wszystko mi powtórzysz. Tylko sobie dobrze zapamiętaj!