Z otchłani - Martyna Senator - ebook
Opis

Po poruszającej powieści  „Z popiołów” przyszedł czas na zapierające dech „Z otchłani”.  Kolejna odsłona świetnie zapowiadającej się serii Martyny Senator.

 

W milczeniu podnoszę się z krzesła, zakładam kurtkę i ruszam w stronę drzwi. Moje nogi drżą, głowa huczy od nadmiaru chaotycznych myśli, a serce powoli pęka na pół. Adam chwyta mnie za rękę. Po raz kolejny przeprasza. Błaga o wybaczenie. Zapewnia, że mnie kocha. Napędzana gniewem biorę zamach i uderzam go pięścią w twarz. Mocno. Najmocniej, jak tylko potrafię. Jest w szoku. Nie przypuszczał, że kiedykolwiek go uderzę. A ja nie przypuszczałam, że kiedykolwiek mnie zdradzi.

 

Po wyznaniu Adama świat osunął się Kaśce spod nóg. Nic nie jest takie, jak sądziła. Kiedy na jej drodze staje Szymon, dziewczyna ani myśli dać szansę miłości z Tindera. Gdyby wszystko mogło być zupełnie proste, a nie kompletnie zagmatwane, życie byłoby znacznie przyjemniejsze. Ale czas dać spokój mrzonkom i zacząć żyć według nowych zasad.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 309

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność

Kolekcje



Copyright © Martyna Senator, 2018

Copyright © Wydawnictwo Poznańskie sp. z o.o., 2018

Redaktor prowadząca: Milena Buszkiewicz

Redakcja: Natalia Szczepkowska

Korekta: Małgorzata Kryszkowska

Projekt typograficzny, skład i łamanie: Klaudia Kumala

Projekt okładki i stron tytułowych: Magdalena Zawadzka

Zdjęcia na okładce:

© Aleshyn_Andrei | www.shutterstock.com

© Galun Iurii | www.shutterstock.com

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej: Dariusz Nowacki

Zezwalamy na udostępnianie okładki książki w internecie.

Wydanie elektroniczne 2018

eISBN 978-83-7976-834-9

CZWARTA STRONA

Grupa Wydawnictwa Poznańskiego sp. z o.o.

ul. Fredry 8, 61-701 Poznań

tel.: 61 853-99-10

fax: 61 853-80-75

[email protected]

www.czwartastrona.pl

DLA MADZI

Taka przyjaciółka jak Ty, to prawdziwy skarb!

istnieje różnica między

tym że ktoś

wyznaje ci miłość

a tym że naprawdę

cię kocha

Rupi Kaur, Mleko i miód

PROLOG

Nie płacz, nakazuję sobie w myślach. Jeszcze nie teraz. Nie przy tych wszystkich ludziach. Nie PRZY NIM. Po prostu wstań i wyjdź. Natychmiast!

W milczeniu podnoszę się z krzesła, zakładam kurtkę i ruszam w stronę drzwi. Moje nogi drżą, głowa huczy od nadmiaru chaotycznych myśli, a serce powoli pęka na pół.

Nagle czuję, że Adam chwyta mnie za rękę. Po raz kolejny przeprasza. Błaga o wybaczenie. Zapewnia, że mnie kocha. Mówi, że wszystko wyjaśni. Ale ja nie chcę już tego słuchać.

Napędzana gniewem biorę zamach i uderzam go pięścią w twarz. Mocno. Najmocniej jak tylko potrafię. A potem patrzę, jak się zatacza.

Jest w szoku. Nie przypuszczał, że kiedykolwiek go uderzę.

A ja nie przypuszczałam, że kiedykolwiek mnie zdradzi.

ROZDZIAŁ 1

KAŚKA

Minęły dokładnie dwadzieścia trzy dni od czasu, gdy Adam zabrał mnie na spóźnioną kolację walentynkową i w przerwie między przystawką a głównym daniem oznajmił, że przespał się z inną dziewczyną. Początkowo myślałam, że to tylko głupi żart, ale dość szybko dotarło do mnie, że mówi poważnie. Spuszczony wzrok, przepraszający ton i poczucie winy malujące się na twarzy…

Patrzyłam na niego w osłupieniu, nie mogąc uwierzyć w to, co usłyszałam. W ułamku sekundy mój idealny świat runął. Bezpieczna przystań, którą razem budowaliśmy, rozpadła się na milion drobnych kawałków, a ja poczułam, że bezpowrotnie straciłam swój azyl.

Słowa wypływały z jego ust wymierzając mi kolejne policzki. Podobno to nic nie znaczyło. Podobno był pijany. Podobno bardzo tego żałuje. Podobno…

– Ziemia do Kaśki! – głos Mirki wyrywa mnie z zadumy. – O czym tak myślisz? Tylko mi nie mów, że znów zaprzątasz sobie głowę tym dupkiem…

Z mojej piersi wydobywa się ciężkie westchnienie.

– Byliśmy ze sobą pięć lat…

– O pięć lat za długo – mruczy.

– Nie mów tak. Wiem, że nie przepadasz za Adamem, ale…

– Oczywiście, że za nim nie przepadam! – wybucha. – Zdradził cię! Powinnaś być na niego wściekła.

Wiele rzeczy można zarzucić Mirce, ale na pewno nie brak własnego zdania. Poznałyśmy się w liceum, kiedy słuchała metalu, nosiła glany i podkreślała oczy czarną konturówką. Chociaż jej gust muzyczny niewiele się zmienił, to wygląd bez wątpienia ewoluował. Ze zbuntowanej nastolatki, która miała na głowie mnóstwo czerwonych pasemek, przeobraziła się w pewną siebie kobietę, o krótkich ciemnobrązowych włosach uformowanych w modnego boba. Skórzane spodnie i koszulki z ulubionymi zespołami ustąpiły miejsca ołówkowym spódnicom i eleganckim koszulom. Do tego doszedł perfekcyjny makijaż, który sprawiał, że wyglądała tak, jakby właśnie wróciła z wybiegu.

– Jestem na niego wściekła – wyznaję – ale to nie zmienia faktu, że nadal go kocham.

Mirka przewraca oczami.

– Nie rozumiem, jak możesz go kochać po tym, co ci zrobił.

– Nie masz pojęcia, ile razy w ciągu ostatnich dwudziestu trzech dni zadałam sobie to pytanie… – Wzdycham.

Gdy dowiedziałam się, że Adam mnie zdradził, przeżyłam szok. Początkowo nie mogłam w to uwierzyć, ale w końcu wybuchły we mnie wulkany sprzecznych emocji. Czułam jednocześnie złość, gniew, nienawiść i… miłość. Próbowałam być twarda i zapanować nad tym, co się ze mną dzieje, ale dość szybko przekonałam się, że nie wygram walki ze swoimi uczuciami. Poddałam się.

Krzyczałam, płakałam i waliłam pięścią w poduszkę, usiłując w ten sposób wyrzucić z siebie wściekłość i rozgoryczenie. Ale ból nie mijał. Za każdym razem, gdy oglądałam nasze wspólne zdjęcia, albo gdy dostawałam od niego wiadomość, czułam ucisk w żołądku.

W kółko pytałam: „Jak on mógł mi to zrobić?”, a kiedy odpowiedź nie nadchodziła, zaczęłam szukać winy w sobie. Zastanawiałam się, czy w jakiś sposób go do tego nie popchnęłam. Może doszedł do wniosku, że jestem nudna i przewidywalna? Słyszałam, że mężczyźni lubią tajemnicze kobiety, a po pięciu latach związku człowiek ma niewiele do ukrycia. A może przestałam wydawać mu się atrakcyjna? Może powinnam częściej chodzić do fryzjera. I do kosmetyczki. I na siłownię. Zadręczałam się kolejnymi domysłami, aż w końcu mój wewnętrzny głos umilkł, a ja znalazłam się na skraju rozpaczy. Wciąż byłam załamana, ale już nawet nie miałam siły płakać. Funkcjonowałam jak robot. Wstawałam rano z łóżka, szłam do pracy, a po ośmiu godzinach wracałam do mieszkania i zagrzebywałam się w pościeli. I tak w kółko.

Przechodzimy na drugą stronę ulicy i idziemy do Costa Coffee. Mirka zamawia americano z mlekiem, a ja zieloną herbatę z cytryną i pomarańczą.

Teoretycznie powinnyśmy być teraz w pracy, ale ogłoszono alarm pożarowy i do czasu zakończenia testu żaden pracownik nie może wejść do biura. Dlatego zamiast stać na mrozie, postanowiłyśmy spędzić najbliższe pół godziny w pobliskiej kawiarni.

Stoimy przy kontuarze i czekamy, aż barista przygotuje nasze napoje. Mirka zachwyca się sezonowym menu i postanawia, że jutro w przerwie na lunch przyjdzie tu po jagodową latte.

Przechodzi mi przez myśl, że jest takim samym kawoholikiem jak Sara. Obie zgodnie twierdzą, że najlepszym początkiem dnia jest filiżanka aromatycznej arabiki. Wielokrotnie próbowałam im wytłumaczyć, że picie kawy na pusty żołądek jest niezdrowe i lepiej zacząć dzień od pożywnego śniadania – na próżno.

W pewnym momencie czuję wibrację telefonu. Wyjmuję z kieszeni komórkę i spoglądam na wyświetlacz.

ADAM

Na krótką chwilę wstrzymuję oddech. W ciągu ostatnich dwudziestu trzech dni wysłał mi ponad dwieście wiadomości. Odpisałam tylko na pierwszą: poprosiłam, żeby dał mi spokój. Nie posłuchał.

Zaciskam usta i niepewnie przesuwam palcem po wyświetlaczu.

Skarbie, pozwól mi wszystko wytłumaczyć. Kocham Cię i nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie. Popełniłem straszny błąd, ale chcę go naprawić. Proszę, spotkaj się ze mną dziś wieczorem.

– To znowu on? – dobiega mnie głos Mirki.

Chowam telefon do kieszeni, spoglądam na przyjaciółkę i potakuję.

– Niech zgadnę, po raz kolejny przyznaje się do tego, że popełnił błąd i błaga cię o wybaczenie?

Jej mina wskazuje na to, że nie wierzy w skruchę Adama i najchętniej odesłałaby go do stu diabłów.

– Może naprawdę jest mu przykro…

– Kaśka, do jasnej cholery! Kiedy ty w końcu przejrzysz na oczy i przestaniesz być taka naiwna? Ten idiota przespał się z inną dziewczyną. Zakochany mężczyzna nie postępuje w ten sposób.

Kątem oka dostrzegam, że barista spogląda na nas z coraz większym zainteresowaniem. Świadomość, że przez cały czas przysłuchuje się naszej rozmowie sprawia, że mam ochotę zapaść się pod ziemię.

– Może lepiej zmieńmy temat… – mamroczę, czerwieniąc się ze wstydu.

Ale Mirka nie daje za wygraną.

– Ktoś ci w końcu musi przemówić do rozsądku – mówi kategorycznie. – Masz dobre serce. Może nawet zbyt dobre. A on to perfidnie wykorzystuje.

Tłumaczę sobie, że Mirka próbuje mi pomóc, ale włażenie z butami w moje życie powoli zaczyna mnie irytować.

– Każdy zasługuje na drugą szansę. – Bronię się. – Zresztą uważam, że po tym wszystkim, co razem przeszliśmy, powinnam przynajmniej wysłuchać tego, co ma mi do powiedzenia.

Mirka wzdycha głęboko i unosi ręce na znak kapitulacji.

– Rób, co chcesz – mówi zrezygnowana. – Ale pamiętaj, że cię ostrzegałam.

– Niepotrzebnie się martwisz.

Przyjaciółka unosi powątpiewająco brwi, ale nic nie mówi. Odbiera swoje americano i podchodzi do niewielkiej wyspy, na której znajdują się różnego rodzaju dodatki. Posypuje kawę cynamonem, a potem zakłada na wierzch plastikową pokrywkę i spogląda na mnie w zamyśleniu.

– Jest jeszcze jedna rzecz – odzywa się w końcu. – Nawet jeśli postanowisz dać mu kolejną szansę, to musisz liczyć się z tym, że wasz związek już nigdy nie będzie taki sam. Nić zaufania została przerwana. Oczywiście możecie związać ze sobą dwa końce, ale powstanie na niej supeł, który każdego dnia będzie wam przypominał o tym, co się stało.

W pierwszej chwili chcę zaprotestować, ale nagle uświadamiam sobie, że Mirka ma rację. Nawet gdyby udało mi się wybaczyć Adamowi zdradę, to i tak nie zapomnę o tym, co zrobił. Na naszym – jak dotąd – idealnym związku pojawi się skaza i niezależnie od tego, jak wiele pięknych rzeczy znajdzie się wokół niej, nie zniknie. A ja mimowolnie będę zastanawiać się, czy po upływie kilku tygodni, miesięcy, bądź lat nie pojawi się obok kolejna rysa. Może nawet głębsza i bardziej bolesna.

Jedyne o czym marzę po wyjściu z biura to krótka drzemka. Uwielbiam to, co robię, ale mój zapał byłby dużo większy, gdybym nie musiała zjawiać się w pracy o szóstej rano.

Wysiadam z tramwaju nieopodal teatru Bagatela i kieruję się w stronę ulicy Czystej. Po drodze zahaczam o piekarnię, gdzie kupuję chleb, opakowanie minipączków i dwie wuzetki.

Ogarniają mnie wyrzuty sumienia, bo chociaż jestem dość szczupła, to mam skłonność do tycia. Już jako dziewczynka borykałam się z kilkukilogramową nadwagą. Jadłam więcej niż niejeden dorosły i byłam dumna, gdy babcia mówiła mi, że dobrze wyglądam. Dopiero, kiedy usłyszałam, jak rówieśnicy się ze mnie śmieją i wyzywają od grubasów, zrozumiałam, że muszę coś zmienić. Zrezygnowałam z fast foodów, ograniczyłam słodycze i zaczęłam biegać. Wiele razy chciałam się poddać, ale mama nieustannie dodawała mi otuchy. Aż w końcu zauważyłam, że moje wysiłki nie idą na marne. W ciągu kilku miesięcy udało mi się zejść do prawidłowej wagi.

Od tamtej pory staram się zdrowo odżywiać i dużo ćwiczyć. Ale gdy jestem przygnębiona moje postanowienia trafia szlag. Zapominam o diecie i pozwalam sobie na chwilę słabości, chociaż wiem, że prędzej czy później dopadną mnie wyrzuty sumienia… Dlatego obiecuję sobie, że wieczorem wykonam podwójną serię brzuszków i spalę wszystkie ponadprogramowe kalorie.

Gdy tylko przekraczam próg mieszkania, wyczuwam swąd spalenizny. Zaniepokojona zdejmuję kurtkę i buty, a potem biegnę do kuchni.

W powietrzu unosi się dym, na patelni przypala coś, co prawdopodobnie miało być naleśnikiem, a w samym środku tego rozgardiaszu stoi Sara. Ma na sobie mój fartuch w groszki, a jej długie ciemne włosy wyglądają tak, jakby właśnie stoczyła bitwę na mąkę.

– Próbowałam zrobić naleśniki, ale chyba coś mi nie wyszło…

Z trudem powstrzymuję uśmiech.

– „Chyba”?

Sara spogląda na mnie bezradnie. Wyłącza gaz i otwiera okno.

– Muszę w końcu zaakceptować fakt, że jestem beznadziejną kucharką. – Wzdycha. – Za każdym razem, gdy próbuję coś usmażyć, w całej kuchni unoszą się kłęby dymu.

– Jeśli chcesz, to mogę cię podszkolić.

– Naprawdę? – Patrzy na mnie z nadzieją.

– Jasne.

– Byłoby wspaniale! – mówi podekscytowana. – Chciałabym kiedyś zaskoczyć Michała czymś pysznym, bo jak na razie zaserwowałam mu niejadalne pain perdu i jajecznicę ze skorupkami…

Patrzę na nią z mieszaniną podziwu i rozbawienia. Jeszcze kilka miesięcy temu była zamkniętą w sobie dziewczyną, która uparcie twierdziła, że woli życie w samotności. Na szczęście spotkała Michała, który jakimś cudem odnalazł drogę do jej serca. Przepłynął fosę, pokonał barykady i wyważył bramę, a kiedy w końcu dostał się do środka, przekonał ją, że od dawna na niego czekała.

Podejrzewam, że gdyby nie on, Sara nadal tkwiłaby w swoim hermetycznym świecie, unikając każdej okazji odnalezienia szczęścia. Ale, jakby na to nie patrzeć, istniał konkretny powód, który tłumaczył jej zachowanie…

Jej historia uświadamia mi, że każdy człowiek w dowolnym momencie swojego życia może zacząć nowy rozdział. Wystarczy, że upora się z przeszłością, dokończy rozpoczęte zdania i postawi kropki tam, gdzie są one konieczne.

Łatwiej powiedzieć niż zrobić. Sara radzi, żebym dała sobie trochę czasu i na spokojnie wszystko przemyślała, chociaż nie ukrywa, że bardzo chętnie poćwiczyłaby na szczęce Adama swój lewy sierpowy. Mirka z kolei namawia mnie, żebym podarowała sobie odrobinę szaleństwa – na przykład przelotny romans z obłędnie przystojnym facetem.

Tylko że ja jestem dziewczyną, która czuje niesmak na samą myśl o przygodach na jedną noc. Jakaś cząstka mnie pragnie zemsty, ale wydaje mi się, że pójście z kimś do łóżka byłoby wyjątkowo fatalnym posunięciem. Dlatego szukam innych sposobów na złagodzenie bólu i odzyskanie wewnętrznej równowagi.

Kładę na stole torbę z zakupami, a potem spoglądam na Sarę i uśmiecham się blado.

– Myślisz, że to kiedyś minie?

Pytanie jest wyrwane z kontekstu, ale przyjaciółka bez trudu domyśla się, o co mi chodzi. Zdejmuje fartuch, podchodzi i kładzie mi dłonie na ramionach.

– Wiem, że cierpisz, ale nie zapominaj, że nawet po najgorszej burzy w końcu wychodzi słońce – mówi łagodnym tonem. – Adam zachował się podle i minie trochę czasu zanim dojdziesz do siebie, ale gwarantuję ci, że prędzej czy później wszystko się ułoży.

Z mojej piersi wydobywa się ciężkie westchnienie.

– To tak cholernie boli…

Do moich oczu napływają łzy. Złamane serce już dawno spakowało rzeczy Adama i wystawiło walizki za próg, ale to niewiele pomogło. W powietrzu wciąż unosi się jego zapach, w odległych zakamarkach słychać jego śmiech, a w miejscach, które odsłoniłam tylko przed nim, nadal czuć jego obecność.

– Chciałabym przestać go kochać… – mówię cicho. – Nacisnąć jakiś magiczny wyłącznik i raz na zawsze pozbyć się tego uczucia.

Sara wykrzywia usta.

– To byłoby zbyt proste. – Wzdycha, po czym opuszcza ręce i dodaje: – Można wywietrzyć kuchnię z zapachu spalenizny, ale nie sposób wywietrzyć serca z miłości.

Marszczę brwi i spoglądam na nią ze zdziwieniem.

– Czy ty właśnie porównałaś miłość do spalenizny?

W oczach Sary dostrzegam figlarny błysk.

– Na to wygląda.

– A już myślałam, że nic mi dzisiaj nie poprawi humoru – wyznaję, uśmiechając się nieznacznie.

– A widzisz! Na mnie zawsze możesz liczyć. – Sara zamyka okno, a potem podchodzi do stołu i zagląda do papierowej torby. – Kupiłaś pączki i wuzetki!

– Pomyślałam sobie, że w taki szarobury dzień możemy pozwolić sobie na odrobinę kalorycznej rozpusty.

– Całkowicie się z tobą zgadzam. – Sara nalewa wody do czajnika, wyjmuje z szafki swój ulubiony kubek z ciasteczkowym potworem i wsypuje do niego dwie łyżeczki kawy. – Zaparzyć ci herbatę?

– Poproszę.

Siadam przy stole i przez chwilę w milczeniu obserwuję jak przyjaciółka krząta się po kuchni.

– Wiesz, tak sobie myślałam… – zaczynam niepewnie. – Chyba spotkam się wieczorem z Adamem i przekonam się, co ma mi do powiedzenia.

Sara odwraca się i spogląda na mnie uważnie.

– Jesteś pewna? – w jej głosie poza troską wyczuwam również niepokój. Wygląda na to, że nie do końca podoba jej się mój pomysł.

Przyjaciółka patrzy na mnie w milczeniu. Sekundy mijają, a ja uświadamiam sobie, że po raz pierwszy w życiu czuję się niezręcznie w jej towarzystwie. I doskonale wiem, co za tym stoi. Sara mnie przejrzała. Domyśliła się, dlaczego tak naprawdę chcę go zobaczyć.

– Adam powie ci dokładnie to, co chcesz usłyszeć. Najpierw po raz setny przeprosi cię za to, co zrobił. Potem zapewni, że cię kocha i że zrobiłby wszystko, aby cofnąć czas i naprawić swój błąd. A kiedy zobaczy, że z każdą chwilą twój opór słabnie, wyciągnie z pamięci jakieś piękne wspomnienia i przypomni ci, jak dobrze wam było razem. Na koniec zaproponuje, żebyś do niego wróciła. A ty się zgodzisz, bo rozpaczliwie pragniesz, żeby było jak dawniej.

Zapada cisza. Moje policzki płoną ze wstydu, a ja czuję się jak idiotka.

Sara doskonale zna takie scenariusze. Karol niejednokrotnie karmił ją podobnymi wyjaśnieniami, a ona jadła mu z ręki, łudząc się, że tym razem jej nie zawiedzie. Ale zawodził. Za każdym razem.

– Nie twierdzę, że Adam ma złe intencje – kontynuuje. – Po prostu wydaje mi się, że zanim postanowisz dać mu drugą szansę, powinnaś ochłonąć i uporządkować myśli. Takich decyzji nie należy podejmować w emocjach. Ale to tylko moje zdanie…

Wiem, że ma rację. Ale kieruje mną wewnętrzna masochistka, która mimo wszystko nalega, żebym zgodziła się na spotkanie. Tęsknota nęka ją do tego stopnia, że nie przyjmuje żadnych argumentów. Chce znów znaleźć się w jego ramionach, zachłysnąć się jego cudownym zapachem, poczuć dotyk jego ust…

– Bądź ostrożna – mówi Sara, tak jakby czytała mi w myślach. – I słuchaj tego, co mówi ci rozsądek, bo w takich chwilach serce zazwyczaj wybiera drogę, która prowadzi prosto na skraj przepaści.

Potakuję, chociaż wcale nie mam pewności, czy zdołam posłuchać jej rady. Jestem typową romantyczką, która zawsze podąża za głosem serca. Nawet wtedy, gdy wskazuje drogę wiodącą donikąd.

Nagle rozlega się dźwięk telefonu. Idę do przedpokoju, wyjmuję komórkę z kieszeni kurtki i spoglądam na wyświetlacz.

MIRKA

Marszczę brwi, zastanawiając się, czego może chcieć.

– Cześć! Wiem, że widziałyśmy się niecałą godzinę temu, ale tak sobie pomyślałam, że mogłybyśmy wieczorem wyskoczyć gdzieś na drinka.

– Mirka, nie mam najmniejszej ochoty na drinki…

– To najwyżej zamówisz herbatę. Mam wrażenie, że przez kilka ostatnich tygodni zamiast cię wspierać, cały czas cię krytykuję. Wiem, że Adam bardzo wiele dla ciebie znaczy i jako twoja przyjaciółka powinnam to zrozumieć, a zachowuję się jak skończona idiotka…

Po mojej twarzy przemyka cień uśmiechu.

– Skoro tak twierdzisz…

– Sama widzisz! – mówi ze śmiechem. – Muszę się wreszcie zrehabilitować. Może spotkamy się o dziewiętnastej w Baroque?

Prawda jest taka, że najchętniej zostałabym w mieszkaniu, wypiła gorącą czekoladę, owinęła się kocem i obejrzała jakąś komedię romantyczną, ale Mirka jest niesamowicie uparta…

– Kaśka, no zgódź się… – nalega. – Tylko jeden drink.

– Niech będzie. – Wzdycham.

– Świetnie! Do zobaczenia na miejscu.

Kiedy się rozłączam, zauważam nieprzeczytaną wiadomość.

ADAM:

Skarbie, kocham Cię! Jesteś całym moim światem!!! Proszę spotkaj się ze mną wieczorem i pozwól mi wszystko naprawić.

Biorę głęboki oddech i przez dłuższą chwilę tępo wpatruję się w wyświetlacz. Jestem rozdarta. Wbrew wszystkiemu nie potrafię tak po prostu zrezygnować z pięciu wspólnych lat. Nadal kocham Adama i chociaż to ryzykowne, chcę zawalczyć o naszą miłość. Dlatego postanawiam, że posłucham, co podpowiada mi serce.

JA:

Spotkajmy się jutro o 18 przy pomniku Mickiewicza.

Odpowiedź przychodzi natychmiast.

ADAM:

Nawet nie wyobrażasz sobie jak się cieszę, że odpisałaś! Do zobaczenia jutro. Kocham Cię.

Nagle dociera do mnie, że niezależnie od tego, co jutro powie Adam i jak bardzo będę chciała mu uwierzyć, te dwa słowa już nigdy nie będą brzmiały tak pięknie jak kiedyś.

SZYMON

Kiedy wchodzę do Baroque, od razu ją zauważam. Siedzi przy barze, z nogą założoną na nogę i wertuje menu. Przechodzi mi przez myśl, że jest dużo ładniejsza niż na zdjęciach. Ma długie jasne włosy, które w przytłumionym świetle lamp przypominają kolorem dojrzałe kłosy zboża. Ma na sobie czarną sukienkę z długim rękawem i kozaki na wysokim obcasie, które podkreślają zgrabne nogi.

Wygląda obłędnie. Ale nie powinno mnie to dziwić. Na takich spotkaniach pierwsze wrażenie odgrywa kluczową rolę. I wszystko wskazuje na to, że ona doskonale o tym wie.

Podchodzę do baru i siadam obok niej.

– Cześć.

Dziewczyna podnosi wzrok i spogląda na mnie przelotnie, po czym bez słowa wraca do wertowania menu. Unoszę brwi całkowicie zdezorientowany jej zachowaniem. Czyżby mnie nie poznała?

– Kaśka?

Tym razem dziewczyna patrzy na mnie wyraźnie zaskoczona, tak jakby nie miała pojęcia kim jestem.

– Czy my się znamy? – pyta, marszcząc brwi.

– „Znamy” to chyba za dużo powiedziane. Ale teraz mamy niepowtarzalną okazję to nadrobić.

– Wybacz, ale nie jestem zainteresowana – rzuca ostro.

Mam ochotę parsknąć śmiechem. Czy ona mówi poważnie? Naprawdę zamierza udawać niedostępną?

– Chyba trochę za późno na zgrywanie trudnej do zdobycia.

Przeszywa mnie morderczym spojrzeniem.

– Powiem to tylko raz, a potem zawołam ochroniarza. – Jej głos brzmi spokojnie, ale nie mam wątpliwości, że jest poirytowana. – Zostaw. Mnie. W spokoju.

– Zabrzmiało naprawdę groźnie. Chętnie pobawiłbym się dłużej w te słowne gierki, ale nie mam zbyt wiele czasu, więc przejdźmy do sedna: wypijmy drinka, chodźmy do ciebie i zacznijmy się wreszcie bzykać.

Patrzy na mnie w osłupieniu. Po jej twarzy przebiega cała gama uczuć: szok, niedowierzanie, konsternacja, oburzenie…

– Ale z ciebie cham! – wybucha. Odkłada menu, zsuwa się z krzesła i szybkim krokiem rusza w stronę szatni.

– Cham?! – Podążam za nią z trudem powstrzymując rozbawienie. – Ja po prostu nazywam rzeczy po imieniu. Rozumiem, że może nie podobać ci się określenie „bzykać”, ale sama przyznasz, że nie można się z kimś „kochać” po zaledwie kilkunastu minutach znajomości…

– Spieprzaj!

Kąciki moich ust unoszą się w uśmiechu.

– Teraz każesz mi spieprzać, ale jeszcze kilka godzin temu zapewniałaś, że jestem mężczyzną, którego nie wypuściłabyś z łóżka.

Odwraca się gwałtownie. Robi to tak niespodziewanie, że niechcący na nią wpadam.

– O czym ty, do cholery, mówisz?! – Jej policzki płoną gniewem, a w głosie słychać prawdziwą frustrację. – Nigdy wcześniej z tobą nie rozmawiałam!

– Jak to nie? A na Tinderze?

– Na czym?! Co to u diabła jest?!

Marszczę brwi, nie rozumiejąc, co tu się właściwie dzieje. Dlaczego udaje, że nie słyszała o Tinderze, skoro… Nagle przechodzi mi przez myśl, że może faktycznie o niczym nie wie. Całkiem możliwe, że ktoś się pod nią podszył… Ale dlaczego pojawiła się w Baroque o ustalonej porze?

– Na kogo czekałaś?

– Nie twój interes! – rzuca ze złością.

Próbuje odejść, ale chwytam ją za ramię i odwracam w swoją stronę.

– Odpowiedz.

– Umówiłam się z koleżanką – mówi, wyszarpując rękę.

Biorę głęboki oddech i przeczesuję nerwowo włosy. Czuję się jak idiota. Skończony idiota!

– Chyba jestem ci winien wyjaśnienia – odzywam się w końcu.

– Zabawne. – Dziewczyna krzyżuje ręce na piersiach. – Jesteś kolejnym facetem, który najpierw zachowuje się jak kretyn, a później chce się z tego wytłumaczyć.

– Nie wiem, co mają na sumieniu inni faceci, ale zapewniam cię, że ja mam powody, aby się tak zachowywać. Byłem przekonany, że tego właśnie chcesz.

– Dlaczego miałabym tego chcieć?!

Wyjmuję z kieszeni smartfona, włączam Tindera i przechodzę do historii rozmów.

– Sama zobacz. – Podaję jej telefon i w milczeniu obserwuję reakcję.

Przez dłuższą chwilę wpatruje się w wyświetlacz, a jej twarz z sekundy na sekundę blednie coraz bardziej.

– Co to jest? – pyta słabym głosem. – Kto to wszystko napisał? Dlaczego tu są moje zdjęcia?

– Wygląda na to, że ktoś założył ci konto na Tinderze. – Widząc jej zdezorientowaną minę, wyjaśniam: – To taka aplikacja randkowa, która pobiera dane z pejsa i wyświetla zdjęcia osób, które mogą cię zainteresować. Jeśli ktoś wpadnie ci w oko, możesz go polubić, ale druga strona dowie się o tym dopiero wtedy, gdy odwzajemni kliknięcie. Dokładnie tak było z nami. A właściwie ze mną i z kimś kto się pod ciebie podszywa – poprawiam się.

– Ale kto mógłby się pode mnie podszyć?

Wygląda tak bezradnie, że przez chwilę mam ochotę ją przytulić. – Tak naprawdę każdy, kto zna twoje hasło do Facebooka. Podejrzewam, że jest to ktoś, kto wiedział, że będziesz tu o tej porze. – Dziewczyna patrzy na mnie, tak jakby właśnie doznała olśnienia. Parę sekund później w jej oczach pojawia się gniewny błysk, a usta zaciskają się w wąską linię. – Czyżby koleżanka chciała się na tobie zemścić?

Kręci głową.

– Trudno w to uwierzyć, ale Mirka chyba jest przekonana, że w ten sposób mi pomaga…

– Muszę przyznać, że stosuje ciekawe metody – wyznaję z rozbawieniem, po czym przeczesuję palcami włosy i pytam: – Słuchaj, skoro już tu jesteśmy, to może się napijemy?

– Nie licz na to. – Jej chłodny ton od razu sprowadza mnie na ziemię. – Podtrzymuję, co powiedziałam wcześniej. Zachowałeś się jak dupek.

– No proszę. – Śmieję się. – Już dawno żadna dziewczyna nie nazwała mnie chamem i dupkiem w tak krótkich odstępach czasu.

To nie do końca prawda, ale dochodzę do wniosku, że jedno małe kłamstwo nikomu nie zaszkodzi.

– Może to dlatego, że już dawno nie proponowałeś nikomu seksu w tak ordynarny sposób? Z trudem powstrzymuję uśmiech. Muszę przyznać, że coraz bardziej podoba mi się jej cięty język.

– Nie zrozum mnie źle. Jesteś piękną kobietą, ale wcale nie zamierzałem iść z tobą do łóżka.

– Kilkanaście minut temu twierdziłeś coś zupełnie innego.

– Zrobiłem to, bo byłem ciekawy jak zareagujesz. Tak naprawdę przyszedłem tu, bo miałem nadzieję, że uda mi się napisać dobry artykuł.

– Artykuł?

– Jestem dziennikarzem – wyjaśniam. – Naczelna zleciła mi napisanie tekstu o Tinderze i współczesnych metodach randkowania. Dlatego uznałem, że wykorzystam dzisiejszy wieczór i przekonam się na własnej skórze, jak to wszystko działa.

– Jakoś trudno mi w to uwierzyć… – uśmiecha się sceptycznie.

– Ale to prawda. Jutro w południe w portalu „Let’s kiss” pojawi się mój felieton. O ile zdołam skleić chociaż parę zdań, bo jak widzisz nie udało mi się zebrać materiału, na który tak liczyłem… Zapada cisza. Dziewczyna mruży lekko oczy i świdruje mnie wzrokiem, tak jakby próbowała przyłapać mnie na kłamstwie.

– O czym był twój ostatni artykuł? – odzywa się w końcu.

– O związkach bez przyszłości i o tym, dlaczego warto w nie wchodzić.

Sprawia wrażenie zaskoczonej i zaintrygowanej jednocześnie.

– Chyba będę musiała go przeczytać, bo nie widzę powodu, dla którego ktoś miałby świadomie skręcać w ślepą uliczkę.

– Przeczytaj. Uważam, że to jeden z lepszych tekstów, jakie napisałem – wyznaję z dumą. – A tak na marginesie: mam na imię Szymon. Szymon Herbut.

Po jej twarzy przemyka cień rozbawienia.

– Przedstawiasz się jak James Bond.

– Coś w tym jest, chociaż on zaczynał od nazwiska.

Dziewczyna śmieje się półgłosem, a ja uświadamiam sobie, że to jeden z przyjemniejszych dźwięków, jakie ostatnio słyszałem. Nasze spojrzenia spotykają się i przez dłuższą chwilę patrzymy na siebie w milczeniu. Dopiero teraz dostrzegam detale, które wcześniej mi umknęły: ponętne usta, urocze dołki w policzkach, pieprzyk na obojczyku, kusząco zarysowany biust…

– Może jednak pozwolisz, żebym postawił ci drinka?

Spuszcza wzrok.

– Lepiej już pójdę – mówi, poprawiając torebkę na ramieniu. – Muszę jeszcze rozprawić się z przyjaciółką. I zlikwidować to cholerne konto… – krzywi się.

– To może chociaż odprowadzę cię na przystanek?

– Nie trzeba. – Posyła mi słaby uśmiech i udaje się do szatni.

W milczeniu obserwuję, jak zakłada kurtkę i rusza w stronę drzwi. Jednak przed wyjściem ogląda się przez ramię i patrzy na mnie nieodgadnionym wzrokiem. I właśnie w tej chwili, kiedy nasze spojrzenia przenikają się wzajemnie, ogarnia mnie smutek, bo zdaję sobie sprawę, że już nigdy więcej jej nie zobaczę.

KAŚKA

Muszę ochłonąć, powtarzam sobie w myślach, ale wszystko wskazuje na to, że wzburzona krew tak szybko nie ostygnie. Mam ochotę rozszarpać Mirkę! Nie mam, co prawda, żadnych dowodów, ale intuicja podpowiada mi, że to właśnie ona jest odpowiedzialna za całe zamieszanie. Wyciągam telefon i wybieram numer przyjaciółki. Biorę przy tym kilka głębszych wdechów, ale mimo to nie udaje mi się uspokoić.

– Założyłaś mi konto na Tinderze? – pytam bez ogródek.

Zapada cisza.

– Kaśka, ja… – urywa, a ja po raz pierwszy wyczuwam w jej głosie panikę. – Nie złość się na mnie, ale byłam przekonana, że to dobry pomysł…

– Dobry pomysł?! Czy ty do reszty zwariowałaś?! Umówiłaś mnie na randkę… Stop! To nie była randka. Umówiłaś mnie na SEKS z obcym facetem! – kipię z wściekłości. – Zdajesz sobie sprawę z tego, jak się czułam, kiedy do mnie podszedł?! Jak jakaś ladacznica!

– Przepraszam…

– Wiesz, gdzie sobie możesz wsadzić to swoje „przepraszam”?!

– Posłuchaj, ja naprawdę…

– Nie, to ty posłuchaj – rzucam ostro. – Jestem w stanie wybaczyć wiele rzeczy, ale tego… – urywam i nabieram powietrza do płuc. – Tego ci nie wybaczę! Nigdy!

Rozłączam się. Nabuzowana omijam Sukiennice, a potem skręcam w Szewską i kieruję się w stronę teatru Bagatela. W połowie drogi rozlega się dźwięk telefonu. Spoglądam na wyświetlacz i zaciskam zęby.

MIRKA

Odrzucam połączenie, wyłączam komórkę i chowam do kieszeni kurtki. Słuchanie wyjaśnień Mirki jest ostatnią rzeczą, na jaką mam ochotę. Bez względu na to, jakie miała intencje, tym razem posunęła się za daleko.

Po powrocie do mieszkania idę prosto do kuchni, gdzie Sara i Michał przygotowują kolację.

– Nie uwierzycie co się stało! – mówię wzburzona. – Mirka założyła mi konto w aplikacji randkowej i umówiła mnie z jakimś facetem!

Oboje patrzą na mnie w osłupieniu.

– Umówiła cię na randkę bez twojej wiedzy? – dziwi się Sara.

– Gorzej… – mruczę, po czym nalewam sobie soku pomarańczowego i wyjaśniam: – Podszyła się pode mnie i zaproponowała seks obcemu mężczyźnie.

– Żartujesz?! – Michał wygląda na oszołomionego i rozbawionego jednocześnie. – Zgodził się?

– Na to wygląda, bo niecałe pół godziny temu przyszedł do Baroque i zasugerował, żebyśmy „wreszcie zaczęli się bzykać”.

Dwie pary oczu rozszerzają się ze zdumienia.

– Przyłożyłaś mu? – ciekawi się Sara.

– Nie…

– Szkoda… – mówi zawiedziona. – Na twoim miejscu złamałabym mu nos.

– Ej! – wtrąca się Michał, a jego usta rozchylają się w lekkim uśmiechu. – Nie zapominaj, że uczę cię samoobrony i jak sama nazwa wskazuje, powinnaś stawać do walki TYLKO WTEDY, gdy ktoś cię zaatakuje.

– Ale to byłby atak na moją godność! – broni się Sara.

– Owszem, ale jedna z kluczowych zasad mówi, że należy zrobić wszystko, aby nie doszło do walki – przypomina Michał. – Złamanie komuś nosa z pewnością ci w tym nie pomoże.

– To znaczy, że mam nie reagować, gdy ktoś mnie obraża?

– Tego nie powiedziałem. Możesz przecież grzecznie zwrócić komuś uwagę, a nie od razu przechodzić do rękoczynów.

– Grzecznie?! – burzy się Sara. – Ktoś traktuje mnie jak dziwkę, a ja mam mu „grzecznie” zwrócić uwagę? O nie!

Upijam łyk soku i z rozbawieniem przysłuchuję się tej burzliwej dyskusji. Sara i Michał są jedną z tych par, które nie unikają konfrontacji. Oboje zaciekle bronią swojego zdania, zasypując się przy tym lawiną argumentów. Jednak niezależnie od tego, czy uda im się osiągnąć kompromis, zawsze po skończonej rozmowie potrafią podać sobie dłonie, niczym grający fair rywale.

Zazdroszczę im tej umiejętności. Mój związek z Adamem w dużej mierze opierał się na unikaniu jakichkolwiek konfliktów. Najczęściej po prostu urywaliśmy temat i już do niego nie wracaliśmy, w obawie, że na pozór zwyczajna dyskusja doprowadzi do dzikiej awantury. Tak było niemal przez pięć lat.

Wszystko zmieniło się, gdy w poprzednim semestrze Adam wyjechał na erasmusa do Paryża. Początkowo widywaliśmy się dość często, ale z każdym kolejnym tygodniem było coraz gorzej. Narastała w nas coraz większa irytacja, aż w końcu emocje eksplodowały. Każde z nas stopniowo zaczęło pokazywać zupełnie nowe oblicze. Obustronne napady zazdrości nadszarpywały wzajemne zaufanie, a my zamiast skupić się na naprawianiu szkód, wymierzaliśmy kolejne ciosy.

To wszystko sprawiło, że dotychczas bezkonfliktowy związek zamienił się w krwawe pole bitwy. Znaleźliśmy się po przeciwnych stronach barykady, nie zdając sobie sprawy z tego, że chociaż walka się jeszcze nie skończyła, to tak naprawdę oboje jesteśmy przegrani.

Po tym jak Adam przyznał się do zdrady wielokrotnie analizowałam nasze zachowanie, próbując zrozumieć, co do tego doprowadziło. Im dłużej o tym myślałam, tym mocniej utwierdzałam się w przekonaniu, że wbrew pozorom to był długotrwały proces.

Z dnia na dzień stawaliśmy się coraz bardziej ślepi, egoistyczni i zdenerwowani, aż w końcu zupełnie pobłądziliśmy. A najgorsze w tym wszystkim było poczucie, że chociaż to Adam wykonał decydujący ruch, ja również nie byłam bez winy.

Krzywię się lekko, odstawiam szklankę i sięgam po jedną z kanapek, które zrobiła Sara.

– Wygląda na to, że na jutrzejszym treningu będziemy musieli wrócić do części teoretycznej. – Michał wzdycha.

– Ale przecież jutro mieliśmy ćwiczyć rzut napastnikiem przez bark! – protestuje Sara.

– Dopóki nie opanujesz podstaw, nie będziesz nikim rzucać.

Przyjaciółka pochmurnieje i wydyma dolną wargę.

– O nie! Nawet o tym nie myśl! – ostrzega Michał, ale w jego głosie pobrzmiewa śmiech. – Nie nabiorę się na numer ze smutną miną.

Po twarzy Sary przebiega figlarny uśmiech.

– Nie zaszkodziło spróbować. – Zaparza herbatę, po czym wraca do tematu mojej nieszczęsnej randki: – Swoją drogą, co to za aplikacja?

– Hmm… Chyba Tinder… – zastanawiam się na głos.

– Słyszałem o tym – wyznaje Michał.

Sara piorunuje go wzrokiem.

– Korzystasz z aplikacji randkowej?!

– Nie powiedziałem, że z niej korzystam, tylko że o niej słyszałem – wyjaśnia, rozbawiony jej reakcją. – Patryk niedawno założył sobie tam konto. Z tego, co mi mówił apka importuje dane z fejsa, więc Mirka musiała znać twoje hasło.

– Tak, Szymon już mi to wytłumaczył…

– Szymon? – Sara mruży oczy i spogląda na mnie przenikliwie. – To ten facet, z którym umówiła cię Mirka?

Potakuję, a następnie opowiadam im w skrócie o tym, co wydarzyło się w Baroque.

– Myślicie, że naprawdę jest dziennikarzem? – zastanawia się Sara.

– Przekonajmy się. – Michał wyjmuje z kieszeni smartfona. – Jak nazywa się ten serwis, dla którego rzekomo pisze?

– O ile dobrze pamiętam, „Let’s kiss” – mówię, pochłaniając kolejną kanapkę.

– Szymon Herbut?

– Tak.

– Wygląda na to, że mówił prawdę – oznajmia po dłuższej chwili. – Zresztą sama zobacz.

Biorę od niego telefon i spoglądam na wyświetlacz. Pierwsze, co przykuwa moją uwagę, to zdjęcie Szymona. Lazurowe oczy, włosy w kolorze gorzkiej czekolady i leniwy uśmiech, który odurza szybciej niż kieliszek czerwonego wina… Przechodzi mi przez myśl, że to typ mężczyzny, przed którym matki ostrzegają swoje córki. Zakazany owoc w ludzkiej postaci. Najpierw kusi, a potem sprowadza kłopoty na wszystkich, którzy się do niego zbliżą.

– No, no! Trzeba przyznać, że Mirka ma zaskakująco dobry gust – zachwyca się Sara. Widząc wymowne spojrzenie Michała, uśmiecha się wesoło i dodaje: – Chociaż ja osobiście wolę przystojnych barmanów, którzy trenują krav magę i projektują wspaniałe tatuaże.

– …i w razie potrzeby potrafią skopać tyłek aroganckim dziennikarzom – dopowiada Michał.

– Dokładnie tak. – Sara puszcza do niego oko, po czym stawia na stole dzbanek z gorącą herbatą. – Obejrzysz z nami później „Marsjanina”? – pyta mnie.

– Raczej nie… – Jeszcze raz spoglądam na zdjęcie Szymona, a potem oddaję Michałowi telefon. – Zamierzam wziąć prysznic i iść spać.

Sara spogląda na zegarek.

– Jeszcze nie ma ósmej…

– Wstawanie o piątej rano zobowiązuje – tłumaczę ze śmiechem. Wyjmuję z szafki małą butelkę wody mineralnej i ruszam w stronę drzwi. – Bądźcie grzeczni – rzucam na odchodne i uśmiecham się do nich znacząco.

– Będziemy – zapewnia Sara, a w jej oczach dostrzegam figlarny błysk.