YEStem kobietą - Katarzyna Pawlikowska - ebook + audiobook
Opis

YEStem kobietą! to radosna i pełna dowcipu książka o nas, kobietach. O sprawach najwyższej wagi, m.in. o tym, jakie jesteśmy i jak istotne jest, byśmy nigdy nie rezygnowały z tego, co dla nas ważne, o spełnieniu, dystansie do siebie, związkach, przyjaźniach, stylu i kobiecości bez względu na wiek… o tym, że wspaniale jest być kobietą, cieszyć się sobą i akceptować siebie, niczego na siłę nie zmieniając.

 

To także bardzo przyjemna chwila relaksu, a jednocześnie zastanowienia, oparta na przykładach wziętych nie tylko z badań i książek, ale również z życia codziennego. Wielka wiedza o tym, jakie jesteśmy my, kobiety, podana tak lekko, że nagle – pomiędzy jednym a drugim uśmiechem – pewne od dawna przeczuwane kwestie stają się jasne jak słońce w letni poranek. 

 

To książka o tym, jak radzić sobie z całym bagażem darów i obciążeń narzucanych nam przez biologię i wychowanie. O tym, że nie trzeba się zmieniać, by być szczęśliwą – wystarczy czasem sobie uświadomić to, kim jesteśmy… I o tym, że nie ma sensu porównywanie się do mężczyzn, ponieważ my mamy własne normy.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 267

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 6 godz. 10 min

Lektor: Katarzyna Pawlikowska

Popularność


Copyright for the Polish edition © 2018 Edipresse Polska SA

Copyright for text © 2018 Katarzyna Pawlikowska

Edipresse Polska SA

ul. Wiejska 19

00-480 Warszawa

Dyrektor ds. książek: Iga Rembiszewska

Redaktor inicjujący: Natalia Gowin

Produkcja: Klaudia Lis

Marketing i promocja: Renata Bogiel-Mikołajczyk, Beata Gontarska

Digital i projekty specjalne: Katarzyna Domańska

Dystrybucja i sprzedaż: Izabela Łazicka (tel. 22 584 23 51), Barbara Tekiel (tel. 22 584 25 73), Andrzej Kosiński (tel. 22 584 24 43)

Koordynacja projektu: Słowne Babki

Redakcja: Julia Celer-Szczepaniak

Korekta: Agnieszka Toczko-Rak, Lena Marciniak

Ilustracje: Elka „Bagatellka” Grądziel

Zdjęcie na okładce: © Monika Szałek

Projekt okładki, skład i łamanie: Pracownia Edytorska „skład.ka” Judyta Zegan

Biuro Obsługi Klienta

www.hitsalonik.pl

mail: [email protected]

tel.: 22 584 22 22

(pon.-pt. w godz. 8:00-17:00)

www.facebook.com/edipresseksiazki

www.instagram.com/edipresseksiazki

ISBN 978-83-8117-662-0

Wszelkie prawa zastrzeżone. Reprodukowanie, kodowanie w urządzeniach przetwarzania danych, odtwarzanie w jakiejkolwiek formie oraz wykorzystywanie w wystąpieniach publicznych w całości lub w części tylko za wyłącznym zezwoleniem właściciela praw autorskich.

Dla moich obu mam, z wdzięcznością za to, że dały mi skrzydła i nauczyły mnie latać.

I dla wszystkich niezwykłych kobiet, jakie spotykam na swojej drodze.

Poradników dla kobiet są tysiące, a właśnie teraz, w czasie, w którym to czytasz – powstają kolejne. Mówią z reguły o tym:

– jak być zdrową i szczupłą,

– jak wyglądać na osiemnastkę, mając trzydzieści pięć lat, a jak na trzydzieści pięć, mając na karku pięćdziesiątkę,

– jak zawsze mieć klasę i styl (nie pytam jaki…),

– jak zapewnić sobie szybki awans (albo chociaż błyskawiczną podwyżkę),

– jak być pewną siebie i spełnioną, nie włożywszy w uzyskanie tego stanu najmniejszego wysiłku,

– jak rozwieść się z beznadziejnym facetem (za którego, będąc w stanie całkowitego zaćmienia umysłu, niektóre z nas postanowiły wyjść za mąż wieki temu) albo z całkiem inteligentnym i zaradnym, tylko niedobrym lub też nijakim,

– jak zakochać się w cudownym mężczyźnie, bo tacy przecież istnieją!, i to od pierwszego maila, i z wzajemnością, a potem żyć razem długo i szczęśliwie,

– jak…

Nie! Muszę cię rozczarować! Ta książka nie jest tysiąc pięćset sto dziewięćset pierwszym poradnikiem. Wszystko, o czym tu piszę, jest lekkie jak mała beza przy kawie z nową szefową. Tyle tylko, że nie musisz się śmiać. I tak nie zobaczę. Za to bardzo chcę, żebyś… wrzuciła na luz! Uśmiechnęła się do siebie i dała sobie chwilę relaksu. A jeśli dowiesz się przy tym czegoś ważnego albo ciekawego? Cudownie!

Od razu przyznam, że ewentualne podobieństwa mogą się okazać zupełnie nieprzypadkowe, cóż, życie pisze takie scenariusze, których nie potrafią wymyślić nawet najbardziej odjechani scenarzyści. Jeśli więc znajdziesz tu odpowiedzi na problemy żywcem wyjęte z twojego osobistego serialu zatytułowanego „Życie”, nie dziw się.

Obserwuję Polki już od ładnych paru lat, poznaję ich marzenia, chwile szczęścia i doły i co tu dużo mówić – ciągle dowiaduję się czegoś nowego, ale tak naprawdę robię to nie w celach zawodowych, tylko dlatego, żebym sama mogła lepiej zrozumieć rzeczywistość.

Zatem: tak, podpatruję cię nie od wczoraj i w trochę zakamuflowany sposób, czyli za pośrednictwem tej książki, próbuję ci pokazać, że wspaniale jest być kobietą, Polką! Tu i teraz. Dlaczego? Ot, choćby dlatego, że jeszcze nigdy tak wiele nie zależało od nas samych. Zawsze stali za nami ci, którzy mówili, co jest dobre, a co złe, co ładne, a co brzydkie, co wypada, a czego nie. Stali lub wisieli nad głową i nad sercem.

I ciągle próbują to robić.

Tyle że teraz możesz decydować sama. Możesz powiedzieć stanowcze nie i możesz jasno wyrazić swoje tak. Tylko musisz się ruszyć, a nie czekać, aż ktoś zrobi to za ciebie.

Ktokolwiek cokolwiek ci powie – dziś, w dobie internetu, dającego możliwość rozprzestrzeniania się informacji w tempie szybszym niż prędkość światła, w dobie łatwego dostępu do informacji i wiedzy, możesz wiedzieć i wybierać. Możesz otwierać każde drzwi. Klucz nosisz w sobie.

Oczywiście jesteś jedyna w swoim rodzaju, unikatowa i niepowtarzalna, ale są pewne kwestie, które łączą kobiety ponad wszelkimi podziałami. O, zobacz – właśnie teraz, kiedy to czytasz, ten sam akapit czyta również inna fajna dziewczyna! (Uwaga, ostatnie badania amerykańskich naukowców potwierdzają, że wiek dziewczyński uległ przedawnieniu, można nią pozostać dozgonnie).

Ta książka to moje zaproszenie do rozmowy. Mojej z tobą i twojej z samą sobą. Zanim spotkamy się w realu (przecież nic nie jest niemożliwe!), tu, na kartce książki czy na ekranie czytnika, opowiem ci o tym, co ważne, a także co mniej ważne, ale fajnie to wiedzieć w dzisiejszych czasach, by z dumą nosić w sercu świadomą kobiecość.

Nie chodzi o jakieś tam różnice między płcią żeńską a męską – te różnice, choć czasem oczywiste, a czasem bzdurne, wcale nie są najważniejsze. Dość już też porównywania się albo udowadniania na siłę, że tych rozbieżności nie ma. To nic innego, jak przyznanie, że norma i obowiązujący wzorzec to męski wzorzec. Przecież my, kobiety, mamy własne wzorce. Ważniejsze, bo nasze osobiste. Zatem – tu i teraz – najważniejsza jesteś ty, dlatego opowiem o tym, co dotyczy ciebie i co łączy nas, kobiety, w najpiękniejszy sposób. Opowiem też o tym, że czasem jesteśmy zołzami, i poradzę, co możemy z tym zrobić.

Jeszcze jedno – żeby oszczędzić ci rozczarowań, wolę od razu zaznaczyć, że choćbyś bardzo chciała, o kilku kwestiach wielkiej wagi jednak tu nie napiszę. W tej książce na pewno nie będzie nic o:

– wieku paru znanych celebrytek, bo ujmowanie sobie lat od zarania dziejów było przywilejem młodo wyglądających kobiet, i wara zazdrośnikom od tego nikomu nieszkodzącego procederu. No dobra, odmładzanie się o dekadę w oficjalnej metryce w czasach, kiedy Pudelek potrafi nam nawet udowodnić kolor sukienki, jaką miałyśmy na balu maturalnym, może wywołać plotki, ale w sumie… czy na pewno nie zazdrościmy im chociaż troszeczkę?

– tym, jak skutecznie, szybko i niezauważenie zarobić pierwszy milion. Gdybym wiedziała, to może sprzedawałabym tę wiedzę w postaci ekskluzywnych konsultacji i zarobiłabym pewnie nie tylko pierwszy milion, bo ja bardzo wierzę, że nawet pierwszy milion można po prostu zarobić,

– o potomstwie, bo każda z nas – o ile ma dzieci – wie, że właśnie ono jest najlepsze na świecie. Najmądrzejsze i najpiękniejsze. Nie ma o czym gadać, wiadomo, że innym dziewczynom mogłoby być przykro albo, co gorsza, mogłyby pomyśleć, że ściemniamy. A jeśli – nie daj Boże – mają potomstwo z lekka „popaprane” i niezbyt udane, to tym bardziej nie ma o czym mówić.

Nie będzie też o zdradzaniu, bo jestem mężatką i mam wyjątkowo fajnego męża. :-)

Jesteś tu? Ciągle tu jesteś? Fantastycznie!

Jeśli jeszcze to czytasz, prawdopodobnie kupiłaś tę książkę. Bardzo dobrze zrobiłaś! Dzięki niej będziesz mądra, piękna, bogata i zadowolona z życia oraz z udanego związku. Może nawet wygrasz w totolotka, polecisz na Malediwy, a sam doktor Szczyt zaprosi cię na darmową metamorfozę. Wolisz inne bonusy? Nie ma sprawy! Wierz mi, wszystko jest możliwe. Nie wierzysz? Tak właśnie jest! Przecież świadoma swojej kobiecości kobieta może przenosić góry! Energia atomowa to przy niej bzykanie komara w ciepły wieczór.

W każdym razie bardzo dziękuję ci za ten zakup. To dla mnie zaszczyt. I wyznaję to publicznie i zupełnie serio.

Nie, nie miej złudzeń, nie zarobię na tej książce dużej kasy i nie zostanę w ten sposób milionerką (w Polsce na kreatywnym pisaniu zarabiają jedynie autorzy piosenek disco polo), ale ta radocha, która mnie dopada, kiedy uświadamiam sobie, że czytasz to, co napisałam, jest cenniejsza od każdego potencjalnego miliona.

No, tak przynajmniej sądzę. Czyż nie?

O SKŁADANIU KLOCKÓW W JEDNĄ CAŁOŚĆ I GENIALNYCH RZECZACH, JAKIE Z TEGO WYNIKAJĄ

Nie wiem, jak to jest nie myśleć, ty chyba także nie, prawda? Znam jednak parę osób, które pewnie wiedzą… oj, od razu, że złośliwa!

Kiedy się dużo myśli, można wytworzyć takie napięcie na stykach neuronów w mózgu, że aż dym idzie. Mam wrażenie, że świat cierpi ostatnio na gwałtowny wysyp takich zamyślonych parageniuszy, którzy dochodzą do wniosku, że prezerwatywa może powodować raka piersi, a dziecięca zabawa czarodziejską różdżką może się przyczynić do zagubienia słabej psychiki malucha w czarnym świecie demonów.

Najbardziej rozbraja mnie jednak Donald Trump, ponieważ jest żywym przykładem na to, że każdy mężczyzna może zostać prezydentem Ameryki. Jego wypowiedzi w stylu: „Nie ma znaczenia, co piszą o tobie media, tak długo, jak długo masz obok siebie młodą, piękną dupę” (wywiad z Howardem Sternem, 2005) albo „Kiedy Meksyk wysyła nam ludzi, wysyła tych najgorszych, z wieloma problemami. Przywożą narkotyki, przywożą przestępstwa. To gwałciciele. Choć niektórzy, przyznam, to dobrzy ludzie” (początek kampanii prezydenckiej, 2015), pozostawiają mnie z otwartą ze zdziwienia buzią jak u niemowlaka, który pierwszy raz w życiu widzi psa merdającego ogonem lub papugę. Natychmiast przychodzą mi do głowy słowa Alberta Einsteina, który podobno (piszę „podobno”, ponieważ mnie przy tym nie było) na pytanie, dlaczego uczeni potrafili wynaleźć broń atomową, a nie potrafią zapobiec jej użyciu, odparł: „To proste, ponieważ polityka jest trudniejsza od fizyki”. Cóż, myślenie i definiowanie tego, co trudne, a co oczywiste, jest kwestią co najmniej względną.

Ja także ostatnio strasznie dużo myślę, ciągle zamyślam się nad tą książką, trzymam głowę w chmurach tak wysoko, że parę dni temu usiadłam na moich ukochanych okularach (jak dobrze, że nie są montowane na śrubkach, tylko na takich zawiaskach, które cudowny człowiek w zakładzie optycznym założył z powrotem w parę minut). Następnego dnia zostawiłam w sklepie telefon – też cudem go odzyskałam, a potem, na posesji u przyjaciółki, do której pojechałam przegadać ten temat, nie zauważyłam zamykającej się na moim samochodzie bramy. Tylne drzwi od strony pasażera są do malowania…

No i co? Czy to gwarancja udanego tekstu? Czy to obietnica słów, które rozbawią cię choć trochę albo przynajmniej przyniosą ci chwilę wytchnienia? Czy to przyniesie „natchnienie” i choć parę myśli o tym, że warto łapać dystans do siebie i własnego życia? Czy to znaczy, że poczujesz głęboko w swoim sercu, że szczęście to ty? Niestety, wcale nie jestem tego pewna, ale marzę o tym. Wiem jedno: skoro tyle myślę, to znak, że książka właśnie się rodzi!

Jesteś kobietą, a zatem moje dygresje nie przeszkodzą ci w podążaniu za głównym wątkiem tej opowieści, prawda?

No właśnie, jesteś kobietą. Z reguły lubisz szczegóły, ponieważ mają one dla ciebie znaczenie. Dziwisz się, kiedy ktoś cię pyta dlaczego. Nie dziw się, nie każdy jest taki sam. Dla ciebie to ważne, ponieważ uważasz, że to detale tworzą świat, w którym żyjemy, to z nich składa się nasza rzeczywistość – ta mała, codzienna, i ta najważniejsza, dotycząca kwestii życia i śmierci. I te „małe” informacje, i te „duże” są jak puzzle wielkiej układanki.

Są ważne.

Zresztą zainteresowanie szczegółami wcale nie oznacza, że nie potrafisz jednocześnie myśleć szeroko czy strategicznie, nie jest też gorsze od myślenia szerokim łukiem czy w ramach absolutnie bezkresnych horyzontów. Ba, to oznacza coś zupełnie innego – że masz niezwykłą zdolność. Tak, sama zaraz to przyznasz – KOBIETY MAJĄ WSPANIAŁĄ UMIEJĘTNOŚĆ (I WRĘCZ SKŁONNOŚĆ) MYŚLENIA SYNTETYCZNEGO!

Co to oznacza? W przeciwieństwie do większości mężczyzn, którzy myślą analitycznie – czyli rozkładają całość na elementy składowe – potrafimy z tysięcy elementów w mgnieniu oka złożyć w umyśle jasny zarys konkretnego obrazka… Czyli zamiast rozkładać coś na czynniki pierwsze, składamy masę detali w jedną całość.

Oj, ta intuicja… może powinna nazywać się inaczej? Na przykład „syntetycja”? Tyle że intuicja brzmi tak znajomo. Jeszcze do niej wrócę.

No tak, ale nie każdy mężczyzna myśli analitycznie. Są tacy, którzy do perfekcji opanowali rozkładanie wszystkiego na czynniki pierwsze, i tacy, którzy genialnie – jak kobiety – potrafią złożyć obraz całości z nieskończonej ilości detali. Są i tacy mężczyźni, i takie kobiety, którzy potrafią i to, i to.

Nie każda kobieta z kolei lubi szczegóły i nie każda zapamiętuje je tak dobrze jak ty, bywają kobiety wprost wybitne w analityce (a może właśnie ty jesteś wyjątkowo uzdolnionym analitykiem?). To kwestia indywidualna.

Patrząc na wyniki badań, widzę, jak wiele nas, kobiety, łączy i jak wiele dzieli, ale widzę też, jak podobnie nas – tu, w Polsce – wychowano i jak bardzo mamy wdrukowane pewne modele zachowania, które uważamy za punkty odniesienia. Zapominamy, że to my same powinnyśmy być dla siebie punktem odniesienia. O nie, nie sugeruję, byśmy natychmiast zmieniły się w totalne samolubki, ale trochę pozytywnego egoizmu może się okazać zbawienne i dla nas, i dla naszego otoczenia – nie wspominając już o najbliższych, bo kiedy nam jest dobrze, naszym najbliższym tym bardziej.

Jeśli przypadkiem należysz do grupy mniej licznych istot rodzaju żeńskiego, które spoglądają na wszechświat na wskroś analitycznie i nie przykładają do detali dużej wagi (albo tylko tak ci się wydaje), to nie pomijaj tej części książki – lepiej zrozumiesz swoje koleżanki, przyjaciółki czy mamę.

Do dzieła – zagłębmy się w końcu w te detale!

O MYŚLENIU SIECIOWYM I JASKINI ALADYNA W KAŻDEJ KOBIECEJ GŁOWIE

Pewna amerykańska antropolożka Helen Fisher zwróciła uwagę na niezwykłą zdolność myślenia, jaka występuje u kobiet, i nazwała ją „myśleniem sieciowym”. Nie, nie w tym rzecz, że to myślenie jest tak poplątane jak zwoje ogromnej sieci leżące na plaży, i nie w tym rzecz, że można w tę sieć wpaść i już się z niej nie wyplątać, choć ta wizja jest nawet dość bliska rzeczywistości. W myśleniu sieciowym chodzi o myśli i informacje, o to, że potrafimy rozważać kilka kwestii jednocześnie lub pozostawać w gotowości do myślenia o nich w krótkich odstępach czasu. Chodzi też o to, jak łączymy fakty i jak je zapamiętujemy.

Otóż wspomniana Helen Fisher sugeruje, że żeński hormon estrogen jest rodzajem cudownego daru, jakim obdarzyła nas natura, bardzo pomagającym w myśleniu. Dlaczego? To właśnie za sprawą estrogenu na dendrytach, tzn. rozgałęzieniach komórek nerwowych, w mózgu tworzą się wypustki odpowiedzialne za szybkość przepływu impulsów, czyli informacji. Dzięki temu możemy bardzo szybko „pobierać” informacje, kiedy tylko ich potrzebujemy. W konsekwencji możemy niezwykle sprawnie komunikować się z innymi ludźmi za pomocą mowy – tak nas to wyróżnia, że w pewnym momencie życia (w okresie dojrzewania) dziewczynki zaczynają wypowiadać w ciągu miesiąca około 20 tysięcy słów, podczas gdy w tym samym czasie chłopcy wypowiadają ich 7 tysięcy, i tak już często pozostaje.

Masz pamięć do detali? Zapamiętujesz masę szczegółów ze świata, który cię otacza? Pamiętasz elementy wnętrz, kolor włosów sąsiadki, daty urodzenia całej rodziny, przepisy na ulubione ciasta dzieci? Wymieniasz się z koleżankami różnymi informacjami z życia? Pewnie! Przy kawie czy śniadaniu w pracy. Na spotkaniu z przyjaciółką. Gawędząc z mamą. Nawet w sklepie czy poczekalni u lekarza, mimochodem słuchając rozmów innych pacjentów. Nieustająco i czasem zupełnie o tym nie myśląc, zbierasz informacje.

Jesteś kopalnią wiedzy! Nie ma znaczenia, czy skończyłaś studia, czy nie!

Każda kobieta nosi w głowie wielką jaskinię Aladyna pełną skarbów, z których korzysta wtedy, kiedy tego potrzebuje. Tylko nie musi do tego używać ani magii, ani starej lampy. To jak najbardziej normalne. W naszych umysłach świetnie funkcjonują doskonale uporządkowane tysiące „malutkich szufladek”, a w każdej z nich zostały skrzętnie schowane przeróżne informacje.

O tym, że w pewnej dość obskurnej przychodni przyjmuje najlepszy laryngolog w mieście; o bardzo dobrej korepetytorce z matematyki; o serwisie samochodowym, który sprawnie wymienia opony; o tym, że Małgosia Kożuchowska zrobiła sobie badanie nutrigenetyczne i ma dietę opartą na własnym DNA – och, jak ona pięknie schudła po ciąży, a przecież to już nie smarkula; o tym, że Joli z księgowości „złapali” nowotwór zaraz na początku (jednak warto – tak jak ona – robić badania kontrolne), zoperowali jej ten nowotwór w szpitalu w Otwocku i wspaniale się nią tam zajęli, a teraz jest w doskonałej formie i wygląda chyba lepiej niż przed chorobą, jak dobrze!; o tym, że kurkuma pomaga pozbyć się toksyn z organizmu i jest antyoksydantem, a to oznacza, że spowalnia starzenie; o tym, kiedy mają urodziny dzieci wszystkich koleżanek, z którymi jadasz obiady w przerwie lanczowej, i… ocean wiadomości. Wszystkie ważne. Nigdy nie wiadomo, kiedy mogą się okazać potrzebne. A wówczas, gdy faktycznie tak się dzieje – myk i już wiesz! (albo szybko potrzebną informację znajdujesz, np. w necie bądź u Ewy, Ani, Agaty czy Kasi).

Nasz kobiecy system zapamiętywania jest niezwykle charakterystyczny – bardziej skomplikowany i wielopłaszczyznowy niż oczywiste liniowe zapamiętywanie od A do B do C. Jak już wiesz, kobiety myślą sieciowo – mamy powiększony obszar kory pierwotnej w mózgu odpowiedzialnej za wykonywanie wielu zadań i skupianie uwagi na więcej niż jednej czynności w tym samym czasie. Nic dziwnego, że nie potrzebujemy się pochylać nad umywalką, stojąc w lekkim rozkroku i koncentrując uwagę na szorowaniu zębów. Możemy w tym samym czasie np. rozbierać się czy/i zmywać makijaż i… no, sama wiesz. A tak zupełnie na poważnie, patrząc na nasze kobiece myślenie kategoriami powiązanych ze sobą faktów, a nie kategoriami linearnymi – trudno się dziwić, że łatwiej znosimy sytuacje niejasne.

W takim właśnie kontekście warto spojrzeć na zawartość naszych torebek. Potrafią one bowiem kryć największe tajemnice. Są tam rzeczy oczywiste, ale też zaskakujące tak bardzo, jak słońce w listopadowy poranek. I zawsze są one związane z naszym życiem. Nie ma nic niepotrzebnego. No, może coś nie jest już potrzebne. Albo jeszcze. Ale zawartość damskiej torebki nigdy nie jest przypadkowa, prawda?

Kiedyś, dawno temu, na jedną z randek poszłam z całkiem sympatycznym chłopakiem do kina na Nieśmiertelnego. Piękne oczy Christophera Lamberta, magiczna chwila z ukochaną w „zbrojowni”, genialna muzyka Queen, a potem taka piękna cisza i już, już się mają pocałować, cała sala zastyga w napięciu i oczekiwaniu… i nagle komuś dzwoni budzik. Głośno. Taki typowy, nakręcany budzik, który umarłego przywołałby do porządku, czyli do wstania na zajęcia o siódmej trzydzieści. Wszyscy zaczęli się śmiać jak na najlepszej komedii. Ja także. I nagle mnie natchnęło. Uświadomiłam sobie, że to mój budzik. I zaczęły się poszukiwania. W torebce, modnej wówczas „listonoszce”, oprócz kluczy, portfela, kosmetyczki, chusteczek i paru innych oczywistych drobiazgów miałam jeszcze milion innych rzeczy: począwszy od małego śrubokręcika do naprawy okularów, poprzez batoniki na seans, słoiczek z majonezem na kolację, ołówki, długopisy, zeszyciki, spinacze, serwetki z kawiarni z notatkami lub na notatki, małą łyżeczkę do herbaty (?), na woreczku z dwunastoma szafirowymi guzikami i podobną w kolorze nicią, bo akurat odnawiałam starą bluzkę mamy, którą udało mi się od niej wyprosić, skończywszy. Nie, nie pamiętałabym tego wszystkiego po latach. Po prostu kiedyś o tym napisałam, więc teraz łatwo sprawdzić. Zanim wydłubałam z dna ten mały zegarek rodem z NRD, myślałam, że spalę się ze wstydu. Och, gdyby wówczas można było zapaść się pod ziemię…

Dziś nawet już nie walczę z zawartością moich torebek i plecaków. A kiedy jakaś kobieta, szukając długopisu czy notatnika, wyciąga przy mnie na stół nożyczki, uszczelki, korkociąg czy… biały różaniec (przyznaję, że to zrobiło na mnie wrażenie, ale kiedy okazało się, że córka była przed komunią, przestało być zaskakujące), uśmiecham się ze zrozumieniem i z ulgą i myślę sobie: „Uff, nie jestem sama!”.

O PEŁNYCH I PUSTYCH PUDEŁKACH

Pewien neuropsycholog z Uniwersytetu Pensylwanii, profesor Ruben Gur, wykorzystał możliwości badań MRI (rezonansu magnetycznego), żeby udowodnić różnice w pracy mózgu kobiet i mężczyzn. Same badania nie wzbudziłyby mojego specjalnego zaciekawienia, gdyby nie to, że znalazłam w nich informacje dotyczące stanu, w którym odpoczywamy. Otóż profesor Gur pokazuje w nich, że kiedy mózg mężczyzny pozostaje w stanie spoczynku, „wyłącza” minimum 70% swojej aktywności elektrycznej, tymczasem MÓZG KOBIETY, BĘDĄC NAWET NA „TOTALNYM LUZIE”, POZOSTAJE W STANIE 90% AKTYWNOŚCI! My nie tylko nieustająco przyjmujemy, ale i przetwarzamy dane napływające do naszego mózgu ze świata!

Jeśli więc jeszcze kiedykolwiek spytasz swojego partnera w błogiej chwili relaksu: „O czym myślisz?”, nie obrażaj się, kiedy odpowie ci: „O niczym”. To nie kłamstwo, to czysta prawda i dowód na to, że jest mu dobrze. W bezpiecznej, dobrej chwili on naprawdę potrafi nie myśleć o niczym.

Wiem, to fajne. Też bym tak chciała. Pomyśl, jak niesamowicie relaksujące musi być takie kompletne wyłączenie odbiornika, wpuszczenie wiatru w szare komórki, spokój i cisza pustki…

Tej niezwykłej umiejętności resetu możemy mężczyznom tylko pozazdrościć. I ćwiczyć medytację, która pomaga zatrzymać się w pustce.

Jest taki amerykański komik, Mark Gungor, który – pewnie korzystając z wyników opisanych wyżej badań – wymyślił genialny monolog o „pustym pudełku” i o kobiecym zapamiętywaniu. Tak, nasze kobiece pudełka (te same, które ja nazwałam „szufladkami”) zawsze są pełne, jest ich całe mnóstwo i nieustająco się między sobą komunikują. Ukrycie się w pustym pudełku jest dla nas zwyczajnie niewykonalne. Nie potrafimy „się zawiesić” i zwyczajnie odpocząć. Za to kiedy do procesu zapamiętywania włączamy emocje, nasz mózg zapisuje wszystko uważnie i na długo.

Przetwarzamy nieustająco i uważamy, że jednoczesne wykonywanie paru zadań leży w naszej naturze. Ba, wytykamy mężczyznom, że nie powielają naszego modelu funkcjonowania, a czasem nawet zarzucamy im złą wolę i świadome działanie skierowane przeciwko nam. Nic bardziej mylnego niż deprymowanie mężczyzny, że „ogarnia” rzeczy po kolei, jedną po drugiej!

Pamiętasz opowieść o bramie, która zatrzymała się na moim samochodzie? Właśnie wtedy rozmawiałam o tej książce z moimi bardzo mądrymi koleżankami i jedna z nich sprzedała mi natychmiast taką oto historię:

W naszej agencji badań społecznych zespół opracowuje wynik badania i przygotowuje raport. Wynik jest złożony, wymaga wnikliwej interpretacji. To dużo pracy, dużo myślenia i wyciągania wniosków. Trzeba się wysilić. W zespole są cztery kobiety i jeden mężczyzna – Jurek, który zgłasza się na ochotnika do spisywania naszych ustaleń.

Zaczyna się dyskusja, nie wszystko jest oczywiste, ale po jakimś czasie dochodzimy do konsensusu i ustalamy wyniki. Jurek zaczyna pisać, całkowicie skupia się na tym, aby jak najlepiej ująć wszystkie kwestie. Koleżanki rozmawiają o kolejnych punktach raportu. Jednocześnie jedna z nich opowiada o wizycie u lekarza z dzieckiem. Płynnie przechodzą do omówienia następnego punktu, prowadząc między sobą profesjonalną dyskusję, choć pojawia się w niej kolejna dygresja związana z poprzednim wieczorem, który jedna z nich spędziła w teatrze.

Kiedy koleżanki pytają Jurka, czy zapisał już punkty: drugi i trzeci, on, zaskoczony i zdezorientowany, pyta: „Jaki drugi i trzeci, przecież dopiero pierwszy spisuję?!”.

Dziewczyny są wręcz zdegustowane. „Co on robi tak długo? I w ogóle nas nie słucha! Wcale nie bierze udziału w omawianiu raportu! I jest jakiś aspołeczny – nawet z nami nie pogada!” Staję w obronie Jurka! Dziewczyny, trochę dobrej woli, jemu naprawdę zależy. Zobaczcie, jak chętnie się zgłosił do pomocy i uczestniczenia w dyskusji. Może nie śledzi waszych skoków myślowych z oczekiwaną przez was lekkością, ale założę się, że jest świetny w wielu innych kwestiach, i tę lekkość wykazuje w analizowaniu danych. Na tym polega cud dobrej współpracy – każdy wkłada w nią to, co ma najlepszego, i ze zrozumieniem podchodzi do innych osób w zespole. Najważniejsze są pozytywne nastawienie i aktywność, chęć pomocy i udziału. Wtedy można góry przenosić.

Grunt to nie być krytykantką. I pracować nad kolejną kobiecą „zdolnością” do pamiętania, a nawet pielęgnowania „zażaleń”.

PRZEZ TO, W JAK WIELOPOZIOMOWY SPOSÓB PRZEBIEGA W NASZYM UMYŚLE ZAPAMIĘTYWANIE, BYWAMY… PAMIĘTLIWE. Nawet do granic możliwości. Mężczyźni często machają ręką na rozczarowania i obrazę, my, kobiety – nawet te najbardziej pokojowo nastawione do świata i sympatyczne – potrafimy latami nosić urazy. Bo „fakty” zapisały się na twardym dysku razem z emocjami.

Czasami, prowadząc szkolenie, przywołuję wspomnienie z pewnego poranka, kiedy jechałam w delegację i czekałam na koleżankę i kolegę na Dworcu Centralnym. Było to jeszcze przed jego modernizacją, bardzo wcześnie rano – niewiele osób znajdowało się w wielkiej hali budynku. W niedalekiej odległości ode mnie stali dwaj mężczyźni trochę po trzydziestce, w tym mocno pucołowaty blondyn z brzuszkiem.

W pewnej chwili wejściem z drugiej strony wpadł trzeci facet. Może ciut starszy? Wpadł, rozejrzał się, uśmiechnął radośnie i wyraźnie pognał w kierunku moich „sąsiadów”. Będąc jeszcze w sporej odległości od nich, wskazał machnięciem ręki na wspomnianego okrągłego blondyna i gromkim głosem słyszalnym na całą halę (!!!) zawołał: „Żegnaj, siusiu, witaj, brzusiu!”.

Faceci zaśmiali się gromko, na powitanie poklepali się po plecach, blondyn coś rzucił o mięśniu piwnym i odeszli, rozmawiając. Widać było, że znają się nie od wczoraj i chyba przez jakiś czas się nie widzieli. Być może pracowali w różnych oddziałach tej samej firmy? Stałam zdumiona. I postałam tak jeszcze dobry kwadrans, bo przezornie przyjechałam za wcześnie… Wyobrażasz sobie, że ta sytuacja dotyczy ciebie?! Że spotykasz na dworcu koleżankę, z którą nie widziałyście się jakiś czas, a ona wykrzykuje na pół hali swoje zdumienie faktem, że przytyłaś? Albo postarzałaś się? Albo masz złą fryzurę? A ty śmiejesz się i nic, kompletnie nic sobie z tego nie robiąc, idziesz z nią na kawę, do pociągu, dokądkolwiek?!

A po co od razu na dworcu? Wystarczy, że nawet szeptem w ukrytym przed światem zakątku poczyniłaby jakąś niestosowną uwagę. Wiem, wiem, tego się nie zapomina. Czasem przez całe życie.

Tak, w odróżnieniu od mężczyzn każda z nas nosi w sobie taki osobisty wewnętrzny dysk twardy, na którym sytuacje niepożądane i urazy mają swój specjalny folder. Nawet jeśli tego nie chcemy, z natury wcale nie jesteśmy pamiętliwe, lecz pozytywne i serdeczne. Nawet wtedy!

Oczywiście bardzo często nic nie powiemy w sytuacji, która nas rozczarowuje czy obraża. Nie odezwiemy się nawet słowem. Do czasu, kiedy już powiedzieć musimy. A jeśli odbiorcą takich wynurzeń jest mężczyzna, może nie tylko kompletnie nie pamiętać tego, o czym do niego mówimy, ale też nie rozumieć naszych intencji.

Pomyśl, jak muszą czasem przebiegać nasze damsko-męskie dialogi, w których każdy mówi w innym języku, mimo że po polsku. Jak to wygląda w życiu codziennym? Na przykład tak:

Paweł i Ania pokłócili się o to, że Paweł zapomniał odebrać z czyszczenia rzeczy, które oddała tam wcześniej Ania. Ania, poirytowana, najpierw zarzuca Pawłowi lekceważenie jej potrzeb, a potem przypomina mu, że kilka razy w ostatnich miesiącach prosiła go o coś, a on o tym zapominał. Chwila na rozkręcenie emocji i już po paru minutach Ania wyrzuca Pawłowi nie tylko drobne „przestępstwa”, ale także zaniedbanie, a może nawet brak miłości?! A Paweł, zamiast przytulić ją i przeprosić za to, że faktycznie zupełnie zapomniał o odebraniu odzieży z czyszczenia, kuli się w sobie i przestaje odzywać. Dla niego ta sytuacja jest kompletnie niezrozumiała, więc wycofuje się w głąb siebie. Tymczasem to jego wycofanie to dla Ani kolejny dowód na lekceważenie. „Nie rozmawia ze mną, bo pewnie uważa, że nie ma z kim, nie warto”. Dziewczyna zacietrzewia się tak, że po pół godzinie Paweł słyszy, że dwa lata wcześniej na rocznicę ich związku przyniósł kwiatki – ba, badyle! – z Biedronki, że nigdy jeszcze samodzielnie nie nawiązał serdecznej rozmowy z jej mamą, a kiedy na początku ich wspólnego życia Ania zaproponowała, żeby pojechali razem na urlop, to on – wiedząc, że Ania nie cierpi warunków polowych – zaproponował wyjazd pod namiot, i to nad Bałtyk…

W pracy załamany Paweł do nikogo się nie odzywa. Kolega pyta go o przyczynę takiego złego samopoczucia i Paweł bardzo krótko i rzeczowo relacjonuje swój problem. Kolega odpowiada mu na to: „Stary, to ty jeszcze nie wiesz, że kłótnia z kobietą jest jak program telewizyjny w święta? Najpierw lecą nowości, a potem same stare hity! Spokój, tylko spokój może cię uratować. Kup jej ładne kwiatki, przygarnij i powiedz, że kochasz. Mam to przerobione”.

Oczywiście kłótnie i przeprosiny to temat złożony i wymagający głębokiej analizy, bo nie tak łatwo da się wszystko i wszystkich wrzucić do tego samego worka, a uogólnianie jest niesprawiedliwe. Ale sama przyznaj, czy nie ma w tym męskim komentarzu choć krztyny, mikrokrztyny prawdy?