Wydawca: Illuminatio Kategoria: Religia i duchowość Język: polski Rok wydania: 2015

Wyznania maga. Praktyka magiczna życia codziennego ebook

Lon Milo Duquette  

3.5 (2)

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 60000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 225 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Wyznania maga. Praktyka magiczna życia codziennego - Lon Milo DuQuette

Oto nie lada gratka dla wszystkich miłośników magii, a przede wszystkim fanów jednego z najpopularniejszych magów – Lon Milo DuQuette’a. Autor ujawnia w tej książce swoje najbardziej osobiste odczucia na temat codziennego życia, w którym magija odkrywa główną rolę.

Dzieląc się z czytelnikami lekcjami z ponad czterdziestoletniego życia magicznego i rodzinnego, słynny mag prezentuje swój unikalny punkt patrzenia na magiję. Opisuje swoje wzloty i upadki na ścieżce magicznej, a także opowiada anegdoty o tym, jak jego rodzina i dom są oparciem oraz głównym składowymi jego codziennych praktyk magicznych.

Jednak oprócz biograficznych opowieści, czytelnicy znajdą tu zbiór praktycznych informacji między innymi o tym: jak wybrać swoje magiczne motto, odprawić rytuał inicjacyjny i rytuał Ziemi, jak zrobić własne magiczne narzędzia, a nawet jak wychować dzieci w domu pełnym magiji. W połączeniu z lekkim i humorystycznym stylem autora przyswajanie tych informacji staje się wyjątkowo proste.

Ta książka to wnikliwy przewodnik, który pokazuje, że magija może być integralną częścią życia każdego z nas.

Opinie o ebooku Wyznania maga. Praktyka magiczna życia codziennego - Lon Milo DuQuette

Cytaty z ebooka Wyznania maga. Praktyka magiczna życia codziennego - Lon Milo DuQuette

naszym ogrodzie) oraz pomagał przestawiać meble przed mszami i inicjacjami. Byliśmy trójosobową drużyną. Dobrze się bawiliśmy i rozśmieszaliśmy się nawzajem. Byliśmy i wciąż jesteśmy dla siebie najlepszą publicznością i najlepszymi przyjaciółmi. Nasz dom był zawsze otwarty dla szkolnych kolegów Jean-Paula, którzy uwielbiali kolorową cudaczność

Fragment ebooka Wyznania maga. Praktyka magiczna życia codziennego - Lon Milo DuQuette

Tłumaczenie: Maciej Lorenc

Redaktor prowadzący: Dominika Dudarew

Redakcja: Aleksandra Marczuk

Korekta: Monika Pruska

Projekt okładki: Joanna John/Studio KiKi

Copyright © for Polish edition by ILLUMINATIO Łukasz Kierus 2015

ISBN 978-83-646-4511-2

www.illuminatio.pl

Wydawnictwo ILLUMINATIO Łukasz Kierus

E-mail: wydawnictwo@illuminatio.pl

Dział handlowy: zamowienia@illuminatio.pl

Plik opracował i przygotował Woblink

woblink.com

Intencja to mechanizm, dzięki któremu duch przekształca się w materialną rzeczywistość.

DEEPAK CHOPRA1

Wykonana przez Constance „tablica marzeń”, która znajduje się na pralce w naszym domu.

1 Deepak Chopra, The Spontaneous Fulfillment of Desire: Harnessing the Infinite Power of Coincidence, Three Rivers Press, Nowy Jork 2004, s. 115.

O autorze

Lon Milo DuQuette (Costa Mesa, Kalifornia) jest wybitnym znawcą ezoteryki, piosenkarzem, kompozytorem piosenek i muzykiem studyjnym, a także autorem szesnastu dobrze przyjętych przez krytykę książek na temat magiji i okultyzmu oraz jednym z najbardziej szanowanych i zabawnych pisarzy i prelegentów w świecie zachodniej magiji. Odwiedź jego stronę internetową: www.londuquette.com.

Specjalne podziękowania

Tę krótką książkę dedykuję utalentowanym, wielkodusznym, oddanym i wyrozumiałym przyjaciołom i braciom, którzy od 1975 roku uczą Constance i mnie wszystkiego. Dobro, prawda, wspaniałość i świętość wyciekają niczym płynne światło z rogu obfitości, którym jest miłość tych cudownych dusz.

Szczególne podziękowania kierujemy pod adresem naszych drogich przyjaciół, którzy tak jak my są domowymi magami: Douga i Karen James oraz Steve’a i Judy Abbott. Mamy niezwykle dużo szczęścia, że znów inkarnowaliśmy się w waszym towarzystwie.

Dziękujemy również Hymenaeusowi Beta, Ojcu Przełożonemu Ordo Templi Orientis, za wyrażenie zgody na opublikowanie fragmentów prac Aleistera Crowleya, a także wydawnictwu North Atlantic Books za zgodę na opublikowanie materiałów zaczerpniętych z przełożonego przez Blaise Daniela Staplesa Homeryckiego hymnu do Demeter, zamieszczonego pierwotnie w książce The Road to Eleusis: Unvei­ling the Secret of the Mysteries autorstwa R. Gordona Wassona, Alberta Hofmanna i Carla A.P. Rucka.

PROLOG – DEDYKACJA

Panny z Nebraski

Nie ma zbyt dużego znaczenia, z kim żyjemy w tym świecie. Bardzo ważne jest jednak to, o kim marzymy.

WILLA CATHER (Z NEBRASKI), A GOLD SLIPPER

Podobnie jak mój ojciec i brat, urodziłem się w południowej Kalifornii, a w późniejszym okresie życia przeniosłem się do rolniczego stanu Nebraska, gdzie poznałem swoją przyszłą żonę. Opuszczenie miejsca, w którym się narodziliśmy i spędziliśmy dzieciństwo i wyjazd do nieznanego i egzotycznego miejsca, aby się zakochać i znaleźć życiową partnerkę, ma w sobie coś pierwotnego i ssaczego. W rzeczy samej, wiele klasycznych baśni opowiada o wędrującym księciu, który spotyka wymarzoną księżniczkę w odległej krainie.

Nie jestem oczywiście księciem, a Nebraska nie jest ani nieznana, ani egzotyczna. W 1956 roku obszar słynący z dużych plantacji kukurydzy był jednak w oczach siedmioletniego chłopca (brutalnie wysiedlonego z domu położonego w rozgrzanej słońcem południowej Kalifornii) groteskowo koszmarną krainą. Czułem się jak uchodźca cierpiący na nerwicę frontową – w okrutny sposób zostałem wygnany z mojego rodzimego nadbrzeża i zesłany na nudne, rojące się od pcheł pustkowie zamieszkane przez nieokrzesanych barbarzyńców, którzy nie odrywali płatów tłuszczu z wkładanej do kanapek szynki, żelatynowy deser przybrany łyżką majonezu uważali za „sałatkę” i z niezrozumiałych powodów lunch nazywali „obiadem”.

Przez całą następną dekadę marniałem w prowincjonalnej Nebrasce, wyobrażając sobie, że przybędzie mi na ratunek latający spodek. Planowałem ucieczkę i powrót do modnego i tętniącego życiem miejsca moich narodzin. Nocami miewałem sny, w których rozkoszowałem się zapachem plaży i czułem na języku smak słonej wody z oceanu. Podczas dziesięcioletniego pobytu w Nebrasce Kalifornia urosła w mojej wyobraźni do rangi mitycznej Itaki. W przeciwieństwie do Odyseusza nie miałem jednak królowej, która czekałaby na mnie na złocistym brzegu mojego utraconego królestwa. Aby zdobyć ten iluzoryczny skarb, musiałem dorosnąć i znaleźć sobie kobietę z Nebraski.

Być może wynikało to z faktu, że kobiety pochodzące z Nebraski są dość niezwykłe. Potrafią bowiem przez wiele miesięcy znosić ze stoickim spokojem najokrutniejsze zimy na Ziemi, podczas których przenikliwe arktyczne wiatry wyruszają z Kanady na południe, a następnie przemierzają Dakotę Północną i Południową, nie napotykając po drodze na nic wyższego od preriowych traw. Są również w stanie w czterdziestokilkustopniowym upale umyć włosy w zlewie kuchennym, a następnie rozczesywać je na werandzie za domem, dopóki nie staną się suche. Kobiety. Bez mrugnięcia okiem potrafią przeciąć czyrak, opatrzyć krwawiącą ranę lub wypatroszyć rybę. Silnymi i kochającymi dłońmi są w stanie w czuły sposób zakończyć życie cierpiącego psa lub kota.

Pomimo wszystkich okropieństw i trudności, z jakimi muszą się mierzyć, te niezwykłe istoty darzą Nebraskę miłością. Jeżeli zrządzeniem losu muszą opuścić swoje rodzime tereny i trafiają gdzieś daleko od domu, ich serca i tak pozostają zakorzenione w gęstych, czarnych glebach prerii. Tęsknią za tym okropnym i pięknym miejscem niczym beznadziejnie zakochane dziewczęta, którym nie udało się wrócić do siebie po nastoletnim romansie. Zmiany pór roku kierują ich serca z powrotem ku wspaniałej krainie, która tak bardzo je oczarowała. Niczym majestatyczne żurawie kanadyjskie ich dusze rok po roku powracają do surowego i pachnącego Edenu, którym jest dolina rzeki Platte – świata nazywanego przez Indian z plemienia Paunisów „krainą wiecznych łowów”.

Mężczyźni z rodu DuQuette’ów muszą być podobni do Nebraski, ponieważ tamtejsze kobiety nas kochają i wytrzymują u naszego boku, a wręcz w niewytłumaczalny sposób czerpią siłę z naszej arogancji, braku wrażliwości i innych mało męskich cech, które kto inny mógłby uznać za głupotę wynikającą z egocentryzmu.

W 1966 roku moja tułaczka po Nebrasce dobiegła końca. Od razu po ukończeniu liceum wróciłem do Kalifornii i rozpocząłem naukę w Orange Coast College w Costa Mesa. Życie studenckie w południowej Kalifornii w 1966 i 1967 roku dostarczało wielu intensywnych i barwnych doświadczeń, które rzadko kiedy miały jakikolwiek związek z działalnością naukową. Popularność substancji zwiększających świadomość oraz zachodzące w tamtym okresie zmiany społeczne i polityczne (zapoczątkowane przez ruch na rzecz praw obywatelskich i wojnę w Wietnamie) ciekawiły mnie znacznie bardziej niż zajęcia z literatury angielskiej czy kurs aktorski. Ogromny wpływ wywarły na mnie doświadczenia wywoływane przez LSD. Szybko zainteresowałem się nauką i praktyką wschodniego mistycyzmu, w szczególności filozofii hinduistycznej i jogi.

Mój brat, Marc, był moim mistycznym towarzyszem podczas większości psychodelicznych eskapad. Często proponował, że będzie pełnić funkcję trzeźwego opiekuna i „przewodnika”, gdy ja udam się w „podróż”. Od czasu do czasu zdarzało mi się robić to samo dla niego. Uważaliśmy te doświadczenia za podróże duchowe i traktowaliśmy je bardzo poważnie. Im głębiej zanurzaliśmy się we własną psyche, tym bardziej stawało się dla nas jasne, że samorealizacja jest najważniejszą rzeczą, jaką istota ludzka może osiągnąć podczas swojego pobytu na Ziemi.

Pewnego popołudnia, dzień przed pełnią, postanowiliśmy pojechać na pustynię i przyjąć razem potężną dawkę LSD. Obserwowaliśmy księżyc w pełni znikający na zachodzie i wstające na wschodzie słońce. Poprzysięgliśmy wtedy, że nie wrócimy na pustynię, „dopóki nie staniemy się świętymi ludźmi”. Jako że dokładny opis tego wydarzenia zamieściłem w mojej poprzedniej autobiografii1, nie będę tu zanudzać zbędnymi szczegółami. Napiszę jednak trochę o wyciszeniu, jakiego doświadczyliśmy kilka godzin po tym ciągnącym się w nieskończoność dniu spędzonym na pustyni.

Po południu udało nam się wsiąść do samochodu i bezpiecznie wrócić do Costa Mesa. Wciąż byliśmy na dość mocnym „haju”. Wiedzieliśmy jednak, że potrafimy zachowywać pozory normalności w miejscach publicznych, dlatego udaliśmy się do naszego ulubionego pubu. Kiedy siedziałem na najwygodniejszym we wszechświecie stołku barowym, mój przesiąknięty kwasem mózg w dalszym ciągu szybował przez rozrzedzone chmury technikolorowej świadomości. W pewnym momencie zdałem sobie sprawę z tego, że nie jestem w stanie dłużej kontrolować wspaniałej, a jednocześnie przerażającej fuzji jądrowej zachodzącej wewnątrz mojej czaszki. Ujrzałem wszystko w szerszym kontekście. Aby móc kontynuować swoją przygodę w obecnym wcieleniu, musiałem znaleźć coś (czy też raczej kogoś), co mogłoby mnie uziemić, co stałoby się dla mnie kotwicą, co utrzymałoby moje stopy w pobliżu ziemi, zanim spektakularnie (ale jednak przedwcześnie) wybuchnę na pasie startowym życia.

Potrzebowałem kobiety z Nebraski.

Kiedy uczęszczałem do liceum w Nebrasce, spotykałem się od czasu do czasu z Constance. Po moim powrocie do Kalifornii pisywaliśmy do siebie staroświeckie listy, by podtrzymać kontakt. Przyjaźniliśmy się. Jej podobały się moje postępowe przekonania polityczne. Mnie zachwyciły jej włosy. Nigdy nie rozmawialiśmy o małżeństwie. Kiedy jednak siedziałem w pubie pod wpływem LSD, nie potrafiłem sobie wyobrazić przyszłości bez niej. Mówiąc dokładniej, zdałem sobie sprawę, że bez niej nie istnieje żadna przyszłość. Za sprawą substancji psychodelicznej mój stołek barowy stał się swego rodzaju trójnogiem, na którym zasiadały niegdyś kapłanki w wyroczniach. Ujrzałem przyszłość wyrytą w kamieniu. Była równie trwała i niezmienna co przeszłość.

Z aparatu telefonicznego, który wisiał obok automatu do gry we flippera, zadzwoniłem do Constance i poprosiłem ją o rękę. Do dziś nie jestem w stanie stwierdzić, dlaczego to zrobiłem, a ona do dziś nie wie, dlaczego przyjęła oświadczyny. Niczym hinduscy małżonkowie, których rodzice przypieczętowali związek, gdy państwo młodzi byli jeszcze dziećmi, w tamtym momencie i w tamtym miejscu pokornie oddaliśmy się w ręce przeznaczenia.

Jesteśmy małżeństwem od czterdziestu siedmiu lat. Żadne z nas nie jest w stanie powiedzieć, z jakiego dokładnie powodu.

Czy się kochamy? Oczywiście, że się kochamy. Czy jesteśmy ze sobą szczęśliwi? No cóż... czasem tak, czasem nie. W pewnym momencie udało nam się jednak zrozumieć, że tak naprawdę nikt nie jest w stanie uszczęśliwić innej osoby, a nawet gdyby było to możliwe, miłość jest ważniejsza od szczęścia. Każdy człowiek żyjący na tym świecie – bez względu na to, czy jest z kimś w związku małżeńskim, czy nie – jest w pełni odpowiedzialny za swoje szczęście lub nieszczęście.

Co to wszystko ma wspólnego z magiją domową? Moja odpowiedź jest prosta. Gmach mojego życia – mój dom, moja praca, moja praktyka magiczna – został wybudowany na fundamencie tworzonym przez miłość, wsparcie, sprzeciw, wskazówki, rozdrażnienie, mądrość i bezlitosną krytykę ze strony Constance. Ta panna z Nebraski jest nadnaturalną siłą natury – wspaniałą i okropną istotą magiczną, boginią, diabłem, aniołem, harpią, demonem. Jest również archetypową żoną, matką i babcią. Przede wszystkim jest jednak swoim własnym, niepowtarzalnym wszechświatem. Jest żyjącą świętą – w każdym znaczeniu tego słowa2.

Wierzcie mi jednak na słowo: nie jest łatwo być ziemskim mężem świętej. Jeżeli jednak zazdrościcie mi niezwykłego szczęścia małżeńskiego, ostudźcie swoją zawiść potokiem współczucia, ponieważ pomimo tego, że zostałem obdarzony wieloma unikatowymi i godnymi podziwu cechami, nie jestem świętym. Pamiętajcie proszę o tej okrutnej ironii losu, gdy na stronach tej książki będę próbował opisać kilka przygód z życia naszej rodziny.

Wraz z Constance postanowiliśmy, że podczas ceremonii ślubnej nie będziemy składać żadnej przysięgi. Niczego sobie nie przyrzekaliśmy. Pomimo tego, od ponad czterdziestu siedmiu lat, na dobre i złe, w chorobie i zdrowiu, ta kobieta z Nebraski pozostaje domem w mojej magiji domowej.

1Moje życie z duchami, Lashtal Press, Gdynia-Londyn 2014.

2 W 1976 roku Hymenaeus Alpha (Grady McMurtry), głowa Ordo Templi Orientis, określił Constance mianem „Świętej Konstancji od Dobra”.

CZĘŚĆ I

Inicjacja

ROZDZIAŁ 0

Tyrada domowego maga

W magiji nie chodzi o to, żeby przeprowadzać operacje magiczne. Celem magiji jest bycie magiem.

Nie jestem do końca zadowolony z tytułu tej książki (mowa o oryginalnym tytule Homemade Magick, co oznacza „magiję domowej roboty” – przyp. red.). Jest nieco mylący, ponieważ tak naprawdę każde działanie magiczne jest głęboko osobistym przedsięwzięciem – z definicji jest czymś domowej roboty. Ktoś może oczywiście przejść formalny trening z zakresu klasycznych systemów magicznych (lub przynajmniej dysponować wiedzą na ich temat), takich jak Kabała, Wicca, druidyzm, wierzenia rdzennych Amerykanów, tradycja salomoniczna, magija enochiańska etc., albo wstąpić do zorganizowanej i ustrukturyzowanej grupy magicznej lub szkoły misteryjnej, takiej jak kowen, loża ezoterycznego wolnomularstwa, Zakon Złotego Brzasku, Słudzy Świat­ła czy Ordo Templi Orientis (O.T.O.). Jeżeli ktoś ma wystarczająco dużo szczęścia, może nawet pobierać prywatne lekcje u doświadczonego i oświeconego adepta magiji. Jako magowie – a więc istoty ludzkie – mamy jednak do dyspozycji tylko jeden wszechświat, w którym możemy pracować, i tylko jeden wszechświat, z którym możemy pracować. Tym wszechświatem jesteśmy my sami.

Bez względu na to, w jakiej sytuacji się znajdujesz, gdy pojawia się potrzeba użycia prawdziwej magiji, twój cel magiczny może zostać osiągnięty wyłącznie przez ciebie, dla ciebie i za twoim pośrednictwem. Napisałem tę książkę, aby podzielić się kilkoma historiami z włas­nego życia i kariery magicznej oraz zachęcić cię do refleksji nad tym, w jaki sposób możesz przełożyć moje doświadczenia na język swojej niepowtarzalnej sytuacji życiowej, a następnie zrobić z nich jakiś użytek. Wydaje mi się, że będzie ci łatwiej, jeżeli na samym wstępie opiszę pokrótce swoją przeszłość i obecne działania magiczne.

Urodziłem się 11 lipca 1948 roku w Long Beach, w Kalifornii 3. W 1956 roku wraz z rodzicami i starszym bratem przeprowadziłem się do Columbus w stanie Nebraska, a w 1966 roku, po ukończeniu liceum, wróciłem do południowej Kalifornii. Już w wieku czternastu lat byłem zawodowym muzykiem, a będąc dwudziestokilkulatkiem, zarabiałem na życie jako autor piosenek i muzyk sesyjny.

W 1967 roku wziąłem ślub z Constance. Mamy jednego syna, Jean-Paula, który jest profesorem na uniwersytecie w Japonii. Znam język angielski i jedynie kilka podstawowych zwrotów w języku francuskim oraz hiszpańskim. Oznacza to, że cała moja wiedza – zarówno dotycząca magiji, jak i każdego innego zagadnienia – pochodzi z książek napisanych po angielsku lub przetłumaczonych na ten język. Rzuciłem studia już na pierwszym roku (moim przedmiotem kierunkowym była wiedza o teatrze) i przez krótki czas uczyłem się aktorstwa w Lee Strasberg Theatre and Film Institute w Hollywood. Nie mam żadnego dyplomu akademickiego.

Za sprawą szeregu doświadczeń mistycznych, które przytrafiły mi się pod wpływem psychodelików pomiędzy 1966 a 1971 rokiem, zacząłem uprawiać jogę. Zainteresowałem się także różnymi technikami medytacyjnymi oraz praktykami wschodniego mistycyzmu stosowanymi w Vedanta Society i założonym przez Paramahansę Joganandę ugrupowaniu Self-Realization Fellowship. Od 1971 do 1975 roku poznawałem (dzięki kursom korespondencyjnym) różne tradycje misteryjne świata zachodniego, takie jak Zakon Różokrzyżowców (AMORC)4, Budowniczy Adytum (B.O.T.A.)5 czy Tradycyjny Zakon Martynistów (TMO)6.

Mniej więcej w tamtym czasie zaczęły mnie fascynować pisma Aleistera Crowleya. W 1975 roku poznałem Grady’ego Louisa McMurtry’ego (znanego także jako Hymenaeus Alpha, 777) i jego ówczesną żonę, Phyllis Seckler McMurtry (znaną także jako Soror Meral), którzy inicjowali mnie do dwóch Crowleyowskich organizacji magicznych: Ordo Templi Orientis (O.T.O.) i A...A... Państwo McMurtry byli uczniami Crowleya, który zmarł w 1947 roku. Grady otrzymał najwyższy stopień inicjacyjny O.T.O. bezpośrednio od Crowleya podczas swojego pobytu w Anglii, natomiast Phyllis była osobistą uczennicą Jane Wolfe (akolitki Crowleya). Państwo McMurtry poznali mnie z kolei z Francisem (Israelem) Regardie, byłym sekretarzem Crowleya i autorem wielu znanych książek okultystycznych.

W 1976 roku otrzymałem kolejny stopień inicjacyjny O.T.O. w Dublinie, w Kalifornii. Państwu McMurtry pomagała podczas ceremonii Helen Parsons-Smith, która również pamiętała czasy Crowleya i była niegdyś żoną Wilfreda T. Smitha (byłego Wielkiego Mistrza Północno­amerykańskiego Oddziału O.T.O.) oraz Johna Whiteside (Jacka) Parsonsa. Parsons był wybitnym ekspertem w dziedzinie technologii rakietowej, twórcą odrzutowych silników startowych i paliwa stałego do rakiet. Był jednym z członków-założycieli Jet Propulsion Laboratory, organizacji zapowiadającej powstanie NASA. Agencja kosmiczna uhonorowała pośmiertnie tego błyskotliwego maga/naukowca za wkład w rozwój programu, nazywając jego nazwiskiem jeden z kraterów na powierzchni Księżyca.

W styczniu 1978 roku rodzina DuQuette’ów gościła w swoim domu w Costa Mesa (w stanie Kalifornia) głowę O.T.O. – Kalifa Hymenaeusa Alpha, 777, IX° (Grady’ego L. McMurtry). Powyższe zdjęcie zostało zrobione tuż przed tym, jak Grady podpisał statut naszej loży i poprowadził nasze pierwsze rytuały inicjacyjne. Od samego początku zarządzamy lożą z naszego domu i pozostajemy najstarszą nieprzerwanie działającą lożą O.T.O. na świecie.

McMurtry’ego poznałem 14 listopada 1975 roku, zaledwie dzień przed tym, jak inicjował mnie do stopnia Minerval (0°) O.T.O. w świątyni, która została urządzona w garażu przy jego domu (mieszkał wtedy ze swoją ówczesną żoną, Phyllis Seckler McMurtry) w Dublinie, w Kalifornii. Constance została inicjowana do stopnia Minerval w ogródku na tyłach tego samego domu w Dublinie kilka miesięcy później.

Dwanaście lat po zrobieniu tego zdjęcia wraz z Constance mieliśmy przyjemność inicjować naszego syna, Jean-Paula (który w momencie wykonania niniejszej fotografii miał pięć lat). Ceremonia odbyła się w dzień jego osiemnastych urodzin w ogródku naszego domu w Costa Mesa.

W 1978 roku Grady McMurtry upoważnił mnie do założenia i prowadzenia loży O.T.O. w południowej Kalifornii. Jestem jej Mistrzem aż do dnia dzisiejszego. W 1966 roku następca McMurtry’ego, Hymenaeus Beta, mianował mnie na Zastępcę Wielkiego Mistrza O.T.O. w USA.

Aby zapewnić byt sobie i swojej rodzinie, trudniłem się różnymi rzeczami. Na przełomie lat 60. i 70. zarabiałem na życie jako piosenkarz, autor piosenek i muzyk sesyjny, a następnie zajmowałem niskopłatne stanowiska w firmach parających się produkcją przemysłową, zarządzaniem nieruchomościami i tworzeniem reklam. Wszystkie te zajęcia zapewniały mi całkiem dużą elastyczność, dzięki której miałem czas na swoje magiczne poszukiwania i praktyki.

W 1988 roku wraz z Constance inicjowaliśmy do naszej loży O.T.O. dr. Chrostophera S. Hyatta, z którym w ciągu kilku następnych lat napisałem wiele tekstów. Był to początek nowego, ekscytującego rozdziału w mojej karierze magicznej i zawodowej.

Tak w skrócie wyglądało moje życie. Jestem domowym magiem od czterdziestu lat. Przez ten czas zajmowałem się różnymi dyscyplinami i systemami duchowymi, pracowałem z nauczycielami oraz zakonami magicznymi. Nie ukrywam, że miałem bardzo dużo szczęścia. Twoje doświadczenia będą najprawdopodobniej inne niż moje. Jeżeli jednak sądzisz, że będziesz mniej skutecznym magiem, ponieważ twoje życie i przeszłość pod pewnymi względami różnią się od moich, jesteś w ogromnym błędzie.

Czy ci się to podoba, czy nie, każdy z nas potrzebuje dokładnie tych kart, jakie dostaje od życia. Aby zostać magiem, nie musisz być osobistym uczniem adepta ani należeć do jakiegokolwiek zakonu lub stowarzyszenia magicznego. Jesteś i zawsze będziesz swoim własnym wszechświatem. Jesteś szkołą magiji domowej, w której przebywa jeden nauczyciel i jeden uczeń. Jesteś całym zakonem mistycznym. Nawet jeśli pewnego dnia zaczniesz pobierać nauki od jakiegoś wielkiego mistrza albo wstąpisz do potężnego zakonu okultystycznego i zostaniesz jego adeptem, w dalszym ciągu będziesz mieć przed sobą te same przeszkody i wyzwania, które masz przed sobą dzisiaj. W dalszym ciągu będziesz musiał przeprowadzać wszystkie operacje magiczne sam. Zawsze będziesz praktykować w samotności.

Nie twierdzę bynajmniej, że inni ludzie nie wywierają na nas żadnego wpływu ani że nasze decyzje, myśli i zachowania nie oddziałują na nasze otoczenie. Jeżeli twoja samorealizacja i samotransformacja sprawią, że przy okazji ktoś zostanie uzdrowiony albo osiągnie oświecenie, to wspaniale. W ostatecznym rozrachunku działasz jednak w pojedynkę, a twoją świątynią, twoim warsztatem, twoim laboratorium i twoim wszechświatem są twoje własne ciało, twój własny mózg i twoja własna dusza.

W magiji nie chodzi o to, żeby przeprowadzać operacje magiczne. Celem magiji jest bycie magiem. Jedyną rzeczą, jaką rzeczywiście możemy zmieniać za pomocą swojej magiji, jesteśmy my sami. Napisałem tę książkę, aby ci pomóc i udzielić ci wskazówek. Wszelka pomoc i wskazówki będą jednak bezużyteczne, jeżeli sądzisz, że wystarczy ślepo odtwarzać operacje magiczne opisane przeze mnie lub kogokolwiek innego, by osiągnąć Wielkie Dzieło. To nie działa w ten sposób.

Magija jest procesem – odbywaną krok po kroku podróżą mającą na celu samodzielne i dobrowolne rozwijanie własnej osobowości. Proces ten musi zachodzić w kontekście wszystkich możliwości, obowiązków, atutów, przeszkód, ograniczeń i zrządzeń losu (szczęśliwych lub pechowych), które otrzymujesz od życia i które są wynikiem twoich własnych działań.

Magiczna rodzina DuQuette’ów, Costa Mesa, Kalifornia, około 1975 roku: Lon (tata), Constance (mama), Jean-Paul (nasz „Mały Budda”) i Shep (pies).

Możesz mieć partnera albo być stanu wolnego. Twój status związku równie dobrze może być trudny do określenia. Możesz mieć dzieci. Możesz być pracownikiem biurowym lub niezależnym ekspertem albo zarabiać na życie jako artysta lub muzyk. Możesz mieć stałą pracę, nie mieć jej w ogóle lub być na emeryturze. Możesz być osobą w pełni niezależną finansowo albo nie mieć zbyt dużo pieniędzy i prowadzić ascetyczny tryb życia. Twoje poglądy społeczne i polityczne mogą być konserwatywne lub liberalne. Okoliczności zewnętrzne mogą sprawiać, że będziesz utrzymywać swoje zainteresowanie magiją w tajemnicy przed otaczającymi cię ludźmi, ale równie dobrze możesz mieć możliwość opowiadania o nich wszystkim wokół siebie.

Bez względu na to, w jakiej sytuacji się znajdziesz, kiedy już zdasz sobie sprawę z tego, że jesteś magiem, nie będziesz w stanie usunąć magiji z żadnego aspektu swojego istnienia. Twoje źródło utrzymania przestanie być zwykłą pracą, a stanie się pracą magiczną. Bliskie osoby zaczniesz postrzegać jako istoty magiczne. Twoje pasje staną się magiją, podobnie jak twoje życie miłosne. Magiją staną się również twoje preferencje, obawy, marzenia, ambicje, a nawet twoje wady i słabości. Wszystko to będzie magiją, ponieważ nawet na chwilę nie przestaniesz być magiem.

Opiszę w tej książce kilka sytuacji ze swojej przeszłości, pokazując na ich przykładzie, w jaki sposób uczyniłem ze sztuki magicznej integralny element swojego życia. Spróbuję również – i jest to jeszcze ważniejsze – dać ci ogólne wyobrażenie o tym, w jaki sposób magowie interpretują wszystkie pozornie przyziemne i niemagiczne wydarzenia napotykane w codziennym życiu jako magiczne przygody, rozpoznając w ten sposób ich prawdziwą naturę. Mam nadzieję, że uda ci się odnieść przytaczane przeze mnie przykłady do swojej niepowtarzalnej sytuacji życiowej.

Twoja przygoda z magiją domową zacznie się wtedy, gdy zrozumiesz, że nie żyjesz w sposób świadomy. Pewnego dnia wszyscy ludzie zdadzą sobie z tego sprawę. Magowie różnią się jednak od swoich pogrążonych w nieświadomości sąsiadów tym, że są skłonni zainicjować proces przebudzenia. Z namaszczeniem i w pełni intencjonalnie wychodzimy ze stanu sennego zamroczenia i oznajmiamy bogom: „Budzę się teraz! Niechaj rozpocznie się moja podróż!”.

3 W momencie pisania tych słów mam sześćdziesiąt cztery lata.

4 The Ancient and Mystical Order Rosae Crucis (AMORC) to międzynarodowe bractwo o charakterze filozoficznym i humanistycznym. W okresie, gdy byłem jego aktywnym członkiem, jego siedziba główna znajdowała się w San José, w Kalifornii.

5 Budowniczy Adytum (ang. Builders of the Adytum – B.O.T.A.) to nienastawiona na zyski organizacja religijna założona przez Paula Fostera Case’a (1884-1954). Jej główna siedziba znajduje się w Los Angeles.

6 Gdy należałem do TMO (ang. Traditional Martinist Order), organizacja ta była blisko związana z AMORC.

ROZDZIAŁ 1

Kim jesteś?

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 2

Motto magiczne domowej roboty

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 3

Domowa inicjacja

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 4

Domowy rytuał samoinicjacji

Dostępne w wersji pełnej

CZĘŚĆ II

Narzędzia magiczne

ROZDZIAŁ 5

Czym tak naprawdę są narzędzia magiczne?

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 6

Magiczny dysk (lub pentakl)

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 7

Magiczny miecz

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 8

Magiczny puchar

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 9

Magiczna różdżka

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 10

Domowy rytuał konsekracji

Dostępne w wersji pełnej

CZĘŚĆ III

Loża magiczna w twoim domu

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 11

Wydaje ci się, że nie masz gdzie uczyć się magiji? Zacznij nauczać tego, czego sam chcesz się nauczyć!

ROZDZIAŁ 12

Wychowywanie dzieci w magicznym domu

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 13

Magija w podróży

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 14

Wady i zalety bycia w związku z innym magiem

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 15

Samodzielnie zrobione karty Tarota

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 16

Czy muszę znaleźć pracę?

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 17

Domowy klasztor

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 18

Demon, który uratował mi życie

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 19

Szkoła misteryjna w ogródku za domem

Dostępne w wersji pełnej

EPILOG

U bram Nowego Roku

Dostępne w wersji pełnej

Modlitwy do żywiołaków Eliphasa Léviego

Dostępne w wersji pełnej

Autorzy zdjęć zamieszczonych w książce

Dostępne w wersji pełnej