Wydawca: Kurhaus Publishing Kategoria: Literatura faktu, reportaże, biografie Język: polski Rok wydania: 2015

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 106 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze PDF
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Wyścig z maszynami - Erik Brynjolfsson, Andrew McAfee

Erik Brynjolfsson i Andrew McAfee, naukowcy z Instytutu Technologii w Massachusetts, analizując wysoki poziom bezrobocia w USA, uważnie przyglądają się teorii „końca pracy”. Argumentują, że w obliczu rosnących kompetencji maszyn, przeciętny pracownik traci silną pozycję na rynku, ustępując pola komputerom. Analiza rynku pracy jest jednak dla autorów jedynie punktem wyjścia do szerokich rozważań o skali postępu technologicznego ostatnich lat.
Opisując wykładnicze tempo rozwoju technologii cyfrowych, autorzy zwracają uwagę, że my – ludzie przestaliśmy już nadążać za tym procesem. Podobnie jak Raymond Kurzweil, guru środowiska singultarian (wyznawców teorii osobliwości) i autor słynnego futurologicznego traktatu „Nadchodzi Osobliwość”, podając przykłady z dziedziny GPT (general purpose technology) wskazują, że komputery zaczynają zastępować nas w takich sferach życia, które do niedawna były jeszcze domeną człowieka. Jak człowiek ma się odnaleźć w gospodarce napędzanej innowacjami? Co się stanie, kiedy maszyny zyskają intuicję? Czy człowiekowi uda się je okiełznać?

Opinie o ebooku Wyścig z maszynami - Erik Brynjolfsson, Andrew McAfee

Fragment ebooka Wyścig z maszynami - Erik Brynjolfsson, Andrew McAfee

WYŚCIG ‌Z MASZYNAMI

Jak rewolucja ‌cyfrowa napędza innowacje, zwiększa ‌wydajność i w ‌nieodwracalny ‌sposób ‌zmienia rynek pracy?

Erik ‌Brynjolfsson

Andrew McAfee

Przełożył Maksymilian Sielicki

Warszawa ‌2015

Tytuł oryginału:

Race ‌against ‌the ‌machineCopyright: 2011 ‌© ‌Erik ‌Brynjolfsson, Andrew ‌McAfee.

All rights ‌reserved. ‌No ‌part ‌of the book ‌may be reproduced in ‌any form by ‌any electronic or mechanical ‌(including ‌photocopying, recording, or ‌information ‌storage ‌and ‌retrieval) ‌without permisssion in ‌writing from ‌the Publisher

Wydanie polskie:

2015 © ‌Kurhaus Publishing ‌Kurhaus Media ‌sp. z o. o. ‌sp. k.

Prawa do przekładu ‌polskiego:

2015 © ‌Kurhaus ‌Publishing Kurhaus Media ‌sp. z o.o. ‌sp. k.

Wszelkie ‌prawa ‌zastrzeżone. Żaden z ‌fragmentów książki ‌nie może być przedrukowywany, ‌skanowany i wprowadzany ‌do dystrybucji bez ‌zgody wydawcy.

Przekład: Maksymilian Sielicki

Redakcja: ‌Katarzyna Kozłowska

Korekta: ‌Bożenna i Janusz Sigismundowie

Projekt ‌okładki: Sławomir ‌Kosmynka

Opracowanie typograficzne i łamanie: ‌Marek Wójcik

ISBN: 978-83-65301-00-0

Kurhaus Publishing ‌Kurhaus ‌Media sp. z o.o. ‌sp. ‌k.

ul. Karłowicza ‌9/1, 02-501 ‌Warszawa

Dział sprzedaży: ‌kontakt@kurhauspublishing.com

Wydanie ‌e-book

Moim ‌Rodzicom:

Ariemu i ‌Marguerite Brynjolfssonom,

którzy zawsze ‌we ‌mnie wierzyli.

Mojemu Ojcu, ‌Davidowi McAfee,

który ‌nauczył ‌mnie, że ‌nie ma ‌nic ‌lepszego

niż dobrze wykonana ‌robota.

Część I

Wpływ technologii napoziom zatrudnienia igospodarkę

Gdyby czółenko tkało, aplektron szarpał struny bez użycia kierującej nimi ręki, budowniczy nie potrzebowałbyrobotników.

Arystoteles

Niniejsza książka opowiada o tym, w jaki sposób nowoczesne technologie wpływają na rynek pracy, ludzkie umiejętności, płace i gospodarkę. Aby zrozumieć, dlaczego jest to ważny temat, wystarczy spojrzeć na ostatnie dane dotyczące powstawania nowych miejsc pracy w Stanach Zjednoczonych.

Późnym latem 2011 roku amerykańska gospodarka osiągnęła punkt, w którym nawet złe wieści wydawały się dobrymi. Rząd opublikował raport głoszący, że w lipcu powstało 117 tys. nowych miejsc pracy. W porównaniu z majem i czerwcem tamtego roku, kiedy to powstało w sumie 100 tys. nowych miejsc pracy, była to poprawa, więc reakcje na raport były pozytywne. 6 sierpnia „New York Times” ogłosił: „Amerykański rynek pracy rośnie”.

Jednakże entuzjastyczne nagłówki skrywały palący problem. 117 tys. nowych miejsc pracy miało się nijak do wzrostu liczby ludności. Tym bardziej nie było w stanie przywrócić do pracy około 12 mln Amerykanów, którzy stracili zatrudnienie w okresie Wielkiego Kryzysu lat 2007­–2009. Ekonomistka Laura D’Andrea Tyson obliczyła, że nawet gdyby co miesiąc powstało dwa razy więcej miejsc pracy – 208 tys., podobnie jak w 2005 roku – to luka, która pojawiła się w wyniku recesji, zamknęłaby się dopiero w 2023 roku. Nadto, powstawanie nowych miejsc pracy w tempie z lipca 2011 roku, zaspokajałoby potrzebę zatrudnienia coraz mniejszego odsetka Amerykanów. Tymczasem we wrześniu tamtego roku rząd ogłosił, że w sierpniu nie powstało ani jedno nowe miejsce pracy1.

Spośród wszystkich ponurych danych i zdarzeń towarzyszących Wielkiemu Kryzysowi oraz ożywieniu gospodarczemu, jakie po nim nastąpiło, najgorsze były te, które dotyczyły rynku pracy. Ludzie zawsze tracili pracę w czasie recesji, ale między majem 2007 a październikiem 2009 roku poziom bezrobocia wystrzelił o 5,7 punktów procentowych, co stanowiło najwyższy wzrost od czasów II wojny światowej.

Gospodarka, która nie przywraca ludzi dopracy

Jeszcze większym problemem okazało się to, że bezrobotni nie potrafili znaleźć sobie pracy nawet wtedy, gdy gospodarka znów zaczęła rosnąć. W lipcu 2011 roku, 25 miesięcy po tym, jak oficjalnie ogłoszono koniec recesji, główny wskaźnik – stopa bezrobocia wynosiła w Stanach 9,1 proc., o jeden punkt procentowy mniej, niż w najgorszym okresie. W połowie 2011 roku, średni okres przebywania na bezrobociu wynosił 39,9 tygodnia, a zatem był niemal dwukrotnie dłuższy, niż miało to miejsce w czasie dowolnego innego pokryzysowego ożywienia gospodarczego po II wojnie światowej. Współczynnik aktywności zawodowej, czyli odsetek pracujących dorosłych w wieku produkcyjnym, spadł poniżej 64 proc. – poziomu z 1983 roku, kiedy kobiety nie weszły jeszcze masowo na rynek pracy.

Wszyscy zgadzali się z tym, że był to poważny problem. Ekonomista i laureat Nagrody Nobla2 Paul Krugman3 nazwał bezrobocie „straszną zmorą i nieustającą tragedią” i spytał, jak możemy oczekiwać, że będzie nam się powodziło za 20 lat, jeśli miliony absolwentów szkół wyższych w praktyce nie mają szans na rozpoczęcie pracy zawodowej?

Don Peck w piśmie „The Atlantic” opisał permanentne bezrobocie jako „zarazę, która powoli wyniszcza naród, rodziny oraz, jeśli wystarczająco się rozprzestrzeni, również tkankę społeczną. Historia uczy, że jest to najbardziej dotkliwy problem społeczny. Era wysokiego bezrobocia może na długo wypaczyć nasze życie polityczne, naszą kulturę, a także charakter naszego społeczeństwa”4. Jego współpracowniczka Megan McArdle poleciła swoim czytelnikom, aby wyobrazili sobie sytuację ludzi, którzy są długotrwale bezrobotni: „Tak właśnie dzieje się z milionami ludzi, których oszczędności skończyły się, a kapitał społeczny – wyczerpał (a ani jedno, ani drugie nie było pokaźne). Mają ponad 50 lat i są za młodzi, aby iść na emeryturę, ale nie mogą znaleźć takiej pracy, za którą wynagradzano by ich tak jak w poprzedniej. Pomyślcie o ludziach, którzy nie są w stanie utrzymać swoich dzieci albo nawet samych siebie. Pomyślcie o ich rozpaczy”.

Wielu Amerykanów dostrzega ten problem. 24 proc. ankietowanych w badaniu Instytutu Gallupa z czerwca 2011 roku stwierdziło, że zatrudnienie jest najważniejszym wyzwaniem, z jakim mierzy się Ameryka (nadto 36 proc. wskazało, że problemem jest stan gospodarki w ogóle).

Ponure dane dotyczące bezrobocia wprowadziły wielu w konsternację, ponieważ inne wskaźniki gospodarcze dość szybko wróciły do poziomu sprzed Wielkiego Kryzysu, który oficjalnie zakończył się w czerwcu 2009 roku5. Od końca kryzysu, w ciągu 7 poprzednich kwartałów, średni wzrost PKB wynosił 2,6 proc., a zatem był w 75 proc. tak wysoki, jak długoterminowa średnia z lat 1948–2007. Zyski amerykańskich przedsiębiorstw były rekordowe. W 2010 roku, wskaźnik inwestycji w sprzęt i oprogramowanie wrócił do poziomu 95 proc. swego historycznego szczytu; od pokolenia nie było przypadku tak szybkiej poprawy sytuacji gospodarczej w zakresie inwestowania w sprzęt.

Historia gospodarcza uczy, że jeśli przedsiębiorstwa rozwijają się, osiągają zyski i inwestują w nowy sprzęt, zwykle zatrudniają także nowych pracowników. Jednakże amerykańskie firmy nie zaczęły zatrudniać, kiedy Wielki Kryzys się skończył. Liczba zwolnień szybko wróciła do poziomu z czasów sprzed recesji, co oznaczało, że przedsiębiorstwa przestały redukować kadrę. Jednakże liczba nowozatrudnionych pozostała ograniczona. Przedsiębiorstwa kupowały nowe maszyny, ale nie zatrudniały nowych pracowników.

Gdzie zniknęły miejsca pracy?

Dlaczego zaraza bezrobocia jest tak nieustępliwa? Analitycy przedstawiają trzy możliwe wyjaśnienia: cykliczność, stagnację oraz koncepcję „końca pracy”.

Według wyjaśnienia odwołującego się do pojęcia cykliczności, nie dzieje się nic nowego czy tajemniczego; bezrobocie w Ameryce pozostaje na tak wysokim poziomie dlatego, że gospodarka nie rośnie wystarczająco szybko, by przywrócić ludziom miejsca pracy. Jednym z głównych orędowników tej teorii jest Paul Krugman. Twierdzi on, że: „Wszystko wskazuje na to, iż wysokie bezrobocie w Ameryce jest skutkiem niedomagającego popytu – i tyle”. Peter Orszag zgadza się z tym i pisze, że „fundamentalną przeszkodą dla powstawania nowych miejsc pracy dla Amerykanów jest słaby wzrost [gospodarczy]”. Zwolennicy takiej argumentacji głoszą, że po szczególnie ostrym osłabieniu popytu, z jakim mieliśmy do czynienia w trakcie Wielkiego Kryzysu, proces ożywienia gospodarki musi być długotrwały i frustrująco powolny. W skrócie: od 2007 roku Ameryka odczuwa po prostu efekty zachodzącego cyklu ekonomicznego, choć są one szczególnie dotkliwe.

Drugie wyjaśnienie obecnej trudnej sytuacji opiera się na pojęciu stagnacji, nie cykliczności. Stagnacja w tym kontekście oznacza długoterminowy spadek zdolności amerykańskiej gospodarki do wprowadzania innowacji i zwiększania produktywności. Ekonomista Tyler Cowen wyraził ten pogląd w swojej opublikowanej w 2010 roku książce pt. The Great Stagnation:

Nie potrafimy zrozumieć, dlaczego nam się nie udaje. Wszystkie wspomniane problemy mają jedną, prawie wogóle nie zauważaną , podstawową przyczynę: żywiliśmy się owocami dostępnymi nawyciągnięcie ręki. Niemniej, wokresie ostatnich 40 lat, te łatwo dostępne owoce zaczęły zanikać, amywciąż udawaliśmy, żeone tam są. Nie spostrzegliśmy, żeznajdujemy się wtechnologicznym dołku, adrzewa dają mniej owoców, niż byśmy tego pragnęli. Tojest przyczyna naszych niepowodzeń. Towszystko.

Na poparcie swojego poglądu Cowen podaje dane dotyczące mediany przychodów amerykańskich gospodarstw domowych. Mediana to wartość środkowa – tyle samo rodzin ma przychód wynoszący mniej od danej wartości, co rodzin mających większy dochód od tejże wartości. Wzrost mediany dochodu istotnie hamował od 30 lat, a w czasie pierwszej dekady obecnego stulecia dochodziło nawet do spadku tej wartości; przeciętna rodzina w Ameryce zarabiała w roku 2009 mniej niż w roku 1999. Cowen tłumaczy to spowolnienie obserwacją, że gospodarka znalazła się w „technologicznym dołku”.

Leo Tilman i laureat Nagrody Nobla Edmund Phelps6 w artykule zamieszczonym w „Harvard Business Review” zgodzili się z wyjaśnieniem opierającym się na stagnacji: „Dynamika [Ameryki] – jej zdolność i skłonność do kreowania innowacji – podniosła poziom życia poprzez stworzenie wielu miejsc pracy. Przyniosła też prawdziwy dobrobyt, dała wymagające i interesujące miejsca pracy, umożliwiła robienie karier pozwalających na samorealizację i samopoznanie – [ale] dynamika ta od ponad dekady słabnie”7.

Stanowisko stagnacjonistyczne nie pomija Wielkiego Kryzysu, ale nie uznaje go za główną przyczynę obecnej marnej sytuacji gospodarczej i wysokiego bezrobocia. Te problemy mają inne, lecz fundamentalne wyjaśnienie: niedostatek nowych potężnych idei, które popchnęłyby rozwój gospodarki do przodu.

Ów niedostatek ma swe źródła jeszcze przed Wielkim Kryzysem. Cowen w książce The Great Stagnation [pol. Wielka stagnacja] datuje jego początki na lata 70., kiedy to w Ameryce zahamował wzrost produktywności, a mediana dochodów amerykańskich rodzin przestała rosnąć tak szybko, jak wcześniej. Cowen, Phelps i inni stagnacjoniści twierdzą, że jedynie wzmożenie innowacyjności i przyspieszenie postępu technologicznego wydźwignie gospodarkę z zastoju, w którym obecnie się znajduje.

Według jednego z wariantów tej argumentacji, to nie Ameryka pogrążyła się w stagnacji, ale inne kraje, takie jak np. Indie czy Chiny, zaczęły nadganiać. W gospodarce globalnej, amerykańskie przedsiębiorstwa i amerykańscy pracownicy nie otrzymują premii, jeśli nie wykażą się większą produktywnością niż ich odpowiedniki w innych krajach. Technologia usunęła wiele przeszkód, które geografia i brak wiedzy stawiały przed kapitalistami i konsumentami, nie pozwalając na obniżanie kosztów produkcji i cen towarów na całym świecie. Spowodowało to wyrównanie cen czynników produkcji takich jak płace. Zarobki w krajach rozwijających się poszły w górę, a Amerykanie muszą dziś konkurować na innych warunkach. Zjawisko to i jego konsekwencje dla procesu konwergencji poziomu życia analizował laureat Nagrody Nobla Michael Spence8.

Trzecie wyjaśnienie problemu amerykańskiego rynku pracy wywraca stanowisko stagnacjonistów do góry nogami – rozwój technologiczny nie jest zbyt powolny, ale zbyt szybki. Będziemy określać to stanowisko koncepcją „końca pracy” od tytułu książki Jeremy’ego Rifkina z 1995 roku9. Rifkin postawił w niej śmiałą i niepokojącą hipotezę: „Wkraczamy w nową fazę w historii świata, w której potrzeba coraz mniej pracowników do wyprodukowania dóbr i usług dla całej ludności”10.

Przyczyną tego trendu są komputery. „W następnych latach – pisze Rifkin – czekają nas nowe, wyrafinowane technologie informatyczne, które przybliżą cywilizację jeszcze bardziej do świata prawie pozbawionego robotników. (…) Dziś wszystkie (…) sektory gospodarki (…) doświadczają zmian technologicznych i skazują miliony ludzi na bezrobocie”11. Jego zdaniem, przeciwstawienie się temu zjawisku „będzie chyba najpilniejszym problemem społecznym nowego stulecia”12.

Stanowisko „końca pracy” reprezentowali między innymi ekonomista John Maynard Keynes, teoretyk zarządzania Peter Drucker, a także laureat Nagrody Nobla Wassily Leontief13, który w 1983 roku pisał, że „rola ludzi jako najważniejszego czynnika produkcji nieuchronnie zmierza ku zmarginalizowaniu, tak samo jak rola koni w rolnictwie została najpierw zmarginalizowana, a potem całkowicie wyeliminowana poprzez wprowadzenie traktorów”. W opublikowanej w 2009 roku książce The Lights in the Tunnel [pol. Światła wtunelu], specjalista od oprogramowania Martin Ford zgodził się z tym poglądem i stwierdził, że „kiedyś, w przyszłości – może za parę lat, a może za kilka dziesięcioleci – maszyny będą wykonywały pracę dużej części »przeciętnych« członków społeczeństwa, a ludzie ci nie będą mogli znaleźć nowej pracy”. W. Brian Arthur stwierdził, że istnieje już ogromna, choć w dużej mierze niedostrzegalna, „druga gospodarka” – gospodarka cyfrowej automatyzacji.

Stanowisko „końca pracy” intuicyjnie wydaje się atrakcyjne. Za każdym razem, gdy pobieramy gotówkę z bankomatu zamiast od kasjera bankowego, albo korzystamy z automatycznej budki do odprawienia się na lot samolotem, przed oczyma stają nam dowody na to, jak technologia zastępuje ludzką pracę. Jednakże niski poziom bezrobocia w Stanach Zjednoczonych w latach 80. i 90. ubiegłego wieku, a także przez pierwszych siedem lat obecnego stulecia, bardzo złagodził lęk przed zanikiem miejsc pracy wynikającym z postępu technologicznego, więc w dyskusji głównego nurtu na temat problemów rynku pracy nie było nań miejsca. Przykładowo, opublikowany w 2010 roku raport Fed z Richmond, zatytułowany The Rise in Long-Term Unemployment: Potential Causes and Implications, nie zawiera słów takich jak „komputer”, „sprzęt komputerowy”, „oprogramowanie”, „technologia”. Robocze dokumenty opublikowane w 2011 roku przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW), zatytułowane New Evidence on Cyclical and Structural Sources of Unemployment oraz Has the Great Recession Raised U.S. Structural Unemployment? również milczą na temat technologii. Farhad Manjoo, dziennikarz zajmujący się sprawami technologii, podsumował to w artykule opublikowanym w internetowym piśmie „Slate”: „Większość ekonomistów nie bierze takich poglądów na poważnie. Koncepcja, że komputery mogą spowodować na rynku ludzkiej pracy głębokie perturbacje – a tym samym jeszcze bardziej osłabić gospodarkę światową – pozostaje na marginesie dyskusji”14.

Nasz cel: Włączenie kwestii technologii dodebaty

Uważamy, że nadszedł czas na to, aby koncepcja ta stała się przedmiotem [szerszej] dyskusji. Sądzimy, że należy poświęcić więcej uwagi zagadnieniu, w jaki sposób technologia wpływa na to, jakimi ludzie dysponują umiejętnościami, ile zarabiają i jaki jest poziom bezrobocia. Oczywiście, uznajemy fakt, że Wielki Kryzys spowodował, iż proces zdrowienia gospodarki jest tak przewlekły, i że w znacznej mierze to obecny niemrawy popyt jest przyczyną braku miejsc pracy. Jednakże cyklicznie słaby popyt nie stanowi całego wyjaśnienia. Przyznajemy również rację stagnacjonistom i ich tezom o długotrwałych, dalekosiężnych trendach. Przez Wielki Kryzys stały się one bardziej dostrzegalne, ale zachodzą od dawna.

Stagnacjoniści słusznie twierdzą, że mediana dochodów i inne ważne wskaźniki stanu amerykańskiej gospodarki przestały szybko rosnąć już jakiś czas temu, jednak my inaczej tłumaczymy przyczyny tego stanu rzeczy. Ich [stagnacjonistów] zdaniem wynika to z faktu, iż tempo zmian warunkowanych innowacyjnością technologiczną zmalało. My sądzimy, że wzrosło tak bardzo, iż masy ludzi za nim nie nadążają. W skrócie: ludzie przegrywają wyścig z maszynami.

Nie dotyczy to wyłącznie ludzi. Postęp technologiczny – w szczególności jeśli dotyczył on sprzętu komputerowego, oprogramowania i Internetu – był tak szybki i zaskakujący, że nasza mentalność i nasze prawo nie nadążają za nim, w tyle pozostają też nasze organizacje i instytucje. Jeśli przyjmiemy tę perspektywę, nasilanie się zjawiska globalizacji przestaje być alternatywnym wyjaśnieniem, a zaczyna oznaczać raczej konsekwencję zwiększenia potęgi i wszędobylskości technologii.

Zgadzamy się więc ze zwolennikami koncepcji „końca pracy”, że komputeryzacja niesie z sobą głębokie zmiany, jednak nie żywimy takiego pesymizmu jak oni. Nie sądzimy, że człowiek stanie się całkowicie zbędny w [procesie] produkcji towarów i usług. Nawet dzisiaj, w wieku niezwykle potężnych i użytecznych technologii cyfrowych, pewne ludzkie umiejętności są cenione wyżej niż kiedykolwiek wcześniej. Inne rzeczywiście stały się bezużyteczne, toteż ludzie dysponującymi tymi niewłaściwymi nie mają czego zaoferować pracodawcom. Przegrywają wyścig z maszynami, co odzwierciedlają aktualne dane dotyczące rynku pracy.

Napisaliśmy tę książkę dlatego, że uznajemy technologie cyfrowe za jeden z najważniejszych czynników decydujących o gospodarce. Przekształcają one rynek pracy, zwiększają produktywność i napędzają wzrost. Ich wpływ na poziom zatrudnienia nie jest jednak dobrze zrozumiany, a tym bardziej doceniany. Kiedy dzisiaj w Ameryce toczy się debata na temat rynku pracy, ludzie mówią o cykliczności, przekazywaniu zewnętrznym podmiotom niektórych funkcji przedsiębiorstwa [ang. outsourcing] i przenoszeniu niektórych procesów przedsiębiorstwa za granicę [ang. offshoring], podatkach i regulacjach, a także o słuszności i skuteczności różnych bodźców ekonomicznych. Nie wątpimy w istotność wymienionych czynników. Gospodarka jest skomplikowanym, wielowymiarowym tworem.

Nie mówi się jednak na temat znaczenia przyśpieszenia technologicznego. Może wydawać się paradoksalnym fakt, że szybszy postęp likwiduje miejsca pracy i obniża zarobki milionów ludzi, sądzimy jednak, że tak właśnie się dzieje. W dalszej części książki udowodnimy, że komputery wykonują dzisiaj wiele zadań, które [wcześniej] były domeną wyłącznie ludzi. [Szybkie] tempo i [zwiększający się] zakres zastępowania ludzi przez komputery to zjawiska stosunkowo świeże, za to pociągające za sobą olbrzymie konsekwencje ekonomiczne. Jednym z najważniejszych skutków tego zjawiska jest to, że choć postęp cyfrowy przyczynia się do zwiększania gospodarczego „tortu”, to jednocześnie sprawia, że niektórzy ludzie, a może nawet wielu z nich, biednieją.

Komputery (sprzęt, oprogramowanie i Internet) staną się w przyszłości jeszcze potężniejsze oraz bardziej użyteczne [niż dziś] i jeszcze mocniej będą wpływały na rynek pracy oraz kwalifikacje ludzi, a także na gospodarkę. Istotą naszych problemów jest, że nie znajdujemy się w Wielkim Kryzysie ani w Wielkiej Stagnacji, ale raczej u progu Wielkiej Restrukturyzacji. Nowe technologie rozwijają się szybko, ale ludzie – umiejętności, jakimi dysponują oraz organizacje, którymi kierują – wloką się [za nimi] w tyle. Jest bardzo ważne, abyśmy zrozumieli te zjawiska, rozważyli ich konsekwencje i potrafili opracować strategie, które pozwolą ludziom pędzić razem z maszynami, a nie ścigać z nimi.

Oto tematy, które poruszymy w niniejszej książce:

Ludzkość itechnologia nadrugiej połowie szachownicy

Dlaczego komputery stały się bardziej użyteczne od ludzi? Czy można jakoś temu zaradzić, a jeśli tak, to w jaki sposób? Część II poświęcona jest technologiom cyfrowym, zawiera przykłady niedawnych, zdumiewających wynalazków i ilustruje, jak obalają one powszechnie przyjęte wyobrażenia tego, do czego komputery są zdolne, a czego nie potrafią. Co więcej, dotychczasowe osiągnięcia zwiastują dalszy postęp w nadchodzących latach. Wyjaśniamy źródła tego postępu, a także jego ograniczenia.

Twórcza destrukcja. Ekonomiczne aspekty przyspieszenia technologicznego izanikających miejsc pracy

W Części III opisane zostały gospodarcze implikacje szybkiego postępu technologicznego i rosnący rozdźwięk między ekonomicznymi zwycięzcami a przegranymi. Przedstawione zostały w nim trzy teorie dotyczące tego, w jaki sposób postęp przysparza kłopotów części ludzi, okazując się korzystnym zjawiskiem dla większości społeczeństwa. Istnieje rozdźwięk między pracownikami wykwalifikowanymi i niewykwalifikowanymi, między supergwiazdami i resztą, między kapitałem a pracą. Przedstawimy dowody na to, że między trzema wspomnianymi grupami rzeczywiście istnieje rozdźwięk.

Coda się zrobić? Rady izalecenia

Po opisaniu trendów technologicznych i ich ekonomicznych aspektów, w Części IV rozważymy, co można i należy zrobić, aby stawić czoła wyzwaniu, jakim jest wysokie bezrobocie, i innym negatywnym konsekwencjom wyścigu z maszynami. Tego wyścigu nie wygramy, zwłaszcza że komputery stają się coraz bardziej funkcjonalne i potężne. Możemy jednak nauczyć się współpracować z nimi, traktować je jako wsparcie, a nie przeciwnika. W rozdziale tym omówione zostały sposoby zastosowania tej idei – których istotą jest skupienie się na sposobach zwiększenia innowacyjności organizacyjnej oraz wzmocnienie kapitału ludzkiego.

Konkluzja: Cyfrowa granica

Kończymy Częścią V, napisaną w optymistycznym tonie. Może się to wydawać dziwne w przypadku książki o rynku pracy i gospodarce, powstającej w okresie wysokiego bezrobocia, zamrożonych płac i anemicznego wzrostu PKB15. Jednak osią niniejszej pracy są technologie cyfrowe, a kiedy przyglądamy się temu, co komputery i Internet już nam dały, i co jeszcze mogą dać w przyszłości, spoglądamy w przyszłość z nadzieją. Te wynalazki ogromnie poprawiają jakość naszego życia – i w ten sposób będą nadal na nie wpływać. Żywimy głęboki cyfrowy optymizm i będziemy się starali zarazić nim Czytelnika.

1 Choć od daty premiery tej książki, czyli od 2011 roku, sytuacja na amerykańskim rynku pracy poprawiła się – we wrześniu 2015 roku stopa bezrobocia wynosiła 5,1 proc. – wydaje się jednak, że problem jest aktualny. 2 października 2015 Biuro Statystyki Rynku Pracy (ang. Bureau of Labor Statistics, BLS) podało, że we wrześniu liczba miejsc pracy w sektorach nierolniczych wzrosła zaledwie o 142 tys., podczas gdy spodziewano się ponad 200 tys. nowych miejsc pracy. Zapowiadane we wrześniu 2015 roku przez amerykański Bank Rezerwy Federalnej (ang. Federal Reserve, Fed) podwyżki stóp procentowych zdają się wobec tej sytuacji nieaktualne. [Większość przypisów w polskim wydaniu książki pochodzi od Tłumacza i Redakcji. Przypisy Autorów odpowiednio oznaczono].

2 W dziedzinie ekonomii w rzeczywistości przyznawana jest Nagroda Banku Szwecji im. Alfreda Nobla.

3 Paul Krugman otrzymał Nagrodę Nobla z ekonomii w 2008 roku za badania nad handlem i umiejscowieniem działalności gospodarczej. Pisze felietony dla pisma „New York Times” w stałej rubryce pod nazwą „The Conscience of a Liberal”.

4 Dostępny w Internecie: http://www.theatlantic.com/magazine/archive/2010/03/how-a-new-jobless-era-will-transform-america/307919/ [dostęp: wrzesień 2015].

5 Za koniec kryzysu w USA większość ekonomistów uważa moment, w którym szef amerykańskiego banku centralnego (Fed) ogłosił zakończenie programu poluzowania ilościowego [quantitative easing]. W 2012 roku Ben Bernanke poinformował, że Fed zakończy go w chwili, gdy stopa bezrobocia spadnie do 6,5 proc. Gdy cel ten został osiągnięty, o odejściu od polityki poluzowania ilościowego poinformowała ostatecznie Janet Yellen w 2014 roku.

6 Edmund Phelps otrzymał Nagrodę Nobla z ekonomii w 2006 roku za analizę zależności międzyokresowych w polityce makroekonomicznej. Jest specjalistą od zjawisk zachodzących na rynku pracy. Jego książka „Płaca za pracę” została wydana nakładem Kurhaus Publishing w 2013 roku w przekładzie dr. Pawła Nowaka.

7 Dostępny w Internecie: https://hbr.org/2010/01/wanted-a-first-national-bank-of-innovation/ar/1 [dostęp: wrzesień 2015].

8 Michael Spence wspólnie z Josephem Stiglitzem oraz George’em A. Akerlofem otrzymał Nagrodę Nobla w 2001 roku za analizę rynków z asymetrią informacji.

9 Jeremy Rifkin, Koniec pracy. Schyłek siły roboczej naświecie ipoczątek ery postronkowej, przeł. Ewa Kania, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2003.

10 Tamże, s. 12.

11 Tamże, s. 12–13.

12 Tamże, s. 11.

13 Wassily Leontief otrzymał Nagrodę Nobla z ekonomii w 1973 roku za opracowanie metody nakładów i wyników i jej zastosowania dla istotnych problemów ekonomicznych.

14 Dostępny w Internecie: http://www.slate.com/articles/technology/robot_invasion/2011/09/will_robots_steal_your_job.html [dostęp: wrzesień 2015].

15 Książka ukazała się w Stanach Zjednoczonych 23 stycznia 2012 roku.