Wydawca: BC Edukacja Kategoria: Poradniki Język: polski Rok wydania: 2008

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 110 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Wypalenie zawodowe - Jorg-Peter Schröder

Wielu z nas pracuje zgodnie z zasadą „więcej, lepiej, szybciej” nie bacząc na sygnały zmęczenia czy wyczerpania. Dopiero, gdy nic już się nie udaje i nic nie sprawia nam radości, zauważamy, że przekroczyliśmy niebezpieczną granicę, czujemy się puści i wypaleni, a wymarzone osiągnięcia wcale nas nie cieszą. W tej książce pokazujemy, jak pomóc samemu sobie, by uniknąć syndromu wypalenia zawodowego, jak nauczyć się w porę rozpoznawać ostrzegawcze sygnały płynące z naszego organizmu i jak rozsądnie radzić sobie z chronicznym stresem, pośpiechem oraz własnymi wymaganiami i oczekiwaniami. Jak wyrobić w sobie odporność i dystans. Niezbędne informacje z zakresu psychologii, praktyczne wskazówki i informacje, jakie zawiera ta książka, pomogą znaleźć rozwiązanie i wypracować metody wyjścia z kryzysu. Pierwszym sygnałem poprawy będzie zrozumienie, że umiejętność pogodzenia życia prywatnego z celami zawodowymi i zachowania zasad higieny psychicznej i fizycznej, to kluczowa kompetencja w drodze do poprawy zdrowia i duchowego rozwoju.

Opinie o ebooku Wypalenie zawodowe - Jorg-Peter Schröder

Fragment ebooka Wypalenie zawodowe - Jorg-Peter Schröder

Jörg-Pe­ter Schröder

Wy­pa­le­nie za­wo­do­we

ROZ­PO­ZNA­WA­NIE OB­JA­WÓW, ZA­PO­BIE­GA­NIE I TRWA­ŁA PRZE­MIA­NA

Wy­da­no na li­cen­cji Cor­nel­sen Ver­lag GmbH & Co. OHG, Ber­lin.

Przy opra­co­wy­wa­niu edy­cji pol­skiej wy­ko­rzy­sta­no tekst, układ gra­ficz­ny oraz ilu­stra­cje z nie­miec­kie­go ory­gi­na­łu.

Ty­tuł ory­gi­na­łu: Wege aus dem Bur­no­ut

Prze­kład: Olga Ko­szut­ska

Re­dak­cja: Elż­bie­ta Kir­pluk, Be­ata Mo­ryl

Skład: Ma­ciej Ma­te­jew­ski

Wszel­kie pra­wa za­strze­żo­ne. Za­bra­nia się wy­ko­rzy­sty­wa­nia ni­niej­szej książ­ki i jej czę­ści do in­nych niż praw­nie uję­tych ce­lów, bez uprzed­niej pi­sem­nej zgo­dy wy­daw­cy. Zgod­nie z pra­wem au­tor­skim, bez uprzed­niej zgo­dy wy­daw­cy za­bra­nia się po­wie­la­nia, za­pi­sy­wa­nia, oraz za­miesz­cza­nia dzie­ła lub jego czę­ści w sie­ci kom­pu­te­ro­wej, a tak­że w we­wnętrz­nej sie­ci szkół i in­nych pla­có­wek oświa­to­wych.

© Cor­nel­sen Ver­lag GmbH & Co. OHG, Ber­lin 2006

© BC Edu­ka­cja Sp. z o.o., War­sza­wa 2008

Wy­da­nie I

ISBN: 978-83-61655-15-2

Skład wersji elektronicznej:

Virtualo Sp. z o.o.

Wprowadzenie

Wie­le osób pra­cu­je zgod­nie z za­sa­dą „szyb­ciej, wy­żej, da­lej” – aż do chwi­li, kie­dy nic już nie wy­cho­dzi. „Rien ne va plus!” Kie­dy wy­pa­da­my z ryt­mu, do na­sze­go ży­cia po­wo­li wkra­da się wy­pa­le­nie za­wo­do­we. Pierw­szy­mi ozna­ka­mi wy­pa­le­nia za­wo­do­we­go mogą być kło­po­ty z kon­cen­tra­cją, pro­ble­my ze snem i nie­moż­ność zre­lak­so­wa­nia się na­wet w cza­sie urlo­pu.

Syn­drom wy­pa­le­nia za­wo­do­we­go ni­czym epi­de­mia ogar­nia zwłasz­cza duże struk­tu­ry or­ga­ni­za­cyj­ne. Skut­ki tej „in­fek­cji” nie są wi­docz­ne tak szyb­ko jak przy pta­siej gry­pie – jed­nak­że dłu­go­ter­mi­no­we szko­dy są ol­brzy­mie.

Ni­niej­sza książ­ka to prak­tycz­ny po­rad­nik, skła­da­ją­cy się z sze­ściu roz­dzia­łów. Naj­pierw wy­ja­śnia­my, czym jest wy­pa­le­nie za­wo­do­we i jak do nie­go do­cho­dzi. Na pod­sta­wie te­stów i an­kiet na­uczy­cie się roz­po­zna­wać ozna­ki wy­pa­le­nia.

Na­stęp­nie wska­za­ne zo­sta­ną moż­li­wo­ści roz­wią­za­nia pro­ble­mu, spo­so­by ra­dze­nia so­bie ze sta­łym prze­cią­że­niem, prze­dłu­ża­ją­cym się stre­sem, na­pię­ciem, po­śpie­chem, tak by osią­gnąć spo­kój du­cha. Po­nie­waż kształ­tu­ją nas róż­ne uwa­run­ko­wa­nia, wy­cho­wa­nie, do­świad­cze­nia, na­sta­wie­nie do ży­cia, nie ma uni­wer­sal­ne­go spo­so­bu na ra­dze­nie so­bie z wy­pa­le­niem za­wo­do­wym. Na pod­sta­wie na­sze­go mo­de­lu prze­mia­ny w sze­ściu fa­zach na­uczy­cie się prze­pro­wa­dzić zmia­ny w ży­ciu tak, by były one do­sto­so­wa­ne do wa­szych in­dy­wi­du­al­nych cech i po­trzeb, oraz po­zwo­li­ły w przy­szło­ści le­piej ra­dzić so­bie z ob­cią­że­nia­mi, stre­sem, na­pię­ciem, po­śpie­chem w zgo­dzie z wa­szym na­sta­wie­niem i ocze­ki­wa­nia­mi.

Naj­waż­niej­sze umie­jęt­no­ści chro­nią­ce przed wy­pa­le­niem za­wo­do­wym to: zdol­ność har­mo­nij­ne­go łą­cze­nia pra­cy i ży­cia oso­bi­ste­go oraz ra­dze­nie so­bie z sa­mym sobą. Na te czyn­ni­ki kła­dzie­my szcze­gól­ny na­cisk, trak­tu­jąc je jako ele­ment tro­ski o zdro­wie. Na­szym ce­lem jest bo­wiem za­cho­wa­nie cen­nych re­zerw ener­gii i uni­ka­nie ich nie­po­trzeb­ne­go zu­ży­wa­nia.

Ży­czę wam, by­ście zbu­do­wa­li sku­tecz­ną ba­rie­rę ochron­ną przed wy­pa­le­niem za­wo­do­wym i wy­ko­rzy­sta­li nasz „sys­tem za­bez­pie­czeń przed wy­pa­le­niem” (Bur­no­ut-Im­pact-Pro­tec­tion-Sys­tem, BIPS), ZA­NIM doj­dzie do kry­zy­su i aby­ście mo­gli z opa­no­wa­niem i spo­ko­jem ra­dzić so­bie z trud­ny­mi sy­tu­acja­mi, z wła­snym ży­ciem i ze sobą.

Jörg Pe­ter Schröder

Li­piec 2006

1. Przyczyny i podłoże

„Lu­dzie cier­pią nie z po­wo­du zda­rzeń, lecz spo­so­bu, w jaki je oce­nia­ją.”Epik­tet

1.1 Czym jest wy­pa­le­nie za­wo­do­we?

Od lu­dzi, któ­rzy cią­gle prze­kra­cza­ją gra­ni­ce swo­ich moż­li­wo­ści, ma­jąc ogrom­ne ocze­ki­wa­nia wo­bec sie­bie i in­nych, sły­szy­my: „czu­ję się jak na­krę­co­na za­baw­ka”, „nic nie spra­wia mi przy­jem­no­ści”, „nie mogę się wy­spać”, „nic nie ma sen­su”, „je­stem u kre­su sił”.

Kie­dy inni są już daw­no w swo­ich do­mach, lu­dzie ci wciąż jesz­cze pra­cu­ją. Osła­bie­ni, wy­czer­pa­ni po ca­łym dniu pra­cy nie mają już siły, by ak­tyw­nie spę­dzić czas z ro­dzi­ną czy przy­ja­ciół­mi. Prze­szka­dza im na­wet dzwo­nek te­le­fo­nu. Sie­dzą apa­tycz­nie przed te­le­wi­zo­rem, prze­łą­cza­jąc bez­myśl­nie ka­na­ły.

Oso­by szcze­gól­nie za­gro­żo­ne wy­pa­le­niem za­bie­ra­ją do­dat­ko­wą pra­cę do domu lub po wyj­ściu z biu­ra nie po­tra­fią zdy­stan­so­wać się wo­bec pro­ble­mów za­wo­do­wych. Czy tak dzie­je się w wa­szym ży­ciu?

Or­ga­nizm do­ma­ga się od­po­czyn­ku. We­wnętrz­ne aku­mu­la­to­ry są już wy­czer­pa­ne na sku­tek dłu­go­trwa­łej go­spo­dar­ki ra­bun­ko­wej. Oso­by, któ­re bez resz­ty za­an­ga­żo­wa­ły się w ja­kiś pro­jekt, spa­la­ją się we­wnętrz­nie. Po­zo­sta­je tyl­ko ogrom­na we­wnętrz­na pust­ka.

Chro­nicz­ne prze­cią­że­nie i prze­dłu­ża­ją­cy się stres o du­żej sile mogą do­pro­wa­dzić do syn­dro­mu wy­pa­le­nia za­wo­do­we­go.

Po­ję­cie to stwo­rzył w 1974 r. psy­cho­ana­li­tyk Her­bert Freu­den­ber­ger. Wska­zał on na wy­czer­pa­nie z po­wo­du bar­dzo sil­nych na­pięć emo­cjo­nal­nych, któ­re do­ty­ka­ło lu­dzi wy­ko­nu­ją­cych za­wo­dy po­le­ga­ją­ce na nie­sie­niu po­mo­cy in­nym. Wie­lu z nich cał­ko­wi­cie od­da­wa­ło się pra­cy i speł­nia­ło swe obo­wiąz­ki z za­an­ga­żo­wa­niem i en­tu­zja­zmem. Póź­niej jed­nak na­po­ty­ka­li na in­dy­wi­du­al­ne lub ze­wnętrz­ne ogra­ni­cze­nia, któ­re pro­wa­dzi­ły do fru­stra­cji i ob­ni­że­nia po­zio­mu ener­gii ży­cio­wej. Sta­wa­li się po­dat­ni na cho­ro­by, roz­draż­nie­ni lub po­pa­da­li w de­pre­sję. Do­świad­cze­nie wy­pa­le­nia zde­cy­do­wa­nie ob­ni­ży­ło ich po­czu­cie wła­snej war­to­ści i osła­bi­ło we­wnętrz­ne za­so­by ener­gii.

Przy­kład

Mi­cha­el Bren­ner, od­kąd się­ga pa­mię­cią, chciał być le­ka­rzem. Jako dziec­ko po­ma­gał ma­łym zwie­rzę­tom, wsta­wiał się za słab­szy­mi, miał dużą zdol­ność em­pa­tii. Z wiel­kim en­tu­zja­zmem stu­dio­wał me­dy­cy­nę, a po­tem jako le­karz pra­co­wał z za­an­ga­żo­wa­niem na od­dzia­le cho­rób we­wnętrz­nych w jed­nym ze szpi­ta­li w pół­noc­nych Niem­czech.

Pró­bo­wał tak or­ga­ni­zo­wać swo­ją pra­cę, by w trak­cie co­dzien­ne­go ob­cho­du po­świę­cać pa­cjen­tom wię­cej cza­su niż stan­dar­do­we trzy mi­nu­ty. Z en­tu­zja­zmem za­czął zaj­mo­wać się pa­cjen­ta­mi cho­ry­mi prze­wle­kle, głów­nie na no­wo­two­ry. Pra­co­wał spo­łecz­nie w gru­pie sa­mo­po­mo­co­wej dla dia­be­ty­ków. Całą swo­ją ener­gię wy­dat­ko­wał na pra­cę w szpi­ta­lu, opie­kę nad pa­cjen­ta­mi i tłu­mie­nie wła­snych ob­cią­żeń emo­cjo­nal­nych z tym zwią­za­nych.

Jego ów­cze­sna przy­ja­ciół­ka z po­cząt­ku wy­ka­zy­wa­ła dużo zro­zu­mie­nia dla tych week­en­do­wych wi­zyt w szpi­ta­lu i tego, że do póź­nej nocy uzu­peł­niał kar­ty cho­rób swo­ich pa­cjen­tów. Ko­lej­na pra­ca, tym ra­zem na od­dzia­le on­ko­lo­gicz­nym, tak­że moc­no ob­cią­ża­ła go emo­cjo­nal­nie. Za każ­dym ra­zem bar­dzo prze­ży­wał, gdy ko­lej­ny pa­cjent prze­gry­wał wal­kę o ży­cie. Jego star­si ko­le­dzy za­cho­wy­wa­li się bar­dzo cy­nicz­nie. Prze­ło­że­ni kie­ro­wa­li go do nie­zbęd­nych prac or­ga­ni­za­cyj­nych, któ­re jed­nak­że za­bie­ra­ły mu czas prze­zna­czo­ny dla pa­cjen­tów. Ci wiecz­nie się skar­ży­li, co po­wo­do­wa­ło jego we­wnętrz­ne za­gu­bie­nie.

Opu­ści­ła go dziew­czy­na. Osiem dy­żu­rów noc­nych w mie­sią­cu i czę­ste dy­żu­ry week­en­do­we nie prze­szły bez echa. Mimo że co­raz czę­ściej za­pa­dał na za­pa­le­nie za­tok i do­skwie­ra­ły mu bóle żo­łąd­ka, igno­ro­wał sy­gna­ły wy­sy­ła­ne przez or­ga­nizm, wska­zu­ją­ce na wy­czer­pa­nie i ko­niecz­ność zmia­ny po­stę­po­wa­nia. Na ze­wnątrz spra­wiał wra­że­nie po­god­ne­go, try­ska­ją­ce­go ener­gią le­ka­rza, któ­ry za­wsze jest do dys­po­zy­cji swo­ich pa­cjen­tów. Jed­nak z dnia na dzień było mu co­raz trud­niej pra­co­wać w kli­ni­ce. Pra­ca nie spra­wia­ła mu już sa­tys­fak­cji.

Na szczę­ście Mi­cha­el zwią­zał się z nową dziew­czy­ną, in­struk­tor­ką jogi, któ­ra po­mo­gła mu spoj­rzeć na ży­cie z in­nej per­spek­ty­wy. Po roz­mo­wach z te­ra­peu­tą zwe­ry­fi­ko­wał swo­je na­sta­wie­nie, le­piej zro­zu­miał do­tych­cza­so­wy wzo­rzec swo­ich za­cho­wań i w ten spo­sób za­trzy­mał pro­ces wy­pa­la­nia. Dziś pra­ca znów przy­no­si Mi­cha­elo­wi sa­tys­fak­cję. Męż­czy­zna może spo­koj­niej ra­dzić so­bie z no­wy­mi wy­zwa­nia­mi i sa­mym sobą. Zna­lazł prze­ciw­wa­gę dla obo­wiąz­ków za­wo­do­wych i nie musi już de­fi­nio­wać się przede wszyst­kim po­przez pra­cę.

Syn­drom wy­pa­le­nia za­wo­do­we­go nie jest od­ręb­ną jed­nost­ką cho­ro­bo­wą, ra­czej opi­sem zło­żo­nej sy­tu­acji ob­ja­wia­ją­cej się na wie­lu róż­nych płasz­czy­znach. Dla­te­go w kla­sy­fi­ka­cji Świa­to­wej Or­ga­ni­za­cji Zdro­wia (WHO) nie ma jed­nej, ogól­nie obo­wią­zu­ją­cej de­fi­ni­cji wy­pa­le­nia za­wo­do­we­go.

Syn­drom wy­pa­le­nia za­wo­do­we­go trud­no dia­gno­stycz­nie od­róż­nić od syn­dro­mu chro­nicz­ne­go zmę­cze­nia (Chro­nic-Fa­ti­gue-Syn­drom, CFS), któ­ry rów­nież ob­ja­wia się sta­nem prze­wle­kłe­go wy­czer­pa­nia. Pa­nu­je jed­nak pa­nu­je opi­nia, że CFS ma cha­rak­ter wi­ru­so­wy.

„Słow­nik kli­nicz­ny” opi­su­je wy­pa­le­nie za­wo­do­we jako: „stan wy­czer­pa­nia emo­cjo­nal­ne­go, zre­du­ko­wa­nej wy­daj­no­ści i ewen­tu­al­nie de­per­so­na­li­za­cji na sku­tek roz­bież­no­ści mię­dzy ocze­ki­wa­nia­mi a rze­czy­wi­sto­ścią u osób, któ­re pra­cu­ją z in­ny­mi ludź­mi; stan koń­co­wy pro­ce­su prze­cho­dze­nia od wy­ide­ali­zo­wa­ne­go za­chwy­tu po­przez utra­tę ilu­zji, fru­stra­cję, po apa­tię; symp­to­my: cho­ro­by psy­cho­so­ma­tycz­ne, de­pre­sja lub skłon­ność do agre­sji, zwięk­szo­na po­dat­ność na uza­leż­nie­nia…” (Pschy­rem­bel 2006)

W książ­ce „Psy­cho­lo­gia me­dycz­na, so­cjo­lo­gia me­dycz­na” znaj­du­je­my na­stę­pu­ją­cy opis: „syn­drom wy­pa­le­nia jest sta­nem wy­czer­pa­nia o cha­rak­te­rze fi­zycz­nym, du­cho­wym lub uczu­cio­wym, któ­ry roz­wi­ja się po­wo­li lub ob­ja­wia na­gle w pra­cy za­wo­do­wej, ro­dzi­nie, związ­ku, po­wsta­ją­cy na sku­tek dłu­go­trwa­łej pre­sji nad­mier­nych ocze­ki­wań, czę­sto ob­ja­wia­ją­cy się nie­chę­cią, od­ra­zą i chę­cią uciecz­ki, cy­ni­zmem, ne­ga­ty­wi­zmem, roz­draż­nie­niem i po­czu­ciem winy.” (Bu­ser/ Kaul-Hec­ker 2003)

Co się dzie­je, gdy przy chro­nicz­nym prze­cią­że­niu, pod wpły­wem dłu­go­trwa­łe­go stre­su lu­dzie cał­ko­wi­cie wy­czer­pu­ją swo­ją ener­gię i wy­pa­la­ją się? Na pod­sta­wie sto­sow­nych teo­rii na­uko­wych, re­zul­ta­tów wie­lu ba­dań i wła­snych do­świad­czeń ze­bra­nych pod­czas 18 lat pra­cy w dzie­dzi­nie ko­mu­ni­ka­cji, za­rzą­dza­nia pro­ce­sa­mi i pro­jek­ta­mi, pro­fi­lak­ty­ki zdro­wot­nej, roz­wo­ju oso­bo­wo­ści, jej prze­mian, co­achin­gu i po­ko­ny­wa­nia stre­su, scha­rak­te­ry­zu­ję syn­drom wy­pa­le­nia po­przez czte­ry pod­sta­wo­we symp­to­my:

Wy­czer­pa­nie: lu­dzie czu­ją się osła­bie­ni i zmę­cze­ni. Zmniej­sza się, tak waż­na w za­wo­dach po­le­ga­ją­cych na po­ma­ga­niu in­nym, zdol­ność współ­czu­cia, a re­ak­cje emo­cjo­nal­ne na in­nych lu­dzi słab­ną.

Roz­cza­ro­wa­nie i nie­uza­sad­nio­ne po­czu­cie nie­do­ce­nie­nia: U wie­lu osób ob­ser­wu­je­my sil­ne pra­gnie­nie zdo­by­cia uzna­nia, nie­speł­nio­ną mi­łość lub nie­speł­nio­ne na­dzie­je, roz­bież­ność mię­dzy ocze­ki­wa­nia­mi a rze­czy­wi­sto­ścią i/lub wra­że­nie by­cia nie­do­ce­nio­nym. Czę­sto zda­rza się tak, że coś da­je­my po to, by otrzy­mać coś w za­mian. Je­że­li nie uda nam się uzy­skać tego, cze­go ocze­ki­wa­li­śmy, roz­cza­ro­wa­nie jest ogrom­ne.

Za­nik au­ten­tycz­no­ści: Na­praw­dę szcze­re, oso­bi­ste, au­ten­tycz­ne za­an­ga­żo­wa­nie w pra­cę ustę­pu­je miej­sca pro­fe­sjo­nal­ne­mu dy­stan­so­wi. Z cza­sem oso­by wy­pa­lo­ne za­wo­do­wo za­czy­na­ją funk­cjo­no­wać me­cha­nicz­nie, ni­czym ro­bo­ty. W ję­zy­ku fa­cho­wym mówi się wte­dy o de­per­so­na­li­za­cji. Pod wzglę­dem emo­cjo­nal­nym oto­cze­nie za­uwa­ża po­sta­wę ne­ga­tyw­ną, cy­nicz­ną wo­bec ko­le­gów, pa­cjen­tów, pod­opiecz­nych.

Uczu­cie słab­ną­cej efek­tyw­no­ści: lu­dzie „wy­pa­le­ni” czu­ją, że

nie

są w sta­nie spro­stać wy­ma­ga­niom. Mają wra­że­nie, że osią­ga­ją co­raz mniej, choć po­dej­mu­ją co­raz wię­cej wy­zwań i co­raz bar­dziej się sta­ra­ją. Z po­cząt­ku uda­je im się ja­koś kom­pen­so­wać rze­ko­mo sku­tecz­ną ak­tyw­ność. W póź­niej­szej fa­zie do­cho­dzi jed­nak do re­zy­gna­cji.

Ten stan wy­czer­pa­nia, idą­cy w pa­rze z utra­tą mo­ty­wa­cji, jest (szcze­gól­nie w za­awan­so­wa­nym sta­dium) groź­nym symp­to­mem, któ­ry sy­gna­li­zu­je ko­niecz­ność uzy­ska­nia wspar­cia ze stro­ny do­świad­czo­nych w tej dzie­dzi­nie spe­cja­li­stów.

Nie cho­dzi tu o wpływ cięż­kiej pra­cy fi­zycz­nej czy in­nych czyn­ni­ków szko­dzą­cych na­sze­mu zdro­wiu, ta­kich jak ha­łas czy od­dzia­ły­wa­nie szko­dli­wych sub­stan­cji, lecz bar­dziej o sto­sun­ki mię­dzy­ludz­kie i wa­run­ki or­ga­ni­za­cyj­ne, któ­re po­wo­du­ją na­sze we­wnętrz­ne wy­pa­le­nie i cho­ro­bę. Dla­te­go okre­śle­nie „wy­pa­le­nie”, mimo że uży­wa­ne w li­te­ra­tu­rze, tak­że nie jest opty­mal­ne.

Sło­wo „wy­pa­le­nie” opi­su­je per­ma­nent­ny, zbyt wy­so­ki wy­da­tek ener­ge­tycz­ny w sta­nie sil­ne­go na­pię­cia, przy nie­wy­star­cza­ją­cej do­sta­wie ener­gii po­wo­du­ją­cy jed­nak zbyt sła­by efekt.

Tech­nicz­nie moż­na to po­rów­nać do lam­py naf­to­wej, któ­ra nie po­sia­da wy­star­cza­ją­cej ilo­ści naf­ty, ma jed­nak świe­cić ja­snym bla­skiem. Jest to fi­zycz­nie nie­moż­li­we. Wie­lu au­to­rów po­słu­gu­je się zwro­tem (po­cho­dzą­cym z ję­zy­ka nie­miec­kie­go): „za­pa­lać świe­cę z oby­dwu koń­ców”, któ­ry traf­nie od­da­je aspekt szyb­kie­go osią­gnię­cia sta­nu wy­czer­pa­nia to­wa­rzy­szą­cy wy­pa­le­niu we­wnętrz­ne­mu, jed­nak nie uwzględ­nia aspek­tu nie­speł­nio­nej tę­sk­no­ty, roz­bież­no­ści mię­dzy ocze­ki­wa­nia­mi a rze­czy­wi­sto­ścią, czę­sto nie­uza­sad­nio­ne­go wra­że­nia by­cia nie­do­ce­nio­nym, mimo mak­sy­mal­ne­go wy­sił­ku wkła­da­ne­go w pra­cę.

Tak na­praw­dę nie po­trze­bu­je­my jed­nak żad­nych po­rów­nań, po­nie­waż wy­pa­le­nia za­wo­do­we­go do­świad­cza­my wręcz na­ma­cal­nie. Ots stwier­dza wy­raź­nie, że me­ta­fo­ry mogą słu­żyć je­dy­nie jako po­zba­wio­ne wy­ra­zu, tech­nicz­ne, po­znaw­cze kon­struk­cje po­moc­ni­cze. Na ich pod­sta­wie nie mo­że­my wnio­sko­wać o ludz­kiej cie­le­sno­ści i spo­so­bach per­cep­cji (Ots 2005). Wy­pa­le­nie we­wnętrz­ne jest w jego uję­ciu po­czu­ciem za­wie­dzio­nych na­dziei, po­wsta­ją­cym, gdy ktoś… z po­cząt­ku pe­łen wiel­kie­go za­pa­łu, cał­ko­wi­cie się wy­eks­plo­ato­wał. Przy­czy­ną jest czę­sto wiel­ka nie­speł­nio­na tę­sk­no­ta za mi­ło­ścią, uzna­niem, cie­płem, sen­sem ist­nie­nia.

1.2 Dla­cze­go lu­dzie się wy­pa­la­ją?

Duże za­gro­że­nie stwier­dzo­no w za­wo­dach, w któ­rych naj­waż­niej­sze są re­la­cje mię­dzy­ludz­kie, sze­ro­ko ro­zu­mia­ne nie­sie­nie po­mo­cy dru­gie­mu czło­wie­ko­wi, cią­gły kon­takt z ludź­mi i za­an­ga­żo­wa­nie emo­cjo­nal­ne w ich pro­ble­my, na przy­kład wśród pie­lę­gnia­rek, le­ka­rzy, psy­cho­lo­gów, pra­cow­ni­ków call-cen­ter, przed­szko­la­nek, pra­cow­ni­ków so­cjal­nych, na­uczy­cie­li, osób wy­ko­nu­ją­cych wol­ny za­wód, ale rów­nież go­spo­dyń do­mo­wych wy­cho­wu­ją­cych dzie­ci. Wła­śnie w tych pro­fe­sjach szcze­gól­nie trud­no jest, we­dług Mül­le­ra i Tim-mer­man­na, od­na­leźć rów­no­wa­gę mię­dzy chę­cią prze­ko­na­nia ko­goś a świa­do­mo­ścią ogra­ni­czo­nej zdol­no­ści czło­wie­ka do do­ko­ny­wa­nia zmian, mię­dzy współ­czu­ciem a ko­niecz­no­ścią za­cho­wa­nia bez­piecz­ne­go dy­stan­su, mię­dzy ocze­ki­wa­nia­mi a ak­cep­ta­cją ludz­kiej nie­do­sko­na­ło­ści i mię­dzy prze­cią­że­niem a od­po­czyn­kiem (Mül­ler-Tim­mer­mann 2005).

No­wo­cze­sne uję­cia wy­pa­le­nia we­wnętrz­ne­go pod­kre­śla­ją uwa­run­ko­wa­nia spo­łecz­ne, w szcze­gól­no­ści wy­so­kie wy­ma­ga­nia sta­wia­ne przez śro­do­wi­sko za­wo­do­we i wy­zwa­nia w sto­sun­kach mię­dzy­ludz­kich.

Zgod­nie z na­szym do­świad­cze­niem, w tym przy­pad­ku na­le­ży sku­pić się na co­achin­gu in­dy­wi­du­al­nym i gru­po­wym oraz te­ra­pii par, za­wsze w od­nie­sie­niu do jed­nost­ki, jej za­so­bów men­tal­nych i psy­chicz­nych, czy­li do ener­gii, jaką dys­po­nu­je.

Wy­pa­le­nie we­wnętrz­ne ma­ni­fe­stu­je się na wszyst­kich płasz­czy­znach ży­cia. Wi­docz­ne jest głów­nie w pra­cy, ale czę­sto do­ty­ka tak­że re­la­cji w związ­kach.

Dla lu­dzi, któ­rzy do­świad­cza­ją kry­zy­su wy­pa­le­nia, waż­ne jest prze­ana­li­zo­wa­nie ich na­sta­wie­nia do ży­cia i war­to­ści, któ­rym hoł­du­ją. Na wy­pa­le­nie na­ra­że­ni są szcze­gól­nie lu­dzie o na­stę­pu­ją­cych ce­chach oso­bo­wo­ścio­wych:

per­fek­cjo­ni­ści i oso­by bio­rą­ce na sie­bie wię­cej, niż mogą udźwi­gnąć.

ko­bie­ty speł­nia­ją­ce

dwie

lub trzy role jed­no­cze­śnie, na przy­kład ak­tyw­nej za­wo­do­wo go­spo­dy­ni do­mo­wej i mat­ki,

oso­by wy­so­ko sta­wia­ją­ce po­przecz­kę so­bie i in­nym,

oso­by wy­ko­nu­ją­ce każ­de za­da­nie z naj­wyż­szym za­an­ga­żo­wa­niem,

oso­by kon­ser­wa­tyw­ne i do­gma­tycz­ne,

oso­by nie­po­tra­fią­ce od­ma­wiać i po­świę­ca­ją­ce się dla in­nych,

oso­by

ze

skłon­no­ścią do ide­ali­zmu, prze­sad­ne­go per­fek­cjo­ni­zmu i sto­so­wa­nia przy­mu­su wo­bec sie­bie i in­nych,

oso­by, któ­re

nie

są w sta­nie dzie­lić się pra­cą i chcą wszyst­ko ro­bić same,

oso­by de­fi­niu­ją­ce się tyl­ko po­przez pra­cę, trak­tu­ją­ce fir­mę

jako

za­stęp­cze za­spo­ko­je­nie in­nych po­trzeb,

oso­by, któ­re ro­bią wszyst­ko

dla

in­nych, tłu­miąc przy tym wła­sne po­trze­by („ple­ase-me-syn­dro­me”),

oso­by nie­do­ce­nia­ją­ce wła­sne­go wkła­du w przed­się­wzię­cia, któ­re jed­no­cze­śnie zbyt wie­le spraw uwa­ża­ją za waż­ne i nie po­zwa­la­ją so­bie na dy­stans wo­bec pro­ble­mów za­wo­do­wych,

oso­by pa­trzą­ce w przy­szłość zbyt opty­mi­stycz­nie i prze­ce­nia­ją­ce szan­se na suk­ces, bez re­al­nej oce­ny stop­nia ry­zy­ka,

part­ne­rzy, któ­rzy w swo­im związ­ku nie są w sta­nie od­róż­nić bli­sko­ści od znie­wo­le­nia.

Szcze­gól­nie w za­wo­dach po­le­ga­ją­cych na po­ma­ga­niu in­nym, wy­po­wiedź: „za dłu­go ro­bi­łem zbyt wie­le dla zbyt wie­lu, ma­jąc zbyt mało sza­cun­ku dla sa­me­go sie­bie” sta­no­wi ozna­kę po­dat­no­ści na zra­nie­nia.

Cha­rak­te­ry­zu­jąc syn­drom wy­pa­le­nia, moż­na wska­zać na pew­ne wspól­ne ce­chy oso­bo­wo­ści osób nań po­dat­nych, przy czym nie wszyst­kie z po­da­nych po­ni­żej kry­te­riów mu­szą zo­stać speł­nio­ne:

wy­gó­ro­wa­ne ocze­ki­wa­nia wo­bec sie­bie i in­nych,

bar­dzo wy­so­kie wy­ma­ga­nia

co

do wła­snej efek­tyw­no­ści,

duże za­an­ga­żo­wa­nie,

nie­za­spo­ko­jo­na po­trze­ba mi­ło­ści

i/lub

tę­sk­no­ta,

pra­gnie­nie zdo­by­cia po­chwał i uzna­nia, aby pod­nieść wła­sną war­tość,

ob­ni­żo­ne zdol­no­ści

do

po­ko­ny­wa­nia stre­su i trud­no­ści w ra­dze­niu so­bie z fru­stra­cją,

nie­wy­star­cza­ją­cy w su­biek­tyw­nej oce­nie czas na od­po­czy­nek i re­ge­ne­ra­cję,

złe na­wy­ki ogra­bia­ją­ce or­ga­nizm z za­so­bów ener­ge­tycz­nych,

od­bie­ra­nie ota­cza­ją­ce­go świa­ta

jako

kształ­to­wa­ne­go przez in­nych.

Ko­lej­ne waż­ne czyn­ni­ki ze­wnętrz­ne i we­wnętrz­ne sprzy­ja­ją­ce pro­ce­so­wi wy­pa­le­nia:

ilo­ścio­we i ja­ko­ścio­we prze­cią­że­nie pra­cą (kon­flikt kom­pe­ten­cyj­ny, nad­miar biu­ro­kra­cji),

wy­ko­ny­wa­nie czyn­no­ści ru­ty­no­wych

bez

moż­li­wo­ści dal­sze­go roz­wo­ju oso­bi­ste­go,

jed­no­stron­ność kon­tak­tów,

nad­mier­na kon­tro­la

przez

prze­ło­żo­nych (za­rzą­dza­nie w ska­li mi­kro),

brak

jed­no­znacz­nych ce­lów pra­cy i moż­li­wo­ści utoż­sa­mie­nia się z nimi,

duża pre­sja z ze­wnątrz przy ni­kłych wła­snych moż­li­wo­ściach wpły­wa­nia na wy­ko­ny­wa­ne za­da­nia,

złe za­rzą­dza­nie

(przez

prze­ło­żo­nych),

nie­do­sta­tecz­ne wspar­cie

ze

stro­ny ko­le­gów,

zła at­mos­fe­ra w ze­spo­le – szcze­gól­nie waż­na dla lu­dzi ce­nią­cych har­mo­nij­ne kon­tak­ty z in­ny­mi,

na­pię­cie i po­śpiech,

nie­sta­bil­ny zwią­zek,

stres

w ro­dzi­nie,

brak

przy­ja­ciół.

Przy­kład

Ka­tia Tie­fen­strom (39 l.) na wła­snej skó­rze do­zna­ła wie­lu skut­ków ubocz­nych wy­pa­le­nia we­wnętrz­ne­go. Od 14 lat jest ar­chi­tek­tem w biu­rze pro­jek­to­wym. Od­kąd zo­sta­ła mamą trój­ki dzie­ci, pra­cu­je na pół eta­tu. Mimo to po­rów­nu­je swo­je ży­cie do wiel­kie­go pla­cu bu­do­wy, na któ­rym dzia­ła 24 go­dzi­ny na dobę. Do tego pra­ca pod pre­sją ter­mi­nów, zmia­ny wpro­wa­dza­ne w ostat­niej chwi­li i bar­dzo wy­so­kie ocze­ki­wa­nia – ze stro­ny klien­tów, ko­le­gów, ale tak­że jej wła­sne. Ka­tia star­tu­je więc w tym wie­lo­bo­ju jako: ar­chi­tekt, czło­nek ze­spo­łu pra­cow­ni­ków, żona i ko­chan­ka, mat­ka trój­ki dzie­ci, cór­ka ro­dzi­ców wy­ma­ga­ją­cych opie­ki, przy­ja­ciół­ka, po­cie­szy­ciel­ka, czło­nek rady ro­dzi­ców w szko­le, dzia­łacz­ka sa­mo­rzą­do­wa, szo­fer dzie­ci, oso­ba wy­pro­wa­dza­ją­ca psa, ku­char­ka, sprzą­tacz­ka, płat­nik po­dat­ków i ani­ma­tor­ka ży­cia co­dzien­ne­go.

Nie