Wymyślanie wrogów - Umberto Eco - ebook
Opis

Umberto Eco, jeden z najsłynniejszych naukowców i pisarzy współczesnych, urodził się w Alessandrii w Piemoncie w 1932 roku. Wykładał na uniwersytetach w Turynie i Mediolanie, obecnie jest profesorem Uniwersytetu w Bolonii. Do najważniejszych jego prac eseistycznych należą: Dzieło otwarte. Forma i nieokreśloność w poetykach współczesnych, Nieobecna struktura, Lector in fabula: współdziałanie w interpretacji tekstów narracyjnych, Semiologia życia codziennego, Interpretacja i nadinterpretacja, Pięć pism moralnych, W poszukiwaniu języka uniwersalnego. Zainteresowanie estetyką zaowocowało . Sztuką i pięknem w średniowieczu, a teorią literatury – Sześcioma przechadzkami po lesie fikcji. Jako autor błyskotliwych tekstów publicystycznych dał się Eco poznać w zbiorach: Diariusz najmniejszy oraz Zapiski na pudełku od zapałek (trzy tomy). Prawdziwą sławę przyniosły mu powieści: Imię róży (jeden z największych bestsellerów w historii literatury), Wahadło Foucaulta, Wyspa dnia poprzedniego, Baudolino oraz Tajemniczy płomień królowej Loany. W latach 2004 i 2007 opublikował pod swoją redakcją Historię piękna i Historię brzydoty, które w Polsce, wydane nakładem Domu Wydawniczego REBIS, stały się wielkimi hitami. Uzupełnieniem tych dwóch tomów jest wydane przez REBIS w roku 2009 Szaleństwo katalogowania.

Oto zbiór rozmaitości, czasem zaangażowanych, a czasem stworzonych dla rozrywki, na temat absolutu, ognia, wymyślonej astronomii, katedralnych skarbców, wysp zaginionych, pisarstwa Wiktora Hugo, recepcji Joyce’a w epoce faszyzmu, utopii i przysłów, WikiLeaks, zawoalowanych form cenzury itd.

Nie jest do końca dziełem przypadku, że zbiór otrzymał nazwę od pierwszego tekstu. Tematem wymyślania wroga autor zajął się całkiem niedawno w swej najnowszej powieści Cmentarz w Pradze, a doświadczenie pokazuje, że ów przewrotny mechanizm nadal działa w najlepsze. Aby trzymać narody w ryzach trzeba wciąż wymyślać wrogów i przypisywać im cechy wzbudzające lęk i odrazę.

Aby trzymać narody w ryzach, trzeba wciąż wymyślać wrogów i przypisywać im cechy wzbudzające lęk i odrazę.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 330

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


UmbertoEco
WYMYŚLANIE WROGÓW i inne teksty okolicznościowe
Fragment
Przełożyli Agnieszka Gołębiowska i Tomasz Kwiecień
Wprowadzenie

Właściwie zbiór ten powinien się nazywać „Teksty okolicznościowe”. Na ostatecznym wyborze tytułu zaważył jednak uzasadniony niepokój wydawcy, że zbyt skromny mógłby nie przyciągnąć uwagi czytelnika, natomiast tytuł pierwszego eseju budzi ciekawość.

Czym jest tekst okolicznościowy i jakie są jego zalety? Otóż z reguły jego autor nie ma w planach zajmować się danym tematem, lecz zmusza go do tego czyjaś prośba o przygotowanie kilku wykładów lub wypowiedzi. Ta inspiracja nakazuje mu rozważenie czegoś, co inaczej by przeoczył – i niejednokrotnie temat „zadany” okazuje się bardziej twórczy od podyktowanego własną zachcianką.

Inną zaletą tekstu okolicznościowego jest to, że nie zmusza do oryginalności za wszelką cenę, lecz ma raczej bawić zarówno tego, kto mówi (pisze), jak i tego, kto słucha (czyta). Jednym słowem, tekst okolicznościowy jest ćwiczeniem retorycznym w barokowym stylu, podobnym do wyzwania, które Roksana rzuciła Christianowi (a w ten sposób Cyranowi de Bergerac): „Mów mi o miłości”.

Wszystkie zebrane tu teksty powstały w ostatnim dziesięcioleciu. Na końcu każdego z nich podaję datę i okoliczności jego napisania, jednak dla podkreślenia okazjonalnego charakteru ich wszystkich od razu zaznaczę, że To, co absolutne, i to, co relatywne oraz Płomień jest piękny wygłosiłem w ramach festiwalu „Milanesiana” podczas wieczorów, które w istocie są imprezami poświęconymi jednemu określonemu tematowi. Stanowiło to doskonałą okazję, by mówić o absolucie właśnie wtedy, kiedy rozpoczęła się gorąca dysputa o relatywizmie. Jednak to ogień okazał się dla mnie wielkim wyzwaniem, gdyż nigdy nawet nie przypuszczałem, że przyjdzie mi się zająć (na gorąco) owym zagadnieniem.

Referat Embriony, których nie ma w raju został wygłoszony w roku 2008 w Bolonii podczas konferencji dotyczącej problemów etycznych w badaniach naukowych, a następnie opublikowany w książce pod redakcją Francesca Galofaro Etica della ricerca medica e identità culturale europea („Etyka badań medycznych i europejska tożsamość kulturowa”, CLUEB, Bolonia 2009). Wystąpienie Grupa 63 czterdzieści lat później otwierało tam sesję poświęconą tematowi, do którego nawiązuje tytuł.

Rozważania o poetyce przesady u Wiktora Hugo stanowią syntezę trzech różnych – pisemnych i ustnych – wypowiedzi, a divertimento poświęcone „astronomii wymyślonej” zostało bezczelnie przedstawione w dwóch odmiennych wersjach na dwóch różnych zjazdach, jednym – astronomów, drugim – geografów.

Poszukiwanie skarbów łączy treść licznych wykładów dotyczących tegoż tematu. Referat Gnijące przysmaki został zaś wygłoszony podczas sesji naukowej poświęconej Pierowi Camporesiemu.

Veline i cisza to tekst niemalże zaimprowizowany na konferencji Włoskiego Towarzystwa Semiotycznego w 2009 roku.

Ostatnie trzy artykuły ukazały się w różnych wydaniach rocznika „Almanacco del bibliofilo”, i zainspirowane tematami poszczególnych tomów. Alla ricerca di nuove isole dell’utopia („W poszukiwaniu nowych wysp szczęśliwych”) zawiera Co kraj, to obyczaj, w Divagazioni sentimentali sulle letture degli anni più verdi („Rozważania sentymentalne o lekturach z lat młodości”) ukazało się Jestem Edmund Dantès!, a w Recensioni in ritardo („Spóźnione recenzje”) znajduje się Tylko Ulissesa nam brakowało... W „Almanacco del bibliofilo” z roku 2011 opublikowałem także tekst Dlaczego nie można odnaleźć wyspy, ale został on wcześniej wygłoszony podczas konferencji poświęconej wyspom, która odbyła się w Carloforte w roku 2010.

Kilka uwag o WikiLeaks to przerobiona wersja dwóch artykułów opublikowanych na łamach „Libération” (2 grudnia 2010) i „Espresso” (31 grudnia 2010). Na koniec, by powrócić do pierwszego tekstu niniejszego zbioru, Wymyślanie wrogów stanowi zapis odczytu wygłoszonego podczas jednego ze spotkań poświęconych klasykom na Uniwersytecie Bolońskim, którego organizatorem był Ivano Dionigi. Dzisiaj moich parę stroniczek wydaje się mizernym dokonaniem, biorąc pod uwagę, że Gian Antonio Stella wspaniale rozwinął ten temat na ponad trzystu stronach monografii Negri, froci, giudei & co. L’eterna guerra contro l’altro (Rizzoli, Mediolan 2009)... cóż, chciałem jednak mimo wszystko ocalić je od zapomnienia, skoro wrogów wciąż wymyśla się na potęgę.

Wymyślanie wrogów

Kilka lat temu w Nowym Jorku trafiłem na taksówkarza o trudnym do rozszyfrowania imieniu. Wyjaśnił mi, że pochodzi z Pakistanu. Na jego pytanie, skąd pochodzę, odpowiedziałem, że z Włoch. Następnie zapytał, ilu ludzi mieszka we Włoszech, i był zaskoczony, że tak mało i że naszym językiem nie jest angielski.

W końcu zadał pytanie, kim są nasi wrogowie. Na moje: „Słucham?”, grzecznie wyjaśnił, że chodzi mu o to, z jakimi narodami od wieków prowadzimy wojny o ziemię, sporne terytoria, z kim mamy konflikty na tle etnicznym i tym podobne. Odparłem, że z nikim nie jesteśmy w stanie wojny. Wciąż cierpliwie tłumaczył, że chodzi mu o to, kim są nasi odwieczni wrogowie, kim są ci, z którymi się nawzajem mordujemy. Powtórzyłem, że nie ma takich ludzi, że ostatnią wojnę toczyliśmy pół wieku temu i na dodatek zaczęliśmy ją, występując przeciwko jednemu wrogowi, a pod koniec mieliśmy już zupełnie innego.

Odpowiedź go nie zadowoliła. Jak to możliwe, że istnieje naród, który nie ma wrogów? Wysiadłem z taksówki, zostawiając mu dwa dolary napiwku jako zadośćuczynienie za nasz gnuśny pacyfizm, i dopiero później dotarło do mnie, co powinienem był odpowiedzieć. To nieprawda, że Włosi nie mają wrogów. Nie mają wroga zewnętrznego, a przynajmniej nie są w stanie uzgodnić, kto mógłby nim być, ponieważ sami nieustannie toczą walki pomiędzy sobą. Piza przeciwko Lukce, gibelini przeciw gwelfom, ci z północy przeciw południowcom, faszyści przeciw partyzantom, mafia przeciw państwu, rząd przeciw prokuraturze[1]. Szkoda, że wtedy, kiedy z nim rozmawiałem, nie doświadczyliśmy jeszcze upadku dwóch gabinetów premiera Prodiego, bo mógłbym mu znacznie lepiej wytłumaczyć, co znaczy paść pod ostrzałem własnych sił[2].

Zastanawiając się nad tym głębiej, doszedłem jednak do wniosku, że jednym z nieszczęść naszego kraju w ciągu ostatnich sześćdziesięciu lat było właśnie to, że zabrakło nam wrogów z prawdziwego zdarzenia. Zjednoczenie Włoch dokonało się dzięki dominacji Austrii czy też, jak chciał Berchet, „nieokrzesanego i przykrego Niemca”. Mussolini mógł się cieszyć powszechnym poparciem, gdy nawoływał nas do zemsty za kalekie zwycięstwo[3], za upokorzenia pod Dogali i Aduą[4] i za żydowskie demoplutokracje, które narzuciły nam niegodziwe warunki po pierwszej wojnie światowej. Spójrzcie, co spotkało Stany Zjednoczone, gdy zniknęło Imperium Zła i wielki sowiecki wróg się rozpadł. Groziła im utrata własnej tożsamości, aż w końcu Bin Laden, z wdzięczności za pomoc w czasach, kiedy walczył przeciwko Związkowi Radzieckiemu, miłosiernie wyciągnął ku Stanom pomocną dłoń i dał Bushowi okazję stworzenia nowych nieprzyjaciół i wzmocnienia tym samym poczucia narodowej tożsamości i potęgi.

Posiadanie wroga jest ważne nie tylko w procesie określania naszej tożsamości, ale również dla zapewnienia sobie przeszkody, wobec której moglibyśmy utrwalić nasz system wartości i w konfrontacji z nią pokazać, ile jesteśmy warci. Dlatego gdy wroga nie ma, koniecznie trzeba go stworzyć. Zauważmy, z jaką łatwością neonazistowscy skini z Werony uznawali za wroga każdego, kto do nich nie należał, byle tylko móc się określić jako grupa. Teraz jednak będziemy się zajmować nie tyle niemal naturalnym zjawiskiem wyodrębnienia zagrażającego nam wroga, ile raczej samym procesem jego kreowania i demonizowania.

W Mowach przeciwko Katylinie (II, 1–10) Cyceron nie musiał przedstawiać sylwetki wroga, ponieważ miał dowody spisku Katyliny. Stworzył jednak jego obraz w mowie drugiej, gdy odmalował senatorom jego zwolenników, przypisując głównemu oskarżonemu ich moralne zepsucie:

Rozwaleni u stołów, w objęciach bezwstydnych kobiet, od wina ociężali i jadłem napchani, kwiatami uwieńczeni i namaszczeni olejkami, wyczerpani rozpustą, rzucają pogróżki, bełkocąc o wymordowaniu uczciwych obywateli i o spaleniu miasta. (...) Widzicie ich, jeszcze gładkich na gębie albo z wymuskanymi brodami, z włosami ułożonymi w lśniące loki, w tunikach do kostek, z długimi rękawami, odzianych – rzekłbyś – w żagle wzdęte, nie togi. (...) Ci młodzieńcy tak czarujący i powabni potrafią nie tylko wzbudzać miłość i miłością obdarzać, nie tylko tańczyć i śpiewać, ale także wbić sztylet i dosypać trucizny.[5]

Ten sam moralizujący ton pobrzmiewał później w mowach Augustyna, gdy biskup Hippony rzucał gromy na pogan, albowiem w odróżnieniu od chrześcijan uczęszczali oni do cyrku, teatru, amfiteatru i urządzali orgiastyczne przyjęcia. Wrogowie są inni niż my, a ich zwyczaje odmienne od naszych.

Innym typem wroga jest obcokrajowiec. Już na rzymskich płaskorzeźbach barbarzyńców przedstawiano jako płaskonosych brodaczy, a samo określenie „barbarzyńca”, jak wiadomo, odnosi się do wady wymowy, a dalej, przez przeniesienie, do upośledzenia umysłowego[6].

Jednakże od samego początku na nieprzyjaciół wybiera się nie tyle tych, którzy bezpośrednio nas atakują (jak w wypadku barbarzyńców), ile raczej tych, których komuś opłaca się ukazać nam jako zagrożenie, nawet gdyby byli dla nas całkowicie niegroźni. Wówczas nie tyle dostrzegamy ich odmienność, bo nam zagrażają, ile sama ich inność staje się dla nas synonimem zagrożenia.

Zauważmy, co Tacyt mówił o Żydach: „Bezbożne tam wszystko, co u nas jest święte, a to dozwolone, co u nas nieczyste” (i od razu przypomina się anglosaskie obrzydzenie wobec Francuzów-żabojadów czy niemiecka odraza wobec nadużywających czosnku Włochów). Żydzi są „obcy”, ponieważ nie jedzą wieprzowiny, nie zakwaszają chleba, odpoczywają siódmego dnia, wchodzą w związki małżeńskie tylko pomiędzy sobą, dokonują obrzezania (uwaga!) nie dlatego, że nakazuje to higieniczna bądź religijna norma, ale po to, by podkreślić swoją odrębność, wreszcie – grzebią swych zmarłych, zamiast palić zwłoki, i nie oddają czci naszym cesarzom. Ukazawszy już odmienność niektórych prawdziwych zwyczajów (obrzezanie, szabat), można teraz zacząć mocniej podkreślać różnice, dopełniając obrazu praktykami legendarnymi (na przykład: czczą wizerunek osła, we wzgardzie zaś mają rodziców, dzieci, braci, ojczyznę i bogów).

Pliniusz nie znajdował znaczących powodów do oskarżenia chrześcijan i musiał przyznać, że nie tylko nie popełniają przestępstw, ale wręcz starają się spełniać dobre uczynki. Mimo to jednak posyłał ich na śmierć, ponieważ nie składali ofiar cesarzowi, a uporczywe odmawianie czegoś tak oczywistego stanowiło o ich odmienności.

Wraz z rozwojem kontaktów międzynarodowych pojawił się nowy rodzaj wroga. Nie był nim już tylko nieprzyjaciel zewnętrzny, ale ktoś z wewnątrz, spośród nas, dziś powiedzielibyśmy – imigrant spoza Unii Europejskiej. Jego zachowania są do pewnego stopnia odmienne od naszych lub może kaleczy nasz język. Kogoś takiego przedstawiał w satyrach Juwenalis: to Grek, przebiegły oszust, bezczelny i rozwiązły, zdolny zaciągnąć do łóżka babkę własnego przyjaciela.

Obcym dla wszystkich, ze względu na karnację, jest czarnoskóry. Pod hasłem „Czarny” w pierwszym amerykańskim wydaniu Encyclopaedia Britannica z roku 1798 można przeczytać:

W karnacji Czarnych wiele jest odcieni, jednak wszyscy oni różnią się od pozostałych ludzi rysami twarzy. Ich wygląd zewnętrzny charakteryzują: okrągłe lico, wystające kości policzkowe, czoło dość wysokie, nos krótki, szeroki i spłaszczony, mięsiste wargi, małe uszy, brzydota i nieregularność kształtów. Czarnoskóre kobiety mają spadziste lędźwie i bardzo wielkie pośladki, które nadają im kształt siodła[7]. Najbardziej znane przywary zdają się być przeznaczeniem tej nieszczęsnej rasy: mówi się o próżniactwie, zdradliwości, mściwości, okrucieństwie, kradzieżach, kłamstwie, wulgarności, rozwiązłości, podłości i nieumiarkowaniu, które zabiły w nich wartości prawa naturalnego i kazały zamilknąć wyrzutom sumienia. Obce są im wszelkie odruchy litości i stanowią straszliwy przykład zepsucia człowieka, gdy sobie samemu będzie pozostawiony.

Czarnoskóry jest brzydki. Wróg powinien być brzydki, ponieważ pięknego utożsamia się z dobrym (kalokagathia), a jednym z fundamentalnych elementów piękna zawsze było to, co średniowiecze nazwało integritas (to znaczy posiadanie cech, jakie są wymagane, aby być przeciętnym przedstawicielem danego gatunku, dlatego do ludzi brzydkich zaliczeni zostaną ci, którym brak jakiegoś członka czy na przykład oka, są wzrostu niższego niż średni lub mają „nieludzki” kolor skóry). W ten sposób rodzi się gotowy wzorzec pozwalający zidentyfikować wroga, czy będzie to cyklop Polifem, czy karzeł Mime. Priskos z Panium w V wieku po Chrystusie opisuje Attylę jako człowieka niskiego wzrostu, o długim torsie i wielkiej głowie, małych oczach, rzadkiej, szpakowatej brodzie, płaskim nosie i (będącej fundamentalnym wyróżnikiem) ciemnej karnacji. Zastanawiające jest jednak to, jak bardzo twarz Attyli przypomina fizjonomię diabła, gdy ponad pięć wieków później ujrzał go Rudolf Łysy: skromna postać, cienka szyja, wychudzona twarz, czarne jak węgiel oczy, czoło pobrużdżone zmarszczkami, nos spłaszczony, wydatne usta, nabrzmiałe wargi, podbródek długi i ostry, kozia bródka, owłosione i spiczaste uszy, sterczące i zmierzwione włosy, psie zęby, wydłużona czaszka, pierś zapadła, garb na plecach (por. Historiarum libri quinque, V, 2).

Wrogami mogą być także przedstawiciele innych cywilizacji. Liutprand z Cremony, którego w roku 968 cesarz Otton I wysłał z poselstwem do Konstantynopola, odmawia integritas Bizantyjczykom (Relatio de legatione Constatinopolitana):

Stanąłem przed Nikeforem, ludzkim monstrum, pigmejem o nalanym obliczu i malutkich krecich oczkach, zeszpeconym przez krótką, szeroką i gęstą, przyprószoną siwizną brodę; ma ledwo na cal krótką szyję; (...) z karnacji Etiop i [jak powiada poeta Juwenalis] „nie chciałbyś go spotkać po ciemku”; o wielkim brzuszysku, wątłych pośladkach, udach nieproporcjonalnie długich do wątłej postury, krótkich nogach i płaskich stopach. Ubrany w strój wieśniaczy, śmierdzący i wyblakły ze starości.

Smród. Nieprzyjaciel zawsze cuchnie. Niejaki Berillon w początkach pierwszej wojny światowej (1915) pisał La polychrésie de la race allemande, gdzie wykazywał, że przeciętny Niemiec produkuje więcej materii fekalnej niż Francuz, a na dodatek bardziej cuchnącej. Jeśli cuchnął Bizantyjczyk, tym bardziej śmierdział Saracen, opisany w Evagatorium in Terrae sanctae, Arabiae et Egypti peregrinationem Feliksa Fabriego (XV wiek):

Saraceni rozsiewają wokół siebie rodzaj straszliwego smrodu, z powodu którego poddają się nieustannym ablucjom różnego rodzaju. Ponieważ my nie śmierdzimy, nie sprawia im trudności zażywanie kąpieli wraz z nami. Jednak nie są tak wyrozumiali dla Żydów, którzy śmierdzą jeszcze bardziej od nich. (...) Tak oto cuchnący Saraceni z przyjemnością przebywają w towarzystwie kogoś takiego jak my, kto nie śmierdzi.

Cuchnęli także Austriacy Giustiego[8] (pamiętacie: „Najjaśniejszy Panie, co patrzysz na mnie gniewnie, za tych kilka psot nieszkodliwych”?):

Wszedłem i widzę tam mrowie żołdaków,

Co na północy się wychowali,

chyba Czechów albo Chorwatów.

Jako tyki w winnicy tam stali.

(...)

Z tyłu się zatrzymałem, gdyż przebywanie

Wśród tego motłochu, nie zaprzeczę temu,

Wstręt we mnie wzbudziło, którego, o panie,

Nie doznasz dzięki stanowi wysokiemu.

Czułem duszność oddechu, stęchliznę ubrania.

Bardzo proszę wybaczyć mi te przykre zdania,

Lecz w tym pięknym przybytku z łoju być się zdały

nawet świece, które na ołtarzu stały.

Nie może nie cuchnąć Cygan, skoro żywi się padliną, jak nauczał Lombroso (L’uomo delinquente, 1876, 1, II). Tak samo w Pozdrowieniach z Rosji cuchnie nieprzyjaciółka Jamesa Bonda, Rosa Klebb, nie dość, że Rosjanka i komunistka, to na dodatek lesbijka:

Tatiana (...) otwarła drzwi i stanęła wpatrzona w oczy kobiety, która siedziała przy okrągłym stole ustawionym na środku pokoju. Był to zapach metra w upalny wieczór — tani aromat skrywający zwierzęcy odór. Ludzie w Rosji zlewają się perfumami bez względu na to, czy się uprzednio kąpali czy nie, ale przeważnie w tym drugim wypadku (...).

Rozwarły się drzwi sypialni i stanęła w nich „ta Klebb”. (...) Miała na sobie półprzezroczystą podomkę z pomarańczowego krepdeszynu. (...) Spod szaty wyzierał biustonosz składający się z dwóch dużych fioletowych róż i takiegoż koloru staromodne satynowe reformy ze ściągaczami powyżej kolan. Jedno z tych kolan, porowate jak żółtawy kokos, wychylało się w klasycznej pozie modelki spomiędzy lekko odrzuconych poł szlafroka. (...) Rosa Klebb zdjęła okulary i jej nagą twarz kryła teraz gruba warstwa pudru, różu i szminki. (...) Poklepała tapczan obok siebie.

– Zgaś górne światło, moja droga. Kontakt jest przy drzwiach. Potem chodź i siądź tu przy mnie. Musimy poznać się lepiej.[9]

Co najmniej od początków chrześcijaństwa monstrualny i cuchnący był Żyd, skoro jego modelem był Antychryst, arcywróg, nieprzyjaciel nie tylko nasz, ale samego Boga:

A oto jak wygląda: głowa jego niczym rozżarzony płomień, prawe oko przekrwione, a lewe zielone niczym u kota i dwie źrenice posiada, powieki u niego białe, dolna warga – wydatna, jego prawy udziec słabszym jest, stopy u niego wybujałe, kciuk spłaszczony i długi (syryjski Testament Pana naszego Jezusa Chrystusa, I, 4, V wiek).[10]

Antychryst narodzi się z ludu żydowskiego (...), jak wszyscy ludzie ze zjednoczenia ojca i matki, a nie, jak niektórzy bajają, z dziewicy. (...) Na początku swego poczęcia diabeł wejdzie w łono matki. Mocą diabła karmiony będzie w łonie swej matki i moc diabelska zawsze przy nim będzie. (Adso z Montier-en-Der, O narodzeniu i czasach Antychrysta, X wiek).

Dwoje oczu ma płomiennych, uszy ośle, nozdrza i pysk niczym u lwa, a na ludzi zsyła czyny szaleńcze z ognia najbardziej bezecnego, głosy najhaniebniejsze głoszące odrzucenie i zaprzeczające istnieniu Boga samego, zmysły ich wypełnia smrodem najstraszliwszym, rozszarpuje łono Kościoła z najokrutniejszą ze wszelakich chciwości, zanosić się będzie śmiechem szyderczym, ukazując szkaradne, żelazne zębiska (Hildegarda z Bingen, Scivias, III, 1, 14, XII wiek).

Skoro Antychryst wywodzi się z ludu żydowskiego, musi w pewnym stopniu odzwierciedlać stereotyp Żyda, czy chodzi o antysemityzm w wersji ludowej, teologicznej, czy mieszczańskiej, osiemnasto-, dziewiętnastowiecznej. Zacznijmy od twarzy:

Zazwyczaj mają siną twarz, haczykowaty nos, zapadnięte oczy, wystającą brodę i mocno zarysowaną żuchwę. (...) Ponadto Żydzi są podatni na choroby wynikające z zakażenia krwi, jak kiedyś trąd, a obecnie pokrewny mu szkorbut, gruźlica czy krwawienia. (...) Mówi się, że Żydzi wydzielają brzydki zapach. (...) Inni przypisują to częstemu spożywaniu warzyw o silnym zapachu, jak cebula i czosnek. (...) Inni jeszcze mówią, że gęsina, która uchodzi u nich za przysmak, powoduje sinożółty kolor ich skóry, jako że pokarm ten obfituje w cukry i ciężkie tłuszcze (Henri Jean-Baptiste Grégoire, Essai sur la régénération physique, morale et politique des Juifs, 1788).

Później Wagner skomplikuje obraz, dodając doń aspekty fonetyczne i mimiczne:

W wyglądzie zewnętrznym Żyda jest coś obcego, co bardziej niż cokolwiek innego wzbudza wstręt do tego narodu; z człowiekiem o takim wyglądzie nie chce się mieć nic wspólnego (...) próba wyobrażenia sobie postaci ze starożytności lub czasów współczesnych, takich jak bohater czy kochanek, jako Żydów, budzi odczucie niestosowności i śmieszności. (...) Pojawienie się człowieka tej rasy w sztuce wydaje się niestosowne. On sam też jest niezdolny do wytworzenia jakiegokolwiek dzieła sztuki (...). Rzeczą, która najbardziej nas odstręcza, jest szczególny akcent charakteryzujący mowę Żydów (...). Przenikliwe, świszczące i zgrzytające dźwięki ich języka szczególnie drażnią nasze uszy. Żydzi używają słów i konstrukcji zdaniowych całkowicie sprzecznych z duchem naszego języka (...). Słuchając ich, skupiamy uwagę na tym, jak mówią, zamiast na tym, co mówią. Ten fakt jest szczególnie istotny do wyjaśnienia wrażenia, jakie wywołują w nas dzieła muzyczne skomponowane przez Żydów. Kiedy słuchamy, jak mówi Żyd, razi nas, że jego wypowiedź pozbawiona jest jakiegokolwiek ludzkiego wyrazu. (...) Naturalne jest, że wrodzona jałowość ich natury, która jest nam tak niemiła, swój najwyższy wyraz znajduje w śpiewie, który jest przecież najżywszym, najbardziej autentycznym wyrazem indywidualnych uczuć. Można by im przypisać jakiekolwiek inne zdolności artystyczne, ale nie do śpiewu, który wydaje się im zabroniony przez samą naturę.[11]

Hitler podjął temat z większym wdziękiem, balansując niemal na granicy zazdrości:

U młodzieży ubranie musi służyć wychowaniu, młody, który latem chodzi w długich spodniach, zakutany w ubranie po szyję, już przez swój ubiór traci impuls do wychowania fizycznego (...). Dziewczęta muszą nauczyć się rozpoznawać odpowiedniego kawalera. Gdyby obecnie fizyczna perfekcja nie była zepchnięta na dalszy plan naszej zdegenerowanej mody, nie byłoby możliwe, że tysiące dziewcząt dają się uwieść przez budzących wstręt żydowskich bękartów o krzywych nogach.[12]

Od wyglądu przechodzi się do zwyczajów i oto już żydowski wróg morduje dzieci i pije ich krew. Obraz ten pojawia się bardzo wcześnie, na przykład w Opowieściach kanterberyjskich Chaucera mowa jest o chłopcu bardzo podobnym do świętego Szymona z Trydentu[13], który przechodząc przez dzielnicę żydowską i śpiewając O alma Redemptoris Mater, zostaje porwany i z poderżniętym gardłem wrzucony do studni.

Żyd, który morduje dzieci i pije ich krew, ma bardzo złożoną genealogię, gdyż ten sam model stosowano już wcześniej przy tworzeniu obrazu wewnątrzchrześcijańskiego wroga, heretyka. Niech wystarczy jeden przykład:

Wieczorem, gdy zapala się światła, a my celebrujemy Mękę Pańską, oni prowadzą do pewnego domu dziewczęta, które wprowadzili w swe tajemne ryty, gaszą latarnie, gdyż nie chcą, by światło było świadkiem plugawości, jakie popełnią, i dają upust swej rozwiązłości z którą popadnie, choćby to była siostra czy córka. Muszą być prawdziwie przekonani, że robią coś miłego demonom, skoro gwałcą boskie prawa zabraniające łączyć się z kimś, kto tę samą krew dziedziczy. Po zakończeniu rytu wracają do domów i oczekują, aż upłynie dziewięć miesięcy. Gdy nadchodzi czas, by narodziły się bezbożne dzieci poczęte z bezbożnego nasienia, schodzą się znowu w tym samym miejscu. Trzy dni po porodzie zabierają nieszczęsne dzieci od matek, nacinają ostrzem ich delikatne członki, zbierają do kielichów wypływającą krew, a oddychające jeszcze noworodki palą na stosie. Następnie mieszają w kielichach krew i popiół, otrzymując straszliwą miksturę, którą ukradkiem brukają pokarmy i napoje, jak ktoś, kto dolewa trucizny do miodu. Taka jest ich komunia (Michał Psellos, De operatione daemonorum, XI wiek).

Czasem nieprzyjaciel postrzegany jest jako inny i brzydki, ponieważ pochodzi z niższej warstwy społecznej. U Homera Tersytes („o krzywych nogach, na jedną utykał nogę; ramiona miał przygarbione, ku piersiom wygięte mocno; spiczastą głowę u góry i rzadką wełnistą sierść na łysinie”[14]) stoi niżej społecznie niż Agamemnon czy Achilles, dlatego im zazdrości. Między Tersytesem a Frantim Edmonda de Amicisa niewielka jest różnica, obaj są brzydcy: Odys przelewa krew pierwszego, drugiego społeczeństwo skaże na dożywocie:

Dalej siedzi jeden, czarniawy i posępny na twarzy, co się nazywa Franti. Biedak był już wypędzony z jednej lekcji szkolnej. (...) Jeden tylko z nas mógł śmiać się w chwili, kiedy Derossi mówił o pogrzebie króla; Franti – śmiał się. Nie cierpię go! Zły z niego chłopak. Kiedy ojciec przyjdzie do szkoły, żeby dać synowi reprymendę, cieszy się; kiedy płacze któryś z nas, śmieje się z tego. Drży przed Garronem, bo mocny, a mularczyka szturcha i szczypie, bo mały i słaby. Crossiemu dokucza, bo ma uschniętą rękę, lekceważy Precossiego, choć wszyscy go szanują, naśmiewa się z Robettiego, który uratował malca, bo o kulach chodzi. Napastuje wszystkich słabszych od siebie, a kiedy przyjdzie do bójki, wścieka się i nie patrzy na nic, choćby miał okaleczyć kolegę. Ma coś wstrętnego w tym swoim niskim czole i w biegających mętnych oczach, które kryją się prawie pod daszkiem ceratowej czapki. Nie boi się niczego, śmieje się w twarz nauczycielowi, chwyta, co może, zapiera się z bezczelną miną, zawsze się z kimś drze, przynosi do szkoły szpilki, żeby znienacka żgnąć któregoś w ławce; sobie i innym obrzyna guziki od ubrania i gra w nie; jego książki i kajety są brudne i obdarte, porozrywane, linia cała w zęby, pióra pogryzione, paznokcie czarne, ubranie wyplamione i podarte w bójkach codziennych. (...) Próbował z nim nauczyciel dobrocią, to ten niegodziwiec tylko wyśmiał się z niego, próbował gniewem, zwymyślał go strasznie, wtedy twarz sobie rękami zakrył i wszyscyśmy myśleli, że płacze, a on pękał ze śmiechu.[15]

Wśród naznaczonych brzydotą wynikającą z pozycji społecznej oczywistą winowajczynią jest prostytutka. Lecz wraz z prostytutką wkraczamy w odmienny mikrokosmos, jakim jest wrogość lub dyskryminacja ze względu na płeć. Mężczyźnie, który rządzi i tworzy albo sprawuje władzę poprzez swoją twórczość, kobieta od samego początku jawi się jako wróg. Nie dajmy się zwieść obrazom kobiet porównywanych do aniołów. Co więcej, właśnie dlatego, że główny nurt literatury zdominowany jest przez stworzenia piękne i łagodne, świat satyry – a to on właśnie kształtuje ludową wyobraźnię – nieustannie, od starożytności przez średniowiecze aż po czasy współczesne, kobietę demonizuje. Co do starożytności, ograniczę się do Marcjalisa:

Lat setkę pewnie żeś, Hekubo,

Już przekroczyła, i to grubo.

Trzy włosy masz na głowie, z gęby

Sterczą ci tylko cztery zęby.

I nogi mają coś z owada,

Skóra na twarzy pomarszczona

Jak twoja stola (choć i ona

W tyle się fałdów nie układa.[16]

A któż jest autorem tego oto fragmentu?

Niewiasta jest zwierzęciem niedoskonałym, targanym przez tysiące namiętności ohydnych i przykrych na samo ich wspomnienie, a cóż dopiero dla pomyślunku (...). Żadne inne zwierzę nie jest mniej od niej nieczyste; nawet świnia, która w błocie się tarza, nie dorówna jej brzydotą; a gdyby ktoś chciał temu zaprzeczyć, niechaj przyjrzy się ich mieszkaniom, niech odnajdzie sekretne miejsca, gdzie skrywają, wstydząc się tego, straszliwe narzędzia, których do wyzbycia się swych zmiennych humorów używają.

Jeśli coś podobnego mogło przyjść do głowy takiemu bezwstydnemu bezbożnikowi jak Giovanni Boccaccio (w Labiryncie miłości albo Skrzeczącym kruku), wyobraźcie sobie, co musiał myśleć i pisać średniowieczny moralista, by potwierdzić zasadę świętego Pawła, zgodnie z którą lepiej nie zaznawać przyjemności ciała, chyba że człowiek miałby spłonąć[17].

Odon z Cluny w X wieku zwracał uwagę, że

całe piękno cielesne zawiera się w skórze. Gdyby ludzie widzieli, co się pod nią znajduje, gdyby jak rysie z Beocji mieli dar przenikania w głąb spojrzeniem, jedno spojrzenie na kobiety przyprawiłoby ich o mdłości: cały kobiecy wdzięk niczym jest więcej jak marnota, krew, płyny ustrojowe, żółć. Pomyślcie o tym, co kryje się w nozdrzach, w gardle, w żołądku: wszędzie nieczystości (...). I jak to możliwe, że my, którzy brzydzimy się nawet dotknąć plwociny czy odchodów, pragniemy obejmować ramionami zwykły worek ekskrementów![18]

Od mizoginii, którą moglibyśmy nazwać „zwyczajną”, dochodzimy do wykreowania wiedźmy, co jest arcydziełem nowożytnej cywilizacji. Oczywiście czarownica była znana także w starożytności; ograniczę się do przypomnienia Horacego („Raz widziałem Kanidię w czerni, podkasaną / Z kudłami zwichrzonymi, bosą, jak z Saganą / Starą wyły; a widok straszny i ponury / Sprawiały blade gęby”[19]) i wiedźm z Metamorfoz Apulejusza. Jednak w starożytności, podobnie zresztą jak w średniowieczu, mówiło się o wiedźmach i czarownicach przede wszystkim w odniesieniu do wierzeń ludowych jako o sporadycznych w ostatecznym rozrachunku przypadkach opętania. Rzym w czasach Horacego nie czuł się zagrożony przez czarownice, a w średniowieczu uważano, że istnienie wiedźm jest jedynie sprawą autosugestii, czyli że czarownicą jest ta, która wierzy, że nią jest, jak to w X wieku orzekał Canon Episcopi:

Pewne zdeprawowane kobiety, które zwróciły się do szatana i zboczyły z dobrej drogi przez jego iluzje i kuszenie, wierzą i utrzymują, że nocami w towarzystwie wielu innych pod przewodnictwem Diany dosiadają jakichś dzikich zwierząt (...). Księża muszą nieustannie przepowiadać ludowi Bożemu, że takie rzeczy są całkowitym fałszem i że fantazje te powstają w umysłach wiernych nie z ducha Bożego, lecz z nieczystego. Rzeczywiście, szatan przeobraża się w anioła światłości i bierze w posiadanie umysły tych kobiet, i podporządkowuje je sobie ze względu na ich słabą wiarę.

Dopiero w czasach nowożytnych czarownica pojawia się w towarzystwie innych członków sekty, uczestniczy w sabacie, lata, przyjmuje zwierzęcą postać i wyrasta na wroga publicznego numer jeden, by ostatecznie zapracować na procesy inkwizycyjne i stos. Jednak w tym miejscu nie będę podejmować złożonej kwestii syndromu czarownicy, czy chodzi o poszukiwanie kozła ofiarnego podczas głębokich kryzysów społecznych, czy o wpływy syberyjskiego szamanizmu bądź niezmienność odwiecznych archetypów. Interesuje mnie zawsze ten sam sposób kreowania wroga – analogiczny do modelu opisywania heretyka czy Żyda. I na nic się zdało, że ludzie nauki, jak Gerolamo Cardano w XVI wieku (De rerum varietate), zgłaszali zdroworozsądkowe wątpliwości:

Są to kobieciny ubogie, które żyją sobie po dolinach, żywiąc się kasztanami i ziołami. (...) Dlatego są mizerne, zdeformowane, o ziemistej cerze, z wyłupiastymi oczami, a ich spojrzenie zdradza melancholijny temperament. Są małomówne, obojętne i niewiele różnią się od tych, które posiadł demon. Tak są utwierdzone w swoich przekonaniach, że gdyby tylko słuchać tego, co mówią, można by uwierzyć, że wszystko to prawda, o czym opowiadają z takim przekonaniem. Tymczasem są to rzeczy, które nigdy się nie wydarzyły i nie wydarzą.

Na następnym etapie poszukiwania wrogów zwrócono się przeciwko trędowatym. Carlo Ginzburg wspominał, że w roku 1321 byli oni na terenie całej Francji paleni na stosach, gdyż próbowali mordować ludność, zatruwając wody, fontanny i studnie.

Trędowate, które dobrowolnie bądź zmuszone torturami przyznały się do zbrodni, miały być spalone na stosie, chyba że były brzemienne. W takim wypadku należało je trzymać na osobności aż do porodu i odstawienia dziecka od piersi, a potem spalić.[20]

Nietrudno dopatrzyć się tu źródła wszystkich późniejszych procesów przeciwko roznoszącym zarazę. Jednak dodatkowym aspektem prześladowania, o którym pisze Ginzburg, było to, że trędowatych trucicieli automatycznie kojarzono z Żydami lub Saracenami. Kronikarze przytaczali doniesienia, według których Żydzi byli wspólnikami trędowatych, i z tego powodu wielu z nich razem z tamtymi palono: „Ludek sam wymierzał sprawiedliwość, nie trudząc się wzywaniem prewosta czy baliwa: zamykano ludzi w domach wraz ze zwierzętami i sprzętami domowymi i podkładano ogień”.

Jeden z trędowatych miał wyznać, że przekupił go Żyd, który przekazał mu truciznę (sporządzoną z ludzkiej krwi, uryny, trzech ziół i konsekrowanej hostii) w woreczkach zaopatrzonych w obciążniki, by łatwiej opadały na dno fontann, ale w tej sprawie zwrócił się do Żydów król Grenady. Jeszcze inne źródło dodawało do spisku także sułtana babilońskiego. Tak oto za jednym zamachem połączono trzy typy tradycyjnego wroga: trędowatego, Żyda i Saracena. Odwołanie do czwartego wroga – heretyka – zawierało się w jednym szczególe: uczestniczący w spisku trędowaci mieli pluć na hostię i deptać krucyfiks.

Podobne rytuały przypisywano później czarownicom. W XVI wieku opublikowano pierwsze podręczniki procesów inkwizycyjnych przeciwko heretykom, jak Practica inquisitionis hereticae pravitatis Bernarda Gui albo Directorium Inquisitorum Nicolau Aymericha. W XV stuleciu (właśnie wtedy, gdy we Florencji na polecenie Kosmy Medyceusza Marsilio Ficino tłumaczy Platona i ludzie już szykują się do odśpiewania goliardzkiego rymu che sollievo, che sollievo – siamo fuor dal Medioevo[21]), konkretnie między rokiem 1435 a 1437, pojawił się (opublikowany następnie w 1473 roku) Formicarius Johannesa Nidera, w którym po raz pierwszy mówiło się o różnych praktykach czarnoksięskich we współczesnym rozumieniu.

W ogłoszonej w roku 1484 bulli Summis desiderantes affectibus Innocenty VIII pisał:

Nie bez zaprawionego goryczą smutku dowiedzieliśmy się ostatnio, że w niektórych częściach (...) Germanii (...) wiele osób płci obojga, nie bacząc na własne zbawienie i odchodząc od wiary katolickiej, nie waha się obcować cieleśnie z diabelskimi inkubami i sukkubami i poprzez swoje czary, zaklęcia, gusła i inne przeklęte zabobony, obmierzłe praktyki i zbrodnie niszczy potomstwo kobiet i nowo narodzone zwierzęta, wykorzenia plon, jaki wydaje rola (...). Umiłowani synowie nasi, Heinrich Insistor [tj. Kramer – przyp. tłum.] (...) i Jakob Sprenger, profesorowie teologii z Zakonu Braci Kaznodziejów, wyznaczeni zostali Listami Apostolskimi do przeprowadzenia śledztwa w sprawie tych heretyckich niegodziwości.[22]

I rzeczywiście, Kramer i Sprenger w roku 1486 opublikowali niesławny Malleus maleficarum, Młot na czarownice, dla którego inspiracją był także Formicarius.

O tym, w jaki sposób kreuje się wiedźmę, opowiadają (a to przykład jeden z tysiąca) akta procesu inkwizycyjnego z roku 1477 przeciwko niejakiej Antonii z parafii Saint-Jorioz w diecezji genewskiej:

Oskarżona, porzuciwszy męża i rodzinę, wraz z Massetem dotarła do miejsca zwanego „laz Perroy”, nieopodal strumienia (...) gdzie znajdowała się synagoga heretyków, i napotkała tam wielką liczbę mężczyzn i kobiet, którzy umizgiwali się do siebie i tańczyli, poruszając się do tyłu. Ukazał jej wówczas demona zwanego Robinet, który miał wygląd Murzyna, i powiedział: „Oto nasz mistrz, któremu winniśmy oddać pokłon, jeśli chcesz otrzymać, czego pragniesz”. Obwiniona zapytała go, jak należy się zachować (...) i rzeczony Masset jej odpowiedział: „Wyrzeknij się Boga, twego Stworzyciela, i wiary katolickiej, i tej nikczemnicy Dziewicy Maryi i przyjmij za swego pana i mistrza tego oto demona zwanego Robinet, i czyń wszystko, czego on zechce (...)”. Usłyszawszy te słowa, oskarżona się zasmuciła i z początku nie chciała tego uczynić. W końcu jednak wyparła się Boga, swego Stwórcy, mówiąc: „Wyrzekam się Boga, mojego Stworzyciela, i wiary katolickiej, i Krzyża świętego i przyjmuję ciebie, demonie Robinecie, za mojego pana i mistrza”. I oddała cześć demonowi, całując jego stopę (...). Następnie na znak pogardy dla Boga rzuciła na ziemię drewniany krzyż, podeptała go lewą nogą i połamała (...). Pozwoliła się przetransportować na lasce długości półtorej stopy; aby znaleźć się w synagodze, musiała ją namaścić olejkiem, który znajdował się w wypełnionym po brzegi naczyniu, włożyć ją między uda i zawołać: „leć, leć w stronę diabła!”, i natychmiast przeniesiona została w powietrzu szybkim lotem, aż do miejsca, w którym znajdowała się ich synagoga. Zeznaje jeszcze, że w miejscu tym spożywali chleb i mięsiwa; pili wino i znów tańczyli; a następnie, gdy pojawił się tam rzeczony demon, ich mistrz, z postaci człowieka w czarnego psa przemieniony, oddawali mu cześć, całując w zad; na koniec, po wygaśnięciu rozbłyskującego zielonymi płomieniami ognia, który oświecał synagogę, demon zawołał głośno: „Meclet! Meclet!”, i na ten okrzyk mężczyźni jak bestie zaczęli się parzyć z kobietami, i ona ze wspomnianym Massetem Garinem.[23]

Zeznanie to, zwłaszcza jego fragmenty mówiące o znieważeniu krzyża i całowaniu odbytu, odpowiada niemal dosłownie protokołom zeznań z procesu templariuszy, który odbywał się półtora wieku wcześniej. Nie tylko prowadzący wzmiankowany piętnastowieczny proces inkwizytorzy w zadawaniu pytań i wyciąganiu wniosków dawali się prowadzić przez to, co czytali o wcześniejszych procesach. Uderzające jest także to, że we wszystkich tych przypadkach na końcu wyczerpującego śledztwa ofiara sama przekonywała się do prawdziwości wszystkiego, o co ją obwiniono. W procesach o czary nie tylko konstruuje się obraz wroga, a ofiara nie tylko przyznaje się nawet do tego, czego nie zrobiła, lecz w końcu sama jest już o tym przekonana. Analogiczna procedura opisana jest w Ciemności w południe (1941) Koestlera; podobnie w procesach stalinowskich zawsze najpierw konstruowano obraz wroga, a następnie przekonywano ofiarę, żeby rozpoznała w nim siebie.

Konstruowanie wroga prowadzi do tego, że jego cechy rzeczywiście przyjmuje ktoś, kto mógłby liczyć na życzliwe potraktowanie. Teatr i literatura dostarczają przykładów „brzydkiego kaczątka”, które wzgardzone przez swoich, utożsamia się z opinią, jaką o nim mają. Jako typowy przykład zacytowałbym fragment Ryszarda Trzeciego:

Ciąg dalszy w wersji pełnej

[1] „Piza przeciwko Lukce, gibelini przeciw gwelfom” – aluzja do czternastowiecznego sporu między stronnikami władzy papieskiej (gwelfami) i cesarskiej (gibelinami), przyczyny długotrwałej wojny rozdzierającej Italię podzieloną na niezależne miasta-państwa. Piza była miastem gwelfów, Lukka – gibelinów. Ostatecznie ta druga militarnie i politycznie uległa pierwszej. „Ci z północy przeciw południowcom” – do dziś istniejący we Włoszech podział na bogatą północ i ubogie południe kraju. „Faszyści przeciw partyzantom” – włoska partyzantka w czasach drugiej wojny światowej była w przeważającej mierze lewicowa i zdominowana przez komunistów. „Rząd przeciw prokuraturze” – aluzja do aktualnej sytuacji politycznej we Włoszech. Prokuratorzy badają kolejne afery obecnej i wcześniejszej działalności biznesowej premiera Berlusconiego i ministrów jego gabinetu, Berlusconi zaś nieustannie atakuje włoską władzę sądowniczą, oskarżając ją o to, że go nęka (przyp. tłum.).

[2] Pierwszy gabinet Prodiego upadł we wrześniu 1998 roku po głosowaniu nad votum zaufania, przegranym jednym głosem na skutek nagłego wycofania poparcia przez jednego z koalicjantów. Sytuacja powtórzyła się w 2008 roku (przyp. tłum.).

[3] Włochy wzięły udział w pierwszej wojnie światowej po stronie zwycięskiej ententy. Na mocy tajnego traktatu londyńskiego miały uzyskać po zwycięstwie znaczne zdobycze terytorialne. Po ujawnieniu traktatu opinii publicznej i skandalu, jaki to wywołało, Stany Zjednoczone odmówiły respektowania umów nie dość, że tajnych, to jeszcze zawartych przed ich przystąpieniem do wojny, a państwa ententy wycofały się ze znacznej części ustaleń. W rezultacie Italia nie tylko nie uzyskała tego, co chciała, lecz straciła część terytorium. Sytuacja ta, nazwana właśnie „kalekim zwycięstwem”, w powiązaniu z powojennym kryzysem gospodarczym spowodowała niezadowolenie społeczne, na którego fali narodził się włoski faszyzm (przyp. tłum.).

[4] Dogali i Adua to miejscowości w Etiopii, pole dwóch ważnych bitew, 24 stycznia 1887 roku i 1 marca 1896 roku, w których kolonialne wojska włoskie poniosły klęskę w starciu z oddziałami etiopskimi (przyp. tłum.).

[5] Marek Tulliusz Cyceron, Mowy, przeł. i oprac. S. Kołodziejczyk, J. Mrukówna, D. Turkowska, Wydawnictwo Antyk, Kęty 1998, s. 45, 48–49.

[6] Łacińskie barbarus pochodzi od greckiego barbaros, bełkotliwy, a więc niezrozumiały (przyp. tłum.).

[7] Dobry przykład: http://quigleyscabinet.blogspot.com/2009/07/hottentot-venus.html; http://en.wikipedia.org/wiki/Sarah_Baartman, znalezione 15 kwietnia 2011 (przyp. tłum.).

[8] Giuseppe Giusti (1809–1850) włoski poeta satyryczny związany z Toskanią. Fragment pochodzi z wiersza Sant’Ambrogio w przekładzie tłumacza (przyp. tłum.).

[9] Ian Fleming, Pozdrowienia z Rosji, przeł. Z. Andrzejewski, Alfa, Warszawa 1990. Cytowane zdania pochodzą z rozdziału 9.

[10] Cytat za: Umberto Eco, Historia brzydoty, przekład zbiorowy, D.W. REBIS, Poznań 2004, s. 186.

[11] Richard Wagner, Das Judentum in der Musik. Cytat za: U. Eco, Historia brzydoty, s. 268.

[12] Adolf Hitler, Mein Kampf, 2,2. Cytat za: U. Eco, Historia brzydoty, s. 268.

[13] Ten dwuipółletni chłopiec zaginął przed Wielkanocą 1475 roku. Jego ciało zostało znalezione w Poniedziałek Wielkanocny, a o rytualny mord oskarżono Żydów. Piętnastu przywódców trydenckiej gminy żydowskiej torturami zmuszono do przyznania się do winy, a następnie spalono na stosie. Chłopiec został uznany za męczennika i otoczony zatwierdzonym przez papieża kultem, który został zniesiony dopiero w 1965 roku (przyp. tłum.).

[14] Homer, Iliada, II, 212, przeł. K. Jeżewska, Prószyński i S-ka, Warszawa 1999, s. 46.

[15] Edmond de Amicis, Serce, przeł. M. Konopnicka, Świat Książki, Warszawa 1994, s. 77.

[16] Marcjalis, Epigramy, 94, przeł. S. Kołodziejczyk, Czytelnik, Warszawa 1985, s. 64–66.

[17] „Tym zaś, którzy nie wstąpili w związki małżeńskie, oraz tym, którzy już owdowieli, mówię: dobrze będzie, jeśli pozostaną jak i ja. Lecz jeśli nie potrafiliby zapanować nad sobą, niech wstępują w związki małżeńskie! Lepiej jest bowiem żyć w małżeństwie, niż płonąć”. 1 Kor 7, 8-9, za: Biblia Tysiąclecia, wyd. V (przyp. tłum.).

[18] Collationum libri tres, PL 133, 556–648.

[19] Horacy, Satyra 8, w: tenże, Dzieła wszystkie, przeł. i opr. A. Lam, Verum, Warszawa 1996.

[20] Carlo Ginzburg, Storia notturna. Una decifrazione del sabba, Einaudi, Turyn 1989, s. 6–8.

[21] W wolnym tłumaczeniu: Jaka ulga – każdy rzecze – już minęło średniowiecze (przyp. tłum.).

[22] Tłumaczenie oryginalnego tekstu łacińskiego bulli: PURL: http://diglib.habe.de/inkunabeln/151-Quod-2f-1/start.htm?image=00003 (przyp. tłum.).

[23] Cytat za: Giuseppine i Eugenio Battisti, La civiltà delle streghe, Lerici, Mediolan 1964, s. 73 i nn.

To, co absolutne, i to, co relatywne

Dostępne w wersji pełnej

Płomień jest piękny

Dostępne w wersji pełnej

Poszukiwanie skarbów

Dostępne w wersji pełnej

Gnijące przysmaki

Dostępne w wersji pełnej

Embriony, których nie ma w raju

Dostępne w wersji pełnej

Grupa 63 czterdzieści lat później

Dostępne w wersji pełnej

Hugo, hélas! Poetyka przesady

Dostępne w wersji pełnej

Veline i cisza

Dostępne w wersji pełnej

Astronomia wymyślona

Dostępne w wersji pełnej

Co kraj, to obyczaj

Dostępne w wersji pełnej

Jestem Edmund Dantès![24]

Dostępne w wersji pełnej

[24] Fragment tego eseju został opublikowany w zbiorze Superman w literaturze masowej, przeł. J. Ugniewska, Znak, Kraków 2008, rozdział 2. Agnicja: notatki do typologii rozpoznania (przyp. tłum.).

Tylko Ulissesa nam brakowało...

Dostępne w wersji pełnej

Dlaczego nie można odnaleźć wyspy

Dostępne w wersji pełnej

Kilka uwag o WikiLeaks

Dostępne w wersji pełnej

Nota biograficzna

Dostępne w wersji pełnej

Tytuł oryginału

Costruire il nemico e altri scritti occasionali

Copyright © RCS Libri S.p.A. – Milano Bompiani 2011

All rights reserved

Copyright © for the Polish e-book edition by REBIS Publishing House Ltd.,

Poznań 2011, 2015

Informacja o zabezpieczeniach

W celu ochrony autorskich praw majątkowych przed prawnie niedozwolonym utrwalaniem, zwielokrotnianiem i rozpowszechnianiem każdy egzemplarz książki został cyfrowo zabezpieczony. Usuwanie lub zmiana zabezpieczeń stanowi naruszenie prawa.

Przekład

Agnieszka Gołębiowska – Poszukiwanie skarbów; Gnijące przysmaki; Grupa 63 czterdzieści lat później; Hugo, hélas! Poetyka przesady; Veline i cisza; Jestem Edmund Dantes!; Dlaczego nie można odnaleźć wyspy; Kilka uwag o WikiLeaks

Tomasz Kwiecień – Wprowadzenie; Wymyślanie wrogów; To, co absolutne, i to, co relatywne; Płomień jest piękny; Embriony, których nie ma w raju; Astronomia wymyślona; Co kraj, to obyczaj; Tylko Ulissesa nam brakowało...

Redaktor: Anna Korytkowska

Ilustracje

Series of observations of the planet Saturn, 1656. Oxford, Science Archive. © 2011. Foto Scala Firenze/Heritage Images

Bougainville, Louis-Antoine de (1729-1811), Développement de la route faite autour du monde par les vaisseaux du roy La Boudeuse et L'Etoile © BnF

Pozostałe ilustracje pochodzą ze zbiorów autora

Projekt i opracowanie graficzne okładki: Lucyna Talejko-Kwiatkowska

Wydanie I e-book

(opracowane na podstawie wydania książkowego:

Wymyślanie wrogów i inne teksty okolicznościowe, wyd. I, Poznań 2011)

ISBN 978-83-7818-015-9

Dom Wydawniczy REBIS Sp. z o.o.

ul. Żmigrodzka 41/49, 60-171 Poznań

tel. 61-867-47-08, 61-867-81-40; fax 61-867-37-74

e-mail: [email protected]

www.rebis.com.pl

Plik ePub opracowany przez firmę eLib.pl

al. Szucha 8, 00-582 Warszawa

e-mail: [email protected]

www.eLib.pl