Wydawca: Harlequin Polska Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2013

Wymarzony dom we Włoszech ebook

Melanie Milburne

(0)

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Wymarzony dom we Włoszech - Melanie Milburne

Romans baletnicy Bronte Bennett i włoskiego milionera Luki Sabbatiniego był gorący, lecz krótki. Luca porzucił ją już po pół roku, z niezrozumiałych powodów. Nie zdążył dowiedzieć się, że zostanie ojcem. Po dwóch latach spotykają się ponownie. Ona nadal nie wie, dlaczego ją opuścił, a on nie wie nic o dziecku. Chciałby jednak, by znów byli razem…

 

Opinie o ebooku Wymarzony dom we Włoszech - Melanie Milburne

Fragment ebooka Wymarzony dom we Włoszech - Melanie Milburne

Melanie Milburne

Wymarzony dom we Włoszech

Tłumaczenie: Barbara

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Bronte wykonywała właśnie szpagat, gdy drzwi do studia uchyliły się. Zerknęła w sięgające do sufitu lustro i oniemiała na widok wysokiego ciemnowłosego mężczyzny. W jej oczach pojawił się lęk, ręce od razu zwilgotniały od potu. Serce omal nie wyskoczyło z piersi. W głowie trwała gonitwa myśli.

To niemożliwe.

Coś jej się poplątało.

To nie może być Luca.

Umysł ją zwodzi, zawsze tak było, gdy odczuwała stres albo zmęczenie.

Podniosła się zwinnie i oburącz chwyciła poręcz, mrugając powiekami, by rozjaśnić sobie w głowie. Otworzyła oczy i omal nie zemdlała.

To nie może być Luca Sabbatini. Na świecie istnieją setki oszałamiająco przystojnych brunetów...

– Witaj, Bronte.

Boże, to jednak on.

Wzięła głęboki oddech i odwróciła się do niego.

– Luca – odezwała się z chłodną uprzejmością. – Mam nadzieję, że nie przyszedłeś się zapisać na pierwsze popołudniowe zajęcia, bo nie ma miejsc.

Powoli omiótł wzrokiem jej sylwetkę w obcisłym stroju do tańca, szczególnie długo zatrzymując go na ustach.

– Wyglądasz równie uroczo i zgrabnie jak zawsze – odparł, jak gdyby nie słyszał jej słów.

Dźwięk jego głosu – niski i ciepły, zabarwiony włoskim akcentem – wywołał reakcję w jej ciele. Wyglądał dokładnie tak, jak go zapamiętała, choć był chyba odrobinę szczuplejszy. Miał prawie metr dziewięćdziesiąt wzrostu i lśniące czarne włosy, ani krótkie, ani długie, nie proste i nie kręcone, oraz niezwykłe ciemnobrązowe oczy. Górował nad nią, mimo że przy wzroście metr siedemdziesiąt nie należała do niskich, i sprawiał, że czuła się jak krucha porcelanowa figurka baletnicy.

– Przyznam, że masz spory tupet. Wydawało mi się, że dwa lata temu w Londynie powiedzieliśmy sobie już wszystko.

W jego oczach migotały niebezpieczne błyski. Postanowiła się tym nie przejmować.

– Przyjechałem w interesach. Pomyślałem, że to dobra okazja, żeby się z tobą spotkać.

– Niby po co? – spytała szorstko. – Powspominać dawne czasy? Daj spokój, czas leczy rany. Wyleczyłam się już z ciebie, Luca.

Stanowczym krokiem podeszła do poręczy.

– Za pięć minut zaczynam zajęcia – powiedziała, patrząc na niego w lustrze. – Jeśli nie chcesz się znaleźć w otoczeniu małych dziewczynek w trykotach i muślinowych spódniczkach, to proponuję, żebyś stąd wyszedł.

– Dlaczego uczysz zamiast tańczyć?

Bronte przewróciła z irytacją oczami i odwróciła się przodem do Luki. Ujmując się pod boki, odparła:

– Nie mogłam się stawić na ważne przesłuchanie.

Po jego przystojnej twarzy przeleciał cień niepokoju.

– Czy doznałaś kontuzji?

Bronte stłumiła uśmiech goryczy. Złamane serce i ciążę można zapewne tak nazwać.

– W pewnym sensie – rzuciła krótko. – Uczenie było naturalnym wyborem, podobnie jak powrót do Melbourne.

Potoczył wzrokiem po starym magazynie, który Bronte i jej wspólniczka Rachel Brougham przerobiły na studio taneczne.

– Ile wynosi czynsz za to miejsce?

Bronte poczuła ukłucie niepokoju.

– A dlaczego pytasz?

– To dobra okazja do zainwestowania – odrzekł, wzruszając ramieniem. – Zawsze chętnie kupuję ciekawe nieruchomości.

Przyjrzała mu się z namysłem.

– Sądziłam, że pracujesz w zarządzie sieci hotelowej twojej rodziny?

Luca uśmiechnął się zagadkowo.

– Od naszego ostatniego spotkania rozszerzyłem nieco zainteresowania. Działam teraz także w branży nieruchomości.

Bronte walczyła z gwałtownym przypływem emocji. Nieoczekiwane zjawienie się Luki kompletnie wytrąciło ją równowagi. Mimo to udało jej się zachować pozory obojętności.

– Jestem pewna, że gdy skontaktujesz się z administracją, otrzymasz informację, że budynek nie jest na sprzedaż.

– Już z nimi rozmawiałem.

Przeszedł ją zimny dreszcz.

– I... co?

Posłał jej łobuzerski półuśmiech, który całkowicie podbił jej serce, kiedy pierwszy raz ujrzała go w jednej z londyńskich księgarń.

– Złożyłem im ofertę. To jeden z powodów, dla których znalazłem się w Australii. Firma Hotele Sabbatini rozpoczyna globalną działalność. Planujemy postawić luksusowe hotele w Melbourne i Sydney oraz na Złotym Wybrzeżu w Queensland. Być może czytałaś o tym w gazetach?

Bronte nie wiedziała, jak mogła tego nie zauważyć. Mimo niechęci do niego czasem nie umiała się powstrzymać od wyszukiwania na kolumnach plotkarskich wzmianek o Luce i jego rodzinie. Kilka miesięcy temu czytała na przykład o separacji jego starszego brata Giorgia z żoną Mayą. Młodszy brat Nicoló wygrał natomiast wręcz nieprzyzwoitą sumę w pokera w kasynie w Las Vegas. O Luce nie było ani słowa, jakby przez ostatnie dwa lata znikł z medialnych radarów.

– Nie, mam ciekawsze zajęcia – burknęła.

Nie spuszczał z niej wzroku, ale Bronte postanowiła wygrać ten pojedynek. Oblekła twarz w maskę obojętności, mimo że w jej wnętrzu działy się niepokojące rzeczy, a serce waliło jak młotem. Odkąd pewnego zimnego, ponurego dnia blisko dwa lata temu nagle i niespodziewanie zakończył ich półroczny gorący romans, nie pozwoliła sobie nawet marzyć o ponownym spotkaniu. Jej uczucie osłabło z czasem, obecnie zaś przypominało grudkę lodu o ostrych krawędziach, która utkwiła w jej piersi. Jakąż była idiotką, że zakochała się w człowieku bez serca! Ani razu nie odpowiedział na jej mejle i telefony. Podejrzewała, że celowo zmienił adresy i numery, by raz na zawsze pozbyć się jej ze swojego życia.

A teraz wrócił, jak gdyby nigdy nic.

– Dlaczego się tu zjawiłeś? – spytała, przewiercając go wzrokiem. – Jaki jest prawdziwy powód?

Wciąż patrzył na nią z góry, lecz jego twarz nieco złagodniała. Oczy przypominały teraz roztopioną czekoladę. Poczuła mrowienie w wargach na wspomnienie namiętnych pocałunków. Jak cudownie było kiedyś leżeć w jego objęciach...

Bronte natychmiast poskromiła niebezpiecznie rozbuchane emocje. Stała przed nim sztywno, obejmując się w pasie.

– Chciałem się z tobą zobaczyć – powiedział. – Dowiedzieć się, czy wszystko w porządku.

– A czemu miałoby być inaczej? Czyżbyś się spodziewał, że rozpaczam po naszym rozstaniu? Upłynęły już prawie dwa lata. Życie toczy się dalej, Luca.

– Czy spotykasz się z kimś? – spytał nieporuszony jej wybuchem.

– Owszem – odrzekła hardo.

Nie pokazał po sobie, że go to ubodło, lecz widziała, że wyraźnie zesztywniał.

– Czy twój obecny partner miałby coś przeciw temu, żebym cię porwał dziś wieczorem na kolację?

– Nie zamierzam się z tobą umawiać, ani dziś, ani nigdy.

Podszedł bliżej, tak że poczuła woń luksusowej wody po goleniu, i położył dłoń na jej łokciu, delikatnie ją przytrzymując.

– Nie rób tego – szepnęła ochryple.

– Czego? – Opuszkiem kciuka delikatnie głaskał jej skórę.

– Nie prowadź ze mną gry. Potrzebujesz rozrywki w czasie pobytu w Australii. I nie chcesz żadnych kłopotów.

– Masz o mnie bardzo złą opinię. Czyż nie osłodziłem ci końca naszego romansu?

– Odesłałam naszyjnik – oznajmiła zimno. – Opal przynosi ponoć nieszczęście.

– Był kosztowny, a ty tak podle go potraktowałaś. Rozjechałaś go kosiarką czy jak?

– Z satysfakcją rozwaliłam młotkiem.

– Szkoda rzadkiego czarnego opalu – orzekł. – Gdybym wiedział, przysłałbym ci diamenty. Są znacznie trwalsze.

– I tak znalazłabym sposób.

– Nie wątpię, cara. – Obdarzył ją olśniewającym uśmiechem.

Czemu ten mężczyzna tak na nią działał? Wszystkie zmysły znajdowały się w stanie podwyższonej gotowości, każda komórka ciała tęskniła za jego dotykiem.

Był wspaniałym kochankiem. Jej pierwszym i jedynym mężczyzną. Postanowiła zaczekać na odpowiedniego faceta, by nie powtórzyć błędu matki, która związała się z nicponiem i została sama z dzieckiem. Bronte natomiast zakochała się w milionerze, niemającym na razie pojęcia o dziecku, z którym ją zostawił.

Uznała, że nie należy tego zmieniać.

– Chcę się z tobą spotkać na kolacji – oznajmił. – Nie przyjmuję odmowy.

Gniewnie wyrwała ramię z jego uścisku.

– Nie możesz mnie do niczego zmusić – warknęła. – A jeśli stąd zaraz nie wyjdziesz, zadzwonię po policję.

Jego oczy były bryłkami czarnego lodu.

– Więc ile wynosi twój czynsz?

Bronte poczuła, że jej pierś przygniata nieznośny ciężar. W jego zimnym uśmiechu było coś takiego... Luca wręczył jej elegancką wizytówkę.

– Tu masz kontakt do mnie. Oczekuję cię o ósmej wieczorem w moim hotelu.

– Nie mam zamiaru się tam zjawić.

– Przed podjęciem ostatecznej decyzji radzę ci porozmawiać z twoim byłym administratorem – wycedził.

– Kupiłeś ten budynek? – Czuła, że zaraz zemdleje.

– Kolacja o ósmej, Bronte – powtórzył z zadowolonym uśmiechem. – W przeciwnym razie twój czynsz poszybuje w górę.

Jej gniew wezbrał jak lawa. Zacisnęła dłonie w pięści, krew szumiała jej w uszach.

– Szantażujesz mnie? – wykrztusiła.

– Zapraszam cię na randkę, tesore mio – odparł. – Zgodziłabyś się chętnie, gdybyś nadal nie była na mnie zła.

Bronte najchętniej zdrapałaby mu z twarzy bezczelny uśmieszek.

– W głębi serca zawsze będę cię nienawidziła. Zabawiłeś się ze mną, a potem wyrzuciłeś jak zepsutą zabawkę. Nie miałeś nawet tyle przyzwoitości, żeby spotkać się osobiście i wszystko wyjaśnić. Przekazałeś mi to przez osoby trzecie!

Wytrzymał jej palące, oskarżycielskie spojrzenie.

– Myślałem, że tak będzie lepiej – odparł. – Wierz mi, że osobiste spotkanie byłoby znacznie bardziej przykre dla nas obojga.

– I kto to mówi! Masz serce z kamienia, Luca. Żałuję, że cię w ogóle poznałam.

Drzwi do studia otworzyły się z impetem.

– Przepraszam za spóźnienie. Są straszne korki... – Rachel urwała na widok nieznajomego.

– Nie szkodzi. – Bronte stanęła za kontuarem jak za barykadą. – Pan Sabbatini właśnie wychodzi.

Rachel przenosiła wzrok to na Lukę, to na Bronte, jakby śledziła lot piłki na Wimbledonie.

– Nie jest pan chyba jednym z rodziców?

– Nie, nie miałem jeszcze przyjemności zostać ojcem – odparł z krzywym uśmiechem.

Bronte modliła się w duchu, żeby Rachel nie wspomniała o Elli. Gdy Luca nadmienił, że on i Bronte poznali się dwa lata temu w Londynie, błagała, aby Rachel nie dodała czasem dwóch do dwóch. Tymczasem przyjaciółka przypomniała sobie, że czytała o Luce w gazetach.

– Jest pan z branży hotelarskiej, prawda?

– Zgadza się. Przyjechałem w interesach i pomyślałem, że chętnie spotkam się z Bronte. Idziemy wieczorem na kolację.

– Jestem zaję...

– Och, to cudownie! – przerwała jej Rachel. – Tyle razy jej mówiłam, że powinna się czasem z kimś umówić.

Bronte posłała przyjaciółce spojrzenie, które powinno ją spopielić. Rachel wcale się tym nie przejęła.

– Jak długo będzie pan w Melbourne? – zaciekawiła się.

– Najpierw przez miesiąc. Mam tutaj dalekich krewnych. Planuję także pobyt w Sydney i na Złotym Wybrzeżu.

Bronte nie wiedziała, że Luca ma rodzinę w Australii. Nigdy na ten temat nie rozmawiali, co uważała za dziwne. Rzadko mówił o swojej pracy. Nie przechwalał się majątkiem ani pochodzeniem. Owszem, jadali w drogich lokalach, ale pomijając kosztowny prezent na pożegnanie, nigdy nie dostała od niego nic poza kwiatami. No i oczywiście tym bezcennym darem, o którym nie wiedział.

– Mówi pan wspaniale po angielsku – zachwycała się Rachel. – Czy odwiedził pan już kiedyś nasz kraj?

– Dziękuję. Kształciłem się w Anglii, a przez ostatnie kilka lat przemieszczałem się między Londynem a Mediolanem. W Australii jestem po raz pierwszy, choć moi bracia nieraz tu bywali.

Zaczęły napływać małe uczennice w towarzystwie mam albo niań. Luca uśmiechnął się do nich, co wywołało wręcz piorunujący efekt. Dziewczynki wpatrywały się w niego jak w obraz.

– Przepraszam – bąknęła Bronte sztywno. – Muszę zacząć zajęcia.

– Do zobaczenia wieczorem – odrzekł znacząco. – Wynająłem samochód, więc jeśli podasz mi adres, chętnie po ciebie przyjadę.

Bronte pomyślała o skromnym mieszkanku babci, w którym mieszkała wraz z Ellą na tyłach domu matki. Oraz o pytaniach, jakie niewątpliwie nasuną się Luce. Nie chciała mu niczego tłumaczyć. Miał szansę dowiedzieć się o dziecku i brutalnie ją odrzucił.

– Dzięki, poradzę sobie – odparła.

– Ach, więc zdecydowałaś się jednak na spotkanie? – spytał z promiennym uśmiechem.

– Nie mam wyboru, prawda? Nie stać mnie na płacenie bajońskich sum za czynsz, gdybym wolała nie podporządkowywać się twoim życzeniom.

– Nie wiesz, jakie są moje życzenia, cara – rzekł miękko i odwrócił się do odejścia.

ROZDZIAŁ DRUGI

– Ależ zajmę się Ellą – zapewniła matka. – Umówiłaś się znów z bratem Rachel? Wiem, że David nie jest dokładnie w twoim typie, ale wydaje się bardzo miły.

Bronte siedziała, tuląc w ramionach przed chwilą wykąpaną czternastomiesięczną córeczkę.

– Nie, to dawny znajomy z Londynu. Wpadł do Melbourne i postanowił mnie odszukać.

Na twarzy matki odmalował się niepokój.

– Kochanie, czy to on? Ojciec Elli?

Bronte skinęła ponuro.

– Głupio się pocieszałam, że ten dzień nie nadejdzie. Powiedział mi, że nie chce mnie więcej widzieć. Teraz nagle zmienił zdanie.

– Przecież nie musisz się z nim spotykać. On nic nie wie o dziecku. Zresztą po tym, jak cię potraktował, nie masz obowiązku w nic go wtajemniczać.

Westchnienie Bronte poruszyło miękkie ciemne włoski na główce dziewczynki.

– Mamo, Luca zerwał ze mną, zanim się dowiedział, że jestem w ciąży. Gdybym zdążyła go powiadomić, może zachowałby się inaczej.

– Skarbie, tydzień w tę czy w tamtą nie robi różnicy. On podjął decyzję i nie chciał z tobą więcej rozmawiać. Jak niby miałaś go powiadomić?

– Powinnam przekazać mu wiadomość przez osoby trzecie – powiedziała Bronte. – Wszystko mogłoby teraz wyglądać inaczej.

– Łudzisz się, dziecko. Przepraszam, że ci to mówię. Takiemu playboyowi z pewnością przyszłoby do głowy tylko jedno wyjście: aborcja.

– Nigdy bym się na to nie zgodziła. – Bronte instynktownie przytuliła mocniej córeczkę. – Nikt by mnie na to nie namówił.

– Byłaś młoda i zakochana – przypomniała matka. – Potem pewnie byś żałowała...

Dziecko wierciło się w ramionach Bronte. Z niepokojem pomyślała, że w słowach matki jest trochę racji. Była niedoświadczona i szaleńczo zakochana, zrobiłaby wszystko, żeby tylko zatrzymać Lukę. I tak dość się wygłupiła, uganiając się za nim, zostawiając mu dziesiątki nagrań w poczcie głosowej, pisząc niezliczone esemesy i mejle.

– Nie powiesz mu o Elli, co? – spytała z troską matka.

Bronte delikatnie odgarnęła kosmyk włosów z czółka śpiącego dziecka.

– Kiedy dziś nieoczekiwanie zjawił się w studiu, myślałam tylko o tym, jak bardzo go nie cierpię. Lecz pewnego dnia Ella zacznie mnie wypytywać o ojca. Co jej wtedy powiem? Jak jej to wyjaśnię?

– Tak samo jak ja wyjaśniłam tobie – odparła matka ze spokojem. – Mężczyzna, którego kochałaś i darzyłaś zaufaniem, porzucił cię bez skrupułów. Według mnie Luca Sabbatini nie jest ojcem, a jedynie dawcą spermy. Pewnego dnia poznasz kogoś miłego, kto pokocha ciebie i Ellę. I będzie dla niej znacznie lepszym ojcem niż ten, który bez pardonu wyrzucił cię ze swojego życia. A gdyby to, nie daj Boże, powtórzył, zraniłby nie tylko ciebie, ale i Ellę.

– Chyba masz rację. – Bronte wstała z dzieckiem w objęciach. – Choć czasem mi się zdaje, że Luca ma jednak prawo wiedzieć, że został ojcem.

– Tacy jak on nawet nie lubią dzieci – orzekła matka. – Wierz mi, boją się odpowiedzialności.

Bronte zmarszczyła brwi.

– Kiedy przyszły dziewczynki na lekcję, patrzył na nie z czułością... jakby sobie wyobrażał, że pewnego dnia on też zostanie ojcem.

– Dobrze się zastanów – ostrzegła ją matka surowo – zanim zrobisz coś, czego potem pożałujesz. To człowiek zamożny i wpływowy. Może cię pozwać do sądu za ukrywanie przed nim faktu posiadania dziecka. Nie wygrasz z nim, to cię pogrąży finansowo. On weźmie najlepszych adwokatów. Sądy rodzinne znacznie łaskawszym okiem patrzą teraz na ojców, zwłaszcza tych bogatych. Nawet jeśli przyznają mu tylko częściową opiekę nad dzieckiem, Ella będzie musiała latać tam i z powrotem do Włoch, czy gdzie on tam teraz mieszka. Możesz nie widywać się z nią miesiącami, a kiedy będzie starsza, być może postanowi zostać z ojcem na stałe.

Słowa matki kładły się coraz większym ciężarem na sercu Bronte. Klan Sabbatinich to wróg, któremu lepiej nie wchodzić w drogę. Ich wpływy sięgały najdalszych zakątków ziemi. Nie miała szans pokonać Luki w sądowej batalii o wyłączną opiekę nad dzieckiem.

Ironią losu było, że wcale nie zamierzała ukrywać istnienia Elli. Mimo że Luca postawił sprawę jasno, że nie chce jej więcej widzieć, gdy tylko dowiedziała się o ciąży, od razu próbowała się z nim skontaktować. Po kilku tygodniach oczekiwania na odzew poleciała w końcu do jego willi w Mediolanie, ale służba odmówiła jej wstępu. Gosposia wyjawiła bez ogródek, że Luca jest w Stanach z nową dziewczyną.

Ta informacja trafiła ją z siłą ciosu. Była zdruzgotana, że Luca tak błyskawicznie znalazł pocieszenie w ramionach innej. Przeszło jej nawet przez myśl, że miał kogoś wtedy, gdy jeszcze się z nią spotykał. Nigdy nie spędził z nią całej nocy, ani w jej skromnym mieszkanku, ani w swym luksusowym londyńskim domu. Nigdy nie wyjechał z nią na weekend, nie przenocował w hotelu. Zawsze odwoził ją do domu pod pretekstem, że lubi bardzo rano wstawać i nie chce jej budzić. Uświadomiła sobie, że naiwnie przyjmowała te nieco dziwne tłumaczenia za prawdę. Dlaczego nie spytała go wprost, czemu nie spędzi z nią nocy? Kochankowie zwykli zasypiać spleceni w miłosnym uścisku. Nie robiły tak tylko prostytutki i płacący im za miłość mężczyźni, pomyślała z goryczą. Luca traktował ją jak dziwkę, a ona ślepo się na to godziła. Tym razem nie popełni błędu. Spotka się z nim, i to będzie ostateczne pożegnanie. Uwolni się w końcu od człowieka, który sprawił jej tyle cierpienia, i rozpocznie zupełnie nowe życie.

Do miasta pojechała taksówką. W razie czego równie szybko wróci do domu. Zresztą jej stary samochód z fotelikiem dziecięcym, pełen okruchów i plam na tapicerce, od razu by ją zdradził.

Ubrała się na tę okazję niezwykle starannie. Nie było jej stać na drogie ubrania, ale na wyprzedaży kupiła kilka eleganckich rzeczy, subtelnie podkreślających jej kobiecość.

Hotel Luki był częścią kompleksu położonego po południowej stronie rzeki Yarra. Z luksusowego marmurowego foyer prowadziły na górę dwa obszerne skrzydła schodów, a fontanna pośrodku przydawała hollywoodzkiego szyku. Bronte poczuła się jak gwiazda filmowa, przybywająca na wykwintne przyjęcie, gdy odźwierny w liberii z ukłonem otworzył przed nią drzwi.

Schody wiodły do urządzonej z klasą przestrzeni barowej. Niskie skórzane sofy i fotele były tak rozstawione, by zapewnić popijającym drinki gościom maksymalną prywatność. Luca już na nią czekał. Zerwał się, gdy tylko weszła do baru, i ruszył ku niej. Zauważyła, że popatrzyły za nim dosłownie wszystkie kobiety.

Miał na sobie grafitowy garnitur ze śnieżnobiałą koszulą i purpurowym krawatem w srebrzyste paski. Wydawał się jeszcze wyższy niż w studiu, mimo że Bronte włożyła buty na wysokim obcasie.

Z aprobatą przyjrzał się jej małej czarnej, ozdobionej w talii wąskim skórzanym paskiem pasującym do dziesięciocentymetrowych szpilek i kopertówki. Bronte nałożyła na policzki odrobinę różu, oczy podkreśliła cieniami i ołówkiem, a usta pociągnęła błyszczącą różową szminką. Ciemnobrązowe włosy upięła w gładki kok, co dodało jej wyrafinowania. Niech patrzy i żałuje, co stracił, pomyślała mściwie na widok podziwu w oczach Luki.

– Wyglądasz cudownie, cara.

Posłała mu obojętny uśmiech.

– Miejmy to już lepiej za sobą, dobrze?

– Bronte, nie bądź taka oficjalna. To spotkanie dwojga starych przyjaciół.

– Nie jesteś moim przyjacielem, Luca. Postrzegam cię jako mój niewybaczalny błąd. Nie lubię wspominać porażek.

Przyglądał jej się ze zmarszczonym czołem.

– To nie była twoja wina, Bronte. Problem był wyłącznie mój.

Co to ma niby być? Przeprosiny? A może część procesu zmiękczania? Dobrze znała potęgę uroku Sabbatiniego. Był to wywar śmiertelnie niebezpieczny dla niepodejrzewającej niczego ofiary. Jeden uśmiech, jedno spojrzenie przepastnych czekoladowych oczu wystarczyły, by ją pokonać.

– Wielu rzeczy żałuję – dodał. – Ale nie zmienimy przeszłości. Chciałbym jednak wynagrodzić ci ból, jakim było nieoczekiwane zakończenie naszego romansu.

Przeszyła go rozgoryczonym wzrokiem.

– Ściągając mnie tu na kolację za pomocą szantażu? Bądź pewien, że nie uda ci się sprawić, bym znów cię pokochała.

Na ułamek sekundy w jego oczach pojawił się jakby cień, którego nie umiała pojąć.

– Nie śmiałbym na to liczyć – odparł. – Choć nigdy nie tracę nadziei.

– Masz jeden wieczór. Powiedz, co masz mi do powiedzenia, i więcej do tego nie wracajmy.