Wydawca: Goneta Kategoria: Dla dzieci i młodzieży Język: polski Rok wydania: 2014

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 102 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze PDF
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Wymarzony dom - Daria Kacprzak

Opowiadanie dla młodzieży. Opisuje historię Antka, który zrządzeniem losu został sam, nie miał nikogo bliskiego, kto mógłby się nim zaopiekować po śmierci ukochanej babci. Rodziców stracił wiele lat wcześniej. Trafia do Domu Dziecka. Szczęściem, okazało się to dobre miejsce dla niego, wymarzonym domem, co nie wszystkim Czytelnikom może wydawać się tak oczywiste, jak dla małego Antka, który znalazł tu przyjaciół i dobrych, mądrych opiekunów, gdzie wszyscy dążyli do osiągnięcia dobra dziecka, nie ignorując jego potrzeb. W realizacji znalezienia dla siebie miejsca w tym nowym domu i nowej rzeczywistości pomagał mu tajemniczy magiczny kryształowy koralik — skarb otrzymany od babci, rzeczywiście spełniający najskrytsze życzenia chłopca.

 

Czytając niniejsze karty aż chciałoby się, żeby wszystkie „bidule” tak właśnie wyglądały. Szkoda, że życie nie zawsze jest takie piękne, jak w literaturze, ale przecież nic nie szkodzi na przeszkodzie, by do tego dążyć.

Opinie o ebooku Wymarzony dom - Daria Kacprzak

Cytaty z ebooka Wymarzony dom - Daria Kacprzak

rusz zapraszając do tańca inną koleżankę. Podśpiewywał pod nosem, zgrzany, podskakiwał żwawo. Staś z zazdrością obserwował bawiącego się kolegę, tupiąc nogą w rytm muzyki. — Dlaczego to dziewczyny nie proszą chłopców do tańca? — Zagadnął Antka jakby z pretensją. Chłopiec skrzyżował ręce na piersi i opuścił kąciki ust na znak, że nie potrafi odpowiedzieć na zadane pytanie. — Kiedy będę dorosły, pójdę na dyskotekę; wybiorę najpiękniejszą dziewczynę i poproszę do tańca — obiecał Staś. — Taką Ankę… jestem ciekawy, jak będzie wyglądała za dziesięć lat — zapatrzył się na dziewczynę. — Co się tak wpatrujesz? — Zapytał

Fragment ebooka Wymarzony dom - Daria Kacprzak

Wymarzony dom

Daria Kacprzak

Copyrights to:

Wirtualne Wydawnictwo „Goneta” Aneta Gonera

www.goneta.net

ul. Archiwalna 9 m 45

02-103 Warszawa

Korekta i redakcja: Grażyna Gawryłow

grazyna.gawrylow@gmail.com

Okładka: Teya

teya@o2.pl

Redakcja końcowa: Aneta Gonera

wydawnictwo@goneta.net

ISBN: 978-83-63783-45-7

Wydanie 1

Warszawa, kwiecień 2014

Tekst w całości ani we fragmentach nie może być powielany ani rozpowszechniany za pomocą urządzeń elektronicznych, mechanicznych, kopiujących, nagrywających i innych, w tym również nie może być umieszczany ani rozpowszechniany w postaci cyfrowej zarówno w Internecie, jak i w sieciach lokalnych bez pisemnej zgody wydawnictwa „Goneta” Aneta Gonera.

Konwersja do epub A3M Agencja Internetowa

Od redakcji:

Opowiadanie dla młodzieży. Opisuje historię Antka, który zrządzeniem losu został sam, nie miał nikogo bliskiego, kto mógłby się nim zaopiekować po śmierci ukochanej babci. Rodziców stracił wiele lat wcześniej. Trafia do Domu Dziecka. Szczęściem, okazało się to dobre miejsce dla niego, wymarzonym domem, co nie wszystkim Czytelnikom może wydawać się tak oczywiste, jak dla małego Antka, który znalazł tu przyjaciół i dobrych, mądrych opiekunów, gdzie wszyscy dążyli do osiągnięcia dobra dziecka, nie ignorując jego potrzeb. W realizacji znalezienia dla siebie miejsca w tym nowym domu i nowej rzeczywistości pomagał mu tajemniczy magiczny kryształowy koralik — skarb otrzymany od babci, rzeczywiście spełniający najskrytsze życzenia chłopca.

Czytając niniejsze karty aż chciałoby się, żeby wszystkie „bidule” tak właśnie wyglądały. Szkoda, że życie nie zawsze jest takie piękne, jak w literaturze, ale przecież nic nie szkodzi na przeszkodzie, by do tego dążyć.

***

Jeżeli siedzisz właśnie w wygodnym fotelu w zaciszu swego przytulnego pokoju, a zza ściany dochodzą do Ciebie odgłosy krzątającej się po kuchni mamy, rozpoczynających się wiadomości, na które czeka jak zwykle Twój tata, i ta sytuacja tak codzienna, powtarzalna nie wydaje Ci się niczym specjalnym, a wręcz jest dla Ciebie nudną normalnością, uwierz, że… w ciągu chwili wszystko może się zmienić. Każdego dnia, choć zwykle o tym nie wiesz, spotykasz osoby, które dostały się w nieustający wir zmian, a zatrzymać go może jedynie głęboka wiara czystych serc w lepsze jutro.

Podobno ważnym elementem w życiu człowieka jest dom, niezależnie od tego, gdzie się znajduje i jak wygląda. Dla jednych to luksusowa willa, urządzona z przepychem, dla innych to rodzinna atmosfera, ciepło i poczucie bezpieczeństwa. Każdemu dom może kojarzyć się z czymś innym. A czy są ludzie, którzy domu nie mają?

To opowieść o chłopcu, który często zadawał sobie to pytanie. Zastanawiał się, czy na świecie znajduje się jakieś miejsce przeznaczone tylko dla niego. Zastanawiał się, gdzie jest jego dom. Choć życie chłopca nieustannie się zmieniało, a los doświadczał go boleśnie, mocno wierzył, że w końcu odnajdzie swój dom.

Pożegnanie

Z babcią spędzali właśnie niedzielne popołudnie. Starsza pani wypoczywała w bujanym fotelu, kiedy on układał puzzle z morskim krajobrazem. Grymasił, przybierając co rusz inną, niezadowoloną minę. Swym zachowaniem niezmiernie bawił babcię.

— Oj, Antku, Antku, co robiłabym, gdyby nie było tutaj ciebie? — Zapytała, obserwując wnuka, który tylko rozkładał nieporadnie ręce.

— Strasznie bym się nudziła — odpowiedziała sobie po chwili.

— Z kim będę śmiać się w niebie? — Spojrzała na chłopca poważnym wzrokiem. — Co będę tam robić?

— Wiem, wiem, będę się nudzić… nudzić… nudzić… — wsparła głowę na niedużej dłoni.

Po chwili jednak wyprostowała się energicznie. Przywołała wnuka i szeptem wydała polecenie. Antek bez chwili wahania pobiegł do kuchni. Wrócił z maleńkim czerwonym pudełkiem. Podał je babci z zapartym tchem i czekał, aż zostanie otwarte; nie spuszczał wzroku z rąk babci.

— Wiesz, co to jest? — Kobieta uchyliła wieczko i zerknęła do środka.

Antek wspiął się na palcach, by jak najszybciej zobaczyć zawartość pudełeczka. Babcia natychmiast opuściła wieczko. Rozczarowany chłopiec przybrał zawiedzioną minę i spojrzał na nią błagalnym wzrokiem.

— To coś wyjątkowego — powiedziała przyciszonym głosem. — Czegoś takiego nie można kupić w żadnym sklepie; coś takiego można jedynie otrzymać.

Błyszczące oczy chłopca wyrażały ogromną chęć przyjęcia podarunku. Babcia wciąż jednak nie rozstawała się z pudełeczkiem i mówiła:

— Kto otrzymuje ten pakunek, zostaje zmuszony do podjęcia pewnego zobowiązania: odpowiedzialności za jego zawartość — chwyciła Antka za rękę i się ożywiła. — Czy jesteś zdecydowany? — zapytała, przeszywając wnuka na wskroś swym przenikliwym wzrokiem.

Chłopiec nie zastanawiał się, natychmiast potrząsnął głową. Zrobiłby wszystko, żeby tylko poznać zawartość pudełeczka, bez względu na konsekwencje.

Otrzymawszy odpowiedź, babcia osunęła się na dywan. Powolutku zdjęła wieczko i wyjęła z pudełeczka malutką, szklaną kulkę. Położywszy przedmiot na dłoni, uniosła rękę tak wysoko, jak tylko mogła. Kuleczka natychmiast rozbłysła mnóstwem barw. Twarz chłopca wyrażała nie tylko zdziwienie, lecz także chęć dotknięcia tej niewielkiej rzeczy, która rozświetlała cały pokój.

— To nie jest zwyczajna kuleczka, wnusiu. To magiczny koralik. Pomaga każdemu, w czyim posiadaniu się znajduje. Jest tylko jedna zasada, której należy przestrzegać: nie wolno wykorzystywać właściwości koralika do spełniania własnych zachcianek! Jeśli ktokolwiek złamie ten zakaz, koralik rozpadnie się na setki części, a jego właściciel więcej nie zazna szczęścia.

Podała koralik chłopcu i oznajmiła:

— Jest twój.

Kilka dni później miało miejsce smutne wydarzenie, które zmieniło dotychczasowe życie chłopca. Tego pamiętnego poranka Antek wstał skoro świt, mimo że był śpiochem. Ucieszył się, gdy zza błękitnej firanki dostrzegł pierwsze promienie słońca, na które tak długo czekał podczas bezsennej nocy. Ubrał się w nowy czarny garnitur, białą koszulę i włożył granatowe lakierki. Wiedział, co robić. Na okoliczności tego dnia był perfekcyjnie przygotowany przez babcię. Zadbała o każdy szczegół.

Dopiero gdy usłyszał hałas dobiegający zza drzwi, wyszedł ze swojego pokoju. Po mieszkaniu krzątało się kilka sprzątających osób — zupełnie Antkowi nieznanych. Wszyscy byli tak pochłonięci pracą i prowadzoną dyskusją, że nie zauważali przyglądającego się im chłopca.

— Piękny regał. Mimo upływu czasu nie traci swego uroku — powiedziała młoda kobieta energicznie wycierająca meble. Nagle przerwała pracę, przybrała poważną minę i zapytała:

— Co z nim będzie?

— Jak to co? Trafi do antykwariatu — odpowiedział bez zastanowienia mężczyzna potężnej postury, zwijając dywan.

— Nie pytam przecież o wyposażenie mieszkania — warknęła.

— Aaa… rozumiem… znajdzie się w bidulu — wyjaśnił.

— Nie opowiadaj takich rzeczy — rzuciła szybko. — Na pewno ktoś się znajdzie, kto… — urwała.

Drżenie głosu nie pozwalało jej dokończyć.

— Kto? On nie ma nikogo.

Kobieta chwyciła porcelanowy dzban stojący na kredensie i zaczęła go zamaszyście wycierać. Ciągnęła:

— Każdy kogoś ma. Ma się ojca, matkę, babkę, dziadka, wujków, ciotki i Bóg wie kogo jeszcze…

— Nie on — tłumaczył mężczyzna, przesuwając zwinięty w rulon dywan.

— Nikogo? — Zapytała szeptem, niedowierzając.

— Nikogo! — Skwitował stanowczo.

Oboje się zamyślili.

— W bidulu będzie miał kolegów — kobieta powiedziała z uśmiechem, po czym głośno westchnęła.

Antek wiedział, że mówiono o nim. Niepostrzeżenie wślizgnął się z powrotem do swojego pokoju. Ułowione uchem treści długo nie dawały mu spokoju. Babcia nigdy nie wspominała o bidulu. Pierwszy raz zetknął się z tą nazwą, i choć nie wiedział, co oznacza, domyślał się, że właśnie bidul będzie jego nowym domem.

Przyszli po chłopca koło południa. Nie przedstawili się, w ogóle nie mówili wiele. Być może nie mieli czasu na zbędne ceregiele; być może nie posiadali zdolności do prowadzenia rozmów z dziećmi; być może nie potrafili spojrzeć kilkuletniemu chłopcu w oczy i wyjaśnić, dlaczego został sam. Śpieszyli się. Zaprowadzili Antka do samochodu i odjechali.

Niebawem znaleźli się przed pobliskim kościołem. Znajomy widok przypomniał chłopcu cotygodniowe spacery na niedzielną mszę świętą. Wszedł do świątyni. Na końcu długiej nawy głównej od razu dostrzegł ułożoną na katafalku trumnę. Była zamknięta. Podbiegł bliżej. Prawą dłoń położył na drewnianym, lakierowanym wieku, a lewą wsunął do kieszeni spodni, z której wyjął mały, szklany przedmiot. Ująwszy go w dwa palce, podniósł wysoko, a już po chwili okrągła rzecz rozbłysła kolorami tęczy. W swej piąstce ukrył koralik i ścisnął go mocno. Wiedział, że dopóki posiada tę niewielką kulkę, posiada również cząstkę babci.

Nowy dom

Zaraz po pogrzebie wywieziono Antka na zupełnie nieznane chłopcu tereny. Podczas drogi wyjaśniono jedynie, że trafi do miejsca, gdzie znajduje się sporo dzieci; gdzie jest wesoło i rodzinnie.

Antek nie okazywał emocji, choć w głębi serca się radował. Wiedział już, że nie zostanie sam. Myśl o domu wypełnionym rówieśnikami czyniła ten dzień możliwym do zniesienia i dawała chłopcu nadzieję na lepsze jutro.

Niebawem Antek znalazł się przy ruchliwej ulicy, przed szarym, prostokątnym budynkiem. Podniósł głowę i przemierzył wzrokiem niekończące się szeregi okien olbrzyma. Zatrzymał się na umieszczonym nad drzwiami wejściowymi napisie „Dom Dziecka”. Mimowolnie uniósł bujne brwi i pomyślał: „Tak, to będzie mój dom, bo ja też jestem dzieckiem”. Nagle twarz chłopca się rozpromieniła. Dopiero teraz dał znak wyrażający gotowość do przekroczenia progu instytucji.

W środku przejęły Antka dwie kobiety. Z cierpliwością i zrozumieniem towarzyszyły chłopcu, sprawiając wrażenie, jakby dokładnie znały obawy dziecka.

Antek z zainteresowaniem oglądał każdy zakamarek. W przeciwieństwie do ponurego zewnętrznego wyglądu wnętrze budynku prezentowało się przytulnie: mięciutki dywan leżał na długim, wąskim korytarzu, wzdłuż którego gdzieniegdzie poustawiane były puchate pufy; ściany udekorowane były kolorowymi malowidłami — chłopiec domyślił się, że zostały wykonane przez domowników.

Kobiety opowiadały tak głośno o zwyczajach panujących w domu, że już po chwili z pokojów zaczęły wyłaniać się małe główki — a to z zaplecionymi warkoczykami, a to niemalże łyse — z każdą sekundą było ich coraz więcej. Pojawienie się chłopca wywołało nie lada zamieszanie. Mieszkańcy w napięciu czekali na moment, gdy nastąpi oficjalne przedstawienie przybysza i przydzielenie nieznajomego do jednego z pokojów. Dobrze znali tę procedurę.

Przeszli cały korytarz i zatrzymali się przed ostatnim pokojem, gdzie stali dwaj kilkuletni chłopcy.

— Do nas? Do nas? Do nas? — Pytał w popłochu chłopiec z zadartym noskiem.

— Tak — odpowiedziała jedna z pań.

— Mam na imię Tomek — przedstawił się natychmiast, a chwyciwszy znienacka rękę przybysza, potrząsnął nią mocno. — Tam stoi Staś — chłopiec pokiwał nieznajomemu głową na przywitanie — jest nieśmiały, dlatego mało mówi.

A tobie jak na imię?

— To jest Antek — oznajmiła kobieta z puklami jasnych włosów opadającymi na ramiona, po czym wprowadziła chłopca do pokoju i wskazała łóżko przy oknie, nakryte błękitną narzutą. Przykucnęła. Chwyciła chłopca za ręce. — Będziesz mieszkał tutaj, z Tomkiem i Stasiem.

Wypowiedziane słowa szybko dotarły do uszu dwóch domowników i wzbudziły nieokiełznaną radość, szczególnie u Tomka. Chłopiec natychmiast wybiegł z pokoju. Pokonując wąski korytarz, krzyczał:

— Jest nasz! Jest z nami! z nami! z nami!

Podczas gdy Staś ośmielił się zrobić kilka maleńkich kroków w stronę Antka.

Kobiety upomniały Tomka, aby zachowywał się ciszej, zważywszy na późną porę i niewątpliwe znużenie innych dzieci, które mimo zainteresowania przybyszem chciały udać się na spoczynek. Pożegnały się i wyszły.

Po całej serii pytań Tomka, na które Antek nie odpowiedział, w końcu chłopcy się położyli. Gdy jednak kilkudziesięciominutowa próba zmrużenia oka nie przyniosła rezultatu, Antek usiadł na brzegu łóżka. Miejsce, w którym się znalazł, było przyjemne, ciekawe, ale jednocześnie zupełnie nowe, nieznane — jakże inne od tego, w którym przebywał dotychczas. Antek zdał sobie sprawę z tego, że zanim poczuje się dobrze w tym budynku, zanim będzie spokojnie sypiał w przydzielonym mu łóżku, zanim znów pojawi się radość na jego twarzy… minie sporo czasu.

— Pssyt… — usłyszał nagle z drugiego końca pokoju. Nie rozglądał się, tylko szybko się położył: nie chciał zakłócać ciszy nocnej. Odwrócił się do ściany. Po chwili poczuł jednak czyjąś obecność na swoim łóżku. Podniósł się gwałtownie. Mimo panującego w pomieszczeniu półmroku rozpoznał zwróconą ku niemu twarz Stasia.

— Dlaczego nie śpisz? — Zapytał nieśmiało chłopiec.

Antek usiadł i spuścił głowę.

— Ty też nie masz rodziców… — ciągnął cicho Staś.

Chłopiec potrząsnął głową.

— I też jesteś nieśmiały… — mówił, przysuwając się do Antka. — Tutaj prawie wszyscy jesteśmy sierotami, ale mamy za to nasze panie — panią Monikę i panią Elę… przyprowadziły cię do nas; jest jeszcze kilkoro innych opiekunów; też są mili. Pokażą ci cały budynek, wytłumaczą wszystko i pomogą… gdy będziesz w potrzebie.

Twarz Antka wciąż sprawiała wrażenie poważnej i lekko zasmuconej.

— Nie martw się, jesteś w miejscu należącym do dzieci. Tutaj każdy ma swoje miejsce — taki swój mały kąt… — urwał, gdy tylko spostrzegł, że chłopiec zasnął.

Nazajutrz z samego rana krzyki i odgłosy kroków małych stóp zbudziły Antka. Gdy rozejrzał się po pokoju, na jednym z łóżek zauważył przeciągającego się Stasia, a na drugim jedynie wygniecioną pościel. Staś wytłumaczył, że Tomek już od brzasku biega po korytarzu i z przejęciem opowiada o nowym koledze.

Chłopcy opuścili pokój przed siódmą. Jeszcze przed śniadaniem odbył się apel, na którym Antek został oficjalnie przedstawiony mieszkańcom domu. Następnie wszyscy udali się na posiłek do ogromnej stołówki. W jadalni, zamiast jeść, nowo przybyły chłopiec rozglądał się po sali, w której zauważał nie tylko swych rówieśników, lecz także osoby dużo starsze. Nie mógł niczego przełknąć, był podenerwowany, jakby przypuszczał, że niebawem wydarzy się coś nieprzyjemnego, co na długo zapisze się w jego pamięci.

Wracał właśnie do pokoju, kiedy podbiegł do niego starszy chłopiec.

— Hej! Jak się masz? — Zapytał nagle.

Antek uśmiechnął się do nieznajomego.

— Podoba ci się u nas? Czy ci się nie podoba? — Dopytywał, a w jego głosie można było wyczuć drwinę.

Dawane przez Antka znaki nie satysfakcjonowały dryblasa, który następnie rozłożył szeroko ramiona, czym zatarasował chłopcu przejście.

— Mały, skąd ty w ogóle jesteś?

Wisząca na ścianie mapa wybawiła Antka z opresji. Czym prędzej wskazał miejsce, z którego pochodzi.

— Oszukujesz! — Wykrzyknął młodzieniec, wzbudzając zainteresowanie kilkorga mieszkańców. — Ty jesteś… z Wenus, Jowisza albo Marsa.

Śmiał się zuchwale, czując przewagę siłową nad