Wykopaliska - John Preston - ebook

Wykopaliska ebook

John Preston

3,7

Opis

Cudownie subtelna, przywołująca bezpowrotnie minioną epokę powieść o miłości, tęsknocie i bezlitosnym upływie czasu.

W długie, upalne lato roku 1939 Wielka Brytania szykuje się do wojny, ale na położonej w hrabstwie Suffolk nadrzecznej farmie górę biorą zupełnie innego rodzaju emocje. Pani Pretty, owdowiała właścicielka majątku, znajduje wreszcie potwierdzenia własnego przeczucia, że posiadana przez nią ziemia skrywa najprawdziwszy skarb. W miarę postępów prac archeologicznych staje się jasne, że ów skarb to nie jest to znalezisko, jakich wiele…

Kameralna, pełna wdzięku i melancholijna powieść Johna Prestona jest fabularną rekonstrukcją przebiegu słynnych wykopalisk w Sutton Hoo. Trzech niezwykłych miesięcy, podczas których miejscowi spierali się z przyjezdnymi, specjaliści psuli szyki amatorom, a miłość i rywalizacja rozkwitały z równą mocą…

W ekranizacji książki występują m.in. Ralph Fiennes, Carrey Mulilgan i Lily James.

Emanuje tęsknotą i żalem. Proza oszczędna w słowa, a zarazem pełna wdzięku… Preston napisał przepiękny utwór kameralny, dopracowany w najdrobniejszych szczegółach, wykonany po mistrzowsku i na długo pozostający w pamięci i sercu. Jakby obcować z rzeczą zupełnie dotąd nieznaną, a przy tym zachwycającą.
"The New York Times Book Review"

Cudowna, pobudzająca wyobraźnię książka. Z prostej opowieści o ziemi i tym, co w sobie skrywa, autor wytopił najczystsze złoto.
"The Guardian"

Przejmująca i melancholijna. Arcydzieło czechowowskiej powściągliwości.
"Times Literary Supplement"

Intrygująca, czuła, zajmująca. Bez wątpienia najlepsza powieść Prestona.
"The Independent"

Tak wciągająca, że pewnego dnia przeczytałam ją od deski do deski, zapominając o lunchu, a nieczęsto mi się zdarza przegapić posiłek.
Nigella Lawson

John Preston (ur. 1953 r.) jest brytyjskim pisarzem i publicystą, autorem kilku znakomicie przyjętych książek. Przez wiele lat pisał też teksty poświęcone sztuce m.in. dla "The Sunday Telegraph". Mieszka w Londynie.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 234

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




 

 

Tytuł oryginału

THE DIG

 

Copyright © John Preston, 2007

All rights reserved

 

Projekt okładki

© Netflix 2021. Used with permission.

 

Redaktor inicjująca

Magdalena Gołdanowska

 

Redakcja

Joanna Habiera

 

Korekta

Grażyna Nawrocka

 

ISBN 978-83-8234-601-5

 

Warszawa 2021

 

Wydawca

Prószyński Media Sp. z o.o.

02-697 Warszawa, ul. Rzymowskiego 28

www.proszynski.pl

 

PROLOG

 

Basil Brown

14 czerwca 1939

Wieczorem wróciłem i dalej pracowałem sam. Przede mną u wejścia do komory grobowej odznaczał się prostokąt pociemniałej ziemi. Najpierw zeskrobywałem ją kielnią, potem sięgnąłem po szpikulec. Wkrótce zobaczyłem dziwną zielonkawą smugę. Wyglądała jak plama z trawy. W pierwszej chwili pomyślałem, że mam zwidy. Musiałem kilka razy zamrugać, zanim pozwoliłem sobie uwierzyć własnym oczom.

Pędzelkiem do ciasta rozgarnąłem ziemię na tyle, na ile wystarczyło mi odwagi. Obawiałem się, że gdybym usunął jej choć trochę więcej, znalezisko zniknęłoby bezpowrotnie. Efekt był jednak dokładnie odwrotny – zielona smuga stała się jeszcze lepiej widoczna.

Wtedy, na lewo od niej, ujrzałem drugą zieloną smugę. W kolorze nieco bardziej matowym – i upstrzoną kropkami – ale nie sposób jej było nie zauważyć. Uznałem, że to szczątki dwóch obręczy z brązu. Może od beczki lub innego drewnianego naczynia.

Kiedy spojrzałem na zegarek, zobaczyłem, że już po dziewiątej. Zdumiałem się – dałbym głowę, że pracowałem nie dłużej niż kwadrans. Światło dnia dogasało. Mimo to byłem zlany potem. Co chwila musiałem ocierać rękawem czoło. Wiedziałem, że czas kończyć. Nie mogłem jednak zdobyć się na to, by przerwać pracę. Jeszcze nie.

Dalej zmiatałem pędzelkiem ziemię. Nade wszystko żałowałem, że nie wziąłem latarki, i przeklinałem się w duchu za to niedopatrzenie. Powoli nabierałem przekonania, że nic już dzisiaj nie zwojuję, kiedy coś rzuciło mi się w oczy. Kawałek drewna.

Początkowo zakładałem, że to jest ta beczka, a właściwie to, co z niej zostało. Wkrótce jednak naszły mnie wątpliwości. Kawałek drewna był mniej więcej wielkości dużej książki. Księgi rachunkowej bądź kościelnej Biblii. Z tego, co mogłem dojrzeć, był zupełnie płaski. Miejscami tak mocno spróchniał, że wolałem nie oczyszczać go pędzelkiem – włosie było zbyt szorstkie. Mogłem tylko przysunąć usta jak najbliżej i zdmuchnąć ziemię.

W jednym miejscu jednak drewno wyglądało solidnie. Kiedy postukałem w tę część palcem, usłyszałem cichy, głuchy dźwięk. W górnym lewym rogu dostrzegłem coś, co wcześniej uznałem za sęk. Przyjrzawszy się, zrozumiałem, że to mały otwór. Z ziemi unosił się suchy, pergaminowy zapach. Wypełniał moje nozdrza, gdy siedziałem i patrzyłem na kawałek drewna, a szczególnie na dziurę w nim.

Wtedy zrobiłem rzecz karygodną. Coś, czego nie potrafię usprawiedliwić ani należycie wytłumaczyć. Wsunąłem palec w ten otwór. Wszedł bez trudu – drewno objęło mój knykieć ciasnym uściskiem. Po drugiej stronie była pusta przestrzeń. Choć nie mogłem być tego pewien, wydawała się duża. Miałem wrażenie, jakby mój palec otaczała pozbawiona powietrza próżnia.

Przez kilka minut nie ruszałem się z miejsca. Było już tak ciemno, że ledwo widziałem drewno przed sobą. A jednak nadal siedziałem jak sparaliżowany. I kiedy wreszcie wyjąłem palec z otworu, cały mój entuzjazm prysnął bez śladu i zalała mnie fala smutku. Tak silna, że przez chwilę nie mogłem się pozbierać.

Przykryłem środkową część statku płachtami brezentu, ich rogi przygniotłem kamieniami, a potem skierowałem się do Sutton Hoo House. Przede mną biegła prosta ścieżka wysypana jasnym żwirem. Po jednej stronie rósł cis. Widziałem jego sylwetkę wznoszącą się przede mną, zarysy gałęzi niemal dotykających ziemi. Niebo było czarne jak smoła.

Zadzwoniłem do tylnych drzwi, oblepiony schnącym zimnym potem. Otworzył Grateley. Wciąż był we fraku, choć bez odpiętego kołnierza.

– Basil? Co ty tu robisz?

– Zechcesz przekazać pani Pretty, że muszę się z nią widzieć? – zapytałem.

– Teraz? – Odchylił się z zaskoczeniem. – Wiesz, która godzina? Pani Pretty szykuje się do snu.

– Mimo to muszę się z nią zobaczyć.

Za jego plecami światło odbijało się od białych płytek ceramicznych. Grateley spojrzał na mnie wymownie. Głównie z dezaprobatą, ale chyba też z odrobiną współczucia.

– Przykro mi, Basilu – powiedział. – Będziesz musiał zaczekać do rana.

CIĄG DALSZY DOSTĘPNY W PEŁNEJ, PŁATNEJ WERSJI