Wyjście awaryjne. O zmianie wyobraźni politycznej - Rafał Matyja - ebook
Opis

Co mają w głowach polskie elity, te z lewa i te z prawa? Jak patrzą na naszą historię i państwo? Czy umieją zaproponować takie modele modernizacji, które byłyby adekwatne do półperyferyjnego statusu kraju? W swojej najnowszej książce znany politolog, Rafał Matyja, próbuje zdefiniować głębsze przyczyny dzisiejszej sytuacji politycznej w Polsce. Zastanawia się nad tym, co determinowało politykę po 1989 roku i jaki ma to wpływ na jej dzisiejszy kształt. Jego zdaniem jedynym sposobem na doprowadzenie do trwałej zmiany w Polsce – zmiany na lepsze – jest przebudowa fundamentów zbiorowej wyobraźni. Tylko odświeżając nasze spojrzenie na historię i geopolitykę i mierząc się z trudnymi prawdami na nasz temat, możemy wykroczyć poza istniejące wizje rozwoju i wyobrazić sobie na nowo, kim chcemy być i jak mógłby wyglądać nasz kraj. Jak stworzyć nowe polskie imaginarium? Jakie założenia w polityce należałoby przemyśleć od nowa? Jakim językiem o niej mówić? Książka Rafała Matyi jest zaproszeniem do refleksji o tym, jak się wydostać z obecnego politycznego klinczu.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 176

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


7. Am­bit­ne pół­pe­ry­fe­ria

Każ­dy kry­zys i każ­da ko­rzyst­na oko­licz­ność wy­ma­ga­ją dziś od pań­stwa dwóch rze­czy: spraw­nych in­sty­tu­cji i od­por­nej na ma­ni­pu­la­cję, w mia­rę do­brze po­in­for­mo­wa­nej opi­nii pu­blicz­nej. W obu tych kwe­stiach na­sza sy­tu­acja jest nie do po­zaz­drosz­cze­nia. In­sty­tu­cje spraw­dza­ją się w ru­ty­no­wych dzia­ła­niach, ale z no­wy­mi pro­ble­ma­mi so­bie nie ra­dzą. Opi­nia pu­blicz­na jest zdez­o­rien­to­wa­na pro­pa­gan­dą i co­raz po­waż­niej­szy­mi oskar­że­nia­mi rzu­ca­ny­mi w de­ba­cie pu­blicz­nej. To­wa­rzy­szą­ce temu emo­cje spra­wia­ją, że jest bar­dziej po­dat­na na ma­ni­pu­la­cje niż kie­dy­kol­wiek wcze­śniej.

Co wię­cej, opi­nia pu­blicz­na jest po­dzie­lo­na na dwa od­se­pa­ro­wa­ne od sie­bie obie­gi in­for­ma­cyj­ne. Głów­ne te­le­wi­zje in­for­ma­cyj­ne przed­sta­wia­ją tak od­mien­ne rze­czy­wi­sto­ści, iż moż­na mieć wra­że­nie, że cho­dzi o dwa róż­ne kra­je. Ba, dwa róż­ne świa­ty. Są w Pol­sce lu­dzie, któ­rzy szcze­rze mar­twią się in­ge­ren­cją Bruk­se­li w we­wnętrz­ne spra­wy kra­ju, i tacy, któ­rym sen z po­wiek spę­dza bu­do­wa pań­stwa au­to­ry­tar­ne­go na wzór pu­ti­now­skiej Ro­sji.

Stan re­to­rycz­nej woj­ny do­mo­wej, bu­do­wa­nej na lę­kach wpro­wa­dza­ne­go w błąd spo­łe­czeń­stwa, jest dziś rów­nie po­waż­nym za­gro­że­niem jak woj­na mię­dzy służ­ba­mi spe­cjal­ny­mi, to­le­ro­wa­nie ko­rup­cji czy lek­ce­wa­że­nie za­gro­żeń ter­ro­ry­stycz­nych. Dla­cze­go? Po pierw­sze, czy­ni Pol­skę bar­dzo po­dat­ną na woj­nę in­for­ma­cyj­ną i ma­ni­pu­la­cję i tak już roz­huś­ta­ny­mi emo­cja­mi. Po dru­gie, an­ga­żu­je nie­mal całą eli­tę po­li­tycz­ną do kom­plet­nie ja­ło­wych po­le­mik pro­wa­dzo­nych w ode­rwa­niu od rze­czy­wi­stych pro­ble­mów. Po trze­cie, gro­zi przej­ściem w fazę nie­pla­no­wa­ne­go przez ko­go­kol­wiek i nie­kon­tro­lo­wa­ne­go kon­flik­tu z uży­ciem prze­mo­cy.

To wszyst­ko dzie­je się w wa­run­kach, w któ­rych nie dys­po­nu­je­my żad­ny­mi sil­ny­mi in­sty­tu­cja­mi, któ­re mo­gły­by się pod­jąć ar­bi­tra­żu, gdy bra­ku­je – o czym pi­sa­łem wy­żej – ośrod­ków, gdzie mo­gły­by się roz­wi­jać swe­go ro­dza­ju „eli­ty per­cep­cji”, czy­li gru­py osób, któ­rych za­da­niem jest ro­zu­mie­nie kra­ju i świa­ta i prze­kła­da­nie tego ob­ra­zu na pro­jek­ty po­li­ty­ki. Pol­skie uczel­nie nie pro­wa­dzą – z wy­jąt­kiem kil­ku nie­wiel­kich ośrod­ków – sys­te­ma­tycz­nej pra­cy nad dia­gno­zą sta­nu pań­stwa. Think tan­ki dys­po­nu­ją skrom­ny­mi środ­ka­mi i są uza­leż­nio­ne od po­li­ty­ki lub lob­by. Więk­szość me­diów zre­du­ko­wa­ła wy­dat­ki na po­waż­ne dia­gno­zo­wa­nie rze­czy­wi­sto­ści – choć­by utrzy­my­wa­nie ko­re­spon­den­tów za­gra­nicz­nych – i ra­dy­kal­nie upro­ści­ła prze­kaz.

W wie­lu istot­nych mo­men­tach za­bra­kło in­sty­tu­cji pu­blicz­nych zdol­nych do chłod­nej oce­ny ta­kich pro­jek­tów, jak po­wszech­na pry­wa­ty­za­cja, otwar­te fun­du­sze eme­ry­tal­ne, re­for­ma gim­na­zjal­na czy re­for­ma ad­mi­ni­stra­cji pu­blicz­nej. Eki­py rzą­do­we po­ru­sza­ły się po omac­ku, nie ma­jąc roz­pi­sa­nych hi­po­tez do­ty­czą­cych moż­li­wych skut­ków wpro­wa­dza­nych zmian. Wła­śnie ta ogra­ni­czo­na per­cep­cja jest jed­nym z naj­waż­niej­szych wy­znacz­ni­ków na­sze­go pół­pe­ry­fe­ryj­ne­go sta­tu­su.

Ukry­ty sta­tus

Mimo że eki­py po­li­tycz­ne zwy­kle pró­bu­ją go przed nami ukryć, naj­peł­niej po­twier­dza­ją nasz pół­pe­ry­fe­ryj­ny sta­tus wte­dy, gdy z en­tu­zja­zmem przyj­mu­ją grzecz­no­ścio­we sło­wa wy­po­wia­da­ne przez za­gra­nicz­nych go­ści. Nie do­ty­czy to tyl­ko wi­zy­ty w Pol­sce pre­zy­den­ta Do­nal­da Trum­pa, bo PO i Bro­ni­sław Ko­mo­row­ski z rów­nym za­chwy­tem re­ago­wa­li na po­chwa­ły wy­po­wia­da­ne przez Ba­rac­ka Oba­mę. „Jak moż­na być kry­tycz­nym wo­bec prze­mian w Pol­sce, sko­ro na­wet sam pre­zy­dent Sta­nów Zjed­no­czo­nych jest od­mien­ne­go zda­nia?”, brzmia­ła naj­bar­dziej gro­te­sko­wa obro­na tezy o wy­róż­nia­ją­cej się po­zy­cji Pol­ski w Eu­ro­pie.

Tym­cza­sem wła­śnie po­zy­cja mię­dzy­na­ro­do­wa, wy­ra­żo­na przez po­ję­cie „pół­pe­ry­fe­rii”, jest jed­ną z waż­nych prze­sła­nek ca­łe­go na­sze­go my­śle­nia o so­bie. Nie jako kom­pleks, lecz zim­na kal­ku­la­cja, wy­cią­gnię­cie wnio­sku z tego, że nie mamy pol­skich firm od­gry­wa­ją­cych glo­bal­ną rolę, że nie li­czy­my się jako po­tę­ga mi­li­tar­na, że nie prze­zna­cza­my zna­czą­cych środ­ków na po­li­ty­kę za­gra­nicz­ną i wzmac­nia­nie na­szej po­zy­cji w świe­cie, nie dyk­tu­je­my in­nym wa­run­ków współ­pra­cy go­spo­dar­czej.

By spra­wę ująć w bar­dziej obiek­tyw­ny spo­sób: sta­tus pół­pe­ry­fe­ryj­ny jest ter­mi­nem wy­stę­pu­ją­cym w teo­rii sys­te­mu świa­to­we­go, zbu­do­wa­nej przez Im­ma­nu­ela M. Wal­ler­ste­ina39 i od­no­si się do kra­jów, któ­re w róż­nych kon­tek­stach za­cho­wu­ją się bądź jako kla­sycz­ne pe­ry­fe­rie, bądź jako kra­je na­le­żą­ce w za­sa­dzie do cen­trum. W na­szym przy­pad­ku owa pe­ry­fe­ryj­ność zo­sta­ła w istot­ny spo­sób ogra­ni­czo­na przez wej­ście do Unii Eu­ro­pej­skiej i udział w me­cha­ni­zmach de­cy­zyj­nych tego gre­mium państw. Nie po­zwo­li­ło nam to jed­nak au­to­ma­tycz­nie stać się kra­jem na­le­żą­cym do „cen­trum”.

Cie­ka­wą dia­gno­zę po­sta­wy elit wo­bec pol­skiej pe­ry­fe­ryj­no­ści przed­sta­wił To­masz Za­ryc­ki, twier­dząc, że opór przed uży­wa­niem tego po­ję­cia wią­że się „z prze­ko­na­niem, iż mó­wie­nie o Pol­sce jako o pe­ry­fe­riach jest szko­dli­we dla bar­dzo róż­nie de­fi­nio­wa­nych pol­skich in­te­re­sów. Usły­szeć moż­na w ta­kich uza­sad­nie­niach m.in. to, że od­wo­ły­wa­nie się do wła­snej pe­ry­fe­ryj­no­ści po­głę­bia pol­skie kom­plek­sy i pro­wa­dzi do osła­bie­nia ener­gii spo­łecz­nej, któ­ra po­win­na być ukie­run­ko­wa­na na in­te­gra­cję Pol­ski z eu­ro­pej­skim cen­trum”40. Au­tor prze­ko­nu­je tym­cza­sem, że „traf­ne roz­po­zna­nie wła­snej pe­ry­fe­ryj­no­ści, pod­rzęd­no­ści lub za­leż­no­ści w róż­nych wy­mia­rach lub za­kre­sach nie musi au­to­ma­tycz­nie prze­kła­dać się na po­głę­bia­nie kom­plek­sów niż­szo­ści albo ob­ni­że­nie po­zio­mu aspi­ra­cji”41. Po­da­je przy tym przy­kład kra­jów nor­dyc­kich, po­le­ga­ją­cy jego zda­niem mię­dzy in­ny­mi „na traf­nym roz­po­zna­niu na­tu­ry wła­snej pe­ry­fe­ryj­no­ści i do­pa­so­wa­niu do niej roz­wią­zań w sfe­rze po­li­ty­ki go­spo­dar­czej, na­uko­wej i spo­łecz­nej”42.

Po­czu­cie by­cia kra­jem ma­łym lub pe­ry­fe­ryj­nym nie jest za­tem kwe­stią kom­plek­sów. War­to za­cy­to­wać choć­by przy­wo­ły­wa­ne czę­sto w od­nie­sie­niu do państw na­sze­go re­gio­nu sło­wa Mi­la­na Kun­de­ry, któ­ry pi­sał, iż „mały na­ród to taki, któ­re­go ist­nie­nie może zo­stać w każ­dej chwi­li za­kwe­stio­no­wa­ne, któ­ry może znik­nąć i o tym wie. Fran­cu­zi, Ro­sja­nie czy An­gli­cy nie sta­wia­ją so­bie py­ta­nia, czy ich na­ród prze­trwa. Ich hym­ny mó­wią o wiel­ko­ści i wiecz­no­ści. Na­to­miast pol­ski hymn za­czy­na się sło­wa­mi «Jesz­cze Pol­ska nie zgi­nę­ła»”43.

Do­świad­cze­nie utra­ty i bra­ku wła­sne­go pań­stwa w okre­sie klu­czo­wym dla for­mo­wa­nia się na­ro­dów po­li­tycz­nych obej­mu­ją­cych wszyst­kie war­stwy spo­łecz­ne sta­ło się w spo­sób na­tu­ral­ny jed­ną z pod­staw na­szej sa­mo­świa­do­mo­ści. Wzmoc­ni­ło się w cią­gu trwa­ją­cej pół wie­ku upo­ka­rza­ją­cej za­leż­no­ści od ZSRR, a do ja­kie­goś stop­nia po­głę­bi­ło jesz­cze przez wzor­ce kul­tu­ro­we i kon­cep­cję na­ucza­nia hi­sto­rii. Zna­ko­mi­tym opi­sem owej – nie­po­zba­wio­nej ele­men­tu au­to­de­struk­cji – nie­pew­no­ści jest wy­da­na nie­daw­no książ­ka Ada­ma Lesz­czyń­skie­go No dno po pro­stu jest Pol­ska44. Dość po­wie­dzieć, że w nową epo­kę nie­pod­le­głe­go pań­stwa wcho­dzi­li­śmy kro­kiem chwiej­nym, z nie­ja­sny­mi kal­ku­la­cja­mi wła­snej siły.

Wpły­wo­wy pol­ski dy­plo­ma­ta Prze­my­sław Gru­dziń­ski w In­te­li­gent­nym pań­stwie pro­po­no­wał, by po­słu­gi­wać się ra­czej po­ję­ciem „pań­stwa śred­nie­go” nie w sen­sie roz­mia­ru, lecz roli od­gry­wa­nej w sys­te­mie mię­dzy­na­ro­do­wym. Mia­ła­by to być rola in­te­li­gent­ne­go po­śred­ni­ka mię­dzy wiel­ki­mi cen­tra­mi po­li­ty­ki świa­to­wej a kra­ja­mi na­sze­go re­gio­nu. Pi­sał to w 2008 roku, krót­ko po po­ma­rań­czo­wej re­wo­lu­cji, a przed wi­zy­tą Le­cha Ka­czyń­skie­go w ogar­nię­tej woj­ną Gru­zji. Zda­niem Gru­dziń­skie­go, „bez­pie­czeń­stwo i po­myśl­ność Pol­ski za­le­ży przede wszyst­kim od roli i funk­cji, któ­rą peł­ni w sys­te­mie, a nie od na­szych snów o po­tę­dze”45.

Gru­dziń­ski ostrze­ga jed­nak, że „śred­nim pań­stwem się nie jest, śred­nim pań­stwem się bywa, (…) śred­nie pań­stwo może funk­cjo­no­wać jako śred­nie lub małe; nie jest w sta­nie od­gry­wać roli mo­car­stwa”. Róż­ni­ca mię­dzy pań­stwem ma­łym i śred­nim jest za­tem przede wszyst­kim kwe­stią oko­licz­no­ści, na któ­re nie ma ono de­cy­du­ją­ce­go wpły­wu.

Po­ję­cie śred­nie­go pań­stwa ma więc sens przede wszyst­kim jako opis aspi­ra­cji pań­stwa ma­łe­go, jako pew­na wy­tycz­na jego mię­dzy­na­ro­do­wej ak­tyw­no­ści. Wy­tycz­na po­dzie­la­na w za­sa­dzie przez więk­szość pol­skich rzą­dów pró­bu­ją­cych wzmac­niać po­zy­cję Pol­ski przez bu­do­wa­nie ja­kichś lo­kal­nych ukła­dów od­nie­sie­nia. Kon­cep­cja Mię­dzy­mo­rza, po­my­sły na obec­ność Pol­ski w roz­wią­zy­wa­niu kry­zy­su ukra­iń­skie­go to, jak się wy­da­je, róż­ne wa­rian­ty tej sa­mej lo­gi­ki po­strze­ga­nia źró­deł na­sze­go zna­cze­nia mię­dzy­na­ro­do­we­go. Nie kwe­stio­nu­jąc tu po­szcze­gól­nych dzia­łań dy­plo­ma­cji, są­dzę, że war­to pod­wa­żyć tę wi­zję wzmac­nia­nia po­zy­cji Pol­ski.

Po pierw­sze dla­te­go, że jest ona – jak po­ka­zu­je dłu­gie już do­świad­cze­nie – w za­sa­dzie bez­owoc­na jako źró­dło gwa­ran­cji na wy­pa­dek po­waż­nych pro­ble­mów na­sze­go kra­ju. Po dru­gie, dla­te­go, że lek­ce­wa­ży dwie klu­czo­we prze­słan­ki siły na­sze­go pań­stwa, ja­ki­mi są jego po­ten­cjał eko­no­micz­ny i po­li­tycz­ny oraz po­zy­cja w Unii Eu­ro­pej­skiej i NATO. Na­sza rola w przy­pad­ku kry­zy­su ukra­iń­skie­go była waż­na o tyle, o ile po­tra­fi­li­śmy wpły­nąć na so­li­dar­ną po­li­ty­kę państw Unii wo­bec Ro­sji i po­pie­ra­nej przez nią eki­py, a nie w prze­mó­wie­niach na ki­jow­skim Maj­da­nie czy ak­cjach pa­le­nia świe­czek w oknie. Te ład­ne ge­sty mogą być ele­men­tem dy­plo­ma­cji spo­łecz­nej upra­wia­nej przez fun­da­cje, sto­wa­rzy­sze­nia i za­an­ga­żo­wa­nych w po­moc Ukra­inie po­li­ty­ków. Pań­stwo jed­nak musi być stać na coś wię­cej – nie w wy­mia­rze mi­li­tar­nym, ale przede wszyst­kim eko­no­micz­nym i po­li­tycz­nym.

Siły tej nie spo­sób mie­rzyć w ka­te­go­riach abs­trak­cyj­nych, zwłasz­cza oce­nia­ne­go przez wła­snych ko­men­ta­to­rów pre­sti­żu, czy też da­ją­cych się wy­ko­rzy­stać przez rzą­do­wą pro­pa­gan­dę ran­kin­gach i in­nych do­wo­dach uzna­nia. Mi­li­tar­na i wy­wia­dow­cza po­tę­ga Izra­ela jest po­chod­ną jego sta­tu­su en­kla­wy w świe­cie arab­skim. Po­dob­nie w przy­pad­ku Pol­ski; nie li­czy się na­sza zdol­ność do prze­ści­gnię­cia Egip­tu w ran­kin­gach PKB we­dług pa­ry­te­tu siły na­byw­czej. Praw­dzi­we zna­cze­nie mają re­la­cja na­sze­go po­ten­cja­łu obron­ne­go do siły Fe­de­ra­cji Ro­syj­skiej i nasz po­ten­cjał eko­no­micz­ny w po­rów­na­niu z Niem­ca­mi.

W in­nym wy­mia­rze cho­dzi o wspo­mnia­ne wy­żej atu­ty w re­gio­nie – moż­li­wość po­słu­gi­wa­nia się w re­la­cjach z Ukra­iną czymś wię­cej niż sym­bo­licz­ny­mi sło­wa­mi i ge­sta­mi, zdol­ność wpły­wa­nia na sta­no­wi­sko in­nych człon­ków Unii Eu­ro­pej­skiej, tak­że w ta­kich sy­tu­acjach, gdy po­par­cie pol­skie­go sta­no­wi­ska nie jest – jak w przy­pad­ku po­sta­wy Wę­gier wo­bec kry­zy­su ukra­iń­skie­go czy sank­cji wo­bec Krem­la – zgod­ne z ich in­te­re­sa­mi lub jest dla nich obo­jęt­ne.

Wróć­my za­tem do opi­su Pol­ski jako kra­ju, któ­ry w naj­bliż­szych de­ka­dach bę­dzie oscy­lo­wał mię­dzy hi­sto­rycz­nie uwa­run­ko­wa­nym sta­tu­sem pół­pe­ry­fe­ryj­nym a per­spek­ty­wą sta­nia się pań­stwem zdol­nym do od­gry­wa­nia istot­nej roli w re­gio­nie, w czę­ści tyl­ko spraw uwi­kła­nym w ty­po­we dla państw pół­pe­ry­fe­ryj­nych pro­ble­my, a w in­nych – uczest­ni­czą­cym w kształ­to­wa­niu po­li­ty­ki Za­cho­du.

Pe­ry­fe­ryj­na czy w pew­nym wy­mia­rze ko­lo­nial­na po­zy­cja za­leż­ne­go od Mo­skwy PRL-u nie bu­dzi wąt­pli­wo­ści. Rok 1989 nie był jed­nak tyl­ko mo­men­tem od­zy­ska­nia su­we­ren­no­ści, we­pchnął nas w inny ro­dzaj za­leż­no­ści, któ­ry ob­jął cały daw­ny świat po­so­wiec­ki, z Ro­sją włącz­nie. Za­leż­ność ta po­le­ga­ła na ko­niecz­no­ści przy­ję­cia tego mo­de­lu trans­for­ma­cji, któ­ry lan­so­wa­ny był przez Mię­dzy­na­ro­do­wy Fun­dusz Wa­lu­to­wy i Bank Świa­to­wy. Za­kła­dał on dys­cy­pli­nę fi­nan­so­wą i na­tych­mia­sto­we wy­co­fa­nie się pań­stwa z więk­szo­ści ga­łę­zi go­spo­dar­ki, wy­mie­nial­ność wa­lu­ty, otwar­cie się na obcy ka­pi­tał i re­du­ko­wa­nie ba­rier han­dlo­wych.

Bez uwzględ­nie­nia tego czyn­ni­ka nie moż­na oce­niać żad­nej z ekip go­spo­dar­czych tam­te­go okre­su. Nie ist­nia­ła wów­czas cał­ko­wi­ta swo­bo­da wy­bo­ru mo­de­lu „trans­for­ma­cji”, moż­li­we było je­dy­nie okre­śle­nie pew­nych de­ta­li – i za­nie­dba­nia na tym polu mogą być przed­mio­tem po­waż­nej kry­ty­ki. Pol­ska go­spo­dar­ka mia­ła się otwo­rzyć na glo­bal­ny ka­pi­tał i jak naj­szyb­ciej stać się ryn­kiem, na któ­rym bę­dzie się sprze­da­wać to­wa­ry pro­du­ko­wa­ne za gra­ni­cą. W przy­pad­ku AGD czy pew­nych sek­to­rów bran­ży spo­żyw­czej wy­wo­ła­ło to za­bu­rze­nie do­tych­cza­so­wych re­la­cji ce­no­wych i wzor­ców kon­sump­cji. Okcy­den­ta­li­za­cja za­szła szyb­ciej, niż moż­na się było spo­dzie­wać.

Prze­kształ­ce­nia wła­sno­ścio­we do­ko­ny­wa­ły się we­dług mo­de­lu okre­ślo­ne­go przez trzy ele­men­ty: wspar­cia dla in­we­sty­cji za­gra­nicz­nych, spół­ek no­men­kla­tu­ro­wych i tak zwa­nej pry­wa­ty­za­cji w pol­skie ręce. Pi­szę „tak zwa­nej”, bo ten ostat­ni po­mysł oka­zał się nie­zwy­kle zwod­ni­czy, po­dob­nie jak na­dzie­je zwią­za­ne z pry­wa­ty­za­cją pra­sy kie­ro­wa­ną wy­bo­rem in­we­sto­rów spo­za Nie­miec. Nie­zwy­kle waż­nym wąt­kiem pry­wa­ty­za­cji, któ­ry do­pie­ro cze­ka na wni­kli­wą ana­li­zę, jest pry­wa­ty­za­cja ban­ków. Pa­ra­dok­sal­nie, wej­ście do Unii Eu­ro­pej­skiej nie ogra­ni­cza­ło je­dy­nie na­sze­go pola ma­new­ru, tak jak to czy­nił „dyk­tat trans­for­ma­cyj­ny” z lat dzie­więć­dzie­sią­tych. Wa­run­ki ak­ce­sji obej­mo­wa­ły wy­ne­go­cjo­wa­ne klau­zu­le przej­ścio­we, a środ­ki prze­ka­za­ne Pol­sce w pierw­szej de­ka­dzie po ak­ce­sji po­zwo­li­ły na roz­wią­za­nie wie­lu na­szych pro­ble­mów. Ten nowy sta­tus, zwią­za­ny z przy­na­leż­no­ścią do struk­tur Za­cho­du, nie ogra­ni­czał się jed­nak do kwe­stii eko­no­micz­nych, obej­mo­wał rów­nież re­la­cje po­li­tycz­ne i mi­li­tar­ne.

Je­że­li spra­wa funk­cjo­no­wa­nia ame­ry­kań­skiej bazy w Szy­ma­nach po­zo­sta­wa­ła w wy­łącz­nej ge­stii kie­row­nic­twa pol­skich służb spe­cjal­nych, to lo­ku­je­my je jako po­śred­ni­ka gdzieś mię­dzy służ­ba­mi ame­ry­kań­ski­mi a pol­skim rzą­dem. Być może było w ich po­sta­wie coś z po­li­to­wa­nia dla uwi­kła­nych w drob­ne gry po­li­ty­ków, co spra­wi­ło, że tę tak waż­ną de­cy­zję je­dy­nie w ja­kiejś for­mie za­ko­mu­ni­ko­wa­ły rzą­dzą­cym. Nie są­dzę, by ozna­cza­ło to brak lo­jal­no­ści wo­bec włas­nego pań­stwa, ra­czej pew­ne jej „roz­rze­dze­nie” wy­ni­ka­ją­ce z prze­ko­na­nia, że wła­dzom nie za­le­ży na sku­tecz­nym kon­tro­lo­wa­niu służb, woj­ska, dy­plo­ma­cji, po­nie­waż wy­bra­ły „świę­ty spo­kój” i do­bre re­la­cje z moż­ny­mi tego świa­ta. I że ten ich wy­bór ma cha­rak­ter stra­te­gicz­ny.

Jed­nak to nie wy­bo­ry do­ko­ny­wa­ne przez eli­tę na­da­ją pe­ry­fe­ryj­ne­mu pań­stwu póź­nej no­wo­cze­sno­ści cech po­dwój­ne­go agen­ta, oscy­lu­ją­ce­go mię­dzy sta­tu­sem straż­ni­ka in­te­re­sów świa­to­we­go po­rząd­ku i re­pre­zen­tan­ta wy­łącz­nie włas­nego in­te­re­su na­ro­do­we­go. Co wię­cej, nie dzie­je się to za spra­wą Unii Eu­ro­pej­skiej, ale pew­nej lo­gi­ki go­spo­dar­ki glo­bal­nej i – w mniej­szym stop­niu – do­mi­na­cji mi­li­tar­nej i po­li­tycz­nej Sta­nów Zjed­no­czo­nych. Pań­stwa pół­pe­ry­fe­ryj­ne są za­tem, ze swej na­tu­ry, w tym sa­mym stop­niu me­cha­ni­zmem chro­nią­cym lo­kal­ne in­te­re­sy co na­rzę­dziem ich re­du­ko­wa­nia i – gdy to ko­niecz­ne – pod­po­rząd­ko­wa­nia re­gu­łom atlan­tyc­kim, eu­ro­pej­skim i glo­bal­nym. Ta po­dwój­na rola pod­no­si wy­ma­ga­nia me­ry­to­rycz­ne wo­bec po­li­ty­ków, eks­per­tów i dy­plo­ma­tów. A sko­ro tak, to pań­stwo uwi­kła­ne w par­tyj­no-klien­te­li­stycz­ny sys­tem re­kru­ta­cji kadr i re­du­ku­ją­ce wy­ma­ga­nia me­ry­to­rycz­ne sta­je się, na wła­sne ży­cze­nie, ra­czej straż­ni­kiem po­rząd­ku świa­to­we­go niż obroń­cą in­te­re­sów lo­kal­nych.

W pań­stwie o rze­czy­wi­stych am­bi­cjach re­du­ko­wa­nia swo­jej pe­ry­fe­ryj­no­ści i prze­su­wa­nia się ku po­zy­cji w cen­trum rzą­dzą­cy chcą i mogą po­wstrzy­mać aspi­ra­cje kon­sump­cyj­ne spo­łe­czeń­stwa i prze­zna­czyć spo­rą część środ­ków na pro­wa­dze­nie po­li­ty­ki za­gra­nicz­nej, mo­der­ni­za­cję ar­mii, in­we­sty­cje in­fra­struk­tu­ral­ne. Moim zda­niem obec­ny mo­del roz­wo­jo­wy nie po­zwa­la ni­ko­mu – żad­nej wła­dzy – na do­ko­na­nie ta­kie­go ma­new­ru. Prze­ciw­nie, wy­dat­ki na kon­sump­cję bę­dzie­my zwięk­szać kosz­tem tych, któ­re by­ły­by in­we­sty­cją w sta­tus mię­dzy­na­ro­do­wy lub przy­szłość.

Gdy słu­cha się wy­po­wie­dzi po­li­ty­ków PiS, moż­na na­brać prze­ko­na­nia, że aby przejść od sta­tu­su „kon­do­mi­nium” do sta­tu­su waż­ne­go gra­cza re­gio­nal­ne­go, wy­star­czy men­tal­nie „wstać z ko­lan”. Ta­kie sta­no­wi­sko jest do­wo­dem głę­bo­kiej in­fan­ty­li­za­cji pol­skiej my­śli po­li­tycz­nej i wska­zu­je na lek­ce­wa­że­nie dłu­go­fa­lo­wo bu­do­wa­nych prze­sła­nek siły pań­stwa.

W tle po­ja­wia się jesz­cze gor­sze prze­czu­cie, że za­so­by po­trzeb­ne do pro­wa­dze­nia tej po­li­ty­ki są lek­ko­myśl­nie zu­ży­wa­ne na po­trze­by do­raź­nych roz­gry­wek we­wnętrz­nych to­czo­nych mię­dzy par­tia­mi. Po 2015 roku sta­ło się to wi­docz­ne w przy­pad­ku kwe­stii za­sad­ni­czych dla po­li­tycz­nej wy­obraź­ni pra­wi­cy, ta­kich jak przyj­mo­wa­nie uchodź­ców czy de­ma­go­gicz­na kry­ty­ka „zgni­łe­go Za­cho­du”, ale tak­że w spra­wach, w któ­rych mo­gła się za­cho­wać prag­ma­tycz­nie, jak wy­cin­ka Pusz­czy Bia­ło­wie­skiej czy osten­ta­cyj­na od­mo­wa po­par­cia kan­dy­da­tu­ry Do­nal­da Tu­ska na sze­fa Rady Eu­ro­pej­skiej.

Re­dak­cja: Mał­go­rza­ta Szczu­rek

Ko­rek­ta: Agniesz­ka Stę­plew­ska, Ewa Ślu­sar­czyk

Kon­wer­sja do for­ma­tów EPUB i MOBI: Mał­go­rza­ta Wi­dła

Pro­jekt gra­ficz­ny: Prze­mek Dę­bow­ski

Co­py­ri­ght © for the Text by Ra­fał Ma­ty­ja 2018

Co­py­ri­ght © for this Edi­tion by Wy­daw­nic­two Ka­rak­ter, 2018

ISBN 978-83-65271-84-6

Wy­daw­nic­two Ka­rak­ter

ul. Gra­bow­skie­go 13/1, 31-126 Kra­ków

Wy­da­je­my, co się nam po­do­ba

ka­rak­ter.pl

Za­pra­sza­my in­sty­tu­cje, or­ga­ni­za­cje oraz bi­blio­te­ki do skła­da­nia

za­mó­wień hur­to­wych z atrak­cyj­ny­mi ra­ba­ta­mi. In­for­ma­cje pod ad­re­sem