Wychowanie? Da się zrobić - Anna Szymańska - ebook + książka

Wychowanie? Da się zrobić ebook

Anna Szymańska

0,0
19,00 zł

lub
Opis

Od Autorki

Chciałoby się zacytować kultowe stwierdzenie: „moje nazwisko nic Państwu nie powie”.
Na co dzień pracuję w renomowanym wydawnictwie. Dla potrzeb tej publikacji najłatwiej powiedzieć: jestem rodzicem nie-zwykłego dziecka.
Szkolna kariera rodzicielska owocowała w liczne problemy, które musiałam rozwiązywać i pokonywać. Udało się!
Każdy, kto zna mojego syna, stwierdza, że to wspaniały, wartościowy młody człowiek. Jest świetnym przykładem na to, że opłaca się pracować nad trudnymi zachowaniami z równoczesnym dbaniem o to, by nie zatracić indywidualizmu.
Swoją wiedzą praktyczną dzielę się z innymi rodzicami nie-zwykłych dzieci: działam na forum.adhd.org.pl, współpracuję z Fundacją SAVANT (savant.org.pl), piszę artykuły o wychowywaniu i radzeniu sobie ze sobą jako rodzicem.
Prowadzę własną stronę internetową. W wolnych chwilach tworzę małe rękodzieła.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 90




Projekt okładki i stron tytułowych

Przemysław Spiechowski

Ilustracja na okładce

Ico/Shutterstock

Korekta

Iwona Stachowicz

Skład i łamanie

Marcin Szcześniak

© Copyright by Anna Szymańska 2016

ISBN 978-83-940050-1-6

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Rozpowszechnianie i kopiowanie całości lub części publikacji zabronione bez pisemnej zgody autora.

Publikacja elektroniczna

Napisałeś książkę i chcesz ją wydać?

Zapraszamy do serwisu Rozpisani.pl.

Znajdziesz tu szeroki zakres usług wydawniczych, dzięki którym Twoja książka trafi doksięgarń. Pomożemy Ci dotrzeć do czytelników na całym świecie!

www.rozpisani.pl, [email protected]

Tak na wstępie...

Tak na wstępie...

Uczę się ciebie, człowieku

Powoli się uczę, powoli

Od tego uczenia trudnego

Raduje się serce i boli

Jerzy Liebert „Uczę się ciebie człowieku”

Przedmiotu „wychowanie” nie ma w żadnej szkole czy uczelni. Wychowania, czy też wychowywania uczymy się jednak wszędzie: w domu, szkole, na podwórku, w sklepie, a czasami, szczególnie gdy w loterii życia trafi nam się „trudniejsze” dziecko, na warsztatach dla rodziców.

W szkolnej karierze mojego syna wiele razy słyszałam: „Proszę coś z tym zrobić”. Ale co? Tego już nikt z kadry nie potrafił mi powiedzieć. Działałam według własnej intuicji, sporo czytałam, chodziłam na warsztaty i konferencje, szukałam rozwiązań odpowiednich dla mojego dziecka, bo rady typu: „Przylej mu” — jakoś nie były z mojej bajki. Czasami dopadała mnie bezradność, a to jest straszne uczucie. Całe szczęście powoli zaczęłam trafiać na ludzi, których rady zaczęły być dla mnie logiczne, a co najważniejsze — skuteczne. Oni pomagali mi i mojemu synowi, zmienił się krąg moich znajomych, weszłam w grupę wsparcia. Po pewnym czasie okazało się, że moje doświadczenia i rady pomagały innym. I tak oto zaczęły powstawać artykuły, które ukazały się na forum.adhd.org.pl. Po pewnym czasie, już przerobione i uzupełnione, przybrały postać tego poradnika.

To nie jest książeczka typu „wykładanie kawy na ławę”. Pada tu wiele pytań, ale — z góry uprzedzam — nie na wszystkie odpowiadam. Nie dam ramek, w które upchniemy siebie i swoje dziecko. Chciałabym pomóc inaczej spojrzeć na dziecko, na jego możliwości, mocne strony i problemy, a może nawet zrozumieć je, a także pomóc uporządkować myśli i posiadaną wiedzę, wskazać ewentualne zagrożenia oraz podpowiedzieć niektóre rozwiązania.

Wychowanie drugiego człowieka to wielka przygoda. Bywa trudne, ale da się zrobić...

1. Wychowanie, czyli oczekiwania kontra możliwości

1.

Wychowanie, czyli oczekiwania kontra możliwości

— Maciek, lat 3: czyta gazety, liczy do 100, zna wszystkie marki samochodów;

— Pamela, lat 4: śpiewa arie operowe;

— Jaś, lat 5: jeździ na rolkach, na rowerze dwukołowym, żongluje 6 piłeczkami;

— Tymek, lat 6: zna nazwiska i osiągnięcia wszystkich piłkarzy z czołowych drużyn;

— Sylwek, lat 8: właśnie nauczył się wiązać sznurowadła;

— Anielka, lat 9: po raz pierwszy pokolorowała obrazek do końca;

— Mateusz, lat 10: poprawnie dodaje na palcach do 10;

— Sebastian, lat 12: jeździ na rowerze bez dodatkowych kółek;

— Dominika, lat 16: przeczytała do końca pierwszą książkę.

Może to wydać się komuś dziwne i niemożliwe, ale wszystkie te dzieci mają IQ powyżej przeciętnej. Trudno uwierzyć w taki rozrzut? Na podstawie tej listy spróbuj odpowiedzieć na pytanie: „Czyje osiągnięcie jest większe?”. A może właściwsze będzie pytanie: „Kto włożył więcej pracy w swoje osiągnięcie?”.

1.1. Chwalić się dzieckiem?

Często spotykamy rodziców, którzy przechwalają się między sobą zdolnościami swoich pociech. Niektórzy opisują faktyczne osiągnięcia, inni mocno koloryzują. Ale są i tacy, którzy w takich sytuacjach spuszczają oczy i zaciskają zęby. Bo czym mieliby się pochwalić? Ocenami, których średnia ledwie przekracza dwa? Wypracowaniem, które zajmuje zaledwie pół strony? Dzienniczkiem naszpikowanym uwagami za niewłaściwe zachowanie? Czy kolejną wizytą na komisariacie? A może własną fobią szkolną? Dla rodzica jego dziecko jest jedyne, niepowtarzalne, mądre, piękne, ale gdy zaczyna się porównywanie, jakże często zamiast pozytywów widzimy braki, niedoskonałości i mankamenty.

Jak poradzić sobie z rozczarowaniem? Jak przetrwać upokorzenie? Co zrobić, aby nasz potomek chociaż nie wyróżniał się negatywnie wśród rówieśników? Dlaczego mnie to spotkało? Gdzie uciec przed tymi spojrzeniami, kpinami? Wiele podobnych pytań kłębi się w głowach rodziców dzieci z problemami.

Rodzicom czasami trudno też pogodzić się z tym, że ich pociecha znacznie odbiega od ich wyidealizowanego obrazu. Nie mogą uwierzyć, że naprawdę nie radzi sobie z prostymi czynnościami, że sznurówki plączą się jak żyłka wędkarska, a tabliczka mnożenia stanowi wyzwanie nie do przejścia. Trudno przyznać się — nawet przed sobą — że wymarzone dziecko ma jakąś dysfunkcję, że nie potrafi wyraźnie pisać, czytać, za to „wyraża się”, przeszkadza na lekcjach, ciągle biega i skacze po meblach, że pobyty na ostrym dyżurze stają się rutyną. Wstyd z nim wyjść na plac zabaw, a znajomi zapowiedzieli, że nie chcą go widzieć u siebie w domu.

1.2. Co robić?

Kochać, ale kochać mądrze. Patrzeć na późniejsze, a nie chwilowe efekty. Tak wychowywać, by nie tylko dziecku było dobrze, ale również by innym z nim było dobrze. By miało solidne podstawy stworzenia poprawnych relacji, by nikt przez nie nie płakał. A jednocześnie, żeby czuło swoją wartość, potrafiło dążyć i realizować postawione sobie cele. Mądrze kochać to także niespełnianie wszelkich marzeń, to pokazanie, że marzenia są ważne, że warto dążyć do ich spełnienia, ale z pewnością nie za wszelką cenę. To uczenie cieszenia się z drobiazgów, także niematerialnych. To bycie z dzieckiem w jego zabawach, radościach i kłopotach. To aktywne rodzinne spędzanie czasu. To czas na rozmowy i rozumienie ważności problemów dziecka.

Rzeczą podstawową jest zmiana sposobu myślenia. Nasze dziecko przyszło na świat z określonymi cechami dziedzicznymi, z pewnym pakietem zdolności. Wiele zależy także od otoczenia i sposobu wychowania. Dziecko nie jest naszą kopią czy naszym wymysłem. Jest sobą. Ma swoje myśli, priorytety, przyzwyczajenia, ulubione smaki, zapachy, kolory, przedmioty, osoby, zabawy. Oczywiście, możemy proponować zmiany, zachęcać do próbowania nowości, tłumaczyć sprzeczności, wskazywać pomyłki czy niewłaściwości. Nigdy jednak nie będziemy nim samym, nie przeżyjemy za nie życia i musimy przyzwolić mu czasami na pójście może ryzykowną, ale przez nie wybraną drogą, by młody człowiek nauczył się ponoszenia konsekwencji za swoje czyny.

Nie patrzmy na naszego potomka przez pryzmat naszych doświadczeń, marzeń, oczekiwań, ale skupmy się na jego możliwościach, zdolnościach i ograniczeniach. Czy poprosimy przeciętnego trzylatka o samodzielne zaplanowanie i zrobienie tygodniowych zakupów. Czy polecimy daltoniście precyzyjne dobranie odcieni? Czy dysgrafik, mimo najszczerszych chęci, może pięknym, wyraźnym odręcznym pismem wypisać dyplomy? Realna ocena możliwości dziecka pozwoli odpowiednio ustawić poziom, od którego droga, zapewne mocno wyboista, sukcesywnie będzie prowadziła ku nowym osiągnięciom.

Jeśli mamy uzasadnione obawy, że z naszym potomkiem „coś jest nie tak”, to warto, a nawet trzeba, możliwie wcześnie zdiagnozować dziecko, poznać przyczynę jego trudności. Specjaliści wskażą sposoby postępowania, dadzą wskazówki dla szkoły/przedszkola, być może zalecą konkretne terapie czy farmakoterapię, które umożliwią pracę nad trudnymi zachowaniami, wyciszą dziecku natłok myśli, pomogą uporządkować i zapanować nad atakującymi zewsząd bodźcami. Rodzicom bardzo mogą pomóc warsztaty — i te podstawowe, tzw. szkoły dla rodziców, i te bardziej specjalistyczne dla rodziców dzieci z określonymi problemami. Ważne są też grupy wsparcia, w których my, rodzice, możemy znaleźć zrozumienie i konkretną pomoc w rozwiązywaniu bieżących problemów. Żeby pomóc dziecku, trzeba wiedzieć „jak” i „co”, a także samemu być silnym, cierpliwym i konsekwentnym.

Zaakceptować indywidualny rozwój. Każde dziecko rozwija się w swoim tempie. Często przyspieszanie rozwoju przynosi więcej złego niż dobrego. Na przykład cieszymy się z pierwszego kroku dziecka, chwalimy się wszystkim dokoła, ale stawianie dziecka, kiedy ono samo nie jest do tego gotowe, może doprowadzić np. do problemów z kręgosłupem czy stawami biodrowymi.

Zrozumieć lęki. Są dzieci odważne, przebojowe, ale są też wycofane, lękliwe, niepewne. Wpychanie malca siłą Mikołajowi na kolana z obowiązkowym wierszykiem czy „całuskowe przywitanki” i zachwyty kolejnej cioci mogą spowodować olbrzymie lęki, a nawet doprowadzić do powstania fobii czy tików. Dziecko, nawet odważne, może się bać obcych lub specyficznych osób. Dla wielu dzieci dalsza, rzadko widywana rodzina to także „obcy”. I należy to uszanować. Nieważne, że „nie wypada”, że „ciocia/babcia się obrazi” — dziecko nie jest gotowe na takie sytuacje i należy dać mu czas. Ono nie jest cyrkową małpką, której wyglądem, „wiedzą” czy artystycznymi popisami możemy się chwalić. To żywy człowiek, tyle że sporo od nas młodszy.

Nauka przez przykład. Dziecko ma bardzo plastyczny umysł, uczy się szybko, jest bardzo spostrzegawcze. Musimy więc bardzo uważać na to, co robimy i mówimy. Jeśli nie myjemy rąk przed posiłkiem, to dziecko też nie będzie ich myło. Jeśli mówimy źle o innych, to nie możemy liczyć, że dziecko będzie o nich mówić dobrze. Ono uczy się na przykładach, jakie mu dajemy, nawet wtedy, gdy wydaje nam się, że — np. zajęte oglądaniem tv — nie widzi, co robimy, czy nie słyszy naszych rozmów. Jeśli myślimy schematami typu: „wszystko jest źle”, „to oni są winni”, „wszyscy są głupi”, „nic się nie uda”, to dlaczego nasze dziecko miałoby myśleć inaczej? Jeśli dziecko stale słyszy, że wszystko robi źle, że jest „niegrzeczne”, że nic nie umie, to w końcu uwierzy w to i przestanie się nawet starać, by zmienić swoje zachowania. Jeśli zwracamy uwagę na dziecko tylko wtedy, kiedy narozrabia, to ono — aby otrzymywać naszą uwagę — będzie rozrabiać coraz więcej. Trzeba przerwać to zaklęte, samonakręcające się „koło zagłady”.

1.3. Wskazówki, czyli co działa

Oto garść wskazówek, które szerzej omówiono w kolejnych rozdziałach.

Poznaj pozytywy swojego dziecka. Za co lubimy swoje dziecko? W czym jest dobre? Co nam się w nim podoba? Postarajmy się poznać nasze dziecko, zrobić listę jego pozytywów i w miarę systematycznie ją uzupełniać. Wsłuchajmy się też w to, co pozytywnego inni widzą w naszym dziecku. Zastanówmy się, co o nim mówimy innym.

Chwal. Pochwała, to przede wszystkim ZAUWAŻENIE. Cieszmy się nawet drobnymi pozytywnymi zmianami w zachowaniu. Po pewnym czasie zmiany będą coraz bardziej widoczne, a zachowanie ulegnie poprawie. Dziecko będzie miało lepszą samoocenę. Nie można czekać z pochwałą za „zdobycie Nobla”. Dla nadaktywnego dziecka posiedzenie spokojne pięć minut to wyczyn. Dla dysgrafika napisanie równo w liniach kilku liter to ciężka praca i wielka sztuka opanowania. Dla dziecka z zaburzeniami integracji sensorycznej jazda na rowerze to sukces.

Zauważajmy każdą samodzielnie zdobytą pozytywną ocenę. Rozmawiając z wychowawcą czy innymi osobami, starajmy się uzyskać informację o pozytywnych zachowaniach. Nie dajmy sobie wmówić, że o naszym dziecku „nie można nic dobrego powiedzieć”.

Musimy wyrzucić ze swojego słownika „ty zawsze...” i „ty nigdy...” oraz powinniśmy zapomnieć, że „trzeba moralizować”.

Wspieraj, nie wyręczaj. Większość ludzi ma niemalże wpisane w odruchy pomaganie młodszym i słabszym. Zastanówmy się, czy taka pomoc zawsze jest rzeczywiście wsparciem? Faktycznie, zrobimy coś szybciej, lepiej, dokładniej, nie będzie zbędnego bałaganu. Ale czy dajemy dziecku szansę nauczenia się nowej czynności? „Ćwiczenie czyni mistrza” (powiada przysłowie), ale jeśli nie dajemy możliwości i czasu na ćwiczenie, to nie wymagajmy, by dziecko nagle zaczęło umieć.

Dzieci uczą się różnych zachowań i umiejętności w swoim tempie. Warto zachęcać je do próbowania i zdobywania nowych umiejętności, ale znajdźmy odpowiedni czas na takie eksperymentowanie i próbowanie. Powinno ono odbywać się w miłej atmosferze, a nie w pośpiechu.

Wyręczanie niesie za sobą pewne ryzyko. Kiedy dziecko jest małe, często wyręczamy je, bo przecież zrobimy lepiej, szybciej, bo nie zepsujemy... Zamiast wykorzystać naturalną potrzebę dziecka uczenia się, eksperymentowania, pomagania — niweczymy to. Bycie wyręczanym jest wygodne, więc młody człowiek uczy się manipulowania i wpada w pułapkę „wyuczonej bezradności”.

Zaakceptuj indywidualizm. Każdy człowiek rozwija się w swoim tempie, ma swoje możliwości i predyspozycje oraz swoje marzenia. Każdy może dochodzić do rozwiązania inną drogą. To, co jednym sprawia olbrzymią trudność, dla innych będzie czymś banalnym. Porównywanie i wyścig szczurów nie przynoszą korzyści. Trudno porównywać genialnego wynalazcę z fenomenalnym sportowcem. Jak porównać wybitnego pisarza z geniuszem ekonomicznym czy precyzyjnym chirurgiem? Jaką miarkę należałoby przyłożyć? Jakimi kryteriami trzeba by się posłużyć? Dlatego ważne jest, by dziecko się rozwijało, żeby chciało zmieniać swoje zachowania na lepsze i pracowało nad tym. Dowartościowywane za własne dokonania i za pokonywanie własnych trudności będzie szczęśliwsze i chętniej będzie nad sobą pracowało.

Indywidualizm