Wybór prozy - Joseph Conrad - ebook
Opis

Na książkę składają się najważniejsze dokonania prozatorskie Josepha Conrada-Korzeniowskiego: powieści Lord Jim i Tajfun oraz opowiadania Jądro ciemności, Młodość, Pojedynek i Książę Roman. Omawiając je we wstępie, Zdzisław Najder, znakomity znawca tematu, wskazuje na rolę obserwacji, wspomnień i lektur w twórczości Conrada; żywioł wyobraźni, jakkolwiek istotny, zdaje się pełnić u tego pisarza rolę służebną.

Na szczególną uwagę w wyborze zasługuje Książę Roman, utwór odbiegający tematyką od pozostałych. Opowiadanie jest przejawem zainteresowania Conrada losami Polski w XIX wieku. Słychać w nim echa literatury romantycznej. Los Romana Sanguszki, niewymienionego z nazwiska bohatera utworu, staje się metaforą losu Polaka-patrioty, który dla podtrzymania bytu narodowego gotów jest do największych poświęceń.

W takim wyborze twórczość Conrada ukazuje się po raz pierwszy właśnie w „Bibliotece Narodowej”.

Joseph Conrad-Korzeniowski (1857–1924) – właśc. Józef Teodor Konrad Korzeniowski, urodzony w Polsce prozaik i publicysta, jeden z najwybitniejszych powieściopisarzy języka angielskiego. Dziecko zesłańców, emigrant, marynarz, w końcu pisarz tworzący w prowincjonalnym odosobnieniu – Conrad większość życia spędził na peryferiach społeczeństwa. Wydany w 1900 roku Lord Jim, podejmujący temat „dotkliwego uczucia utraconego honoru”, stał się jedną z najważniejszych powieści XX wieku. W kilku utworach Conrada występuje ten sam narrator, niejaki Charles Marlowe. Spotykamy go w Lordzie Jimie, a także opowiadaniach Jądro ciemności, Gra losu i Młodość. Ojcem Josepha Conrada był pisarz i działacz niepodległościowy Apollon Korzeniowski.

Zdzisław Najder (ur. 1930) – historyk literatury i filozof, profesor nauk humanistycznych, wybitny badacz twórczości i życia Josepha Conrada. Jego książka Życie Josepha Conrada-Korzeniowskiego (1980) została przetłumaczona na język francuski i angielski. Opozycjonista, były dyrektor Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa. W 1983 roku oskarżony przez władze PRL o szpiegostwo na rzecz USA, pozbawiony obywatelstwa polskiego i skazany zaocznie na karę śmierci. W styczniu 1990 roku zarzuty wycofano, co umożliwiło Najderowi powrót do kraju. Jest prezesem Polskiego Towarzystwa Conradowskiego oraz członkiem Rady Ośrodka Studiów Wschodnich w Warszawie i Rady Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 1256

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


JOSEPHCONRAD-KORZENIOWSKI
Wybór prozy
Przełożyły
HALINA NAJDER,KRYSTYNA TARNOWSKA, ANIELA ZAGÓRSKA
Wstęp i opracowanie
ZDZISŁAW NAJDER
Wydanie pierwsze
Zakład Narodowy im. OssolińskichWrocław 2015
.

BIBLIOTEKA NARODOWA

Wydawnictwo Biblioteki Narodowej pragnie zaspokoić pełną potrzebę kulturalną i przynieść zarówno każdemu inteligentnemu Polakowi, jak i kształcącej się młodzieży

WZOROWE WYDANIA NAJCELNIEJSZYCH UTWORÓW LITERATURY POLSKIEJ I OBCEJ

w opracowaniu podającym wyniki najnowszej o nich wiedzy.

Każdy tomik Biblioteki Narodowej stanowi dla siebie całość i zawiera bądź to jedno z arcydzieł literatury, bądź też wybór twórczości poszczególnych pisarzy.

Każdy tomik poprzedzony jest rozprawą wstępną, omawiającą na szerokim tle porównawczym, w sposób naukowy, ale jasny i przystępny, utwór danego pisarza. Śladem najlepszych wydawnictw obcych wprowadziła Biblioteka Narodowa gruntowne objaśnienia tekstu, stanowiące ciągły komentarz, dzięki któremu każdy czytelnik może należycie zrozumieć tekst utworu.

Biblioteka Narodowa zamierza w wydawnictwach swych, na daleką metę obliczonych, przynieść ogółowi miłośników literatury i myśli ojczystej wszystkie celniejsze utwory poezji i prozy polskiej od wieku XVI aż po dobę współczesną, uwzględniając nie tylko poetów i beletrystów, ale także mówców, historyków, filozofów i pisarzy pedagogicznych. Utwory pisane w językach obcych ogłaszane będą w poprawnych przekładach polskich.

Z literatury światowej Biblioteka Narodowa wydaje wszystkie te arcydzieła, których znajomość niezbędna jest dla zrozumienia dziejów piękna i myśli ogólnoludzkiej.

Do współpracy zaprosiła redakcja Biblioteki Narodowej najwybitniejszych badaczy naszej i obcej twórczości literackiej i kulturalnej, powierzając wydanie poszczególnych utworów najlepszym każdego znawcom.

Kładąc nacisk na staranność opracowań wstępnych i objaśnień utworów, Biblioteka Narodowa równocześnie poczytuje sobie za obowiązek podawać najdoskonalsze teksty samych utworów, opierając się na autografach, pierwodrukach i wydaniach krytycznych.

Fragment deklaracji z pierwszych tomów Biblioteki Narodowej

Biblioteka Narodowa Seria II Nr 259
Poprzednie wydanie Młodości, Jądra ciemności, Księcia Romana ukazało się w Bibliotece Narodowej w roku 1972 (BN II 171), Lorda Jima natomiast w latach 1978 i 1996 (BN II 188).
Seria Biblioteka Narodowa ukazuje się pod patronatem Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego
Redaktor Biblioteki Narodowej: STANISŁAW BEREŚ Zastępca Redaktora Biblioteki Narodowej: PAWEŁ PLUTA
Redaktor tomu: KATARZYNA BATOROWICZ-WOŁOWIEC
Korekta: MICHAŁ KUNIK
Redakcja techniczna: STANISŁAWA TRELA
Skład: JAROSŁAW FURMANIAK
Copyright © for the Polish translation by Towarzystwo Opieki nad Ociemniałymi w Laskach 2015
Copyright © 2015 by Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Wydanie I, Wrocław 2015
ISBN 978-83-61056-93-5
Zakład Narodowy im. Ossolińskich ul. Szewska 37, 50–139 Wrocław e-mail:bn@znio.plwww.ossolineum.pl
Konwersja:eLitera s.c.

WSTĘP

Polak, który został angielskim pisarzem; zawodowy oficer marynarki, który w dojrzałym wieku porzucił żeglugę i zabrał się do literatury; szlachcic z Ukrainy (jak się sam określił), który wszedł do wąskiego grona najznakomitszych twórców najbardziej mieszczańskiej z literatur. Żaden z czołowych pisarzy polskich nie miał tak wybitnych rodziców. Niezwykłość jego biografii pokazują perypetie ze świadectwem urodzenia. Ochrzczono go bez wydania dowodu (bo tylko „z wody”, bez uroczystości); metryka, którą się posługiwał, była całkiem fałszywa: akt urodzenia spisano (z błędami!) pod nieobecność dziecka, przebywającego wtedy zupełnie gdzie indziej...

W parze z niezwykłością życia Conrada idzie bogactwo problematyki i złożona kompozycja jego utworów. Jest szeroko czytany, a zarazem niełatwy. Czasem urzeka wizją wzniosłych ideałów – kiedy indziej bywa wieloznaczny, sceptyczny, zgryźliwy. Fascynuje opowieściami o przygodach, niebezpieczeństwach i heroizmie, zmuszając przy tym do zastanowienia się nad podstawami etyki tak jednostkowej, jak społecznej.

I. ŻYCIE CONRADA

Rodzina i dzieciństwo. Joseph Conrad urodził się, jako Józef Teodor Konrad Korzeniowski (używał tylko ostatniego imienia), 3 grudnia 1857 w Berdyczowie. Jego ojcem był Apollo Korzeniowski (1820–1869) – herbu Nałęcz (co ten zagorzały demokrata lubił dodawać), późnoromantyczny dramatopisarz (Komedia, Dla miłego grosza), dobry tłumacz (z francuskiego i angielskiego), publicysta oraz działacz niepodległościowy, czynny na Ukrainie, następnie zaś w Warszawie, gdzie należał do przywódców „czerwonej” konspiracji. Apollo pochodził z rodziny ziemiańskiej, zbiedniałej częściowo skutkiem nieumiejętnego gospodarowania, a częściowo z powodu upartego uczestniczenia w ruchach wolnościowych, które pociągało za sobą kolejne konfiskaty. Jego żona Ewa (1833–1865), znana z urody i inteligencji, gorąca patriotka, wywodziła się z zamożniejszej i mniej buntowniczej rodziny Bobrowskich. Brat Ewy, Stefan (1841–1863), był wybitnym działaczem lewicy „czerwonych” i faktycznym przywódcą powstania styczniowego w jego pierwszych miesiącach.

Żandarmeria carska aresztowała Apollona Korzeniowskiego już 20 października 1861. Sąd wojskowy skazał oboje Korzeniowskich na zesłanie, początkowo do Wołogdy, następnie do Czernihowa. Lata 1862–1866 mały Konradek spędził więc na obczyźnie. W roku 1865 osierociła go zmarła na gruźlicę matka. Jesienią 1866 roku jej rodzina zabrała chłopca na roczną kurację do Kijowa, Odessy i Nowofastowa (majątek Bobrowskich niedaleko Winnicy). Choroba Konrada, trwająca do czternastego roku życia, była prawdopodobnie odmianą epilepsji. W styczniu 1868 roku ciężko chory na gruźlicę i serce Apollo został zwolniony z zesłania i wraz z synem wyjechał do Polski. Po rocznym pobycie we Lwowie przeniósł się do Krakowa, gdzie zamierzał poświęcić się działalności publicystycznej; jego stan był jednak beznadziejny i 23 maja 1869 został Konrad pełnym sierotą.

Opiekę nad chłopcem przejęła najpierw babka Teofila Bobrowska, a potem, już na stałe, wuj Tadeusz Bobrowski (1829–1894). Ten bardzo inteligentny człowiek, wykształcony prawnik, cieszył się dużym poważaniem wśród ziemiaństwa polskiego na Ukrainie. Był nieufny wobec rządu carskiego, a zarazem niechętnie patrzył na „zapalone głowy” w rodzaju własnego brata Stefana i szwagra Apollona. Jako ugodowiec i zwolennik stopniowych reform gospodarczych nie wierzył w sens zbrojnego czynu niepodległościowego; był ostrożnym liberałem. Jego stosunek do siostrzeńca, początkowo oschły, z latami stawał się serdeczniejszy. W swoich zaleceniach wychowawczych dla Konrada największy nacisk kładł Bobrowski nieodmiennie na poczucie obowiązku i postępowanie według określonego planu życiowego.

W Krakowie i we Lwowie. Po śmierci ojca chłopiec mieszkał do lata 1873 roku w Krakowie na stancji przy ul. Floriańskiej. Uczył się zapewne tylko prywatnie; nie zachowały się żadne dowody uczęszczania do szkół. W roku 1873 oddano go do internatu dla sierot po powstańcach, utrzymywanego we Lwowie przez Antoniego Syroczyńskiego. W październiku 1874 roku, nie ukończywszy szkoły średniej, opuścił kraj ojczysty, by poświęcić się zawodowi marynarza.

O tej „tragicznej decyzji” Konrada Korzeniowskiego pisano bardzo wiele, wysuwając różne przypuszczenia co do jej powodów. Rozpatrywanie sprawy w kategoriach „postanowienia” samego nastolatka jest wszakże błędne. Nie był ani pełnoletni, ani majątkowo samodzielny. Zasadniczą decyzję podjął wuj Bobrowski. Dlaczego Konrad chciał wyruszyć na morze – to jedna sprawa; dlaczego mu na to pozwolono – druga. Siedemnastoletni chłopcy często marzyli i marzą o dalekich podróżach, przygodach, niezależności, oderwaniu się od tego, co uważają za „zwyczajne życie”. W tym wypadku wiemy, że Konrad sprawiał opiekunom dużo kłopotu, nie był dobrym uczniem, o sobie zaś miał wygórowane mniemanie. Dlatego na wyjazd do Francji należy patrzeć jako na wypadkową zachcianek młodego człowieka oraz pedagogicznych zamiarów wuja. Bobrowski oczekiwał prawdopodobnie, że praca fizyczna, twarde obowiązki, konieczność odpowiadania za siebie, oderwanie od wygód wywrą na siostrzeńcu pożądany wpływ. W grę wchodziły zapewne także względy zdrowotne: Konrad był chorowity i nerwowy, miewał ataki epileptyczne, więc morskie powietrze mogło mu pomóc w fizycznym okrzepnięciu. Wyjazdu nie uważano za „emigrację” (zresztą Korzeniowski, jako przebywający w Austrii poddany rosyjski, był już prawnie emigrantem), bo tysiące młodych Polaków uczyło się wówczas i zdobywało praktykę zawodową w obcych krajach. Aby zaś szkoła życia i pracy nie była zbyt ciężka, wuj przydzielił wychowankowi „pensję” w zupełnie przyzwoitej wysokości sześciuset rubli rocznie.

W Marsylii. Język francuski znał Korzeniowski dobrze od dzieciństwa. W Marsylii znalazł się pod opieką bywałego tam rodaka, a po paru tygodniach pobytu wyruszył – jako pasażer – w pierwszą podróż morską na niewielkim żaglowcu „Mont-Blanc”, płynącym do wysp Morza Karaibskiego. Wyprawa trwała od grudnia 1874 do maja 1875 roku. Drugą, pięciomiesięczną, odbył na tymże statku już jako praktykant, płynąc na Martynikę i Haiti, skąd 23 grudnia 1875 wrócił do Hawru. Lata spędzone we Francji stanowiły dla Korzeniowskiego okres bujnego i urozmaiconego życia towarzyskiego, co źle się odbijało na jego zasobach. Po jeszcze jednej podróży do Ameryki Środkowej (jako steward na barku „Saint-Antoine”, między lipcem 1876 a lutym 1877 roku) Korzeniowski wplątał się, w tajemniczych okolicznościach, w aferę związaną z przemytem, rzekomo broni dla zwolenników Don Carlosa, hiszpańskiego pretendenta do tronu. Brał wówczas udział w wyprawach, zapewne przemytniczych, małym żaglowcem do Hiszpanii. Posady na statku francuskim dostać już nie mógł, bo nie otrzymał zgody miejscowego konsula rosyjskiego.

Na początku 1878 roku wpadł w długi i jednocześnie w depresję, do której miał skłonność przez całe życie. W lutym 1878 roku usiłował popełnić samobójstwo, strzelając do siebie z pistoletu. Rana okazała się niegroźna; wezwany przez przyjaciela Konrada wuj Bobrowski popłacił długi i podwyższył zapomogę do dziewięciuset pięćdziesięciu rubli rocznie. 24 kwietnia Korzeniowski, który od pewnego czasu brał lekcje angielskiego, zaciągnął się jako marynarz na brytyjski parowiec „Mavis”, płynący na Morze Czarne.

Od marynarza do kapitana. 18 czerwca 1878 w Lowestoft, gdzie zszedł z pokładu „Mavisa”, stanął po raz pierwszy na ziemi angielskiej. Przez następnych osiem lat, służąc na statkach brytyjskich (przeważnie żaglowcach), awansował stopniowo w zawodzie i składał kolejne egzaminy oficerskie. Stopień kapitana otrzymał 11 listopada 1886. W sierpniu tegoż roku uzyskał (ponaglany przez opiekuna) obywatelstwo brytyjskie. Ponieważ jednak był nadal poddanym rosyjskim, obowiązanym do wieloletniej służby wojskowej, nie mógł myśleć o odwiedzeniu stron rodzinnych. Z wujem Bobrowskim, który go stale wspomagał finansowo – co umożliwiało Korzeniowskiemu dłuższe przerwy między rejsami i przygotowanie się do egzaminów – widział się raz tylko w roku 1883, przez parę tygodni w Mariańskich Łaźniach i Cieplicach, ale nieustannie prowadził z nim obszerną i coraz serdeczniejszą korespondencję. Listy Konrada spłonęły w roku 1917 w Kazimierówce, spalonej przez rewolucjonistów; zachowane listy Bobrowskiego stanowią główny dokument dla biografii przyszłego pisarza w latach 1874–1893.

Poza krótszymi rejsami Korzeniowski odbył w ciągu ośmiu lat pięć wielkich podróży: dwie do Australii, jedną na Archipelag Malajski i dwie do Indii. Dyplom kapitański wcale jednak nie zapewniał mu posady dowódcy statku. W ciągu 1887 roku Korzeniowski pływał nadal jako pierwszy oficer. Szczególnie owocne dla jego twórczości okazały się ostatnie cztery miesiące tego roku, które spędził na małym kabotażowcu parowym „Vidar”, kursującym między lokalnymi portami Borneo i Celebesu; z tamtych stron wywodzą się bohaterowie pierwszych książek Conrada.

3 grudnia 1887 Korzeniowski skończył trzydzieści lat i zapomogi wuja ustały. Bobrowski notuje w swoim memoriale, zatytułowanym Dla wiadomości Kochanego Siostrzeńca mojego, Konrada Korzeniowskiego: „Wyprowadzenie [...] p. Konrada na człowieka kosztowało 17 454 [ruble]. (Oprócz danych na kapitał 3600)”[1].

Wkrótce potem, 24 stycznia 1888, Korzeniowski objął w Bangkoku komendę barku „Otago”, płynącego do Australii. Przez czternaście miesięcy pracy na stanowisku kapitana okazał się zarówno sprawnym żeglarzem, jak i zręcznym handlowcem. Wówczas to, jedyny raz, dowodził morskim statkiem.

Na rozdrożu. Osiągnięcie szczytu kariery marynarskiej nie stało się dla Korzeniowskiego podstawą życiowej stabilizacji. Wręcz przeciwnie, otworzyło nowy okres niepewności i poszukiwań. Posadę dowódcy „Otago” porzucił zapewne z powodu rekuzy, otrzymanej na wyspie Mauritius od panny Eugénie Renouf. Nie chciał chyba wracać na miejsce porażki, a „Otago” kursował właśnie między Australią a Mauritiusem. W połowie 1889 roku przypłynął do Europy jako pasażer parowca i zastał wiadomość o zwolnieniu z poddaństwa rosyjskiego. Czas jakiś pracował w londyńskiej spółce handlowej Barr, Moering & Co., której był (za wujowe pieniądze) udziałowcem, i rozglądał się za nową posadą.

W tym to okresie, wczesną jesienią 1889 roku, zaczął pisać – trochę z braku innych zajęć, jak twierdził – swoją pierwszą powieść: Szaleństwo Almayera. Równocześnie rozpoczął starania o pracę w Afryce – w nowej, ale już głośnej i potężnej Belgijskiej Spółce Akcyjnej do Handlu z Górnym Kongiem. Pertraktacje posuwały się powoli, a tymczasem Korzeniowski, korzystając z nowo otwartej możliwości, wyruszył – po dwudziestu trzech latach – w rodzinne strony. 10 lutego 1890 zatrzymał się na kilka dni w Warszawie; w wujowej Kazimierówce pod Winnicą zabawił dwa miesiące, do 18 kwietnia. Na Ukrainie doszła go wiadomość, że dzięki poparciu zamieszkałej w Brukseli Marguerite Poradowskiej, wdowy po kuzynie Bobrowskich Aleksandrze Poradowskim, obiecano mu posadę dowódcy rzecznego parowczyka, obsługującego stacje handlowe Spółki nad Kongiem. Wyjechał pospiesznie, by objąć stanowisko, i 7 czerwca znalazł się już w Boma, u ujścia wielkiej rzeki.

W Kongu. Pobyt Korzeniowskiego w Kongu był krótki, ale brzemienny w następstwa natury tak fizycznej, jak intelektualnej. Wyruszał w nastroju buńczucznym; w listach do „wujenki” Poradowskiej (z którą w latach 1890–1895 flirtował korespondencyjnie w tonie podniośle artystycznym) przybierał pozę filozoficznego ryzykanta; wujowi powiedział coś poważnie o „misji cywilizacyjnej”, której miał się stać cząstką[2]. Kontrakt opiewał na trzy lata.

Korzeniowski wysiadł na ląd 13 czerwca w Matadi, najdalszym porcie nad Kongiem, do którego docierały statki morskie. Już podczas dwutygodniowego pobytu w tej administracyjno-handlowej osadzie jego nastrój zaczął się zmieniać. Notował w dzienniku: „Duże zwątpienie w przyszłość. Myślę, że życie między tymi ludźmi (białymi) nie może być zbyt przyjemne. Mam zamiar unikać znajomości, o ile to tylko będzie możliwe”[3]. 28 czerwca karawana, złożona z dwu białych i trzydziestu jeden czarnoskórych tragarzy, wyruszyła w ponadtrzystukilometrową drogę do Kinszasy. Wędrówka była uciążliwa: klimat ciężki, wilgotny, w dzień upał, w nocy zimno; nieustanne ataki moskitów, kraj wyludniony, brak świeżej wody, koło ścieżki niekiedy zwłoki Murzynów. Towarzysz Korzeniowskiego chorował, on sam też zapadł na pierwszy atak febry, co zmusiło go do sie­dem­nas­to­dnio­we­go postoju. 3 sierpnia przybyli wreszcie do Kinszasy, gdzie okazało się, że parowczyk „Florida”, którym Korzeniowski miał dowodzić, został uszkodzony. Zamiast kapitanem mianowany został pierwszym oficerem na piętnastotonowej szalupie parowej „Roi des Belges”, która 4 sierpnia, dzień po przybyciu Korzeniowskiego do Kinszasy, wyruszyła w górę Konga do Stanley Falls. Na pokładzie znajdował się m.in. dyrektor Spółki na terenie Konga, Camille Delcommune.

1 września „Roi des Belges”, po przebyciu tysiąca siedmiuset kilometrów, zawinął do Stanley Falls i po paru dniach wyruszył w podróż powrotną, zabierając ciężko chorego kierownika stacji handlowej, Georges’a-Antoine’a Kleina. Kapitan statku rozchorował się i Korzeniowski objął – ale tylko zastępczo i na krótko – dowództwo nad parowczykiem, który 24 września wrócił do Kinszasy. Belg Klein zmarł na pokładzie trzy dni wcześniej.

Stosunki Korzeniowskiego z pracodawcami, od początku niedobre, stale się pogarszały. Pisał do Poradowskiej:

Wszystko tutaj wydaje mi się antypatyczne. I ludzie, i rzeczy; ale szczególnie ludzie. W ich mniemaniu ja również jestem antypatyczny. [...] Dyrektor jest zwykłym handlarzem kości słoniowej, pełnym niskich instynktów; uważa siebie za handlowca, a w istocie jest czymś w rodzaju afrykańskiego sklepikarza. Nazywa się Delcommune[4].

Nie dawano mu nadziei na rychłą komendę statku; jego pozycja była nieprzyjemna i niejasna. Czuł się coraz gorzej, miał już cztery ataki febry. Rozczarowanie do całej afrykańskiej imprezy wzięło górę nad niechęcią zrywania kontraktu – i 19 września zawiadomił wuja o zamiarze niezwłocznego powrotu do Europy. Ale do Matadi przybył dopiero 4 grudnia, a w Londynie znalazł się w pierwszych dniach stycznia, poważnie chory, niepewny przyszłości, rozgoryczony po „cywilizacyjnej misji”.

Choroba. Przez większą część 1891 roku Korzeniowski odchorował wyprawę afrykańską: po miesięcznym pobycie w szpitalu nastąpiła dłuższa rekonwalescencja i kuracja wodna w Champel koło Genewy. Zły stan zdrowia wpływał na posępny nastrój („My Dear Pessimist”, zwrócił się do niego wuj w jednym z listów[5]) i niezdecydowanie w planach – oraz utrudniał pracę zawodową. Przez wiele miesięcy nie był w stanie przyjąć żadnej posady i dopiero w sierpniu podjął dorywcze zajęcia w biurze Barr, Moering & Co. Na morze powrócił w listopadzie, czternaście miesięcy po zrezygnowaniu z pracy w Kongu.

Żagiel i pióro. 19 grudnia 1891 zaciągnął się, jako pierwszy oficer, na kliper pasażerski „Torrens”, słynny z rekordowo szybkich rejsów do Australii. Do 27 lipca 1893, kiedy zszedł ze statku, Korzeniowski odbył na „Torrensie” dwie podróże z Londynu do Adelaide. Podczas drugiej poznał młodego Johna Galsworthy’ego, przyszłego głośnego pisarza, i zaprzyjaźnił się z nim na resztę życia. Kontynuował pracę nad Szaleństwem Almayera, wiele czytał i coraz poważniej myślał o literaturze.

W sierpniu 1893 roku po raz ostatni pojechał na miesięczne odwiedziny do Kazimierówki. Po powrocie do Londynu, gdzie już od paru lat wynajmował dwa umeblowane pokoje przy Gillingham Street, znowu nie mógł znaleźć pracy. Dopiero w listopadzie otrzymał posadę drugiego oficera na parowcu „Adowa”, który jednak nigdy nie wyszedł w morze, ponieważ upadło kontraktujące go przedsiębiorstwo. 18 stycznia Korzeniowski zszedł z pokładu statku – nie zdając sobie sprawy, że porzuca swoje ostatnie marynarskie stanowisko.

10 lutego 1894 umarł Tadeusz Bobrowski, najbliższy Korzeniowskiemu członek rodziny. „Wydaje mi się – pisał do Poradowskiej – że wszystko we mnie umarło”[6]. Więź z Polską uległa rozluźnieniu. Bobrowski zostawił siostrzeńcowi spadek w wysokości piętnastu tysięcy rubli, co zapewniało mu, przynajmniej na kilka lat, finansową niezależność. Nie będzie przesady w stwierdzeniu, że pomoc Bobrowskiego umożliwiła Korzeniowskiemu nie tylko karierę marynarską, ale także pisarską. Poświęcenie Szaleństwa Almayera „Pamięci T. B.” było zasłużonym aktem hołdu.

Korzeniowski miał nadal trudności ze znalezieniem posady, a tymczasem półświadomie dryfował w stronę nowego zawodu: 24 kwietnia ukończył rękopis Szaleństwa Almayera i po gruntownej rewizji przesłał w lipcu do wydawcy.

Debiut pisarski. Powieść została przyjęta 4 października 1894 przez znane londyńskie wydawnictwo T. Fisher Unwin i ukazała się, podpisana pseudonimem „Joseph Conrad”, w kwietniu roku następnego. Jeszcze w sierpniu 1894 roku, podczas kolejnego pobytu kuracyjnego w Champel, Korzeniowski zaczął następną powieść pt. Wyrzutek. Na pisanie poświęcał teraz prawie cały swój czas; starał się, co prawda, o posadę, ale marny stan zdrowia stawiał pod znakiem zapytania możliwość rychłego powrotu na morze. Natomiast dobre przyjęcie przez krytykę jego debiutu oraz zachęty nowych znajomych-literatów, a przede wszystkim wybitnego krytyka Edwarda Garnetta, skłaniały Conrada, mimo ciągłych wahań i wątpliwości, do dalszej pracy pisarskiej. Pozwalał na nią także brak bezpośredniej potrzeby zarobkowania. Wyrzutek ukazał się drukiem na początku marca 1896 roku.

Małżeństwo. Trzy tygodnie później, 24 marca 1896, Konrad Korzeniowski ożenił się z Angielką Jessie George, pracownicą biurową poznaną dwa lata wcześniej za pośrednictwem wspólnych znajomych. Młodsza od niego o piętnaście lat, pochodziła z niezamożnej rodziny drobnomieszczańskiej; była osobą o skromnym wykształceniu i niezbyt szerokich horyzontach intelektualnych. Miała natomiast wielki talent opiekuńczy, dobry humor, gospodarność i niezachwianą cierpliwość.

Bezpośrednio po ślubie młode małżeństwo wyjechało na pół roku do Bretanii, gdzie Conrad intensywnie pracował nad nowelami i powieścią, znowu „malajską”, Ocalenie; miał ją ukończyć dopiero w roku 1919. W czasie pobytu w Bretanii spotkała Korzeniowskiego katastrofa finansowa: krach przedsiębiorstwa, w które włożył prawie wszystkie posiadane pieniądze. Nieoczekiwanie stanął przed koniecznością stałego zarobkowania na bieżące potrzeby.

Lata wielkiej pracy i zgryzot. Okres 1897–1910 to lata najbardziej wytężonej i owocnej pracy pisarskiej Conrada, a zarazem największych kłopotów, licznych chorób, kryzysów twórczych i załamań nerwowych. W zestawieniu z wcześniejszą zmiennością tryb jego życia stał się jednostajny. Mieszkał wciąż w wynajmowanych domach wiejskich na prowincji południowoangielskiej, w odległości godziny albo mniej koleją od Londynu, gdzie często bywał w interesach wydawniczych lub odwiedzał przyjaciół. Urodzili mu się dwaj synowie: Borys Alfred (1898) i John (1906). Za granicę wyjeżdżał z rodziną czterokrotnie: w roku 1900 do Belgii, w 1905 na Capri i dwa razy w 1906 do Montpellier.

Treścią życia stało się pisanie, z ogromnym wysiłkiem, wśród wątpliwości i niepokojów. Conrad był powieściopisarzem wyjątkowo dbałym o kształt artystyczny swoich utworów, sprawy rzemiosła literackiego traktował ze skrupulatną powagą; zarazem jednak był twórcą pracującym niesystematycznie, natchnieniowo, w stanie jakby bolesnego uniesienia. Pisał zwykle powoli. Trudność sprawiała mu angielszczyzna: był świadomym celu, kunsztownym stylistą, ale pisał w języku, którego uczyć się zaczął już jako człowiek dorosły i którym do końca życia mówił z wyraźnym cudzoziemskim akcentem. Posługiwał się więc narzędziem opornym i wymykającym się spod pełnej kontroli.

Każda kolejna książka była okupiona olbrzymim wysiłkiem psychicznym; ukończenie każdej odchorowywał. A pracować musiał pod naciskiem pilących potrzeb, pod ciągłą groźbą niedostatku, terminowych długów, niepłaconych rachunków. Przyjaciele musieli go wielokrotnie wspomagać pożyczkami, a jego agent literacki – zaliczkami, wydawanymi na miesiące i lata przed wypełnieniem kontraktu. Dwa razy udzielono mu, jako pisarzowi wybitnemu, a mało popularnemu, specjalnej zapomogi rządowej. Recenzenci chwalili jego powieści i nowele, szybko zyskał reputację twórcy wybitnie utalentowanego i oryginalnego oraz uznanie innych znakomitych pisarzy (np. Henry’ego Jamesa), ale książki rozchodziły się słabo i honoraria otrzymywał niskie.

Ogłosił w tych latach kolejno: Murzyna z załogi „Narcyza” (1897), tomOpowieści niepokojące (1898), Lorda Jima (1900), zbiór opowiadań Młodość – Jądro ciemności – U kresu sił (1902), tom nowel z Tajfunem (1903), następnie Nostroma (1904), Zwierciadło morza (1906), Tajnego agenta (1907), Sześć opowieści (1908), Ze wspomnień (1909; wyd. książkowe: 1912) i W oczach Zachodu (1911). Efektem nawiązanej w roku 1899 i trwającej przez trzy lata współpracy z młodym pisarzem angielskim Fordem Madoxem Huefferem (1873–1939), który później zmienił nazwisko na Ford Madox Ford, były dwie powieści: Spadkobiercy (1901) i Przygoda (1903), uznane za słabsze od własnego dorobku Conrada.

Powodzenie. Paradoksalnie sukces czytelniczy i finansowy odniósł Conrad powieścią, która nie należy do jego najcenniejszych utworów: Chance (1913; tytuły przekładów polskich: Traf, Los, Gra losu). 21 stycznia 1912 wielki dziennik amerykański „New York Herald” rozpoczął w odcinkach druk Gry losu (rękopis książki ukończył dwa miesiące później) – i od tej chwili datuje się światowa popularność Conrada. W tym samym roku wydał tom nowel Między lądem a morzem i zaczął pracę nad następną powieścią, Zwycięstwem. W ciągu kilkunastu miesięcy pospłacał długi i wyzbył się nareszcie kłopotów materialnych.

Podróż do Polski. 25 lipca 1914 rodzina Korzeniowskich wyjechała do Polski, zaproszona tam przez teściową poznanego niedawno Józefa Hieronima Retingera (1888–1960), młodego literata i działacza politycznego. 30 lipca, dwa dni po wypowiedzeniu wojny Serbii przez Austro-Węgry, przybyli do Krakowa, gdzie zastała ich powszechna mobilizacja i rozszerzenie się konfliktu na Rosję i Niemcy. Aby pozostać na uboczu wojennego zamieszania, wyjechali po paru dniach do Zakopanego. Zamieszkali w willi „Konstantynówka”, należącej do Zagórskich, dalekich kuzynów Bobrowskich. Jako obywatelowi wrogiego mocarstwa groziło Conradowi internowanie, ale wpływowi polscy znajomi otoczyli rodaka opieką. Dwumiesięczny pobyt w Zakopanem stał się dla niego okresem ponownego wejścia w krąg polskich spraw i zagadnień, tak politycznych, jak literackich[7].

8 października, po uzyskaniu z trudem odpowiednich zezwoleń, Korzeniowscy wyjechali przez Kraków i Wiedeń do Genui, a stamtąd statkiem dotarli do Anglii.

Okres wojny. Po powrocie do Anglii Conrad przez parę tygodni chorował; na ogólną apatię i zniechęcenie skarżył się przez dłuższy czas. Jednak w ciągu roku 1915 – kiedy ukazało się ukończone na krótko przed wyjazdem do Polski Zwycięstwo oraz tom nowel Wśród prądów – napisał jeden z najlepszych swoich późnych utworów, Smugę cienia. Ta dłuższa opowieść, wydana w roku 1917, jest dedykowana Borysowi, który od stycznia 1916 roku walczył na froncie francuskim.

W sierpniu 1916 roku Conrad złożył w brytyjskim Ministerstwie Spraw Zagranicznych memorandum w sprawie odbudowy niepodległej Polski z dostępem do morza, pod gwarancyjnym protektoratem Anglii i Francji[8]. W listopadzie tegoż roku spędził dwa tygodnie na pokładzie brygantyny „Ready”, statku przeznaczonego do zwalczania łodzi podwodnych.

Schyłek życia. Mimo chronicznie marnego stanu zdrowia (dolegał mu zwłaszcza reumatyzm) ostatnich sześć lat życia Conrada było bardziej urozmaiconych niż wiele poprzednich. Pracował znacznie wolniej i pisał mniej; wydał w tym okresie Złotą strzałę (1919), Ocalenie (1920), tom artykułów i szkiców O życiu i literaturze (1921) orazKorsarza (1923). Dokonał przeróbki dramatycznejTajnego agenta (1920) i jedynego w życiu przekładu: komedii Brunona Winawera Księga Hioba (1921). Uwolniony od kłopotów finansowych, poświęcał wiele czasu na stosunki towarzyskie, często goszcząc w swoim domu przyjaciół i znajomych, wśród których po roku 1920 było coraz więcej Polaków. Jego korespondencja z Polską ogromnie się ożywiła. Wykazywał duże zainteresowanie sprawami ojczyzny, zwłaszcza w okresie walk o wytyczenie jej granic[9]; stronił jednak od wszelkiej działalności o charakterze reprezentacyjnym. Zajmował się żywo tłumaczeniami swoich utworów na polski, rezygnując z jakichkolwiek własnych dochodów.

W roku 1921 odbył dziesięciotygodniową wycieczkę na Korsykę. Dwa lata później spędził, na zaproszenie wydawcy, miesiąc w Stanach Zjednoczonych. Żona i syn Borys wspominali, że w ostatnim okresie życia często mawiał o powrocie na stałe do Polski. 26 maja 1924 odmówił przyjęcia ofiarowanego mu przez króla Jerzego V tytułu szlacheckiego. 3 sierpnia 1924 zmarł na atak serca. Pochowany został na cmentarzu w Canterbury.

Pośmiertnie wydano zbiór nowel Opowieści zasłyszane (1925), niedokończoną powieść Suspense (1925; tytuły przekładów polskich: Oczekiwanie, W zawieszeniu) i tom artykułów Ostatnie szkice (1926).

II. TWÓRCZOŚĆ CONRADA:PRZEGLĄD PODSTAWOWYCH ZAGADNIEŃ

Tom niniejszy zawiera teksty sześciu utworów Conrada: czterech opowiadań oraz dwu powieści – w obrębie obu części zachowano układ chronologiczny.

Kryteria wyboru opowiadań były różne. Chciałem pokazać tak mistrzostwo, jak i rozmaitość prozy Conrada. Jądro ciemności to jeden z najpowszechniej na całym świecie znanych tekstów literackich; sam jego tytuł wszedł do obiegowego słownictwa światowego. Młodość stanowi artystyczną i nastrojową wizytówkę Conrada, Pojedynek ilustruje równocześnie historyczne i etyczne fascynacje autora, Książę Roman z kolei jest jedynym utworem Korzeniowskiego całkowicie poświęconym sprawom polskim.

Nie trzeba wyjaśniać zamieszczenia w tym wyborze Lorda Jima: była to w Polsce w latach 1930–1960 najpopularniejsza powieść Conrada, a podczas drugiej wojny światowej utwór kultowy wśród konspirującej młodzieży. Jest to zarazem dla Conrada powieść szczególnie charakterystyczna. Można powiedzieć, że nikt inny nie mógłby jej napisać. Kompozycyjnie i treściowo bardzo złożona, wręcz zagadkowa, i przez sam ten fakt wymaga analizy.

Tajfun można z punktu widzenia artystycznego uznać za drugi biegun literackiej sprawności autora. Narracja jest bezpośrednia, ale zarazem polifoniczna, rozłożona na kilka nakładających się na siebie głosów.

Tradycje literackie. Conrad był pisarzem angielskim mało zawdzięczającym tradycjom literatury, w której zajął pozycję jednego z czołowych nowoczesnych prozaików. Spośród Anglików najsilniej inspirował go Shakespeare[10], ale odległy w czasie i formie artystycznej, nie mógł odegrać kluczowej roli w kształtowaniu Conradowskiej sztuki powieściowej.

Na jego świadomie tworzony artyzm słowa oddziałały dwie literatury, znane Conradowi dawniej niż angielska: polska literatura romantyczna i francuska proza realistyczna. Wiele charakterystycznych problemów moralnych i moralno-społecznych, typy bohaterów, przyroda jako współgrające tło ludzkich nastrojów i losów, podniosła retoryka rozważań filozoficzno-politycznych – przeszło do twórczości Conrada z dzieł Słowackiego, Mickiewicza i pomniejszych romantyków polskich, włączając ojca pisarza. Był to wpływ głęboki, choć trudno uchwytny. Rzadko przejawiał się w bezpośrednich zapożyczeniach, dotyczył raczej ogólnych kategorii myślowych i wyobrażeniowych niż szczegółowych treści. I chociaż Conrad powiedział w wywiadzie: „Polskość [...] wziąłem do dzieł swoich przez Mickiewicza i Słowackiego”[11], to konkretnych wyznań na temat stosunku do poszczególnych pisarzy polskich zostawił bardzo niewiele.

Innego rodzaju był wpływ literatury francuskiej: dotyczył głównie samego pisarskiego rzemiosła. Wzorem całkowitego oddania się pracy literackiej, dążenia do rzeczowej sumienności wobec przedmiotu był dla Conrada Gustave Flaubert. Nie mniej ważny był przykład ucznia Flauberta, Guy de Maupassanta, którego twórczością pisarz był, wedle własnych słów, „przesiąknięty”[12]. Podziwiał realizm Maupassanta, baczny a pozbawiony zarówno subiektywizmu, jak uczuciowości, jego trzeźwe, wszystkowidzące, beznamiętne – co najwyżej ironiczne – widzenie ludzkich spraw. Podziwiał i, jak świadczą liczne zapożyczenia, starał się na autorze Baryłeczki wzorować[13].

Wpływy Flauberta i Maupassanta są widoczne zwłaszcza we wczesnej twórczości Conrada, do Murzyna z załogi „Narcyza” włącznie. Później Conrad wytworzył własny typ narracji, z charakterystycznym motywem podstawionego narratora, który bywa często i współbohaterem, oraz z licznymi przestawieniami czasowymi. W strukturze jego powieści i nowel widzimy swoistą symbiozę poetyki realistycznej z tradycjami romantycznymi. Jednocześnie ujawniają się w twórczości Conrada wpływy innych pisarzy: Henry’ego Jamesa, Anatole’a France’a i Fiodora Dostojewskiego. James, mistrz subtelnej analizy moralno-psychologicznej i kunsztownej kompozycji fabularnej, wpłynął na Conrada ukazywaniem zdarzeń przez pryzmat określonej świadomości. France, wykwintny sceptyk i ironista, nieufny wobec natury ludzkiej i całej tradycji Rousseau, był Conradowi bliski w swojej krytycznej postawie intelektualnej. Dostojewski natomiast, podejmujący z namiętnym rozmachem zasadnicze problemy filozoficzne, polityczne i moralne, a wyznający przeciwstawne Conradowi poglądy, prowokował do ostrej polemiki, której głównym wyrazem jest powieść W oczach Zachodu.

Okres prób.Szaleństwo Almayera, Wyrzutek, niedokończone Siostry, tom nowel Opowieści niepokojące orazMurzyn z załogi „Narcyza” – to książki, które możemy określić jako próby znalezienia przez Conrada własnej drogi twórczej. W Szaleństwie... i Wyrzutku znajdujemy zapowiedzi typowej dla niego problematyki: konflikt kultur, samotność jednostki, zderzenie złudzeń i rzeczywistości, współodpowiedzialność za innych ludzi itd. Ale budowa obu powieści jest tradycyjnie prosta, kwiecisty styl ześlizguje się czasem w banał, a często w patos. Te dwie powieści są też, na tle całego dorobku Conrada, najbardziej w duchu epoki: panuje w nich charakterystyczny dla fin de siècle’u nastrój zniechęcenia i upadku, dominują obrazy rozkładu i śmierci, bujne, egzotyczne tło symbolizuje drapieżną, przeciwludzką żywotność przyrody.

Odłożone wkrótce po rozpoczęciu Siostry zawierają, jedyny raz u Conrada, spojrzenie na cywilizację Zachodu z perspektywy Rosji.

W Murzynie... wprowadził Conrad po raz pierwszy narrację pośrednią: zdarzenia opowiedziane są przez jednego z członków załogi „Narcyza”. Jednakże ten podstawiony narrator jest jeszcze nieokreślony i trochę sztuczny (bo praktycznie wszechwiedzący); jego głos symbolizuje „ducha załogi”. Jedyny raz w utworach Conrada mamy do czynienia ze zbiorowością jako głównym bohaterem utworu. Stylistycznie powieść jest nieporównanie bardziej dojrzała i jednolita niż poprzednie tomy; ogólnie biorąc, stanowi najznakomitszy produkt terminowania u francuskich realistów. I tutaj znajdujemy typowo Conradowskie motywy zderzenia się porządku i anarchii, sentymentu i obowiązku – ale przedstawione jeszcze w sposób tradycyjny.

Wielkie powieści. Pierwszymi utworami Conrada uznawanymi za dojrzałe i typowe są opowiadania Młodość i Jądro ciemności. Za szczytowe osiągnięcia powieściowe uchodzą prawie jednogłośnie Lord Jim, Nostromo, Tajny agent i W oczach Zachodu.

Zwłaszcza o pierwszej spośród tych czterech powiedzieć można, że trudno sobie wyobrazić, by mógł ją napisać ktoś inny. Narrator będący współtwórcą akcji, główny bohater oglądany pod różnymi kątami przez kilku obserwatorów, mozolne dochodzenie do prawdy o człowieku i jego postępowaniu, centralny problem winy i zadośćuczynienia, ujęty w kategoriach honoru straconego i odzyskanego, przeciwstawienie wyobraźni i marzenia – oto główne składniki strukturalne Lorda Jima, najpopularniejszej i, moim zdaniem, najświetniejszej książki w dorobku pisarza.

O cztery lata późniejszy Nostromo jest najobszerniejszą i z największym wysiłkiem pisaną powieścią Conrada. Zawiera rozbudowany obraz wyimaginowanego społeczeństwa: akcja toczy się w fikcyjnej republice środkowoamerykańskiej. Burzliwe dzieje Costaguany są jakby metaforycznym streszczeniem historii kapitalizmu w krajach półkolonialnych. Oskarżenie świata „interesów materialnych” współwystępuje z krytyką rewolucyjnego populizmu. Złożoności fabuły wtóruje skomplikowany tok narracji. Rozmach i bogactwo treści Nostroma, trzymane w spoistych ramach artystycznych przez wyrazistość symboliki, sprawiają, że wielu krytyków tę właśnie książkę uważa za szczytowe osiągnięcie Conrada.

Tajny agent, makabryczna powieść o londyńskim prowokatorze, infiltrującym za carskie pieniądze środowisko międzynarodowych pseudorewolucyjnych anarchistów, to najbardziej konsekwentnie ironiczny utwór Conrada. Przedmiotem ironii, przechodzącej w jadowity sarkazm, są zarówno przedstawiciele istniejącego porządku, jak i zwolennicy jego burzenia. Akcja toczy się na bezdusznym, niszczącym międzyludzkie więzi tle wielkiego miasta.

W oczach Zachodu, chociaż jest to także powieść ponura i niewolna od makabry, różni się dystansem, z jakiego patrzy na opisywane i niezupełnie rozumiane losy rosyjskich emigrantów narrator – Anglik, genewski nauczyciel języków (to on jest tytułowymi „oczyma Zachodu”). Znowu podejmuje w niej Conrad problem winy i kary, tym razem na tle politycznym. Męczennikowi buntu przeciw samodzierżawiu, Haldinowi, przeciwstawiony jest główny bohater, donosiciel Razumow, ofiara tak carskiej policji, jak i własnego wyrozumowanego oportunizmu politycznego. Mottem powieści, w której odnajdujemy uderzające echa Ustępu III części Dziadów, są słowa siostry straconego rewolucjonisty, Natalii Haldin: „Wolność przyjęłabym z każdej ręki, jak człowiek głodny chwyta kawałek chleba”[14].

Tematyka morska. Dla wielu czytelników Conrad jest przede wszystkim pisarzem marynistycznym. Naprawdę jednak utwory o tematyce morskiej stanowią w jego twórczości wyraźną mniejszość. Spośród czterdziestu czterech ukończonych utworów (dwanaście powieści, dwie krótkie powieści, dwa tomy szkiców, dwadzieścia osiem nowel) tylko jedenaście dotyczy morza w całości lub przeważnie, a siedem – częściowo.

Sam Conrad niejednokrotnie zżymał się na krytyków określających go jako marynistę. Morze, twierdził, rzadko bywało treścią jego utworów; jeżeli w nich występowało, to jako tło ludzkich spraw[15]. Spośród wszystkich „morskich” powieści i nowel Conrada tylko w czterech (Murzyn..., Młodość, Tajfun i Smuga cienia) rozwój wydarzeń dyktowany jest przez czynniki pozaludzkie: sztormy i cisze, dziurawe lub uszkodzone statki, huragany. Ale i tutaj nie chodzi bynajmniej o „przygody”, lecz o pokazanie reakcji bohaterów na opisywane szaleństwa żywiołów.

Na tle tego samego morza, w analogicznych nieraz sytuacjach, umieszcza Conrad rozmaite postacie bohaterów, przeprowadzając próbę ich sił – fizycznych i moralnych. Najbardziej popularne utwory „morskie” Conrada to dwie krótkie powieści: Tajfun i Smuga cienia. Bohaterami obu są dowódcy statków; ośrodkiem wydarzeń jest w obu wypadkach reakcja kapitanów na kataklizmy: potężny tajfun i długotrwałą ciszę, która unieruchamia żaglowiec. Jakościową różnicę tych niebezpieczeństw symbolizuje kontrast obu utworów: Tajfun napisany jest w formie bezosobowej, epicko obiektywnej narracji – Smuga cienia to opowieść-wspomnienie głównego bohatera; kapitan MacWhirr z Tajfunu jest prostoduszny i pozbawiony wyobraźni – dowódca statku w Smudze... obdarzony jest bystrą inteligencją i umie wczuwać się w nastroje innych ludzi; itd.

Wartość marynarskiego tła polega dla Conrada nie tylko na tym, że pobudza wyobraźnię i przykuwa uwagę czytelników, ale i na tym, że stwarza jakby laboratoryjnie uproszczone sytuacje psychiczne i międzyludzkie. Jak mówi Marlow w Grze losu: „Życie na morzu, które stawia tyle wymagań, ma tę wyższość nad życiem na lądzie, że jego żądania są proste i nie można się od nich uchylić”[16]. Prostota morskich sytuacji polega na dwu czynnikach: po pierwsze, obowiązki i zasady współżycia ludzi na morzu są dyktowane przez sztywne reguły kodeksu zawodowego; po drugie, samo morze, wystawiające ludzi na najcięższe próby, jest na ich los zupełnie obojętne i jednakowo „traktuje” bohaterów i łajdaków. Ta wyniosła obojętność morza sprawia, że bywa ono u Conrada nie tylko tłem, ale i symbolem: symbolem wolności od ziemskich uzależnień. Stary Garibaldczyk Viola mówi w Nostromie: „morze, które nie znało królów, księży i tyranów, jest najświętsze. [...] Duch wolności unosi się nad wodami”[17].

Powieści „kobiece”. Głównymi, a często i wyłącznymi bohaterami wszystkich prawie utworów Conrada, ukończonych przed rokiem 1911, są mężczyźni. W późniejszych o wiele częściej na pierwszy plan wysuwają się kobiety. Dotyczy to zwłaszcza powieści: poza Korsarzem, który jest jakby uproszczoną antologią własnych wątków i motywów (i gdzie sprawy sercowe odgrywają znaczną rolę), akcja czterech pozostałych, napisanych w latach 1911–1919, wprawiana jest w ruch przez bohaterki. Flora de Barral jest ośrodkiem zawiłej fabuły Gry losu; postać Leny stoi w centrum Zwycięstwa; pani Travers jest przyczyną oszołomień i błędów Lingarda w Ocaleniu; Doña Rita de Lastaola jest feralną heroiną Złotej strzały.

Zwycięstwo ma swoich zwolenników, którzy podziwiają kunsztowną budowę powieści[18] i analizę charakteru Axela Heysta, jej biernego głównego bohatera. Pozostałe trzy powieści, a także Korsarz, są niemal powszechnie uznawane za słabsze od najlepszych w dorobku pisarza, słabsze nawet od jego pierwocin. Od czasu ukazania się głośnej książki Thomasa Mosera[19] dosyć powszechnie przyjęło się w krytyce łączyć wyraźne obniżenie artystycznego lotu przez Conrada w ostatnich dwunastu latach życia z podejmowaniem przez niego tematów miłosnych. Miłość nazwał Moser „niewdzięcznym tematem” Conrada. Sąd Mosera poparli inni krytycy amerykańscy i angielscy, a także biograf-psychoanalityk, Bernard C. Meyer.

Teoria ta wygląda kusząco – zwłaszcza, jeżeli się weźmie pod uwagę, że w jedynym późnym utworze Conrada, który cieszy się nadal dobrą opinią, Smudze cienia, nie ma ani śladu kobiety. Trudno wszakże przyjąć tę koncepcję bez zastrzeżeń, chociażby dlatego, że nie jest pewne, co mamy uznawać za przyczynę, a co za skutek. Skupienie uwagi na zagadnieniach erotycznych może być powodem twórczej jednostronności; ale też konwencjonalna romansowość może być tylko jednym z objawów słabnięcia sił twórczych, obok objawów innych, takich jak banalność stylu i uproszczenie problematyki moralnej. Musimy tu poprzestać na stwierdzeniu faktu, powstrzymując się od jego interpretacji.

Tradycje społeczno-kulturowe. Conrad lubił się w listach półżartobliwie nazywać „polskim szlachcicem”. Określenie to nie było tylko kokieterią: ani pochodzeniem, ani tradycjami kulturowymi nie miał Korzeniowski herbu Nałęcz nic wspólnego z dominującym w zachodniej Europie mieszczaństwem. Swojej niechęci do tej warstwy społecznej dawał niejednokrotnie cierpki wyraz.

Krytycy angielscy wiele razy wypominali Conradowi „obsesyjne” zajmowanie się sprawami honoru – które dla kultury szlacheckiej są oczywiście pierwszoplanowe. Podobnie jest z innymi tak częstymi u Conrada motywami: wierności, odwagi, kultu przyjaźni.

Sprawy majątkowe, o których tyle czytamy we współczesnych mu powieściach, w dziele Conrada zajmują mało miejsca; jeżeli jest o nich mowa, to albo (jak w Nostromie) w aspekcie społecznym, jako o „interesach materialnych”, wywierających niszczycielski wpływ na życie zbiorowe i jednostkowe, albo – jak w wielu innych utworach – w tonie otwarcie ironicznym. Duch utylitaryzmu jest twórczości Conrada zupełnie obcy. Na czoło wysuwają się nietypowe dla literatury angielskiej tego okresu problemy honoru i godności osobistej, wierności dobrowolnie przyjętym zobowiązaniom, bezinteresownej przyjaźni i lojalności. Wśród cech charakteru, którymi odznaczają się aprobowani przez autora bohaterowie, doniosłe miejsce zajmują cnoty, które zwykło się nazywać żołnierskimi. Charakterystyczna jest terminologia, której Conrad używa na określenie międzyludzkiej solidarności: tak np. tytułowy bohater Lorda Jima marzy o powrocie na swoje „miejsce w szeregach” (s. 506). Owe cnoty przejawiają zazwyczaj marynarze. Warto tu zwrócić uwagę, że Alfred de Vigny, którego książki Conrad znał od dzieciństwa (Apollo Korzeniowski je tłumaczył), piewca honoru oraz „niedoli i wielkości wojskowej”, stawiał zawód marynarza obok zawodu żołnierza[20]. Cnoty żołnierskie z kolei wywodzą się, jak wiadomo, bezpośrednio z kodeksu rycerskiego.

W rycersko-szlacheckich tradycjach kulturowych zawiera się dwojaki stosunek do kobiety (przykłady łatwo znajdziemy u Żeromskiego): albo jest ona piastunką najcenniejszych wartości, opiekunką spraw duchowych, strażniczką czystości rodu, stawianą na piedestale i uwielbianą, albo jest rozkosznicą, seksualnym zwierzęciem. Kobiety Conrada – to zwykle odmiany tego pierwszego typu.

Z pojęciem szlacheckości łączy się automatycznie (choć niezbyt słusznie, bo większość masy szlacheckiej stanowili ludzie pracujący) myśl o pogardzie dla pracy zarobkowej w ogóle, a fizycznej szczególnie. Podobnej pogardy u Conrada nie znajdziemy: przeciwnie, widzimy wyraźny kult pracy i nikogo pisarz nie traktuje z takim sarkazmem jak tych, którzy się od niej starają wykręcać. Nie znajdziemy też u niego ani cienia poczucia wyższości stanowej i niechęci dla „nisko urodzonych”. Wytłumaczenie tego zjawiska jest proste. Normy moralne i ideały osobowe, wytworzone przez warstwę szlachecką, ulegały często w wieku XIX odrywaniu od ich klasowych podstaw. Sam Conrad był znakomitym przykładem takiego oderwania: przez większą część swego życia nie miał towarzysko ani ekonomicznie nic wspólnego z warstwą, z której pochodził. Jej ideały, wzorce i stereotypy przejął z tradycji – częściowo rodzinnej, częściowo literackiej. W procesie odrywania od konkretnych społecznych powiązań uległy one jak gdyby oczyszczeniu; stały się ideałami nie stanowymi, ale ogólnoludzkimi – takimi, jakimi chciało je widzieć wielu demokratycznych działaczy polskich XIX wieku.

Psychologia i typy. Obserwacja ludzi w sytuacjach kryzysowych, wymagających zasadniczych decyzji; przyglądanie się okolicznościom ich podejmowania; analizowanie reakcji otoczenia na doniosłe czyny bohaterów; śledzenie ukrytych źródeł zwycięstw i klęsk moralnych; ukazywanie wpływu poczucia winy i wstydu na psychikę oraz zachowanie – oto treści psychologiczne, w jakie obfituje twórczość Conrada. Mylne byłoby jednak nazwanie go „pisarzem psychologicznym”.

Zainteresowanie Conrada psychologią jest bowiem szczególne: przypomina raczej konwencje dziewiętnastowiecznej powieści polskiej niż francuskiej czy angielskiej powieści mieszczańskiej[21]. Jego bohaterowie są wyraźnie typami, a nie unikatowymi, wyjątkowymi osobowościami – i umieszczani są w sytuacjach, które można określić jako modelowe[22]. Bohaterowie-typy, działający w modelowych sytuacjach „ostatecznych”, ukazują w symbolicznym skrócie rodzaje wyborów, przed którymi człowiek staje, i decyzji, jakie podejmuje. Dla Conrada istotne są nie jednostkowe, szczególne motywacje – ale moralne i społeczne okoliczności oraz konsekwencje postępowania.

W przeciwieństwie do ogólnej tendencji dziewiętnastowiecznej powieści psychologicznej, Conrad kieruje uwagę nie na to, co jego bohaterów od innych ludzi różni, ale na to, co ich z ludzką wspólnotą wiąże. Dzieje się tak, paradoksalnie, pomimo faktu, że czołowe postacie Conradowskie są często ludźmi samotnymi i mającymi gorzką świadomość swojej samotności. Jednak rozwój akcji psychologicznej w utworach Conrada wiedzie, jak słusznie zauważył Ian Watt, „od alienacji do zaangażowania”[23] – a więc, dodajmy, znowu zgodnie z tradycjami literatury polskiej, w której taka właśnie tendencja występuje, od Mickiewicza do Żeromskiego, niemal powszechnie.

Problemy moralne. „[...] słowa, które nie będąc samą prawdą, mogłyby zawierać dość prawdy, by dopomóc w dokonaniu moralnego odkrycia, jakie powinno być celem każdej powieści” – napisał Conrad w wydanym w 1911 roku utworze W oczach Zachodu[24]. Choć odżegnywał się od miana moralisty, przyznawane mu miejsce w nielicznym gronie najwybitniejszych prozaików nowoczesnych zawdzięcza zarówno nowatorstwu sztuki narracyjnej, jak i dociekaniom etycznym.

Oba czynniki wielkości Conrada łączą się ściśle ze sobą, ponieważ wypracowane środki artystyczne służyły do przekazywania swoistej wizji rozterek i powinności etycznych człowieka. Uważał, że prawdy o moralnej istocie czynów ludzkich nie da się odnaleźć na drodze introspekcji, że można ją zobaczyć oczyma innych: stąd wielość i rozmaitość perspektyw narracyjnych w jego powieściach. Dociec motywów i uwarunkowań postępowania niełatwo; aby tę trudność ukazać, stosował, obok krzyżujących się linii patrzenia, także zmienne dystanse czasowe – wywołując u czytelnika wrażenie, że ogląda działania postaci z różnych stron i stopniowo dochodzi do sedna sprawy. Stałym składnikiem sztuki pisarskiej Conrada jest konfrontowanie wyobrażeń bohaterów o sobie samych z opiniami o nich innych ludzi albo osądem, który czytelnik ustala na podstawie przekazanej mu relacji (jak w Nostromie).

Ideały moralne, które Conrad w swoich książkach rozważa, to wierność, honor, lojalność, wytrwałość, odwaga, przyjaźń. Wśród krytyków nie ma jednak zgody, co do roli, jaką te ideały pełnią. Niektórzy sądzą, że w szczytowym okresie swojej twórczości Conrad zajmował się raczej podawaniem w wątpliwość niż głoszeniem tych ideałów. Uważam, że pogląd taki opiera się na podwójnym nieporozumieniu.

Po pierwsze – Conrad, sceptyk i agnostyk, był wyznawcą etyki świeckiej i autonomicznej, tj. nieopartej na żadnych ponadludzkich autorytetach – a jednocześnie żywił głęboką nieufność wobec natury ludzkiej. Uważał, że tylko ludzie (a dokładniej: zbiorowości) ustalają, co dobre, a co złe – ale ludzie są z natury słabi i tchórzliwi. W obliczu moralnie obojętnego wszechświata wszystkie ideały człowieka są jedynie robieniem dobrej miny do złej gry, w najlepszym razie borykaniem się z chwiejnością ludzkiej natury.

Po drugie – fakt, że dążenie do określonego ideału niesie ryzyko wypaczeń i klęsk albo może prowadzić do tragicznych skutków (jak w Lordzie Jimie), nie oznacza kompromitacji tego ideału. Conrad nie był utylitarystą ani hedonistą i wartości moralne nie były dla niego splecione z powodzeniem życiowym.

Nie był też moralistą – w sensie podawania czytelnikowi gotowych rozwiązań etycznych. Chciał dokonywać „moralnych odkryć”, a nie wygłaszać uznane już tezy. Nie widział i nie głosił ideałów absolutnych, doskonałych; widział i głosił najlepsze, na jakie jego zdaniem ludzkość się zdobyła w historii. I ukazywał je w tragicznych splotach, szukając pułapek i niebezpieczeństw. Ale twierdzić, że tym samym podawał je w wątpliwość – to tak samo, jakby sądzić, że autor Pieśni o Rolandzie chciał, pokazując fatalne ryzykanctwo tytułowego bohatera, skompromitować ideały sławy i honoru.

III. OPOWIADANIA

Opowiadań napisał Conrad dwadzieścia osiem, zaczynając od Idiotów z maja 1896 roku i kończąc na Opowieści z października 1916 roku. Brak w nich niemal zupełnie tego, co od czasu Boccaccia najczęściej stanowiło kanwę nowelistów: zdarzeń ze współczesnego życia. Zaledwie trzy nowele dotyczą spraw aktualnych i bliskich: Idioci, Powrót i Jutro. Dwie pierwsze stanowiły niezbyt udane eksperymenty; Conrad był z nich niezadowolony i do obu odnosił się niechętnie. Jutro dzieje się w otoczeniu właściwie abstrakcyjnym i to m.in. wyjaśnia, dlaczego dramatyczna wersja noweli sprawia silniejsze wrażenie[25].

Trzymanie się Conrada z dala od współczesnej tematyki społeczno-obyczajowej można tłumaczyć na dwa sposoby, które się wszakże wzajemnie nie wykluczają. Po pierwsze, Konrad Korzeniowski prawie całe życie spędził na peryferiach społeczeństwa: jako dziecko zesłańców, marynarz, emigrant, pisarz mieszkający w prowincjonalnym odosobnieniu. Po drugie, polegał w swojej twórczości raczej na obserwacji, wspomnieniach i lekturze niż na wyobraźni – musiał więc czuć się niepewnie we współczesnych obyczajach. Słaba znajomość codziennego życia na lądzie uniemożliwiała mu znajdowanie w tym życiu sytuacji węzłowych i typowych – co z taką łatwością przychodziło np. Sienkiewiczowi albo Żeromskiemu.

1. „MŁODOŚĆ”

Podkład autobiograficzny. AkcjaMłodości, napisanej w maju i czerwcu 1898 roku, oparta jest całkiem ściśle na własnych przeżyciach autora.

19 września 1881 „C. Kerzeniowski” (jak zapisano jego nazwisko na liście załogi) zaciągnął się w Londynie jako drugi oficer na drewniany, 427-tonowy bark „Palestine”. Żaglowiec był stary i w marnym stanie; miał płynąć z ładunkiem węgla do Bangkoku. Załogę stanowiło dziesięciu ludzi; dowódca, kapitan Elijah Beard, miał pięćdziesiąt siedem lat, pierwszy oficer Mahon – pięćdziesiąt. Zaraz po wyruszeniu z Londynu (21 września) na północ, po węgiel, rozpoczęły się kłopoty. Część marynarzy zachorowała, część uciekła; statek wpadł w sztorm i został uszkodzony; stracono kolejkę do ładowania; wszystko to pochłonęło przeszło dwa miesiące. 29 listopada „Palestine” wyruszyła nareszcie z Newcastle upon Tyne. 24 grudnia stwierdzono silny przeciek i statek zawrócił do Falmouth, dokąd zawinął 10 stycznia. Remont potrwał osiem miesięcy; załogę trzeba było dwukrotnie wymienić. Korzeniowski pozostał jednak na stanowisku – mimo perswazji wuja Bobrowskiego, który pisał:

Zapewne, niebezpieczeństwo związane jest z zawodem marynarza, wszakże zawód sam ani rozsądnego przywiązania do życia, ani rozsądnych środków zachowania onego nie wyklucza, a Twój Kapitan Beard i Ty robicie mi effekt desperatów, którzy szukają guza. Zaś Wasz armator istnego łajdaka, ryzykującego życie 10 poczciwych ludzi dla swych łajd[26].

7 września „Palestine” wypłynęła znowu z Falmouth, ale niedane jej było dotrzeć do Bangkoku. W ładowni zapalił się węgiel. 14 marca 1883 w cieśninie Banka u wybrzeży Sumatry nastąpił wybuch. Po południu parowiec „Somerset”, wezwany na pomoc, wziął na hol płynący statek. Wieczorem trzeba było przerwać holowanie, bo pożar się wzmagał. Załoga przesiadła się do trzech łodzi, które aż do rana trzymały się blisko „Palestine”. 15 marca o 8.30 porzucono płonący wrak i wieczorem tegoż dnia łodzie dobiły do małego portu Muntok na wyspie Banka.

Marlow.Młodość jest pierwszym z czterech utworów Conrada (trzy pozostałe to Jądro ciemności, Lord Jim i Gra losu), w których jako narrator występuje Charlie (Charles) Marlow. Formy narracji pośredniej próbował Conrad już wcześniej, ale od tego czasu zaczęła w jego pismach przeważać; co więcej, w swoiście nowy sposób przetworzona, oryginalnie ukształtowana, stała się charakterystyczną formą jego prozy.

Hipotez na temat literackiego pochodzenia Marlowa jest parę. Badacze anglosascy wskazują zwykle na jego pokrewieństwo z narratorami w utworach Henry’ego Jamesa, niekiedy tylko z osiemnastowieczną powieścią angielską, przede wszystkim z Lawrence’em Sterne’em; polscy zwracają uwagę na analogie z tradycyjną formą gawędy szlacheckiej. Tę drugą koncepcję najpełniej przedstawił i najostrożniej ujął Kazimierz Wyka: „Pomiędzy narracją Conrada a tradycjami narracyjnymi prozy polskiej jest mniejsza różnica aniżeli pomiędzy tą narracją a tradycjami narracyjnymi powieści zachodnio[27]. Co sądzić o tych hipotezach? Sięganie do XVIII wieku nie przekonuje: nie wiadomo nawet, czy i których wczesnych powieściopisarzy angielskich Conrad czytywał. Narrator Podróży sentymentalnej Sterne’a, a jeszcze bardziej jego Tristram Shandy jest tak mało podobny do narratorów Conradowskich, jego sposób opowiadania tak inny, że można dopuszczać wpływ co najwyżej pośredni – a zważmy, że Sterne wpłynął i na polską gawędę. Problem oddziaływania przykładu Jamesa, którego Conrad wysoko poważał, jest bardziej złożony.

Już na przeszło dwadzieścia lat przed Conradem James stosował chwyt „podstawionego narratora”, opisującego obserwowane zdarzenia jako zastępca i pośrednik bezosobowego autora. Rozwinął później całą teorię „subtelnej, centralnie umieszczonej umysłowości”, na którą wpływa tocząca się akcja i której reakcje, a także myśli są nam ukazywane. Metodę Jamesa określa się zwykle jako „technikę punktu widzenia” (point of view technique). James opisuje nie wydarzenia, ale ich odbicie w zwierciadle określonej psychiki. Rzadko jednak, i tylko we wczesnej twórczości, stosuje narrację w pierwszej osobie; w istocie więc u Jamesa autor zachowuje pełną kontrolę nad tym, co opowiedziane, a bezpośrednia introspekcja jest nieobecna. Tam zaś, gdzie mamy opowieść wspomnieniową w pierwszej osobie (jak np. w The Madonna of the Future, 1873), narrator jest tylko świadkiem, a nie rzeczywistym bohaterem czy współbohaterem utworu. Charakterystyczne dla Conrada zmiany perspektyw czasowych, z których opowiadający spogląda na własne i cudze dzieje, u Jamesa właściwie nie występują. Marlow jest też inaczej – niż Jamesowskie „punkty widzenia” – „ustawiony” w strukturze utworu: nie jest zwierciadłem, ale źródłem światła i zarazem obserwatorem. To, że jest głównym (jak w Lordzie Jimie i Grze losu) albo jedynym (jak w obu krótszych i kompozycyjnie prostszych utworach – Młodości i Jądrze ciemności) źródłem informacji dla czytelnika, sprawia, iż różnica między jego własną postawą i poglądami a postawą i poglądami, jakie czytelnikom podsuwa czy sugeruje jest bardzo subtelna, choć zwykle widoczna. Różnica ta jest ogromnie ważna, bo Marlow to nie tylko opowiadacz, współbohater i świadek, ale także sędzia moralny. Tyle że jego sąd nie jest wyrokiem, który mamy przyjmować jako podpisany również przez autora. Marlow jest tylko głównym przewodnikiem w polowaniu na prawdę, do którego Conrad wciąga czytelnika.

Podobieństwo między Marlowem a narratorami i „zwierciadłami” Jamesa jest więc w istocie niewielkie. Jeżeli Conrad czerpał inspirację z Jamesa, zużytkował ją i przetworzył w sposób wysoce oryginalny. To samo powiedzieć można o jego stosunku do polskiej gawędy szlacheckiej. Jej narratorzy rzadko tylko i nieśmiało bywają współbohaterami; nie ironizują, jak Marlow; uznają się za chwalców, nie sędziów moralnych; nie zauważamy w gawędzie również dystansu między opowiadającym a autorem. Niemniej jednak umiarkowana teza Wyki jest słuszna: polska tradycja literacka mogła Conradowi ułatwić wypracowanie swoistej formy narracji.

Do czego był Marlow Conradowi potrzebny? Jaka była jego funkcja? Jeżeli nawet na wybór formy wpłynęła tradycja, to dlaczego takiego właśnie wyboru dokonał? Otóż Marlow wydaje się pomostem między programem literackiego realizmu i bezstronności, które Conrad przejął od Francuzów, a postulatami zaangażowania moralno-ideowego, które odziedziczył po polskich romantykach. Podstawiony narrator jest bardziej „autentyczny” niż narrator bezosobowy i wszechwiedzący; opowiada tylko o tym, co widział i wie; jest zwykłym człowiekiem, jak czytelnik. Powieść staje się dzięki niemu „technicznie prawdopodobna”. A chociaż autor zachowuje formalny dystans, jego wyręczyciel-narrator, jako konkretna osoba, nie jest zobowiązany do obiektywizmu, może wyrażać swoje poglądy i wypowiadać oceny.

Rezygnacja z autorskiej wszechwiedzy jest też wyrazem sceptycyzmu Conrada, który – jak wielokrotnie wyznawał – przekonany był o niemożliwości pełnego poznania motywów ludzkiego postępowania. Marlow nie ma wglądu w psychikę innych bohaterów, domyśla się tylko sprężyn ich działania – tak samo jak my domyślamy się, obserwując nasze otoczenie.

Jeszcze jednym, może najważniejszym, składnikiem roli Marlowa jest to, że opowiadając fikcyjnym słuchaczom swoje wspomnienia, przyglądając się z różnego dystansu czasowego dawnym wydarzeniom, szukając sensu i oceny opisywanych faktów – wciąga w to zajęcie czytelników, słuchaczy rzeczywistych, zmusza ich do uczestniczenia w swoich wysiłkach i poszukiwaniach, pobudza wyobraźnię oraz wrażliwość moralną.

Czar młodości i ironia. W swojej Nocie od autora Conrad nazwał Młodość „popisem pamięci”[28]. Urok opowieści polega przede wszystkim na sugestywnym odtworzeniu nastroju – młodzieńczego i buńczucznego. Ale treść noweli to nie tylko urzekający nastrój i niezwykłe przygody; jej konstrukcja jest bardziej złożona i bogata. Marlow opowiada bowiem zdarzenia z okresu własnej młodości, sprzed dwudziestu dwu lat, i spogląda na nie z dwu perspektyw naraz: ówczesnego uczestnika i dzisiejszego, doświadczonego pana w średnim wieku (notabene wiek Marlowa pokrywa się z wiekiem autora). Relacjonuje, co sam myślał i czuł wtedy na temat tego, co się działo – i dodaje współczesny komentarz. Obaj Marlowowie, ten sprzed lat dwudziestu i ten obecny, zdają się dyskutować z cytowaną tu już krytyczną opinią Bobrowskiego o służbie na „Palestine”. Z sądem na temat właścicieli statku zgadza się zarówno młody Marlow, jak i Marlow-narrator.

Nowicjusz na stanowisku drugiego oficera, pierwszy raz płynący na Daleki Wschód – młody Marlow zachwyca się każdym ryzykiem i każdą przygodą. Jest trochę żółtodziobem, ale nie na tyle, by nie zdawać sobie sprawy z niebezpieczeństw. Co pomaga mu stawiać im czoła, znosić grozę śmierci, trudy i niewygody? To, że patrzy na nie jako na wydarzenia nadające życiu smak, a także jako na sprawdziany własnej wartości. Przeżywanie przygód jest rozkoszne, bo życie bez nich byłoby jałowe i nudne, a więc pozbawione sensu. Moc ludzkiego wysiłku stwarza poczucie nieśmiertelności – jak w eposie bohaterskim: „poczucie, że mógłbym trwać wiecznie, przetrwać morze, ziemię i wszystkich ludzi” (s. 43). Wysiłki i niebezpieczeństwa są zarazem wyzwaniem i próbą: „to nie był dla mnie stary gruchot, rozwożący po świecie za opłatą frachtową ładunek węgla, był to dla mnie wysiłek, próba, probierz życia” (s. 16).

Młody Marlow nie jest bezkrytyczny. Z sarkazmem odnosi się do armatorów, patrzących na wszystko pod kątem zysku; z ciepłą ironią (nie zawsze słuszną, jak się z perspektywy lat okazuje) spogląda na starszych wiekiem oficerów „Judei”.

W postawie dojrzałego Marlowa ironia odgrywa większą rolę. Skierowana jest głównie przeciwko własnej brawurze sprzed ćwierćwiecza; całą opowieść o dawnych wyczynach, wzlotach i zachwytach snuje z przymrużeniem oka. Jej żartobliwy tok przerywany jest od czasu do czasu krótkimi lirycznymi wstawkami-zaśpiewami na temat złudzeń przemijającej młodości. Przekonanie o potędze i trwałości ludzkich poczynań, o urodzie i romantyczności życia – to wszystko są miraże, powiada Marlow. Przemijające życie odziera nas ze złudzeń i doprowadza – za szybko! – do rozgoryczenia, a potem do kresu, do śmierci, do pożegnania ze światem. W tych lirycznych wstawkach uczucie żalu przeważa nad pobłażaniem dla szczenięcej naiwności. Bo czas trwania owych miraży, złudzeń, prostodusznej a bojowej wiary w sens własnej działalności, w sens wszystkiego – to był najlepszy okres życia. Nie ma w życiu nic cenniejszego ponad te złudzenia i oszałamiające poczucie zwycięskiego szczęścia – sugeruje Marlow.

Istotną wymowę Młodości możemy uchwycić, zestawiając jej zakończenie z zakończeniem innego, słynniejszego (i podziwianego przez Conrada) utworu o przemijaniu czasu młodości i jej złudzeń – Szkoły uczuć Flauberta. Tam również dwaj dawni przyjaciele spotykają się w dojrzałym wieku, aby zastanowić się, co się stało z ich romantycznymi marzeniami. I dochodzą do wniosku, że „może najlepsze z wszystkiego, co mieliśmy w życiu[29], to była młodzieńcza i niezbyt udana wizyta w domu publicznym. Dla Marlowa zaś „najlepsze w życiu” było przeżywanie, w heroicznym uniesieniu, przygód, związanych z wykonywaniem twardego, niewdzięcznego, pięknego i pożytecznego zawodu.

2. „JĄDRO CIEMNOŚCI”

Tło historyczne. Chociaż w Jądrze ciemności brak nazw geograficznych, wskazujących na miejsce akcji, jest oczywiste, że toczy się ona w Brukseli i Kongu Belgijskim. Opowiadanie ukazało się, w trzech odcinkach, w numerach „Blackwood’s Magazine” z lutego, marca i kwietnia 1899 roku. Podobnie jak wcześniejsza Placówka postępu, był to jeden z pierwszych głosów, które mogły dotrzeć do europejskiej opinii publicznej na temat okrucieństw – niebywałych nawet w dobie „rozkwitu” kolonializmu – jakich dopuszczano się w prywatnej posiadłości króla Leopolda II. W roku 1904 głosy te zmusiły króla do powołania specjalnej komisji śledczej i do ostentacyjnego usunięcia najbardziej rażących form wyzysku.

W czasie kiedy przebywał tam Conrad, ogromny kraj – zbadany i pozyskany dla Belgów przy znacznym udziale słynnego podróżnika Henry’ego M. Stanleya – stanowił tzw. Wolne Państwo Kongo, którym władał Leopold II. Głównym przedmiotem zainteresowań Europejczyków były tam kość słoniowa i kauczuk. Do eksploatacji powołano m.in. Belgijską Spółkę Akcyjną do Handlu z Górnym Kongiem, która stała się wkrótce największą potęgą na tym obszarze. Dla tubylców skutki jej działań były katastrofalne: kraj został w szybkim tempie wyniszczony tak gospodarczo, jak i demograficznie. Wielomilionowa ludność zmniejszyła się według niektórych źródeł o czterdzieści procent. Palenie wsi, przymusowe ściąganie danin, egzekucje opornych, obcinanie kończyn, posługiwanie się plemionami ludożerców do poskramiania „leniwych” podatników – należały do stałego repertuaru środków wyzysku. Była to, jak wiele lat później pisał Conrad, „najwystępniejsza pogoń za zyskiem, jaka kiedykolwiek oszpeciła sumienie ludzkości i dzieje odkryć geograficznych[30].

Konstrukcja opowiadania. Tło noweli jest oczywiście autobiograficzne. Przeżycia Marlowa podobne są do losów samego Conrada, dlatego też skłonni jesteśmy, jak w Młodości, utożsamiać jego głos z głosem autora. Postępuje w ten sposób wielu badaczy, ale jest to naiwne: Marlow jest tu jednym z dwu głównych bohaterów i nie ma podstaw, by wygłaszane przez niego opinie uważać za wyraz poglądów autora. Dystans ujawnia się przede wszystkim w ironii. Jej przykłady: 1. Marlow twierdzi, że nie potrafi kłamać, ale kłamie w końcowej scenie rozmowy z narzeczoną Kurtza; 2. Marlow powiada na początku, że „podbój ziemi”, który „nie jest rzeczą piękną”, „odkupia [...] tylko idea” (s. 60) – ale wszystko, co później opisuje, jest oskarżeniem idei „postępu” i „cywilizacji”; 3. Opisując mapę, widzianą w brukselskim biurze spółki, Marlow dorzuca: „Była tam wielka ilość czerwieni [tym kolorem oznaczano terytoria Korony Brytyjskiej – przyp. Z. N.] – którą zawsze miło jest widzieć, ponieważ z góry wiadomo, że odbywa się tam bardzo konkretna praca” (s. 65). Ale w ostatnim zdaniu noweli „spokojny wodny szlak” Tamizy, wiodący z Londynu – stolicy imperium – zdaje się „prowadzić do jądra niezmierzonej ciemności” (s. 174). Przykłady można mnożyć, choćby wskazując na wyrażone przez Marlowa zaufanie do „sprawności pracy” współczesnych Europejczyków jako czynnika chroniącego przed dziczą – w zestawieniu z faktem, że najbardziej „sprawnymi w pracy” postaciami są groteskowy główny buchalter spółki oraz polujący na kość słoniową i ludzi Kurtz.

Realizm i symbolika. Zwrócono uwagę na zbieżności motywów między Jądrem ciemności – podróżą do wnętrza czarnej Afryki i do tajemniczej głębi psychiki ludzkiej – a dwoma wielkimi poematami ukazującymi wyprawy bohaterów do piekieł: Eneidą Wergiliusza (gdzie w VI księdze Eneasz przeprawia się przez Styks)[31] i pierwszą częścią Boskiej komedii Dantego[32]. Lillian Feder słusznie pisze o trzech płaszczyznach akcji noweli: podróży narratora w głąb lądu, odkrywaniu popełnianych zbrodni oraz docieraniu Marlowa do zakamarków własnego umysłu. Na pierwszej Conrad posługuje się wyłącznie środkami realistycznymi; na drugiej obok realistycznych opisów występują liczne symbole (np. żelastwo cywilizacji); trzecia jest głównie alegoryczna.

Opisy podróży do Konga, oglądanych osiedli i stacji handlowych, marszu w głąb lądu, żeglugi na rzece są nie tylko wyraziste, wbijające się w pamięć sugestywnymi obrazami, ale i wierne faktom. Francuski okręt ostrzeliwujący kontynent jest wspaniałą metaforą kolonialnej polityki siły, ale jest także autentyczny. Zestawienie niektórych fragmentów Jądra... z notatkami w dzienniku, który prowadził Conrad podczas pierwszej części pobytu w Kongu, a także z relacjami innych ówczesnych podróżników, ujawnia reporterską wierność szczegółom. Ale namiętny, natarczywie ironiczny i groźny ton opowieści nie pozwala zatrzymać uwagi na prostym sprawozdaniu podróżnika. Od początku, od chwili kiedy Bruksela ukazana zostaje jako „pobielany grób” (s. 64), a w biurze spółki spotykamy dwie kobiety-Parki, snujące nici ludzkich żywotów, jest oczywiste, że mamy do czynienia z utworem symbolicznym.

Polityczna wymowa Jądra... nie budzi wątpliwości: opowieść zawiera gniewne i surowe potępienie łupieżczej działalności „siewców białej cywilizacji”. Co więcej, Marlow sugeruje, że „dzicy” Murzyni, którzy nie zostali jeszcze poddani wpływom Europejczyków, są prostsi, szlachetniejsi, nieznieprawieni. Ludożercy, zatrudnieni na statku, posiadają „hamulce” moralne, których brakuje Kurtzowi i innym kolonizatorom. Dzicy, tańczący na brzegu, są „ludzcy”; tresowaną małpę przypomina Murzyn-służący.

Conrad wzbogaca sens ideowy utworu przez bogate obrazowanie, wytwarzające nastrój grozy; powtarza frazy; gromadzi powiązaną sieć symboli. Tytułowa ciemność, wielokrotnie wspominana, motyw rozwijany stopniowo, poczynając od zapadającego na początku zmierzchu, jest oczywiście symbolem naczelnym. Ale symbolem czego?

Ciemność lub noc jako symbol zła i niebezpieczeństwa jest odwiecznym symbolem w sztuce, nie tylko literackiej. Nie musi mieć znaczenia transcendentalnego: wystarczy przypomnieć tytuły głośnych swego czasu powieści Ferdinanda Céline’a Podróż do kresu nocy i Arthura KoestleraCiemność w południe. Ale ciemność, noc – to także symbol tajemnicy, niewiadomego, niezbadanego, a więc potencjalnie groźnego.

Conrad nie miał zaufania do wszystkiego, co żywiołowe, chaotyczne, niekontrolowane. Sądził zarazem, że pobudki ludzkiego działania są często irracjonalne i tajemnicze. Wnętrze ludzkiej psychiki jest więc podwójnie mroczne: jako nieznane i jako niebezpieczne. Podobnie jak w wierszu Jarosława Iwaszkiewicza, skierowanym do Kanta:

Lecz przerażenie większe porywa,

Gdy spojrzę w siebie,

Bezprawnych orbit spieniona grzywa

Jaźń mą kolebie.

Tam nie wirują mgławice, ziarna

Narodzin wielu,

Noc nieprzejrzana, bez dna i czarna,

Immanuelu![33]

Największą, najbardziej zagadkową i groźną ciemnością otoczony jest umysł człowieka wówczas, gdy jego normalne rygory, na których straży stoi przyzwyczajenie i strach „przed skandalem i szubienicą, i zakładem dla obłąkanych” (s. 128), ulegają nadwerężeniu przez fakt znalezienia się w nieznanym, obcym, pełnym zasadzek, a zarazem możliwości i pokus otoczeniu.

Kurtz. Spotkanie z Kurtzem określa Marlow jako „najdalszy punkt mojej wyprawy i kulminacyjny punkt moich przeżyć” (s. 61). Podróż geograficzna i podróż psychologiczno-moralna nakładają się na siebie: wchodząc w głąb Czarnego Lądu, Marlow zapuszcza się jednocześnie w ciemne wnętrza własnego umysłu i osobowości Kurtza. A chociaż to, co tam znalazł, nie było „bardzo jasne”, to mimo wszystko „rzuciło pewien rodzaj światła”.

Osoba Kurtza pełni oczywiście funkcję symboliczną. „Cała Europa złożyła się na Kurtza” (s. 130). Jest wybitnie i wszechstronnie uzdolniony. Głowę ma pełną planów, szeroko zakrojonych i szlachetnych. Jest idealistą: to cecha, która różni go od tłumu „niewiernych pielgrzymów”, kierujących się wyłącznie chęcią zysku, i która sprawia, że Marlow poczuł wobec niego lojalność. Ten inteligentny, ambitny, zdolny, idealistycznie nastawiony Europejczyk poddany zostaje próbie moralnej – z żałosnym i przerażającym wynikiem.

Okazuje się, że „czegoś w nim brakowało, jakiejś drobnej rzeczy, której nie można było odnaleźć pod jego wspaniałą wymową, gdy zaszła nagląca potrzeba” (s. 142). Otoczony dziczą, pozbawiony oparcia w rygorach społeczno-instytucjonalnych, okazał się pozbawiony „zdolności do pozostania wiernym” (s. 129) podstawowym zasadom międzyludzkiego współżycia. „Dzicz przejrzała go wcześnie” (s. 143) i podsunęła możliwość bezkarności i władzy, wydobyła na jaw cechy autokratycznego tyrana. Władza zawróciła mu w głowie, opętała własną, słodko-trującą magią. Ujawniła wewnętrzną pustkę Kurtza, któremu możność panowania nad ludźmi zastąpiła wszystkie inne formy obcowania z nimi. Opętanie władzą w połączeniu z europejską dążnością do cywilizowanego „porządku” uczyniły z niego typowy okaz faszysty, narzucającego siłą własny ład i przenikniętego głęboką pogardą dla poddanych. „Wytępić te wszystkie bestie!” (s. 131) – dopisał na zakończeniu własnego, górnolotnego referatu o podnoszeniu dzikich na wyższy poziom kulturalny.

Kiedy poczuł w ręku siłę, idea rozwiała się i pozostały tylko środki, którymi chciał ją wcielać w życie. Idealizm przerodził się w kult własnej osoby i własnej potęgi; energia i pracowitość zmieniły się w rozbuchaną chciwość łupów. Kurtz, który głosił wyplenienie dzikości, stał się bóstwem dziczy, rodzajem superludożercy. A przecież jego pierwsze pobudki były wzniosłe! Świetność charakterystyki tej postaci, proroczo symbolizującej niebezpieczeństwo, ukryte w samym sercu cywilizacji europejskiej, polega właśnie na uwydatnieniu przerażającej sprzeczności między punktami wyjścia i dojścia, znajdującymi się tuż obok siebie, w obrębie tej samej osobowości. Rokujący wspaniałe nadzieje Kurtz staje się wpółobłąkanym zbrodniarzem – aż Marlow wątpi, czy jego życie było warte życia głupawego sternika-dzikusa.

Ostatnie słowa Kurtza, słynne „Zgroza! Zgroza!”, są wyrazem przerażenia człowieka, który na chwilę przed śmiercią uświadamia sobie straszliwość swoich postępków i deprawację umysłu. Widzimy w tej scenie daleki odblask piekielnych ogni Dantego.

Postać Kurtza nasuwa skojarzenia – może i zamierzone przez autora, a w każdym razie pogłębiające sens noweli – z opowieściami o innym, historycznym „nadczłowieku”, Aleksandrze Wielkim. On również obdarzony był wszechstronnymi talentami i działał wśród barbarzyńców, domagał się boskich hołdów, a opornych karał śmiercią. Kiedy zachorował, brał udział w przedśmiertnych obrzędach i przyjmował hołdy, spoczywając na noszach. Którejś nocy żona znalazła jego łoże puste: Aleksander uciekł, pełznąc na czworakach. Chciał się utopić w Eufracie – aby jego ciało znikło, aby myślano, że przeniósł się między bogów. Ale żona odnalazła go po śladach i umarł jako zwykły człowiek.

Marlow. Jądro ciemności jest, w jeszcze większym stopniu niż Młodość, opowieścią nie tylko o ludziach i zdarzeniach, ale o reakcjach Marlowa. W Młodości zadowalał się spoglądaniem na ludzi od zewnątrz; w Jądrze... stara się wniknąć do wnętrza ich psychiki, a przede wszystkim do wnętrza psychiki własnej. Dla człowieka niezbyt skłonnego do introspekcji, jakim jest gadatliwy i nieszczędzący komentarzy, ale dyskretny Marlow – zadanie trudne. Jest zresztą trudne i obiektywnie, bo przedmiotem największej niepewności Marlowa-sprawozdawcy są pytania, na które do dziś nie potrafimy jednoznacznie odpowiedzieć: Skąd się biorą hamulce moralne, działające nawet przy braku środowiskowych nacisków i rygorów? Jakie jest podłoże poczucia wspólnoty z innymi ludźmi? Wspólnoty, którą dżentelmen Marlow czuje wobec odprawiających tajemnicze obrzędy dzikusów i wobec konającego sternika-Murzyna, ale nie wobec zgrai kolonialnych macherów.

Rzecz jasna, Conrad dążył do obrazowego uzmysłowienia problemów, nie do znalezienia rozwiązań. Stąd bogactwo symboli, których Marlow świadomie używa. Główny jego problem jest jednakże praktyczny, nie teoretyczny; dotyczy nie opisu, ale oceny. Współobecność altruizmu i pogardy dla człowieka, szlachetnych intencji i podłych czynów, wybitnych talentów i zbrodniczego obłąkania – budzi w umyśle Marlowa przerażenie i zamęt. W dodatku Kurtz jest tylko częścią ogólnego, chaotycznego bezsensu życia w Kongu, bezsensu, w którym tracą swoją prostotę i oczywistość zasady postępowania i osądzania, jakimi się Marlow dotychczas kierował. Ratunku od zagubienia szuka w pracy, która odpędza niedobre myśli i pozwala „odnaleźć siebie”. Ta wspierająca moralnie rola pracy bierze się stąd, że zasady dobrej roboty nie zmieniają się – mimo zmienionych okoliczności. Symbolem tej stałości reguł dobrej roboty, bardziej uniwersalnych niż postulaty moralne, jest stara książka Badania dotyczące pewnych zagadnień marynarskich, w której rozczytuje się młody Rosjanin. Książka daje Marlowowi nagłe poczucie realności i wrażenie, że „nie tylko światło wiedzy biło ze skromnych kartek” (s. 111).

Rygor pracy i fachowość nie wystarczają jednak do zachowania pionu moralnego, bo łączą się z pewnym oderwaniem, z zamykaniem oczu na okoliczności. Jeżeli sami ponowimy pytanie, które sobie Marlow zadaje – czego brakowało Kurtzowi, czemu nie dochował wierności, a co mimo wszystko potrafił utrzymać Marlow – dojdziemy zapewne do wniosku, że była to humanitas: wierność ludzkiemu braterstwu, poszanowanie godności innych członków naszego gatunku.

Nie jest to odpowiedź bardzo konkretna, nie usuwa wszystkich wątpliwości. Chory Marlow przeżywa, jak wielu bohaterów heroicznych, chwile słabości ducha i skrajnego pesymizmu. Wychodzi z próby ocalony, ale bez poczucia zwycięstwa. Także i pod tym względem jego historia jest „bez konkluzji”.

Marlow wyraża w pewnej chwili pogląd, że „niepodobna dać komuś żywego pojęcia” (s. 95) o istocie jakiegoś okresu własnego życia. Dodaje, że słuchacze, którzy go znają i widzą, mogą z całej sprawy zobaczyć więcej, niż widział on sam. Ale już następne zdanie, przerywające opowieść Marlowa, informuje, że narrator był już od dłuższego czasu niewidoczny, był – tylko głosem. Ten kapitalnie ironiczny fragment jest doskonałą ilustracją trudności, jaką przedstawia dla Conrada podjęty temat i jakie nasuwa zrozumienie jego opowiadania.

Jądro ciemności to utwór złożony, bogaty w podteksty i sugestie, obfitujący w symbole. Wymyka się jednoznacznemu rozumieniu, odsłania coraz to nowe możliwości interpretacji. Jest zapewne najżywiej dyskutowanym dziełem Conrada. Bywa też krytykowany właśnie za przesadne celebrowanie tajemniczości i niejasności. Zarzuty takie nie są całkiem bezpodstawne. Marlow aż nadto często powtarza opinię o niewyrażalności i nieopisywalności, wpada niekiedy w natrętną a pustą retorykę; obok współgrającej symboliki zdarzają się sprzeczności w obrazowaniu (np. „tylko głosem” jest w pewnym miejscu również Kurtz). Trzeba jednak uważać, aby na karb artystycznych błędów czy niedopracowania nie kłaść cech utworu, które są po prostu częścią jego struktury.

Niektórzy badacze są zdania, że Marlow jest w gruncie rzeczy niepotrzebny, jest przeszkodą w rozumieniu i zakłóceniem konstrukcji. Jednakże bez niego Jądro ciemności nie tylko stałoby się uboższe psychologicznie, ale zatraciłoby uzasadnienie dla swego symbolizmu. Liczne symbole i znamienne obrazy są takimi przede wszystkim dla Marlowa, który, sam interpretując symbolicznie opisywane wydarzenia i widoki, osobiście wprowadza do utworu określoną konwencję artystyczną.

To, że Marlow błądzi po omacku w mrocznych labiryntach umysłów własnego i Kurtza, że stawia o wiele więcej pytań, niż dać może odpowiedzi, to również składnik ogólnego planu. Już na początku utworu czytelnik zostaje uprzedzony słowami Marlowa, że „sens [...] epizodu [...] otaczał z zewnątrz opowieść, która tylko rzucała nań światło – jak blask oświetla opary” (s. 58).

Chronologiczny plan noweli jest taki, że na początku jesteśmy we współczesności, potem – w opowieści Marlowa – następuje cofnięcie się i znowu powrót do współczesności. Wstępne komentarze Charliego są więc, z punktu widzenia akcji utworu, wypowiadane ex post facto.

Zewnętrznie konstrukcja narracyjna Jądra ciemności jest podobna do konstrukcji Młodości: Marlow opowiada o swoich dawnych przeżyciach w gronie przyjaciół, najwidoczniej tych samych co w poprzednim utworze. Ale rola Marlowa jest tutaj bardziej złożona i wieloznaczna, a struktura artystyczna utworu narzuca interpretację symboliczną.

3. „POJEDYNEK”

Problematyka opowiadania.Pojedynek napisał Conrad między grudniem 1906 a kwietniem 1907 roku; ogłosił w „Pall Mall Magazine” w numerach ukazujących się od stycznia do maja roku 1908. Tegoż roku opowiadanie weszło w skład tomu Sześć opowieści. Utwór ma swoje źródło w rzeczywistej serii pojedynków, stoczonych w latach 1794–1813 przez dwu oficerów kawalerii francuskiej, Duponta i Fourniera.

Do samego Napoleona I odnosił się Conrad z niechęcią, ale przyznawał mu rolę wielkiego katalizatora przemian na kontynencie europejskim oraz niezrównaną umiejętność zjednywania sobie wiernych wielbicieli. Rewolucyjne hasło „Honor i Ojczyzna”, dewiza Legii Honorowej, najwyższego francuskiego odznaczenia, rzuciło płomienny blask na cały kontynent i trafiło jako emblemat na sztandary, poczynając od naszego, polskiego (gdzie dołożyliśmy jeszcze invocatio Dei). Natomiast ducha całej tej epoki heroizmu, krwi i nadziei ujął w Pojedynku, opowieści łączącej delikatną, rzekłbyś: czułą ironię z historyczną precyzją i dowcipem, jakby zaczerpniętym z Fredrowskiego Trzy po trzy – tego za mało znanego arcydzieła polskiej prozy. Ambicja i poświęcenie, kawaleryjskie współzawodnictwo i żołnierska solidarność w boju są nićmi, przeplatającymi tkaninę opowieści. Conrad znał okres wojen napoleońskich doskonale i można czytać Pojedynek z zaufaniem, jakim się darzy dokumenty pamiętnikarskie. Konkurencja, ze strony plebejusza Ferauda świadoma i zacięta, ze strony arystokraty D’Huberta bezwiedna, włącza historię dwu pojedynkowiczów w historię napoleońskiej Francji.

O tym, że nie jest to opowiadanie po prostu zabawne, świadczy dobitnie jedna scena: rozmowa D’Huberta z Josephem Fouché, ministrem policji kolejnych rządów francuskich, świeckim patronem europejskiej policji politycznej – rozmowa, po której D’Hubert ma ochotę się umyć (scena ta skądinąd poświadcza, że syn Apollona Korzeniowskiego, który nigdy w życiu nie spędził dnia za kratami, miał fenomenalne wręcz wyczucie dla roli i metod policji; czego najlepszy dowód daje w Tajnym agencie).

4. „KSIĄŻĘ ROMAN”

Źródła. Conrad skończył Księcia Romana w grudniu 1910 roku. W zamierzeniu autora opowiadanie miało być częścią dalszego ciągu tomu Ze wspomnień. Bezpośrednim i najważniejszym źródłem opowieści są, obok pamięci autora, Pamiętniki Tadeusza Bobrowskiego[34]. O śmierci żony księcia Romana Sanguszki, jego przyłączeniu się do powstania listopadowego, wzięciu do niewoli i głośnym oświadczeniu przed sądem wojskowym pisze Bobrowski w tomie drugim (s. 372); o szczególnej surowości cara Mikołaja I i pieszej wędrówce Sanguszki na zesłanie – w tomie pierwszym (s. 30); wreszcie o własnej rozmowie z głuchym księciem także w tomie drugim (s. 367).

Z jakich innych jeszcze źródeł czerpał Conrad wiadomości o księciu Sanguszce – trudno stwierdzić, tym bardziej że w niejednym odbiegł od rzeczywistego przebiegu wydarzeń. Niektóre odstępstwa tłumaczyć można potrzebami artystycznymi (np. książę Roman wzięty został do niewoli na cztery miesiące przed upadkiem powstania i w obronie Zamościa udziału nie brał); inne – raczej nieświadomością (żona księcia zmarła w niespełna półtora roku po ślubie, a na dwanaście dni przed wybuchem powstania; jego rodzice nie przebywali bynajmniej podczas powstania w Petersburgu – byłoby to notabene z ich strony zachowanie bardzo niepatriotyczne, itd.).

Łatwo natomiast