Wybór pism filozoficznych. Wydanie drugie - Ralph Waldo Emerson - ebook
lub
Opis

Taki wybór pism i taka, dobrze przemyślana, konstrukcja ich układu pozwala nie tylko prześledzić ewolucję twórczości ich autora, ująć ją w jej immanentnym ruchu i w jej całości, lecz także dostrzec związane z nią trudności i napięcia (np. między całościową quasi-panteistyczną wizją świata a silnym indywidualizmem). Obraz myśli Emersona, jaki wyłania się z niniejszego wyboru jego pism, jest obrazem myśli żywej, która nie tylko ma wartość historyczną, ale w wielu swych aspektach wciąż zachowuje istotną aktualność (problem ugruntowania indywidualizmu w społeczeństwach poddanych silnym mechanizmom konformizmu, kwestia pogodzenia w warunkach społeczeństwa demokratycznego wolności suwerennej jednostki i równości społecznej, idea nieposłuszeństwa obywatelskiego). Ralph Waldo Emerson – twórca koncepcji „self-reliance” (poleganie na sobie) – jest najwybitniejszym przedstawicielem amerykańskiego transcendentalizmu, łączącym „platoński idealizm z jankeskim realizmem”. Jako wybitny myśliciel, moralista i poeta wywarł wielki wpływ na literaturę i filozofię Stanów Zjednoczonych. Proponowany wybór tekstów, najbardziej reprezentatywnych dla twórczości Emersona, obejmuje jego eseje, odczyty, wiersze i fragmenty przemówień, w których znajduje wyraz metafizyka i antropologia twórcy, emersonowskie rozumienie powołania uczonego, walka Emersona o nowe pojmowanie przez Amerykanów własnej kultury duchowej, apel do młodzieży, by uczyniła życie Ameryki bogatszym i piękniejszym.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI
PDF

Liczba stron: 182


Ralph Waldo Emerson

Wybór pism filozoficznych

w tłumaczeniu Zofii Koening

RECENZENT

Paweł Pieniążek

OPRACOWANIE KOMPUTEROWE

Zdzisław Gralka

OKŁADKĘ PROJEKTOWAŁ

Łukasz Orzechowski

Wydrukowano z dostarczonych Wydawnictwu Uniwersytetu Łódzkiego 
gotowych materiałów

© Copyright by Zofia Koenig, 2010

© Copyright for this edition by Uniwersytet Łódzki, Łódź 2015

Wydanie II. W.07072.15.0.M

Ark. druk. 9,75

ISBN 978-83-7969-883-7

e-ISBN 978-83-7969-884-4

Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego

90-131

Mężowi

w podzięce za miłość

i wsparcie

Zofia Koenig

The "transparent eyeball". karykatura Christophera Crancha

Przedmowa

Ralph Waldo Emerson (1803–1882), mało znany w Polsce myśliciel, należy do najwybitniejszych, najbardziej wpływowych i najczęściej cytowanych filozofów amerykańskich. Wedle opinii współczesnych Amerykanów:

„The most quoted American author, by public speakers and writers, is Ralph Waldo Emerson. Or so A was reported in The New York Times, not long ago, and there doesn’t seem to be any indication yet that anyone has surpassed him” (z listu Roberta Malkinsona, sekretarza Ralph Waldo Emerson Society; styczeń 1991).

Ralph Waldo Emerson – twórca koncepcji „self-reliance” (poleganie na sobie) – jest najwybitniejszym przedstawicielem amerykańskiego transcendentalizmu, łączącym „platoński idea­lizm z jankeskim realizmem”. Jako wybitny myśliciel, moralista i poeta wywarł wielki wpływ na literaturę i filozofię Stanów Zjednoczonych. Był sumieniem Ameryki – człowiekiem popierającym swym ogromnym autorytetem wybitnego filozofa postulat zniesienia niewolnictwa i zbudowania pluralistycznego społeczeństwa ludzi wolnych i równych, tworzących na fundamencie moralnym wspólnotę, której jedność pozostaje w harmonii z różnorodnością kulturową, rasową i religijną jej obywateli.

Proponowany wybór tekstów, najbardziej reprezentatywnych dla twórczości Emersona, obejmuje jego eseje, odczyty, wiersze i fragmenty przemówień, w których znajduje wyraz metafizyka i antropologia twórcy, emersonowskie rozumienie powołania uczonego, walka Emersona o nowe pojmowanie przez Amerykanów własnej kultury duchowej, apel do młodzieży, by uczyniła życie Ameryki bogatszym i piękniejszym.

Prezentowane teksty ukazują ewolucję poglądów filozoficznych Emersona od unitarianizmu i jego krytyki, poprzez transcendentalizm abstrakcyjny do transcendentalizmu zaangażowanego – stosowanego przez włączenie się w wielki konflikt polityczny tamtych czasów do rozstrzygnięcia fundamentalnych problemów mo­ralnych i społecznych nurtujących naród amerykański w okresie bezpośrednio poprzedzającym wojnę secesyjną.

W optymistycznej myśli Emersona ważne miejsce zajmuje idea jednostki aktywnej, polegającej na sobie – zasada self-reliance. Głosząc ideę suwerenności jednostki, Emerson dąży zarazem do uniknięcia niebezpieczeństw relatywizmu moralnego. Opisuje stosunek jednostki do religii i do społeczeństwa jako wypełnioną nieredukowalnymi napięciami relację egzystencjalną, która przy zachowaniu szacunku dla dobra ogółu, powinna się kształtować w taki sposób, by pozostawić nienaruszoną, niezbywalną wolność idywiduum.

Stawiane przez Emersona pytania (choć nie wszystkie jego odpowiedzi) są treścią samowiedzy także współczesnego człowieka.

Zofia Koenig

Twórczość metafizyczna

IPrzyroda1

Z subtelnego łańcucha niezliczonych kręgów

Ten następny ku najdalszemu wiedzie;

Czyta znaki oko gdziekolwiek się zwróci,

I róża każdym przemawia językiem,

A w dążeniu, by stać się człowiekiem, robak marny

wznosi się przez wszystkie szczyty formy.

Wstęp

Nasz wiek jest wiekiem retrospekcji. Wznosi groby przodkom. Pisze biografie, historię i krytykę. Minione pokolenia twarzą w twarz oglądały przyrodę i Boga; my zaś, ich oczyma. Dlaczego my nie mielibyśmy radować się pierwotnym stosunkiem do wszechświata? Dlaczego nie mielibyśmy posiadać poezji oraz filozofii zrodzonej z intuicji, a nie tradycji, i religii nam objawionej, zamiast ich historii? Dlaczego cały rok otoczeni przyrodą, której potoki życia przepływają wokół nas i przez nas, i zachęcani przez siły, których one dostarczają, do działania na miarę natury, mielibyśmy błąkać się po omacku pośród szczątków przeszłości i żyjącym nakładać kostiumy z jej wyblakłej garderoby. Także dzisiaj świeci słońce. Więcej jest runa owczego, więcej lnu na polach. Są nowe kraje, nowi ludzie, nowe myśli. Domagajmy się naszych własnych dzieł, praw i wiary.

Bez wątpienia na wszystkie pytania da się odpowiedzieć. Tak dalece musimy zaufać doskonałości stworzenia, by wierzyć, że jakąkolwiek ciekawość obudzi porządek rzeczy w naszych umysłach, tenże porządek rzeczy może ją zaspokoić. Kondycja każdego człowieka zawiera w sobie pisane hieroglifami rozwiązanie tych pytań, które mógłby on postawić. Człowiek doświadcza je jako życie, zanim ujmie je jako prawdę. W podobny sposób przyroda, już w swoich formach i dążeniach, określa własny zamysł. Postawmy pytanie temu wspaniałemu zjawisku, co tak spokojnie jaśnieje wokół nas. Zbadajmy dla jakiego celu istnieje przyroda?

Cała nauka posiada jeden cel, a mianowicie: odkryć prawa przyrody. Istnieją teorie ras i działań, ale wciąż jeszcze jesteśmy bardzo oddaleni od zrozumienia idei kreacji. Tak jesteśmy obecnie dalecy od drogi prawdy, że nauczyciele wiary wiodą spory i nienawidzą się wzajemnie, a myślicieli uważa się za nierozsądnych i lekkomyślnych. Lecz dla zdrowego rozsądku najbardziej abstrakcyjna prawda jest najbardziej realna. Kiedykolwiek pojawi się prawdziwa teoria, stanowić ona będzie swój własny dowód. Poddana próbie, wyjaśni wszystkie zjawiska. Wiele z tych zjawisk uważa się obecnie nie tylko za niewyjaśnione, ale i niewytłumaczalne, jak język, sen, szaleństwo, marzenia, brutalność, popęd seksualny.

Z filozoficznego punktu widzenia, świat składa się z Przyrody i Duszy. Dlatego też, ściśle mówiąc, wszystko, co jest odrębne od nas, wszystko, co Filozofia odróżnia jako NIE JA, to znaczy, zarówno przyroda jak i sztuka, wszyscy inni ludzie i moje własne ciało, muszą być objęci tym samym imieniem PRZYRODA. Przy wyliczaniu walorów przyrody i ich sumowaniu stosować będę to słowo w obu znaczeniach – potocznym i filozoficznym. W dociekaniach ogólnych, jak obecnie nasze, nieścisłość jest nieistotna; nie musi nastąpić konfuzja myśli. Przyroda w potocznym znaczeniu odnosi się do bytów niezmienionych przez człowieka – przestrzeń, powietrze, rzeka, liść. Wyraz Sztuka stosuje się do połączenia jego woli z tymi samymi rzeczami, jak w przypadku domu, kanału, pomnika, obrazu. Jednakże działania człowieka razem wzięte, są tak mało znaczące – ot, nieco strugania, pieczenia, łatania i prania – że w zestawieniu tak wielkim, jakim jest odbicie obrazu świata w umyśle ludzkim, nie zmieniają one wyniku.

Rozdział IPrzyroda

By wejść w samotność, człowiek potrzebuje w tej samej mierze oddalić się od swego domostwa jak i od społeczności. Nie jestem samotny, gdy czytam czy piszę, mimo że nikogo nie ma przy mnie. Lecz gdyby człowiek wolał być samotny, dozwólcie mu patrzeć na gwiazdy. Promienie padające z tych niebieskich światów oddzielą go od tego, co dotyka. Można by pomyśleć, że atmosfera po to została uczyniona przezroczystą, by dać człowiekowi, poprzez ciała niebieskie, wieczną obecność tego, co wzniosłe. Widziane z ulic miast jakże są wspaniałe. Gdyby się gwiazdy ukazywały jednej nocy na tysiąc lat, jakżeby ludzie wówczas wielbili je i czcili, i przez wiele pokoleń przechowywali pamięć o Państwie Bożym, które im się ukazało. Co noc, jednakże, wschodzą te wysłanniczki piękna i rozświetlają świat swym przychylnym uśmiechem.

Gwiazdy budzą jakąś cześć, gdyż są nieosiągalne, mimo że zawsze obecne; wszystkie jednak twory natury wywierają podobne wrażenie, gdy umysł otwarty jest na ich wpływ. Przyroda nigdy nie przybiera pospolitego wyglądu. Toteż i najmędrszy nie wydziera przyrodzie jej tajemnicy i nie traci ciekawości odnajdując całą jej doskonałość. Przyroda nigdy nie była igraszką dla mądrego ducha. Kwiaty, zwierzęta, góry stanowiły w takim samym stopniu odbicie mądrości jego najlepszej chwili, w jakim niegdyś radowały się one prostotą jego dzieciństwa.

Rozprawiając w ten sposób o przyrodzie mamy w umyśle określoną, ale wysoce poetycką percepcję. Rozumiemy przez to integralność wrażenia wywołaną przez różnorodność przedmiotów przyrody. Ona to właśnie znaczy różnicę między uchwytem siekiery drwala, a drzewem poety. Na pełny uroku krajobraz, który oglądałem dziś z rana, składało się jakieś dwadzieścia czy trzydzieści zagród. Miller włada tym polem, Locke tamtym, zaś Manning lasem w oddali. Żaden z nich, jednak nie jest właścicielem krajobrazu. Ma w sobie jakąś właściwość widnokrąg, którą posiada tylko ten człowiek, którego oko potrafi połączyć w jedność wszystkie części krajobrazu, a jest nim poeta. Właściwość ta jest najlepszą stroną zagród tych ludzi, nawet jednak ich dokumenty własności nie dają do niej żadnego prawa.

Prawdę mówiąc niewielu dorosłych widzi przyrodę. Większość ludzi nawet słońca nie dostrzega. A przynajmniej bardzo powierzchowne jest ich widzenie. Słońce jedynie oświetla oko człowieka, świeci jednak w głąb oka i serca dziecka. Miłośnikiem przyrody jest ten, którego wewnętrzne i zewnętrzne odczucia pozostają w harmonii; jest nim ten, kto zachował duszę dziecka nawet w okresie dojrzałości. Obcowanie z niebem i ziemią staje się częścią jego codziennego pokarmu. Mimo prawdziwych trosk, w obecności przyrody, człowieka przenika niezwykła radość. Przyroda mówi: „On jest moim tworem i mimo wszystkich jego niekończących się smutków, będzie radosny ze mną”. Nie tylko słońce, czy lato, lecz każda godzina i każda pora roku składa swą dań radości; każda bowiem godzina i zmiana każda, od nieruchomego południa po najbardziej ponurą północ, odpowiada innemu stanowi umysłu i sankcjonuje go. Przyroda jest równie dobrym tłem dla człowieka w wesołym nastroju, jak i pogrążo­nego w bólu. Gdy zdrowie dopisuje, powietrze jest lekiem o nie­wiarygodnej skuteczności. Gdy przemierzam o brzasku puste błonia, całe w śnieżnych zaspach pod zachmurzonym niebem, nie myśląc o żadnym szczególnie szczęśliwym zdarzeniu, doświadczam doskonałej radości. Moja radość graniczy z uczuciem lęku. Również w lesie człowiek zrzuca z siebie lata jak wąż skórę i w jakim by nie był okresie życia, jest zawsze dzieckiem. W lasach mieszka wieczna młodość. W tych plantacjach Boga panują dobre obyczaje i świętość – trwa w nich nieustające święto – a przybyły w gościnę nie rozumie jak mógłby się i w tysiąc lat zmęczyć nimi. W lesie wraca nam rozum i wiara. Czuję tam, że nic złego nie może mi się w życiu przydarzyć – żadna hańba, klęska żadna, z której cało bym nie uszedł, a której przyroda nie może wynagrodzić. Gdy staję na nagiej ziemi – z głową skąpaną w wesołym powietrzu, wzniesioną ku nieskończonej przestrzeni – znika cały nędzny egotyzm. Staję się przezroczystą gałką oczną, jestem niczym, widzę wszystko, przepływają przeze mnie prądy Uniwersalnej Istoty; jestem częścią czy raczej cząstką Boga. Imię najbliższego przyjaciela brzmi wtedy obco i przygodnie: być braćmi, być znajomymi – panem czy sługą, jest wówczas rzeczą bez znaczenia, jest zakłóceniem nieskończonego, nieśmiertelnego piękna. Na odludziu odnajduję coś bardziej cennego i naturalnego niż na ulicach miasta czy wsi. W spokojnym krajobrazie, a szczególnie w odległej linii horyzontu, człowiek dostrzega coś tak pięknego jak jego własna natura.

Największą rozkoszą, której dostarczają pola i lasy jest sugestia tajemnego związku między człowiekiem a rośliną. Nie jestem samotny ani niezaakceptowany. One mnie się kłaniają, a ja im wzajem. Falowanie konarów w czas burzy jest i nowe dla mnie, i stare. Zaskakuje mnie, a jednak nie jest nieznane. Jego skutek przypomina działanie wyższej myśli, czy szlachetniejszego uczu­cia ogarniającego mnie, gdy mniemałem, że myślę słusznie i po­stępuję właściwie.

To pewne jednak, że moc sprawiania tej radości nie tkwi w przyrodzie, ale w człowieku, czy raczej w harmonii obu. Przyjemności tych należy używać z dużym umiarem. Przyroda nie zawsze przybrana jest w odświętne szaty; to samo miejsce, które wczoraj tchnęło aromatem i lśniło jakby ku swawoli nimf, dziś przesycone jest melancholią. Przyroda zawsze przybiera barwy duszy. Dla człowieka uginającego się pod nieszczęściem, nawet ciepło jego własnego ogniska ma w sobie smutek. Istnieje zatem rodzaj wzgardy dla krajobrazu, odczuwanej przez tego, komu śmierć zabrała właśnie serdecznego przyjaciela. Niebo jest mniej wspaniałe skoro zamyka się nad umniejszaną wartością ludz­kiego rodu.

Rozdział IIRzeczy użyteczne

Ktokolwiek rozważa przyczynę celową świata, rozróżni wiele rodzajów użytku składających się, jako części, na ten rezultat. Wszystkie one dopuszczają zaliczenie do jednej z następujących klas: Rzeczy użyteczne, Piękno, Język i Dyscyplina.

Ogólna nazwa Rzeczy użytecznych obejmuje wszystkie te korzyści, które zmysły zawdzięczają przyrodzie. Stanowią one naturalnie dobrodziejstwo chwilowe i pośrednie, a nie ostateczne, jakim jest ich służba dla duszy. Jednakże, choć przyziemne, jest doskonałe w swoim rodzaju i jest jedynym użyciem przyrody, które wszyscy ludzie pojmują. Cierpienia człowieka okazują się dziecinnym rozdrażnieniem, gdy odkrywamy jak trwały i pełny jest spichlerz służący jego radości i życiu na tej zielonej kuli, co unosi go w przestworzach. Jacy aniołowie wymyślili tę kunsztowną ornamentację, te wspaniałe dogodności, ten ocean powietrza nad nami, ten przestwór wód u spodu, to sklepienie ziemi pośrodku? Te światła zodiakalne, warstwy opadających chmur, wzorzystą narzutę klimatów, ten rok o czterech porach? Zwie­rzęta, ogień, woda, kamienie i zboże służą człowiekowi. Pole jest zarazem jego salą obrad, dziedzińcem pracy, placem zabaw, jego ogrodem i łożem.

Dla człowieka sług więcej w pogotowiu trwa

Niźli ich on dostrzeże2.

Przyroda w swoim posługiwaniu człowiekowi jest nie tylko tworzywem, jest także procesem i rezultatem. Wszystko ustawicznie współpracuje dla pożytku człowieka. Wiatr rozsiewa nasiona, słońce odparowuje morze, zawiewa wiatr mgły na pola, zimno, po drugiej stronie planety, skrapla na nie deszcz, deszcz zasiliła roślinę, roślina karmi zwierzę i tak nieskończone krążenie boskiej miłości żywi człowieka.

Sztuki stosowane są odtworzeniem, lub dzięki rozumowi człowieka, nowym połączeniem tych samych dobroczynnych sił przyrody. Człowiek nie czeka już na sprzyjające wiatry, lecz dzięki parze urzeczywistnia, mit o miechu Eola i trzydzieści dwa wiatry trzyma w kotle swojej łodzi. By zmniejszyć tarcie, wykłada drogę żelaznymi szynami i wsiadając do wagonu pełnego ludzi, zwierząt i towarów, mknie z miasta do miasta przez kraj, jak orzeł czy jaskółka przez powietrze. Jakże się, poprzez nagromadzenie tych ułatwień, zmieniło oblicze świata od ery Noego do czasów Napoleona! Dla prostego, skromnego człowieka zbudowano miasta, statki, kanały, mosty. Idzie on na pocztę, a rodzaj ludzki pracuje na jego zlecenie; idzie do księgarni, a ludzki rodzaj czyta i pisze o wszystkim, co się dzieje – dla niego; wchodzi do gmachu sądu, a narody naprawiają jego przewinienia. Stawia on sobie dom przy drodze, a co rano nadciąga ród ludzki i drogę odśnieża.

Nie ma jednak potrzeby wyliczania szczegółów tej kategorii pożytków. Katalog jest nieskończony, a przykłady tak oczywiste, że zostawię je ku rozwadze czytelnika – z tą ogólną uwagą, że kupiecka korzyść ma dalsze dobro na względzie. Karmi się człowieka nie dla karmienia, lecz po to, by pracował.

Rozdział IIIPiękno

SZLACHETNIEJSZA potrzeba, a mianowicie umiłowanie Piękna, też zaspokajana jest przez przyrodę.

Starożytni Grecy świat zwali κοσμοσ, piękno. Taka jest bu­dowa wszystkich rzeczy i tak twórcza moc oka ludzkiego, że proste byty jak niebo, góra, drzewo, zwierzę dostarczają nam radości w sobie i dla siebie; radości której udziela kształt, kolor, ruch i ich połączenie. Jak się wydaje, jest tak częściowo dzięki samemu oku. Oko jest najlepszym artystą. Przez wzajemne działanie jego struktury i praw światła, wytwarza się perspektywa, która jednoczy dowolny zbiór przedmiotów – jakiego by one nie były rodzaju – w taką całość o subtelnie dobranych barwach i odcieniach, że tam, gdzie poszczególne przedmioty są nieciekawe, lub mało wzruszające krajobraz, który tworzą jest doskonały i symetryczny. I tak jak oko jest mistrzem kompozycji, światło jest najprzedniejszym malarzem. Nie ma takiego odrażającego przedmiotu, którego intensywne światło nie uczyni pięknym. A bodziec, którego dostarcza zmysłom oraz odblask nieskończoności, którą ono zawiera – jak przestrzeń i czas – czynią materię barwną i radosną. Nawet ciało zmarłego ma swe własne piękno. Lecz poza tym powszechnym wdziękiem, którym przesycona jest przyroda, prawie wszystkie jednostkowe byty są miłe oku, czego dowodzi nieustanne odtwarzanie przez nas niektórych z nich – jak żołędzia, winogrona, szyszki sosnowej, kłosu pszenicy, jajka, skrzydeł i kształtów większości ptaków, lwiego pazura, węża, motyla, muszli morskiej, płomieni, chmur, pączków kwiatów, liści i kształtów wielu drzew, na przykład palmy.

Dla lepszego zrozumienia aspekty Piękna możemy ująć w trojaki sposób.

1. Po pierwsze, zwyczajne postrzeganie bytów przyrody jest radością. Wpływ kształtów i ruchu w przyrodzie jest tak niezbędny dla człowieka, iż wydaje się, że w swoich najniższych funkcjach leży on na granicy pożytku i piękna. Wobec ciała i umysłu odrętwiałego szkodliwą pracą czy towarzystwem przyroda działa jak lek i przywraca im świeżość. Rzemieślnik, adwokat porzuca zgiełk i wrzawę ulicy, widzi niebo i las, i na powrót jest człowiekiem. W ich odwiecznym spokoju odnajduje siebie. Wydaje się, że zdrowie oka wymaga dali. Nigdy nie jesteśmy zmęczeni pod warunkiem, że potrafimy widzieć wystarczająco daleko.

Niekiedy znów Przyroda daje zadowolenie poprzez sam swój urok, bez jakiejkolwiek domieszki namacalnej korzyści. Z wierzchołka wzgórza naprzeciw mojego domu, od brzasku do wschodu słońca, oglądam widowisko poranka ze wzruszeniem, które mogłoby być udziałem nieba. Długie, wrzecionowate pręgi chmur płyną jak ryby w oceanie szkarłatnego światła. Z ziemi, jako brzegu, wpatruję się w to bezgłośne morze. Wydaje mi się, że uczestniczę w jego gwałtownych przeobrażeniach: żywy zachwyt ogarnia moją znikomość, ogromnieję i jednoczę się z porannym wiatrem. Jakże nas Przyroda uwzniośla przy pomocy paru niekosztownych żywiołów! Dajcie mi zdrowie i światło dnia, a sprawię, że pompatyczność imperatorów będzie śmieszna. Świt jest moją Asyrią, zachód słońca i wschód księżyca moimi Pafos3 i niewyobrażalnymi krainami czarów, samo południe będzie moją Anglią zmysłów i rozsądku, noc Germanią mistycznej filozofii i snów.

Nie mniej wspaniały, jeśli nie brać pod uwagę naszej zmniejszonej po południu wrażliwości, był urok wczorajszego wieczoru – czar styczniowego zachodu słońca. Chmury na zachodnim niebie rozpadały się na różowe płatki lśniące odcieniami niewysłowionej miękkości, a powietrze miało tak wiele życia i słodyczy, że powrót do domu sprawiał ból. Cóż to było, co przyroda chciałaby powiedzieć? Czy nie było żadnego znaczenia w żyjącym spokoju doliny za młynem, którego Homer lub Szekspir nie mogliby dla mnie odtworzyć w słowach? W zachodzącym słońcu bezlistne drzewa, za tło mając granat wschodu, stają się iglicami płomieni, a gwiazdy obumarłych kielichów kwiatów i każda uschła łodyga, i cierń szronem obrzeżone wnoszą coś do tej bezgłośnej muzyki. Mieszkańcy miast sądzą, że wiejski krajobraz malowniczy jest tylko przez połowę roku. Ja rozkoszuję się urokiem zimowej scenerii, która – wierzę – tak samo wzrusza, jak ożywcze działanie lata. Dla uważnego oka, każda chwila roku ma swe własne piękno i w tym samym miejscu dojrzy ono o każdej godzinie obraz, którego nigdy przedtem nie widziało i którego nigdy już nie zobaczy. Niebo zmienia się nieustannie i przenosi swój blask lub mrok na równiny w dole. Czas zbioru na okolicznych polach zmienia obraz ziemi z tygodnia na tydzień. Następowanie po sobie miejscowych roślin na pastwiskach i przydrożach – stanowiące milczący zegar, według którego czas oznajmia godziny lata – nawet pory dnia uczyni dostrzegalne dla uważnego obserwatora. Chmary ptaków i owadów, na podobieństwo roślin, podążają we właściwym sobie czasie jedne za drugimi, a rok ma miejsce na wszystko. Nad brzegami rzek różnorodność jest większa. W lipcu błękitna pontederia, zwana szczupaczym zie­lem, zakwita ogromnymi dywanami na płyciznach naszej wesołej rzeki i roi się w bezustannym ruchu od żółtych motyli. Sztuka nie może rywalizować z tym przepychem purpury i złota. Zaiste, rzeka jest wiecznym festynem i każdego miesiąca pyszni się nowym strojem.

Jednakże Piękno Przyrody widziane i odczuwane jako piękno, odgrywa najmniejszą rolę. Ceremonia dnia, rosisty poranek, łuk tęczy, góry, sady kwitnące, gwiazdy, srebrzyste światło księżyca, cienie na spokojnej wodzie i podobne zjawiska, jeśli zbyt skwapliwie poszukiwane, stają się widowiskiem zaledwie i szydzą z nas w swojej nierealności. Wyjdź z domu, by popatrzeć na księżyc, a znajdziesz go zwykłą błyskotką w górze; nie będzie on taki jak wówczas, gdy jego blask oświetla twą konieczną podróż. A piękno lśniące w złotawym popołudniu października, – któż zdoła je uchwycić? Ruszasz naprzód, by je znaleźć, a ono znika; to tylko miraż, gdy spoglądasz z okien dyliżansu.

2. Obecność wyższego, mianowicie duchowego pierwiastka jest istotą doskonałości Piękna. Wzniosłe duchowe piękno, które można kochać bez słabości, jest tym pięknem, które odnajdujemy w połączeniu z wolą człowieka. Piękno jest znakiem Boga od­ciśniętym na cnocie. Każde naturalne działanie jest pełne wdzięku. Każdy czyn bohaterski jest skromny zarazem i opromienia zarówno jego miejsce jak i świadków. Wielkie czyny uczą nas, że wszechświat jest własnością każdej jednostki. Dla każdego rozumnego stworzenia cała przyroda jest posagiem i fortuną. Jeśli chce, przyroda należy do niego. Człowiek może się jej zrzec, może wpełznąć do jakiegoś zakątka i zrezygnować, jak czyni większość ludzi, ze swego królestwa, lecz dzięki swojej naturze, ma on prawo do świata. Chłonie on w siebie świat proporcjonalnie do energii swej myśli i woli. „Wszystkie te rzeczy – powiedział Salustiusz – dla których ludzie orzą, budują czy żeglują, posłuszne są cnocie”. Gibbon pisze, że „Wiatry i fale są zawsze po stronie najzdolniejszych nawigatorów”. Także samo słońce i księżyc, i wszystkie gwiazdy na niebie. Gdy-przypadkowo-zdarzy się, że szlachetny czyn dokonany jest w miejscu o wielkim naturalnym pięknie; gdy Leonidas i jego trzystu męczenników dzień cały umierają, a słońce i księżyc przybywają i patrzą na nich w stromym wąwozie Termopil, lub gdy Arnold Winkelried w ciem­nościach lawiny, w wysokich Alpach, ściąga na siebie oddział austriackich włóczników, by dla swoich towarzyszy przerwać okrążenie, czyż ci bohaterowie nie mają prawa dodać piękna sceny do piękna czynu? Gdy barkentyna Kolumba dobija do wybrzeży Ameryki – przed nią plaża ze szpalerami dzikusów pierzchających w popłochu ze swoich trzcinowych chat, za nią morze, a wokół purpurowe góry Archipelagu Indiana, czyż zdołamy oddzielić człowieka od żywego obrazu? Czyż Nowy Świat nie przystraja swego kształtu gajami palmowymi i sawannami, jak stosowną draperią. Piękno zawsze zjawia się niespostrzeżenie jak powietrze i otacza wielkie czyny. Gdy siedzącego na saniach Sir Harry Vane’a, szermierza angielskich praw, wleczono na śmierć do Tower Hill ktoś z tłumu krzyknął do niego: „Nigdy nie siedział Pan na tak zaszczytnym miejscu”. Karol III, by zastraszyć mieszkańców Londynu rozkazał w otwartym powozie wieźć na szafot patriotę Lorda Russella przez główne ulice miasta. „Ale tłumy – mówi jego biograf – miały wrażenie, że widzą wol­ność i prawość siedzące u jego boku”. Wydaje się, że w odosobnionych miejscach akt prawdy czy bohaterstwa natychmiast przyciąga do siebie niebo jako swą świątynię, a słońce jako swe światło. Przyroda wyciąga ramiona, by objąć człowieka, niech tylko jego myśli będą równie wielkiej szlachetności. Chętnie podąża za nim z różą i fiołkiem, i nagina swe prawa majestatu i gracji, by ozdobić ukochane dziecię. Niech tylko jego myśli będą równie wzniosłe, rama będzie harmonizować z obrazem. Prawy człowiek jest w zgodzie z dziełami przyrody i stanowi centralną postać sfery widzialnej. Homer, Pindar, Sokrates, Fokion wiążą się ściśle w naszej pamięci z geografią i klimatem Grecji. Niebiosa i ziemia solidaryzują się z Jezusem. Ktokolwiek widział w codziennym życiu człowieka o silnym charakterze i radosnym uspo­sobieniu, zauważy z jaką łatwością porywa on za sobą wszystko – ludzi, opinie, a czas i przyroda podporządkowują się mu.

3. Piękno świata można rozpatrywać w innym jeszcze aspekcie, mianowicie jako przedmiot intelektu. Poza relacją, w jakiej rzeczy pozostają względem cnoty, wchodzą one również w relacje z myślą. Intelekt poszukuje absolutnego porządku rzeczy takich, jakimi one są w umyśle Boga, bez zabarwienia uczuciowego. Wydaje się, że siła intelektu i moc działania następują kolejno po sobie, a swoista aktywność jednej generuje swoistą aktywność drugiej. Jest coś wrogiego między tymi dwiema siłami, przypominają one jednak kolejne okresy jedzenia i aktywności u zwierząt; jeden jest przygotowaniem a zarazem następstwem drugiego. Przeto piękno, które w odniesieniu do działania, jak widzieliśmy, przychodzi nieszukane i przychodzi, ponieważ nie jest szukane, czeka w pogotowiu, by je uchwycić i badać zrazu umysłem, a następnie mocą działania. Nic co boskie nie umiera. Wszelkie dobro odradza się wiecznie. Piękno przyrody przetwarza się w umyśle nie dla czczej kontemplacji, lecz dla nowego tworzenia.

Wszyscy ludzie są w pewnym stopniu pod wrażeniem oblicza świata; niektórzy aż do zachwytu – umiłowanie piękna to Smak. Innych miłość przepełnia w takim bezmiarze, iż nie zadowalając się podziwianiem, dążą do wcielania jej w nowe kształty. Kreowanie piękna jest Sztuką.

Tworzenie działa sztuki rzuca światło na tajemnicę człowieczeństwa. Dzieło sztuki jest abstrakcją czy też skrótem świata. Jest rezultatem, czyli przejawem przyrody – w miniaturze. Mimo że dzieła natury są niezliczone, a każde niepowtarzalne, re­zultat, czyli przejaw ich wszystkich i podobny jest, i jedyny zarazem. Przyroda jest bezmiarem kształtów zasadniczo podobnych i jednocześnie unikalnych. Liść, promień słońca, pejzaż, ocean wywierają na umysł podobne wrażenie. To, co jest im wspólne – doskonałość i harmonia, jest pięknem. Wzorcem piękna jest całość obiegu bytów przyrody – totalność przyrody, którą Italczycy wyrazili poprzez określenie piękna „il piu nell uno”. Nic nie jest piękne w oderwaniu; nic, co nie jest piękne w całości. Pojedynczy przedmiot o tyle tylko jest piękny, o ile sugeruje piękno uniwersalne. Poeta, malarz, rzeźbiarz, muzyk, architekt – każdy z nich dąży do skupienia promieniowania świata w jednym punkcie i każdy pragnie w swych paru dziełach zaspokoić poczucie piękna, które pobudza go do tworzenia. Oto czym jest Sztuka – przyrodą, która przeszła przez pryzmat człowieka. Tak więc w sztuce przyroda działa poprzez wolę człowieka przepełnionego pięknem jej pierwszych tworów.

Świat istnieje