Wybitni polscy odkrywcy i podróżnicy - Maria Pilich, Przemysław Pilich - ebook
Opis

Dlaczego Józefa Kowalewskiego, wybitnego orientalistę, syberyjski lud Buriatów utożsamiał z Żywym Buddą? Jak silna pasja podróżowania kierowała Michaliną Isaakową, że prawdopodobnie jako pierwsza Polka dobrowolnie wyruszyła na samotną wyprawę do Ameryki Południowej, aby… łapać motyle? Julian Fałat, czy był tylko wybitnym akwarelistą, czy także „nałogowym podróżnikiem”, który w wyprawie niemal dookoła świata dotarł m.in. do Hongkongu? Jak Leonidowi Telidze, dziś legendzie polskiego żeglarstwa, udało się opłynąć pod żaglami świat? Skąd wzięło się określenie „Skłodowska antropologii”, które przypisała biografka Marii Czaplickiej, wybitnej znawczyni Syberii? Jaki wpływ na rozwój polarnictwa miały odkrycia Alfreda Jahna, jedynego Polaka, który poznał  wszystkie kraje arktyczne? Ile zyskała światowa botanika dzięki Józefowi Warszewiczowi, który podróżując, odkrył kilkaset nieznanych wcześniej roślin tropikalnych? Kim był Bronisław Piłsudski, brat Józefa, etnograf, który zesłany na wyspę Sachalin badał kulturę Ajnów, zwanych kosmatymi ludźmi?

Książka przybliża sylwetki i dokonania 28 wybitnych polskich odkrywców i podróżników, którzy z odwagą i determinacją mierzyli się z przeciwnościami losu, aby poznawać i badać nieznane części świata. Niektórzy z nich, mimo wybitnych dokonań, są w Polsce zapomniani. Warto poznać ich historie.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 327

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Układ graficzny i projekt okładki

Aleksandra Szmak

Redaktor prowadzący

Barbara Czechowska

Redakcja

Krystyna Malik

Korekta

Renata Kuk, Bogusława Jędrasik

Redakcja techniczna

Andrzej Sobkowski

Skład wersji elektronicznej

Robert Fritzkowski

Wybór zdjęć

Barbara Czechowska

Zdjęcia ze zbiorów: Archiwum Jacht Klubu Morskiego „Gryf”, Archiwum Muzeum i Instytutu Zoologii PAN w Warszawie, Archiwum Narodowego w Krakowie, Archiwum Uniwersytetu Wrocławskiego, Biblioteki Cyfrowej Uniwersytetu Łódzkiego, Biblioteki Instytutu i Muzeum Zoologii PAN w Warszawie, Biblioteki Jagiellońskiej w Krakowie, Biblioteki Kórnickiej PAN, Biblioteki Narodowej, Biblioteki Uniwersyteckiej w Poznaniu, Biblioteki Uniwersyteckiej we Wrocławiu, Cyfrowego Muzeum Narodowego w Warszawie, Instytutu Botaniki UJ w Krakowie, Mazowieckiej Biblioteki Cyfrowej, Muzeum Etnograficznego w Krakowie, Muzeum w Gostyniu, Muzeum Historycznego w Bielsku-Białej, Muzeum Narodowego w Poznaniu, Muzeum Narodowego w Warszawie, Muzeum Ogrodu Botanicznego UJ w Krakowie, Muzeum Tatrzańskiego w Zakopanem, Muzeum Ziemi PAN w Warszawie, Narodowego Archiwum Cyfrowego, Polskiej Akademii Nauki Archiwum w Warszawie, Polskiej Akademii Umiejętności w Krakowie, Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk, Szkoły Podstawowej im. J. Zwierzyckiego w Krobi, Wikimedii Commons, Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej w Zielonej Górze

Zdjęcia ze zbiorów prywatnych: Anny Bilskiej, Czesława Czaplińskiego (FOTONOVA), Macieja Dowhyluka, rodziny Dzieduszyckich, Stefanii Egierszdorff, rodziny Fiedlerów, Jadwigi Jakubaszko, Bogdana Jankowskiego, Dariusza Jędrzejewskiego, Jerzego Kukuczki, Krystyny Malik, Grzegorza Micuły, Anny Milewskiej-Zawady, Woody Ochnio (FORUM), Przemysława Pilicha, rodziny Remiszewskich, Janusza Sobolewskiego (FORUM)

Zdjęcie na pierwszej stronie okładki: Arkady Fiedler na Madagaskarze (ze zbiorów rodziny Fiedlerów)

Zdjęcia na wyklejkach pochodzą ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego i Archiwum Uniwersytetu Wrocławskiego

© by MUZA SA, Warszawa 2018

ISBN 978-83-287-0952-2

Sport i Turystyka – MUZA SA

Wydanie I

Warszawa 2018

Od autorów

Książka stanowi kontynuację naszej publikacji o polskich podróżnikach; reprezentuje też serię Wydawnictwa MUZA o znanych i mniej znanych, ale godnych przypomnienia Polakach. Utrzymaliśmy zatem ten sam układ treści jak w pozostałych pozycjach tej serii.

Tak jak poprzednio, dużym problemem był dobór osób spośród liczącej kilkaset nazwisk listy polskich odkrywców i podróżników. Po długich dyskusjach z Redakcją „Sportu i Turystyki” wybraliśmy osoby powszechnie znane, jak Arkady Fiedler, Ryszard Kapuściński, Antoni Malczewski, Antoni Ferdynand Ossendowski i Wanda Rutkiewicz. Umieściliśmy też w książce rozdziały poświęcone odkrywcom i podróżnikom obecnie już zapomnianym, a godnym upamiętnienia, takim jak Maria Czaplicka, Józef Kowalewski czy Leopold Niemirowski.

Wybierając bohaterów naszej książki, braliśmy też pod uwagę kraje, które odwiedzali. Polacy wędrowali po wszystkich kontynentach, najwięcej jednak (nie zawsze z własnej woli) po „ósmym kontynencie”, czyli Syberii. Jakucję, będącą częścią Syberii, badało ponad 20 polskich podróżników – uczonych. Nie chcieliśmy jednak, aby te tereny dominowały w naszej książce.

Jako autorzy mieliśmy te same problemy, co inne osoby zajmujące się literaturą faktu. Były przypadki, gdy trzy poważne źródła podawały trzy różne daty dotyczące tego samego wydarzenia. Trzeba było wówczas przeprowadzać „śledztwo”, które z nich jest najbardziej wiarygodne, oraz szukać kolejnych, bardziej szczegółowych opracowań.

Książka ta jest nie tylko dziełem autorów, ale również trzech Pań Redaktorek. Przede wszystkim pani Krystyny Malik – pierwszej czytelniczki naszych tekstów, zgłaszającej wiele cennych uwag. Druga osoba to pani Barbara Czechowska, która włożyła bardzo wiele trudu w „zorganizowanie” czy wręcz „zdobycie” i dobór ilustracji oraz nadała publikacji ostateczną formę. Trzecia osoba to pani Urszula Lewandowska, która przez wiele miesięcy czuwała nad całością. Jesteśmy im bardzo wdzięczni.

Dziękujemy też serdecznie osobom, które przekazały informacje i dostarczyły materiały dotyczące odkrywców i podróżników oraz krytycznie oceniały niektóre już gotowe nasze teksty. Były to panie: Anna Bielawska-Puchalska, Helena Itozawa, Jadwiga Jakubaszko, Zyta Kołoszewska, Anna Milewska-Zawada i Danuta Remiszewska oraz panowie: Jarosław Balon, Patryk Frankowski, Zbigniew Kowalewski, Witold Pietrusiewicz, Michał Ratajczyk, Grzegorz Rąkowski, Andrzej Remiszewski i Mariusz Sawicki. W imieniu własnym i Redakcji „Sportu i Turystyki” składamy również ogromne podziękowania za udostępnienie zdjęć i archiwalnych materiałów ilustracyjnych: Annie Bilskiej, Maciejowi Dowhylukowi, rodzinie Dzieduszyckich, Stefanii Egierszdorff, rodzinie Fiedlerów, Bogdanowi Jankowskiemu, Jadwidze Jakubaszko, Dariuszowi Jędrzejewskiemu, Annie Milewskiej-Zawadzie, Krystynie Malik i rodzinie Remiszewskich oraz instytucjom: Archiwum Narodowemu w Krakowie, Archiwum Uniwersytetu Wrocławskiego, Bibliotece Cyfrowej Uniwersytetu Łódzkiego, Bibliotece Jagiellońskiej w Krakowie, Bibliotece Narodowej w Warszawie, Bibliotece Uniwersyteckiej w Poznaniu, Bibliotece Uniwersyteckiej we Wrocławiu, Jacht Klubowi Morskiemu „Gryf” z Gdyni, Mazowieckiej Bibliotece Cyfrowej, Muzeum i Instytutowi Zoologii PAN w Warszawie, Muzeum Etnograficznemu w Krakowie, Muzeum Historycznemu w Bielsku-Białej, Muzeum Narodowemu w Warszawie, Muzeum Ogrodu Botanicznego Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, Muzeum Tatrzańskiemu w Zakopanem, Muzeum w Gostyniu, Muzeum Ziemi PAN w Warszawie, Narodowemu Archiwum Cyfrowemu, Polskiej Akademii Nauk Archiwum w Warszawie, Polskiej Akademii Umiejętności w Krakowie, Poznańskiemu Towarzystwu Przyjaciół Nauk oraz Szkole Podstawowej im. J. Zwierzyckiego w Krobi.

Mamy nadzieję, że ten zbiorowy wysiłek wielu osób przypadnie do gustu Czytelnikom naszej książki.

Maria i Przemysław Pilichowie

Autorzy podczas jednego ze spotkań z czytelnikami. Fot. Grzegorz Micuła

A kto był Człowiekiem rycerskim, ten jechał wojować pogany w Azji, aby Chrześcijany Azjatyckie obronić, i grób Zbawiciela odzyskać. I nazywano tę wojnę w Azji, wojną krzyżową.

Adam Mickiewicz Księgi narodu polskiego i pielgrzymstwa polskiego

Polski krzyżowiec

Jaksa z Miechowa – podróżnik, fundator klasztorów, bohater jednej z powieści Józefa Ignacego Kraszewskiego

Był jednym z niewielu polskich rycerzy, którzy wzięli udział w krucjatach do Ziemi Świętej. Jest do dziś postacią niezwykle tajemniczą, nie wiadomo nawet, czy chodzi tu o jedną osobę, zwaną Jaksą z Miechowa lub Jaksą z Kopanicy, czy też o dwie różne osoby o tym samym imieniu. Dawniej uważano go za świątobliwego. Jego herb – Gryf, widnieje do dziś w herbie miasta Miechowa razem z podwójnym krzyżem – godłem zakonu Bożogrobców. Kopia Grobu Pańskiego w Miechowie była celem pielgrzymek.

Większość badaczy historii przychyla się do teorii, że Jaksa z Miechowa pochodził z możnowładczego rodu Gryfitów.

Nie wiadomo, kiedy dokładnie się urodził. Rok 1120 jest jedynie orientacyjny. Nie wiadomo też, gdzie się urodził. Być może w Jaksicach (nazwa mówi za siebie) – wsi, która leży na południe od Miechowa. Wieś ta istniała w tamtej epoce – w 1198 roku wojewoda Mikołaj podarował ją klasztorowi w Miechowie. Mogły to być też Jaksice położone nad Wisłą w powiecie pińczowskim. Jak podaje Długosz, Jaksa podarował tę wieś klasztorowi Benedyktynów w Sieciechowie.

Dyskusje budzi nawet kwestia objaśnienia imienia Jaksa. Niektórzy badacze twierdzą, iż pochodzi ono od imienia Jan, inni uważają, iż mamy tutaj do czynienia z wersją imienia Jakub. Jego imię zapisywane było bowiem jako: Iaczon, Iazko, Iazco, Iacxo, Iaxa, Iacza, Iaczo, Iakza, co sugeruje, że było to przekręcone imię Jakub.

Żoną Jaksy od około 1145 roku była Agapia, córka Piotra Włostowica. Mieli kilkoro dzieci. Żona wniosła mu w posagu między innymi tereny, na których później ufundował klasztor Norbertanek na dzisiejszym krakowskim Zwierzyńcu. Przeżyła swojego męża.

Jaksa brał aktywny udział w życiu politycznym XII-wiecznej Polski. W 1161 roku uczestniczył w zjeździe możnowładztwa w Łęczycy.

W 1162 roku wyruszył do Ziemi Świętej. Towarzyszyło mu kilku innych rycerzy. Znane są imiona dwóch z nich: Wojsław (II) Trojanowic z rodu Powałów (brat biskupa krakowskiego Gedki) oraz Jan Gniewomir, właściciel Rudaw pod Krakowem.

Podróżował konno. Pierwszym etapem mogło być dotarcie do portu w Wenecji, ale mógł też powędrować dalej przez Półwysep Apeniński do położonych bardziej na południe portów w Bari i Brindisi. W Bari, mieście, w którym pochowana jest królowa Bona, do dziś jest via delle Crociate, czyli ulica krucjat. Wędrowali tędy krzyżowcy do portu. Głównym portem krzyżowców w średniowieczu było jednak Brindisi. W 1227 roku ofiarą zarazy padła tu prawie cała wyprawa krzyżowa. Mógł też Jaksa wsiąść na statek w Trani – porcie nad Adriatykiem, położonym w tej samej części południowych Włoch. Do dziś stoi tam romański kościół Templariuszy – jednego z zakonów krzyżowych.

Prawdopodobne jest też, że rycerz powędrował zupełnie inną drogą – przez Węgry, Belgrad, Sofię i Adrianopol (Edirne) do Konstantynopola i tu dopiero wsiadł na statek. Wyprawa do Jerozolimy była trudna i niebezpieczna. Stan dróg lądowych pozostawiał wiele do życzenia, podróż statkiem była bardzo uciążliwa, a podróżującym dokuczały głód i pragnienie, zagrażali rabusie i korsarze.

W jednym z wymienionych portów Jaksa załadował przypuszczalnie swojego konia na statek. Mógł oczywiście kupić później innego konia w Ziemi Świętej, ale było to niezwykle kosztowne. Konie na statkach transportowano już w starożytności. Dużo później, w XIX wieku, przewożono drogą morską całe brygady kawalerii – przykładem może być wojna krymska, tocząca się w latach 1853–1856.

Głównym powodem wyjazdu polskich krzyżowców była pielgrzymka do takich świętych miejsc jak Jerozolima, Nazaret i Betlejem. Niewątpliwie tam byli, modlili się, głęboko przeżywali spotkanie z tymi najświętszymi dla chrześcijan miejscami. Drugim celem była walka z Saracenami. W Ziemi Świętej było wówczas dość spokojnie, na pograniczach jednak trwały walki.

Muzułmanie oblegali wówczas zamek Joannitów Krak des Chevaliers (Crac des Chevaliers). Leży on w Górach Libańskich na terenie obecnej Syrii. Wznieśli go Arabowie w 1031 roku, w 1099 roku zajęli go krzyżowcy, a w 1142 roku przejęli joannici, rozbudowując do obecnych, gigantycznych rozmiarów.

W 1163 roku wojska chrześcijańskie zaatakowały muzułmanów oblegających położony na wzgórzu zamek i odniosły zwycięstwo. Być może mieli w nim udział polscy rycerze: Jaksa, Wojsław i Jan Gniewomir. Niestety dużo później, w 1271 roku, zamek Krak des Chevaliers ostatecznie zdobyły wojska sułtana Bajbarsa. W tym samym roku podbił on Jerozolimę i był to koniec panowania chrześcijan w Ziemi Świętej.

Jest kolejna zagadka z życia Jaksy. Dwaj dawni historycy twierdzili, że był on w Ziemi Świętej dwukrotnie. Adam Naruszewicz podawał, że było to po raz pierwszy w 1147, Marcin Kromer zaś, że w 1154 roku. Jest to bardzo prawdopodobne, gdyż mogli oni dotrzeć do dokumentów, które się do dziś nie zachowały. W czasie swojej pierwszej pielgrzymki Jaksa mógł prowadzić rozmowy o sprowadzeniu zakonu bożogrobców do Polski. Nie przyniosły one wówczas rezultatu, ale podczas następnej pielgrzymki taką zgodę od patriarchy Jerozolimy otrzymał.

Oprócz Jaksy z Miechowa i jego towarzyszy w krucjatach do Ziemi Świętej brali udział też inni Polacy. Źródła historyczne wymieniają: Wacława II, Henryka Sandomierskiego, Bolesława Kędzierzawego, rycerza Dzierżka, Władysława IV Pomorskiego, Władysława Białego Gniewkowskiego i księcia szczecińskiego Kazimierza II, syna Bogusława I. Było ich oczywiście więcej, ale niezbyt wielu. W Polsce za krucjaty uważano też wyprawy zbrojne na tereny zamieszkane przez pogańskich sąsiadów: Pomorzan (do początku XII wieku), Prusów, Jadźwingów i Litwinów, więc w celu szerzenia i obrony chrześcijaństwa nie trzeba było wyprawiać się aż tak daleko.

Pisząc o skromnym udziale rycerstwa polskiego w krucjatach do Ziemi Świętej, warto przytoczyć zapisaną przez Długosza anegdotę z początku XIII wieku. Otóż Leszek Biały tłumaczył się przed papieżem, że nie może wziąć udziału w krucjacie, gdyż w Ziemi Świętej zabrakłoby mu miodu i zimnego piwa, do których się przyzwyczaił, a zwykłej wody pić nie może.

Z Jerozolimy głęboko religijny Jaksa sprowadził do Miechowa w 1163 roku Zakon Kanoników Regularnych Stróżów Świętego Grobu Chrystusowego, zwanych bożogrobcami, a później w Polsce – miechowitami. Nie wiadomo, ilu zakonników przybyło z Ziemi Świętej do Miechowa. Kroniki wymieniają tylko jednego z nich – pobożnego mnicha Marcina Galla rodem z Francji.

Bożogrobcy nie byli jedynym zakonem sprowadzonym do Polski z Ziemi Świętej. Henryk Sandomierski sprowadził joannitów, Konrad Mazowiecki Krzyżaków, pojawił się też tajemniczy zakon templariuszy.

Kościół Bożogrobców w Miechowie stoi do dzisiaj, ale jest to już trzecia budowla w tym miejscu. Pierwszą niewielką świątynię konsekrował w 1170 roku biskup krakowski Gedko. Drugi był kościół romański z XIII wieku. Obecny gotycki, z przełomu XIV i XV wieku, został przebudowany w stylu barokowym w wieku XVIII.

Do klasztoru w XVI wieku dobudowano kopułową kaplicę Grobu Pańskiego, w której znajduje się najstarsza w Polsce kopia grobu Chrystusa. Według tradycji kaplica ta zbudowana została w miejscu posypanym ziemią przywiezioną z Jerozolimy, a w ścianę wmurowano kamień z grobu Zbawiciela. Grób Pański w Miechowie stał się celem pielgrzymek, które były namiastką pielgrzymek do Jerozolimy.

Bożogrobcy mieszkali w Miechowie aż do kasaty zakonu w 1819 roku. Odrodzili się w 1996 roku, ale już nie jako zakon, ale stowarzyszenie osób duchownych i świeckich, mężczyzn i kobiet. Ich siedzibą jest klasztor w Miechowie.

W kościele w Miechowie są dwa „wizerunki imaginacyjne” Jaksy. Ta dziwna nazwa oznacza, że ich autorzy nie mieli pojęcia, jak wyglądał ten rycerz. Jeden z wizerunków to marmurowy klasycystyczny posąg z około 1802 roku, drugi – to umieszczony nad nim barokowy portret malowany na blasze.

Oprócz klasztoru w Miechowie Jaksa ufundował jeszcze dwa inne klasztory. Około 1162 roku sprowadził do Polski norbertanki – zakon kontemplacyjny, pierwszy żeński zakon w naszym kraju. Według tradycji pierwszą jego przełożoną miała być córka Jaksy – Anna. Osadził je pod Krakowem, nad brzegiem Wisły. Później była to dzielnica Zwierzyniec. Kościół i klasztor istnieją tam do dziś, ale były wielokrotnie niszczone i odbudowywane. Tutaj są też dwa „wizerunki imaginacyjne” fundatora. Jeden z nich to posąg z początku XVII wieku, ze śladami polichromii, stojący w kościele pod chórem. Na jego postumencie umieszczono wierszowaną inskrypcję dotyczącą fundacji klasztoru Norbertanek. Drugim wizerunkiem jest portret z 1757 roku z herbem Gryf i widokiem klasztoru Bożogrobców w Miechowie w tle. Obraz znajduje się w klasztorze i jest niedostępny dla zwiedzających.

Trzeci klasztor fundacji Jaksy (według Długosza) w Krzyżanowicach koło Pińczowa był także przeznaczony dla norbertanek. Stojący tam obecnie kościół powstał na miejscu poprzednich w XVIII wieku, a jego fundatorem był miejscowy proboszcz, powszechnie znany Hugo Kołłątaj.

Jaksa z Miechowa zmarł najprawdopodobniej w 1176 roku i został pochowany w Miechowie. Jego zniszczony nagrobek istniał jeszcze w XVII wieku.

Zachował się prawdziwy wizerunek Jaksy z Miechowa, niestety bardzo mocno zniszczony i trudno na jego podstawie powiedzieć, jak naprawdę wyglądał ten polski krzyżowiec. Wzniósł on bowiem nieistniejący dziś romański kościół Świętego Michała Archanioła na Ołbinie we Wrocławiu. Do świątyni prowadził kamienny, romański portal. Zachowała się jego górna część, tympanon (z XII wieku), na którym widnieje Jaksa wręczający Chrystusowi model świątyni. Za postacią męża klęczy jego żona Agapia. Po lewej stronie tympanonu umieszczono postacie Bolesława Kędzierzawego i jego syna Leszka, fundatorów kościoła Świętej Małgorzaty w Bytomiu.

Tympanon z płaskorzeźbą Jaksy znajduje się dziś w Muzeum Architektury we Wrocławiu. Na miejscu wspomnianego kościoła na Ołbinie stoi obecnie duża neogotycka świątynia z lat 1863–1871.

Jaksa, jako zięć Piotra Włostowica, występuje na kartach powieści Józefa Ignacego Kraszewskiego Historia prawdziwa o Petrku Właście, palatynie, którego zwano Duninem.

W zbiorach Museo Nazionale del Bargello we Florencji (poprzednio w niemieckich zbiorach prywatnych) znajduje się bogato dekorowany miecz, tradycyjnie wiązany z osobą Jaksy z Miechowa.

Upamiętniają go ulice w Krakowie – Jaxy Gryfity (niedaleko klasztoru Norbertanek) i w Miechowie – Jaksy.

Największą tajemnicą w życiorysie Jaksy z Miechowa jest postać Jaksy z Kopanicy (Köpenick – obecnie przedmieście Berlina). Był on księciem Stodoran – słowiańskiego plemienia żyjącego za Łabą. W 1127 roku musiał uchodzić ze swego kraju i schronił się w Polsce. Za Łabę wrócił około 1154 roku i panował tam do 1157 roku, aby – ponownie wypędzony przez Niemców – schronić się na Śląsku. Bił nawet własne monety z napisem JACZO DE COPNIC.

Historycy nie są zgodni. Część utożsamia Jaksę z Miechowa z Jaksą z Kopanicy, inni zaś uważają, że były to dwie różne osoby.

Wyprawy krzyżowe podejmowane były przez państwa oraz rycerstwo katolickie Europy w latach 1095–1291. Prowadzono je głównie przeciwko muzułmanom; Ilustrowana historya średniowiecza T. 2 z około 1900 roku. Fot. zbiory Biblioteki Narodowej

Monumentalny zamek Krak des Chevaliers w zachodniej części Syrii; według domniemań Jaksa z Miechowa wziął udział w jego obronie podczas pielgrzymki do Ziemi Świętej. Fot. Wikimedia Commons (widok z czasów średniowiecza – wizualizacja autorstwa R. Guillaume z 1871 roku)

Głównym celem wypraw krzyżowych, również pielgrzymki Jaksy z Miechowa, było odwiedzenie świętych miejsc, zwłaszcza Jerozolimy. Na zdjęciach kościół Świętego Grobu w Jerozolimie; Ilustrowana historya średniowiecza T. 2 z około 1900 roku. Fot. zbiory Biblioteki Narodowej

Kościół i klasztor w Miechowie, do którego zostali sprowadzeni bożogrobcy z Ziemi Świętej przez Jaksę z rodu Gryfitów w 1163 roku; grafika A. Misierowicza z lat 1881–1882. Fot. Cyfrowe Muzeum Narodowe w Warszawie

Barokowy portret malowany na blasze przedstawiający „wizerunek imaginacyjny” Jaksy z Miechowa, znajduje się w kościele w Miechowie. Fot. Dariusz Jędrzejewski

Tympanon fundacyjny opactwa na Ołbinie we Wrocławiu z przedstawieniem Jaksy, jego żony Agapii (po prawej), księcia Bolesława Kędzierzawego i jego syna Leszka (po lewej). Fot. Wikimedia Commons (Bonio, CC BY-SA 3.0)

Bez Żydka z Poznania po Indii krążącego, a chrztem Gaspar da Gama zwanego, Vasco da Gama 1498 i Kabral 1500 nie mieliby tego powodzenia w swych wyprawach, jakie on im zjednał.

Joachim Lelewel

Pierwszy Polak w Indiach

Gaspar da Gama – podróżnik, żeglarz, doradca portugalskich wicekrólów Indii

Bez niego poznanie krajów południowej Azji byłoby dużo trudniejsze. Jego zasługi dla Portugalczyków były olbrzymie. Znał kilka języków, był tłumaczem, pośrednikiem, a w końcu został doradcą portugalskich wicekrólów Indii. Portugalskie relacje dotyczące ówczesnych Indii opierają się w dużej mierze na jego wypowiedziach. Po Gasparze da Gamie do Indii dotarli następni dwaj Polacy: Erazm Kretkowski po 1551 roku i Krzysztof Pawłowski w 1596 roku. W 1634 roku jako kolejny Polak zawitał tam misjonarz Wojciech Męciński.

Joachim Lelewel w wydanej po raz pierwszy w 1858 roku w Poznaniu książce Polska. Dzieje i rzeczy jej […] napisał: Gasparre da Gama, jewrej narodzony w Poznaniu koło 1440, z ojcem do Egiptu 1456 uszedłszy, zwiedzał długo wschodnie okolice, od rajaha Goa użyty 1497 do traktowania z Portugalami, na wyspie Ankediba, z rozkazu Vasco da Gama na tortury wzięty, przyjąwszy chrzest, otrzymał imię Kacpra de Gama de India i służył Portugalii. Z Kabralem 1500 w Kalkucie, ułatwił przystęp do króla Koczim, w powrocie na Przylądku Zielonym nalazł Ameryka Vespucci, który 4 czerwca 1501 skreślił jego powieść o brzegach Afryki i Indii wschodniej, czyli Azji (ogłoszoną 1827), kończył życie w Lizbonie, jako kawaler dworu poważny.

Późniejsi polscy historycy, opierając się na źródłach portugalskich, kwestionują jednak niektóre ustalenia Lelewela. Gaspar urodził się faktycznie w Poznaniu, przypuszczalnie jednak w latach 1450–1460. Rodzina jego mieszkała prawdopodobnie w dzielnicy żydowskiej, czyli w rejonie obecnych ulic Wronieckiej i Żydowskiej. Nie wiemy, dlaczego opuściła Poznań, gdy Gaspar miał około dziesięciu lat. Być może powodem były próby zmuszenia ich do przyjęcia chrześcijaństwa, a może zwyczajnie rodzice trudnili się handlem. Zatrzymali się przez pewien czas we Włoszech, potem dotarli do Jerozolimy, a później do Egiptu – w wielu opracowaniach portugalskich Gaspar występuje jako Żyd z Aleksandrii.

W sumie więc niewiele wiemy o młodości Gaspara. Jeden z historyków portugalskich XVI wieku napisał: […] era judeu do Reyno de Polonia da cidade de Posna, co można bez trudu przetłumaczyć: […] był Żydem z Królestwa Polskiego z miasta Poznania.

Gaspar miał przybyć z Egiptu do Indii jako młody człowiek około 1470 roku. Pojawiła się hipoteza, że w drodze przez Morze Czerwone miał zostać pojmany i wzięty do niewoli przez piratów, ale jest to bardzo mało prawdopodobne. Do czasu przybycia Portugalczyków spędził w Indiach w przybliżeniu około 30 lat. Żydzi zasiedlali tam wówczas już od wielu lat getta, nie mieszając się z miejscową ludnością. Mieszkają tam do dziś, wielu zachowało charakterystyczne rysy twarzy, są czynne synagogi. Na autorze tej książki wielkie wrażenie wywarł widok żydowskich kobiet idących na modlitwę do synagogi. Ubrane były bowiem w sari – typowy kobiecy strój hinduski.

Gaspar da Gama zajmował się handlem, wiele podróżował na statkach handlowych, nauczył się żeglugi. Prawdopodobnie był zamożny i posiadał nawet własne statki. Mógł być we wschodniej Afryce, między innymi w Sofali, ważnym ośrodku handlu złotem, w Mombasie i Malindi. Miał też być w obecnej Malezji i Indonezji, ale nie jest to pewne. Ożenił się z żydowską niewiastą, miał z nią syna, który w czasie przybycia Portugalczyków liczył 19 lat.

W XV wieku Portugalczycy w kolejnych wyprawach starali się odkryć morską drogę do Indii. Organizatorem tych wypraw był książę portugalski Henryk Żeglarz. Jego postać widnieje jako pierwsza na Pomniku Odkrywców w Belém – portowej dzielnicy Lizbony. To właśnie dzięki niemu odkryto w 1456 roku Wyspy Zielonego Przylądka.

Statki portugalskie zapuszczały się coraz dalej na południe, dotarły do Przylądka Dobrej Nadziei, aż w końcu okręty dowodzone przez Vasco da Gamę dopłynęły w 1498 roku do Indii. Zostały przywitane niechętnie, przede wszystkim przez kupców arabskich. Ci bowiem mieli wówczas monopol na handel między Indiami a Europą. Portugalczycy mogli ten monopol złamać i faktycznie później to uczynili.

Gdy statki portugalskie Vasco da Gamy szykowały się już do powrotu, zatrzymały się około 120 km od Goa, koło wyspy Angediva. Wówczas to, 23 września 1498 roku, jak napisał portugalski kronikarz, na ich okręcie flagowym zjawił się jakiś człowiek, lat około czterdziestu, który mówił dobrze po wenecku. Ubrany był w płótno, miał piękny turban na głowie, miecz u pasa. Zaledwie wyskoczył na ląd, uściskał serdecznie komendanta i kapitanów, opowiedział nam, że jest chrześcijaninem z Zachodu i we wczesnej młodości przybył do tego kraju. Obecnie znajduje się w służbie pewnego szlachcica mauretańskiego.

Był to Gaspar, który oczywiście nie był chrześcijaninem. Zaofiarował Portugalczykom pomoc, chciał nawiązać z nimi przyjazny kontakt. Ci jednak mieli poważne wątpliwości i wzięli go na tortury. Wówczas przyznał się, że jest szpiegiem, a prawdziwym celem jego wizyty jest poznanie uzbrojenia statków, liczebności załóg oraz dalszych planów Portugalczyków. Vasco da Gama postanowił zatrzymać go jako jeńca i zabrać do Europy. Gaspar, władający kilkoma językami, biegły w sztuce nawigacji, mający doświadczenie handlowe (znał bowiem nie tylko Indie, ale przypuszczalnie również tereny w kierunku obecnej Indonezji) – był cennym nabytkiem.

Pierwotnie imię Gaspara prawdopodobnie brzmiało Kasper i nawiązywało do jednego z biblijnych Trzech Króli, władcy Indii. Jego dawne nazwisko (o ile je posiadał) nie jest znane. Po powrocie do Lizbony Vasco da Gama adoptował Gaspara, kazał go ochrzcić, sam został jego ojcem chrzestnym i nadał mu swoje nazwisko. Od tej pory nasz bohater występuje w dokumentach jako Gaspar da Gama lub Gaspar da India.

Rozstał się z pierwszą żoną. Ze swoim synem spotkał się później, w 1505 roku, w mieście Koczin w Indiach, przekonał go do przyjęcia chrztu i imienia Baltazar. W 1500 lub 1502 roku natomiast, podczas pobytu w Portugalii, miał ożenić się ze szlachcianką portugalską.

Okręty Vasco da Gamy wróciły do Lizbony 10 lipca 1499 roku. Informacje, jakie przywieźli żeglarze, były tak rewelacyjne, że król Portugalii Manuel (Emanuel) I, zwany Szczęśliwym, zarządził natychmiast przygotowania do następnej wyprawy do Indii.

Było to przedsięwzięcie bez porównania większe. Płynęło 13 okrętów i 1200 marynarzy, a poprzednio Vasco da Gama miał do dyspozycji zaledwie cztery okręty i 148 ludzi. Tą nową wyprawą dowodził Pedro Alvarez Cabral. Oczywiście nie mogło na niej zabraknąć najlepszego w ówczesnej Europie znawcy Indii, czyli Gaspara da Gamy. Wyprawa ruszyła z Lizbony 9 marca 1500 roku, a więc zaledwie osiem miesięcy po powrocie statków Vasco da Gamy.

Znaną już doskonale Portugalczykom trasą żeglarze dotarli do Wysp Zielonego Przylądka. Tu jednak zaczęły się problemy: wiatry skierowały flotyllę na południowy zachód. Wystarczy spojrzeć na mapę Atlantyku, aby zauważyć, że od Wysp Zielonego Przylądka do Ameryki Południowej nie jest aż tak daleko. Flota Cabrala 22 kwietnia 1500 roku ujrzała ląd, a 24 kwietnia rzucono kotwice w zatoce zwanej dziś Porto Segura. Był to nowy, nieznany ląd. Cabral nazwał go Wyspą Papug, król Manuel I zmienił tę nazwę na Ziemię Świętego Krzyża, ostatecznie przyjęła się nazwa Brazylia. Gaspar da Gama był zatem pierwszym Polakiem w Brazylii. Pojawiają się jednak domniemania, że mógł on wcześniej wiedzieć o istnieniu nowego lądu i celowo skierować flotę daleko na zachód.

Sytuacja, kiedy statki płynące dookoła Afryki do Indii były zmuszone do lądowania w Brazylii, powtarzała się później kilkakrotnie. Tak było na przykład w 1631 roku, kiedy to portugalski statek płynący do Goa wylądował w rejonie Pernambuco. Statkiem tym płynął Wojciech Męciński, misjonarz, jezuita. Był on trzecim znanym nam Polakiem, który odwiedził Brazylię. Drugim był admirał Krzysztof Arciszewski, który przypłynął do tego kraju w 1629 roku.

Wyprawa Cabrala z Gasparem na pokładzie wróciła do Lizbony w lipcu 1501 roku. Wcześniej jednak udało się założyć w Indiach pierwszą faktorię portugalską. Z tych faktorii na zachodnim wybrzeżu Indii powstały później kolonie portugalskie: Goa, Daman i Diu. Przestały one istnieć dopiero po II wojnie światowej, kiedy to zajęła je armia niepodległych Indii. Ich mieszkańcy jednak do dziś są katolikami i mówią językiem portugalskim. Bez pomocy Gaspara da Gamy i jego kontaktów w Indiach utworzenie tych pierwszych faktorii byłoby trudne. To on uratował wyprawę Cabrala od klęski po niepowodzeniach negocjacji z władcą Kalikatu. Statki wracające do Portugalii wiozły około 20 ton pieprzu i ponad 40 ton innych przypraw korzennych.

Gaspar da Gama był już wówczas postacią znaną w Portugalii, podobno był nawet ulubieńcem Manuela I, który nadał mu tytuł kawalera dworu królewskiego. Król wysłał go na kolejną, trzecią wyprawę portugalską do Indii. Dowodził nią Vasco da Gama, a było to w latach 1502–1503. Dzięki Gasparowi i ta wyprawa zakończyła się sukcesem: Portugalczycy założyli swoje przedstawicielstwo handlowe w mieście Koczin.

W latach 1505–1510 Gaspar przebywał w Indiach w służbie portugalskich wicekrólów jako ich doradca do spraw politycznych i ekonomicznych. Z jego inicjatywy ufortyfikowano wyspę Angedivę, co pomogło Portugalczykom uzyskać kontrolę nad szlakami żeglugowymi po Morzu Arabskim.

Gaspar da Gama wrócił do Lizbony w 1510 roku, po 12 latach wiernej służby Portugalii. Wówczas ślad po nim zaginął – przypuszczalnie po prostu zmarł w wieku około 60 lat, nie wiadomo jednak kiedy. Nie mamy też wiedzy na temat, gdzie został pochowany. Być może spoczął w kościele Hieronimitów w Belém – dzielnicy Lizbony, w tym samym kościele, gdzie później został pochowany jego ojciec chrzestny – Vasco da Gama. W Belém był port, z którego dawniej odpływały w świat, między innymi do Indii, statki portugalskie.

Historycy żydowscy mają jednak na temat śmierci Gaspara inne zdanie. Według nich zginął w 1510 roku w Indiach podczas zdobywania przez Portugalczyków portu Kalikat. Ci historycy mogli mieć dostęp do jakichś nieznanych dziś szerzej dokumentów.

Środowisko poznańskie zabiega o upamiętnienie podróżnika – pierwszego Polaka w Indiach i pierwszego Polaka w Brazylii. Chociaż nie wiadomo dokładnie, jak wyglądał, gdzie się urodził i gdzie umarł, dawna dzielnica żydowska w Poznaniu mogłaby być dobrym miejscem przypomnienia tej interesującej postaci.

Na wybrzeżu Atlantyku leży miasteczko Santa Cruz Cabrália, gdzie mogła wylądować flota portugalska, pierwszy raz docierając do Brazylii. Tam imieniem Gaspara da Gamy została nazwana ulica.

Vasco da Gama, portugalski żeglarz, odkrywca morskiej drogi do Indii, ojciec chrzestny Gaspara da Gamy; akwarela E. Casanovy z 1880 roku. Fot. Wikimedia Commons (źródło: Biblioteka Kongresu Stanów Zjednoczonych)

Przybycie okrętów Vasco da Gamy do Indii, rok 1498; obraz R. Gameira z 1900 roku. Fot. Wikimedia Commons (oryg. Biblioteka Narodowa w Portugalii)

Vasco da Gama prezentuje królowi Portugalii, Manuelowi I, dary przywiezione z Indii; grafika z 1900 roku. Fot. Wikimedia Commons

24 kwietnia 1500 roku Gaspar da Gama dotarł wraz z Pedrem Alvarezem Cabralem do Brazylii. Był wówczas pierwszym Polakiem w Brazylii; obraz A. Figueiredo z 1900 roku. Fot. Wikimedia Commons

Ty, coś walczył dla idei, Chwała Ci! Boś wykrzesał z twej nadziei Na wskroś burzy i zawiei Jasne dni.

Maria Konopnicka Głosy ciszy

Matka świętego

Ewa Felińska – pisarka, pamiętnikarka, jedna z pierwszych kobiet zesłanych na Syberię za działalność patriotyczną

Z wyjątkiem lat spędzonych na Syberii, gdzie zajęła się pisarstwem, całe życie spędziła na Kresach Wschodnich. Gdyby nie jej pamiętniki i powieści, byłaby jedną z wielu nieznanych kobiet zesłanych na Syberię (lub dobrowolnie towarzyszących mężom czy narzeczonym zesłańcom). Dziś jest pisarką niestety już zapomnianą, a pamięć o niej powraca tylko dlatego, że była matką świętego – Zygmunta Szczęsnego Felińskiego, który także spędził wiele lat na zesłaniu, w Jarosławiu nad Wołgą. W tej patriotycznej rodzinie, jak widać, niedaleko padło jabłko od jabłoni.

Ewa Felińska, z domu Wendorff, urodziła się 26 grudnia 1793 roku w średniozamożnej rodzinie ziemiańskiej, we wsi Uznoha w powiecie słuckim, czyli na obecnej Białorusi. Osierocona przez ojca w wieku czterech lat, dzieciństwo spędziła w pobliskiej wsi Hołynka, w domu zamożnych krewnych, a następnie w Boratyczach, w domu bliskiego krewnego ojca. Uczono ją jedynie muzyki i języka francuskiego, a pozostałą wiedzę zdobyła jako samouk. W wieku 18 lat wyszła za mąż za 24-letniego szlachcica Gerarda Felińskiego i zamieszkała w jego majątku, w Wojutynie w pobliżu Łucka na Wołyniu, czyli na obecnej Ukrainie. Stała się samodzielną gospodynią, spadła na nią troska o całe gospodarstwo.

Umiała zjednać sobie poddanych, którzy szanowali ją i cenili. Nauczyła się nawet podstaw medycyny. Ludzie mieli do niej zaufanie i chętnie przychodzili po radę i pomoc we własnych kłopotach.

W biografiach określa się Gerarda Felińskiego jako męża-gwałtownika. Był on bratem wybitnego poety i dramaturga Alojzego Felińskiego, autora śpiewanej do dziś pieśni Boże coś Polskę oraz – uważanego swego czasu za arcydzieło – dramatu Barbara Radziwiłłówna. Ewa znalazła wspólny język z Alojzym, była wdzięczną słuchaczką jego utworów, on zaś liczył się z jej zdaniem.

Po śmierci męża w 1833 roku Ewa została zmuszona do wydzierżawienia Wojutyna i przeniosła się do niedalekiego Krzemieńca, aby wykształcić dzieci, których miała wówczas sześcioro. W Krzemieńcu jak wiadomo znajdowało się słynne liceum (pierwotnie Gimnazjum Wołyńskie, ta nazwa obowiązywała do 1819 roku), założone przez Tadeusza Czackiego, które utrzymywało bardzo wysoki poziom nauczania. Do historii przeszło tylko jedno z jej dzieci – przyszły święty Zygmunt Szczęsny Feliński. W Krzemieńcu Ewa Felińska zaprzyjaźniła się z Salomeą z Januszewskich Słowacką, późniejszą Bécu, matką Juliusza Słowackiego.

W lipcu 1838 roku Felińska została aresztowana za aktywny udział w patriotycznym spisku Szymona Konarskiego i przewieziona do więzienia najpierw w Wilnie, później w Kijowie. W marcu 1839 roku skazano ją na zesłanie bez utraty szlachectwa, na wieczne zamieszkanie w syberyjskim Bieriozowie. Opiekę nad rodzeństwem przejęła wówczas najstarsza, zaledwie 17-letnia, córka Paulina. Nigdy wcześniej polskie kobiety nie były skazywane na zesłanie. Felińska została potraktowana przez cara niemal jak żołnierz, nikt nie spodziewał się tak surowego wyroku.

W daleką przymusową podróż na zesłanie wyruszyła Ewa Felińska z Kijowa w marcu 1839 roku. Podróżowała saniami, a towarzyszyły jej dwie panie: Paulina Wilczopolska i Józefa Rzążewska. Miały one inne miejsca zesłania, ale aż do Tobolska jechały razem, nawzajem się wspierając. Józefa nawet zmieniła dobrowolnie swoje miejsce zesłania na bardziej oddalone od kraju Bieriozowo, aby cały czas towarzyszyć Ewie. Sanie przejechały po lodzie przez zamarzniętą rzekę Dniepr, kierując się na północny wschód, w stronę miasta Orzeł.

Jechali stepami nad Oką – był to jednostajny, przygnębiający krajobraz. Tak o nim napisała: niezmierna przestrzeń stepu dookoła, okrytego śniegiem, wygląda jak prześcieradło.

Za Riazaniem sanie wjechały w lasy, ten odcinek drogi Felińska wspominała dużo przyjemniej. Dotarli nad Wołgę, do Niżnego Nowogrodu. Kolejny postój w drodze nastąpił w Kazaniu.

Tak później napisała: Co za postój, to wydawało się nam, że w innym jesteśmy kraju… Kraina ta ma oblicze całkowicie azjatyckie. Wioski drewniane jeżą się drewnianymi minaretami. Zamieszkuje je wielka rozmaitość narodów: Czeremisi, Mordwinowie, Czuwasze, Woljacy, Wogulicze, Tatarzy…

Kolejnym przystankiem było duże miasto Perm, a za nim góry Ural – i tak oto Felińska znalazła się już w Azji. Jedenastego kwietnia 1839 roku, a więc po miesiącu podróży, zesłane kobiety dotarły do Tobolska, gdzie spotkały wielu polskich zesłańców, między innymi Onufrego Pietraszkiewicza z Wilna. Miasto to leży nad Irtyszem. Dalsza podróż miała prowadzić tą rzeką, ale była ona wówczas jeszcze zamarznięta.

Z Tobolska wypłynęła Felińska statkiem dopiero 17 maja. Płynęła na północ Irtyszem, a później w dół rzeki Ob, czyli na północny zachód. Ta gigantyczna rzeka zrobiła na niej wielkie wrażenie. W liście do przyjaciela napisała: Co było najpiękniejsze w naszej podróży to woda, szczególnie Ob jest majestatyczny, były miejsca, gdzie oko brzegów nie dosięgało.

Później statek popłynął w górę rzeki Sośwy Północnej, aby 31 maja 1839 roku dotrzeć do celu, czyli do leżącego nad tą rzeką Bieriozowa w guberni tobolskiej, około 42 km od ujścia Sośwy Północnej do Obu. Od Kijowa dzieli go ponad 4 tysiące kilometrów!

W Bieriozowie Ewa Felińska otrzymywała niewielką zapomogę. Jak na zesłańca, żyła więc w miarę znośnie, w przyzwoitych warunkach, mimo mroźnego, trudnego do zniesienia dla Europejczyka klimatu oraz tęsknoty i niepewności co do losów dzieci. Robiła dużo wycieczek w okolice miasta. W trakcie pobytu na zesłaniu spotykała się z miejscową ludnością. Traktowała ją z szacunkiem, w listach do Polski opisywała ubiory, zajęcia, wierzenia, zwyczaje, legendy, rozrywki. Zaczęła też pisać swój dziennik, co pozwalało jej zapełnić upływający wolno czas, a później stało się interesującym dziełem literackim.

Będąc bystrym obserwatorem, Felińska, która nie była uczoną, stała się mimo woli etnografem amatorem. Stykała się wielokrotnie z miejscowym ludem Chantów, zwanych też Ostiakami. Jest to naród spokrewniony z Węgrami i choć obecnie te dwa narody prezentują zupełnie różne typy antropologiczne, to ich języki należą do tej samej grupy ugryjskiej (ugrofińskiej). Już w XVI wieku pisał o nich Maciej Miechowita, nazywając ich Jugrami: w ogóle Jugrowie są ludźmi leśnymi, dzikimi i żyjącymi nędznie w dzikiej krainie. Później lud Chantów opisywali kolejni Polacy: w XVII wieku Adam Kamieński-Dłużyk i w XIX wieku Józef Kobyłecki.

Ewa Felińska nie znała języka Chantów, korzystała z pomocy tłumaczy. Interesujący jest w jej pamiętnikach opis krajowców, ubranych w charakterystyczny sposób wprawiane skóry reniferów i używających nieustannie śmierdzącego tłuszczu rybiego: Ostiacy nieznośnie śmierdzą właściwym sobie odorem. Jeżeli Ostiak wejdzie w dom jakikolwiek, mimo wietrzenia i kadzenia trudno pozbyć się smrodu przez pół doby. A tak opisane są ich letnie domy: małe szałasy z kory brzozowej, podobne do szater cygańskich, bez drzwi, bez okien.

W Bieriozowie Felińska spędziła dwa lata. W 1841 roku złagodzono jej warunki zesłania i przeniesiono na zachód, do Saratowa – miasta nad Wołgą, a więc już w Europie i dużo bliżej ojczystego Wołynia. Z Bieriozowa najpierw popłynęła rzeką Sośwą Północną do Tobolska, dużą krytą łodzią pożyczoną przez życzliwego kupca, zaopatrzona w żywność na dwutygodniową drogę przez poczciwe berezowianki. W swoim pamiętniku, pod datą 13 czerwca 1841 roku, w dniu wyjazdu z Bieriozowa napisała: Nie mogłam powstrzymać łez […], żegnając gościnnych mieszkańców Berezowa […] życzyłam sobie tylko, aby […] w innych okolicznościach spotkać dusze tak proste, szczere i życzliwe.

Dalej płynęła na południe, Obem, a później Irtyszem.

Do Saratowa w 1842 roku przyjechały do niej dwie córki: Zofia i brzemienna Paulina z mężem Adamem Szemeszem. Odwiedzili ją również synowie: Zygmunt Szczęsny Feliński (późniejszy arcybiskup i święty) i Julian. Rodzinę spotkało jednak wielkie nieszczęście. W kwietniu 1843 roku, dwie godziny po porodzie zmarła Paulina. Nietrudno wyobrazić sobie rozpacz matki zajmującej się pogrzebem córki, której grób został na obcej ziemi. Musiała zaopiekować się osieroconym wnukiem, któremu dano imię Paulinek. Dzieci namówiły matkę do pisania; bodźcem stała się wymagająca finansowego podreperowania sytuacja materialna rodziny w Saratowie.

Aby zdobyć środki finansowe, napisała, pod pseudonimem Weneranda Kokosz, artykuł do polskiego „Tygodnika Petersburskiego”. Ten jej pierwszy i jedyny artykuł Myśli o postępie ludzkości ukazał się w 1843 roku, w numerze 27. tygodnika.

W Saratowie napisała też swoją pierwszą powieść obyczajową Hersylia, która została wydana później w Wilnie w 1849 roku. Następne jej powieści z życia szlachty kresowej to Pan Deputat (Wilno 1853) oraz Siestrzenica i ciotka (Wilno 1853). Oprócz tych utworów ukazały się w wileńskim piśmie „Athenaeum” (założonym przez Józefa Ignacego Kraszewskiego) Wigilia Nowego Roku (1847) i Pomyłka (1851). Te powieści, dziś już zapomniane, spowodowały, że Ewa Felińska weszła do historii literatury polskiej, chociaż do pisarstwa pchnęło ją nie tylko zamiłowanie, ale i trudne warunki bytowe.

W Saratowie mieszkała Felińska w latach 1841–1844. Zanim jej utwory ujrzały światło dzienne, ona sama została ułaskawiona i mogła powrócić do kraju. Zatrzymała się w Kijowie, gdyż miała zakaz przebywania na „terenach pogranicznych”. Wraz z nią w 1844 roku do Kijowa powrócili córka Zofia i maleńki wnuczek. Kiedy zaś Ewie cofnięto zakaz przebywania w pogranicznych powiatach, w tym i w rodzinnym Wojutynie, wracające na ojczystą ziemię panie Felińskie z Paulinkiem osiedliły się właśnie tam. Wojutyn nie został skonfiskowany przez władze carskie, gdyż jako majątek Gerarda Felińskiego nigdy nie został prawnie przepisany na jego żonę Ewę, zatem konfiskacie nie podlegał. Gospodarka była zrujnowana, ale poddani pamiętali dobrze swoją panią. Gorące przyjęcie, szacunek i przyjaźń spotkały też Ewę ze strony sąsiadów. Najstarszy syn, Alojzy, został gospodarzem ziemskim, ożenił się i mieszkał z matką, dwaj młodsi wybrali stan duchowny. Córki Zofia i najmłodsza Wiktoria wyszły za mąż. W wieku dwóch lat umarł mały Paulinek. Felińska poświęciła się prowadzeniu gospodarstwa, staraniom o środki na jego utrzymanie i podniesienie z ruiny.

Na kolejną prośbę dzieci, Ewa Felińska rozpoczęła tym razem pisanie Pamiętników z życia. Są one pięknym obrazkiem z polskiej historii i polskiej obyczajowości. Niestety, śmierć autorki przerwała dzieło, zawierające wspomnienia od dzieciństwa tylko do narodzin córki Pauliny w 1821 roku.

Ewa Felińska zmarła po krótkiej chorobie 20 grudnia 1859 roku w Wojutynie na Wołyniu. Umierając, patrzyła na wiszącą nad łóżkiem cudowną ikonę Matki Bożej z Saratowa. Pochowana została w pobliskiej wsi Skurcze na parafialnym cmentarzu rzymskokatolickim, obecnie zniszczonym.

Kochający syn Zygmunt Szczęsny Feliński napisał w 1860 roku w liście do rodzeństwa: Dziwne to życie, co do ostatniej chwili nigdy nikomu ciężarem nie było, a wszędzie, owszem pociechę i umocnienie niosło. Córka, żona, matka, pani domu, przyjaciółka, we wszystkim wzorowa była…

O życiu Ewy Felińskiej opowiada powieść biograficzna Płomień na śniegu Hanny Muszyńskiej-Hoffmannowej (Warszawa 1986).

Czytelników tej książki zainteresują zapewne dwie „podróżnicze” pozycje autorstwa Ewy Felińskiej: Wspomnienia z podróży do Syberji i pobytu w Berezowie i w Saratowie (Wilno 1850, 1852 i 1853) oraz Pamiętniki z życia Ewy Felińskiej (3 tomy, Wilno 1856–1860). Wcześniej ukazywały się one we fragmentach we wspomnianym już wileńskim czasopiśmie „Athenaeum”. Skrócona wersja jako Wspomnienia z Syberii ukazała się w Warszawie w 2017 roku. Ponadto były trzykrotnie wydane w Londynie, w latach 1852, 1853 i 1854 pod tytułem Siberia by a banished Lady (w wolnym tłumaczeniu: Syberia opisana przez panią zesłaną na banicję). Ukazały się tam one anonimowo. Z języka angielskiego przetłumaczono je na język duński jako Syberien skildret of forvist polsk Dame (Kopenhaga 1855). Kompletne faksymile XIX-wiecznych angielskich wydań, już z podaniem nazwiska autorki, pod tytułem Revelations of Siberia: By a banished Lady, ukazały się w dwóch tomach w 2001 roku.

Wspomnienia przymusowej podróżniczki są pisane ciekawie. Stanowią źródło informacji na temat Syberii i sytuacji polskich zesłańców w XIX wieku.

Alojzy Feliński (po lewej), wybitny poeta i dramaturg, szwagier i bratnia dusza Ewy; grafika W. Sandera sprzed 1837 roku oraz przyszły święty Zygmunt Szczęsny Feliński, arcybiskup metropolita warszawski, syn Ewy Felińskiej; grafika z połowy XIX wieku. Fot. zbiory Biblioteki Narodowej

W czasach pobytu w Krzemieńcu Ewę Felińską (po lewej) połączyła przyjaźń z Salomeą Bécu, matką Juliusza Słowackiego. Fot. Wikimedia Commons (źródło: Piotr Chmielowski, Autorki polskie wieku XIX, 1885 rok) i zbiory Biblioteki Narodowej

Koczowniczy lud Samojedów (Nieńców), z którymi również spotykała się Felińska podczas pobytu na Syberii. Fot. Wikimedia Commons

Ugrofiński lud Chantów zamieszkujący tereny na wschód od rzeki Ob, druga połowa XIX wieku. Fot. Wikimedia Commons

Niezwykle cennym źródłem wiedzy o Syberii i jej mieszkańcach jest książka autorstwa Ewy Felińskiej Wspomnienia z podróży do Syberji, pobytu w Berezowie i w Saratowie, wydana w Wilnie w 1852 roku. Fot. zbiory Biblioteki Narodowej

Strony tytułowe dzieł literackich Ewy Felińskiej. Fot. zbiory Biblioteki Narodowej

Ej! ty na szybkim koniu gdzie pędzisz, kozacze? Czy zaoczył zająca, co na stepie skacze? Czy rozigrawszy myśli, chcesz użyć swobody I z wiatrem ukraińskim puścić się w zawody?

Antoni Malczewski Maria

Alpinista jednej wyprawy, autor jednej powieści poetyckiej

Antoni Malczewski – wojskowy, alpinista, człowiek odważny, poeta

Antoni Malczewski – dla polskich alpinistów będzie zawsze pierwszym Polakiem, który przekroczył wysokość 4 tys. m n.p.m. Dla historyków literatury jest prekursorem polskiego romantyzmu i autorem poematu Maria.

Alpinistyczne rekordy Polaków zwykle zaczynają się od zdobycia przez Stanisława Staszica w 1805 roku Łomnicy (2632 m n.p.m.) w Tatrach. Następny zanotowany rekord to właśnie wejście Antoniego Malczewskiego w 1818 roku na Mont Blanc (4807 m n.p.m.) – najwyższą górę Europy. Później w 1850 roku Józef Chodźko wszedł na Ararat (5156 m n.p.m.) – najwyższą górę Turcji, a w 1852 roku Józef Czarnota – na Damawand w Iranie (5671 m n.p.m.) – najwyższy szczyt Bliskiego Wschodu. Listę można długo kontynuować, ale to nie zmieni faktu, że romantyk Antoni Malczewski zawsze będzie w czołówce polskich alpinistów.

Antoni Malczewski urodził się w rodzinie szlacheckiej herbu Tarnawa 3 czerwca 1793 roku albo w Warszawie, albo w Kniahininie na Wołyniu.

W tej to miejscowości spędził pięć lat swojego życia, po czym cała rodzina przeniosła się do niedalekiego Dubna. Antoni uczęszczał do Gimnazjum Wołyńskiego w Krzemieńcu, był dobrym uczniem, przodował w nauce języków obcych i matematyki.