Wydawca: Amber Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2014

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 333 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Wybieram Ciebie - Molly McAdams

Osiemnastoletnia Harper dorastała w bazie wojskowej pod surowym okiem ojca, oficera marines, i marzyła, żeby wyrwać się spod jego rygorystycznej kontroli. Wyjeżdża na uniwersytet jak najdalej od domu, żeby wreszcie żyć własnym życiem i doświadczać rzeczy, o których dotychczas tylko słyszała od chłopaków z jednostki - jej jedynych przyjaciół.

Współlokatorka z akademika wciąga ją w nieznany świat - nowych emocji i nowych uczuć, imprez i przystojnych facetów. Takich jak Brandon i Chase.

Obaj są obłędnie seksowni. Obaj są niebezpieczni. I obaj szaleją za Harper.

Harper kocha ich obu i wie, że jej wybór złamie czyjeś serce. Ale nie przeczuwa, jak wielki ból przyniesie jej samej…

Opinie o ebooku Wybieram Ciebie - Molly McAdams

Fragment ebooka Wybieram Ciebie - Molly McAdams

Redakcja stylistyczna

Magdalena Stachowicz

Korekta

Halina Lisińska

Zdjęcie na okładce

© 1001nights/iStockphoto

Projekt graficzny okładki

© Stephanie Mooney

Tytuł oryginału

Taking Chances

Copyright © 2012 by Molly Jester.

Published by arrangement with HarperCollins Publishers.

All rights reserved.

For the Polish edition

Copyright © 2014 by Wydawnictwo Amber Sp. z o.o.

ISBN 978-83-241-5068-7

Warszawa 2014. Wydanie I

Wydawnictwo AMBER Sp. z o.o.

02-952 Warszawa, ul. Wiertnicza 63

tel. 620 40 13, 620 81 62

www.wydawnictwoamber.pl

Konwersja do wydania elektronicznego

P.U. OPCJA

Rozdział 1

Moje usta rozciągnęły się w szerokim uśmiechu, kiedy po raz ostatni rozejrzałam się po swojej sypialni. Dopięłam swego, w końcu zaczynałam żyć swoim własnym życiem, według własnego uznania. Dorastałam tylko z ojcem i kochałam go, ale on nie wiedział, jak być tatą. Jedyne, co miał nieźle opanowane, to słowo „nie”. Przysięgam, nie jestem rozkapryszoną nastolatką, naprawdę taki właśnie był zakres naszych rozmów. On zawsze jest obok mnie, rzadko się odzywa i zawsze w milczeniu oczekuje ode mnie perfekcji. Nie żebym mogła go winić za jego sposób bycia – jest w Korpusie Marines, odkąd ukończył szkołę średnią i najwyraźniej jest naprawdę dobry w tym, co robi. Chłopcy, którzy przewinęli się przez jego jednostki, szanowali go, a on zawsze był dumy ze swoich podwładnych. Wybrał dla mnie nauczanie domowe, co skutkowało tym, że chodziłam z nim codziennie do pracy i odrabiałam lekcje w jego biurze. Wcześnie się nauczyłam, że jeżeli czegoś nie rozumiem, to lepiej nie pytać. Spojrzałby na mnie spod rzęs z uniesioną brwią, westchnął, a potem wróciłby do czegoś, czym się właśnie zajmował. Oczekiwał, że skończę zadania, zanim on rozpocznie poranne ćwiczenia, tak bym mogła iść tam razem z nim, ale nadal nie odzywał się ani słowem. Jedyną możliwość kontaktów z ludźmi, jaką kiedykolwiek miałam, oferowali jego żołnierze. Gdyby ktoś miał zapytać, odpowiedziałabym w mgnieniu oka, że byłam wychowywana przez bandę niedojrzałych wojaków, których uwielbiałam, a nie przez mojego ojca.

A teraz, po osiemnastu latach wysilania się, aby osiągnąć doskonałość, której i tak nie mogłam osiągnąć w oczach ojca, w końcu miałam zostać spuszczona ze smyczy, doświadczyć życia w college’u – cokolwiek to oznacza – i miejmy nadzieję, dowiedzieć się, kim tak naprawdę jestem. Mogłam po prostu pójść do college’u tutaj. Gdybym jednak powiedziała, że mój ojciec jest surowy, byłoby to największe niedomówienie w moim życiu, a ja chciałam doświadczyć rzeczy, o których wiedziałam, że nie będę mogła ich przeżyć, jeżeli tu zostanę.

– Jesteś pewna, że chcesz to zrobić, Harper? Jest wiele doskonałych szkół w Północnej Karolinie.

Patrzyłam na niego regulaminowo wyćwiczonym wzrokiem.

– Jestem na sto procent pewna, sir, to właśnie muszę zrobić. – Czy wspomniałam, że wolno mi się do niego zwracać tylko per „sir”?

– Cóż – spojrzał w okno za mną – teraz będzie tu inaczej.

Odwrócił się i wyszedł z pokoju.

To i tak lepiej, niż się spodziewałam; jeżeli mam być szczera, to była jedna z naszych najdłuższych rozmów, jakie odbyliśmy od kilku miesięcy. Cztery zdania. To zadziwiające, do swoich chłopaków mógłby gadać cały dzień, ale kiedy zaczyna rozmawiać ze mną, już po kilku minutach nie ma go w pokoju.

Mój telefon zabrzęczał, a ja uśmiechnęłam się ponownie: moi „bracia” nie byli zachwyceni, że wyjeżdżam do Kalifornii. Od wczoraj wieczór odbieram telefony, SMS–y i wiadomości na Facebooku z błaganiami, abym nie wyjeżdżała. Teraz, kiedy już byłam starsza i bliższa wiekiem większości z nich, chłopacy już nie próbowali mnie wychowywać. Patrzyli na mnie jak na swoją siostrę albo koleżankę i uczyli mnie wszystkiego, co powinnam wiedzieć, jeśli chodzi o facetów takich jak oni. Zawsze mnie rozśmieszało, że większość z nich wolała spędzać czas ze mną niż wyjść poza bazę w czasie przepustki. Myślę, że podobało im się, że nie byłam jedną z tych dziewczyn, które zbyt nachalnie starały się zwrócić na siebie ich uwagę. Nie żeby im się nie podobał ten rodzaj atencji, ale najwyraźniej byłam miłą przerwą od kobiet, z jakimi mieli do czynienia.

„NIE OPUSZCZAJ MNIE! Zwariuję tu, jeżeli nie będziesz mi dotrzymywać towarzystwa”.

„Jestem pewna, że dasz sobie radę. Prokowski i Sanders też chyba przeżywają to bardziej niż większość… możecie się wzajemnie pocieszać ;) Albo zawsze możecie skorzystać z usług którejś z bazowych kaszalotów. One z pewnością zapewnią Wam lepsze towarzystwo niż ja”.

„Na samą myśl o nich dostaję opryszczki”.

„A fuj. Muszę lecieć, Sir już zapakował moje torby do auta”.

„Będę za Tobą tęsknił okrutnie, Harper. Baw się dobrze i nie zapomnij o mnie”.

„Nigdy”.

Jason Carter miał dwadzieścia lat i służył w oddziale Sira od jakiegoś roku, bardzo szybko – on i ja – staliśmy się sobie bliscy. Był moim najlepszym przyjacielem i jeżeli byłam w bazie, kiedy oni mieli wolne, on zawsze wolał spędzić ten czas ze mną, niż polować na kobiety z kilkoma innymi kolegami. Zawsze było mi smutno, kiedy któryś z chłopaków został przeniesiony do innej bazy, jednostki czy kończył służbę w Korpusie Marines. Jestem jednak całkiem pewna, że Carter byłby tą osobą, która zabiłaby mnie swoim odejściem, więc nie byłam zaskoczona, że to była przez ostatnią godzinę już siódma jego prośba, abym nie jechała. Nie mógł powiedzieć tego lepiej, ja również będę za nim okrutnie tęsknić. Rozejrzałam się po domu, w którym dorastałam, po raz ostatni, zanim dołączyłam do Sira w samochodzie. Ten dom był czymś, za czym z pewnością nie będę tęsknić.

Niemal dwanaście godzin, dwa samochody i dwa samoloty później stałam w moim pokoju w akademiku przy Stanowym Uniwersytecie w San Diego. Moja nowa współlokatorka nie zameldowała się jeszcze, ale z maili, jakie wymieniałyśmy tam i z powrotem przez ostatnie kilka tygodni, wynikało, że mieszka niedaleko i będzie się wprowadzać za kilka dni od dziś. Wybrałam moją połowę pokoju i szybko się zainstalowałam, zanim ostatecznie poszłam pod prysznic i padłam na łóżko. Rzucając okiem na mój telefon, zauważyłam, że była prawie druga nad ranem. Jęknęłam. Gdybym była teraz w domu, siedziałabym już w bazie z Sirem. To był długi dzień podróżowania i rozpakowywania, a resztkę energii właśnie zużyłam na owinięcie się kołdrą i zasnęłam.

– Harper? Haaaaarper! Obudź się!

Moje powieki uniosły się na tyle, by dostrzec uśmiechniętą twarz wprost przede mną. Zerwałam się i uniosłam ręce do góry; całe moje ciało było napięte.

– Ej, ej! To ja, Breanna!

– Masz skłonności samobójcze? Nie rób tak więcej! – Powinna być szczęśliwa, myślałam, że w dalszym ciągu śpię; dorastanie u boku mojego taty oznaczało, że zawsze musisz być w pogotowiu, kiedy się budzisz.

Zachichotała i usiadła na brzegu mojego łóżka.

– Przepraszam, próbuję cię dobudzić od pięciu minut.

Dziwne, zazwyczaj mam naprawdę lekki sen.

– Myślałam, że nie pojawisz się do niedzieli.

– Cóż, właściwie to wszystkie moje rzeczy są nadal w domu… – wskazała na w dalszym ciągu pustą połowę pokoju. – Ale mój brat i jego kumple robią dziś wieczorem wielką imprezę i pomyślałam, że zobaczę, czy nie chciałabyś pójść.

Najbliżej imprezy w swoim życiu byłam, kiedy słuchałam opowieści chłopaków z bazy. Usiłowałam nie okazywać mojego podniecenia i wzruszyłam obojętnie ramionami.

– Jasne, kiedy?

– Nie zacznie się przed dziewiątą lub coś koło tego, więc wciąż mamy kilka godzin. Masz ochotę na kolację?

– Kolację? Która jest godzina?! – Złapałam za mój telefon i nawet nie spojrzałam na czas; jedyne, co widziałam, to dwadzieścia nieodebranych połączeń od Sira. – Cholera, muszę oddzwonić do Si… hm, mojego taty. Zaraz potem się ubieram i możemy iść.

Breanna nie ruszyła się z mojego łóżka, więc postanowiłam pozwolić jej zostać. Jestem pewna, że kiedy usłyszy jego wrzask, wyjdzie. Dostrzegłam aktualny czas tuż przed naciśnięciem klawisza „połącz” i westchnęłam. Spałam przez prawie szesnaście godzin, on mnie zabije. Tak jak należało przypuszczać, odebrał po pierwszym dzwonku, rozpoczynając pełne dezaprobaty kazanie, bo nie dałam znaku, że dojechałam do Kalifornii, że jestem cała i zdrowa, że nie odbierałam telefonu i jak złym pomysłem było pozwolenie mi na wyjazd tutaj. Mamrotałam przeprosiny w odpowiednich miejscach i próbowałam ignorować Breannę, która zaśmiewała się z tej rozmowy. Możemy z sobą prawie nie rozmawiać, ale kiedy on jest wkurzony, to nie jest stan, kiedy można nie brać go na poważnie.

– O mój Boże, czas już chyba przeciąć pępowinę, nie uważasz?

Wydałam z siebie westchnienie ulgi, kiedy rozmowa dobiegła końca.

– No cóż, tylko ja mu zostałam.

– A gdzie twoja mama?

– Umarła.

Jej ręka pofrunęła do ust, a oczy otworzyły się sze–roko.

– Tak mi przykro! Nie miałam pojęcia!

– Nie przejmuj się. – Machnęłam ręką na jej przeprosiny. – Nigdy jej nie znałam.

Tylko przytaknęła.

– Znam za to mojego tatę. To pierwszy raz, kiedy jestem z dala od niego i myślę, że się po prostu martwi. Teraz, kiedy już wie, że żyję, prawdopodobnie nie usłyszę go przez jakiś czas.

Breanna w dalszym ciągu się nie odzywała. Tak się działo za każdym razem, kiedy mówiłam komuś, że nie mam mamy. Zamiast spróbować ponownie poradzić jej, żeby się tym nie przejmowała, wstałam i ubrałam się na imprezę. Na szczęście moje gęste kasztanowe włosy były już naturalnie proste, więc byłam gotowa w okamgnieniu. Łapiąc torebkę, odwróciłam się i zobaczyłam przerażone spojrzenie Breanny.

– C… co?

– Zamierzasz w tym iść?

Wzruszając ramionami, spojrzałam na moje długie dżinsowe szorty i złotą koszulę piechoty.

– Owszem

– O, nie. – Przeglądała moją szafę, sprawdzając wszystkie moje ubrania. – Okej, obie nosimy rozmiar XS. Ile masz wzrostu?

– Metr pięćdziesiąt osiem – taaaak, wiem. Jestem nieprawdopodobnie niska.

– Ledwie trochę niższa ode mnie… hm. Okej, zbieraj się, pojedziemy do mnie i tam się przebierzesz.

– Czy z tym ubraniem jest coś nie tak?

Uniosła perfekcyjnie wyregulowaną blond brew, a jej niebieskie oczy zwęziły się.

– Powiedzmy, że zamierzam wywalić całą twoją garderobę i zabrać cię jutro na zakupy, ponieważ z oczywistych względów dzisiaj nie mamy na to czasu. Zgaduję, że musimy też przy okazji kupić kosmetyki?

Przytaknęłam. Szczerze powiedziawszy, nigdy nie czułam, że potrzebuję makijażu. Nie mówię, że jestem naprawdę atrakcyjna, czy coś, po prostu nie widziałam potrzeby. Zostałam pobłogosławiona przez naturę gładką cerą i wielkimi, szarymi oczami pod długimi, ciemnymi rzęsami. Zawsze uważałam, że cokolwiek więcej będzie już oznaczało zbyt wiele. No i jestem pewna, że Sir wpadłby w szał, gdybym kiedykolwiek kupiła jakieś kosmetyki.

Wciągnęłyśmy szybko jakieś kanapki w delikatesach i zanim się obejrzałam, miałam już na twarzy kompletny makijaż, a Breanna przykładała różne stroje do mojej figury. Postawiła na wytartą i porwaną dżinsową minispódniczkę, która wglądała tak, jakby ledwo miała zakryć mój tyłek, oraz czarny podkoszulek na cienkich ramiączkach.

– Okej, włóż to i nie podglądaj jeszcze!

– Czy jest coś do narzucenia na ten podkoszulek?

– Podkoszulek? Nie, to jest bluzka! – Spojrzała na mnie, jakbym była stuknięta, zanim weszłyśmy do łazienki.

Na szczęście podkoszulek na ramiączkach był dość długi i pozwolił mi na opuszczenie spódnicy wystarczająco, by nie było mi widać tyłka, ale jestem całkiem pewna, że nigdy nie byłam tak obnażona poza własną łazienką. W całym moim życiu. Skoro ona była ode mnie o kilka centymetrów wyższa, to jak u licha ona w ogóle to mogła nosić?

– Ooo! Dużo lepiej!

– Jesteś pewna? Czuję się, jakbym była naga. – Nadal starałam się obciągnąć spódnicę jak najniżej.

– Ha! Teraz wyglądasz bosko, przysięgam. – Obróciła mnie wokół osi, aż stanęłam na wprost lustra.

– O kurczę. – Sir zabiłby mnie, ale musiałam przyznać, że chyba mi się podobało. Tak jak myślałam, spódniczka ledwo zakrywała sprawę, a w tej bluzeczce nie było możliwe nie pokazać rowka między piersiami. Wydaje mi się, że mam ładne piersi, ale kiedy niemal każda bluzka, jaką posiadasz, pochodzi z Post Exchange[1] w bazie, nie ma okazji, aby cokolwiek zobaczyć. Odwróciłam się nieco, aby spojrzeć na swój tył i uśmiechnęłam się lekko, zanim zwróciłam się ponownie przodem do lustra.

– O mój Boże, spójrz na moje oczy!

– Wiem, czyż nie są boskie?

– Breanna, jesteś genialna. – Spojrzałam na moje przydymione powieki i jeszcze gęstsze rzęsy, które sprawiały, że moje oczy wyglądały jak ciemne chmury burzowe.

– Cóż, to dość łatwe, kiedy modelka ma taką twarz i ciało jak twoje. Masz coś przeciwko, jeżeli ukradnę twoje usta i oczy na ten wieczór?

Roześmiałam się, lecz w dalszym ciągu byłam zahipnotyzowana swoim odbiciem.

– Mogę uczciwie powiedzieć, że nigdy w życiu nie włożyłam dotychczas czegoś podobnego i to jest pierwszy raz, kiedy mam na sobie makijaż.

– Mówisz serio? – wyglądała na zbulwersowaną.

– Mój tata jest zawodowym oficerem marines. W życiu nawet nie tknęłam kosmetyków. Do diabła, nigdy nawet nie byłam w centrum handlowym. – Zachichotałam, kiedy jej twarz zmieniła się w jedną z tych, jakie widuje się w horrorach.

– Zakładam, że to oznacza, że nie będziesz oponować, jeżeli zabiorę cię jutro na zakupy, co?

– Jeżeli potrafisz sprawić, że wyglądam tak dobrze na zwykłą imprezę, to pozwolę ci wybrać mi wszystkie ubrania.

Zapiszczała i klasnęła, obracając się, aby wziąć swoją kopertówkę.

– Okej, poderwijmy jakichś facetów.

Zatrzymałam się z szeroko otwartymi oczami. Nie mam pojęcia, jak rozmawiać z normalnym chłopakiem, nie mówiąc już o podrywaniu kogokolwiek.

– Hm, nie jestem zbyt dobra w kontaktach z płcią przeciwną. Chodzi o to, że ja nie miałam nigdy chłopaka czy kogoś w tym stylu.

– Że co?!

– Której części opowieści o ojcu–wojskowym nie zrozumiałaś? Nie sądzę nawet, abym kiedykolwiek rozmawiała z chłopakiem, który nie byłby żołnierzem marines.

– Okej, przerwa techniczna. Ty tak na poważnie? Ktoś cię kiedyś pocałował? – Jęknęła, kiedy moje usta zacisnęły się w wąską linię. – Och, kochanie! Przyrzekam, że przynajmniej to naprawimy, zanim ten wieczór się skończy.

Moje policzki płonęły, kiedy szybko ruszyłam za nią do jej błyszczącego auta, które było maturalnym prezentem.

– Hej Bree!

– Cześć, Drew. – Breanna objęła chłopaka, wyglądającego na nieco już podchmielonego, który otworzył drzwi. – Drew, to moja nowa współlokatorka, Harper. Harper, to jest Drew.

– Miło cię poznać – wymamrotałam. Zanim zdążyłam się zorientować, co się dzieje, znajdowałam się już w powietrzu, w niedźwiedzim uścisku. Jęknęłam, ale powstrzymałam nagłą chęć kopnięcia go.

– Świeże mięsko jest tu zawsze mile widziane – powiedział, puszczając do mnie oko, zanim mnie opuścił na ziemię.

– Spokojnie, tygrysie, ona jest poza twoim zasięgiem! – Bree udała, że piorunuje go wzrokiem, i dźgnęła go palcem w pierś.

– Auu… daj spokój, Bree, nie baw się w pieprzoną przyzwoitkę.

Unosząc brew, niemal się do niego uśmiechnęłam. Nie był zbyt atrakcyjny i trzymał pod pachą dmuchaną lalę.

– Nikt, kto mieszka w tym domu, nie może jej dotykać. Wiem, jacy wy wszyscy jesteście. Więc bądź grzeczny, okej? – Drew odburknął coś i odszedł, aby ponownie napełnić swój plastikowy kubek. Breanna nachyliła się, żeby szepnąć mi do ucha: – Nie będę ci ściemniać, że nie wszyscy są tacy, praktycznie każdy facet, który tu mieszka, jest równie beznadziejny jak on, to samo większość chłopaków, którzy tu dzisiaj będą. Powiem ci, kto jest w porządku, a kto nie.

Uśmiechnęłam się do niej.

– Dzięki, Bree. Jestem ci coś winna. – Nie żebym potrzebowała jej ostrzeżeń, aby trzymać się od chłopaków takich jak ten z daleka. Sir pozwalał mi zadawać się z żołnierzami marines nie tylko dlatego, że byli dla mnie jak bracia, których nigdy nie miałam, ale również dlatego, bo wiedział, że nigdy nie zakochałabym się w kimś, kto mówiłby w ten sposób w obecności dziewczyny.

– Tja, jasne. Chcesz drinka? – Ściągnęła brwi, wyraźnie droczyła się ze mną.

Zgodziłam się i podeszłam z nią do grupki kręcącej się wokół jednej z beczek. Kiedy dostałam piwo i wypiłam połowę duszkiem, aby przemóc jak najszybciej zły smak, podążyłam za nią na podwórko, by tam poznać kolejne osoby. Nie pamiętam większości ich imion, ale byłam podnoszona i noszona wkoło więcej razy niż byłam w stanie zliczyć, a każdy chłopak, jakiego poznawałam, gapił się na mnie. Bree zapewniała mnie, że to dlatego, że wyglądałam ładnie, ale ja już żałowałam, że nie włożyłam bluzy i dżinsów, przeklinając mój kusy strój. Breanna wydawała się zupełnie nie przejmować sposobem, w jaki chłopaki jej dotykali i jak obmacywali nas spojrzeniami, a ja nie mogłam zrozumieć, jak ona tak może. Nie czułam się już piękna, czułam się dokładnie tak, jak nazwał mnie Drew. Jak mięso. Byłam w połowie swojego drugiego piwa tego wieczoru, kiedy zostałam wyciągnięta na parkiet przez Bree i kilka innych osób.

Nigdy w życiu nie czułam się równie nie na miejscu. Z samego patrzenia na sposób, w jaki ci ludzie się wzajemnie obmacywali, płonęły mi policzki. Próbowałam naśladować Bree, ale skończyło się na tym, że co chwila kogoś deptałam, starając się unikać ludzi, którzy się o mnie ocierali. Odwróciłam głowę, aby zobaczyć kolejną swoją ofiarę i znalazłam parę najpiękniejszych niebieskich oczu, jakie kiedykolwiek widziałam, wpatrującą się we mnie. Obejmując wzrokiem resztę tej postaci, mogłam się zorientować, że przeszkodziłam mu w ostrym migdaleniu się z cycatą blondynką, więc usiłowałam szybko zejść im z drogi. Wskazałam palcem na kuchnię, kiedy Bree próbowała mnie zatrzymać, i wolno torowałam sobie drogę z salonu poprzez stłoczone ciała.

– Jak tam, Harper?

Odwróciłam się, by zobaczyć Drew stojącego obok.

– Eee… nic. Po prostu musiałam się stamtąd wydostać – powiedziałam, wskazując palcem nad swoim ramieniem.

– Nie lubisz tańczyć?

Jak można to nazywać tańcem?

– To naprawdę nie moja bajka.

Drew oparł ramiona po moich bokach, więżąc mnie przy kontuarze i przyciskając się mocno.

– Czy jest coś innego, czym mógłbym cię zainteresować?

Ty nie.

– Czy jest tu łazienka, z której mogłabym skorzystać?

Kiedy tylko o to zapytałam, grupka facetów zaczęła skandować, więc odwróciłam się, aby zobaczyć, o co całe to zamieszanie. Moje oczy niemal wyskoczyły z orbit. Ten sam chłopak, na którego wpadłam na parkiecie, spijał właśnie kolejne drinki z ust płomiennorudej dziewczyny, przemierzając językiem i wargami jej szyję i piersi pomiędzy kolejnymi porcjami. Kiedy ponownie posypał ją solą, zrozumiałam, dlaczego ją liże. Po trzecim razie, spojrzał mi prosto w oczy i mrugnął, zanim przyłożył usta do czwartego kieliszka. Potrząsnęłam głową i nie czekałam nawet na odpowiedź Drew; ruszyłam, aby znaleźć łazienkę sama. Po tym, jak otworzyłam pierwsze lepsze drzwi i nakryłam dwie pary uprawiające seks, w końcu zaczęłam pytać innych osób, gdzie mogę znaleźć toaletę. Kiedy wreszcie do niej weszłam, zamknęłam drzwi na klucz i usiłowałam się uspokoić. Owszem, słyszałam obrzydliwe historie od moich braci, kiedy próbowali wywołać u mnie wzburzenie, jak byłam młodsza, ale słyszeć a zobaczyć, to dwie zupełnie różne sprawy.

Siedziałam w łazience tak długo, aż ludzie zaczęli dobijać się do drzwi, potem przemknęłam długim korytarzem, usiłując nie patrzeć na drzwi, które wcześniej otworzyłam. Kiedy skręciłam za róg, wpadłam prosto na szeroką, muskularną pierś i niemal upadłam na tyłek zanim ktoś mnie złapał.

– Bardzo przepraszam, ja… – zamknęłam usta, kiedy spojrzałam w górę i ujrzałam ponownie te głębokie, niebieskie oczy.

Uśmiechnął się, a mnie momentalnie zdekoncentrowały jego idealnie proste, białe zęby i pełne usta. Kiedy przechylił głowę na bok, dostrzegłam błysk zrozumienia w jego twarzy, który szybko został zastąpiony seksownym uśmieszkiem. Po wrażeniu, jakie to na mnie zrobiło, byłam pewna, że doprowadził tę minę do perfekcji całe lata temu.

– Kim jesteś?

Mrugnęłam, aby przestać się wpatrywać w jego usta i próbowałam go ominąć, jednak jego dłonie nadal utrzymywały mnie w miejscu.

– Co, za dobra jesteś, żeby mi powiedzieć?

Pomyślałam o tych dwóch dziewczynach, z którymi go widziałam i wtedy dopiero dotarło do mnie, że obok niego stoi nowa blondynka, obejmując go w pasie. Trzy dziewczyny w ciągu pół godziny? Uniosłam brew, patrząc na niego.

– Najwyraźniej.

Zarówno on, jak i wysoka blondynka parsknęli śmiechem. Puścił mnie i skrzyżował ramiona przed sobą, aby jeszcze bardziej uwidocznić swoje muskuły i dobre pół rękawa tatuaży na obu rękach. Jego postawa mogła wyglądać groźnie, gdyby nie wyraz szoku i zdziwienia na jego twarzy.

– Przepraszam… słucham Księżniczko?

Zwężając oczy, ruszyłam naprzód, torując sobie drogę ramieniem.

– Masz rację, przepraszam.

Pozwolił mi przejść, a ja wróciłam na zewnątrz, gdzie widząc, co się dzieje, miałam ochotę zamknąć oczy i zawrócić. Bree powiedziała, że będziemy tu całą noc i choć wiem, że to dziecinne, ale jedyne, na co miałam ochotę, to się schować. W ciemnym kącie podwórka znalazłam parę krzeseł i klapnęłam na jednym z nich. Wyciągnęłam mój telefon i wysłałam SMS–a do Cartera:

„No więc… Nie rozumiem, dlaczego wy, faceci, tak się podniecacie imprezami”.

„Ty na imprezie?”

„Właśnie”.

„Pijesz?”

„Odrobinę”.

„… Proszę Cię, bądź ostrożna. Wiem lepiej niż ktokolwiek inny, że potrafisz o siebie zadbać, ale nigdy wcześniej nie piłaś alkoholu. Nie bierz od nikogo otwartej butelki i nie zostawiaj nigdy swoich drinków”.

„Okej, mamo”.

„Mówię poważnie, Płomyczku. Bądź ostrożna”.

Uśmiechnęłam się na widok tego przezwiska. Byłam znana z tego, że się rumienię.

„Będę. Już za Wami tęsknię”.

„My tutaj tak samo. Nikt nie wychodził w ten weekend, wszyscy jesteśmy zbyt przybici, wiedząc, że cię nie ma”.

„Wątpię. Pewnie właśnie jesteś na randce, już o mnie zapominasz”.

Wymienialiśmy wiadomości całe godziny i zdałam sobie sprawę, że impreza się znacząco skurczyła, zanim Breanna mnie znalazła.

– Harper! Co ty tu robisz całkiem sama? Szukam cię już całe wieki.

– Wybacz, chyba nie jestem w tym tak dobra jak ty.

Fukając z irytacją, opadła na krzesło obok mnie.

– Przywykniesz do tego, kiedy poznasz więcej osób, będziesz się dobrze bawić. Rozmawiałaś z kimś?

Pokręciłam głową.

– Po tym jak cię zostawiłam, spotkałam jedynie Drew i jeszcze jakiegoś chłopaka.

– Przecież tu było mnóstwo facetów, a ty mówisz, że spotkałaś tylko dwóch w ciągu ostatnich kilku godzin?

– Nie o to chodzi, tylko on po prostu… się wyróżnił.

Nie tylko dlatego, że nadał mi przezwisko, którego nienawidziłabym całe moje życie, ale on jest po prostu najprzystojniejszym facetem, jakiego w życiu widziałam. Miał ten pasujący mu image złego chłopca i niestety miał tego świadomość.

– Naprawdę? A kim jest ten tajemniczy facet?

– Najwyraźniej nie jest wcale tajemniczy. – Roześmiałam się.– Widziałam go z trzema różnymi dziewczynami w ciągu może trzydziestu minut. Okazał się też palantem. To nie do końca prawda, ale nie podobało mi się jego napuszone zachowanie.

– Brzmi jak opis mojego typu faceta!

Spojrzałam na nią zszokowana.

– Żartowałam, Harper! Żartowałam, o mój Boże… jesteś zbyt zabawna, aby się z tobą drażnić. Cóż, nie mogę powiedzieć, żeby nie zdarzyło mi się obmacywać kilku facetów, ale działo się to w ciągu przynajmniej czterech godzin.– Roześmiała się i wstała, podając mi dłoń. – Chodź, praktycznie wszyscy już sobie poszli.

– Wracamy do akademika?

– Nie ma mowy, wariatko! Nigdy nie prowadzę, jeżeli cokolwiek piłam w ciągu ostatnich godzin. Taką mam zasadę.

– To…. gdzie w takim razie idziemy?

– Cóż… najpierw znajdziemy mojego brata, a potem walniemy się w jego pokoju.

– Co? Nie! Nie będę spała w jego pokoju.

– Wyluzuj, Harp, będziemy tam tylko ty i ja. Zawsze dostaję jego pokój po takich imprezach. – Ciągnęła mnie przez trawnik do tylnych drzwi.

Jęknęłam i próbowałam za nią nadążyć, niemal gubiąc klapki po drodze.

– Rany Bree i świeże mięsko będą tu spały! – Breanna dobiła do miejsca, gdzie Drew i jeszcze jeden facet, którego nie rozpoznałam, polewali drinki i szczerzyli się, gapiąc się w mój biust.

– Proszę, proszę. Czyż to nie nasza Księżniczka?

Cała zesztywniałam i zmarszczyłam brwi, kiedy zobaczyłam, że się zbliża. Zwężając oczy, przykleiłam sobie fałszywy uśmieszek.

– Niemal cię nie poznałam bez przyklejonej do ciebie jakiejś puszczalskiej.

Drew i ten drugi facet zarżeli.

– A co, chciałabyś to zmienić? Jeszcze nie wyrobiłem limitu na tę noc – wychrypiał, nachylając się do mojego ucha.

Ech, czemu on musi być taki seksowny? Moje ciało praktycznie rezonowało jego bliskością. Odchyliłam się i odpowiedziałam z najbardziej niewinny wyrazem twarzy:

– Och, przepraszam, ale nie mam żadnych chorób wenerycznych, więc chyba nie jestem w twoim typie.

Drew zaczął się dusić, a Breanna opluła cały kontuar swoim kolejnym drinkiem. Prychając i dławiąc się, w końcu doszła na tyle do siebie, aby się wtrącić:

– Chase, lepiej trzymaj się z daleka od mojej współlokatorki. Mówiłam wam chłopaki, że ona jest poza waszym zasięgiem.

Oderwałam od niego wzrok, aby spojrzeć na Bree.

– Ty go znasz?

Wszyscy zaczęli się śmiać, oprócz chłopaka obok mnie. Uniósł lekko brwi i uchylił perfekcyjne usta. Domyślam się, że kobiety niezbyt często dają mu kosza.

– Cóż, chciałabym móc to powiedzieć, ale on jest moim bratem.

O cholera. Żar błyskawicznie rozlał się po moich policzkach i zrobiłam krok, żeby się od niego odsunąć. Teraz, kiedy już zostałam doinformowana, zdałam sobie sprawę, że powinnam była to wiedzieć. Mieli takie same blond włosy, niebieskie oczy i zabójczy uśmiech.

– Czekaj, Harper, czy to jest ten facet, o którym mówiłaś, że to palant?

Przewróciłam oczami i wbiłam wzrok w podłogę.

– Powiedziałaś, że jestem palantem? – Chase roześmiał się i odwrócił do baru. – To ona praktycznie nazwała mnie właśnie brudną męską dziwką.

– Nie bądź niegrzeczny dla moich przyjaciół, Chase! – Breanna pociągnęła następny łyk i pacnęła go w ramię, chociaż nie sądzę, aby w ogóle to poczuł.

Nie mówiąc już nic więcej, wróciłam na moje krzesło w ciemnym rogu podwórka i zostałam tam, dopóki muzyka nie została wyłączona. Zasadniczo nie pozwalam facetom sobą pomiatać, ale poczułam się okropnie, że powiedziałam tak bratu mojej nowej współlokatorki. Nie wspominając, że znajdowaliśmy się w jego domu i niedługo miałam spać w jego pokoju. Zakryłam twarz dłońmi, trzymając łokcie na kolanach, i jęknęłam cicho. Powinnam była po prostu trzymać buzię na kłódkę. Tak jakby wiedział, że o nim myślę, Chase opadł na siedzenie obok mnie. Odsunęłam rękę i popatrzyłam w jego ciemnoniebieskie oczy.

– Chowasz się? – Ten głupi, seksowny uśmieszek znowu był na swoim miejscu.

– To aż tak oczywiste?

Rozejrzał się dokoła pustego podwórka, następnie spojrzał na mnie ponownie.

– Owszem. – Rozprostował nogi i zatopił się głębiej w krześle. – Powiedz mi, co taka księżniczka jak ty, robi na moim przyjęciu?

Zjeżyłam się i dosłownie musiałam się ugryźć w język.

– Nie jestem pewna, co masz na myśli, ale zostałam zaproszona. – Wyszło nieco bardziej szorstko niż chciałam, ale nie zamierzałam za to przepraszać.

Jego uśmieszek zniknął, a on wyglądał na wkurzonego.

– Nie musisz być zaproszona, żeby przyjść na imprezę, ale gdybyś jeszcze nie zauważyła, to niezbyt tutaj pasujesz, Księżniczko – zakpił.

Szczęka opadła mi ze słyszalnym „klap” i szybko zamknęłam usta. Miał rację: nie pasowałam. Ale poważnie, to było niegrzeczne. Kiedy ja byłam złośliwa, to w moim tonie przynajmniej można było usłyszeć sar–kazm.

– Jeżeli nasz sposób bycia jest dla ciebie tak odrażający, to czuj się wolna i następnym razem zostań w szkole – wstając szybko, rzucił mi jeszcze jedno spojrzenie, zanim się ode mnie odwrócił.

Cudnie. Jestem tu zaledwie jeden dzień, a mój pobyt w Kalifornii już zapowiada się wspaniale.

– Chase – mój głos zatrzymał go. – Naprawdę mi przykro, przesadziłam.

Odwrócił się, aby na mnie spojrzeć, i przechylił głowę na bok. Podczas gdy nadal patrzył na mnie ze zdezorientowaną miną, ja ciągnęłam dalej:

– Nauczono mnie nie dawać się ludziom, ale powiedziałam za dużo. Zatem: przepraszam. Nie znam cię i nie powinnam cię oceniać.

Z jego piersi wyrwało się szydercze parsknięcie i spostrzegłam, że kąciki ust lekko mu się wygięły. Potrząsnął głową; wciąż wyglądał na speszonego i nieco nietrzeźwego, zanim ruszył naokoło domu.

Ta noc zapowiadała się na naprawdę długą. Gdybym miała jakiekolwiek pojęcie, gdzie jesteśmy, próbowałabym wrócić na kampus pieszo.

– Harper! – Odwróciłam się, aby zobaczyć Breannę wytaczającą się z tylnych drzwi. – Harper, chodź do środka, wszyscy już sobie poszli.

Kiedy podeszłam, wzięła mnie pod ramię i zaprowadziła do salonu.

– No i jak? Całowałaś się z kimś dziś wieczór? – Uniosła obie brwi i wyglądało to tak, jakby walczyła, aby je utrzymać w górze.

– Nie – wymamrotałam.

Ten sam facet, z którym piła drinki, zanim sobie poszłam, zawołał z kuchni:

– Mogę pomóc!

Potrząsnęłam głową i już miałam odpowiedzieć, kiedy Bree odezwała się ponownie:

– Nie, nie, nie. Mówiłam wam, chłopaki, ona jest poza waszym zasięgiem!

– Bree, o co ci chodzi?

– Bo ona jest czysta. Totalnie. Czysta – pochyliła się do przodu i udawała, że szepcze.

Szczęka mi opadła i złapałam jej nadgarstek, kiedy chciała zasłonić mi usta palcem.

– Breanna!

Teraz położyła znacząco palec na własnych ustach.

– Ciiii! Harper, nie mów im!

Trochę już na to za późno. Byłam totalnie zażenowana. Chciałam być na nią zła, ale ledwie stała na nogach i wątpię, aby jutro cokolwiek z tego pamiętała. Spoglądając w górę, ujrzałam czterech facetów stojących nade mną i gapiących się szeroko otwartymi oczami, zanim wybuchli śmiechem. Niech mnie ktoś zabije! Teraz. Nie, najpierw muszę się stąd wydostać. Potem niech mnie ktoś zabije.

Jeden z facetów, których nie poznałam, ocierał łzy z oczu.

– O mój Boże! Księżniczko, czy ona mówi poważnie?

Byłam zachwycona, że wszyscy podchwycili moje ulubione przezwisko. Czy było we mnie coś, co krzyczało: dajcie mi ksywkę? Nie mogłam nawet odpowiedzieć, moje gardło zacisnęło się i myślałam, że się naprawdę popłaczę – pierwszy raz od lat. Wyciągnęłam rękę spod pachy Breanny i ruszyłam prościutko do frontowych drzwi, żeby spróbować znaleźć drogę powrotną do kampusu. Zatrzymałam się, kiedy zdałam sobie sprawę, że Chase blokuje korytarz, którzy prowadził do wyjścia. Był jedyną osobą w pokoju, która się nie śmiała. Zauważyłam, że usta ma zaciśnięte i piorunuje swoją siostrę spojrzeniem.

– Przesuń się, proszę.

Odsunął się, ale po to, aby chwycić mnie za ramiona i skierować z powrotem do salonu. Co on robi? Wbiłam obcasy w dywan, starając się wyrwać w przeciwną stronę.

– Nie dotykaj mnie! – wysyczałam.

– Po prostu mi zaufaj – warknął mi do ucha, prowadząc obok wszystkich, ciągle śmiejących się z tego, co wymsknęło się Bree.

Kiedy znaleźliśmy się w korytarzu, w którym jeszcze nie byłam tego wieczoru, jeden z facetów z kuchni zawołał:

– Wygląda na to, że Chase zaraz zajmie się twoim problemem, Księżniczko! – co wzbudziło nową falę histerycznego śmiechu.

Chase zatrzymał się na sekundę, przeklął pod nosem i znów ruszył ze mną naprzód. Kiedy dotarliśmy do końca korytarza, zatrzymał się na wprost drzwi, a następnie wyjął klucz, aby je otworzyć, zanim wciągnął mnie do środka. Kiedy rozbłysło światło, mrugałam tak długo, aż zrozumiałam, że znaleźliśmy się w sypialni. Nabrałam powietrza i jeszcze mocniej usiłowałam wydostać się z jego uchwytu. Gdybym mogła obrócić się choć trochę, rzuciłabym go na podłogę w ciągu kilku sekund. Jednak jego uchwyt był stanowczy, więc nie mogłam się ruszyć.

– Nie! Zostaw mnie!

– Nie puszczę cię, dopóki będziesz usiłowała mnie uderzyć!

Przestałam, ale pozostałam napięta, podczas gdy on odczekał prawie minutę, zanim uwolnił moje ramiona. Jak tylko to zrobił, odwróciłam się i cofnęłam o krok.

– Uspokój się, Księżniczko – westchnął bez zainteresowania. – Nie zamierzam ci nic zrobić.

– Naprawdę byłabym wdzięczna, gdybyś mnie tak nie nazywał – powiedziałam przez zaciśnięte zęby.

Przewrócił oczami, podszedł do komody, rzucił we mnie koszykarskimi spodenkami, po czym wrócił do drzwi.

– Włóż je, wrócę tu.

– Po co?

– Chciałaś spać w tej spódnicy? – przygryzł dolną wargę, a jego oczy wędrowały po moich nogach. – Przysięgam, że nie miałbym nic przeciwko, ale pomyślałem, że może ci być niewygodnie.

– Breanna powiedziała, że przenocuję dzisiaj razem z nią w pokoju, a jeżeli tak nie będzie, to wolę wrócić na kampus.

– Mogę cię zapewnić, że ona będzie spała w łazience. Dam ci minutę na przebranie i zaraz wracam.

– Nie będę tutaj z tobą spała.

– Posłuchaj, jesteś naprawdę atrakcyjną laską i już samo to sprawia, że będą za tobą latać. Dodaj do tego te kilka swoich słów, które pokazują, jaka jesteś wyszczekana i piekielnie słodziutka, a to cholernie kusząca kombinacja. Uwierz mi, jeżeli ci mówię, że faceci będą chcieli zmienić to, czego właśnie się o tobie dowiedzieli. Ja natomiast chciałbym mieć pewność, że to się nie stanie.

Zatrzasnął drzwi i nie więcej jak trzy sekundy później mogłam usłyszeć, jak wrzeszczy na facetów w kuchni i mówi Breannie, że musi sama sobie radzić tej nocy. Stałam tam w jego koszykarskich spodenkach i bluzeczce na ramiączkach Bree, kiedy wszedł ponownie do pokoju i zamknął drzwi na klucz.

– To było chamskie, w końcu to twoja siostra. Ona też powinna tu być.

– Mówisz poważnie? – spojrzał na mnie z niedowierzaniem. – Zamierzasz jej bronić po tym, jak się wygadała?

Wzruszyłam ramionami i położyłam spódnicę na krześle, stojąc do niego plecami, żeby nie mógł zobaczyć, że moje policzki znowu zaczęły płonąć.

– Jest pijana. Jestem pewna, że nie zdawała sobie z tego sprawy.

– To żadna wymówka – powiedział miękko i ściągnął kapę z łóżka. – Dalej, Harper, wskakuj.

Sposób, w jaki wymówił moje imię, wywołał u mnie ciepły dreszcz i musiałam walczyć ze sobą, aby trzymać spojrzenie z daleka od jego nagiej piersi, kiedy już wczołgałam się do jego łóżka. Każdy rzut oka na jego wyrzeźbioną klatkę piersiową i brzuch przyprawiał moje serce o szybsze bicie. Zgasił światło, po czym poczułam, jak łóżko zapada się pod jego ciężarem, więc usiadłam.

– Co robisz?

– Co masz na myśli?

– Nie możesz tu ze mną spać!

– To moje łóżko i mogę chyba robić co mi się podoba – zachichotał.

Wiedziałam, że nie mógł mnie widzieć, ale spojrzałam na niego spode łba. Odrzucając kołdrę, złapałam poduszkę i osunęłam się na podłogę.

– Wracaj do łóżka, Księżniczko.

Uśmiechnęłam się w duchu z mojego przezwiska, ale nie powiedziałam nic. Mogłam wyczuć jego spojrzenie wwiercające się w moje plecy, a po chwili, która wydawała się wiecznością, usłyszałam westchnienie i ruch łóżka. Chciałam poprosić o koc, ale byłam zbyt uparta, aby to zrobić. Zaraz potem znalazłam się w powietrzu.

– O Boże! Puść mnie!

Upuścił mnie na łóżko i przeczołgał się przeze mnie.

– Chase! Nie!

– Uspokój się, zostanę po swojej stronie łóżka. Możemy nawet położyć między nami poduszkę, jeżeli to poprawi ci samopoczucie – parsknął.

Burcząc pod nosem, uciekłam na sam skraj łóżka. Naturalnie nigdy wcześniej nie byłam w łóżku z facetem, a fakt, że znajdował się on ode mnie o zaledwie kilka centymetrów, sprawiał, że całe moje ciało drżało.

– Przysięgam, że jeżeli mnie dotkniesz, zrobię to, co Lorena Bobbitt[2].

Nie zabrało mu wiele czasu, by zrozumieć, o czym mówię. Położył sobie na twarzy poduszkę, aby stłumić śmiech.

– O mój Boże! Księżniczko! Jesteś moją nową ulubienicą.

– To nie był dowcip.

Jego ciało nadal trzęsło się od tłumionego śmiechu, kiedy przysunął się bliżej i musnął mnie palcami po ramieniu.

– Któregoś dnia jeszcze będziesz mnie błagać, żebym cię dotknął.

Nie byłam pewna, czy kolejny mój dreszcz wynikał z rozkoszy, czy z odrazy, jednak wzdrygając się, strąciłam jego dłoń.

– Mówię serio, Chase. Nie jestem taka jak te wszystkie dziewczyny, z którymi cię dziś widziałam.

– To się nazywa niedomówienie – przewrócił się na swoją stronę łóżka i westchnął, – Prześpij się trochę, Księżniczko. Do zobaczenia rano.