Wszyscy kłamią. Nie daj się oszukać! - Jarosław Świątek - ebook
lub
Opis

  • Jak rozpoznać kłamstwo, czytając mowę ciała?
  • Jak nie dać się oszukać?
  • Jak skłonić kłamcę do przyznania się do winy?

Niniejsza książka porusza istotny problem identyfikowania i demaskowania kłamstwa na różnych płaszczyznach naszego życia: w związkach, w pracy, na sali przesłuchań czy w polityce. Autor wnikliwie omawia symptomy, jakie towarzyszą (nawet nieświadomie) kłamcy – jego ekspresje mimiczne, mikroekspresje, mowę ciała, zachowanie. Jak sam mówi, „nie ma tutaj gotowych recept na wykrywanie oszustów, są za to narzędzia, które – używane we właściwy sposób – zawsze przyniosą oczekiwane rezultaty”.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 140


Copyright © by Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne,Sopot 2012.

Wszystkie prawa zastrzeżone. Książka ani żadna jej część nie może być przedrukowywana ani w żaden sposób reprodukowana lub odczytywana w środkach masowego przekazu bez pisemnej zgody Gdańskiego Wydawnictwa Psychologicznego.

Wydanie pierwsze 2012 rok

Redaktor prowadzący: Patrycja Pacyniak

Redakcja polonistyczna: Karolina Bączek

Korekta: Patrycja Pacyniak

Skład: Mirosław Tojza

Projekt okładki: Monika Pollak

Zdjęcie na okładce: © 123RF/PICSEL

Grafika w książce: Marcin Świątek

Zdjęcia w książce: Filip Widuliński

ISBN 978-83-7489-409-8

Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne Sp. z o.o.

ul. J. Bema 4/1a, 81-753 Sopot

tel./faks 58 551 61 04

e-mail: gwp@gwp.pl

www.gwp.pl

www.wydawnictwogwp.pl

Skład wersji elektronicznej:

Virtualo Sp. z o.o.

Słowo wstępne

Ludzie kłamią. To zdanie raczej nikogo nie dziwi i jest uznawane za „oczywistą oczywistość”. Gdyby jednak zadać kilku losowo wybranym osobom pytanie, jak często są okłamywane przez innych, to zapewne odpowiedzi byłyby skrajnie różne. Kłamstwo jest bardziej powszechne, niż sądzimy. Statystyki pokazują, że przeciętny człowiek kłamie trzy razy w ciągu dziesięciominutowej rozmowy. Czy chcemy, czy nie, uczestniczymy w tym. To od nas zależy, czy nasze uczestnictwo jest świadome i potrafimy przewidywać kilka ruchów do przodu, czy raczej zdajemy się na ślepy los i gramy z innymi w rosyjską ruletkę, zdziwieni, że nagle trafia w nas kula.

Kłamstwo nie jest jednorodne. Można wyróżnić różne jego rodzaje, z których nie wszystkie mają zabarwienie negatywne. Istnieją na przykład tak zwane białe kłamstwa, używane w imię wyższych ideałów. Ogólnie uznaje się je za słuszne i usprawiedliwione. Jeżeli ktoś z naszych bliskich jest ciężko chory i każdy niepotrzebny stres może go zabić, to będziemy ukrywali przed nim informacje, które mogłyby go zdenerwować. Gdy będzie pytał o rzeczy, które w naszej ocenie mogą wywołać stres i negatywne uczucia, skłamiemy. Będziemy się jednak kierować szlachetnymi pobudkami – troską o życie. Istnieją też drobne kłamstewka, dzięki którym można uniknąć awantury, na przykład gdy żona pyta, czy ładnie wygląda, a mąż, choć nie uważa, że wygląda ona w jakikolwiek sposób inaczej niż zwykle, daje odpowiedź twierdzącą. Są wreszcie kłamstwa, które z jednej strony mają na celu wprowadzenie innych ludzi w błąd, a z drugiej przynoszą kłamiącemu bezpośrednią i wymierną korzyść. Jednak nawet te kłamstwa nie są sobie równe. Waga kłamstwa jest uzależniona od jego skali i kosztów, jakie ponoszą inni ludzie, a także od zysków, jakie z oszustwa czerpią kłamiący. Inna jest waga kłamstwa osoby, która staje przed sądem oskarżona o zabójstwo i twierdzi, że jest niewinna. Inna jest w przypadku męża, który zdradza swoją żonę. Jeszcze inna zaś w sytuacji, gdy koleżanka chwali się, że zarabia pięciokrotność średniej krajowej, aby dowartościować swoje ego.

Trudno jest mnie oszukać. Przez kilka lat uważnie studiowałem wyniki badań naukowców, którzy zajmowali się wykrywaniem decepcji. W szczególności interesowałem się emocjami i motywacjami, ćwicząc całymi godzinami analizę ekspresji emocjonalnych i próbując wychwycić najdrobniejsze nawet zmiany. Efektem tych ćwiczeń są ponadprzeciętne zdolności w wykrywaniu kłamstwa i pewien zakres wiedzy na ten temat. Dzielę się nią w niniejszej książce. Czy nauczy was ona, jak wykrywać kłamstwo w swoim otoczeniu? Nie. Da wam jednak narzędzia, dzięki którym sami będziecie mogli się tego nauczyć. Poziom zaawansowania, jaki osiągniecie, będzie zależał wyłącznie od waszej determinacji. Osiągnięcie doskonałości w wykrywaniu kłamstwa wymaga bowiem nie lada wysiłku i zmiany kompetencji komunikacyjnych. Wszelkie zmiany nie przychodzą jednak łatwo. Są czasochłonne, wymagają wielkiego poświęcenia i ogromnego nakładu pracy, by osiągnąć jakiekolwiek efekty. Nie staniecie się ekspertami od kłamstwa, ale jeżeli choć w minimalnym stopniu podszkolicie swoje zdolności obserwacji, to być może uda wam się uniknąć wielu nieprzyjemnych momentów. Zrozumiecie zachowania swoich bliskich i kierujące nimi motywy. Wiele rzeczy stanie się prostszych. Niektórzy uważają, że świadomość powszechności kłamstwa jest druzgocąca i lepiej nie wiedzieć, kiedy jesteśmy okłamywani, żeby nie stracić zaufania do ludzkości. Ja jednak uważam, że nawet najgorsza prawda jest lepsza niż kłamstwo. Niezależnie od moich poglądów, to wy będziecie decydowali, kiedy z wiedzy zawartej w tej książce zrobicie użytek, a kiedy nie. Być może uznacie, że będziecie się posługiwać tą wiedzą jedynie w sytuacjach, w których nabierzecie uzasadnionych podejrzeń co do tego, że ktoś was wprowadza w błąd. A być może będziecie chcieli wiedzieć przez cały czas, kiedy tak się dzieje.

W niniejszej książce znajdują się opisy badań i prac wielu psychologów oraz nawiązania do nich. Zawiera ona również przykłady z praktyki osób, które zajmują się wykrywaniem kłamstwa na co dzień jako stróże prawa i porządku publicznego, ale nie tylko. Aby pokazać zasięg kłamstwa oraz to, jak filtruje ono praktycznie każdą dziedzinę naszego życia, w której zachodzi komunikacja pomiędzy co najmniej dwiema jednostkami (choć – jak się okaże w rozdziale trzecim – są przypadki, w których do skutecznego oszustwa wystarczy tylko jedna osoba), książka została podzielona na pięć rozdziałów, z których każdy dotyka innego obszaru. Podróż rozpoczynamy od emocji i od sposobu, w jaki przyczyniają się one do obnażania prawdy. Skoncentrujemy się na mowie ciała i badaniach absolutnego lidera na skalę światową, jeżeli chodzi o wykrywanie kłamstwa ze wskaźników pozawerbalnych – Paula Ekmana. Następnie przenikniemy do świata polityki. Politycy cieszą się bardzo małym zaufaniem społecznym i niemal powszechne jest potoczne założenie, że polityk to kłamca. Czy rzeczywiście tak jest oraz w jaki sposób demaskować kłamstwa polityków, opowie rozdział drugi. Kolejnym etapem będą związki partnerskie. Gdy przebywa się z kimś praktycznie non-stop, kłamstwo wydaje się łatwe do wychwycenia, a jednocześnie pokusa kłamania wzrasta, bo każdy pragnie zachować swoją odrębność. Jak wyglądają kłamstwa w związkach i w jaki sposób je rozpoznawać oraz sprawić, żeby kłamca przyznał się do winy, dowiecie się w rozdziale trzecim. Kolejny rozdział poświęcony jest kłamstwu w sali przesłuchań. Gdy w grę wchodzą srogie konsekwencje związane z ograniczeniem wolności, kłamstwo staje się koniecznością, a jego wykrycie jest o wiele trudniejsze niż w każdych innych warunkach. Sposobom na jego obnażenie oraz wskaźnikom, które o nim stanowią, przyjrzymy się właśnie w tym rozdziale.

Na koniec spojrzymy na oszustwa w przedsiębiorstwach i zakładach pracy. Pracodawcy mają nie lada problemy z nieuczciwymi pracownikami, którzy sięgają po wszelkie możliwe – niekoniecznie zasłużone – przywileje kosztem innych. W jaki sposób rozpoznawać i demaskować szpiegów korporacyjnych, dowiecie się z rozdziału piątego.

Wszystkie wspomniane dziedziny zawierają wskaźniki i sposoby postępowania, które z powodzeniem można wykorzystywać w innych sytuacjach. To, że jakaś metoda została opisana na przykładzie związków partnerskich, nie oznacza, że nie można jej zastosować do wytropienia pracownika, który kradnie pieniądze z firmowej kasy. Dlatego też cała książka stanowi ogólny przewodnik po kłamstwie, którego poszczególne części mają za zadanie ułatwić przyswojenie tej wiedzy. Mam nadzieję, że będziecie się dobrze bawić i że sama książka sprawi wam dużą przyjemność. Miłej lektury!

Podziękowania

Do powstania tej publikacji przyczyniło się wiele osób. Ponieważ jest to moja pierwsza książka, to w tym miejscu szczególne podziękowania chcę złożyć ludziom, którzy mnie ukształtowali i byli dla mnie inspiracją do rozwoju. Przede wszystkim więc dziękuję moim rodzicom – Marlenie i Krzysztofowi – oraz mojej babci Janinie za to, że tyle lat musieli tolerować moją niesforną i ciekawską naturę, oraz za wsparcie, jakiego mi udzielali i udzielają nadal. Dziękuję moim mentorom, którzy otworzyli mi oczy i pokazali prawdziwy świat psychologii, ukierunkowując mój rozwój – Dariuszowi Dolińskiemu, Rafałowi Ohme, Sławkowi Jarmużowi oraz Tomaszowi Grzybowi. Podziękowania należą się także Filipowi Widulińskiemu, z którym liczne dyskusje i rozmowy pozwoliły mi poszerzyć horyzonty w sposób, z jakiego sam nie zdawałem sobie sprawy. Dziękuję Pani Prezes Gdańskiego Wydawnictwa Psychologicznego – Elżbiecie Zubrzyckiej – za impuls i nakłonienie mnie do napisania tej książki. Jestem wdzięczny za wsparcie merytoryczne i recenzje, które umożliwiły mi wprowadzenie korekt do niniejszej pracy: Renacie Kosińskiej, Katarzynie Haławin, Maciejowi Chabowskiemu, Dariuszowi Trybie, Maćkowi Gajowczykowi oraz Yoschiemu. Wasze rady i sugestie przyczyniły się do poprawienia jakości tej książki i zwrócenia uwagi na istotne kwestie, których nie poruszyłem wcześniej lub które nie zostały dostatecznie uzasadnione. I na sam koniec symboliczne podziękowania należą się Paulowi Ekmanowi, którego badania zmieniły oblicze psychologii emocji i przyczyniły się do rozwoju tej dziedziny wiedzy.

ROZDZIAŁ 1Prawda emocji

Piękno ludzkiej twarzy istnieje tylko dzięki temu, że każdy jej szczegół znajduje jak gdyby echo we wszystkich pozostałych.

Antoine de Saint-Exupéry, Twierdza

Pewien znany neurolog opisał w jednej z książek niezwykle ciekawe historie swoich pacjentów (Broks, 2007). Wywołały one we mnie dużą konsternację, a tysiące myśli krążyło z ogromną prędkością w moim mózgu niczym Robert Kubica podczas wyścigu Formuły 1. A o mózg właśnie chodziło w przeczytanych opowieściach. Całe szczęście, że nie był to mój mózg.

Stuart – tak nazywał się pacjent – doznał nieszczęśliwego wypadku na autostradzie. Śruba, która wystrzeliła z pojazdu, przeszyła niczym pocisk lewy płat czołowy jego mózgu. Pomimo przemieszczenia materii mózgowej nie stracił on świadomości na zbyt długo. Chciał nawet o własnych siłach wracać do domu, jednak lekarze dostrzegli fragmenty jego układu nerwowego na włosach i natychmiast przetransportowali Stuarta do szpitala. Okazało się, że usunięcie kawałka śruby, który utkwił w jego głowie, nie było proste. Po operacji doszło do dodatkowej inwazji i przemieszczenia tkanki mózgu. Samo to wydarzenie, choć mrozi krew w żyłach, jest niczym w porównaniu do zmian, które zaszły w osobowości Stuarta po zakończeniu operacji. Otóż stał się on całkowicie głuchy na emocje. Choć potrafił doskonale odczytywać motywacje i emocje innych ludzi, to brakowało mu empatii. Powiedział swojej żonie, że już jej nie kocha. Ona nie chciała mu uwierzyć, myśląc, że po prostu tak mówi, ale na swój sposób ją kocha. Jednak rzeczywiście było tak, że jedyne uczucie, jakie przejawiał zarówno do niej, jak i do innych ludzi, to obojętność – dotyczyło to również emocji wobec samego siebie. Opowiadano mu różne kontrowersyjne historie, na przykład dotyczące morderstwa, na które reagował zupełnie bezemocjonalnie.

Drugim opisywanym przez neurologa przypadkiem był Michael. Wspinał się na drzewo, żeby ściągnąć latawiec. Pech chciał, że zerwał się wiatr, który uwolnił latawiec, a Michael, wspinając się dalej, trafił na niestabilne konary, które złamały się pod jego ciężarem. W wyniku połamania gałęzi spadł na kamień, który uszkodził prawy płat czołowy mózgu. Po tym wydarzeniu Michael nie był w stanie kontrolować swoich emocji. Mówił ludziom na ulicy, że ich kocha, płakał na widok żebraków. Przejawiał bardzo dużo empatii, ale złożone sytuacje społeczne były ponad jego możliwości.

Oba przypadki po raz kolejny zwróciły moją uwagę na delikatność materii, która znajduje się wewnątrz naszych głów. Jako psycholog wiem bardzo dużo o funkcjonowaniu układu nerwowego. Spotykałem się też niejednokrotnie z różnymi uszkodzeniami mózgu i wynikającymi z nich zmianami osobowości. Mimo to nie przestają mnie one zaskakiwać i wprowadzać w konsternację. Jakże kruche jest to wszystko, w co wierzymy, co wiemy i co potrafimy, w obliczu uszkodzeń mechanicznych, które mogą nas dotknąć. Tym, co jednak zasługuje w opisywanych przypadkach na szczególną uwagę, są zmiany w emocjonalnym podejściu do świata, które zaszły w wyniku odniesionych obrażeń. Stuart całkowicie wyzbył się uczuć, zaś Michael był pod ich nieustannym wpływem. Dopiero w obliczu takich wydarzeń uświadamiamy sobie, jak ważne są emocje w naszym codziennym życiu i jak trudno jest funkcjonować, gdy procesy emocjonalne są zaburzone.

Bardzo podobny przypadek – pacjenta z uszkodzonym lewym płatem czołowym – opisuje inny neurobiolog, Antonio Damasio (2002). Był to mężczyzna o imieniu Elliot, który miał guza uciskającego obydwa płaty czołowe. Po usunięciu guza trzeba było pozbyć się również uszkodzonej przez niego tkanki mózgu. Usunięta została tkanka z okolic lewego płata czołowego, a konkretnie z jego brzusznej części. Po zabiegu Elliot miał problemy z podjęciem najprostszych decyzji. Kiedy Damasio chciał ustalić termin kolejnej wizyty swojego pacjenta, ten – choć miał mnóstwo wolnych terminów – nie był w stanie się określić. Nie był to jedyny zaobserwowany defekt. W pomysłowym eksperymencie Damasio rozłożył cztery stosy kart przed swoimi pacjentami i zaproponował pewną grę. Polegała ona na tym, że przy wyciągnięciu określonych kart z talii można było zyskać znaczne sumy pieniężne, zaś przy wyciągnięciu innych – stracić. Dwa ze stosów były ułożone w taki sposób, że można było bardzo szybko się wzbogacić, ale i równie szybko wszystko stracić, a nawet zostać na minusie. Natomiast dwa pozostałe stosy dawały powolny i zrównoważony wzrost finansowy przy stosunkowo niewielkich stratach. Stosy ułożono w taki sposób, żeby wykrycie tej reguły było mało prawdopodobne, ale szybkość, z jaką ludzie ze zdrowym układem nerwowym uczyli się wybierania kart z „bezpiecznego” stosu, była imponująca. Bardzo szybko przestawali oni wybierać karty ze stosu obarczonego dużym ryzykiem straty, choć jeszcze nie znali reguły, z jaką zostały ułożone oba stosy. Zupełnie odwrotna sytuacja miała miejsce w przypadku osób z uszkodzonymi lewymi płatami czołowymi. Ci pacjenci cały czas sięgali po karty ze stosu ryzyka. Co ciekawe, Elliot uważał się za osobę konserwatywną i raczej mało skłonną do ryzykowania. Tymczasem w eksperymencie wyprzedzał pod względem ryzykownych zachowań nawet te zdrowe osoby, które określały siebie mianem ryzykantów i sięgały po karty ze stosów obarczonych ryzykiem chętniej niż pozostali uczestnicy eksperymentu. Wyniki tego badania pokazały, że osoby z uszkodzoną brzuszną częścią kory przedczołowej nie potrafią właściwie interpretować emocji, które ostrzegają je przed niewłaściwymi decyzjami.