Wydawca: Insignis Kategoria: Literatura faktu, reportaże, biografie Język: polski

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 357 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka #WstydźSię! - Jon Ronson

Nowa książka obecnego od wielu lat na listach bestsellerów Jona Ronsona – wciągająca i błyskotliwa opowieść o jednej z najbardziej niedocenianych sił rządzących światem: o wstydzie.

Przez ostatnie trzy lata Jon Ronson podróżował po świecie, spotykając się z ludźmi, którzy zostali publicznie napiętnowani. Ludźmi takimi jak my. Ludźmi, którzy opublikowali w mediach społecznościowych kiepski żart albo popełnili jakiś błąd, wykonując swoją pracę. A kiedy ich występek został ujawniony, wściekły tłum rzucił im się do gardeł – byli wyszydzani, odsądzani od czci i wiary, czasem nawet zwalniani z pracy.

Dzięki internetowi publiczne zawstydzanie przeżywa dziś renesans. Jesteśmy świadkami demokratyzacji sprawiedliwości. Milcząca większość w końcu doszła do głosu. Jak to wykorzystujemy? Jesteśmy bezlitośni w wytykaniu cudzych błędów. Tworzymy definicje normalności, rujnując życie tych, którzy nie spełniają naszych kryteriów. Używamy wstydu jako formy społecznej kontroli.

#WstydźSię! to książka poruszająca, a jednocześnie przesiąknięta typowym dla Jona Ronsona poczuciem humoru. Szczerze i wprost opowiada o naszym współczesnym życiu, uświadamiając nam, jak przerażającą rolę odgrywamy w zbierającej coraz większe żniwo wojnie wypowiedzianej ludzkim słabościom.

Opinie o ebooku #WstydźSię! - Jon Ronson

Fragment ebooka #WstydźSię! - Jon Ronson

Okładka

Strona tytułowa

Strona redakcyjna

Tytuł oryginałuSo You’ve Been Publicly Shamed

Copyright © 2015 by Jon Ronson

First published 2015 by Picador

First published in paperback with a new afterword 2016 by Picador an imprint of Pan Macmillan 20 New Wharf Road, London N1 9RR Associated companies throughout the worldwww.panmacmillan.com

All rights reserved.

Przekład Katarzyna Dudzik Olga Siara (posłowie)

Redakcja i korekta Tomasz Brzozowski, Julia Diduch, Dominika Pycińska oraz Pracownia 12 A

Projekt okładki Matt Dorfman

Polska wersja okładki i konwersja Tomasz Brzozowski

Copyright © for this edition Insignis Media, Kraków 2017. Wszelkie prawa zastrzeżone.

ISBN 978-83-65743-20-6

Insignis Media ul. Szlak 77/228–229, 31-153 Kraków telefon / fax +48 (12) 636 01 90biuro@insignis.pl, www.insignis.plfacebook.com/Wydawnictwo.Insignis

Dedykacja

Dla Elaine

1 | Waleczne serce

Ta historia zaczęła się z początkiem stycznia 2012 roku, kiedy zauważyłem, że jakiś inny Jon Ronson zaczął pisać na Twitterze. Na jego zdjęciu profilowym widniała moja twarz. Posługiwał się nazwą użytkownika @jon_ronson. Ostatni wpis, który pojawił się, kiedy w zdumieniu wpatrywałem się w jego oś czasu, brzmiał: „Wracam do domu. Muszę znaleźć ten przepis na małże w bułce z guaraną i majonezem :D #pychota”.

„Kim jesteś?” – napisałem do niego.

„Oglądam #KronikiSeinfelda. Mam ochotę na wielką porcję selera, granika i kebaba z kwaśnym sosem i trawą cytrynową #smakosz” – odćwierknął.

Nie miałem pojęcia, co powinienem zrobić.

Następnego ranka zanim sprawdziłem własną oś czasu, zajrzałem na profil @jon_ronson. W nocy pojawił się na nim wpis: „O tym śnię: #czas i #fiut”.

Tamtego drugiego Jona Ronsona obserwowało dwadzieścia osób. Te z nich, które znałem osobiście, zastanawiały się pewnie, dlaczego nagle zacząłem z takim entuzjazmem pisać o kuchni fusion i zwierzać się ze snów o fiutach.

Poszperałem trochę i odkryłem, że młody pracownik uniwersytetu w Warwick nazwiskiem Luke Robert Mason kilka tygodni wcześniej zamieścił komentarz na stronie internetowej „Guardiana”. Była to odpowiedź na mój krótki film o spambotach. „Stworzyliśmy dla Jona jego własnego infomorfa – napisał. – Możecie obserwować go na Twitterze: @jon_ronson”.

„Aha, więc to jakiś rodzaj spambota – pomyślałem. – OK, czyli nie ma żadnego problemu. Luke Robert Mason musiał dojść do wniosku, że lubię spamboty. Kiedy dowie się, że tak nie jest, usunie go”.

Napisałem mu na Twitterze: „Cześć! Czy mógłbyś usunąć swojego spambota?”.

Minęło dziesięć minut. Wreszcie otrzymałem odpowiedź: „Wolimy termin infomorf”.

Zmarszczyłem brwi. „Ale on ukradł moją tożsamość” – odpisałem.

„Infomorf nie ukradł twojej tożsamości – odpisał mi. – Przetwarza dane z mediów społecznościowych, nadając im charakterystyczny dla infomorfów styl”.

Poczułem ucisk w klatce piersiowej.

„#woohoo, o cholercia, mam ochotę na górę grillowanej cebuli z chrupiącym chlebem. #smakosz” – zatweetował @jon_ronson.

Toczyłem wojnę ze zrobotyzowaną wersją samego siebie.

Minął miesiąc. @jon_ronson dwadzieścia razy dziennie tweetował o zawirowaniach w swoim życiu towarzyskim, „wieczorkach”, w których brał udział, i rozległym kręgu swoich przyjaciół. Obserwowało go teraz pięćdziesięciu użytkowników Twittera. Z pewnością mieli oni zupełnie mylne wyobrażenie na temat tego, co sądzę o wieczorkach i bliskich mi osobach.

Spambot okrył mnie niesławą i sprawił, że poczułem się bezsilny. Moja tożsamość została całkowicie błędnie przedefiniowana przez nieznane mi osoby, a ja nie wiedziałem, do kogo mógłbym się z tym zwrócić.

Napisałem na Twitterze do Luke’a Roberta Masona. Skoro tak stanowczo odmawiał usunięcia spambota, może zgodziłby się chociaż ze mną spotkać? Mógłbym sfilmować naszą rozmowę i wrzucić nagranie na YouTube’a. Zgodził się i dodał, że cieszy go możliwość wytłumaczenia, jakie idee przyświecały stworzeniu infomorfa. Odpisałem, że chętnie posłucham, jakie idee przyświecały stworzeniu spambota.

Wynająłem pokój w centrum Londynu. Mason pojawił się w towarzystwie dwóch mężczyzn. Stanowili zespół, który stworzył spambota. Wszyscy byli pracownikami naukowymi i poznali się na uniwersytecie w Warwick. Luke Robert Manson, najmłodszy z nich, okazał się przystojnym dwudziestoparolatkiem, „badaczem technologii i cyberkultury oraz dyrektorem konferencji Virtual Futures”, jak wyczytałem w jego internetowym CV. David Bausola kojarzył mi się z dziarskim nauczycielem, a jednocześnie kimś, kto mógłby występować na konferencji dotyczącej twórczości literackiej Aleistera Crowleya. Pracował na stanowisku specjalisty nowych technologii i był dyrektorem zarządzającym agencji interaktywnej Philter Phactory. Dan O’Hara miał ogoloną głowę i świdrujące spojrzenie. Wyglądał na zirytowanego i mocno zaciskał szczęki. Miał niespełna czterdzieści lat, pracował jako wykładowca literatury angielskiej i amerykańskiej na Uniwersytecie w Kolonii; wcześniej wykładał na Oksfordzie. Napisał książkę o J.G. Ballardzie pod tytułem Extreme Metaphors (Niezwykłe metafory). Wydał także książkę zatytułowaną Thomas Pynchon: Schizophrenia & Social Control (Thomas Pynchon: schizofrenia i kontrola społeczna). Jeśli dobrze ich zrozumiałem, to David Bausola stworzył spambota, a pozostała dwójka zajmowała się „badaniami i doradztwem”.

Poprosiłem, żeby usiedli w jednym rzędzie na sofie, dzięki czemu mógłbym sfilmować ich wszystkich w jednym ujęciu. Dan O’Hara rzucił swoim kolegom spojrzenie.

– No cóż, dostosujmy się – powiedział do nich.

Wszyscy usiedli na sofie z Danem pośrodku.

– Co masz na myśli, mówiąc o dostosowaniu się? – zapytałem.

– Chodzi mi o psychologiczną kontrolę.

– Uważasz, że sadzając was w rzędzie na sofie, chcę mieć nad wami psychologiczną kontrolę?

– Dokładnie tak.

– W jaki sposób? – zapytałem.

– Sam tak robię ze studentami – odpowiedział Dan. – Siadam na krześle, a ich sadzam w rzędzie na sofie.

– W jakim celu chcesz mieć psychologiczną kontrolę nad swoimi studentami?

Dan przez chwilę wyglądał na zaniepokojonego, jakby został przyłapany na powiedzeniu czegoś trochę dziwacznego.

– Chodzi o nadzór nad warunkami nauczania – wyjaśnił.

– Czy to sprawia, że czujesz się niekomfortowo?

– Nie, raczej nie – powiedział Dan. – A czy ty czujesz się niekomfortowo?

– Tak.

– Dlaczego? – zapytał Dan.

Postanowiłem wylać swoje żale.

– Naukowcy – zacząłem – zazwyczaj nie pojawiają się nagle w czyimś życiu i nieproszeni nie wykorzystują tej osoby do przeprowadzenia jakiegoś akademickiego eksperymentu. Poza tym kiedy poprosiłem was o usunięcie spambota, odpowiedzieliście tylko: „Och, to nie jest spambot, to infomorf”.

Dan pokiwał głową i wychylił się w moją stronę.

– Na świecie istnieje pewnie wielu Jonów Ronsonów? – zagaił. – Wielu ludzi, którzy nazywają się tak samo jak ty, prawda?

Spojrzałem na niego podejrzliwie.

– Jestem pewien, że istnieją osoby, które noszą takie samo imię i nazwisko jak ja – odpowiedziałem ostrożnie.

– Mam ten sam problem – odparł Dan z uśmiechem. – Istnieje pewien naukowiec, który nazywa się tak samo jak ja.

– Twój problem wcale nie jest taki sam. Ponieważ, mówiąc ściśle, mój polega na tym, że trzech nieznajomych skradło moją tożsamość, stworzyło zrobotyzowaną wersję mnie samego, a teraz odmawia jej usunięcia, mimo że pracuje na prestiżowych uniwersytetach i wygłasza przemówienia na konferencji TED.

Dan wydał z siebie długie, zbolałe westchnienie.

– A więc twierdzisz, że istnieje tylko jeden Jon Ronson – powiedział. – Uważasz się za oryginała i w związku z tym chcesz zachować swoją integralność i autentyczność, tak?

Wlepiłem w niego wzrok.

– To ty irytujesz nas – ciągnął Dan. – Nie przekonują nas twoje argumenty. Naszym zdaniem kręcisz. Starasz się chronić nie tyle siebie, ile swoje internetowe wcielenie, markę Jon Ronson. Mam rację?

– NIE! PRZECIEŻ TO JA PISZĘ NA TWITTERZE! – krzyknąłem.

– Internet to nie jest prawdziwy świat – powiedział Dan.

– To ja piszę te wszystkie posty – odpowiedziałem. – I to ja klikam „wyślij”. Więc to ze mną macie do czynienia na Twitterze.

Mierzyliśmy się przez chwilę wzrokiem.

– Może nie brzmi to naukowo ani postmodernistycznie, ale taka jest prawda – podsumowałem.

– To kuriozalne – powiedział Dan. – Wydaje mi się, że naprawdę dziwnie do tego podchodzisz. Należysz do bardzo nielicznej grupy osób, które używają na Twitterze swojego prawdziwego imienia i nazwiska jako nazwy użytkownika. Kto tak postępuje? Dlatego twoje motywy wydają mi się trochę podejrzane, Jon. I właśnie dlatego twierdzę, że twoje konto służy ci do zarządzania marką „Jon Ronson”.

Nic na to nie odpowiedziałem i do dziś nie mogę sobie tego darować. Powinienem był wytknąć mu, że Luke Robert Manson występuje na Twitterze jako @LukeRobertMason.

Rozmawialiśmy tak jeszcze przez godzinę. Oświadczyłem Danowi, że nigdy w życiu nie użyłem terminu „zarządzanie marką”. Taki język jest mi zupełnie obcy.

– Tak samo jest z waszym spambotem. Jego język jest zupełnie inny niż mój – powiedziałem.

– Zgadza się – powiedzieli wszyscy trzej równocześnie.

– I właśnie to mnie tak denerwuje. Wasz spambot daje ludziom mylne wyobrażenie na mój temat.

– Wolałbyś, żeby był bardziej podobny do ciebie? – zapytał Dan.

– Wolałbym, żeby w ogóle go nie było – oświadczyłem.

– To dziwne – rzekł Dan i gwizdnął z niedowierzaniem. – I bardzo interesujące z psychologicznego punktu widzenia.

– A to dlaczego? – zapytałem.

– Dostrzegam u ciebie przejawy agresji. Chcesz uśmiercić te algorytmy? Musisz się czuć w pewien sposób zagrożony. – Posłał mi zatroskane spojrzenie. – Mało kto próbuje uśmiercić to, co go irytuje.

– Jesteś TROLLEM! – wrzasnąłem.

Kiedy skończyłem wywiad, ruszyłem na popołudniową przechadzkę po Londynie. Bałem się wrzucić to nagranie na YouTube’a, bo wiedziałem, jak bardzo piskliwie brzmi mój głos. W końcu przygotowałem się psychicznie na komentarze wyśmiewające ton mojego głosu i udostępniłem film. Poczekałem dziesięć minut. A potem z obawą spojrzałem na to, co pojawiło się pod nim. „To kradzież tożsamości – przeczytałem w pierwszym komentarzu. – Powinni uszanować wolność osobistą Jona”.

„Wow” – pomyślałem, starając się nie ulegać ekscytacji.

„Ktoś powinien założyć tym klaunom alternatywne konta na Twitterze i w kółko pisać o ich słabości do dziecięcej pornografii” – stwierdzał autor następnego komentarza.

Wyszczerzyłem zęby w uśmiechu.

„Ci ludzie to jacyś cholerni manipulatorzy – głosił trzeci komentarz. – Pieprzyć ich. Trzeba ich pozwać, złamać, zniszczyć. Gdybym spotkał się z nimi twarzą w twarz, powiedziałbym im, że są beznadziejnymi fiutami”.

Z radości aż zakręciło mi się w głowie. Byłem Walecznym Sercem – wojownikiem, który odważnie maszeruje przed siebie, na początku zupełnie sam, ale szybko staje się jasne, że podążają za nim tysiące.

„Nikczemni, irytujący idioci, którzy bawią się czyimś życiem, a potem wyśmiewają się z cierpienia i gniewu swojej ofiary” – przeczytałem w kolejnym komentarzu.

Pokiwałem głową.

„Nienawistne dupki – pisał autor następnego komentarza. – Te pieprzone mędrki z uniwersytetu zasługują na długą i bolesną śmierć. A ten kutas w środku to jakiś pieprzony psychopata”.

Zmarszczyłem lekko brwi. „Mam nadzieję, że nikt nie zrobi im krzywdy” – pomyślałem.

„Zagazować pojebów. Szczególnie tego środkowego pojeba. I łysego pojeba. I tego małomównego pojeba też. A potem naszczać na ich zwłoki” – zachęcał kolejny internauta.

Wygrałem. W ciągu kilku kolejnych dni Dan O’Hara, Luke Robert Manson i David Bausola usunęli profil @jon_ronson. Spotkali się z powszechnym potępieniem. Zawstydzenie ich przed całym światem było jak wciśnięcie guzika, który przywraca fabryczne ustawienia.

Coś było nie tak, więc społeczność zjednoczyła się dla sprawy. Równowaga została przywrócona.

O’Hara, Manson i Bausola postarali się, żeby usunięcie spambota nie przeszło bez echa. Napisali dla „Guardiana” artykuł, w którym tłumaczyli, że ich celem było zwrócenie uwagi opinii publicznej na tyranizujące nas algorytmy Wall Street. „Boty manipulują nie tylko życiem Jona Ronsona, ale także życiem nas wszystkich” – stwierdzili.

Wciąż nie rozumiem, w jaki sposób fałszywe doniesienia o tym, że objadam się pierożkami z nadzieniem wasabi, miałyby wzbudzić zainteresowanie problemem giełdowych algorytmów.

„Kazano mi cię zwolnić. Czy rozumiesz, co to oznacza?” – napisał do spambota na Twitterze David Bausola. I jeszcze: „Zostało ci tylko kilka godzin. Mam nadzieję, że spędzisz je w przyjemny sposób”.

„Po prostu kliknij »kasuj« – napisałem mu w e-mailu. – Chryste…”.

Cieszyłem się zwycięstwem. Smakowało cudownie. To wspaniałe uczucie podziałało na mnie jak środek uspokajający. Ludzie z całego świata zjednoczyli się, by powiedzieć mi, że miałem rację. Idealne zakończenie.

Wróciłem teraz myślą do innych przypadków napiętnowania w mediach społecznościowych, które mnie ucieszyły i sprawiły, że poczułem się dumny z internautów. Pierwsze tego typu zdarzenie miało miejsce w październiku 2009 roku. Stephen Gatley, członek boysbandu Boyzone, zmarł podczas wakacyjnego wyjazdu, który spędzał ze swoim życiowym partnerem Andrew Cowlesem. Koroner stwierdził zgon z przyczyn naturalnych, ale felietonistka Jan Moir napisała w „Daily Mail”: „Jakakolwiek była przyczyna tej śmierci, żadną miarą nie mogła ona być naturalna (…) To wydarzenie zadaje kolejny cios mitowi szczęśliwych i zgodnych związków partnerskich”.

Nie zamierzaliśmy tolerować powrotu staroświeckiej bigoterii. Nasz gniew sprawił, że Marks & Spencer oraz Nestlé zażądały usunięcia swoich reklam ze strony internetowej „Daily Mail”. To było coś pięknego. Pokonaliśmy ludzi z „Daily Mail” bronią, której nie znali – napiętnowaniem w mediach społecznościowych.

Od tamtej pory reagowaliśmy na wszelkie nadużycia ze strony możnych i wpływowych. Kiedy „Daily Mail” zakpił sobie z jednego z banków żywności (działający pod przykrywką reporter gazety otrzymał paczkę żywnościową, a jego dane nie zostały sprawdzone), użytkownicy Twittera wyrazili swój sprzeciw jeszcze tego samego dnia, przelewając na konto tej organizacji 39 tysięcy funtów.

„Właśnie to jest wspaniałe w mediach społecznościowych – napisał pewien użytkownik Twittera, komentując tę akcję. – »Daily Mail« zajmuje się głównie publikowaniem kłamstw na temat tego, co robią nasi sąsiedzi, i nie wie, jak reagować w sytuacji, kiedy ludzie komunikują się bezpośrednio i formułują własne opinie”.

Kiedy LA Fitness odmówiło anulowania karty członkowskiej parze, która straciła pracę i nie mogła pozwolić sobie na opłaty, również się zjednoczyliśmy. LA Fitness szybko wycofało się ze swojej decyzji. Gigantów zwyciężyli ludzie dotąd bezsilni – blogerzy i użytkownicy serwisów społecznościowych. Pokonano ich zupełnie nową bronią: internetowym napiętnowaniem.

Któregoś dnia uderzyła mnie pewna myśl. Oto mieliśmy do czynienia z czymś o naprawdę znaczących konsekwencjach. Byliśmy świadkami renesansu publicznego piętnowania. Po stu osiemdziesięciu latach przerwy (w Zjednoczonym Królestwie kary publiczne zniesiono w 1837 roku, a w Stanach Zjednoczonych – w 1839) powracało ono w wielkim stylu. Starając się zawstydzić innych, sięgamy po potężne narzędzie. Piętnowanie to działanie represyjne, nieznające ograniczeń, coraz częściej stosowane i wywierające coraz bardziej odczuwalne skutki. Została odwrócona hierarchia. Przemówili pozbawieni głosu. Nastąpiła demokratyzacja sprawiedliwości. I dlatego podjąłem decyzję. Następnym razem, kiedy jakiś wpływowy winowajca zostanie publicznie napiętnowany i zatriumfuje obywatelska sprawiedliwość, przyjrzę się temu od środka. Dokładnie zbadam to zjawisko i opiszę skuteczność takiego postępowania w naprawianiu zła.

Nie musiałem czekać długo. 2 kwietnia 2012 roku @jon_ronson został skazany na śmierć. Zaledwie dwanaście tygodni później, 4 lipca, pewien mieszkaniec brooklyńskiego Fort Greene, leżąc w środku nocy na sofie i szukając ciekawych tematów do swojego bloga, dokonał niespodziewanego odkrycia.

2 | Cieszę się, że taki nie jestem

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

3 | Wygnanie

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

4 | Boże, to było niesamowite!

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

5 | Kilka szczebli niżej na drabinie rozwoju

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

6 | Dobre uczynki

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

7 | Podróż do wolnego od wstydu raju

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

8 | Warsztaty pozbywania się wstydu

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

9 | Miejskie plotki o klientach pewnej agencji towarzyskiej

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

10 | Jak Mike Daisey omal nie utonął

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

11 | Człowiek, który potrafi przechytrzyć Google’a

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

12 | Terror

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

13 | Raquel w świecie, gdzie już nikt nikogo nie zawstydza

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

14 | Koty, lody i preferencje muzyczne

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

15 | Twoja prędkość

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Posłowie

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Bibliografia i podziękowania

Rozdział dostępny w wersji pełnej.