Wspomnienia nieba . Zdumiewające relacje dzieci, które pamiętają poprzednie wcielenia - Wayne Dyer, Dee Garnes - ebook
lub
Opis

XIX-wieczny poeta William Wordsworth powiedział, że w miarę dorastania tracimy wiarę w Boga – im więcej mamy lat, tym bardziej zapominamy poprzednie życie spędzone w niebie.

Z tego powodu tę książkę napisały najmniejsze dzieci, które o Bogu i niebie wiedzą najwięcej, bo niedawno były w ramionach Bożych.

Dr Wayne Dyer i Dee Garnes przytaczają inspirujące rozmowy maluchów z Bogiem o tym, w jaki sposób Bóg dobrał im rodziców, o świecie duchów, zmarłych członkach rodziny, Boskiej miłości, obecnej na Ziemi jeszcze przed pojawieniem się świata fizycznego, a nawet łączności telepatycznej oraz o niewidocznych przyjaciołach i wizytach Aniołów.

Ta fascynująca książka zachęca rodziców i dziadków, aby szczerze porozmawiali ze swoimi małymi dziećmi, oraz wysłuchali tego, co mają do powiedzenia podopieczni Wayne’a Dyera. Dzięki tej publikacji wszyscy zyskują niepowtarzalną szansę dowiedzenia się, że doświadczenie ziemskiego świata jest dużo szersze niż to, co postrzegamy za pomocą naszych pięciu zmysłów.

Oto cała prawda o Bogu, niebie i Twoim życiu, jakiej nigdzie nie znajdziesz!

---

Dr Wayne Dyer – znany jako Ojciec Motywacja; bestsellerowy autor ponad 40 książek; inspirował tysiące osób do zmiany swojego życia na lepsze. Odszedł w 2015 r.

Dee Garnes – terapeutka z 13-letnim stażem, asystentka dr. Wayne’a Dyera. Wiele czasu poświęca rozmowom z dziećmi – synem i córką – którzy uczestniczyli także w warsztatach Ojca Motywacji.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 191

Popularność


Informacje zawarte w tej książce nie powinny zastępować profesjonalnej porady lekarskiej. Wszelką odpowiedzialność za ich wykorzystanie ponosi czytelnik. Ani autorzy, ani wydawca nie ponoszą odpowiedzialności za jakiekolwiek straty czy roszczenia, niewłaściwe skorzystanie z sugestii znajdujących się w tej książce, nieskorzystanie z konsultacji lekarskich, ani też za wykorzystanie jakiejkolwiek informacji zawartej w tej książce na stronach internetowych osób trzecich.

Uwaga od wydawcy: Wszystkie historie opowiedziane w tej książce edytowano z powodu ich obszerności oraz w celu ułatwienia ich odbioru. Gwiazdka (*) przy imieniu narratora danej opowieści oznacza, że nie podano miejscowości zamieszkania tej osoby.

Żeglarzowi – oto nasz najnowszy port. — Wayne

Mojemu mężowi, Trey’owi, oraz naszym dzieciom – Marcusowi i Shiloh. — Dee

Wstęp – dr Wayne W. Dyer

Przebywanie z dziećmi, zwłaszcza noworodkami, niemo­wlętami i tymi, które uczą się chodzić, przez całe życie było moją niezmierną radością. Jeśli tylko w pomieszczeniu, w którym jestem, przebywa jakieś dziecko, po prostu muszę nawiązać z nim kontakt, zupełnie jakby jakaś magnetyczna siła przyciągała ku niemu moją uwagę.

Będąc ojcem ośmiorga dzieci, spędziłem niezliczone godziny na patrzeniu w oczy każdego nowo narodzonego członka naszej rodziny. W tych niezapomnianych chwilach często wysyłałem im pełne ciekawości, nieme prośby, by opowiedzieli mi o Bogu i o tym, jak wygląda pozbawiony formy świat duchowy. Spędziłem mnóstwo czasu, leżąc na podłodze i komunikując się z nowo przybyłymi dziećmi w rodzinie.

Od dawna fascynował mnie fakt, że dzieci pojawiają się na Ziemi, posiadając już pewne cechy osobowości. Z upodobaniem proszę uczące się dopiero chodzić dzieci, które stawiają też pierwsze kroki w komunikacji za pomocą języka, by opowiedziały mi zapamiętane doświadczenia sprzed wcielenia się na Ziemi. Niniejsza książka powstała właśnie w wyniku rozmowy jej współautorki, Dee Garnes, ze swoim synkiem, który dopiero co zaczął się z nią porozumiewać pojedynczymi słowami. (O tej pełnej radości rozmowie przeczytacie we Wstępie napisanym przez Dee, znajdującym się tuż po moim).

Zwróciłem się do dorosłych, będących na rozmaitych ścieżkach życia, by podzielili się ze mną mądrością swoich pociech. Zawarłem tu też własne doświadczenia, związane ze wspomnieniami moich dzieci. Po przeczytaniu odpowiedzi, które wraz z Dee otrzymaliśmy od ludzi z całego świata, jestem całkowicie przekonany, że te kilkadziesiąt lat, które nam dano na Ziemi, to zdecydowanie nie wszystko. Nasze najmłodsze pokolenie umożliwia nam wgląd w niezgłębiony, nieskończony i niewidzialny świat, który wszyscy mamy odkryć. W końcu nie upłynęło jeszcze tak wiele czasu, byśmy naprawdę o nim zapomnieli.

Od zawsze uwielbiałem wiersz Williama Wordswortha „Oda o przeczuciach nieśmiertelności czerpanych ze wspomnień o wczesnym dzieciństwie”. Jeden z jej wersów brzmi następująco: „Narodziny są tylko snem i zapomnieniem”*. Często kontemplowałem znaczenie tych słów, patrząc w oczy swoich nowo narodzonych dzieci. Całość doświadczeń człowieka na Ziemi jest niczym sen: śpimy, śnimy, aby po chwili obudzić się, zapominając o wszystkich cudownych doświadczeniach przeżytych we śnie. Zdarza się czasem, że przypominamy sobie „okruchy” takiego snu, zwłaszcza tuż po przebudzeniu. Patrząc na świeżo objawiony cud siedzący na moich kolanach, rzeczywiście odczuwałem prawdę płynącą ze słów Wordswortha.

Nasze narodziny faktycznie mogą być niczym sen, lecz nie jest on całkiem zapomniany przez dzieci. Właśnie ta myśl stała się zaczątkiem tej książki. Każde cytowane tu wspomnienie pochodzi od dzieci, które je przechowywały. Doświadczenie to można porównać do tego, kiedy my, dorośli, staramy się wyjaśnić, co zaszło w tajemniczym, odwiedzanym co noc świecie snu, w którym spędzamy przynajmniej jedną trzecią naszego życia.

Razem z Dee przeczytaliśmy tysiące historii, które zostały do nas nadesłane w odpowiedzi na prośbę o osobiste relacje dzieci dotyczące wspomnień z nieba. Bardzo wiele takich opowieści usłyszałem od moich własnych dzieci, kiedy uczyły się mówić. Wówczas i ja, i cała nasza rodzina uważaliśmy je za wyjątkowe. Z czasem okazało się, że mają one wspólny mianownik. Niezliczona liczba ludzi dzieliła się z nami prawie identycznymi historiami o swoich dzieciach – o tym, że miały niewidzialnych przyjaciół, widocznych tylko dla nich, o poprzednich inkarnacjach dzieci w tych samych rodzinach, wizytach u Boga itd.

W dzisiejszych czasach mamy dostęp do obszernej literatury, pełnej niezbitych dowodów naukowych na temat reinkarnacji oraz obecności aniołów wśród nas. Osobiście przeżyłem bardzo intensywną podróż w poprzednie życie, zaś ścisły związek z licznymi, wielce uznanymi uczonymi, którzy przedłożyli mi przekonujące świadectwo rzeczywistego istnienia nieskończonego wymiaru duchowego, znacznie poszerzył horyzonty mojego umysłu. Jednakże to z ust dzieci, które niedawno pokazały się na Ziemi i którym udało się zachować szczątki wspomnień z otaczającego je nieba (o którym wszystkie jednoznacznie mówią), czerpiemy wskazówki o tym nieznanym nam świecie. Książka ta jest poświęcona właśnie tym głosom.

Również we „Wspomnieniach z wczesnego dzieciństwa” William Wordsworth skłania nas do zastanowienia się nad tą kwestią:

Dusza, co się w nas budzi jako gwiazda żywa, Gdzie indziej przedtem zapadła się w cienie. Ona z daleka przybywa – Nie w całkowitym zapomnieniu I nie w zupełnym obnażeniu – Ze smugą chwały biegnie nasza droga Z domu naszego, od Boga.

Zagłębiając się w lekturę tych elektryzujących relacji ze świata istniejącego ponad tym odbieranym za pomocą pięciu zmysłów, pamiętaj, że te małe istotki wyłoniły się z nieba, które jest naszym domem. I mogą nas wszystkich wiele nauczyć.

* Przeł. Zygmunt Kubiak, W. Wordsworth, Poezje wybrane, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1978, s. 48.

Wstęp – Dee Garnes

Z doktorem Waynem Dyerem przyjaźnimy się od wielu lat. Zaczęliśmy od zwykłego bycia sąsiadami, potem Wayne korzystał z wykonywanych przeze mnie masaży, a później rozpoczęłam pracę dla niego jako jego asystentka. Od narodzin mojego syna Marcusa Wayne zachęcał mnie do zadawania mu pytań o to, czy pamięta Boga i jak jest w niebie. To był początek tej książki.

Marcus miał półtora roku, a ja byłam w ciąży z drugim dzieckiem – córeczką Shiloh. Usiedliśmy do obiadu i rozpoczęliśmy go moją ulubioną dziecięcą modlitwą: „Dziękujemy za piękny świat. Dziękujemy za pożywienie, które jemy. Dziękujemy za śpiew ptaków. Za wszystko – dziękujemy!”.

Kiedy zaczęliśmy jeść, z dumą patrzyłam na ten oszałamiający mały cud, siedzący tuż obok mnie, grzebiący widelcem po talerzu, wiercący się z podekscytowania i promieniejący za każdym razem, kiedy udało mu się donieść bez szwanku jedzenie do buzi. Jego blond loczki jaśniały, miał ciemnozielone oczka i nieskazitelną skórę. Pamiętam, że położyłam wtedy dłoń na swoim zaokrąglonym brzuchu i poczułam się ogromnie pobłogosławiona. Nasunęło mi się mnóstwo pytań na temat życia, które wraz z mężem Trey’em powołaliśmy w postaci tych dwóch pięknych istotek (wciąż nie mogę się nadziwić, że to moje dzieci).

Pamiętam nasze zdumienie, kiedy Marcus położył swą malutką rączkę na moim brzuchu i głaszcząc go delikatnie, powiedział: „Dzidziuś, dzidziuś!”. Nie miałam wtedy pojęcia, że noszę Shiloh pod sercem, był to bowiem zaledwie pierwszy lub drugi dzień ciąży, a jednak Marcus, w swojej nieskończonej mądrości, wyczuł powstawanie tego cudu we mnie i ogłosił to z niezachwianą pewnością.

Wpatrując się teraz w mojego chłopczyka, myślałam sobie: Jakoś stworzyłam jego ciało…, ale skąd on przyszedł? W jaki sposób rozwinął tę świadomość? Każdy, kto miał do czynienia z małymi dziećmi, zgodzi się, że ich obecność na tym świecie jest co najmniej zagadkowa. Zupełnie nie zastanawiając się, wypaliłam z zachwytu: „Skąd się tu wziąłeś?”. Nie spodziewałam się odpowiedzi. Marcus znał dopiero kilka słów. Ku mojemu zaskoczeniu, rzucił widelec i spoglądając w górę, uniósł obie rączki ku niebu. Niesamowite!

To zdarzenie zachęciło mnie do zadania kolejnego pytania, do którego Wayne już wcześniej mnie inspirował: „Jaki jest Bóg?”. Marcus popatrzył mi prosto w oczy i z niezwykłą prostotą, najzwyczajniej w świecie odpowiedział swym anielskim głosem: „Świetlisty”.

Wówczas zrozumiałam, że ten chłopiec oraz dziecko znajdujące się w moim łonie były kimś znacznie więcej niż tylko małymi ciałkami. Posiadały dusze oraz mądrość pochodzącą spoza ziemskiego wymiaru, która zdecydowanie przekraczała moje zrozumienie. Uświadomiłam sobie, że „tak wiele mogą nas wszystkich nauczyć, jeśli tylko się im przysłuchamy”.

Nazajutrz podzieliłam się tą historią z Waynem, a on zachęcił mnie, bym ją spisała. Tak też zrobiłam, czekając na prenatalną wizytę u lekarza. Za moim pozwoleniem Wayne umieścił tę opowieść na swojej stronie na Facebooku, zapraszając innych do dzielenia się własnymi doświadczeniami na ten temat. Wkrótce posypały się odpowiedzi i komentarze – i tak zrodził się pomysł na tę książkę.

Moja rola w powstaniu „Wspomnień z nieba” polegała na zebraniu wszystkich otrzymanych historii, a następnie ułożeniu ich w rozdziały. Zadanie to trochę mnie onieśmielało, ponieważ relacji, które do nas nadeszły, były tysiące, a ja nie miałam pojęcia, w jaki sposób je pogrupować. Z drugiej strony, podczas czytania każdego wpisu z łatwością dało się zauważyć, że rozdziały niemal same się układały.

Spotykaliśmy się z Waynem co dwa tygodnie, by pracować nad daną częścią. Każdą relację odczytywaliśmy na głos, po czym Wayne zabierał powstały rozdział do domu i rozmyślał nad nim przez tydzień lub dwa. Następnie pisał swój wstęp oraz sugestie do tej części.

Zapoznałam się z niezliczoną liczbą relacji, rozmawiałam też z wieloma rodzicami, którzy podzielili się ze mną mądrością i wspomnieniami ich pociech. Czytanie tych historii było nie lada przygodą, zwłaszcza że byłam wtedy w ciąży oraz miałam dziecko uczące się chodzić. Wszystko to nauczyło mnie, jak mówi Wayne: „Mieć umysł otwarty na wszystko i do niczego nie przywiązany”. Odkryłam też, że anioły istnieją naprawdę. Zamiast „wyimaginowani przyjaciele” wolę mówić o nich „niewidzialni przyjaciele”. Głębia mądrości płynie z doświadczeń z poprzednich inkarnacji, nie z obecnego życia. Niektórzy z nas wybierają rodziców lub członków rodzin. Istnieje bezmiar możliwości.

W chwili, gdy piszę te słowa, mój dwuletni synek Marcus śpi po mojej prawej, zaś mająca sześć tygodni Shiloh – po lewej stronie, a słowa Karola Dickensa rezonują we mnie: „Kocham małe dzieci. Fakt, że nas kochają, takie świeżo przybyłe od Boga, wcale nie jest rzeczą błahą”. Mogąc przebywać w obecności tych dwóch „kłębków miłości”, czuję się przeszczęśliwa i błogosławiona. A myśl o tym, że to mnie wybrały na matkę, sprawia, że jestem też ogromnie zaszczycona.

Nie tak dawno spotkałam mądrą kobietę, która podzieliła się ze mną pewnym spostrzeżeniem: „Kiedy przychodzimy na ten świat, płaczemy, zaś wszyscy inni cieszą się. Kiedy zaś z niego schodzimy, cieszymy się, a pozostali płaczą. Może dzieci płaczą, ponieważ tęsknią za miejscem, z którego przyszły. Jeśli tylko z otwartym sercem i umysłem wsłuchamy się w nasze maleństwa, wiele się od nich nauczymy, i dzięki temu być może pomożemy przyszłym pokoleniom zarówno pamiętać, skąd przyszły, jak i odtwarzać w pamięci tę niesamowitą, ekscytującą podróż do świata fizycznego”.

Wspomnienia nieba

Jeden z moich ulubionych fragmentów Kursu cudów brzmi:

„Pamięć Boga przybywa do spokojnego umysłu. Nie może przyjść tam, gdzie jest konflikt, ponieważ umysł będący w stanie wojny z samym sobą nie pamięta wiecznej łagodności (...) To, co pamiętasz, jest częścią ciebie (...) Tak więc pamięć Boga jest przysłonięta w umysłach, które stały się polem bitwy dla iluzji. Jednak daleko poza tą bezsensowną wojną pamięć ta lśni, gotowa do przypomnienia, gdy staniesz po stronie pokoju”**.

Każda opowieść w tym rozdziale to wspomnienia dzieci, które jeszcze nie weszły w zdominowany przez ego wymiar ziemski na tyle, by ich umysł toczył walkę sam ze sobą. Zasadniczo wszystkie dzieci, które mówią o swoich wspomnieniach sprzed urodzenia, mają spokojne, wolne od wątpliwości umysły. Dzięki temu nie dochodzi w nich do konfliktów pomiędzy tym, co czują wewnątrz, a tym, co powtarzają im dorośli, którzy już zapomnieli o odwiecznej łagodności, jaka kiedyś jaśniała w ich własnych umysłach.

Spokojny umysł to taki, który pragnie wyrażać odczuwaną we wnętrzu prawdę. To umysł, który jeszcze nie został uwarunkowany do przyjęcia rzeczywistości narzucanej mu przez chcących dobrze dorosłych oraz przez tzw. normy kulturowe i nauki religijne. Wszystkie wypowiedzi w tym rozdziale pochodzą z ust małych dzieci, które zdają się posiadać przekonującą wiedzę o swoim istnieniu przed przybyciem w ten cielesny wymiar, nazywany przez nas rzeczywistością.

Przytoczone opowieści są zaledwie ułamkami tysięcy podobnych, jakie razem z Dee otrzymaliśmy od rodzin z całego świata. Posiadam spokojny umysł, który, choć wiele już zapomniał z mojego życia przed narodzinami, wciąż pozostaje na wszystko otwarty. I choć ten umysł nie do końca pojmuje ideę nieskończoności, przejawia otwartość na koncepcję, że w nieskończonym wszechświecie nie ma miejsca na początki i zakończenia… Nieskończoność oznacza bowiem „zawsze” – a zatem wszyscy jesteśmy otoczeni niewidzialnością wnętrza, która nie ma ani początku, ani końca. Naturalnie nie mam tu na myśli naszej fizycznej postaci, lecz bezkształtną przestrzeń naszych wnętrz, która nigdy nie umiera i nigdy się nie rodzi.

I właśnie pod tym względem małe dzieci mają przewagę. Wyrażają prawdę o swoich wnętrzach, a wspomnienia przywołują bez obawy, co pomyślą o nich inni. Moja córka Serena na przykład jako mała dziewczynka rozmawiała w języku całkowicie nieznanym w naszej rodzinie. Dzieliła się z nami wspomnieniami z poprzednich inkarnacji, a pewnego razu oświadczyła mojej żonie: „Nie jesteś moją prawdziwą mamą. Mam prawdziwą mamę, którą pamiętam, ale to nie jesteś ty”.

Zachęcam cię, byś czytając te historie, praktykował coś, czego nauczyłem się od X-wiecznego uczonego z Indii o imieniu Tilopa. Radził on, żeby „mieć umysł otwarty na wszystko, lecz do niczego nie przywiązany”. Pozwól sobie zwrócić się ku pamięci Boga, który wciąż promienieje w spokoju twego umysłu.

Jednym z najbardziej znamiennych i odmieniających moje życie momentów był czas, kiedy mój syn miał osiem lat. Sean od zawsze był wrażliwym dzieckiem. Miał szeroko otwarte oczy, serce jaśniejące niczym słońce i uśmiech, którym można było oświetlić każde pomieszczenie. Ja natomiast byłam matką, która kochała swego syna i zaspokajała jego podstawowe potrzeby, ale zawsze brakowało jej łączności z synem – więzi, której rozpaczliwie pragnęłam, a jednak nie mogłam jej stworzyć.

W owym czasie nie miałam duchowej ani energetycznej świadomości, aby umieć zdefiniować ten brak. Po prostu wiedziałam, że Sean go odczuwa. Starałam się mu to wynagrodzić, dobrze się nim opiekując, w tym myjąc go z uczuciem, ale okazywałam przy tym przesadną kontrolę i złość. Wcale nie chciałam się tak zachowywać i starałam się to zmienić, lecz to było silniejsze ode mnie.

Pewnego dnia moje kontrolujące zachowanie osiągnęło apogeum i tamtego wieczoru, kiedy układałam Seana do snu, on nagle wybuchnął płaczem. Najtroskliwiej, jak potrafiłam, zapytałam go, co się stało, a on odpowiedział mi, że chce swoją mamę z nieba. Zapytałam go, co ma na myśli, i w odpowiedzi usłyszałam, że chce być ze swoją mamą w niebie i że nie może już tu wytrzymać. Jego słowa przeraziły mnie, ale łagodnie zapytałam o to, co jego mama w niebie dała mu, czego ja mu nie dałam. Odpowiedział: „Czystą miłość”.

Czułam, jak serce zaczyna mi mięknąć, kiedy patrzyłam na swojego synka przeżywającego tak wielki ból i tęskniącego za czymś, na co tak bardzo zasługiwał. Nie miałam cienia wątpliwości, że to, co mi przed chwilą powiedział, było prawdą. W dalszej rozmowie wyjaśnił mi, że jego mama w niebie razem z Bogiem powiedzieli mu, by to mnie wybrał na swoją ziemską matkę, oraz że pamięta, jak przebywał w moim łonie i że było tam ciemno.

Zapytałam Seana, czy pamięta, jak wygląda Bóg, a on opisał go jako postać z białego światła przepełnioną miłością. Wtedy zrozumiałam, że Sean właśnie zrobił mi i sobie prezent: wspomnienie małego chłopca, który chciał od swojej mamy „czystej miłości”! Wiedziałam, że wybrał właśnie mnie na swoją mamę po to, by pomóc mi nauczyć się, jak doświadczać i wyrażać czystą miłość do niego, aby mógł ją otrzymywać ode mnie, jego obecnej matki. Tamten dzień rozpoczął proces przebudzenia we mnie boskiej matki tu, na Ziemi!

— ROBIN LISA HAYWOOD

Union, Kentucky

Kiedy moja córka Sarenna miała zaledwie dwa lata, była już bardzo komunikatywna. Patrząc mi w oczy, potrafiła powiedzieć, jak bardzo cieszy się, że jest ze mną, jak bardzo do mnie tęskniła, kiedy czekała na przyjście na Ziemię, by ze mną być oraz jak obserwowała mnie z Drugiej Strony, czekając pełna ekscytacji na czas, w którym do mnie dołączy. Na myśl o tym wciąż brakuje mi tchu.

Sarenna była (i wciąż jest) bardzo spokojnym, bezproblemowym dzieckiem. W okresie dorastania rzadko się denerwowała. Zdarzyło jej się to zaledwie kilka razy i wówczas płakała, ponieważ chciała „wrócić do domu”. Większość czasu spędzaliśmy wtedy w domu, więc zapytałam ją, co to znaczy. Wyjaśniła mi, że chce wracać do domu, do miejsca, w którym znajdowała się, zanim przyszła żyć tu, na tym świecie. O niebie mówiła „dom”. Tuliłam ją w takich chwilach, mówiąc, że to dobrze, że jesteśmy tu razem. Jest taka urocza i mądra. Mam ogromne szczęście i zaszczyt, że jestem tu razem z nią.

— NATASHA WESTRICH WOOD

Ballwin, Missouri

Około roku temu razem z córką bawiłyśmy się różowym kwarcem. Córka z radością trzymała kamyk w rączce, ale nagle posmutniała. Zapytałam ją, co się stało, a ona odrzekła: „Tęsknię za Bogiem”. Zapytałam ją, dlaczego, i wtedy zaczęła wyjaśniać, że kiedy była w jaskini smoka (tak nazywała moje łono), nieustannie rozmawiała z Bogiem. Powiedziała: „Był czystą miłością”. Niekiedy mówiła mi, że miała skrzydła, a także, że „Bóg zawsze był miłością i że to było wspaniałe uczucie”.

Wyjaśniłam jej, że Bóg nadal jest przy niej. Poweselała, uniosła główkę ku niebu, potem popatrzyła na mnie i powiedziała: „Wiem, mamusiu. Bóg jest z nami tutaj, teraz. Po prostu brakuje mi ciągłych rozmów z Nim”. Odparłam: „W takim razie nie przestawaj… Możesz rozmawiać z Bogiem, kiedy tylko chcesz”.

Moja córeczka ma teraz trzy i pół roku i nie ma dnia, żeby nie opowiadała mi o rozmowach z Bogiem. To dla mnie pełne mocy i pokory doświadczenie!

— CARLY JEANNE

Fallon, Nevada

Wiele lat temu, kiedy moje trzy córki były małe, dwie najmłodsze kładłam do łóżka, mówiąc im, by leżały cichutko i zasnęły. Molly miała wtedy pięć lat, a Caroline niespełna dwa lata. Po ponad godzinie usłyszałam chichot i odgłosy rozmowy dobiegające z sypialni. Pospieszyłam w tylną część domu, żeby upomnieć je, że nie poszły spać.

Kiedy dotarłam do sypialni, nagle przystanęłam, usłyszawszy, jak Molly pyta Caroline, czy nadal pamięta, jak to było, zanim się urodziła. „Tak” – odpowiedziała Caroline. „Pamiętam, jak wybierałam mamusię, tatusia, Lianę i ciebie! Widziałam cię z góry! Babcię i dziadka też widziałam. Uśmiechali się. Widziałam wszystko!”.

„Tak” – powiedziała powoli Molly. „Caroline, zaczynam zapominać…”

„Wiem”.

Potem obie dziwnie zamilkły i zamarły w bezruchu, aż do chwili, kiedy Molly zaczęła stroić miny i wygłupiać się. Często tak robiła, kiedy chciała rozśmieszyć swoją małą siostrzyczkę i zachęcić ją do wspólnej zabawy.

— MAUREEN SUHADOLNIK

Springfield, Illinois

Kiedy mój syn Casey miał trzy lub cztery lata, zdawał się zmagać z depresją. Pewnego dnia, kiedy próbowałam dowiedzieć się, co go gnębi, powiedział mi, że „chce tylko wrócić do domu”. Zapytałam: „Co masz na myśli? Przecież jesteś w domu”. W odpowiedzi usłyszałam, że kiedyś mieszkał z Bogiem i chce tam wrócić, ponieważ ciężko jest mu tutaj żyć.

Kiedy zapytałam go, jak mieszkało mu się z Bogiem, odpowiedział, że czuł się tam jak w domu, że mógł się tam bawić bez przerwy i że tam nigdy nie wydarzyło się nic złego.

Obecnie Casey jest radosnym, wrażliwym, filuternym i energicznym dziesięciolatkiem. Niezależnie od tego, co wydarzyło się wtedy, sama rozmowa na ten temat najwyraźniej bardzo mu pomogła.

Dodam jeszcze, że jako dziecko często miewał kolki. Zastanawiałam się wówczas, czy to dlatego, że miał trudności w przystosowaniu się do tego świata.

— JENNIFER MOORE

Niles, Michigan

W wieku pięciu lat mój syn Joseph złamał rękę podczas próby „lotu” z dachu szopy swego brata. Zastałam Josepha w pokoju, płaczącego, więc wzięłam go na kolana, żeby go przytulić, i zapytałam: „Co się stało?”. W odpowiedzi popatrzył na mnie szeroko otwartymi oczyma i zapytał: „Mamusiu, kiedy odzyskam skrzydła?”. Kiedy powiedziałam mu, że ludzie co prawda nie mają skrzydeł, ale za to mogą puszczać latawce, latać samolotami itd., wybuchnął płaczem i lamentował: „Chcę je mieć teraz!”. Mogłam go tylko przytulić. Nagle przełknął głośno ślinę, przestał płakać i patrząc mi prosto w oczy, powiedział: „W porządku, mamo, pamiętam, że Bóg powiedział mi, że będę je miał znowu po powrocie z tej misji”.

Moja wnuczka, Phoebe, też ma swoją historię. Miała cztery latka, kiedy umarła moja mama, i wszyscy starali się wytłumaczyć jej, dlaczego byłam smutna. Phoebe wdrapała mi się na kolana i zapytała: „Gdzie jest Supernana?”. Odpowiedziałam, że moja mama umarła i odeszła do nieba, a Phoebe na to: „Więc teraz jest z Bogiem i aniołkami?”. Odparłam: „Tak”. Pomyślała nad tym przez chwilę, zeszła mi z kolan, stanęła naprzeciw z rękoma na biodrach i zadała ostatnie pytanie: „Więc dlaczego jesteś smutna?”. Nawet teraz, kiedy czasami nachodzi mnie smutek, słyszę to pytanie i logiczne rozumowanie mojej wnuczki, i od razu wypełnia mnie radość.

Kilka dni po tej rozmowie Phoebe znów przyszła do mnie i wdrapała mi się na kolana: „Cieszę się, że już nie jesteś taka smutna, babciu Sue” – powiedziała. „Wiesz przecież, że nawet teraz, kiedy rozmawiamy, Supernana może przygotowywać się do powrotu na Ziemię jako dziecko. No wiesz, nazywają to takim ważnym słowem na R”. „Reinkarnacja?” – zapytałam. Odparła: „O właśnie, tak powiedział Bóg”.

— SUSAN LOVEJOY

Coffs Harbor, Nowa Południowa Walia, Australia

Opiekowałam się swoją roczną wnuczką, Kirą. Właśnie zmieniałam jej pieluchę, kiedy popatrzyła na mnie i powiedziała: „Chcę do domu”. Wyjaśniłam jej, że musimy poczekać na jej mamę i tatę, aż przyjadą i ją odbiorą. Później, kiedy rodzice przyjechali po nią, opowiedziałam im, jak bardzo za nimi tęskniła i chciała wracać do domu, na co oni odpowiedzieli: „Kira mówi to samo nawet wtedy, kiedy jestw domu”.

— MARY GUSTAFSON

Alberta, Kanada

Mój syn Michael cierpi na całościowe zaburzenie rozwoju i dlatego funkcjonowanie w tym świecie jest dla niego trudne. Pomimo to, przez dziewięć lat swojego życia opowiedział mi niejedno o Bogu i o niebie. Na przykład zaledwie dwa dni temu, bez jakiejkolwiek zachęty z mojej strony, zaczął mówić o tym, jak pomagał Bogu wybrać sobie siostry, zanim przyjdą na ten świat. Mówi, że Bóg jest migoczącą bielą, oraz że przed narodzinami dzieci Bóg wkłada w ich wnętrza niebieskie światło, które pozostaje w nich na zawsze. Michael powiedział mi też, że wszyscy w niebie są jak małe dzieci, „wszystko jest miłością” i wszędzie są anioły. Zdolność Michaela do wyartykułowania tego wszystkiego zaparła mi dech w piersiach. Oto przypomnienie o tym, że Bóg zawsze jest z nim, nawet jeśli on tego nie dostrzega, bo obraz przesłaniają mu codzienne zmagania.

— TRISH SULLIVAN

Bernardsville, New Jersey

Moja rodzina powstała w drodze adopcji. Syna, Parkera Jose (PJ), adoptowałam z Gwatemali, kiedy miał dziesięć miesięcy. PJ urodził się z wadą serca, więc w pierwszym miesiącu życia przeszedł operację korekty przetrwałego przewodu tętniczego. Jest to luka w sercu, którą trzeba zamknąć tuż po urodzeniu. PJ był bardzo pogodnym dzieckiem. Nawet nie płakał, kiedy pielęgniarki i lekarze zakładali mu wenflony, robili zastrzyki czy pobierali krew. Pracownicy służby zdrowia wprost nie mogli uwierzyć, że pomimo choroby był tak bezproblemowy. Przed ukończeniem piątego roku życia PJ przeszedł już cztery operacje.

Moja adoptowana z Chin córka Sedona jest trzy lata starsza od PJ’a. Kiedy kładłam ich oboje do łóżek, zawsze razem modliliśmy się i śpiewaliśmy piosenki. Kiedy uczący się chodzić PJ zaczął mówić, opowiedział Sedonie i mi o niebie. Powiedział nam, że Bóg jest bardzo dobry, a także, że wie, że wyzdrowieje, ponieważ Bóg mu to obiecał. PJ opowiadał nam o tym, jak piękne jest niebo. Kolory w nim są bardzo żywe, szczególnie barwy kwiatów. Kiedy PJ opowiadał nam te historie, Sedona patrzyła na niego z wyrazem twarzy kwestionującym jego wypowiedź. Jak często robią dzieci, pokazywała też, że PJ „ma kręćka”.

Kiedy PJ przeszedł ostatnią operację, kardiolog powiedział nam, że nie do końca się ona udała, lecz lekarze nie byli w stanie zrobić więcej, by całkowicie zamknąć lukę w jego sercu. Znajdowała się ona w samym środku serca, więc prawdopodobieństwo jej wyleczenia było znikome. Zdaniem lekarzy PJ do końca życia musiał zachowywać szczególną ostrożność, by uniknąć śmiertelnego zakażenia mięśnia sercowego. Jednak w rok po ostatniej operacji wynik corocznego badania echokardiograficznego wykazał coś zupełnie innego. Stał się cud!

PJ pamiętał obietnicę daną mu przez Boga i oczywiście miał rację. Teraz jest zdrowym trzynastolatkiem. Bóg jest miłosierny!

— SANDI WILSON

Phoenix, Arizona

Właśnie wróciłam z weekendowego spotkania duchowego, w czasie którego byłam całkowicie „zanurzona w Duchu”. Mój czteroletni wnusio wdrapał mi się na kolana i przytulając się do mnie najmocniej jak mógł, popatrzył mi w oczy i z całą powagą powiedział: „Już zapominam, jak się lata”.

Była to niezwykle głęboka chwila w moim życiu, której nigdy nie zapomnę. Mój wnuk nauczył mnie prawdy o tym, skąd pochodzimy i kim jesteśmy w naszych wnętrzach. Tak łatwo zapominamy o tej prawdzie, żyjąc na tej planecie. Regularna medytacja oraz modlitwa pomagają mi więc pamiętać „jak się lata”.

— TRINA LEMBERGER

O’Fallon, Missouri

Moja czteroletnia córka Chloe