Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Są miejsca, do których trafiają tylko ci, którzy mają odwagę marzyć…
Ogrody ukryte przed światem. Ptaki śpiewające ludzkim głosem. Drzewa, które pamiętają dawne sekrety. I opowieści, które potrafią odmienić serce.
Zapraszamy do wysłuchania baśni „O pięknej Parysadzie i o ptaku Bulbulezarze” ze zbioru Klechdy sezamowe autorstwa Bolesław Leśmian.
To niezwykła historia o odwadze, miłości i poszukiwaniu rzeczy, które wydają się nieosiągalne.
W samym sercu tej opowieści znajduje się piękna Parysada — bohaterka, której los splata się z tajemnicami pełnymi magii. Wyrusza ona ku światu cudów, gdzie istnieją przedmioty i istoty, o których zwykli ludzie jedynie śnią: mówiący ptak Bulbulezar, śpiewające drzewo i złota woda mająca niezwykłą moc.
Ale droga do cudów nigdy nie jest łatwa.
To podróż przez niebezpieczeństwa, próby odwagi i chwile zwątpienia. Opowieść o tym, że prawdziwe piękno rodzi się z dobroci, wytrwałości i wiary w rzeczy niewidzialne.
Każdy krok prowadzi głębiej w świat pełen tajemnicy.
Każdy dźwięk odkrywa kolejną część baśni.
✨ Dostępna jako audiobook oraz ebook
Nowoczesna, pełna emocji interpretacja i bogate udźwiękowienie pozwalają zanurzyć się w niezwykłym świecie Orientu — świecie pachnących ogrodów, ukrytych pałaców i cudów, które istnieją tylko dla tych, którzy potrafią słuchać sercem.
To opowieść dla dzieci i dorosłych.
Dla tych, którzy tęsknią za magią.
I dla tych, którzy wierzą, że najpiękniejsze historie nigdy się nie starzeją.
Baśń opowiada o pięknej Parysadzie oraz jej braciach, którzy wyruszają na poszukiwanie trzech niezwykłych cudów:
Podróż okazuje się pełna niebezpieczeństw i prób charakteru. Bohaterowie muszą wykazać się odwagą, cierpliwością i sercem wolnym od pychy.
To opowieść o:
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 45
Rok wydania: 2026
Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
© 2026 4P Acoustic sp. z o.o.
Wszelkie prawa zastrzeżone.Niniejsza publikacja jest chroniona prawem autorskim. Żadna jej część nie może być powielana, reprodukowana, rozpowszechniana ani przetwarzana w jakiejkolwiek formie — elektronicznej, mechanicznej, kserograficznej, nagraniowej lub innej — bez uprzedniej pisemnej zgody wydawcy.
ISBN: 978-83-68669-63-3
Wydanie IWarszawa 2026
Wydanie elektroniczne (EPUB)
Wydawca: 4P Acoustic4P Acoustic sp. z o.o.
Tytuł: Baśń o pięknej Parysadzie i o ptaku Bulbulezarze (ze zbioru Klechdy sezamowe)
Autor: Bolesław Leśmian
Opracowanie redakcyjne: 4P Acoustic
Skład i opracowanie edytorskie: 4P Acoustic
Wszelkie znaki towarowe, nazwy własne i marki użyte w publikacji należą do ich prawnych właścicieli.
Daleko, daleko, za górą, za rzeką, za zielonym borem, za modrym jeziorem, w pobliżu rozstaju, w sąsiedztwie ruczaju stał niegdyś pałac, a obok pałacu — ogród, a obok ogrodu — droga, która prowadziła nie wiadomo skąd i nie wiadomo dokąd.
W tym pałacu mieszkało dwóch braci: Bachman i Perwic, wraz z siostrą Parysadą. Parysada była tak piękna, że sama zawsze dziwiła się swojej urodzie. Oczy miała pełne zdziwienia, a usta pełne śmiechu. Śmiała się nieustannie. Nigdy łza nie zabłysła w jej oczach. Nie umiała płakać.
Obydwaj bracia bardzo ją kochali i spełniali każde jej życzenie.
Pewnego razu Bachman i Perwic wyjechali na polowanie. Parysada sama w domu została. Podbiegła do okna i przez okno wyjrzała do ogrodu. W ogrodzie słońce świeciło, w słońcu błyskały kwiaty, w kwiatach złociły się pszczoły, które miód zbierały.
Parysada zaśmiała się i rzekła sama do siebie:
Pszczoła po kryjomu
W kwiatach szuka miodu.
Nudzi mi się w domu,
Pójdę do ogrodu.
Wdzieję strój pstrokaty
Dziwacznego kroju
I pomiędzy kwiaty
Pobiegnę w tym stroju!
Przywdziała natychmiast strój pstrokaty i pobiegła do ogrodu.
Biegła od altany do altany, od klombu do klombu, z alei w aleję, ze ścieżki na ścieżkę, od słońca, od wiosny — w cień dęba i sosny, a z owego cienia — ponad brzeg strumienia, a z brzegu do jaru, a z jaru — na wzgórze, a ze wzgórza — w gąszcze, między bzy i róże!
Biegła tak wciąż, aż wreszcie zabiegła na sam koniec ogrodu. Na samym zaś końcu płot się jarzy w słońcu, a pod płotem — mech zielony, a w mchu rośnie grzyb czerwony.
— Co za dziwny grzybek! — zawołała Parysada. — Jedną ma tylko nóżkę, a na tej nóżce czerwoną czapkę! Gdy go obcasem w tę czapkę uderzę, natychmiast z niej kłąb kurzu wyleci, jak dym z komina.
I Parysada uderzyła grzybek obcasem.
Ze spróchniałego grzybka wystrzelił kłąb kurzu. Kłąb się zakłębił, kurz się zakurzył. Grzybek zniknął nagle z oczu Parysady, a na miejscu grzybka zjawił się karzełek w czerwonej czapce. Karzełek spojrzał na Parysadę i zaczął płakać.
W pobliżu płotu leżała rzepa, którą ktoś przez płot wrzucił do ogrodu. Karzełek, płacząc, pobiegł do rzepy. Usiadłszy na rzepie, zalewał się łzami, zapłakane ślepie ocierał kwiatami. Ocierał i płakał, płakał i ocierał i na Parysadę po przez łzy spozierał.
— Karzełku! — zawołała Parysada. — Czemu tak rozpaczasz? Czemu się łzami zalewasz? Może za mocno uderzyłam ciebie obcasem w czapkę czerwoną? Lub może cię boli to, że przestałeś być grzybkiem pod płotem, a zamieniłeś się w karzełka?
— Płacz razem ze mną! — odpowiedział karzełek, płacząc coraz głośniej i załamując drobne mchem porosłe dłonie.
— Płakałabym chętnie, ale nie mogę! — odrzekła Parysada. — Nie umiem płakać. Nie wiem nawet, jak to trzeba oczami mrugać, żeby z nich łzy wytrysły. Nie mam wreszcie powodu do płaczu. Jestem szczęśliwa i wesoła. Mam wszystko, co mieć pragnę. Mam piękne oczy, piękne usta i piękne włosy. Mam dwóch braci, którzy spełniają każde moje życzenie. Mam pałac i ogród, i mnóstwo sukien złotych, srebrnych, błękitnych, zielonych, purpurowych i pstrokatych. Trudno mi płakać bez powodu. Powiedz mi lepiej, dlaczego płaczesz i dlaczego załamujesz dłonie?
Karzełek wsparł się łokciem o brzeg rzepy i zawołał:
— Płaczę nad tobą i nad tobą załamuję dłonie! Masz bowiem urodę, masz dwóch braci i pałac, i ogród, i mnóstwo sukien bogatych — ale nie masz trzech dziwów, które mieć powinnaś! Gdybyś miała te trzy dziwy, byłabyś najszczęśliwszą istotą na świecie!
— Cóż to za trzy dziwy? — spytała zaciekawiona Parysada.
Karzełek przestał płakać i rzekł:
— Trzy dziwy, bez których trudno istnieć na świecie! Po pierwsze — dąb-samograj, po wtóre — struga-złotosmuga, po trzecie — ptak Bulbulezar. Dąb-samograj ma liście, które, zamiast szumieć, grają niby harfy, a gałęzie, które, zamiast skrzypieć, wtórują niby basetle. Struga-złotosmuga posiada tę czarodziejską właściwość, że dość z niej kroplę jedną zaczerpnąć i do basenu przelać, a kropla ta zwiększa się, olbrzymieje, wzbiera, napełnia po brzegi basen cały i wytryska z basenu w błękit strugą złocistą, która opada i znów się wznosi nieustannie, trafiając zawsze w obręb basenu i nigdy nie przelewając się przez brzegi. Najciekawszym jednak dziwem jest ptak Bulbulezar. Skrzydła ma pawie, szyję — łabędzią, dziób — bociani, pazury — sępie, a oczy jaskółcze. Głosem ludzkim gada, bajki opowiada. Co opowie bajkę — to zapali fajkę. Tylko ów jest szczęśliwy, kto posiada te dziwy. Płacz więc, Parysado, bo nie masz ani dęba-samograja, ani strugi-złotosmugiej, ani ptaka Bulbulezara!
— Płakać nie mogę, płakać nie umiem! — odrzekła Parysada. — Powiedz mi lepiej, gdzie się znajdują te trzy dziwy, abym je mogła posiąść?
— O biedna, nieszczęśliwa Parysado! — zawołał karzełek. — Dziwy te znajdują się w oddali, ale droga ku nim leży w pobliżu. Jest to ta sama droga, która, wijąc się pod płotem twego ogrodu, prowadzi nie wiadomo skąd i nie wiadomo dokąd. Nieraz zapewne obojętnym okiem spoglądałaś na tę drogę, nie wiedząc o tym, że jest to droga zaklęta, sennym zielem porośnięta, pełna ciszy i milczenia i dziwnego przeznaczenia. Tą drogą iść trzeba przez dni dwadzieścia wprost przed siebie, ani kroku nie zwalniając, ani z drogi nie zbaczając. Po dniach dwudziestu zobaczysz skałę, a pod skałą — źródło. Zatrzymasz się u źródła pod skałą i pierwszego przechodnia zapytasz, gdzie się znajduje dąb-samograj, struga-złotosmuga i ptak Bulbulezar. Pierwszy ów przechodzień wskaże ci dalszą drogę do tych dziwów.
Parysada chciała jeszcze spytać karzełka o dokładniejsze wskazówki i szczegóły podróży, ale karzełek zniknął nagle z jej oczu. Nie było śladu karzełka, ani grzybka pod płotem. Została tylko rzepa, którą ktoś rzucił przez płot do ogrodu.
