Wydawca: Ridero Kategoria: Poradniki Język: polski Rok wydania: 2017

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 60000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
14 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 118 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka # WPADKI - Marta Kielczyk

Dlaczego nie mamy problemu z odmianą nazwiska Tadeusza Kościuszki, a z nazwiskami: Ziobro lub Poroszenko już tak? Dlaczego niektórzy uparcie wysyłają „maila” i „SMS-a”? Kiedy mundial to mundial? Jak wymawiamy „boeing”, jak akcentujemy „muzeum”? I dlaczego lepiej, żeby wiatr był tylko jeden. To także cała prawda o słynnym już „wziąć” i osławionym „wziąść”. Anegdoty redakcyjne, wpadki polityków i biznesmenów, także zasady językowe, żeby nie powiedzieć „mapa drogowa”. Inaczej mówiąc: „must have”!

Opinie o ebooku # WPADKI - Marta Kielczyk

Fragment ebooka # WPADKI - Marta Kielczyk

Marta Kielczyk

# WPADKI

@ grzechy językowe w mediach

© Marta Kielczyk, 2017

Dlaczego nie mamy problemu z odmianą nazwiska Tadeusza Kościuszki, a z nazwiskami: Ziobro lub Poroszenko już tak? Dlaczego niektórzy uparcie wysyłają „maila” i „SMS-a”? Kiedy mundial to mundial? Jak wymawiamy „boeing”, jak akcentujemy „muzeum”? I dlaczego lepiej, żeby wiatr był tylko jeden. To także cała prawda o słynnym już „wziąć” i osławionym „wziąść”. Anegdoty redakcyjne, wpadki polityków i biznesmenów, także zasady językowe, żeby nie powiedzieć „mapa drogowa”. Inaczej mówiąc: „must have”!

ISBN 978-83-8104-544-5

Książka powstała w inteligentnym systemie wydawniczym Ridero

„Najtrudniejsze są te wasze rodzaje — powiedział

kiedyś pewien Węgier — męski, żeński i niczegowaty.”…

Trudności to my mamy więcej. Normy poprawnościowe

przyprawiają i nas o ból głowy. Jeśli ich nie

akceptujesz, nie martw się. Przeczekasz, one dostosują się do Ciebie.

Ale… na razie są!

Dla Ciebie.

# NA POCZĄTEK

@ wersja light

Ta książka może się przyda nie tylko dziennikarzom, politykom, ale i przyszłym dziennikarzom czy politykom — jeśli język do tej przyszłości w obecnej formie przetrwa. Może przyda się paru prezesom, biznesmenom, duchownym? Tym, którym koledzy przestali zwracać uwagę na to, jak się mówi, odkąd stali się ich podwładnymi. Ci, którzy muszą występować publicznie, powinni zobaczyć czy przypadkiem nie narażają się na niezrozumiałe pomruki publiczności. Jednym słowem to nie tylko zapis anegdot redakcyjnych, wpadek medialnych, ale i baza znaków drogowych na krętej i wyboistej ścieżce języka polskiego.

Francuzi wiedzą, że „z niewłaściwymi perfumami nie ma się przyszłości”. Polacy nie gęsi, niech swój język mają. I znają.

# DAWNIEJ: WSTĘP

@ wersja dla wytrwałych

„Zaprzysiąść”. Chyba po tej wersji określenia złożenia przysięgi przez sędziów Trybunału Konstytucyjnego nie wytrzymałam. Pojawiła się zaraz po — cytuję — „zaprzysiądz” (napisanym właśnie tak) i „zaprzysiężyć”.

To wtedy pomyślałam, że pora przestać się wahać. Najwyższy czas uchwycić, ocalić to, co cenne w naszej mowie i zatrzymać, utrwalić, zachować niczym owady w bursztynie. Przecież prywatnie zawsze się tym pasjonowałam.

Przez lata obserwuję, jak zmienia się — teraz to nawet galopuje — mowa. W końcu to moje narzędzie pracy radiowo-telewizyjnej. Sama czasem pewnym trendom świadomie ulegam — nie można stać w miejscu, część rzeczy chętnie podchwycę. Ale co innego trendy, które decydujemy się przejąć, a co innego kompletny brak wiedzy o poprawności językowej. Media elektroniczne w zastraszającym tempie upowszechniają błędy, a wpadki „robią karierę”, ku rozpaczy autorów. Co tam programy typu „doku” — tam dopiero są kwiatki. Niemal nie ma programu informacyjnego czy publicystycznego, w którym polityk albo ekspert nie popełniłby błędu. Uszy bolą, a autorytety nikną w oczach…

To zaczęło się chyba od SMS-ów, e-maili i anonimowych — co w tym przypadku istotne — komentarzy na forach internetowych. Zwłaszcza w sieci mamy zalew jakże wymyślnych form pisowni, choćby: „kradziesz”, „potop szwecki” czy „napewno”. I „hit” — pięć błędów na pięć możliwych w wyrazie „fzhut”. A już jak widzę „półtorej litra”, nie jestem w stanie dalej czytać… Brak słów, gdy wypowiada to osoba w drogim garniturze…

Może więc to nazbyt śmiała próba — mówić, to znaczy pisać o języku, w czasach deficytu poprawności jakiejkolwiek, nie tylko językowej. Języka nie da się zatrzymać, ale wypadałoby, żeby media pozostały wzorcem metra. Zwłaszcza że jest znakomite grono ludzi, którzy zauważają wpadki językowe. Jak mawiali „Sygnałowcy” z mojej rodzimej redakcji: „Ludzie głupie nie są”. Czemu więc nie zwrócić uwagi na kilka drobiazgów, min językowych, raf na które trafia niejeden polityk, a nawet dziennikarz i z których nie każdy wychodzi zwycięsko (a może jednak — jak piszą niektórzy internauci — zwycięzko…? Czasem już się przez to człowiekowi myli. Żartowałam).

A przecież wystarczy sprawdzić. Pamiętam, w czasach szkolnych nie chciało mi się wstawać do szafki z książkami, żeby sięgnąć po słownik w sytuacjach wymagających rozwiania wątpliwości, więc… trzymałam słowniki stale na swoim biurku. Teraz — wprawdzie obowiązujące normy nadal są w drukowanych słownikach, ale czasem — wystarczyłoby „wygooglować”, to znaczy chciałam dostojniej powiedzieć „wyszukać w internetowym słowniku” to, co nas gnębi i sprawa — wydawałoby się — załatwiona… Tyle że w życiu prywatnym tak niewiele osób gnębi poprawność językowa… A i wiarygodność słowników internetowych budzi wątpliwości...

Nie uważam się za osobę wszechwiedzącą i nieomylną, sprawdzam więc do dziś. Zwłaszcza że na antenie telewizyjnej „świecimy twarzą”… Zresztą nie twierdzę ortodoksyjnie, że nie można pozwalać sobie na pewne — nawet publiczne — wybryki językowe. W programach lekkich i przyjemnych bawi mnie nawet przekomarzanie słynącego z poczucia humoru prowadzącego: „To teraz zabrawszy zabawki, poszedłszy do studia i zaśmiawszy.” — czy jakoś tak.

Ale już programy informacyjne i publicystyczne to zupełnie inna bajka… Tu jednak w cenie jest sprawne posługiwanie się całkiem skomplikowanymi — przyznaję — formami odmiany w języku polskim. A jeden błąd może sporo kosztować — od szyderstw począwszy, na nieprzespanych nocach skończywszy. Bądźmy szczerzy — wiem, o czym mówię. Koszmarem prowadzącego jest czytanie informacji z ostatniej chwili, nie do końca dobrze napisanej z kompromitującym błędem w efekcie. Do dziś nie rozumiem, jak ktoś mógł wymyślić „w Bytomie”…?

Mam nieodparte wrażenie, że sporo jest polityków, ekspertów, duchownych, żołnierzy, dziennikarzy czy przyszłych polityków, ekspertów i dziennikarzy, kto wie może nawet blogerów czy po prostu użytkowników mediów społecznościowych (dla nich ten ukłon w tytule: „#” — z konsekwencjami w sieci), którym zależy na budowaniu wizerunku, autorytetu, wiarygodności, również poprzez polszczyznę na poziomie. Kto by chciał zaliczać wpadki?

MOWA — PRZECENA

# LEPSZY JEDEN WIATR

@ nie bójmy się „Pomyślnego wiatru!”

„Jutro będą silne wiatry…” — powiedziała kiedyś pogodynka, a ja myślałam, że zaraz po niej na antenie nie dam rady powiedzieć już nic. Ze śmiechu. Podobnie jak realizator dźwięku. Wyobraźnia bywa silniejsza od etykiety. Naprawdę ktoś mógłby marzyć o sprzyjających bąkach? No, skoro tak mówi, to zanosi się na niezłe wianie. Lepiej wtedy wiedzieć, skąd wieje wiatr…

I tylko przyjęte w kręgach marynistycznych „Pomyślnych wiatrów” daje tu do myślenia, na co zwrócił uwagę podczas mojego wykładu o polszczyźnie dla żołnierzy — pewien wojskowy (chwali się, że armia stawia na poprawność językową!). Ale kto powiedział, że marynarze, którzy dawno temu ukuli to powiedzenie, to znawcy podwójnych znaczeń językowych.

@ poprawne — zawsze się obroni

# w mediach dobrze widziane:

— wiatr wieje — np. wiatr historii,

— czuć skąd wieje wiatr,

— iść pod wiatr,

— nie rzucać słów na wiatr,

— szukać wiatru w polu,

— wystawić kogoś do wiatru.

@ pan, pani wie swoje, czyli społeczeństwo rządzi

# poprawne — wypierane przez:

— wiatry,

Słownik języka polskiego PWN:

— wiatry — gazy wytwarzane w jelitach na skutek

złego trawienia i wypuszczane na zewnątrz.

@ niech już będzie

# czyli językoznawcy się łamią:

W redakcjach „wiatry” są tępione, a dziennikarze tak

mówiący muszą liczyć się z drwiną. Choć słowo istnieje.

NOTKA

NSPP:

Wiatry w kierunkach zmiennych.

SPP:

Wiatry o kierunkach zmiennych

(NIE: z kierunków zmiennych).

# PAŃSTWO ROBIĄ

@ Państwo, to nie Wy

Tweet dziennikarki: „Nikt w Sejmie nie potrafi odmieniać czasownika używając zwrotu «Państwo». PAŃSTWO COŚ ROBIĄ, NIE ROBICIE”. Prawda. To nagminne.

„Zapiszcie Państwo” — powtarzają wykładowcy na uczelni — bo studenci to już dorośli, ale jednak bez przesady — familiarnie więc profesor ustawia ich tam, gdzie ich miejsce owym „zapiszcie”. Wy. Młodziaki. Taki student potem tylko utrwala sobie ten zwrot i jak już jest np. politykiem — powiela. Choćby z trybuny sejmowej. A może pokazuje, co i jak myśli o swoich konkurentach…

@ poprawne — zawsze się obroni

# w mediach dobrze widziane:

— Państwo robią.

@ pan, pani wie swoje, czyli społeczeństwo rządzi

# poprawne — wypierane przez:

— Państwo robicie (forma mniej grzeczna).

Skojarzenie z „wicie, rozumicie” może jej oduczyć?

@ niech już będzie

# czyli językoznawcy się łamią:

Językoznawcy odsyłają do zagadnień etykiety językowej.

# UBRAĆ SIĘ

@ lub założyć

Była taka stylistka w naszym programie, która ciągle mówiła do mnie: „ubierz to, a teraz to…” Najpierw zagryzałam zęby, nie poprawiałam jej, bo bez przesady — czasem po prostu obserwuję, co ludzie robią z językiem i przecież nie zatrzymam zmian. Zmian, które wynikają albo z niedouczenia, albo ze złych nawyków regionalnych, albo z lenistwa. Na koniec tak się osłuchałam z tym zwrotem, bo jednak ta stylistka ubierała nas przez całkiem długi czas, że w pewnym momencie musiałam zacząć się kontrolować, żeby nie mówić tak jak ona, zamiast „załóż to” lub „ubierz się w tamto”… Zwłaszcza po tym, jak kiedyś nieoczekiwanie powiedziałam wreszcie: „Może ubiorę to” i usłyszałam we własnej głowie samą siebie: „Mówi się: ubiorę się w to”! (BRAWO JA!!!)

@ poprawne — zawsze się obroni

# w mediach dobrze widziane:

— „ubrać się w coś”.

@ pan, pani wie swoje, czyli społeczeństwo rządzi

# poprawne — wypierane przez:

— „ubrać coś” (regionalizm i błąd),

WSPP PWN:

— ubrać— błędne w znaczeniu „włożyć coś”.

„Ubrała…” — poprawnie: „Włożyła sukienkę”.

NOTKA

— „ubrać coś” — to rozpowszechniony regionalizm

południowo- i zachodniopolski, uznawany

za błąd (podobnie jak: „rozebrać coś”, np. sukienkę,

marynarkę).

# PIESZO

@ pierwsza wpadka radiowa?

„Mówi się pieszo, a nie na piechotę” — zwrócił mi uwagę redaktor radiowy, gdy byłam jeszcze zawodowo nieopierzona. Radiowcy zawsze brylowali w wiedzy tajemnej języka elitarnego, a nawet zawsze byli bardziej wymagający niż sami językoznawcy. Ci dopuszczają formę „na piechotę” (NSPP). Zwłaszcza gdy mówimy na przykład o skomplikowanych operacjach obliczeniowych bez kalkulatora albo specjalnego programu kalkulacyjnego.

Nie zmienia to faktu, że od radiowców zawsze można było ciekawych rzeczy się dowiedzieć, a ja, kiedy do nich dołączyłam, niby tyle już wiedziałam o poprawnej polszczyźnie, tyle już wygrałam potyczek językowych — i na studiach i na szkolnych olimpiadach, na konkursach krasomówczych i recytatorskich, a zawsze jeszcze znalazło się coś, co otwierało mi oczy. I choć „na piechotę” jest dopuszczone, od tamtej pory wydaje mi się mniej eleganckie i wybieram „pieszo”. Co niestety faktycznego dystansu do pokonania nie skraca…

Jeszcze inną formę wypromowała piosenka. Ile straciłaby z poezji, klasy i rytmu gdyby w niej było: „pieszo” zamiast „Piechotą do lata będę szła”?

@ poprawne — zawsze się obroni

# w mediach dobrze widziane:

— pieszo,

— piechotą,

— na piechotę — ten zwrot też jest w słownikach.

# PROCENTU

@ pierwsza NIEwpadka telewizyjna

Jak już byłam taka mądra, zjadłam wszystkie rozumy, zdobyłam wszelkie możliwe karty mikrofonowe, tytuł Mistrza Mowy Polskiej i wszystkie miny czyhające w polszczyźnie miałam dzięki radiowcom opanowane, bo codziennie głośno w redakcji były omawiane (zwłaszcza umiejętności językowe polityków) popisałam się tą wiedzą w telewizji. I w czasie jednego z moich pierwszych wydań Panoramy poprawnie odmieniłam słowo „procent”— mówiąc: „procentu”. Po wyjściu ze studia w reżyserce usłyszałam: „Ale mówi się «procenta»”. Na co wytłumaczyłam dzielnie, że to powszechny błąd. Wprawdzie powielany i przez polityków i przez komentatorów, czasem nawet przez dziennikarzy, ale jednak błąd.

Tyle że Widzowie mogli przecież pomyśleć tak samo i zamiast słuchać informacji, zajęli się być może analizowaniem poprawności tej formy. I skapitulowałam. Potem tak budowałam zdania, żeby wymusić poprawnie niebudzący wątpliwości mianownik, tym samym nie używać dopełniacza.

Po latach niektórzy językoznawcy zaczęli w prasie przymykać oko na formę „procenta”. Ale podczas konsultacji tej książki profesor Andrzej Markowski napisał w uwagach: „Nie znam takich.”

@ poprawne — zawsze się obroni

# w mediach dobrze widziane:

— procent — D. procentu (SPP W. Doroszewskiego),

— NIE: procenta (WSPP A. Markowskiego),

WSPP PWN:

Wyjątkowo z liczebnikiem „jeden” używa się w D. formy:

„procentu” albo „procenta”, np.:

Nie było zaledwie jednego procenta a. procentu uczniów.

WSPP A. Markowskiego:

— procent od dochodów,

— procent od zarobku.

„Ludność napływowa stanowiła znaczny procent

mieszkańców miasta.”

@ pan, pani wie swoje, czyli społeczeństwo rządzi

# poprawne — wypierane przez:

— procenta — w mediach i tak króluje ta forma.

@ niech już będzie

# czyli językoznawcy się łamią:

Prasa i internet to nie jest norma językowa. Niektórzy

językoznawcy godzą się w sieci na uzus. Ale skoro

przewodniczący Rady Języka Polskiego mówi, że

o tym nie słyszał, widocznie mianują się językoznawcami

na wyrost.

# PROCENTY

@ PKW i koszmarne liczebniki

Sędziowie z Państwowej Komisji Wyborczej, ci to muszą się mierzyć z liczebnikami! I to całą armią liczebników! Jak tu nie polec od czasu do czasu. No nie da się. Zwłaszcza gdy po liczebniku jest magiczne słowo „procent”— w końcu jak inaczej podać wyniki wyborów.

Nie dało się nie zauważyć tych męczarni. Co tam się wyprawiało przez lata całe! Jak już wreszcie komisja ewidentnie przeszła solidne szkolenie i najwyraźniej słowami, literka po literce, miała rozpisywane wszystkie wyniki i podawała je językowo bezbłędnie, to wymieniono komisję. Nowi członkowie, nie wiedząc co poradzić na setne i dziesiętne po przecinku, w reakcji obronnej mówili np.: „Trzydzieści osiem procent przecinek dwadzieścia dziewięć.”, zamiast: trzydzieści osiem i dwadzieścia dziewięć setnych procent.

„Wzrost gospodarczy o trzy i osiem procent.” — powiedziała prezenterka. No cóż, 8% to byłoby dla nas wybitnie dużo, gdyby nie fakt, że w rzeczywistości chodziło o trzy i osiem dziesiątych procent. Niejeden wykłada się na liczebnikach — gospodarz programu publicystycznego mówił: „44 setnych procent”. Procent się zgadza, setne już nie. A to na logikę da się opracować: jedna setna, dwie setne, trzy setne, cztery setne, ale powyżej — już setnych: 5 setnych, 6, 14 setnych, 21 setnych. Potem 22—24, 32—34, 42—44 setne… No dobrze… czepiam się? To dodam, że po ułamkach „procent” pozostaje nieodmienny.

Dlatego dyrektor Centralnej Komisji Egzaminacyjnej nie powinien w telewizji mówić z błędem o maturzystach: „W tym roku maturę zdało siedemdziesiąt dziewięć i pół procenta osób, które do niej przystąpiły”.

Najbezpieczniej jest, mówiąc o procentach nie sprawiać wrażenia, jakby się było po procentach…

Tych alkoholowych…

@ poprawne — zawsze się obroni

# w mediach dobrze widziane:

M. Kto? Co? — procent,

D. Kogo? Czego? — procentu,

C. Komu? Czemu? — procentowi,

B. Kogo? Co? — procent,

N. Z kim? Czym? — procentem,

Mc. O kim? O czym? — procencie.

W liczbie mnogiej natomiast:

M. Kto? Co? — dwadzieścia procent,

D. Kogo? Czego? — dwudziestu procent,

C. Komu? Czemu? — dwudziestu procentom,

B. Kogo? Co? — dwadzieścia procent,

N. Z kim? Czym? — dwudziestoma procentami,

Mc. O kim? O czym? — dwudziestu procentach.

Przy ułamkach też nie odmieniamy:

— pół procent,

— trzy czwarte procent.

Dlatego wspomniany szef Komisji Egzaminacyjnej

powinien powiedzieć: „W tym roku maturę zdało

siedemdziesiąt dziewięć i pół procent osób, które

do niej przystąpiły”.

Jak to będzie brzmiało po „około”? :

— Około pół procent wyborców zagłosowało na …

— Partia uzyskała około trzydziestu ośmiu

procent poparcia.

— Około osiemdziesięciu procentom uczniów

udało się zdać egzamin.

# PUNKT PROCENTOWY

@ 8 punktów procentowych a 8%

Kandydat mógł wcześniej liczyć na 50 procent poparcia. Teraz wzrosło o 10 procent. Czyli na jakie poparcie może liczyć?

a. 55%

b. 60%

Poprawna odpowiedź: a.

Kandydat mógł wcześniej liczyć na 50 procent poparcia. Teraz wzrosło o 10 punktów procentowych. Czyli na jakie poparcie może liczyć?

a. 55%

b. 60%

Poprawna odpowiedź: b.

Właśnie to zadanie łatwo uświadamia, jak często pojęcie punktu procentowego jest łatwo i bezrefleksyjnie zastępowane po prostu procentami. A przy wskazywaniu różnic w porównywanych badaniach sondażowych, gdy obrazowo chcemy pokazać wynik, bez wymuszania na odbiorcy trudnych obliczeń matematycznych, jednak stosujemy „punkt procentowy”.

@ poprawne — zawsze się obroni

# w mediach dobrze widziane:

— różnica kilku punktów procentowych w porównaniu

z poprzednim badaniem.

# PÓŁ PUNKTU

@ czyli czego ekonomiście nie wypada

Tyle teraz mniejszych i większych stacji radiowych, chyba każdej zależy na budowaniu prestiżu, jak rozumiem. Ale są serwisy informacyjne, które wołają o pomstę do nieba. Nie brakuje niechlujności przed mikrofonem — mowa oczywiście tylko o bardzo wymagającym uchu. Jednak nawet niewymagające ucho wychwyci — cytuję — „pół punkta”. Wydawałoby się, że to niemożliwe. Coś takiego jeszcze może pojawić się na jakiejkolwiek antenie i to z ust dziennikarza? A jednak…

Czemuś takiemu mówimy stanowcze NIE!

@ poprawne — zawsze się obroni

# w mediach dobrze widziane:

— pół punktu.

@ pan, pani wie swoje, czyli społeczeństwo rządzi

# poprawne — wypierane przez:

— pół punkta (to błąd),

WSPP A. Markowskiego,

SPP W. Doroszewskiego:

— NIE: punkta.

@ niech już będzie

# czyli językoznawcy się łamią:

Nie łamią się. Jak widać, są jeszcze takie sytuacje.

# PÓŁTORA ROKU

@ czyli mina na horyzoncie

No! No! No dla „półtorej roku” — aż ściska w żołądku, a zęby zgrzytają na dźwięk takiej wersji twórczej. I nawet drogi garnitur wypowiadającego takie słowa, nie zamydli tym oczu słuchaczom. Zdaję sobie sprawę, że to może być tylko stres. Ale prawda jest taka, że w stresie wychodzi każde najgorsze przyzwyczajenie z codzienności. Słowo wymówione nie wraca, a w programie na żywo kompromituje przed milionami.

@ poprawne — zawsze się obroni

# w mediach dobrze widziane:

— półtora roku, tygodnia — bo rok, tydzień — rodz. męski,

— półtorej szklanki, godziny — bo szklanka i godzina —

rodz. żeński.

NOTKA

WSPP A. Markowskiego:

Spotkaliśmy go przed półtorej godziny

(NIE: przed półtorej godziną).

Kłótnia ucichła po półtorej godziny

(NIE: po półtorej godzinie).

TAK PRZY OKAZJI

SPP W. Doroszewskiego:

„W wyrazach złożonych, w których pierwszym

członem jest wyraz „półtora”, pozostaje on

bez zmian niezależnie od rodzaju drugiego członu

złożenia, np. „półtoragodzinny”.

WSPP A. Markowskiego dodaje:

„półtoratygodniowe szkolenie”,

„półtoramiesięczne negocjacje”.

# W BYDGOSZCZY

@ takich rzeczy Widz nie zapomni

W „Bydgoszczu” i „z Bydgoszczem” byłego wicepremiera przeszło do kanonu i do dziś budzi rozbawienie.

To miasto z okręgu wyborczego, z którego startował do Parlamentu Europejskiego były wicepremier i minister finansów. Mógłby mieć na swoje usprawiedliwienie to, iż lata spędził w innym kraju, ale i tak taka wpadka niesie się i niesie, a raz pochwycona żyje własnym życiem…

@ poprawne — zawsze się obroni

# w mediach dobrze widziane:

— w Bydgoszczy,

— z Bydgoszczą.

# W STUDIU I W RADIU

@ gdy „ą” „ę” gubi

„Gdyby poprawnie mówiło się «w radio», byłoby «Lato z radio», prawda?” — powiedział wydawca, gdy w urodziny Radia Kolor (gdzie dla mnie wszystko się zaczęło) rozmawialiśmy o tej książce.

Kiedyś dawno, dawno temu chodziło się wyłącznie „do kino”… Niektórzy chcą być dziś zbyt eleganccy w mowie, tacy „ą” i „ę”. Być może dlatego mówią: „w studio” oraz „w radio” — te formy są odradzane przez naszą redakcję językową, wyparły je formy: „w studiu”, „w radiu”.

Niech jednak los zlituje się i ocali przed odmianą „kakao”… Ewentualny dopełniacz, zwłaszcza z niebanalną fantazją zapisany, wołałby o pomstę do nieba i byłby zgrozą … A może tylko dla smakoszy…? :-)

@ poprawne — zawsze się obroni

# w mediach dobrze widziane:

— w studiu, do studia, w radiu, do radia.

@ pan, pani wie swoje, czyli społeczeństwo rządzi

# poprawne — wypierane przez:

— w studio, w radio (to formy dawne).

@ niech już będzie

# czyli językoznawcy się łamią:

Nie ma takiej potrzeby, uzasadniają to historią języka.

WSPP A. Markowskiego:

— rzadko: w studio, do studio.

Choć ostatnio nie tak rzadko spotykane i to

wcale nie u osób starej daty, pamiętających te

formy jako jedyne obowiązujące. Co by się tłumaczyło.

# SMS

@ poprawność swoje, a życie swoje

To chyba współczesna młodzież szkolna przetarła szlak dla form: wysłać „SMS-a i e-maila (mejla)” — kompletnie niezgodnych z zasadami odmiany, ale ta właśnie odmiana przyjęła się powszechnie w języku potocznym, zanim którykolwiek z promujących ją uczniów zdołał poznać lub przemyśleć zasady odmiany. I tak już zostało. Ale językoznawców najwyraźniej bolały zęby, kiedy nawet w spotach reklamowych słyszeli właśnie takie cuda. To tak, jakbyśmy my wszyscy mieli nagle mówić: wysłać lista… Prawda, że zęby mogą boleć? I to bardzo. Zaczęło się więc rugowanie klimatów szkolno- podwórkowych najpierw z języka dziennikarzy, potem aktorów. I edukowanie: Słuchacze i Widzowie są więc proszeni o to, by wysłać SMS, a nie SMS-a oraz e-mail (mejl), a nie e-maila (mejla). Tak jak podatnicy wysyłają PIT, nie PIT-a.

@ poprawne — zawsze się obroni

# w mediach dobrze widziane:

— w języku oficjalnym wysyłamy SMS, mejl, PIT,

tak jak wysyłamy list, a nie lista.

WSPP A. Markowskiego:

— pisownia: mejl albo e-mail.

@ pan, pani wie swoje, czyli społeczeństwo rządzi

# poprawne — wypierane przez:

— wysłać SMS-a, maila, a nawet PIT-a… (polszczyzna

potoczna).

WSPP PWN:

— PIT w D.: PIT-u.

— i tak wszyscy wolą wersję angielską „mail”, skróconą

od: „e-mail”.

@ niech już będzie

# czyli językoznawcy się łamią:

Brak słownikowych odniesień do normy, ale norma

kształtuje się szybciej niż słowniki.

NOTKA

Według Rady Języka Polskiego: „Od prezenterów

radiowych wymaga się posługiwania się raczej