Wydawca: Wydawnictwo Kobiece Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2017

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 250 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Womanizer - Katy Evans

OSTATNI TOM BESTSELLEROWEJ SERII MANWHORE!

Młoda i ambitna Olivia Roth jest absolwentką prestiżowej uczelni i marzy o wielkiej karierze.  Kiedy brat załatwia jej staż w firmie swojego najlepszego przyjaciela, dziewczyna jest zachwycona. Jednak gdy poznaje swojego nowego szefa, wszystko zaczyna się komplikować.

Callan Carmichael jest zabójczo przystojnym mężczyzną, który nie ma czasu na związki. Dla niego liczą się tylko firma i przygody na jedną noc. Śliczna stażystka od razu wpada mu w oko. Wie, że Olivia jest siostrą jego najlepszego kumpla, ale nie może się powstrzymać, aby jej nie poderwać.

Choć wiedzą, że powinni zachować dystans, dzikie instynkty wygrywają i zawierają układ, o którym nikt nie może się dowiedzieć. Gdy zaczyna im bardziej na sobie zależeć, brudny sekret okazuje się być coraz trudniejszy do utrzymania w tajemnicy przed pozostałymi pracownikami firmy, a w szczególności bratem Olivii.

__

Katy Evans znowu przeszła samą siebie. Ta niedająca się odłożyć książka jest nieskrępowaną przyjemnością. To wyraz czystej perfekcji! - Karen McVino z literackiego bloga Bookalicious Babes Blog

Ta książka jest gorrrrąca. Tak super-hot-gorąca! Najgorętsza, jaką do tej pory Katy napisała. Sceny, od których kartki aż iskrzą, zdają się nie mieć końca. To tak rozogniona powieść, że musiałam się wachlować podczas czytania. – Angie’s Dreamy Reads, blog literacki

____

Katy Evans mieszka w południowym Teksasie z mężem, dwojgiem dzieci oraz trójką leniwych psów. Uwielbia piesze wycieczki, książki, pieczenie ciast, a także spędzanie czasu z rodziną i z przyjaciółmi. To bestsellerowa autorka serii REAL. Więcej informacji o Katy Evans można odnaleźć na jej stronie internetowej: KatyEvans.net.

Opinie o ebooku Womanizer - Katy Evans

Fragment ebooka Womanizer - Katy Evans

Za wszystko, co w życiu niezaplanowane

PLAYLISTA

OneRepublic • I LIVED

Bluebox • ALL YOU ARE

Zayn • TIO

Adam Lambert • FOR YOUR ENTERTAINMENT

Ariana Grande • INTO YOU

Adam Levine • LOST STARS

Ferras • CHAMPAGNE

Enrique Iglesias • TURN THE NIGHT UP

Kygo • FICTION

Kevin Rudolf • YOU MAKE THE RAIN FALL

Dido • HERE WITH ME

Texas • PUT YOUR ARMS AROUND ME

Przeprowadzka do Chicago

Przez okienko w samolocie przyglądam się rozciągającemu się w dole Chicago. Mojemu domowi na trzy najbliższe miesiące.

Moje przyjaciółki, Farrah i Veronica, nie uwierzyły, jak im o tym powiedziałam.

Nie tylko one. Nie uwierzył mi nikt w całym Hill Country, nawet mój wymarzony pracodawca, Daniel Radisson, dyrektor Radisson Investments w Austin, który odrzucił mój wniosek o staż i oznajmił, żebym zdobyła doświadczenie i wróciła do niego, gdy będę gotowa. No więc poinformowałam go, że znalazłam pracę i że wrócę, kiedy skończę.

– Udało ci się samodzielnie dostać na staż w największej firmie w Chicago? – zapytał, kręcąc z niedowierzaniem głową i jednocześnie mierząc wzrokiem moje modne czółenka, spódniczkę mini, uroczy, wyszywany cekinami top i torbę listonoszkę.

Zamrugałam na ten kompletny brak wiary we mnie i zwalczyłam w sobie pokusę schowania ręki za plecami i skrzyżowania palców. Tak bardzo nie chciałam wyznać, że to brat załatwił mi tę pracę.

Nie znoszę kłamać, ale jeszcze bardziej nie znoszę być niedocenianą.

Może i dostałam tę pracę dzięki bratu, ale to ja będę osobą, która się w niej utrzyma i pokona kolejne szczeble korporacyjnej kariery. Od tej pory koniec ze specjalnymi względami. Pewnego dnia założę własną firmę i będę pomagać ludziom spełniać ich marzenia.

– Mój brat zna dyrektora generalnego i chętnie przyjęto mnie do zespołu – wyjaśniłam, formalnie rzecz biorąc, zgodnie z prawdą. Tahoe w sumie powiedział mi jedynie: Rozmawiałem z Carmichaelem. Wszystkie dokumenty wyślij na ten adres e-mailowy. Zaczynasz w pierwszym tygodniu czerwca.

Nie wspomniał o tym, czy przyjęto mnie chętnie, czy nie, no ale skoro jego przyjaciel wyraził zgodę, to pewnie się cieszy, że dołączę do zespołu.

Na pewno ja się cieszę.

Całe życie jestem niedoceniana. W ramach prezentu na osiemnastkę brat wysłał mnie na wakacje do Francji, a po powrocie jedyne, co potrafiłam powiedzieć to oui. Ogromny zawód dla rodziców, którzy chcieli, abym wróciła jako wyrafinowana, biegle władająca francuskim dama. No więc nie mam zdolności językowych. Ale to przecież nie koniec świata. Mam dyplom z biznesu i wielkie marzenia.

Tak oto w ostatnim tygodniu maja, spakowana i gotowa, obrzuciwszy ostatnim tęsknym spojrzeniem pokój, w którym mieszkałam przez większą część nastoletniego i dorosłego życia, podejmuję ryzyko – nie tylko opuściłam rodzinny dom, ale także ustąpiłam bratu. Tahoe uparł się przysłać swój odrzutowiec, który ma mnie zabrać do Wietrznego Miasta.

Łzy pojawiły się najpierw, kiedy rodzice zapakowali moje walizki do bagażnika rodzinnego SUV-a, a następnie na lotnisku. Zdecydowanie najwięcej łez było w moich oczach. Po prostu łatwo się wzruszam i tyle.

Co wcale nie znaczy, że nie potrafię być ostrą laską. Zapytajcie Ulyssesa Harrisona, który dostał ode mnie w jaja, kiedy próbował złapać mnie za dopiero co pączkujące piersi.

Wyściskałam rodziców, najpierw wdychając maminy zapach cynamonu i jabłek, a następnie Old Spice’a taty. Niechętnie wyplątałam się z ich objęć i weszłam po schodkach prowadzących do luksusowego samolotu brata. Na górze odwróciłam się i pomachałam. Odmachali mi, obejmując się. Tato uśmiechał się, a na jego twarzy malowała się mina pod tytułem: „twardy ze mnie gość, ale, do diaska, nie w tej chwili”. Mama założyła ciemne okulary, więc nie widziałam, czy oczy ma wciąż wilgotne.

Kiedy pilot zamknął drzwi, zajęłam miejsce w pobliżu skrzydeł, aby nie czuć, że nie ma nic pode mną. Tylko w ten sposób potrafiłam zmusić się do latania.

Silniki ryczały coraz głośniej, a ja oparłam się i zamknęłam oczy, obracając pierścionek na lewej dłoni, obracając i obracając…

Wysokość i ja… powiedzmy szczerze, że nie jesteśmy dobraną parą.

Mój brat uratował mnie kiedyś przed wysokością i jest to jak na razie jedyna osoba, z którą czuję się bezpiecznie. W życiu nie polecę liniami komercyjnymi. Ale to jest jego samolot. A kiedy w połowie lotu otworzyłam oczy, na jednym z foteli zobaczyłam wiadomość: Trzymaj się. Za chwilę koniec.

Roześmiałam się, a teraz sekundy dzielą mnie od lądowania. Raz za razem słucham piosenki I lived, żeby zająć czymś myśli, i w końcu samolot ląduje w Chicago. Moim domu na trzy kolejne miesiące. Mieście, w którym czeka na mnie staż będący pierwszym z wielu kroków na drodze do spełnienia moich zawodowych marzeń.

Tahoe i jego dziewczyna przyjeżdżają po mnie na lotnisko bardzo brudnym rolls-royce’em ghost. Mój brat lubi otaczać się luksusowymi przedmiotami, ale w ogóle o nie nie dba. A ja? Ja jestem tego typu dziewczyną, która ulubione torebki pakuje w dwa foliowe worki i pudełko, no i rzadko ich używa w obawie przed zadrapaniem. Tahoe ma to zupełnie gdzieś i nawet nie zapłaci komuś, żeby umył jego warte trzysta tysiaków auto.

Dojeżdżamy do pięknego, wysokiego wieżowca w Loop, a potem wsiadamy do windy.

Tahoe całuje mnie w policzek.

– Trzymaj się z dala od klubów, Liv – szepcze tytułem ostrzeżenia.

– Daj jej spokój, ty tyranie – broni mnie jego dziewczyna.

Mój brat jest wysokim blondynem, natomiast Regina to zmysłowa brunetka o krągłych kształtach.

Przyciąga ją do siebie i daje jej głośnego buziaka, a ona odsuwa się z jękiem, jakby jej się to nie podobało. Oblewa się przy tym rumieńcem, więc stwierdzam, że jednak jest inaczej.

– Jestem jej starszym bratem, taka moja rola. – Uśmiecha się do niej z tym szczególnym błyskiem w oku, jaki rezerwuje tylko dla niej, a następnie obrzuca mnie poważnym spojrzeniem. – Mówię serio. Trzymaj się z dala od klubów.

– Nie interesują mnie kluby, okej? – jęczę. – Przyjechałam tu do pracy. Poza tym udało mi się przeżyć w Teksasie siedem lat bez twojego nadzoru nad moimi wieczornymi aktywnościami.

Prawda jest taka, że kocham brata. Jest trochę szorstki, ale chce dla mnie dobrze. Kocham moją rodzinę i chcę, żeby byli ze mnie dumni.

– Dobrze. Carmichael wyświadcza mi w ten sposób przysługę – mówi, kiedy wysiadamy na moim piętrze.

– Dzięki za przypomnienie, że nie udało mi się samej załatwić sobie stażu.

– W spółce z listy 500 największych graczy? Siostra, dobra jesteś…

– Ale nie aż tak? – Marszczę brwi.

Patrzy na mnie z tym swoim krzywym uśmiechem, a potem mierzwi mi włosy.

– Jesteś dobra. Nie przynieś mi wstydu, okej? – Unosi mi brodę.

Kiwam głową.

Callan Carmichael. Nie znam go, choć to bliski przyjaciel mojego brata. Gdy Tahoe zamieszkał w Chicago, a ja przyjeżdżałam do niego z wizytą, zawsze kazał mi trzymać się z dala od swoich kolegów. Teraz jestem na tyle dorosła, aby pracować w jednej z ich spółek – Carma Inc. I to dla samego właściciela i dyrektora generalnego. Carma to konglomerat ponad dziesięciu ogromnych, wartych wiele miliardów dolarów spółek z branży mediów, nieruchomości i inwestycji, a Carmichael specjalizuje się w przejęciach. To rekin biznesu. Nie interesują mnie plotki, zwłaszcza te krążące po mieście, w którym zamieszkałam dopiero godzinę temu, ale wiem, że w Chicago mówi się o nim z nutką strachu w głosie. Carma Inc. sprowadza bezlitosną karmę na kiepsko zarządzane spółki.

Cóż, pora zająć się własną karmą. Biorę głęboki oddech i zatrzymuję się przed drzwiami mieszkania.

Może i się zgodziłam, aby Tahoe przysłał po mnie swój samolot, jednak kiedy oświadczył, że wynajmie mi lokum w swoim budynku, zdecydowanie zaprotestowałam. To kwestia niezależności. Ale ponieważ nie udało mi się znaleźć niczego w przystępnej cenie blisko pracy, osiągnęliśmy w tej kwestii kompromis.

Przejmę umowę najmu jego dziewczyny, jako że ona i tak praktycznie mieszka u Tahoe.

Jego kolega, Will Blackstone, jest właścicielem budynku w Loop, który zostanie zburzony, a w jego miejsce powstanie kompleks apartamentowców. Zdobycie wszystkich pozwoleń może jeszcze trochę potrwać, a tymczasem Gina wynajmuje za niewiarygodnie niską cenę świetne mieszkanie, w którym w zasadzie nie mieszka. Trzyma tam jeszcze część swoich rzeczy, ale i tak wszystko, czego potrzebuje, ma u Tahoe. Na kilka miesięcy to będzie zatem mój dom.

Nagle przepełnia mnie podekscytowanie, kiedy zupełnie nowym kluczem otwieram po raz pierwszy swoje zupełnie nowe mieszkanie.

– Otworzysz dzisiaj te drzwi, siostra? – pyta Tahoe, opierając się o ścianę.

– Daj mi chwilę! Pozwól mi się tym delektować! – protestuję.

Ręka lekko mi się trzęsie, co nie umyka uwadze mojego brata, a mimo to pozwala, abym to ja otworzyła drzwi.

W końcu to robię i wchodzę do środka.

Mieszkanie ma jedną sypialnię, dwie łazienki i szafę wnękową wielkości mojego pokoju w Teksasie, dużą kuchnię, salon z niesamowitym widokiem na miasto i cudnie pachnącą drewnianą podłogę.

– Och, będzie mi tego brakować – wzdycha Regina.

Tahoe unosi brew.

– Nie powiedziałam, że to mieszkanie podoba mi się bardziej niż twoje. – Szturcha go lekko stopą, a on się uśmiecha.

Podczas gdy robią do siebie cielęce oczy, ja podchodzę do okna i je otwieram. Kiedy zastanawiałam się nad tym mieszkaniem, decydujący okazał się argument, że powietrze pachnie tu czekoladą, bo niedaleko mieści się jej fabryka.

Pociągam nosem i stwierdzam, że powietrze nie tylko pachnie czekoladą, ale także nią smakuje.

Prześlizguję się wzrokiem po sąsiednich budynkach i nie mogę uwierzyć, że rzeczywiście tu jestem. Szczypię się i czuję lekki ból. A więc to prawda! Okoliczne budynki są piękne, ulice czyste. Zjeżdżamy na dół po moje bagaże.

W szafie po jednej stronie leżą rzeczy Reginy, ale i tak pozostaje tyle wolnego miejsca, że w życiu go nie zapełnię.

Wieszam swoje ubrania. W przeciwieństwie do koleżanek z Teksasu nie lubię mieć zapchanej szafy. Ktoś mi kiedyś powiedział, że kiedy sprzątnie się w szafie, ma się miejsce na nowe rzeczy w życiu. W mojej zawsze jest tyle miejsca, że bez problemu mogę powitać coś nowego. W sumie to jeszcze nie wiem co. Coś.

Gina pomaga mi się rozpakować, a mój brat przynosi nam chińszczyznę na wynos na wspólny, późny lunch. Kiedy wychodzą, żeby się wyszykować na jakąś wytworną kolację, w której muszą wziąć udział, rozglądam się po mieszkaniu i nie mogę uwierzyć, że to miejsce jest tylko dla mnie.

Trochę dziwnie czuję się z tym, że nie słyszę na dole rodziców. Zza okien natomiast dobiegają odgłosy wielkiego miasta i wręcz czuć jego pulsującą energię. To mi się podoba.

W salonie dokładam przywiezioną z domu poduszkę, na której widnieje kolorowa korona i wyhaftowany napis: KRÓLOWA PIEPRZONEGO WSZYSTKIEGO.

Dostałam ją od babci. Jeśli Teksas miał jakąkolwiek królową, to właśnie ją.

W wieku osiemdziesięciu dwóch latach jest nadal najbardziej odlotową starszą panią, jaką znam. Babcia to moja własna Betty White* z idealnie ufryzowanymi białymi włosami i znajomością przekleństw lepszą niż u niejednego marynarza.

Jedyne, czego nie kupiła Gina, to krzesła do kuchennej wyspy. Jako że chcę się utrzymywać z tego, co zarobię, i mam zamiar unikać zbędnych wydatków, postanawiam, że w razie potrzeby będę po prostu przysuwać krzesło od biurka.

Ścielę łóżko, a na stoliku nocnym ustawiam oprawione w ramki zdjęcia Tahoe, mamy, taty i mnie. A potem nie bez wysiłku pakuję walizki na górną półkę w szafie, żeby nie zagracały mieszkania.

Tej nocy po raz pierwszy w życiu śpię zupełnie sama, mając dla siebie całe lokum.

Nie jestem pewna, czy mi się to podoba. Na razie.

W niedzielę kończę układanie rzeczy w szafie w moim nowym mieszkaniu, a do nowej teczki – prezentu od dumnych rodziców – wkładam przybory biurowe.

Dwudziestodwuletnia dziewczyna wyjechała z Teksasu, a jutro rano stanie się dorosłą, niezależną kobietą. Jestem gotowa. Muszę się wykazać, zwłaszcza wobec samej siebie. W końcu przyjechałam tu po to, aby się dowiedzieć, jak grać z ważniakami z pierwszej ligi.

Wybieram się na zakupy, aby zaopatrzyć się w idealny strój. Carma Inc. wymaga od swoich pracowników uniformów w odcieniach czerni, bieli lub szarości.

Kiedy wracam do domu, czekają na mnie torebki z popcornem i kartka:

Nie możesz nazywać się mieszkanką Chicago, jeśli nie spróbowałaś tego.

Twój ulubiony brat

Piszę do niego:

Jesteś moim jedynym bratem, tumanku.

T.R.: Dlatego właśnie ulubionym.

Ja: Pozdrów ode mnie Ginę.

Idę wcześnie spać.

JUTRO WAŻNY DZIEŃ!

T.R.: Mała, codziennie przez 3 miesiące będzie ważny dzień. Carmichael jest wyluzowany na maksa wszędzie z wyjątkiem pracy. Żeby nie było, że cię nie ostrzegałem.

Ja: Wyzwanie przyjęte.

T.R.: Jeśli się pietrasz, możesz odbyć staż u mnie.

Ja: U mojego ulubionego brata? Żeby w pracy mieć czas na piłowanie paznokci i oglądanie reality show? Dzięki, ale wolę zasłużyć na swoją pozycję.

T.R.: Odezwij się, kiedy zatęsknisz za byciem księżniczką, a wtedy zobaczę, co da się zrobić.

Ja: Obiecuję.

T.R.: Skoro o wilku mowa, idę dziś na kolację z twoim szefem.

Ja: Nie rozmawiaj o mnie, proszę, już ci mówiłam, nie chcę specjalnego traktowania tylko dlatego, że jestem twoją siostrą.

T.R.: Zrozumiałem za pierwszym razem.

Ja: Okej, obiecaj!

T.R.: Siostra, wierz albo nie, ale mamy z Carmichaelem inne tematy do rozmów.

Ja: Naprawdę?

No to przestań mnie wkurzać.

Dam sobie radę. Nie zadręczaj mnie swoją troską, od tego jest mama.

T.R.: No dobra.

Dzwoń do mnie albo do Reginy, gdybyś czegoś potrzebowała.

Ja: O ile nie zgubię waszych numerów.

T.R.: HA, HA.

Gina ma klucz od mieszkania i to pewnie ona podrzuciła mi popcorn. Zjadam go, jęcząc z zachwytu, jeszcze kiedy oblizuję palce z resztek. Następnie wchodzę do sypialni i ze zdumieniem odkrywam na łóżku mały koszyczek z prezerwatywami.

Liv, nie mów Tahoe, że to zostawiłam, chcę mieć

jedynie pewność, że w każdej dziedzinie dasz sobie radę.

Buziaki, Gina

Przyglądam się ze śmiechem gumkom w różnych smakach. Wszystkie są w rozmiarze XXL. Wolę się nie zastanawiać, dlaczego Gina uznała, że to najpopularniejszy rozmiar. Chowam koszyk za jedną z ramek na dolnej półce stolika nocnego, a potem dzwonię do rodziców.

– Wszystko w porządku, Olivio? Brat pomógł ci się zaaklimatyzować?

– Mamo, mało brakowało, a on i Gina by się do mnie wprowadzili – jęczę, ale w sumie cieszę się, że mam rodzinę, która mnie tak kocha i wspiera. Wiem, że chcą dla mnie jak najlepiej. Ja również kocham moją rodzinę i chcę, żeby byli ze mnie dumni.

* Amerykańska aktorka, laureatka Nagrody Emmy. Betty jest przede wszystkim aktorką telewizyjną, jej kariera trwa nieprzerwanie od 60 lat.

Pierwszy dzień

Tak się denerwuję, że wstaję przed budzikiem.

Stresuję się nie tylko tym, że to moja pierwsza praca, ale także faktem, gdzie mam odbyć staż. Wiem, że zdobyte w Carma doświadczenie będzie moim atutem, kiedy wrócę do Radisson Investments, a później założę własną firmę. Praca w najbardziej ekspansywnej spółce w kraju nauczy mnie tych wszystkich brudnych gierek, dzięki czemu będę wiedziała, jak im przeciwdziałać i chronić firmy, które liczę, że będę obsługiwać. Ale choć jestem pełna determinacji, aby nauczyć się tyle, ile się tylko da, wiem, że muszę zadbać o to, by za trzy miesiące odejść z Carma, nie tracąc przy tym duszy.

Nie chcę, aby ta praca uczyniła mnie bezwzględną – a takie właśnie krążą plotki na temat wszystkich, którzy pracują w tej firmie.

Przywdziewam elegancki, korporacyjny strój: ołówkowa spódnica i krótki, dopasowany żakiet. Włosy związuję w niski kucyk. Tak jest ładnie, a poza tym lubię czuć włosy blisko szyi; ogrzewają mnie. To wrażliwe miejsce na moim ciele, wystarczy podmuch wiatru i czuję łaskotanie w kark.

Do tego zakładam czółenka i perłowe kolczyki. Najchętniej przewiązałabym kucyk chustką albo bandaną, no ale to nie studia. To prawdziwe życie.

W Chicago jest gorący, wietrzny dzień. Wysiadam z taksówki i lustruję budynek, w którym mieści się Carma Inc.

Jeśli reputacja tej firmy nie wystarczy, aby onieśmielić, to z pewnością zrobi to jej siedziba.

Wznosi się na ponad pięćdziesiąt pięter i zdaje się mnie połykać, kiedy tak stoję na chodniku przed imponującym, przeszklonym wejściem. Budynek jest zarówno wysoki, jak i rozciąga się w obie strony, obejmując sobą całą przecznicę.

Wow.

Nie mogę uwierzyć, że właśnie tu będę pracować.

Dzisiaj, razem z kilkunastoma innym stażystami, mam poznać zakres swoich obowiązków.

Robię wdech i przyciskam teczkę do piersi.

No dobrze.

Opuszczam teczkę i wchodzę do środka. Do mojej pierwszej pracy.

Kiedy jadę windą, w moim żołądku harcują motyle. Patrzę na swoje odbicie w lustrze. O rany, wyglądam na przerażoną. Weź się w garść, Livvy! Wcale nie wiem, czy go dzisiaj poznam. I czy w ogóle. Nie chcę, aby przysługa wyświadczona mojemu bratu miała oznaczać specjalne traktowanie i dałam to jasno do zrozumienia. A to oznacza, że Tahoe pewnie poinformował o tym Callana Carmichaela. Tak więc teraz jestem dziewczyną pracującą.

Choć w sumie mam nadzieję, że tak świetnie będzie mi szło, iż w końcu o mnie usłyszy. O tak, i wtedy się ucieszy, że oddał Tahoe przysługę.

No dobrze, pierwszy dzień.

Jak dobrze, że tylko raz jest się pierwszy dzień w nowej pracy.

Dzień nie zdążył się skończyć, a ja już usłyszałam o najnowszym przejęciu. Mówi się o nim na stołówce i w każdym telefonie do mojego szefa. Przydzielono mnie do działu zajmującego się researchem i odpowiadam bezpośrednio przed panem Henrym Lincolnem. To życzliwy, wyglądający na naukowca mężczyzna w średnim wieku z lśniącą łysiną i szorstkim głosem, ale ciepłymi oczami, które na okrągło wpatrują się przed siebie, jakby myślami błądził zupełnie gdzie indziej.

Pomagam mu w gromadzeniu informacji. To jeden z najgenialniejszych umysłów tej spółki, a naszym wspólnym zadaniem jest wyszukiwanie firm, które przykują uwagę Carmichaela.

Nie jestem osobą chcącą się specjalizować w przejęciach, lecz w znajdowaniu firm, które potrzebują pomocy, oraz w jej udzielaniu. Aby się tym jednak w przyszłości zajmować, najpierw muszę dowiedzieć się, w jaki sposób przejmuje się spółki i dlaczego. Rekiny pokroju Carmichaela znajdują w nich słabe punkty, doprowadzają je do upadku, a następnie przejmują. Ale znalezienie tego słabego punktu może mi także pomóc w poznaniu sposobów odbudowania spółki i jej wzmocnienia, aż w końcu – voilà – biznes znowu zakwitnie.

Przez część dnia zadręczam się zastanawianiem, czy w ogóle nadaję się do czegoś takiego. Kawa, notatki, teczki, badania.

Wrogie przejęcia, tak to się nazywa. Gromadzenie informacji zaczynam od pozycji spółki – sprawdzam, czy wchodzi w skład indeksu Dow Jones Industrial albo NASDAQ, poznaję listę jej inwestorów, historię, jej inwestycje, napływ gotówki, koszty własne.

Pracuję od dziewiątej do piątej, ale dzisiaj zostaję do szóstej, pomagając panu Lincolnowi przygotować jutrzejszą prezentację dla Carmichaela i zarządu.

Ze znajdującego się na trzecim piętrze pokoju ksero przynoszę ostatnie wydruki oraz piątą kawę dla Lincolna. Kiedy kładę wszystko na biurku, oblewam kawą swój obowiązkowo szary żakiet.

– Cholera! – mruczę pod nosem. – Panie Lincoln…

– Nic się nie dzieje. Nic się nie dzieje. Już prawie skończyliśmy. Zajmij się żakietem. Tylko nie pozwól, by ktoś cię zobaczył bez niego.

Czując, jak kawa przesiąka przez materiał, ściągam żakiet.

– Idź już, mówię. – Macha ręką, nie przestając sortować dokumentów.

Idę, ale najpierw dolewam mu kawy i przynoszę do biurka.

– Przepraszam.

– Nie przepraszaj. Radzisz sobie o wiele lepiej niż jakikolwiek inny stażysta w pierwszym dniu pracy. Idź do domu i odpocznij – powtarza nieco życzliwiej, kiedy widzi, że przyniosłam mu kawę.

Kiwam głową, a potem udaję się w stronę wind, z żakietem przerzuconym przez ramię. Zatrzymują się trzy windy i z każdej wychodzi mnóstwo osób. Wszystkie przyglądają się mojemu poplamionemu żakietowi.

Jezu!

A więc mam pokazać się jako stażystka, która dała ciała już pierwszego dnia?

Wciskam strzałkę do góry i okazuje się, że winda jadąca na najwyższe piętro jest zupełnie pusta.

Wsiadam do środka i oddycham głęboko. Próbuję zebrać myśli. Poczekam, aż opustoszeje cały budynek.

Wychodzę na oszałamiający taras.

Serce mi zamiera, kiedy coś dostrzegam.

Na samym końcu jakaś ciemna postać opiera się o balustradę.

Mężczyzna ma na sobie czarne spodnie i białą koszulę z podwiniętymi do łokci rękawami. Widzę zarys jego umięśnionych pleców, wąskie biodra i tyłek.

O rety. Mrugam, bo to naprawdę niezły tyłek.

Z kącika jego ust zwisa papieros. Ja nie palę i nagle tego żałuję.

Wygląda na zrelaksowanego, jakby znajdował się na szczycie świata, i teraz ja też tego pragnę.

– Czy byłoby okropne, gdybym poprosiła o poczęstowanie? – Robię krok w jego stronę.

Nie odwraca się, aby na mnie spojrzeć. Nie wydaje się zaskoczony moją obecnością. Pewnie usłyszał dźwięk windy.

W milczeniu wyciąga rękę. Podchodzę do balustrady.

– To mój pierwszy dzień tutaj.

– Traktuj go jak każdy inny dzień, a dasz sobie radę.

Podskakuję, słysząc jego głęboki głos. Biorę z jego palców papierosa i zaciągam się. Wypuszczam dym, czując, że nieznajomy na mnie patrzy. Odpowiadam tym samym.

Widzę brązowe włosy z jaśniejszymi, rozjaśnionymi słońcem pasemkami, i parę oczu, które wpatrują się we mnie z niepokojącą intensywnością. Okalają je ciemne rzęsy i proste ciemne brwi. Do mojego umysłu zaczyna przenikać reszta jego cech i nie mogę uwierzyć, że można być jednocześnie tak męskim i doskonałym. Gładkie czoło, elegancki nos i silne usta, idealna linia żuchwy pokryta lekkim zarostem – ale tylko lekkim – i usta, na widok których robię się dziwnie świadoma własnych ust.

Gapię się na niego.

Przestań się gapić.

– Ja… eee…

Te oczy zaczynają tańczyć.

– Chcesz zapalić? – Jego głos brzmi bardziej chropawo niż przed chwilą.

– Słucham?

Pokazuje na prawie wypalonego papierosa, po czym sięga do kieszonki koszuli, z której wyjmuje paczkę i jednym ruchem ją otwiera.

Tak się cieszę, że mogę poznać kogoś innego oprócz mojego brata i jego dziewczyny. Tę akurat znajomość nawiązuję zupełnie sama.

Kiwam głową. Mężczyzna wkłada papierosa do ust, zapala go, zaciąga się, a potem mi podaje, powoli wypuszczając dym. Oczy mu błyszczą.

Biorę go od niego i się zaciągam. Równie powoli wypuszczam dym.

– Dziękuję. – Nie ruszam się z miejsca. – Mam lęk wysokości.

Przygląda mi się z ciekawością.

– Jest jakiś powód, poza masochizmem, dla którego tu jesteś? – Kąciki jego ust unoszą się delikatnie.

Moje także.

– Lęk wysokości pozwala utrzymać w ryzach inne moje lęki. Kiedy robi się niefajnie, szukam najwyższego możliwego miejsca i wszystko inne staje się wtedy do zniesienia. Wydaje się mniejsze.

Posyła mi uśmiech, a mnie serce zaczyna walić jak młotem. Wyjmuje papieros z moich ust i gasi go w stojącej obok popielnicy.

– Chodź tutaj, poważnie, nie pozwolę ci spaść.

Waham się.

Chowa paczkę do kieszeni spodni i przyciąga mnie w stronę balustrady.

– Widzisz? Nie ma się czego bać.

Jego głęboki głos zanurza się w moim brzuchu niczym kotwica. Przez moje ciało przebiega dreszcz. I wtedy dociera do mnie, że ten mężczyzna, nieznajomy, mnie dotyka. Jego dłoń spoczywa na mojej talii.

Eee, hello, rusz się, Livvy? Nie należę do dziewczyn, które pozwalają facetowi na tak wiele bez umówienia się na randkę.

– Możesz mnie puścić.

– Naprawdę? – Jego oczy nadal tańczą.

– Tak. Możesz. – Drżę.

Na jego twarzy maluje się jeszcze większe rozbawienie. Z uśmiechem spogląda na swoją dłoń.

– Jesteś pewna? – Lustruje mnie wzrokiem, jakby się upewniał, że utrzymuję równowagę.

– Tak – kiwam głową.

Puszcza mnie, a potem zerka na zegarek.

– A ja… spóźniony.

Wypuszczam z płuc powstrzymywane powietrze.

– Ja tu jeszcze chwilę zostanę.

Wyjmuje z kieszeni paczkę papierosów i kładzie ją na balustradzie, po czym mruga do mnie i odchodzi.

Wpatruję się w papierosy. Robię jeden krok, potem kolejny, i choćby na tej balustradzie czekało na mnie wszystko, czego kiedykolwiek pragnęłam, nie jestem w stanie tego dosięgnąć, choćbym chciała.

Seksowny palacz

Dostępne w wersji pełnej

Nie roznosiciel poczty

Dostępne w wersji pełnej

Praca, praca, praca

Dostępne w wersji pełnej

Klub

Dostępne w wersji pełnej

Winda

Dostępne w wersji pełnej

Przystań

Dostępne w wersji pełnej

W galerii

Dostępne w wersji pełnej

Praca do późna

Dostępne w wersji pełnej

Zarząd

Dostępne w wersji pełnej

U niego

Dostępne w wersji pełnej

Wezwanie na górę

Dostępne w wersji pełnej

Randka

Dostępne w wersji pełnej

Płomień

Dostępne w wersji pełnej

Praca i zabawa

Dostępne w wersji pełnej

Rozmowa

Dostępne w wersji pełnej

Kolacja z dziewczynami

Dostępne w wersji pełnej

Carma

Dostępne w wersji pełnej

Kuuurwa

Dostępne w wersji pełnej

Wiadomość

Dostępne w wersji pełnej

Domek na drzewie

Dostępne w wersji pełnej

Powrót

Dostępne w wersji pełnej

Pożegnanie

Dostępne w wersji pełnej

Ostatni papieros

Dostępne w wersji pełnej

Wchodzę w to

Dostępne w wersji pełnej

Plan

Dostępne w wersji pełnej

Dom

Dostępne w wersji pełnej

Dwadzieścia osiem

Dostępne w wersji pełnej

DRODZY CZYTELNICY

Dziękuję Wam bardzo za przeczytanie Womanizera. Liczę na to, że wkrótce swoją historię opowie mi Wynn, jak również tajemniczy brat Callana.

Jak zawsze z głębi serca dziękuję za Wasze wsparcie i entuzjazm wobec tej serii i mojej pracy.

Buziaki

Katy

PODZIĘKOWANIA

Mam wielkie szczęście, że otaczają mnie niesamowite osoby, które mnie motywują i inspirują. Szczególne podziękowania dla mojej najlepszej przyjaciółki, Moniki Murphy. Dziękuję ci za przyjaźń, entuzjazm, wsparcie, długie rozmowy przez telefon i krótkie SMS-y oraz częste e-maile. Ale przede wszystkim za to, że jesteś po prostu wspaniała i inspirująca. Nie mówiąc o tym, że pozwoliłaś mi czytać swoim dzieciom jako pierwszej, tak jak kiedyś ja tobie.

Dziękuję mojej rodzinie; tylko dzięki wam mogę robić to, co kocham. Uwielbiam was.

Chciałabym podziękować swojej agentce, Amy Tannenbaum, która jest fantastyczna, oraz wszystkim z Jane Rotrosen Agency (równie fantastycznym!).

Dziękuję mojemu superwydawcy, Kelli Collins, oraz niesamowitym Ryn Hughes, CeCe Carroll, Lisie Wolff, Anicie Saunders, mojej korektorce, i Angie McKeon.

A także Ninie Grinstead i całej ekipie Social Butterfly PR.

Moim koleżankom po piórze: Monice, Emmie, Kristy i Kim. I Gel, dziękuję!

Podziękowania składam mojemu wyjątkowemu wydawcy audio, S&S Studio, oraz wydawcom zagranicznym za przetłumaczenie moich historii, tak że można je czytać na całym świecie.

Julie z JT Formatting i projektant moich okładek James z Bookfly Covers – oboje wykonujecie kawał dobrej roboty!

Dziękuję Melissie, już ona doskonale wie za co.

A wszystkim blogerom dziękuję za słowa uznania i za to, że zdecydowaliście się wybrać właśnie moje książki.

Przede wszystkim jednak dziękuję czytelnikom – wasze wsparcie i miłość do moich historii i postaci znaczy dla mnie więcej niż to sobie potraficie wyobrazić. Dziękuję za spędzanie czasu w naszym świecie. :)

Katy

TYTUŁ ORYGINAŁU:

Womanizer

Redaktor prowadząca: Ewelina Sokalska

Redakcja: Monika Pruska

Korekta: Barbara Walus

Opracowanie graficzne okładki: Łukasz Werpachowski

Cover design by James T. Egan, www.bookflydesign.com

Copyright © 2016 by Katy Evans

Copyright © 2017 for Polish edition by Wydawnictwo Kobiece,

an imprint of ILLUMINATIO Łukasz Kierus

Copyright © for Polish translation by Monika Wiśniewska

Wszelkie prawa do polskiego przekładu i publikacji zastrzeżone. Powielanie i rozpowszechnianie z wykorzystaniem jakiejkolwiek techniki całości bądź fragmentów niniejszego dzieła bez uprzedniego uzyskania pisemnej zgody posiadacza tych praw jest zabronione.

Wydanie elektroniczne

Białystok 2017

ISBN 978-83-65740-52-6

Bądź na bieżąco i śledź nasze wydawnictwo na Facebooku:

www.facebook.com/kobiece

Wydawnictwo Kobiece

E-mail: redakcja@wydawnictwokobiece.pl

Pełna oferta wydawnictwa jest dostępna na stronie

www.wydawnictwokobiece.pl

Plik opracował i przygotował Woblink

woblink.com