Wolność. Odwaga bycia sobą - OSHO - ebook
Opis

Odkryj nową jakość życia.

Po pierwsze jest wolność do stanowienia o własnym ciele. Twoje ciało nie powinno być zniewolone, nie jest rzeczą i zasługuje na szacunek. Mimo coraz większej świadomości ludzkich praw także dziś tysiącom ludzi tej wolności fizycznej brakuje. Według OSHO ludzie powinni wyzwalać się też z „psychicznego niewolnictwa”,  w jakie są wtłoczeni przez rodziców, społeczeństwo czy religię. Taką wolność można osiągnąć poprzez rozwój i zachęcanie ludzi do samodzielnego poszukiwania prawdy.

I wreszcie ostatni wymiar to wolność duchowa. To najwyższa i ostateczna wolność, która jest więcej niż byciem za lub przeciw czemuś. Jest wolnością po prostu, jest byciem sobą i życiem w zgodzie ze swoją wewnętrzną prawdą w każdym momencie. Jest czystą świadomością.

Wolność nie oznacza chaosu. Oznacza większą odpowiedzialność, gdyż nikt nie ingeruje w Twoje życie. OSHO pozwala wybrać mądry sposób walki o swoją wolność, pokazuje, jak wyminąć przeszkody i trudności stojące jej na drodze i znaleźć odwagę, by być wiernym sobie.

W serii książek NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA znajdziesz wskazówki OSHO, jak poradzić sobie z najważniejszymi problemami dotyczącymi współczesnego człowieka. Książki pomogą Ci zrozumieć, kim jesteś i jak jest istota Twojego życia.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 198

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


WSTĘP – Trzy wymiary wolności

Wolność przejawia się w trzech wymiarach. Pierwszy jest wymiar fizyczny. Możesz być zniewolony fizycznie – przez tysiące lat człowiek sprzedawany był na targu jak każdy inny towar. Niewolnicy byli na całym świecie. Nie przysługiwały im prawa człowieka; w istocie nie uważano ich za ludzi, lecz za podludzi. Niektórzy ludzie wciąż są traktowani jak podludzie. W Indiach są siudrowie, niedotykalni. Wielu Hindusów wciąż żyje w niewolnictwie; ciągle są takie rejony kraju, gdzie ci ludzie nie mogą się kształcić, nie mogą podjąć innych zawodów niż te, które narzuciła im tradycja pięć tysięcy lat temu. Uważa się, że poprzez samo dotknięcie ich stajesz się nieczysty; natychmiast musisz się wykąpać. Nawet jeśli nie dotkniesz osoby, a tylko jej cień – też musisz wziąć kąpiel.

Na całym świecie ciało kobiety uważane jest za gorsze od ciała mężczyzny. Kobieta nie ma takiej wolności, jaką ma mężczyzna. W Chinach przez stulecia mąż miał prawo bezkarnie zabić żonę, ponieważ żona była jego własnością. Tak jak możesz zniszczyć swoje krzesło lub spalić swój dom, bo to jest twoje krzesło i twój dom – to była twoja żona. W chińskim prawie nie było kary dla męża, jeśli zabił żonę, ponieważ uważano, że ona nie ma duszy. Była tylko mechanizmem rozrodczym, fabryką do produkowania dzieci.

A więc jest fizyczne niewolnictwo i jest fizyczna wolność – twoje ciało nie jest zniewolone, nie jest zaszeregowane jako niższe niż kogoś innego; w odniesieniu do ciała panuje równość. Ale nawet dziś tej wolności nie ma wszędzie. Zniewolenie stale się zmniejsza, lecz nie zanikło całkowicie.

Cały nasz sposób wychowywania dzieci polega na robieniu z nich niewolników – niewolników ideologii politycznych, społecznych, religijnych. Nie dajemy im szansy myślenia po swojemu, prowadzenia własnych poszukiwań.

Wolność ciała będzie oznaczać, że nie ma różnicy między czarnym i białym, że nie ma różnicy między mężczyzną i kobietą, że nie ma żadnych różnic, jeśli chodzi o ciała. Nikt nie jest czysty i nikt nie jest nieczysty; wszystkie ciała są jednakowe.

To jest podstawa wolności.

Następnie jest drugi wymiar: wolność psychologiczna. Na świecie jest bardzo mało osób, które są wolne psychologicznie… ponieważ, jeśli jesteś muzułmaninem, nie jesteś psychologicznie wolny; jeśli jesteś hinduistą, nie jesteś psychologicznie wolny. Cały nasz sposób wychowywania dzieci polega na robieniu z nich niewolników – niewolników ideologii politycznych, społecznych, religijnych. Nie dajemy im szansy myślenia po swojemu, prowadzenia własnych poszukiwań. Wtłaczamy ich umysły w pewną formę. Faszerujemy je rzeczami, w których sami nie mamy doświadczenia. Rodzice uczą dzieci, że jest Bóg – a nic nie wiedzą o Bogu. Mówią swoim dzieciom, że jest niebo i piekło – a nic nie wiedzą o niebie i piekle.

Uczycie swoje dzieci rzeczy, których sami nie znacie. Warunkujecie ich umysły, ponieważ wasze umysły zostały uwarunkowane przez waszych rodziców. W ten sposób choroba przekazywana jest z pokolenia na pokolenie.

Wolność psychologiczna będzie możliwa wtedy, gdy dzieciom pozwolimy się rozwijać, pomożemy im osiągać większy intelekt, większą inteligencję, większą świadomość, większą uważność. Nie będzie się im wpajać żadnych wierzeń. Nie będzie się ich uczyć żadnej wiary, lecz gorąco zachęcać do poszukiwania prawdy. I od samego początku będzie się im przypominać: „Uwolni was wasza własna prawda, wasze własne odkrycia; nic innego nie może tego dla was zrobić”.

Prawdy nie można pożyczyć. Nie można jej poznać z książek. Nikt nie może was z nią zaznajomić. Sami musicie wyostrzyć własną inteligencję, żebyście mogli zbadać życie i odnaleźć ją. Jeśli dziecko pozostanie otwarte, chłonne, uważne i zachęci się je do poszukiwania, będzie psychologicznie wolne. A z psychologiczną wolnością wiąże się olbrzymia odpowiedzialność. Nie musicie dziecka uczyć odpowiedzialności; ona pojawia się jak cień psychologicznej wolności. Dziecko będzie wam wdzięczne. W innym wypadku jest złe na rodziców, ponieważ je zniszczyli: zniszczyli jego wolność, uwarunkowali jego umysł. Zanim zadało jakieś pytania, wypełnili jego umysł odpowiedziami. Wszystkie te odpowiedzi są fałszywe, ponieważ nie są oparte na jego własnym doświadczeniu.

Cały świat żyje w psychologicznej niewoli.

Trzeci wymiar jest najwyższą wolnością – która jest wiedzą, że nie jesteś ani ciałem, ani umysłem, lecz tylko czystą świadomością. Ta wiedza powstaje z medytacji. Oddziela cię od ciała, od umysłu i w ostateczności istniejesz tylko jako czysta świadomość, jako czysta przytomność. To jest duchowa wolność.

To są trzy podstawowe wymiary wolności jednostki.

Zbiorowość nie ma duszy, nie ma umysłu. Zbiorowość nie ma nawet ciała; jest tylko nazwą, słowem. Zbiorowość nie potrzebuje wolności. Kiedy wszystkie jednostki będą wolne, zbiorowość będzie wolna. Ale słowa robią na nas wielkie wrażenie, tak wielkie, że zapominamy o tym, iż słowa nie mają żadnej substancji. Zbiorowość, społeczeństwo, społeczność, religia, Kościół – wszystko to słowa. Za nimi nie kryje się nic realnego.

Prawdy nie można pożyczyć. Nie można jej poznać z książek. Nikt nie może was z nią zaznajomić. Sami musicie wyostrzyć własną inteligencję, żebyście mogli zbadać życie i odnaleźć ją.

Przypomniała mi się historyjka.

W Alicji w krainie czarów Alicja przybywa do pałacu królowej. Kiedy Alicja wchodzi, królowa ją pyta: „Czy spotkałaś posłańca idącego do mnie?”.

Dziewczynka odpowiedziała: „Nie spotkałam nikogo”.

Królowa pomyślała, że „nikt” jest kimś, więc pyta: „To dlaczego Nikt tu jeszcze nie dotarł?”.

Mała dziewczynka odparła: „Proszę pani, nikt to nikt!”.

Królowa odrzekła: „Nie bądź głupia! Rozumiem: Nikt musi być Nikim, ale on powinien był dotrzeć tu przed tobą. Zdaje się, że Nikt idzie wolniej od ciebie”.

Alicja powiedziała: „To wykluczone! Nikt idzie szybciej ode mnie!”.

I tak toczy się ten dialog. W jego trakcie „nikt” staje się kimś i Alicja nie jest w stanie przekonać królowej, że „nikt” to nikt.

Zbiorowość, społeczeństwo – to wszystko tylko słowa. Tak naprawdę istnieje jednostka; inaczej byłby problem. Czym jest wolność Klubu Rotariańskiego? Czym jest wolność Klubu Lwów? To tylko nazwy.

Zbiorowość to bardzo niebezpieczna idea. W imię zbiorowości zawsze poświęcana jest jednostka, to, co rzeczywiste. Całkowicie się temu sprzeciwiam.

Narody poświęcały jednostki w imię narodu – a „naród” to tylko słowo. Linii, które wykreśliliście na mapie, nie ma nigdzie na ziemi. To tyko wasza gra. Ale w walce o te linie, które wykreśliliście na mapie, umarły miliony ludzi – prawdziwi ludzie umierający za nierzeczywiste linie. A wy zrobiliście z nich bohaterów narodowych!

Idea zbiorowości musi zostać całkowicie zniszczona; w przeciwnym razie, w taki czy inny sposób, będziemy nadal poświęcać jednostkę. Poświęcaliśmy jednostkę nawet w imię religii, w wojnach religijnych. Muzułmanin ginący w wojnie religijnej wie, że ma zapewniony raj. Duchowny mu powiedział: „Jeśli umrzesz za islam, twój raj jest całkowicie pewny, ze wszystkimi przyjemnościami, o jakich kiedykolwiek marzyłeś czy śniłeś. A ten, kogo zabiłeś, też dostanie się do raju, bo został zabity przez muzułmanina. To dla niego zaszczyt, więc nie musisz czuć się winny, że zabiłeś człowieka”. Chrześcijanie mają krucjaty – dżihad, wojnę religijną – i zabijają tysiące ludzi, palą żywych ludzi. Po co? Dla jakiejś zbiorowości – dla chrześcijaństwa, dla buddyzmu, dla hinduizmu, dla komunizmu, dla faszyzmu, dla czegokolwiek. Wystarczy słowo oznaczające jakąś zbiorowość i można poświęcić jednostkę.

Wolność od czegoś nie jest prawdziwą wolnością. Wolność robienia wszystkiego, co chcecie, również nie jest wolnością, o której mówię. Moja wizja wolności to bycie sobą.

Nie ma żadnego powodu, żeby zbiorowość w ogóle istniała: jednostki wystarczą. A jeśli jednostki są wolne – psychologicznie i duchowo – to naturalnie zbiorowość też będzie duchowo wolna.

Zbiorowość składa się z jednostek, a nie na odwrót. Mówi się, że jednostka to tylko część zbiorowości; to nieprawda. Jednostka nie jest tylko częścią zbiorowości; to zbiorowość jest tylko słowem symbolizującym spotykające się razem jednostki. Nie są one częściami czegokolwiek; pozostają niezależne. Pozostają organicznie niezależne, nie stają się częściami zbiorowości.

Jeśli naprawdę chcemy wolnego świata, musimy zrozumieć, iż w imię zbiorowości dokonano tak wielu rzezi, że teraz trzeba to zatrzymać.

Wszystkie zbiorowe nazwy powinny utracić wielkość, jaką miały w przeszłości. Najwyższą wartością powinny być jednostki.

Wolność od czegoś nie jest prawdziwą wolnością. Wolność robienia wszystkiego, co chcecie, również nie jest wolnością, o której mówię. Moja wizja wolności to bycie sobą.

Nie chodzi o uzyskiwanie wolności od czegoś. Ta wolność nie będzie wolnością, ponieważ wciąż jest wam dawana; ma swoją przyczynę. W waszej wolności nadal jest rzecz, od której czuliście się zależni. Jesteście jej zobowiązani. Bez niej nie bylibyście wolni.

Rodzisz się jako wolność. Ale zostałeś uwarunkowany, żeby o tym zapomnieć.

Wolność robienia wszystkiego, co chcecie, również nie jest wolnością, ponieważ chęć, pragnienie „robienia” czegoś powstaje z umysłu – a umysł jest waszym zniewoleniem.

Prawdziwa wolność powstaje z niewybierającej świadomości, ale gdy istnieje niewybierająca świadomość, wolność nie zależy ani od rzeczy, ani od robienia czegoś. Wolność, która wynika z niewybierającej świadomości, jest po prostu wolnością bycia sobą. A wy już jesteście sobą, rodzicie się z tym; dlatego nie zależy to od niczego innego. Nikt nie może wam tego dać i nikt nie może wam tego odebrać. Miecz może ściąć waszą głowę, ale nie może ściąć waszej wolności, waszej istoty.

Inaczej mówiąc, jesteście ześrodkowani, zakorzenieni w waszym naturalnym, egzystencjalnym ja. To nie ma nic wspólnego z rzeczami zewnętrznymi.

Wolność od rzeczy zależna jest od rzeczy zewnętrznych. Wolność robienia czegoś także jest zależna od rzeczy zewnętrznych. Wolność bycia całkowicie czystym nie musi być zależna od czegokolwiek na zewnątrz was.

Jeśli człowiek naprawdę stanie się ludzki – nie z nazwy, ale rzeczywiście – nie będzie potrzebował żadnych zasad. Bardzo niewiele osób dotąd to zrozumiało.

Rodzisz się jako wolność. Ale zostałeś uwarunkowany, żeby o tym zapomnieć. Nawarstwiające się uwarunkowania zrobiły z ciebie marionetkę. Sznurki są w rękach kogoś innego. Jeśli jesteś chrześcijaninem, jesteś marionetką. Twoje sznurki są w rękach Boga, który nie istnieje, więc żeby dać ci poczucie istnienia Boga, pojawiają się prorocy i mesjasze jako reprezentanci Boga.

Oni nie reprezentują nikogo, to tylko egoistyczni ludzie – a nawet ego chce zredukować cię do marionetki. Mówią ci, co robić, dają dziesięć przykazań. Określają twoją osobowość – że jesteś chrześcijaninem, żydem, hinduistą, muzułmaninem. Dają ci tak zwaną wiedzę. I oczywiście, pod wielkim brzemieniem, jakie zaczynają na ciebie nakładać od samego początku twojego dzieciństwa, ukryte, stłumione, jest twoje naturalne ja. Jeśli potrafisz się pozbyć wszystkich uwarunkowań, jeśli potrafisz pomyśleć, że nie jesteś ani komunistą, ani faszystą, ani chrześcijaninem, ani mahometaninem…

Nie urodziłeś się chrześcijaninem ani mahometaninem; urodziłeś się po prostu jako czysta, niewinna świadomość.

Być znów w tej czystości, w tej niewinności, w tej świadomości – to nazywam wolnością.

Wolność jest ostatecznym doświadczeniem życia. Nie ma wyższego doświadczenia. Z wolności rozkwita w tobie wiele kwiatów.

Miłość jest rozkwitem twojej wolności. Innym rozkwitem twojej wolności jest współczucie.

Wszystko, co w życiu cenne, rozkwita w niewinnym, naturalnym stanie twojej istoty.

A więc nie łącz wolności z niezależnością. Niezależność jest naturalnie od czegoś, od kogoś. Nie łącz wolności z robieniem rzeczy, jakie chcesz robić, bo to jest twój umysł, nie ty. Chcąc coś robić, pragnąc coś robić, jesteś w niewoli twojego chcenia i pragnienia. Mając wolność, o jakiej mówię – po prostu jesteś, w całkowitej ciszy, łagodności, pięknie, błogości.

Jeśli jest zbyt wielu ubogich ludzi, a tylko kilku bogatych, nie można powstrzymać złodziei i złodziejstwa. Tamę temu może położyć jedynie społeczeństwo, w którym wszyscy mają wystarczająco dużo, by zaspokoić swoje potrzeby i nikt nie ma niepotrzebnych bogactw z samej chciwości.

ZROZUMIENIE ŹRÓDEŁ ZNIEWOLENIA

Żeby być całkowicie wolnym, trzeba być całkowicie świadomym, ponieważ nasza niewola zakorzeniona jest w naszej nieświadomości; nie pochodzi z zewnątrz. Nikt nie może cię zniewolić.

Możesz zostać zniszczony, ale wolności nie można ci odebrać, dopóki jej nie oddasz. Ostatecznie, to twoje pragnienie zniewolenia sprawia, że nie jesteś wolny. Twoje pragnienie zależności, pragnienie porzucenia odpowiedzialności za bycie sobą sprawia, że nie jesteś wolny.

Chwila, w której bierzesz odpowiedzialność za siebie… Pamiętaj, że to nie są tylko róże, lecz także ciernie; to nie sama słodycz, jest też wiele gorzkich chwil. Słodycz zawsze równoważona jest goryczą, one zawsze przychodzą po równo. Róże równoważone są przez ciernie, dni przez noce, lata przez zimy. Życie utrzymuje równowagę między biegunowymi przeciwieństwami. A więc ten, kto gotów jest zaakceptować odpowiedzialność za bycie sobą z całym tego pięknem, goryczą, radością i cierpieniem, może być wolny. Tylko taka osoba może być wolna…

Żyj wolnością z całym jej bólem i z całą jej ekstazą – obie są twoje. I zawsze pamiętaj: ekstaza nie może istnieć bez cierpienia, nie może być życia bez śmierci, a radości bez smutku. Tak mają się rzeczy – i nic tu nie można zrobić. To sama natura, samo Tao rzeczy.

Zaakceptuj odpowiedzialność za bycie sobą takim, jakim jesteś, ze wszystkim, co jest dobre, i ze wszystkim, co jest złe, ze wszystkim, co jest piękne i co piękne nie jest. W tej akceptacji następuje transcendencja i stajesz się wolny.

Społeczeństwo a wolność jednostki – wywiad

Zasady społeczne zdają się być podstawową potrzebą ludzi. Ale nigdy żadne społeczeństwo nie pomogło człowiekowi zrealizować siebie. Czy mógłbyś wyjaśnić, jakiego rodzaju relacja zachodzi między jednostkami a społeczeństwem i jak mogą sobie nawzajem pomagać w rozwoju?

To bardzo złożone, ale też fundamentalne pytanie. Wśród wszystkich żywych istot tylko człowiek potrzebuje zasad. Żadne zwierzę ich nie potrzebuje.

Przede wszystkim trzeba zrozumieć, że w zasadach jest coś sztucznego. Człowiek ich potrzebuje, ponieważ nie jest już zwierzęciem, ale nie stał się jeszcze ludzki; znajduje się w stanie zawieszenia. Dlatego potrzebne są wszystkie zasady. Gdyby był zwierzęciem, nie potrzebowałby ich. Zwierzęta doskonale obywają się bez zasad, konstytucji, praw, sądów. Jeśli człowiek naprawdę stanie się ludzki – nie z nazwy, ale rzeczywiście – nie będzie potrzebował żadnych zasad.

Bardzo niewiele osób dotąd to zrozumiało. Na przykład, tacy ludzie jak Sokrates, Zaratustra, Bodhidharma nie potrzebują zasad. Są wystarczająco uważni, by nie wyrządzać nikomu krzywdy. Nie są potrzebne żadne prawa, żadne konstytucje. Jeśli wszyscy członkowie społeczeństwa będą się rozwijać, żeby być autentycznie ludzcy, będzie istnieć miłość, ale nie będzie prawa.

Problem leży w tym, że człowiek potrzebuje zasad, praw, rządów, sądów, armii, policji, ponieważ utracił naturalne zachowanie zwierzęcia, a nie osiągnął jeszcze nowego naturalnego stanu. Jest pomiędzy. Jest nigdzie, jest w chaosie. Wszystkie te rzeczy potrzebne są do kontrolowania chaosu.

Problem staje się bardziej złożony, bowiem siły, które zostały stworzone, żeby kontrolować człowieka – religie, państwa, sądy – stały się zbyt potężne. Trzeba było im dać siłę; jak inaczej mogłyby kontrolować ludzi? A więc w pewnym sensie sami siebie niewolimy. Teraz, gdy te instytucje stały się potężne, nie chcą pozbyć się nabytych praw. Nie chcą, żeby człowiek się rozwijał.

Pytasz, jak człowiek i społeczeństwo, jednostka i społeczeństwo może się rozwijać. W ogóle nie rozumiesz w czym problem. Jeśli jednostka się rozwija, społeczeństwo się rozpada. Społeczeństwo istnieje tylko dlatego, że jednostka nie może się rozwijać. Wszystkie te siły przez stulecia kontrolowały człowieka i korzystały ze swojej władzy i prestiżu. Nie są gotowe na to, żeby pozwolić człowiekowi się rozwijać, pozwolić mu rozwinąć się do punktu, w którym one i ich instytucje staną się bezużyteczne. Jest wiele sytuacji, które pomogą ci to zrozumieć.

Zdarzyło się to w Chinach, dwa i pół tysiąca lat temu.

Lao-Cy stał się sławnym, mądrym człowiekiem. Bez wątpienia był jednym z najmądrzejszych ludzi, jacy kiedykolwiek chodzili po ziemi. Cesarz Chin poprosił go bardzo pokornie, aby został prezesem sądu najwyższego, ponieważ nikt nie poprowadziłby lepiej niż on sądownictwa krajowego. Lao-Cy próbował przekonać władcę:

– Nie jestem właściwym człowiekiem. – Ale cesarz nalegał.

Lao-Cy rzekł:

– Jeśli mnie nie słuchasz…Wystarczy jeden dzień w sądzie i przekonasz się, że nie jestem właściwym człowiekiem, ponieważ system jest zły. Pokora nie pozwalała mi powiedzieć ci prawdy. Albo ja mogę istnieć, albo twoje prawo, twój porządek i twoje społeczeństwo. A zatem… spróbujmy.

Pierwszego dnia do sądu przyprowadzono złodzieja, który ukradł prawie połowę majątku najbogatszego człowieka w stolicy. Lao-Cy zapoznał się ze sprawą, a potem orzekł, że zarówno złodziej, jak i bogacz powinni pójść do więzienia na sześć miesięcy.

Bogacz rzekł:

– Co ty mówisz? To ja zostałem okradziony, obrabowany, jaka to sprawiedliwość, że wysyłasz mnie do więzienia na taki sam czas jak złodzieja?

Lao-Cy odparł:

– Z pewnością jestem niesprawiedliwy dla złodzieja. Ty musisz być dłużej w więzieniu, ponieważ zgromadziłeś dla siebie tyle pieniędzy, pozbawiając ich tak wielu ludzi… tysiące ludzi są w poniewierce, a ty wciąż gromadzisz pieniądze. Po co? To twoja chciwość tworzy tych złodziei. Ty jesteś odpowiedzialny. Ty popełniłeś pierwsze przestępstwo.

Logika Lao-Cy jest całkowicie jasna. Jeśli jest zbyt wielu ubogich ludzi, a tylko kilku bogatych, nie można powstrzymać złodziei i złodziejstwa. Tamę temu może położyć jedynie społeczeństwo, w którym wszyscy mają wystarczająco dużo, by zaspokoić swoje potrzeby, i nikt nie ma niepotrzebnych bogactw z samej chciwości.

Bogacz powiedział:

– Zanim wyślesz mnie do więzienia, chcę zobaczyć się z cesarzem, bo to nie jest zgodne z konstytucją; to nie jest zgodne z prawem krajowym.

Lao-Cy odrzekł:

– To błąd w konstytucji i w prawie krajowym. Ja za to nie odpowiadam. Idź do cesarza.

Bogacz udał się do cesarza.

– Posłuchaj, ten człowiek powinien być natychmiast usunięty z urzędu; jest niebezpieczny. Dziś ja idę do więzienia, jutro ty będziesz w więzieniu. Jeśli chcesz siebie ocalić, ten człowiek musi być usunięty; jest w najwyższym stopniu niebezpieczny. I jest bardzo rozsądny. To, co mówi, jest słuszne; mogę to zrozumieć – ale on nas zniszczy!

Cesarz doskonale to rozumiał.

– Jeśli ten bogacz jest przestępcą, to ja jestem największym przestępcą w kraju. Lao-Cy bez wahania pośle mnie do więzienia.

Lao-Cy został zwolniony z urzędu. Powiedział:

– Próbowałem powiedzieć ci to wcześniej; niepotrzebnie marnujesz mój czas. Mówiłem ci, że nie jestem właściwym człowiekiem. Prawda jest taka, że twoje społeczeństwo, twoje prawo i konstytucja nie są dobre. Do prowadzenia tego całego złego systemu potrzebujesz złych ludzi.

Zmień swoją wewnętrzną istotę. W chwili kiedy się zmienisz, całkowicie przekształcisz, zobaczysz nagle, że nie jesteś w więzieniu, nie jesteś już niewolnikiem. Byłeś niewolnikiem z powodu panującego w tobie zamętu.

Problem w tym, że siły, jakie stworzyliśmy dla powstrzymania człowieka przed popadnięciem w chaos, są teraz tak potężne, że nie chcą pozwolić ci się rozwijać – bo jeśli będziesz mógł się rozwijać, stać się jednostką, stać się uważny, przytomny i świadomy, wszyscy ci ludzie nie będą potrzebni. Wszyscy stracą pracę, a razem z nią swój prestiż, władzę, przywództwo, kapłaństwo, papiestwo – wszystko przepadnie. A więc teraz ci, którzy początkowo byli potrzebni do ochrony, stali się wrogami ludzkości.

Nie chodzi mi o walkę z tymi ludźmi, bo oni są potężni, mają wojsko, pieniądze, mają wszystko. Nie możesz z nimi walczyć, zostałbyś zniszczony. Jedyne, co możesz zrobić, żeby wybrnąć z tych tarapatów, to zacząć po cichu rozwijać własną świadomość – temu nie mogą zapobiec siłą. W rzeczywistości, nie mogą nawet wiedzieć, co się w tobie dzieje.

Proponuję ci alchemię wewnętrznej przemiany. Zmień swoją wewnętrzną istotę. W chwili kiedy się zmienisz, całkowicie przekształcisz, zobaczysz nagle, że nie jesteś w więzieniu, nie jesteś już niewolnikiem. Byłeś niewolnikiem z powodu panującego w tobie zamętu.

Zdarzyło się to podczas rewolucji w Rosji:

W dniu, w którym rewolucja zwyciężyła, pewna kobieta zaczęła iść w Moskwie środkiem ulicy. Milicjant powiedział: – Tak nie można. Nie wolno iść środkiem drogi.

Kobieta odpowiedziała:

– Teraz jesteśmy wolni.

Nawet jeśli będziesz wolny, będziesz musiał przestrzegać zasad ruchu drogowego; inaczej ruch uliczny będzie niemożliwy. Gdyby samochody i ludzie pędzili wszędzie, gdzie chcą, skręcając wszędzie, gdzie chcą, nie zwracając uwagi na światła, ludzie po prostu ulegaliby wypadkom, byliby zabijani. Wtedy wkroczyłoby wojsko, żeby narzucić prawo, że musisz chodzić po prawej stronie czy po lewej, zależy, jak się to ustali w danym kraju, ale nikt nie może chodzić środkiem. Wówczas, pod groźbą użycia broni, będziesz musiał przestrzegać zasad. Zawsze pamiętam o tej kobiecie; jej przypadek jest bardzo symboliczny.

Wolność nie oznacza chaosu. Oznacza większą odpowiedzialność, tak wielką, że nikt nie musi się wtrącać do twojego życia. Można cię zostawić w spokoju, rząd nie musi się do ciebie wtrącać, policja nie musi się do ciebie wtrącać, prawo nie ma z tobą nic wspólnego – jesteś po prostu poza ich światem.

To jest moje podejście – jeśli rzeczywiście chcecie przemienić ludzkość, każda jednostka powinna zacząć rozwijać się samodzielnie. W istocie, tłum nie jest potrzebny do rozwoju.

Rozwój jest niczym dziecko rosnące w łonie matki. Tłum nie jest mu potrzebny; matka musi tylko być ostrożna. W tobie musi się narodzić nowy człowiek. Musisz stać się łonem dla nowej istoty ludzkiej. Nikt nie będzie o tym wiedział, i lepiej, jeśli nikt o tym nie wie. Po prostu wykonujesz dalej swoją zwykłą pracę, żyjąc w zwykłym świecie, będąc prostym i zwykłym – nie stając się rewolucjonistą, reakcjonistą, punkiem ani skinheadem. To nie pomoże. To czysta głupota. Rozumiem, że to wynika z frustracji, ale i tak jest to obłęd. Społeczeństwo jest obłąkane i z frustracji ty stajesz się obłąkany? Społeczeństwo nie boi się takich ludzi; ono boi się tylko ludzi, którzy mogą się stać tak skupieni, tak świadomi, że prawo staje się dla nich bezużyteczne. Zawsze postępują właściwie. Są poza zasięgiem tak zwanych wielkich interesów.

Jeśli jednostki się rozwiną, społeczeństwo zniknie. Takie społeczeństwo, jakie znamy – z rządem, armią, sądami, z policją i więzieniami – zniknie. Oczywiście, ponieważ jest tak wielu ludzi, powstaną nowe formy zbiorowości. Nie chciałbym nazywać ich „społeczeństwem”, po prostu, żeby uniknąć słownych nieporozumień. Tę nową zbiorowość nazywam wspólnotą. To słowo jest znaczące: oznacza miejsce, gdzie ludzie nie tylko mieszkają razem, ale gdzie są w głębokiej duchowej bliskości.

Żyć razem to jedna rzecz; robimy to, w każdym mieście, miasteczku, żyją wspólnie tysiące ludzi – ale jaka tam jest więź? Ludzie nie znają nawet swoich sąsiadów. Tysiące ludzi mieszkają w tym samym wieżowcu i nawet nie wiedzą, że mieszkają w tym samym domu. Nie ma tam więzi, ponieważ nie ma duchowej bliskości. To tylko tłum, nie zbiorowość. Dlatego chciałbym słowo społeczeństwo zastąpić słowem wspólnota.

Społeczeństwo istniało w oparciu o pewne podstawowe zasady. Musicie je usunąć, inaczej społeczeństwo nie zniknie. Pierwszą i najważniejszą komórką społeczną była rodzina: jeśli rodzina pozostanie taka, jaka jest, społeczeństwo nie może zniknąć, Kościół nie może zniknąć; religie nie mogą zniknąć. Wtedy nie możemy stworzyć jednego świata, jednej ludzkości.

Rodzina jest psychologicznie anachroniczna. Nie jest tak, że ona zawsze istniała; był czas, kiedy nie było rodziny, ludzie żyli w plemionach. Rodzina powstała z powodu prywatnej własności. Silni ludzie, którym udało się zdobyć więcej własności prywatnej niż innym, chcieli, żeby została przekazana ich dzieciom. Do tego czasu nie było rodziny. Mężczyźni i kobiety spotykali się z miłości; nie było małżeństwa ani rodziny. Ale kiedy powstała własność, mężczyzna stał się bardzo zaborczy wobec kobiety. Kobietę uczynił również częścią swojej własności.

W językach Indii kobieta faktycznie zwana jest „własnością”. W Chinach do tego stopnia była własnością, że prawo nie zabraniało mężowi nawet zabić swojej żony. Żadne przestępstwo nie zostało popełnione – mogłeś swobodnie zniszczyć swoją własność. Możesz spalić swoje meble, możesz spalić swój dom – to nie jest przestępstwo, to twój dom. Możesz zabić swoją żonę.

Wraz z pojawieniem się własności prywatnej także kobieta stała się własnością prywatną. Używano wszelkich sposobów, żeby mąż mógł być całkowicie pewny, że dziecko, które urodziła jego żona, jest rzeczywiście jego dzieckiem.

To trudny problem: ojciec nigdy nie może być całkowicie pewny; tylko matka wie. Lecz ojciec zrobił, co mógł, żeby utrudnić kobiecie kontakt z innymi mężczyznami. Zamknięte zostały wszelkie możliwości i wszystkie drzwi.

To nie przypadek, że tylko stare kobiety chodzą do waszych kościołów i świątyń, bowiem przez wieki jedynie tam wolno im było chodzić – wiedziano doskonale, że Kościół ochrania rodzinę. Kościół wie, że kiedy przeminie rodzina, i on przeminie. A kościół jest oczywiście ostatnim miejscem, gdzie mogłaby się zdarzyć jakaś romantyczna przygoda. Przedsięwzięte zostały wszelkie środki ostrożności. Ksiądz musi przestrzegać celibatu – to jest gwarancja – ksiądz żyje w celibacie, jest przeciw seksowi, przeciw kobietom; w różnych religiach w różny sposób.

Mnich dżainistyczny nie może dotknąć kobiety; w istocie, kobieta nie może podejść do mnicha dżainistycznego bliżej niż na dwa i pół metra. Mnichowi buddyjskiemu nie wolno dotknąć kobiety. W niektórych religiach kobietom nie wolno wchodzić do religijnych przybytków albo trzymane są za przepierzeniami. Mężczyźni zajmują główną część świątyni lub meczetu, kobiety mają mały kąt, ale oddzielony. Mężczyźni nawet ich nie widzą; spotkanie kogoś jest niemożliwe.

Wiele religii, jak na przykład islam, zakrywa twarze kobiet. Twarze muzułmanek stały się blade, bo nigdy nie widzą światła słonecznego. Ich twarze są zakryte, ich ciała są zakryte na wszelkie możliwe sposoby. Kobieta ma być niewykształcona, ponieważ wykształcenie budzi w ludziach dziwne myśli. Ludzie zaczynają myśleć, spierać się.

Kobiecie nie wolno było mieć płatnego zawodu, bo to oznaczało niezależność. Była osaczana ze wszystkich stron z prostego powodu: żeby mężczyzna mógł być pewny, że jego syn jest naprawdę jego synem. Służący potężnych ludzi – na przykład królów – byli wykastrowani, ponieważ poruszali się po pałacu, pracując i obsługując innych. Musieli być wykastrowani; inaczej byliby niebezpieczni, bo każdy władca miał setki żon, z których wielu nigdy nie widział. Oczywiście, one mogły się zakochać w każdym. Ale do pałacu mogli wejść tylko wykastrowani mężczyźni, więc nawet jeśli kobieta się zakochała, nie mogli spłodzić dzieci. To było ważne.

Rodzina musi zniknąć i ustąpić miejsca wspólnocie. Wspólnota oznacza, że zebraliśmy wszystkie nasze energie, wszystkie nasze pieniądze, wszystko w jedną pulę – z której będą korzystać wszyscy ludzie. Dzieci będą należały do wspólnoty, więc nie ma kwestii indywidualnego dziedziczenia. A jeśli zbierzecie wszystkie energie, pieniądze i środki, każda wspólnota będzie bogata i każda może jednakowo cieszyć się pełnią życia.

Kiedy jednostki i wspólnoty będą rozwijały się obok siebie, społeczeństwo zniknie, a wraz z nim wszelkie zło, jakie ono stworzyło.

Zapomnijcie o społeczeństwie; nie walczcie z nim. Nie miejcie z nim nic wspólnego; niech trwa takie, jakie jest. Jeśli chce żyć, będzie musiało zmienić swoją formę, swoją strukturę. Jeśli chce umrzeć, niech umrze.

Podam ci jeden przykład.

Dwa tysiące lat temu w Chinach dokonano rewolucyjnego posunięcia. Zgodnie z nowym systemem pacjent płacił lekarzowi, dopóki był zdrowy. Kiedy zachorował, nie musiał płacić lekarzowi. Wydaje się to bardzo dziwne. My płacimy lekarzowi, gdy jesteśmy chorzy, a on przywraca nas do zdrowia. Ale to jest niebezpieczne, ponieważ uzależniasz lekarza od swojej choroby. Choroba staje się jego interesem: im więcej ludzi choruje, tym więcej może zarobić. Jego interesem staje się nie zdrowie, tylko choroba. Gdyby wszyscy byli zdrowi, wtedy lekarz byłby jedynym chorym!

Chińczycy wysunęli praktyczny, rewolucyjny pomysł, żeby każdy miał swojego lekarza, i dopóki będzie zdrowy, co miesiąc będzie płacił lekarzowi. Obowiązkiem lekarza jest utrzymywanie tej osoby w zdrowiu – i oczywiście będzie to robił, ponieważ mu się za to płaci. Jeśli pacjent choruje, lekarz traci pieniądze. Kiedy wybuchają epidemie, lekarz bankrutuje.

Teraz jest całkiem odwrotnie. Słyszałem taką historię:

Lekarz przyszedł do mułły Nasruddina i powiedział:

– Nie zapłaciłeś, a ja ciągle przychodzę i przypominam ci, że wyleczyłem twoje dziecko z ospy wietrznej, a ty nie słuchasz.

Mułła rzekł:

– To lepiej ty słuchaj, bo inaczej oddam cię do sądu.

– Jak to… leczyłem twoje dziecko?

– Tak, wiem o tym, ale kto rozprzestrzenił epidemię po całym mieście? Moje dziecko! Zatem wszystkimi pieniędzmi, jakie zarobiłeś, musisz podzielić się ze mną.

Miał rację – jego dziecko wykonało wielką pracę. Od tego dnia lekarz nigdy już nie wrócił, by prosić o pieniądze. Argument mułły był słuszny. Lekarz wiele zarobił na epidemii.

Ale to jest bardzo zły system. Wspólnota powinna płacić lekarzowi, żeby ją utrzymywał w zdrowiu, a jeśli ktoś ze wspólnoty zachoruje, pensja lekarza powinna zostać obcięta. W ten sposób biznesem lekarza jest zdrowie, nie choroba. I możesz zauważyć różnicę: na Zachodzie biznes lekarza jest nazywany „medycyną”, co odnosi się do choroby. Na Wschodzie zwany jest „Ajurwedą”, co znaczy „wiedza o życiu” – nie o chorobie. Lekarz powinien interesować się przede wszystkim tym, żeby ludzie żyli długo, w zdrowiu, w pełni, i za to powinno się mu płacić. A więc każda wspólnota mogłaby łatwo pozwolić sobie na utrzymanie lekarza, hydraulika, inżyniera – fachowców od wszelkich potrzebnych usług. Wspólnota powinna być za to odpowiedzialna, a ludzie, którzy służą wspólnocie, powinni się zmieniać, żeby nie powstał znowu żaden ośrodek władzy.

Zarząd wspólnoty powinien zmieniać się co roku; powinni wchodzić do niego nowi ludzie, a starzy wychodzić, żeby nikt nie uzależnił się od władzy. Władza jest najgorszym narkotykiem, od jakiego można się uzależnić; powinien być podawany, ale w bardzo małych dawkach i nie przez długi czas. Pozwólcie rozwijać się jednostce i pozwólcie rozwijać się wspólnocie.

Ale na razie zapomnijcie o społeczeństwie; nie walczcie z nim. Nie miejcie z nim nic wspólnego; niech trwa takie, jakie jest. Jeśli chce żyć, będzie musiało zmienić swoją formę, swoją strukturę. Jeśli chce umrzeć, niech umrze. Nic nie szkodzi. Świat jest przeludniony; potrzebuje tylko jednej czwartej swojej populacji. A więc stare sklerotyczne głowy, które nie mogą pojąć niczego nowego, które są zupełnie ślepe i nie widzą, że to, co robią, jest szkodliwe i trujące… jeśli postanowiły umrzeć, to pozwólcie im umrzeć w ciszy. Nie przeszkadzajcie im.

Nie mówię wam, żebyście byli rewolucjonistami. Chcę, żebyście przeprowadzali bardzo cichą, prawie podziemną transformację. Ponieważ wszystkie rewolucje zawiodły, teraz pozostało nam jedynie robić to cicho i spokojnie, aby mogło się udać.

Rodzina jest podstawową przyczyną wszystkich naszych problemów: naszego ubóstwa, chorób, szaleństwa, pustki, braku miłości.

Są rzeczy, które dzieją się tylko w ciszy. Na przykład, jeśli kochacie drzewa, nie możecie codziennie podnosić młodego drzewka, żeby patrzeć na jego korzenie, bo zabijecie je. Korzenie muszą pozostać ukryte. One w ciszy wykonują swoją pracę.

Moi ludzie muszą być jak korzenie: cicho wykonując pracę, zmieniając siebie, zmieniając wszystkich, którzy są zainteresowani; rozpowszechniając metody, które mogą zmieniać; tworząc małe grupy, małe wspólnoty, a tam, gdzie to jest możliwe – większe wspólnoty. Ale niech wszystko dzieje się bardzo cicho, nie powodując żadnego zamętu.

Jednostka może istnieć tyko wtedy, gdy społeczeństwo umiera; oboje nie mogą koegzystować. Nastał czas śmierci społeczeństwa i znajdziemy nowe sposoby bycia razem, które nie będą formalne, w których będzie więcej serca. Rodzina temu przeszkadza. Rodzina tworzy granicę wokół każdego dziecka. Mówi: „Jestem twoim ojcem, więc mnie kochaj. Jestem twoją matką, więc kochaj mnie. To jest twoja rodzina. W razie potrzeby poświęć się dla rodziny”. Ta sama idea ukazywana jest w większej skali jako naród: „To jest twój naród. Jeśli ciebie potrzebuje, poświęć się”. Rodzina, społeczeństwo, naród… to ta sama idea w coraz większej skali.

A więc krytykuję przede wszystkim rodzinę. Rodzina jest podstawową przyczyną wszystkich naszych problemów: naszego ubóstwa, chorób, szaleństwa, pustki, braku miłości. Rodzina jest przyczyną całego naszego uwarunkowania. Od samego początku zaczyna warunkować wasz umysł: „Jesteś żydem, jesteś chrześcijaninem, jesteś hinduistą, jesteś tym i tamtym” – a biedne dziecko nie wie, jakie nonsensy wygadujecie.

Słyszałem historię o rabinie i biskupie.

Mieszkali naprzeciwko siebie i oczywiście ciągle ze sobą o wszystko rywalizowali. To była sprawa prestiżu ich religii.

Pewnego ranka rabin zobaczył, że biskup ma nowy samochód. Spytał:

– Co robisz?

Biskup lał wodę na samochód.

– Chrzczę go. Mam nowy samochód, cadillaca.

Rabin był załamany. Na własne oczy widział, że tuż za jego frontowymi drzwiami z samochodu robi się chrześcijanina!

Następnego dnia, kiedy biskup wyszedł z domu, był zaskoczony. Spytał rabina:

– Co robisz?

Stał tam piękny rolls royce, a rabin obcinał rurę wydechową.

– Obrzezuję mojego rolls royce’a. Teraz jest żydem!

To samo robią z każdym dzieckiem. I każde dziecko jest tak niewinne jak cadillac i rolls royce; nie wie, co mu się robi.

Rodzina jest podstawą wszelkiego uwarunkowania; jako dziedzictwo daje wam całą przeszłość i ciężar, brzemię tych wszystkich rzeczy, które przez stulecia okazały się złe. Jesteście obarczeni tymi wszystkimi złymi rzeczami, a wasz umysł jest zamknięty, zapchany i nie możecie przyjąć niczego nowego, co wychodzi mu naprzeciw. Wasz umysł jest po prostu wypełniony złymi rzeczami.

Jeśli dzieci są w rękach wspólnoty – eksperymentowałem z tym i stwierdziłem, że dawało to bardzo pozytywne rezultaty. Dzieci są szczęśliwsze, bo mają więcej wolności. Nie narzuca się im żadnego uwarunkowania; dojrzewają wcześniej, a ponieważ nikt nie próbuje ich uzależnić, stają się niezależne. Nikt nie zadaje sobie specjalnego trudu, żeby im pomóc, więc muszą się nauczyć pomagać sobie same. To daje dojrzałość, jasność, pewną siłę. I wszystkie medytują: medytacja nie jest uwarunkowaniem; to ciche siedzenie, nierobienie niczego, tylko radowanie się ciszą – ciszą nocy, ciszą wczesnego poranka… i powoli zaznajamiacie się z ciszą, która przenika waszą wewnętrzną istotę. Wówczas w chwili, kiedy zamykacie oczy, zanurzacie się w akwen cichego, niezgłębionego jeziora. Ta cisza odnawia was w każdej chwili.

Z tej ciszy pochodzi wasza miłość, wasze piękno, szczególna głębia waszych oczu, szczególna aura waszej istoty, siła waszej indywidualności i szacunek dla samego siebie.

W trzeciej wojnie światowej walczyć będą komputery. Zabijani będą ludzie – to inna sprawa. Komputerom jest wszystko jedno, czy ludzkość przeżyje, czy zniknie; dla nich nie ma to znaczenia. Ale one wykonają pracę dokładnie i sprawnie – człowiek nie jest w stanie tego zrobić.

Proszę skomentuj to stwierdzenie: z jednej strony indywidualna wolność i autorytet, a z drugiej autorytaryzm i dyktatura poruszają ludzkie życie i jego aspiracje.

To ten sam problem, ta sama kwestia, sformułowana w inny sposób. Społeczeństwo jest autorytarne, Kościół jest autorytarny, system edukacji jest autorytarny. Wszyscy oni mówią: „Cokolwiek powiemy, jest słuszne, i nie ma potrzeby tego kwestionować. Musisz tylko się tego trzymać”.

I są problemy, na przykład w systemie edukacyjnym. Byłem studentem, byłem profesorem i wiem, że przez najlepszą część życia człowiek jest niszczony przez autorytarne osoby w szkołach, na uczelniach, na uniwersytetach.

Byłem wyrzucany z wielu uczelni z tej prostej przyczyny, że nie mogłem zaakceptować żadnego autorytaryzmu. Mówiłem: „Niech pan to udowodni, a jestem gotowy to zaakceptować. Ale jeśli pan tego nie udowodni, nie przedstawi słusznych argumentów, nie wyrazi tego racjonalnie, nie zaakceptuję tego”. Walczyłem podczas każdej lekcji, ponieważ na każdej lekcji nauczyciele po prostu wykładali. Uczniowie notowali, bo wymagano jedynie, żeby w wypracowaniu egzaminacyjnym powtórzyć to, co powiedział nauczyciel. Im wierniej powtórzysz, jak papuga, tym lepszą otrzymasz ocenę.

Ale nauczycielom trudno było udowodnić nawet małe rzeczy i stało się to dla nich kłopotliwe. Każdego dnia wybuchał jakiś spór. Cokolwiek powiedzieli, wstawałem natychmiast i zadawałem dotyczące tego tematu pytania: „Na jakiej podstawie…?”.

Na przykład jeden z profesorów, który uczył religioznawstwa, oświadczył, że Wedy – święte pisma hinduizmu – napisane zostały przez Boga. Musiałem zaprotestować:

– Nie zgadzam się. Po pierwsze, nie jest pan w stanie udowodnić istnienia Boga. Po drugie, teraz mówi pan, że te księgi, pełne bzdur, napisane są przez Boga. Czy kiedykolwiek zaglądał pan do Wed? Czy kiedykolwiek przeczytał je pan od pierwszej strony do ostatniej?

Są cztery Wedy, wielkie księgi.

– Przyniosłem wszystkie cztery tomy, mogę je otworzyć w dowolnym miejscu i przeczytać; niech cała klasa zdecyduje, czy jest to stwierdzenie, które mógł napisać Bóg.

Każdy musi zostać medytującym, cichym obserwatorem, żeby mógł odkryć siebie. To odkrycie zmieni wszystko wokół niego. A jeśli możemy zmienić wielu ludzi poprzez medytację, możemy stworzyć nowy świat.

W Wedach jest dużo modlitw. Ale Bóg nie może się modlić; do kogo będzie się modlił? Są tam modlitwy o tak głupie rzeczy, że mówienie, iż napisał je Bóg, jest po prostu śmieszne. Jakiś bramin modli się: „Ciągle wykonuję wszystkie rytuały, żyję zgodnie z pismami, a ty wciąż nie dałeś mi dziecka. Daj mi dziecko; będzie to dowód, że moje modlitwy zostały wysłuchane”.

Zapytałem profesora:

– Jak Bóg mógł napisać ten fragment? Ktoś go napisał i skierował do Boga, ale sam Bóg nie mógł go napisać. A jeśli taka jest sytuacja Boga, to temu biedakowi nie powinno się zawracać tym głowy. Bóg kogoś innego prosi o dziecko, więc dlaczego nie poprosić z tego samego źródła? Dlaczego mamy przejmować się tym biedakiem?

Ostatecznie każda uczelnia mnie wyrzucała. Taka była ich odpowiedź. Dyrektor mówił:

– Przykro nam. Wiemy, że masz rację, ale musimy prowadzić uczelnię. Ty zniszczysz całą tę instytucję. Profesorowie grożą dymisją, uczniowie mówią, że nie pozwalasz profesorom nauczać, ponieważ codziennie z powodu jednego punktu przepada cała godzina lekcyjna. Minęło osiem miesięcy i jeśli to będzie trwać, w ciągu następnych dwóch miesięcy kurs nie zostanie zakończony. Oni tu przyszli po to, żeby zdać egzaminy; nie interesuje ich prawda, nie interesuje ich słuszność jakiegoś stwierdzenia. Są tutaj tylko po to, żeby otrzymać dyplom. Dziwny z ciebie facet – nie wydajesz się zainteresowany dyplomami.

Powiedziałem:

– Dyplomy w ogóle mnie nie interesują. Co będę robił z dyplomami profesorów, którzy nic nie wiedzą? Nie mogę tych ludzi uważać za swoich egzaminatorów. W dniu, w którym da mi pan dyplom, natychmiast go podrę w pana obecności – ponieważ ci ludzie nie potrafią odpowiedzieć na najprostsze pytania.

Ale cały system jest tak ustawiony. Kiedy sam zostałem profesorem, musiałem wprowadzić nowy plan. Polegał on na tym, że podczas każdej czterdziestominutowej lekcji przez dwadzieścia minut uczyłem zgodnie z programem nauki przedstawionym w książkach, a przez dwadzieścia minut krytykowałem go. Moi studenci powiedzieli:

– Oszalejemy!

Odpowiedziałem:

– To wasz problem. Ja nie mogę pozostawić tych twierdzeń bez krytyki. Możecie wybierać; kiedy nadejdą egzaminy, możecie wybrać, co chcecie pisać. Jeśli chcecie nie zdać, wybierzcie moją część. Jeśli chcecie zdać, wybierzcie pierwszą część. Stawiam sprawę jasno; nikogo nie oszukuję – nie mogę oszukiwać was, ucząc czegoś, co w moim mniemaniu jest całkowicie błędne.

Wicedyrektor musiał mnie w końcu wezwać i powiedział:

– To dziwny sposób uczenia. Codziennie słyszę, że przez połowę lekcji uczysz zgodnie z programem, a przez drugą połowę przedstawiasz własne argumenty, które zaprzeczają wszystkiemu, czego ich uczyłeś. Skutkiem tego wychodzą z klasy z taką samą pustką w głowie, z jaką do niej weszli, a właściwie jeszcze bardziej pomieszani!

Odpowiedziałem:

– Nie martwię się nikim. Co robiono ze mną przez te wszystkie lata, kiedy byłem studentem? Wyrzucano mnie z kolejnych uczelni. Może pan przyjść któregoś dnia i posłuchać, czy jakoś naruszam zalecany program. Kiedy go uczę, robię wszystko, co mogę, żeby przedstawić go jasno.

Pewnego dnia przyszedł i słuchał, a po dwudziestu minutach powiedział:

– To naprawdę wspaniałe. Też studiowałem filozofię, ale nikt nigdy nie mówił mi o tym w ten sposób.

Odparłem:

– To tylko połowa wykładu. Niech pan poczeka, bo teraz wszystko to zaneguję, krok po kroku.

A kiedy zanegowałem to całkowicie, powiedział:

– Mój Boże! Teraz rozumiem, o czym mówili ci biedni studenci. Nie powinieneś być profesorem w takiej instytucji. Rozumiem, że to, co robisz, jest całkiem uczciwe, ale ten system nie tworzy ludzi inteligentnych; ten system tworzy tylko ludzi o dobrej pamięci i tego nam trzeba. Potrzebujemy urzędników, biurokratów, a te zawody nie wymagają inteligencji, lecz dobrej pamięci.

Powiedziałem:

– Inaczej mówiąc, potrzebujecie komputerów, nie ludzi. Jeśli to jest wasz system edukacji, to prędzej czy później zastąpicie ludzi komputerami.

I właśnie to robią. Wszędzie ważne stanowiska zastępują komputerami, bo komputery są bardziej niezawodne. Są tylko pamięcią, nie inteligencją.

Istota ludzka ma pewną inteligencję, aczkolwiek stłumioną.

Człowiek, który zrzucił bomby atomowe na Hiroszimę oraz Nagasaki… Gdyby to był komputer, nie byłoby problemu: o dokładnym czasie, w dokładnej odległości, zrzuciłby bombę. Byłaby to czysto mechaniczna sprawa. Ale człowiek, który zrzucił bomby, niezależnie od tego, jak bardzo zniszczyliście jego inteligencję, musiał się dobrze zastanowić, co robi. Zabicie stu tysięcy ludzi, którzy byli całkowicie niewinni, którzy byli cywilami, nie wojskowymi, którzy nikomu nie zrobili krzywdy – czy to jest słuszne?

Teraz wszędzie cała broń jądrowa jest w rękach komputerów, nie w ludzkich rękach. W trzeciej wojnie światowej walczyć będą komputery. Zabijani będą ludzie – to inna sprawa. Komputerom jest wszystko jedno, czy ludzkość przeżyje, czy zniknie; dla nich nie ma to znaczenia. Ale one wykonają pracę dokładnie i sprawnie – człowiek nie jest w stanie tego zrobić. Człowiek może się wahać, niszcząc całą ludzkość. Odrobina inteligencji wystarczy, żeby powstało pytanie: „Co ja robię?”.

Wszystkie nasze instytucje, nasze religie są autorytarne. Nie mówią wam, dlaczego: „Rób to, bo tak jest napisane w księdze, bo Jezus tak mówi”. Jezus nie podał żadnego argumentu, dlaczego należy to robić, nie dał żadnego racjonalnego uzasadnienia dla żadnej ze swych doktryn. Nie zrobił też tego Mojżesz ani Kriszna.

Kriszna po prostu mówi do Ardżuny: „To jest od Boga: musisz walczyć”. To jest autorytaryzm. W każdej sytuacji używa się Boga, manipuluje się nim, żeby nikt nie kwestionował tego, co mówisz.

Musimy zniszczyć cały autorytaryzm na świecie.

Autorytet to coś zupełnie innego. Autorytaryzm związany jest ze społeczeństwem, z Kościołem; autorytet to coś, co jest związane z indywidualnym urzeczywistnieniem.

Jeśli mówię coś do ciebie, mówię to z autorytetem. Znaczy to po prostu, że mówię z własnego doświadczenia – co nie znaczy, że musisz temu wierzyć. Wystarczy, że wysłuchałeś tego; teraz możesz to przemyśleć, możesz to zaakceptować lub odrzucić.

Dla mnie ważna jest nie twoja akceptacja, lecz to, że sam decydujesz. Możesz być przeciw temu, to nie ma znaczenia – ale decyzja powinna wyjść z twojej własnej istoty. Jeśli nie wychodzi od ciebie, to ty robisz mnie autorytarnym.

Mówię z pozycji mojego autorytetu. Proszę, nie stawiajcie mnie w pozycji autorytarnej, ponieważ ja tylko stwierdzam fakt z taką mocą i ogniem, do jakiego jestem zdolny – a więc jest to dla was całkowicie jasne i teraz możecie decydować. Nie decyduję za was i nie proszę was, żebyście mi zaufali czy wierzyli we mnie.

Proszę tylko: Dajcie mi małą szansę. Pomyślcie o tym, co do was mówię – będę wdzięczny, jeśli o tym pomyślicie. To wystarczy. Myślenie wyostrzy waszą inteligencję, a ja wierzę w inteligencję. Jeśli myślicie i wasza inteligencja się wyostrza, wiem, że cokolwiek postanowicie, będzie słuszne.

A nawet jeśli kiedyś postanowicie źle, nie ma to znaczenia. Trzeba upaść wiele razy i podnieść się znowu. Takie jest życie. Trzeba popełniać błędy i uczyć się z nich, i każdą blokadę zmieniać w stopień.

Ale jeśli o mnie chodzi, nie ma kwestii wiary czy zaufania. Tam, gdzie jest indywidualna wolność, autorytaryzm umiera i powstaje nowa rzecz: autorytet. Każda jednostka może mieć własne doświadczenia; wtedy ma autorytet, wtedy może powiedzieć: Widziałem to. Smakowałem to. Cieszyłem się tym. Tańczyłem to. Nie cytuję z jakiegoś pisma, po prostu otwieram przed wami swoje serce.

Autorytet należy do doświadczenia.

Autorytaryzm należy do kogoś innego, nie do ciebie; dlatego tworzy zniewolenie, a nie wolność. Dla mnie wolność jest wartością ostateczną, bo tylko w wolności możesz rozkwitnąć i to rozkwitnąć do granic swoich możliwości.

Czy społeczeństwo jest realną rzeczą zdeterminowaną przez istnienie człowieka, czy też jest fałszywym pojęciem, uwarunkowaniem, które istnieje tyko dlatego, że człowiek śpi?

Społeczeństwo nie istnieje w sposób rzeczywisty. Człowiek je tworzy, ponieważ śpi, żyje w zamęcie, nie jest w stanie mieć wolności, nie zamieniając jej w rozwiązłość. Człowiek nie jest w stanie mieć wolności i nie czerpać z niej korzyści. Więc społeczeństwo jest sztucznym, lecz koniecznym tworem człowieka.

Ponieważ społeczeństwo jest sztuczne, może zostać usunięte. To, że kiedyś było potrzebne, nie znaczy, że musi być potrzebne zawsze. Człowiek musi po prostu zmienić te warunki, które sprawiły, że było potrzebne. Dobrze, że nie istnieje realnie, bo inaczej nie można byłoby się go pozbyć

To nasz wytwór. Możemy go zniszczyć w dniu, w którym tego zechcemy.

Jak ewoluować ze zbiorowości, narodów, nie wpadając w barbarzyństwo pojedynczych ego walczących przeciw sobie?

Wszystkie wasze pytania dotyczą jednej rzeczy. Chciałbym wam dać jedną odpowiedź.

Przypomniała mi się pewna przypowieść:

Wielki mistrz siedział nad brzegiem morza, na plaży. Podszedł do niego człowiek szukający prawdy, dotknął jego stóp i powiedział:

– Jeśli nie masz nic przeciw, chciałbym zrobić wszystko, co mi poradzisz, a co może mi pomóc znaleźć prawdę.

Mistrz po prostu zamknął oczy i milczał.

Człowiek potrząsnął głową i pomyślał: On jest szalony. Zadaję mu pytanie, a on zamyka oczy.

Potrząsnął mistrzem i powiedział: – Co z moim pytaniem?

Mistrz odparł:

– Odpowiedziałem na nie. Po prostu siedź cicho… nie rób nic, trawa rośnie sama. Nie musisz się o to martwić – wszystko się będzie działo. Po prostu siedź cicho, ciesz się ciszą.

Człowiek powiedział:

– Czy możesz to nazwać, ponieważ ludzie będą mnie pytali o to, co robisz?

Więc mistrz napisał palcem na piasku: medytacja.

– To zbyt krótka odpowiedź. Powiedz coś więcej.

Mistrz napisał wielkimi literami: MEDYTACJA.

– Ale to są tylko wielkie litery. Piszesz to samo.

Stary mistrz powiedział:

– Jeśli powiem coś więcej, to będzie to złe. Jeśli rozumiesz, to po prostu rób, co ci powiedziałem, a będziesz wiedział.

To jest też moja odpowiedź.

Każdy musi zostać medytującym, cichym obserwatorem, żeby mógł odkryć siebie. To odkrycie zmieni wszystko wokół niego. A jeśli możemy zmienić wielu ludzi poprzez medytację, możemy stworzyć nowy świat.

Wielu ludzi przez całe stulecia miało nadzieję na nowy świat, ale nie wiedzieli, jak go stworzyć. Ja daję wam ścisłą wiedzę, jak go stworzyć. Medytacja – to nazwa tej wiedzy.

Problem Boga

Profetyczne powiedzenie Nietzschego mówi: „Bóg umarł, a człowiek jest wolny”. Jego zrozumienie tej kwestii było niezwykle głębokie. Bardzo niewielu ludzi potrafiło zrozumieć głębię jego stwierdzenia. To kamień milowy w historii świadomości.

Jeśli jest Bóg, człowiek nie może być wolny – to niemożliwe. Bóg i wolność człowieka nie mogą współistnieć, ponieważ samo znaczenie Boga jest takie, że on jest stwórcą; a więc my jesteśmy tylko marionetkami. A jeśli on może nas stworzyć, to może nas też w każdej chwili zniszczyć. On nas nie pytał, kiedy nas tworzył – nie jest też zobowiązany nas pytać, kiedy chce nas zniszczyć. To, czy stworzy, czy zniszczy, zależy wyłącznie od jego zachcianki. Jak możesz być wolny? Nie możesz decydować nawet o swoim istnieniu. Nawet twoje urodzenie się nie jest twoją wolnością ani śmierć nie jest twoją wolnością – a czy myślisz, że między tymi dwiema niewolami wolnością może być twoje życie?

Przez samo uśmiercenie Boga nie możecie uczynić człowieka wolnym. Musicie uśmiercić jeszcze jedno – religię.

Bóg musi umrzeć, jeśli wolność człowieka ma być ocalona.

Wybór jest jasny; żaden kompromis nie wchodzi w grę. Z Bogiem człowiek pozostanie niewolnikiem, a wolność będzie tylko pustym słowem. Jedynie bez Boga wolność zaczyna mieć znaczenie.

Ale oświadczenie Friedricha Nietzschego jest tylko połowiczne; nikt nie próbował go dopełnić. Wydaje się kompletne, ale pozory nie zawsze są prawdą. Friedrich Nietzsche nie zdawał sobie sprawy, że na świecie są religie, w których nie ma Boga – ale nawet w tych religiach człowiek nie jest wolny. Nie znał buddyzmu, dżainizmu, taoizmu – najgłębszych ze wszystkich religii. W tych trzech religiach nie ma Boga.

Lao-Cy i Gautama Budda odrzucili Boga z tego samego powodu, ponieważ rozumieli, że z Bogiem człowiek jest tylko marionetką. Wówczas wszelkie próby osiągnięcia oświecenia są bezcelowe; nie jesteś wolny, jak możesz stać się oświecony? Jest ktoś wszechmogący, wszechmocny – on może zabrać twoje oświecenie. Może zniszczyć wszystko!

Lecz Nietzsche nie zdawał sobie sprawy, że istnieją religie bez Boga. Przez tysiące lat byli ludzie, którzy rozumieli, że istnienie Boga jest największą przeszkodą dla wolności człowieka – i usunęli Boga. Ale człowiek wciąż nie jest wolny.

Próbuję sprawić, żebyście zrozumieli, że przez samo uśmiercenie Boga nie możecie uczynić człowieka wolnym. Musicie uśmiercić jeszcze jedno – religię.

Dlatego powiedziałem, że religia także musi umrzeć; musi pójść w ślady Boga. Musimy stworzyć religijność, która jest wolna od Boga i religii, która nie ma nikogo „w górze” bardziej potężnego od was ani zorganizowanej religii, żeby tworzyć różnego rodzaju klatki – chrześcijańską, muzułmańską, hinduistyczną, buddyjską. Piękne klatki.

Gdy umiera Bóg i religia, automatycznie umiera jeszcze jedna rzecz – kapłaństwo, przywództwo, różne formy religijnego przywództwa. Teraz kapłan nie pełni już żadnej funkcji. Nie ma zorganizowanej religii, w której może być papieżem, śankaraczarją czy ajatollahem. Nie ma Boga, którego może reprezentować; jego funkcja jest skończona.

Budda, Mahawira, Lao-Cy porzucili Boga tak samo jak Nietzsche – nie wiedząc, nie zdając sobie sprawy, że jeśli pozostanie religia, nawet bez Boga, kapłan zdoła utrzymać człowieka w zniewoleniu. I trzymał człowieka w niewoli.

A zatem, aby dopełnić spostrzeżenie Nietzschego, religia musi umrzeć. Jeśli nie ma Boga, zorganizowana religia nie ma sensu. Dla kogo istnieje zorganizowana religia? Kościoły, świątynie, meczety, synagogi muszą zniknąć. A wraz z tym rabini, biskupi i wszelkiego rodzaju religijni przywódcy stracą pracę, staną się bezużyteczni. Lecz dokona się wielka rewolucja: człowiek stanie się całkowicie wolny.

Zanim będę mógł powiedzieć o implikacjach tej wolności, musicie zrozumieć: jeśli wgląd Friedricha Nietzschego jest pełny, to jakiego rodzaju wolność będą mogli mieć ludzie? Bóg jest martwy, człowiek jest wolny… wolny do czego? Będzie wolny jak każde inne zwierzę.

Tego nie można nazwać wolnością – to jest rozwiązłość. Nie jest to wolność, bo nie niesie żadnej odpowiedzialności, świadomości. Nie pomoże to człowiekowi wznieść się w górę, by stać się czymś wyższym, niż jest w swoim niewolnictwie. Wolność nie ma znaczenia, dopóki nie podnosi was ponad to, czym byliście w swoim niewolnictwie. Wolność może nawet sprowadzić was niżej niż wasze zniewolenie, ponieważ niewolnictwo miało pewną dyscyplinę, pewną moralność, pewne zasady. Miało jakąś zorganizowaną religię, żeby was pilnować, straszyć karą i piekłem, podtrzymywać w was żądzę nagród i nieba, utrzymywać was nieco ponad stanem dzikiego zwierzęcia, które ma wolność, ale ta wolność nie uczyniła go wyższą istotą. Nie dała mu żadnej cechy, którą możecie cenić.

Nietzsche nie wiedział, że nie wystarczy tylko dać wolność – nie tylko nie wystarczy, to jest niebezpieczne. Może sprowadzić człowieka do poziomu zwierzęcia. W imię wolności może on zagubić drogę do wyższych stanów świadomości.

Kiedy mówię, że Bóg jest martwy, religia jako organizacja jest martwa – wówczas człowiek może być sobą. Po raz pierwszy jest wolny, może bez przeszkód zgłębiać swoją najskrytszą istotę. Może zanurzyć się w głębię swej istoty, wznieść się na wyżyny swojej świadomości. Nikt mu nie przeszkadza; jego wolność jest całkowita. Ale ta wolność możliwa jest tylko wtedy, gdy – wraz z odejściem Boga, religii, kapłanów, przywódców religijnych – możemy ocalić coś, co nazywam cechą religijności, dzięki czemu żyje tylko religijność. A religijność jest całkowicie zgodna z ludzką wolnością; wzmacnia ludzki rozwój.

Przez „religijność” rozumiem, że człowiek taki, jaki jest, nie wystarczy. Może być czymś więcej, czymś o wiele więcej. Czymkolwiek jest, jest tylko ziarnem. Nie wie, jaki ma w sobie potencjał.

Religijność oznacza wezwanie do rozwoju, wyzwanie dla ziarna, żeby doszło do najwyższego szczytu ekspresji, rozkwitło tysiącami kwiatów i uwolniło ukryty w nim aromat. Ten aromat nazywam religijnością. Nie ma to nic wspólnego z waszymi tak zwanymi religiami, nic wspólnego z Bogiem, nic wspólnego z kapłaństwem; ma coś wspólnego z wami i z waszymi możliwościami rozwoju.

Idea losu i przeznaczenia

Nie ma losu, nie ma przeznaczenia. Próbujesz po prostu zrzucić odpowiedzialność na coś, co nie istnieje. A ponieważ nie istnieje, nie może ci się sprzeciwić; nie może powiedzieć: „Proszę, nie zwalaj odpowiedzialności na mnie!”.

Bóg milczy, możesz na niego zrzucić wszystko – nie ma żadnego sprzeciwu, ponieważ nie ma nikogo, kto mógłby się sprzeciwić. Tak samo jest z losem. Nie wiedzie ci się w miłości, nie wiedzie ci się w innych sprawach. Niepowodzenia bolą. Potrzebujesz jakiegoś balsamu na swoje zranione serce. „Los” to znakomity balsam i łatwo dostępny. Nie musisz za niego płacić. Możesz powiedzieć: „Co mogę zrobić? – o wszystkim decyduje los”. Sukces lub niepowodzenie, bogactwo lub ubóstwo, choroba lub zdrowie, życie lub śmierć – wszystko jest w rękach nieznanej siły zwanej losem. „Robię, co mogę, ale wciąż mi się nie udaje. Przestrzegam wszystkich zasad moralnych, jakich mnie uczą, ale ciągle jestem biedny. Widzę, jak wszelkiego rodzaju niemoralni ludzie coraz bardziej się bogacą, idą wyżej, stają się sławni. Wszystko to przeznaczenie”. To przynosi ci pociechę. W ten sposób pocieszasz się, że nie realizujesz swoich zamierzeń.

A jeśli inni osiągnęli sukces, pocieszasz się, że nie ma w tym nic wielkiego – zdecydował o tym los. Z jednej strony ratujesz się przed poczuciem niższości, z drugiej – twoją zazdrość cieszy idea, że osoba, która osiągnęła sukces, osiągnęła go tylko dlatego, że przesądził o tym los: „To nie ma nic wspólnego z nim, on nie jest lepszy ode mnie”.

Bóg, los, przeznaczenie – wszystko to należy do tej samej kategorii: zrzucania swojej odpowiedzialności na coś, co nie istnieje.

Gdyby Bóg istniał, to by nie milczał. Ciągle powtarzam, że on nie istnieje. Gdyby istniał, to już najwyższy czas, żeby się pojawił i ogłosił: „Jestem tutaj! Dlaczego wciąż powtarzasz, że nie istnieję?”. Ale on nigdy nie przyjdzie.

Zawsze byli ludzie odrzucający istnienie Boga, ale on nigdy nie próbował udowodnić swego istnienia. Na przykład Edmund Burke, słynny filozof zachodni, wstał w kościele i powiedział do księdza: „Oto mój zegarek. Jeśli Bóg istnieje – nie chcę wielkiego dowodu, wystarczy mi prosty dowód – mój zegarek powinien przestać chodzić. Módlcie się, wszyscy wierni mogą się modlić, róbcie co chcecie. Przekonajcie waszego Boga, żeby zatrzymał mój zegarek – to wystarczy, żeby mnie nawrócić”.

Modlili się – to była sprawa prestiżu całego chrześcijaństwa: jeden człowiek wyzywający Boga. I on nie prosił o wielki cud, a tylko o mały cud: „Zatrzymaj mój zegarek”. A Bóg nie mógł tego zrobić. Edmund Burke udowodnił, że nie ma Boga. Cóż za argument! – ale prosty, jasny, trafny.

Na całym świecie wciąż zrzucacie wszystko, czego chcecie się pozbyć, na Boga, los, przeznaczenie. To tylko różne nazwy dla nieistniejących rzeczy. Oczywiście, nie możesz rzucić śmieci na kogoś, kto tu jest naprawdę. Są granice cierpliwości. Spróbuj tylko wyrzucać śmieci na posesję sąsiada. Być może przez jeden dzień on nic nie powie; może poczeka przez dwa dni – ale jak długo? Wcześniej czy później złapie cię za kark i udowodni ci: „Jestem tutaj! Nie możesz wyrzucać swoich śmieci na moje podwórko”. Ale jeśli w domu nie ma nikogo, możesz wyrzucać śmieci na podwórko tak długo, jak chcesz. Nikt się nie sprzeciwi, nikt nie wyjdzie i nie powie: „Co jest? Czy nie masz za grosz poczucia przyzwoitości?”.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki