Wydawca: My Book Kategoria: Poradniki Język: polski Rok wydania: 2014

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 159 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Wolność finansowa i duchowa - Marcin Flach

Wolność finansowa i duchowa to książka o biznesie, o rozwoju duchowym, o otaczającym nas świecie i o tym, jak się w nim odnaleźć. Nie jest to jednak zbiór gotowych recept "w co zainwestować" ani też kolejny banalny "poradnik motywacyjny".

Dlaczego powinniśmy lubić bogatych? Co to właściwie takiego jest pieniądz? Czy wysokie podatki dla najlepiej zarabiających poprawiają jakość życia przeciętnego obywatela? Komu tak naprawdę potrzebny jest ZUS?
Na te i inne pytania odpowiada Marcin Flach, jednocześnie zachęcając przede wszystkim do samodzielnego myślenia i krytycznej oceny poglądów wpajanych nam zarówno przez media, jak i instytucje religijne i tym podobne.

Opinie o ebooku Wolność finansowa i duchowa - Marcin Flach

Fragment ebooka Wolność finansowa i duchowa - Marcin Flach

Marcin Flach
Wolność finansowa i duchowa
© Copyright by Marcin Flach 2014
ISBN 978-83-7564-440-1
Wydawnictwo My Bookwww.mybook.pl
Publikacja chroniona prawem autorskim.Zabrania się jej kopiowania, publicznego udostępniania w Internecie oraz odsprzedaży bez zgody Wydawcy.

Przedmowa od Autora

Dla kogo jest ta książka i o czym ona tak naprawdę jest?

Dla Ciebie, Drogi Czytelniku. Jest ona o biznesie, o rozwoju duchowym, o otaczającym nas świecie i o tym, jak się w nim odnaleźć. Nie znamy się, dlatego trudno mi ocenić, co Cię interesuje. Starałem się przekazać jak najwięcej skondensowanej wiedzy. Nie jest to typowe vademecum biznesu, poradnik, jak żyć, jak podróżować czy zarabiać pieniądze – choć o tym wszystkim staram się pisać. Mam nadzieję, że każdy znajdzie tu coś dla siebie. Staram się tu przekazać pewną filozofię życiową, jednocześnie niczego nie narzucając. Nie chcę się kreować na jakiegoś guru biznesu, wszechwiedzącego mentora, oświeconego czy znającego prawdę najwyższą. Mam nadzieje, że lektura ta skłoni Cię do przemyśleń i podjęcia konkretnych działań. Działań dla dobra Twojego i innych. Pragnę nakłonić Cię do pewnych zmian i nieco innego spojrzenia na siebie i świat, w którym żyjesz. Staram się nikogo nie oceniać, nie narzucać Ci niczego, nie polemizować z takim czy innym poglądem lub ideologią. Nie twierdzę: „taka jest prawda i przyjmij to do wiadomości, albo jesteś skazany na porażkę”. Nie mam też zamiaru nikogo straszyć. Staram się przedstawić świat takim, jak go widzę, przedstawić różne punkty widzenia, nie oceniając: to jest dobre, a tamto złe. Moja filozofia to miłość, szacunek i etyka. Piszę tu o wszystkich aspektach człowieczeństwa, o materii, umyśle i duchu. O pieniądzach i ich zarabianiu, o pułapkach umysłu i o aspektach duchowych. Nie widzę możliwości pominięcia któregoś z tych elementów tak, aby ta wiedza nadal pozostała pełna. Piszę o pułapkach stereotypowego myślenia i bezpardonowej walki o byt. O zagrożeniach globalizacji i jej możliwych skutkach. O tym, do czego prowadzi brak tolerancji. Nieważne, czy jestem biały czy czarny lub brązowy, chudy czy gruby, stary czy młody, czy mieszkam tu czy tam, czy wyznaję taką lub inną religię. Nie lubię stereotypów i przyklejania etykietek. Nie mam zamiaru z nikim się spierać lub udowadniać swoich racji innym. Mam nadzieję, że przeczytasz całą tę książkę, miło przy tym spędzając czas, i uznasz ją za wartą polecenia. Jeśli Ci ona w czymkolwiek pomoże, to warto ją było napisać. Zapraszam.

Cywilizacja strachu

Wielki Papież Polak, Jan Paweł II, nazwał ją cywilizacją śmierci. Mówił: „nie lękajcie się”, prosił ludzi, aby nie oglądali tyle telewizji. Bezkrytyczne pokładanie wiary w mediach i budowanie sobie obrazu świata na podstawie wiadomości jest chorobą naszych czasów.

Dawniej ludzi, którzy nie mają w domu telewizora i nie oglądają w ogóle telewizji, uważałem za dziwaków. Oczywiście, nie namawiam nikogo do wyrzucenia z domu telewizora. Jestem wrogiem skrajności, ale jeśli to prawda, że statystyczny Polak przed telewizorem spędza cztery godziny dziennie i czyta tylko cztery książki rocznie, to jest to przerażające. Oczywiście statystyki mają to do siebie, że tak naprawdę statystyczny Polak nie istnieje, a wielu ludzi w ogóle nie czyta żadnych książek.

Kiedyś zapytałem księdza, czy świat jest naprawdę tak zły, jak telewizja to pokazuje, i skoro jest taki zły, to czemu Bóg z tym nic nie zrobi (Panie, widzisz i nie grzmisz). Bardzo spodobała mi się jego odpowiedź i tknęła we mnie ziarno wiary w ludzkość. Odpowiedział mi mniej więcej tak: Zło jest atrakcyjne dla mediów. Jeśli ktoś zrobi coś złego, to media natychmiast to pokazują, ale jeśli ktoś przeprowadzi staruszkę przez jezdnię, to się o tym nic nie mówi, bo dla mediów nie jest to ciekawy temat. Na świecie jest więcej dobra niż zła, tylko trzeba umieć patrzeć, aby zobaczyć to dobro w ludziach.

Cywilizacja, w której obecnie przyszło nam żyć, bazuje na strachu i walce o byt. Strach stał się jej pożywką, a walka o dobra materialne, władzę i kontrolę nad drugim człowiekiem jej treścią. Czy tak musi być? Z pewnością nie musi i tak nie będzie. Kiedyś ludzkość będzie musiała się przebudzić i powrócić na drogę miłości i rozwoju z poszanowaniem wolności jednostki. I może to nastąpić szybciej, niż wielu to się wydaje. Jeśli cywilizacja bezwzględnej walki o byt, o władzę i kontrolę nad drugim człowiekiem miałaby zwyciężyć, to oznaczałoby to nieuchronną katastrofę i zagładę ludzkości.

Dorastałem w czasach zagrożenia trzecią wojną światową, konfliktem nuklearnym pomiędzy imperium zła – Związkiem Radzieckim, a Stanami Zjednoczonymi. Straszono nas wtedy imperialistami z USA, rewizjonistami z Zachodnich Niemiec, kapitalistami, którzy żyją z wyzysku człowieka, agentami CIA, agresywnym paktem NATO i tym podobnymi bzdurami.

Czy musimy się bać: kryzysu, krachu na giełdzie, terrorystów i tym podobnych rzeczy? NIE. Im większy jest nasz strach, tym „ELITOM” łatwiej nami manipulować, tym zyski finansjery są większe. Podczas kryzysów i krachów na giełdzie odbywa się największy przepływ majątku od tych drobnych ciułaczy, którzy się boją, do rąk tych, którzy posiadają wiedzę finansową i wiedzą, jak wykorzystać nadarzającą się okazję do zarobienia.

Możesz powiedzieć: „co mnie to wszystko obchodzi” albo „co ja mogę”. Otóż możesz znacznie więcej, niż jesteś to sobie w stanie wyobrazić. Na pewno nie zmienisz tego świata sam i w jeden dzień, ale możesz zmienić siebie i świat, w którym żyjesz. Swój świat, a właściwie twoje jego postrzeganie i zrozumienie. Społeczeństwo to suma jednostek ludzkich. To do ciebie należy decyzja, czy chcesz płynąć z prądem czy te prądy tworzyć.

Żyjemy w Matrixie. Systemie wielu iluzji, lub raczej jednej wielkiej iluzji. Straszy się nas przeludnieniem, głodem, kryzysem finansowym, wojną, globalnym ociepleniem, terroryzmem, katastrofami ekologicznymi, wirusami śmiertelnych chorób itp. Wmawia się nam, iż żywności, ropy, surowców naturalnych itd. nie starczy dla wszystkich, dlatego musimy toczyć nieustannie bezpardonową walkę o byt, w której liczą się i mają rację tylko wygrani. Wytwarza się ogromne energie nienawiści do tych, którzy stoją na drodze do celu, do muzułmanów, terrorystów, Arabów. Energii karmionej strachem, brakiem tolerancji, wiedzy, a przede wszystkim miłości do bliźniego. Można usprawiedliwić każdą wojnę o pokój i demokrację. Dopóki myślisz, że to daleko od twojego podwórka i ciebie to nie dotyczy, nie przejmujesz się tym. Wojny były i będą. Każda wojna jest zła, niesie śmierć, cierpienie, głód i biedę. Oczywiście każdy ma prawo bronić swojego domu, rodziny, ziemi, kraju przed najeźdźcą. Nie chodzi o tę czy o inną konkretną wojnę, czy ona jest dobra czy zła, obronna czy agresywna, czy to atak prewencyjny czy agresja. Chodzi o powszechnie akceptowaną chęć dominowania jednego człowieka nad drugim: władcy nad poddanym, szefa nad pracownikiem, urzędnika nad petentem, polityka nad wyborcą, bogatego nad biednym. Chęć pokazania, że się jest lepszym. Mam lepszy samochód, mieszkanie, garnitur, nie muszę się z tobą liczyć, jestem kimś. Okazuję biednemu, niewykształconemu pogardę, a on mi zazdrości i nienawidzi mnie. I takimi właśnie niskimi energiami żywi się Matrix, cywilizacja strachu, czy jakkolwiek ją nazwiesz. A co z Bogiem, miłością? Ludzie potrafią nawet zabijać, jak im się wydaje, w imię Boga, tego samego Boga, który mówi: nie zabijaj i nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe. Każda religia myśli, że ma monopol na prawdziwą wiarę. Innowiercy nie zostaną zbawieni. Są w błędzie, mylą się, a ja mam rację. Trzeba ich nawrócić, a jeśli się nie da, to najlepiej zabić, bo ich bluźnierstwa są niemiłe uszom Pana. Czy teraz widzisz, jaki to absurd?

Masz wolną wolę, możesz wybrać, czy chcesz żyć w cywilizacji strachu i walki o byt, czy jesteś tu, na Planecie Ziemia, aby w miłości rozwijać ducha i dążyć do szczęścia, harmonii i dobrobytu, na jaki każdy z nas zasługuje. Pewnie pomyślisz, że to jakieś brednie. Musisz nakarmić swoje dzieci chlebem, który kupisz za pieniądze, a nie pokarmem duchowym. Na to nie masz czasu. Musisz gonić jak w kieracie w wyścigu szczurów, aby zapewnić sobie i swoim dzieciom przyszłość. Tylko jaką? Czy po śmierci rozliczą cię z tego, ile miałeś na koncie, ile domów i samochodów kupiłeś? A może nie wierzysz w Boga i w nieśmiertelną duszę. Po co więc żyjesz? Żeby spłacić kredyt i zostawić dziecku mieszkanie bez hipoteki? Miałeś kiedyś czas, aby zastanowić się nad sensem życia? Czy chcesz być niewolnikiem systemu konsumpcji, trybikiem w globalnej maszynie, karmionym kłamstwami, że idziesz w górę? Pniesz się po szczeblach finansowej, korporacyjnej, politycznej czy jakiejś tam jeszcze innej kariery. Jeśli tak, OK. Masz wolną wolę. Finansowa wolność, bezpieczeństwo czy majętność nie są niczym złym. Żyjemy w materialnym świecie, w którym musimy zaspokoić swoje i swoich bliskich potrzeby. Musimy jeść, gdzieś mieszkać, w coś się ubrać. Ale czy aby na pewno zaspokajamy te potrzeby w najbardziej inteligentny sposób? Chyba nie, skoro klasa średnia, która dawniej była filarem demokracji, ubożeje, zmniejsza się jej liczebność, a w niektórych krajach nie ma nawet szans się rozwinąć, skoro pięć procent globalnej populacji ma dziewięćdziesiąt pięć procent pieniędzy i zmienia się to jeszcze bardziej w kierunku jednego procenta kontrolującego pozostałe dziewięćdziesiąt dziewięć. Dostrzega to coraz więcej ludzi na świecie i zaczynają protestować przeciwko Wall Strett, banksterom.

Co ten system ma takiego do zaoferowania, iż tak wielu nabiera się na tak niewiele? Jest tu i teraz, daje pieniądze i wrażenie władzy. Daje dużo pieniędzy swoim gorliwym wyznawcom. Wszak to kosztuje niewiele; jak braknie, zawsze można dodrukować, papier i farba nie kosztują dużo i są powszechnie dostępne. W razie nagłej potrzeby złożą się wszyscy na tak zwany podatek inflacyjny, często nawet o tym nie wiedząc. Zmieni się zasady wyliczania inflacji bazowej, czy jak tam się ją ładnie nazwie, bo masy bardzo lubią poczucie bezpieczeństwa, nawet gdy ludzie wiedzą, iż są okłamywani. Wolimy ładne kłamstwo od gorzkiej prawdy. Ale za tę beztroskę przyjdzie kiedyś w końcu zapłacić. Obwiniamy wtedy polityków o nieszczęścia, które to nas spotkały, pomstujemy. Polityków zastępują wtedy inni „lepsi”, aż historia za jakiś czas znowu się powtarza.

Pewnie zadajesz sobie pytanie:co ja z tym wszystkim mogę zrobić?

Możesz zacząć zmieniać świat, zmieniając siebie. Nie krytykuj innych, że „przez nich mi się nie udaje” (polityków, bankierów, szefów, rodziców, krewnych, czy kogoś tam jeszcze). Zacznij myśleć, zdobywać wiedzę i widzieć rzeczy takimi, jakie są. Przestań obwiniać innych o swoje niepowodzenia. Uwierz w siebie, w swoje możliwości i zacznij działać, nie obwiniając innych. Pozbądź się tego jadu nienawiści, nietolerancji, zawiści, powodowanych strachem. Przestań oceniać innych niczym sędzia i zajmij się sobą. Żyj i daj żyć innym. Pamiętaj, wszystkie złe energie, jakie wysyłasz, trafią ponownie do ciebie, niczym powracająca fala. Nienawidząc, szkodzisz bardziej sobie niż temu, kogo nienawidzisz. Jest to na początku trudne, ale nie niemożliwe. Obecnie coraz więcej ludzi wchodzi na ścieżkę duchowego rozwoju. Jest coraz więcej książek i różnych publikacji na ten temat. Jeśli tylko zechcesz, na pewno znajdziesz coś dla siebie. Sam musisz ocenić, czy dana droga jest tą, która ci odpowiada i czy doprowadzi cię ona najszybciej do celu. Na pewno nieraz się potkniesz, zniechęcisz, ale najważniejsze jest, abyś zdecydował się zrobić pierwszy krok. Potem przyjdą następne. Nie polegaj na niczym, co wewnętrznie nie wyda ci się dobre. Nie przyjmuj żadnych pewników za prawdę, bo tak ci ktoś powiedział, jakiś Guru; sam musisz w swoim przekonaniu uznać je za prawdziwe. Nie ma potężniejszej siły niż siła miłości. Bezwarunkowa miłość do Boga Stwórcy, do jego dzieła – drugiego człowieka. Musisz odkryć w sobie cząstkę Boga i umieć ją odnaleźć w swoim bliźnim. Musisz, chcąc iść ścieżką rozwoju ducha, rozwijać w sobie ten boski pierwiastek, pielęgnować go i karmić duchowym pokarmem.

Pewnie myślisz, że teraz zacznę gadki w stylu New Age lub cię nawracać na jakąś religię, albo że jestem nawiedzony. Nie namawiam cię do wyznawania jakiejś konkretnej religii ani do jej zmiany. Niemal w każdej religii monoteistycznej, czy nawet inaczej sklasyfikowanej, która proponuje miłość do Boga i ludzi, możesz znaleźć drogę. Żadna religia nie każe zabijać, a jednak ludzie to robią. Bóg dał nam wolną wolę i to od nas zależy, jak przeżyjemy nasze życie. Czy będziemy służyć Bogu czy mamonie, lub jeszcze czemuś innemu. Jeżeli jesteś chrześcijaninem, to w naukach Jezusa możesz znaleźć drogę i prawdę. Miłuj bliźniego swego jak siebie samego.

Problemem większości religii dzisiaj jest to, że skupiają się nie na uniwersalnej miłości Boga, ale starają się mieć monopol na prawdę. Często stały się narzędziem kontroli jednych ludzi przez innych. Ci, co wiedzą lepiej, są bliżej Boga, mówią wyznawcom, co im wolno, a czego nie. Osądzają i potępiają. To spowodowało chaos i dezorientację i odwrócenie wielu ludzi od Boga. Inni z kolei oceniają religie po uczynkach jej kapłanów. Pokazują publicznie ich naganne zachowanie i wyszydzają religię i jej wyznawców. Pozostając sami ukryci za szklanym ekranem, tworzą fakty medialne. Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni. Jeśli przyszłoby nam oceniać państwo, władze poprzez postępowanie zatrudnianych przez nie polityków czy urzędników, to sami sobie odpowiedzcie, jaka byłaby to ocena. Sami widzicie, że proponowana nam obecnie ideologia cywilizacji strachu przed wykluczeniem społecznym, nakładająca nam kaganiec poprawności politycznej, nie ma tak naprawdę wiele do zaoferowania. Konieczność niewolniczej pracy do sześćdziesiątego siódmego roku życia, a potem eutanazję pawulonem. I to wszystko dla naszego dobra, demokracji i czegoś tam jeszcze. Bo religie to przecież niemodne oszołomstwo. To od nas zależy, czy się przebudzimy, będziemy budować nową ludzkość, czy damy się zniewolić ekonomicznym czy politycznym terrorem.

To co ja mam właściwie robić?Czy powinienem bać się zmian?

Świat się zmienia, i to w zastraszającym tempie. Jedni podążają za tymi zmianami i dobrze sobie radzą, inni zostają w tyle i wypadają na margines społeczeństwa. Globalizacja, internet zmieniają naszą rzeczywistość i nic nie będzie już takie jak dawniej. Wielkie międzynarodowe korporacje rosną w siłę i są często potężniejsze od rządów wielu państw. Zwykli ludzie często się w tym wszystkim gubią. Boją się tych zmian i nie mogą odnaleźć drogi w natłoku informacji. Ciągle są bombardowani nowymi terminami, ideami, obietnicami. Daj nam swoje pieniądze, a my się nimi zaopiekujemy, albo: zapłać większe podatki, a państwo się tobą zajmie. Żyjemy przecież coraz dłużej na emeryturze, a to kosztuje budżet, młodzi będą musieli płacić podatki na obecnych i przyszłych emerytów.

Straszy się nas, odmieniając słowo „kryzys” przez wszystkie przypadki, ale nikt nam nie powie, skąd ten kryzys się wziął i dlaczego. Dlaczego ta biurokratyczna machina, zwana państwem, pożera ponad połowę naszych dochodów i wciąż chce więcej i więcej. Dlaczego politycy zadłużyli nas, wiedząc, że nie ma szans na spłatę tych długów? Jak do tego doszło? Dlaczego państwo rozlicza nas z każdej złotówki dochodu, a samo zaciąga w naszym imieniu kolosalne długi, nie pytając nas o zdanie i nie tłumacząc, na co pożycza te pieniądze. Takie pytania można by mnożyć bez końca. Oczywiście wprawny polityk znalazłby wytłumaczenie, że to wszystko dla naszego dobra, bla, bla, bla. Państwo BESTIA chce nas kontrolować, zabrać nam naszą wolność, i to oczywiście dla naszego dobra. Przesadzam?

Jedna z dyrektyw Unii Europejskiej mówi, że nie powinniśmy płacić gotówką, tylko kartami kredytowymi, i tu padają liczby: ile procent transakcji do którego roku powinno się odbywać elektronicznym pieniądzem. Co w tym złego, ktoś powie. Płacenie kartą wygodniejsze, bezpieczniejsze. No cóż, pewnie tak, ale gdy płacę gotówką, to widzę, ile miałem, ile mi zostało i co za to kupiłem. Płacąc kartą, kupuję więcej i łatwiej zrobić debet. Za gotówkę mogę kupić gdzie chcę – w hipermarkecie i na targu, i nikomu nic do tego. To sprawa pomiędzy mną a sprzedającym. Kupiłem, co chciałem, i zapłaciłem, ile uznałem, że to jest warte. Jeśli płacisz kartą, łatwo sprawdzić, gdzie byłeś i co kupiłeś. Niedługo dojdzie do tego, że jak płacisz gotówką, to jesteś podejrzany.

Pamiętam dyskusje, jak chciano zlikwidować karty do telefonów komórkowych, wprowadzając obowiązek ich rejestrowania przy zakupie. Kupując kartę do telefonu, trzeba by było pokazać dowód, a operator miałby obowiązek zarejestrowania, czyj jest dany numer. Od razu cały szereg dyżurnych polityków zaczął tłumaczyć społeczeństwu, iż to dla jego dobra. Z telefonów korzystają przestępcy, i to nie tylko do rozmów, ale detonują przy ich użyciu bomby. Dowcipnisie dzwonią i informują o rzekomej bombie w szkole. A potem takiego znaleźć to dla policji kłopot. A tak, gdy masz telefon na abonament, to bez trudu można ustalić, gdzie byłeś, w zasięgu którego nadajnika i z kim rozmawiałeś. Takich wzruszających przykładów dbania o nasze bezpieczeństwo można by mnożyć wiele.

Wspomnę jeszcze o umowie ACTA. I tu najlepiej widać, co może zbiorowa świadomość, że coś się w ludziach zmienia. Połączyli się w spontanicznym proteście i powiedzieli NIE.

Porównałbym obecną sytuację do potężnego muru tamy. Trzyma on masę wody, ale zaczyna pękać i przeciekać. Desperacko próbuje się go łatać, ale on wciąż przecieka. Kiedyś kolejna dziura zrobi w nim taką wyrwę, iż cały on runie, a woda z ogromną siłą, której nic nie zdoła powstrzymać, rozleje się na pustynną, jałową ziemię, dając jej życie i radość. I stanie się tak szybciej, niż wielu jest to sobie w stanie wyobrazić. Pytanie, które musisz sobie zadać, jest takie: czy chcesz być tą wodą, czy wolisz być tym murem?

Przede wszystkim, nie powinieneś się bać. Nie lękajcie się. Twoim strachem karmi się system zniewolenia. Człowiek zastraszony, zagubiony nie jest zdolny do działania, do samodzielnego myślenia. Łatwo nim manipulować. Szuka kogoś, kto wskaże mu drogę, „autorytetów”, guru. Pragnie bezpieczeństwa, bo czuje się niepewnie; przede wszystkim bezpieczeństwa socjalnego. Skłonny jest oddać wolność za ułudę bezpieczeństwa. Najbezpieczniejsi są ludzie będący w więzieniu, choć i z tym bywa różnie. Współwięzień z wyrokiem dożywocia ma niewiele do stracenia. Czy chcesz żyć w więzieniu mentalnym i ekonomicznym? Społeczeństwie reglamentacji, niedostatku, walki o byt? Mieć dylemat, na co przeznaczysz emeryturę, na leki czy jedzenie? Jeśli tak, to dalej ufaj politykom, przekazuj im wszystkie swoje pieniądze, oszczędności, w nadziei, że państwo się tobą zajmie na starość.

Niedawno widziałem w telewizji reportaż o domu spokojnej starości, którego dyrektorka rzucała z okna cukierki, żeby zobaczyć, jak pensjonariusze o nie walczą. Kiedy indziej, jak praktykanci w domu starców znęcali się nad staruszkami, a personel nie reagował. Czy taką starość szykuje nam państwo socjalnego bezpieczeństwa? W niektórych krajach Unii eutanazja jest prawnie dozwolona, w innych toczy się na ten temat dyskusja. Dziś media lansują kult młodości i wrogie nastawienie do ludzi starszych. Młodzi wiedzą lepiej, a starsi przeszkadzają im żyć. Trzeba na nich płacić ZUS. Mieszkając w jednej z zachodnioeuropejskich metropolii byłem świadkiem takiej scenki: staruszka szła po schodach do przejścia podziemnego, z pobliskiego placu zabaw nadjechała grupka wyrostków na deskach. Zajeżdżając jej drogę, wykrzykiwali pod jej adresem najgorsze obelgi, życząc jej śmierci. Dzieci te nie wyglądały na zaniedbane lub aby były z biednych domów, wręcz przeciwnie. Socjalistyczne wychowanie młodzieży. Czy młodzi zawsze będą młodzi? Oczywiście, te patologie to jeszcze nie norma, ale przechodzimy nadzwyczaj gładko nad wstrząsającymi zdjęciami zagłodzonych starszych ludzi, z odleżynami, w państwowym domu starców.

Pomyślisz, co ja z tym wszystkim mogę zrobić? Możesz, i to znacznie więcej, niż ci się wydaje. Możesz zacząć zmieniać świat, zmieniając siebie. Stosunki panujące w twojej rodzinie, sąsiedztwie, społeczności. Kochaj bliźniego swego jak siebie samego. Nie będziesz mógł kochać innych, dopóki nie polubisz, nie pokochasz siebie. Nie pozbędziesz się negatywnych, autodestrukcyjnych emocji, nienawiści do siebie i innych, obwiniania siebie i innych za swoje niepowodzenia. Dlaczego mi się to nie udało? Gdyby nie oni, zrobiłbym to czy tamto. Te negatywne myśli, uczucia niszczą ciebie, zaprzątają, zaśmiecają ci umysł. Pozbądź się ich i zastąp je pozytywnymi. Mogę to zrobić. Dam radę. Lubię siebie i innych. Jestem dobry. Umysł można przeprogramować jak komputer, z tym że te stare programy nie jest tak łatwo wymazać jak za naciśnięciem klawisza Delete czy nawet kombinacji Ctrl+Alt+Delete. Stare myśli powracają w chwilach zwątpienia i niepowodzeń, ale poprzez zastępowanie ich nowymi z czasem zostają wyparte. To ty tworzysz świat, w którym żyjesz. Od tego, jak go postrzegasz, zależy, jaki on jest. Pełen miłości i dobroci czy nienawiści, lęku i strachu.

Wycisz