Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 219 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Wojny wywiadów -

Od setek lat, obok naszego życia toczy się inne, równoległe. To życie służb specjalnych. Pojedynczych agentów i całych wywiadów. Służby te - widne, tajne i dwu-płciowe jak pisał o policji Cyprian Kamil Norwid - to dziesiątki tysięcy wyszkolonych funkcjonariuszy, żołnierzy i profesjonalistów. Od czasu do czasu czegoś się o nich dowiadujemy, od czasu do czasu wychodzą na jaw ich tajne operacje. To właśnie oni decydują o losie świata. Albo tylko im się tak wydaje. Bez względu jednak na to, jak jest naprawdę - gry wywiadów to fascynująca historia.

Opinie o ebooku Wojny wywiadów -

Fragment ebooka Wojny wywiadów -

WARSZAWA 2012
Życie i śmierć według KGB
Mordercy rosyjskiego agenta zostawili za sobą długi ślad radioaktywnego polonu. Mimo to jest mało prawdopodobne, że sprawcy zostaną kiedykolwiek wykryci.
autor Krzysztof Kęciek

Aleksander Litwinienko konał powolną, bolesną śmiercią. Najlepsi brytyjscy lekarze nie byli w stanie mu pomóc, zabójcy podali bowiem byłemu rosyjskiemu agentowi śmiertelną dawkę radioaktywnego polonu-210. Litwinienko, wysoki, przystojny mężczyzna, pod koniec życia wyglądał jak więzień obozu koncentracyjnego, bez włosów, z gasnącym wzrokiem i zapadniętymi policzkami. Jego zwłoki były tak napromieniowane, że trzeba było pochować je w odpornej na radiację trumnie. Ślady zabójczej promieniotwórczej substancji wykryto w wielu miejscach Londynu, a także w Hamburgu i w samolotach lecących do Moskwy. Idąc tym tropem, Scotland Yard nadal ściga zabójców.

W przyrodzie polon występuje w śladowych ilościach. Można go uzyskać w sposób sztuczny, bombardując bizmut neutronami. Radioaktywny izotop polonu uzyskuje się w reaktorach nuklearnych lub w kosztownych laboratoriach państwowych. Jeden gram tej substancji kosztuje 2 miliony dolarów. Z pewnością więc zleceniodawcy mordu byli wysoko postawionymi lub niezwykle zamożnymi ludźmi.

Komentatorzy zastanawiają się, czy rozkaz zlikwidowania „zdrajcy” nadszedł z Kremla, czy też 43-letni Litwinienko padł ofiarą swych dawnych kolegów, którzy wymknęli się spod kontroli. Bez względu jednak na to, jak potoczy się śledztwo – jedno nie ulega wątpliwości: wrogowie rosyjskich służb specjalnych zazwyczaj nie żyją długo.

W swojej pracy Litwinienko stosował tak samo bezwzględne metody jak te, których padł w końcu ofiarą.
Kariera agenta

Zabójstwo zostało przeprowadzone w sposób, którego nie powstydziłby się autor szpiegowskich thrillerów. Zresztą całe życie ofiary nadaje się do takiej powieści. Aleksander Litwinienko, przez przyjaciół zwany „Szaszą”, od 18. roku życia służył w armii radzieckiej i zdobył uznanie przełożonych. Po ośmiu latach został przyjęty do KGB, osławionej radzieckiej służby bezpieczeństwa. Kiedy imperium rozpadło się, Litwinienko trafił do Federalnej Służby Bezpieczeństwa (FSB), następczyni KGB. Otrzymał stopień podpułkownika i pracował w Departamencie 7., odpowiedzialnym za zwalczanie przestępczości zorganizowanej. Później opowiadał, że zadaniem Departamentu 7. było rekrutowanie potężnych biznesmenów i najemnych morderców. „Działaliśmy według zasady problemów – jeśli rząd miał problem, musieliśmy go rozwiązać”. Co to oznacza? Ni mniej, ni więcej tyle, że agent Litwinienko stosował metody, których sam padł potem ofiarą.

Nieraz twierdził, że otrzymał rozkaz zlikwidowania pochodzących z Kaukazu wierzycieli wysokiej rangi oficera FSB, a także, że polecono mu zabić Michaiła Triepaszkina, funkcjonariusza Federalnej Służby Bezpieczeństwa, który zbyt swobodnie opowiadał o działalności „resortu”. Według Litwinienki Departament 7. przeprowadził całą serię potajemnych egzekucji przeciwników rządu od 1997 roku, kiedy szefem FSB został późniejszy prezydent Władimir Putin. Polityków i biznesmenów zabijano w lasach i na ulicach.

W 1998 roku rosyjski agent wystąpił na niezwykłej konferencji prasowej – oskarżył przełożonych, że wydali mu rozkaz zgładzenia oligarchy Borysa Bierezowskiego, miliardera, który zbił fortunę podczas ekonomicznego chaosu lat 90. i należał wówczas do elity władzy na Kremlu. Za tę śmiałość Litwinienko trafił do więzienia. Spędził za kratami dziewięć miesięcy, lecz, o dziwo, został uniewinniony.

W 2000 roku zbiegł do Wielkiej Brytanii. Logiczne było, kogo wybierze na nowego promotora. Związał się z Borysem Bierezowskim. To właśnie ten oligarcha pomógł Putinowi zdobyć najwyższy urząd w państwie, lecz potem popadł w niełaskę. Ponieważ prezydent Rosji postanowił złamać potęgę ekonomicznych magnatów – Bierezowski ratował się ucieczką do Zjednoczonego Królestwa i stał się bezpardonowym przeciwnikiem Kremla. Po spotkaniu z Litwinienką sfinansował jego demaskatorską książkę FSB wysadza Rosję, wydaną w 2002 roku. Były podpułkownik oskarżył w niej tajne służby Putina o podłożenie bomb w budynkach mieszkalnych w Moskwie i innych miastach w 1999 roku. Zginęło wtedy 246 ludzi, 2 tysiące zaś odniosło rany. O dokonanie tych barbarzyńskich ataków oficjalnie oskarżono rebeliantów czeczeńskich. Rosja rozpoczęła drugą wojnę czeczeńską, dzięki której Putin doszedł do władzy. Jak twierdził Litwinienko – po trupach własnych obywateli.

W kolejnych wywiadach prasowych były podpułkownik FSB wyjawiał coraz bardziej sensacyjne tajemnice – twierdził, że co najmniej dwóch spośród Czeczenów, którzy wzięli zakładników w 2002 roku w moskiewskim teatrze, było agentami FSB. Opowiedział, jak rosyjskie służby bezpieczeństwa szkoliły w Dagestanie egipskiego terrorystę Ajmana al-Zawahiri, zastępcę Osamy bin Ladena. Wielu uważało, że to wyssane z palca teorie spiskowe, za pomocą których rosyjski „zdrajca” usiłuje zwrócić na siebie uwagę.

7 października 2006 roku została zastrzelona w Moskwie krytyczna wobec Kremla dziennikarka Anna Politkowskaja, demaskująca w swych książkach prawdziwe oblicze brudnej wojny czeczeńskiej oraz autorytarnego reżimu Putina, zdominowanego przez byłych kagebistów, wojskowych oraz powiązanych ze światem zorganizowanej przestępczości biznesmenów. Śmiertelne kule dosięgnęły nieustraszoną reporterkę w windzie. Dla pewności zabójca podszedł jeszcze do krwawiącego ciała, wymierzył w głowę i oddał ostatni strzał.

Aleksander Litwinienko ogłosił, że rozpoczyna śledztwo i zamierza zdemaskować zleceniodawców tego mordu. Dawał do zrozumienia, że decyzja o usunięciu krnąbrnej dziennikarki zapadła na Kremlu. Nie wiadomo, kto wydał na Politkowską wyrok śmierci. Być może te same mroczne siły, które zlikwidowały później Litwinienkę.

W październiku 2006 roku do Londynu trzykrotnie przyjeżdżali z Moskwy dwaj byli funkcjonariusze FSB, Andriej Ługowoj i Dimitri Kowtun, którzy za każdym razem spotykali się ze swym dawnym kolegą. Zostawiali też po sobie w hotelach radioaktywne ślady polonu. Po raz ostatni Ługowoj w towarzystwie trzech innych Rosjan przyleciał 25 października lotem British Airways 873. Kowtun przybył samolotem z Hamburga. Byli agenci zamierzali jakoby obejrzeć mecz piłkarski CSKA Moskwa–Arsenal.

Trucizna w filiżance

Dla Litwinienki 1 listopada 2006 roku okazał się feralnym dniem. Były funkcjonariusz odbył spacer po Mayfair, jednej z najbardziej ekskluzywnych dzielnic Londynu. W barze sushi Itsu przy Piccadilly Circus spotkał się z włoskim ekspertem od tajnych służb Mario Scaramellą. Włoch pił tylko wodę, Litwinienko zamówił herbatę i zupę misu. Danie podała pochodząca z Polski kelnerka, 22-letnia Elżbieta Małek. Scaramella przekazał swemu rozmówcy dokumenty dotyczące śmierci Politkowskiej oraz „listę wrogów Rosji”.

Listę tę sporządziła organizacja weteranów KGB „Sława i cześć”, a widniejący na niej ludzie przeznaczeni byli jakoby do likwidacji. Znaleźli się tam podobno Litwinienko, Scaramella, Bierezowski oraz znany rosyjski dysydent i pisarz Władimir Bukowski. Będąc w szpitalu, Litwinienko wysunął podejrzenie, że to Scaramella dosypał mu trucizny do potraw, jednak zdaniem Scotland Yardu do otrucia doszło później. Zamachowcy przez cały czas szli za swą ofiarą jak pies za zwierzyną, czekając na sprzyjający moment – stąd radioaktywny ślad w barze Itsu.

„Mój syn został zabity przez minibombę nuklearną” – powiedział po śmierci Litwinienki jego ojciec Walter.

Na kolejne spotkanie Litwinienko podążył do ekskluzywnego hotelu Millennium przy Grosvenor Square. Tam, w Pine Bar, umówił się z Kowtunem i Ługowojem. „Szpieg-zdrajca” pił jakoby tylko herbatę, aczkolwiek na stole pojawiła się także butelka dżinu. Zdaniem Scotland Yardu to właśnie tu doszło do zamachu. W zajmowanym przez Rosjan pokoju na czwartym piętrze wykryto później wysoki poziom radioaktywnego polonu. Spiskowcy byli tak niefrasobliwi, że pozwolili, aby jedna kropla wyjątkowo toksycznej, rzadkiej i trudnej do zdobycia substancji spadła na dywan.

Truciznę podano Litwinience w papierosie, lub – co bardziej prawdopodobne – w herbacie. Oficerowie śledczy zidentyfikowali później ślady polonu w filiżance po herbacie oraz w hotelowej zmywarce do naczyń. Siedmiu pracowników baru uległo radioaktywnemu skażeniu, podobnie jak dwóch stróżów prawa. Po spotkaniu w barze Litwinienko był już człowiekiem skazanym na śmierć. Odwiedził jeszcze biuro Bierezowskiego przy Down Street i firmę o nazwie Erinys zajmującą się sprawami bezpieczeństwa. Wszędzie zostawił po sobie radioaktywną smugę.

Jeszcze tego samego dnia poczuł się źle. Początkowo myślał, że dopadła go ostra grypa, lecz objawy stawały się coraz bardziej niepokojące. Były podpułkownik FSB, który w październiku 2006 roku otrzymał brytyjskie obywatelstwo, trafił 4 listopada do londyńskiego Barnet General Hospital, lecz bezradni lekarze nie potrafili postawić diagnozy. Polon czynił spustoszenie w organizmie chorego, niszczył zwłaszcza szpik kostny, produkujący komórki układu odpornościowego i krwi. Symptomy były typowe dla choroby popromiennej – nudności, biegunka, wypadanie włosów. Specjaliści nie wykryli jednak radioaktywności – promienie alfa, emitowane przez polon-210, mają zasięg kilku centymetrów, a trucizna była już w organizmie. 17 listopada system odpornościowy pacjenta załamał się. Litwinienko został przeniesiony do University College Hospital i otrzymał ochronę policyjną. W trzy dni później trafił na oddział intensywnej terapii. Lekarze podejrzewali, że chory został otruty talem, metalem ciężkim bez zapachu i smaku. Potem wysunięto hipotezę, iż tajemniczą chorobę wywołał koktajl różnych substancji chemicznych.

ZABÓJCZY PIERWIASTEK

Polon odkryty został w 1898 roku przez Marię Curie-Skłodowską, która nazwała ten radioaktywny metal na cześć swojej ojczyzny. Obecnie produkowany jest przede wszystkim w rosyjskich reaktorach atomowych. Ten pierwiastek emituje tak silne promieniowanie alfa, że w ciemności świeci niebieskim blaskiem. Śmiertelne promienie mają jednak niewielki zasięg – najwyżej 5 cm. Polon można śmiało wziąć do ręki – radiacja nie przechodzi przez skórę. Może jednak przedostać się do organizmu wraz z jedzeniem, napojem, w oddechu (np. z dymem zatrutego papierosa) lub przez otwartą ranę. Wtedy na ratunek jest już zazwyczaj za późno. Pierwiastek ten ma stosunkowo krótki okres połowicznego rozpadu – 138 dni. Oznacza to, że metal, którym otruto Litwinienkę, nie mógł być wcześniej długo przechowywany.

Dopiero na kilka godzin przed śmiercią Litwinienki w jego moczu wykryto ślady radioaktywnej substancji. Ale na ratunek było za późno. Były funkcjonariusz FSB zmarł wieczorem 23 listopada. Rodzinie powiedziano, że ciało musi zostać pogrzebane – gdyby zwłoki poddano kremacji, popioły byłyby radioaktywne jeszcze przez 22 lata i tak długo należałoby czekać z pogrzebem. Konający Litwinienko mówił, że jego śmierć jest ostatecznym potwierdzeniem, iż mówił prawdę. Oskarżył prezydenta Putina o zainspirowanie zbrodni: „Udało się panu uciszyć mnie, lecz trzeba będzie za to zapłacić. Okazał się pan tak barbarzyński i okrutny, jak twierdzili najbardziej bezlitośni pana krytycy. Pokazał pan, że nie ma szacunku dla życia, wolności i wszelkich cywilizowanych wartości. Okazał się pan niegodny swego urzędu i zaufania cywilizowanych mężczyzn i kobiet. Udało się uciszyć jednego człowieka, lecz protesty cywilizowanego świata będą docierać do pańskich uszu aż do pana śmierci, mister Putin. Niech Bóg panu przebaczy to, co pan uczynił nie tylko mnie, ale także ukochanej Rosji i jej ludowi”.

Śledztwo Scotland Yardu

Sekcja zwłok wykazała, że do zamachu użyto „bezprecedensowo dużej dawki” izotopu polon-210. Dla organizmu ludzkiego pierwiastek ten jest 250 miliardów razy (sic!) bardziej trujący niż cyjanek. „Mój syn został zabity przez minibombę nuklearną” – powiedział ojciec Litwinienki, Walter. Elżbieta Małek i jej koleżanki z baru sushi wpadły w panikę. „Od czasu, gdy wyszło na jaw, kim był (Litwinienko) i w jaki sposób umarł, jestem przerażona” – opowiadała Polka i żaliła się, że przyjaciele nie chcą się z nią spotykać z obawy przed napromieniowaniem.

Scotland Yard natychmiast podjął intensywne śledztwo, władze brytyjskie zwołały posiedzenie komitetu kryzysowego. Ślady radioaktywnego polonu wykryto w dwóch samolotach British Airways, które odbyły 221 lotów, m.in. do Frankfurtu, Barcelony i do Moskwy. Brytyjskie Linie Lotnicze skontaktowały się z 33 tysiącami pasażerów, aby sprawdzić, czy nie zostali narażeni na promieniowanie. Niemiecka policja wykryła ślady promieniowania także w hamburskim mieszkaniu Kowtuna oraz w lokalu zajmowanym przez jego byłą niemiecką żonę.

Śmierć Litwinienki poruszyła ludzi na całym świecie – wszystkich z wyjątkiem prezydenta Rosji.

Dziewięciu funkcjonariuszy Scotland Yardu pojechało do rosyjskiej stolicy, lecz miejscowe władze okazały im niewielką pomoc. Brytyjczycy nie mogli wypytywać świadków, pozwolono im tylko na obecność podczas przesłuchań. Ługowoj i Kowtun (których brytyjska policja uważała za głównych podejrzanych) trafili do moskiewskich szpitali z objawami choroby popromiennej. W miejscach, w których przebywał Ługowoj (ambasada brytyjska w Moskwie i rozgłośnia radiowa Echo Moskwy), również wykryto ślady radioaktywnego polonu. Sprawa stała się jeszcze bardziej tajemnicza, kiedy 24 listopada, w dzień po śmierci Litwinienki, niespodziewanie ciężko zachorował podczas konferencji w Dublinie były premier Rosji Jegor Gajdar. „Przed śniadaniem czułem się znakomicie, w pół godziny później – okropnie” – opowiadał polityk.

Jeden z architektów reform gospodarczych w Rosji nieoczekiwanie stracił przytomność, doznał krwotoku z gardła i z ust. Irlandzcy lekarze nie zdołali ustalić przyczyn nagłej i dziwnej dolegliwości. Nie udało się to także medykom moskiewskiego szpitala, do którego przewieziono byłego szefa rządu. Na szczęście Gajdar ocalał. Na początku lat 90. ochroniarzem tego polityka był Ługowoj. Były premier Rosji twierdził później, że jeśli to było otrucie, to zamach inspirowały nie rosyjskie władze, lecz ich wrogowie, dążący do zakłócenia stosunków między Rosją a Zachodem. Być może „nieznani sprawcy” postanowili pozbyć się za jednym zamachem trzech „wrogów” – Politkowskiej, Litwinienki i Gajdara.

Szwadrony śmierci

Rząd w Moskwie odrzucił wszelkie oskarżenia o współudział w zgładzeniu Litwinienki. Prezydent Putin ze swą charakterystyczną kamienną twarzą pułkownika KGB nie wyglądał na przejętego „radioaktywnym” zabójstwem, które wywołało poruszenie na całym świecie. Były oficer FSB Giennadij Gudkow, obecnie członek komitetu Dumy Państwowej ds. Bezpieczeństwa, podkreślił, że państwo rosyjskie nie miało żadnego interesu w likwidacji Litwinienki, zaś inni zbiegowie z KGB, jak Oleg Kaługin, którzy wyrządzili ojczyźnie znacznie większe szkody, spokojnie żyją sobie za granicą.

Prasa rosyjska, z pewnością inspirowana przez Kreml, zaczęła sugerować, że Litwinienko popełnił samobójstwo lub został zlikwidowany na polecenie Bierezowskiego, który pragnął zyskać w ten sposób „męczennika” dla antyputinowskiej opozycji. Pojawiła się też teoria, że podpułkownik zginął, ponieważ wdał się w podejrzane interesy z rosyjskim układem mafijno-biznesowym i naraził się swoim partnerom.

KRAJ NIEWYJAŚNIONYCH MORDERSTW

Tylko od stycznia do października 2006 roku w Rosji doszło do 3655 zabójstw lub usiłowań zabójstw, które nigdy nie zostały wyjaśnione. Jesienią 2006 roku w przeciągu kilku tygodni „nieznani sprawcy” zamordowali sześciu bankierów. Wśród ofiar znalazł się wicedyrektor rosyjskiego Banku Centralnego Michaił Kozłow. Śmiertelna kula dosięgnęła go 13 września, gdy wychodził z sauny moskiewskiego klubu piłkarskiego Spartak. Kozłow usiłował zaprowadzić porządek w rosyjskim systemie bankowym, używanym przez mafijne syndykaty do prania brudnych pieniędzy.

Także dziennikarze nie mogą czuć się bezpieczni. W 2004 roku w Irkucku został zastrzelony reporter dochodzeniowy Jan Trawinski. Rok wcześniej straszną śmiercią zginął Jurij Szczekoczkin, podobnie jak Anna Politkowskaja pracujący dla dziennika „Nowaja Gazieta”. Szczekoczkin zamierzał napisać artykuł, oskarżający zastępców prokuratora generalnego Rosji o udział w przemycie broni i mebli na szeroką skalę, badał też pranie brudnych pieniędzy z Rosji w amerykańskich bankach.

Nie zdążył opublikować swych rewelacji – po spotkaniu z agentami FSB zapadł na tajemniczą chorobę, skóra odpadła mu od ciała, nastąpił obrzęk mózgu i zgon. Oficjalnie za przyczynę śmierci uznano „reakcję alergiczną”, aczkolwiek redaktorzy „Nowej Gaziety” są pewni, że ich kolega został otruty. Próbki krwi Szczekoczkina zaginęły bez śladu w ministerstwie spraw wewnętrznych.

Brytyjscy oficerowie śledczy przypuszczali, iż prezydent Putin lub inni najwyżsi przywódcy Rosji nie ponoszą odpowiedzialności za zamach. Ostatecznie, jaką korzyść miałaby odnieść ze śmierci Litwinienki „oficjalna” Moskwa, poza międzynarodowym skandalem? Być może „zdrajcę” zgładzili, działając na własną rękę, funkcjonariusze rosyjskich służb specjalnych. Reżyser Andriej Niekrasow, przyjaciel Litwinienki, który spędził cztery dni przy łożu umierającego, powiedział: „Zapewne za zbrodnię ponoszą odpowiedzialność sojusznicy Putina, którzy chwalą się w swych saunach i daczach, że mogą zlikwidować każdego, kto im się nie podoba, i to w każdym miejscu na świecie”. Być może te ciemne siły usiłują nie dopuścić do zbliżenia między Rosją i Zachodem. Moskiewski dziennik „Kommiersant” spodziewa się dalszych zamachów, będących dziełem złowrogiej sieci służb specjalnych, potajemnie rządzącej Rosją. Strukturze tej, „która zamiast podwójnej helisy DNA ma podwójną helisę KGB”, chodzi wyłącznie o utrzymanie wpływów i władzy. W razie konieczności ten ponury układ może poświęcić nawet Putina, kiedy ten okaże zmęczenie i słabość. „Struktura działa bowiem jak wirus, który zabija jednego gospodarza i przenosi się na drugiego” – napisał „Kommiersant”.

Prawdopodobnie prawdziwi zleceniodawcy otrucia Litwinienki nigdy nie zostaną wykryci. Zdaniem wielu komentatorów, przynajmniej pośrednia odpowiedzialność za tę zbrodnię spada jednak na Putina. Prezydent Rosji, sam wywodzący się z KGB, oddał władzę bezwzględnym kagebistom i wojskowym, stłamsił wolność mediów i pozwolił, aby cała seria tajemniczych morderstw uszła sprawcom bezkarnie.

Wielka Rosja płynąca ropą i gazem, uzbrojona po zęby w broń nuklearną, zaczyna przypominać bananową republikę, w której szaleją inspirowane przez służby specjalne „szwadrony śmierci”.

Krzysztof Kęciek
Historyk, publicysta, autor m.in. książki Dzieje Kartagińczyków.
Copyright for the Polish edition © 2011 G+J
Korekta: Jadwiga Piller
Projekt graficzny okładki: Paweł Rafa
Zdjęcia na I stronie okładki: Corbis/FotoChannels, KRT Photos
Redakcja techniczna: Mariusz Teler
Projekt i skład: IT WORKS, Warszawa
Redaktor prowadzący: Agnieszka Radzikowska
Wszelkie prawa zastrzeżone. Reprodukowanie, kopiowanie w urządzeniach przetwarzania danych, odtwarzanie, w jakiejkolwiek formie oraz wykorzystywanie w wystąpieniach publicznych tylko za wyłącznym zezwoleniem właściciela praw autorskich.
Wydanie I elektroniczne
ISBN 978-837-778-089-3
Gruner + Jahr Polska Sp. z o.o. & Co. Spółka Komandytowa.
ul. Marynarska 15, 02-674 Warszawa
Dział handlowy: tel. 22 360 38 41-42
Konwersja i edycja publikacji