Wojna domowa w Hiszpanii 1936-1939 - Tadeusz Zubiński - ebook
Opis

Wojnę domową w Hiszpanii uważa się powszechnie za prolog II wojny światowej, głównie z powodu wykorzystania na polu walki nowych taktyk i typów broni. Półwysep Iberyjski stał się poligonem doświadczalnym dla wojsk faszystowskich i republikańskich. Po raz pierwszy strategia toczenia wojny oparta została na użyciu czołgów i lotnictwa, a bombardowania były wymierzone w ludność cywilną. Zbrodnie wojenne popełnione przez obie strony wstrząsnęły światową opinią publiczną. Wojna domowa w Hiszpanii podzieliła cały kontynent na wzajemnie zwalczające się obozy. Dla mocarstw europejskich Hiszpania stała się miejscem starcia dwóch totalitaryzmów: III Rzeszy i ZSRR. Wojna domowa była także ostatnią próbą utrzymania pokoju na kontynencie. Koniec walk w Hiszpanii obwieścił nadejście nowego konfliktu, który całkowicie zmienił postrzeganie wojny w świadomości całego świata. Książka Tadeusza Zubińskiego jest nowym spojrzeniem na konflikt, którego skutki Hiszpanie odczuwają do dziś.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 745

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


 

 

WSTĘP

Hiszpania jest największym potencjałem moralnym dla Europy.

François-René de Chateaubriand[1]

Wojna domowa w Hiszpanii w latach 1936-1939 była największym konfliktem zbrojnym okresu międzywojnia. Dwie duże wojny tamtego czasu: japońsko-chińska o Mandżurię (1931) i włosko-abisyńska (1935-1936) toczyły się jednak na obrzeżach ówczesnego świata. Domowa wojna hiszpańska była zarazem i poligonem wojskowym, i polityczną próbą sił dwóch skonfliktowanych agresywnych bloków: z jednej strony państw osi Berlin-Rzym, w mniejszym stopniu salazarowskiej Portugalii, a z drugiej – ZSRR oraz kierowanej przez Stalina Międzynarodówki Komunistycznej.

Jej wyjątkowość i znaczenie polegały także na samym miejscu konfrontacji: newralgiczny punkt Europy na styku z Afryką, kontrolujący dostęp na Morzu Śródziemnym i z Morza Śródziemnego na Atlantyk. Znaczenie miał również czas jej trwania: prawie trzy lata. Istotna była masowa skala zastosowanych sił i środków, co już było wielkim wyzwaniem dla gospodarki i intendentury, ponadto zakres toczonych zmagań przez armie liczące łącznie ponad 1,5 mln, sprawdzenie bezpośrednio na polu walki nowych typów broni i nowych teorii prowadzenia działań wojennych, szerokie zastosowanie wojsk kombinowanych (tzw. kolumn) oraz brygad mieszanych, ogromny udział milicji partyjnych po obu stronach, co było nowością, gdyż była to w zasadzie pierwsza wojna na tak masową wojskowo-cywilną skalę, a jednocześnie ze znacznym użyciem wojsk kolonialnych i kawalerii, komand partyzanckich etc. Była pierwszą wojną, która rozpoczęła się od pierwszego w dziejach wojen mostu powietrznego, ale także jedną z kilku już, w której użyto gazów bojowych. Wojna toczyła się na lądzie, na morzu (także pod wodą) i w powietrzu, trwała na tyłach, rozgrywała się w wysokich górach, w śniegach, ale też i w saharyjskiej spiekocie. Toczyła się również na falach radiowych: duże znaczenie miały tajne radiostacje wywiadowcze, pracujące na terenie wroga, i ich wykrywanie. Można więc ją także uznać za pierwszą wojnę elektroniczną. Szczególnie wiele wysiłku i środków materialnych na pozyskanie dla swojej sprawy międzynarodowej opinii publicznej przeznaczyła strona republikańska.

Była wojną na ideologię i na symbole, wykreowała wiele białych mitów i czarnych legend. Co więcej – stała się pierwszą tak powszechnie sfeminizowaną wojną. Po stronie republikańskiej walczyły oddziały milicji partyjnych złożone z kobiet i nierzadko dowodzone przez kobiety. Takim przykładem są żeńskie kompanie rekrutujące się z członkiń anarchistycznej organizacji Agrupación Mujeres Libres – Ugrupowanie Wolne Kobiety. Tysiące hiszpańskich kobiet stanęło za obrabiarkami, zasiadło za kierownicami samochodów, zastępując mężczyzn, którzy poszli na front.

Podczas tej wojny dwukrotnie na lewicy rozegrały się wyniszczające wojny w wojnie. Po raz pierwszy odnotowano wówczas zmasowane, wręcz terrorystyczne naloty lotnicze na wielkie metropolie, ale jednocześnie chyba po raz ostatni duże znaczenie odegrały brawurowe szarże kawalerii oraz szaleńcze ataki piechoty na bagnety. Mocarstwa światowe wykorzystały wojnę w Hiszpanii dla sprawdzenia nowych teorii prowadzenia wojny oraz nowszych typów uzbrojenia i pionierskich technik. Ta wojna przeważyła, że samoloty dwupłatowe zaczęły odchodzić do lamusa. W latach 30. szczególnym zainteresowaniem cieszyły się teorie o rozstrzygającym znaczeniu lotnictwa w przyszłej wojnie, jej największym propagatorem był włoski generał Gulio Douhet. Orędownikami błyskawicznej wojny pancernej byli Anglicy John Fuller i Basil Liddell-Hart oraz sztabowcy niemieccy, między innymi Heinz Guderian i Ludwig von Einmansberger. Inni sztabowcy lansowali teorię o wyższości pełnego zmechanizowania sił lądowych, tę, która stała się obsesją Mussoliniego. Modny stał się dogmat o prymacie armii zawodowej nad armią z poboru, propagowany między innymi przez pułkownika francuskiego Charles’a de Gaulle’a i niemieckiego generała Hansa von Seeckta. Była okazja sprawdzenia teorii tak zwanej wojny totalnej, którą opracował niemiecki generał Erich Ludendorff.

Teoretycy i planiści wojskowi zgadzali się w jednym: przyszła wojna będzie wojną manewrową przez masowe użycie nowoczesnych środków technicznych: lotnictwa i czołgów. Oczywiście teren tej sprawdzającej wojny – górzysta i rozległa, o zróżnicowanym klimacie Hiszpania – mógł doskonale zweryfikować wszystkie teorie oraz założenia taktyczne i strategiczne. Sztabowcom w zacisznych gabinetach wszystko zgadzało się na papierze i w wyliczeniach, więcej – doskonale wychodziło w grach wojennych prowadzonych na poligonach. Ale prawdziwym sprawdzianem mogła być tylko realna wojna i to toczona na ogromną skalę w znacznym przedziale czasowym, w konfrontacji z wrogiem podobnie wyposażonym technicznie i znacznym ilościowo. Wojna domowa w Hiszpanii stała się najbardziej zmitologizowanym konfliktem zbrojnym w dziejach wojen, choćby nawet z tego powodu, że walczyli w niej przedstawiciele blisko 70 narodów. Tyleż powszechnie, co błędnie uchodzi za wojnę intelektualistów, pisarzy, poetów, chociaż zaowocowała wieloma znaczącymi dziełami literackimi i plastycznymi. Na pewno była pierwszą wojną tej skali tak na bieżąco relacjonowaną przez korespondentów wojennych, którzy zostali uznani za klasyków gatunku, jak: Ciryl Conolly, Ernest Hemingway, Hubert Knickerbocker, Jay Alen, Harold Cardozo, Martha Gellhorn, Hank Gorrell, Guy de Traversay, Louis Fischer, Frank Hanighen, George Steer, Hugh Slater, Webb Miller, Edmond Taylor, Liston Oak, Kitty Bowler, Henry Buckley etc. Obliczono, że w Hiszpanii podczas tej wojny przebywało i pracowało 948 reporterów zagranicznych.

Również w kinie światowym ta wyjątkowa wojna i jej geneza znalazła swoją bardzo obfitą prezentację. Tylko do roku 1976, jak obliczył w swej pracy La guerra de España y Cine Carlos Fernández, nakręcono 343 filmy krótkometrażowe i 145 pełnometrażowych poświęcone tej tematyce.

Jeszcze jedno wyróżnia tę wojnę spośród tylu wojen. Otóż jej historię opisali nie, jak to jest regułą, zwycięscy, ale pokonani, co stało się ewenementem w całej historii świata. Republikanie przegrali wojnę faktycznie na polu walki, ale wygrali ją medialnie: w sercach, w przekazie artystycznym i w pamięci milionów ludzi na całym świecie. Jeszcze wtedy, gdy trwały walki, bohaterowie lewicy, jak: Enrique Líster, La Pasionaria, Juan Modesto albo Buenaventura Durruti, czy także grupowe formacje, jak: Brygady Międzynarodowe albo z drugiej strony Legion Condor, bądź miejscowe, na przykład Guernica czy bitwa nad Ebro, stały się ikonami popkultury tamtej epoki. Światową karierę zrobiły określenia powstałe na tej wojnie, jak ¡No pasarán!, piąta kolumna bądź koktaile Mołotowa.

Jednak do tej pory w mainstreamowym przekazie medialnym geneza, przebieg i skutki tego bratobójczego konfliktu wciąż są zafałszowane, zwłaszcza tak jest w Polsce, gdzie „nadal obowiązuje schemat interpretacyjny sprzed półwiecza. Nad Wisłą celebruje się wizję konfrontacji z faszyzmem” – napisał jeszcze w ubiegłym wieku Jan Kieniewicz, historyk i ambasador Polski w Hiszpanii w latach 1990-1994. Ten z czytelników, któremu historia Hiszpanii tamtego czasu kojarzy się wyłącznie z wyuczonym w szkole, super zaangażowanym politycznie plakatem bardziej niż wierszem Władysława BroniewskiegoNo pasarán! będzie zaskoczony, a może poruszony tą lekturą. Jest bardzo mało prawdopodobne, aby odczuł spodziewane potwierdzenie swojej „tej jedynie słusznej”, dekadami hołubionej prezentacji tego złożonego i wielowątkowego konfliktu. Tym bardziej że w Polsce kompetencje i szczerość nigdy nie były opłacalne, gdyż – jak to przepowiedział stary Terencjusz – Veritas odium parit – prawda rodzi nienawiść.

Pani Profesor Amelia Serraller Calvo, slawistka i badaczka madryckiego Uniwersytetu Complutense (UCM)[2], specjalizująca się w dorobku, między innymi Ryszarda Kapuścińskiego, o pracyHiszpańska wojna domowa 1936-1939 napisała w liście do autora między innymi: „Czytałam z przyjemnością Pana esej, który uważam za ciekawy i jednocześnie zbyt sensacyjny. Cieszę się, że w przeciwieństwie do niektórych Polaków, Pan opisuje wady i okrucieństwa strony frankistowskiej. Moim zdaniem jednak, portret strony republikańskiej jest o wiele słabszy”.

 

 

NARODZINY BURZY

Jak zauważył Oskar Wilde, „Szczęśliwy jest naród, którego historię czyta się ze znudzeniem”. Zarówno Hiszpanie, jak i Polacy do takich szczęśliwych narodów na pewno się nie zaliczają.

Przybliżmy historyczno-społeczną scenerię oraz rozliczne społeczne, kulturowe i mentalne okoliczności tej niezwykłej wojny, która do dziś jest dla Hiszpanów najbardziej bolesną narodową traumą w całej historii państwa i narodu, z którą wciąż nie mogą sobie dać rady.

Cały wiek XIX w historii Hiszpanii to jedno krwawe pasmo wojen domowych i kolonialnych, obcych interwencji, buntów chłopstwa, rebelii przy narastającym marazmie gospodarczym i postępującej petryfikacji struktur społecznych. Hiszpania w trakcie XIX w. albo stanęła w miejscu, albo – jak chcą niektórzy – cofnęła się w rozwoju gospodarczym. Około roku 1800 dochód narodowy w Hiszpanii na jednego mieszkańca oscylował w granicach 94% dochodu Anglika lub Francuza, a około roku 1875 spadł do 55%. W roku 1800 Hiszpania liczyła 11,5 mln mieszkańców, Wielka Brytania 10,9 mln, Niemcy 24,5 mln. W roku 1900 było w Hiszpanii 18,6 mln ludności, w Wielkiej Brytanii 37 mln, w Niemczech 50,6 mln, czyli w Hiszpanii nastąpiła zapaść demograficzna. Podczas gdy inne kraje zachodniej Europy wkroczyły już w erę przyśpieszonej industrializacji, Hiszpania opierała swą gospodarkę na zacofanym rolnictwie i iluzorycznej eksploatacji kolonii.

W roku 1871, wieku rozbuchanych żywiołów, czyli wieku rewolucji i przewrotów, przyjechał do Hiszpanii Francuz Paul Lafargue, zięć Karola Marksa, który zaczął głosić idee komunistyczne. I niestety się zaczęło. W tym samym czasie włoski inżynier Giuseppe Fanelli skutecznie zaszczepił w Hiszpanii anarchizm.

Dopiero po sromotnej klęsce w wojnie z USA w 1898 r. nastąpiło pewne ożywienie gospodarcze peryferyjnej i zacofanej technologicznie Hiszpanii. Z zamorskich kolonii Hiszpania zachowała już tylko niewielkie fragmenty dzisiejszego Maroka i peryferyjne skrawki w Afryce Równikowej. Tym samym z dawnego światowego mocarstwa kolonialnego i potęgi morskiej, ojczyzna Cervantesa stała się krajem, o którym złośliwie mówiono, że z nikim nie ma zatargów, bo nikt się nim nie interesuje.

W roku 1902 zaczęły dymić wielkie piece hutnicze Baskonii i działać tamtejsze nowoczesne stocznie, w Asturii powstały fabryki nawozów sztucznych i rozbudowano kopalnie. W Katalonii nastąpił boom przemysłu włókienniczego i maszynowego. Jedną z przyczyn ożywienia gospodarczego pierwszych lat XX w. było wycofanie kapitałów hiszpańskich z Filipin i Kuby. Drugim pozytywnym impulsem pobudzającym gospodarczy rozwój stały się wzmożone inwestycje kapitału zagranicznego, na przykład niemieckiego i brytyjskiego w hiszpańskie koleje, stocznie, kopalnie, huty, drogownictwo i sieć energetyczną. Wraz ze wzrostem zamożności regionów uprzemysłowionych nastąpił wzrost świadomości odrębności narodowej mieszkających w Hiszpanii mniejszości narodowych. Najsilniejsze narodowe przebudzenie odnotowano w industrialnej Katalonii, gdzie działał Enric Prat de la Riba i Sarra, urodzony i zmarły w Barcelonie (9 XI 1870-1 VIII 1917), człowiek, który obudził katalońską świadomość narodową, polityk, prawnik, dziennikarz i pisarz. W roku 1901 r. Prat de la Riba sytuację zniewolonych Katalończyków porównał do tragedii Polaków ciemiężonych przez trzech zaborców, tym samym walkę Polaków o własne państwo postawił Katalończykom jako wzór do naśladowania i przykład wytrwałości przez całe dekady. Świadomość narodowa Basków znacząco zaznaczyła się dopiero w latach dyktatury generała Primo de Rivery, a mieszkańców Galicii na początku lat 30. Ale w innych regionach nie było już tak nowocześnie. Luis Buñuel powiedział kiedyś o swoim dzieciństwie i wczesnej młodości przeżytych w Calanda, zapadłym kącie Aragonii, że tam średniowiecze trwało do I wojny światowej. Podobnie było też w takich regionach, jak Estremadura, Andaluzja czy Nowa Kastylia. W roku 1910 48% ludności w Hiszpanii stanowili analfabeci, podczas gdy we Francji było ich tylko 13%. W roku 1975, kiedy odszedł Franco, skala analfabetyzmu wynosiła 8,7%, przy czym w takich regionach jak Murcja sięgała 28%[3], a w kraju Basków albo w Asturii nie odnotowano nawet jednego procenta analfabetów.

Dzięki zachowaniu neutralności w okresie I wojny światowej Hiszpania wykorzystała koniunkturę i wydajnie zwiększyła produkcję przemysłową oraz eksport surowców. Szczególnie korzystne były dwa lata: rok 1917 i 1918. Pomyślny okres w gospodarce nie przełożył się na modernizację całego społeczeństwa. W roku 1920 skala analfabetyzmu pozostawała ogromna: 52,23% ludności nie umiało czytać ani pisać. Powodem takiego stanu mógł być brak kadry: nauczycieli wszelkiego typu szkolnictwa było jedynie 26,5 tys.

Korzystne procesy ekonomiczne wzmocniły miejską burżuazję oraz wielkich latyfundystów, nastąpił też przyrost proletariatu robotniczego. Wciąż przez część XX w. Hiszpania pozostawała biednym krajem rolniczym. W rolnictwie i działach pokrewnych pracowało nadal 70% Hiszpanów, często żyjących w nędzy, szczególnie na południu kraju, gdzie bezrolni chłopi ciężko pracowali na ogromnych latyfundiach w półniewolniczym systemie. Na wsi w roku 1910 mieszkało 66% ludności, z czego 2 mln stanowili bezrolni, kiepsko opłacani parobkowie, ale po skoku cywilizacyjnym, jaki nastąpił w okresie I wojny światowej, w roku 1930 ludność wiejska stanowiła już tylko 45,1%. W okresie 1900-1930 z Hiszpanii do Ameryki Łacińskiej wyemigrowało znacznie ponad milion osób. Głównie kierując się za chlebem udawali się do Argentyny, Chile, Urugwaju, Wenezueli, Meksyku, Kolumbii, Peru i na Kubę, a także, w mniejszym stopniu, do Francji lub Szwajcarii. Mimo to Hiszpania wyrywkowo modernizowała się. Król Alfons XIII 17 października 1919 r. z wielką pompą otworzył pierwszą linię metra w Madrycie – raptem 3,5 km. W roku 1924 metro powstało też w Barcelonie, w której pobudowano nowoczesne zakłady samochodowe Hispano-Suiza. Znacznie poprawiła się infrastruktura kolejowa i drogowa, rozwinął się hiszpański przemysł filmowy. W Madrycie z inicjatywy króla rozpoczęto wznoszenie nowoczesnego campusu uniwersyteckiego.

W pierwszych dwóch dekadach XX w. cechował Hiszpanię brak stabilizacji politycznej, rządy zmieniały się dosłownie z dnia na dzień. W pierwszym dwudziestoleciu (1903-1923) panowania króla Alfonsa XIII były 33 gabinety, za regencji jego matki, w ciągu 16 lat rządów, było tylko 11. Jednak rozwojowi gospodarczemu i technologicznemu nie towarzyszyły przemiany w życiu społecznym. Najbardziej wymownym przykładem takiej sytuacji jest niski procent kobiet pracujących zawodowo. Jeszcze w roku 1930 tylko 13% Hiszpanek było czynnych zawodowo, oczywiście nie licząc kobiet zatrudnionych w rolnictwie i działach pokrewnych, ponadto liczba służących i pomocy domowych stanowiła tak zwaną ciemną liczbę. Kobieta w Hiszpanii była wówczas na pewno dyskryminowana politycznie, obyczajowo i ekonomicznie. Dopiero w kwietniu 1933 r. Hiszpanki po raz pierwszy poszły do urn wyborczych, ale już w roku 1919 ustawowo wprowadzono w Hiszpanii 8-godzinny dzień pracy.

W tym okresie w korzystnej rzeczywistości doskonale odnalazł się Kościół katolicki. Obrósł w majętności i rozrósł się kadrowo. Na przykład jezuici mieli znaczne akcje udziałowe w koncernie samochodowym Hispano-Suiza, posiadali też całe dzielnice Madrytu, Barcelony i innych miast. Oblicza się, że w Hiszpanii było w tym czasie około 100 tys. księży i około 500 tys. zakonnic i zakonników. W latach 30., w chwili wybuchu wojny domowej, jeden duchowny katolicki przypadał na 500 mieszkańców. Bardzo wiele kleru hiszpańskiego powróciło po klęsce roku 1898 z Kuby i Filipin do Hiszpanii. Pod względem liczby kleru Hiszpania była krajem anachronicznym.

Wieś i prowincje rolnicze pozostawały mentalnie w wieku XIX, z kolei w wielkich aglomeracjach industrialnych zaczęły narastać nastroje antyklerykalne, dające pożywkę ruchom skrajnym i lewicowym. Na bazie wzmożonego uprzemysłowienia i procesu laicyzacji umocnił się ruch robotniczy oraz wyrosłe z niego partie polityczne. Szczególnie zyskały na znaczeniu: Partia Socjalistyczna (PSOE) i dwie masowe centrale związkowe: socjalistyczna (UGT) i anarchosyndykalistyczna (CNT).

Jednak gdy wojna się skończyła, skończyły się zamówienia eksportowe i nastąpił kryzys. Lawinowo zamykano fabryki, odnotowywano wzrost inflacji i bezrobocia. Narastało społeczne niezadowolenie, po kraju rozlała się druga fala strajków[4]. W roku 1920 w około tysiąca strajków wzięło udział ponad 250 tys. robotników, wieś hiszpańską, zwłaszcza Andaluzję, ogarnęły strajki i rebelie chłopskie.

Gdy w roku 1923 w wyborach zwycięstwo uzyskały stronnictwa liberalno-reformistyczne, skrajna prawica i reakcyjni oficerowie odpowiedzieli puczem, któremu 13 września 1923 r. przewodził generał Miguel Primo de Rivera y Orbaneja, dowódca okręgu wojskowego Katalonii. Generał de Rivera proklamował w całym kraju stan wojenny pod hasłami ocalenia ojczyzny. Król Alfons XIII, który w dniu puczu spędzał letnie wakacje w San Sebastián, powrócił do Madrytu następnego dnia i zaakceptował nowy porządek. Miguel Primo de Rivera, siwy, ale wciąż energiczny andaluzyjski ekscentryk, pretendujący do bycia hiszpańskim Mussolinim, urodził się 8 stycznia 1870 r. Objął dyktatorską władzę za przyzwoleniem króla Alfonsa XIII, zresztą admiratora faszyzmu. Dał temu wyraz będąc w podróży do Indii (dokąd udawał się na polowanie). Przejeżdżając przez Włochy, rozmawiał z marszałkiem Italo Balbo, czołowym eksponentem faszyzmu, i 19 listopada 1923 r. wypowiedział znamienne słowa: „Podziwiam faszyzm. Wy jesteście szczęśliwi, że kończycie wasze dzieło. My swoje dopiero zaczynamy”. Generała Miguela Primo de Riverę monarcha nazywał swoim Mussolinim.

Swój program polityczny Miguel Primo de Rivera streścił w jednym zdaniu: „Przybyłem, żeby walczyć z komunizmem”. Dyktator rozwiązał parlament (las Cortes – Kortezy), zdelegalizował partie polityczne, zaprowadził cenzurę, wzmógł represje wobec oponentów. Trochę groteskowy dyktator, wzorując się na faszyzmie próbował stworzyć szeroki blok narodowy Unión Patriótica (Unia Patriotyczna) – taki BBWR w późniejszym stylu Piłsudskiego. De Rivera był ze wszech miar oryginalny, także pod innym względem. Jego ulubioną postacią nie był Mussolini (jak mu to często przypisywano), ale bajkowy Harun al Raszyd z Opowieści 1001 nocy. Niektórzy określali go ledwie karykaturą Mussoliniego.

Generała interesowały tylko trzy rzeczy: konie, kobiety i wino – tak przynajmniej twierdził Gerald Brenan[5]. Trudno się pozbyć wrażenia, że na czele państwa dyktator stanął trochę przypadkiem: albo dla zabawy, a co jeszcze bardziej prawdopodobne – dla przeżycia wielkiej przygody. To był dyktator bardzo widowiskowy, jak z opery, i bardzo hiszpański jak na tamte czasy. Zaprowadził stan wojenny, zdelegalizował partie polityczne, urzędników na prowincji zastąpił wiernymi sobie oficerami, ale administrowanie, a tym bardziej codzienna urzędnicza rutyna go mierziły. Parady, przemówienia, bale, rauty – to mu odpowiadało najbardziej, ale na tym kończył się jego zapał do rządzenia. Jako rzeczowy oficer, przywykły do rozkazywania, nie znosił długich narad ani nie tolerował dyskusji, nie miał zrozumienia tak typowego dla hiszpańskich polityków gadulstwa i zbędnych popisów oratorskich. Decyzje podejmował spontanicznie i bez namysłu, w iście andaluzyjskim żarze. Gdy miał do rozwiązania zawiłą sprawę, wolał jej w ogóle nie podejmować i mawiał wtedy: „Będzie, jak zechce Pan Bóg”. Religijny barokowo był jednak tylko w słowach, w czynach odzywała się w nim andaluzyjska dusza. Do pracy stawiał się już o ósmej, ale w południe, jak w Andaluzji nakazuje zwyczaj, zakładał szlafmycę i szedł na sjestę. Każdego wieczoru grywał w karty w stołecznych kawiarniach albo urządzał popijawy z kolegami w klubach dla elity. Chętniej niż doradcami otaczał się kobietami. Owdowiał w wieku 38 lat, jego żona zmarła w połogu, rodząc szóste dziecko. Potomstwo oddał na wychowanie siostrze, a sam namiętnie romansował. Zamiast przy biurku, widywano go w kabaretach, na wyścigach konnych, w teatrzykach i na ukochanej przez niego korridzie z coraz to innymi kochankami: „Otaczały go przyjaciółki ze wszystkich warstw społecznych i całego świata. Filipinki, Kubanki, Brytyjki” – pisał Brenan.

Generał Primo de Rivera, sam zawodowy wojskowy, postulował zamianę kosztownej i nieproduktywnej armii z poboru na profesjonalną armię zawodową i odcięcie wydatków na wojsko. Do roku 1930 cięcia stanów osobowych w korpusie oficerskim wyniosły 10%, a stan sił zbrojnych zmniejszył się o 25%. Działo się to w okresie wielkiego kryzysu. To też tłumaczy niskie poparcie, jakiego korpus oficerski udzielił nowatorskiemu dyktatorowi.

W pierwszym okresie rządów, dzięki rządowemu programowi robót publicznych de Rivera na krótko ożywił gospodarkę. Na przykład wybudowano 9 tys. km szos, po których zaczęły jeździć auta osobowe i ciężarówki. W roku 1929 w Barcelonie odbyła się bardzo udana Wystawa Światowa EXPO 29, co poprawiło na chwilę nie najlepsze humory Hiszpanów. W Sewilli w roku 1929 zorganizowano Wystawę Iberoamerykańską.

Kryzys, który ogarnął wówczas cały świat, dotknął również Hiszpanię, wskutek czego bardzo podupadła pod względem ekonomicznym. Znów pojawił się milion bezrobotnych w rolnictwie i pół miliona w przemyśle. W Barcelonie tylko 30% robotników w sektorze budowlanym miało pracę. Kapitał obrotowy, czyli paliwo inwestycyjne gospodarki, spadł z 2 tys. mln peset w roku 1928 do 50 mln peset w 1933 r. Symptomem regresu stał się spadek liczby urodzeń: z 29,0 na tysiąc mieszkańców w roku 1928 obniżył się do 25,7 w roku 1935.

Hiszpania wiejska wciąż pozostawała znacznie uwięziona w średniowieczu. Najwięcej ziemi znajdowało się w rękach latyfundystów – grandów z wielkich rodów. Na przykład w roku 1932 diuk de Medinaceli władał 79 147 ha, diuk de Peñaranda był właścicielem 51 016 ha, diuk de Villahermosa posiadał 47 203 ha, diuk Alba 34 455 ha, a markiz de la Romana 29 095 ha. To były de facto małe państewka. Arystokracja i latyfundyści w omawianym okresie byli w posiadaniu łącznie 179 467 ha, a cała Hiszpania wraz z koloniami liczyła 562 528 ha.

Wraz z pojawieniem się kryzysu drastycznie wzrosły koszty utrzymania. Znowu krajem zaczęły wstrząsać strajki i demonstracje. Mnożyły się spiski i rosła w siłę opozycja republikańska. W sferze polityki zagranicznej dyktator groteskowo podjął próbę odbudowy hiszpańskiej potęgi kolonialnej wplątując kraj w szereg kosztownych i długotrwałych wojen marokańskich. Nie był przekonany to tego rodzaju wojenek, ale chciał odwrócić uwagę opinii publicznej od bieżących kłopotów i skonsolidować wokół siebie naród.

Dzień 17 czerwca 1925 r. przyjmuje się za datę narodzin hiszpańskiej radiofonii. Tego dnia spółka La Sociedad Unión Radio nadała przemówienie radiowe króla, a na ulicach Madrytu montowano głośniki uliczne, wpisujące się na stałe w pejzaż większych hiszpańskich miast na kilka dekad.

Dyktatura generała Miguela Primo de Rivery upadła 28 stycznia 1930 r., bo się kapryśny dyktator znudził rutyną rządzenia i mu się odechciało. Dyktator z zarzueli[6], generał Miguel Primo de Rivera rządził Hiszpanią od 13 września 1923 r. przez 6 lat, 4 miesiące i 15 dni. To były właśnie te złote albo szalone lata 20. Zagrożony zbiegł do Francji i od razu z emigracji wszczął przygotowania do drugiego puczu. Zmarł jednak wkrótce (16 III 1930) w skromnym hoteliku w Paryżu. Uwielbiał słodkości, które stały się przyczyną jego śmierci: zmarł na cukrzycę, choć są przesłanki, że do jego śmierci przyczyniła się masoneria.

Owszem, były dyktator cierpiał na cukrzycę, ale był pod stałą kontrolą lekarską. W tym czasie ambasadorem Hiszpanii w Paryżu był bojowy mason Quinones de León. Mówi się, że w dzień przed swoją śmiercią generał don Miguel jadł kolację z pewnym Żydem sefardyjskim, bankierem i masonem. Charakterystyczne jest to, że ciało generała nie poddano zwyczajowej obdukcji, choć lekarz ambasady, Francuz Bandelac de Pariente, chciał tego dokonać, miał bowiem wątpliwości, co do przyczyny tak nagłego zejścia osoby jakoś tam chorej, ale której stan zdrowia nie zapowiadał tak nagłego i radykalnego pogorszenia w tak krótkim czasie. José Antonio przed sądem w Alicante przedstawił romantyczną wizję śmierci swojego ojca: „Don[7] Miguel zmarł na wygnaniu w Paryżu z powodu ataku melancholii, która go trapiła od chwili, gdy musiał porzucić ukochaną ojczyznę”.

W roku 1929 José Ortega y Gasset opublikował w gazecie serię artykułów pod tytułem: La rebelión de las masas [Bunt mas]. Ugrupowania antymonarchistyczne i lewicowe 17 sierpnia 1930 r. zawarły pakt współpracy w San Sebastián, co stało się preludium do obalenia monarchii. Z balkonu hotelu, w którym obradowano, wywieszono republikański sztandar. Układające się strony, z PSOE na czele, utworzyły Komitet Rewolucyjny, zgodziły się w jednym w 100%, że Katalonia powinna otrzymać autonomię. Uczestników zjazdu w San Sebastián aresztowała policja. W skali całego kraju w 450 klubach republikańskich[8] zjednoczyło się około 100 tys. antymonarchistów. Na Plaza de Torros w Madrycie 29 września odbył się mityng republikański, w którym wzięło udział ponad 20 tys. osób, z entuzjazmem reagujących na zapowiedź odsunięcia króla od władzy.

W piątek 12 grudnia 1930 r. doszło w garnizonie w Jaca (prowincja Huesca) do kolejnej próby buntu, tym razem znacznie poważniejszej. Pucz wszczęła grupa oficerów masonów o poglądach skrajnie republikańskich. Trzej kapitanowie: Fermín Galán – komunista, Angel García Hernández, Luis Salinas ogłosili detronizację monarchy i proklamowali powstanie republiki. Fermín Galán poprowadził 300 najbardziej oddanych mu ludzi na Huesca. Po 19 godzinach marszu przeszli 86 km i zostali rozbici przez siły rządowe. Puczyści walczyli aż do wyczerpania amunicji z wojskami przybyłymi z Saragossy. Przywódcy puczu mieli sposobność przebicia się do francuskiej granicy, ale ze względu na swoje przekonania nie skorzystali z tego. Dwa dni później, w niedzielę o 14.00, dwaj kapitanowie – komuniści i masoni jednocześnie – Fermín Galán, Angel Gracía Hernández zostali rozstrzelani. Kapitan Salinas, porucznicy Muñoz i Fernandez oraz podporucznik Gisbert otrzymali karę dożywotniego więzienia. Kapitan Fermín Galán, zawzięty mason, odrzucił wsparcie duchowe księdza. Paląc papierosa, stanął przed plutonem egzekucyjnym z okrzykiem: „Niech żyje republika!” Poeta Rafael Alberti poświęcił przywódcom puczu wiersz pt. Bohaterom z Jaca.

Do kolejnej próby puczu przeciw monarchii doszło 15 grudnia 1930 r. W ten spisek znów był wplątany major Ramón Franco, który przymierzał się do zbombardowania pałacu królewskiego[9]. Puczem kierował generał Gonzalo Queipo de Llano y Sierra, który po fiasku puczu wywiesił białą flagę nad bazą, a sam uciekł samolotem za granicę. Młodszy brat generała Franco włączył się w ten romantyczny bunt w szkole lotniczej na lotnisku Cuarto Vientos – jak sam później przyznawał – pod wpływem emocji. On i jeszcze kilku spiskowców rozrzucili nad stolicą ulotki, ogłaszające Hiszpanom, że proklamowano republikę. Pucz był tyleż samo romantyczny, co partacki. Generał Mola, szef ówczesnych służb bezpieczeństwa, bez problemów zgarnął puczystów do aresztu. Franco odwiedził brata w więzieniu, był przybity jego nierozsądnym postępowaniem.

Już w okresie republiki, w roku 1931 major Ramón Franco, młodszy brat przyszłego el caudillo, opublikował książkę opisującą podkoloryzowane kulisy i przebieg puczu w Cuarto Vientos pt. Madrid bajo las bombas [Madryt pod bombami]. Tytuł tyleż efektowny, co zwodniczy, gdyż tym razem ani jedna bomba nie spadła na stolicę.

W wyborach municypalnych z 12 kwietnia 1931 r. przyjęto, że wygrały stronnictwa republikańskie i szeroko liberalne. Tego dnia, jak powiedział premier admirał Juan Bautista Aznar Cabañas (1860-1933), „Hiszpania obudziła się republiką”. Ta wygrana republikańska była co najmniej dyskusyjna, gdyż system wyborczy drastycznie premiował większe ugrupowania i bloki, chociaż stronnictwa szeroko uznawane za republikańskie uzyskały w skali całego kraju aż 22 150 foteli w radach, a monarchiści jedynie 5775. Gwoździem do trumny monarchii stała się telegraficzna proklamacja z nocy z 12 na 13 kwietnia, jaką wydał generał i mason José Sanjurjo, będący dowódcą Guardia Civil[10], obwieszczająca, że jego oddziały nie wystąpią przeciw republikańskiemu powstaniu. Republikanie, którzy mieli swoich ludzi w urzędach pocztowych, odpowiednio ją nagłośnili.

W obronie tronu król Alfons XIII nie zareagował, tym bardziej że był przygnębiony niedawną śmiercią swojej matki. Monarcha obawiał się, że jego rodzinę i jego samego czeka los rodziny Romanowów, powiedział: „Kandydatów na hiszpańskiego Lenina jest aż nadmiar”. W tym przypadku król Alfons XIII miał nosa, gdyż w roku 1920 na II Zjeździe Bolszewików w sowieckiej Rosji Lenin prorokował: „Zapewniam, a historia przyzna mi rację, że drugim krajem europejskim, w którym zwycięży dyktatura proletariatu, stanie się Hiszpania”. Lenin był bliższy prawdy, bardziej niż Trocki, który stawiał na Niemcy. Á propos Lenina. Na tym samym zjeździe, po wysłuchaniu tyrady wodza rewolucji październikowej o zaletach komunizmu, obserwator i sympatyk z Hiszpanii, brodaty Andaluzyjczyk Fernando de los Ríos (1879-1949), umiarkowany socjalista, dociekał: „No dobrze, a gdzie tutaj jest ta obiecywana wolność?” Włodzimierz Iljicz prychnął: „Wolność? A po co komu wolność?” Może to nieco zdziwić, ale Hiszpania nawiązała stosunki dyplomatyczne z ZSRR dopiero w lipcu 1933 r.

Eksmonarcha był słabym i chutliwym sybarytą, jedynakiem rozpieszczonym przez swoją matkę Marię Krystynę z rodu Habsburgów, nazywaną Christą. W dzieciństwie zwracano się do niego z niemiecka Bubi, był wychowany w kręgu kobiet, w miarę zdolny do języków (szybko opanował angielski, niemiecki, francuski), dobry kawalerzysta, ale jeszcze lepszy, acz brawurowy kierowca. Miał do swej dyspozycji najnowsze modele takich marek, jak: Renault, Hispano-Suiza, Packard, które, jak mówił, osobiście ujeżdżał. W kwestii automobilizmu ufał tylko swemu mechanikowi – Antoniowi Sambeat, który był jego pierwszym kierowcą i pracował dla niego ponad 30 lat.

Alfons XIII obsesyjnie polował, ale polowania z jego udziałem to były prawdziwe rzezie. Na przykład 30 grudnia 1915 r. brał udział w polowaniu, na którym ubito 450 przepiórek, 130 królików i 40 zajęcy, na innym ustrzelono 436 przepiórek, 95 królików i 35 zajęcy. Polował z arystokracją hiszpańską, która w najważniejszej chwili go opuściła. Był kiepskim golfistą, posługiwał się specjalnym zestawem kijów – darem od małżonki, wykonanym dla niego w Anglii, bo był leworęczny. Jego ulubionymi wierzchowcami były klacz Pítima i ogier Appleby. Grał w polo do 38 roku życia, mając problemy z oddychaniem. Polityka go nudziła, mówiono, że dla niego polowanie znaczyło więcej niż rządzenie. Był osobą słabą, niesystematyczną, wręcz leniwą, ale ambitną, choć łatwo sterowalną. W zamian Pan Bóg obdarzył obficie wszelkimi zaletami jego małżonkę: Angielkę, księżniczkę Wiktorię Eugenię de Battenberg (1887-1969), nazywaną Eną[11], gdyż takie było jej czwarte, rzadko spotykane imię.

Było coś na rzeczy z tym przysłowiowym już, rozpasanym królewskim erotyzmem Burbonów, bo wiadomo, że pasjonat filmów pornograficznych król Alfons XIII bardzo wydajnie pomnażał populację hiszpańskiej stolicy swoimi dziećmi z pozamałżeńskiego łoża. Tylko z okresu madryckiego pochodzi co najmniej siedmiu nielegalnych synów tego władcy. Małżonka króla do erotycznych podbojów męża podchodziła z dystansem. Po latach tak zwierzyła się swemu biografowi: „Mój drogi, Hiszpanie są bardzo złymi mężami. To prawda, żenią się z miłości, ale bardzo szybko stają się niewiernymi mężami. Chcę myśleć, że to jest naturalny rys hiszpańskiej mentalności”. Królowa Wiktoria Eugenia zaciskała zęby i cierpiała, a lud jej współczuł. Może była to jeszcze jedna z przyczyn, dlaczego naród hiszpański tak szybko zaakceptował republikę?

Królowa[12] miała nie tylko nordycką, w typie tycjanowskim, urodę, ale i twardy charakter. Zachowała się relacja wiele mówiąca o jej zimnej krwi i prawdziwie angielskiej flegmie. Otóż kiedy 14 kwietnia 1931 r. o 17.00 królewski małżonek bardzo zdenerwowany wpadł do jej garsoniery i drżącym głosem zapowiedział, że jeszcze tego wieczoru muszą opuścić Hiszpanię, bo ich życie znajduje się w niebezpieczeństwie, królowa Wiktoria Eugenia spokojnie, klasycznie, po angielsku, zaproponowała, aby przedtem spożyli uroczystą kolację tylko we dwoje, jak wcześniej zaplanowali. Odradzała też mężowi stawianie oporu, gdyż, jak zadeklarowała „Władza królewska nie jest warta kropli krwi hiszpańskiej”.

Gdy król Alfons XIII[13] w pośpiechu opuszczał pałac królewski El Oriente, nie pożegnał się z nim ani jeden grand Hiszpanii, nikt, z kim polował i grał w golfa. Jednak około stuosobowy personel: lokaje, szoferzy, kuczerzy, kucharze, pokojówki, ogrodnicy etc. wyrazili chęć złożenia ostatniego hołdu uchodzącemu monarsze. Znamienne, że król opuścił Hiszpanię za kierownicą swego automobilu, kierując się do Kartageny, a stamtąd, na pokładzie krążownika „Príncipe Alfonso”, udał się morzem do Marsylii. Królowa wraz z infantami (następca tronu książę Asturii w beciku) wybrała wygodniejszy środek lokomocji: salonką udała się do Paryża. Do paryskiego ekspresu musieli wsiąść paręnaście kilometrów za Madrytem, w Galapagar[14], aby nie prowokować rozszalałej tłuszczy. Wielki pisarz Ramón María del Valle-Inclán powiedział, że Hiszpanie wyrzucili Burbona nie dlatego że był królem, ale dlatego, że był złodziejem. Faktycznie Alfons XIII zdeponował w bankach Londynu i Paryża 48 mln peset.

Republikę ogłoszono bez oporu, przy neutralnej postawie wojska, w obronie monarchii nie padł ani jeden strzał. Na ulice hiszpańskich miast wyległy rozentuzjazmowane wielotysięczne tłumy, wiwatujące na część nowego reżimu, większość narodu przepajał nierzadko animalny optymizm. W Barcelonie Francesc Macia ogłosił powstanie Republiki Katalońskiej, co chwilowo nie miało żadnych poważniejszych następstw, choć pobudziło separatystów katalońskich do szerokiej współpracy z nowym rządem.

W roku 1931 Hiszpania liczyła 24,693 mln mieszkańców, a średnia długość życia w roku 1930 wynosiła 50 lat. Duży postęp odnotowano w grupie kobiet studiujących na uniwersytetach: podczas gdy w roku 1900 była tylko jedna studentka, w roku 1931 było ich już 1700. Jedna osoba duchowna – ksiądz, zakonnik lub zakonnica – przypadała na 493 obywateli. Przeciętna dniówka wynosiła 4,27 peset. W dniu 22 grudnia 1931 r. odbyła się na żywo pierwsza radiowa transmisja z losowania Loterii Narodowej.

Na ziemi hiszpańskiej po raz drugi w historii nastała republika. Pierwsza istniała w latach 1873-1874, a tę drugą nazwano na wyrost: Niña Bonita – Piękna Dziewczynka. Rzesze katolików w zasadzie poparły narodziny republiki. Także większość biskupów i masowa Akcja Katolicka byli za nowym reżimem. W wielu kościołach odśpiewano uroczyste Te Deum. Było to uzasadnione tym bardziej, że początkowo nowe republikańskie władze deklarowały szacunek dla religii i instytucjonalnie nie zwalczały jej struktur. Ale ta idylla trwała krótko. Na progu lat 30., jeszcze za monarchii, załamał się sojusz ołtarza i tronu, gdyż Kościół katolicki znalazł się w dużym kryzysie, także kadrowym. Męski kler zakonny to już tylko 20 tys., żeński około 60 tys., księży świeckich było 35 tys. Hiszpanie powszechnie odwracali się od Kościoła, 2/3 było wierzących często dekoracyjnie, ale nie praktykujących. Wśród elit w kręgach finansowych, medialnych, intelektualnych zaczęli dominować ekspansywni antyreligijni masoni.

Pierwsze loże masońskie w rycie szkockim podporządkowane Wielkiej Loży Anglii zakładali w Hiszpanii Anglicy. Pionierska loża powstała 15 lutego w 1728 r. w Madrycie, a jej założycielem był Anglik książę Philip Wharton. Jej współzałożycielami też byli angielscy bracia fartuszkowi: Charles Labridge, Thomas Hatton, Richards, Eldridge Dinsdale, Andrew Galloway. Król Ferdynand VI wydał 2 lipca 1751 r. w Aranjuez dekret zakazujący masonerii, ale to już nie powstrzymało lawiny. Masoneria zakazana przez inkwizycję bardzo rozpowszechniła się za panowania króla Karola III. Wówczas do masonerii przystępowała licznie liberalna arystokracja, a również ministrowie królewscy. Pierwszym Hiszpanem, który został w 1789 r. wielkim mistrzem, był Pedro Pablo Abarca de Bolea hrabia de Aranda, przyjaciel Woltera. Silnym impulsem do dynamicznego rozwoju masonerii w Hiszpanii stała się w 1808 r. inwazja Napoleona na Hiszpanię. Nie był to krótkotrwały sukces, gdyż w latach 20. XIX w. szacuje się, że liczba masonów wynosiła około 80 tys.

Po raz pierwszy masoni weszli do hiszpańskich Kortezów w roku 1820 i od razu pierwszy mason Augustín Argüelles 3 kwietnia 1820 r. objął kluczowy resort spraw wewnętrznych. Pierwszym masońskim premierem Hiszpanii został w roku 1871 Manuel Ruiz Zorilla.

Po czasowym osłabieniu w połowie XIX w., już z końcem tego wieku masoni efektywnie i licznie weszli do wszystkich możliwych struktur antysystemowych. W roku 1868 to masoni, tacy jak Eleuterio Maisonave, Sigismundo Moret, Juan Prim y Prats, Manuel Becera, Práxedes Mateo Sagasta i wielu innych, usunęli z tronu królową Izabellę II. Stanęli na szczytach władzy zarówno z prawa, jak i z lewa, począwszy od anarchistów (z charyzmatycznym liderem Francisco Ferrerem Guardią), poprzez raczkujących wówczas socjalistów (jak Juan Simeón Vidarte y Franco Romero, Rodolfo Llopis, Fernando de los Ríos), republikanów różnych kierunków politycznych (jak Alejandro Lerroux, Diego Martínez Barrio, Miguel Maura, Santiago Casares Quiroga), autonomistów katalońskich (jak Lluís Companys i Jover), wojsko (generał Eduardo López de Ochoa). Co prawda podczas rządów generała Primo de Rivery nie mógł się odbyć kongres masoński w Madrycie, ale odbył się znakomicie w Barcelonie pod egidą generała Barrera. Przyjmuje się, że około 10% kadry nauczycielskiej w tym czasie stanowili masoni albo osoby silnie sympatyzujące z ideami masońskimi.

Kolejne loże polowe w garnizonach floty bardzo produktywnie zakładał początkowo skromny chorąży marynarki Ángel Rizo (ur. 6 VI 1885 w Madrycie), który na początku lat 30. przystał do konspiracyjnej Lewicy Republikańskiej (Izquierda Republicana – IR). W okresie II Republiki Ángel Rizo – już mason 32. stopnia – wybił się na deputowanego do parlamentu i dyrektora generalnego floty handlowej. Niektórzy badacze widzą w nim de facto pierwszego masona Hiszpanii lat 30. XX w. W pierwszych republikańskich Kortezach na 458 deputowanych masoni stanowili dokładnie 39,08%, czyli było ich 183. W liczącej 21 osób komisji parlamentarnej, opracowującej nową republikańską konstytucję, było dziewięciu masonów z przewodniczącym komisji Luisem Jiménezem de Asúa na czele. W gremiach wykonawczych rychło masoni mieli 17 ministrów, 17 dyrektorów generalnych ministerstw, 7 wiceministrów, 5 ambasadorów, a w wojsku 20 generałów. Od 27 grudnia 1933 r. rozpoczął się proces „oczyszczania wojska z elementów reakcyjnych” – jak to ujął oficer Armando Reig Fuertes, mason.

Gerald Brenan, znakomity brytyjski hispanista, mieszkający wówczas w Andaluzji, w książce El laberinto español [Hiszpański labirynt] odnotował znaczenie i wpływy masonów w elitach hiszpańskich tymi słowami:

 

Przed rokiem 1931 prawie wszyscy politycy i większość wojskowych była masonami. Prawdopodobnie nawet sam król był masonem. Około roku 1930 do hiszpańskiej masonerii zaczęły przenikać idee republikańskie i antyreligijne [...] Masonami byli Prieto, ale nie Largo Caballero, Alcalá Zamora i Miguel Maura, ale nie Gil-Robles, generałowie Sanjurjo, Mola, Queipo de Llano, Batet, Godod, ale nie Franco.

 

W dniu 22 lutego 1935 r. w Hiszpanii 9 generałów dywizji i 12 generałów brygady, w tym generał brygady José Miaja Menant, było masonami. Według zbliżonych danych na początku lata 1936 masonami u samego wierzchołka władzy byli: Prezydent Republiki Manuel Azaña, szef rządu Santiago Casares Quiroga, przewodniczący Kortezów Diego Martínez Barrio – mason 33. stopnia, minister administracji Augusto Barcia Trelles, minister marynarki José Giral, minister gospodarki Juan Moles Ornella, Dyrektor Generalny, czyli Szef Służb Bezpieczeństwa José Alonso Mallol, komendant koszar Pontejos Ricardo Burillo Stolla, kapitan Guardia Civil Fernando Condés, dowódca komanda, które zamordowało José Calvo Sotela, Juan Simeón Vidarte, Franco – szef PSOE – kochanek posłanki Margarity Nelken i człowiek numer dwa w strukturach PSOE, czołowi politycy lewicy – Marcelino Domingo z Lewicy Republikańskiej i Lluís Companys – przywódca autonomistów katalońskich.

Gdy się pisze o najbardziej prominentnych masonach tamtej epoki w Hiszpanii, należy przybliżyć postać Manuela Muñoz Martíneza. Inicjacji masońskiej dostąpił w 1924 r., w wieku 36 lat. Konspirował konsekwentnie przeciw Kościołowi i monarchii do upadku króla, awansując w hierarchii masońskiej szybko. W chwili proklamowania II Republiki był już fartuszkowym bratem 28. stopnia. Dzięki temu i swoim talentom organizacyjnym oraz bezwzględności i okrucieństwie został dyrektorem generalnym republikańskiej bezpieki La Seguridad. Formalnie nie należał do żadnej partii, ale został deputowanym do Kortezów z listy Izquierda Republicana – formacji Azañy. W roku 1935 w sierpniu kandydował na Wielkiego Mistrza Wielkiego Wschodu Hiszpanii. Choć wybory przegrał, otrzymał 33. stopień masońskiego wtajemniczenia[15].

Konserwatywny historyk Joaquín Arrarás w Historii II Republiki Hiszpańskiejpisze wręcz, że Hiszpanią de facto rządziła wówczas tajnie wielka piątka masonów: Manuel Azaña, Alejandro Lerroux, Diego Martínez Barrio, Fernando de los Ríos i Francisco Largo Caballero (sic!!!). W chwili wybuchu powstania lipcowego w roku 1936 doliczono się w Hiszpanii około 5 tys. masonów. Rzesza może niezbyt liczbowo imponująca, ale była to ta grupa, która dzierżyła władzę. Masoni programowo sięgali po najlepszych ludzi, kaperowali elitę intelektualną i finansową, polowali na jednostki najbardziej wpływowe we wszelkich sferach życia.

Masoneria hiszpańska była szczególnie bojowo antyklerykalna. To ona przeforsowała dekrety o delegalizacji jezuitów i przejęciu ich majątku na rzecz skarbu państwa (3 I 1932) oraz wiele innych aktów antykościelnych, w tym artykuł 26. republikańskiej konstytucji[16], mówiący w punkcie 1a, że władze państwowe mają prawo rozwiązać każdy związek religijny, jeśli jego działalność zagraża bezpieczeństwu państwa, a w punkcie 4. zakazujący wszelkim związkom i organizacjom religijnym podejmowania i prowadzenia działalności gospodarczej, przemysłowej i oświatowej. W republikańskiej Hiszpanii 2 marca wprowadzono rozwody, co było jaskrawym naruszeniem wciąż obowiązującego konkordatu z 1851 r. Masoni hiszpańscy mieli mocne powiązania zagraniczne, szczególnie z masoneriami brytyjską i francuską. Bardzo silnie spenetrowali zwłaszcza PSOE – partię socjalistyczną – największą siłę na lewicy oraz ugrupowania autonomistów.

Pierwszy tymczasowy rząd republikański powołał na prezydenta Niceto Alcalá Zamorę z partii republikańsko-konserwatywnej. Ministrem finansów został Indalecio Prieto z PSOE, a ministrem wojny Manuel Azaña, jeszcze wówczas z Akcji Republikańskiej. Resort pracy i spraw socjalnych objął Francisco Largo Caballero z PSOE. W nowych realiach, przy dominacji medialnej lewicy, 28 czerwca 1931 r. odbyły się pierwsze republikańskie wybory do Kortezów. Frekwencja wyniosła 70%. Socjaliści zdobyli 116 mandatów, 56 radykalni socjaliści, 26 przypadło Akcji Republikańskiej, 36 Lewicy Katalońskiej, 36 radykałom pod wodzą Alejandra Lerroux, prawica wyszła pokonana tylko z 90 mandatami, pozostałe 41 miejsc w parlamencie zdobyli kandydaci niezależni i ci z mniejszych ugrupowań. Komuniści w skali całego kraju uzyskali tylko 4,4%, najwięcej w baskijskiej prowincji Vizcaya – 20,8% i w Maladze – 15,8%.

Ważną postacią ówczesnej hiszpańskiej sceny politycznej był Alejandro Lerroux García (4 III 1864-27 VI 1949) parokrotny minister w rządach po 1931 r. W roku 1933 stanął na czele rządu i funkcję tę sprawował od 12 września do 9 października i od 16 grudnia do 28 kwietnia 1934 r. Z większym sukcesem w październiku 1934 r. poprowadził swoją partię do rządowej koalicji z prawicową CEDA, której przewodził José María Gil-Robles y Quiñones. Był to człowiek o niezwykle bujnej naturze, pasjonat pojedynków, król nocnego życia, dziwkarz, finansista, polemista, dziennikarz. Na wieść o puczu z 18 lipca 1936 r. uciekł do Portugalii. Z Portugalii nachalnie listownie przymilał się Franco, dlatego powrócił do kraju w 1947 r., osiadł w Madrycie. Był antyklerykałem, ale choć wyszedł z ruchu autonomistów sprzeciwiał się autonomizacji Hiszpanii. Przed śmiercią pogodził się z Kościołem i jego ciało włożono do trumny w habicie mnisim.

Zaznaczmy, że pierwszy komunistyczny deputowany wszedł do Kortezów dopiero w roku 1933, był nim Cayetano Balívar z Malagi, który jeszcze pojawi się na kartach tej książki. Duchowym szefem rządu został umiarkowany socjalista Julían Besteiro, który jednak nie potępił aktów lewicowego terroru, deklarując, że rozumie rozgoryczenie mas pracujących manifestujące się gwałtami i napadami. Wzmocniony republikański rząd przeforsował drastyczną reformę armii, polegającą głównie na redukcji stanu kadry oficerskiej. Do rezerwy lub do cywila przeszło zgodnie z ustawą z dnia 13 czerwca 1931 r. 64% kadry oficerskiej. Podczas prac nad projektem nowej konstytucji 13 października 1931 r. Manuel Azaña oświadczył z emfazą i na wyrost: „Hiszpania przestała być katolicka”. Te słowa zostały mu zapamiętane na wieki wieków.

Nową republikańską konstytucję przyjął hiszpański parlament 9 grudnia 1931 r. Zniesiono senat, Kortezy stały się parlamentem jednoizbowym. Artykuł 1. nowej konstytucji głosił: „Hiszpania jest republiką demokratyczną wszystkich klas pracujących, które ją współtworzą w imię Wolności i Sprawiedliwości”.

Kortezy 10 grudnia wybrały na prezydenta Republiki don Niceto Alcalá Zamorę y Torres (urodził się w Priego de Cordoba 6 VII 1877, zmarł na emigracji w Buenos Aires 18 II 1949). Tym samym pierwszym prezydentem II Republiki został były minister monarchy, umiarkowany konserwatysta i katolik i, jak wiele wskazuje, również mason. Zamora był wielkim latyfundystą z Andaluzji, banalnym mówcą o świdrującym spojrzeniu, typem człowieka powierzchownego. Nie był homo novus w polityce, był ministrem królewskim, ba, ponoć nawet przyjacielem monarchy. Lecz do czasu, gdyż czując wiatr nadchodzących przemian ogłosił się republikaninem. Miał jakiś luźny związek z republikańskim puczem w Jaca, gdyż po jego stłumieniu trafił do więzienia Modelo w Madrycie, co przysporzyło mu chwały jako bojownikowi z królewską tyranią. Gdy wybuchła hiszpańska wojna domowa, Zamora wojażował wraz z rodziną po Wyspach Brytyjskich; właśnie z Edynburga wybierał się na Islandię. Odcięty od informacji, zdany na pogłoski wahał się czy wrócić do kraju, ale doszły go wieści, że republikańscy milicjanci splądrowali jego dom, ukradli, co się tylko dało, a nawet zagrabili manuskrypt jego wspomnień. Postanowił więc pozostać poza krajem. Do roku 1940 mieszkał we Francji, a w styczniu 1942 r., za zgodą władz niemieckich i rządu Vichy, osiadł w Buenos Aires. W Argentynie utrzymywał się z odczytów, dziennikarki, honorariów autorskich za swoje książki o tematyce prawniczej i politycznej, zasadniczo w godny sposób klepał emigrancką biedę. Odnajmował mieszkanie w Buenos Aires, pisał poezję i eseje, które wydał pt. El pensamiento de „El Quijote” visto por un abogado. Gdy zmarł, ani rząd argentyński, ani frankistowski nie złożyły rodzinie kondolencji. Jego prochy powróciły do ojczyzny w 1979 r. i zostały złożone na cmentarzu La Almudena w Madrycie. Syn Zamory ożenił się z córką powstańczego generała Gonzalo Queipo de Llano. Konsekwentnie odmawiał powrotu do Hiszpanii Franco, mimo że władze frankistowskie usilnie go do tego zachęcały, składając lukratywne obietnice.

Wybory czerwcowe nie przyniosły uspokojenia rozbuchanych żywiołów. W dniu 6 lipca wybuchł strajk w koncernie Telefonica, połączony z aktami terrorystycznymi, kierowany przez CNT. W Sewilli odbył się strajk generalny, w Barcelonie hutnicy i robotnicy przemysłu maszynowego i metalurgii (42 tys.) pod przywództwem anarchistów strajkowali przez cały sierpień, a górnicy z Asturii domagali się wprowadzenia 6-godzinnego dnia pracy. Szczególnie zradykalizowali się anarchiści, którzy próbowali zbrojnie powoływać swoje komuny w zagłębiach górniczych i przemysłowych Katalonii. Rządowi udało się spacyfikować nastroje i wczesną jesienią przywrócić względny porządek w kraju.

Z początku nowe władze republikańskie prowadziły politykę rozsądnych reform. Przeprowadzono sekularyzację, zaczęto wprowadzać świeckie małżeństwa, z dniem 1 stycznia 1932 r. weszło w życie prawo do rozwodów, 24 stycznia rozwiązano Towarzystwo Jezusowe, a majątek Towarzystwa został skonfiskowany na rzecz skarbu Republiki, zarząd cmentarzy 27 stycznia przejęło państwo, zakazano finansowania instytucji kościelnych i nauki religii ze środków publicznych, władze republikańskie zlikwidowały część klasztorów. Najwyższa legislatura przyznała prawo wyborcze kobietom. Podjęto dyskusje i prace legislacyjne nad kształtem autonomii bliskiej czasowo dla Katalonii, a w przyszłości dla Baskonii. Oczywiście nowy reżim musiał mieć odrębne atrybuty państwowe. Zmieniono godło i flagę.

Okres od 16 grudnia 1931 do 12 września 1933 r. jest nazywany w historii Hiszpanii czasem modernizacji i reform Azañy. Skrajna lewica, czyli komuniści i trockiści, zarzucała Azañie połowiczność jego umiarkowanych reform, na przykład to, że w momencie wybuchu powstania lipcowego władze rozparcelowały jedynie 712 tys. ha obszarniczej ziemi. Nowe władze republikańskie chciały zaskarbić sobie przychylność pracowników oświaty, którzy mieli stać się tymi pierwszymi inżynierami dusz i zastąpić reakcyjny kler. Znacząco podniesiono płace nauczycielom i profesorom. Nauczyciele szkół elementarnych po nowych regulacjach płacowych zarabiali rocznie od 2 do 2,5 tys. peset, wykładowcy akademiccy często otrzymywali wyposażenie powyżej 5 tys. peset na rok.

W kwietniu 1934 r. już prawicowe Kortezy przyjęły rozsądną ustawę o majątku Kościoła. Z drugiej strony od początku widoczne były sygnały, że nowy reżim pójdzie na bezpośrednią konfrontację z Kościołem. Władze republikańskie 12 czerwca 1931 r. wydaliły z kraju prymasa Hiszpanii kardynała Pedra Segura y Saenza[17]. Była to drastyczna reakcja na antyrepublikański list pasterski z 7 maja, jaki do wiernych rozesłała jego eminencja oraz akt odwetowy w stosunku do Watykanu, który 30 maja odmówił akredytacji nowemu republikańskiemu ambasadorowi Hiszpanii. Kardynał Segura z emigracji, a dokładnie z Rzymu, porozsyłał poufne listy do biskupów, nakazując im transfer własności Kościoła za granicę. W roku 1932 rozpoczęło się rozkręcanie antykościelnej śruby na poważnie. Prezydent Zamora dostał się pod wpływy masonów, podpisał dekret nakazujący usunięcie krzyży z klas szkolnych, zaczęto szykanować prasę katolicką, zamknięto ważny katolicki dziennik „El Debate”.

Takie działania musiały spotkać się z reakcją. Warstwy i klasy dotąd uprzywilejowane podjęły przeciwdziałania. Szczególnie hiszpańska hierarchia kościelna okazała się głucha na potrzeby i ambicje biedniejszych klas społecznych, tym samym popychając je w stronę lewicy. Jak napisał Gerald Brenan: „Konserwatywny, często reakcyjny, zwłaszcza ten hierarchiczny Kościół był wielkim obszarnikiem, wielkim bankierem, wielkim przedsiębiorcą, głównym cenzorem”. No i wielkim konsumentem państwowych funduszy, gdyż na początku lat 30. hiszpańskie państwo dotowało kler sumą 67 mln peset. W tym samym czasie w samym tylko Madrycie 80 tys. dzieci nie uczęszczało do żadnej szkoły! Trzeba pamiętać, że o ile klasztory i wyżsi hierarchowie byli przeciwnikami Republiki, o tyle kler parafialny, bliższy ludziom, był bardziej zróżnicowany w wyborach politycznych. Uniesiony tą falą konserwatywnego oburzenia i mając poparcie Kościoła, fanfaron generał José Sanjurjo 10 sierpnia 1932 r. z samego rana podjął nieudaną próbę przewrotu, tak zwaną sanjurjadę. Hasła, jakimi się kierował to: restauracja monarchii, zniszczenie antyklerykalnego reżimu Azañy i zlikwidowanie separatyzmu katalońskiego.

Puczystom, którzy zapewnili sobie udział miejscowych karabinierów i części tamtejszej Guardia Cyvil udało się opanować jedynie przejściowo Sewillę. Wtedy związkowcy w całym kraju ogłosili strajk generalny i zaczęli podpalać kluby, restauracje i lokale, w których zbierały się klasy wyższe. W Madrycie najpierw spod Muzeum Artylerii około 30 spiskowców w sześciu samochodach z okrzykami: „Niech żyje Hiszpania!”, „Niech żyje republika!” dotarło na Plaza de Cibeles, gdzie zatrzymała ich policja. Puczyści spróbowali wedrzeć się do budynku Ministerstwa Wojny, stojącego przy tym placu, ale dwóch strażników poradziło sobie z intruzami. Doszło do krótkiej bijatyki. Manuel Azaña, którego te krzyki obudziły, w szlafroku z balkonu Ministerstwa Wojny obserwował całe zajście, flegmatycznie paląc cygaro. Upewniwszy się, że generał Franco nie ruszył się z La Coruña, zapowiedział, myśląc o puczystach: „Ci ludzie poddadzą się zanim zapadnie noc”. Już przygotowania do puczu były partackie, a o tym, że Sanjurjo coś szykuje przeciw Republice, plotkowały panie z towarzystwa u fryzjera czy u modystki[18].

Znamienne jest to, że pucz monarchisty Sanjurjo poparło tylko dwóch hiszpańskich grandów z ogólnej liczby 262. Widać arystokracja nie zapomniała, że Sanjurjo opuścił monarchę w krytycznych dniach kwietnia 1931 r. Uciekającego nieudolnie Sanjurjo pojmano na granicy portugalskiej w Ayamonte. Sądzono go wraz ze 150 uczestnikami puczu. Sanjurjo nie został skazany na karę śmierci, trafił do wiezienia, choć na jego stracenie nalegał prezydent Meksyku Plutarco Elias Callas. Manuel Azaña, wówczas minister wojny, przeciwstawiał się temu, zdając sobie sprawę, że egzekucja Sanjurjo tylko nakręci spiralę przemocy. Pierwotnie zasądzoną mu karę śmierci zamieniono na dożywotne więzienie.

Po przeprowadzeniu plebiscytu w sprawie autonomii 2 sierpnia 1931 r. Katalonia otrzymała autonomię – Estat Catala, opowiedziało się za nią aż 59 2961 osób, przeciw było 3276. Na czele lokalnego rządu (la Generalitat) stanął Francesc Maciá� (1859-1933), popularnie nazywany po katalońsku l’ avi – dziadek. Autonomię zatwierdzono na podstawie przyjętego przez Kortezy statutu autonomicznego dla Katalonii. Pierwszy punkt tego aktu głosił, że Katalonia jest regionem autonomicznym w ramach państwa hiszpańskiego, z dwoma językami równorzędnymi: katalońskim i kastylijskim. Władze autonomiczne w Katalonii przejęły kontrolę nad edukacją, podatkami, utrzymaniem porządku publicznego etc. Podzwonnym dla partackiej sanjurjady stało podpisanie dekretu o amnestii dla uczestników puczu z 10 sierpnia 1932 r. przez prezydenta Zamorę, mającego wsparcie prawicowego rządu z 25 kwietnia 1934 r.

Cel długiego marszu lewicy po totalną władzę wskazał Francisco Largo Caballero, deklarując 8 listopada 1933 r.:

 

Musimy walczyć tak długo, aż na wieżach budynków rządowych nie będzie powiewała trójkolorowa flaga republiki burżuazyjnej, ale zawiśnie czerwony sztandar rewolucji socjalistycznej.

 

José María Gil-Robles[19], jeden z dwóch czołowych liderów prawicy, stworzył w marcu 1933 r. katolickie stronnictwo: Confederacion Española de Derechas Autonomas (CEDA) – Hiszpańską Konfederację Praw Autonomicznych. Program CEDA dopuszczał liberalne zmiany w życiu społecznym, pewne koncesje socjalne na rzecz lewicy i proletariatu oraz przyznanie autonomii regionom, na przykład Katalonii i Walencji. Jednak wciąż na bazie jednolitego państwa – demokratycznej Republiki, z kluczową rolą religii katolickiej, choć w praktyce politycznej CEDA odwoływała się do wzorów włoskiego faszyzmu.

Do wyborów do Kortezów doszło 19 listopada roku 1933 r. (już z udziałem kobiet). Zwycięsko z nich wyszły partie centrowe i prawicowe: CEDA uzyskała 115 mandatów przy frekwencji wyborczej 67,46%. Premier Lerroux rozszerzył swoją bazę poparcia w parlamencie, kooptując do swego rządu trzech, a potem, po przesileniu w kwietniu 1934 r., jeszcze jednego ministra z CEDA. W tym okresie, jak piszą badacze lewicowi, zmieniające się ekipy rządowe, przybierały coraz ostrzejszą prawicową formę. Proletariat burzył się, ludzie wrzeli, agitacja antyrządowa szalała, nastroje ulicy stawały się coraz bardziej podatne na komunistyczną agitację. W całej Hiszpanii 5 czerwca 1934 r. wybuchł strajk robotników rolnych, najdrastycznej objawił się w Andaluzji. W Madrycie 8 września odbył się strajk powszechny z udziałem 200 tys. ludzi.

Trzeba choćby skrótowo zarysować tło i przebieg tej pierwszej małej hiszpańskiej wojny domowej. Kolejna wojna domowa w wersji ograniczonej, czyli preludium do tej wielkiej rzezi domowej, rozegrała się w Asturii. W Hiszpanii uważa się Asturyjczyków za ludzi krnąbrnych, przewrażliwionych na punkcie swego honoru, buntowniczych, ale pracowitych i bardzo upartych. Popularna pieśń poety z Asturii Gerarda Diego (choć rodem z Santander) opiewa cechy rodowitego Asturyjczyka słowami: „Nigdy nie zaznałem strachu, bo jestem z Oviedo”. Asturia to kolebka hiszpańskiej państwowości. Stąd rozpoczęła się rekonkwista. Z racji swej waleczności jest nazywana bohaterskim księstwem. Pierwszym chrześcijańskim władcą był hrabia Pelagiusz don Pelayo, który skutecznie stawił opór Maurom w bitwie pod Covadonga, w asturyjskich górach Picos de Europa w 718 r. Asturyjczycy są trochę inni niż pozostali Hiszpanie. Piją cydr, a nie wino jak większość lub piwo jak Katalończycy, objadają się fasolą z kiełbasą, mają swój dialekt bable, wytwarzają najlepsze sery w Hiszpanii, mają bowiem najlepsze mleko. Charakterystyczną cechą jest także to, że u nich stale pada. Są bardzo gościnni, solidarni, ale bywają też bezceremonialni.

Zaczęło się od oferty, jaką czołowy mason i socjalista Juan Simeón Vidarte złożył przywódcy frakcji związkowej w PSOE Francisco Largo Caballerowi. Dotyczyła ona ścisłego współdziałania w myśl deklaracji, że socjalizm i masoneria są jednością. Vidarte powiedział: „Marks, Engels, Jaurès, Lafargue, Babel i nawet Lenin byli jednocześnie masonami i socjalistami”.

Ogniwem łączącym oba skrzydła w PSOE był inteligentny, ale cyniczny Indalecio Prieto, który od razu przystąpił do działania. Kierowany przez niego organ PSOE „El Socialista” 25 września 1934 r. ogłosił: „Rewolucja pokojowa w obecnym świecie jest utopią i należy przejść do fazy rewolucji czynnej”. Prieto swoją deklarację poprzedził czynami, 9 września 1934 r. jednostki Guardia Civil zaskoczyły bowiem aktywistów socjalistycznych w trakcie rozładowywania przemyconej broni ze statku „Turquesa”[20], u ujścia asturyjskiej rzeki Prava. Część szmuglu znajdowała się już na ciężarówkach, będących w gestii administracji lokalnej, całkowicie opanowanej przez PSOE. Był to chwilowy sukces władz, ponieważ ledwo miesiąc później, nocą z 4 na 5 października 1934 r., około 12 tys.[21] dobrze zorganizowanych robotników z fabryk metalurgicznych i górników Asturii wszczęło strajk generalny z motywów socjalnych[22], który szybko przerodził się w rebelię. Najpierw grupa związkowców z UGT zajęła siedzibę Guardia Civil w Oviedo, dokonując aktów wandalizmu. Jeszcze przed świtem rebelianci zwoływali się telefonicznie, gdyż okupowali miejską centralę telefoniczną. Tych 50 tys. górników i robotników z Asturii to była siła świetnie zmotywowana i doskonale zorganizowana. Asturyjscy górnicy byli wówczas najlepiej opłacaną grupą zawodową proletariatu w Hiszpanii. Sztygar miał gażę równą generalskiej i mógł żyć dosłownie jak wielki pan. Nawet Franco w swych wspomnieniach pisał: „Nie mógłbym sobie pozwolić na taki standard życia jedynie z gaży generalskiej”.

Na wezwanie prowodyrów około 8.30 rano następnego dnia do stolicy regionu, Oviedo, weszło 8 tys. uzbrojonych w dynamit i karabiny maszynowe zdeterminowanych ludzi, którzy nie mieli sprecyzowanego programu ani jednolitego kierownictwa. Rebelianci zaatakowali i zdobyli koszary św. Klary, przejmując w ten sposób władzę w całym mieście. Tłum radykałów i fanatyków w południe 8 października opanował wytwórnię broni i amunicji w Trubii pod Oviedo. Ogromna ilość uzbrojenia, w tym 30 tys. ręcznych i maszynowych karabinów, znalazła się w rękach zanarchizowanych cywili. W ręce rebeliantów szybko przeszły także fabryki zbrojeniowe w La Vega, La Vega del Rey, Campomares i Mieres, razem z nawet 90 tys. karabinów, 33 tys. pistoletów, 10 tys. skrzynek z dynamitu, 30 tys. granatów i 330 tys. naboi. Tak wzmocnieni lewicowi rebelianci, kierowani już przez agentów komunistycznych, opanowali większość prowincji i proklamowali republikę socjalistyczną. Zajęli również miejscową rozgłośnię radiową w Turónie, którą wykorzystywali jako swoją tubę agitacyjną. Zarządzili pobór do czerwonego wojska wszystkich mężczyzn w wieku od 18 do 40 lat.

O tym, że elementy skrajnie antyklerykalne przejęły kontrolę nad rebelią, świadczą okrutne fakty. Otóż powstańcy zniszczyli katedrę w Oviedo oraz pałac arcybiskupa, wysadzili dynamitem kaplicę z VIII w. i wymordowali bestialsko 34 lub 35 kapłanów. Już pierwszego dnia rebelii tłum zlinczował na ulicy 22-letniego kleryka Amadea Andrésa. W szkole katolickiej w Turónie zabito w okrutny sposób 8 zakonników i nowicjuszy (najmłodszy miał 16 lat) oraz ich preceptora księdza pasjonistę. Ta dziewiątka oraz zakonnik salezjanin z Tarragony, brat Jaime Hilario Barbar zamordowany w 1937 r., została beatyfikowana w 1990, a kanonizowana 21 listopada 1999 r. To byli pierwsi hiszpańscy święci wyniesieni na ołtarze za męczeństwo na rodzimej ziemi. Ukrywającego się w szpitalu, bo rannego w nogę, karmelitę ojca Eufrasio od Dzieciątka Jezus, wydało dwóch chorych. Rozstrzelano go po procesie, który okazał się parodią. Rozszalały motłoch jednego z zamordowanych kapłanów powiesił na haku rzeźnickim i przyczepił do jego zwłok kartę z napisem: „Sprzedaje się mięso wieprzowe”. W amoku niszczenia burżuazyjnego porządku rewolucjoniści zgwałcili mniszki z klasztoru adoracjuszek, oślepili 20 dzieci z rodzin policyjnych w Trubii, mordowali też fabrykantów, rozkradali prywatne mienie. W dzielnicach robotniczych miasta proklamowano komunizm wojenny i swobodę seksualną, a w całym mieście zniesiono pieniądze, wprowadzając przydział żywności na kartki. Władzę w zrewoltowanym mieście i regionie przejął Komitet Rewolucyjny, złożony z dwóch komunistów, dwóch socjalistów i dwóch anarchistów, kierowany przez przywódców górników z PSOE: Ramóna Gonzáleza Peñę, Belarmina Tomása Álvareza[23] i Teodomira Menéndeza.

Władze centralne w Madrycie ogłosiły w zrewoltowanej prowincji stan wojenny, a minister wojny Diego Hidalgo Dúran z Partii Radykalnej polecił młodemu i rzutkiemu generałowi Franco przywrócić w Asturii porządek za każdą cenę. Przed wyruszeniem na stłumienie rebelii Franco spotkał się z prezydentem Alcalá Zamorą. Prezydent powiedział uspokajająco: „Wyruszajcie spokojnie, panie generale, komunizm nie może zwyciężyć”. Franco zareplikował trzeźwo: „Tego nie jestem taki pewny, panie prezydencie”. Franco popisał się makiaweliczną sztuczką: wysłał jednocześnie do boju swoich legionistów z 3. Legii pod dowództwem podpułkownika Juana Yagüe Blanco – w trzech zgrupowaniach – oraz jednostki regularnej armii, dowodzone przez generała Eduarda Lópeza de Ochoę[24], mającego opinię dobrego republikanina i rzetelnego masona.

Niezwykle sprawny podpułkownik Yagüe desantował się z 9 października w El Musel pod Gijón z 2 tys. ludzi, a generał López de Ochoa z głównymi siłami[25] uderzył od zachodu. Od południa kolumną dowodził podpułkownik Bosch-Balmes (od 5 października), a od wschodu wojska afrykańskie prowadził podpułkownik Solchaga. Gijón zostało ostrzelane przez artylerię pokładową krążownika „Libertad” i eskadry niszczycieli. Wzięte w cztery ognie zrewoltowane Oviedo poddano zmasowanemu ostrzałowi artylerii, zostało zasypane pociskami z dynamitem, co trwało od 12 do 19 października. Lotnictwo rządowe bombardowało stolicę Asturii w dniach 8, 9 i 10 października. Ostatecznie bunt został stłumiony, lecz bilans przywrócenia porządku okazał się tragiczny: 1377 zabitych, w tym 1050 cywilów oraz 2954 rannych, wśród nich 2051 cywilów, zrujnowane miasto (spalone lub zniszczone 730 budynków użyteczności publicznej w tym: 58 świątyń, 26 fabryk, zniszczonych 58 mostów etc.), łącznie z kompleksem uniwersyteckim oraz strasznie doświadczony region. Same straty materialne oszacowano na milion funtów szterlingów. Według innych danych zginęło nawet 3 tys., a rany odniosło 7 tys. osób. Wojska pacyfikujące też poniosły wysokie straty: 300 lub 320 zabitych. Jeden z oficerów – karlista – pacyfikujący rebelię na ulicy w Oviedo zastrzelił dziennikarza Luisa Sirvala pracującego dla dziennika „La Libertad” za opisywanie okrucieństwa sił rządowych.

Symbolem żołdactwa reakcyjnego w kontekście pacyfikacji czerwonej Asturii stał się Lisardo Doval Bravo. Urodził się w La Coruña w 1888, a zmarł w Madrycie 15 X 1975 r. Oficer GC, znany psychopata. W dzieciństwie przyjaźnił się z Francisco Franco, także studiowali w tej samej uczelni wojskowej w Toledo. W początkowym okresie wojny domowej dowodził milicją falangistowską. W roku 1953 został awansowany do stopnia generała Guardia Civil. Ten zwyrodniały major GC Lisardo Doval Bravo, przesłuchujący zatrzymanych buntowników tak się wsławił bestialstwem, że zagrożony postawieniem przed sądem wojskowym porzucił mundur i zbiegł z Hiszpanii, ale jego niesława przesłoniła znacznie liczniejsze występki strony rewolucyjnej. Powrócił do kraju, gdy wybuchło powstanie lipcowe.

Według Césara Vidala straty po stronie wojska to 324 zabitych i 903 rannych, 6 żołnierzy uznano za zaginionych. Według szacunków w rewolcie wzięło udział około 70 tys. robotników i górników, głównie członków i sympatyków central związkowych UGT i CNT. Do więzień wtrącono 15 tys. rebeliantów[26], większość z nich zwolniono w ciągu kilku najbliższych miesięcy w obawie przed kolejnym wybuchem społecznego niezadowolenia. Na śmierć w pierwszej instancji skazano 17 liderów rewolucji. Jednak pod naciskiem szerokich mas i prasy międzynarodowej większości kary złagodzono.

W Paryżu wielki humanista i pisarz noblista Romain Rolland zachwycał się: „Niczego bardziej pięknego jak rewolucja w Asturii świat nie widział od czasów Komuny Paryskiej”. W pierwszym dniu lutego 1935 r. rozstrzelano dwóch z wyłapanych prowodyrów asturyjskiej rewolty. Jednym z nich był major katalońskich mossos[27] Pèrez Fárras, który w ogniu walki przeszedł na stronę rebeliantów, drugim był górnik Jesús Argüellos, który sam zabił 8 jeńców z GC. Niektórzy badacze podają jeszcze jednego rozstrzelanego: dezertera sierżanta Vázgueza. Wielu uczestników powstania zbiegło za granicę. Niektórzy z nich przedostali się do ZSRR. Tam pracowali przy budowie moskiewskiego metra i sowieci ich totalnie skomunizowali. W roku 1936, po ogłoszeniu amnestii, powrócili do kraju jako agenci sowieccy i bojowi towarzysze.

Na mniejszą skalę zamieszki i strajki inspirowane przez komunistów, autonomistów i anarchistów wybuchły w Katalonii, na głębokim południu, w regionie La Rioja, w Saragossie i w prowincji León. Lluís Companys 6 października na wyrost proklamował w Barcelonie Republikę Katalońską w ramach Federacji Iberyjskiej, co było już jawnym złamaniem prawa. W tej złożonej sytuacji prawicowe władze centralne, nie chcąc otwierać kolejnego frontu konfrontacji z lewicą i Katalończykami, robiąc dobrą minę do złej gry, wyciszyły konflikt i nie posunęły się do zastosowania radykalnych środków. Oskarżony o bunt lider separatystów Companys wraz z czołówką autonomistów katalońskich znalazł się w więzieniu. Przywódców rebelii więziono na statku „Ciudad de Cádiz”, zakotwiczonym w barcelońskim porcie. Warunki internowania nie były ciężkie, Companys na przykład regularnie czytał prasę i prowadził obfitą korespondencję poza cenzurą, zaś Azaña bez przeszkód przyjmował gości i towarzyszy partyjnych na konferencje i odprawy.

Od kwietnia 1934 r. José Dencás, jeden z oficerów Mossos d’escuadra w Katalonii, o ambicjach napoleońskich, przejął część młodych i z najbardziej szowinistycznie nastawionych mossos sformował plutony (po katalońsku – escamots), które umundurowane zostały w zielone koszule. Dla swoich ludzi przyjął znaki i rytuał faszystowski. Jego zwolennicy, uzbrojeni w broń myśliwską i muzealne pistolety, patrolowali korytarze i aule uniwersytetu w Barcelonie, strzegąc czystości krwi katalońskiej, dbając, aby studenci katalońscy nie zadawali się z Kastylijkami lub aby nikt nie rozmawiał po kastylijsku. W październiku José Dencás, kolejny fanfaron na hiszpańskiej scenie politycznej, ogłosił się nawet szefem rządu niepodległej Katalonii. Od 4 października 1934 r. do końca miesiąca tumulty i strajki inspirowane głównie przez PSOE objęły w różnym natężeniu 26 hiszpańskich prowincji. Według oficjalnych danych rządowych śmierć w nich poniosło znacznie ponad 1400 osób. W skali całego kraju władze uwięziły ponad 30 tys. buntujących się[28].

Drugi rząd[29] – Alejandra Lerroux Garcíi – elastycznego polityka, upadł we wrześniu 1935 r. w związku z aferą straperlo. Jej nazwa pochodzi od zbitki nazwisk dwóch holendersko-żydowskich aferzystów: Daniela Straussa i Perle vel Perlovitza. Ci wysokiej klasy hochsztaplerzy 12 sierpnia 1934 r. w San Sebastián[30] uruchomili kasyno. Nielegalne, bo z zakazaną w Hiszpanii ruletką. Gubernator cywilny San Sebastián zamknął ten ciemny interes i skierował sprawę do sądu. W trakcie przesłuchania Strauss wyjawił, że nad jego szemranym interesem rozłożony został parasol ochronny przez niektórych istotnych ludzi z aktualnego rządu. Przyciśnięty przyznał się, że przekupił siostrzeńca premiera Lerroux luksusowymi prezentami: złotymi zegarkami, z których część miała trafić do członków rządu z Partii Radykalnej[31]. W tę aferę korupcyjną byli zamieszani prawdopodobnie również: Manuel Azaña i Indalecio Prieto. Jednak ani premier łapówkarz, ani dwaj inni oskarżeni politycy przed sądem nie stanęli, gdyż wszyscy trzej byli ustosunkowanymi masonami.

Po upadku powstania w Asturii Partia Komunistyczna zmodyfikowała sposób swego działania: wystąpiła z inicjatywą tak zwanych szerokich frontów ludowych, które miały grupować stronnictwa lewicowe i radykalne. Takie powszechne wrzenie rewolucyjne było dowodem, że hiszpańscy komuniści okrzepli.

Partia Komunistyczna (PCE) powstała w Hiszpanii w 1920 r., wskutek rozłamu w PSOE, dokonanego przez grupkę radykałów podpuszczonych przez bolszewików: Andrésa/Andreu[32] Nina, notabene nauczyciela z zawodu, Joaquína Maurína, Daniela Anguiano Mangado, Francisco Morę Méndeza, Antonia Garcíę Quejido. Przez ponad dekadę PCE była marginesem folkloru politycznego, bardziej krzykliwym klubem dyskusyjnym fanatyków niż realną siłą polityczną. W roku 1931 PCE liczyła zaledwie 189 członków, rok później rozrosła się do 800 członków, ale już w marcu roku 1936 w jej szeregach było 3 tys. towarzyszy. W styczniu 1937 r. osiągnięto apogeum – 200 tys. członków.

Pod koniec roku 1933 komuniści zorganizowali własną siłę zbrojną – Milicias Antifascistas Obreras y Campesinas (MAOC) – Milicję Antyfaszystowską Robotniczą i Chłopską, której komendantem został Juan Modesto, przyszła gwiazda wojsk republikańskich, autentyczny talent dowódczy, przyszły komunistyczny marszałek Ney. Pierwszy raz komuniści zaplanowali zbrojne powstanie już latem roku 1921. Miało się ono rozpocząć w Bilbao, ale oczywiście było to nierealne. W roku 1930 na tajnym spotkaniu w Pampelunie podjęto drugą próbę wszczęcia przygotowań do kolejnej zbrojnej czerwonej rebelii, ale też bez powodzenia. Pierwszy legalny kongres PCE odbył się 17 marca 1932 r. w Sewilli. W demaskatorskiej książce z roku 1939, wydanej w Madrycie pt. Yo fui un agente de Stalin [Byłem agentem Stalina], były sowiecki generał Walter G. Kriwicki[33] podaje następujące dane: „W końcu 1933 komuniści mieli około 30 tys. sympatyków, w kwietniu 1932 r. tylko 26 komunistów zostało wybranych do samorządów na ogólną liczbę 16031 radnych. W wyborach do Kortezów z 1933 r. zdobył fotel tylko jeden komunista”. Ten rodzynek nazywał się Cayetano Bolívar. Został rozstrzelany pod koniec wojny domowej w Maladze.

Od roku 1932 nowy gensek – José Diaz – tchnął w partię komunistyczną bojowego ducha, naturalnie za duże sowieckie pieniądze i PCE stała się poważnym i groźnym graczem na politycznej mapie kraju. Na progu lata 1936 hiszpańska Kompartia była kierowana przez dynamiczny zarząd, w którym znaleźli się: José Díaz Ramos, Vicente Uribe, Jesús Hernández, Dolores Ibárruri Gomez – La Pasionaria. Wtedy, w momencie wybuchu powstania lipcowego w roku 1936, partia liczyła już 25 tys. ideowych członków, a rzesza sympatyków była znacznie, ale to znacznie liczniejsza.

Na prawicy, w nagrodę za stłumienie rebelii asturyjskiej w grudniu tego samego roku, generał Franco otrzymał nominację na głównodowodzącego hiszpańskich sił zbrojnych w Maroku. Nie na długo zresztą, albowiem wkrótce został po raz kolejny doceniony. W dniu 17 maja 1935 r. został szefem Sztabu Generalnego, czylide facto pierwszym żołnierzem Republiki. Nominację podpisał José María Gil-Robles z CEDA, który 6 maja zmienił Diego Hidalgo Dúrana, ministra wojny w rządzie Alejandra Lerroux z Partii Republikańskich Radykałów (PPR). Razem z nominacją na szefa Sztabu Generalnego władze republiki wyróżniły generała Franco la Gran Cruz del Mérito Militar – Wielkim Krzyżem Orderu Zasługi Wojskowej.

Franco szybko wspiął się na szczyt kariery wojskowej. W 1912 r. został porucznikiem, w roku 1915 kapitanem, w 1917 komendantem (czyli w naszej nomenklaturze majorem), w 1923 r. podpułkownikiem, a w 1925 pełnym pułkownikiem. Pierwszy awans generalski, na generała brygady, uzyskał 3 lutego 1926 r.

 

 

HISTORIA DWÓCH NIENAWIŚCI

Wskutek bezładu ośrodków rządowych, w tym wyjścia z kolacji rządowej największej partii – prawicowej chadeków z CEDA, kierowanej przez Gil-Roblesa – oraz nacisków opozycji, 7 stycznia 1936 r. nastąpiło przedterminowe rozwiązanie Kortezów. W atmosferze terroru i zastraszania ugrupowań prawicowych przez lewicowe bojówki 16 lutego 1936 r. odbyła się w Hiszpanii pierwsza tura przyśpieszonych wyborów (druga tura 1 marca), w których Front Ludowy, powstały formalnie 15 stycznia (socjaliści, komuniści, anarchosyndykaliści, republikanie, trockiści, autonomiści katalońscy), zdobył większość parlamentarną, z poparciem 34,3% przy 71,4% frekwencji. Lewica otrzymała 4 654 116 głosów, prawica 4 503 524, a centryści i nacjonaliści baskijscy z PVN tylko 526 615 głosów, czyli zwycięstwo lewicy nie było oszałamiające. System wyborczy był oczywiście tak skonstruowany, że preferował zblokowaną lewicową kolację. Frekwencja wyborcza wyniosła 73%.

Ostatecznie łącznie po dwóch turach wyborczych Front Ludowy uzyskał 278 miejsc w parlamencie, partie centrowe, które w trakcie wojny domowej podzieliły swoje sympatie mniej więcej po 40 miejsc, prawica 130 miejsca. Trzy miejsca nie zostały obsadzone. Lewicy nie spodobały się wyniki pierwszej tury wyborów do Kortezów i wiele mandatów prawicy unieważniono. Front Ludowy wygrał w Madrycie, Asturii, regionie walencjańskim, Katalonii, Andaluzji i Estremadurze i, co dziwne, w uchodzącej za zachowawczą część Galicii. Prawica odniosła zwycięstwo w Kastylii, Aragonii, Nawarze, Kraju Basków oraz na Balearach. Na wyspach Kanaryjskich i w jednym regionie Galicii wygrały ugrupowania centrowe. Prawica utrzymywała co prawda, że w trakcie wyborów, a zwłaszcza w drugiej turze, dochodziło do masowych cudów nad urnami na korzyść lewicy przy udziale policji, która zastraszała wyborców. Szczególnie było to widoczne w La Coruña, Sewilli, Cáceres, Kordobie. Lider chadeckiego obozu José Gil-Robles mówił nawet o 400 tys. głosów, które miały paść na prawicę i centrum, a przypisano je Frontowi Ludowemu. Dzień 18 lutego, gdy ogłoszono wyniki wyborów, okazał się kolejnym czarnym dniem w dziejach Hiszpanii. Od tej daty nasilają się podpalania kościołów i klasztorów, napady na kler i eliminacja fizyczna działaczy opozycyjnych. Techniczny rząd Manuela Porteli Valladoresa, polityka rodem z Galicii, nazywanego „masonem niestrudzonym”, który rządził Hiszpanią w dwóch rozdaniach personalnych od 15 grudnia 1935 r., upadł 18 lutego 1936 r.

Manuel Azaña 19 lutego utworzył rząd przejściowy złożony prawie wyłącznie z ministrów republikanów o orientacji lewicowej. Zawodowy oficer Carlos Masquelet Marci objął tekę ministra wojny, a ministrem pracy i spraw socjalnych został Enrique Ramos y Ramos. Lider PCE José Diaz Ramos[34] ogłosił, że celem nowego rządu powinny stać się „dyktatura proletariatu i sowietyzacja Hiszpanii”. Nowy rząd, mający większość w parlamencie, znacznie bardziej lewicowy i bardziej radykalny, postanowił prowadzić politykę gruntownych reform. Głównymi postulatami El Frente Popular – Frontu Ludowego – były: szeroka amnestia dla więźniów politycznych, ulga podatkowa dla prowincji, intensyfikacja kredytów rolnych, przyspieszenie reformy rolnictwa, przegląd eksmisji d