Wnuczkożonka, czyli jak utrzymać laskę ebook

Hanna Bakuła

3 (7)

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 169 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Wnuczkożonka, czyli jak utrzymać laskę - Hanna Bakuła

Wnuczkożonka, czyli jak utrzymać laskę  jest to zabawna książka o relacjach męsko-damskich. Jest swego rodzaju  poradnikiem dla dziewczyn i ich partnerów, ze szczególnym uwzględnieniem tych dwa razy starszych. Zawiera krótkie historyjki o różnych typach kobiet i mężczyzn oraz o ich wzajemnych relacjach. Nie ma tu opowieści o idealnych parach, za to można się pośmiać z karykaturalnych opisów sytuacji i osób, które bardzo przypominają naszych znajomych. Książka składa się z czterech części. Gra wstępna to krótki opis bohaterów, rodzaj przystawki przed obiadem, Katalog typów – dokładny opis najczęściej spotykanych męskich i żeńskich kochanków, Katalog usług – historyjki poświęcone temu, co się naprawdę dzieje w związkach i ofertom, jakie mamy dla płci przeciwnej, Księga ostrzeżeń – mapa raf i mielizn, na których najczęściej lądują nieostrożne, ufne kobiety określane mianem lasek.

Książkę czyta się jednym tchem. Autorka nie oszczędza nikogo, ale proponuje także łatwe wyjścia z trudnych sytuacji, które zdarzają się w każdej relacji męsko-damskiej. Jednak przede wszystkim sugeruje, że czujność w każdym związku jest nie do przecenienia.

Pięćdziesiąt groszy z każdego sprzedanego egzemplarza książki zostanie przekazane na statutową działalność Fundacji Hanny Bakuły.

Hanna Bakuła – malarka i pisarka, autorka kilkunastu książek. Pisała felietony do „Playboya” i „Urody”, obecnie pisze bloga oraz publikuje teksty w miesięcznikach. Jest absolwentką wydziału malarstwa warszawskiej ASP. Portretowała m.in.: Liv Ullmann, Yehudi Menuhina, Daniela Olbrychskiego, Agnieszkę Osiecką. Pracuje w technice pasteli. Całe lata 80. XX w. spędziła na Manhattanie. Projektowała tam m.in. kostiumy i scenografię do spektakli na Broadwayu, za które wyróżnił ją „New York Times”. Oprócz polskiego ma też obywatelstwo amerykańskie. Na wizytówce ma napisane „osoba kontrowersyjna”. Mówi o sobie, że jest soft-feministką. Prowadzi fundację propagującą kulturę polską za granicą, wspiera dwa domy dziecka, organizuje festiwale muzyki Franciszka Schuberta.

Opinie o ebooku Wnuczkożonka, czyli jak utrzymać laskę - Hanna Bakuła

Cytaty z ebooka Wnuczkożonka, czyli jak utrzymać laskę - Hanna Bakuła

Przeważnie małżeństwa polegają na nieporozumieniu wynikającym z nadziei facetów, że uda im się mieć kobietę typu kucharka w kuchni, a kurwa w łóżku. To dekadenckie mrzonki. Albo – albo.
Chyba taniej mieć swoją call-girl, niż się ożenić. Ja bym miała. Luksusowy brak teściów. Seks na żądanie. Jak w muzułmańskim raju, zawsze zadowolona. Nigdy nie pyta, gdzie byłeś. A nawet za specjalną opłatą da się pocałować w usta i powie, że kocha. Ale to dla stałych
Może by osoby chcące się zakochać na serio nosiły określony znaczek, a te, które chcą sobie tylko popukać, jakiś inny. A z tego same korzyści. Wchodzimy na bankiet, a tam dziesięć osób z małymi czerwonymi serduszkami w
Dlatego grze wstępnej mówimy nie! Wystarczy się rozejrzeć. Komu to w głowie w czasach drapieżnego kapitalizmu i nadwagi. Żona z dziesięcioletnim stażem woli mieć TO jak najszybciej za sobą, mając pewność, że mąż jak zwykle nie znajdzie łechtaczki, a jak znajdzie, to zrobi z niej zepsuty dzwonek do drzwi. Mąż po kilku latach udawania, że zależy
Żona z dziesięcioletnim stażem woli mieć TO jak najszybciej za sobą, mając pewność, że mąż jak zwykle nie znajdzie łechtaczki, a jak znajdzie, to zrobi z niej zepsuty dzwonek do drzwi. Mąż po kilku latach udawania, że zależy mu na orgazmie żony, też chętnie dałby temu spokój,
playboy musi być do wzięcia i kobiety powinny toczyć o niego walki, niekoniecznie wręcz. Naturalnie, każdy facet, nawet emerytowany listonosz z reumatyzmem, gdzieś w głębi duszy uważa się za playboya, tak jak każdy sądzi, że ma penisa kija samobija, tylko wszystkie się uwzięły, jak pani od biologii.
Nie wiem, jak było z seksem oralnym u pra-Polaków, ale nie bardzo mogę myśleć o dzielnym Skrzetuskim czy Kmicicu, a nawet wrednym Azji, zabierającym się do oralu z dziewicą, czy małym, nomen omen , rycerzu Wołodyjowskim, który ciekawie penetruje pochwę Baśki-Hajduczka w poszukiwaniu punktu G. Nie bardzo też widzę bohaterów Nocy i dni , państwa Niechciców, pomagających sobie wibratorami w osiągnięciu wspólnego orgazmu, a nawet nie chcę myśleć o Wokulskim proszącym Lalkę o dodatkowe stymulowanie jego odbytu.

Fragment ebooka Wnuczkożonka, czyli jak utrzymać laskę - Hanna Bakuła

Wydanie polskie: G+J Gruner+Jahr Polska Sp. z o.o. & Co. Spółka Komandytowa ul. Marynarska 15, 02-674 Warszawa Dział handlowy: tel. 22 360 38 41-42 Sprzedaż wysyłkowa: tel. 22 360 37 77

Tekst i rysunki: Hanna Bakuła

Redakcja: Joanna Grześkowiak-Stepowicz Korekta: Anna Maria Thor Okładka: Maciej Szymanowicz / www.maszynowicz.com Redaktor prowadzący: Małgorzata Zemsta Redaktor techniczny: Mariusz Teler Skład i łamanie: Hanna Szeliga-Czajkowska

Copyright for text and drawings © 2013 Hanna Bakuła

Copyright for Polish edition © 2013 G+J Gruner+Jahr Polska Sp. z o.o. & Co. Sp. Komandytowa. All rights reserved.

Zdjecia na okładce: Czesław Czapliński (przód), Elwira Ślązak (tył)

ISBN: 978-83-7778-558-4

Wszelkie prawa zastrzeżone. Reprodukowanie, kopiowanie w urządzeniach do przetwarzania danych, odtwarzanie w jakiejkolwiek formie oraz wykorzystywanie w wystąpieniach publicznych – również częściowe – tylko za wyłącznym zezwoleniem właściciela praw autorskich.

www.gjksiazki.pl

Skład wersji elektronicznej: pan@drewnianyrower.com

Zwykle teoria odbiega od praktyki, ale chyba najbardziej w sferach seksualnych. Teoretycznie wszyscy są za grą wstępną, a praktycznie wiele osób uważa ją za stratę czasu albo nie wie, co to jest. W końcu Kamasutry nie stworzyli europejscy rębacze, tylko drobni Hindusi, którzy z pewnością mieli swoje powody, żeby ściemniać.

My, jako wyjątkowy naród z najniższą średnią trwania stosunku, chyba byśmy na głowę upadli, marnując cenny czas frykcyjny na głupoty. Gra wstępna potrzebna jest tylko zboczeńcom i maniakom seksualnym, co potwierdzi wkrótce nowy program wychowania seksualnego, o ile będzie. Nie pochodzimy już od małpy, ale akurat w tym wypadku powinniśmy śladem naszych mniejszych braci prokreować skutecznie wyłącznie w okresie godowym, a nie libertyńsko świntuszyć przy byle okazji.

Może już czas otworzyć wytwórnię nocnych koszul z dziurą, oczywiście z przodu, i w momencie wejścia odpowiednich przepisów zabraniających seksu na golasa rzucić je na rynek? Może zaprojektować burkę alla Pollaca w łowickie pasy? Może czas stworzyć nowy rodzaj pictorialu dla naszego pisma? Na rozkładówce laseczka bez makijażu, z warkoczem, w wełnianych majtasach z czarnym paskiem na biuście, na tle burego stawu z ptactwem wodnym.

Czas się opamiętać. Dokąd doprowadził Napoleona seks francuski? Na świętą Helenę! A Rzym dlaczego upadł? Głównie przez grę wstępną, i to gejowską. A Kleopatra, co ją ugryzł wąż, też była zwolenniczką dodatkowych atrakcji. Podobno zmuszała Juliusza Cezara do zlizywania z siebie bitej śmietany z mleka oślic i miała za swoje. Markiz de Sade został uwięziony za niekonwencjonalną grę wstępną, a gdyby wyłącznie prokreował, nie zgniłby w lochu i nie wynaleziono by sadyzmu, plagi naszych szkół. Nie sposób zapomnieć o rozerotyzowanej carycy Katarzynie igrającej wstępnie a to z koniem, a to z naszym królem Stasiem, którzy byli o siebie zazdrośni i prześcigali się w pomysłach. Nie wiem, co z koniem, ale Stasia spotkała za niemoralność straszna kara, nie tylko w postaci rozbiorów.

A my dlaczego byliśmy kiedyś potęgą od morza do morza? Proste, dlatego że nie uznawaliśmy, jako dobrzy katolicy, degradującej niewiastę gry wstępnej. Nasze piękne tradycje w tej sprawie opisuje Sienkiewicz, dając przykład, jak zdobywać kobietę bez świńskich ceregieli przy pomocy wytwornych porwań i czułych gwałtów. Łza się w oku kręci. To se ne wrati.

Dlatego grze wstępnej mówimy nie! Wystarczy się rozejrzeć. Komu to w głowie w czasach drapieżnego kapitalizmu i nadwagi.

Żona z dziesięcioletnim stażem woli mieć TO jak najszybciej za sobą, mając pewność, że mąż jak zwykle nie znajdzie łechtaczki, a jak znajdzie, to zrobi z niej zepsuty dzwonek do drzwi. Mąż po kilku latach udawania, że zależy mu na orgazmie żony, też chętnie dałby temu spokój, tym bardziej, że są dowody, iż baba udaje. Kochanka leciwego viagruszka, z radością uniknie pocałunków-krowiaków i towarzyszących im odgłosów. Nie zależy jej też na śladach pokąsania w szale miłosnym, bo ma zazdrosnego męża. Szef molestujący seksualnie długonogą laseczkę-cud w sali konferencyjnej nie będzie ryzykował, że go złapią podczas bezskutecznego pieszczenia jej sztucznego biustu. Zakochany młodzieniec albo nie czytał Kamasutry, albo ma kłopoty z doniesieniem zupki do celu, jak każdy początkujący kelner, a przecież ogarnięty szałem nie będzie marnował czasu na całowanie szyi czy wewnętrznej strony ud przypadkowej koleżanki z dyskoteki. PR-owiec z sukcesem też nie będzie po ciężkim dniu i z perspektywą poserfowania w najnowszym modelu Maca, marnował czasu na literaturę fachową, nawet z obrazkami, bo jak się laseczce machnie przed nosem terenową bryką albo kupi markową torbę, to nawet przy seksie bez trzymanki będzie piszczała z rozkoszy.

Od razu przechodzimy do sprawy, wtedy wiadomo, o co chodzi, a tak to zawsze jest podejrzenie, że się ośmieszymy, bo kolega lepiej masuje punkt G, o ile taki w ogóle istnieje. Chiba nie. Od czasów pierwszych Piastów w takie brednie nie wierzymy i mamy swoje sposoby na zadowolenie naszych dziewczyn.

Z drugiej strony barykady – z grą wstępną też obciach. Gdy w jej ramach my jesteśmy obsługiwane, zwykle występuje brak fachowości, co jest równie przykre, jak brak gry. Można partnera pouczyć i narazić się w trakcie na czujne spojrzenia prymusa rzucane spod kołdry, ale wtedy zaczynamy słusznie podejrzewać, że ściemnia. To akurat facetom słabo wychodzi i koniec przyjemności, bo my musimy też zacząć udawać, że wariujemy z rozkoszy, i robi się obciachowo, więc ostrożnie, lepiej po naszemu, zgodnie z tradycją – rach-ciach jak mały rycerz albo Kmicic, a jeszcze lepiej zamiast gry napić się jak Zagłoba.

Z badań wynika, że mój męski czytelnik ma od dwudziestu pięciu do czterdziestu pięciu lat, wykształcenie co najmniej średnie, jest zamożny. Nie ma danych co do wieku czytających mnie kobiet, ale jest ich tyle co facetów, dlatego napiszę dla nich ostrzegająco o dziadzi-dzidzi, zjawisku przyrody występującym na całym świecie, nawet u Papuasów z tykwami na przyrodzeniu. Chodzi o specjalny okaz osobnika męskiego, który do ostatniej chwili nie puszcza wioseł i płynie kajakiem młodości po wodach Styksu. Osoby, które zapomniały, co to jest ten Styks, mogą sprawdzić w Internecie.

Dziadzia-dzidzia jest odmładzającym się starowiną koło pięćdziesiątki, któremu wydaje się, że eliksirem młodości jest kabriolet, willa w Konstancinie albo penthouse z tarasem wysypanym chińskimi otoczakami, po którym snuje się na żylastych nóżkach, widocznych spod markowych szortów, przecierając flanelką niepotrzebnie dwuosobowe jacuzzi. Ten typ, coś w rodzaju współczesnego Fausta, który sprzedał diabłu duszę za młodość, jest niereformowalny. Zjada PESEL, oszukuje przy podawaniu wieku nawet u lekarza geriatry, krąży wokół luster i szyb wystawowych, skąd patrzy na niego dwudziestolatek. Lubi też czochrać się po siwej piersi, której nie depiluje, bo tak robią tylko pedały. Polak, potomek Krzywoustego, nie goli się nigdzie poza twarzą, czasem też wąsik resztką farby pomazany zostawi. Nie lubi także podgolonych laseczek, bo co kępa, to kępa, nawet wisi o tym obraz Courbeta w paryskim Muzeum d’Orsay. Znowu odsyłam do Internetu, warto, bo wszystko jest jak na dłoni.

Idealną partnerką dla tego curiosum byłaby dzidzia-piernik, jego damski odpowiednik, ale dziadzia-dzidzia nie po to farbuje po kryjomu wąsik i resztkę włosów, w zależności od koloru macierzystego – na bakłażan lub zielono, żeby dofinansowywać czterdziestoletnią staruszkę w klapkach z obcasem w kształcie ucha filiżanki. On chce kochać i być kochany jak za Gierka, kiedy był misterem turnusu na kempingu nad Zalewem Zegrzyńskim. W solarium z powodu brzucha z trudem obserwuje swoje strzeliste niegdyś uda i przypomina sobie dosiadające je koleżanki ze studiów. Nie omija żadnego lustra, w którym odbija się jako zadowolona wędzona panga w białym podkoszulku zalotnie opinającym bębenek. Jego logo są cudaczne młodzieżowe stroiki. Bluzy z kapturkiem, który – chichocząc – wkłada na główkę podczas wieczornych spacerów. O ile kapturek czarny, wygląda jak mnich z horroru, jeżeli biały – jak stary teletubiś. Stroju dopełniają dresowe bluzy i spodnie bojówki, w których przypomina rumuńską uciekinierkę w ciąży. Jeśli chce wypaść szczególnie młodzieńczo, nosi kolorowe, pastelowe koszulki z krótkim rękawem, czasem zalotnie sznurowane, jak gorsecik rozpustnej karczmarki. W ogóle emanuje gierkowską erotyką, a całości dopełnia kosztowne auto drugiej młodości z oryginalną rejestracją typu: WW.FUCKER, WF.TAKEME czy proste, ale wzruszające WA.LOVEME. Ponieważ mało kto zna angielski, wrażenie średnie, a można by po polsku. WW.DZIADZIA, WF.PROSTATA, WA.DUPEK czy OO.DAJMI itd. Dziadzia-dzidzia uważa te wszystkie makabry za swoje atuty i lubi z kolegami z klasy pokrytykować laseczki. Nawet na bajecznych imprezach nie jest dla niego idealnie. Ostatnio stałam obok dwóch strzaskanych na heban dziadziów-dzidź i usłyszałam, że megalaski nie mają idealnych pośladków, biusty słabe, a jedna to nawet miała za małe oczy. Komentator też, ale czerwień spojówek ocieplała wizerunek i pięknie kontrastowała z zielenią resztek włosków. Bębenek opięty różową koszulką falował z oburzenia pod supermarkową marynarką z lnu kaukaskiego. Jego kolega, ufarbowany chałupniczo na rudo, był fanem wąskich talii, co podkreślił eleganckim powiedzonkiem z czasów Gomułki: „wąska w pasie dobrze pcha się”. Co prawda, to prawda. Ciekawe jak pcha się takiego staruszka? A może się niepotrzebnie czepiam? W końcu staruszek stulecia, wybitny aktor poślubił laseczkę o sześćdziesiąt lat młodszą, która bezinteresownie go pokochała, choć, o ile mi wiadomo, nie nosił nigdy sweterków z kapturkiem.

To urocze zjawisko musi być minimum dwa razy młodsze od dziadzia-dzidzi, którego upolowało jak Małgorzata Doktora Faustusa. Tradycja okładania wyziębionych staruszków kilkoma młodziutkimi dziewicami wywodzi się z Japonii. Nie chodziło o seks, bo jak? Chodziło o wyciąganie energii celem ożywienia starego ciałka. W kulturze europejskiej też częste były mariaże pięćdziesięcioletnich staruszków z szesnastoletnimi pannami. Różnica przynajmniej trzydziestu lat gwarantowała stetryczałemu wdowcowi posiadanie kolejnego dziedzica, a pannie pozycję i majątek. Nieuświadomiona, spłoniona i zahukana dziewczynka trafiała pod przymusem w szpony lubieżnego starca, który się nią okładał nocami, a dnie spędzał na kartach z kolegami w podobnym wieku. Pomimo wielkiego prawdopodobieństwa zarażenia panny syfilisem, był to układ idealny, bo gwarantował, że dziecko jest z prawego łoża, a jednocześnie – jaki komfort, gdy się ma dziewicę bez żadnych doświadczeń. Dziadek-mąż był pierwszym golasem w życiu niewinnej żony, i jeśli się nie pojawił jakiś tajny kochanek, mogła trwać w przekonaniu, że malutki penis jest normą, tak jak normą jest to, że stosunek jest mozolną, obowiązkową pracą, oby dobrze płatną. Zawsze młodsza żonka była popisowym numerem i koledzy zazdrościli. Potem, w latach sześćdziesiątych, różnica się zmniejszyła i nie przekraczała dziesięciu lat, oczywiście, nigdy odwrotnie. Ostatnio znowu szykownie jest zdobyć jakąś dwa razy młodszą intelektualistkę w popisowej mini i na szczudłach. Najczęściej ofiary staruszków są ich sekretarkami lub pomocami domowymi pochodzenia wschodnio-zagranicznego.

Nieźle plasują się nianie doglądające dzidziusia z poprzedniego małżeństwa. Żona jest już stara, po trzydziestce i narzeka, a tu nowa krew i nie narzeka. Alleluja.

W układach XIX- i XX-wiecznych sprawa była jasna. Małżeństwo było kontraktem i nikomu nie przychodziło do głowy, że pączek róży może się zakochać w kalafiorze. Ważne były obopólne zyski. XXI wiek wniósł nutę romantyzmu i dziadzie-dzidzie oczekują adoracji, słuchania ich starych historyjek i dzikiego seksu z wyciem rozkoszy, w drogiej bieliźnie, którą czasem zapewniają, kupując sobie przy okazji jedwabne bokserki. Z lustra patrzy na nich młody, prężny zdobywca z kijem-samobijem. Im starszy, tym młodszy. W końcu człowiek ma tyle lat, na ile się czuje. Polemizowałabym, bo zawsze liczy się rok produkcji. Do wizerunku „młodzieńca” konieczne są młodzieżowe ubranka. Wąskie spodnie, rurki, kuse marynareczki i bluzy z kapturkiem. Markowa koszula bywa zastępowana markowym podkoszulkiem, trampki dopełniają wizerunku. Miłe to zjawisko jest naturalne, a w powietrzu unosi się zapach eau de balon, bo panny ściemniają po mistrzowsku. Dziadzia na rykowisku rży jak ogier i ani się obejrzy na żonę, która parzyła mu od kilku lat ziółka, a co gorsze, była koleżanką ze studiów. Do zsypu z nią. Nareszcie koledzy zazdroszczą i aż mlaskają na myśl, co ich ufarbowany na zielono lub na bakłażan kumpel wyprawia po nocach. Znany aktor zawyżył poprzeczkę, bo poślubił laskę młodszą o sześćdziesiąt lat. I wszyscy moi wiekowi koledzy twierdzili, że na pewno robi z niej wiatrak, bo inaczej, dlaczego ona by z nim była, skoro nie figurował na liście stu najbogatszych Polaków. Wnuczkożonka to zjawisko nagminne, a dzieciownuki nikogo nie dziwią.

I właściwie nie wypada mieć u swego boku miłej, inteligentnej żony po czterdziestce. Nie wypada nie zrobić wnuczkożonce dzidziusia, którego oboje zakochani noszą w nosidełku po trendy knajpach. Zwykle dziadzia niesie kocyk w misiaczki i butelkę z bobovitą. W każdą niedzielę jest defilada anorektycznych „noblistek” z ich promotorami, mającymi minę właściciela konia, który właśnie wygrał wyścig. Dobrze, że nie myślą, czy aby nie istnieje jakiś młody dżokej, bo by im spadł kapturek z wrażenia.

Prawie każdy zapytany mężczyzna powie, że w kobiecie ceni najbardziej dobre serce, lojalność, inteligencję oraz delikatność, co należy czytać tak: chodzi mu o pokorną kurę, wrażliwą na jego potrzeby i siedzenie cicho. Idealna kobieta powinna być łatwo dostępna seksualnie i nastawiać się na obsługę swojego pana, bez żadnych nowinek i wymagań. Orgazm zawsze, bez względu na sytuację. Powinna rodzić dzidziusie i gotować obiady. Bardziej liberalni mężowie XXI wieku nie mają nic przeciwko temu, żeby żona pracowała i dokładała się do gospodarstwa. Jest postęp.

Po dwóch latach cudna, delikatna blondynka staje się szarą czaplą pchającą wózek z kopią teściowej. Takie coś nie nadaje się do łóżka, bo jest smutne i nie wydaje z siebie żadnych dopingujących dźwięków, chyba że się nadepnie na pierś podczas szarpaniny, zwanej u nas grą wstępną. Przeważnie małżeństwa polegają na nieporozumieniu wynikającym z nadziei facetów, że uda im się mieć kobietę typu kucharka w kuchni, a kurwa w łóżku. To dekadenckie mrzonki. Albo – albo. Mężczyzna marzy skrycie o wyuzdanej mulatce ze stogiem kruczych kędziorów, w czerwonych szpilkach i stringach. Może być analogiczna blondyna lub ruda, peruka niewykluczona. Ideał ten powinien wyć podczas jakichkolwiek, niekoniecznie skutecznych prób zbliżenia lub wydawać przejmujące jęki rozkoszy. Atrakcyjność wyjącego kudłacza sięga z pewnością czasów jaskiniowych, tyle że stringi były ze skóry mamuta. Nie namawiam, broń Boże, do udawania w łóżku, bo to niemoralne, ale trochę się powinno, dla przyzwoitości. Skoro przez pierwszy rok się udaje, to czemu nie zrobić z tego świeckiej tradycji. Mężczyźni nie odznaczają się zbytnią przenikliwością, a podnieceni swoją seksualną wizją łykną każdą ściemę. Peruka w ulubionym przez męża kolorze – mały wydatek. Stringi – grosze. Należy kupić kilka par, bo mogą się podrzeć przy strzelaniu gumką. Czerwone szpilki są odpowiednie na każdą, poza jedną, okazję, a jęki ćwiczymy – na przykład – przy lekkiej przepierce. Nie przesadzać, bo się zwierzyna może spłoszyć.

Przed lustrem trenujemy oblizywanie purpurowych warg i westchnienia, raczej dziecięce niż dorosłe, bo to może zepsuć nastrój. Po lekkiej kolacji, dwóch piwach i obejrzeniu meczu Trynidad–Laponia mąż, ziewając i czochrając się po brzuchu, wchodzi do sypialni, aż tu nagle wymarzony od lat wyjący kudłacz kręci zalotnie tyłkiem, wzdycha, oblizuje wargi, mruczy. O ile nasz ukochany nie umrze na serce ze zdziwienia, mamy go, i to na długo.

Wychodzi szydło z worka i zaczyna się nowy etap małżeństwa. Wieczorem stringi, peruka, szpilki; dobrze jest kazać też nazywać się Kasią albo Jolą, o ile oczywiście nazywamy się inaczej. Kolacje powinny być lekkie. Przy nich rzucamy powłóczyste, wytrenowane uprzednio spojrzenia. Robimy aluzje do pierwiastka męskiego, bawiąc się niewinnie ogórkiem, byle sporym, albo oblizujemy specjalnie przygotowaną piankę z cappuccino.

To są dobre rady, ponieważ mężczyzna niepodgrzewany zsiada się jak zimne nóżki albo szuka sobie wyjącego kudłacza w miejscu pracy, bo to najłatwiejsze i nie marnuje się czasu na dojazdy. Jeśli któraś z pań myśli, że liczy się jej inteligencja i może sobie chodzić w dresie, nie myć co dzień głowy, a jej partner i tak dostanie permanentnego wzwodu po jej celnej uwadze, to się myli. Od inteligencji to jest on. A ona ma być sexy, i to w atawistycznym, pramałpim pojęciu. Włosy zawsze lekko potargane i należy w nich grzebać ręką. Głowa lekko do tyłu, usta rozchylone, bluzka też. Informacja od niechcenia, że jesteśmy dziś bez majtek i efekt murowany, pod warunkiem, że nie ma meczu albo kochanki.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.