Wydawca: WAB Kategoria: Literatura faktu, reportaże, biografie Język: polski Rok wydania: 2016

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Włosi - John Hooper

Jak naród, który zrodził renesans, mógł stworzyć również mafię? I dlaczego język włoski zna dwanaście określeń na wieszak, ale ani jednego na kaca?

Hooper, mimo sympatii do mieszkańców Italii, nie pozostaje wobec nich bezkrytyczny. Piętnaście lat pracy we Włoszech wyostrzyło jego obserwacje i pozwoliło na stworzenie błyskotliwej, a chwilami zaskakującej analizy charakteru mieszkańców Półwyspu Apenińskiego.

Hooper opisuje odwieczny wpływ Kościoła katolickiego na życie Włochów, nie ukrywając jednocześnie, iż szacunek dla il Papa niekoniecznie idzie w parze z przestrzeganiem jego moralnych zaleceń. Podobnie ogromne poważanie, jakim cieszą się w społeczeństwie matki, nie bardzo współgra z tradycyjnym modelem matki-Włoszki i małą reprezentacją kobiet na kierowniczych stanowiskach. Czwartkowe gnocchi, fenomen Berlusconiego, obawa Włochów przed nowinkami technicznymi, opinia najlepszych kochanków świata (od Casanovy po słynne Italians Do It Better na teledyskowej koszulce Madonny), niezwykle oficjalna atmosfera miejsc pracy – to tylko kilka z wielu kwestii, które porusza autor, wychodząc w swym opisie daleko poza stereotyp beztroskich, głośnych i kochających życie Włochów.

Hooper napisał fascynujące, pełne czułości i dobrze udokumentowane studium, które przynosi nam kuszący smak kraju tak gorącego, zimnego, gorzkiego i słodkiego zarazem, jak przepyszne Affogato. – „Daily Telegraph”

John Hooper (ur. 1950) – brytyjski dziennikarz i prezenter radiowy. Na studiach historycznych rozpoczął przygodę z BBC, robiąc reportaże z ogarniętej wojną domową Nigerii. Od tamtej pory współpracował z wieloma rozgłośniami (m.in. Independent Radio News), a od wielu lat jest korespondentem zagranicznym. Mieszkał na Cyprze, w Hiszpanii, a od 15 lat mieszka we Włoszech. Regularnie współpracuje z „The Observer”, „The Economist” i jest redaktorem naczelnym „The Guardian” na Europę Południowo-Wschodnią.

Opinie o ebooku Włosi - John Hooper

Fragment ebooka Włosi - John Hooper

John Hooper

Włosi

przełożyli Piotr Grzegorzewski oraz Marcin Wróbel

Tytuł oryginału: The Italians

Copyright © John Hooper, 2015

Copyright © for the Polish edition by Grupa Wydawnicza Foksal, MMXVI

Copyright © for the Polish translation by Piotr Grzegorzewski, Marcin Wróbel, MMXVI

Wydanie I 

Warszawa MMXVI

Dla Lucy

1. Piękny kraj

Il bel paese ch’Appennin parte, e ’l mar circonda et l’Alpe.

w stronie, którą dzieli Apenin, w pośród Alp i mórz topieli.

Petrarka, Sonet 1141

Niewielu autorów zaczyna swoje książki od Porta Pia. To w końcu jeden z najmniej atrakcyjnych zakątków Rzymu, miejsce, w którym budynki z różnych epok spotykają się jak niedobrani krewni. Największym z nich jest ambasada brytyjska, pochodząca z lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Architekt sir Basil Spence stawał na rzęsach, by przekonać mieszkańców, że jego projekt będzie idealnie dopasowany do otoczenia. Nie wszyscy jednak uważają, że odniósł sukces. Ambasada przypomina olbrzymi betonowy procesor, wydłubany z płyty głównej gigantycznego komputera.

Brama, od której pochodzi nazwa placu, upamiętnia Piusa IV — papieża, któremu udało się zakończyć obrady soboru trydenckiego i doprowadzić do rozpoczęcia kontrreformacji, ostatniego mecenasa Michała Anioła. Przyjaciel i biograf Michała Anioła, Giorgio Vasari, wspomina, że artysta przedstawił papieżowi trzy projekty nowej bramy, ten zaś wybrał najtańszy2. Obecnie brama wychodząca na centrum miasta jest częścią większej budowli. Nie wiadomo, ile pozostało z pierwotnego projektu — kwestii tej do dziś nie rozstrzygnięto. Moneta wybita w 1561 roku, kiedy rozpoczynano budowę, a także sztych wykonany trzy lata po jej zakończeniu przedstawiają zasadniczo odmienną konstrukcję.

W XIX wieku kolejny Pius, tym razem IX, tuż za bramą Michała Anioła (o ile wciąż była to jego brama) wybudował nowy dziedziniec. Zdecydował również o dodaniu klasycystycznej fasady po drugiej stronie placu. Zgodnie z papieską decyzją wokół dziedzińca stanęły budynki urzędu celnego. Rzym wciąż był stolicą Państwa Kościelnego, które istniało od VIII wieku, a jego ostatni władca zareagował niepohamowanym oburzeniem na propozycję przyłączenia do nowo powstałego państwa — Włoch.

Po obu stronach Porta Pia ciągną się Mury Aureliana, wzniesione w III wieku. Wysokie i solidne fortyfikacje broniły miasta z lepszym lub gorszym skutkiem przez piętnaście kolejnych stuleci. Kres tej obronie położyło włoskie wojsko, gdy w odległości jakichś pięćdziesięciu metrów na zachód od Porta Pia dokonało w murze solidnego wyłomu. Przez tę wyrwę żołnierze mogli dostać się do Rzymu — był to ostatni etap zjednoczenia półwyspu (z jednoczesnym zakwestionowaniem papieskiej potęgi). Wielu wojaków, którzy tego wrześniowego poranka 1870 roku przedarli się przez mur, należało do elitarnego oddziału nowej włoskiej armii, znanego pod nazwą Bersaglieri (Strzelcy). W późniejszych czasach budynki urzędu celnego przekształcono nawet w muzeum bersalierów.

Nie ulega wątpliwości, że budynki wokół placu tworzą dość eklektyczną mieszankę. Jednak to właśnie tutaj znajdziemy sporo namacalnych symboli odsyłających do tych fragmentów włoskiej historii, z których Włosi są najbardziej dumni: ślady Cesarstwa Rzymskiego, renesansu oraz ruchu risorgimento3. Są też tacy, którzy uzupełniliby tę listę o czasy papiestwa oraz kontrreformację, dzięki której Rzym zyskał olśniewające barokowe kościoły.

Czy istnieje inna porównywalnych rozmiarów nacja, mogąca sobie przypisać tak wiele nadzwyczajnych osiągnięć? Tylko jeden naród — choć pojęcie „narodu” pojawiło się w nim stosunkowo niedawno — doprowadził do powstania imperium, które zjednoczyło Europę, oraz do największych przemian kulturowych w dziejach Zachodu, wciąż kształtujących współczesny światopogląd. W tym samym czasie Półwysep Apeniński stał się również najważniejszym bastionem chrześcijaństwa.

Żaden inny naród nie może się pochwalić tak olbrzymią liczbą wielkich malarzy i rzeźbiarzy: są wśród nich, rzecz jasna, Leonardo da Vinci, Michał Anioł oraz Rafael, ale także Donatello i Bernini, Piero della Francesca, Botticelli, Tycjan i Caravaggio. Nie zapominajmy też o mniej znanych twórcach pokroju Mantegny, którzy w każdym innym kraju zostaliby uznani za największy skarb narodowy. Pamiętajmy o architektach, takich jak Brunelleschi, Bramante, Palladio, a także o pisarzach: Dantem, Petrarce, Boccacciu. Wśród kompozytorów można wymienić choćby Vivaldiego, Scarlattich, Verdiego i Pucciniego.

Święty Benedykt, święty Franciszek oraz święta Katarzyna ze Sieny to rodowici Włosi, podobnie jak Galileusz, Krzysztof Kolumb i Maria Montessori. Właśnie temu narodowi zawdzięczamy kalendarz gregoriański, język muzyki, strefy czasowe i kreatywną księgowość. Włosi wymyślili telegraf, sejsmograf i baterię elektryczną. To oni dali nam operę i Wenecję; bazyliki Świętego Piotra i Świętego Marka, katedry w Mediolanie i Florencji, Krzywą Wieżę w Pizie oraz fontannę di Trevi. Nawet ludzie, którzy nigdy nie odwiedzili tego kraju, znają nazwy najważniejszych historycznych miast: Bolonii, Perugii czy Neapolu. W całych Włoszech znajdziemy także miejsca, o których nie słyszał prawie żaden turysta — miasteczka takie jak Trani, Macerata, Vercelli czy Cosenza, gdzie jest więcej zabytków niż na całym terytorium niektórych stanów Ameryki Północnej.

Tak oszałamiające dziedzictwo zdoła zahipnotyzować każdego, kto odwiedzi ten kraj, choć wrażenia turystów mają niewiele wspólnego z nowożytną historią Włoch oraz codziennym życiem ludzi mieszkających na półwyspie od czasu upadku Cesarstwa Rzymskiego. Doświadczenia Włochów znacznie lepiej symbolizuje solidna, ufortyfikowana średniowieczna wieża, stojąca kilkaset metrów na zachód od Porta Pia. Postawiono ją w IX wieku, a dwieście lub czterysta lat później całkowicie przebudowano. Całe Mury Aureliana są poznaczone takimi wieżami, ustawionymi w regularnych odstępach.

Ludzie, których dziś nazywamy Włochami, przez prawie półtora tysiąca lat żyli na terenach rządzonych przez cudzoziemskich władców lub w miniaturowych, chwiejnych państewkach, które w każdej chwili mogły paść czyimś łupem. Luigi Barzini, autor bodaj najbardziej znanego literackiego portretu Włochów4, twierdzi, że to właśnie „kluczowy włoski problem, przyczyna wszystkich innych kłopotów”. Ale dlaczego tak się działo? Dlaczego kraj, w którym urodziło się tak wielu inteligentnych, oświeconych i przepełnionych energią ludzi, tak słabo sobie radził? Czemu mieszkańcy nie stanęli w jego obronie, choć praktycznie w każdym stuleciu musieli się zmagać z najazdami, rabunkami, obelgami i poniżaniem?

Odpowiedź na te pytania częściowo wiąże się z geografią półwyspu. Jeden na dziesięciu Włochów mieszka na wyspie, czyli w pewnej separacji od swoich rodaków. Na Sycylii, największej wyspie Morza Śródziemnego, żyje tyle samo ludzi co w Norwegii. W gruncie rzeczy Sycylia mogłaby być oddzielnym państwem. Zróżnicowanie krajobrazów jest tu o wiele większe niż w znacznie rozleglejszych krajach. Piaszczyste plaże i skaliste wybrzeże, urwiska porośnięte gajami cytrusowymi i niekończące się łany pszenicy — to typowo sycylijskie widoki. Na zachód od Katanii rozciąga się rozległa równina, okolona pasmami górskimi, a jeden ze szczytów sięga na wysokość ponad dwóch tysięcy metrów. Jednak nawet on wydaje się niewielki w porównaniu z Etną, największym czynnym wulkanem w Europie, choć o połowę szerszym niż wyższym. Od czasów starożytnych ludzie snuli plany połączenia Sycylii z resztą Włoch mostem lub tunelem. Choć wyspa znajduje się zaledwie trzy kilometry od lądu, do dziś nie zrobiono zbyt wiele w tej sprawie — między innymi z powodu obaw, że taki projekt mógłby bardzo pomóc w interesach sycylijskiej Cosa Nostrze i kalabryjskiej ’Ndranghecie, działającej po drugiej stronie Cieśniny Messyńskiej.

Na drugą z największych wysp Morza Śródziemnego, Sardynię, z portu Civitavecchia położonego na północ od Rzymu płynie się promem pięć godzin; podróż z Genui zajmuje dwa razy więcej czasu. Costa Smeralda, obejmująca północno-wschodnie wybrzeże wyspy, stała się ulubionym miejscem wypoczynku hollywoodzkich sław, europejskiej arystokracji, arabskich władców i rosyjskich oligarchów. Są też jednak na Sardynii tereny zupełnie bezludne i wzgórza opanowane przez dziką przyrodę. W górzystym, odizolowanym regionie Barbagia, w którym niegdyś roiło się od rozbójników, do dziś trwają krwawe rodowe waśnie; ich początki sięgają czasem wielu dekad wstecz.

Zimą mieszkańcy położonych na Morzu Tyrreńskim wysp: Poncjańskich (w połowie drogi między Rzymem a Neapolem), Liparyjskich, Egadzkich lub Toskańskich — a nawet ci żyjący na Capri w Zatoce Neapolitańskiej — bywają przez wiele dni odcięci od lądu. Mieszkańców Lampedusy, znajdującej się zaledwie sto czternaście kilometrów od północnych wybrzeży Afryki, od ich rodaków żyjących w Alpach dzieli taka sama odległość jak nowojorczyków od mieszkańców Atlanty w stanie Georgia.

Kontynentalna część Włoch również jest podzielona, choć tu większą rolę odgrywają góry. Nie wspomina się o tym zbyt często, ale Włochy są jednym z najbardziej górzystych krajów w Europie. Na północy rozciąga się szerokie pasmo Alp, których ośnieżone szczyty w pogodny zimowy dzień są równie dobrze widoczne z Wenecji jak i z Turynu. Kolejne góry znajdziemy na południe od krańca doliny Padu, rzeki przecinającej Włochy w najszerszym miejscu. Wzdłuż całego półwyspu ciągną się Apeniny, wypiętrzające się w Kalabrii — na czubku włoskiego „buta” — w solidny masyw górski. Jeśli nie traktujemy Włochów jak górali, to tylko dlatego, że większość z nich mieszka na nizinach. Niemniej jednak warto pamiętać, że te niziny pokrywają zaledwie czwartą część powierzchni kraju i obejmują przede wszystkim dolinę Padu oraz wybrzeża półwyspu.

Południowa część Włoch, postrzegana zwykle jako jednorodna całość, jest tak naprawdę bardzo zróżnicowana. Na kalabryjskim wybrzeżu natkniemy się na typowo śródziemnomorskie krajobrazy, a w głębi lądu znajdziemy dwa spore masywy górskie: na północy Silę, a na południu Aspromonte. Apulia, zajmująca „obcas” włoskiego buta, jest dla odmiany płaska jak kawałek ciasta rozwałkowanego na pizzę, a tamtejsze niekończące się plaże przyciągają ostatnio coraz więcej turystów.

Pomiędzy Kalabrią a Apulią leży Basilicata, jeden z najpiękniejszych i najmniej znanych zakątków Półwyspu Apenińskiego. Większość terenu jest górzysta, a reszta — pagórkowata. Choć wciąż jest to bardzo biedny region kraju, Basilicata może się wzbogacić dzięki odkryciu sporych złóż ropy naftowej na polu Tempa Rossa. W odróżnieniu od Kalabrii oraz do pewnego stopnia Apulii, tutaj przestępczość zorganizowana nie rozwinęła się jeszcze na wielką skalę.

Podobnie wygląda sytuacja w pozostałych górskich regionach — Molise i Abruzja — położonych dalej na północ. Mieszkańcy Abruzji, przynajmniej ci żyjący w głębi lądu (region obejmuje również spory kawałek wybrzeża), posiadają cechy, które na całym świecie wyróżniają górali, między innymi dużą odporność fizyczną i psychiczną. W stolicy regionu — L’Aquili — ma swoją siedzibę jedyny liczący się klub rugby z Mezzogiorno5. Widok miasta zapiera dech w piersiach, leży ono bowiem na rozległej równinie, od północy i południa otoczonej górami. Choć życie wśród tak olśniewająco pięknej przyrody jest z pewnością przyjemne, mieszkańcy Abruzji muszą stale pamiętać, że natura bywa bardzo gwałtowna. Jest to region bardzo aktywny sejsmicznie; w 2009 roku L’Aquila po raz czwarty w dziejach padła ofiarą poważnego trzęsienia ziemi, w którym zginęło ponad trzysta osób.

Otaczająca Neapol Kampania zapewnia widoki typowe dla południowych Włoch. Niedaleko miasta leży znane Wybrzeże Amalfitańskie. Dalej, jeśli skierujemy się na południe od Salerno, odkryjemy równie piękny, lecz dużo mniej znany region Cilento. Neapol jest położony co najmniej tak samo pięknie jak L’Aquila. Zatokę i górujący nad nią, dymiący krater Wezuwiusza znajdziemy na niezliczonych starych rycinach. Z początku Neapol wydawał się odwiedzającym go osobom prawdziwym rajem na ziemi. Goethe, który dotarł tam w 1787 roku i jakimś cudem nie zauważył wszechobecnego ubóstwa, opisywał to miasto jako miejsce, w którym „wszyscy żyją w stanie ciągłego odurzenia i samozapomnienia”. Ciekawe, co powiedziałby o dzisiejszym Neapolu? Kampania to najbiedniejsza i najbardziej przygnębiająca część Włoch. Turyści odwiedzający ten region poprzestają zazwyczaj na obejrzeniu Capri i kurortów, takich jak Sorrento i Positano. Tymczasem większość mieszkańców Kampanii żyje na rozległych przedmieściach Neapolu czy Salerno i gnieździ się w grożących zawaleniem blokach. Te budynki to jeden z najbardziej wyrazistych dowodów korupcji i wszechobecności miejscowej mafii — Camorry.

Lacjum, położone na północ od Kampanii, obejmuje ziemie starożytnych Latynów. Przeważają tu równiny, zwłaszcza w okolicach miasta Latina, które wbrew swej antycznie brzmiącej nazwie powstało dopiero w latach trzydziestych XX wieku, kiedy z rozkazu Mussoliniego osuszono okoliczne bagna. Do Lacjum należą wulkaniczne Góry Albańskie, w ich pobliżu znajduje się papieska letnia rezydencja. Znajdziemy tutaj także skrawek Apeninów. Goście odwiedzający zimą wzgórze Janikulum, z którego roztacza się widok na całe miasto, są zwykle zaskoczeni panoramą ośnieżonych szczytów górujących nad Rzymem. Nie są one aż tak blisko, jak mogłoby się wydawać, ale wystarczą dwie godziny jazdy ze stolicy, by swobodnie poszusować na nartach.

Kiedy opuścimy Rzym, znajdziemy się w Umbrii lub Toskanii. Po wyjeździe z Lacjum autostradą przecinającą cały kraj z północy na południe szybko natkniemy się na charakterystyczne, spłaszczone z wierzchu, pionowe skały. Niektóre z tych wzgórz są zamieszkane: na jednym z nich powstało Orvieto, istniejące już w czasach starożytnych.

Umbria to jedyny region Włoch pozbawiony dostępu do morza. Niewiele tu gór, jeśli nie liczyć terenów położonych na południowym wschodzie. W krajobrazie dominują wysokie, zielone wzgórza, podlewane każdej zimy (a czasem także latem) przez obfite deszcze. Ulewy zasilają Jezioro Trazymeńskie, będące zbiornikiem endoreicznym, czyli takim, do którego nie wpływają żadne rzeki.

Większość ludzi wyobraża sobie Toskanię jako krainę łagodnie pofalowanych wzgórz, takich jak w regionie Chianti, rozciągającym się pomiędzy Florencją a Sieną. Jednak i tutaj w trakcie względnie krótkiej jazdy możemy się natknąć na zróżnicowane krajobrazy. Na południe od Sieny znajdziemy crete senesi (dosłownie: sieneńskie glinianki), które w upalne lato przypominają powierzchnię Księżyca, a na północ od Florencji rozciąga się pas przemysłowy. Góry są tutaj wszędzie, lecz największą popularnością wśród turystów cieszą się szczyty na północnym zachodzie Toskanii. Tu leżą kamieniołomy Carrary, z których od czasów starożytnych wydobywa się marmur na rzeźby. To właśnie z bloków karraryjskiego marmuru Michał Anioł wyrzeźbił swoją Pietę oraz posąg Dawida. Od regionu Marche i równin na wybrzeżu Toskanię oddziela pasmo niskich apenińskich szczytów.

Jeśli podążymy stąd na północ, oddalimy się od Apeninów, które skręcają ku zachodowi, i dotrzemy do regionu Emilia-Romania, położonego w dolinie Padu. Jak nazwa wskazuje, region ten podzielono na dwie części: południową Romanię, z silnie rozwiniętą infrastrukturą turystyczną i kurortami takimi jak Rimini, oraz północną Emilię, ciągnącą się wzdłuż Padu. Emilia słynie z produktów rolnych oraz wyśmienitej kuchni — w tym regionie leży na przykład Parma, z której pochodzą świetna szynka oraz ser parmezan.

Resztę doliny Padu zajmują dwa regiony: Wenecja Euganejska oraz Lombardia. Cechą charakterystyczną pierwszego z tych obszarów jest nie tyle zróżnicowanie geograficzne (choć znajdziemy tam nawet Alpy), ile gigantyczna przepaść dzieląca mieszkańców górzystych terenów od tych, którzy żyją w samej Wenecji i uważają swoich sąsiadów za nieokrzesanych prostaków. W głębi lądu natkniemy się na historyczne miasta: Padwę, Weronę czy Vincenzę. Do niedawna był to jeden z najbiedniejszych regionów kraju. Przed I wojną światową to właśnie stąd oraz z Mezzogiorno wyruszyły największe fale emigrantów. Nawet okres „cudu gospodarczego” trwający przez całe lata pięćdziesiąte ubiegłego wieku nie wywołał większych zmian w tym zacofanym regionie. Wenecja Euganejska zaczęła się rozwijać dopiero w latach siedemdziesiątych, ale postęp był tak błyskawiczny, że dziś jest to trzeci najbogatszy rejon Włoch — po Lombardii i Lacjum. Dowodem na istnienie prężnego, opartego na eksporcie przemysłu są niezliczone fabryczki i magazyny, rozsypane wśród ponurych krajobrazów.

Lombardia pod względem topografii jest dość podobna do Wenecji Euganejskiej: gdy opuścimy południowe równiny, ciągnące się po obu stronach Padu, trafimy między wzgórza, które łagodnie przechodzą w górskie szczyty. Ten region może się pochwalić niezwykle pięknymi jeziorami. Największe z nich, Maggiore, sięga aż do Szwajcarii, a oprócz niego są jeszcze Como i Garda. W Lombardii znajduje się też finansowa stolica Włoch — Mediolan, który w odróżnieniu od Wenecji już w średniowieczu słynął z handlu i dobrobytu. Współcześnie miasto leży pośrodku uprzemysłowionego pasa, sięgającego od Mestre nad Zatoką Wenecką po Turyn, stolicę Piemontu.

Piemont, przez długie lata utrzymujący bliskie stosunki z położoną po francuskiej stronie Alp Sabaudią, pełnił niegdyś funkcję bramy, przez którą do włoskiej świadomości przenikały francuskie idee. Polityczni przywódcy tego regionu odegrali dominującą rolę w procesie zjednoczenia Włoch. To oni położyli podwaliny pod władzę konstytucyjną, administracyjną i sądowniczą obowiązującą w nowo powstałym kraju, a w Turynie, gdzie mieści się siedziba Fiata, biło jedno ze źródeł włoskiego cudu gospodarczego, silniejsze nawet niż w Mediolanie.

Myliłby się jednak ten, kto uznałby, że Piemont jest istotny tylko z powodów polityczno-gospodarczych: na południe od Turynu ciągną się strome wzgórza Le Langhe, a wina pochodzące z tamtejszych winnic są powszechnie uznawane za najlepsze w całych Włoszech. Produkuje się tam słynne barolo oraz mniej znane, ale równie cenione barbaresco. Z mglistych wzgórz Le Langhe pochodzi także większość włoskich białych trufli oraz orzechów wykorzystywanych przy produkcji nutelli.

Jeśli ruszymy dalej na południe, uda nam się dotrzeć do skalistej Ligurii. Jest to niewielki, ale gęsto zaludniony region, zakleszczony pomiędzy Apeninami, ciągnącymi się na zachód w stronę francuskiej granicy, a Morzem Śródziemnym. Wybrzeże Ligurii, znane jako Włoska Riwiera, to jedno z pierwszych miejsc, którym u progu XX wieku zachwycili się zagraniczni turyści, ściągający tu równie licznie jak na Wybrzeże Amalfitańskie. Oba miejsca są zresztą dość podobne. Genua, stolica i najważniejszy port Ligurii, była przez wieki centrum republiki, która śmiało konkurowała z Wenecją, a czasem nawet nad nią górowała. Jednym z najsławniejszych synów tego potężnego morskiego miasta jest Krzysztof Kolumb, dzięki któremu jest ono znane na całym świecie.

Pomiędzy północnymi rubieżami Ligurii a Wenecją Euganejską znajduje się region Trydent-Górna Adyga, złożony z części północnej, głównie niemieckojęzycznej, i południowej, włoskojęzycznej. Niegdyś ten skrawek Alp wchodził w skład Austro-Węgier; Włochy otrzymały go w nagrodę za przyłączenie się do sił alianckich podczas I wojny światowej. Od 1972 roku mieszkańcy Górnej Adygi (zwanej przez nich Południowym Tyrolem) i Trydentu cieszą się mniejszą lub większą autonomią i mogą samodzielnie rządzić swoimi prowincjami.

To jeden z pięciu włoskich regionów, którym przyznano wyjątkowy status w konstytucji. Pozostałe to Sycylia, Sardynia oraz dwa kolejne regiony północne: Dolina Aosty i Friuli-Wenecja Julijska. Alpejska Dolina Aosty ma silne powiązania z Francją, a graniczący ze Słowenią region Friuli-Wenecja Julijska dzieli się na dwie części: górzystą północ oraz równinne południe. Przez wieki granicę pomiędzy oboma terytoriami wyznaczały rzeki spływające z alpejskich zboczy, a tereny przechodziły z rąk do rąk — między Republiką Wenecką, cesarstwem Habsburgów, Włochami, Austro-Węgrami i Jugosławią.

Zawiła historia Friuli-Wenecji Julijskiej doskonale ilustruje codzienne kłopoty mieszkańców Włoch, a geografia Półwyspu Apenińskiego częściowo tłumaczy, dlaczego Włosi tak bardzo różnią się między sobą. Przed epoką pociągów, autostrad i samolotów góry, morza oraz jeziora były przeszkodami trudnymi do pokonania i miały dominujący wpływ na językowe, kulturowe i kulinarne różnice panujące we Włoszech. Rzeczy oczywiste na Sycylii mogą być zupełnie nieznane w Trieście, a zwyczaje z umbryjskiego miasta Spoleto mogły okazać się nie do przyjęcia w Norcii, oddalonej o zaledwie czterdzieści kilometrów i położonej w tym samym regionie, ale oddzielonej od Spoleto wzgórzami, których pokonanie zajmuje dobre trzy kwadranse jazdy niezwykle krętą i niebezpieczną drogą.

Skoro to Apeniny są najpotężniejszą fizyczną barierą przeszkadzającą w nawiązywaniu kontaktów pomiędzy poszczególnymi częściami kraju, można by się spodziewać, że największe różnice będą ujawniać się pomiędzy ludźmi mieszkającymi na wschodzie i zachodzie kraju. Jednak wschód i zachód Włoch są do siebie podobne. Kluczowe są natomiast różnice między północą a południem. Dlaczego? Aby znaleźć odpowiedź na to pytanie oraz wyjaśnić „kluczowy włoski problem”, jak ujął to Barzini, musimy zagłębić się w te fragmenty historii Włoch, o których sami Włosi wolą nie pamiętać, a większość obcokrajowców nigdy nie słyszała.

2. Burzliwa przeszłość

Włochy pod rządami Borgiów — wojna, przelew krwi i kłębowisko intryg, a wyprodukowali renesans, Leonarda i Michała Anioła. A Szwajcaria? Pięćset lat pokoju i demokracji i co wymyślili? Zegar z kukułką.

Harry Lime w Trzecim człowieku, (1949, reż. Carol Reed)

Mszę bożonarodzeniową w starej Bazylice Świętego Piotra w roku 800 uświetnił swą obecnością król Franków Karol I, który już wkrótce miał zyskać przydomek „Wielki”. Kilka lat wcześniej papież zwrócił się o pomoc do Franków, germańskiego plemienia, któremu udało się stworzyć królestwo obejmujące większość dzisiejszego obszaru Francji — od Niemiec po Pireneje. Ojciec Karola, Pepin, spełnił prośbę głowy Kościoła, a jego syn przyjął tytuł obrońcy papiestwa. Jak się okazało, podróż Karola do Rzymu w 800 roku była jego ostatnią podróżą w to miejsce. Według kronik Einharda władca wyruszył do miasta, by przywrócić w nim porządek po tym, jak Rzymianie zaatakowali papieża Leona III i „nawet oczy mu wykłuto”6.

Według późniejszych kronik „[k]iedy król […] zakończył modlitwę i powstał z kolan, papież Leon nałożył na jego skroń koronę; Rzym przyjął to z radością”7. Historycy od dawna nie dowierzają, by papież mógł zaskoczyć Karola tą koronacją, jednak kronikarz królewski Einhard upiera się: „Z początku tak mu to było przykre, że zapewniał, iż w tym dniu […] nie byłby wszedł do kościoła, gdyby wcześniej znał zamiary papieża”8.

Niezależnie od faktycznego przebiegu zdarzeń działania Leona III wywołały natychmiastowe konsekwencje w całej Europie, przede wszystkim we Włoszech. Ich skutki są odczuwalne do dziś i trudno zrozumieć współczesne Włochy bez dokładnej wiedzy na ten temat.

Przed koronacją Karola I Wielkiego historia Włoch toczyła się mniej więcej tym samym torem, co dzieje innych państw zachodniej Europy. Upadek zachodniej części Cesarstwa Rzymskiego wystawił olbrzymie połacie kontynentu na ataki ze strony wędrownych germańskich plemion, górujących militarnie nad rzymskimi legionami. Półwysep Apeniński, historyczne serce imperium, miejsce największego rozkwitu kultury, był dla nich szczególnie łakomym kąskiem.

Pod koniec V wieku większa część współczesnych Włoch znajdowała się pod władzą Teodoryka Wielkiego, skutecznego i raczej pokojowego przywódcy Ostrogotów — wschodniego odłamu plemienia Gotów. Gdyby stworzone przez niego państwo przetrwało dłużej, być może w mieszkańcach półwyspu utrwaliłoby się przekonanie, że Włochy są jednością. Niestety, rządy Ostrogotów trwały jedynie sześćdziesiąt lat. Jedną z nielicznych zachowanych pamiątek po tym okresie jest wspaniałe mauzoleum Teodoryka z białego marmuru, wzniesione w pobliżu Rawenny, gdzie mieściła się stolica jego królestwa.

Choć Teodoryk cieszył się całkowitą niezależnością, był w istocie raczej wicekrólem. Kontrolował te ziemie w imieniu władców cesarstwa wschodniorzymskiego. Stolica tego państwa, które z czasem zaczęto nazywać cesarstwem bizantyńskim9, mieściła się w Konstantynopolu (dzisiejszym Stambule). Mieszkańcy Półwyspu Apenińskiego mieli się wkrótce przekonać na własnej skórze, że formalny władca cesarstwa nadal uznawał Włochy za swoją schedę.

Po śmierci Teodoryka w 535 roku wojska Bizancjum wkroczyły do Włoch, aby odebrać władzę z rąk jego następców. Tak rozpoczęła się jedna z najkrwawszych wojen w historii. Wojna gocka trwała prawie dwadzieścia lat i jak wynika z większości szacunków, zmniejszyła populację Europy o ponad połowę. Bizancjum ostatecznie wygrało. Niestety, wyludnione i zrujnowane Włochy nie potrafiły stawić czoła nowym najeźdźcom: germańskim Lombardom.

Kolejna wojna trwała z krótkimi przerwami prawie trzydzieści lat, a nowo przybyli ze wszystkich sił próbowali pozbyć się Bizantyńczyków. Mimo krwawych i ciężkich walk nigdy im się to do końca nie udało. U progu VII wieku Sycylia, Sardynia i większość południowych Włoch wciąż znajdowały się pod władzą Konstantynopola. Oficjalnie do cesarstwa należał także szeroki pas ziemi ciągnący się od leżącej na północy Rawenny po okolice Rzymu, w którym coraz większą rolę odgrywał papież, sprytnie wykorzystujący do umocnienia swej władzy panujące w kraju zamieszanie10.

Gdy w 751 roku Rawenna padła łupem Lombardów, pojawiły się uzasadnione obawy, że Rzym wkrótce podzieli jej los, choć teoretycznie wciąż znajdował się pod bizantyńską opieką. To właśnie dlatego poprzednik Leona III zwrócił się o pomoc do Franków, ci zaś zrobili, czego od nich oczekiwano. A nawet więcej. Po pokonaniu Lombardów ojciec Karola Wielkiego — Pepin — przekazał papieżowi władzę nie tylko nad Rzymem i okolicami, ale również nad rozległymi terenami na północy kraju, które formalnie wciąż należały do Bizancjum. Tym samym stworzył podwaliny Państwa Kościelnego, teokracji w sercu Europy.

Mimo że Karol Wielki przybył do Rzymu w 800 roku już jako król, jego namaszczenie przez Leona III nie było jedynie pustym wyrazem wdzięczności za pomoc militarną. Papież ogłosił go cesarzem odrodzonego cesarstwa zachodniorzymskiego. Po śmierci Karola jego spadkobiercy zrzekli się tego tytułu, ale wrócili do niego w połowie X wieku i już nigdy z niego nie zrezygnowali. Aby podkreślić papieskie (i tym samym boskie) prawo do legitymizowania władców, nowe państwo nazwano ostatecznie Świętym Cesarstwem Rzymskim. Przetrwało ono, podobnie jak Państwo Kościelne, aż do XIX wieku, a w czasach największego rozkwitu obejmowało swoim zasięgiem większość północnych Włoch, Sardynię, wschodnie regiony Francji, Szwajcarię, Niderlandy, Niemcy, część zachodniej Polski, dzisiejsze Czechy oraz spory fragment terytorium współczesnej Słowenii.

Pomimo doniosłego znaczenia współpracy papiestwa z Frankami trudno nie zauważyć absurdalnych założeń stojących u jej podstaw. Pepin nie miał żadnego prawa do ziemi należącej do Bizancjum, nie mógł jej więc oddać papieżowi. Z kolei papież nie dysponował władzą pozwalającą mu ogłosić Karola nowym cesarzem rzymskim. Władcy Kościoła twierdzili, że są jedynymi prawdziwymi spadkobiercami cesarza Augusta i jego następców, co miał potwierdzać dokument znany jako Donacja Konstantyna. Wynikało z niego, że w 330 roku, tuż przed przeniesieniem stolicy do Bizancjum, urzędujący wówczas papież otrzymał z rąk Konstantyna Wielkiego prawo do władania zachodnią częścią cesarstwa. Ale Donacja Konstantyna była oszustwem, falsyfikatem stworzonym w VIII wieku w papieskim sekretariacie.

Koronacja Karola Wielkiego była dla Leona III potwierdzeniem prawa do decydowania, kto będzie rządził Zachodem. Jednak w ten sposób papież stworzył sobie konkurenta do schedy po starożytnym Rzymie. Przez całe średniowiecze Włochy były wielokrotnie pustoszone z powodu sprzecznych interesów papiestwa i spadkobierców Karola Wielkiego. Tytuł cesarza w 962 roku przeszedł w ręce Germanów. Od tej pory wystarczyło, by aktualny władca poczuł potrzebę umocnienia swoich rządów lub uzupełnienia braków w skarbcu, a germańska armia natychmiast ruszała przez Alpy. Gwałty, mordy i grabieże były na porządku dziennym. Oblegano miasta, rabowano wsie.

Powstanie nowego cesarstwa przyniosło kolejne konflikty i doprowadziło do olbrzymiego rozproszenia władzy politycznej, zarówno we Włoszech, jak i w Niemczech. Większość cesarzy wolała mieszkać po północnej stronie Alp, choć było kilku takich, którzy zasiedli na rzymskim tronie. Tymczasem kolejni władcy Kościoła byli zbyt zajęci własnymi oraz teologicznymi sprawami, by poświęcać czas żmudnej pracy administracyjnej. Siły militarne Państwa Kościelnego nie były duże: papieże polegali na oddziałach najemników i wierze w swój autorytet moralny.

W takich warunkach w północnych Włoszech powstała polityczna próżnia, a wiele miast i miasteczek, zwłaszcza tych, które za czasów Cesarstwa Rzymskiego cieszyły się częściową autonomią, przeszło pod władzę mieszkańców. Kolejni władcy Kościoła zachęcali do rozwoju tych na wpół demokratycznych, niewielkich republik, ponieważ widzieli w tym szansę na ograniczenie wpływów Świętego Cesarstwa Rzymskiego. Gdy w XIV wieku w tych państwach przyjęły się bardziej osobiste i autokratyczne formy sprawowania rządów, północ Włoch pokryła prawdziwa mozaika częściowo niezależnych księstewek, toczących nieustające wojny z resztkami wciąż istniejących republik.

Pod koniec średniowiecza podzieleni mieszkańcy północnej i północno-środkowej części kraju byli narażeni na atak ze wszystkich stron. Jednak obywatele republik cieszyli się o wiele większą swobodą w decydowaniu o własnych sprawach niż poddani europejskich władców. Doskonale im się również powodziło: wzrost gospodarczy trwał z krótkimi przerwami od końca XI wieku aż po wiek XIV. To były konkretne podwaliny pod rozkwit epoki renesansu.

Jedną z republik, która z czasem zyskała największe bogactwa i wpływy, okazała się Wenecja. Ludzie, którzy osiedlili się nad zatoką, wywodzili się z plemion germańskich i nigdy oficjalnie nie podlegali Świętemu Cesarstwu Rzymskiemu. Już w VIII wieku wybrali swojego pierwszego dożę — w ten sposób definitywnie odcięli się od Bizancjum. Dzięki bogactwu zdobytemu na handlu ze Wschodem, zwłaszcza po rozpoczęciu krucjat, Republika Wenecka, znana jako Serenissima11, stała się znaczącą potęgą morską. U progu XIII wieku dożowie władali już własnym imperium, które z czasem sięgnęło aż po Cypr.

Władcy Świętego Cesarstwa Rzymskiego zapewniali ochronę pozostałym terenom na północy i w środkowej części półwyspu. W ten sposób nie tylko zachęcali mieszkańców tego regionu do dalszych podziałów, ale także skutecznie odcięli ich od kontaktów z południową częścią kraju. Przez tysiąc lat po koronacji Karola Wielkiego sojusze z państwami południa były niezwykle rzadkie. Czasem bizantyńskie wojska wdzierały się na teren Mezzogiorno, na chwilę udało się nawet połączyć obie połowy Włoch, jednak przez resztę czasu północ i południe żyły oddzielnie i wykształciły się tam zupełnie odmienne społeczności.

W IX wieku Sycylia została stopniowo podbita przez muzułmanów i aż do XI wieku pozostawała arabskim emiratem. „Podeszwa” i „obcas” włoskiego „buta” nadal były pod władzą Bizancjum. Mimo to muzułmańscy najeźdźcy zdołali stworzyć kolejny emirat w okolicach Bari (nie przetrwał zbyt długo). Z kolei księstwo Lombardii, rozciągające się wokół miasta Benewent, przetrwało prawie trzysta lat po inwazji Franków (podzielono je w połowie IX wieku). Muzułmańska okupacja Sycylii odcięła Konstantynopol od ziem położonych na zachodzie, a kilka regionów znajdujących się teoretycznie we władaniu Bizancjum zyskało faktyczną niezależność.

Jednym z takich regionów była Sardynia. Gubernatorzy tej prowincji, odgrywający równocześnie rolę sędziów, przejęli władzę nad autonomicznymi obszarami administracyjnymi, zwanymi jurysdykcjami, na które podzielono całą wyspę. Jurysdykcje stały się w krótkim czasie dziedzicznymi królestwami, a jedno z nich przetrwało jako niezależne państwo aż do XV wieku. Niepodległość zyskało też kilka portów zachodniego wybrzeża oraz takie miasta jak Neapol, Gaeta, Amalfi i — na jakiś czas — Sorrento. W X i XI wieku dzięki handlowi z Bizancjum i dyplomatycznym machlojkom Amalfi przeżyło nawet okres wyjątkowego rozkwitu. Podobnie jak inni władcy południowych nadmorskich państewek, diukowie Amalfi nie mieli żadnych oporów przed zawieraniem sojuszy z muzułmańskimi przywódcami, a nawet z piratami.

Rozkwitła również Sycylia, a okres dobrobytu trwał tam znacznie dłużej. Palermo pod władzą emirów stało się drugim największym europejskim miastem — ustępowało jedynie Konstantynopolowi. Muzułmanów spotkał jednak ten sam los co wcześniej Bizantyńczyków — zostali wyparci przez normańskich najemników, sprowadzonych przez władców południowych państewek, które toczyły nieustające wojny między sobą oraz z wojskami cesarstwa. Rządy Bizancjum we Włoszech zakończyły się ostatecznie w 1071 roku, a dwadzieścia lat później Normanowie przejęli pełną kontrolę nad Sycylią.

Pochodzący od wikingów fanatyczni normańscy chrześcijanie okazali się zaskakująco tolerancyjnymi i inteligentnymi władcami. Za ich rządów mieszanka wpływów arabskich, żydowskich, bizantyńskich i normańskich doprowadziła do stworzenia na wyspie niezwykle ożywionej, eklektycznej kultury. To właśnie Normanowie w XII wieku połączyli Sycylię z terenami na południu Włoch, aby stworzyć zjednoczone królestwo. Południe miało przetrwać jako polityczna całość przez kolejne siedemset lat, choć przez większość tego czasu Sycylia i ziemie na półwyspie miały osobnych władców, rządzących pod jedną koroną.

W 1194 roku cesarz Henryk VI podbił Królestwo Sycylii (jak błędnie nazywano zjednoczone państwo) i przez siedemdziesiąt następnych lat większość terytorium współczesnych Włoch — z wyjątkiem Sardynii — należała do Świętego Cesarstwa Rzymskiego. W czasie trzydziestoletnich rządów wychowanego w Palermo Fryderyka II, który obrał Sycylię na swoją siedzibę, cesarstwo sięgnęło aż do Bałtyku. Aż do XIX wieku była to najbardziej ambitna próba zjednoczenia Włoch pod jedną koroną. Północne republiki sprzeciwiały się jednak planom Fryderyka, czego efektem była trwająca prawie trzy dekady wojna. Fryderyk ostatecznie nie zrealizował swoich zamiarów, przede wszystkim z powodu gwałtownego sprzeciwu Państwa Kościelnego, a kilka lat po jego śmierci francuska dynastia panująca wyrwała Królestwo Sycylii spod rządów cesarstwa.

Nieco później władzę nad Sycylią przejęło Królestwo Aragonii, położone w północno-wschodniej Hiszpanii, na terenach dzisiejszej Katalonii. W XV wieku król Aragonii Alfons V zjednoczył Sycylię z resztą półwyspu oraz Sardynią. Wskutek unii Aragonii z Kastylią południowa część Włoch znalazła się pod rządami Hiszpanii — państwa, które już wkrótce miało osiągnąć znaczącą pozycję nie tylko w basenie Morza Śródziemnego.

Zjednoczone pod obcą władzą południe stwarzało olbrzymi kontrast dla rozproszonych państewek północy. Po serii kataklizmów w XIV wieku, z których największym była epidemia czarnej śmierci, gospodarka stopniowo wróciła do normy i zaczął się okres rozkwitu. To właśnie w tym czasie w Sienie oraz we Florencji pojawiły się pierwsze wielkie renesansowe dzieła sztuki.

Jak słusznie zauważa Harry Lime, Włosi tworzyli najpiękniejsze i najważniejsze dzieła sztuki w tych okresach, w których wisiało nad nimi największe zagrożenie12. Dobrobyt i rosnące znaczenie kulturowe republik pomagały zapomnieć, że wciąż grozi im olbrzymie niebezpieczeństwo. W fazie największego renesansowego rozkwitu w połowie XV wieku północne Włochy były podzielone na ponad tuzin państewek, a papieska władza na południu została poważnie ograniczona przez lokalnych przywódców.

Dopóki Święte Cesarstwo Rzymskie obejmowało opieką północne i środkowe Włochy, mieszkańcy tych ziem nie musieli się obawiać niczego poza swoimi rodakami i gniewem cesarza. Ochrona ta dobiegła jednak końca w okolicach 1300 roku, a piętnastowieczne Włochy — najbogatsze ziemie w Europie oraz kraj, w którym narodził się renesans — stały się równie łakomym kąskiem dla państw walczących z dominacją cesarstwa, jak dla Ostrogotów i Lombardów, którzy najechali półwysep w V i VI wieku.

Twierdzi się, że Niemcy nigdy nie podniosły się po wojnie trzydziestoletniej, a brutalność tego siedemnastowiecznego starcia między armiami katolików i protestantów zaszczepiła w niemieckiej świadomości nieusuwalne poczucie zagrożenia. Podobną hipotezę można wysnuć w stosunku do tak zwanych wojen włoskich, rozpoczętych w 1494 roku, kiedy na półwysep wkroczyły wojska francuskie. Przez sześćdziesiąt lat armie Francji, Hiszpanii, Niemiec i Szwajcarii krążyły po całych Włoszech, a dyplomaci próbowali rozwikłać skomplikowane konflikty pomiędzy papiestwem, obcymi władcami, sułtanem Imperium Osmańskiego Sulejmanem Wspaniałym oraz przywódcami tragicznie skłóconych włoskich państewek.

Apogeum przemocy stał się atak na Rzym, który w 1527 roku wstrząsnął całą Europą. Dwudziestotysięczna armia, złożona głównie z protestanckich Niemców, przedarła się przez miejskie mury i rozpętała ośmiodniową orgię zniszczenia, znaną jako sacco di Roma — złupienie Rzymu. Plądrowano kościoły, gwałcono zakonnice, mordowano księży. Arystokratyczne rezydencje stanęły w ogniu. Torturowano bogaczy, by zmusić ich do oddania majątku, zabijano tych, którzy nie mieli nic wartościowego. Wymordowano wówczas jedną czwartą mieszkańców miasta.

Nie były to pierwsze wojny toczone na półwyspie w obronie interesów obcych państw. Być może nie przyniosły też większych zniszczeń niż wcześniejsze konflikty, ale okazały się niezwykle upokarzające. W okrutny i dobitny sposób pokazały, że Włosi nie potrafią zapomnieć o tym, co ich dzieli, i działać razem dla wspólnego dobra. Epoka największego kulturalnego rozkwitu w dziejach półwyspu zakończyła się krwawą jatką, a Włosi natychmiast ruszyli ku następnej wojnie, podczas której większość północnych regionów zjednoczyła się pod obcym jarzmem z południem półwyspu. Ostatecznie to nie Francuzi, a Hiszpanie, którym już wcześniej udało się zapanować nad południem, zdominowali resztę kraju. W wyniku rozejmu w ich ręce trafiło Księstwo Mediolańskie. Wenecja zachowała niepodległość, podobnie jak pozostałe republiki, ale w nowej epoce wielkich, scentralizowanych państw nastawionych na budowę imperiów niewielkie państewka miały coraz mniejszą możliwość działania.

W XVI wieku we Włoszech, podobnie jak w innych państwach Zachodniej Europy, wybuchł wielki kryzys gospodarczy — choć wtedy nikt tego oczywiście tak nie nazywał. Na to zjawisko złożyło się wiele przyczyn, a jedną z najważniejszych była całkowita zmiana głównych szlaków handlowych na świecie. Ruch na Atlantyku wciąż się nasilał i przynosił znacznie większe zyski niż handel w basenie Morza Śródziemnego, a Azja już wkrótce miała zastąpić Bliski Wschód na pozycji głównego dostawcy dóbr do coraz bogatszych krajów na zachodzie Europy.

Nowy porządek polityczny ustanowiony po zakończeniu włoskich wojen przetrwał kolejne sto pięćdziesiąt lat. Nie oznaczało to jednak nadejścia pokoju. W pierwszej połowie XVII wieku doszło we Włoszech do jeszcze kilku starć; w większości z nich uczestniczyło rosnące w siłę Księstwo Sabaudii. Niemniej wojny, które miały przesądzić o losach półwyspu, toczono poza jego obszarem. Włochy stały się pionkiem w partii szachów rozgrywanej w innych częściach Europy. O ich losach decydowała tym razem Austria, która zastąpiła na tej pozycji Hiszpanię, choć z czasem hiszpańska gałąź dynastii Burbonów odzyskała władzę nad południem kraju.

Polityczny krajobraz Włoch w tym kształcie przetrwał aż do 1796 roku, kiedy do generałów, którzy poprowadzili swoje wojsko przez Alpy, dołączył Napoleon Bonaparte — bardziej Włoch niż Francuz, jeśli wziąć pod uwagę jego przodków. Za czasów Napoleona Francja na kilka lat objęła władzę nad Włochami, a cesarz Francuzów nakreślił nowe granice pomiędzy państewkami i nadał im nazwy nawiązujące do antycznej przeszłości (tak Toskania stała się Księstwem Etruskim).

Po przejściu fali rewolucji, podobnie jak w większości państw europejskich, także we Włoszech przywrócono stary porządek. Całkowicie zitalianizowani hiszpańscy Burbonowie odzyskali władzę nad Sycylią i południem półwyspu. U progu XIX wieku konserwatywni, autorytarni monarchiści rządzący Europą nie życzyli sobie żadnych republik. Dwie z nich zlikwidowano na mocy porozumień zawartych po wojnach napoleońskich. Genua przypadła Księstwu Sabaudii, które kontrolowało również Sardynię i Piemont po wschodniej stronie Alp. Dumna Wenecja, po tysiącu lat niezależności, znalazła się razem z całym terytorium oraz resztkami dawnego imperium pod kontrolą Austrii. Austriacy przejęli także władzę w Księstwie Mediolańskim. Ich rządy nad większą częścią północnych Włoch trwały aż do zjednoczenia kraju.

Pomiędzy ustąpieniem ostatniego z rzymskich cesarzy a zjednoczeniem kraju, które nastąpiło w 1870 roku, gdy wojska przedarły się przez Mury Aureliana nieopodal Porta Pia, upłynęło prawie czternaście stuleci, czyli przeminęło mniej więcej sześćdziesiąt niepotrafiących się zjednoczyć pokoleń, wystawionych na kaprysy zagranicznych władców i potęgę obcych armii13. To musiało pozostawić trwały ślad w umysłach i sercach ludzi.

3. Echa i reperkusje

Noi siamo prodotto del passato e viviamo immersi nel passato.

Jesteśmy produktami przeszłości i wciąż w niej żyjemy.

Benedetto Croce, La storia come pensiero e come azione, 1938

Tuż po rozpoczęciu pracy na stanowisku zagranicznego korespondenta we Włoszech — w połowie lat dziewięćdziesiątych — dostałem od naszej londyńskiej redakcji list napisany przez czytelnika. W tamtych czasach takie listy przychodziły sporadycznie; e-mail wciąż był nowinką techniczną, więc jeśli ktoś chciał zgłosić jakieś zastrzeżenia (albo — co o wiele rzadsze — pochwalić dziennikarza), musiał się natrudzić: napisać list za pomocą maszyny lub długopisu, włożyć go do koperty i zanieść na pocztę. Niewielu się na to decydowało, a ci, którzy to robili, byli zazwyczaj kompletnie obłąkani, nieziemsko zachwyceni lub solidnie wkurzeni. Mój korespondent należał do trzeciej kategorii.

Kilka tygodni wcześniej, kierowany raczej literacką weną niż poważnymi przekonaniami, opisałem Włochy jako „czarujące, ale skorumpowane i chaotyczne”. Właśnie to ostatnie słowo tak bardzo wzburzyło mojego brytyjskiego czytelnika. Jak śmiałem twierdzić, że Włochy są chaotyczne? On przeprowadził się do Włoch kilka miesięcy wcześniej i odkrył, że życie w tym kraju jest nieporównywalnie lepiej zorganizowane niż w Wielkiej Brytanii. Jego opinia mocno mnie zaskoczyła, zwłaszcza że dopiero co wróciłem do Rzymu po odwiedzinach w Neapolu. A potem spojrzałem na adres w rogu koperty. List nadano w Bolonii. Moje Włochy i kraj mojego czytelnika dzieliła prawdziwa przepaść.

Pisał do mnie z miasta, które w czasach zimnej wojny Włoska Partia Komunistyczna (PCI) zamieniła w modelowy przykład socjalistycznego zarządzania. Jak miałem się wkrótce przekonać, Bolonia była miejscem, w którym autobusy nie tylko przyjeżdżały według rozkładu, ale też rozkład ku wygodzie pasażerów umieszczono na elektronicznych tablicach podających dokładne godziny przyjazdu. Tablice pojawiły się tam dużo wcześniej niż w innych europejskich miastach (dopiero teraz zaczynają docierać do Rzymu). Ja zaś żyłem na południu tego kraju, ponieważ z dziennikarskiego punktu widzenia tam się zazwyczaj więcej dzieje. W dolnej części buta społeczeństwo było zupełnie inne i bardziej zdezorganizowane. Kierowcy rozklekotanych autobusów nie zdejmowali nogi z gazu nawet wtedy, gdy przejeżdżali przez przejścia dla pieszych.

Bolonia była i jest inna niż miasta na południu nie tylko dzięki ambicjom komunistów. Na północ od Rzymu wyczuwa się narastające civismo14 — można to tłumaczyć jako „ducha społecznego”, społeczną odpowiedzialność lub po prostu szacunek dla innych. Miejsca publiczne i wspólne klatki schodowe są czystsze i bardziej schludne. Wszędzie widać poczucie wspólnoty.

Zazwyczaj Włochy dzieli się na trzy odrębne części: północ, środek i południe. Środkowe regiony obejmują tereny dawnego Państwa Kościelnego oraz Toskanię. To wygodny podział, który przydaje się na przykład meteorologom, nie pomaga jednak w zrozumieniu natury tego kraju. Bolonia leży w regionie Emilia-Romania, Rzym w Lacjum, zatem oba miasta są położone w środkowych Włoszech. Jednak — co zauważy każdy, komu przyjdzie spędzić w nich choćby kilka godzin — równie dobrze mogłyby się znajdować na innych planetach.

Odmienna propozycja podziału pojawiła się w latach dziewięćdziesiątych XX wieku na kartach wpływowej książki znanego politologa15. Robert Putnam wraz ze swoimi współpracownikami chciał się dowiedzieć, co leży u podstaw sukcesu niektórych rządów demokratycznych i gdzie kryją się powody porażki tych, którym się nie udało. Badał w tym celu dzieje włoskiej administracji regionalnej i doszedł do wniosku, że jej skuteczność zależała w dużej mierze od tradycji współpracy pomiędzy mieszkańcami a instytucjami, tradycje zaś były najsilniejsze tam, gdzie od średniowiecza ludzie rządzili się sami, zwykle w republikach. Według Putnama Włochy są podzielone na północ i południe. Miasta takie jak Bolonia, zlokalizowane na obrzeżach dawnego Państwa Kościelnego, właściwie niezależne od rzymskiej władzy, zalicza się do północy. Ta teza nie wyjaśnia jednak wszystkiego. Są na przykład takie miasta jak Matera z regionu Basilicata, gdzie duch civismo jest bardzo silny. Jednak książka Putnama świetnie obrazuje jeden z historycznych aspektów, które wpłynęły na zróżnicowanie Włoch.

Istnieją także inne czynniki. Swoje piętno na włoskich regionach wyraźnie odcisnęły obce rządy. Greccy osadnicy, którzy w starożytności zasiedlili Sycylię oraz południową część półwyspu, zostawili głębokie ślady w miejscowej kulturze. Ponoć to z greki wywodzi się nazwa kalabryjskiej mafii — ’Ndranghety. Na te greckie fundamenty nałożyły się z czasem wpływy arabskie i berberyjskie, które sięgnęły aż do Apulii. Podobno właśnie z powodu wielowiekowej obecności muzułmanów na tych ziemiach kobiety na Sycylii wciąż cierpią z powodu niskiego statusu społecznego, a w okolicach Apulii wręcz roi się od czarnookich, czarnowłosych piękności. Z drugiej strony — jak twierdzą niektórzy — to właśnie na Sycylii istnieje większa szansa natrafienia na ludzi o jasnych albo rudych włosach niż w pozostałych częściach półwyspu, a spowodowane jest to ponadstuletnią obecnością normańskich najeźdźców na wyspie. Również Hiszpanie odcisnęli swój ślad w regionie Mezzogiorno i obwinia się ich zazwyczaj o to, że zarazili włoską arystokrację z południa niechęcią do pracy oraz przekazali jej nadmierne upodobanie do inwestowania tylko w ziemię. Zupełnie odmienne wartości utrwaliły się dawno temu na północy, najeżdżanej regularnie przez germańskie plemiona i ich potomstwo. Goci, a jeszcze bardziej Lombardowie, zmienili tkankę etniczną północnych Włoch oraz kilku południowych regionów. Skutki trwających dwa stulecia rządów austriackich widać wyraźnie w środkowoeuropejskiej architekturze Mediolanu oraz miast na wschodzie kraju, a wenecka bazylika Świętego Marka to dowód na prawosławne wpływy ze Wschodu, będącego przez setki lat głównym źródłem dobrobytu miasta.

Historia, a zwłaszcza opowieść o wciąż zmieniających się granicach państw składających się na dzisiejsze Włochy, wyjaśnia, dlaczego panuje w nich tak wielkie pomieszanie języków. Do dziś jest w użyciu co najmniej kilka z nich. Trzy czwarte mieszkańców Doliny Aosty mówi po francusku lub w dialekcie franko-prowansalskim. W zachodnim Piemoncie żyje sto tysięcy ludzi mówiących po prowansalsku. W południowym Tyrolu poza niemieckim, którym posługuje się jakieś 70 procent mieszkańców (około trzystu pięćdziesięciu tysięcy ludzi), mieszka też dwudziestotysięczna włoska społeczność, dla której ojczystym językiem jest ladyński — spokrewniony z friulskim, którego używa kolejne trzysta tysięcy osób. Wśród języków występujących we Friuli-Wenecji Julijskiej znajdziemy słoweński oraz jego archaiczną wersję, czyli dialekt rezjański (uważany przez niektórych ekspertów za osobny język), a także liczne odmiany niemieckiego.

W regionie Molise słychać chorwacki, a na południowym wybrzeżu oraz na Sycylii istnieje około pięćdziesięciu wiosek, w których mówi się po albańsku. Arboresze to potomkowie uchodźców z Imperium Osmańskiego, którzy przenieśli się w te okolice na początku XV wieku. Z czasem zintegrowali się z resztą społeczności i ich liczba znacząco zmalała16, ale według ostatnich ustaleń w całych Włoszech wciąż mieszka około stu tysięcy osób mówiących w języku albańskim. Kolejne dwadzieścia tysięcy Włochów posługuje się greckim dialektem znanym jako griko. Przetrwał on w kilku wioskach Apulii oraz w Kalabrii — tam udało mu się nawet przeniknąć do miast. Na północnym zachodzie, w okolicach sardyńskiego miasta Alghero, wciąż można usłyszeć język kataloński, uznawany za ojczysty przez dziesięć tysięcy osób.

W innych krajach również natkniemy się na znaczące mniejszości etniczne używające własnego języka, ale tym, co wyróżnia Włochy, jest liczba ich rodowitych mieszkańców posługujących się dialektami. To, gdzie kończy się dialekt, a zaczyna język, jest przedmiotem skomplikowanych sporów, zazwyczaj wzbudzających sporo kontrowersji. Sardyński (sardu) bywa uznawany za osobny język, ponieważ rozwijał się przez większość czasu w izolacji od włoskiego. Współczesny włoski ma więcej wspólnych słów z francuskim niż z sardyńskim. Zupełnie inaczej wygląda również zapis obu języków. Weźmy na przykład włoskie powiedzenie il sangue non è acqua — krew nie woda. W języku sardyńskim będzie ono wyglądać tak: su sambene no est abba. Większość mieszkańców wyspy, około miliona osób, mówi po sardyńsku, dodatkowo język ten dzieli się na trzy dialekty.

Piemoncki oraz sycylijski — odpowiednio 1,6 miliona oraz 4,7 miliona użytkowników — są na tyle znaczące, że wypadałoby również uznać je za osobne języki. Można do nich dodać wenecki, lombardzki oraz neapolitański. Liczba odmian języka używanego przez Włochów w domu, a także w obrębie danego miasta czy regionu, jest właściwie nieskończona. Regionalne określenie jakiegoś stworzenia, przedmiotu czy czynności może się całkowicie zmienić w obrębie zaledwie paru kilometrów. Zwykły wieszak na ubrania znany jest niektórym Włochom jako ometto, inni mówią na niego stampella, jeszcze inni wolą nazwę angioletto. Jednak nazywa się go także gruccia, attaccapanni, appendiabiti, cruccia, stanfella, crocetta, crociera, appendino lub croce17.

Włosi wolą podkreślać to, co wyróżnia ich miasto lub region, niż szukać podobieństw. Jednak ta sama historia, która jest źródłem tak wielu różnic, zapewniła im kilka wspólnych elementów. Świadomość, że ich przodkowie podbili Cesarstwo Rzymskie i stworzyli sztukę renesansu, wzbudza we współczesnych Włochach wielką dumę, która w pewnych przypadkach przekształca się w skłonność do indywidualizmu, właściwie obcą ich hiszpańskim kuzynom. Jak twierdzi socjolog Giuseppe De Rita, Włosi, podobnie jak Grecy, czerpią z przeszłości nie tyle poczucie własnej wartości, ile niezłomne przekonanie o własnej wyższości nad innymi nacjami.

„Nigdy nie uznawałem Włochów za rasistów w klasycznym znaczeniu tego słowa” — wyjaśniał w wywiadzie. „Jednak świadomość własnej historii wzbudza w nich poczucie wyższości. Dlatego właśnie czują się mądrzejsi, bystrzejsi i lepsi od wszystkich innych”18.

Wierzę, że wielu Włochów skrzywi się na takie twierdzenie. Jeśli ktoś urodził się w ubogiej wiosce gdzieś w regionie Basilicata albo w blokowisku wśród przemysłowych krajobrazów doliny Padu, raczej nie czuje się związany z dziedzictwem cesarza Augusta czy Leonarda da Vinci. Jednak poczucie dumy opisywane przez De Ritę jest wyraźne wśród mieszkańców Toskanii, Wenecji, Rzymu i wielu innych miast. Trudno mu zaprzeczyć, gdy opisuje Włochów wychwalających to, że są svegli (bystrzy, inteligentni) oraz in gamba (błyskotliwi).

Jednocześnie istnieje powszechne przekonanie, że Włosi wciąż padali ofiarą ataków i szykan, a co gorsza, atakującymi byli zazwyczaj ich europejscy współbracia. Duma narodowa sąsiaduje we włoskiej świadomości z rozżaleniem i poczuciem bezbronności. Przyjrzyjmy się chociażby włoskiemu hymnowi — Il Canto degli Italiani, znanemu lepiej jako L’Inno di Mameli, od nazwiska autora słów19. Hymny państwowe składają się zazwyczaj z przechwałek oraz pogróżek i służą temu, by uzmysłowić innym państwom, że nasz kraj jest wspaniały i nie należy z nim zadzierać. Amerykanie w swoim hymnie nazywają własny kraj „ziemią wolności i bohaterów”, Brytyjczycy proszą Boga o ochronę nad królową:

Ukarz jej wrogów,

I spraw, by upadli:

Pomieszaj im szyki,

Obnaż podłe sztuczki.

A o czym śpiewają Włosi? Cóż, ich hymn już w drugiej zwrotce ogłasza światu:

Noi fummo da secoli

Calpesti, derisi,

Perché non siam popolo,

Perché siam divisi.

Byliśmy przez wieki

Wyszydzani, uciskani,

Podzieleni

Nie tworzyliśmy narodu.

Można oczywiście stwierdzić, że L’Inno di Mameli to produkt swoich czasów, a pomiędzy napisaniem tekstu w 1847 roku i przedarciem się bersalierów przez Mury Aureliana, co nastąpiło dwadzieścia trzy lata później, Włosi faktycznie byli podzieleni i uciskani (ale raczej nikt z nich nie szydził; odwaga włoskich nacjonalistów pod wodzą Giuseppe Garibaldiego budziła słuszny podziw w całej Europie). Dziś rzadko śpiewa się tę zwrotkę hymnu, a na meczach i podczas parad wojskowych Włosi ograniczają się do pierwszych czterech wersów i refrenu.

Wydaje mi się naprawdę niezwykłe, że jakakolwiek nacja zdecydowała się na tak brutalną szczerość w hymnie państwowym, w dodatku z naciskiem na to, że wewnętrzne podziały utrudniły jej stworzenie prawdziwego narodu. Tym bardziej że L’Inno di Mameli nie był pierwszym hymnem zjednoczonego kraju. Nowe Włochy były z początku monarchią, a rolę hymnu odgrywał marcia reale — marsz królewski dynastii sabaudzkiej. Nowy hymn funkcjonuje od 1946 roku — wówczas władze Republiki Włoskiej ogłosiły jego wprowadzenie, lecz dopiero w 2005 roku zatwierdzono prawnie jego status.

Ludzie tak doświadczeni przez historię jak Włosi muszą mieć ambiwalentny stosunek do cudzoziemców. Brytyjczycy, Hiszpanie, Turcy poznawali obce ludy z perspektywy najeźdźców oraz władców podbitych terenów, Włosi zaś od czasu najazdu barbarzyńców byli tymi, których podbijano. Tłumaczy to moim zdaniem instynktowną postawę obronną, jaką przybierają w wielu przypadkach, oraz podszytą fatalizmem wiarę, że kluczowe decyzje na temat ich kraju podejmuje się za granicą i jest to zupełnie normalne.

Istnieje nawet osobne określenie — coś w rodzaju eufemizmu — na wszystkie zagraniczne wpływy, które należy wziąć pod uwagę przy ustalaniu polityki włoskiego rządu lub partii. Mówi się o nich vincolo esterno — czynniki zewnętrzne. W czasach zimnej wojny, kiedy Włochami rządziła Chrześcijańska Demokracja (DC), rolę najważniejszych czynników zewnętrznych odgrywały relacje z amerykańskim rządem, zwłaszcza z CIA. Dla opozycyjnej Włoskiej Partii Komunistycznej wiążące były doktryny Kremla. Od czasu upadku muru berlińskiego źródłem największych ograniczeń włoskiej polityki są decyzje Komisji Europejskiej w Brukseli oraz — jako że Włochy należą do strefy euro — Europejskiego Banku Centralnego z siedzibą we Frankfurcie. Jest to oczywiście kłopotliwe, ale może być również prawdziwym wybawieniem: naciskani ze wszystkich stron miejscowi politycy często usprawiedliwiają swoje niepopularne, ale konieczne decyzje wymaganiami czynników zewnętrznych.

Ambiwalencję wobec obcokrajowców najlepiej widać w stosunku Włochów do ludzi mówiących po niemiecku, bo to właśnie Niemcy uporczywie i przez wieki mieszali się w sprawy półwyspu. Wprawdzie pytania o to, czy Unia Europejska, zwłaszcza po wprowadzeniu wspólnej waluty, nie stała się narzędziem utrwalania niemieckiej hegemonii na całym kontynencie, powtarzane od wielu lat w Wielkiej Brytanii, we Włoszech pojawiły się stosunkowo niedawno, ale podejrzenia wobec Niemców oraz niechęć do niemieckiej polityki są ciągle obecne we włoskiej świadomości i mogą wypłynąć na powierzchnię w najmniej spodziewanych momentach. (Na przykład Silvio Berlusconi podczas przemówienia w Parlamencie Europejskim w 2003 roku jednego z niemieckich socjalistów prowokujących go pytaniami porównał do strażnika nazistowskiego obozu koncentracyjnego).

Naznaczona przemocą i podziałami historia Włoch pomaga moim zdaniem wyjaśnić także typowy włoski fatalizm oraz odrazę do wojen. Inne państwa, rzecz jasna, również brzydzą się wojną — zwłaszcza te, które stosunkowo niedawno zostały doświadczone przez jakieś konflikty zbrojne. Jednak w niektórych społecznościach z wojną kojarzą się również pozytywne wartości, takie jak bohaterstwo, chwała czy żądza przygód. W Wielkiej Brytanii przelew krwi jest nierozerwalnie związany z historią rozbudowy imperium i choć czas angielskiej potęgi już minął, Brytyjczycy wciąż z dumą wspominają swoich Clive’ów, Nelsonów i Gordonów. Z kolei na Bałkanach tradycje wojenne odwołują się do czasów bohaterskiej obrony przed siłami Imperium Osmańskiego.

We Włoszech natomiast, nie licząc środowiska zawodowych żołnierzy, tego typu poglądy spotyka się jedynie wśród faszystowskich ekstremistów. W odróżnieniu od członków angielskich lub amerykańskich sił zbrojnych włoscy żołnierze nie są przez swych rodaków zbytnio poważani.

Ludzie chętnie słuchają wojennych wspomnień nie dlatego, że kieruje nimi chorobliwe zainteresowanie śmiercią i przemocą. Stoi za tym raczej przekonanie, że konflikty zbrojne przynoszą ze sobą nadzwyczajne sytuacje, dziwaczne anegdoty oraz mnóstwo napięcia — tak przynajmniej wynika z moich doświadczeń zdobytych po powrocie z obszaru działań wojennych, kiedy byłem często nagabywany o jakieś opowieści. Włosi, jak miałem się szybko przekonać, byli pod tym względem wyjątkowi. Jeśli tylko ktoś wspominał, że pracowałem jako korespondent wojenny, moi włoscy rozmówcy zazwyczaj zręcznie ucinali temat lub z wielką biegłością kierowali rozmowę na inne, mniej kontrowersyjne tory. Dla większości Włochów wojna jest brutta (paskudna, ohydna) i nie powinno się o niej rozmawiać w kulturalnym towarzystwie.

Życie we Włoszech jest oczywiście przesiąknięte sporą dozą przemocy — mamy tu zabójstwa mafijne, stadionowych chuliganów, częste przypadki agresji w rodzinie. Jednak ataki fizyczne zwykle zastępuje się wyzwiskami, a zbluzganie kogoś rzadko prowadzi do bójki. Włosi wyzywają się więc na całego i używają określeń, które w innych kulturach mogłyby sprowokować wybuch przemocy. Podczas pracy we włoskich redakcjach miałem okazję zaobserwować niezwykle częste i gwałtowne kłótnie — z reguły wyglądały tak, jakby uczestnicy sporu mieli zaraz wziąć się za łby, ale nigdy do tego nie dochodziło. Większość sprzeczek kończyła się równie nagle, jak się zaczynała, a następnego dnia wszyscy rozmawiali ze sobą zupełnie normalnie.

To samo zjawisko widać we włoskiej polityce. Skala werbalnej przemocy w debacie publicznej jest po prostu zdumiewająca. Wystarczy zacytować na przykład Clemente Mastellę, ministra sprawiedliwości (sprawował urząd w latach 2006–2008) w drugim rządzie Romana Prodiego: „On nie jest żadnym bohaterem. To moralne truchło”. Oczywiście zdarzało nam się słyszeć takie rzeczy w brytyjskim parlamencie lub w trakcie kampanii prezydenckiej, wykrzykiwane w stronę oponentów. Rzecz w tym, że Mastella opisał w ten sposób swojego rządowego kolegę, ministra infrastruktury, Antonia di Pietro. Łatwo więc się domyślić, co mówią o sobie przeciwnicy polityczni.

Historia nauczyła Włochów, że sięganie po przemoc rzadko przynosi jakieś korzyści. Emisariusze, gubernatorzy i wicekrólowie zawsze mieli zbrojną przewagę nad ludem, podobnie zresztą jak obce państwa, które regularnie wtrącały się we włoskie sprawy. Tłumaczy to poniekąd, dlaczego mieszkańcy półwyspu pokładają tak dużą wiarę w intelekt, dyplomację oraz przebiegłość. To w tych cechach znajdowali pocieszenie i to one pozwalały im choćby przelotnie wyrównać rachunki z obcokrajowcami, którzy narzucali im władzę.

W całej historii włoskiego kina nie ma bardziej znanej sceny niż ta z filmu Totò Truffa 62, w której komik Antonio de Curtis (znany jako Totò20) sprzedaje amerykańskiemu turyście fontannę di Trevi. Wiele z postaci odgrywanych przez tego aktora można opisać włoskim słowem furbo. W polszczyźnie jest na to cała garść słów, od „sprytny”, przez „przebiegły”, po „knujący” i „chytry”. Fare il furbo znaczy „wykazać się sprytem”. Użyte w zdaniu non fare il furbo jest ostrzeżeniem — nie próbuj mnie wykiwać. Na pewno nie jest to komplement, ale skojarzenia z furbizia są raczej pozytywne. Jeśli usłyszysz od Włocha, że jesteś furbo lub furba, znaczy to najczęściej, że udało ci się czymś go zaskoczyć i zaskarbić sobie jego szacunek.

Trudno byłoby jednak twierdzić, że furbizia to włoska cecha narodowa. Jak zauważył już w latach dwudziestych ubiegłego stulecia włoski dziennikarz i satyryk Giuseppe Prezzolini, furbi muszą współistnieć z inną odmianą Włochów, których określił mianem fessi. To również nie jest komplement — to słowo na określenie idioty. Jak wyjaśnia Prezzolini:

Jesteś fesso, jeśli płacisz pełną cenę za bilet na pociąg, nie potrafisz sobie załatwić darmowego wejścia do teatru, nie masz wuja na stanowisku commendatore ani przyjaciela lub żony ze sporymi wpływami w sądownictwie albo edukacji, nie należysz do masonerii lub jezuitów, podajesz prawdę w zeznaniu podatkowym lub dotrzymujesz słowa, nawet jeśli jest to dla ciebie niekorzystne.

Zdaniem Prezzoliniego różnica pomiędzy tymi oboma gatunkami Włochów nie opiera się na intelekcie. Chodzi o to, że fessi mają zasady, podczas gdy furbi mają jedynie cele. Dokonany przez niego podział doskonale sprawdza się i dziś. Właściwie całą historię współczesnych Włoch można opisać jako niekończącą się walkę pomiędzy fessi i furbi. Jak łatwo się domyślić, furbi zazwyczaj wychodzili z tego starcia zwycięsko, choć czasem ich przeciwnicy zdobywali przewagę — ostatnio w latach 2011–2013, kiedy krajem rządził Mario Monti, prawdziwe ucieleśnienie fesso