Wydawca: Goneta Kategoria: Fantastyka i sci-fi Język: polski Rok wydania: 2014

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 227 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze PDF
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Władca Tajemnego Ognia - Agnieszka Fidler

Opowiadanie fantasy. Wyobraźnia autorki sprawia wrażenie niemającej dna. Historia wydawałaby się jakże podobna do innych. Jest absolutne zło przeciwstawione dobru. Złem jest Czarny Czarodziej, niegdyś członek Wielkiej Rady Czarodziejów, który pod imieniem Lorda Gorana niewoli ludzi i próbuje to samo zrobić z krasnoludami i centaurami, zabierając każdemu ludowi jego część Światła Gwiazdy. Gdy zasiada na zdobytym przemocą tronie, świat ogarnia ciemność. Niegodziwość, brak współczucia i miłości, zło, zepsucie, brak chęci do życia, całkowity brak uśmiechu i zakaz bycia radosnym — taki obraz stworzył Lord Goran. Na szczęście nie udało mu się unicestwić wszystkich dobrych. Z tej pożogi ocalał prawowity władca krainy, książę Laurin. Z pomocą ruszyli mu też inni czarodzieje Wielkiej Rady Czarodziejów, twórcy całego świata. Nie mogą dopuścić, by Lord Goran zdobył wszystkie części Światła Gwiazdy, bo wtedy Wielka Rada Czarodziejów zginie, a Władca Gwiazdy zostanie wysłany na zesłanie w mgławicę, daleko w kosmos.

 

Władca Tajemnego Ognia” to pierwsza część czteroksiągu o walce dobra ze złem, historii starej jak świat i ciągle aktualnej. Na szczęście w naszym realnym świecie wolno nam się śmiać i być szczęśliwym. Kibicujemy więc, rzecz jasna, dobru, niecierpliwie czekając na jego zwycięstwo. Zanim jednak książę przywróci świat do normalnego życia, wielu jeszcze poświęci swoje istnienie, wszyscy się mocno napracują, a na bohaterów czeka wiele przygód.

Opinie o ebooku Władca Tajemnego Ognia - Agnieszka Fidler

Fragment ebooka Władca Tajemnego Ognia - Agnieszka Fidler

Władca Tajemnego Ognia

Agnieszka Fidler

Copyrights to:

Wirtualne Wydawnictwo „Goneta” Aneta Gonera

www.goneta.net

ul. Archiwalna 9 m 45

02-103 Warszawa

Korekta: Dorota Brzostek

dorotas113@wp.pl

 

 

 

 

Okładka: Małgorzata Szymszon

haxi69@gmail.com

 

 

 

Redakcja: Aneta Gonera

wydawnictwo@goneta.net

 

 

 

 

 

 

 

 

ISBN: 978-83-63783-62-4

 

 

 

 

Wydanie 1.

 

 

 

 

Warszawa, 3 października 2014

 

Tekst w całości ani we fragmentach nie może być powielany ani rozpowszechniany za pomocą urządzeń elektronicznych, mechanicznych, kopiujących, nagrywających i innych, w tym również nie może być umieszczany ani rozpowszechniany w postaci cyfrowej zarówno w Internecie, jak i w sieciach lokalnych bez pisemnej zgody wydawnictwa „Goneta” Aneta Gonera.

Konwersja do epub A3M Agencja Internetowa

Od redakcji:

Opowiadanie fantasy. Wyobraźnia autorki sprawia wrażenie niemającej dna. Historia wydawałaby się jakże podobna do innych. Jest absolutne zło przeciwstawione dobru. Złem jest Czarny Czarodziej, niegdyś członek Wielkiej Rady Czarodziejów, który pod imieniem Lorda Gorana niewoli ludzi i próbuje to samo zrobić z krasnoludami i centaurami, zabierając każdemu ludowi jego część Światła Gwiazdy. Gdy zasiada na zdobytym przemocą tronie, świat ogarnia ciemność. Niegodziwość, brak współczucia i miłości, zło, zepsucie, brak chęci do życia, całkowity brak uśmiechu i zakaz bycia radosnym — taki obraz stworzył Lord Goran. Na szczęście nie udało mu się unicestwić wszystkich dobrych. Z tej pożogi ocalał prawowity władca krainy, książę Laurin. Z pomocą ruszyli mu też inni czarodzieje Wielkiej Rady Czarodziejów, twórcy całego świata. Nie mogą dopuścić, by Lord Goran zdobył wszystkie części Światła Gwiazdy, bo wtedy Wielka Rada Czarodziejów zginie, a Władca Gwiazdy zostanie wysłany na zesłanie w mgławicę, daleko w kosmos.

„Władca Tajemnego Ognia” to pierwsza część czteroksiągu o walce dobra ze złem, historii starej jak świat i ciągle aktualnej. Na szczęście w naszym realnym świecie wolno nam się śmiać i być szczęśliwym. Kibicujemy więc, rzecz jasna, dobru, niecierpliwie czekając na jego zwycięstwo. Zanim jednak książę przywróci świat do normalnego życia, wielu jeszcze poświęci swoje istnienie, wszyscy się mocno napracują, a na bohaterów czeka wiele przygód.

CZĘŚĆ PIERWSZA

Zło powraca

Tam, gdzie zachodzi Księżyc,

Tam, gdzie wschodzi Słońce

Zalśni niegdyś skradziony miecz;

Król pokona strzałę zła.

Znów zapłonie ogień życia.

I znów radość zapanuje wszędzie.

Tam, gdzie niegdyś chodził wróg

Dziś przechadza

Rozdział pierwszy

Pierwsze znaki

Promienie porannego wschodzącego słońca lekko skradały sie do królestwa Atllandass. Nikt tak naprawdę nie wie, jak powstała ta tajemnicza, szczęśliwa i zarazem bardzo bajkowa kraina. Stolicą jej jest Admeria. W pałacu zaś mieszkał król z królową i maleńkim synkiem. Królestwo graniczy z Cyfundią, krajem zamieszkanym przez centaury, czyli półkonie, półludzie. Kraina ta pokryta jest lasami, w których kryją się domy centaurów.

Na północy kraju znajduje się Wielki Las Allandzki z ludzkimi wioskami oraz Góry Dolne, na południu zaś pyszni się Morze Efika, skąd kiedyś przybyli tu ludzie. Niewielka pustynia Szadar i miasto Szasoria dopełniają wyglądu tej krainy.

Na zachodzie… No cóż, na zachodzie znajdują się bardzo pustynne tereny, kiedyś podzielone na siedem krain, w których żyli ludzie i jednorożce. W Górach Niskałach mieszkały krasnoludy. Są tam też dwa bardzo ważne morza — Morze Zachodzącego Księżyca i Morze Wschodzącego Słońca. Nieco niżej znajduje się Nachgora, a w niej od wieków w wieży Hesfus mieszka Lord Goran — zły i okrutny czarnoksiężnik.

Na środku mapki znajduje się Eslandia, kraj elfów, gdzie panem i władcą jest mądry i sprawiedliwy elf o imieniu Dor. Morze Martwego Ognia i Wielka Rzeka Isali płynąca przez kraj elfów — Szasorię — mija Pustynię Szadar i wypływa na teren nikomu nie znany. W stolicy państwa od wielu lat mieszka król Isal z królową Ginewrą. Zamek zbudowali krasnoludowie, bo oni byli wyrobieni w kamieniu, jak nikt inny. Wznoszone prawie do nieba wieże strażnicze po czterech stronach zamku strzegły mieszkańców. Zamek otacza fosa, w której miały pływać ryby. Tego zamiaru nie wprowadzono jednak w czyn. Zwodzony most był teraz opuszczony. Tak zwykle bowiem robiono każdego ranka po wschodzie słońca. Na bramie zamku było namalowane godło królewskie — wspaniały srebrny miecz ze zdobioną w kształt kwiatów, liści i płomieni rękojeścią. Na klindze wyryto słowa elfickiego zaklęcia. Elfy też wykuły owo cudo dla ojca króla Isala, założyciela Królestwa Admerii, króla Liosela. Teraz królestwem rządził jego syn, król Isal. Za jego rządów mieszkańcy wydawali się szczęśliwi i beztroscy. No, może z wyjątkiem sobót, bo wtedy król ze swoją świtą wybierał się na polowania. Ten zwyczaj zapoczątkował jego ojciec, co od razu nie spodobało się poddanym, lecz jego syn pomimo tej ogólnej niechęci do polowań, postanowił kontynuować tę tradycję.

Nastała właśnie kolejna sobota, czyli dzień królewskiego polowania. Wszyscy na zamku chodzili z rozpromienionymi twarzami, lecz widząc nieprzychylne oblicza szykujących łowy, szeptali między sobą, że król powinien zmienić ten zwyczaj. Kiwali w zamyśleniu głowami. Inni, tak samo cicho, odpowiadali im, że przecież władca tego zmienić nie może, bo tak każe tradycja.

Dumą i chwałą królestwa Atllandass, a nawet całej Liverni byli rycerze króla Isala. Wysportowani i dumnie noszący herb królestwa widoczni byli wszędzie — na ulicach, przy gospodach, w królewskim pałacu, przy moście zwodzonym i w każdym innym miejscu. Dniem i nocą strzegli bezpieczeństwa tak bliskiej ich sercom krainy.

Król Isal odziedziczył bowiem po swoim ojcu charakter, który sprawiał, że nie poddawał się łatwo. Piękne bujne włosy, szare oczy, wysoki wzrost i długowieczność odziedziczył po przodkach. Król Liosel przybył niegdyś tu, jak głosiły legendy, zza Wielkiego Morza Efika, by w końcu dopaść Lorda Gorana. Kiedy pytano go, co jest za wielkim morzem, niechętnie o tym opowiadał. Mówił tylko, że jest tam wielka zniszczona wyspa, zatruta złem i pokonana przez czarnego czarodzieja — Morgrada.

— Dlatego przybyłem tutaj, żeby osiedlić się w spokoju — opowiadał kiedyś, zaraz po przyjeździe w gospodzie „Cisza i spokój”. — Chciałbym wznieść jakiś mały domek, gdzie wyleczyłbym rany zadane mi przez Władcę Ciemności.

Wtem spojrzał na urodziwą dziewczynę przy barze. Jej długie, proste włosy sięgały aż za kolana. Uśmiechnął się do niej, a ona odwzajemniła uśmiech. Po dwóch miesiącach wzięli ślub, a po dwóch latach urodził im się synek, któremu nadali imię Isal.

Liosel nigdy nie zapomniał krzywd wyrządzonych przez Morgrada krainie Liverni. Zrozumiał też, że czarnoksiężnik również opuścił Samotną Wyspę, kiedy w końcu zniszczył ją i zatruł swoją niszczycielską siłą. Kiedy wszystkie kamienie Światła Gwiazdy opuściły Samotną Wyspę, Morgrad przybył do Atllandassu, gdzie został nazwany Lordem Goranem Czarnym, Nieprzyjacielem Światła. Miano to nadały mu wszystkie rasy Liverni z krasnoludami na czele. To właśnie im bardzo brutalnie odebrał Światło Gwiazdy. Tutaj też założył swoją siedzibę i znów nękał krasnoludów, którzy i tak nigdy nie ugięli się pod jego wolą. Krasnoludowie mieli dość wygnania. Chcieli walczyć, lecz po odebraniu im Światła Gwiazdy byli prawie bezradni. Lord Goran znów pozbawił ich domu. W wielkiej wojnie poległo bardzo wielu mężnych krasnoludów, w tym syn króla Belaga. Po nim władcą na wygnaniu został jego syn — Dablin. Choć krasnoludowie zabili wtedy ojca wszystkich smoków, Georga, to odnieśli bardzo poważne rany, a Blask Jedynej Gwiazdy został im odebrany. Tak więc pokonani, ranni, bez Światła Gwiazdy przemierzali Livernię z goryczą w sercach i wielkim bólem wobec tych, którzy im nie pomogli.

W taki oto sposób Lord Goran przybył do Atllandassu, by dalej podążać za Światłem Gwiazdy i odebrać je wszystkim. Nikt bowiem nie przypuszczał, że Lord Goran zachował swoją moc po ataku zjednoczonych sił na fortecę RA-MUR i przeniósł się do takiej samej fortecy, którą nazwał BLAK-MAT Czarne Wzgórze lub Czarna Paszcza i tam powoli się odradzał, usilnie szukając Blasku Jedynej Gwiazdy.

Lord Liosel po trzech latach od swojego przybycia zza Morza Efiki został okrzyknięty królem. Nie spodobało się to Lordowi Goranowi, który postanowił, że opuści wzgórze RA-MUR i zaszyje się za Górami Wielkimi, które odebrał krasnoludom. W Czarnym Wzgórzu pozostawił jednak swoją armię. Dowódcę zaopatrzył w medalion z ludzką czaszką, służący do komunikowania się z Władcą Ciemności. Bramy zaś pilnowały trzy tringolny — wściekłe, wielkie psy ślepo mu posłuszne w zamian za zdobyte tereny. Tak zabezpieczywszy swoją siedzibę, sam udał się do wieży Hesfus, by tam szykować się do zadania ludziom i krasnoludom ostatecznego ciosu, czyli odebrania im Światła Gwiazdy. Niestety, nie wszystko poszło po jego myśli. Podczas wielkiej bitwy wszystkie rasy stworzone przez Władcę Gwiazd zjednoczyły się pod wodzą Wielkiej Rady Czarodziejów. Stoczyły wielką bitwę, w której to pod wieżą Hesfus poległo wiele istot, a sam Lord Goran został pozbawiony mocy. Nie został, niestety, zabity. Zanim jego duch opuścił ciało, zdążył wypowiedzieć słowa przyrzeczenia.

Tymczasem królestwo przez czterysta lat panowania króla Liosela bardzo się rozrosło i rozwinęło, a jego mieszkańcy byli szczęśliwi, bo cień i mrok odeszły. Niestety - długowieczny król Liosel, który przeżył wiele ludzkich pokoleń zmarł. Władanie przejął młody jeszcze, bo tylko stupięćdziesięcioletni jego syn, książę Isal. Pojął on za żonę dziewczynę o imieniu Ginewra. Żyli szczęśliwie przez kolejnych pięćdziesiąt lat, gdy wreszcie na świat przyszedł ich synek, któremu nadali imię Laurin. Od jego narodzin spokój i szczęście zapanowały nawet w najbiedniejszych wioskach. Wnętrze zamczyska wypiękniało jeszcze bardziej. Wykute było z piaskowca. Na ścianach widniały płaskorzeźby, a filary podtrzymywały sufit. Wszystko to misternie wykonały krasnoludy. Pięknie też i niespotykanie wyglądały rzeźbione drzwi, prowadzące wzdłuż długiego korytarza do różnych komnat, przybierające kształt kwiatów, liści czy płomieni. Na końcu tego długiego korytarza widniały najpiękniejsze i najokazalsze odrzwia w zamku, za którymi znajdowała się komnata króla i królowej. Była największa i najwspanialsza w całym zamku. Rzeźbione meble uszykowane były przez ludzi na specjalne życzenie króla Isala. Za dobrze wykonaną pracę ludzie dostali sowite wynagrodzenie. Król Isal miał dwieście lat. Był więc w połowie swojego życia, w pełnym rozkwicie. Miał lekko kręcone czarne włosy sięgające ramion. Gdzieniegdzie poprzetykane były siwymi kosmykami. Do tego miał szaro-błękitne oczy i był bardzo wysoki. Charakteryzowała go postawna budowa ciała. Jego żona, królowa Ginewra również miała wzrost wysoki, jej włosy miały ciemną barwę, były długie, proste, sięgały kolan. Do tego królowa miała błękitne oczy, Obrazu królewskiej małżonki dopełniały nieodparty urok i wdzięk.

Właśnie mijał drugi miesiąc od wspaniałego i radosnego zdarzenia — narodzin królewskiego dziedzica. Chłopczyk, następca tronu i spadkobierca królestwa Atllandass otrzymał imię Laurin, co niektórzy tłumaczyli sobie jako Pan Ognia. Małego chłopca niewiele teraz interesowało, jak go nazywano i czy to imię w ogóle coś znaczy. Uśmiechał się tylko za każdym razem, gdy ktoś do niego przyszedł lub brał go na ręce. Jego uśmiech sprawiał, że każdy, kto go widział, odnajdywał w swoim sercu nową nadzieję. Drzwi do komnaty królewskiego potomka otworzyły się i w progu stanęła wysoka kobieta – jego matka. Królowa podeszła do kołyski, pochyliła się nad rozbudzonym z głębokiego snu synkiem, wzięła go na ręce i uśmiechnęła się, a on leżąc w jej objęciach, odwzajemnił ten uśmiech.

— Dzień dobry — szepnęła mu nad głową, po czym pocałowała w czoło.

Potuliła go jeszcze chwilę w ramionach, po czym położyła z powrotem do łóżeczka. Maluch zaczął wywijać rączkami i nóżkami, jakby w ogóle nie chciał tam wracać. Uśmiechem pożegnał swoja mamę, gdy wychodziła. Królowa szła teraz przez korytarz, gdzie stojący na straży każdych drzwi rycerze witali ją uśmiechem, a ona im go odwzajemniała. W połowie korytarza stał dumny król, podziwiając wiszący na ścianie obraz upamiętniający pokonanie Lorda Gorana przez jego ojca.

Usłyszał głos małżonki i obrócił się. Wyglądała przepięknie. Jej niebieska koszula nocna idealnie podkreślała kształty ciała. Położyła mu dłoń na ramieniu, a on spojrzał w jej wesołe oczy i uśmiechnął się, po czym ucałował ją w czoło.

— Dzień dobry, kochanie — szepnęła mu do ucha w taki sam sposób, jak to przed chwilą zrobiła do synka.

— Dzień dobry — odpowiedział jej.

— Nad czym myślisz? — spytała, widząc jego minę.

— Nad wieloma sprawami — odparł. — Ale nie powinny zaprzątać twojej pięknej główki. Niedługo ruszę na polowanie, lecz mam jeszcze trochę czasu. Myślę teraz też nad tym, moja ukochana królowo, jak będzie wyglądało następne sześćset lat tego królestwa, nad naszym synkiem i nad tym, jak będzie wyglądał świat… — mówiąc to, jego głos stał się nagle smutny. — …gdy nas zabraknie.

— A właśnie — zagaiła Ginewra. — Czemu nie jesteś na polowaniu? Przecież jest już późno.

Król zawsze był punktualny, dlatego zdziwiło ją, że o tak późnej porze w sobotę widzi go tutaj, w pałacu.

— Coś mnie zatrzymało — odparł. — Dziś wybiorę się na polowanie trochę później.

— A to dlaczego? — spytała ze zdziwiona miną.

Nie odpowiedział jej od razu. Popatrzył tylko znowu dłużej na namalowany obraz upamiętniający pokonanie Lorda Gorana przez jego ojca pod wieżą Hesfus. Z wolna zaczął opowiadać, jak to jego ojciec pięćset lat temu zabił, a raczej pozbawił mocy największego czarnoksiężnika, Lorda Gorana. Liosel został okrzyknięty królem, a Lord Goran zapowiedział zemstę w postaci zabójstwa królewskiego syna. Dlatego on sam przez wiele lat był ukrywany. Aż do czasu, gdy mógł przejąć koronę i rządzenie w państwie. Dlatego i on także myśli nad ukryciem swojego potomka do czasu, gdy ten będzie w stanie przejąć władanie nad królestwem.

— Ale … — zaczęła królowa zmartwionym głosem, a uśmiech na dobre ją opuścił. — Dlaczego mi o tym nie powiedziałeś? Poza tym, Lord Goran przecież jest zabity, więc dlaczego miałbyś ukrywać naszego synka? Skoro całe królestwo wie, że masz potomka…

— Żebyś zrozumiała całą historię — odparł — muszę ci coś pokazać.

Podprowadził ją na drugi koniec korytarza i wskazał widoczną z okna, w oddali za potężnym zamkowym murem, wielką wieżę Hesfus. Na niebie majaczyła ciemna mała chmurka wisząca nad wieżą. Król Isal z wolna zaczął swoją opowieść.

— Gdy mój ojciec przybył zza Morza Efiki, panowało tu bezprawie, a Lord Goran był wówczas czarnoksiężnikiem, czarnym czarodziejem nazwanym przez dzieci Władcy Gwiazd Morgradem, Lordem Goranem lub Czarnym Nieprzyjacielem Świata. Lord Goran był wtedy największym tyranem, jakiego znała ta przepiękna kraina. Zatruta przez niego i zniszczona jak Samotna Wyspa. Mój ojciec chciał tutaj odpocząć, znaleźć spokój duszy, ale nie było mu to dane. Lord Goran po odebraniu Blasku Światła Gwiazdy krasnoludom, zapragnął z jeszcze większym zapałem zniszczyć świat i zebrać blask Jedynej Gwiazdy dla siebie. Zaczął więc zatruwać ten świat. Tringolny zaczęły napadać ludzi. Lord Goran niszczył też wioski, uprawy. By zadać krasnoludom kolejny cios prosto w serca, z czasem zaczęły się rodzić z kamienia tumery, wielkie potwory, które, jak wiadomo, do dziś gdzieś się ukrywają. Tak więc, kiedy mój ojciec zrozumiał, że nie odnajdzie tu spokoju, dopóki Lord Goran będzie chodził po świecie, zwołano wielką naradę z Wielką Radą Czarodziejów na czele i zebrano wszystkie wolne ludy Liverni, po czym ustalono, że trzeba ruszyć do Nachgory i pokonać szerzące się zło, by Lord Goran nie zabrał już Światła Gwiazdy dla siebie. Zebrano wszystkich odważnych, którzy poszli walczyć pod wieżę Hesfus. Bój był krwawy i długi. Tumery i tringolny wyszły z wieży Hesfus i kiedy już bitwa wydawała się przegrana, pojawił się Lord Goran. W dłoni miał — co było do niego niepodobne — łuk i strzałę, wielką czarna strzałę. Mój ojciec rzekł do niego: „Lordzie Goranie, Czarny Nieprzyjacielu Świata, poddaj się, a zachowasz życie”. Stanął naprzeciwko Władcy Ciemności. Miecz w dłoni mojego ojca zapłonął jasnym blaskiem, jakby płonął małym ogniem.

Wtedy Lord Goran zrobił coś niespodziewanego. Napiął łuk i skierował go w stronę mojego ojca, który stanął do walki z gołym mieczem. Lord Goran zobaczył wtedy słowa przysięgi na klindze. Zrezygnował z władzy i oddał ją mojemu ojcu. Niestety, krasnoludy bardzo ubolewały, ponieważ Światło Gwiazdy zabrane im przez Lorda Gorana przed wiekami również zniknęło razem z czarnoksiężnikiem. Zanim Lord Goran zniknął, zabrał ze sobą strzałę, którą mój ojciec nazwał później „strzałą zła”. Lord Goran rzucił na nią zaklęcie i gdy jego ciało rozpływało się w powietrzu, rzekł: „Powrócę za wiele lat i dokończę swoje zaczęte dzieła, czyli zabiję królewskiego syna i odbiorę ludziom Światło Gwiazdy. Wrócę za wiele lat, gdy wy będziecie mogli się już tylko przyglądać mojemu dziełu zniszczenia. Wreszcie kiedyś to nastąpi”.

Mój ojciec spojrzał wtedy na Dora:

„Dlaczego się poddał?” — zapytał.

„Nie mam pojęcia — odparł Dor wykończony po walce. — Ale zapamiętaj jego słowa, bo niejedna jeszcze bitwa przed twoimi potomkami.

Ten dzień miał przynieść kres wszelkiego zła, lecz tak się nie stało. Dlatego ukrywano mnie na rozkaz mojego ojca i dopiero po jego śmierci otrzymałem pełną wolność i odziedziczyłem jego koronę i miecz. Widzisz teraz, moja droga królowo, jak wielkie niebezpieczeństwo grozi naszemu maleństwu. Lord Goran nie określił jasno, który potomek króla zostanie zabity. Mój ojciec chciał mnie chronić, zamknął mnie więc na wiele lat w mojej komnacie. Wierz mi, że nie jeden raz chciałem się stamtąd uwolnić. W taki też sposób i ja muszę, i chcę chronić naszego synka. Nie pozwolę, by stała mu się jakakolwiek krzywda. Ta ciemna chmura na zachodzie zwiastuje powrót Lorda Gorana. Jest to jeden z pierwszych znaków symbolizujących odrodzenie się Władcy Ciemności.

— Ty naprawdę — spytała Ginewra z troską w głosie — wierzysz, że Lord Goran powraca?

Nie odpowiedział jej od razu, pewnie dlatego, że nie wiedział, co ma odpowiedzieć. Popatrzył tylko w jej cudowne oczy i oparł łokcie na barierce, popatrzył w pustą przestrzeń, potem leniwie przeniósł wzrok na królewską stolicę i na małą chmurkę na zachodzie. Po chwili w końcu się odezwał.

— Ta ciemna chmura jest jednym ze znaków. Mogę tylko zgadywać, że on jednak powraca. Boję się też moja droga, że może sprawdzić się przepowiednia. Lękam się poważnie o bezpieczeństwo naszego synka, o nasze życie i całe nasze królestwo.

— W jakim niebezpieczeństwie jest Laurin? — odparła już trochę zdenerwowana i zła. — Skoro zamierzasz trzymać go pod kluczem?! I co to za przepowiednia?

— Ułożyły ją dla niego elfy, a mówiąc ściślej Dor, zanim jeszcze Laurin przyszedł na świat.

— Czy ty na pewno mówisz o naszym synku?

— Tak — odparł Isal, kiwając głową. — O naszym małym Laurinie.

— Co to za przepowiednia? — spytała znów Ginewra, odymając usta.

Król wypuścił z płuc powietrze bardzo powoli i wypowiedział z wolna słowa przepowiedni:

„Tam gdzie zachodzi księżyc,

tam gdzie wschodzi słońce,

zalśni niegdyś skradziony miecz;

król pokona strzałę zła.

Znów zapłonie ogień życia;

i znów radość zapanuje wszędzie.

Tam, gdzie niegdyś chodził wróg,

dziś przechadza się król”.

Skończył recytować. Zapadło długie milczenie. Król spojrzał poważnie na swoją ukochaną, milczącą i wpatrującą się w ciemną chmurę. Wreszcie przerwała milczenie:

— Ja najlepiej wiem, że milczenie jest złotem, ale chyba nie w tym przypadku — stwierdziła Ginewra, a Isal spojrzał w jej oczy i zdawało się, że w tym spojrzeniu chce jej zadać pytanie, ale nic się nie odezwał. — Dlaczego wcześniej nic mi nie powiedziałeś?

Musiał chwilę przemyśleć jej słowa, zrozumiał, że musiał zrobić jej krzywdę, przemilczając tak ważną kwestię dotyczącą ich synka. Był królem, a mimo to nieustannie się czegoś uczył.

— Dor zabronił mi o tym mówić. Twierdzi bowiem, że nasz synek jest wybrańcem, który pokona Lorda Gorana, że go zabije.

— A ty chyba mu w to nie wierzysz? — prychnęła Ginewra. — Dor nie może twierdzić, że Laurin będzie bohaterem.

— Ale jednak — odparł Isal. — Dor jest elfem i to bardzo mądrym. Zna się na wielu sprawach lepiej niż ja sam. Wiem, że się boisz. Ja też. Ale jeśli ta przeklęta strzała istnieje, to muszę ukryć naszego synka.

— Kiedy zamierzasz go ukryć? — spytała ze smutkiem w głosie.

— Kiedy wrócę z polowania — odparł, patrząc w jej smutne oczy.

— A więc zrobisz to jeszcze dzisiaj?

— Niestety — odparł i widząc jej smutek, dodał — Ja też tego nie chcę, ale nie mam wyboru.

— To po prostu niesprawiedliwe — oburzyła się, a w jej oczach pojawiły się łzy.

Ruszyła energicznie do pokoju księcia, by już po chwili wrócić z synkiem na rękach.

Wtedy wypadki potoczyły się bardzo szybko. Tam, gdzie stoi wieża Hesfus zagrzmiało i pojawiła się błyskawica, a z niej narodziła się strzała. Mknęła ona prosto na królową, lecz dosięgnąć miała spoczywające w jej ramionach maleństwo.

— Schyl się! — ryknął król.

W tej samej chwili podbiegł do nich królewski strażnik i odciągnął na bok królową i małego księcia, osłaniając ich swoimi plecami. Król Isal podbiegł do ustawionych w kącie ludzi, wyjął miecz z pochwy i jednym płynnym ruchem przeciął strzałę na dwie części. Niestety, strzała zniknęła, a na podłodze z kamienia nie było ani śladu po złamanym przed chwilą drzewcu. Jakby po prostu rozpłynęła się w powietrzu.

Królewski strażnik odstąpił królową, pozwalając jej się ruszyć. Królowa wcale nie miała takiego zamiaru. Przerażonym wzrokiem wpatrywała się w króla.

— Jak się nazywasz? — spytał król strażnika, który osłonił królową.

— Silon, wasza wysokość — odparł tamten.

— Drogi Silonie — powiedział król. — Dziękuję ci za to, że chciałeś oddać swoje życie za moją rodzinę. Dlatego proszę cię, żebyś został osobistą przyboczną strażą moich najbliższych, gdy ja będę na polowaniu. Zdobyłeś moje zaufanie właśnie teraz, swoim szlachetnym czynem. Sprowadź swą rodzinę na zamek i zamieszkajcie tutaj, jeżeli taka będzie wasza wola. Czy masz rodzinę?

— Tak, królu — wojak złożył niski pokłon i odrzekł — Dziękuję, o panie, ale mam dom, z którego żona nie będzie chciała odejść. O królu, pilnować twojej rodziny to zaszczyt!

— Twój wybór — odparł król. — Ale pamiętaj, że ty i twoja rodzina zawsze macie gościnę w zamku.

To rzekłszy, odwrócił się na pięcie, pozostawiając osłupiałego strażnika, który po pewnym czasie wrócił na swoje miejsce w szeregu. Król natomiast schował miecz do pochwy i zabrał królową i chłopca do sali tronowej. Dopiero gdy królowa wróciła do swojej dawnej postawy i wyglądu, spojrzała na króla przerażonym wzrokiem.

— Czy teraz już widzisz, dlaczego musimy to zrobić? — spytał władca łagodnie.

— Czy to była ta strzała? — spytała Ginewra drżącym jeszcze głosem.

— Nie — odparł król. — To był tylko jej cień, lecz oznacza to, że Władca Ciemności domyśla się, że mam syna… To jest kolejny dowód na to, że mówiłem prawdę.

— Tylko że ja nadal nie mogę w to uwierzyć — westchnęła głęboko. — Po tylu latach spokoju i ciszy znów będzie chaos?

— Tego nie wiem — przyznał Isal. — Ale jednak wierzę, że Laurin jest wybrańcem — to rzekłszy, skierował się ku drzwiom, ale po chwili odwrócił się i dodał, zbliżywszy się do najbliższych — Jest już późno. Co ma być, to będzie. Nie martwmy się tym na zapas. Lord Goran jest sprytny i dlatego my musimy być sprytniejsi od niego. Ja, moja kochana, muszę ruszyć na polowanie, ale zostawiam was pod dobrą opieką — ucałował królewicza w czoło i wyszedł z komnaty.

Tuż przy drzwiach zobaczył dzielnego rycerza naznaczonego na straż osobistą królowej i królewicza. Przywołał go do siebie, mówiąc surowo i marszcząc przy tym brwi:

— Silonie, podczas mojej nieobecności życie mojej rodziny pozostawiam w twoich rękach. Masz ich pilnować lepiej od swej źrenicy w oku.

— Królu, ty i twoja rodzina zawsze będziecie pod opieką strażników tego królestwa — skłonił się nisko Silon.

— Dobrze — powiedział król i głośno wypuścił powietrze z płuc. — Pamiętaj, jak własną źrenicę… Nie wolno ci z nich spuścić oczu.

— Tak, królu — odparł i ponownie nisko się skłonił. — Będę ich strzegł i chronił, jak chronię i strzegę swoją rodzinę. Obiecuję, że nie spuszczę z nich oczu.

Król kiwnął głową, odwrócił się i odszedł korytarzem prosto do schodów wiodących na niższy poziom zamku, a dalej na dziedziniec królewski, ku suto oświetlonemu światłem słonecznym czworokąta obramowanego solidnym murem z bramą we wschodniej ścianie, usytuowanego na środku dziedzińca. Wewnątrz płonął ogień życia, który przybył tu wraz z ojcem króla Isala, gdy ten wyruszył na wojnę przeciwko Lordowi Goranowi. Posiadł wtedy moc miotania ogniem. Ów ogień posiadał nadzwyczajne zdolności — zamiast spopielać trawy i drzewa, z ogromną siłą niszczył mury i zabijał ludzi. Tę niezwykłą siłę otrzymał od elfów, władcy tego niezwykłego ognia, później przekazanego człowiekowi, który wyruszył na wojnę z Lordem Goranem. Ogniem tym mogli rządzić i władać tylko królowie, następcy tronu.

Mimo poranka, słońce zawisło niewiele wyżej nad widnokręgiem, jak to miało miejsce przy jego wschodzie. Król dostrzegł z daleka niecierpliwie go oczekujących jeźdźców dosiadających wierzchowce, przestępujących z nogi na nogę. Król spojrzał w ogień i nagle zmarszczył brwi, a płomienie jakby przygasły. Ten ogień nie potrzebował drew do jego podsycenia, gdyż był magiczny, ale widoczna zmiana w jego objętości była naprawdę złą przepowiednią i to najgorszą ze wszystkich dotychczasowych, które władca dostrzegł. Był bardzo ciekaw, co jeszcze dziś się wydarzy, zanim wróci z polowania. Ciemna chmura na zachodzie i fałszywa strzała, a raczej jej cień naprawdę go wystraszyły. A teraz jeszcze ogień… Czyżby nienawiść i zło miały zwyciężyć i zapanować w tym królestwie naprawdę? Obiecał sobie, gdy odbierał koronę z rąk umierającego ojca, że będzie tak samo dobrym królem, jak on i nie pozwoli, by coś złego spotkało tę krainę. Dopóki ma miecz swego ojca, będzie panem tego zamku i tej krainy. Tak, postanowione, kiedy wróci z polowania, zamknie swego syna w pokoju i będzie go trzymał pod kluczem do osiągnięcia przez niego odpowiedniego wieku, by przejąć koronę i miecz. Dostęp do niego będą mieli tylko on i Ginewra.

Dawno temu, gdy miała miejsce wielka bitwa o królestwo, Lord Goran, gdy ujrzał miecz króla Isala z własnej woli zrezygnował z władania krajem. Oręż ten wykuły dla Liosela elfy, po otrzymaniu przyrzeczenia, że będzie on dobrym królem i nie pozwoli, aby w jego królestwie działy się złe rzeczy. Na klindze były wyryte słowa zaklęcia gwarantujące nietykalność miecza przez inne osoby prócz członków królewskiej rodziny. Lecz, gdy król Liosel wrócił po Wielkiej Bitwie, którą później nazwano Bitwą Tysiąca Ofiar i gdy urodził mu się syn, mimo wielkiej rozpaczy swej ukochanej, postanowił jednak zamknąć syna w komnacie do uzyskanie przez niego pełnego wieku, czyli dwustu lat, izolując od wszystkich. Zrobił to, bo wierzył, że Lord Goran kiedyś powróci i dotrzyma słów swojej przysięgi. Tak więc i Isal będzie musiał zrobić to samo ze swoim jedynym potomkiem, czyli chronić przed zbliżającą się z krainy Wiecznego Cienia i Mroku grozą. Wiedział, jak jego matka cierpiała, odwiedzając go zamkniętego samotnie w komnacie. Kiedy przychodziła, miała łzy w oczach. Chociaż wiedział, dlaczego musi być ukrywany, to niezbyt to rozumiał. Żal mu było cierpiącej matki, widzącej swojego ukochanego, jedynego syna odizolowanego od reszty świata. Nieraz miała o to pretensje do króla Liosela. Teraz on stanął przed takim samym dylematem. Jego ojciec umarł dwieście lat temu, a teraz ten sam los przypadł w udziale jemu. Wiedział, że królowa będzie cierpieć. Nie ma jednak wyboru. Musi zamknąć małego księcia dla ratowania jego życia. Ponownie skupił wzrok na ogniu życia, którego płomień zdawał się być coraz niższy i bledszy od tego, jaki pamiętał z dzisiejszego poranka.

Mimo że zrobiło się już przedpołudnie, król nadal tkwił przed paleniskiem, rozmyślając. Oderwał wreszcie wzrok od ognia. Spojrzał na oczekujących go jeźdźców i pomyślał, że najwyższy czas wyruszyć bez względu na to, co ma się wydarzyć. Z tyłu dobiegło go ciche nawoływanie, więc odwrócił się. Na pierwszy rzut oka nikogo nie spostrzegł. Po kilku sekundach zdecydował się na dobycie miecza. Ostrze zalśniło w świetle dziennego słońca, a słowa zaklęcia wyryte z boku klingi zapłonęły jasnym blaskiem. Król stał z ostrzem skierowanym w miejsce, z którego dochodził głos, mięśnie miał napięte do ostatniego nerwu, puls bił szybciej, rytm serca przyspieszył, grając melodię nerwów i strachu, a pot wystąpił mu na czoło. Zza rogu kolumny wyszedł niezbyt bogato ubrany, raczej nikczemnej postury człowiek z krótko przyciętymi włosami, zielonymi oczami. Był to Horin, osobisty giermek króla Isala. Horin miał żonę i dwoje dzieci, mieszkających w Almerii. Horin i jego rodzina nie byli długowieczni jak król.

— Przepraszam — bąknął Horin przestraszony, widząc króla celującego w jego kierunku mieczem. — Nie chciałem cię, królu, przestraszyć. Dowódca straży wysłał mnie w celu odnalezienia ciebie, o królu, by zapytać, czy to, że nie przyszedłeś skoro świt oznacza może, że nie masz zamiaru, jak to było dotychczas w zwyczaju, wyruszyć dziś na polowanie? A mnie intryguje też, jeśli można wiedzieć, dlaczego jesteś taki smutny, o panie mój?

Król schował płomienny oręż do pochwy i spojrzał w zatroskaną twarz Horina. Miał do niego bardzo duże zaufanie. Był prawą ręką króla. Zaufanie to było tak potężne, że nieprzyjaciel nie byłby w stanie zachwiać wiary Isala w swojego przybocznego. Obrócił głowę i omiótł spojrzeniem swój zamek, swoje domostwo. Wszystkie znaki świadczyły o tym, że Lord Goran przybierał na sile i zbierał znów armię.

Gdy tak stał i wpatrywał się w mury zamku, przypomniały mu się opowieści jego ojca o tym, jak zło i przemoc były na porządku dziennym, jak Lord Goran mamił ludzi czarami, straszył, szantażował, porywał małe dzieci. Wyrywał je z ramion swoich rodziców tylko po to, by w przyszłości zrobić z nich swoje sługi, tworząc z nich swoją armię, przeobrażając w morderców ślepo wykonujących jego rozkazy, czyniących w jego imieniu zło. Biedny uciskany lud nie miał wielkiej nadziei na kres tego morza zła. Wtedy zjawił się jego ojciec z garstką rycerzy i wyruszył na wojnę z Lordem Goranem. Wszystko byłoby dobrze, gdyby tamten nie rzucił klątwy na ród królewski.

— Wybacz mi — rzekł król. — Mój drogi, kochany Horinie. Myślałem, że to ktoś inny, ktoś kto chce zrobić mi coś złego. Przebacz mi, mój wierny przyjacielu.

Na słowa króla Horin spojrzał przed siebie, na boki i za siebie. Nigdy bowiem król Isal nie zachowywał się tak dziwnie, jak teraz. Król zaś kontynuował swą mowę:

— Powiedz dowódcy straży, że większość z nich ma zostać dziś na zamku i strzec mej rodziny.

— Ale królu — zaoponował zadziwiony Horin — kto chciałby zrobić ci krzywdę?

— Mój dawny wróg — westchnął król.

— Czy mówisz — Horin ściszył głos niemal do szeptu, nadal zezując na boki — o Lordzie… o Lordzie Goranie? Czarnoksiężniku, który został strącony z tronu? Ale przecież jego już nie ma. Dlaczego więc, mój królu, Lord Goran miałby zrobić ci coś złego? Przecież on zniknął.

Król westchnął i zamknął oczy, a kiedy znów je otworzył, zapatrzył się w ogień. Trzy potężne mury otaczały go od zachodu, południa i północy. Od wschodu była brama. Znowu zerknął ku zniecierpliwionym rycerzom czekającym na niego, pragnącym już wyruszyć do Lasu Allandzkiego. W końcu przemówił do Horina:

— Drogi Horinie, dawne czasy były usiane bólem i łzami. Dziś jest radość i szczęście, ale czy jutro też tak będzie? Tego ci nie powiem. Owszem, chciałbym by tak było, lecz Lord Goran nie został zabity przez mojego ojca, a jedynie pozbawiony władzy, którą tak naprawdę sam sobie odebrał. Jeśli, mój drogi przyjacielu, myślałeś, że on nie żyje, to się myliłeś. Przypomina wrak czarodzieja, ale jednak jeszcze istnieje.

— Królu? Idziemy? — spytał Horin.

— Dobrze, mój drogi — odparł król. — Chodźmy wreszcie.

Kiedy