Wkurza was hałas w mojej głowie? Rockowe wspomnienia ebook

Steven Tyler

5 (1)

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 592 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Wkurza was hałas w mojej głowie? Rockowe wspomnienia - Steven Tyler

Steven Tyler jest jednym z gigantów amerykańskiego świata muzyki.

— Paul McCartney

Spoiwem całości jest radocha podszyta niespożytą energią.

  • „New York Times Book Review”

Na zmianę przezabawna, zaskakująco (przynajmniej dla niektórych) spójna, przejmująca i wulgarna – ta lektura chwyta za serce. Nie sposób się oderwać. Łatwiej byłoby zignorować Tylera z pierwszego rzędu na koncercie Aerosmith.

— „Buffalo News”

Tyler niczego w swoim życiu nie żałuje, co stanowi o uroku książki. Fani muzyki będą się delektować wspomnieniami nowojorskich perypetii Tylera z czasów klubów takich jak The Scene i Max’s Kansas City.

— „Daily News” (New York)

Steven Tyler jest ikoną największego zespołu rockowego Ameryki – Aerosmith. Tego kompozytora, autora tekstów i wokalistę uznaje się za jednego z najbardziej charakterystycznych i żywiołowych frontmanów rocka. Magazyn „Rolling Stone” nazwał go jednym z najlepszych wokalistów wszech czasów. Na całym świecie rozeszło się ponad sto milionów płyt Aerosmith. Zespół zdobył wiele prestiżowych wyróżnień i trafił do muzeum Rock and Roll Hall of Fame.

            Ta autobiografia to historia spisana w zwariowanej tonacji. Jest szybko, dosadnie i chaotycznie. Pod koniec lat sześćdziesiątych pięciu muzyków podjęło decyzję o wyjeździe do Bostonu, gdzie razem zamieszkali i założyli zespół Aerosmith. Tyler przez czterdzieści lat prowadzi Aerosmith przez tornado przygód: mamy więc dupofanki, dilerów, niezliczone pobyty na odwyku, rozpady zespołu, jego reaktywacje, przypadłość zwaną Syndromem Frontmana i serię płyt.  Sprawdź, co kryje się w głowie Stevena Tylera.

Opinie o ebooku Wkurza was hałas w mojej głowie? Rockowe wspomnienia - Steven Tyler

Fragment ebooka Wkurza was hałas w mojej głowie? Rockowe wspomnienia - Steven Tyler

Tytuł oryginału: DOES THE NOISE IN MY HEAD BOTHER YOU? A ROCK’N’ROLL MEMOIR
Projekt książki: MARY AUSTIN SPEAKER
Projekt wkładek ze zdjęciami: LUCY ALBANESE
Tłumaczenie: PATRYK GOŁĘBIOWSKI
Redakcja: JOANNA GRZEŚKOWIAK-STEPOWICZ
Korekta: ANNA MARIA THOR
Redaktor prowadzący: MAŁGORZATA ZEMSTA
Redaktor techniczny: MARIUSZ TELER
Skład i łamanie: HANNA SZELIGA-CZAJKOWSKA
DOES THE NOISE IN MY HEAD BOTHER YOU? Copyright © 2011 by Walk This Way Productions, Inc. All rights reserved. A hardcover edition of this book was published in the United States in 2011 by Ecco, an imprint of HarperCollins Pulbishers. First Ecco paperback edition published in 2012. Copyright for the Polish edition © 2013 G+J Gruner + Jahr Polska Sp. z o.o. & Co. Spółka Komandytowa. Copyright for Polish edition © 2013 G+J Gruner+Jahr Polska Sp. z o.o. & Co. Sp. Komandytowa. All rights reserved.
Portrety Stevena Tylera autorstwa Steve’a Erle’a.
Autorzy zdjęć z pierwszej wkładki Strony 1-2, 3 (góra), 4: Ernie Tallarico. Strona 5 (góra po prawej): Steven Tallarico; (środek po lewej): Ernie Tallarico. Strona 6: Ernie Tallarico. Strona 7 (dół): Robert Agriopoulos. Strona 8 (góra): Joe Perry; (dół): Steven Tallarico. Strona 9: Ernie Tallarico. Strona 10 (góra po prawej): Aerosmith; (dół po prawej): Steven Tallarico. Strona 11 (góra): Joe Perry; (po lewej): Steven Tallarico. Strony 12-13: Ron Pownall dla Aerosmith. Strona 14 (góra): Joe Perry; (dół): Ron Pownall dla Aerosmith. Strona 15: Susan B. Tallarico. Strona 16: Ron Pownall dla Aerosmith.
Autorzy zdjęć z drugiej wkładki Strona 1: Aerosmith. Strona 2: Ross Halfin. Strona 3: za zgodą Gene’a Kirklanda. Strona 4 (góra): Kevin Mazur/WireImage/Getty Images; (dół): William Hames dla Aerosmith. Strona 5 (góra): Ross Halfin; (dół): Erin Brady. Strona 6 (góra): Laurie Stark/Laurie Lynn Stark Photography. Strona 8 (góra): za zgodą Gene’a Kirklanda; (dół): Melissa Mahoney © Steven Tallarico. Strona 9 (góra): Ross Halfin dla Aerosmith; (dół): Melissa Mahoney © Steven Tallarico. Strona 10 (góra i środek): Steven Tallarico; (dół): Keren Pinkas. Strona 11: Erin Brady. Strona 12 (góra): Erin Brady; (środek): Ross Halfin dla Aerosmith; (dół): Steve Erle/Sports Illustrated/Contour z Getty Images. Strona 13 (góra): Ross Halfin dla Aerosmith. Strona 14 (zgodnie ze wskazówkami zegara od lewej na górze): Steven Tallarico, Mia Tyler, Chris O’Brien, Liv Tyler. Strona 15 (zgodnie ze wskazówkami zegara od lewej na górze): Liv Tyler, Chris O’Brien, Erin Brady, Steven Tallarico. Strona 16: Kevin Baldes.
Wszelkie prawa zastrzeżone. Reprodukowanie, kopiowanie w urządzeniach przetwarzania danych, odtwarzanie, w jakiejkolwiek formie oraz wykorzystywanie w wystąpieniach publicznych tylko za wyłącznym zezwoleniem właściciela praw autorskich.
Wydanie I elektroniczne
Warszawa 2013
ISBN 978-83-7778-562-1
G+J Gruner+Jahr Polska Sp. z o.o. & Co. Spółka Komandytowa ul. Marynarska 15, 02-674 Warszawa Dział handlowy: tel. (48 22) 360 38 38, 360 38 42; fax (48 22) 360 38 49www.gjksiazki.pl
Konwersja: eLitera s.c.

PÓŁPROLOG

Młotek wszędzie widzi gwóźdź.

Piosenkarz wszędzie widzi piosenkę.

Życie jest krótkie. Łam zasady, wybaczaj szybko, całuj powoli, kochaj naprawdę, śmiej się bez umiaru i nigdy nie żałuj niczego, co cię rozbawiło. Nie da się nas skwantyfikować; pożądania się nie zmierzy. Kiedy zaś ryk płomieni waszego serca ostygnie, oby się okazało, że waszym małżonkiem został najlepszy przyjaciel bądź najlepsza przyjaciółka. Intuicja, domysły, instynkt... ślepe posłuszeństwo zawsze będzie zgubne i pamiętajcie... śpiewajcie, jakby nikt was nie słyszał; żyjcie, jakby raj był na Ziemi. W tym miejscu chciałbym powiedzieć coś głębokiego i pozbawionego sensu, na przykład: „Bądźcie wierni sobie”, ale tak naprawdę pierwsze, co musimy zrobić, to ZABIĆ WSZYSTKICH PRAWNIKÓW.

Kiedy byłem mały i miałem swoją paczkę, mój tak zwany najlepszy przyjaciel, Dennis Dunn, walił mnie w ramię i mówił: „Podaj dalej, jebańcu!”. Więc ja się odwracałem do Ignacia i waliłem go w ramię, i mówiłem: „Podaj dalej!”. Ignacio odwracał się do Stopki i walił jego w ramię, a Stopka uderzał Raymonda, który z kolei... uderzał znowu mnie. Wszystko jest bezustanną walką o pozycję. Później życie nauczyło mnie, że w zespole wygląda to tak samo. Tylko że w mojej nowej paczce Brad przywalał Tomowi, Tom przywalał Joeyowi, Joey przywalał Joemu, a Joe przywalał mnie (w pysk) i to jest najwspanialszy sposób na opisanie tego, co dzieje się w każdej kapeli w historii kapel (przynajmniej tych, które przetrwały ponad dziesięć lat i miały okazję nieść światło).

Pamiętam, jak kiedyś matka powiedziała mi, kiedy oznajmiłem, że chcę być jak Janis Joplin: „Jeżeli będziesz niósł światło, zaczniesz przyciągać lęki, zwątpienie i kompleksy innych ludzi. A jeżeli sobie z tym poradzisz, Stevenie, mój mały niedojdo, to podąży za tobą Niebieska Armia”. I wiecie co? Zaliczyłem niezłe baty! Chciałbym od razu na początku podkreślić, moi mili mali, że podczas podróży przez życie nie musiałem nigdy nikogo skrzywdzić, zbrukać ani zdemoralizować... Więc WY wszyscy, którzy działaliście mi na nerwy i dawaliście mi popalić za to, że byłem dociekliwym dzieckiem i nadwrażliwym upierdliwym artystą, pamiętajcie, tak jak mówiono o Mongo w filmie Płonące siodła, jeżeli zastrzelicie Stevena, to tylko się rozzłości.

Kiedy człowiek jest młody, doświadcza wszystkiego pierwszy raz, a ponieważ wszystko dzieje się z taką naturalnością, to po prostu jest naturalne... i jakoś to sobie tłumaczymy. W średnim wieku kwestionuje się, kurwa, wszystko, i tyle energii traci się na kryjące się wszędzie pytanie „dlaczego?”. Marzy nam się znalezienie anioła burzy, który zgasi ogień duszy. Człowiek zaczyna wierzyć, że przeżył sześć dekad, bo czuwa nad nim anioł.

Dlatego piszę piosenki – bo przeżyłem przejście od KOMPLETNEJ niewiedzy... do TOTALNEJ wiedzy... a teraz stuknęła mi sześćdziesiątka trójka i znowu mam PUSTKĘ W GŁOWIE. A kiedy wasz umysł jest wolny od tak zwanej wiedzy, to nareszcie możecie uruchomić wyobraźnię lub puścić wodze fantazji. Jak powiedział kiedyś Albert Einstein: „Wyobraźnia jest ważniejsza od wiedzy”.

W radiu leci twój numer; melodia jest tak chwytliwa, że wpełza do wnętrza słuchaczy i nicuje ich Wszechświat. Zaczynają śpiewać! Dopadłeś ich. Kochałeś się z nimi. Przeniknąłeś do ich duszy... z wzajemnością. To jak vuja dé i wtedy właśnie zaczynają się dziać cuda... Zamieniacie się twarzami, miejscami, przestrzeniami i wdziękami.

Ojciec czwórki dzieci (miłości mojego życia), kompozytor, właściciel dwóch doktoratów: jednego z Berkeley, drugiego z bostońskiego UMass, poeta, malarz, narkoman, ktoś, kto codziennie uczy się czegoś nowego, raz w Domu dla Niedawno Znormalniałych w Malibu, potem na kolacji z szejkiem Nionem w Abu Zabi... a teraz jeszcze... autor? To chyba jakiś żart! Roman Tyczny. Mań E. Ryczny. Egzotyka, neurotyka, styka! Wkurza was hałas w mojej głowie?... Tak od razu? Jak na początek, niczego sobie.

S. T.

ROZDZIAŁ PIERWSZY

WIZJONER NIUANSÓW

Urodziłem się w Polyclinic Hospital na Bronksie, 26 marca 1948 roku. Jak tylko można było ze mną podróżować, rodzice zabrali mnie do Sunapee w New Hampshire, do domków letniskowych, które wynajmowali każdego lata, a przypominały one staroświeckie pensjonaty, tylko że to było w latach pięćdziesiątych. Trafiłem do kołyski przy domku. Przechodził lis i pomyślał, że widzi młode, złapał mnie za pieluchę i powlókł do lasu. Wychowałem się wśród zwierząt i dzieci lasu. W ciszy lasów sosnowych usłyszałem tyle, że później w życiu musiałem czymś zapełnić tę pustkę. Moi rodzice wiedzieli tylko, że gdzieś tam jestem. Pewnej nocy dobiegł ich z lasu mój płacz, ale kiedy po mnie przyszli, zastali tylko wielką jamę w ziemi, którą wzięli za lisią norę. Kopali i kopali, i kopali, ale znaleźli tylko króliczą norę, do której wpadłem – tak jak Alicja.

I tak jak Alicja trafiłem do innego wymiaru: szóstego wymiaru (piąty był już zajęty). Od tamtej pory mogę się tam przenosić, kiedy tylko przyjdzie mi na to ochota, bo znam tajemnicę leśnych dzieci; w ciszy jest tyle rzeczy, trzeba tylko umieć słuchać – to, co pląsa między psychoakustyką dowolnych dwóch nut i co da się wyczytać między wierszami, można porównać do tego, co człowiek widzi, spoglądając w lustro. Całe życie lawirowałem między tymi światami: STREFĄ ODLOTU, Sferą Lasacji Mózgu i... SMUTNYM STANEM RZECZYWISTOŚCI. W gruncie rzeczy, lubię o sobie myśleć jako o wizjonerze niuansów. Słyszę to, czego ludzie nie mówią, i widzę to, co niewidzialne. W nocy, ponieważ nasz wzrok opiera się na pręcikach i czopkach, jeżeli na ścieżce jest ciemno, drogę można znaleźć, jedynie błądząc spojrzeniem i wyłapując kątem oka niuanse. Jeszcze do tego wrócę, w miarę jak będziemy posuwać się naprzód, do tyłu i na boki.

Kiedy w końcu wyciągnięto mnie z króliczej nory, rodzice ściągnęli mnie z powrotem do trzeciego wymiaru. Jak wszyscy rodzice martwili się, ale ja bałem się im powiedzieć, że nigdy nie czułem się tak dobrze, jak zagubiony w lesie.

Na Manhattanie mieszkaliśmy na 124 Ulicy i Broadwayu, niedaleko Apollo Theater. Harlem, a jak. Jeżeli pierwsze trzy lata życia mają najbardziej kształtować waszą osobowość, to z całą pewnością trzeba mi było tej muzyki i inspirował mnie hałas, który dochodził z tego klubu. Miał więcej ducha niż Święty Piotr.

Parę lat temu byłem w Apollo i widziałem park, gdzie moja mama pchała mnie w wózku. Pierwsze wspomnienie to wizja TAMTEGO PARKU: drzew i chmur przepływających mi nad głową, jakbym unosił się nad ziemią. Oto i ja, parający się projekcją astralną dwulatek. Pamiętam, jak mając cztery latka, szedłem z dwiema ćwierćdolarówkami po cztery litry mleka, z mamą za rękę, po korytarzach i przejściach piwnicy naszego budynku do domu obok, gdzie był dystrybutor. Myślałem, że jestem... Bóg raczy wiedzieć gdzie. Równie dobrze mogłem być na Marsie. Ach, to był tajemniczy świat dzieciństwa, gdzie ktoś zawsze prowadzi was za rękę przez mroczne korytarze do zupełnie nowego świata, który tylko czeka, aż zaskoczy nadpobudliwa dziecięca wyobraźnia.

Moja matka roznieciła ogień, który ogrzewał mnie przez resztę życia. Czytała mi przypowieści, bajki Ezopa i Takie sobie bajeczki Rudyarda Kiplinga. Historie dla dzieci i rymowanki z dziewiętnastego i dwudziestego wieku: Hickory Dickory Dock, The Nursery Rhyme Book Andrew Langa, Hansa Christiana Andersena, Little Black Sambo Helen Bannerman. Wspaniałe rzeczy! Nie mówiąc o Gęsi, która znosiła złote jajka! Mama czytała mi te wszystkie historie każdego wieczoru przed snem. Ale kiedyś, kiedy miałem mniej więcej sześć lat, przestała.

„Musisz się sam nauczyć je czytać”, oznajmiła. Do tej pory czytałem razem z nią, a ona wskazywała mi palcem wyrazy. Tak to wyglądało przez kilka miesięcy, aż zobaczyła, że załapałem, o co chodzi, po czym nagle nie ma Mamy, która zagląda mi przez ramię. Zostawiła tylko mi książkę przy łóżku i wpadłem w rozpacz. „Mamo, ja chcę słuchać tych opowieści. Dlaczego nie chcesz mi już czytać?”, zapytałem. A potem pewnego wieczoru pomyślałem sobie: „No tak, teraz trzeba już zmądrzeć”. Eee tam... Zostanę muzykiem i będę pisał swoje własne historie i mity... Aeromity.

Mama opowiadała mi o człowieku, którego widziała w Steve Allen Show, w 1956 roku, kiedy miałem osiem lat. Nazywał się Gypsy Boots. To był pierwszy hipis, facet, który mieszkał na drzewie, miał włosy do pasa i rozpropagował zdrową żywność i jogę. Gypsy był protohipisem. Na początku lat trzydziestych rzucił szkołę, powędrował do Kalifornii z grupą tak zwanych wagabundów, żył z tego, co mu ziemia dała, spał w jaskiniach i na drzewach i mył się pod wodospadami. Totalnie uwiódł mnie taki styl życia. Przesłanie Bootsa było następujące: choć jego świat mógł się wydawać prymitywny, chciał, żeby ludzie myśleli, że będzie żył wiecznie. I hej, prawie mu się udało, umarł jedenaście dni przed swoimi dziewięćdziesiątymi urodzinami w 2004 roku.

Potem w moim życiu pojawił się kompozytor z bohemy Eden Ahbez, który napisał utwór Nature Boy (moja mama usłyszała go na płycie Nat King Cole’a). Koczował pod pierwszym L w napisie „Hollywood”, studiował mistycyzm orientalny i, tak jak Gypsy Boots, żywił się warzywami, owocami i orzechami. Moja mama śpiewała mi tę piosenkę, zanim szedłem spać. Nigdy nie zapomnę, jak sobie wtedy myślałem, że jestem jej chłopcem z łona przyrody.

Piosenka opowiada o tym, jak pewnego dnia piosenkarz spotyka zaczarowanego i zabłąkanego Chłopca Przyrody – mądrego i nieśmiałego, ze smutnym błyskiem w oku. Siedzą przy ognisku i rozmawiają o filozofach i niegodziwcach, i kapuście, i królach. Kiedy chłopiec zbiera się do drogi, zdradza tajemnicę życia: kochać i być kochanym to wszystko, co wiemy i co musimy wiedzieć. Z tymi słowami Chłopiec Przyrody odchodzi w noc równie tajemniczo, jak się pojawił.

Niestety, właściciele praw do Nature Boy nie pozwolili mi zacytować w tej książce tekstu piosenki (możecie go sobie wygooglować), ale obiecuję, że pojawi się ona na moim solowym albumie, choćby się waliło i paliło.

Potem był Moondog. Cóż to za genialna postać, niewidomy muzyk, który przebrał się za wikinga w hełmie z rogami i włócznią do kompletu. Kręcił się na rogu 56 Ulicy i 6 Alei. Widziałem i czułem go każdego ranka po drodze do szkoły. Co dziwne, mieszkał na Bronksie, najwyraźniej w lasku za budynkami, w których dorastałem. Czy to był zbieg okoliczności, czy też Bóg mówił mi po cichu: „Steven, będziesz Moondogiem swojego pokolenia”? Albo przynajmniej frontmanem rockowej kapeli.

Doszły mnie słuchy, że to Moondog napisał Nature Boy, ale kto go tam wie. Może „Eden Ahbez” to „Moondog” pisane od końca...

Moja matka, zanim wyszła za mąż, nazywała się Susan Ray Blancha. W wieku szesnastu lat wstąpiła do WAC (Women’s Army Corps). Mojego ojca poznała podczas drugiej wojny światowej, kiedy oboje byli w Fort Dix w New Jersey. Pewnego wieczoru miał randkę z kobietą, z którą matka dzieliła pokój. Jej koleżanka wystawiła go do wiatru i zamiast niej przywitała go moja matka, która akurat grała na pianinie. Mój tata do niej podszedł i powiedział: „Źle to grasz”. To była miłość od pierwszego kłócenia! Wzięli ślub i urodziła im się mała Linda, moja siostra, a mały ja przyszedłem na świat dwa lata później. Ha ha! To cała moja mama, cały mój tata, i dlatego jestem taki zajebiście dokładny – i zdrowo trzepnięty. Dostały mi się cechy, które chciałem, i te, których nie chciałem. Jako dziecko przejmujecie je nieświadomie, na wypadek gdybyście tego nie zauważyli. Zamieniacie się we własną mamę!

I tak właśnie powstałem ja, w 1948 roku, nietypowa mieszanka absolwenta Juilliard i wiejskiej ślicznotki, która, tak na marginesie, wyglądała jak skrzyżowanie Jean Harlow i Marleny Dietrich z odrobiną Elly May Clampett. A jeżeli Bóg tkwi w szczegółach – a wiemy, że tam Ją właśnie można znaleźć – to ja jestem mieszanką idealną. Jestem „N” w DNA moich rodziców. Więc jak ktoś się na mnie wścieka i wytyka mi, że pochodzę z Zagłębia Siks, to faktycznie ma na myśli Fort Dix. Moja córka Chelsea od dnia narodzin myślała, że Bóg jest kobietą. Tak bardzo podniosło mnie na duchu, kiedy usłyszałem to z ust dziecka, że nigdy tego nie kwestionowałem. (Nic dziwnego, że ciągle oglądam Oprah).

Mama była wolnym duchem, hipiską w czasach, kiedy jeszcze nie było hipisów. Uwielbiała podania ludowe i baśnie, ale nie znosiła Star Treka. Mawiała: „Po co to oglądasz? Wszystkie te historie są wzięte z Biblii... tylko niemiłosiernie przemieszane. Bierz się za Biblię!”. A ja sobie pomyślałem: „No przecież o niczym innym nie marzę, paląc sobie skręta ze Spockiem”. A tak przy okazji, dlatego właśnie dzisiejsze nastolatki mówią: „Wszystko mi jedno!”. Ale wiecie co – i mogę to przyznać dopiero późnym popołudniem życia – ONA MIAŁA RACJĘ!!!!! Ja, robot Isaaca Asimova, Nowy wspaniały świat Aldousa Huxleya, to ich inspirowało. Tak samo, jak Elvis podebrał brzmienie od Sister Rosetty Tharpe (macie w tej chwili posłuchać jej na YouTube), Ernesta Tubba, Boba Willsa i Roya Orbisona. A nimi z kolei inspirowali się Beatlesi, a z nich wzięli się Stonesi, a nimi inspirowali się Elton John, Marvin Gaye, Carole King i... Aerosmith. Więc zgłębiaj historię rocka, synku. Oto właśnie Biblia Bluesa.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki