Witaminowe urodziny - Urszula Gładka - ebook
Opis

Książka przygodowa – pięć opowiadań o witaminach i dziecięcych emocjach! Dominuje w niej dialog i szeroko zarysowana przyroda oraz ukryte w produktach natury drobinki-witaminki, którymi zachwycają się naukowcy w laboratoriach świata. Na urodziny Agatki, mama, zamiast tradycyjnego prezentu, ofiaruje swojemu dziecku dar. Dar w postaci wiedzy o witaminie A i pysznych potraw z tą witaminą przez nią wymyślonych i sporządzonych. Nie przewiduje, że Królowa Marchewka i Król Szpinak wywołają spór przy urodzinowym stole Agatki. Stanie się on jednak zaczynem zrozumienia oraz zachętą do tego, że wszystkie dzieci zapragną mieć podobne urodziny z witaminą, której nazwa zawarta jest w pierwszej literce ich imienia.

Książka to „OGRÓD WITAMIN – EMOCJI – MEGAMOCY!” Megamocy nie tylko witaminowej, ale także płynącej z równowagi emocjonalno-racjonalnej, do której wszyscy dziecięcy bohaterowie zmierzają. Pokazuje, jak jeden najważniejszy w życiu dziecka w roku – Dzień Urodzin może zachęcić do przeżywania witaminowej przygody dziecko, a wraz z nim całe rodziny. Oraz przenosić jej rezultaty do codziennego życia w postaci zdrowych nawyków odżywiania się i odczuwania radości w kontaktach z przyrodą.
Dla dzieci od 6 do 12 lat, rodziców, dziadków, nauczycieli. Książka ma pięć profesorskich opinii.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 185

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Witaminowe urodziny Agatki

PRZYGOTOWANIA

Zabawy Agatki z mamą w kuchni.

Zapowiedź witaminowej niespodzianki

Na swoje szóste urodziny Agatka zaprosiła koleżanki i kolegów: Celinkę, Ewunię, Bartka i Darka. Mama Agatki przygotowywała wspaniałe przyjęcie. W trakcie przygotowań Agatka pomagała mamie i zadawała wiele pytań dotyczących wyboru potraw. Mama tajemniczo uśmiechnęła się i ze spokojem odpowiedziała:

– To będzie dla wszystkich witaminowa niespodzianka.

Potem szorując szczoteczką, obierając i krojąc marchewki, podała jedną Agatce do chrupania. Zaśpiewała jej także piosenkę, jaką pamiętała z czasów, kiedy sama była małą dziewczynką:

 

Na marchewki urodziny

wszystkie zeszły się jarzyny,

a marchewka gości wita

i o zdrowie grzecznie pyta.

 

– Mamusiu, dlaczego marchewka obchodzi urodziny? – zapytała Agatka.

– Marchewka obchodzi urodziny, bo jest królową witamin. Z niej otrzymujemy najwięcej witaminy A, która znajduje się na początku alfabetu wszystkich witamin!

– Witamina A... – myśli głośno Agatka. – To tak jak moje imię, też zaczyna się na A! Czy imię Agatka jest także królową imion?

– Może nią być, jeśli chcesz – uśmiecha się serdecznie mama, zachęcając córeczkę do wspólnej zabawy. – Litera A rozpoczyna alfabet.

– Opowiedz mi, mamusiu, o witaminie A!

– Chętnie, tylko wymyj dokładnie listki szpinaku, a ja odetnę łodygi i korzonki.

– I zrobimy zupę szpinakową? – zgaduje Agatka.

– Nie, dzisiaj zrobimy specjalne danie ze szpinaku, żeby królowa marchewka miała szpinakowego męża!

– I on będzie królem witaminy A?

– Mógłby być, więc musimy wymyślić dla niego bardziej wyszukane danie – odpowiada z namysłem mama. – A gdyby tak szpinak zapiekany w foremkach? Tak! Będzie on najbardziej odpowiednim daniem na dzisiejszą uroczystość. Do niego podamy ugotowaną w specjalny sposób marchewkę z przecierem z suszonych moreli oraz surówkę z zielonej sałaty.

„To będzie na pewno bardzo smaczne” – pomyślała dziewczynka.

 

W kuchni zabawa nadal trwa.

Magia kolorów i smaków!

 

– Uważaj, Agatko, nie uszkodź przy myciu listków szpinaku. Wybierz z nich parę najbardziej delikatnych, odłóż do salaterki, dodamy je do sałaty. Kształt babeczek szpinakowych będzie oznajmiał, że mamy do czynienia z kimś ważnym! A ciemnozielony kolor harmonizuje z pomarańczową marchewką i jasnozieloną sałatą. To będzie ładnie wyglądać na białym talerzu z szerokim pomarańczowym obrzeżem.

– Skąd weźmiemy takie talerze?

– Zajrzyj do szafki! – mówi tajemniczo mama.

– Jakie piękne, lśniące! Nowe! Duże, średnie i małe! I pomarańczowe filiżanki! Kupiłaś, mamusiu?

– Tak, kochanie, specjalnie na twoje kolorowe witaminowe urodziny!

– Ojej, dziękuję! – Agatka podbiegła do mamy i uścisnęła ją mocno.

Ucieszona córeczka szybko powróciła do poprzedniego zajęcia. Po chwili spytała:

– Czy te malutkie listeczki szpinaku możemy dodać do sałaty?

– Tak, ozdobimy nimi sałatę i doprawimy ją do smaku cytryną, odrobiną soli i cukru, a przede wszystkim olejem, żeby nie zgubić naszej witaminy A.

– To witamina może się zgubić? – dziwi się Agatka.

– We wszystkich jarzynach ciemno- i jasnozielonych, pomarańczowych i żółtych – pokazuje dziecku mama – a także w czerwonych znajduje się barwnik zwany karotenem. Jest on często w książkach nazywany prowitaminą witaminy A.

– Pro… co? Nie rozumiem, mamusiu!

– My możemy go nazwać po prostu roślinną witaminą A. Po zjedzeniu takiego kolorowego warzywa lub owocu z łatwością wytwarzamy sobie z niego prawdziwą witaminę A! Jeśli chcemy, Agatko, żeby jak najwięcej witaminy A zostało wchłonięte w naszym brzuszku i szybko w nim zadziałało, to zapamiętajmy, żeby do surówek i sałatek zawsze dodać trochę oleju, majonezu lub śmietany, bo witamina A w tłuszczu łatwo się rozpuszcza! I wtedy się nie gubi!

– A jak działa ta witamina?

– Zaraz ci opowiem, tylko opłucz jeszcze kukurydzę. Ile osób zaprosiłaś na przyjęcie?

– Bartka, Celinkę, Darka i Ewunię – cztery osoby.

– No i ty, i ja, to razem sześcioro. Umyj sześć kolb kukurydzy. Kukurydza jest żółta, więc też ma dużo karotenu, czyli witaminy A! Ugotujemy ją, a potem zapieczemy z masłem i posiekanymi orzeszkami laskowymi w papierze do pieczenia, w piekarniku.

– Mamusiu, co ty za wspaniałe pyszności wymyślasz!

– Ciasto też już upiekłam, to, które tobie i tatusiowi tak bardzo smakuje.

– Marchewkowe! – woła rozradowana Agatka.

– Tak, marchewkowo-drożdżowe! Marchewka dzisiaj króluje na twoich urodzinach!

– A czy zrobimy surówkę z marchewki?

– Marchewka jest ugotowana, a surówka jest z sałaty. Ale nie zaszkodzi podać jeszcze jedną surówkę, na słodko, do ciasta, też z witaminą A. Zgadnij, co to za warzywo, z którego zrobimy tę deserową surówkę? – pyta mama. – Jest okrągłe jak księżyc w pełni, koloru pomarańczowego lub żółtego, a w środku ma bardzo zdrowy miąższ i smaczne pestki z witaminą A.

– To jest dynia! Widziałam ją na balkonie!

– Brawo, Agatko!

– Czy z dyni też można zrobić surówkę, jak z marchewki?

– Tak. Trzeba ją umyć, obrać, zetrzeć na tarce, doprawić miodem i cytryną. Można także dać do niej starte jabłko i trochę obranych ze skórki, posiekanych migdałów. I co jeszcze należy dodać, Agatko, żebyśmy mieli dużo pożytku z naszej witaminy A w surówkach?

– Tłuszczu!

– Świetnie!

– Jakiego tłuszczu dodamy, mamusiu?

– Trochę słodkiej śmietanki. Zobacz, czy w lodówce jest śmietanka.

– Jest, jeszcze nieotwarta! – woła Agatka.

– Daj, otworzę ją.

– Czy przynieść też dynię?

– Dobrze, pomogę ci ją przenieść, bo jest ciężka. Zrobimy od razu surówkę i włożymy ją do lodówki. To jest surówka na deser, więc nieco schłodzona będzie smaczniejsza.

Agatka wraz z mamą przygotowywała surówkę. Mama doprawiała ją do smaku miodem, sokiem z cytryny i śmietanką tak długo, aż wreszcie Agatka oceniła:

– Teraz jest smaczna!

Zabawa Agatki z mamą w kuchni jest wspaniała.

 

Witamina A konieczna dla zdrowia i pięknego wyglądu!

 

– Mamusiu, obiecałaś, że opowiesz mi, dlaczego witamina A jest taka ważna!

– Witamina A jest potrzebna po to, żeby mieć zdrową, piękną skórę, zdrowe oczy, szczególnie dobry wzrok!

– Czy ona pomaga dobrze widzieć? – próbuje wnioskować Agatka.

– Tak! Potrzebna jest także, żeby dzieci prawidłowo rosły i rozwijały się oraz miały dużą odporność na różnego rodzaju wirusy i bakterie!

– Czy wirusy i bakterie to są zarazki, których nie widzimy gołym okiem, tylko pod mikroskopem?

– Tak, są takie maleńkie, a takie groźne! Pełno ich wokół nas. Wdychamy je i przez nie możemy chorować na grypę i anginę, mieć katar i kaszel. A witaminy pomagają nam z nimi walczyć!

– A kto je zbadał?

– Naukowcy! Wciąż je badają. W supernowoczesnych laboratoriach całego świata. Zachwycają się ich wspaniałym działaniem!

– Dlaczego?

– Dlatego, że te niewidzialne „drobinki-witaminki” wytworzone w naszym organizmie, na przykład po zjedzeniu marchewki, są bardzo pracowite, o wiele silniejsze i mądrzejsze od zarazków!

– To jak nas broni przed nimi witamina A?

– Witamina A utrudnia działanie zarazkom! Nawilża błony śluzowe nosa, gardła, oskrzeli. Zarazki zaś bardzo lubią zamieszkiwać w wysuszonym nosie i gardle. Mogą tam wtedy działać według własnego planu!

– I robić katar i kaszel? O, nie! Dobrze, że ona im na to nie pozwala. Podoba mi się ta witamina! Jest więc konieczna dla zdrowia! – wywnioskowała Agatka.

– Tak, córeczko, świetnie to określiłaś, ale witamina A jest także potrzebna dla zachowania urody! Dzięki niej nie łamią się paznokcie, nie wypadają włosy, tylko są mocne i lśniące, zęby rosną równiutko i są piękne. O dziecku, które ma takie zęby, mówi się, że ma mocny, równy zgryz.

– Mamusiu, to co jeszcze podamy, żebyśmy wszyscy ładnie wyglądali i byli zdrowi?

– Wyciągnij z torby owoce. Umyjemy je i ułożymy na dużym ozdobnym talerzu z deserowego kompletu babci. Podamy je na stół w trakcie zabawy.

– Są brzoskwinie, morele... I moje ulubione winogrona! – cieszy się Agatka, sięgając do torby.

– Brzoskwinie i morele mają dużo witaminy A – tłumaczy mama. – Przyglądnij się skórce brzoskwini, jaka jest dojrzała, delikatna, aksamitna, jędrna, jaki ma piękny kolor. Taka też może być nasza skóra, odpowiednio nawilżona, niewysuszona, o ładnym zabarwieniu, kiedy się je codziennie dużo jarzyn i owoców z witaminą A.

– To ja chcę zawsze tak wyglądać! – zawołała ochoczo Agatka.

 

Zaduma Agatki nad darami natury

 

– Sprawdź, Agatko, czy schłodził się już sok w lodówce – prosi mama.

Agatka otworzyła lodówkę i zobaczyła w szklanym przezroczystym dzbanku napój pomarańczowy, który mama już wcześniej przygotowała, wyciskając sok z owoców pomarańczy. Pomarańczowy kolor soku w podświetlonej lodówce wprawił dziewczynkę w zachwyt.

– Mamo, to wszystko, co przygotowałaś, będzie pięknie wyglądało na stole! Zaraz ustawię tam dzbanek razem ze szklankami! Dodać jeszcze parę kostek lodu?

– Możesz, córeczko, dodać, ile chcesz.

Agatka wrzuciła do dzbanka sześć kostek lodu. Zapamiętała, że tyle osób będzie na przyjęciu. Ustawiła na stole dzbanek z sokiem pomarańczowym, szklanki oraz szklaną salaterkę z jasnozieloną sałatą ozdobioną ciemnymi listeczkami szpinaku i natki pietruszki.

Próbowała też wyobrazić sobie pozostałe kolorowe potrawy na pięknych talerzach, ułożonych na śnieżnobiałym obrusie. Była pełna podziwu i zachwytu dla wspaniałych darów natury, przygotowywanych przez mamę tak pomysłowo w postaci różnych zdrowych, smacznych potraw. Czuła też głęboko w swym serduszku, że spodoba się to zaproszonym gościom. Żałowała, że nie było ich wtedy, kiedy mama tyle opowiadała o zaletach witaminy A! Poczuła się dumna, że ten piękny, urodzinowy stół będzie dzisiaj do niej należał!

I nagle Agatka pomyślała, że ona sama opowie gościom to wszystko, czego dowiedziała się od mamy o tej czarodziejskiej witaminie!

 

PRZYJĘCIE

Przy stole. Nagły spór dzieci o witaminę!

 

Wkrótce dzieci zjawiły się u Agatki. Po serdecznych przywitaniach i życzeniach goście zasiedli do stołu. Na początek mama podała w papierowych torebeczkach zapiekaną kukurydzę. Kiedy dzieci uporały się z odwinięciem zakładek, z wnętrza buchnął aromatyczny zapach. To gorące masełko z orzeszkami laskowymi i odrobiną pieprzu nadały kukurydzy tak smakowity zapach. Dzieciaki uchwyciły kukurydzę w obie ręce i pałaszowały ją nieomal na wyścigi, ogryzając żółte ziarenka niezbyt dokładnie. Pierwszy Bartek zorientował się, że już ogryzł kukurydzę. Dopiero wtedy poczuł jej prawdziwy smak, zaczął ogryzionym już kaczanem wycierać dno torebki, na którym pozostały upieczone orzeszki, i prawie wysysać kukurydzę. Dzieci poszły jego śladem.

– Jaka pyszna ta kukurydza! – woła Ewunia. – Jeszcze nigdy takiej nie jadłam.

– Ja też, ja też! – powtarzały dzieci.

Smak był taki, że chciałoby się dalej jeść.

Mama wyczuła ten moment i wniosła na tacy gorące babeczki szpinakowe i gorącą marchewkę. Babeczki były ciemnozielone, różnej wielkości. Można było rozpocząć od nałożenia na talerz najmniejszej porcji, gdyby szpinak „gryzł dzieciaki w ząbki”. Do tego pychotka – marchewka, której lekko słodkawo-kwaśny smak wydobył przecier morelowy i sok z cytryny dodany pod koniec gotowania. Najpierw było trochę grymasów, gdyż Darek i Celinka nie chcieli jeść szpinaku. Widząc, jak pozostałe dzieci z apetytem jedzą szpinak, marchewkę i sałatę zieloną, także i oni spróbowali najmniejszej porcyjki szpinaku. Po chwili mama zapytała:

– Kto ma ochotę na jeszcze jedną, większą babeczkę szpinakową?

– Ja poproszę, i ja poproszę! – wszyscy byli w tym zgodni.

Dzieci jadły z ochotą, zaś mama była wyraźnie zadowolona.

Agatka, spojrzawszy na talerze dzieci, wiedziała, że nadszedł czas, by zdradzić im tajemnicę jej urodzinowego stołu i przedstawić królową i króla witaminy.

Tak rozpoczęła:

– Teraz chciałabym wam przedstawić Marchewkę, królową witaminy A. A oto Szpinak – król witaminy A.

– Jak to, co ty mówisz? – pytały zaskoczone dzieci.

– Dlaczego król i królowa? – dziwi się Ewunia.

– A tak, wszystko wiem, bo mi mama wytłumaczyła, gdy pomagałam jej w kuchni przygotowywać potrawy, że marchewka i szpinak mają najwięcej witaminy A, bo są koloru pomarańczowego i ciemnozielonego! – odpowiedziała Agatka.

– A moja mama mówi, że najwięcej witaminy A jest w mleku, białym serze i jajkach, dlatego muszę codziennie jeść ser i pić mleko! – oburzył się Bartek.

– A moja mama każe mi pić tran – zawołał Darek – żebym dobrze widział!

– A moja mówi, że aby mieć dużo witaminy A, to trzeba jeść wątróbkę i śledzie, żebym rosła i była zdrowa – zaoponowała Celinka.

Agatka poczuła się zupełnie zdezorientowana:

– Jak to jest z tą królową i królem, których tak pięknie jej mama wymyśliła?

 

Mama Agatki rozstrzyga witaminowy spór.

Witamina A z kolorowych karotenów!

 

Mama przysłuchiwała się całej rozmowie dzieci. Popatrzyła na zamyśloną i prawie smutną córeczkę, która mogła zwątpić w swoje kolorowe przyjęcie i jego magiczną moc! Uśmiechnęła się i łagodnie powiedziała:

– Kochane dzieci, wasze mamusie mają rację! I w tranie, i w wątrobie, serach, maśle, mleku, żółtkach jajek znajduje się witamina A, ale te dary dają nam zwierzęta. Natomiast u Agatki na urodzinach jest witamina A, która pochodzi od roślin – warzyw i owoców. Dlatego jest tak kolorowo! Agatka przedstawiła marchewkę jako królową, bo marchewka nazywa się też karotką i od karotki powstała nazwa karoten! Wszystko, co tutaj jest na stole, zawiera różne karoteny: żółte, pomarańczowe, zielone, które po zjedzeniu przemieniają się w naszym ciele w witaminę A! Jeśli chcecie być zdrowi, powinniście codziennie jeść warzywa i owoce, bo wtedy będziecie mieć dużo witaminy A. Dlatego trzeba pić nie tylko mleko, ale także sok z marchewki, bo i w mleku, i w soku jest witamina A!

– Teraz zrozumiałem. Przepraszam cię, Agatko! – zwrócił się do solenizantki Bartek.

– A dlaczego my piliśmy sok pomarańczowy przed jedzeniem? – pyta Ewa.

– Bo pomarańcze są koloru pomarańczowego! – powiedział Darek. – I mają karoten!

– A czy brzoskwinie i winogrona mają karoten? – upewnia się Celinka.

– Tak! Są przecież żółto-pomarańczowe, zielone i czerwone! – krzyknął Bartek.

– A szpinak jest ciemnozielony i pietruszka też! – zawołała Ewa.

– Bo pomarańczowe, żółte, zielone oraz czerwone warzywa i owoce zawierają karoten, z którego powstaje witamina A! – teraz już pewnie i radośnie podsumowała Agatka.

Przyjęcie było wspaniałe, a Agatka szczęśliwa i dumna, że jej mama potrafiła wytłumaczyć to wszystko, czego ona jeszcze nie wiedziała o witaminie A.

 

Wesołe zabawy, odprężające ćwiczenia oczu, rysunki i desery

 

Teraz rozpoczęły się tańce, wesoła muzyka oraz różne zabawy wymyślane przez dzieci. Było radośnie, gwarno i serdecznie. W przerwie dzieci częstowały się świeżymi, dojrzałymi i soczystymi, oraz suszonymi owocami. Lepkie palce i buzie wycierały w papierowe kolorowe serwetki, które Agatka wraz z deserowymi talerzykami poukładała na małym stoliku.

Kiedy pomysły dzieci wyczerpały się, mama zmieniła muzykę na bardziej spokojną, relaksacyjną. Chcąc się upewnić, że dzieci dobrze zapamiętały, jakie znaczenie ma witamina A dla zdrowia, zadała pytanie:

– Do czego potrzebna jest witamina A?

– Żeby być zdrowym! – wykrzyknęły wszystkie dzieci.

– Żeby zawsze dobrze widzieć – powiedział Bartek.

– I to bez okularów! – dodał Darek.

Mama podkreśliła, że oczy potrzebują dużo witaminy A, ale zmęczonym oczom również pomagają ćwiczenia.

– A kiedy oczy są zmęczone? – zainteresował się Darek.

– Po długich godzinach bezczynności, spędzanych na oglądaniu programów telewizyjnych, grach komputerowych oraz czytaniu książek przy złym oświetleniu, szczególnie na leżąco – wyjaśniła mama.

– Mnie bardzo bolą oczy, jak długo oglądam telewizję – stwierdził Darek.

– Mnie też, kiedy siedzę z tatą i bratem przy komputerze – przyznał Bartek.

– Dlatego trzeba się ruszać – zachęca dzieci mama. – Wstać, przejść do kuchni, umyć i obrać sobie małą marchewkę i dokładnie ją gryząc, pochodzić trochę po mieszkaniu, popatrzeć na świat przez okno, pójść na spacer, pograć w piłkę, poskakać na skakance, pobiegać, a potem wrócić do komputera, jeśli to konieczne! A przede wszystkim nauczyć się specjalnych ćwiczeń, które pomogą oczom odprężyć się i odpocząć!

– Jakich?

– Wystarczy parę ruchów samych oczu w lewo, w prawo, w górę, w dół, na czubek nosa, na wprost, wkoło, na ukos. Ale można z tych ćwiczeń zrobić zabawy. Chcecie, to was dzisiaj nauczę zabawy w pieska, w słonia i w zaczarowany zegar!

– Świetnie!

– Najpierw zabawa w pieska. Lubicie pieski?

– Tak!!!

– Ja nawet mam swojego! – woła z radością Ewunia, klaszcząc w ręce.

– To pięknie! Wstańcie i wyobraźcie sobie, że jesteście pieskami. Piesek jest czujny i rozgląda się na boki, głowę ma nieruchomą. Teraz piesek jest bardzo groźny, jakby wyczuwał niebezpieczeństwo, napina oczy, wytężając wzrok patrzy na boki, na wprost, wyraża złość oczami. Niebezpieczeństwo minęło, piesek jest bardzo zadowolony, rozluźnia oczy, uśmiechając się nimi, przesyła wszystkim ten uśmiech.

– To tak jak mój Misiek! – przypomina sobie Ewa.

– Świetnie to wykonujecie! Podoba wam się ta zabawa?

– Tak! – odpowiadają wszyscy.

– To powtórzmy ją jeszcze raz!

Dzieci z ochotą naśladowały pieski, odprężając przy tym oczy.

– Na zakończenie – radzi mama – dobrze jest rozgrzać dłonie, pocierając jedną o drugą. Potrzyjcie mocno dłonie.

– Ojej, ale ciepłe – odczuwa Bartek.

– Gorące! – potwierdza Darek.

– Tak, teraz przyłóżcie delikatnie dłonie do oczu i przekażcie oczom to ciepło. Oddychajcie spokojnie, możecie powoli, po cichu policzyć do dziesięciu. Zróbcie to trzy razy. Jak się teraz czujecie?

– Dobrze, moje oczy są odprężone – dzieli się swoimi wrażeniami Ewa.

– Moje także. Ja lepiej i wyraźniej widzę! – stwierdza Celinka.

– Ja też czuję takie miłe ciepło w oczach – cieszy się Agatka.

– Jeszcze bardziej to odczujecie, gdy wykonacie te ćwiczenia, wstając od komputera czy telewizora ze zmęczonymi oczami lub po narysowaniu w zeszycie całej strony szlaczków.

– A jak się bawimy w słonia? – zapytała mamę Agatki Celinka.

– Słoń wyciąga do przodu prawą wyprostowaną rękę...

– Jak trąbę! – błyskawicznie kojarzy Darek. – Pamiętacie słonia na placu w zoo?

– Tak! Jak byliśmy na wycieczce w parku w Chorzowie!

– A ja sobie przypominam, że słoń też zajadał się warzywami i owocami z karotenami! – zawołała solenizantka.

– Tak! Pamiętam, jadł dużą dynię i główki sałaty, a wokół miał rozrzucone jabłka i marchewki! – zakrzyknął Bartek.

– Świetnie! – cieszy się mama i bawi się też z dziećmi. – Tą trąbą słoń zakreśla duży znak nieskończoności, czyli „leżące ósemki”, zaczynając od środka w górę, w lewą stronę, a oczy słonia cały czas śledzą ruch trąby.

Rozbawione dzieci zaczynają kreślić bardzo duże ósemki, naśladując słonia.

– Mnie już ręka boli! – żali się Agatka.

– To rozluźnij ją, poruszaj nią swobodnie. Zróbcie to wszyscy. Teraz zmieńcie rękę, pokręćcie „trąbą” w drugą stronę i znowu rozluźnijcie rękę. A na koniec obiema splecionymi dłońmi zakreślajcie ósemki. Poruszajcie przy tym całym tułowiem. Ręce się zmęczyły? Więc opuśćcie je. Możecie sobie nimi teraz swobodnie poruszać w różne strony, opuszczając powoli głowę, tułów i ręce, coraz niżej. Oczy tym razem patrzą w dół i obserwują, jak bawią się ręce, jak wykonują szeroki ruch wahadłowy w prawo, w lewo, kilka razy, i w przód i w tył też kilka razy, jak bujają się luźno, obniżając się coraz bardziej, kręcąc małe kółeczka, aż do całkowitego odprężenia. Głowa też odpoczywa, gdy zwisa. Celinko, opuść niżej głowę. Nie napinaj szyi, niech głowa zwisa swobodnie! Teraz dobrze. Bardzo dobrze ćwiczycie! – chwali dzieci mama. – Podnoście teraz tułów, szyję, powolutku, a na samym końcu głowę, także powoli!

– Ale super, jak ręce się tak bujają – mówi odprężona Ewunia.

– No właśnie, odpoczywają, całkowity luz... – uśmiechnął się do Ewy Bartek.

– A na czym polega zabawa w zaczarowany zegar? – zaciekawił się Darek.

– Zaczarowany zegar ma dużą, bardzo ozdobną wskazówkę, która chodzi wolniej niż w normalnym zegarze – mówi powoli i spokojnie mama, wprowadzając odpowiedni nastrój.

– Czyli mamy więcej czasu? – żartuje Bartek.

– Hm… Ta wskazówka, czyli nasza lewa ręka, jest napędzana kilkoma sprężynami.

– A skąd te sprężyny? – pyta zdziwiona Celinka.

– Ha! Z drugiej ręki, jednej nogi i głowy.

– Bardzo tajemnicza ta zabawa! – stwierdza Darek.

– Opisz ją wreszcie, mamusiu! Dosyć już tej tajemniczości! – prosi Agatka.

– Stańcie w ten sposób, żeby mieć wokół siebie dużo miejsca, żebyście nie przeszkadzały sobie wzajemnie. Wyciągnijcie wyprostowaną lewą rękę przed siebie. To jest wskazówka zegara. Nastawiamy ją na godzinę dwunastą zero zero. Wskazówka bardzo powoli przesuwa się po całej tarczy zegara, a oczy kontrolują, czy prawidłowo się porusza. Kiedy dojdzie ponownie do godziny dwunastej zero zero, włącza się do pracy pierwsza sprężyna z drugiej ręki i wykonuje ruch kolisty w przeciwną stronę do ruchu wskazówki. Obie ręce pracują równocześnie. Spokojnie oddychamy i patrzymy raz na jedną, raz na drugą rękę. Super sobie radzicie! Teraz dołączamy do tego drugą sprężynę z nogi. Stoimy pewnie na jednej nodze, a drugą wykonujemy ruch sprężyny. Żeby utrzymać równowagę, dobrze jest znaleźć punkt na dywanie lub przed sobą i na nim skupić już teraz wzrok. Jeśli wam się to udaje, to możecie dołączyć trzecią sprężynę, czyli głowę, i pokręcić nią wolno kółeczka. Tak właśnie działa zaczarowany zegar. Świetnie, co? No, nie przewracajcie się!

Zabawa sprawiła dzieciom dużo radości, szczególnie jej zakończenie, kiedy wszystkie dzieci poprzewracały się na dywan, nie mogąc utrzymać równowagi.

– Ale skomplikowana ta zabawa!

– Fajna!

– Mnie się też bardzo podobała!

– Jeśli będziecie się w nią często bawić, to utrzymacie równowagę i nie przewrócicie się! Jest to doskonałe ćwiczenie nie tylko na odprężenie oczu, ale także po takiej zabawie można się łatwiej uczyć, lepiej zapamiętywać, barwniej rysować, wyraziściej czytać i opowiadać.

Nagle dzieci zapragnęły rysować. Agatka wyciągnęła duże arkusze białego papieru, kolorowe mazaki i kredki. Darek i Celinka mieli ochotę rysować, leżąc na dywanie. Dobrze, że Agatka otrzymała w prezencie urodzinowym od dzieci kilka nowych pudełek mazaków i kredek, gdyż największym powodzeniem cieszyły się kolory zielone, pomarańczowe, żółte i czerwone w różnych odcieniach. Dlaczego? Wiadomo...

Agatka próbowała narysować na całej kartce papieru „leżącą ósemkę”, taką, jaką kreślił słoń swoją trąbą, i ozdobiła ją owocami i warzywami. Potem narysowała drugą ósemkę, a w jej środku dwie scenki. Po lewej stronie królową marchewkę ze szpinakowym mężem. Po prawej zarazki otoczone uśmiechniętymi witaminkami A, płynącymi wprost od królewskiej pary.

– Zobaczcie! – zakrzyknęła Agatka. – Zarazki nie mają tu żadnych szans!

– Na co? – pyta Ewunia.

– Na wywoływanie kataru i kaszlu!

– Super!!! – pochwaliły Agatkę dzieci.

Bartkowi spodobał się pomysł Agatki i także narysował ósemkę na drugiej stronie kartki. Zakreślał ją kilkakrotnie różnymi kolorami, aż uzyskała zgrabny kształt. Po chwili dorysował do niej z obu stron dwie kreski lekko zaokrąglone na końcach i, sam zdziwiony, zawołał:

– Popatrzcie, co mi wyszło!

– Okulary! Ale sprytnie to zrobiłeś! – mówi Celinka, pełna podziwu dla pomysłu kolegi.

– Skreślę je! Czy mogę dorysować obok nich kilka mandarynek?

– Tak – akceptuje mama. – Mandarynki mają jeszcze więcej witaminy A niż pomarańcze!

– Ja je bardzo lubię! – oznajmił Bartek, który najpierw wykonał duży czarny znak dwóch przecinających się linii na okularach, oznaczających skreślenie, a potem obok dorysował kilka swoich ulubionych owoców.

– Brawo! – ucieszyły się dzieci i zaklaskały w dłonie.

Celinka i Ewunia narysowały stół z wesołymi warzywkami i owocami, a w rogu pokoju zaczarowany zegar.

Darek najpierw narysował marchewkę tańczącą ze szpinakiem. Musiał to być ognisty taniec, bo złociste iskierki sypały się spod podkóweczek ich bucików. Potem poprosił o dodatkową kartkę, na której narysował ogromny kolorowy zegar z wszystkimi zaczarowanymi mechanizmami.

– Bardzo ci się musiała podobać ta zabawa w zegar – domyśla się Agatka, patrząc na jego piękny rysunek.

– Bardzo mi się podobała. W domu nauczę jej mojego tatusia i będziemy ćwiczyć razem!

– Świetnie! – ucieszyła się mama Agatki. – Po takich ćwiczeniach oczy będą wam tak wdzięczne, jak po wypiciu szklanki soku lub mleka!

Po zabawach dzieci ponownie zasiadły do stołu. Teraz była surówka z dyni i ciasto marchewkowe z herbatką morelowo-jarzębinową. Były także pestki dyni i słonecznika do chrupania. I sezamowe łakocie, wymyślone i ulepione przez Agatkę i mamę z magicznych ziarenek sezamu i miodu. Wszystko było bardzo smakowite.

 

Propozycja dla wszystkich mam

 

Rozmowom nie było końca także wieczorem, kiedy mamy przyszły odebrać swoje pociechy do domu. Dzieciom tak bardzo podobało się przyjęcie u Agatki, że zaprosiły swoje mamy do stołu, na którym pozostało jeszcze trochę smakołyków z witaminą A, i poprosiły mamusię solenizantki o przepisy urodzinowych potraw z tą witaminą. Mama Agatki chętnie podzieliła się sposobem przyrządzania potraw i zaproponowała pozostałym rodzicom zabawę w urządzanie przyjęć urodzinowych z innymi witaminami, których nazwa znajduje się w imionach ich dzieci. Mamy w pierwszej chwili nie zrozumiały propozycji. Wtedy Agatka wytłumaczyła:

– Wszystkie przepisy z mojego urodzinowego przyjęcia zawierają witaminę A, bo są na urodziny Agatki! To jest moja witamina!

Bartek zrozumiał pierwszy i zawołał:

– Na moje urodziny będą potrawy z witaminą B!

– A na moje z witaminą C! – dodała Celinka.

– Na moich będzie witamina D! – zaciera z uciechą ręce Darek.

– A na moich E! Czy jest witamina E? – zapytała z niedowierzaniem Ewa swoją mamusię.

– Tak, córeczko! – popatrzyła mama czule na dziecko.

Wszyscy pojęli tę prostą zasadę. Mamy podziękowały za świetny pomysł i za przepisy. Dzieci pożegnały się serdecznie z Agatką i jej mamą, zabierając do domu swoje rysunki.

 

Piękny dzień Agatki

 

Agatka była bardzo szczęśliwa. Ucałowała mocno mamusię i podziękowała jej za tak udane przyjęcie urodzinowe. To był dla niej cudowny dzień.

Dzień, który rozpoczął się pięknie i przebiegał pięknie. Agatka