Witajcie w Puppet Show - M.W. Craven - ebook

31 osób właśnie czyta

Opis

W malowniczym Lake District na północy Anglii grasuje seryjny morderca, który pali ludzi żywcem. Nie zostawia żadnych śladów, więc policja jest w beznadziejnej sytuacji.
Na trzeciej ofierze policja odkrywa wyryte w spalonych szczątkach imię – „Poe”.
Zdegradowany detektyw Washington Poe, zostaje przywrócony do służby i to jemu zostaje przydzielona sprawa. I, ku jemu wielkiemu niezadowoleniu, wspólnik. Genialna, ale społecznie wyalienowana analityczka Tilly Bradshaw. Nieuchwytny morderca ma plan i z niewiadomych przyczyn, Poe jest jego częścią.
Kiedy pojawiają się kolejne ciała, Poe zdaje sobie sprawę, że jeszcze nigdy nie był tak daleko od rozwiązania sprawy. Dopiero w szokującym finale Poe dowie się, że są daleko gorsze rzeczy od palonych żywcem ofiar.

„Washington Poe! Zapamiętajcie jego imię!
Tilly Bradshaw! Zapamiętajcie jej imię! Zapowiada się najlepsza seria tego stulecia!” – Mark’s Bookshelf, recenzent goodreads.com

„Jedyną rzeczą potrzebną do tryumfu zła jest bezczynność dobrych ludzi” – Edmund Burke

„To musi być 10/10 ocena na 5 gwiazdek! Przypuszczałam, że to będzie dobra książka, ale nie aż tak! Pokochacie Washingtona i Tilly!” – snazzybooks.com

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 441

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Dedykuję tę książkę

żonie, Joanne, oraz mojej

świętej pamięci mamie,

Susan Avison Craven.

Bez nich ta książka nigdy

by nie powstała.

Żertwa

1. Zabicie w celu złożenia religijnej ofiary.

2. Ofiara całopalna.

Kamienny krąg to starożytne, ciche miejsce. Jego kamienie są niczym milczący strażnicy. Nieruchomi obserwatorzy. Ich granitowa powierzchnia lśni od porannej rosy. Przetrwały tysiąc iwięcej zim, ichoć są zwietrzałe izniszczone, nigdy nie uległy czasowi, porom roku ani człowiekowi.

Pośrodku kręgu, otoczony miękkimi cieniami, stoi samotny mężczyzna. Jego twarz pokrywa gęsta siateczka zmarszczek, ałysawą, upstrzoną starczymi plamami skórę głowy porastają liche, siwe włosy. Jest chudy jak szkapa. Jego mizernym ciałem wstrząsają dreszcze. Głowę ma spuszczoną, aramiona przygarbione.

Jest całkiem nagi iza chwilę umrze.

Został przywiązany grubym drutem do żelaznego dźwigara. Drut wbija mu się wskórę, ale on oto nie dba: jego prześladowca zdążył już zadać mu tortury.

Jest pogrążony wszoku iwydaje mu się, że zniesie więcej bólu.

Myli się.

– Spójrz na mnie.

Ton prześladowcy jest obojętny.

Starzec został wysmarowany jakąś substancją okonsystencji galaretki, która cuchnie benzyną. Unosi głowę ipatrzy na stojącą przed nim zakapturzoną postać.

Oprawca trzyma wdłoni amerykańską zapalniczkę Zippo.

Starca ogarnia strach. Prymitywny lęk przed ogniem. Wie, co zaraz się wydarzy, iwie, że nie będzie mógł temu zapobiec. Jego oddech staje się płytki iurywany.

Nieznajomy podsuwa mu zapalniczkę pod oczy. Starzec dostrzega jej ukryte wprostocie piękno. Precyzyjny kształt, kunszt wykonania. Model, który od wieku nie uległ zmianie. Wieczko odskakuje do góry za jednym pstryknięciem palca. Wystarczy ruch kciuka, by ząbkowane kółko obróciło się, asprężyna docisnęła stalowe krzesiwo. Strzela snop iskier, apo chwili pojawia się płomień.

Prześladowca opuszcza zapalniczkę, przesuwając płomieniem po substancji, która natychmiast się zapala. Głodne języki ognia rozbłyskują, po czym zaczynają pełznąć wzdłuż ramienia starca.

Ból pojawia się wułamku sekundy. Mężczyzna czuje, jakby zamiast krwi miał wżyłach kwas. Jego oczy rozszerzają się wwyrazie przerażenia, akażdy mięsień wciele sztywnieje. Zaciska dłonie wpięści. Próbuje krzyczeć, ale dźwięk zamiera, gdy dociera do przeszkody wgardle. Staje się żałosny izduszony, gdy starzec dławi się własną krwią.

Jego ciało skwierczy jak mięso wpiekarniku. Krew, tłuszcz iwoda spływają mu po ramionach ikapią zpalców.

Robi mu się ciemno przed oczami. Ból znika. Oddech nie jest już zdyszany.

Starzec umiera. Nie wie, że gdy katalizator całkiem się wypali, tłuszcz wytopiony zjego ciała jeszcze długo będzie karmił płomienie. Nie widzi, że ogień osmalił izniekształcił to, co wycięto mu na piersi.

Ale to itak się dzieje.

Rozdział 1

Tydzień później

Tilly Bradshaw miała problem. Nie lubiła ich. Jej niska tolerancja na wątpliwości sprawiała, że problemy przyprawiały ją oniepokój.

Rozejrzała się dokoła, by sprawdzić, czy jest ktoś, zkim mogłaby podzielić się swoimi odkryciami, ale biuro Sekcji ds. Analizy Poważnych Przestępstw było puste. Spojrzała na zegarek. Dochodziła północ. Znowu przepracowała szesnaście godzin zrzędu. Wysłała matce wiadomość, przepraszając, że nie zadzwoniła.

Odwróciła się zpowrotem do monitora. Wiedziała, że to nie ma nic wspólnego zżadną usterką komputerową, ale przy takich wynikach będą od niej oczekiwać, że sprawdzi wszystko trzy razy, więc uruchomiła swój program po raz kolejny.

Po zaparzeniu owocowej herbaty spojrzała na pasek postępu, by sprawdzić, jak długo musi jeszcze czekać. Piętnaście minut. Bradshaw odpaliła własnego laptopa, podłączyła do niego słuchawki iwypisała „już jestem”. Wułamku sekundy całkowicie pochłonął ją świat Dragonlore, fabularnej gry online wtrybie wieloosobowym.

Tymczasem jej program przeanalizował wpisane informacje. Bradshaw ani razu nie sprawdziła komputera SAPP.

Nie popełniała błędów.

Piętnaście minut później logo Narodowej Agencji ds. Przestępczości zniknęło zekranu ipojawiły się na nim te same rezultaty. Bradshaw wpisała „zaraz wracam” iwylogowała się zgry.

Istniały dwie możliwości. Albo wyniki były prawidłowe, albo zaszła mało prawdopodobna matematyczna zbieżność. Gdy zobaczyła rezultaty za pierwszym razem, wyliczyła prawdopodobieństwo ich przypadkowego wystąpienia, zwynikiem oscylującym wgranicach jeden do kilku milionów. Na wypadek gdyby ktoś ją oto spytał, wpisała problem matematyczny do własnoręcznie zaprojektowanego programu idokonała analizy. Wynik znajdował się wmarginesie błędu, który przyjęła. Nie było jej do śmiechu, gdy zorientowała się, że rozgryzła to szybciej niż jej komputer, posługując się napisanym przez siebie programem.

Bradshaw nie była pewna, co dalej robić. Jej szefowa, inspektor Stephanie Flynn, zwykle była dla niej miła, ale minął dopiero tydzień, odkąd ucięły sobie pogawędkę na temat tego, kiedy jest odpowiednia pora, by dzwonić do niej do domu. Mogła to robić wyłącznie wtedy, gdy chodziło ocoś ważnego. Ale… ponieważ to inspektor Flynn decydowała, co było ważne, aco nie, skąd ona miała to wiedzieć, nie zapytawszy jej uprzednio? To wszystko było dość mocno zagmatwane.

Bradshaw żałowała, że nie chodzi oproblemy matematyczne. Rozumiała matematykę. Nie rozumiała jednak inspektor Flynn. Przygryzła dolną wargę, po czym podjęła decyzję.

Przejrzała ponownie swoje odkrycia iprzećwiczyła wmyślach, co chciała powiedzieć.

Jej odkrycie było związane znajnowszym celem SAPP – mężczyzną, którego prasa okrzyknęła „Żercą”. Kimkolwiek on był – zgóry założono, że to mężczyzna – wyglądało na to, że nie przepadał za gośćmi po sześćdziesiątce isiedemdziesiątce. Nie lubił ich tak bardzo, że konali wpłomieniach.

Bradshaw zajmowała się danymi trzeciej ijak na razie ostatniej ofiary. SAPP została włączona do sprawy po drugim przypadku. Oprócz identyfikacji seryjnych morderców iseryjnych gwałcicieli jej rola sprowadzała się także do zapewniania wsparcia analitycznego wszystkim siłom policyjnym prowadzącym śledztwa wsprawach omorderstwo, które były wyjątkowo złożone lub pozornie pozbawione motywu. Żerca zaliczał się do wszystkich wyżej wymienionych kategorii.

Ponieważ ogień zniszczył zwłoki do tego stopnia, że zwyglądu nie przypominały już ciał, autopsja nie była jedyną metodą, zktórej skorzystał starszy oficer śledczy whrabstwie Kumbria. Poprosił oporadę SAPP. Po przeprowadzeniu autopsji Sekcja postanowiła poddać zwłoki wielorzędowej tomografii komputerowej MSCT, zaawansowanej medycznej technologii diagnostycznej. Wykorzystywała ona promienie rentgenowskie ipłynny kontrast wcelu utworzenia obrazu ciała wtechnice 3D. Była przeznaczona dla żyjących, ale równie dobrze sprawdzała się wprzypadku nieboszczyków.

Sekcji brakowało jednak odpowiednich środków na własny aparat – tak jak iinnym rządowym organom ścigania – ale miała zgodę na wykupienie maszyny na kilka godzin, jeśli wymagała tego sytuacja. Ponieważ Żerca nie zostawił żadnych śladów na miejscach zbrodni ani wmiejscach porwań, starszy oficer śledczy był skłonny skorzystać zkażdej możliwości.

Bradshaw wzięła głęboki wdech iwykręciła numer inspektor Flynn.

Inspektor podniosła słuchawkę po piątym dzwonku. Odezwał się wniej zaspany głos.

– Halo?

Bradshaw sprawdziła zegarek, by potwierdzić, że jest już po północy, po czym powiedziała:

– Dzień dobry, inspektor Flynn. Co upani słychać?

Oprócz wyznaczenia odpowiednich godzin, wktórych mogła do niej dzwonić po pracy, inspektor Flynn zachęciła ją również do bycia nieco milszą dla kolegów ikoleżanek po fachu.

– Tilly – wygderała Flynn. – Czego chcesz?

– Chcę porozmawiać zpanią osprawie, pani inspektor Flynn.

Flynn westchnęła.

– Czy mogłabyś zwracać się do mnie po prostu Stephanie? Albo Steph? Albo szefowo? Wsumie nie jesteśmy znowu tak daleko od Londynu, więc zgodzę się nawet na szanowną panią.

– Oczywiście, pani inspektor Stephanie Flynn.

– Nie… chodziło mi oto, że możesz… zresztą to bez znaczenia.

Bradshaw zaczekała, aż Flynn skończy mówić.

– Czy mogę pani powiedzieć, co znalazłam?

Flynn cicho jęknęła.

– Która godzina?

– Jest dokładnie trzynaście minut po północy.

– Dobrze, wtakim razie mów. Co jest tak ważne, że nie mogłaś zaczekać ztym do rana?

Flynn wysłuchała jej, po czym zadała kilka pytań irozłączyła się. Bradshaw odchyliła się na fotelu iuśmiechnęła. Miała rację, że do niej zadzwoniła. Inspektor Flynn sama to przyznała.

Pół godziny później Flynn przyjechała do biura. Jej blond włosy były potargane. Nie umalowała się. Bradshaw również nie miała makijażu, ale robiła to świadomie. Makijaż był głupi.

Wcisnęła kombinację klawiszy iprzywołała na monitorze serię przekrojów poprzecznych.

– To przekroje klatki piersiowej – uściśliła.

Zaczęła objaśniać działanie aparatu do wielorzędowej tomografii komputerowej.

– Może rozpoznać rany izłamania, które można przeoczyć wtrakcie autopsji. To szczególnie użyteczne, kiedy ofiara została bardzo poważnie poparzona.

Flynn wiedziała to wszystko, ale itak pozwoliła jej dokończyć. Bradshaw przekazywała informacje we własnym tempie inie należało jej pośpieszać.

– Przekroje poprzeczne nie dają nam nic specjalnego, pani inspektor Stephanie Flynn, ale proszę spojrzeć na to.

Bradshaw pokazała jej na monitorze obraz zespolony, tym razem zgóry.

– Co, do diabła…? – spytała Flynn, gapiąc się na ekran.

– To rany – odparła Bradshaw. – Całe mnóstwo ran.

– Chcesz powiedzieć, że wtrakcie autopsji pominięto aż tyle przypadkowych cięć?

Bradshaw pokręciła głową.

– Ja też myślałam, że ich układ jest całkiem przypadkowy.

Wcisnęła odpowiedni klawisz, przywołując model 3D wszystkich ran na klatce piersiowej ofiary. Przyjrzały mu się uważnie. Program zaczął przesiewać wyglądające na pozornie przypadkowe rany. Wkońcu wszystkie utworzyły jedną całość.

Obie utkwiły wzrok wkońcowym obrazie. Nie było wnim nic przypadkowego.

– Co teraz zrobimy, pani inspektor Flynn?

Flynn zamyśliła się na moment, zanim odpowiedziała.

– Dzwoniłaś do mamy, żeby wytłumaczyć, dlaczego nie ma cię jeszcze wdomu?

– Wysłałam jej wiadomość.

– Wtakim razie wyślij jeszcze jedną. Napisz, że tej nocy też cię nie będzie.

Bradshaw zaczęła stukać palcami wekran swojej komórki.

– Jaki mam podać powód?

– Napisz jej, że musimy wyciągnąć szefa złóżka.

Rozdział 2

Washington Poe cieszył się zdnia spędzonego na naprawie kamiennego muru bez zaprawy. To była jedna zkilku nowych umiejętności, które zdobył po powrocie do Kumbrii. Praca była wyczerpująca, ale nagroda wpostaci kawałka zapiekanki ikufla piwa pod koniec dnia dawała jeszcze więcej satysfakcji. Załadował narzędzia ikilka zapasowych kamieni na przyczepkę quada, gwizdnięciem przywołał Edgara, swojego springer spaniela, po czym we dwójkę pojechali wstronę jego gospodarstwa. Pracował dziś na zewnętrznej granicy, więc miał dwie mile do Herdwick Croft, swojego domu zgrubo ciosanego kamienia. Powrót nie powinien mu zająć więcej niż kwadrans.

Wiosenne słońce wisiało nisko na niebie, awieczorna rosa sprawiała, że wrzosy itrawa lśniły od wilgoci. Ptaki śpiewały pieśni godowe iterytorialne, awpowietrzu unosiła się woń wczesnych kwiatów. Jadąc wstronę domu, Poe zaciągnął się nią głęboko.

Mógłby się do tego przyzwyczaić.

Miał zamiar wziąć szybki prysznic, apotem przejść się do hotelu, ale im bliżej był domu, tym bardziej kusiła go myśl odługiej, odprężającej kąpieli wwannie zdobrą książką wręku.

Wjechał na ostatnie wzgórze izatrzymał się. Ktoś siedział na jego stole ogrodowym.

Otworzył płócienną torbę, którą zawsze przy sobie nosił, iwyjął ze środka lornetkę, po czym nakierował na samotną postać. Nie miał pewności, ale chyba kobiecą. Powiększył obraz iuśmiechnął się ponuro pod nosem, gdy rozpoznał osobę odługich blond włosach.

Wkońcu go dopadli.

Schował lornetkę zpowrotem do torby izjechał wdół na spotkanie ze swoją dawną sierżant.

– Kopę lat, Steph – powiedział Poe. – Co sprowadza cię tak daleko na północ?

Kudłaty zdrajca Edgar skakał przy niej jak przy dawno niewidzianej przyjaciółce.

– Witaj, Poe. Ładna broda.

Wyciągnął dłoń ipodrapał się po podbródku. Odzwyczaił się od codziennego golenia.

– Steph, wiesz, że nigdy nie byłem dobry wgrzecznościowej wymianie zdań.

Flynn pokiwała głową.

– Trudno było znaleźć to miejsce.

Miała na sobie ciemnogranatowy garnitur wprążki. Sądząc po jej smukłej izwinnej sylwetce, najwyraźniej stale trenowała sztuki walki. Emanowała pewnością siebie osoby sprawującej nad wszystkim kontrolę. Na stole obok teczki zdokumentami leżały okulary do czytania. Wyglądało na to, że była czymś zajęta, zanim wrócił.

– Jak widać niewystarczająco trudno – odparł. Nie uśmiechnął się. – Co mogę dla pani zrobić, sierżant Flynn?

– Teraz już inspektor Flynn, choć to itak niczego by nie zmieniło.

Poe uniósł brwi.

– Moje dawne stanowisko?

Flynn kiwnęła głową.

– Jestem zaskoczony, że Talbot pozwolił ci je objąć – powiedział Poe.

Talbot był dyrektorem Sekcji, kiedy Poe pracował jako inspektor wSAPP. Był małostkowym człowiekiem, obwiniającym zarówno Flynn, jak iPoego oto, co się stało. Flynn chyba nawet bardziej – Poe odszedł, ona została.

– Dyrektorem jest teraz Edward van Zyl. Talbot nie pozbierał się po ostatnich wydarzeniach.

– Dobry facet, lubię go – mruknął Poe. – Kiedy van Zyl pracował wWydziale Specjalnym, prowadzili wspólnie pewną sprawę związaną ze zwalczaniem terroryzmu. Zamachowcy, którzy przeprowadzili atak 21 lipca 2005 roku, przygotowywali się do niego wregionie Lake District, akumbryjska policja odegrała ważną rolę wstworzeniu profilu sprawców. To van Zyl przekonał go, by ubiegał się ostanowisko wSekcji. – AHanson?

– Wdalszym ciągu jest zastępcą dyrektora.

– Szkoda – powiedział Poe.

Hanson miał doświadczenie wpolityce, aPoe wcale się nie zdziwił, że jakimś cudem udało mu się wykaraskać zkłopotów. Wnormalnym toku postępowania, gdy starszy kierownik jest zmuszony do odejścia ze względu na katastrofalny błąd wosądzie, jego stanowisko przejmuje następny kierownik wkolejce. Fakt, że Hanson nie otrzymał awansu, oznaczał, że nie do końca wyszedł ztego bez szwanku.

Poe nadal żywo pamiętał pełen satysfakcji uśmieszek na twarzy Hansona, kiedy ten zawiesił go wobowiązkach. Od tamtej pory nie miał kontaktu znikim zNarodowej Agencji ds. Przestępczości. Nie zostawił nowego adresu, rozwiązał umowę zoperatorem swojej sieci komórkowej iztego, co mu było wiadomo, nie figurował wżadnej bazie danych wKumbrii.

Skoro Flynn zadała sobie tyle trudu, by go znaleźć, oznaczało to, że wreszcie podjęto decyzję wsprawie jego dalszego zatrudnienia. Ponieważ Hanson nadal pełnił swoją funkcję, Poe wątpił, by Flynn przyszła zdobrymi wieściami. To nie miało jednak żadnego znaczenia. Pogodził się ztym już wiele miesięcy temu. Jeśli Flynn przyjechała, by powiedzieć mu, że nie pracował już dla Agencji, to nic się nie stało. Ajeśli zjawiła się, by przekazać, że Hanson wkońcu znalazł sposób na oskarżenie go oprzestępstwo, to jakoś będzie musiał sobie ztym poradzić.

Nie było sensu zabijać posłańca. Wątpił, by Flynn przyjechała tu zwłasnej woli.

– Napijesz się kawy? Idę sobie nalać.

Nie czekał na odpowiedź izniknął wgłębi domu, zatrzaskując za sobą drzwi.

Pięć minut później wrócił zmetalową kawiarką iczajnikiem zagotowanej wody. Napełnił dwa kubki.

– Nadal pijesz czarną?

Flynn pokiwała głową iupiła łyk. Uśmiechnęła się, unosząc kubek wgeście uznania.

– Jak mnie znalazłaś? – spytał. Na jego twarzy malowała się powaga. Prywatność była dla niego coraz ważniejsza.

– Van Zyl wiedział, że wrócisz do Kumbrii imniej więcej orientował się, gdzie mieszkasz. Robotnicy zkamieniołomu powiedzieli, że ktoś mieszka wstarej chacie pasterza na jakimś zadupiu. Widzieli, jak dokonujesz prac remontowych.

Obrzuciła wszystko dokoła takim wzrokiem, jakby świadczące otym dowody były znikome.

Herdwick Croft wyglądał, jakby wyrósł spod ziemi. Jego ściany były wykonane znieobrobionych kamieni – za dużych, by człowiek mógł je unieść iosadzić na miejscu – istapiał się ze starożytnym wrzosowiskiem, na którym go wzniesiono. Niski, brzydki dom wyglądał, jakby od dwustu lat był zawieszony wczasie. Poe go uwielbiał.

– Czekam tu na ciebie już od kilku godzin… – powiedziała Flynn.

– Do rzeczy. Czego chcesz?

Flynn sięgnęła do aktówki iwyciągnęła gruby folder. Nie otworzyła go jednak.

– Zakładam, że słyszałeś oŻercy?

Poe poderwał głowę. Nie spodziewał się, że zapyta akurat oto.

Oczywiście, że słyszał oŻercy. Nawet wsamym środku Shap Fells Żerca był prawdziwą sensacją. Palił mężczyzn żywcem wniektórych zlicznych kamiennych kręgów rozsianych po całej Kumbrii. Jak na razie miał na koncie trzy ofiary, chyba że trafiła się kolejna, októrej jeszcze nie słyszał. Choć prasa bez przerwy spekulowała, to gdy już oddzieliło się prawdę od dziennikarskich nierzetelności, fakty były widoczne gołym okiem.

Whrabstwie pojawił się pierwszy whistorii seryjny morderca.

Nawet jeśli Sekcja została wezwana, by pomóc kumbryjskiej policji, Poe wdalszym ciągu był zawieszony, atakże objęty wewnętrznym śledztwem idochodzeniem Niezależnej Komisji Policji ds. Skarg. Choć miał świadomość, że jest przydatny wkażdym śledztwie, nie był niezastąpiony. Sekcja pracowała dalej bez niego.

Więc po co właściwie Flynn tu przyjechała?

– Van Zyl uchylił twoje zawieszenie. Chce, żebyś zaczął pracować nad tą sprawą. Będziesz moim sierżantem.

Choć twarz Poego przypominała nieprzeniknioną maskę, jego umysł pracował szybciej niż komputer. To nie miało żadnego sensu. Flynn była nowym inspektorem iostatnim, czego by chciała, był stary inspektor pracujący dla niej, podkopujący jej autorytet samą swoją obecnością. Znała go od dawna iwiedziała, jak reagował na przełożonych. Czemu wogóle miałaby brać wtym udział?

To proste. Taki dostała rozkaz.

Poe zwrócił uwagę na to, że nie wspomniała odochodzeniu komisji, więc można przypuszczać, że nadal było wtoku. Wstał izabrał kubki.

– Nie jestem zainteresowany – odparł.

Wyglądała na zaskoczoną jego odpowiedzią. Nie miał pojęcia dlaczego. Narodowa Agencja ds. Przestępczości umyła ręce wjego sprawie.

– Nie chcesz zobaczyć, co mam wteczce?

– Nie obchodzi mnie to.

Nie tęsknił za Sekcją. Ichoć dużo czasu zajęło mu przyzwyczajenie się do wolniejszego tempa, wjakim toczyło się życie na kumbryjskich wzgórzach, nie chciał zniego rezygnować. Skoro Flynn nie przyjechała go zwolnić albo aresztować, to nie był zainteresowany tym, co chciała powiedzieć. Łapanie seryjnych morderców nie było już częścią jego życia.

– Wporządku – rzekła iwstała ze stolika. Była wysoka, więc mieli oczy na tym samym poziomie. – Wtakim razie musisz podpisać dla mnie te dwa świstki.

Wyjęła zaktówki cieńszy folder ipodała mu do ręki.

– Co to jest?

– Słyszałeś, jak mówiłam, że van Zul uchylił twoje zawieszenie, tak?

Kiwnąwszy głową, Poe przeczytał dokument.

Uhm.

– Zdajesz sobie sprawę ztego, że skoro znów jesteś czynnym oficerem policji, to odmowa powrotu do pracy jest wykroczeniem, za które wylatuje się zpracy? Zamiast przechodzić przez cały proces, powiedziano mi, że mogę przyjąć twoją rezygnację już teraz. Pozwoliłam sobie załatwić stosowne pisemko wdziale kadr.

Poe przeczytał jednostronicowy dokument. Jeśli złoży na dole kartki swój podpis, przestanie być funkcjonariuszem policji. Choć spodziewał się tego od dłuższego czasu, odkrył, że pożegnanie się zdawną pracą wcale nie było takie łatwe, jak sądził. Gdyby podpisał, odkreśliłby się grubą kreską od ostatnich osiemnastu miesięcy. Mógłby zacząć życie na nowo.

Ale to oznaczało, że już nigdy nie przypiąłby odznaki.

Spojrzał na Edgara. Spaniel rozkoszował się ostatnimi promieniami słońca. Większość otaczającej ich ziemi należała do niego. Czy był gotów zniej zrezygnować?

Wziął długopis izłożył podpis na dole kartki. Oddał ją zpowrotem, by mogła sprawdzić, czy nie napisał zwykłego „odpieprzcie się”. Skoro już sprawdził jej blef, Flynn wyglądała, jakby nie bardzo wiedziała, co robić. Nic nie szło według jej planu. Poe zabrał kubki iimbryk do środka. Wrócił po minucie. Flynn nie ruszyła się zmiejsca.

– Oco chodzi, Steph?

– Co ty wyprawiasz, Poe? Przecież uwielbiałeś być gliną. Co się zmieniło?

Zignorował pytania. Podjął decyzję ipo prostu chciał, żeby sobie poszła.

– Co ztym drugim świstkiem?

– Słucham?

– Powiedziałaś, że masz dla mnie dwa świstki do podpisu. Właśnie podpisałem swoją rezygnację, więc oile nie masz duplikatu, zostało coś jeszcze.

Flynn znów przybrała postawę profesjonalistki. Otworzyła teczkę iwyjęła zniej drugi dokument. Miał nieco więcej stron niż poprzedni, ana przedzie znajdowała się oficjalna pieczęć Narodowej Agencji ds. Przestępczości.

Po chwili zaczęła recytować zpamięci wyćwiczoną formułkę. Poe też takiej używał.

– Washingtonie Poe, ma pan obowiązek przeczytać ten dokument, apotem podpisać się na dole strony, by potwierdzić, że otrzymał pan zawiadomienie.

Podała mu gruby plik dokumentów.

Poe spojrzał na pierwszą stronę.

To było Ostrzeżenie Osmana.

Niech to szlag…

Rozdział 3

Gdy policja wchodzi wposiadanie informacji potwierdzających, że czyjeś życie jest bezpośrednio zagrożone, ma obowiązek ostrzec ofiarę. Ostrzeżenie Osmana to oficjalny dokument potwierdzający wywiązanie się zniego. Potencjalne ofiary mogą skorzystać zzapobiegawczych środków ochronnych zaproponowanych przez policję lub, jeśli ich zdaniem nie są one wystarczające, mogą używać własnych metod.

Poe przejrzał dokładnie pierwszą stronę, ale była pełna oficjalnie brzmiących formułek. Nie było napisane, kto mu zagrażał.

– Oco tu chodzi, Steph?

– Mogę udzielić ci tej informacji pod warunkiem, że dalej będziesz służył jako funkcjonariusz policji. – Flynn podała mu wymówienie, które dopiero co podpisał. Nie wziął go. – Poe, popatrz na mnie. – Wjej spojrzeniu dostrzegł wyłącznie szczerość. – Zaufaj mi. Musisz zobaczyć, co jest wteczce. Jeśli zawartość ci się nie spodoba, zawsze możesz wysłać Hansonowi maila wsprawie wypowiedzenia. – Oddała mu zpowrotem podpisaną rezygnację.

Poe kiwnął głową ipodarł kartkę.

– Świetnie – powiedziała. Podsunęła mu kilka zdjęć na błyszczącym papierze. Pochodziły zmiejsca zbrodni. – Poznajesz?

Poe przyjrzał im się uważnie. Przedstawiały zwłoki. Poczerniałe, zwęglone, niemal nierozpoznawalne jako należące do człowieka. Skurczone, jak wszystko, co składało się zwody izostało narażone na ekstremalną temperaturę. Zwłoki wyglądały, jakby miały tę samą fakturę iciężar co węgiel drzewny, który Poe wyciągał co rano zopalanego drewnem piecyka. Prawie czuł bijące ze zdjęć resztki ciepła.

– Wiesz, która to była ofiara? – spytała Flynn.

Poe nie odpowiedział. Przekartkował plik zdjęć wposzukiwaniu punktu odniesienia. Na ostatnim zdjęciu widać był całe miejsce zbrodni. Rozpoznał kamienny krąg.

– To krąg Long Meg iJej Córki. To… – pokazał palcem na pierwsze zdjęcie – …musi być Michael James, radny zramienia torysów. Był trzecią ofiarą.

– Owszem. Przywiązany do pala pośrodku kręgu, oblany łatwopalną substancją ipodpalony. Odniósł poparzenia ponad dziewięćdziesięciu procent powierzchni ciała. Co jeszcze wiesz?

– Tylko to, co wyczytałem zprasy. Domyślam się, że policję mocno zdziwił dobór lokalizacji. Krąg nie znajduje się na jakimś odludziu jak dwa poprzednie.

– Nie byli nawet wpołowie tak zdziwieni miejscem, jak faktem, że skutecznie udało mu się wymknąć wszelkim możliwym środkom nadzoru, które porozstawiali po całej okolicy.

Poe kiwnął ze zrozumieniem głową. Żerca za każdym razem wybierał inny krąg. Prasa ochrzciła go tym mianem, ponieważ żertwa oznaczała ofiarę całopalną, anie doszukawszy się innego motywu, prasa podchwyciła to określenie. Poe spodziewał się, że policja obstawi wszystkie kamienne kręgi, choć zdrugiej strony… wKumbrii było ich całe mnóstwo. Jeśli dodać do tego kurhany, megality isamotne głazy, ich liczba urastała niemal do pięciuset obiektów, które należałoby obserwować. Nawet gdyby wykorzystano minimalną ilość sprzętu, itak potrzeba by było zespołu składającego się zco najmniej dwóch tysięcy policjantów. Kumbria mogła pochwalić się niecałym tysiącem funkcjonariuszy. Zbraku wyboru musieli oni zdecydować, gdzie wykorzystać ograniczone środki.

Poe oddał fotografie Flynn. Pomimo potworności, jaką przedstawiały, nie tłumaczyły, dlaczego Flynn wybrała się wtak daleką podróż na północ.

– Nadal nie rozumiem, co to ma ze mną wspólnego.

Flynn zignorowała jego pytanie.

– Sekcja została wezwana do pomocy po pojawieniu się drugiej ofiary Żercy. Starszy oficer dochodzeniowy chciał, by stworzono jego profil. – Można się było tego spodziewać. Sekcja specjalizowała się wtego typu zadaniach. – Zajęliśmy się tym, rzecz jasna – ciągnęła. – Nie znaleźliśmy nic użytecznego oprócz typowych szczegółów jak przedział wiekowy ipochodzenie etniczne.

Poe wiedział, że profile wnosiły dużo do sprawy, ale tylko wtedy gdy były częścią złożonego śledztwa. Wątpił, by Flynn spotkała się znim zpowodu profilu sprawcy.

– Słyszałeś kiedyś owielorzędowej tomografii komputerowej?

– Tak – skłamał.

– Zamiast wcałości aparat fotografuje ciało wformie bardzo wąskich przekrojów. To kosztowna procedura, ale czasami udaje się dzięki niej zidentyfikować obrażenia przed- ipośmiertne, których nie wychwyciły konwencjonalne techniki kryminalistyczne.

Poe należał do ludzi, którzy bardziej chcieli znać możliwości danego przedmiotu, niż wiedzieć, jak działa. Skoro Flynn twierdziła, że tak jest, to tak właśnie było.

– Autopsja niczego nie wykazała, ale tomograf znalazł to.

Wyjęła kolejny zestaw zdjęć ipołożyła na stojącym przed nim stoliku. Były to komputerowe wydruki czegoś, co wyglądało na przypadkowo zadane rany.

– Znaleziono je na trzeciej ofierze? – spytał.

Flynn pokiwała głową.

– Konkretnie na klatce piersiowej. Wszystko, co robi ten facet, ma na celu wywarcie jak najbardziej porażającego efektu.

Żerca był sadystą. Poe nie potrzebował wymyślnego profilu, żeby dojść do tego wniosku. Flynn przewracała kartki, aon przyglądał się każdej stronie. Było ich prawie dwadzieścia, ale dopiero ostatnia sprawiła, że oddech uwiązł mu wgardle.

Suma wszystkich części. Komputerowy obraz, na którym wszystkie przypadkowe cięcia nakładały się na siebie, by utworzyć to, co należało zobaczyć. Poe poczuł, jak szczęka mu opada.

– Jak to możliwe? – wychrypiał.

Flynn wzruszyła ramionami.

– Mieliśmy nadzieję, że ty nam powiesz.

Oboje utkwili wzrok wostatnim zdjęciu.

Żerca wyciął na piersi ofiary dwa słowa.

„Washington Poe”.

Rozdział 4

Poe usiadł ciężko na stole. Krew odpłynęła mu ztwarzy, ana skroni zaczęła pulsować żyła. Wpatrywał się wkomputerowy obraz swojego nazwiska. Inie chodziło tylko ojego nazwisko – tuż nad nim wycięto cyfrę 5.

Niedobrze… Cholernie niedobrze.

– Ciekawi nas, dlaczego poczuł potrzebę wycięcia twojego nazwiska na piersi ofiary.

– Anie zrobił tego nigdy wcześniej? Nie trzymaliście tego wtajemnicy przed prasą?

– Nie. Przepuściliśmy kolejno ciało ofiary numer jeden inumer dwa przez tomograf, ale niczego nie znaleźliśmy.

– Anumer pięć?

Istniało tylko jedno wiarygodne wytłumaczenie, zktórym na pewno zgadzała się Flynn. Właśnie dlatego postarała się oOstrzeżenie Osmana.

– Zakładamy, że zostałeś oznaczony jako piąta ofiara.

Wziął do ręki ostatnie zdjęcie. Po niezgrabnej próbie nadania cyfrze pięć zaokrągleń Żerca porzucił ten pomysł. Wszystkie kreski były proste.

Choć patrzyli jedynie na wydruk, Poe gołym okiem widział, że rany były zbyt poszarpane jak na skalpel. Obstawiał nóż tapicerski zwysuwanym ostrzem lub coś wtym rodzaju. Fakt, że maszyna wyłapała litery, wiązał się zdwoma rzeczami: po pierwsze, zostały wycięte przedśmiertnie – gdyby tak nie było, autopsja potwierdziłaby ich obecność; apo drugie, rany były głębokie. Ogień zniszczyłby je, gdyby wykonano je zbyt płytko. Ostatnie chwile ofiary musiały być prawdziwym koszmarem.

– Dlaczego ja? – spytał Poe.

Wtrakcie kariery narobił sobie sporo wrogów, ale nigdy nie zdarzyło mu się pracować nad sprawą zudziałem szaleńca takiego kalibru.

Flynn wzruszyła ramionami.

– Jak się pewnie domyślasz, nie jesteś pierwszą osobą, która zadaje to pytanie.

– Nie kłamałem, kiedy powiedziałem, że wiem otym tylko tyle, ile napisano wgazetach.

– Wiemy, że kiedy pracowałeś jako oficer policji wKumbrii, nie miałeś żadnych oficjalnych kontaktów zjakąkolwiek zofiar. Zakładam, że nie miałeś znimi nieoficjalnych kontaktów.

– Nic mi otym nie wiadomo. – Pokazał ręką na dom iotaczające go ziemie. – To miejsce zabiera mi obecnie najwięcej wolnego czasu.

– Tak też sądziliśmy. Nie wydaje nam się, żeby chodziło opowiązanie zofiarami. Jesteśmy zdania, że ma to związek zzabójcą.

– Myślicie, że znam Żercę?

– Myślimy, że on zna ciebie lub otobie słyszał. Wątpimy, żebyś ty znał jego.

Poe zdawał sobie sprawę, że to pierwsza zwielu rozmów iże bez względu na to, czy tego chciał, czy nie, był zamieszany wsprawę. Należało ustalić wjakim stopniu.

– Twoje pierwsze wrażenie? – spytał Flynn.

Poe ponownie przyjrzał się ranom. Nie licząc topornej cyfry 5, naliczył czterdzieści dwa nacięcia. Czterdzieści dwie rany zadane po to, by napisać „Washington Poe”. Czterdzieści dwa sposoby na zadanie potwornego bólu.

– Nic, poza tym, że ofiara pewnie wolałaby, żebym nazywał się Bob.

– Musisz wrócić do pracy – powiedziała. Rozejrzała się po opustoszałych wzgórzach, które od niedawna nazywał domem. – Do cywilizacji.

Poe wstał, odrzucając wcześniejsze myśli orezygnacji. Liczyło się tylko jedno: Żerca przebywał gdzieś na wolności, zajęty wybieraniem czwartej ofiary. Jeśli znów chciał zaznać spokoju, musiał odnaleźć go, zanim dotrze do numeru 5.

– Czyim samochodem jedziemy?

Rozdział 5

Gdy tylko wyjechali zKumbrii, krajobraz uległ spłaszczeniu, aautostrada M6 rozciągała się przed nimi niczym pas startowy. Wiosenna temperatura do złudzenia przypominała tę wlecie, więc Poe włączył klimatyzację wsamochodzie Flynn. Czuł pot spływający wdole pleców. Nie miał on jednak nic wspólnego zupałem.

Zapadła między nimi niewygodna cisza. Gdy Poe podrzucił Edgara do najbliższego sąsiada, Flynn przebrała się ze swojego eleganckiego, wzbudzającego respekt garnituru, wbardziej codzienny strój składający się zdżinsów iswetra. Siedziała wtym swoim wygodnym ubiorze ibez przerwy nawijała na palce kosmyki długich blond włosów, wyglądając przez okno.

– Gratuluję awansu – powiedział Poe.

Odwróciła głowę wjego stronę.

– Wcale nie chciałam twojego stanowiska. Chyba zdajesz sobie ztego sprawę, prawda?

– Tak. Jeżeli to cię pocieszy, myślę, że będziesz wspaniałym inspektorem.

Nie mówił tego, by jej dopiec. Flynn odprężyła się nieco iodparła:

– Dziękuję. Fakt, że zostałeś zawieszony wobowiązkach, sprawił, że nie tak wyobrażałam sobie ten awans.

– Nie mieli wyboru.

– Być może nie mieli go, kiedy cię zawiesili – dodała Flynn – ale każdy mógł popełnić ten błąd.

– To bez znaczenia – odparł. – Steph, oboje wiemy, że istnieje prosty związek przyczynowo-skutkowy pomiędzy błędem atym, co wydarzyło się później.

Flynn miała na myśli ich ostatnią sprawę. Jego ostatnią sprawę. Jakiś szaleniec wrejonie Thames Valley porwał izabił dwie kobiety. Zaginęła również czternastoletnia Muriel Bristow. Sekcja była związana ztym śledztwem od samego początku. Etap tworzenia profili sprawców imapowanie przestępstw został ukończony, ale dopiero profil geograficzny doprowadził ich do głównego podejrzanego: Peytona Williamsa, asystenta jednego zczłonków parlamentu. Wszystkie elementy układanki do siebie pasowały. Mężczyzna był już wcześniej karany za stalking, przebywał na wskazanym obszarze za każdym razem, gdy dochodziło do porwań, imiał za sobą serię nieudanych związków.

Poe chciał go aresztować iprzesłuchać, ale jego przełożony, dyrektor wywiadu Talbot, odmówił. Zbliżały się wybory powszechne, przed którymi panował przedwyborczy okres znany jako purdah – bez dowodów, aresztowanie asystenta posła mającego decydujący głos mogło zostać uznane za przejaw manipulacji. Aprzynajmniej woczach Talbota. „Znajdź twarde dowody”, usłyszał wtedy. Talbot powiedział mu też, że poinformuje owszystkim tego posła ipowie, że prowadzą śledztwo wsprawie jednej zosób zjego sztabu. Poe błagał go, by tego nie robił.

Talbot kompletnie go zignorował. Poseł zwolnił swojego asystenta.

Iwyjaśnił mu dlaczego.

Poe wpadł wfurię. Peyton Williams nie zamierzał zbliżać się do Muriel Bristow. Nie wtedy, kiedy była na niego skierowana uwaga wszystkich. Jeśli nadal żyła, to nie zostało jej wiele czasu. Umarłaby zodwodnienia.

Poe nie był typem policjanta, który przekazywałby niewygodne zlecenia innym. Osobiście pojechał do domu rodziny ofiary. Przed wyjściem wydrukował podsumowanie śledztwa oficera łącznikowego, mocno okrojony raport dotyczący przebiegu dochodzenia. Po tym, jak powiedział rodzinie, co mógł, przekazał im dokumenty do wglądu, by mogli je przeczytać wswoim czasie.

Nieco później tego samego dnia rozpętało się prawdziwe piekło.

Poe popełnił błąd. Okropny błąd. Oprócz podsumowania śledztwa wydrukował też własną, zaktualizowaną wersję. Ztą różnicą, że ten dokument nie był okrojony. Zawierał wszystkie jego podejrzenia ipowody nieustającej frustracji.

Zły raport wylądował wzłej teczce… Państwo Bristow dowiedzieli się wszystkiego oPeytonie Williamsie…

Dopiero później, gdy ojciec Muriel Bristow porwał itorturował Williamsa, długo po tym, gdy tamten wyjawił miejsce przebywania Muriel, aona wróciła bezpiecznie do domu, ktoś zaczął się zastanawiać, skąd wogóle Bristow znał Peytona Williamsa.

Błąd został wykryty bardzo szybko ipomimo faktu, że Poe od samego początku miał rację, aBogu ducha winną dziewczynkę uratowano, został zawieszony ze skutkiem natychmiastowym. Kilka tygodni później Williams zmarł na skutek odniesionych ran.

Do chwili, gdy Flynn zjawiła się na progu Herdwick Croft, Poe nie widział się znikim zNarodowej Agencji ds. Przestępczości.

– Zniknąłeś nagle bez pożegnania – powiedziała Flynn.

Poczuł ukłucie wyrzutów sumienia. Gdy został zawieszony, zignorował wszystkie esemesy iwiadomości na poczcie głosowej, wktórych oferowano mu wsparcie. Człowiek został zamęczony na śmierć, aon za to odpowiadał. Musiał nauczyć się ztym żyć. Wrócił wrodzinne strony do Kumbrii. Odwrócił się od swoich pełnych dobrych intencji kolegów. Ukrył się przed światem. Był całkiem sam, atowarzystwa dotrzymywały mu jedynie mroczne myśli.

– Mówiąc między nami, van Zyl zdradził mi, że Niezależna Komisja Policji do spraw Skarg uzna tę sprawę za nienadającą się do rozpatrzenia. Nie są wstanie udowodnić, że to ty umieściłeś zły raport waktach rodziny.

Ta myśl nie przyniosła mu żadnej pociechy. Chyba powoli zaczynał się przyzwyczajać do swojej pustelniczej egzystencji. Otworzył akta sprawy izabrał się do czytania wszystkich informacji na temat Żercy, które Sekcja dotychczas zgromadziła.

Rozdział 6

Mimo że chodziło opotrójne zabójstwo, adokumentacja była wyjątkowo obszerna, Poe przejrzał wystarczająco dużo akt, by znaleźć najważniejsze informacje. Przeszedł od razu do wczesnego opisu pierwszego miejsca zbrodni sporządzonego przez starszego oficera śledczego. Te sprawozdania często okazywały się najbardziej pomocne, ponieważ zawierały pierwsze wrażenia osoby opisującej. Późniejsze raporty były owiele bardziej wyważone.

Starszym oficerem śledczym był główny nadinspektor Ian Gamble. Normalnie tak dużą sprawą zająłby się zespół badawczy, ale prowadził już inne śledztwo, więc Gamble – który pełnił także funkcję szefa Biura Śledczego – sam zgłosił się na to stanowisko, abiorąc pod uwagę zainteresowanie, zktórym media zaczęły spoglądać wstronę Kumbrii, było to całkiem rozważne posunięcie.

Gdy Poe go poznał, Gamble pracował jako inspektor. Był solidnym gliną, który prowadził śledztwa starannie, lecz bez wyobraźni. To on zwrócił uwagę na chemiczny zapach wyczuwalny przez odór benzyny unoszący się nad pierwszym miejscem zbrodni. Jego podejrzenia okazały się uzasadnione. Żerca wykorzystał domowej roboty substancję łatwopalną. Nic dziwnego, że zwłoki zmieniły się wzwęglone skorupy.

– Przerażające, co? – powiedziała Flynn. – Najwyraźniej jedyne, co trzeba zrobić, to dodawać kawałki pociętego styropianu do benzyny tak długo, aż przestaną się rozpuszczać. Spece od wsparcia technicznego powiedzieli, że wrezultacie otrzymuje się białą, przypominającą galaretę substancję, która osiąga tak wysoką temperaturę spalania, że wytapia tłuszcz. Kiedy do tego dochodzi, samo ciało zachowuje się jak paliwo ipłonie do momentu, kiedy po mięśniach ikościach nie zostaje ślad.

– Dobry Boże – szepnął Poe.

Przed wstąpieniem do policji przez trzy lata służył wszkockim pułku piechoty, Czarnej Straży, iprzeszedł trening wojskowy zużyciem granatów zapalających wypełnionych fosforem. Rezultaty były podobne. Gdy tylko substancja zapalająca wchodziła wbezpośredni kontakt ze skórą, nie sposób było jej usunąć. Wnajlepszym razie liczyło się na to, że płat skóry sam odpadnie. Gdy tak się nie działo, ciało płonęło dalej.

Pierwsza ofiara została zamordowana cztery miesiące temu. Graham Russell rozpoczął swoją redakcyjną karierę wlokalnym kumbryjskim szmatławcu czterdzieści lat temu, lecz szybko przeniósł się na Fleet Street. Tam awansował do rangi redaktora państwowej gazety, która była ostro krytykowana przez komisję lorda Briana Levesona, powołaną do życia wwyniku afery podsłuchowej wbrytyjskim środowisku medialnym. Osobiście nie został onic oskarżony, ale itak otrzymał sowitą emeryturę iwyjechał do Kumbrii. Żerca porwał go zjego niewielkiej posiadłości ziemskiej. Nie było żadnych śladów walki, ajakiś czas później został znaleziony na środku kamiennego kręgu Castlerigg niedaleko Keswick. Oprócz faktu, że jego zwłoki zostały doszczętnie spalone, wtoku postępowania wyszło na jaw, że Russell był torturowany przed śmiercią.

Poe zmarszczył brwi, przeglądając zapiski zwczesnego etapu śledztwa.

– Oco chodzi? Zawężona perspektywa?

Niedoświadczeni oficerowie śledczy czasami dopatrują się nieistniejących rzeczy. Choć Gamble’azcałą pewnością nie można było nazwać niedoświadczonym, od dłuższego czasu nie prowadził żadnego śledztwa w sprawiemorderstwa.

– Tak nam się wydaje, choć oni wszystkiemu zaprzeczają – odparła Flynn. – Jednak nadinspektor Gamble był przekonany, że pierwsze morderstwo to zemsta za dochodzenie Levesona.

Jednak dopiero po upływie kolejnego miesiąca, kiedy znaleziono ciało Joe Lowella, śledczy zoddziału prewencji przestali skupiać się na hakowaniu telefonów ofiar. Lowell nigdy nie miał nic wspólnego zbranżą wydawniczą. Pochodził zrodziny posiadaczy ziemskich, którzy od siedmiu pokoleń uprawiali rolę wpołudniowej części Kumbrii. Lowellowie są – izawsze byli – szanowanymi ipopularnymi członkami społeczności. Lowell został porwany zLowell Hall, rodzinnej posiadłości. Pomimo faktu, że mieszkał znim syn, nikt nie zgłosił zaginięcia. Jego ciało znaleziono pośrodku kamiennego kręgu Swinside, niedaleko Broughton-in-Furness wpołudniowej części hrabstwa.

Wkonsekwencji śledztwo przybrało jeszcze poważniejszy obrót. Porzucono całkowicie trop Levesona – do tego stopnia, że naniesiono poprawki do akt sprawy – iskupiono się na tym co zawsze: śledztwie wsprawie seryjnego mordercy.

Poe przeszukał teczkę wposzukiwaniu informacji okamiennych kręgach. Ponieważ wszystko wskazywało na to, że zabójcę coś znimi łączyło, Gamble zgromadził tyle informacji, ile tylko zdołał.

WKumbrii znajdowało się największe zagęszczenie kamiennych kręgów, samotnych głazów, obelisków, monolitów ikurhanów wcałej Wielkiej Brytanii. Wszystkie były unikatowe ipochodziły zróżnych okresów wdziejach – począwszy od wczesnego neolitu, skończywszy na epoce brązu. Niektóre były owalne, inne – okrągłe, część kamieni była zróżowego granitu, aczęść złupku. Garstka znich miała wewnętrzne kręgi zmniejszych kamieni. Większość nie. Gamble zaangażował wśledztwo wykładowców, aby wyjaśnili ekipie śledczej ich przeznaczenie, ale to niewiele wniosło. Teorie różniły się między sobą. Kręgi miały służyć do ceremonii pogrzebowych, były punktami na szlakach handlowych lub pomagały określać fazy księżyca ipozycje innych ciał niebieskich.

Jedyną rzeczą, co do której zgadzali się wszyscy badacze, było to, że wcałej historii kamiennych kręgów nigdy się nie zdarzyło, by wykorzystano je do złożenia rytualnej ofiary.

Rzecz jasna, pomyślał Poe, jutrzejsza historia tworzy się dzisiaj…

Rozdział 7

Poe czytał właśnie otrzecim morderstwie – Michael James, radny zokręgu South Lakes, który zmarł dwa tygodnie temu zjego nazwiskiem wyciętym na piersi – gdy natknął się na dokument, który sprawił, że roześmiał się na głos. Został napisany przez jednego zsierżantów pracujących przy śledztwie itylko jemu mogło się upiec opisanie zapachu na miejscu zbrodni jako „miazmatyczny”.

Był jednym znajwiększych błaznów izarazem jedną znajbardziej inteligentnych osób, jaką Poe kiedykolwiek spotkał. Należał do tego rodzaju ludzi, którzy grę planszową Connect 4 zakończyliby wtrzech ruchach. Nazywał się Kylian Reid ibył też jedynym prawdziwym przyjacielem, którego Poe miał wKumbrii. Poznali się jako nastolatkowie iod tamtej pory stali się nierozłączni. Poczuł ukłucie wyrzutów sumienia, że nie skontaktował się znim, odkąd wrócił wte strony. Był tak pochłonięty własnymi problemami, że nie przyszło mu to do głowy. Zbyt wiele ich łączyło, by ich drogi kiedykolwiek się rozeszły. Poe pożyczył telefon Flynn iotworzył aplikację ze słownikiem. Wpisał słowo „miazmatyczny”. Oznaczało ono cuchnące opary unoszące się zrozkładającej się materii organicznej. Ciekawe, ile osób przed nim też musiało posiłkować się słownikiem. Cały Reid. Dawał prztyczka wnos starszym przełożonym, robiąc znich idiotów. Nic dziwnego, że nadal był sierżantem.

Sytuacja prezentowała się znaczenie lepiej, skoro znów mieli razem pracować. Poe wziął do ręki resztę akt ipogrążył się wlekturze.

Po znalezieniu drugiej ofiary iwezwaniu Sekcji wraportach zaczęło się pojawiać nazwisko Flynn. Wtedy także media zaczęły naciskać, żeby znaleziono dla mordercy odpowiednią nazwę. Koniec końców, jak to zwykle bywało wtego typu sprawach, brukowce zwyciężyły, określając go mianem Żercy.

Poe przeczytał akta po raz pierwszy iodłożył teczkę na tylne siedzenie. Zamknął oczy irozmasował kark. Wkrótce znowu je przeczyta, każdą kartkę. Utrwali je wpamięci. Pierwsze czytanie było zaledwie przedsmakiem tego, zczym przyjdzie mu się zmierzyć. Sekcja ds. Analizy Poważnych Przestępstw rzadko kiedy była wzywana od razu, więc analizowanie akt wtaki sposób, jakby były starymi, nierozwiązanymi sprawami, stanowiło istotną umiejętność. Nie szukali tylko dowodów. Szukali błędów, które popełniły ekipy śledcze.

Flynn zauważyła, że Poe skończył czytać, ispytała:

– Jakieś wnioski?

Poe miał świadomość, że jest sprawdzany. Nie było go przez rok – Flynn ivan Zyl musieli mieć pewność, że nadaje się do tej pracy.

– Kręgi ispalenia to najpewniej ślepy trop. Mają znaczenie dla mordercy, ale nie poznamy go, dopóki nie zostanie schwytany. Morderca ma ogólny zamysł co tego, czego chce, ale bez problemu może to zmienić, jeśli rzeczywistość nie odpowiada jego wyobrażeniom.

– To znaczy?

– Pierwsza ofiara została poddana torturom, pozostałe nie. Zjakiegoś powodu to nie przyniosło zamierzonego efektu, którego oczekiwał. Więc przestał to robić.

– Michael James miał na piersi wycięte twoje nazwisko. Jak dla mnie to są tortury.

– Nie. Zrobił to zpowodu, którego jeszcze nie znamy. Ból, który spowodował, był przypadkowy. Grahamowi Russellowi ból zadano celowo.

Flynn kiwnęła głową, by kontynuował.

– Wszyscy mężczyźni byli zamożni iwtym samym przedziale wiekowym. Nie znaleźliście niczego, co potwierdzałoby, że się znali.

– Sądzisz, że wybiera ich przypadkowo?

Nie uważał tak, ale nie był jeszcze gotowy, by powiedzieć dlaczego. Potrzebował więcej informacji.

– Morderca chce, żebyśmy tak myśleli.

Flynn pokiwała głową, ale się nie odezwała.

– Żadna zofiar nie została zgłoszona jako zaginiona? – spytał Poe.

– Nie. Wszystkie zdawały się mieć autentyczny powód do przebywania poza domem. Dopiero kiedy zostały zamordowane, zorientowaliśmy się, jak daleko posunął się Żerca, by mieć pewność, że ich zniknięcie nie zostanie zgłoszone na policję.

– Co masz na myśli?

Poe wiedział, że akta zawierały tę informację, ale czasami lepiej było uzyskać od kogoś interpretację faktów.

– Samochód idane zpaszportu Grahama Russella zostały użyte, by zalogować się na stronę przewoźnika promowego, ajego rodzina otrzymała e-maile, wktórych informował, że przebywa na wakacjach we Francji. Joe Lowell wysłał bliskim wiadomości zNorfolk, wktórych pisał, że zatrzymał się uprzyjaciół iże do końca sezonu łowieckiego będzie polował na kuropatwy czerwone. Michael James mieszkał sam, więc nikt nie zwróciłby od razu uwagi na jego zaginięcie, ale whistorii jego wyszukiwarki znaleziono informację, że planował wyruszyć na wyprawę po destylarniach whisky na wyspach.

– Więc nie macie pewności, kiedy dokładnie ofiary zostały porwane?

– Nie bardzo.

Myślał przez chwilę, co to oznaczało, idoszedł do wniosku, że to tylko potwierdzało jego wcześniejsze przypuszczenia. Żerca był doskonale zorganizowany. Podzielił się zFlynn swoim spostrzeżeniem.

– Jak to możliwe? Przecież zostawia po sobie bałagan.

Poe pokręcił głową. Flynn wdalszym ciągu go sprawdzała.

– Ma pełną kontrolę nad miejscem zbrodni. Nie ma mowy oimprowizacji. Przynosi ze sobą wszystko, czego potrzebuje. Brak dowodów wmiejscach porwań izbrodni jest zdumiewający igodny podziwu, biorąc pod uwagę fakt, że naniesienie śladów jest nieuniknione, atechniki ich pozyskiwania jeszcze nigdy nie były tak zaawansowane jak obecnie. Przed trzecią ofiarą zainstalowano wkręgach urządzenia do podglądu, prawda?

– Tak, wwiększości. Kamery zkręgu Long Meg dopiero niedawno zostały zabrane.

– Awięc morderca jest przygotowany na takie wypadki – skonkludował Poe.

– Coś jeszcze?

– Zdałem egzamin?

Flynn się uśmiechnęła.

– Coś jeszcze?

– Tak. Waktach czegoś brakuje. Są ocenzurowane. Śledczy trzyma pewne szczegóły zdala od mediów. Co dokładnie?

– Skąd wiesz?

– Żerca może inie jest sadystą, ale jego zachowania są sadystyczne. To niemożliwe, żeby zostawiał ciała wnienaruszonym stanie.

Flynn wskazała na aktówkę leżącą na tylnym siedzeniu.

– Znajdziesz tam kolejną teczkę.

Poe przechylił się przez siedzenie iwyciągnął ją. Miała na wierzchu pieczątkę znapisem „poufne” iodręczną notatkę „Nie udzielać dostępu do akt bez pisemnej zgody głównego nadinspektora Gamble’a”. Poe nie otworzył jej.

– Słyszałeś kiedyś otak zwanej wycince?

Pokręcił głową.

– Określenie ukuła Narodowa Służba Zdrowia. Odnosi się do konkretnej pory roku – zwykle do letnich wakacji – gdy małe dziewczynki, niektóre nawet wwieku dwóch miesięcy, są wywożone zWielkiej Brytanii rzekomo zpowodu odwiedzin ukrewnych za granicą. Tak naprawdę jadą tam po to, by przejść obrzezanie. Wyjeżdżają wtrakcie długiej przerwy, żeby ich rany mogły się zagoić przed powrotem.

Poe orientował się nieco wtemacie okaleczania żeńskich narządów płciowych, bestialskiej praktyce polegającej na usuwaniu części genitaliów młodych dziewcząt, by mieć pewność, że nie będą mogły czerpać seksualnej przyjemności. Wierzono, że dzięki temu będą wierne icnotliwe. Wrzeczywistości ofiary tego procederu latami cierpiały zbólu iinnych medycznych problemów. Wniektórych kulturach rany nadal zszywano za pomocą kolców.

Nagle Poe zrozumiał, dlaczego Flynn mówi mu otym.

– On ich kastruje?

– Formalnie rzecz biorąc, nie. Odcina wszystko, całe przyrodzenie. Starannie ibez znieczulenia.

– Zbiera trofea – powiedział Poe.

Duży odsetek seryjnych morderców zatrzymywał części ciała swoich ofiar.

– Wzasadzie nie. Otwórz teczkę.

Poe zrobił to iprawie zwymiotował lunch. Pierwsze zdjęcie tłumaczyło, dlaczego nikt nie usłyszał krzyków ofiary.

Została zakneblowana.

Zdjęcie przedstawiało zbliżenie ust Grahama Russella: były zakneblowane jego własnymi genitaliami. Na kolejnych fotografiach widać było penis, jądra imosznę – które nadal były ze sobą połączone – już po usunięciu zust ofiary. Genitalia były poczerniałe po kontakcie zogniem na jednym końcu izaskakująco różowe inienaruszone na drugim. Poe przejrzał resztę zdjęć, wszystkie przedstawiały mniej więcej to samo.

Ito on miał być piątą ofiarą? Jakby stawka nie była już wystarczająco wysoka. Skrzyżował nogi wkolanach.

– Poe, znajdziemy go, zanim się do ciebie zbliży.

Rozdział 8

Głęboko wsercu Hampshire, na obszarze mieszczącym dawniej Bramshill Police College, znajdował się Foxley Hall. Choć college lata świetności miał już dawno za sobą, Foxley Hall wdalszym ciągu stanowił siedzibę Sekcji ds. Analizy Poważnych Przestępstw.

Jak na jednostkę, która starała się unikać zwracania na siebie uwagi ipracowała wcieniu, budynek był zaskakująco dziwaczny. Był szerszy niż wyższy imiał spadziste dachy, które prawie dotykały ziemi, co wyglądało, jakby Sekcja mieściła się wopuszczonym lokalu Pizza Hut.

Flynn spędziła noc wdomu. Poe wynajął pokój whotelu.

Miał niespokojną noc. Koszmary powróciły. Kiedy był wczynnej służbie, zmarli zawsze dotrzymywali mu kroku. Zakłócali jego sny imącili spokój. Powrót do Hampshire sprawił, że otworzyły się stare rany. Pomimo swoich złych uczynków Peyton Williams nie zasługiwał na śmierć. Na wczesnym etapie przesłuchań Poe obejrzał zdjęcia przedstawiające obrażenia, które pan Bristow zadał Williamsowi. Zęby wyrwane obcęgami, złamania spiralne wszystkich palców urąk, przebita śledziona, co ostatecznie okazało się przyczyną śmierci. Minęło sześć miesięcy, zanim Poemu udało się przespać całą noc.

Ateraz koszmary powróciły. Możliwe, że nigdy nie zniknęły…

Była ósma rano. Poe miał zostać odeskortowany do Foxley Hall na zasadzie oficjalnego gościa. Znudzony wyraz twarzy recepcjonistki zmienił się wuniżony, gdy zobaczyła swoją szefową. Przekazała Flynn pocztę iobrzuciła Poego nieuprzejmym wzrokiem.

– Apani to kto? – spytał Poe, odwzajemniając się równie wrednym spojrzeniem.

Co prawda miał na sobie dżinsy iwyglądał jak człowiek zgór, ale dziewczyna za chwilę się dowie, że Sekcja znów miała swojego sierżanta.

Recepcjonistka sprawiała wrażenie, jakby nie zamierzała odpowiadać, chyba że jej się każe. To był typowy problem na obszarach owysokiej stopie zatrudnienia: nikt nie traktował swojej pracy poważnie. Pieniądze, które zarabiali, były dla nich jak drobniaki.

– Diane, na twoim miejscu bym mu odpowiedziała – odezwała się Flynn znad sterty listów. – To sierżant Poe. Możesz mi wierzyć, że nie będzie tolerował takiego zachowania.

Zamiast tego Diane uśmiechnęła się złośliwie iodparła:

– Zastępca dyrektora Hanson czeka na panią wpani gabinecie.

– Naprawdę? – Westchnęła. – Lepiej nie wchodź mu wdrogę, Poe. Nadal obwinia cię oto, że nie dostał stołka dyrektora.

Hanson nigdy nie brał odpowiedzialności za swoje porażki. Brak awansu musiał wynikać zczyjegoś błędu albo był częścią szeroko zakrojonego spisku. Fakt, że poparł Talbota wsprawie Peytona Williamsa, nie kwalifikował się do żadnej ztych kategorii.

– Zprzyjemnością – odparł Poe.

Flynn odwróciła się do Diane.

– Idź izrób sierżantowi Poemu kawy. Zrób to, azostanie twoim przyjacielem na całe życie.

Poe iDiane spojrzeli na siebie. Oboje wto wątpili, ale Poe nie był wnastroju na kłótnie otak wczesnej porze. Flynn poszła spotkać się zHansonem, aDiane zaprowadziła Poego przez otwartą przestrzeń biurową do aneksu kuchennego. Gdy nalewała mu trochę kawy zekspresu, Poe zajął się oglądaniem biura, którym kiedyś zarządzał.

Sporo się zmieniło. Za jego czasów stoły ustawiano, jak się komu podobało, azpowodu zasad polityki międzywydziałowej rozkład biura stale się zmieniał. Nie przeszkodził temu, choć wiedział, jak strasznie irytuje to Flynn. Skoro chciała porządku, mogła zacząć dyrygować wszystkim jak prawdziwy sierżant.

Teraz, po awansie na inspektora, postanowiła skorzystać ze swoich uprawnień. Analitycy, spośród których rozpoznał kilka osób, ale większości nie kojarzył, siedzieli wokół zorganizowanego węzła centralnego. Układem przypominało to koło roweru, zbiurami istanowiskami specjalistów biegnącymi ze środka jak szprychy. Nie przypominało to typowej przestrzeni biurowej zboksami, ale zdrugiej strony zbytnio od niej nie odbiegało. Wpomieszczeniu słychać było jednostajny niski szum, na który składały się prowadzone przyciszonymi głosami rozmowy telefoniczne, stukot klawiatur iszelest papierów. Pomimo wczesnej pory nikt nie jadł przy biurku śniadania. To była kolejna rzecz, która doprowadzała Flynn do szału: ludzie przyjeżdżający do pracy, po czym marnujący pół godziny na zrobienie owsianki.

Co prawda Sekcja funkcjonowała sprawnie iskutecznie, ale wmniemaniu Poego miała wsobie równie dużo uroku jak biurowy e-mail. Gdyby był zmuszony spędzać tu więcej czasu, był pewien, że wciągu godziny zacząłby używać słowa „kurwa” jako przecinka.

Przynajmniej nadal wisiała tu ogromna mapa Wielkiej Brytanii. Poe podszedł do niej iprzeskanował ją uważnie wzrokiem. Mapa zdominowała całą ścianę. Różne kolory markerów, których użyto do zaznaczenia na niej poszczególnych punktów, przypominały znaczniki pogodowe. Oznaczono nimi miejsca, wktórych doszło do interesujących Sekcję przestępstw. Jeśli oznaczenia miały ten sam kolor, można było wysnuć teorię, że istniało wystarczająco dużo dowodów wskazujących na to, że zbrodnie są ze sobą powiązane. Analitycy nieustannie przeszukiwali prasę iraporty od jednostek terytorialnych wcelu wykrycia schematów ianomalii. Do części obowiązków Sekcji należało wszczynanie fałszywych alarmów – dostrzeżenie wzoru ipowiadomienie policji, że mogą mieć do czynienia zseryjnym mordercą lub gwałcicielem. Na ogół Sekcja się myliła.

Ale czasami miała rację.

Na terenie Kumbrii umieszczono trzy czerwone znaczniki. Intensywnie pracowano nad schwytaniem mordercy.

Wpomieszczeniu zapadła cisza, gdy ludzie zorientowali się, kto wszedł do biura zich przełożoną. Poe usłyszał swoje nazwisko wymawiane szeptem. Zignorował to. Nienawidził być wcentrum zainteresowania, ale wiedział, że to on był jego głównym powodem. Nie tylko dlatego, że jego nazwisko zostało wycięte na piersi mężczyzny leżącego na zimnym metalowym stole wkostnicy wCarlisle, ale również zpowodu sposobu, wjaki zarządzał wcześniej jednostką, gdy był inspektorem.

Oraz sposobu, wjaki odszedł. Nie powinien otym zapominać.

Ciszę przerwały czyjeś zduszone okrzyki. Dochodziły zjego starego gabinetu, który wzasadzie należał teraz do Flynn. Poe poszedł wtamtym kierunku. Choć większość wrzasków była niezrozumiała, od czasu do czasu padało jego nazwisko. Otworzył drzwi iwszedł do środka.

Hanson opierał się rękami obiurko Flynn, wbijając knykcie wdrewniany blat.

– Flynn, mówiłem ci już, że nie obchodzi mnie, co powiedział dyrektor. Nie powinnaś była przywracać go do służby.

Flynn ze spokojem znosiła jego wybuch.

– Formalnie rzecz biorąc, to nie ja go przywróciłam, tylko dyrektor van Zyl.

Hanson się wyprostował.

– Rozczarowałaś mnie, Flynn.

Poe chrząknął dyskretnie.

Hanson odwrócił się wjego stronę.

– Poe. Nie wiedziałem, że przyjechałeś razem zinspektor Flynn.

– Dzień dobry, sir – przywitał się Poe.

Hanson zignorował jego wyciągniętą dłoń.

Poe wiedział, że powinien przejmować się tym, że wicedyrektor nim gardzi, ale uznał, że owiele łatwiej będzie mieć to wdupie. Kiedy nie obchodziła cię własna praca, ludzie uwładzy szybko orientowali się, jak mało ona znaczyła.

– Uśmiechaj się, ile chcesz, Poe. Van Zyl popełnił błąd, przyjmując cię ponownie. Znowu coś spieprzysz, aon będzie zmuszony odejść, tak jak jego poprzednik. – Odwrócił się do Flynn. – Akiedy już stąd zniknie, dojdzie tutaj do wielkich zmian, Flynn.

To mówiąc, Hanson opuścił gabinet. Jak na prawdziwego króla symbolicznych gestów przystało, nie mógł się powstrzymać, by na odchodne nie trzasnąć drzwiami.

Flynn zorganizowała spotkanie zludźmi zdziału kadr. Im szybciej Poe zostanie formalnie włączony do służby, tym prędzej będą mogli wrócić do Kumbrii. Starszy oficer działu był już wdrodze do budynku Sekcji. Usiedli przy niewielkim stole konferencyjnym iczekali.

Poe wykorzystał ten czas, by sprawdzić, co Flynn zrobiła zjego dawnym gabinetem. Zanim wślizgnął się do środka, zauważył na drzwiach wypolerowaną na błysk mosiężną tabliczkę znazwiskiem Flynn. Za swojej kadencji miał do nich przyczepioną kartkę formatu A4 zdanymi wypisanymi markerem. Niebieskim, jeśli pamięć go nie myliła.

Chaos, wktórym pracował, został zastąpiony przez porządek iogólne poczucie opanowania. Podręczniki Blackstone’abyły ustawione wrzędzie na półce. Na samym końcu znajdował się mocno już zużyty egzemplarz Senior Investigating Officers’ Handbook. Poe miał wersję kieszonkową podręcznika – tak jak wszyscy detektywi – ale wyrzucił ją od razu po przeczytaniu. Owszem, zawierała użyteczne informacje, ale była dość przeciętna. Podręcznik pomagał wprowadzeniu logicznych idokładnych śledztw. Problem polegał na tym, że wszyscy robili to wjednakowy sposób. Choć Poe zgadzał się ztym, że musiał istnieć jakiś standard, podręcznik wcale nie pomagał wschwytaniu nadzwyczajnych morderców.

Przyjrzał się reszcie gabinetu. Czysty profesjonalizm. Żadnych osobistych drobiazgów wzasięgu wzroku. Kiedy pracował dla Sekcji, porządek na biurkach panował wyłącznie upozostałych pracowników. Jak można się było tego spodziewać, biurko Flynn nie było niczym zagracone. Stał na nim komputer inotatnik zniezapisaną pierwszą stroną. Do tego kubek zlogo Narodowej Agencji ds. Przestępczości pełen ołówków idługopisów.

Zadzwonił jej telefon. Przełączyła na tryb głośnomówiący iodebrała.

– Przyszedł Ashley Barrett zdziału kadr – zakomunikowała Diane.

– Dziękuję – odparła Flynn. – Niech wejdzie.

Barrett wszedł do środka, zwarty igotowy, zbrązową skórzaną aktówką wdłoni. Był wysoki iszczupły. Usiadł przy stole konferencyjnym.

– Nie chcę być niemiła, Ash – zaczęła Flynn – ale czy możemy mieć to już głowy? Musimy jak najszybciej wracać do Kumbrii.

Pokiwał głową, zerknął na Poego zukosa iwyjął zaktówki jakieś dokumenty. Położył je przed sobą na stole. Odkaszlnął dyskretnie, po czym zaczął recytować dobrze znaną sobie formułkę. Wyglądało to tak, jakby mówił na autopilocie.

– Jak pan dobrze wie, sierżancie Poe, zawieszenie jest uznawane za czynność neutralną, ito od odpowiedniej organizacji należy zdecydowanie otym, czy jest ono zasadne. Wczoraj, dyrektor wywiadu, Edward van Zyl, postanowił, pomimo faktu, że sprawa wdalszym ciągu jest rozpatrywana przez Niezależną Komisję Policji do spraw Skarg, że zakończenie wewnętrznego śledztwa jest jednoznaczne ze zniesieniem pańskiego zawieszenia. – Barrett przeszukał papiery. Wręczył Poemu jednostronicowy dokument ze słowami: – To pisemne potwierdzenie. Czy może pan podpisać się na dole strony?

Poe złożył podpis. Minęło dużo czasu, odkąd po raz ostatni posłużył się swoim „pracowniczym” podpisem – ledwie dającymi się odczytać bazgrołami, których nie odważyłby się umieścić na żadnym czeku. Dziwnie się poczuł, składając podpis, ale wpozytywnym sensie. Przesunął kartkę wstronę Barretta.

Zadzwonił telefon stacjonarny, więc Flynn wstała, by odebrać. Podczas gdy ona rozmawiała zkimś przyciszonym głosem, Barrett przystąpił do wypytywania Poego, czy ten chce skorzystać zprogramu pomocy dla pracowników, takich jak konsultacje zpsychologiem bądź szkolenie wznawiające zobsługi systemów komputerowych. Tak jak obaj się tego spodziewali, Poe odpowiedział przecząco na wszystkie pytania.

Po odhaczeniu kolejnego podpunktu wwielkiej księdze zasad działu kadr Barrett przeszedł do najlepszej części. Wyjął zaktówki szereg przedmiotów, które Poe uważał za narzędzia konieczne wwykonywaniu swojego zawodu. Wręczył mu służbowy telefon komórkowy, zaszyfrowany BlackBerry. Barrett wyjaśnił, że został uprzednio zaprogramowany izawierał listę kontaktów, których mógł potrzebować, izsynchronizowany z