Wiosnę przegapiłam - Katarzyna Koziorowska - ebook

Wiosnę przegapiłam ebook

Koziorowska Katarzyna

0,0
4,04 zł

lub
Opis

Poezja współczesna, której tematyka oscyluje wokół samotności pośród tłumu, sensu życia, istoty śmierci. To emocjonalna szamotanina, którą autorka próbuje obłaskawić w swojej twórczości.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 30

Oceny
0,0
0
0
0
0
0



Katarzyna Anna Koziorowska

Wiosnę przegapiłam

© Katarzyna Anna Koziorowska, 2020

Poezja współczesna, której tematyka oscyluje wokół samotności pośród tłumu, sensu życia, istoty śmierci. To emocjonalna szamotanina, którą autorka próbuje obłaskawić w swojej twórczości.

ISBN 978-83-8189-685-6

Książka powstała w inteligentnym systemie wydawniczym Ridero

Głos

cóż z miłości

kiedy wszyscy wiedzą

jak lepiej kochać

nakłuwasz cienką igłą strachu

nagie serce

wybucha jak niebieski balon

skradziony dziecku

w wesołym miasteczku

na tę myśl czekałam

od końca

wejdź do środka czuj się jak u siebie

zlizywałam łzy

z policzków Boga

nie postanawiam poprawy

pokutę zostawię

na potem

samotność kąsa nagie kostki

włamuje do środka

choć drzwi od dawna zaryglowane

nie warto dotykać

grozi śmiercią lub

co grosza

kalectwem

czekałam aż wzejdzie biały ptak

wysłany przez niekochany sen

za rogiem

czeka Bóg

po brodzie ścieka miąższ zakazanego owocu

nie tego wymagałam od marzeń

choć pociąg się wykoleił

pokonam pieszo resztę drogi

czuję zapach łez

znajomą woń dzieciństwa

lęk łasi się do serca

wzlatuje niepokalanym motylem

ostatnie zdanie

stanęło kością w gardle

nie do twarzy Ci z uśmiechem

nie znam kobiety

z lustra

wprowadziła się wczoraj

niosę Twą ciężką powiekę

ciągnę bagaż z cieniem

nie odróżniam dnia od nocy

miłości od nienawiści

strachu od rozkoszy

zbaw mnie tak

żeby zabrakło mi tchu

żeby ludzie mówili

zwierzęcym głosem

Pół kilo sumienia

poprzez ciszę

wpadamy na obojętność

spijamy samotną skargę

zalęgła się w myśli

i błaga o jeszcze

poprosiłabym o pół kilo sumienia

czas wyważył drzwi

żeby nauczyć się oddychania

potrzebowałam trzydziestu lat dzieciństwa

bajka trwa

historia przechodzi do przyszłości

sklejone bujne wargi

przerażają podróżnych

usiłowałam przejrzeć się w lustrze

ktoś podmienił odbicia

patrzę miłości prosto w serce

kryzys przesądzony

nadzieja martwa na dnie

tylko łzy dzielą nas

kurtyną niedokończonego słownika

Poszukiwania

szukam

milczenia broni

naprędce spisany życiorys

sekundy wyblakły

nie czuję smaku

nawet wiatr wieje

w odwrotną stronę

na przekór

palce kurczą się

nie rozpoznam śladów

ryzykuję śmiercią

została wydmuszka czasu

jeszcze kolorowe są

świeżo wypowiedziane słowa

zamknęłam je pieczołowicie

w klatce języka

złuda gryzie w pięty

milczeniu brakuje jedynki

trzeba od nowa

uczyć się starości

Proszę zapytać sąsiadów

ciężkostrawna noc

pamięć bez przeszłości

czas uwierający

w mały palec

miłość tu już nie mieszka

proszę zapytać sąsiadów

szukam różnicy

między życiem a prawdą

gorąco mi w serce

nie mogę spać

choć czas ponagla skargę

z litości rozmazana szminka

krnąbrność zaspokaja przyszłość

zasłużyłeś

na rozkojarzoną chwilę

sen nie widzi wyjścia

zza przerośniętych powiek

pozostał odłamek chwili

bez wstępu i zakończenia

U Pana Boga

cierpliwość

może pozbawić lewej dłoni

tego się trzymajmy

wybuchła myśl

posypały się odłamki żył

trudno wierzyć w Boga

trudniej w człowieka

milczenie przyjdzie

z odsieczą

jutrzenka rozrośnie nowotworem

została porzucona kropla sumienia

czekałam

zanim rozpierzchnie się puenta

znajdziemy ukojenie za kurtyną

której nikt nie udźwignie

tylko śmierć przemija

nie znalazłszy środka początku

oddech zamienia w dotyk

warujący u pięt

spodziewający się Boga

Świeża pamiątka

wyzute kroki

rozsypują się pod powiekami

świat stacza do spierzchniętych warg

brnie z trudem

przez opustoszałe żyły

świeża pamiątka po przyszłości

zwinięta w kłębek

grzeje moje stopy

oprócz życia

został strach

przed tym co warte

nowotwór drąży język

z rozkoszy przed starością

rozrzucam ramiona

w sidła wpada niepełnosprawna noc

nie na szczęście liczyłam Panie

jestem okruchem na Twoim talerzu

pamięcią jak nie należy być

to noc chora na białaczkę

niewidomy świt

w którą stronę do przeszłości

do przeterminowanej winy

chodźmy pokażmy światu drogę

do ciepłych krajów

chwila rozproszy wieczność

bezczelnie się wprosiła

i została

Pozostałości sumienia

cisza przesiąknięta językiem

żyję przykładnie

lecz

uczą mnie obcego języka

nie potrafię spać