Wydawca: Harlequin Polska Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2013

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Wiosna w sercu - Abigail Gordon

Młoda doktor Ruby Hollister tuż po studiach wraca do rodzinnego Swallowbrook, ale chwilowo nie ma się gdzie podziać. Przystojny doktor Hugo Lawrence niechętnie proponuje jej mieszkanko nad garażem swojego domu. Doktor chce cieszyć się wolnością i nie ma ochoty opiekować się zagubioną koleżanką z pracy. Szybko jednak ta wolność przestaje mu smakować...

Opinie o ebooku Wiosna w sercu - Abigail Gordon

Fragment ebooka Wiosna w sercu - Abigail Gordon

Abigail Gordon

Wiosna w sercu

Tłumaczenie: Iza Kwiatkowska

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Parkując pod domem, który przez ostatnie półtora roku traktował jako tymczasowe miejsce pobytu, Hugo Lawrence poczuł się dziwnie, gdy pomyślał, że teraz ta posiadłość należy do niego, a poprzedni mieszkańcy gdzie indziej rozpoczynają nowe życie.

Wolnostojący dom z kamienia w posiadłości Lakes Rise, posadowiony na wzgórzu nad jeziorem, wcześniej był własnością jego siostry Patrice i jej dwóch córek. Mąż Patrice umarł półtora roku wcześniej na serce, ale pogrążona w rozpaczy Patrice nie potrafiła się otrząsnąć z powodu straty, więc przez wzgląd na jej dzieci Hugo zrezygnował z pracy na południu Anglii i przeprowadził się do Swallowbrook, bliżej rodziny.

Podtrzymywanie ich na duchu i rozwiewanie ich lęków po śmierci ukochanego męża i ojca okazało się wyczerpującym doświadczeniem, które jednocześnie unaoczniło Hugonowi, na co można się narazić, kochając kogoś za bardzo. On i Patrice stracili rodziców, gdy mieli po kilkanaście lat, więc jako starszy opiekował się siostrą, nieraz stawiając jej dobro na pierwszym miejscu.

Udane małżeństwo Patrice zdjęło z niego brzemię odpowiedzialności na pięć lat. Teraz, kiedy wyjechała do Kanady, nareszcie odetchnął z ulgą. Nie, nie żałował poświęconego siostrze czasu, cieszył się jednak, że Patrice zaczyna nowe życie, a on nareszcie może spokojnie zapuścić korzenie w nowym miejscu.

Kiedy Patrice go poinformowała, że zamierza sprzedać Lakes Rise, postanowił kupić dom. Polubił pracę w miejscowej przychodni oraz dwoje pozostałych lekarzy, poza tym była to wyjątkowa okazja, tym bardziej że z domu rozciągał się urzekający widok na otoczone wzgórzami jezioro.

Już się cieszył, że otworzy drzwi, wejdzie do środka i nareszcie uczci zakończenie przeprowadzki do Lakes Rise. Bez żadnych zobowiązań. Weźmie prysznic, zje coś, otworzy wino i zasiądzie przed telewizorem albo uda się do pubu Pod Dziką Kaczką, żeby pogadać z ludźmi, z którymi zdążył się zaprzyjaźnić. A na koniec spocznie na swoim wielkim łożu, wolny od wszelkich trosk.

Najpierw jednak musiał wypakować z samochodu rzeczy z poprzedniego mieszkania i większe sztuki tymczasowo ustawić w garażu. Już miał otworzyć kufer, gdy usłyszał kobiecy głos.

Ujrzał ją w świetle latarni. Kobieta miała na sobie czerwoną pelerynę z kapturem i czarne botki na niewiarygodnie wysokich obcasach. Obok niej stała ogromna waliza w kwiaty.

– Przepraszam – odezwała się zmęczonym głosem. – Może wie pan, gdzie znajdę Libby Gallagher? Nie ma jej w domu, a pan jest pierwszą osobą, którą widzę, odkąd wysiadłam z pociągu. Gdzie się wszyscy podziali?

– Pewnie siedzą przy kolacji. – Wzruszył ramionami. – Swallowbrook ożyje, jak ruszą do pubu.

– Niech pan nawet nie wspomina o jedzeniu – jęknęła, nie ruszając się z miejsca. – Umieram z głodu.

– Libby się pani spodziewała? To do niej niepodobne, żeby nie czekała, skoro się umówiła.

– Wie, że miałam wrócić do Swallowbrook i nawet zaproponowała, żebym się u nich zatrzymała, dopóki nie znajdę jakiegoś mieszkania, ale szczegółowo się nie umawiałyśmy.

– Innymi słowy, nie spodziewa się pani.

– No nie.

Hm, Libby i Nathan są w domu na wyspie, na samym środku jeziora, gdzie od ślubu razem z Tobym, adoptowanym synkiem Nathana, spędzają każdy weekend.

Z powodu nieznajomej, która nawet ich nie uprzedziła, że przyjedzie, nie zamierzał zawracać im głowy. Na najbliższe dwie noce będzie musiała poszukać sobie innego lokum. I to jak najdalej od niego.

– Wiem, gdzie oni są, ale wrócą dopiero w poniedziałek rano, więc musi pani znaleźć sobie gdzieś nocleg. Może pani spróbować w pubie, mają tam kilka pokoi. Przepraszam, ale teraz muszę...

Najwyraźniej nie przyjęła tej aluzji do wiadomości.

– Domyślam się, że zna ich pan dobrze, ale tutaj tak jest, prawda? Libby mówi, że tu wszyscy się znają.

Westchnął. Nie był w nastroju do pogawędek, ale wypadało zdobyć się na uprzejmość.

– Tak, znam ich bardzo dobrze. Jestem Hugo Lawrence i pracuję z nimi w przychodni.

– O, to być może wspomnieli panu o mnie. Ruby Hollister – przedstawiła się. – Mam odbyć u was staż.

Jeszcze raz się jej przyjrzał. Niemożliwe, żeby to była ta dziewczyna, na której Libby i Nathanowi tak zależy. Najlepsza absolwentka studiów medycznych w całej Anglii. Kilkakrotnie rozmawiali o zatrudnieniu nowego lekarza, ponieważ Libby była w zaawansowanej ciąży i zamierzała mniej czasu poświęcać pacjentom, a po porodzie planowała poświęcić się wyłącznie Toby’emu oraz niemowlęciu. Dowiedział się od nich, że w wieku kilkunastu lat Ruby Hollister wraz z rodzicami wyprowadziła się ze Swallowbrook, ale zawsze marzyła, by po studiach tu wrócić.

– Teraz wszystko jasne – mruknął. – Słyszałem o pani, ale w zeszłym tygodniu wyjechałem i nie miałem pojęcia, że pani przyjazd nastąpi tak szybko.

Stała oparta o walizkę, wyraźnie zmęczona. Poczuł, że nie może odesłać jej do pubu, a skoro już miał jasność, z kim ma do czynienia, bez entuzjazmu wskazał dom.

– Zapraszam do środka. Zastanowimy się, co z panią zrobić do powrotu Libby i Nathana.

– Dziękuję, bardzo pan miły – odparła cicho, potulnie oddając mu walizkę.

W salonie przysiadła na brzegu kanapy, ospale rozglądając się po pokoju. Nie miał pojęcia, co ją tak zmęczyło, ale widział, że jest u kresu sił.

– Napije się pani brandy czy może herbaty z cukrem?

– Poproszę o herbatę – odparła, wpatrując się w niego ciemnymi oczami. – Nie miałabym też nic przeciwko grzance, jeśli ma pan w domu trochę chleba. Bo przecież pan wyjeżdżał.

– Tyle jeszcze mam – odparł, z niechęcią myśląc o tym, że przez resztę wieczoru będzie zmuszony zabawiać rozmową młodszą koleżankę.

Ale gdy wrócił z herbatą i grzanką, spała wtulona w poduszki, nadal w pelerynie, a obok kanapy na dywanie stały jej kozaczki. Nie pozostawało mu nic innego, jak okryć ją pledem i udać się do kuchni, by przygotować kolację, którą sobie obiecywał, biorąc poprawkę na niezapowiedzianego gościa. Po kolacji zasiadł z książką w fotelu na wprost niej.

Dlaczego tak nieoczekiwanie się tu pojawiła? Jako szefowa przychodni Libby nie wybrałaby się na wyspę, wiedząc, że Ruby ma przyjechać.

Czas płynął, a ona spała. O dziesiątej Hugo uznał, że należałoby się dowiedzieć, czy w pubie jest wolny pokój. Był gotowy za niego zapłacić, byle zagwarantować sobie długo wyczekiwaną samotność, ale nie miał serca budzić Ruby i skazywać jej na nocleg w obcym miejscu.

W końcu zaniósł ją do swojej sypialni, pocieszając się myślą, że tam będzie bezpieczna.

O świcie obudził go nieznośny ból karku, a jego pierwsze myśli powędrowały do kobiety na piętrze. Śpi czy może mu się przyśniło, że pojawiła się nie wiadomo skąd i popsuła mu pierwszą spokojną noc?

Brzęk naczyń w kuchni uświadomił mu jednak, że nie był to sen. Gdy zajrzał do kuchni, Ruby parzyła herbatę i piekła grzanki.

– Doktorze, przepraszam, że narobiłam wczoraj tyle kłopotu. Miałam za sobą koszmarny dzień i naiwnie przyjęłam, że zastanę Libby i Nathana. – Przysiadła na krześle. – Z myślą o przeprowadzce do Swallowbrook zrezygnowałam z mieszkania, które wynajmowałam z koleżanką. Wczoraj rano miałam wizytę u lekarza, ale jak wracałam, popsuł mi się samochód. To nie wszystko. Bo jak dotarłam do domu, to się okazało, że ta moja „koleżanka” już wpuściła kogoś do mojego pokoju, więc spakowałam rzeczy i stanęłam wobec widma bezdomności. – Wzruszyła ramionami. – Jedynym wyjściem było przyjechać tu dwa tygodnie przed czasem. Wiem, powinnam była się upewnić, że zastanę Libby, ale byłam w takim stanie, że o tym nie pomyślałam. Teraz już pan wie, dlaczego błąkałam się tu jak potępiona dusza, kiedy pan przyjechał. – Odgarnęła włosy z policzka. – Jak się czegoś napiję i coś zjem, zwrócę panu wolność w tym pięknym domu. Długo pan tu mieszka?

– Prawie dwa lata jako gość, a od tygodnia jestem jego właścicielem. Należał do mojej siostry, ale go od niej odkupiłem, gdy postanowiła zamieszkać za granicą. Faktycznie, miała pani wczoraj paskudny dzień. Mam nadzieję, że dodatkowo się do tego nie przyczyniła ta wizyta u lekarza.

W przekonaniu, że powiedział wystarczająco dużo, nalał sobie herbaty, posmarował masłem grzankę i usiadł przy stole.

Jak on potrafi być tak chłodny i opanowany? – pomyślała Ruby, czując, że ten najprzystojniejszy facet pod słońcem tylko czeka, by sobie poszła. Trudno mu się dziwić. Spała w ubraniu i wygląda koszmarnie, zasnęła na jego kanapie, a on zaniósł ją, nie budząc, do swojego łóżka. Wolała sobie nie przypominać, jak zrzedła mu mina, gdy się dowiedział, że ona ma być nowym lekarzem w lokalnej przychodni.

Piękny dom i piękny facet. Chyba sam tu mieszka, co by znaczyło, że jest rozwiedziony, wybredny albo póki co lubi się zabawić. Tak czy owak, trudno go nazwać człowiekiem towarzyskim, ale kto by był, oddawszy swoje łóżko obcej kobiecie?

Wysoki, przystojny, niebieskooki.

Będzie go widywała w pracy, co w dużej mierze powinno przesłonić dramatyczne wydarzenia wczorajszego dnia, ale nie do końca. Jej jedyną miłością jest medycyna i tak pozostanie, bo medycyna musi jej zapełnić lukę, jaką w jej życiu spowodował ponury kaprys natury.

Była najlepszą studentką na roku, ale nie zamierzała się z tym w przychodni afiszować. Każdy, kto by to usłyszał, na pewno chciałby się dowiedzieć, dlaczego wybrała wegetację w prowincjonalnej lecznicy.

Powód miał charakter sentymentalny. Kiedy była nastolatką, wraz z całą rodziną musiała przeprowadzić się na północ, bo tam ojciec dostał pracę. Akurat wtedy jej braciszek poważnie zachorował i tylko natychmiastowa reakcja szefa tutejszej przychodni uratowała mu życie.

W rozmowie z Libby Gallagher dowiedziała się, że jej teść, John Gallagher, który uratował Robbiego, jest już na emeryturze, a przychodnię przejął jej mąż.

Rodzina Ruby opuściła Swallowbrook, gdy udało się zapanować nad chorobą Robbiego, ale ona nigdy nie zapomniała, ile personel przychodni zrobił dla jej brata. Wyjeżdżając, obiecała doktorowi Gallagherowi, że tu wróci.

Kiedy przypomniała się Nathanowi, który jak przez mgłę ją pamiętał, i powiedziała, że jest najlepsza na roku, od razu otrzymała wymarzoną pracę.

Nie mogę jej wyrzucić, licząc, że Pod Dziką Kaczką będzie wolny pokój, pomyślał Hugo. Jest niedziela, wpół do dziewiątej rano, w miasteczku ani żywej duszy.

Co jej zaproponować w ten chłodny wiosenny poranek? Nad garażem jest mieszkanie. Gdyby wczoraj tak szybko nie zasnęła, wspomniałby o nim. Mogłaby tam przemieszkać do poniedziałku.

Takie rozwiązanie miałoby dwie zalety: oczyściłoby mu sumienie, że chce się jej pozbyć, oraz by go uspokoiło, bo dziewczyna miałaby gdzie się podziać.

Dawniej pomieszczenie nad garażem było gabinetem i salonikiem jego szwagra, a gdy umarł, jedną z pierwszych przytomnych decyzji Patrice było przerobienie go na mieszkanko. Od Wielkanocy wynajmowała je wczasowiczom, by podreperować budżet. Teraz stało puste.

Ruby go obserwowała, zastanawiając się, co jej powie. Czuła, że popsuła mu weekend, i nie spodziewała się takiej propozycji.

– Nad garażem jest mieszkanie – powiedział. – Jeśli pani chce, to do jutra może pani tam pomieszkać. W lodówce i zamrażarce mam mnóstwo jedzenia. Jeżeli zdecyduje się pani zostać, proszę wziąć, co pani chce.

Omal się nie rozpłakała, bo nie miała najmniejszej ochoty wędrować po miasteczku w poszukiwaniu lokum.

– Fantastycznie. Jeżeli jest tam wanna, to z chęcią bym spłukała z siebie wczorajszy stres.

– Jasne, tam jest łazienka – rzucił sucho. – A teraz proszę wybaczyć, bo słyszę, że przyszła niedzielna prasa. Muszę się zapoznać z tym, co dzieje się na świecie. – Zatrzymał się w drzwiach, jakby jego ton nie był wystarczająco lekceważący. – Kiedy będzie pani gotowa, to tam pójdziemy.

– Już jestem gotowa.

– Wobec tego proszę wybrać sobie coś do jedzenia, a ja zniosę walizkę. Im prędzej się pani tam zainstaluje, tym szybciej dojdzie do siebie, mimo że to tylko na jedną noc.

A tobie spadnie kamień z serca, pomyślała. Z ostanę tylko na jedną noc, a potem odzyskasz tę swoją ukochaną prywatność, ale i tak będziesz musiał mnie znosić w przychodni. I mocno się zdziwisz, bo moja iskra przygasła.

– Jak tu ładnie! – wyrwało się jej, gdy stanęła w otwartej kuchni. Jej wzrok powędrował w stronę okna. – Przez drzewa widać jezioro!

Hugo sprawdzał oświetlenie i ogrzewanie. Nie odezwał się.

– Mam nadzieję, że znajdę coś podobnego – powiedziała ze smutkiem, czekając, czy dotrze do niego ta aluzja, ale się zawiodła.

Hugo upewnił się, że wszystko działa.

– Libby i Nathan zazwyczaj wracają w poniedziałek koło siódmej rano, więc już wtedy będzie pani mogła się z nimi skontaktować. Jeżeli wyprowadzi się pani po moim wyjściu, to proszę klucz wrzucić do skrzynki na listy – zakończył i wyszedł... do swoich niedzielnych gazet.

Ona tymczasem się rozpakowała, wykąpała i przebrała w dżinsy oraz sweter, by udać się na spacer nad jezioro. Wychodząc, starała się nie przechodzić pod oknem doktora Lawrence’a, by nie przeszkodzić mu w lekturze.

Gdy znalazła się nad wodą, kompletnie o nim zapomniała, urzeczona widokiem łodzi i żaglówek sunących na tle wzgórz, odwiecznych strażników doliny.

Dobrze, że wróciła do Swallowbrook. Cieniem kładzie się jedynie zamknięty w sobie doktor Lawrence, któremu nie udało się wyrzucić jej ze swojej orbity. Jeśli miała o sobie wysokie mniemanie, to prysło ono w rywalizacji z niedzielnym wydaniem gazet.

Na kolację poszła do pubu, bo po tylu godzinach samotności własne towarzystwo zaczęło ją nieco nudzić. Gdy znalazła się w środku panującego tam gwaru, uczucie osamotnienia powoli ją opuściło.

Zasiedziała się przed kominkiem tak długo, że głos doktora Lawrence’a ją zaskoczył. Na jego widok zerwała się na równe nogi, jakby przyłapał ją na niecnym uczynku.

– Jeśli pani chce już wracać, to panią odprowadzę – powiedział, ale gdy miała zaprotestować, dodał: – O tak późnej porze nie powinna pani chodzić sama.

Bez słowa ruszyła do drzwi, a on, idąc za nią, uprzytomnił sobie, jak pusty był do tej pory ten wieczór. Kiedy wyprawił ją do mieszkania nad garażem, spodziewał się, że jego życie nareszcie wróci do normalności, ale okazało się, że nie może znaleźć sobie miejsca. Teraz, po spotkaniu przy drinkach z przyjaciółmi i znajomymi, znowu skacze wokół kobiety, która prawdopodobnie nie ma nic przeciwko temu, by cały wieczór spędzić samotnie, nie mówiąc o przejściu na piechotę z pubu do domu.

Dłuższy czas szli w milczeniu. Pierwsza odezwała się Ruby, zawstydzona, że irytuje ją jego opiekuńczość.

– Byłam dzisiaj nad jeziorem i bardzo się ciszę, że znowu tu jestem. Często pan tam chodzi? – Nic lepszego nie przyszło jej do głowy. Uśmiechnęła się, gdy odpowiedział.

– To właśnie jezioro sprawiło, że zdecydowałem się nie wracać na południe. Pamięta pani dom na wyspie? To tam Libby i Nathan spędzają weekendy. Tu, w miasteczku, mieszkali w sąsiadujących domach, ale po ślubie postanowili je połączyć. Gdyby nie to, mogłaby pani zamieszkać w jednym z nich.

– Coś sobie znajdę, nawet gdybym miała spać na ławce w parku albo w pustym hangarze – zapewniła go, zdając sobie sprawę, że to, gdzie ona się zatrzyma, wkrótce przestanie być jego problemem. – Raz jeszcze dziękuję za towarzystwo. Co teraz pan zrobi? Wróci pan do pubu?

– Możliwe. – Dał jej do zrozumienia, że nie będzie na każde zawołanie.

ROZDZIAŁ DRUGI

Wracając do świateł i gwaru w pubie, czuł, że jest mu głupio, że Ruby zerwała się na równe nogi, gdy tylko go zobaczyła, jakby chciała uniknąć bliższego kontaktu.

Od razu zauważył, że przebrała się w dżinsy, białą kurteczkę i buty turystyczne. Była zdecydowanie niższa i szczuplejsza niż w botkach na wysokich obcasach i w pelerynie. Gdy szedł za nią do wyjścia, przyszło mu do głowy, że życie lekarza pierwszego kontaktu nie zawsze jest łatwe. Czy podoła temu osoba tak krucha jak Ruby?

Pod domem, kierowany postanowieniem, że nadal musi zachowywać dystans, od razu ruszył z powrotem do pubu. Ale nie dawało mu spokoju spostrzeżenie, że chociaż Ruby przekreśliła jego plany na spokojny weekend, to nie popełniła ani jednej gafy, a mimo to on traktuje ją jak zadżumioną.

Perspektywa drinka z kumplami nagle przestała być atrakcyjna, zatem zawrócił. Okna w mieszkaniu Ruby były ciemne, więc sprawdził, czy drzwi są pozamykane, po czym wszedł do domu.

Leżąc w ciemnościach, słyszała, jak Hugo szarpie za klamkę. Gdyby chodziło o innego mężczyznę, można by się zastanawiać nad jego motywami, ale to był Hugo Lawrence. On nie ma wobec niej żadnych planów.

Upewnia się jedynie, że ona do rana nie będzie zawracać mu głowy, bo chociaż zatroszczył się o jej bezpieczeństwo, nie ukrywał, że najbardziej zależy mu na własnej prywatności.

Może za jakiś czas, kiedy pozna go lepiej, a to jest nieuchronne, zaproponuje mu zmianę nazwy posiadłości z Lakes Rise na Pustelnię. Ciekawe, czy go to rozbawi.

Ale są sprawy ważniejsze niż jej oschły gospodarz. Z powodu nadmiaru wrażeń oraz zmęczenia poprzedniego dnia na krótko zapomniała o tym, co usłyszała od hematologa w trakcie badania w szpitalu, w mieście, w którym studiowała.

Nie było to nic nowego, podobne rozmowy prowadziła w różnych szpitalach zajmujących się jej problemem i nie wydarzyło się nic, co by zmieniło jej decyzję. Mimo to z trudem godziła się z myślą, że musi to akceptować do końca życia. Nie wybaczyłaby sobie, postępując inaczej. Ale jak się zachowa, gdy nadejdzie dzień próby?

Żeby nie roztrząsać ponurej przeszłości, zaczęła rozmyślać o tym, że rano rozpocznie się nowy rozdział w jej życiu, że zacznie pracować jako lekarka w przychodni w Swallowbrook zgodnie z tym, co sobie obiecała lata temu. Może będzie jej lżej ze świadomością, że przyda się w ośrodku, który tyle zrobił dla jej rodziny w trudnych dla nich chwilach. I tak jej myśli zatoczyły koło.

Koszmar się zaczął, gdy Robbie był malutki, a ona miała czternaście lat. Już mieli wyjeżdżać do Tyneside, gdzie ojciec dostał pracę, gdy Robbie dostał pierwszego krwotoku, a doktor Gallagher błyskawicznie wkroczył do akcji. Godzinami siedziała przerażona przy łóżku braciszka, podczas gdy rodzice starali się pogodzić z faktem, że być może mają do czynienia z hemofilią, że rodzina jest obciążona genetycznie uwarunkowaną chorobą.

Musieli ze Swallowbrook wyjechać jak najszybciej, by ojciec nie stracił kontraktu, więc stanęło na tym, że wyniki badań Robbiego zostaną przesłane bezpośrednio na oddział hematologii w szpitalu najbliżej ich nowego miejsca zamieszkania.

Wyniki okazały się dodatnie. Przyczyną tak obfitego krwawienia był brak czynnika krzepnięcia krwi. Robbie odziedziczył tę chorobę po matce, która nie zdawała sobie sprawy, że jest nosicielką wadliwego genu.

Teraz chłopiec miał dwanaście lat, dzięki nowym lekom i terapiom czuł się całkiem dobrze, ale niepokój nie opuszczał jego rodziców oraz siostry, która też musiała się zmagać z problemem.

Zasnęła udręczona rozmyślaniem o przeciwnościach losu, a obudziła się w pokoju zalanym blaskiem słońca. Za oknem szumiały silniki łodzi motorowej, regularnie kursującej po jeziorze.

Ocknąwszy się w sypialni, do której dwa dni wcześniej wniósł Ruby, Hugo czuł, jak w głowie kłębią mu się najprzeróżniejsze myśli. Nic w tym dziwnego, bo Ruby na krótko stała się jego lokatorką, a wkrótce podejmie pracę w przychodni. Ma pracę, ale gdzie ma zamiar mieszkać?

Na razie mieszkanie nad garażem stało wolne, bo sezon turystyczny, a co za tym idzie rezerwacje, zaczynał się dopiero po Wielkanocy. Dlaczego nie miałby zaproponować Ruby, oczywiście gdyby była zainteresowana, że wynajmie je na dłużej?

Bardzo się jej podobało, gdy ją tam zaprowadził. Bo to mieszkanko rzeczywiście jest wyjątkowo ładne. Dla kogoś takiego jak ona, kto zapewne musi spłacać pożyczkę zaciągniętą na studia, mógłby się zdobyć na wspaniałomyślnie niski czynsz, pod warunkiem, że będzie trzymała się zasad. On mógłby wtedy mieć czyste sumienie, że trochę ułatwił jej powrót do Swallowbrook.

Wiedział wcześniej, że wkrótce ma do nich dołączyć młoda lekarka pochodząca ze Swallowbrook, która już od dziecka marzyła, by wrócić tu jako lekarz.

Wraz z pozostałą dwójką lekarzy uznali, że należy zatrudnić tę młodą zdolną osobę, ponieważ w związku z ciągle rosnącą liczbą domów wznoszonych w okolicy zwiększyła się liczba pacjentów i, co więcej, Libby zamierzała wkrótce całkowicie poświęcić się macierzyństwu.

Był przekonany, że Gallagherowie