Willa w Hiszpanii - Dani Collins - ebook
Opis

Sorcha Kelly przez wiele lat była asystentką hiszpańskiego biznesmena Cesara Montero. Od początku postawiła sprawę jasno: żadnych romansów w pracy. Cesar był nią zafascynowany i bardzo chciał, by zmieniła zdanie. Gdy nadchodzi czas na ustalony od dawna przez rodzinę ślub Cesara, Sorcha składa wymówienie. Skoro już razem nie pracują, to Cesar nakłania ją, by spędzili razem noc. Po tej nocy cały jego plan na życie staje pod znakiem zapytania…

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 154

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Dani Collins

Willa w Hiszpanii

Tłumaczenie: Barbara Bryła

PROLOG

Osiem miesięcy wcześniej…

Sorcha Kelly zdecydowanym krokiem wkroczyła do szpitala. To trwało już blisko trzy tygodnie. Musieli jej pozwolić się z nim zobaczyć. Zwłaszcza teraz, kiedy wiedziała. Nie tylko podejrzewała, ale wiedziała już na pewno, że jest w ciąży.

Wcześniej rodzina Cesara Montera widziała w niej tylko jego asystentkę. Całkowicie oddaną. Wszyscy doceniali jej poświęcenie. Bez niej nie byliby w stanie przekazać prowadzenia międzynarodowej firmy z powrotem w doświadczone ręce jego ojca. W tych pierwszych dniach po wypadku była wprost nieoceniona. Ale była tylko jego asystentką, a on leżał nieprzytomny i odwiedzać mogli go wyłącznie członkowie najbliższej rodziny. Oraz narzeczona, oczywiście.

W jaki sposób nieprzytomny mężczyzna mógł się zaręczyć? Sorcha właśnie tego chciała się dowiedzieć. Oprócz spotkań na kilku rodzinnych uroczystościach, Cesar nawet Diegi nie widywał. Porozumienie między rodzinami dotyczące połączenia aktywów na drodze małżeństwa było wprawdzie oczekiwane, ale nie zostało oficjalnie potwierdzone. To matka Cesara naciskała na sformalizowanie zaręczyn. Cesar tamtego dnia wyznał, że nie chciał tego robić.

Oczywiście jego rodzina nie wiedziała, że opuścił ją tego wieczoru, kiedy wydarzył się wypadek, aby udać się do Diegi i odwołać ślub. Widział się z nią. Kobieta zeznała oficjalnie, że był w jej domu i potem odjechał. Dlaczego więc zachowywała się tak, jak gdyby małżeństwo miało zostać zawarte? Jak gdyby tamte plany z prawdopodobnych stały się pewne? W jaki sposób w chwili, gdy Cesar leżał u podnóża klifu w zniszczonym samochodzie, przyjaciółka rodziny zamieniła się w narzeczoną?

To pytanie dręczyło Sorchę nieustannie. Cesar pozostawał bardzo długo w śpiączce i zaczynała już myśleć, że jeśli zaszła w ciążę, dziecko będzie pociechą dla jego rodziny. A potem się obudził i czekała, aż wyjaśni, że to ona powinna być u jego boku, a nie Diega. Tylko że tak się nie stało. Jego ojciec, el Excelentísimo señor Montero powiedział jej z irytacją, że Cesar utracił częściowo pamięć i wspomnienia z całego tygodnia poprzedzającego wypadek. Wpatrywała się w diuka prowincji Castellón oniemiała. Tamto magiczne popołudnie w Walencji odmieniło ich życie. A Cesar miałby nic z tego nie pamiętać? Jak ma się uporać z takimi wieściami?

Przełknęła gulę w gardle i spytała, czy mogłaby go zobaczyć.

– Niekoniecznie – odparł jego ojciec.

Jednak to było naprawdę konieczne. Sorcha nie uwierzy w utratę pamięci u Cesara, dopóki on sam jej tego nie powie, zwłaszcza teraz, kiedy dowód na to, że ze sobą spali, znalazł potwierdzenie w postaci różowego paska. Z pewnością na jej widok wszystko sobie przypomni.

Kiedy drzwi prywatnej kliniki zamknęły się za jej plecami, miała spieczone wargi i ciało całe odrętwiałe po trzech tygodniach nieustającego napięcia. Szorstkie traktowanie, jakiego doświadczyła jako nastolatka, nauczyło ją jednak przyoblekać maskę obojętności. Praca z Cesarem przez minione trzy lata przyznawała jej w końcu pewne przywileje. Podeszła z miną, jak gdyby miała pełne prawo tam wejść.

– Señorita? – zawołała pielęgniarka w recepcji, zatrzymując ją.

– Bon dia - odezwała się Sorcha w dialekcie walenckim, który opanowała przy Cesarze, bo jej nieskazitelny hiszpański mógł zdradzić ją jako osobę z zewnątrz. Dodała z szacunkiem: – Siostro – i przedstawiła się: – Sorcha Kelly do Cesara Montera.

Kobieta nacisnęła klawisz na komputerze i uśmiechnęła się łagodnie.

– Nie ma pani na liście.

– Proszę zadzwonić, na pewno potwierdzi, że chce się ze mną zobaczyć.

Siostra podniosła słuchawkę, żeby wybrać numer, a wtedy drzwi wejściowe otworzyły się z trzaskiem i pojawiła się Diega Fuentes. A dokładnie – Diega Fuentes y Losa de Mateu, córka markiza de los Jardines de Las Salinas. Wyglądała na wystarczająco zamożną, aby nosić więcej imion, niż mogła używać. Jej wysoką, smukłą sylwetkę otaczała aureola designerskich metek, a wyimaginowane strzałki wskazywały na jej torebkę, kolczyki, szminkę i sandały na wysokim obcasie. Miała na sobie zwiewną, chabrową sukienkę w białe kropki. Lśniące, proste czarne włosy pięknie okalały wytworne rysy jej twarzy, delikatnie złocistą cerę i przepastne oczy.

Sorcha miała cienie pod oczami i strój, jaki nosiła do pracy – szarą spódnicę ołówkową z kamizelką do kompletu i biały top. Zważywszy na trapiące ją troski i poranne mdłości, jej cera musiała być bardziej zielona niż oczy.

„Narzeczona” Cesara rzuciła w jej stronę ukradkowe spojrzenie i podeszła. Sorcha jej nienawidziła. Nie z powodu jej rzekomych zaręczyn z Cesarem, ale ponieważ wszystko w niej wydawało się sztuczne i wyrachowane. Potrafiąc jednak ukryć swoje uczucia, uśmiechnęła się ciepło i ruszyła na spotkanie z Diegą.

– Señorita Fuentes. Dzięki Bogu. Pójdę z panią na górę, żeby zobaczyć Cesara.

– Dzwonił do ciebie? – spytała Diega z lekkim niepokojem.

Sorcha była bardzo prawdomówna, ale kiedy gra szło o tak wysoką stawkę, zrobiła unik.

– Jego ojciec powiedział, że chce nadrobić zaległości w pracy.

Diega uśmiechnęła się kwaśno, przygotowując się do trudnej rozmowy. Zerknęła na siostrę.

– Czy możemy porozmawiać na osobności? Doskonale – wymamrotała, kiedy wskazano im poczekalnię.

Pomieszczenie było jasne, z oknami wychodzącymi na ulicę. Przy ścianie stały ławki w kolorze bakłażanu, a w rogu wisiał telewizor. Sorcha czuła upokorzenie, jak wtedy przed laty, gdy po śmierci ojca dramatycznie zmieniła się sytuacja jej matki w irlandzkim miasteczku, gdzie mieszkały. Opanowując panikę, przybrała minę wyrażającą umiarkowane zainteresowanie, gdy Diega starannie zamykała za nimi drzwi.

– Rozumiesz, że on stracił częściowo pamięć – odezwała się Diega tonem powiedz-jej-to-delikatnie.

– Pracowałam z nim prawie trzy lata. Tego chyba nie zapomniał?

– Nie, oczywiście. Ale nie jest gotowy do powrotu do pracy. Doktor sugeruje, żeby odłożył to na kilka miesięcy. Jeśli masz jakieś problemy w biurze, zwrócić się z tym do Javiera. – Była z ojcem Cesara po imieniu.

– Jest dla mnie kimś więcej niż tylko pracodawcą. Chciałabym, żeby wiedział, że wszyscy dobrze mu życzymy – odparła Sorcha. Jej stanowczy ton mówił „zamknij się i przepuść mnie przez te drzwi”. Trzy tygodnie bez widoku rozbawionych ust Cesara, otoczonych niedogolonym zarostem, bez jego oczu o barwie wody, były wiecznością.

Diega usiadła na skraju ławki. Groteskowo protekcjonalnym gestem wskazała Sorchy miejsce naprzeciw.

– Nie, dziękuję – odparła.

Diega spuściła oczy, dając do zrozumienia, że potrafi zachowywać się z godnością, nawet jeśli spotyka się z impertynencją, więc Sorcha przycupnęła obok.

– Tak?

– Rozumiem, dlaczego tak się martwisz, dlaczego myślisz, że między wami istnieje rodzaj zażyłości. – Podniosła na Sorchę smoliste oczy. – Czuł się winny, kiedy przyjechał do mnie tamtego wieczoru.

– Doprawdy? – wychrypiała Sorcha.

Cesar mógł nie kochać Diegi, ale był człowiekiem honoru.

– Nie powinienem tego robić – powiedział Sorchy na chwilę przed tym, jak przekroczyli punkt, od którego nie było już odwrotu. Wyszedł, kiedy spała, wysyłając jej esemes „Poszedłem zobaczyć się z Diegą”. Zabolało ją, że obudziła się sama, ale była przekonana, że poszedł, by zerwać z tamtą. Wtedy jednak pojawiła się Diega, twierdząc, że się zaręczyli.

– Nie chciałam tego wywlekać. Przy nikim – ciągnęła Diega. – Jaki ma sens szarganie czyjejś reputacji czy wskazywanie palcem, zwłaszcza kiedy zapewnił mnie, że był to po prostu jego ostatni skok w bok – skrzywiła się z niesmakiem.

Tak ją nazwał? Skokiem w bok?

– To nie było…

– Nie zaprzeczaj. Doceniam, że próbujesz nie ranić moich uczuć.

Czy Diega miała jakieś uczucia? Jej twarz wykrzywiała tylko irytacja. Skinęła lekko głową, dając Sorchy odczuć bezmiar swojej pogardy.

– Miałam nadzieję, że ta rozmowa zostanie nam obu oszczędzona, ale… Zamierzałaś zrezygnować z pracy, kiedy weźmiemy ślub, czy to prawda?

Sorcha badawczo patrzyła jej w oczy, wietrząc w tym podstęp.

– Powiedziałaś mu, że cię nie obchodzę.

– Nie ujęłam tak tego. – Powiedziała wtedy Cesarowi, że czymś innym było odpowiadanie na telefony od stewardes czy modelek, z którymi spędzał noce, a czym innym stawanie pomiędzy żoną a mężem. Potencjalną narzeczoną w tym przypadku. Diega była uprzejma i elegancka, ale nie bała się nadużywać swego stanowiska.

– Jakkolwiek to powiedziałaś, kiedy uświadomił sobie, że odchodzisz, zrobił to, co zrobił. Czyż nie?

– To nie było tak – wymamrotała Sorcha, z sercem wpadającym w poślizg i wypadającym przez własną barierkę drogową, by spaść ze skarpy. Nie była przecież dla niego tylko kolejnym podbojem? Ale czy naprawdę myślała, że się pobiorą i będą żyli długo i szczęśliwie? Poszli do łóżka pod wpływem impulsu, ale to było nieuniknione. Poddała się pragnieniom, które zrodziły się w niej, jak tylko go ujrzała. W głębi serca wiedziała, że nie jest kobietą, którą mężczyzna taki jak Cesar poślubia. Myślała jednak, że są przynajmniej przyjaciółmi! Że mu na niej zależy.

– Wiesz, stałaś się w jego kręgach legendą – dodała Diega kpiąco. – Tą asystentką, która mu się oparła, i dlatego utrzymała posadę przez całe trzy lata.

Sorcha zacisnęła usta. Nawet jeśli jej reputacji nic nie zarzucano, nie znosiła, kiedy się o niej mówiło.

– Po naszym ślubie ufałabym ci – powiedziała Diega wyniośle. – W nadchodzących latach twoja kariera mogła się wspaniale rozwijać. Oczywiście teraz nie możemy się już cofnąć. Przykro mi, że do tego doszło… Był pełen skruchy. Przepraszał, że zrobił to, gdy byliśmy już tak blisko ogłoszenia zaręczyn. Uwiódł cię, choć wcześniej miał dla ciebie tak wiele szacunku.

Stracił dla niej szacunek? Serce Sorchy stanęło, w uszach dzwoniło jej tak głośno, że z trudem słyszała resztę wypowiedzi Diegi. Nękały ją mdłości. W gardle czuła piekącą żółć.

– Cesara pokonało jego własne ego. Wiesz, jaki on jest. Ty miałaś odejść. To smutne, prawda? – Przechyliła głowę na bok. – Obiecał mi wierność, kiedy już się zaręczymy i pobierzemy, ale chciał mi o tym powiedzieć.

– Nie zamierzam jej zdradzać – wyznał Sorchy tamtego dnia Cesar. Czy widział w niej swoją ostatnią szansę nacieszenia się wolnością?

– Przyznał się, bo pracujesz z nim i nie jesteś jednym z jego przelotnych kaprysów. Nie byłam gotowa rozpoczynać naszego związku z tobą w tle. Zażądałam, by zwolnił cię możliwie najszybciej, nie czekając na nasz ślub. Będę musiała dalej z tym żyć, bo kazałam mu wtedy wyjść. Gdyby nie spieszył się tak bardzo, żeby ratować nasz związek, nie znalazłby się na drodze tego wieczoru, próbując wyminąć ciężarówkę…

Sorcha potrząsnęła głową. Nie. To nie było tak.

– Cesar i ja rozmawialiśmy tego dnia… – nie chciała poddawać się bez walki, ale powstrzymała się. Cesar jej ufał. Nigdy nie powtarzała tego, co jej mówił.

– O jego wątpliwościach? Przecież próbował cię nakłonić, żebyś poszła z nim do łóżka. Nie przywiązywałabym zbyt dużej wagi do jego słów w tych okolicznościach.

Połączenie jego rodziny z rodziną Fuentesów było interesem na wielką skalę. Tego rodzaju transakcje nie były zrywane po to, by mężczyzna mógł się przespać ze swoją sekretarką. Wiedziała to, ale… jednak poprosił ją, żeby została.

– Najlepiej będzie – ciągnęła Diega – jeśli odejdziesz. Pomówię z Javierem, żeby wystawił ci najlepsze referencje. Mając na uwadze stan Cesara, nikt z nas nie chce skandalu. Czeka go długa i trudna rekonwalescencja. Nie chcesz przecież jej zakłócać, prawda? Wierzę, że ci na nim zależy.

Jestem w ciąży, Sorcha pomyślała, czując fale gorąca i chłód upokorzenia. Nie mogła w to wszystko uwierzyć. Cesar wydawał się szczery tamtego dnia.

– On nawet tego nie pamięta. Cieszę się i sama zamierzam o tym zapomnieć. Pobierzemy się – dodała z dumą. – Wszyscy wiemy, jakie życie prowadzi i jakiej żony potrzebuje.

Sorcha wstrzymała oddech. Tamtego dnia wyznała Cesarowi, z jakiego środowiska pochodzi. Czyżby wspomniał o tym Diedze?

– Nie twierdzę, że nie cenił twojej pracy, ale chyba nie myślałaś, że jest w tobie zakochany?

Sorcha spojrzała na swoje obgryzione z niepokoju paznokcie. Jestem w ciąży, pomyślała znowu i wyobraziła sobie, co się stanie: Cesar zaprzeczy, że to w ogóle było możliwe, a jego rodzice oskarżą ją o wyrachowanie. Testy na ojcostwo. Wywlekanie jej pochodzenia. Nie mogła tego zrobić swojej matce. Wyjawienie ciąży wywoła gorycz i nawet jeśli mogłaby udowodnić, że mówi prawdę, to co dalej? Czy myślała, że ją poślubi? Uzna to dziecko? W najlepszym razie ujrzy ugodę, ale ona i jej siostry stanowiły dowód, że bogacze nie zawsze zapewniali wsparcie finansowe swoim dzieciom. Prawdziwym źródłem wstydu towarzyszącemu jej dorastaniu było to, że ojciec pozostawił ich z niczym. Wszystkie szykany ze strony miasteczka łącznie nie były tak dotkliwe, jak to poczucie odrzucenia, kiedy ojciec niczego im nie zostawił. Nawet prawa, by trzymały wysoko głowy.

Jej matka utrzymywała, że ojciec je kochał, a Sorcha nie dostała od Cesara nawet deklaracji miłości. Równie dobrze mógł ją wykorzystać, odhaczając swój ostatni podbój. Czy naprawdę chciała przechodzić przez to wszystko dla comiesięcznego czeku, przez który czułaby się jak prostytutka? Wolała darować sobie upokorzenie błagania o ochłapy.

– Planowałaś złożenie rezygnacji – powtórzyła Diega. – Więc zrób to. Zanim jego ojciec będzie musiał się o tym dowiedzieć.

– Chcę go zobaczyć! – Oczy Sorchy zapłonęły.

– Jestem o wiele bardziej uprzejma, niż ktokolwiek mógłby po mnie tego oczekiwać. Okaż, że masz dosyć skruchy i klasy, by nie pogarszać sytuacji.

Czy Diega znała jej pochodzenie? Nienawidzę cię, powiedziała Sorcha bezgłośnie, wstając. Za oknami dostrzegła Walencję w słońcu, błękitne niebo i kalejdoskop kolorów letnich kwiatów.

– On ma mój numer.

Diega prychnęła, dając jej do zrozumienia, że Cesar na pewno nie wybierze tego numeru. Po czym ukryła swój triumf za eleganckimi manierami, wstając i otwierając drzwi.

Sorcha nie podała jej ręki. Była przekonana, że Cesar jednak się z nią skontaktuje. Przecież musiał. Ona nie narazi się na wstyd, jak kiedyś jej matka, żeby błagać o przychylność rodziny ojca dziecka, co i tak było daremne. Skoro Cesar nie pamiętał, jak i dlaczego doszło do zbliżenia, pomyśli, że była, jak to ujęła Diega, po prostu jeszcze jedną jego zdobyczą.

Nie. Jeśli do niej zadzwoni, to dlatego, że za nią tęskni, a nie z poczucia obowiązku. Nikt nie oskarży jej o próbę złapania go na dziecko.

Tymczasem jednak pozostawało jej jedno wyjście: jechać do domu i powiedzieć matce, że popełniła ten sam błąd, z którym dorastała.

Tytuł oryginału: The Consequence He Must Claim

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2016

Redaktor serii: Marzena Cieśla

Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla

Korekta: Anna Jabłońska

© 2016 by Dani Collins

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2017

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne.

Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Światowe Życie Ekstra są zastrzeżonymi znakami

należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harlequin.pl

ISBN 978-83-276-3412-2

Konwersja do formatu EPUB: Legimi Sp. z o.o.