Wiktoria Accoramboni - Stendhal - ebook

Wiktoria Accoramboni ebook

Stendhal

0,0
3,49 zł

lub
Opis

Wiktoria Accoramboni” to opowiadanie Stendhala, słynnego francuskiego pisarza epoki romantyzmu oraz prekursora realizmu w literaturze.


“Wiktorja Accoramboni urodziła się z wielce szlachetnej rodziny, w Agubio w księstwie Urbino. Od dzieciństwa zwracała uwagę rzadką pięknością; ale piękność ta była najmniejszym jej urokiem. Nie brakło jej żadnej z zalet, które mogą zyskać podziw młodej dziewczynie wysokiego rodu; ale, wśród tylu przymiotów, najgodniejszy uwagi, niemal — można rzec — graniczący z cudem, był jakiś nieodparty wdzięk, od pierwszego wejrzenia jednający jej serce i wolę każdego. I tej prostoty, stanowiącej siłę jej najmniejszego słowa, nie mącił żaden cień sztuczności; od pierwszej chwili czuło się ufność do tej pani obdarzonej tak niezwykłą urodą. Ktoś, ktoby ją tylko widział, mógłby ostatecznie oprzeć się temu urzeczeniu; ale jeśli usłyszał jej głos, zwłaszcza jeśli z nią rozmawiał, niepodobna mu było obronić się działaniu tak niezwykłego czaru.”

 

Fragmenty z książki: Stendhal. „Wiktoria Accoramboni

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 34




Wydawnictwo Avia Artis

2020

ISBN: 978-83-8226-154-7
Ta książka elektroniczna została przygotowana dzięki StreetLib Write (http://write.streetlib.com).

WIKTORIA ACCORAMBONI

 Nieszczęściem, zarówno dla mnie jak dla czytelnika, to nie jest powieść, ale raczej wiemy przekład bardzo poważnego opowiadania spisanego w Padwie w grudniu r. 1585.

 Bawiąc przed kilku laty w Mantui, szukałem szkiców i obrazów dostępnych dla mojej skromnej sakiewki, ale dobierałem malarzy z przed roku 1600; około tej epoki, oryginalność włoska, już zagrożona mocno zdobyciem Florencji w r. 1530, umarła do reszty.  Zamiast obrazu, pewien stary patrycjusz, bardzo bogaty i bardzo skąpy, ofiarował mi na sprzedaż, bardzo drogo, pożółkłe od starości rękopisy. Poprosiłem o pozwolenie przejrzenia ich; zgodził się, dodając iż ufa mojej rzetelności, że mianowicie, o ile nie kupię rękopisów, nie zapamiętam ciekawych anegdot, które tam wyczytam.  Pod tym warunkiem, który mnie ubawił, przejrzałem, z wielkim uszczerbkiem dla oczu, jakieś trzysta lub czterysta tomów, w których, przed paroma wiekami, nagromadzono opowieści tragicznych wydarzeń, listy z wyzwaniem na pojedynek, ugody między szlachetnymi sąsiadami etc. etc. Stary właściciel żądał olbrzymiej sumy za te rękopisy. Po dłuższych rokowaniach nabyłem bardzo drogo prawo skopjowania pewnych opowiadań, które mi się spodobały i które malują włoskie obyczaje około roku 1500. Mam ich dwadzieścia dwa tomy in folio i to co czytelnik przeczyta, o ile znajdzie cierpliwość potemu, ta właśnie jedna z tych kronik, wiernie przetłumaczona. Znam historję szesnastego wieku we Włoszech i sądzę, że to co następuje jest zupełnie prawdziwe. Zadałem sobie trud, aby przekład tego starego włoskiego stylu, surowego, prostego, wielce ciemnego i najeżonego aluzjami do spraw i myśli które zaprzątały świat pod berłem Sykstusa Piątego (1585) nie barwił się odblaskiem nowoczesnej literatury oraz pojęciami naszej epoki, wyzutej z przesądów.  Nieznajomy autor rękopisu jest to osobistość wielce oględna: nie sądzi nigdy faktu, nie komentuje go nigdy; jedynym jego celem jest prawda. Jeśli czasem jest — bezwiednie zresztą — malowniczy, to stąd, iż około r. 1585 próżność nie otaczała wszystkich ludzkich postępków aureolą przesady; każdy mniemał, iż, aby oddziałać na drugich, trzeba się wyrażać możliwie jasno. Około r. 1585, wyjąwszy błaznów trzymanych na dworach, lub wyjąwszy poetów, nikt nie silił się na powab słów. Nie powiadano jeszcze: „Umrę u twoich stóp, Najjaśniejszy Panie“, posyłając po konie pocztowe aby drapnąć; był to może jedyny rodzaj zdrady, który nie był przyjęty. Mówiono mało, i każdy dawał niezmierne baczenie na to co doń mówiono.  Tak więc, łaskawy czytelniku, nie szukaj tu stylu żywego, błyskotliwego, strojnego aluzjami do modnych uczuć; nie spodziewaj się zwłaszcza porywających wzruszeń romansu George Sand; ta wielka pisarka zrobiłaby arcydzieło z życia i nieszczęść Wiktorji Accoramboni. Szczere opowiadanie, które ci przedkładam, może mieć jedynie skromne zalety kroniki. Kiedy przypadkiem, jadąc sam o zmroku kolaską pocztową, zechce się ktoś zadumać nad tajemnicami serca ludzkiego, będzie mógł osnuć swoje sądy dokoła szczegółów tej historji. Autor mówi wszystko, tłumaczy wszystko, nie zostawia nic wyobraźni czytelnika: spisał to w dwanaście dni po śmierci bohaterki.  Wiktorja Accoramboni urodziła się z wielce szlachetnej rodziny, w Agubio w księstwie Urbino. Od dzieciństwa zwracała uwagę rzadką pięknością; ale piękność ta była najmniejszym jej urokiem. Nie brakło jej żadnej z zalet, które mogą zyskać podziw młodej dziewczynie wysokiego rodu; ale, wśród tylu przymiotów, najgodniejszy uwagi, niemal — można rzec — graniczący z cudem, był jakiś nieodparty wdzięk, od pierwszego wejrzenia jednający jej serce i wolę każdego. I tej prostoty, stanowiącej siłę jej najmniejszego słowa, nie mącił żaden cień sztuczności; od pierwszej chwili czuło się ufność do tej pani obdarzonej tak niezwykłą urodą. Ktoś, ktoby ją tylko widział, mógłby ostatecznie oprzeć się temu urzeczeniu; ale jeśli usłyszał jej głos, zwłaszcza jeśli z nią rozmawiał, niepodobna mu było obronić się działaniu tak niezwykłego czaru.  Wielu młodych kawalerów w Rzymie, gdzie mieszkał jej ojciec i gdzie jeszcze stoi jego pałac na placu Rustieuci, opodal św. Piotra, zabiegało się o jej rękę. Było wiele zazdrości i wiele współzawodnictw, ale wreszcie rodzice Wiktorji dali pierwszeństwo Feliksowi Peretti, siostrzeńcowi kardynała Montalto, który został później papieżem Sykstusem piątym, szczęśliwie nam panującym.  Feliks, syn Kamilli Peretti, siostry kardynała, nazywał się zrazu Franciszek Mignucci; przybrał miano Feliksa Peretti wówczas gdy został uroczyście adoptowany przez wuja.  Wchodząc w