Wydawca: Wydawnictwo Jedność Kategoria: Religia i duchowość Język: polski Rok wydania: 2012

Wierzę. Komentarz do Credo. Wydanie specjalne w Roku Wiary. ebook

Opracowanie zbiorowe

(0)

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 889 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze PDF
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Wierzę. Komentarz do Credo. Wydanie specjalne w Roku Wiary. - Opracowanie zbiorowe

Syntetyczny komentarz do wszystkich prawd wiary zawartych w Credo, autorstwa jedenastu wybitnych teologów, jest publikacją, która doskonale pomoże przeżyć Rok Wiary ogłoszony przez papieża Benedykta XVI. Ponieważ kwestia wiary nigdy nie może być rozwiązana raz na zawsze, trzeba ciągle na nowo stawać wobec faktów wyrażonych w Credo i uświadamiać sobie ich znaczenie. Autorzy tej książki ukazują prawdy wiary w sposób przystępny dla współczesnego czytelnika i dogłębnie analizują istotę i rolę Kościoła, przedstawiając jego sytuację w obliczu dzisiejszych wyzwań. Uwzględniając zarzuty podnoszone przeciwko chrześcijańskiej wierze, dostrzegają w nich nie tylko ładunek negatywny, lecz także okazję, aby sięgnąć do głębi bogactw tego, w co chrześcijanie wierzą. Wszystko po to, by wiara była solidna i godna zaufania. By poparta rzetelną wiedzą, mogła być również jak najlepiej wyrażana wobec osób niewierzących. Właśnie taki jest główny cel tej publikacji: osoby wierzące zachęcić do pogłębienia wiary, a tych, którzy stoją nieco dalej od Kościoła, pobudzić do refleksji, by mogli lepiej zrozumieć najbardziej niezwykły motyw chrześcijaństwa: miłość.

W Liście apostolskim „Porta fidei” papież pisze, że w Roku Wiary będziemy mieli okazję do wyznawania wiary w zmartwychwstałego Pana w naszych katedrach i kościołach całego świata; w naszych domach i rodzinach, aby każdy silnie odczuł potrzebę lepszego zrozumienia odwiecznej wiary i przekazywania jej przyszłym pokoleniom. (…) W realizacji tego zadania wielkim wsparciem może być niniejsza książka, która stanowi wspaniały komentarz do dwunastu artykułów naszej wiary.

Ksiądz Biskup Andrzej Czaja. Przewodniczący Komisji Nauki Wiary Konferencji Episkopatu Polski

Opinie o ebooku Wierzę. Komentarz do Credo. Wydanie specjalne w Roku Wiary. - Opracowanie zbiorowe

Fragment ebooka Wierzę. Komentarz do Credo. Wydanie specjalne w Roku Wiary. - Opracowanie zbiorowe

Wierzę

w Boga, Ojca wszechmogącego,

Stworzyciela nieba i ziemi.

I w Jezusa Chrystusa,

Syna Jego jedynego,

Pana naszego,

który się począł z Ducha Świętego,

narodził się z Maryi Panny.

Umęczon pod Ponckim Piłatem,

ukrzyżowan, umarł i pogrzebion.

Zstąpił do piekieł.

Trzeciego dnia zmartwychwstał,

wstąpił na niebiosa,

siedzi po prawicy Boga

Ojca wszechmogącego.

Stamtąd przyjdzie sądzić

żywych i umarłych.

Wierzę w Ducha Świętego,

święty Kościół powszechny,

świętych obcowanie,

grzechów odpuszczenie,

ciała zmartwychwstanie,

żywot wieczny.

Amen.

Wydanie specjalne

w Roku Wiary

Wierzę

Tytuły oryginałów:Maurizio Gronchi:Gesù suo unico figlio;J. C. R. García Paredes:Figlio di Dio Figlio dell’uomo;F. G. Brambilla:Alla ricerca di Gesù;B. Sesboüé:Cristo, ieri, oggi e domani;X. Pikaza:Lo Spirito di Dio;S. Pié-Ninot:Credere la Chiesa;J. Fontbona:La comunione dei santi. «Credo... la comunione dei santi»;J. Moingt:La remissione dei peccati;M. G. Ballester:La nostra risurrezione;F. Ardusso:Le ragioni della fede cristiana. „Amen”

©Teksty (z wyjątkiem artykułu o. J. Salija OP) ukazały się w Wydawnictwie „Jedność” w latach 2003–2007

Autorzy

Franco Ardusso, Martín Gelabert Ballester, Franco Giulio Brambilla,

Maurizio Gronchi, Jaume Fontbona, Joseph Moingt, José Cristo Rey García Paredes,

Xabier Pikaza, Salvador Pié-Ninot, Jacek Salij, Bernard Sesboüé

Przekład z języka włoskiego

ks. dr Paweł Borto (ss. 151-200), ks. prof. dr hab. Stanisław Czerwik (ss. 107-150, 469-500),

dr Dariusz Chodyniecki (ss. 55-105, 245-293, 335-377, 379-416, 417-467),

ks. dr Jarosław Piotrów (ss. 201-244), Krzysztof Stopa (ss. 295-334)

Redaktor naukowy

o. prof. dr hab. Jacek Salij OP

Korekta

Zofia Korzeńska, Elżbieta Lubowiecka (ss. 107-150, 245-293)

Redakcja techniczna

Marcin Satro

Projekt okładki

Justyna Kułaga-Wytrych

ISBN 978-83-7660-753-5

Wydawnictwo „Jedność”

25-013 Kielce, ul. Jana Pawła II nr 4

Dział sprzedaży tel. 41 349 50 50

Redakcja tel. 41 349 50 00

www.jednosc.com.pl

e-mail:jednosc@jednosc.com.pl

Skład wersji elektronicznej:

Marcin Satro

© Copyright Wydawnictwo JEDNOŚĆ

Przedmowa

Wiara bywa dziś na różne sposoby ośmieszana i lekceważona, a nawet krępowana i zwalczana. Podważa się jej wartość i spycha na margines życia; w niektórych rejonach świata prześladuje. Tymczasem życie na naszej planecie jest oparte na wierze. Mam na myśli wiarę naturalną, tzn. dawanie wiary drugiemu człowiekowi i treściom, które komunikuje. Bez wiary nie ma możliwości rozwoju człowieka, ludzkiej wiedzy, komunikacji między nami. Nie ma możliwości należytego wartościowania i zdolności do podejmowania wiążących decyzji. Wszystko opiera się na uznaniu za wiarygodne tego, co jest nam przekazywane. Dlatego wiara jest człowiekowi niezbędna jak pokarm i powietrze, którym oddycha.

Analogicznie wiary domaga się nasze życie z Bogiem. Na różne sposoby przypominał nam o tym papież Benedykt XVI podczas pielgrzymki do Polski przeżywanej pod hasłem: „Trwajcie mocni w wierze”. W jasnogórskim sanktuarium mówił, że wiara jest darem, danym przy chrzcie, który umożliwia nam spotkanie z Bogiem. Gdy powierzamy się żywemu Bogu, gdy z pokorą umysłu uciekamy się do Niego, przenika nas wewnątrz jakby niewidoczny strumień życia Bożego. Dlatego jakże ważne jest to, byśmy „uwierzyli w moc wiary”, w możliwość nawiązania dzięki niej bezpośredniej więzi z Bogiem i nią się rozradowali.

W Katechizmie Kościoła Katolickiego czytamy, że wiara w Boga oznacza konkretną postawę przylgnięcia do Niego całym sobą, całkowite zawierzenie życia Bogu, kroczenie ku Niemu i z Nim, a więc nie po swojemu, lecz żyjąc treściami, które są nam przekazane jako dziedzictwo, jako depozyt wiary apostolskiej. Gdy razem z innymi wyznajemy wiernie wiarę Apostołów, kształtujemy wspólnotę wiary, czyli Chrystusowy Kościół i wówczas świadectwem swej wiary jesteśmy zdolni pociągać innych do Boga. Potrafimy jak Apostołowie wyrywać ludzi z mocy ciemności i przyprowadzać do Boga.

Dlatego w papieskiej inicjatywie ogłoszenia Roku Wiary wyczuwamy dzieło z Bożego natchnienia, konkretną odpowiedź na kryzys wiary, który dotknął wielu ludzi. Ojciec święty wzywa nas do podjęcia pielgrzymiej drogi pośród duchowych pustyń współczesnego świata, niosąc to, co najbardziej istotne: Ewangelię i wiarę Kościoła, wskazując drogę ku Ziemi Obiecanej i uobecniając w świecie nadzieję zbawienia. Nie chodzi więc o samo uczczenie 50. rocznicy zwołania Soboru Watykańskiego II, lecz o dostrzeżenie na nowo prawdy, wartości i piękna naszej wiary, umocnienie jej w sercach i rodzinach, mężne wyznawanie nawzajem wobec siebie i przed światem oraz budzenie odpowiedzialności za jej zwiastowanie i przekaz.

Wartość wiary w Trójjedynego Boga: Ojca, Syna i Ducha Świętego ujawnia się najpierw w tym, że jest nam wielkim światłem na ścieżkach życia, że pozwala nam więcej widzieć, lepiej odczytywać sens życia i naszą sytuację w świecie. Równocześnie, nasza wiara jest źródłem nowego życia, źródłem życia Bożego w nas. Święty Paweł oznajmia nam w Liście do Rzymian, że „sercem przyjęta wiara prowadzi do usprawiedliwienia, a wyznawanie jej – do zbawienia” (Rz 10,10). Usprawiedliwienie jest naszym udziałem od dnia chrztu. Wtedy zostaliśmy przeniesieni ze stanu Adama do stanu Jezusa Chrystusa i jesteśmy odtąd dziećmi Bożymi, domownikami Boga i dziedzicami Jego Królestwa. Natomiast myśląc poważnie o zbawieniu powinniśmy mocno brać sobie do serca apel autora Listu do Hebrajczyków: „Trwajmy mocno w wyznawaniu wiary” (Hbr 4,14). Równie ważne jest dalsze jego zawołanie: „Przybliżmy się więc do tronu łaski, abyśmy otrzymali miłosierdzie i znaleźli łaskę dla [uzyskania] pomocy w stosownej chwili” (Hbr 4,16). Tą chwilą jest Rok Wiary i nie ulega wątpliwości, że jeśli ma dobrze zaowocować w nas, w naszych rodzinach i całym Kościele, to trzeba jak najbardziej zbliżyć się do Jezusa.

W Liście apostolskim Porta fidei papież pisze, że w Roku Wiary będziemy mieli okazję do wyznawania wiary w zmartwychwstałego Pana w naszych katedrach i kościołach całego świata; w naszych domach i rodzinach, aby każdy silnie odczuł potrzebę lepszego zrozumienia odwiecznej wiary i przekazywania jej przyszłym pokoleniom. W ten sposób mobilizuje nas do dawania świadectwa wiary, dzielenia się nią i w razie potrzeby bronienia jej, poczynając od własnego domu, od ewangelizacji domowników. Każdy wierzący, zdaniem papieża, powinien „ponownie odkryć treść wiary wyznawanej, celebrowanej, przeżywanej i przemodlonej, i zastanowić się nad samym aktem wiary” (PF 9). Chodzi o to, by jak najczęściej wyrażać wspaniałe dziedzictwo naszej wiary, by się nim rozradować i obudzić w sobie pragnienie wiernego przekazywania go innym.

W realizacji zadania wielkim wsparciem może nam być niniejsza książka, która stanowi wspaniały komentarz do dwunastu artykułów naszej wiary. Słowa uznania i wdzięczności kieruję w stronę autorów poszczególnych tekstów, a także twórców książki. Wszystkich zachęcam do wytrwałej i zaangażowanej lektury.

Niech Boży Duch prowadzi i pomoże zgłębić wielorakie treści, odkryć wartość i piękno wiary Apostołów!

Opole, dnia 22 października 2012 r.

† Andrzej Czaja, biskup opolski Przewodniczący Komisji Nauki WiaryKonferencji Episkopatu Polski

OJCIEC, STWÓRCA NIEBA I ZIEMI

Jacek Salij

Wierzę w Boga,

Ojca wszechmogącego,

Stworzyciela nieba i ziemi

Wstęp

Swoją nazwęSkład Apostolskizawdzięcza temu – cytuję terazKatechizm Kościoła Katolickiego, 194 –że„słusznie jest uważany za wierne streszczenie wiary Apostołów. Jest to starożytny symbol chrzcielny Kościoła rzymskiego. Jego wielki autorytet wynika z faktu, że jest on symbolem, którego strzeże Kościół rzymski, Kościół, gdzie miał siedzibę Piotr, pierwszy z Apostołów, i dokąd przyniósł wyrażenie wspólnej wiary”.

Według starodawnej legendy, tekst tego wyznania wiary ułożyli sami Apostołowie. Kiedy mieli już rozejść się w różne strony świata, aby głosić Ewangelię wszystkim narodom, postanowili w dwunastu zdaniach, stosownie do liczby swojego apostolskiego kolegium, ująć całość wspólnej wiary.

Symbol ten jest niewątpliwie wcześniejszy od wyznania wiary, przyjętego na soborze w Nicei (r. 325) i uzupełnionego przez sobór w Konstantynopolu (r. 381), a o jego znaczeniu w Kościele zachodnim świadczy przede wszystkim jego kluczowe miejsce w liturgii chrzcielnej. Z tego względu starożytni Ojcowie Kościoła wręcz często Skład Apostolski objaśniali. Nawet w języku polskim mamy co najmniej cztery ich komentarze1.

Przedmiotem niniejszego rozdziału jest prawda o Bogu, który jest naprawdę Bogiem, tzn. jest wieczny i nie podlega żadnemu stawaniu się. Nawet pochodzenia Osób Boskich niczego w Bogu nie zmieniają. W boskiej wieczności nie było momentu, w którym nie byłoby Syna albo Ducha Świętego – pierwsza osoba jest zawsze Ojcem, nie było momentu, w którym dopiero stałaby się Ojcem. Każda z osób Trójcy Świętej jest prawdziwym Bogiem, równym i współwiecznym dwom osobom pozostałym. Zarazem wszyscy Trzej są jednym jedynym Bogiem, bo każda z osób jest tak nieskończenie oddana dwom pozostałym, że – jak to nieudolnie próbujemy oddać w naszym ludzkim języku – w gruncie rzeczy nie ma między nimi relacji, ale każda z osób jest cała relacją ku obu pozostałym. To dlatego Bóg – i to najdosłowniej – jest Miłością.

I właśnie jako Miłość stworzył, czyli powołał do istnienia wszystko, co istnieje – cały wszechświat materialny oraz byty niewidzialne, czyli aniołów. Sporo miejsca poświęciliśmy w tym rozdziale Bożej wszechmocy i wszechobecności, przede wszystkim jednak Bożej opatrzności. Mówiąc o Bożej opatrzności, szczególnego namysłu wymagało pytanie, dlaczego w tym naszym świecie, który przecież został stworzony jako jednoznacznie dobry, jest tyle zła.

Rozdział kończę pytaniem, co szczególnie wynika stąd, że człowiek, istota przecież rozumna, został umieszczony przez Stwórcę wśród stworzeń nierozumnych.

1Św. Ambroży,Wyjaśnienie Symbolu, w: tenże,Wybór pism dogmatycznych, Poznań 1970, „Pisma Ojców Kościoła”, t. 26, s. 21–30; Augustyn – Piotr Chryzolog – Wenancjusz Fortunatus,Symbol apostolski w nauczaniu Ojców, Kraków 2010, „Źródła myśli teologicznej”, t. 53, ss. 202.

I. WIERZĘ W JEDNEGO BOGA…

1. Wiara w zwyczajnych relacjach między ludźmi

Już św. Tomasz z Akwinu zauważył, że czym innym jest uznawać prawdziwość zdania „Bóg istnieje”, czymś zaś zupełnie innym jest wierzyć w Boga.

Spójrzmy na to rozróżnienie w perspektywie relacji między mną a tobą. Jeśli jesteś moim współmałżonkiem, ojcem albo matką, dzieckiem lub przyjacielem, twoje istnienie jest przecież dla mnie czymś oczywistym. Ale zarazem ja w ciebie mogę wierzyć lub nie wierzyć. Tak samo ty we mnie.

Moja wiara w ciebie może oznaczać dwie różne rzeczy. Jeśli stało się z tobą tak, że na przykład się rozpiłeś, albo jakoś inaczej rozregulowałeś się moralnie – moja wiara w ciebie oznacza, że wcale cię nie uważam za człowieka już straconego. Nawet wbrew ludzkiej nadziei będę się mobilizował i poświęcał, aby ci pomóc wyjść na drogę prostą.

Ale moja wiara w ciebie może też przybrać inną postać. Uważam cię za człowieka szczególnie mądrego, dobrego, silnego, doświadczonego i to daje mi iskierkę nadziei w sytuacji, która mnie przekracza. Załóżmy, że to ja jestem alkoholikiem i liczne moje próby wyrwania się z tego nałogu spełzły na niczym. Ale oto widzę – początkowo z niedowierzaniem – że ty uwierzyłeś w moje uzdrowienie. Nie żałujesz sił, aby mi pomóc, i czynisz to bardzo mądrze. Powoli zaczynam w ciebie wierzyć. Chwytam się podanej mi przez ciebie ręki i to, co jeszcze niedawno było niemożliwe, coraz bardziej staje się rzeczywistością: niewolę alkoholową mam już za sobą.

Rzecz jasna, na twoją wiarę we mnie mogę również zareagować inaczej. Mogę lekceważyć twoje wysiłki, nawet jeżeli są mądre i autentycznie życzliwe – i wcale w ciebie nie uwierzyć. Wówczas moja sytuacja jest nadal beznadziejna, taka jaka była.

Uzbrojeni w powyższe intuicje, przyznamy zapewne rację św. Tomaszowi, który twierdził, że można bez żadnych zastrzeżeń uznawać istnienie Boga, a zarazem być człowiekiem niewierzącym. Można przecież uznawać istnienie Boga tylko dlatego, że rozum się tego domaga, albo w przerażeniu perspektywą ostatecznego bezsensu.

Wiara w Boga zaczyna się dopiero wówczas, kiedy w Bogu żywym znajduję źródło światła i mocy, kiedy spotykam Go w różnych okolicznościach mojego życia jako Kogoś Kochającego. Wierzę naprawdę w Boga, jeżeli całą, na jaką mnie stać, głębią mojego jestestwa wiem, że On zasługuje na to, abym ja oraz każdy z moich bliźnich zawierzył Mu całego siebie.

2. Łaska wiary

Tylko dlatego mogę wierzyć w Boga, że On najpierw uwierzył we mnie. W Piśmie Świętym oraz w nauczaniu Kościoła ta „wiara” Boga w człowieka nazywana jest łaską bądź miłosierdziem. Ale uwaga! – nasze wyobrażenia na temat łaski Bożej niekiedy są bardzo dalekie od prawdy. Bierze się to stąd, że zbyt rzadko nasze wyobrażenia o Bogu porównujemy z tym, co On sam nam objawił w Jezusie Chrystusie.

Łaska Boża powinna by nam się kojarzyć przede wszystkim z dobrym pasterzem, który szuka zagubionej owieczki – z kochającym ojcem, który cierpi z powodu swego marnotrawnego syna i nie może się doczekać jego powrotu – z lekarzem i samarytaninem, który z miłością pochyla się nad człowiekiem trędowatym lub poranionym, i doprowadza go do zdrowia.

Moja wiara w Boga jest możliwa dlatego, że Bóg pierwszy uwierzył we mnie, mimo że tak często jestem w stosunku do Niego wielkim niewdzięcznikiem. Ten właśnie sens zawiera w sobie tradycyjna formuła, że wiara w Boga jest darem łaski. Mianowicie łaską jest to, że mogę w Bogu szukać ratunku i że odnajduję w Nim kochającego Ojca. Łaską jest to, że mogę Mu zawierzyć siebie samego i ocalić swoją duszę, choćbym nawet znalazł się w sytuacji przekraczającej moją ludzką wytrzymałość.

Tym bardziej łaską jest to, że właśnie w Bogu mogę szukać ochrony przed samym sobą. On bowiem ma moc wyzwolić mnie nawet z mojej grzeszności.

Wynika stąd, że miarą mojej wiary w Boga nie jest stan mojej świadomości, ale to, co się zwykło nazywać stanem mojej duszy. Choćby mówienie „Panie, Panie!” napełniało mnie niewysłowioną słodyczą, choćbym mocą mojej wiary wyrzucał złe duchy i czynił inne cuda, marna jest ona, jeśli nie przemienia mnie samego.

Ale z drugiej strony: Choćby ogarnęły mnie takie ciemności, że nie odczuwam już nawet tego, ze Bóg istnieje, nic mi to nie zaszkodzi, a może nawet przyśpieszy moje duchowe dojrzewanie, jeśli tylko oburącz trzymam się prawa miłości – jeśli prawa miłości trzymam się również wówczas, kiedy jest to ponad moje siły i jakby niezgodne ze zdrowym rozsądkiem. Nie wytrwałbym bowiem w takich sytuacjach w postawie prawdziwej miłości, gdybym obiektywnie nie był blisko Boga i gdyby On mnie nie umacniał.

3. Co to znaczy: jeden Bóg?

Źródłem wielu błędnych, w gruncie rzeczy mitologicznych wyobrażeń o Bogu jest przeświadczenie, jakoby On był najdoskonalszym z bytów. A przecież Bóg jest Kimś nieskończenie więcej, niż jednym z bytów wszechświata, choćby najdoskonalszym.

On jest Tym, który istnieje w całym tego słowa znaczeniu. Wszystko inne istnieje, bo zostało przez Niego do istnienia powołane. Nie jest też Bóg ani mniejszy, ani większy przez to, że nieustannie udziela istnienia całemu bezmiarowi stworzenia. On jest nieskończenie doskonały, zatem absurdem jest wyobrażanie sobie, że mógłby być większy lub mniejszy.

W tym miejscu aż się prosi o wyjaśnienie, co to znaczy, że Bóg jest jeden. Ja, ten oto konkretny człowiek, też jestem tylko jeden. Księżyc jako naturalny satelita Ziemi jest jeden w tym nawet sensie, że Ziemia nie ma drugiego księżyca.

Otóż Bóg jest jeden zupełnie inaczej. Święty Tomasz z Akwinu powiada, że arytmetyczną jedynkę można przypisać każdemu ze stworzeń, ale nie można jej przypisać Bogu. Arytmetyczną jedynkę można bowiem przypisać tylko poszczególnemu bytowi, Bóg zaś jest Kimś nieskończenie więcej niż poszczególnym bytem. On ogarnia i podtrzymuje w istnieniu każde ze stworzeń, a zarazem nawet całe wszechstworzenie ogarnąć Go nie może. On cały jest obecny w każdym bycie i w każdym miejscu, a zarazem przekracza całe uniwersum stworzeń widzialnych i niewidzialnych. Toteż absurdem byłaby sama myśl, ze mógłby istnieć jakiś drugi bóg. Politeizm odbiera wyrazowi „bóg” całe jego znaczenie.

4. Jak dla nas się przekłada ta prawda, że Bóg jest Miłością?

Nigdy dość podkreślania, że grzech jest główną przeszkodą, oddzielającą nas od Boga. Natomiast podstawowym narzędziem zbliżania się do Niego jest nawrócenie oraz korzystanie z dostępnych nam sposobów okazywania Mu swojej miłości. Tutaj warto zwrócić szczególną uwagę na tę fascynującą prawdę, że Bóg dla każdego z nas jest Kimś Absolutnie Najbliższym. On kocha mnie bardziej, niż ktokolwiek z moich najbliższych; na moim dobru zależy Mu daleko więcej, niż mnie samemu. „Choćby mnie opuścili ojciec mój i matka, to jednak Pan mnie przygarnie” (Ps 27,10) – ta modlitwa Psalmisty jest powtórzona w Piśmie Świętym w paru różnych sformułowaniach.

To chyba oczywiste. Przecież Bogu zawdzięczamy wszystko, również to, że mamy bliskich, którzy nas kochają i których my kochamy. Od Niego pochodzi sama nawet nasza zdolność miłowania. To On uzdalnia mnie również do tego, że zależy mi na moim dobru. Z kolei to mój grzech jest przyczyną tego, ze potrafię skrzywdzić nawet ludzi sobie najbliższych, a własnego dobra szukam w sposób absurdalny, mianowicie niszcząc siebie i innych.

Im więcej to wszystko sobie uświadamiam, tym więcej będzie mnie radowało przykazanie, że Boga trzeba mi kochać z całej duszy, z całego serca, ze wszystkich sił i ze wszystkich myśli. Odkrywa ono najistotniejszą prawdę zarówno o Bogu, jak o nas samych oraz o rzeczywistości, w której nas Bóg umieścił. Logikę tego przykazania najwyraźniej można zobaczyć w świetle tamtego Wydarzenia sprzed dwóch tysięcy lat – że Jednorodzony Syn Boży, będący jedno ze swym Przedwiecznym Ojcem, dla nas stał się jednym z nas i dał się za nas ukrzyżować. Czy trzeba bardziej przekonującego dowodu, że Ten, który chce, abyśmy Go kochali z całej duszy i ze wszystkich sił, szuka bezinteresownie naszego dobra?

II. BÓG OJCIEC

1. Bóg jest Ojcem i Synem i Duchem Świętym

Zacznijmy od pytania, dlaczego w Starym Testamencie prawda o Trójcy Świętej nie była jeszcze objawiona. Dlaczego w czasach Abrahama, ani Mojżesza, ani proroków Bóg nie objawił jeszcze ludziom, że jest Ojcem i Synem i Duchem Świętym?

Szczególnie głęboką odpowiedź na to pytanie dał św. Grzegorz z Nazjanzu: Bo takie są obyczaje naszego Boga, że najpierw obdarza, a dopiero potem daje zrozumienie tego, czym obdarzył.

Przypatrzmy się chociażby, w jaki sposób została nam objawiona prawda o Synu Bożym. Najpierw były proroctwa, w tym nawet i takie, że „nazwą Go imieniem Emmanuel, Bóg z nami” (Iz 7,14; por. 9,5). Potem przyszedł moment, kiedy Ojciec Przedwieczny dał nam swojego Syna, który dla nas stał się jednym z nas. Ale dopiero stopniowo Jezus objawiał ludziom prawdę o swojej boskości. Najpierw wybrał sobie uczniów, zaczął nauczać jak nikt inny nie potrafił uczyć, i czynił cuda, i dawał świadectwo o swoim Ojcu. Dopiero po takim przygotowaniu zapytał swoich uczniów: „Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego?” I tę wiarę jakby wydobył ze swoich uczniów. „Ty jesteś Chrystus, Syn Boga żywego” – wyznał Szymon Piotr jako pierwszy tę wiarę, na której miał być zbudowany Kościół (Mt 16,15-18).

Bardzo analogicznie została nam objawiona prawda o Duchu Świętym. W Starym Testamencie były zapowiedzi. Pan Jezus podczas swego historycznego pobytu wśród nas wielokrotnie zapowiadał Ducha Świętego: „Będę prosił Ojca, a innego Pocieszyciela, innego Rzecznika, da wam, aby z wami był na zawsze. (...) On was wszystkiego nauczy, i przypomni wam wszystko, co Ja wam powiedziałem” (J 14,16.26). Ostatecznie, prawda o Duchu Świętym została objawiona w dniu Pięćdziesiątnicy, kiedy ten Duch Święty został Kościołowi udzielony.

Dopiero wówczas, Kościół – obdarzony tym Boskim Darem – coraz więcej pogłębiał się w jego rozumieniu. Tylko dla przykładu przypomnę tu wypowiedź Apostoła Pawła, o tyle znamienną, że prawdopodobnie powtarzał ją wielokrotnie, bo niemal w tym samym sformułowaniu zapisana jest ona zarówno w Liście do Rzymian, jak w Liście do Galatów: „Otrzymaliście Ducha przybrania za synów, w którym możemy wołać: «Abba, Ojcze!» Sam Duch wspiera swym świadectwem naszego ducha, że jesteśmy dziećmi Bożymi. Jeżeli zaś jesteśmy dziećmi, to i dziedzicami, dziedzicami Boga, a współdziedzicami Chrystusa” (Rz 8,15-17; por. Ga 4,6n).

Tajemnica Boga Trójjedynego, w największym skrócie, sprowadza się do następującego pytania: Jak to możliwe, że jeden, jedyny i niepodzielny Bóg jest trzema realnie odrębnymi Osobami? Wiara Kościoła na to pytanie odpowiada następująco: Osoby Boskie są wzajemnie sobie bliskie bliskością niemożliwą do osiągnięcia między osobami stworzonymi – aż tak całkowicie, że nie ma między Nimi (tak jak w miłości międzyludzkiej) wzajemnych relacji, ale każda z Osób jest cała i bez reszty, całą nieskończonością swojego bóstwa, hipostatyczną relacją ku dwom Osobom pozostałym.

Bóg Prawdziwy – Ojciec i Syn, i Duch Święty – jest wspólnotą Osób tak całkowicie i bez reszty na siebie otwartych, że bluźnierstwem byłoby o Nich powiedzieć: trzej bogowie. Trzy Osoby są jednym jedynym Bogiem, w którym poszczególne Osoby, przenikając się wzajemnie bez reszty, nie zatracają bynajmniej swojej osobowej odrębności. Przeciwnie: Ich odrębność właśnie polega na całkowitym oddawaniu się wzajemnym, tak że dla każdej z Nich jest ono niepowtarzalne – w taki sposób, że tylko pierwsza Osoba jest Ojcem, tylko druga jest Synem i tylko trzecia jest Duchem Świętym.

2. Tylko pierwsza Osoba jest Ojcem

Ojciec jest imieniem pierwszej Osoby. Ojcostwo nie jest – tak jak w przypadku ojcostwa realizowanego przez ludzi – spełnianą przez Niego funkcją, ale jest samą podstawą Jego osobowej tożsamości. Nie było momentu, w którym On zacząłby być Ojcem. On jest Ojcem bez początku, zawsze, w swojej wieczności. Syn jest Mu współwieczny, jest równym Mu w bóstwie i Jemu współwiecznym Bogiem prawdziwym.

Dokładnie w tym miejscu leży istota błędu ariańskiego. Arianie początkowo nie odrzucali prawdy Trójcy Świętej. Jednak Ariusz wyobrażał sobie, że skoro Syn jest zrodzony przez Ojca, to był czas, kiedy Syna nie było. Owszem – mówili arianie – Syn jest Bogiem, ale niższym od Ojca, bo rzekomo przez Niego stworzonym. Jest Bogiem, tylko że tak naprawdę – twierdzili – Bogiem nie jest. Nietrudno zauważyć, że do wiary chrześcijańskiej wkradała się w ten sposób mentalność politeistyczna.

Zarazem arianizm był próbą opisu tajemnicy Trójcy Świętej w kategoriach mitologicznych. Otóż już Sobór Nicejski zdecydowanie odrzucił wyjaśnianie tajemnicy zrodzenia Syna w kategoriach rzekomego wydarzenia, jakoby dokonało się ono w jakimś praczasie, w jakiejś przedwieczności, kiedy On miałby rzekomo powstać.Nauczyciele wiary katolickiej radykalnie odrzucali ariańskie formuły, jakoby Ojciec był wcześniejszy od Syna i jakoby w Bogu mogło mieć miejsce jakiekolwiek stawanie się.

Bóg jest niezmienny i nie ma w Nim ani nigdy nie było żadnego stawania się. Każda z Osób jest prawdziwym, równym dwom pozostałym Osobom Bogiem prawdziwym, nie wolno pochodzeń wewnątrz-trynitarnych rozumieć jako stawania się. Rodzenie Syna oraz tchnienie Ducha Świętego nigdy się nie zaczęło i nie polega na jakichkolwiek przemianach w Osobach Boskich. Wszystkie trzy Osoby są sobie absolutnie współwieczne. Samo to zaś, że Syn (a uwaga ta dotyczy również,mutatis mutandis, pochodzenia Ducha Świętego), w swojej boskiej wieczności, otrzymuje od Ojca całą nieskończoność swojego bóstwa, ani nie miało początku, ani nie jest zmianą w Bogu, ani w żaden sposób nie pomniejsza ani nie zwiększa boskości Ojca, podobnie jak żadnej z obu pozostałych Osób. Po prostu taki jest Bóg i trzeba na kolanach czcić Go jako Jedynego, który jest Ojcem i Synem i Duchem Świętym.

Wspaniale tę prawdę objaśniał św. Augustyn: Tylko pierwsza Osoba Trójcy jest Ojcem, druga Osoba jest Synem – bo istnieje nie z siebie, lecz z Ojca. „Kto jest z Ojca – wyjaśniał – nie jest z siebie. Gdyby Syn był z siebie, nie byłby Synem. Jest z Ojca. Ojciec nie jest z Syna, Syn natomiast jest z Ojca. Równy Ojcu, jednakże z Niego jest, a nie Ojciec z Syna. (...) Któż nie wie tego, że Bóg zrodził Boga, Pan zrodził Pana, Król zrodził Króla, Stworzyciel zrodził Stworzyciela, Dobry zrodził Dobrego, Mądry zrodził Mądrego, Miłosierny zrodził Miłosiernego, Potężny – Potężnego? Rodząc Syna, nic Ojciec nie stracił”2.

Jako Bóg prawdziwy, Syn nie jest czymś odrębnym od Ojca, jest natomiast kimś innym niż Ojciec. Za pomocą tego subtelnego rozróżnienia św. Augustyn pokazywał realną odrębność osobową Syna Bożego oraz Jego substancjalną tożsamość z Ojcem: „Pytasz, kim jest Ojciec. Odpowiadam: Bogiem. Pytasz, kim jest Syn. Odpowiadam: Bogiem. Pytasz: kim jest Ojciec i Syn? Odpowiadam: Bogiem. Jeśli cię zapytają o samego tylko Ojca, odpowiedz, że Bogiem. Zapytany o samego tylko Syna, odpowiedz, że Bogiem. Zapytany o Nich obu, odpowiedz, nie że bogami, ale że są Bogiem”3.

Żeby pokazać przepaść, jaka dzieli synostwo naturalne drugiej Osoby Trójcy od naszego synostwa adoptowanego, Augustyn przywołuje słowo Pana Jezusa, że „Ojciec miłuje Syna i wszystko oddał w Jego ręce” (J 3,35). Wynika stąd, że Ojciec zupełnie inaczej kocha swego Syna niż nas: „Czy Ojciec nie miłuje Jana? A jednak nie wszystko oddał w jego ręce. Czy Ojciec nie kocha Pawła? A jednak wszystkiego w jego ręce nie oddał. Ojciec miłuje Syna, ale nie tak Go miłuje, jak pan kocha sługę, lecz jako Jednorodzonego, a więc nie przybranego”4.

3. W jakim sensie Bóg jest naszym Ojcem?

Już na długo przed chrześcijaństwem, i to wewnątrz różnych tradycji religijnych, ludzie zauważyli, że Bóg postępuje z nami jak Ojciec – opiekuje się nami, w trosce o nasze dobro potrafi być surowy, ale wobec naszych grzechów jest cierpliwy i przebaczający, licząc na to, że w końcu zmądrzejemy i ustatkujemy się w tym, co dobre.

Ale być dla ciebie jak ojciec to coś zupełnie innego, niż być twoim ojcem. Między ojcostwem w sensie metaforycznym i w sensie dosłownym istnieje przepaść. Kochanowskiego nazywamy ojcem literatury polskiej, członków rady miejskiej – ojcami miasta, ale są to, rzecz jasna, tytuły metaforyczne, nawet jeżeli uzasadnione jakimiś wyjątkowymi zasługami albo szczególnym znaczeniem danej służby społecznej. Ojcem w sensie dosłownym można być tylko wobec rodzonego dziecka, gdyż, biorąc ściśle, ojcostwo polega na przekazaniu życia komuś podobnemu sobie, w ramach tego samego gatunku.

Owszem, Bóg jest dla nas – i dla samego nawet naszego istnienia – kimś nieporównanie ważniejszym, niż rodzony ojciec i matka, którzy przekazali nam życie w tej samej naturze ludzkiej, do życia w której sami zostali przedtem powołani przez swoich z kolei rodziców. On jest Stwórcą, który nieustannie udziela istnienia wszystkiemu, co istnieje. To właśnie w przestrzeni Jego mocy stwórczej otrzymaliśmy życie od naszych rodziców i sami możemy je dawać swoim dzieciom. Rodzice obdarzają nas różnoraką posługą swojego ojcostwa i macierzyństwa, ale Stwórca obdarza nas najdosłowniej wszystkim, również naszymi rodzicami oraz ich zdolnością do posługi rodzicielskiej.

Niemniej trzeba to sobie wyraźnie powiedzieć: Jako Stwórca Bóg nie jest naszym Ojcem. Jest jak Ojciec, obdarza nas więcej niż najlepszy ojciec ludzki, ale nie jest naszym Ojcem. Przecież my jesteśmy stworzeniami, a On Stwórcą, my jesteśmy śmiertelnymi ludźmi, a On Bogiem nieskończonym. Ojcostwo polega przecież na przekazaniu życia komuś podobnemu sobie w naturze.

W Jezusie Chrystusie stało się to, co po ludzku wydawało się zupełnie niemożliwe – sam Syn Boży stał się uczestnikiem naszej ludzkiej natury, aby nas zaprosić do udziału w naturze Bożej i Bożym synostwie. O naszym powołaniu do Bożego synostwa Nowy Testament mówi wręcz często. Już w prologu Ewangelii Jana czytamy o tych, którzy uwierzyli we wcielone Słowo, ze „stali się dziećmi Bożymi”, a zaraz w następnym zdaniu Ewangelista wyjaśnia, jak dosłownie należy to rozumieć: tacy bowiem „z Boga się narodzili”.

To naprawdę niesamowite: Ludzie narodzeni ze swoich rodziców mogą się narodzić po raz drugi – z samego Boga! Zaczyna się to przez chrzest (por. J 3,5; Ga 3,26-27). Człowiek staje się wówczas ni mniej ni więcej, tylko „uczestnikiem Bożej natury” (por. 2 P 1,4) i już teraz nosi w sobie „zarodek życia Bożego” (por. 1 J 3,9).

Chciałoby się zawołać: Przecież to niemożliwe! Przecież z Boga rodzi się tylko Syn Jednorodzony, który otrzymuje od Niego całą boska naturę i jest równym Mu we wszystkim Bogiem Prawdziwym! Przecież sam Bóg nie może dokonać rzeczy absurdalnej i nie może sprawić, żebyśmy przestali być stworzeniami! Co więc znaczy ta nowina, że człowiek może się narodzić z Boga i stać się uczestnikiem Jego natury? Co to znaczy, że człowiek może być dzieckiem Boga i mieć przystęp do Boga jako do Ojca? I dlaczego przystęp do Ojca jest dla nas możliwy tylko w Chrystusie?

Jak widzimy, gdyby nie było Wcielenia, nie bylibyśmy zdolni powiedzie prawdziwie: Wierze w Boga Ojca. Nie ulega bowiem najmniejszej wątpliwości, że jeden tylko Syn Jednorodzony ma rzeczywisty przystęp do swojego Ojca, „który zamieszkuje światłość niedostępną i żaden z ludzi Go nie widział ani nie może zobaczyć” (1 Tm 6,16). Ale po to przecież Syn Boży stał się jednym z nas, abyśmy my, którzyśmy w Niego uwierzyli i karmimy się nawet Jego własnym Ciałem, coraz więcej stawali się jedno z Nim. Otóż im więcej stajemy się jedno z Nim, tym prawdziwiej stajemy się uczestnikami Jego boskiego Synostwa i w ten sposób uzyskujemy – choć jesteśmy tylko stworzeniami – przystęp do Boga już nie tylko jako do Stwórcy, ale jako do Ojca.

I właśnie na tym polega zbawienie wieczne: „Już obecnie jesteśmy dziećmi Bożymi, ale jeszcze się nie ujawniło, czym będziemy. Wiemy, że gdy się objawi, będziemy do Niego podobni, bo ujrzymy Go takim, jakim jest” (1 J 3,2).

O to zespolenie z Sobą, które doprowadzi nas do Ojca na życie wieczne, Zbawiciel modlił się żarliwie w przeddzień swojej męki. Sens tej Jego modlitwy z całą pewnością przekracza nasze popularne interpretacje ekumeniczne: „Nie tylko za nimi proszę, ale i za tymi, którzy dzięki ich słowu będą wierzyć we Mnie; aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili w Nas jedno, aby świat uwierzył, żeś Ty Mnie posłał. I także chwałę, którą Mi dałeś, przekazałem im, aby stanowili jedno, tak jak My jedno stanowimy. Ja w nich, a Ty we Mnie! Oby się tak zespolili w jedno, aby świat poznał, żeś Ty Mnie posłał i żeś Ty ich umiłował tak, jak Mnie umiłowałeś. Ojcze, chcę, aby także ci, których Mi dałeś, byli ze Mną tam, gdzie Ja jestem, aby widzieli chwałę moją, którą Mi dałeś, bo umiłowałeś Mnie przed założeniem świata. Ojcze sprawiedliwy! Świat Ciebie nie poznał, lecz Ja Ciebie poznałem i oni poznali, żeś Ty Mnie posłał. Objawiłem im Twoje imię i nadal będę objawiał, aby miłość, którą Ty Mnie umiłowałeś, w nich była i Ja w nich” (J 17,20-26).

2Collatio cum Maximo Arianorum Episcopo,7, PL 42,726.

3Enarratio 1 in Psalmum68,5 PL 36,845.

4Wykład Ewangelii Jana,hom. 14,11; w: Święty Augustyn,Homilie na Ewangelie i Pierwszy List św. Jana,t. 1, s. 221.

III. BÓG JEST WSZECHMOCNY

1. Tylko Jeden jest wszechmocny!

W Piśmie Świętym, prawda o Bożej wszechmocy lubi towarzyszyć głoszeniu, że Bóg jest Stwórcą wszechświata. „Podnieście oczy w górę – woła prorok Izajasz – i patrzcie: Kto stworzył te gwiazdy? – Ten, który w szykach prowadzi ich wojsko, wszystkie je woła po imieniu. Spod takiej potęgi i olbrzymiej siły nikt się nie uchyli” (40,26).

Również poganie wyobrażali sobie bogów jako istoty niezwykle potężne. Ponieważ jednak nie znali prawdy o stworzeniu świata, ich ukształtowane poza religią objawioną wyobrażenia o boskiej potędze co najmniej w dwóch momentach różniły się od biblijnej prawdy o Bożej wszechmocy.

Ujawniło się to wręcz spektakularnie, kiedy lud Boży postanowił czcić Boga prawdziwego, swojego Wybawcę z niewoli egipskiej, w symbolu potężnego byka. Bóg stanowczo odrzucił tę formę oddawania Mu czci – przecież potęga tego zwierzęcia nie ma nic wspólnego z miłością, a ponadto – w przeciwieństwie do potęgi Bożej – ma ona swoje granice.

Prawdzie, że wszechmoc Boża przeniknięta jest dobrocią i miłością, poświęcimy osobną uwagę. Natomiast tę prawdę, że nie ma ona granic, wyraża niekiedy Pismo Święte za pomocą negowania w Bogu wysiłku, jaki my musimy podejmować, kiedy docieramy do granic swoich możliwości:„Czy nie wiesz tego? Czyś nie słyszał? Pan – to Bóg wieczny, Stwórca krańców ziemi. On się nie męczy ani nie nuży, Jego mądrość jest niezgłębiona” (Iz 40,28).

W perspektywie tej wszechmocy, która nie musi zdobywać się na żaden wysiłek, znany XX-wieczny mistyk (karmelita, bł. Maria Eugeniusz) opisuje nawet pochodzenia Osób Boskich:

Bóg Ojciec kocha swe Słowo, a Słowo spogląda na swego Ojca. Spogląda na źródło, z którego nieustannie wypływa, spogląda na Ojca, który nieustannie je rodzi, tak jak ognisko rodzi nieustannie promienie i światło. I kocha to Źródło, odnajduje się w nim. Oto właśnie kontemplacja, proste spojrzenie Boga na swoje Słowo i Słowa na swego Ojca. Z tej kontemplacji rodzi się obopólne uwielbienie, umiłowanie Boskiej natury, miłość dwóch Osób. Wiemy, co wynika z tego aktu miłości Ojca i Syna – akt miłości nieskończonej, Miłość substancjalna, która jest trzecią Osobą Trójcy. Dwie Osoby są odtąd złączone wspólną miłością, wspólnym tchnieniem wypływającej z nich miłości, która wypełnia je radością. (...) Jak dobrze jest rzucić czasem spojrzenie na to szczęście Boga! Radość spokojna, radość triumfująca, niewyczerpane szczęście, radość pogodna. Nie ma w niej burz, są wynikiem pełni Boga, nie przekraczają Jego sił, Bóg nie musi działać siłą, nie musi wybuchać, by tchnąć miłość, tchnąć Ducha Świętego, nie, to jest normalne, to zeń wypływa5.

Ale wróćmy do cytowanej wyżej perykopy z Iz 40. Dwa następne zdania tej perykopy mówią o tym, że kochający nas Bóg chce dawać nam udział w swojej wszechmocy: „On dodaje mocy zmęczonemu i pomnaża siły omdlałego. Chłopcy się męczą i nużą, chwieją się słabnąc młodzieńcy, lecz ci, co zaufali Panu, odzyskują siły, otrzymują skrzydła jak orły: biegną bez zmęczenia, bez znużenia idą”. Później Pan Jezus pouczy nas o dwóch konkretnych sposobach naszego udziału w Bożej wszechmocy: przez wiarę (por. Mt 17,20) oraz przez modlitwę (por. Mt 18,19).

2. Czego „nie może” Wszechmocny?

Komentarza domagają się twierdzenia – a takie znajdują się również w Piśmie Świętym – że Bóg coś „musi” i niektórych rzeczy „nie może”. Na przykład, Bóg „musi okazać się prawdomówny” (Rz 3,4) i „nie może zaprzeć się samego siebie” (2 Tm 2,13). Można ułożyć całą listę prawdziwych twierdzeń, że Bóg czegoś „nie może”: nie może się mylić, nie może nikogo skrzywdzić, nie może przestać istnieć, nie może nikogo okłamać, itp. Mówiąc krótko, Bóg „nie może” nie być nieskończenie dobry i potężny; po prostu „nie może” nie być Bogiem.

Nie jest, oczywiście, tak, że Bóg do czegokolwiek jest przymuszony lub zdeterminowany, albo jakoby obowiązywały Go (i w ogóle jakoby istniały) jakieś prawa wyższe lub wcześniejsze od Niego. Prawa logiki oraz zasady moralne z Niego przecież wypływają i odzwierciedlają Jego prawdę.

Co zatem wyrażają prawdziwe zdania, mówiące o tym, że Bóg czegoś nie może? Zauważmy, że we wszystkich podanych wyżej zdaniach tego typu negacja ma sens jednoznacznie pozytywny, wyklucza w Bogu samą nawet możliwość takich lub innych uchybień lub niedoskonałości. Takiego języka używamy niekiedy nawet o człowieku: mówimy niekiedy o kimś, że jest mistrzem tak doskonałym, że „nie może” spartaczyć podjętego przez siebie zadania, „nie może” wypuścić ze swojego warsztatu jakiejkolwiek fuszerki, itp.

W tym miejscu warto przypomnieć popularne w swoim czasie ateistyczne pytanie-pułapkę, obliczone na wykazywanie, jakoby sama nawet idea wszechmocy Bożej była wewnętrznie sprzeczna: Czy Bóg mógłby stworzyć taki kamień, którego nie mógłby podnieść?

Spróbujmy nadać temu pytanie formę bardziej poważną. Bo przecież samo wyobrażanie sobie Boga jako kogoś zajmującego się podnoszeniem kamieni urąga najbardziej elementarnym intuicjom na temat Boga i jest dla Niego obraźliwe. Równie głupio ktoś mógłby pytać: Czy Bóg mógłby stworzyć taką bułkę, której nie mógłby zjeść?

Ale potraktujmy to pytanie poważnie i sformułujmy je następująco: Czy Bóg mógłby stworzyć taki świat, nad którym nie byłby już w stanie zapanować? Odpowiedź na to pytanie może być tylko jedna: Oczywiście, że nie mógłby. Bo jest naprawdę wszechmocny, to znaczy nieskończenie potężny. Jakakolwiek podatność na brak kłóci się z pojęciem wszechmocy. Nie na tym przecież polega wszechmoc Boga, żeby jej mogło (albo nawet musiało!) czegoś brakować.

3. „Dla Boga nie ma nic niemożliwego”

Wydobądźmy teraz z Pisma Świętego kilka fragmentów, w których mówi się o wszechmocnej Bożej miłości do nas ludzi. Chodzi o to, że Bóg w swojej miłości do nas nie jest związany ani naszym zdrowym rozsądkiem, ani granicami naszej ludzkiej wyobraźni. Kiedy wybrał sobie szczególnie Abrahama i postanowił obdarzyć go potomstwem liczniejszym niż gwiazdy na niebie, nie stanowiło dla Niego żadnej przeszkody to, że jego wybraniec oraz jego żona byli w wieku, kiedy ludzie już naprawdę nie mogą mieć dzieci. Bo przecież dla Boga nie ma nic niemożliwego!

Później anioł Gabriel (którego imię znaczy „moc Boża”!) sięgnie po te słowa, zwiastując przyjście Zbawiciela. Bo wcielenie Syna Bożego – chociaż dokonało się tak cicho, że nawet Józef, dziewiczy mąż Maryi, tego nie zauważył – jest dziełem wszechmocy Bożej większym nawet, niż stworzenie świata. Wszechmocna miłość Ojca Przedwiecznego to sprawiła, że Jego Syn przyjął naszą ludzką naturę.

Cofnijmy się jeszcze do Starego Testamentu i przypomnijmy sobie rozkaz, jaki podczas oblężenia Jerozolimy dał Bóg Jeremiaszowi. Już było wiadomo, że Jerozolima padnie, a najeźdźca, zanim zacznie wprowadzać swoje porządki, wszystko zniszczy. Tymczasem Bóg każe prorokowi zachować się w sposób poniekąd absurdalny, tak jakby to był czas głębokiego pokoju. Każe mu nabyć pole, zapłacić za nie pełną cenę srebra, sporządzić akt notarialny, a wszystko to na świadectwo, że „będą jeszcze w tym kraju kupować domy, pola i winnice”. Jeremiasz zrozumiał wtedy, że Bóg każe mu przypominać ludowi, iż „żadna rzecz nie jest niemożliwa” dla Stwórcy nieba i ziemi, który nie opuści swojego ludu (por. Jr 32,16-44).

Później sam Pan Jezus odpowie uczniom na ich niepokój, że chyba tylko nieliczni będą zbawieni: „Co niemożliwe jest u ludzi, możliwe jest u Boga”.

Jego wszechmoc i miłość są podstawą naszego zawierzenia.

Przede wszystkim jednak wszechmoc nie jest w Piśmie Świętym abstrakcyjną cechą dalekiego Boga. Bóg prawdziwy, Stwórca wszystkiego, co istnieje, oczywiście, jest Bogiem wszechmocnym, ale Jego wszechmoc tym m.in. się wyraża, że On dobrotliwie czuwa nawet nad każdym wróbelkiem i nad każdym włosem na naszych głowach, nad nami zaś czuwa najszczególniej: „Czyż nie sprzedają dwóch wróbli za asa? A przecież żaden z nich bez woli Ojca waszego nie spadnie na ziemię. U was zaś nawet włosy na głowie wszystkie są policzone. Dlatego nie bójcie się: jesteście ważniejsi niż wiele wróbli” (Mt 10,29-31).

Prawdę o takim właśnie charakterze Bożej wszechmocy Pismo Święte przekazuje w formie nie tyle pouczeń, co świadectwa. Wiele w nim podziękowań Wszechmocnemu za to, że nas kocha i nad nami czuwa. Takie dziękczynienia szczególnie często pojawiają się w Psalmach: „Okrzyki radości i wybawienia w namiotach ludzi sprawiedliwych: Prawica Pańska moc okazuje, prawica Pańska wysoko wzniesiona, prawica Pańska moc okazuje” (Ps 118, 15n; por. 18,36; 48,11; 63,9).

O tym, że mój los nie jest dla Boga czymś obojętnym, Psalmista przypomina sobie zwłaszcza w momentach zagrożenia: „Gdy chodzę wśród utrapienia, Ty zapewniasz mi życie, wbrew gniewowi mych wrogów; wyciągasz swą rękę, Twoja prawica mnie wybawia”. Najczęściej jednak zawierzenie potężnemu Bogu wyraża się jednym i drugim: dziękczynieniem za ocalenie oraz prośbą, ażeby zagrożenie Bóg usunął ostatecznie (por. Ps 25,15; 31,15-18; 32,6).

Zdarza się niekiedy, że człowiek – nie wątpiąc, że Bóg go kocha i że jest wszechmocny – niecierpliwi się, bo czuje się tak, jakby On o nas zapomniał i naszych utrapień nie zauważał: „Przecież to przez wzgląd na Ciebie ciągle nas mordują, mają nas za owce na rzeź przeznaczone. Ocknij się! Dlaczego śpisz, Panie? Przebudź się! Nie odrzucaj na zawsze! Dlaczego ukrywasz Twoje oblicze? Zapominasz o nędzy i ucisku naszym?” (Ps 44,23-25).

Te niepokoje podejmiemy jeszcze w rozdziałach na temat Bożej Opatrzności.

5Maria Eugeniusz OCD,Z tchnieniem Ducha, Poznań 1994, s. 20.

IV. STWORZENIE NIEWIDZIALNE

1. Bezkres Bożego stworzenia

W którąkolwiek stronę rzeczywistości by spojrzeć, jej granice są dla nas nieosiągalne. Patrząc w dal, mamy wszystkie powody do przypuszczeń, że chociaż najnowocześniejsze teleskopy sięgają odległości, od których aż w głowie się kręci, to przecież poza ich zasięgiem istnieją dalsze przestrzenie kosmiczne, w ogóle niedostępne w tej chwili ludzkiej obserwacji. Patrząc w głąb, w najmniejszą odrobinę materii, coraz więcej zdajemy sobie sprawę z tego, że moment, w którym będziemy mogli sobie powiedzieć, iż na temat struktury materii wiemy już wszystko, odsuwa się nam praktycznie w nieskończoność. W ten sposób nawet świat materialny świadczy o swoim pochodzeniu od nieskończonego Boga.

To zaś, że człowiek jest jedyną na tej ziemi istotą, zdolną rozpoznać tę bezgraniczność materialnego kosmosu, też zapewne coś znaczy. Czyż nie wolno nam dopatrywać się w tym znaku, że stworzeni zostaliśmy dla nieskończonego Boga? Że – jak powiada ostatni sobór – człowiek jest jedynym na tej ziemi stworzeniem, którego Bóg chciał dla niego samego?

Ale zapatrzyliśmy się ostatnio w bezkres materii i zmniejszyły się nasze zainteresowania bezkresem świata duchowego. Owszem, jesteśmy świadomi naszej niemożności całościowego ogarnięcia ludzkich dziejów, ludzkiej myśli, a nawet ludzkiej psychiki. Czyżby jednak świat ducha ograniczał się do człowieka? Warto zdać sobie sprawę z tego, że chociaż o aniołach wiemy z Bożego objawienia, przecież istnienia ich domyślali się najwybitniejsi filozofowie starożytności. Do jakiego stopnia problem bytów pośrednich – wyższych od człowieka, a przecież stworzonych i zależnych od Boga – zaprzątał umysły Platona, Arystotelesa i innych ojców filozofii, osobiście zorientowałem się dopiero w trakcie pracy nad przekładem dziełka św. Tomasza pt. O substancjach czystych.

2. „Przestrzenią” naszej wspólnoty z aniołami jest Chrystus

Istotą prawdy o aniołach jest oczywiście jej wymiar religijny. Wykład tej prawdy zacznijmy od miejsca dla wiary chrześcijańskiej absolutnie centralnego, tzn. od starannie zaznaczonego w Ewangeliach udziału aniołów w tajemnicy Wcielenia i Odkupienia. To naprawdę nie przypadek ani szczegół bez znaczenia, że właśnie anioł zwiastował nam najwspanialszą nowinę, jaką kiedykolwiek na ziemi słyszano: że Syn Boży stanie się człowiekiem. Aniołów, śpiewających chwałę Bogu i pokój ludziom, słyszymy w noc Bożego Narodzenia. Pojawiają się oni na początku publicznej działalności Chrystusa i w Ogrodzie Oliwnym, i w grobie Zmartwychwstałego, i w dniu Wniebowstąpienia.

Spróbujmy odnaleźć sens, jaki zawiera w sobie ta nieprzypadkowa przecież obecność aniołów przy Synu Bożym, dokonującym zbawienia rodu ludzkiego. Czyż nie świadczy ona o tym, że Odkupienie nie jest partykularną sprawą między Bogiem a mieszkańcami ziemi, ale w jakiś tajemniczy sposób dotyczy ono całego wszechstworzenia? Już Stary Testament różnorodnie mówi o dwukierunkowej naszej łączności ze światem aniołów, stworzeń duchowych niewyobrażalnie od nas doskonalszych. Z Ewangelii zaś jednoznacznie wynika, że centrum i przestrzenią tej naszej wspólnoty z aniołami jest Chrystus.

Przypatrzmy się owym dwóm kierunkom solidarności aniołów z zagubionym rodem ludzkim. Najzwięźlej symbolizuje je drabina, którą zobaczył we śnie Jakub: „We śnie ujrzał drabinę opartą na ziemi, sięgającą swym wierzchołkiem nieba, oraz aniołów Bożych, którzy wchodzili w górę i schodzili na dół, a oto Pan stał na jej szczycie” (Rdz 28,12n). Aniołowie, idący od nas ku górze, obrazują, rzecz jasna, potężną, pociągającą nas ku Bogu życzliwość, jaka płynie z tego niepojętego dla nas świata. Życzliwość tę Pismo Święte raz przedstawi w obrazie aniołów, którzy zanoszą do Boga nasze modlitwy i ofiary (Tb 12,12; Ap 5,8; 8,3n), raz w obrazie naszego przyłączania się do wiekuistej liturgii, odprawianej przez aniołów.

„Będę Ci śpiewał wobec aniołów!” – woła Psalmista (Ps 138,1). „I ujrzałem i usłyszałem głos wielu aniołów (...), a liczba ich była miriady miriad i tysiące tysięcy, mówiących głosem doniosłym: Baranek zabity jest godzien wziąć potęgę i bogactwo, i mądrość, i moc, i cześć i chwałę, i błogosławieństwo” – czytamy w Apokalipsie (5,11n; por. 7,11nn). Właśnie dlatego artyści często wyobrażali sobie aniołów w szatach liturgicznych.

W obrazie drabiny Jakubowej widzimy również aniołów, którzy zstępują do nas od Boga, aby być towarzyszami, przewodnikami i obrońcami naszej trudnej i pełnej niebezpieczeństw drogi. Ta posługa aniołów najbardziej obrazowo przedstawiona została w Księdze Tobiasza. W Dziejach Apostolskich dwukrotnie czytamy o aniele, który przyjaciół Bożych cudownie wyprowadza z więzienia. Z opowieści o nawróceniu dworzanina królowej Etiopczyków dowiadujemy się, że anioł Boży może wskazywać drogę głosicielom Ewangelii. Najbardziej generalnie o tym towarzyszeniu aniołów ludzkim losom mówił Pan Jezus: Nawet najmniejsi spośród nas są Bogu tak drodzy, że mają swoich aniołów, którzy „wpatrują się zawsze w oblicze Ojca mojego, który jest w niebie”. „Czyż nie są oni wszyscy – czytamy w Liście do Hebrajczyków, 1,14 – duchami przeznaczonymi do usług, posłanymi na pomoc tym, którzy mają posiąść zbawienie?”

3. Jak prawdę o aniołach uczynić żywą?

Dla wielu chrześcijan współczesnych prawda o aniołach trąci mitologią. Otóż warto sobie uświadomić, że nie jest to pomysł nowy. Podobnego zdania byli już saduceusze, którzy głosili, „że nie ma zmartwychwstania ani anioła, ani ducha” (Dz 23,8). Osobiście sądzę, że mamy w sobie coś z saduceuszy nawet wówczas, kiedy nie odrzucamy może wprost prawdy o istnieniu aniołów, ale praktycznie się nią nie przejmujemy. W wierszu Nie umiem z aniołami Kazimiera Iłłakowiczówna znakomicie sformułowała przeciętne problemy, jakie prawda ta stwarza dzisiejszym chrześcijanom. Co zatem robić? Jak prawdę o aniołach uczynić żywą?

Odpowiedź jest bardzo prosta. Wystarczy chcieć jeszcze więcej zbliżyć się do Chrystusa, który jest – powtórzmy to jeszcze raz – centrum i przestrzenią naszej wspólnoty z aniołami. Zbliżając się do Chrystusa, zbliżamy się zarazem do Jego przyjaciół, wchodzimy w większym stopniu „do Jeruzalem niebieskiego, do niezliczonej liczby aniołów, na uroczyste zebranie do Kościoła pierworodnych, którzy są zapisani w niebiosach” (Hbr 12,22n). Pieśń 28 „Nieba” w Boskiej Komedii przedstawia Boga jako Ogień otoczony dziewięciu świetlistymi kręgami, czyli dziewięciu chórami aniołów. Aniołowie właśnie dlatego są tak niewyobrażalnie wspaniali i zasługują na naszą miłość, i właśnie dlatego mogą być naszymi potężnymi pomocnikami, że są nierozerwalnie złączeni z Bogiem i z Chrystusem. Już Ojcowie Kościoła porównywali aniołów do promieni Boskiego Słońca.

Byłoby obrazą aniołów, gdybyśmy próbowali ich czcić w taki sposób, że kult ten rozpraszałby naszą uwagę religijną i utrudniałby całoosobowe zwrócenie ku Bogu. „Niechaj was nikt nie odsądza od nagrody, zamiłowany w uniżaniu siebie i czci aniołów” (Kol 2,18). Kiedy obaj Tobiasze upadli na twarz przed aniołem, ten całą ich uwagę stara się zwrócić ku Bogu, który jeden godzien jest uwielbienia. W analogicznej sytuacji anioł zakazuje autorowi Apokalipsy oddawać sobie pokłon: „Bacz, byś tego nie czynił, bo jestem współsługą twoim i braci twoich, proroków, i tych, którzy strzegą słów tej Księgi. Bogu samemu złóż pokłon”.

4. Świadectwo dzieci fatimskich o spotkaniu z Aniołem

Prawdziwa cześć aniołów zbliża do Boga, a zarazem jest znakiem Jego bliskości. Niezwykle przejmujące pod tym względem jest świadectwo dzieci fatimskich o spotkaniu z aniołem, które poprzedzało objawienia Matki Bożej: „Otaczała nas tak intensywna atmosfera nadprzyrodzona, nieledwie nie zdawaliśmy sobie sprawę z własnego istnienia. Trwało to dość długo. Trwaliśmy w postawie, w której anioł nas opuścił, powtarzając bez przerwy jego modlitwę. Obecność Boga czuliśmy tak potężnie i tak głęboko, że nawet między sobą nie odważyliśmy się mówić o zjawisku. Jeszcze nazajutrz umysły nasze pogrążone były w tej atmosferze”.

Rezultaty tego spotkania przedstawiały się następująco: „Od czasu, gdy tajemnicze światło oświeciło ich dusze, patrzą na ziemię innymi oczami. Po zjawiskach anielskich jakoś inaczej wyglądają góry i lasy, doliny, słońce, ludzie i owce. Dzieci odczuwają to, co wracający z daleka podróżnik, któremu każda rzecz wydaje się zmieniona. Anioł wprowadził je w krainę, o której miały tylko mgliste pojęcie. Teraz ich wyobrażenie o Bogu było bez porównania wyższe, większym też było obrzydzenie do grzechu”.

W tym właśnie leży sens szukania przyjacielskiej zażyłości z aniołami: aniołowie pomagają nam zbliżyć się do Chrystusa i oddalić się od zła. Ich nieobecność w naszym życiu religijnym może (choć zapewne nie musi) być znakiem naszego oddalenia od Boga. „Jak dym odgania pszczoły, a smród gołębie – powiedział kiedyś św. Bazyli – tak czyn brzydki i haniebny oddala od nas naszego anioła stróża”.

5. Dobroć i potęga aniołów

Nie tylko w poezji, lecz również w najbardziej oficjalnym nauczaniu wiary mówi się o możliwości upodobnienia do aniołów. „Na wzniosłe imię anioła – mówi święty papież Grzegorz Wielki – również wy, jeśli chcecie, możecie zasłużyć. Każdy z was – o ile otrzymał do tego natchnienia z nieba – prawdziwie jest aniołem, jeśli zdoła odwieść bliźniego od zła, jeżeli stara się zachęcić go do dobrego, jeśli błądzącemu mówi o wiecznym królestwie i o karze, i nie szczędzi mu świętych słów upomnienia”.

Przede wszystkim jednak anioł kojarzy nam się z gestem pochylenia nad człowiekiem słabym i bezradnym lub cierpiącym. Skojarzenie to utrwaliło się w języku, w postaci takich zwrotów, jak: „anielska cierpliwość”, „anioł dobroci”, „to anioł, nie człowiek” itp. Zauważmy jednak, że anielska pomoc istotnie różni się od ludzkiej. Jest potężna. Weźmy dla przykładu słynną scenę z Księgi Daniela: „Anioł Pański zstąpił z Azariaszem i jego towarzyszami do pieca i wyrzucił płomień ognisty z pieca. Sprawił, że w środku pieca przewiewał jakby wietrzyk rosisty, a ogień nie dotknął się ich wcale i nie zadał im żadnego bólu ani szkody” (Dn 3,49-50). Przecież to od razu rzuca się w oczy, że ten anioł różni się bardzo od miłosiernego Samarytanina. Nie dotyczą go ograniczenia naszej ludzkiej kondycji.

Potęga aniołów nie tylko wspiera przyjaciół Bożych. Jest groźna dla zła. W Biblii mówi się o tym tak często, że aż trudno zrozumieć, dlaczego prawda o aniołach jako o potężnych wrogach zła jest w naszej świadomości prawie nieobecna. Przypomnijmy główne epizody tworzące tę tradycję. Otwierają ją Cheruby z ognistym mieczem, postawieni u bram Edenu (por. Rdz 3,24). W czasach Wyjścia Anioł Niszczyciel pozabijał pierworodnych Egiptu, w okresie zagrożenia asyryjskiego anioł Pański sprawił spustoszenie w najeźdźczej armii Sennacheryba (por. 2 Krl 19,35), anioł też dopełnił sprawiedliwości na bezbożnych prześladowcach Zuzanny (por. Dn 13,59). O karzącym aniele mówi się w modlitwie przeciwko niegodziwcom (Ps 35,5n):

Niech będą jak plewa na wietrze,

gdy będzie ich gnać anioł Pana.

Niech droga ich będzie ciemna i śliska,

gdy anioł Pana będzie ich ścigał.

A nade wszystko w Apokalipsie aniołowie wielokrotnie przedstawieni są jako posłańcy gniewu Bożego, skierowanego przeciwko złu. W tej podwójnej roli – obrońców dobra i mścicieli zła – wystąpią aniołowie na sądzie Bożym (Mt 24,31; 13,41).

Tradycję tę cudownie interpretuje m.in. Antoni Edward Odyniec w swoim Aniele śmierci. Spróbujmy i my te groźne wątki prawdy o aniołach w sobie ożywić. Czy nie moglibyśmy na przykład modlić się do Boga, aby raczył uprzedzać swój sąd nad nami? Aby wysłał do mnie i do ciebie swoich aniołów, którzy będą niemiłosierni dla mojego i twojego grzechu (choćby nie wiem jak miałoby to nas boleć), będą zaś uwalniali w nas to wszystko, co dobre i tęskniące za prawdziwą miłością!

Wydaje się, że tymi przede wszystkim treściami należałoby napełniać naszą modlitwę do Anioła Stróża. Te motywy można też dołączać, ilekroć wspominamy aniołów w prefacji Modlitwy Eucharystycznej. Nie lękajmy się prosić Boga również o to, żeby przysyłał przeciwko nam – przeciwko temu wszystkiemu, co zasługuje w nas na zniszczenie – swoich aniołów mścicieli. Będzie to przecież dla naszego dobra.

V. GDZIE JEST BÓG?

W pierwszym odcinku Dekalogu Kieślowskiego, chłopiec wychowywany w rodzinie niewierzącej pyta swoją wierzącą ciotkę: „Gdzie jest Bóg?”. Ciotka wzięła go w ramiona, objęła go i powiada: „Bóg jest tutaj, Bóg jest wszędzie tam, gdzie ludzie naprawdę się kochają”.

1. Bóg jest „wszędziej niż wszędzie”

Prawda tej sceny głęboko porusza. Zarazem wciąż na nowo musimy sobie przypominać, że prawdy o Bogu nie da się zamknąć w żadnych ludzkich słowach ani gestach, gdyż przekracza ona wszelkie ludzkie środki wyrazu. Niekiedy jednak komuś głęboko Bogiem zafascynowanemu udaje się coś tak niezwykłego o Nim powiedzieć, że niemal przekracza to granice możliwości ludzkiego języka.

Bóg jest „wszędziej niż wszędzie” – napisała, zapewne pod wpływem jakiegoś mistycznego doświadczenia, Beata Obertyńska w swoich Grudkach kadzidła. Bóg jest intimior intimo meo – zachwycał się święty Augustyn, co w wolnym przekładzie można oddać: „Bóg jest mi bliższy niż ja sam sobie”.

Oba te sformułowania – więcej niż mistrzowskie – stanowią poniekąd echo biblijnych intuicji na temat Bożej wszechobecności. „Czy jednak naprawdę zamieszka Bóg na ziemi? – modlił się król Salomon podczas poświęcenia Świątyni. – Przecież niebo i niebiosa najwyższe nie mogą Cię objąć, a tym mniej ta świątynia, którą zbudowałem” (1 Krl 8,27).

„W Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy” (Dz 17,28) – wyjaśniał apostoł Paweł pogańskim filozofom na Areopagu. W połowie zaś II wieku, święty Teofil z Antiochii w następujących słowach wyrażał prawdę, że Bóg, obecny w każdym miejscu, jest zarazem transcendentny wobec wszystkich miejsc: „On nie jest ograniczony miejscem, bo inaczej obejmujące Go miejsce byłoby większe od Niego. Bóg nie jest objęty żadnym miejscem, lecz sam jest miejscem wszystkiego”6.

O tym natomiast, że Bóg jest mi bliższy niż ja sam sobie, mówił sam nawet Pan Jezus: „Kiedy dajesz jałmużnę, niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa, aby twoja jałmużna pozostała w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie” (Mt 6,3n). „Przenikasz i znasz mnie, Panie – wysławiał Bożą miłość Psalmista. – Ty wiesz, kiedy siadam i wstaję. Z daleka przenikasz moje zamysły, widzisz moje działanie i mój spoczynek i wszystkie moje drogi są Ci znane. Choć jeszcze nie ma słowa na języku: Ty, Panie, już znasz je w całości. Ty ogarniasz mnie zewsząd i kładziesz na mnie swą rękę” (Ps 139,1-5).

Rzecz jasna, grzesznikowi ta Boża wszechobecność musi przeszkadzać. Już pierwszy grzesznik tłumaczył się nieporadnie przed Bogiem: „Usłyszałem Twój głos w ogrodzie, przestraszyłem się, bo jestem nagi, i ukryłem się” (Rdz 3,10). „Czy może się człowiek – czytamy w księdze Jeremiasza, 23,24 – ukryć w zakamarkach, tak bym go nie widział? – wyrocznia Pana. Czy nie wypełniam nieba i ziemi?”. „Gdzież jest takie miejsce – pytał święty Augustyn – w którym by nie było Tego, który jest wszędzie? Czyż nie o tym właśnie przypomina nam Paweł, gdy mówi: Pan jest blisko, o nic się już więcej nie troszczcie?”7.

Augustyn zachwycał się tym, że Bóg jest wszędzie, bo całym sobą wiedział, że On jest Miłością. Kiedy jednak o tym się nie wie albo nie chce wiedzieć, Boża wszechobecność może przerażać, tak jak przeraziła kiedyś młodego Sartre’a. Nie chciał też nic wiedzieć o Bożej wszechobecności cudzołożnik z Księgi Syracha, 23,18-19:

Człowiek popełniając cudzołóstwo

mówi do swej duszy: «Któż na mnie patrzy?

Wokół mnie ciemności, a mury mnie zakrywają,

nikt mnie nie widzi: czego mam się lękać?

Najwyższy nie będzie pamiętał moich grzechów».

Tylko oczy ludzkie są postrachem dla niego,

a zapomina, że oczy Pana,

nad słońce dziesięć tysięcy razy jaśniejsze,

patrzą na wszystkie drogi człowieka

i widzą zakątki najbardziej ukryte.

A jednak nawet cudzołożnika ogarnia Wszechobecny swoją miłością – i skłania go do porzucenia grzechu i do wejścia na drogę prowadzącą do życia. Takiego właśnie spotkania z wszechobecnym Bogiem doświadczył grzesznik Augustyn, zawstydził się swojego zła i otworzył się cały na Bożą miłość, która przemieniła go w końcu w wielkiego świętego: „Przed Tobą, Panie, otchłań ludzkiego sumienia stoi otworem. Cóż więc potrafiłbym zakryć przed Tobą, nawet gdybym nie zechciał wyznać? To raczej Ciebie zakryłbym przed sobą, nie zaś siebie przed Tobą. Teraz więc, gdy moje westchnienie świadczy, iż nie znajduję w sobie upodobania, Ty stajesz się moim światłem, moim upodobaniem, miłością i pragnieniem. Wstydzę się siebie, porzucam siebie, aby wybrać Ciebie, i nie chcę podobać się ani sobie, ani Tobie, jak tylko ze względu na Ciebie”8.

2. „Któryś jest w niebie”

Skoro Bóg jest „wszędziej niż wszędzie”, skoro jest On bliższy mi, każdemu z nas, niż ja sam sobie, to wobec tego co mówią o Nim te święte teksty, w których nazwany jest On Ojcem niebieskim (np. Mt 5,48; 6,14. 26. 32)? Skoro już w Starym Testamencie zdawano sobie sprawę z tego, że „niebo i niebiosa najwyższe nie mogą Go objąć”(1 Krl 8,27), to dlaczego sam Pan Jezus tak często mówi o swoim Ojcu, który „jest w niebie” (np. Mt 5,16.45; 6,1.9; 7,11)?

Dlaczego o Tym, który jest w każdym miejscu, Pismo Święte tak często mówi, że przebywa On w niebie? Przypomnijmy niektóre z tych tekstów. Kiedy Pan Jezus przyjął chrzest w Jordanie, „oto otworzyły Mu się niebiosa i głos z nieba mówił:«Ten jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie»” (Mt 3,16n). Podniesienie oczu ku niebu jest charakterystycznym gestem Pana Jezusa, kiedy zwraca się do swojego Ojca. Również Jego widzialne odejście od nas przedstawiane jest w Nowym Testamencie jako wstąpienie do nieba.

To niebo, w którym przebywa Bóg i w którym nasz Pan Jezus Chrystus, w swoim uwielbionym człowieczeństwie, zasiada po prawicy swojego Ojca, jest naszym przeznaczeniem wiekuistym. Tam jest nasz skarb (por. Mt 6,20) i nasza nagroda (por. Mt 5,12; Łk 6,23). Tam znajdziemy swoje „mieszkanie od Boga, dom nie ręką uczyniony, lecz wiecznie trwały w niebie” (2 Kor 5,1). To tam odszedł Pan Jezus, ażeby „przygotować nam miejsce”, gdyż „w domu Jego Ojca jest mieszkań wiele” (J 14,2).

Gdzie jest to niebo, czym jest to niebo, o którym mówią te teksty? Już król Salomon wyjaśnił nam przed chwilą, że nie jest to niebo, którego badaniem zajmują się astronomowie. „Należy unikać – uczył z całą jasnością już w pierwszej połowie III wieku Orygenes – takiego wyobrażania sobie Boga, jak gdyby był On objęty jakąś formą cielesną i mieszkał w niebiosach. Gdyby Bóg nieba był objęty, ogarnięty niebem, wówczas byłby mniejszy od niebios”9.

Pozytywnie na powyższe pytanie odpowiadaKatechizm Kościoła Katolickiego, 2794: „To biblijne wyrażenie nie oznacza miejsca («przestrzeni»), lecz sposób istnienia; nie oddalenie Boga, ale Jego majestat. Nasz Ojciec nie znajduje się «gdzie indziej», On jest «ponad tym wszystkim», co możemy zrozumieć z Jego świętości”. W uroczystej formule apofatycznej mówił to samo już apostoł Paweł: „Błogosławiony i jedyny Władca, Król królujących i Pan panujących, jedyny, mający nieśmiertelność, zamieszkuje światłość niedostępną. Żaden z ludzi Go nie widział ani nie może zobaczyć” (1 Tm 6,16).

Własnymi siłami niewątpliwie nikt do tej „światłości niedostępnej” nie dojdzie. Do domu swojego Ojca tylko Jezus Chrystus może nas doprowadzić. Co więcej, już teraz – wprawdzie tylko zaczątkowo, ale realnie – nas do niego wprowadza. To o tym przecież pisze apostoł Paweł: „Bogaty w miłosierdzie Bóg, przez wielką swą miłość, jaką nas umiłował, razem z Chrystusem przywrócił do życia i razem posadził na wyżynach niebieskich” (Ef 2,4-6).

Co konkretnie znaczą te słowa, że niebo jest nam dostępne już teraz, że już teraz niektórzy uczniowie Chrystusa Pana zasiadają „na wyżynach niebieskich”? Prostej, a zarazem przekonującej odpowiedzi na to pytanie udziela ojciec duchowy Augustyna, św. Ambroży: „Niebo jest tam, gdzie nie ma grzechu ani zbrodni, gdzie śmierć nie zadaje żadnej rany”10.

3. „Odeszli ode Mnie daleko”

Wszechobecność Boga jest ontyczną cechą Jego relacji ze stworzeniem. Jednak duchowo, niestety, zarówno my możemy się od Boga oddalać, jak On może się od nas odwrócić. W Piśmie Świętym, za pomocą tych obrazów wręcz często opisuje się ludzki grzech. „Jaką nieprawość znaleźli we Mnie wasi przodkowie – skarży się Bóg w Księdze Jeremiasza – że odeszli daleko ode Mnie? Poszli za nicością i stali się sami nicością” (Jr 2,5). „Im bardziej ich wzywałem – kontynuuje Pan Bóg tę skargę w Księdze Ozeasza – tym dalej odchodzili ode Mnie” (Oz 11,2).

Można być daleko od Boga, a sądzić, że jest się blisko: „Ten lud czci Mnie wargami, lecz sercem swym daleko jest ode Mnie” (Iz 29,13; Mt 15,9). Można nawet oddzielić się od Boga – od Boga wszechobecnego przecież! – przepaścią: „Wasze winy wykopały przepaśćmiędzy wami a waszym Bogiem; wasze grzechy zasłoniły Mu oblicze przed wami tak, iż was nie słucha” (Iz 59,2).

To rozchodzenie się człowieka z Bogiem jest opisywane w Piśmie Świętym również od drugiej strony. „Od nieprawych jest Pan daleko, modlitwy prawych On słyszy” (Prz 15,29); „Pan patrzy łaskawie na pokornego, pyszałka zaś dostrzega z daleka (Ps 138,6). Aż strach to mówić, ale to oddalenie od Boga może się utrwalić: „Jako karę poniosą oni wieczną zagładę z dala od oblicza Pańskiego i od potężnego majestatu Jego” (2 Tes 1,9).

Pytanie samo ciśnie się na usta: Przecież Bóg jest najdosłowniej wszechobecny! Zatem jak to możliwe, żeby być od Niego daleko, żeby On był daleko od nas, a nawet żeby być od Niego oddzielonym przepaścią? Zauważmy, że pytanie to, paradoksalnie, można sformułować też następująco: Jak to możliwe, że nasza ziemia nie jest niebem?

Odpowiedź na to pytanie jest tyleż prosta, co bolesna: Wszechobecny Bóg jest Miłością. Toteż jeżeli miłości nie ma tam, gdzie być powinna, znaczy to, że nie ma tam Boga. Ale zarazem znaczy to, że tworzony jest tam jakiś daleki od rzeczywistości świat pozorów. „Poszli za nicością i sami stali się nicością” (Jr 2,5) – skarżył się Bóg w Księdze Jeremiasza. To dlatego tak nieraz nam źle i gorzko na tej ziemi, że zgubiwszy miłość, zgubiliśmy jednocześnie i Boga i samych siebie, iuwikłaliśmy się w złudny świat pozorów.

Strach pomyśleć, czym by się to skończyło, gdyby Bóg nie ulitował się nad nami i nie przysłał nam swojego Syna.

6Teofil z Antiochii,Do Autolyka, 2, 3 i 10, w:Apologeci greccy II wieku, tłum. Jan Czuj, Poznań 1935, s. 49 i 57.

7Sermo171,1 (PL 38,933).

8Wyznania, 10,2; tłum. Zygmunt Kubiak, Warszawa 1982 wyd. 2, s. 175.

9O modlitwie, 23,1, tłum. Wojciech Kania, w: Henryk Pietras,Odpowiedź na Słowo, Kraków 1993, s. 170–171.

10O sakramentach, 5,3,20, tłum. Ludwik Gładyszewski, w: Św. Ambroży,Wybór pism dogmatycznych, Poznań 1970 „Pisma Ojców Kościoła”, t. 26, s. 83.

VI. ZAWIERZENIE BOŻEJ OPATRZNOŚCI

1. Skandal biblijnej wiary w Opatrzność

Starożytnym filozofom nie mogło pomieścić się w głowie, że chrześcijanie mogą na serio wierzyć, iż Opatrzność ogarnia nie tylko cały wszechświat, ale wszystkie poszczególne byty. „Ci chrześcijanie co za dziwolągi wymyślają! – oburzał się wychowawca cesarza Marka Aureliusza, Fronton z Cyrty († ok. 166) – Tego swojego Boga przedstawiają jako natręta niespokojnego, ciekawego aż nadto, gdyż przy wszystkich czynnościach asystuje, po wszystkich miejscach się wałęsa, a nie jest w stanie oddać się jednemu, gdyż zajęty jest wszystkim, ani też wystarczyć ogółowi, gdyż pochłonęły Go szczegóły”11.

Fronton był stoikiem, wierzącym w Opatrzność. Wierzył, że światem, a także ludzkością rządzi boska siła, jednak są to rządy ogólne, nie szczegółowe. Myśl, że Opatrzność mogłaby ogarniać wszystkie poszczególne byty, wydawała się stoikom absurdalna. Sam zdrowy rozsadek podpowiadał tym filozofom, że niewątpliwie przekraczałoby to możliwości samego nawet Boga. Swój antropomorfizm w pojmowaniu boskich możliwości brali za żelazny postulat zdrowego rozumu.

Bardziej szczegółowy, a zarazem bardziej ostry w swoich zarzutach przeciwko biblijnej wierze w Bożą Opatrzność był Celsus z Aleksandrii. Jego zdaniem, wiara ta jest wytworem oszalałej, rozdętej ponad wszelką miarę antropocentrycznej pychy12. Dziś prawie już nie pamiętamy, że oburzenie było pierwszą reakcją pogańskich myślicieli na biblijną naukę, że człowieka stworzył sam Bóg Najwyższy i że stworzył nas na swój obraz i podobieństwo – i że wobec tego bycie człowiekiem znaczy bycie obdarzonym niepojętą wręcz godnością.