Wiersze. Tom II - Juliusz Słowacki - ebook

Wiersze. Tom II ebook

Juliusz Słowacki

0,0
8,49 zł

lub
Opis

Wiersze. Tom II to zbiór wierszy autorstwa Juliusza Słowackiego, obok Adama Mickiewicza uznawanego powszechnie za największego przedstawiciela polskiego romantyzmu.

Zbiór ten zawiera 34 wiersze autora. W tym takie utwory jak: Grób Agamemnona, Hymn, Jak kamień szedłem na dno, Jeżeli kiedy w tej mojej krainie, Matka do syna czy Narodzie mój….

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 44




Wydawnictwo Avia Artis

2020

ISBN: 978-83-66362-88-8
Ta książka elektroniczna została przygotowana dzięki StreetLib Write (http://write.streetlib.com).

Gdy noc głęboka wszystko uspi...

Gdy noc głęboka wszystko uspi i oniemi,

Ja ku niebu podniosłszy ducha i słuchanie,

Z rękami wzniesionemi na słońca spotkanie

Lecę — bym był oswiecon ogniami złotemi.

Podemną noc i smutek — albo sen na ziemi,

A tam już gdzieś nad Polską swieci zorzy pręga,

I chłopek swoje woły do pługa zaprzęga,

Modli się. — Ja się modlę z niemi i nad niemi.

Tysiące gwiazd nademną na błękitach swieci,

Czasem ta, w którą oczy głęboko utopię,

Zerwie się i do Polski jak anioł poleci;

Wtenczas we mnie ta wiara — co w litewskim chłopie,

Że modlitwa w niebiosach tak jak anioł kopie,

A czasem ziarno ducha wrzuci i zanieci.

Gdzie światła gorą...

.......gdzie światła gorą,

[Dziwi] mnie uczta, gdzie wino piją,

[Dziwią] mnie serca, co serc nie biorą,

Dziwią mnie żywi, co jeszcze żyją,

Gdy tyle nieszczęść i zbrodni tyle

Polskę trzymają w głuchej mogile.

Czemuż nie mogę jak trup u wezgłowia

Powstać i głową ruszyć potężną,

Jako trup powstać i piciem zdrowia

Z grobu poruszyć Polskę orężną?

..............

Góry się ozłociły...

CHÓR.

 Góry się ozłociły — szafiry mórz ciemnieją.

GŁOS.
Elijasz! Elijasz!
CHÓR.

 Fale wstały od ziemi — wiatr — i koguty pieją.

GŁOS.
Izrael! Izrael!
CHÓR.

 Miesiąc jak ogień stoi na czerwonym oceanie.

GŁOS.
Izaak! Izaak!
CHÓR.

 Korab na dalekościach wre w rozognionej pianie.

GŁOS.
Samuelu!
CHÓR.
 Korab, wieloryb świata, z ogniami w okienicach...
GŁOS.
Święty Janie!
CHÓR.

 Ku niemu płyną zdala obłoki, całe w świécach...

GŁOS.
Święty Pietrze!
CHÓR.

 Uciszyło się morze i ziemia i powietrze —

GŁOS.
Chwała Trójcy!
CHÓR.

 Złamana jest moc węża, dusz niewinnych zabójcy!

GŁOS.
Złamana! złamana!
CHÓR.

 W Imię przedwieczne Ojca! W Imię Chrystusa Pana!

GŁOS.
W Imię Ducha!
CHÓR.

 Pokój na ziemi, wodach i na powietrzu!

GŁOS.
Chwała duchom na ziemi!

Takie słyszano głosy nad morzami, Gdy anioł z trzema na czole gwiazdami Leciał nad złote ogniska pastusze I budził w ludziach barankowe dusze. Na trzech pasterzy upadły promienie, Obmyły ducha duszę — pod imieniem

Jeden był, który ugaszczał natchnienie; Drugi, który był kwiateczków siemieniem, Trzeci zaleśne echa wywoływał: Te zbudził anioł duchy — ponazywał, Pomiędzy ludźmi pastuszymi wsławił, Dał ducha, wieńce, i w drogę wyprawił. Idźcie! — rzekł — pierwsi wy trzej pastuszkowie, Aż wam przejasna zastąpi dziewica; Ta złote słońce Pańskie ma na głowie, A pod nogami obrączkę księżyca. Raz na obłokach promiennych widziana Przez sługę Chrysta — przez świętego Jana, Przyszłego świata święta monarchini, Teraz ukryta z dzieckiem na pustyni, Piękna jak zorza... Długie jej warkocze Ciemne ku światłu w złoto się mieniły, W oczach szafiru światła i przezrocze, W głosie anielskie nieskończone siły; Porywać serca ludzkie umiejąca, A moc miłosnych dreszczów miała w dłoni, Gdyś odszedł od niej, a pomyślał o niej. Próżno smok, który owładnął narody, Wypuści na nią rzekę krwawej wody! Próżno ostatni ślad jej ziemski zetrze! Ona ucieknie z dzieckiem na powietrze I tam karmiona, aż mróz minie ostry, W błękitnych światach przez jaskółki siostry, Dziecinę swoję pośród słońc wychowa, Prześwięta ludom Matka — Pani słowa!

Grób Agamemnona

 I Niech fantastycznie lutnia nastrojona Wtóruje myśli posępnej i ciemnej — Bom oto wstąpił w grób Agamemnona I siedzę cichy w kopule podziemnej, Co krwią Atrydów zwalana okrutną. Serce zasnęło, lecz śni. — Jak mi smutno!  II O! jak daleko brzmi ta harfa złota, Której mi tylko echo wiecznie słychać! Druidyczna to z głazów wielkich grota; Gdzie wiatr przychodzi po szczelinach wzdychać I ma Elektry głos — ta bieli płótno! I odzywa się z laurów: jak mi smutno!  III Tu po kamieniach z pracowną Arachną Kłóci się wietrzyk i rwie jej przędziwo. Tu cząbry smutne gór spalonych pachną; Tu wiatr, obiegłszy górę ruin siwą, Napędza nasion kwiatów — a te puchy Chodzą i w grobie latają, jak duchy.  IV Tu świerszcze polne, pomiędzy kamienie Przed nadgrobowym pochowane słońcem, Jakby mi chciały nakazać milczenie, Sykają. — Strasznym jest rapsodu końcem Owo sykanie, co się w grobach słyszy: Jest objawieniem, hymnem, pieśnią ciszy.  V O! cichy jestem — jak wy, o Atrydzi, Których popioły śpią pod świerszczów strażą — Ani mię teraz moja małość wstydzi, Ani się myśli tak jak orły ważą. Głęboko jestem pokorny i cichy Tu, w tym grobowcu sławy, zbrodni, pychy! —  VI Nad drzwiami grobu, na granitu zrębie Wyrasta dąbek w trójkącie z kamieni; Posadziły go wróble lub gołębie, I listkami się czarnemi zieleni, I słońca w ciemny grobowiec nie puszcza; Zerwałem jeden liść z czarnego kuszcza.  VII Nie bronił mi go żaden duch ni mara, Ani w gałązkach jęknęło widziadło; Tylko się słońcu stała większa szpara I wbiegło złote — i do nóg mi padło. Zrazu myślałem, że ten, co się wdziera Blask, była struna to z harfy Homera —  VIII I wyciągnąłem rękę na ciemności, By ją ułowić i napiąć i drżącą Przymusić do łez i śpiewu i złości Nad wielkiem niczem grobów — i milczącą Garstką popiołów! —Ale w mojem ręku Ta struna drgnęła i pękła bez jęku.  IX Tak więc — to los mój, na grobowcach siadać I szukać smutków błahych, wiotkich, kruchych. To los mój, senne królestwa posiadać, Nieme mieć harfy i słuchaczów głuchych Albo umarłych — i tak pełny wstrętu — Na koń! chcę słońca i wichru, tętentu!  X Na koń! — Tu łożem suchego potoku, Gdzie zamiast wody płynie laur różowy, Ze łzą i wielką błyskawicą w oku, Jakby mię wicher gnał błyskawicowy, Lecę — a koń się na powietrzu kładnie, Jeśli napotka grób rycerzy — padnie.  XI Na