Wielkie porządki - Ruth Soukup - ebook
Opis

Minimalizm to, poza czystką w szafie, również podejście do życia bez przytłaczających nas problemów i zbyt wielu obowiązków. Ruth Soukup stworzyła poradnik, dzięki któremu dowiesz się jak uporządkować mieszkanie, umysł i duszę szybko, prosto i bez poczucia straty. Odetchniesz pełną piersią, pozbędziesz się stresu i przepełnionego harmonogramu, dzięki czemu powierzone zadania będziesz wykonywać szybciej i efektywniej. Nauczysz się robić przemyślane, praktyczne i ekonomiczne zakupy, które pozwolą Ci zaoszczędzić czas i pieniądze. Staniesz się bardziej zrelaksowana i znajdziesz więcej czasy dla rodziny. Wyeliminujesz toksyczne związki ze swojego życia, dzięki czemu otoczysz się ludźmi, którzy są Ci przychylni. Mniej rzeczy – więcej Ciebie.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 241

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

REDAKCJA: Patrycja Buraczewska

SKŁAD: Tomasz Piłasiewicz

PROJEKT OKŁADKI: Anna Płotko

TŁUMACZENIE: Martyna Miśta

Wydanie I

BIAŁYSTOK 2019

ISBN 978-83-8171-149-4

Tytuł oryginału: Unstuffed. Decluttering our homr, mind & soul

Copyright © 2016 by Ruth Soukup

Published by arrangement with The Zondervan Corporation L.L.C.,

a division of HarperCollins Christian Publishing, Inc.

© Copyright for the Polish edition by Studio Astropsychologii, Białystok 2016

All rights reserved, including the right of reproduction in whole or in part in any form.

Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część tej publikacji nie może być powielana

ani rozpowszechniana za pomocą urządzeń elektronicznych, mechanicznych,

kopiujących, nagrywających i innych bez pisemnej zgody posiadaczy praw autorskich.

Dołożono wszelkich starań, aby informacje zaprezentowane w tej książce były rzetelne i aktualne podczas daty jej publikacji. Wydawca i autor nie ponoszą żadnej odpowiedzialności w razie braku aktualności plików z podanych źródeł internetowych.

Bądź na bieżąco i śledź nasze wydawnictwo na Facebooku.

www.facebook.com/Wydawnictwo.Studio.Astropsychologii

15-762 Białystok

ul. Antoniuk Fabr. 55/24

85 662 92 67 – redakcja

85 654 78 06 – sekretariat

85 653 13 03 – dział handlowy – hurt

85 654 78 35 – www.talizman.pl– detal

strona wydawnictwa: www.studioastro.pl

Więcej informacji znajdziesz na portalu www.psychotronika.pl

SKŁAD WERSJI ELEKTRONICZNEJ: Marcin Kapusta

konwersja.virtualo.pl

Dla Lindy i Marie

– kochamy was, tęsknimy za wami,

na zawsze jesteście w naszych sercach

CZĘŚĆ PIERWSZADom

MieszkanieKreowanie wizji dla twojego domu

Gościnność to nie zapraszanie ludzi do naszych idealnych

domów, to zapraszanie ich do naszych niedoskonałych serc.

– Edie Wadsworth

Mam niezdrowy związek z rzeczami.

Kocham kupować rzeczy.

Kocham dawać rzeczy.

Kocham samą ideę rzeczy.

Kocham kupować rzeczy w promocji.

Rzeczy są piękne. Rzeczy sprawiają, że jestem szczęśliwa.

Rzeczy sprawiają, że w moim domu jest przytulnie.

Oprócz tych momentów, kiedy tego nie robią.

Wtedy nienawidzę rzeczy.

Nienawidzę mieszkania z rzeczami.

Nienawidzę tego, jak zbyt wiele rzeczy mnie przytłacza.

Nienawidzę czyszczenia rzeczy.

Nienawidzę przenoszenia rzeczy.

Bałagan jest stworzony z rzeczy. Rzeczy mnie męczą.

Rzeczy zagracają mój dom.

I tak walka toczy się dalej.

W moim domu walka z rzeczami trwała latami, odkąd jestem z moim mężem. Myślę, że nie jest to tylko i wyłącznie nasza wina. Jesteśmy jedynie ofiarami okoliczności.

W 2004 roku, kiedy poznałam Chucka, oboje mieliśmy domy wypełnione naszymi własnymi rzeczami. Scaliliśmy oba domy w jeden, jednak nasze rzeczy nie zgrały się tak dobrze, więc kupiliśmy więcej rzeczy, aby jakoś połączyć te nasze dwa odrębne style. To co nam nie pasowało, przenosiliśmy do garażu.

Ale 13 sierpnia huragan Charley uderzył w nasz dom w Punta Gorda na Florydzie i nagle mieliśmy nowy problem. Nasz mały trzypokojowy bungalow był bardzo zniszczony i potrzebował poważnego remontu – nowych okien, drzwi, podłóg i dachu. Zaoszczędziliśmy, przeprowadzając sporą część napraw sami, ale do wszystkich rzeczy, które już mieliśmy, musieliśmy dodać materiały budowlane, narzędzia, dekoracje. Wszystko wylądowało znowu w garażu.

W 2006 roku postanowiliśmy przeprowadzić się do Waszyngtonu i zostawić wszystkie nasze rzeczy na Florydzie, przynajmniej na jakiś czas. Przenieśliśmy wszystkie rzeczy z jednej sypialni do drugiej i wynajęliśmy mieszkanie lokatorce, która wprowadziła się ze wszystkimi swoimi rzeczami.

Trzy lata i dwójkę dzieci później, wróciliśmy na Florydę z ciężarówką – zgadliście – pełną nowych rzeczy, które zgromadziliśmy po drodze. Nasza lokatorka się wyprowadziła, ale zostawiła wiele swoich rzeczy. Stwierdziliśmy, że rozwiązaniem naszego problemu z rosnącą ilością rzeczy będzie przemodelowanie wszystkich sypialni i dokończenie napraw po huraganie, ale przez to nagromadziliśmy jeszcze więcej rzeczy. Nasz garaż był tak wypełniony, że straciliśmy nadzieję, że kiedykolwiek tam znowu zaparkujemy.

Wtedy w 2011 roku zmarła moja teściowa, odziedziczyliśmy po niej cały dom z rzeczami, które nagromadziły się przez osiemdziesiąt pięć lat jej życia. Chociaż nie zatrzymaliśmy wszystkiego, to i tak musieliśmy wynająć miejsce w magazynie. Kiedy w 2013 roku zmarła moja szwagierka, odziedziczyliśmy znowu dom pełen rzeczy i nasz magazyn się zapełnił.

SZYBKIE ROZWIĄZANIA

PIĘĆ ŁATWYCH AKCJI, KTÓRE WYCZYSZCZĄ TWOJĄ PRZESTRZEŃ ŻYCIOWĄ

Mimo że wyczyszczenie przestrzeni życiowej może wydawać się zniechęcającym (czy wręcz niemożliwym) zadaniem, wiele krótkich i w miarę bezbolesnych akcji można wykonać stopniowo. Te szybkie rozwiązania pozwolą nabrać ci pewności siebie i nie są zbyt przerażające. Jedna lub dwie akcje tygodniowo mogą pomóc ci dokonać wielkiej, długotrwałej zmiany.

PROJEKT 1Wyznacz miejsce zbiórki

Wyznacz jedno miejsce, może być to róg w salonie lub pralni, przedpokój, klatka schodowa, albo jakiekolwiek inne miejsce, w którym będziecie kłaść wszystkie przedmioty leżące luzem, a które pod koniec każdego dnia będziecie odstawiać na swoje miejsce – buty, książki, zabawki, itd.

Wykorzystaj ładne pudełko, kosz lub pudło, aby wrzucać tam w ciągu dnia wszystkie przedmioty, a potem ustal godzinę na codzienne odkładanie ich na miejsce. Aby stało się to zwyczajem, nastaw alarm codziennie na tę samą godzinę.

Aby ta inicjatywa zakończyła się sukcesem, musisz mieć wsparcie całej rodziny. Poświęć dziesięć minut przed pójściem do łóżka na odkładanie rzeczy na swoje miejsce, albo przydziel każdemu członkowi rodziny kosz, za który będzie odpowiedzialny.

PROJEKT 2Wyczyść blaty

Zagracone blaty sprawiają, że twoje mieszkanie wygląda na zabałaganione. Gotowanie staje się męczącym obowiązkiem, a porządne sprzątanie wydaje się niemożliwe. Wcale nie musi tak być. Stworzenie strefy bez śmieci w kuchni może znacząco zmienić wygląd twojego domu, a jeżeli się przywiążesz do tego zwyczaju, zmieni twój sposób gotowania i sprzątania.

Zacznij od wyrzucenia oczywistych śmieci, takich jak papiery, stare jedzenie, zbite naczynia, popsute sprzęty i wszystko, czego już nie używasz. Potem odłóż pozostałe rzeczy na swoje miejsce. Usuń wszystko co pozostało, wyczyść blaty, a potem połóż tam tylko te rzeczy, których używasz częściej niż raz na tydzień. Zastanów się nad sprzedażą lub oddaniem sprzętów, których nie używasz, albo znajdź nowy dom dla tych, które nie mają swojego miejsca.

PROJEKT 3Przetrzyj powierzchnie

Nawet czysty dom wydaje się zagracony i chaotyczny, kiedy wszystkie płaskie powierzchnie: stoły, półki, gzyms kominka i szafki są zawalone rzeczami. Tak się dzieje nawet wtedy, kiedy te książki, ramki na zdjęcia, świeczki, figurki, wazony, miski i cała reszta – w zamierzeniu miały ozdabiać twój dom.

Nawet jeśli je uwielbiasz, spróbuj schować je na miesiąc czy dwa, tak na próbę. Zabierz wszystkie przedmioty z płaskich powierzchni w salonie. Schowaj je do pudeł na cztery do sześciu tygodni. Sprawdź, jak się czujesz. Tęsknisz za swoimi rzeczami, czy jest ci bez nich lżej? Za którymi rzeczami najbardziej tęsknisz? Na koniec eksperymentu, wyjmij tylko te rzeczy, za którymi naprawdę tęskniłaś, a resztę sprzedaj lub oddaj.

PROJEKT 4Wyrzuć poduszki

Tak samo jak dekoracje, ozdobne poduszki, koce i cała reszta tkanin, które miały przyozdabiać twój dom, jedynie go zagracają. Zastanów się: czy naprawdę poduszki dekorują twój dom, skoro od razu lądują na podłodze?

Rozumiem, że nie chcesz ich wyrzucić – ja też tak się czułam. Dopóki nie przegrałam zakładu z moim mężem, w którym wygraną było wyrzucenie wszystkich poduszek, nie zdawałam sobie sprawy, jak o wiele czyściej będzie wyglądał nasz salon bez nich. Jeżeli nie możesz wyobrazić sobie wyrzucenia ich na zawsze, schowaj je na miesiąc i zobacz, jak się czujesz.

PROJEKT 5Zapanuj nad kulturą

Książki, czasopisma, płyty DVD i gry mogą szybko zamienić się w bałagan, jeżeli się nimi regularnie nie zajmujesz. Jeżeli twoja kolekcja wymknęła się spod kontroli, czas ją odzyskać i ograniczyć do kilku rzeczy, które na pewno jeszcze raz przeczytasz (obejrzysz, zagrasz w nie). Całą resztę wyrzuć.

Zabierz się na początku za pierwszą stertę książek, płyt DVD, czasopism czy gier. Zbierz wszystko do kupy i zadaj sobie pytanie: Czy jeszcze to kiedyś przeczytam (obejrzę, zagram)? Jeżeli odpowiedzią jest „nie”, wyrzuć to. Sprzedaj, oddaj, wyrzuć, ale w jakiś sposób pozbądź się tego. Powtórz ten proces z całą resztą, aż nic nie zostanie.

Tonęliśmy.

Toniemy.

Rozglądam się wokoło i wszędzie widzę rzeczy – fajne, pamiątkowe, przydatne, piękne, drogie, odziedziczone, ale przede wszystkim niepotrzebne – i zastanawiam się:

Czy kiedykolwiek uda nam się ich pozbyć?

Toniemy razem

Jestem pewna, że nie jestem jedyną osobą, która czuje się, jakby rzeczy zupełnie zawładnęły jej życiem. W moim domu katalizatorem chaosu była katastrofa naturalna, ale tak naprawdę przyczyna bałaganu leżała w decyzjach, które podjęłam wcześniej. I tak jest w wypadku każdej z nas. Każdy ma swój własny huragan. Jedne są bardziej metaforyczne, a inne bardziej dosłowne.

Jakiś czas temu prowadziłam akcję „31 dni do życia bez gratów” na moim blogu, LivingWellSpendingLess.com. Czytelnicy dostali zaproszenia, a ja wysyłałam im codziennie wyzwania, które dotyczyły za każdym razem innej części domu. Zrobiłam to głównie po to, żeby poradzić sobie ze swoim własnym problemem, ale pomyślałam, że fajnie by było, gdyby dołączyło do mnie kilka osób dla zachęty. Byłoby świetnie, gdyby kilku znajomych zagrzewało mnie do walki, a ja ich.

Wyobraźcie sobie moje zdziwienie gdy do akcji dołączyło pięćdziesiąt tysięcy czytelników! Pięćdziesiąt tysięcy ludzi chcących wyrwać się z życia pełnego gratów. Pięćdziesiąt tysięcy ludzi przytłoczonych rzeczami. Pięćdziesiąt tysięcy ludzi, którzy raz na zawsze chcieli skończyć z chaosem.

Od tamtej pory wyzwanie podjęło jeszcze tysiąc czytelników, teraz jest ono dostępne w formie książki. Wielu z nich skontaktowało się ze mną, by podzielić się historią swojej walki z rzeczami. Niektórzy przyznawali się, że lata uzależnienia od zakupów zapełniły ich domy rzeczami, których nie mogli się pozbyć – doświadczenie, które nie jest mi obce. Niektórzy opowiadali, jak kompensowali sobie w ten sposób biedne dzieciństwo. Dorastali w niezamożnych rodzinach, więc odbili to sobie jako dorośli, pragnąc wszystkiego. Niektórzy za problem gratów winią swojego małżonka, który nie chce niczego wyrzucać, lub rodziców, którzy obsypują ich i ich dzieci rzeczami, których nie potrzebują, ale których nie mogą wyrzucić, bo to prezenty. Niektórzy nie mogą się oprzeć żadnej promocji, wyprzedaży garażowej, ani okazji w sklepie z używaną odzieżą. Wypełnili swoje domy przecenami, których po prostu nie można było zignorować. Niektórzy próbują wypełnić pustkę, której nie da się zapełnić. Zawsze próbują przekonać samych siebie, że ta następna rzecz zapełni tę lukę, ale to nigdy nie następuje.

Oni wszyscy toną.

Myślę, że wszyscy toniemy, w taki czy inny sposób. Wszyscy toniemy w bezkresnym morzu gratów, które nas porwie, jeśli nie nauczymy się pływać.

Niestety, nie chodzi tu tylko o przedmioty materialne. Jesteśmy również przytłoczeni chaosem umysłowym i duchowym. Nasz grafik jest wypełniony; sterta papierów stale rośnie, wydaje się, że wolna przestrzeń, która pozwoliłby nam na oddech, nie istnieje. Pracujemy tak ciężko, na tyle różnych sposobów, zawsze chcąc, marząc i pragnąc wszystkiemu podołać. Każdy centymetr kwadratowy jest wypełniony, ale czym? Kiedy osiągniemy satysfakcję? Dlaczego nigdy nie ma miejsca na to, co jest naprawdę ważne?

Najważniejszym pytaniem jest, jak zmienić ten schemat?

Jak się uwolnić od nadmiaru?

Muszę was ostrzec, że ta książka nie jest poradnikiem o tym, jak krok po kroku wyczyścić swój dom. Nie będę was prowadzić przez wszystkie pokoje, abyście fizycznie pozbyli się gratów. Tę akcję już przeprowadziłam.

Nie zrozumcie mnie źle, ta książka zawiera wiele praktycznych wskazówek. Każdy rozdział ma na marginesie konkretne pomysły, które od razu można wprowadzić w życie, by walczyć z chaosem i stworzyć spokojne, wyczyszczone strefy we własnym domu. Ale wolność od nadmiaru to nie tylko wyrzucenie gratów z domu. To nie tylko zorganizowanie się i pokonanie tej rosnącej sterty papierów, która cię prześladowała.

Wolność od nadmiaru, prawdziwa wolność, to o wiele więcej.

To zmiana sposobu patrzenia na nasze domy i rzeczy, które się w nich znajdują.

To zmiana sposobu patrzenia na plan i zajęcia, które wypełniają nam czas.

To zmiana sposobu patrzenia na nasze związki i budulec, z którego są zrobione.

To także większa świadomość tego, czemu pozwalamy wejść do naszego życia, ponieważ prawda jest taka, że przyroda nie znosi próżni, i jeżeli mamy być wolni, musimy poświęcić trochę czasu na rozgryzienie tego, co to tak naprawdę oznacza, zanim nasza czystka sprawi, że posiądziemy więcej nowy rzeczy, których nie potrzebujemy i nie chcemy. Chociaż brzmi to zabawnie, rzeczywistość jest poważna: musimy mądrze wybierać rzeczy, albo w nich utoniemy.

Powinniśmy zastanowić się, jaki ma być nasz dom, a nie tylko czego potrzebujemy. Oznacza to, że musimy zastanowić się, w jaki sposób używamy naszego domu, w jaki chcielibyśmy go używać, z kim go dzielimy i w jaki nastrój ma nas wprowadzać.

Uwielbiam ten znany cytat Williama Morrisa: „Nie posiadaj w domu niczego, co nie jest użyteczne lub piękne”1. Te słowa warto wziąć sobie do serca i zastosować w swoim domu. Ale uważam również, że zmiana, prawdziwa zmiana, musi wypłynąć z głębszego miejsca. Musi wypłynąć z miejsca, w którym zastanawiamy się nad naszymi motywami, i ze zrozumienia, jak to się stało, że znaleźliśmy się w tej sytuacji. Bo jeżeli nie potrafimy powstrzymać napływu nowych rzeczy, żadna książka na świecie o organizacji i sprzątaniu nam nie pomoże.

10 NAWYKÓW W SPRZĄTANIU, KTÓRE ZMIENIĄ TWOJE ŻYCIE

Łatwo rozmyślać o wszystkich dobrych zwyczajach, które moglibyśmy mieć. Ustanawianie nowych zwyczajów to świetny sposób na osiągnięcie celów, skupienie i zorganizowanie. Kiedy już dobry nawyk na trwałe wryje się w nasz mózg, możemy łatwo osiągać cele nawet bez myślenia o nich.

W swoim bestsellerze Siła nawyku Charles Duhigg rozważa sposoby wykorzystywania nawyków do osiągnięcia celów. Tłumaczy nam, że potrzebujemy trzech elementów – sygnału, nagrody i powtarzania. Aby stworzyć nową automatyczną odpowiedź, te trzy elementy muszą wystąpić razem.

Sygnał to po prostu okoliczności, które towarzyszą nawykowi. Weźmy na przykład mycie zębów, co (mam nadzieję) robisz przynajmniej dwa razy dziennie. Może myjesz je zaraz po wstaniu i przed pójściem do łóżka. Może myjesz je w łazience. Może robisz to sama lub z małżonkiem. Może jesteś do tego zmuszona, bo masz nieświeży posmak w ustach albo zjadłaś czosnek. Większość z nas nie myśli o myciu zębów, po prostu robimy to z przyzwyczajenia. Nie czekamy na to wydarzenie godzinami, ani o nim nie myślimy. Po prostu to robimy.

Nagroda pozwala wzmocnić ten „mięsień pamięci”, czyli odruch Pawłowa. W klasycznym warunkowaniu zwierzęta (lub ludzie) dostają sygnał do zrobienia czegoś, a potem otrzymują nagrodę. Tylko obecność sygnału wywołuje reakcję. Nieważne, czy jest to nawyk wydawania pieniędzy, ćwiczeń albo nawet mycia zębów, nagroda jest obowiązkową częścią procesu. Dobre nawyki tworzą dobre rezultaty. W naszym przykładzie mycia zębów, nagrodą są czyste zęby, niższe rachunki za dentystę, brak bólu i to, że nie będziesz musiała wysłuchiwać wykładów dentystki.

Przyzwyczajenie to połączenie sygnału, czynności i nagrody. Kiedy już połączymy te trzy elementy – (1) Mam nieświeży posmak w ustach; (2) myję zęby; (3) czuję się świeżo – otrzymamy przepis na dobry nawyk.

Najlepsze jest to, co jest też ważnym argumentem za tworzeniem dobrych nawyków, że kiedy nowy nawyk już zostanie utworzony, używamy do przeprowadzania tej czynności innej części mózgu. Nie musimy o tym myśleć, po prostu robimy to bez zużywania energii umysłowej. Im więcej mamy dobrych nawyków, tym bardziej jesteśmy produktywni, szczęśliwsi i tym większy sukces odniesiemy. Jeżeli chodzi o utrzymywanie porządku w domu, tworzenie dobrych nawyków będzie decydowało o tym, czy nasz dom będzie pełen chaosu czy oazą spokoju. Na przestrzeni czterech następnych tygodni spróbuj wprowadzić dziesięć nawyków w sprzątaniu do swojego codziennego planu zajęć. Być może zapoczątkują wielką zmianę.

1. Ściel łóżko (czas: 2 minuty). Co innego mogłabyś zrobić w 2 minuty, co tak drastycznie zmienia wygląd pokoju? Nieważne jak bardzo zabałaganiona jest reszta pokoju; kiedy łóżko jest zaścielone, twoja sypialnia wygląda czysto. Ułatw sobie sprawę, wybierając nieskomplikowane prześcieradła i eliminując ozdobne poduszki i narzuty.

2. Opróżnij zlew (czas: 10-15 minut 3 razy dziennie). W ten sam sposób, jak zaścielone łóżko zmienia sypialnię, błyszczący zlew jest tym, co odróżnia niechlujną kuchnię od czystej. Stwórz nawyk opróżniania zlewu – odkładaj naczynia do zmywarki, lub zmywaj je od razu.

3. Wyrzuć papiery (czas: 1 minuta). Porządkowanie i wyrzucanie niepotrzebnych papierów, katalogów i ulotek w momencie, w którym pojawiają się w domu, pomoże ci zapanować nad niepotrzebnymi papierami i uporządkować przychodzącą pocztę. Wiem, że łatwiej jest rzucić całą stertę na stół i potem się tym zająć, ale prawda jest taka, że wyrzucenie tego od razu zajmie ci tylko kilka sekund.

4. Pozbieraj rzeczy (czas: 10 minut). Cała rodzina może brać udział w tym codziennym zwyczaju! Nastaw alarm w komórce, aby przypominał ci każdego dnia o „operacji sprzątanie”, i przez dziesięć minut niech cała rodzina sprząta i odkłada rzeczy na swoje miejsce. Możecie to robić przed pójściem do łóżka, po szkole lub od razu z rana, ale musi to być zawsze ta sama pora.

5. Wyczyść stół (czas: 5 minut). Zabałaganiony stół tworzy wrażenie bałaganu i chaosu w całym pokoju, przeszkadza w czasie wspólnych posiłków i nie pozwala rodzinie usiąść razem do stołu. Spraw, aby twój stół był zawsze pusty i jeżeli jest taka potrzeba, poświęć kilka minut, aby go wysprzątać.

6. Wyczyść i przetrzyj powierzchnie w łazience (czas: 3 minuty). Szczoteczki, pasty do zębów, kosmetyki, szampony, wszystko to powoduje bałagan, o ile nie będziemy tego codziennie kontrolować. Niech sprzątnie powierzchni w łazience stanie się codziennym zwyczajem po porannym szykowaniu się do pracy, jeżeli trzeba poświęć chwilkę na przetarcie szmatką bałaganu, który zrobiłaś.

7. Zrób pranie (czas: 3 minuty na włączenie pralki, 2 minuty na przeniesienie, 5 minut na złożenie). Niekończąca się sterta prania może być wyzwaniem nawet dla najpilniejszych pań domu. Wykształcenie nawyku codziennego prania pozwoli ci powstrzymać bestię i utrzymać sterty brudnych ubrań pod kontrolą. Zaczynaj zawsze o tej samej porze i zanim się zorientujesz, nie będziesz nawet musiała o tym myśleć.

8. Poskładaj ubrania (czas: 3 minuty). Czyste ubrania są wspaniałe, ale nie jeśli leżą stertą na stole lub w koszu na pranie, nigdy nie docierając do szafy czy komody. Odłożenie wypranych i złożonych ubrań to kwestia kilku minut, a jeszcze mniej czasu poświęcisz na poskładanie ubrań, które ściągnęłaś po całym dniu noszenia. Odłóż je na miejsce, kiedy się przebierasz, a sterta ubrań będzie już tylko wspomnieniem.

9. Wyzeruj skrzynkę e-mailową (czas: 10-15 minut). Bałagan materialny to nie jedyny rodzaj bałaganu, który nas codziennie przytłacza. W rozdziale 5 zajmujemy się tematem bałaganu cyfrowego, stworzenie codziennego nawyku czyszczenie skrzynki e-mailowej może pozytywnie wpłynąć na twoje wewnętrzne poczucie spokoju. Szybko kasuj wiadomości, odpowiadaj zwięźle i na temat.

10. Zaplanuj swój dzień (czas: 5 minut). Poświęcenie rano pięciu minut na przegląd planu dnia i ułożenie listy rzeczy do zrobienia sprawi, że zamiast być bezproduktywnie zajętą, wykonasz o wiele więcej zadań. Znajdź chwilę na zrobienie planu dnia, a wkrótce zauważysz, jak wzrosła twoja produktywność.

Chciałabym, żebyście podczas czytania tej książki przyjęli podejście zaczerpnięte z Listu do Hebrajczyków 12,1: „Odłożywszy wszelki ciężar, a przede wszystkim grzech, który nas łatwo zwodzi, winniśmy wytrwale biec w wyznaczonych nam zawodach”. Oznacza to nie tylko wyrzucenie rzeczy, których już nie potrzebujemy, chociaż to ważna część procesu, ale również aktywne dążenie do celu. Aby do niego dotrzeć, musimy wiedzieć, jak dokładnie ten cel ma wyglądać.

Co oznacza wolność od nadmiaru?

W jaki sposób używasz swojego domu?

Mój mąż jest prawdziwym ekstrawertykiem, szczęśliwym gdy może rozpocząć pogawędkę z nieznajomym o każdej porze i w każdym miejscu, podczas gdy ja jestem bardziej introwertyczką, często czuję się niezręcznie w sytuacjach towarzyskich i jestem nieśmiała. Mimo tego, obydwoje uwielbiamy przyjmować gości w naszym domu, czy to chodzi o kameralne przyjęcie dla kilku przyjaciół, czy o letnią imprezę dla pięćdziesięciu znajomych. Przez te lata urządziliśmy wiele wspaniałych (czasem nawet przesadzonych) imprez, ale zauważyliśmy ostatnio, że równie chętnie organizujemy spontaniczne spotkania na jedzenie chińszczyzny, kiedy podłoga jest zawalona klockami Lego, jak imprezy tematyczne z dekoracjami zainspirowanymi Pinterestem i pasującym do nich menu. Ważne jest dla nas to, by móc spędzać czas z przyjaciółmi i rodziną, i w ten sposób staraliśmy się urządzić nasz dom.

Nasz dom ma trzy sypialnie i dwie łazienki, nie jest więc mały, ale nie jest też specjalnie duży. W ostatnie Święto Dziękczynienia testowaliśmy jego limity, goszcząc przez tydzień mojego brata Paula, jego żonę Jackie i trójkę ich dorosłych dzieci: Jacoba, Hannah i Sarah, oraz narzeczonego Sarah, również Jacoba. Wiedzieliśmy, że będzie ciasno, ale byliśmy na to przygotowani. Sarah i Hannah spały w pokoju dziewczynek, stoi tam piętrowe łóżko, które może pomieścić cztery osoby. Moje dwie młodsze córki, Maggie i Annie, spały razem w dużym łóżku, Sarah spała na górnym łóżku, a Hannah na wysuwanym. Paul i Jackie spali w pokoju gościnnym, a dwóch Jacobów w salonie, jeden na rozkładanym łóżku, a drugi na kanapie. Było ciasno, ale wiedzieliśmy, że damy radę.

Na kilka dni przed Świętem Dziękczynienia, okazało się, że córka mojej siostry, która jest na studiach i gra w piłkę nożną w drużynie South Carolina Gamecocks, będzie grała w meczu Elitarnej Ósemki na Florydzie, po tym jak jej zespół pokonał bardzo dobrą drużynę Karoliny Północnej w grze na słodką szesnastkę. Elitarna Ósemka! To była poważna sprawa, ponieważ zespół Coryn nigdy tak daleko nie zaszedł. Mimo tego, że Tallahassee jest sześć godzin drogi stąd, było to stosunkowo niedaleko nas, biorąc pod uwagę fakt, że reszta rodziny mieszka w Waszyngtonie, trzy tysiące kilometrów stąd. Moja siostra Beth, mama Coryn, od razu zaplanowała lot na Florydę na Święto Dziękczynienia, aby kibicować swojej ulubionej gwieździe piłki nożnej.

Jednak po zakupie biletu Beth zaczęła mieć wątpliwości – Jesteś pewna, że mogę u was się zatrzymać? Może powinnam pójść do hotelu? Twój dom będzie pełny! Będziesz się stresować tyloma gośćmi.

Po moich zapewnieniach, że nie będę się stresować i że dziewczynki cieszą się na myśl o spaniu na podłodze sypialni, i że naprawdę nie potrzebują łóżka, i że wystarczy nam jedzenia, i że nie możemy się doczekać, aż przyjedzie na Święto Dziękczynienia, i że naprawdę nie ma problemu, odetchnęła z ulgą.

Nie będę kłamać – dom był tego tygodnia wypełniony po brzegi. Czasami były kolejki do łazienki i bezustanna dostawa brudnych kubków po kawie – wszyscy uwielbiamy kawę – i mimo tego, że wypucowaliśmy cały dom od góry do dołu, po przyjeździe gości wyglądał, jakby wybuchła w nim bomba.

Ale to nie było istotne.

Świetnie się bawiliśmy – bez wątpienia były to najlepsze święta, jakie spędziłam z moją rodziną, i pozostały mi po nich niezapomniane wspomnienia. Cała nasza ekipa przygotowywała świąteczny obiad, i kiedy dzieliliśmy się naszymi sukcesami i porażkami z tamtego roku popłynęły szczere łzy radości i wdzięczności. Nie spaliśmy do późna w nocy, gadając, śmiejąc się i ciesząc się towarzystwem. Przygotowaliśmy transparenty na wielki mecz, ubraliśmy się od stóp do głów na czarno i bordowo, i kibicowaliśmy Coryn do utraty tchu, niestety jej drużyna została zmiażdżona 5 do 0. Ta totalna porażka wyszła jednak na dobre, ponieważ po skończonym dla niej sezonie mogliśmy ją zabrać z nami do Punta Gorda. Wiedzieliśmy już wtedy, że im więcej ludzi, tym weselej! Popłynęliśmy w rejs poduszkowcem i godzinami śmialiśmy się, gdy moja przerażona siostra próbowała wziąć na ręce małego aligatora. Zrobiliśmy milion głupkowatych grupowych selfie i graliśmy w śmieszne gry. Nawet pojechaliśmy na obowiązkową wycieczkę do Waffle House (kto by przypuszczał, że można w restauracji wyżywić dwanaście osób za 80 dolarów?). Potem wróciliśmy do domu i po prostu cieszyliśmy się swoim towarzystwem przez kilka następnych dni.

Był to wspaniały czas, właśnie dzięki temu, że w ogóle nie był idealny.

Kiedy myślę o tym, w jaki sposób używam swojego domu, lub w jaki sposób chciałabym go używać, zawsze wracają do mnie te wspomnienia. Są dla mnie tak cenne właśnie dlatego, że jest to wizja domu, do której zawsze dążę. Chcę, by mój dom był miejscem, gdzie mogą się zbierać ludzie, których kocham. Nie chcę, by było to miejsce, gdzie najważniejszy jest rozmiar telewizora, stylowy wystrój lub wyszukane jedzenie, lecz by ludzie, którzy go odwiedzają, czuli się w nim tak dobrze i swobodnie jak w swoim własnym domu.

Nie zawsze tak było.

Ze wstydem przyznaję, że wiele razy w nie tak dalekiej przeszłości, bardziej martwiłam się wizerunkiem niż rzeczywistością. Wtedy moją wersją gościnności było zwracanie uwagi gości na siebie, zamiast martwić się tym, jak oni się czują. Chciałam, by mój dom był jak z katalogu, i traciłam wiele czasu i energii, nie mówiąc o olbrzymiej ilości pieniędzy.

Kupiłam stylowe skórzane meble do salonu, zapłaciłam o wiele za dużo za ręcznie cyklinowany stół w stylu industrialnym do jadalni i zakochałam się w za drogiej narzucie do sypialni. W kilka miesięcy to wszystko było zrujnowane. Naszemu czekoladowemu labradorowi o imieniu Lita, mimo naszych starań, udało się tak zadrapać kanapę, że nie dało się jej odratować. Nasza najmłodsza córka, Annie, która miała wtedy około osiemnastu miesięcy, załatwiła czarnym flamastrem skórzanego pufa pasującego do kanapy, oraz wydłubała zdecydowanie nieartystyczne dziury w naszym artystycznie wycyklinowanym stole – a potem, dodała długopisem kulkowym swoje własne wzory na narzucie. Nie bez powodu miała przezwisko „Kłopocik”!

Patrząc wstecz, kupowanie nowych, drogich mebli, gdy ma się upartego, trzydziestopięciokilogramowego psa i małe dziecko, które sieje zniszczenie, prawdopodobnie było zbyt dobrym pomysłem, było wręcz przepisem na katastrofę, którą każdy, kto patrzył na to z boku – nawet mój mąż – mógł z łatwością przewidzieć. Jednak ja tego nie przewidziałam. Jedyne co widziałam, to te piękne katalogi pełne rzeczy, których pragnęłam, rzeczy, które mogły mnie uszczęśliwić i zaspokoić tę tęsknotę, którą czułam głęboko w środku.

Ile zaoszczędziłabym sobie stresu (nie mówiąc o pieniądzach!), gdybym była szczera sama ze sobą. Gdybym realistycznie popatrzyła na wyświechtane katalogi i wycinki z magazynów, i zadecydowała, że nasz dom musi odzwierciedlać sposób, w jaki go używamy, a nie wyglądać jak z katalogu.

A teraz? Pięć lat późnej, zniszczona i obdrapana skórzana kanapa dalej świetnie spełnia swoją funkcję. A stolik do kawy, którego nigdy w końcu nie wymieniliśmy? Może nie wygląda idealnie i ma wiele rys i zadrapań, ale dzięki temu nie musimy używać podkładek, pełni również funkcję sceny dla naszych początkujących artystów. Nasz artystycznie wycyklinowany stół nabiera charakteru z każdym dniem. A narzuta? Ma dwie strony. Poza tym mieszkamy w południowo-zachodniej Florydzie. Kto by potrzebował tu narzuty?

To była trudna lekcja, dzięki niej nauczyłam się, że pierwszym krokiem, aby uwolnić się od nadmiaru, powinno być realistyczne spojrzenie na to, jak używamy naszych domów, a nie to, jak uważamy, że powinniśmy ich używać. Wypełnianie mieszkań rzeczami, których nie potrzebujemy, to część fantazji, która nigdy się nie ziści, a jedyne wywoła frustrację. Gdy jesteśmy szczerzy sami z sobą i naszym małżonkiem na temat celu i funkcji naszej przestrzeni życiowej, łatwiej odsiać rzeczy ważne od tych, które tylko potęgują chaos.

W jaki sposób używasz swojego domu? Jakie jest jego przeznaczenie? Jest miejscem zabawy? Miejscem pracy i zarabiania na życie? Miejscem poznawania? Miejscem nauki lub nauczania? Uczysz dzieci w domu? Jest twoim sanktuarium, miejscem relaksu i odprężenia po długim dniu? Jest miejscem spotkań, miejscem, gdzie zbierają się ludzie? Czy to raj łasucha, gdzie dobre jedzenie i rozmowy są na pierwszym miejscu? Czy to miejsce sztuki i tworzenia, miejsce inspiracji? Czy to miejsce kina i telewizji, a może to sport jest najważniejszy? Jaką funkcję pełni twój dom? Czy pełni funkcję, którą chcesz by pełnił?

Z kim dzielisz swój dom?

Gdy miałam dwadzieścia parę lat, po wyjściu z depresji, która trwała przez kilka pierwszych lat po osiągnięciu dorosłości, dostałam pracę jako manager zespołu apartamentów zwanych Brampton Court. W ofercie było również zakwaterowanie, co oznaczało, że po raz pierwszy w życiu miałam swój własny kąt. Apartament bardzo potrzebował nowej wykładziny i odmalowania, więc bardzo uprzejmy pan konserwator, zamiast standardowej bieli, pozwolił mi wybrać kolor ścian. Po prawie trzech latach ciemności i rozpaczy, pragnęłam jasnych, śmiałych, wesołych kolorów – limonkowa zieleń do salonu, koral do sypialni i bladożółty do łazienki. Mój maleńki budżet pozwalał tylko na podstawowe meble z Ikei, ale były urocze, fajne i przede wszystkim moje.

Na studiach mieszkałam przez rok w akademiku, potem przez rok dzieliłam mieszkanie z trzema współlokatorami, aż latem między drugim a trzecim rokiem studiów wyszłam za mąż. Przez rok mieszkaliśmy we dwójkę, a w ostatnim roku studiów wprowadziło się do nas dwóch moich nastoletnich braci, co stworzyło bardzo dziwną sytuację, biorąc pod uwagę, że w naszym małżeństwie nie działo się za dobrze. Po rozpadzie tego skazanego na porażkę małżeństwa, gdy walczyłam z depresją, tułałam się po szpitalach, znajomych i rodzinie. Do momentu, w którym dostałam piękne, małe mieszkanko na Birchwood Avenue 1600, nie miałam swojego własnego kąta.

Kochałam każdą spędzoną w nim chwilę.

W moim własnym mieszkanku mogłam napchać lodówkę dziwacznym jedzeniem, na jakie miałam ochotę. Mogłam oglądać seriale, które mnie interesowały, czytać godzinami i słuchać muzyki, którą kochałam. Łatwo było je utrzymać w porządku, więc wszystko było czyste, uporządkowane i bardzo zorganizowane. Kupiłam sobie psa i lubiłam z nimi wychodzić, poznałam też nowych ludzi, i w tym momencie życia nauczyłam się cieszyć samotnością.

Jestem z moim drugim mężem, Chuckiem, już od 10 lat, i mimo tego, że nie zamieniłabym niczego w moim życiu, często wspominam tamten okres jako bardzo ważny. Te lata pozwoliły mi odkryć swoją osobowość i ukształtowały mnie jako dorosłą osobę. Nauczyłam się zarządzać własnym czasem i pieniędzmi, odpowiadać za samą siebie, gotować, sprzątać i załatwiać różne sprawy. Nikt inny nie mógł tego za mnie zrobić. Jeżeli mam być szczera, to czasami tęsknię za spokojną przestrzenią tylko dla siebie.

Nasz dom jest teraz zupełnie inny, nie tylko z powodu tego, jak wygląda, ze swoją stonowaną kolorystyką ziemi i klasycznymi meblami, ale w tym z kim go dzielę. Odeszły w niepamięć czasy, w których byłam tylko ja i mój wierny, choć szalony, czekoladowy labrador. Lita póki co dalej jest z nami, choć jej dni są policzone i już nie szaleje, tylko spędza większość czasu śpiąc na swojej ulubionej, podrapanej kanapie, choć od czasu do czas znajduje jeszcze siły na okazjonalny wyścig na powitanie gości i obdarzenie ich kilkoma liźnięciami. Dzielę moją przestrzeń również z Chuckiem i naszymi dwoma córkami, Maggie i Annie, nie wspominając o stałym przepływie gości, młodych i starych, tych, którzy zostają na kilka godzin lub kilka dni. Nasz dom jest często pełny i rzadko cichy.

Dalej kocham każdą spędzoną w nim chwilę. No, prawie każdą.

Im jestem starsza, tym bardziej zdaję sobie sprawę, że to z kim dzielę swój dom, ma duże znaczenie, jeżeli chodzi o rzeczy, które się w nim znajdują. Kiedy mieszkałam sama w małym mieszkaniu i nie miałam pieniędzy, rzeczy nie były tak naprawdę problemem. Nie były czynnikiem decydującym. Miałam to, czego potrzebowałam i niewiele więcej. Czasem myślę, że tęsknię za tamtymi czasami, nie dlatego, że byłam sama, tylko dlatego, że życie było takie proste.

Więcej osób oznacza więcej rzeczy. Nie możemy wywalić naszej rodziny w trakcie uwalniania się od namiaru, musimy znaleźć równowagę i szanować rzeczy, które wnoszą inni, a jednocześnie nie zagracać domu bez umiaru. Ważnym krokiem w naszych staraniach o uwolnienie się od nadmiaru jest dokładne przemyślenie z kim dzielimy dom i jakie są potrzeby jego mieszkańców.

Z kim dzielisz swoją przestrzeń? W jakim wieku jest reszta domowników? Czym się interesują? Jakie mają hobby? Jakie potrzeby? Jaką mają tolerancję na bałagan? Gromadzą rzeczy, czy nie mają problemu z ich oddawaniem? Mają do nich sentyment? Co powoduje spięcia w twoim domostwie? Kłócicie się o sprzątanie? O podział obowiązków? O pieniądze? O to, jak spędzacie czas? Do czego służy twój dom swoim mieszkańcom? Czy ta funkcja przekłada się na to, czego ty pragniesz?

Jaką atmosferę chcesz mieć w swoim domu?

Czy zdarzyło ci się wejść do czyjegoś domu i od razu poczuć się jak u siebie? Chociaż nie był to twój dom, czułaś, że do niego pasujesz? Może była to kwestia wystroju, wygodnej kanapy, gorącego kubka kawy, ale po prostu poczułaś, że mogłabyś tu mieszkać”.

Ja tak się czuję u mojej przyjaciółki Stacy, w jej domu pełnym antyków i charakteru. Uwielbiam w nim wszystko – zużyte, drewniane podłogi, ceglany kominek, wykończenia z ciemnego drewna i piękne wbudowane szafki. Kocham jej oryginalny styl retro – sposób, w jaki zamienia śmieci w skarby i to, jak łączy wszystko w harmonijną całość. Jej jedzenie jest przepyszne, proste i treściwe, skomponowane ze świeżych składników z działki i jajek własnych kur. Często żartuję, że chcę być taka jak Stacy, jak dorosnę.