Wydawca: Videograf Kategoria: Literatura faktu, reportaże, biografie Język: polski Rok wydania: 2013

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 510 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Wielkie nimfomanki - Elwira Watała

Książka Elwiry Watały przedstawia fascynujący świat kobiet, dla których seks stanowi istotę życia i bodziec do działania, świat wybujałej erotyki panującej na dworach Francji, Szkocji, królestwa Neapolu, w Wersalu czy... na Kremlu. Znajdują się tu barwne portrety Pauliny Borghese, Emmy Hamilton, Marii Stuart, Izabeli Bawarskiej, George Sand, Wieroczki Dawidowej, Galiny Breżniewej – istot ulegających chorobliwym skłonnościom seksualnym. Narrację książki ubarwiają odważne, naturalistyczne opisy scen erotycznych.

Opinie o ebooku Wielkie nimfomanki - Elwira Watała

Fragment ebooka Wielkie nimfomanki - Elwira Watała

Redakcja:

Jerzy Syjud

Na okładce wykorzystano fragment obrazu Gustave’a CourbetaLe sommeil

Korekta:

Zespół

Wydanie I, Chorzów 2013

Wydawca: Wydawnictwa Videograf SA

41­-500 Chorzów, Aleja Harcerska 3c

tel. 32-348-31-33, 32-348-31-35

fax 32-348-31-25

office@videograf.pl,

www.videograf.pl

Dystrybucja wersji drukowanej: DICTUM Sp. zo.o.

01-942 Warszawa, ul. Kabaretowa 21

tel. 22-663-98-13

fax 22-663-98-12

dystrybucja@dictum.pl,

www.dictum.pl

Tekst © Elwira Watała

© Wydawnictwa Videograf SA, Chorzów 2013

ISBN 978-83-7835-236-5

Tron stał się łożem cudzołóstwa. Honoré de Balzac

DZIWKI Z POWOŁANIA

Nimfomania

Nimfomania! Słownik wyrazów obcych definiuje: „Nimfomania, chorobliwie zwiększony pociąg płciowy i wzrost zainteresowań seksualnych u kobiet”.

Nie brzmi to dumnie, brzmi żałośnie! Być zależną od MĘŻCZYZNY jak niewolnica, jak narkoman, jak alkoholik razem wzięci. Nimfomanka to kobieta plus szaleństwo. Płciowe szaleństwo! Litość w nas wzbudzają, Drogi Czytelniku, te biedne kobiety niepotrafiące zapanować nad swym libido. Co to za nieszczęśliwa istota, która tak całkowicie uzależniona jest od męskiego organu, że dnia bez swej „działki” seksu przeżyć nie może. Seksopatolog Gercega twierdzi, że taka kobieta może na wet umrzeć z seksualnego głodu. Nie na darmo dziwaczny Freud, z jego idiotyczną teorią o tym, że kobiety zazdroszczą mężczyznom posiadania penisa, porównywał płciowy pociąg do uczucia głodu. Fizyczny głód można nasycić jedzeniem, nimfomanki nigdy nie potrafią nasycić się seksem. Jeśli, to jedynie na krótki czas, aby potem z nową siłą wyruszać na poszukiwanie miłosnej przygody – kolejnej dozy seksualnego narkotyku.

Nimfomaniki były, są i będą. To prawda, że obecnie, dzięki rozwojowi medycyny, łatwiej im trzymać się w ryzach spokoju. Ich neurozę da się skutecznie tłumić, a nawet leczyć. Nimfomankom dziś żyć lżej. Typowe objawy abstynencji seksualnej: wymioty, drżenie rąk, bóle głowy, konwulsje, depresję, stany furii, da się jakoś utemperować chemikaliami. Dawniej było gorzej. Medycyna nimfomanii nie leczyła, co najwyżej parały się tym stare babcie-znachorki, które wszystko sprowadzały do jednego werdyktu: jest to wścieklizna macicy, babę diabeł opętał.

Lekarstwo na taką dolegliwość było jedno – stosunek płciowy z mężczyzną. Dobrze o tym wiedział rosyjski niepiśmienny chłop, Grigorij Rasputin, rządzący Rosją za czasów Mikołaja II.

Swym jędrnym fallusem wypędzał z bab biesa, nie zapominając i o carycy Aleksandrze Fiodorownej. Co prawda niektórzy utrzymują, że z carycą Rasputin nie sypiał, a tylko ją głaskał i na rękach po pokojach carskich nosił. Jaką moc posiadał ten szarlatan niepiśmienny o czarnych zagiętych pazurach, skoro nawet od jego dotyku niesamowity ból policzków Aleksandry Fiodorownej mijał, ku zdumieniu pałacowych lekarzy, którzy tylko bezradnie rozkładali ręce, mamrocząc: „Tego być nie może. Nauka tego nie dopuszcza”. W podobny sposób, czyli porządnym pieprzeniem, leczył francuski król Karol V Mądry swoją małżonkę Joannę. Bez naukowców i lekarzy wiedział, że histeria jego żony, która rzucała się na podłogę, zadzierała do góry spódnicę i, obnażając swe pantalony, zaczynała wić się niczym w ataku epileptycznym, ma seksualne podłoże. Brał wówczas ją na ręce, zanosił do sypialni i po chwili jej histeryczne wrzaski ustępowały miejsca ekstatycznym, melodyjnym jękom.

Filip IV Piękny, król Francji i Nawarry, mąż kastylijskiej Joanny Szalonej, którego zazdrość żony doprowadzała niemal do samobójstwa, mógł żyć stosunkowo spokojnie tylko wtedy, gdy nieumiarkowanie kopułowa! z żoną. Joanna chciała seksu zawsze i wszędzie. To był cel jej życia, jej alfa i omega. Mogła nie myć się, nie jeść, nie spać, byleby tylko mogła uprawiać miłość ze swym Filipem. Nie potrafiła tego czynić z innymi mężczyznami. Taką była nietypową nimfomanką! Filip wykorzystywał tę zależność swej żony od siebie, a raczej od jego organu płciowego. Kiedy chciał, żeby coś było po jego myśli, straszył żonę, że odmówi jej współżycia. Wówczas histeria mijała, a Joanna stawała się „jedwabną”, dobrą i pokorną.

Strasznie cierpiała z powodu swej nimfomanii rosyjska caryca Katarzyna Wielka, zmieniająca swych faworytów jak balowe rękawiczki. Fizycznie cierpiała przecież mniej niż inne kobiety, nawet w starości mogła sobie zafundować młodego kochanka.

* * *

„Tyrreńczycy nie wstydzą się wcale publicznego wykonywania aktu miłosnego. Stosunki seksualne miewają raczej z kobietami, ale o wiele chętniej obcują z chłopcami i młodzieńcami” (Theopompos, IV w. p.n.e.).

* * *

Cesarz Klaudiusz lubił się kochać z dwiema dziewczynami naraz (Ksenofont, IV w. p.n.e.).

* * *

„To, co my robimy w domu, ci ludzie robią bezwstydnie na środku drogi. Nikt nie wstydzi się uprawiania miłości niczym świnie na pastwisku, nie dbając o świadków, łączą się z kobietami” (Apollonios z Rodos, III w. p.n.e.).

* * *

W cywilizacji greckiej i rzymskiej publiczny seks zdarzał się jedynie podczas świąt ku czci Dionizosa lub też bogiń takich jak Izyda.

* * *

Mądry Solon (640–560 p.n.e.), widząc rozpalenie młodzieży ateńskiej, sprowadził dziwki z Koryntu. Dla uprawiania rozpusty zostały nad morzem zbudowane specjalne domki.

* * *

Oktawian August podczas biesiady zwabił Liwię do sąsiedniego pomieszczenia, gdzie począł z nią kopulować. To samo podczas uczt czynili Kaligula i Neron. Kopulowali jednak nie z własnymi żonami, ale z żonami senatorów.

* * *

„Każda cywilizacja rozpoczyna się od represjonowania popędu seksualnego” (Zygmunt Freud).

* * *

„Człowiek zajęty wyłącznie kopulacją i miłością, przyzwalający sobie na wszystko w dziedzinie przyjemności życia, nie jest skłonny działać na rzecz władzy, społeczeństwa i państwa. Nie potrafi także umrzeć na wojnie za władzę” (Zygmunt Freud).

* * *

„Ofelio, idź do klasztoru” – woła Hamlet do swej ukochanej. Egipscy faraonowie nawoływali do swych córek: „Córki, idźcie do burdelu”. A co? Faraonom trzeba grobowce budować, świat swą potęgą oszołamiać, a finansów nie starcza. I taki oto Cheops, którego piramida uważana była ongiś za jeden z siedmiu cudów świata, a obecnie przedstawiająca sobą żałosną grudę kamieni z telewizyjną anteną na szczycie, zmuszał swoją córkę do prostytuowania się.

* * *

A jeśli jesteś nimfomanką, dziwką od urodzenia, namawiać cię do uprawiania rozpusty nie trzeba. Sama lecisz na każdego napotkanego chłopa, bo swędzenie macicy to nie są żarty. Nawet do śmierci może doprowadzić tłumiona chuć. Dlaczego zmarła jedna z córek naszej magnatki, Heleny Radziwiłłowej? Bo nie uprawiała seksu. Księżna po śmierci córki Róży rozpaczała: „Gdybym wiedziała, stajennego Frania bym jej podsunęła”.

* * *

A jeśli ambicja i duma nie pozwalają na zafundowanie sobie takiego oto „Frania”, pazia czy lokaja, a chuć tysiącami igieł w ciało się wdziera, kłuje i szczypie i łzy histerii wywołuje, co wtedy? Wtedy troskliwy papa (przykład francuskiego króla Ludwika XI) szybko wydaje ją za mąż za pięknego księcia, takiego księcia Orleanu, przyszłego Ludwika XII. A jeśli on z brzydulką żoną, który sprawiedliwy lud za jej brzydotę przezwał Joanną Brzydką, spać nie chce, to można go do tego zmusić, choćby tak, jak to bolszewicy z wrogami czynili: „Nie umiesz – nauczymy, nie chcesz – zmusimy”. I oto dwóch specjalnie do tego przeznaczonych przez Ludwika XI grenadierów o określonej porze dnia przypominało Ludwikowi XII o jego małżeńskich obowiązkach. Przypuśćmy, że gra w piłkę – książę Orleański lubił tę grę – i oto w sam jej zenit grenadierzy podchodzą i mówią: „Wasza Książęca Mość, przerywaj grę, czas na spanie z żoną”. A jeśli zacznie mataczyć i po drodze czmychać w boczne drzwi do dam dwom, grenadierzy mu drogę zasłaniają i w prawidłową stronę kierują: „A dokąd to, książę?”. Joanna Brzydka, będąc nimfomanką, miała nieszczęście kochać wyłącznie męża, toteż ze stoickim spokojem znosiła jego ku niej odrazę. Lecz mąż nie wytrzymał. Ubłagał żonę, żeby dała mu rozwód, bo sypianie z niekochaną żoną to nie miód, tylko istne tortury inkwizycji. Joanna zgodziła się. Cztery i pół wieku po śmierci została kanonizowana.

* * *

Nie uszanował Ludwik XII przestrogi św. Pawła, który wyraźnie powiedział: „Jeśli bowiem według ciała żyjecie, umrzecie” (Rz 8, 13). Istna prawda. Przekonał się o tym, gdy po raz trzeci ożenił się, będąc już po pięćdziesiątce, z Marią Tudor, młodziutką siostrą angielskiego sinobrodego króla Henryka VIII, zabójcy swych dwóch żon. Sprytna Maria postanowiła starucha wykończyć nieokiełznanymi pieszczotami i seksem bez umiaru. A dla starego organizmu coś takiego to gorzej niż trucizna. Wykończyła szybko staruszka, który zmarł zaledwie trzy miesiące po ślubie, i za młodego kochanka za mąż wyszła. W taki oto sposób ówczesne niewiasty walczyły o swoje szczęście.

* * *

Libertyn to człowiek, który poniewiera zasady moralne i oddaje się rozpuście bez umiaru. On tradycyjnej miłości nie uznaje, tylko seks i to w jego ekstremalnych wydaniach. Zresztą warto wiedzieć, że słowo „seks”, które przed wiekami wymyślił Cyceron, stosunkowo niedawno weszło do użycia. Dawniej mówiono: „tej rzeczy”. W dobrych towarzystwach „o tych rzeczach” nie mówiono.

* * *

A kto doszedł do tego, że róża jest kwiatem seksualnym i przedstawia pięć etapów życia kobiety: narodziny, rozkwit, małżeństwo, menopauzę i śmierć? Nie wiecie tego? Chińczycy. Oni też uważali, iż rozkwitająca róża przypomina kobiecy organ. Powiedzieć więc można, że róża jest najstarszym na świecie kwiatem. I to takim, przez który przychodzi na świat cała ludzkość.

Aż dziw nas bierze, iż Anna Austriaczka, matka Króla Słońce Ludwika XIV, nie znosiła róż, ani ich zapachu, ani widoku. Tak dalece, że nawet róża namalowana na płótnie wywoływała u niej alergię.

* * *

Trzeba przyznać, że Chińczycy są najlepszymi w świecie kochankami. Nie pozwolą zadowolić się seksualnie, nie zadowoliwszy wcześniej kobiety. Mobilizują swój organizm do wstrzymania wytrysku nie tylko siłą woli, lecz stosując inne zabiegi, na przykład uciskają palcem miejsce pomiędzy odbytem i moszną. Ich religia, taoizm, pozwala im na takie zabiegi, ba, nawet je zaleca. Panowie zboczeńcy, przechodźcie na taoizm!

* * *

Cesarz Marek Aureliusz (121–180) miał ogromne problemy ze swoją żoną Faustyną z powodu jej nieokiełznanego nimfomaństwa. Faustyna, matka ośmiorga jego dzieci, biegała po nocach do zwykłego gladiatora. Był on zbudowany jak Apollo Belwederski, a w jednym go znacznie przewyższał – w wielkości fallusa, bowiem, sądząc po antycznych rzeźbach, bogowie mają bardzo malutkie fallusiki, biedacy. Zakochała się Faustyna na zabój w swym gladiatorze i niczym tej namiętności „wybić” się nie dało. Wówczas imperator i filozof Marek Aureliusz rozkazał zabić gladiatora. Co więcej, kazał żonie napić się ze srebrnego kubka jego krwi, mając zapewne na myśli starą zasadę: „Klin klinem się wybija”. Niech podziękuje, niegodna nimfomanka, mężowi, iż nie kazał jej pić z czaszki gladiatora. Mało to było w tym czasie zazdrosnych mężów, zmuszających żony, aby piły wino z kubków sporządzonych z czaszek ich byłych kochanków?

* * *

Guy Bechtel powiedział: „Dziwka jest to istota lubieżna, nie mogąca powstrzymać się od kopulacji i ciągłego szukania rozkoszy”. A Platon jeszcze dobitniej: „Rozpusta to puszczenie wolno straszliwego stwora – pożądliwości”. Istotnie, Drogi Czytelniku, nie wolno tego stwora puszczać na wolność. Różne nieszczęścia, wojny nawet, mogą powstawać z tego powodu, o czym nas informują starożytne legendy. Nie byłoby żadnej wojny trojańskiej, gdyby Helena nie zakochała się w Parysie, porzucając dla niego swego męża Menelaosa.

* * *

A wielka tragedia cesarza Oktawiana Augusta, który miał nieszczęście mieć córkę nimfomankę! I dlaczego nadał jej imię Julia? Pierre de Brantóme twierdzi, że imię to znamionuje rozpustę, a kobiety o tym imieniu są nimfomankami. Nam się wydaje, że pomylił się ten biedaczek, oszalały od swych rozpustnych opisów, bowiem córka Juliusza Cezara, choć miała na imię Julia, rozpustną nie była. Swego męża, Pompejusza Wielkiego, kochała i nigdy nie zdradzała. Natomiast Julia, córka Oktawiana Augusta, nie tylko trzech mężów zdradzała, lecz jeszcze dziko gorszyła Rzym. Z bólem w sercu musiał Oktawian August wysłać swoją rozpustną córkę na bezludną wyspę, gdzie zmarła głodową śmiercią. Córkę jej, a swą wnuczkę, cesarz też na bezludną wyspę wysłał, bowiem miała również na imię Julia i też była ponad miarę rozpustna. Na bezludnej wyspie ta córka dziecko nieślubne urodziła. Oktawian August nakazał, aby niemowlę zaprzestano karmić. Umarło szybko z głodu. Jakie serce trzeba mieć, Drogi Czytelniku, żeby kazać matce nasłuchiwać, jak jej dziecko głodne piszczy, a potem kona z głodu? Twardy to był człowiek ten Oktawian August i o moralność Rzymu dbał, a po cichu dopuszczał się okropnych bezeceństw. Brał dziewice do kopulacji. Aleksandrowi Macedońskiemu z egipskiego grobowca nie tylko pierścień ukradł, lecz i kawałek nosa mu urwał. Mówił, że zdarzyło się to przez przypadek. A beznosy Aleksander czy może dalej trwać w glorii swej wielkości? Przecież wygląda niczym prostytutka, którą syfilis pozbawił części nosa.

Ale wracajmy do naszej Julii, córki Oktawiana Augusta. Powiadają, że jej nimfomania, niewyleczona stosunkami z trzema mężami i urodzeniem sześciorga dzieci, była tak wielka, że snując się po pałacu rzymskim ze sztyletem w ręku, gdy napotkała na swej drodze młodego mężczyznę, nawet jeśli był niewolnikiem czy wyzwoleńcem, przystawiała mu sztylet do gardła i syczała: „Kładź się natychmiast albo ukatrupię cię na miejscu”. Kładł się więc biedak potulnie, bo przecież żywot jest milszy od śmierci. Na swój sposób ta Julia była osobą moralną. Nigdy nie rodziła dzieci od kochanków, tylko od męża. A gdy przyjaciele ją pytali, dlaczego przy takich obfitych związkach seksualnych z innymi mężczyznami rodzi dzieci podobne do męża jak dwie krople wody, skromnie odpowiadała: „Puszczam ich na pokład, kiedy już statek jest naładowany”. Czyli miała stosunki z innymi mężczyznami, gdy zaszła już w ciążę z mężem.

* * *

Starożytny Rzym dostarcza nam wiele przykładów nimfomaństwa. Kobiety tamtejsze, solidne rzymskie matrony, którym kazano wełnę prząść i dzieci rodzić, wariują z powodu niespełnionego seksu. I jak jeden mąż mają kochanków. Nieraz mężów trują, nieraz nie, w zależności od sytuacji i swych politycznych planów. Taka oto na przykład Lesbia, czy też w innej wersji Liwilla, siostra Klaudiusza, która wyszła za mąż za Druzusa, syna Tyberiusza, tak mocno kochała swego kochanka Silana i politykę, że aż męża otruła. Tyberiusz, ojciec Druzusa, uprawiający ohydną pedofilską rozpustę na swej wyspie Capri, na początku myślał, że jego syn naturalną śmiercią zmarł. Kiedy się dowiedział, że został otruty przez żonę Liwillę, skazał ją na publiczną, ohydną śmierć przez odcięcie głowy. Matka Liwilli, Antonia Młodsza, uprosiła Tyberiusza, aby publicznie nie hańbił jej rodu. Zaproponowała, że sama rozprawi się z córką. Gdy Tyberiusz przystał na to, zamknęła córkę w dość ciasnym pokoju, a murarzom nakazała drzwi zamurować. Przez długie czternaście dni słyszała, jak córka przeklina swoją matkę, konając z głodu. Posiwiała Antonia z bólu, lecz drzwi nie kazała odmurować. Przecież rzymska matrona nie może hańbić swego rodu rozpustą, która jest gorsza od zabójstwa.

* * *

Chorobliwą nimfomanią była opanowana Maria Eleonora, matka szwedzkiej królowej Krystyny. Na tle seksualnego niedosytu rozwinęła się w niej histeria. Jej mąż, Gustaw II Adolf, był tak dalece nieszczęśliwy ze swoją histeryczną żoną, że myślał o samobójstwie. Maria Eleonora rzuciła się przed nim na kolana i, zalewając się łzami, błagała o odrobinkę uczuć, seks mając na uwadze. Królowa Krystyna bardzo się bała, że histeria jej matki odbije się na jej własnym charakterze. Nie omyliła się: nienawidziła kobiet i marzyła o męskim penisie. A gdy jej wypadała macica, z radością myślała, że rośnie jej penis.

* * *

„Czerp przyjemność z różnych części ciała” nakazuje Kamasutra, hinduska starożytna nauka o miłości.

* * *

Jeszcze piętnaście lat temu na stronach młodzieżowego magazynu „Junost” („Młodość”) funkcjonowała rubryka zatytułowana: „Z teczki Gałki Gałkinej”. Młodzież zadawała takie oto pytania: „Droga redakcjo, napiszcie, do jakiej części ciała można całować komsomołkę”. Teraz młodzi zadają pytania: „Droga redakcjo, napiszcie, czy przy oralnym seksie można zachorować na AIDS?” (student leninowskiej biblioteki w Moskwie).

* * *

Dziewicza wojowniczka, bogini Atena, nigdy nie doznała fizycznej miłości. Nasienie Hefajstosa zaledwie zetknęło się z jej ciałem, dopiero gdy upadło na ziemię, powołało do życia Erichtoniosa.

* * *

Niektóre kobiety nigdy nie doznają orgazmu.

* * *

To, co jest powszechną zabawą, co w rozpuście bywa poszukiwaniem rozkoszy, w małżeństwie jest ledwie przyjemnym obowiązkiem.

* * *

„Głód to popęd jedzenia, libido to popęd seksualny” (Zygmunt Freud).

* * *

„Do czego dąży zboczeniec? Do wywołania orgazmu nawet inną drogą niż połączenie genitaliów” (Zygmunt Freud).

* * *

W jednym Freud i de Sade się zgadzają: pełne, niczym nieskrępowane zaspokajanie wszystkich instynktów doprowadziłoby do psychicznego zdrowia i szczęścia. Lecz dlaczego nimfomanki w większości są nieszczęśliwe? Dlaczego cierpią na dzikie nerwice?

* * *

Doigraliśmy się z tym Freudem! Jeszcze dwadzieścia lat temu nie wolno było w ZSRR wymawiać imienia tego burżuazyjnego reakcjonisty. A teraz niemal co chwilę cytowany jest na prawo i na lewo. Już nawet prostytutka wyedukowana na pismach porno i Internecie uważa pocałunek za coś zdrożnego, zbywając spragnionych klientów takimi oto tekstami: „Perwersji nie uprawiam, do zboczeń nie nawykłam. Bierz mnie jak należy, ale nie całuj, bo to według Freuda akt perwersyjny, bo łączą się dwie erogenne strefy”. Pocałunek, niewinny pocałunek, ba, cmokanie usteczkami niemowlęcia, ten zdziwaczały psychoanalityk zalicza do zboczeń!

Odżyły czasy socjalistycznej ideologii, której klasyk głosił: „Umrzyj, lecz nie dawaj pocałunku bez miłości”. Tyle, że ta zasada uległa modyfikacji: „No to będziemy pieprzyć się bez pocałunku”. Nasze rosyjskie prostytutki zupełnie odzwyczaiły się klienta w usta całować. Raczej jeśli całują, a nawet liżą, to coś innego, co zupełnie nie przypomina męskich ust. Wczoraj rankiem byłem świadkiem jak z bramy podwórka wyskoczył facet i w biegu zapinając rozporek, szybko skierował się do metra, pewnie do pracy się spieszył. Z tej samej bramy wynurzyła się rozczochrana dziewucha ze śladami spermy na ustach, wyjąc na jednej nucie: „Za takie pieprzenie tylko pięćdziesiąt rubli!”. Facet, przyspieszając kroku, nie odwracając się, rzucił w jej stronę: „Nie kłam, tam jeszcze drobne były”. Dziewucha ciągnęła swoje: „ Za takie…”. W jej głosie był taki ból, taka rozpacz, jak przy konfrontacji wirtuoza z partactwem.

Nowy rodzaj erotyki nam kwitnie: szybki numerek oralnego seksu w bramie podczas drogi do pracy. Niemal tak jak w bistro – wpaść, naprędce małą kawkę wypić” (rozważania studenta leninowskiej biblioteki w Moskwie).

* * *

Pierwsze przypadki erotomanii opisał francuski psychiatra G. de Clérambault w dwudziestych latach ubiegłego wieku. Dla erotomana seks to swoisty narkotyk. Żyją erotomani w ciągłym napięciu, potrzebna jest im codzienna dawka. Po doznaniu rozkoszy przychodzi wielkie cierpienie, uczucie osamotnienia, pustka, niesmak, obrzydzenie, rozpacz i ogromny smutek. Doświadczał tego Aleksander Macedoński po homoseksualnej miłości z chłopcami. Zadziwiające, że takiego stanu ducha nie odczuwał podczas współżycia z kobietami.

* * *

W antycznych czasach były rozpowszechnione dwa rodzaje stosunków: waginalny i analny, felatio i cunnilingus. Ten ostatni uprawiano tylko z heterami i prostytutkami, nigdy z żonami. Zabraniało tego prawo. Seks grupowy i stosunek oralny były charakterystyczne dla satyrów. Na starożytnych wazach co rusz widzimy tańce satyrów i syren. Syreny chwytają ustami fallusy satyrów, nieraz jeden satyr czyni to drugiemu. Oprócz nimf seksualnymi partnerkami satyrów były menady i nimfy.

* * *

Według Arystofanesa cunnilingus, czyli stosunek analny, był uważany za rozpustny i nieestetyczny. Dopuszczało się jego uprawianie tylko z prostytutkami i pederastami, zaś z „porządnymi” kobietami tylko w święto Dionizosa.

* * *

Filozofowie Platon czy Arystoteles nigdy nie zabraniali uprawiania zboczonej formy miłości. Proponowali umiarkowanie i trzymanie się w ryzach rozsądku.

* * *

„W 1939 roku Ralph Linton donosił, że mieszkańcy wysp Markizy (wyspy w Polinezji Francuskiej), nim wprowadzą członek do pochwy, muszą doprowadzić swoje partnerki do orgazmu ustami i dopiero podczas ich ekstazy odbywają stosunek” (Zygmunt Freud).

* * *

W średniowieczu rozwiązłość seksualną karano publiczną chłostą. Szczególnie było to rozpowszechnione w XV wieku.

* * *

„Można zachorować na nerwicę z braku normalnego zaspokojenia seksualnego” (Zygmunt Freud).

* * *

„Seksualna patologia powstaje wtedy, gdy normalne zaspokojenie nastręcza zbyt wiele trudności” (Zygmunt Freud).

* * *

Przez stulecia seksualizm piętnowano jako zło moralne, prymat miało macierzyństwo. Dziś kryteria się zmieniły: satysfakcja seksualna jest synonimem szczęścia. Zadowolenie seksualne jest warunkiem fizycznego zdrowia człowieka. LUDZKOŚĆ DĄŻY DO ORGAZMU.

* * *

Chrześcijaństwo negowało przyjemność seksualną. Stosunek płciowy mężczyzny i kobiety musiał dążyć jedynie do prokreacji. Ludwik IX, francuski król, uznawany za największego wśród monarchów Europy obrońcę chrześcijaństwa, wchodził do małżeńskiego łoża z rumieńcem wstydu na policzkach, ponieważ nie mógł opanować cielesnej żądzy i odczuwał podczas seksu uprawianego z żoną niesamowitą przyjemność. Jego matka, despotyczna Blanka Kastylijska, utwierdziła go bowiem w przekonaniu, iż czerpanie seksualnej przyjemności ze stosunku z żoną jest grzechem. Co więcej, Blanka nocami przychodziła do pokoju małżonków niby poprawić im poduszki. Doszło do tego, że gdy Ludwik IX zamierzał uprawiać seks z żoną, na schodach wystawiał na straży sługę. Jak tylko rozlegały się kroki zbliżającej się mamy, sługa zawiadamiał królewską parę o nadciągającym niebezpieczeństwie i król przerywał swoje miłosne igraszki. Z tego wszystkiego nimfomanka-żona dostała histerii nerwowej i na oczach całego dworu zwymyślała teściową. Było to zdarzenie niesłychane, ponieważ Blanka była niczym niezmąconym autorytetem. Swoje jedenaścioro dzieci biedaczek Ludwik IX płodził w warunkach skrajnego stresu i pewnie dlatego nie były to zdrowe okazy. Wystarczy wskazać na niezwykłe monstrum, Ludwika XI, sadystę i zabójcę, źle traktującego swe żony.

* * *

„Rozpusta musi być moralna” – ten skrzydlaty nonsens wypowiedział wielki Napoleon Bonaparte, kiedy w swym pałacu Tuileries zauważył, jak panie po nocach wyślizgują się ze swych łóżek i umykają do pokojów kochanków. Przywilej chadzania po nocach do kochanek chciał zostawić dla siebie. Zazdrosna Józefina często nakrywała go na tym, jak ze świecą w ręku i w bamboszach skradał się do sypialni kolejnej damy pałacowej. Zawstydzała męża: „Taki wielki człowiek i takie niecne sprawki, wstydź się, Napoleonie”. Wstydził się, zawracał, do następnego razu.

* * *

Jeść nie będę, pić nie będę, tylko… I niczym swej chuci uśmierzyć nie może. I nie chce. Bo i po co, jeśli to jedyna radość w jej życiu, jedyny cel – zadowolić swoją seksualną żądzę, traktując kochanka czysto instrumentalnie, jako narzędzie dla osiągnięcia rozkoszy. Żadnych głębszych uczuć oprócz nieodpartego pragnienia seksualnej satysfakcji taka nimfomanka nie ma.

Rzadko która z nich przejawiała krwiożercze instynkty i bezpardonowo zabijała swych jednonocnych kochanków. Lecz takie były. Przykładem może być żona Filipa Pięknego (1268–1314), francuskiego króla. Póki on tępił templariuszy, spalając ich jak chrust na stosach, zresztą w zmowie z papieżem, jego żona Joanna z Nawarry uprawiała seks na wieży Nesle. Jakże ponura była sława tej wieży! Obrosła takimi legendami i mitami, że obecnie prawdę od łgarstwa odróżnić nie sposób. A jeśli trudno plewy od ziarna oddzielić, to co dopiero historyczne fakty. Chociaż w epoce socjalizmu, kiedy w sklepach nic oprócz octu i zielonego groszku na półkach nie było, różnie w tej materii bywało. Kiedy pewna gospodyni domowa otrzymała w sklepie cukier zmieszany z ryżem i zapytała ekspedientkę, co z tym substytutem niejadalnym zrobić można, ta bezapelacyjnie odpowiedziała: „Dobra gospodyni wie, co należy z tym zrobić”.

W samej rzeczy: jeśli plewy mitu w biografii Joanny, żony Filipa Pięknego, nie da się oddzielić od ziarna prawdy, przyjmujmy ten substytut w całości – „z ryżem i cukrem” razem, może zasmakuje.

Legenda była taka: Joanna, będąc niepoprawną dziwką, to znaczy nieuleczalną nimfomanką, przy pomocy zaufanego sługi wabiła na tę wieżę Nesle studentów dla swych miłosnych uciech, a nad ranem, gdy już jak pajęczyca doszczętnie z nich wszystkie soki wypiła, kazała – śpiących jeszcze – pakować do skórzanych worków i z balkonu wrzucać do Sekwany.

Męczennica ta rzeka, Drogi Czytelniku. Ileż w swe wody trupów wchłonęła, ile mrocznych królewskich tajemnic ukryła, ileż razy krwią się zabarwiała, szczątkami ciał się napełniała… W każdym razie nie mniej niż druga męczennica, rzeka Tybr, schronisko odwieczne ciał zabitych cesarzy rzymskich, albo jak Jezioro Aleksandrowskie, które Iwan Groźny tak obficie napełnił trupami bojarów, że ani pływać w nim, ani ryb łowić nie sposób było. Rosyjska caryca Elżbieta Piotrowna, która mieszkała tam w młodości, narzekała, że w czasie przejażdżki co rusz wiosło natykało się na jakieś ciało, a ryby karmione trupami były tak tłuste, że nie sposób było ich jeść.

Ale wracajmy do naszej Joanny. Pewnego razu, jak zwykle po bujnej nocy, nieco zmęczona miłością, kazała kolejnego studenta zabić i wrzucić do Sekwany. Sługa, sądząc, że on już z nadmiaru seksu skonał, gardła mu nie przerżnął, tylko wsadził do skórzanego worka i wrzucił do Sekwany. A student tylko udawał, że był trupem. Scyzorykiem worek rozpruł, wypłynął na wierzch, natychmiast do prefekta policji się zgłosił. A prefekt, bojąc się jakąkolwiek decyzję podjąć – wszak z królową miał do czynienia – o wszystkim doniósł Filipowi Pięknemu. I od tego czasu Joanna wyparowała. Żaden historyk nie jest w stanie powiedzieć, co się z nią stało. Chodziły niejasne słuchy, że Filip Piękny swą żonę nimfomankę-morderczynię zabił.

* * *

O wybujałym kobiecym temperamencie szczegółowo rozprawia Brantôme, który napatrzywszy się na rozpustnym dworze Katarzyny Medycejskiej na różne seksualne różności, przeniósł to wszystko na papier. Przytaczam dwie scenki zaczerpnięte z jego „Żywotów pań swawolnych”, nieco zmienione w naszej interpretacji.

Dama wzięła sobie na noc kawalera, a u niego ze strachu, iż mąż może zastać ich w łóżku, ręce się trzęsą i członek nie powstaje. Wściekła dama robi mu wymówki: „No i co tak leżysz jak kłoda. Nie po to ciebie tu poproszono, żebyś wylegiwał się w łóżku za darmochę. Zjeżdżaj stąd, niedorajdo!”.

Mąż, zastawszy żonę w łóżku z kochankiem, schwycił szpadę z zamiarem zakatrupienia obydwojga na miejscu. Pozwalało mu na to prawo. Lecz kochanek zdążył bez portek przez okno wyskoczyć, natomiast żona rzuciła się przed mężem na kolana i była tak ponętna w pięknej nocnej koszuli, z doskonałą kosmetyką, w pozie kajającej się Magdaleny… Tak pięknej żony jeszcze nie widział. Odrzucił szpadę, poniechał zemsty i zajął się seksem z żoną. Był szczęśliwy, od dawna był bowiem na seksualnym głodzie, bo żona go do siebie nie dopuszczała, nie chcąc zdradzać kochanka. Rano obudzili się niczym dwa gołąbki i szpada poszła w zapomnienie. Zdradzony mąż postąpił niczym Menelaos, król Sparty, który groził u bram Troi, że zadusi Helenę, swoją niewierną żonę, a jak się dorwał do niej, o wszystkim zapomniał.

* * *

Ateńczycy odurzeni obscenicznymi pokazami oddawali się bez reszty we władanie Dionizosa. Preferowano masowe orgie. Od grupowego seksu prosta droga prowadziła do sadomasochistycznych ekscesów.

* * *

Ludwik IX Święty mówił do córki: „Byłoby dobrze, jeślibyś nie używała kosmetyków i nie nosiła klejnotów. Twoją ozdobą powinna być twoja skromność”.

* * *

Kosmetyka i moda prowadzą kobietę do prostytucji (Tertusan).

* * *

Mieszkańcy Kamczatki, napatrzywszy się na życie płciowe morskich wyder i psów, zaczęli ich naśladować w rozpuście. Kopulowali tylko od tyłu, zupełnie nie wstydząc się swych dzieci.

* * *

Pierwsza małżonka Baldwina, króla jerozolimskiego, którą mąż siłą nawrócił na swoją wiarę, uciekła do Konstantynopola i tam oddawała się dzikiej rozpuście. Nie potrafiła przepuścić ani przechodniowi, ani żołnierzowi, ani pielgrzymom. Jak ostatnia prostytutka kładła się pod każdego. Robiła to, aby zaszkodzić mężowi, także dlatego że opanowała nią nimfomańską chuć.

* * *

Messalino, żono rzymskiego cesarza Klaudiusza, czemu hańbisz swą cześć i godność, uprawiając seks gdzie popadnie i z kim popadnie? Czemu ty, Messalino, wyślizgujesz się pod zasłoną nocy z cesarskiego pałacu i z łóżka mężowskiego, aby pomazawszy swe sutki złotą farbą w upojeniu oddawać się rozpuście w burdelu pod imieniem Lizyska, co oznacza Wilczyca. Jeszcze nie wiesz, że to skończy się tak marnie: mąż skarze cię na śmierć, każąc ci wbić miecz w serce. Widok straszny, odrażający, godny pióra Dostojewskiego czy Gombrowicza. Zresztą Gombrowicza wyłączamy, on potrafi tylko wabić i kokietować czytelnika. Jego powieść o frapującym tytule „Pornografia”, wcale nie roi się od scen rozpusty, tam nawet cycek nie jest obnażony, nie mówiąc już o męskim członku. Okłamał Gombrowicz czytelników do cna! Blada, z rozczochranymi włosami, stoi Messalina, trzymając w ręku miecz, który ma wbić w swoje serce. Nie może tego uczynić. Nie tak łatwo samej sobie coś takiego uczynić. Obok stoi jej matka. To jej Messalina zabrała męża i chciała uczynić z niego swego kochanka. Matka córce wybaczyła, a teraz namawia: „Córuchno, nie lękaj się, wbij miecz głębiej”. „Nie mogę, mamo” – płacze Messalina. Legioniście znudziła się ta mitręga. Wziął za rękę Messalinę i pomógł jej wbić sobie miecz w serce.

Uprawiała Messalina rozpustę w najgorszym wydaniu, nie brzydziła się najohydniejszych perwersji, których nawet powstydziłby się nieustraszony w swych aberracjach markiz de Sade.

* * *

Joanna II Andegaweńska (1371–1435), królowa Neapolu, nazywana „nową Messaliną”, była gorącokrwistą nimfomanką. Trawa, na której usiadła gołą pupą, po półgodzinie stawała się sianem. Kazała co godzinę dla ostudzenia swego temperamentu polewać się zimną wodą.

* * *

„Pieprzą niepokalane dziwki kolby kukurydzy, tak je chuć ponosi. Obecnie nie czas na wojny i bohaterskie czyny, lud chce spokojnie się pieprzyć!

Jestem tak mocno przyciśnięty do tej kobiety, że czuję włosy na jej cipie. Stoi codziennie bez majtek w zatoczonym autobusie i pieprzy się na chybcika, a potem kuca do łóżka i dokończy roboty rękoma” (Henry Miller).

* * *

Zbyt wczesne rozpoczęcie życia płciowego sprzyja bezpłodności. Nowej Zelandii grozi demograficzny kryzys, a nawet wymieranie ludności. U nich na 67 małżeństw rodzi się jedno dziecko. Przyczyna: zbyt wczesne rozpoczęcie stosunków płciowych. Tam dziewięcioletnie dziewczynki regularnie uprawiają seks.

* * *

Wielka nimfomanka Klaudia Kwinta z III wieku p.n.e, wymyśliła dziewięćdziesiąt cztery pozycje seksualne.

* * *

Seks narodził się wtedy, gdy Ewa i Adam przykryli swą nagość liśćmi figowymi.

* * *

„W większości małżeństw ich szczęście zależy od tego, jak bardzo są wyedukowani w miłosnych sprawach” (Havelock Ellis).

* * *

Józefina Potocka, żona polskiego magnata Stanisława Szczęsnego Potockiego, niesławnego bohatera Targowicy, była nimfomanką. Nagminnie miała kochanków. Urodziła czternaścioro dzieci, z których tylko troje było ojcostwa Potockiego. Zmarła przy próbie aborcji piętnastego dziecka, które miała oczywiście z kochankiem.

* * *

Wasylisa Mielentiewa, szósta z siedmiu żon Iwana Groźnego, była nimfomanką. Mimo iż car Iwan śledził ją pilnie, uciekała do kochanków. Car kochanków poddawał torturom i zabijał, ją zaś wysłał do klasztoru. Zabić jej nie mógł, bo ją kochał. Nie mógł wyzwolić się od jej zmysłowości.

* * *

Serwilia, wieloletnia kochanka Juliusza Cezara i matka jego zabójcy Marka Brutusa, była kobietą temperamentną o skłonnościach do nimfomanii. Nagminnie brała sobie kochanków spośród młodych niewolników. Ubierała ich w tak rozkoszne i drogie szaty, że nie było wątpliwości, że to jej kochankowie. Pozwoliła Juliuszowi Cezarowi przespać się ze swoją córką. W dowód wdzięczności otrzymała od niego drogą kolię brylantową.

* * *

„Jest to siedlisko larw i lemurów. Kloaka wszelkich zbrodni i wszelkiej hańby, piekło za życia. Nie ma tu ani miłosierdzia, ani litości, ani śladu wiary, ani żadnej pobożności. Nic tu świętego, nic sprawiedliwego, nic uczciwego. Łagodne dłonie, okrutne czyny. Słodkie śpiewy i kamienne serca. Zabrakło tu miejsca dla rozsądku, tu wszystko jest lepkie i pełne zastawionych sideł. Tu BEZKRESNA NOC ZBRODNI” (ocena nimfomanii według Petrarki, XIV wiek).

* * *

„Najpierw ją Iwan Dołgoruki trochę posunął, potem Aleksy Szubin, potem Aleksiej Rozumowski i Iwan Szuwałow, a potem brała sobie kochanków spośród palaczy, łaziebnych i innych poślednich sług, wszyscy ją posuwali, bo biedaczka ze swą chucią poradzić sobie nie mogła” (Mykoła Kostomarow o rosyjskiej carycy Elżbiecie Piotrownej).

* * *

Karolina, siostra Napoleona Bonapartego, była nimfomanką. Miała wielu kochanków, wśród nich Metternicha. Jej mąż, Joachim Murat, król Neapolu, był pobłażliwy, ich małżeńskie stadło było zgodne.

* * *

Maria Krystyna Sycylijska (1806–1878), żona Ferdynanda VII Hiszpańskiego (1784–1833), była nimfomanką. Jej córka, Izabela II Hiszpańska (1830–1904), również. Była niewybredna w wyborze kochanków. Mógł być nim minister Serrano czy Jarol Mafron, syn kucharza. Zachłannie oddawała się wszystkim. Zdumienie wywołało wręczenie jej przez papieża Piusa IX w 1868 roku złotej róży, symbolu szacunku i uznania.

* * *

„Od nimfomanki wymaga się śmiałości, żeby nie lękała się trudności w dążeniu do swego celu, jakim jest zadowolenie chuci” (Kondrat Birkin).

* *

„Są ludzie pozbawieni apetytu na seks przez cały rok. Aseksualistów powinno się uznać za czwartą orientację seksualną, obok hetero-, homo- i biseksualistów” (John DeLamater).

* * *

Nana, bohaterka powieści Emila Zoli, skończyła marnie. „Na pościeli leżała potworna masa odchodów, krwi i gnijącego ciała, jakby jad z cuchnących padliną rynsztoków, którym zatruła cały naród, spowodował teraz gnicie jej twarzy” (Emil Zola, powieść „Nana”).

* * *

Vamea – pigułka, została stworzona dla kobiet, które marzą o silniejszych doznaniach w łóżku. Preparat pomaga im czerpać większą satysfakcję i zwiększa intensywność orgazmu.

* * *

„Zrównawszy się z mężczyznami w rozpuście, rzymskie matrony zrównały się z nimi także chorobami, są łyse i mają podagrę” (Seneka).

* * *

Ninon Lenclos, słynna XVII-wieczna nimfomanka, która do później starości uprawiała seks, bo bez tego nie mogła żyć, kazała potłuc w swym domu wszystkie lustra. Nie mogła wytrzymać widoku odrażającej staruchy. A kochankowie musieli taki widok wytrzymywać!

* * *

„Kobiety ogarnięte żądzą przypominają ludzi szalonych, zupełnie oddalonych od działań racjonalnych, zgodnych z rozumem” (Spinoza).

* * *

Eleonora Akwitańska, żona dwóch królów, francuskiego Ludwika VII i angielskiego Henryka II, swoją nimfomanię ukrywała w dwornej miłości rycerskiej, pełnej piękna i poezji. Zleciła spisanie wszystkich porad, dotyczących zwiększania orgazmu u kobiety. Mówiono o niej: „Temperament ma gwałtowny, a potrzeby wciąż nienasycone”. Rozwiodła się z Ludwikiem VII, który jej seksualnie nie zadowalał. Mając dwadzieścia siedem lat, poślubiła dziewiętnastoletniego Henryka II, który również nie mógł jej seksualnie dogodzić.

* * *

Isadora Duncan, była żona producenta maszyn do szycia, Parisa Singera, która poślubiła rosyjskiego poetę Sergiusza Jesienina, narzekała, że poeta, kruchy, wątły i małego wzrostu, nie może zadowolić jej fizycznych potrzeb. Jesienin zaczął z rozpaczy pić i obsmarował tancerkę światowej sławy w cyklu wierszy „Moskwa karczemna”.

* * *

„Cnotliwość uczyniła z ludzi aniołów. Ten, który zachował ją, jest aniołem, a ten, który zgubił, diabłem” (św. Ambroży).

Don Juan w spódnicy Paulina Borghese

Paulino, jesteś najpiękniejszą kobietą, jaką kiedykolwiek widziałem.Będziesz ozdobą paryskich salonów.(Napoleon Bonaparte o swej siostrze Paulinie Borghese).

Fascynowała i gorszyła ta druga siostra Napoleona Bonapartego, Paulina, nosząca z dumą sztandar najpiękniejszej kobiety Europy. Gorzej było z godnością, która szwankowała. Nimfomańską pasja, jaka nią owładnęła w młodzieńczych latach, nie pozwalała jej żyć godnie. Wciąż szukała kochanków i padała w objęcia często nieodpowiednich mężczyzn: paziów, sług, Murzynów, oficerów jej brata, każdego, kto wykazywał chęć przespania się z nią. Wyliczyć jej kochanków to to samo, co obliczyć ilość wody w Nilu. Towarzyszyli jej zawsze i wszędzie. Tłumaczyła swój nieokiełznany pociąg wybujałym temperamentem: „My, Korsykanie, mamy gorącą krew”. Aby uspokoić ten „gorąc” krwi, brała sobie bezpardonowo kochanków, nawet z plebsu, zaraziła się chorobą weneryczną, w wyczynach seksualnych nie ustawała nawet podczas leczenia, zupełnie nie troszcząc się o zdrowie swych partnerów. Ponoć w wieku trzynastu lat, kiedy z matką Letycją przyjechała do Marsylii, już miała oficjalnego kochanka – oficera marynarki. Mama Letycja przeraziła się gorącego temperamentu córki. Nie wiem, czy poiła ją w celu jego „ochłodzenia” berberysowym sokiem, jak matka królowej Margot, Katarzyna Medycejska. Wiemy, że wzdychała ciężko, przeczuwając przyszłe kłopoty córki z powodu jej wybujałej seksualności. Przyszłość pokazała, że się nie omyliła. Kochankowie Pauliny przysparzali jej i jej rodzinie, zwłaszcza prestiżowi cesarza Napoleona, sporo kłopotów i znacznie skrócili jej żywot.

„Kobieta jest ofiarą nieustannych żądz swej macicy” – tak prostolinijnie i trafnie twierdzi Maria Bogucka w swym naukowym dziele „Gorsza płeć”.

Paulina była taką ofiarą w hiperwymiarze. Sprawami jej nieokiełznanej macicy musiało zająć się aż dwóch lekarzy ginekologów. Prowadzili ze sobą ożywioną korespondencję na temat wybujałego temperamentu Pauliny i jej negatywnego wpływu na macicę, próbując wyjaśnić dylemat: jest nimfomanką czy nic? Doszli do wniosku, że owszem, a przyczyny tego były zarówno dziedziczne, jak i nabyte, z powodu choroby pęcherza. Guy Breton, poczytny angielski pisarz, na podstawie rozlicznych źródeł twierdzi autorytatywnie, iż Paulina była niepoprawną nimfomanką, i że ta straszna choroba dokuczała jej przez całe życie, nawet podczas strasznych cierpień, kiedy była chora na raka.

Na początku XVIII wieku, Drogi Czytelniku, medycyna posiadała nikłe wiadomości na temat nimfomanii i nie bardzo wiedziała, jak ją leczyć. Ten czy inny seksopatolog nieśmiało poruszał ten problem, znajdujący się w embrionalnym stadium wiedzy medycznej. Znany włoski seksopatolog Gercegi pisał: „Należy żałować takich nieszczęsnych osób objętych nimfomanią, okazywać im współczucie i nie pogardzać nimi”. Właśnie! A Paulinę bez przerwy potępiano z absolutną bezwzględnością. Czyniła to rodzinka Bonapartych, własny brat, nagminnie wysyłający jej kochanków na front pod kule nieprzyjaciela, czyniło to paryskie społeczeństwo. Wszyscy dążyli do tego, żeby Paulina była cnotliwą. „Mnie cnota nie jest potrzebna do szczęścia” – mówiła beztrosko i fundowała sobie kolejnego kochanka. Paulina była piękna. O wiele piękniejsza od pozostałych sióstr Napoleona Bonapartego: starszej, dość szpetnej Elizy i młodszej Karoliny. Porażała doskonałość budowy jej ciała i klasyczne rysy, żywcem wzięte z greckich rzeźb. Piszą o tym zarówno Laura d’Abrantes, dobrze znająca Paulinę, nasza Teresa Tyszkiewicz, siostra Józefa Poniatowskiego i kochanka Talleyranda i Anetka Potocka, antyfeministka nie lubiąca kobiet i zawsze znajdująca dla nich „wredne” jadowite słówko. W stosunku do Pauliny zrobiła wyjątek, tak bowiem zafascynowała ją jej uroda. Oto opinia jednej z nich: „Paulina jest najpiękniejsza ze wszystkich kobiet swego czasu. Patrząc na nią, nie ustajesz podziwiać perfekcji, jaką osiągnęła natura” (Laura d’Abrantes).

No tak, Paulina lubiła oszołamiać ludzi nie tylko swymi dziwacznymi pomysłami, także swobodą bycia. Po swym pałacu chadzała zupełnie naga, jak Ewa w raju i najmniejsza kropla wstydu nie zarumieniła jej policzków. Zupełnie inaczej jak u tej matki rajfurki, która powiedziała do Konstantego, kamerdynera Napoleona: „Proszę, niech pan spojrzy, jakie moja córka ma zarumienione policzki, wprost płoną ogniem. A wie pan, dlaczego? Z rozczarowania, z rozpaczy; cesarz wcale jej nie zauważa, mimo iż usilnie stara się biedaczka i wprost zjada go swymi spojrzeniami”. Paulina nie musiała ani czerwienić się, ani starać o adorację mężczyzn. Absolutnie wszyscy byli w niej zakochani i wręcz mdleli z zachwytu, widząc tę Ewę poruszającą się po swym rajskim ogrodzie z niewymuszoną swobodą i prostotą swego nagiego i tak doskonałego ciała. Antonio Canova, znakomity rzeźbiarz włoskiego pochodzenia, ujrzawszy Paulinę, zapragnął wyrzeźbić ją nagą. Na pytanie pewnej damy, jak mogła pozować nago, Paulina beztrosko odpowiedziała: „Co też pani mówi. W pracowni było ciepło, wcale nie zmarzłam”.

Piękność i doskonałość fizyczna drażni i irytuje szczególnie te kobiety, które takich cech nie posiadają. Postarały się więc znaleźć defekt, jeśli nie na ciele, to na głowie Pauliny. Przyczepiły się do jej uszu, które rzekomo przypominały ośle uszy Minosa. Posłuchajmy księżnej Laury d’Abrantes, która pozostawiła potomnym nader ciekawe pamiętniki, żywo obrazujące życie na dworze Napoleona. Trzeba dodać, że jej mąż, Junot, był nie tylko kochankiem Karoliny, siostry Napoleona, a w młodości śmiertelnie zakochanym w Paulinie, lecz także bliskim doradcą i towarzyszem broni cesarza. Pisze Laura o tym, jak to pewnego razu, kiedy na jednym z balów zaczęto rozprawiać o piękności Pauliny, pewna dama zawołała: „Piękna, powiadacie! A wy popatrzcie na jej uszy. Widzicie te ogromne i gładkie bez jednej chrząstki ośle uszy przyrośnięte do głowy. Gdybym ja miała takie uszy – kontynuowała dama – kazałabym je sobie odciąć”. Oczy wszystkich zwróciły się na Paulinę, która słyszała tę diatrybę. Śmiertelnie zbladła, rozpłakała się pozostawiając kawalera na środku sali, pobiegła szybko do siebie. Uszu sobie nie odcięła, lecz już nikt odtąd nie wiedział Pauliny we fryzurze, w której byłyby odsłonięte. Przykrywała je nowo wymyśloną fryzurą, tak kunsztowną, że jej pomysł przyjął się na dworze. Panie z defektami zawsze potrafią coś wymyślić dla zamaskowania swych fizycznych felerów. Warto przywołać fryzurę Teresy Tyszkiewicz, siostry Józefa Poniatowskiego, której brat w dzieciństwie wykłuł oko. Przykrywała szklane oko wymyślnym loczkiem i wcale to ujemnie nie wpływało na jej piękność, albo gazowy szalik Anetki Potockiej przykrywający jej krzywe ramię. Jednak nie samymi balami, festynami i maskaradami żyje człowiek. Coraz częściej Paulina zastanawia się nad swoją przyszłością i gorzkie myśli ogarniają jej główkę. Przecież jeszcze nie jest zamężna! A może w ogóle nie wyjdzie za mąż?

Niech się o to nie martwi szesnastoletnia Paulina. Rodzinka Bonapartych nie pozwoli jej pozostać starą panną, już w roku 1797 wydają ją za mąż za generała Leclerca, oficera w sztabie Napoleona. Ten dwudziestopięcioletni przystojny młodzieniec, pełen cnót i zalet: dobry, mądry i wykształcony, gotów byłby swoją Paulinkę na rękach całe życie nosić, gdyby nie te ciągłe wojenne marsze, bo tyran Napoleon pragnie być drugim Aleksandrem Macedońskim, w najgorszym wypadku Juliuszem Cezarem. Mógłby śmiało – jak Henry Miller – powiedzieć skromnie: „Nie mam nic do pokazania światu oprócz swego geniuszu”. Małżeństwo Leclerca i Pauliny miało wszystko, co trzeba, aby być szczęśliwym: oboje są młodzi, piękni i zakochani w sobie. Wydawało się, że nic nie jest w stanie naruszyć tej harmonii. Zawiniła Paulina, a raczej jej nimfomaństwo. Zaczęła brać sobie kochanków, na nieszczęście Leclerc dowiedział się o niektórych z nich. Najpierw czyniła to potajemnie i ostrożnie, potem coraz śmielej i zuchwałej, i to już miesiąc po ślubie. Później jednemu ze swych kochanków artystów powie: „Śpię z tobą i wydaje mi się, że śpię z mężem”. To znaczy, że w sprawach seksu nie było u nich pełnej harmonii. To nic dziwnego. Nimfomankę trudno zadowolić jednemu mężczyźnie. Doprowadziłoby to w przyszłości niechybnie do rozwodu, na szczęście Leclerc zmarł przedwcześnie.

Pierwszymi kochankami Pauliny po ślubie byli przyjaciele jej męża, Beurnoville, Moreau i Macdonald. Nie będziemy rozważać etycznej strony problemu, jak się czują mężowie, gdy żony zdradzają ich z przyjaciółmi. Etyczny problem Pauliny nie męczył, lecz oni byli lojalni nie wobec przyjaciela Leclerca, a wobec siebie. Gdy dowiedzieli się, że Paulina sypia z nimi trzema, postanowili z nią skończyć. Zabawne było to, że nikt z tej trójki nie domyślał się, że ma rywala, a gdy się o tym dowiedzieli, oburzyli się i postanowili ukarać Paulinę. Każdy z kochanków napisał pożegnalny list. Wręczyć je miał Beurnoville. Pełny zdecydowania i słusznego oburzenia przyszedł do Pauliny i sięgnął do kieszeni, zamierzając wręczyć jej listy od kochanków. Lecz Paulina, nie pozwoliwszy Beurnoville’owi nawet otworzyć ust, pochwyciła go za ręce i zaczęła ciągnąć do swej sypialni. Kawaler opierał się jak mógł, uczciwie donosimy, Drogi Czytelniku, lecz słabo. Przeklinając swą słabość Beurnoville dał się sprowokować i wtaszczyć do sypialni. Tu uległ gwałtowi ze strony niewiasty. Po szybkim i sprawnym „numerku”, nie zapominając o swej misji, wręczył Paulinie listy kochanków. Nie czekając na odpowiedź, szybko wyszedł. Leclerca Napoleon wkrótce wysłał na wojnę do Portugalii. Mąż, przekonawszy się, że jego urocza żona ledwie umie czytać, wysłał ją do szkoły madame Campan i ta za głowę się chwyciła, widząc tak wielkie braki w edukacji Pauliny. Zamiast balów i maskarad musiała Paulina ślęczeć nad nudnymi podręcznikami i wkuwać tabliczkę mnożenia. Wynajęto dla niej także prywatnych nauczycieli, żeby nieco ją poduczyli, bo okazało się, że niczego nie znała, liznęła tylko trochę nauki tańca i śpiewu. Musiała pogrążać się w filozofii, na siłę czytała nudziarza Rousseau i Woltera i pilnie ćwiczyła ortografię. Potem, gdy jej mąż musiał odjechać z Napoleonem zawojowywać świat, Paulina znów wzięła się za miłosne przygody.

Zainteresowała się aktorami francuskiego teatru, szczególnie przystojnym Rapenouillim. Znalazła się w tym rojowisku bohemy, zblazowanych arystokratów, wyrafinowanych i wyuzdanych. W 1801 roku można ją było spotkać wszędzie, na balach arystokratów, na maskaradach, redutach, na balecie, w operze, na prywatnych intymnych spotkaniach Pauletta była żądna życia i miłości. Zobaczywszy wytworny salon pani Récamier, postanowiła stworzyć własny, a nawet nie salon, ale prawdziwy dwór, bo Paulina nie traciła nadziei, że brat „wyskrobie” dla niej jakieś królestwo, warto więc potrenować zawczasu rolę królowej.

Leży sobie na sofie w pozie pani Récamier, a Murzyn niesie jej w złotej czarce cieple mleczko. Pije ze wstrętem, nie wino przecież, winem uchleje się później, gdy goście odejdą, a teraz trzeba trzymać sznyt abstynentki. A gdy napije się wina, zacznie naga paradować po salonach, nie krępując się służących. Będzie długo ociągać się z nakładaniem koszuli nocnej, żeby każdy, kio chce, mógł dowoli obejrzeć jej doskonałe ciało. Ty, Drogi Czytelniku, również możesz, wystarczy zobaczyć jej posąg w wykonaniu Antonia Canovy w tej książce.

Paulina ma orkiestrę złożoną z Mulatów, grają co prawda byle jak i repertuar jest ograniczony do walców i kontredansów, ale jaka egzotyka!

A czymże jeszcze można oszołomić świat, jak nie egzotyką? Brzydka kochanka Henryka IV Koryzanda, którą on nazywał przekornie „piękną Koryzandą”, oszołomiła króla nie swymi wątpliwymi wdziękami, a egzotycznym zestawem swej świty. W jej sześciokonnym powozie nie tylko oswojone tygrysy razem z Murzynami siedziały, lecz szympans naciągał jej pończochy na nóżki z wprawą dobrej służki. Czasami jednak przychodziła Paulinie do głowy fantazja naśladowania nie Koryzandy, a króla Henryka III, który lubił chodzić po płatkach róż rozsypanych na podłodze. Każdemu swoje: Kaligula chadzał po rozsypanych na podłodze złotych monetach, krótkotrwały polski król Henryk Walezy po płatkach róż. Paulina pustoszyła oranżerię Bonapartych i kazała służącym dla swego chwilowego kaprysu oddzielać płatki róż od kolców i sypać na je na podłogę. Stąpała po tym dywanie z kwiatów jak Afrodyta po morskiej pianie, z dostojeństwem i świadomością swego piękna. Poza leniwej kotki pani Récamier nie zawsze udawała się Paulinie. Gubił ją temperament. Nie potrafiła, jak to czyniła pani Récamier, spokojnie wysłuchiwać różnych nowości, złych również. W Paulinie budziła się tygrysica. Leniwa kotka z tygrysimi pazurami – taka rola nie bardzo jej się udawała. Taką wściekłą pozę przyjęła Paulina, gdy dowiedziała się, że Napoleon ma ją wysłać na kraj świata, na zagubioną wśród Oceanu Atlantyckiego wyspę San Domingo, ma się rozumieć wraz z mężem.

Kroplą, która przepełniła czarę wyrozumiałości Napoleona, był nowy erotyczny związek Pauliny, tym razem z aktorem Lafonem. Zwróciła na niego uwagę, gdy ujrzała go na scenie teatru francuskiego w roli amanta. Był piękny. Paulina, nie czekając na sprzyjającą okazję, sama poszła do jego garderoby, wzięła go czule za rękę i namiętnie wyszeptała: „Jakżeż pan jest piękny w tym kostiumie”. Aluzję Pauliny, że w innym, bardziej wydekoltowanym kostiumie, będzie jeszcze piękniejszy, aktor pojął prawidłowo.

Nie tracąc zbytecznych słów, zaproponował Paulinie schadzkę. Trochę ją przeraziła ta prostolinijność i pośpiech, lecz ostatecznie przecież wiedziała, czego chce. Tego samego wieczoru przespała się z aktorem i odtąd regularnie z nim się spotykała nie tylko potajemnie, lecz nawet publicznie. Od czasu do czasu, gdy Leclerc przyjeżdżał z Portugalii, Paulina chętnie oddawała się mężowi, żeby wieczorem oddać się Lafonowi. Starczy jej przecież na wielu mężczyzn, nikogo nie pominie.

O rozpuście siostry Napoleona było głośno w Paryżu. Napoleon postanawia wysłać ją wraz z mężem jak najdalej od Paryża, do afrykańskiej paskudnej krainy San Domingo, rozdzieranej rebeliami, które wzniecali Anglicy, wykorzystując do tego celu miejscową ludność. Spokoju w tamtej krainie nigdy nie było, wciąż wybuchały nowe rokosze, a wieczna wojna, jak wiadomo, gospodarce nie służy. Państewko było biedne jak mysz kościelna, nękane chorobami i ciągłymi wojnami. Paulina dowiedziawszy się, że ją wysyłają na zesłanie (a jak można inaczej to nazwać), zaczęła płakać, potem otarła łzy i wielce rozgniewana pobiegła do brata. Między nimi miał miejsce taki oto dialog:

Paulina: „Nie pojadę do tej paskudnej, przez Boga zapomnianej krainy”.

Napoleon: „Pojedziesz, siostrzyczko. W Paryżu już wystarczająco narozrabiałaś, plotki na twój temat nie ustają”.

Paulina: „Nie mogę jechać, jestem w ciąży”.

Napoleon: „A to mi nowina, trochę, przyznam, dziwaczna, jeśli wziąć pod uwagę, że od trzynastu miesięcy nie widziałaś męża”.

Paulina ugryzła się w język, inny argument wymyśla: klimat San Domingo źle na jej zdrowie wpłynie. Nie przekonała Napoleona. Brat był twardy, bowiem wiedział jedno: Paulinę należy izolować od Paryża, nie można przecież dopuścić, żeby od jej seksualnych ekscesów wydane zostało na szwank nazwisko Bonapartych. Paulina, widząc, że od wyjazdu do San Domingo już się nie wymiga, spróbowała na to, co ją czeka, popatrzeć bardziej optymistycznie. „No i co, że mieszkają tam dzikusy, przecież to nie małpy, i z dzikusami można…”. Zamyśliła się. Przecież jeszcze nigdy nie miała kochanków Murzynów. A oni ponoć w sprawności fizycznej i anatomicznej znacznie przewyższają Europejczyków. Można także tam dwór królewski założyć. Ona królową, a wicekrólową będzie… Paulina patrzy na służącą: „Klaro, chcesz być wicekrólową w San Domingo?” Biednej służącej z wrażenia grzebień spadł na podłogę, nie spodziewała się tak szybkiego i tak niezwykłego awansu. Dotychczas Paulina tylko lała ją po pysku w złe minuty, a w dobre na jej piersi swoje nóżki grzała. Na wszelki wypadek, bo jeszcze nie wiadomo, jak tam będzie z Murzynami, Paulina postanowiła wziąć ze sobą kochanka Frenona. I tu, Drogi Czytelniku, biografowie i historycy plączą się w swych relacjach. Jedne źródła mówią, że popłynęła na San Domingo jednym statkiem wraz z mężem i kochankiem, inne utrzymują, że było zgoła inaczej, że Frenon dopłynął tam później i na osobnym statku. Nam bardziej miła jest wersja pierwsza, można przynajmniej pofantazjować, wyobrażając sobie sceny, gdy mąż śpi sobie spokojnie, a Paulina na pokładzie statku, wsłuchana w plusk rozkosznych fal morskich, całuje się upojnie z kochankiem, a gdy nadarzy się okazja, to pod brezentem, za którym ukryte są łodzie ratunkowe, miłość uprawiają. Twardo, to prawda, i na dodatek śmierdzi, ale jakże rozkosznie i romantycznie!

Morska podróż trwała pięćdziesiąt dwa dni. Niestety, z Frenonem Paulina musiała się rozstać, bowiem Napoleon mianował go gubernatorem innego miasta w San Domingo o nazwie Gayes. Dojeżdżać tam do niego? O dyliżansach można było tylko pomarzyć. Stolicą San Domingo było miasto o bardzo rozbudowanej nazwie: Cap de-la-Republique. Niestety, stolica znajdowała się w rękach rebeliantów i zanim Paulina zdążyła wysiąść ze statku po bardzo uciążliwej podróży, mąż jej musiał w szybkim tempie zdławić powstanie. Leclerc nie okazał się krwiożerczym władcą, po pewnym czasie uwolnił wszystkich rebeliantów, trzy tysiące osób, darując im winę. Jakże rzadko spotykanej dobroci i szlachetności był to człowiek!

Rzeczywistość San Domingo okazała się dla Pauliny gorsza od najgorszych przewidywań. Ta okrutna, niby wyswobodzicielska wojna, była pozbawiona sensu i celu. Murzyni walczyli o swoją niepodległość, Napoleon ich pragnienie tłumił, a ofiarami były tysiące zabitych białych i czarnych. Wkrótce armię Leclerca zaczną dziesiątkować tropikalne choroby. Na czarną ospę umrze kochanek Pauliny, jej pierwsza miłość, Louis-Marie Stanislas Frenon. Swe imię Stanislas zawdzięczał ekskrólowi polskiemu, Stanisławowi Leszczyńskiemu, który był jego ojcem chrzestnym. Poległ tu polski legionista, generał brygady Władysław Franciszek Jabłonowski, bowiem, jak wiadomo, walczyła tu pod flagą Napoleona polska półbrygada, powstała z Legii Naddunajskiej. Paulina jest w rozpaczy; nie rozumie zupełnie słów brata, który na jej wszystkie pisemne żale odpowiadał niezmiennie: „Bądź godną swej pozycji!” Jakiej pozycji? Czy ona może być królową w tej paskudnej krainie piekła?

Choruje jej synek Dermide, choruje ona sama, Leclerc rozpaczliwie potrzebuje żołnierzy i w każdym swym liście do Napoleona prosi o przysłanie posiłków, najlepiej dziesięciu tysięcy, bowiem Murzyni, po krótkim zawieszeniu broni, znowu podnieśli i głowy, i bagnety. Wieszają jego oficerów, gwałcą białe kobiety, pewnego razu Leclerc oswobodził trzy tysiące białych kobiet, które były pociechą dla murzyńskiego wojska. Spalono ponad dwieście plantacji trzciny cukrowej, w północnej części kraju zbuntowało się sto tysięcy czarnych, a na czele rebelii stanął były niewolnik, Toussaint-Louverture. A gniew ludu to nie są żarty! Napoleon jakby nie rozumie tej ciężkiej sytuacji. Wojska i pomocy do San Domingo nie przysyła. W takiej oto atmosferze piekła, Sodomy i Gomory, wroga angielska propaganda śmie twierdzić, że Paulina oddaje się rozpuście. A ona tylko przecież ledwie kilka razy urządziła nocne erotyczne tańce tubylców. Prawda, byli to wyznawcy Kybele, nader rozpustnej bogini. Jej kult dopuszcza różne bezeceństwa, nawet takie jak wyrywanie własnych genitaliów, składanych jako ofiara ku jej czci.

Tańce były fascynujące: nagie, brązowe torsy tubylców, zlanych potem i błyszczących od obfitości aromatycznych olejków. Dźwięk bębna, ruchy kobiet naśladujących dzikie zwierzęta, egzotyczne pląsy dzikusów. Nic dziwnego, że to wpłynęło na zmysły Pauliny, której mąż nie rozpieszczał swą miłością. Zresztą ciągły stres generała Leclerca nie sprzyjał uprawianiu seksu z żoną. Paulina nie od razu poczęła sypiać z Murzynami. Najpierw wzięła sobie do kochania kapitana Humberta. Był to grubiański, ordynarny, karciany szuler. Zresztą to specjalnego znaczenia dla Pauliny nie miało, bo przecież na bezrybiu i Humbert mężczyzną. Potem zdecydowała się na dwóch Murzynów. Nie podajemy, Drogi Czytelniku, ich nazwisk, bowiem trudno nam w to uwierzyć, jak twierdzi Anglik Goldsmith, że byli nimi Petion i Krzysztof, dwaj przywódcy murzyńscy. Nie, to wierutna nieprawda. Paulina była patriotką i na pewno wrogowi by się nie oddała.

Kanclerz Passeur tak powiedział o romansie Pauliny z Murzynami: „Słońce tropików dziwiło się jej nieokiełznanej rozwiązłości”. Najbardziej trafnie ocenił postępowanie Pauliny Barras, były kochanek Józefiny: „Ona chciała ich zakosztować w celach porównawczych”. Fouche też był bliski prawdy, kiedy pisał: „Oddana na pastwę gorącego klimatu tropików pogrążyła się we wszelkich odmianach erotyzmu (…) kosztowała z łakomstwem czarnych wyspiarzy. Niektórzy z nich chwalili się tym”.

Leclerc dowiedział się o zdradzie żony. Niestety, nie mamy, Drogi Czytelniku, na tyle talentu, żeby opisać jego mękę. Delikatny i taktowny z natury nie urządzał żonie awantur, nie targał jej za włosy, jak to uczynił w podobnej sytuacji Junot w stosunku do Laury d’Abrantes, która przespała się z kochankiem wszech czasów Metternichem, a po prostu wydał publiczne oświadczenie: „Białe kobiety, które hańbić się będą z Murzynami, zostaną odesłane do Francji”. Nastraszył rybę wodą, bo przecież Paulina doczekać się nie może, kiedy będzie mogła wyjechać do Francji.

W maju 1802 roku rozpoczęła się nowa wojna z rebeliantami. Z rąk Murzynów zginęło 1500 oficerów, 25 000 żołnierzy, 8000 marynarzy. Leclerc bije na alarm, jego oddziały dziesiątkuje tropikalna choroba – żółta febra. „Niesłychane spustoszenie w moim wojsku. Wszyscy generałowie są chorzy. Musiałem posłużyć się czarnymi generałami. Wojsko moje ginie w drodze” – tak pisze zrozpaczony Leclerc do Napoleona. Zresztą kiedy Napoleon czytał ten list, Leclerc już nie żył. Zmarł na żółtą febrę 22 października 1802 roku.

Z ponurym balastem na pokładzie statku powraca Paulina do Paryża – z zabalsamowanym trupem męża i chorobą weneryczną. Gdzie się jej nabawiła? Kto to wie, jeśli kochanków było tak dużo, i to zarówno wśród białych, jak i czarnych. Nie przywiązywała wagi do tych związków, nawet krzty uczucia w nie nie wkładała, mężczyźni byli dla niej zaledwie narzędziami do zaspokojenia jej nimfomaństwa. W rzeczywistości kochała tylko swego Leclerca, małego urwisa, jak go nazywała. Lecz mężczyźni chyba nigdy nie zrozumieją tej dziwacznej miłości kobiety, która, kochając jednego mężczyznę, pragnie oddawać się drugiemu. Kto ją zaraził? Przypadkowo to się stało czy umyślnie? Który z wrogów Napoleona mógł to uczynić? Przecież nie uczyniono tego na złość Leclercowi. On wrogów nie miał. Męczy się Paulina tymi pytaniami.

Historia zna przypadki śmierci królów od umyślnego zarażenia ich chorobami wenerycznymi. Na co zmarł francuski król Franciszek I? Od komplikacji syfilitycznych, a syfilisem zaraził go zazdrosny mąż jednej z jego kochanek, Feroniery. On umyślnie zaraził się tą chorobą od prostytutki, zaraził nią żonę, a ona króla. Franciszek I wysyłał ekspedycję do arabskich krajów, aby przywiozła mu stamtąd korę jakiegoś drzewa, którą tubylcy leczą choroby weneryczne. Nic to królowi nie pomogło. Czy lekarze w Paryżu potrafią mnie wyleczyć? – męczy Paulinę takie pytanie. I jeszcze inne nie daje jej spokoju. Dlaczego Napoleon tak okrutnie rozprawił się z nią i jej mężem? Dlaczego wysłał ich do tej zapadłej i wiecznie pogrążonej w wojnach krainy, z góry skazując ich na niepowodzenie. Mało tego, że klimat w lecie był tu nie do zniesienia: język usychał, kłuło w piersiach, schodziła skóra od upałów, nie było czym oddychać… A do tego te niekończące się potyczki i choroby, które dziesiątkowały cesarską armię. I znikąd żadnej pomocy. Napoleon ani razu nie zareagował na apele Leclerca, że brakuje mu żołnierzy. „Mój brat jest okrutny” – taka myśl przyszła Paulinie do głowy, gdy wracała z San Domingo. Siedem dni czekała po śmierci męża na swój wyjazd. Trzeba było zabalsamować ciało męża i spakować rzeczy. Wreszcie z niejaką ulgą wsiadła na statek „Swiftsure”. Zegnaj, paskudne San Domingo!

A na niebie wciąż płonęło słońce, straszne słońce Karaibów, jego każdy promień palił i oślepiał, a na dodatek mieszał się z dymem pogorzelisk spalonych wiosek. Na drogach tysiące ogarniętych paniką ludzi, zagubionych i nieszczęśliwych.

W Paryżu Paulina zamieszkała w pałacu swego brata Józefa. Siedemnastowieczny prześliczny pałac Marbeuf, kupiony za czterdzieści pięć tysięcy franków, urządzony wspaniale: porfirowe wazony na podłogach, jadalnia w pompejańskim stylu, wszędzie biel i złoto. Swego pałacu Paulina jeszcze nie ma, lecz wkrótce będzie go miała. Roztkliwiony nieszczęściem swej siostry, Napoleon jest hojny. Dał jej osiemdziesiąt tysięcy franków na kupno pałacu, Paulina powiedziała: „Mało” i wyciągnęła rączkę po więcej. Dosypał jeszcze dwieście dwadzieścia tysięcy. Wkrótce się urządzi, będzie miała swe królestwo – wytworny pałac, ale na razie trzeba się otrząsnąć z tego piekła, jakim było San Domingo. No i na dodatek ta paskudna choroba. Leczyć Paulinę będą długo, żmudnie, bo to nie żarty, na jej ciele pojawiły się pierwsze objawy syfilityczne – czyraki.

Czym je leczyć? Penicylinę odkryją dopiero za sto lat. Leczyć mrówkowym spirytusem, jak leczono Ludwika XIV, czy rtęciowymi preparatami, jak hrabiego d’Artois,